Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/

Witam Cię serdecznie!
Akurat pojawiła się okazja, by rozważyć kolejny przypadek z “serii” utraty partnerki. Napisał do mnie były uczestnik Programu Wolność od Porno.
Okazało się, że potrzebował prawie półtora roku, by ponownie i poważnie(j) podejść do siebie i tematu zdrowia. A zainicjował to, jak powiedział sam mężczyzna “zawód miłosny”. Czyli jak świat długi i szeroki to co zwykle – ból zmusił do zmiany.
Przyjrzyjmy się tej wiadomości (umieszczonej za zgodą autora):
Witaj Piotrze !!!
Wracam do Ciebie, ponieważ nie poradziłem sobie z uzależnieniem w momencie kiedy po raz pierwszy przystąpiłem do programu WoP.
Współpracę z Tobą rozpocząłem w sierpniu 2018r. Doszliśmy wtedy do 3 Modułu do którego już nie przesłałem Raportu. Odpuściłem sobie, coś we mnie pękło, nie miałem już w sobie na tyle sił i energii aby dalej pracować nad sobą. Wszystkie demony wróciłem i wszedłem na stare utarte ścieżki, upadek za upadkiem.
I tak oto sposobem mija znowu ponad 1,5h roku, trwania w tym samym miejscu. Czas to zmienić!
Co się stało, że poczułem kolejną potrzebą wyjścia z tego na dobre? To okropny zawód miłosny, z którym co muszę przyznać dalej się zmagam. Patrząc na na to z choć krótkiej perspektywy czasu, dochodzę do wniosku, że wiele wspólnego z niepowodzeniem tego uczucia wynikało z mojej niewłaściwej postawy wobec drugiej osoby, co krok po kroku doprowadziło to wygaśnięcia uczucia ze strony partnerki. Moje uczucia są dalej gorące, mam w sobie duże pokłady energii, aby w końcu dokonać zmian, już nie koniecznie dla Niej bo to raczej temat zamknięty, ale przede wszystkim dla siebie a w dalszej perspektywie dla innych kobiet.
Tak jeszcze w kilku słowach opisze sytuacje. Poznaliśmy się kilka miesięcy temu, spotykaliśmy się przez parę miesięcy (konkretne dane usunąłem – przyp. Kruk), mniej więcej do końca ubiegłego roku. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że na budowanie związku z kobietą ma wiele czynników i możliwe, że kilka z Nim też miało tutaj niebagatelne znaczenie, ale chce powiedzieć o kluczowych kwestiach, które wg mnie mają podłoże w moim uzależnieniu.
Nie potrafiłem okazać tej dziewczynie bliskości, co cholernie odczuwała i co mi potem napisała, było jednym z głównych powodów, że zrezygnowała z dalszej walki o tą relację. Było kilka momentów, że byliśmy blisko i całowaliśmy się, przytulaliśmy, ale czułem w sobie jakąś swojego rodzaju pustę, blokadę i brak czerpania radości z tego, choć to ogólnie wiemy jest wspaniałą sprawą. Co Ona na pewno odczuwała. Potem było tylko gorzej. Na kolejnych randkach w ogóle się nie zbliżałem, nie dotykałem, nie całowałem, nie przytulałem. Totalna blokada. A powinno być totalnie odwrotnie! A Ona oczekiwała tych sygnałów z mojej strony. I to raczej nie upatruję się winy w Niej bo jest piękną kobietą i była przez jakiś czas bardzo zaangażowana aby coś wspólnie zbudować.
Oczywiście w całym tym okresie spotykania, regularnie oglądałem p-o, wraz z towarzyszącą masturbacją, karmiąc się tymi wszystkimi negatywnościami. Więc zamiast dążyć do bliskości z realną kobietą byłem dalej uwikłany w wirtualny świat obrazów z monitora. Czułem się okropnie ! Mając przy boku piękną kobietę wolałem wirtualny świat. WIEM TO CHORE!
Po tym jak ucięła ze mną spotykanie stwierdzając, że nie jestem w stanie się zaangażować w odpowiedni sposób, poza tym brakuje Nam jakiejkolwiek bliskości, to nie ma sensu dalej tego ciągnąć. Ja walczyłem, próbowałem to ratować, żeby tego tak nie zakończyć, ale już było zdecydowanie za późno! Czułem się okropnie, mam duże wyrzuty sumienia i okropne poczucie winy, że coś schrzaniałem, choć mogło być tak pięknie. Bo od dawna nikomu tak bardzo na mnie na zależało jak jej.
To jest dla mnie cholernie trudna lekcja z którą w zasadzie zmagam się emocjonalnie do dzisiaj. Ale jest to dla mnie taki mocny życiowy motywujący kopniak, który powalił mnie na ziemię i wiem, że nie ma innej drogi jak wyjście z uzależnienia. Chce zmienić siebie, tak aby czuć się dobrze ze sobą oraz żeby inni czuli się ze mną wspaniale. Chce być wolny, nieobciążony, tak aby w przyszłości taka sytuacje nigdy się nie powtórzyła, bo mam silną potrzebę zbudowania prawdziwej relacji. Chce mojej przyszłej partnerce ofiarować to co najwspanialsze, bliskość, czułość ciepło, a nie tak jak teraz chłód, pustkę i brak zaangażowania.
Trochę się rozpisałem, ale czuje potrzebę wyrzucenia tego z siebie. Czekam z niecierpliwością na odpowiedź!
Zapewne niejedna osoba odnajdzie się w tej wiadomości. Ja sam przez to przeszedłem. Mnie również dopiero ból zmusił do wzięcia się do siebie. A gdy odpuszczałem, znowu to ból przypominał mi o tym, by się po raz kolejny ruszyć.
Zajmijmy się odpowiedzią na poszczególne fragmenty.
Wracam do Ciebie, ponieważ nie poradziłem sobie z uzależnieniem w momencie kiedy po raz pierwszy przystąpiłem do programu WoP.
A dlaczego liczyłeś, że sobie poradzisz, jeśli nie przerobiłeś nawet 3 Modułów, nie mówiąc o rozwiązaniu w swoim życiu choć jednego problemu – jednej przyczyny – powiązanego z uzależnieniem?
Co zamiast tego zrobiłeś? Czym wg Ciebie jest “(po)radzenie sobie z uzależnieniem”?
Sugeruję przestać patrzeć na zdrowienie jako “przystąpienie do Programu WoP”, tylko “znalezienie narzędzia, by przystąpić do naprawy swojego życia”. Jeśli sądzimy, że sobie poczytamy Program jak gazetę z programem telewizyjnym i to ma nam naprawić życie, to Houston, mamy problem.
Współpracę z Tobą rozpocząłem w sierpniu 2018r. Doszliśmy wtedy do 3 Modułu, do którego już nie przesłałem Raportu. Odpuściłem sobie, coś we mnie pękło, nie miałem już w sobie na tyle sił i energii aby dalej pracować nad sobą.
Wychodzenie z uzależnienia nie jest procesem przyjemnym, spokojnym – czytasz sobie, unikasz wszystkich dyskomfortów i emocji, a także bólu i radośnie przesyłasz Raporciki, w których chwalisz się jak świetnie Ci idzie czytanie. To nauka radzenia sobie z problemami w życiu, z emocjami i z takimi “pęknięciami”, które czym są zaraz wyjaśnię.
Nic w Tobie nie pękło. Aktywował się mechanizm ucieczkowy – poczułeś opór, być może też strach i uciekłeś od tego uczucia. Zacząłeś się bardzo silnie opierać, co odczułeś jako ból. Być może tak silny i nagły, że uznałeś, że coś musiało pęknąć! Jak kość! Ale tak nie jest.
W Programie są wiedza i narzędzia, by sobie z tym poradzić. Jednak nie dotarłeś do nich, tylko uciekłeś przy pierwszym problemie. Nawet nie wiesz dlaczego przestałeś pracować nad sobą z zamiarem wyjścia z bardzo niebezpiecznej choroby. Mówisz “coś pękło”. Więc podjąłeś decyzję nie wiedząc na czym ją opierasz. Podjąłeś bardzo ważną i błędną decyzję ale ostatecznie być może nauczyła Cię czegoś ważnego.
Więc nic w Tobie nie pękło, tylko to był element uzależnienia.
Poza tym siła i energia nie są potrzebne do pracy nad sobą.
Bo nie powiesz mi, że potrzebowałeś siły, by wykonać codziennie 2-3 notatki wymagające odpowiedzi na kilka pytań, co łącznie zajęłoby kilka minut? Nie miałeś sił, by napisać kilka zdań, a miałeś siły, by wejść w związek z kobietą? Coś mi się tu nie trzyma kupy.
Nie powiesz mi, że potrzebowałeś siły, by usiąść na tyłku na 5-10 minut dziennie i obserwować swoje myśli? Hmm, jeśli nie miałeś siły, by siedzieć bez ruchu, to oznacza, że leżałeś przez półtora roku i Twoi znajomi przewieźli Cię do szpitala i karmili dożylnie? Jeśli nie, coś mi się tu nie trzyma kupy.
Nie powiesz mi, że potrzebowałeś siły, żeby czytać? Oglądałeś telewizję, seriale, używałeś komputera, czytałeś gazety? Jeśli na to miałeś siłę, a na czytanie Programu nie, to coś mi się nie trzyma kupy.
To, co nazywasz “coś we mnie pękło” oznacza nieuświadomioną decyzję, by uciec od niechcianego stanu, od dyskomfortu psychicznego i emocjonalnego. To element nawyków, czyli nieuświadomionych, własnych decyzji.
Brak “sił”, czyli energii oznaczał właśnie bardzo silny opór – a więc przeznaczanie energii na wewnętrzną walkę. Jednocześnie w swojej esencji opór to niechęć, więc nie miałeś chęci, by zrobić cokolwiek innego, niż to, co do tej pory – co już stało się nawykowe.
Jeśli nie miałbyś sił, to nie miałbyś je na wszystko. A jednak na pewne rzeczy siłę miałeś, a na inne – ważne – nie. Więc nie była to kwestia braku sił, tylko NASTAWIENIA odnośnie tych czynników.
Pracy nad sobą się opierałeś i dlatego nie miałeś energii, bo przeznaczałeś ją na zmaganie. A potem brakiem energii usprawiedliwiłeś odpuszczenie “pracy” i życie tak samo jak do tej pory, co nazywasz “radzeniem sobie z uzależnieniem”. Czyli zapewne dalszym opieraniem się.
Dlatego mówię, że odpuszczenie pracy nad sobą jest elementem uzależnienia, bo to samo robisz z samym uzależnieniem i dlatego nic się nie zmienia. Zresztą wszystko inne, względem czego tak postępujesz, również.
Wszystkie demony wróciły i wszedłem na stare utarte ścieżki, upadek za upadkiem.
Żadne demony nie wróciły, bo nie żyjemy w filmie fantasy. To nie Śródziemie z książek Tolkiena. Żaden demon nie wrócił, bo żadnego nigdy nie było.
Nie zrozumiałeś tematu nawyków – nawyki – czyli Twoje nieuświadomione decyzje – zależą póki co od warunków zewnętrznych oraz wewnętrznych. Czyli swoje decyzje warunkujesz swoim samopoczuciem, które nie rozumiesz, ani nie jesteś nawet świadomy. Powiedziałeś “coś we mnie pękło”, co pokazuje praktycznie zerową świadomość swoich emocji.
Nad tym w ogóle nie pracowałeś, więc gdy tylko się pojawiły niekorzystne warunki, od razu zacząłeś uciekać.
Jako, że w rzeczywistości nie zależymy od warunków zewnętrznych, tylko od własnych opinii na ich temat, od własnych interpretacji, wyprojektowanej i nadaje wartości oraz znaczenia, nad czym także nie pracowałeś, zareagowałeś odpowiednio do swoich przekonań. Czyli tak jak do tej pory.
Nie zmieniłeś nic w sobie. A to błąd. To nie kwestia żadnych demonów tylko samego siebie. A skoro nazywasz coś demonem, to sugeruje Twoją interpretację tego – coś złego, z czym trzeba walczyć. Ale właśnie takie nastawienie powoduje upadek za upadkiem.
I tak oto sposobem mija znowu ponad 1,5h roku, trwania w tym samym miejscu. Czas to zmienić!
A co było wcześniej taką motywacją, potrzebą? Co spowodowało, że półtora roku temu postanowiłeś coś zmienić? Strach? Jak widać – motywacja to za mało, by dotrzymać słowa, aby zrobić to, co konieczne, by wyzdrowieć.
Zazwyczaj potrzeba czegoś mocniejszego – porządnego bólu. I to jest normalne.
Niemniej trzeba wiedzieć, że znowu pojawi się dokładnie to samo, przez co odpuściłeś na półtora roku i co wtedy? Znowu uciekniesz? Dlaczego miałoby do tego nie dojść? Co zmienisz, by nie odpuścić po raz kolejny? Jak się przygotujesz na to?
Widzisz jakie znaczenie ma ból – zmusza nas do podjęcia nowych decyzji, bo dotychczasowe nam nie służyły. A mimo to ludzie nie zmieniają decyzji. Są tak nieświadomi i często też uparci.
Dzięki bólowi stajemy się choć minimum świadomi i zmieniamy swój życiowy kierunek choć o trochę. Ale czy go faktycznie zmienimy, zależy od nas. Tutaj niezbędne jest 100% uczciwości i szczerości.
Co się stało, że poczułem kolejną potrzebą wyjścia z tego na dobre ? To okropny zawód miłosny, z którym co muszę przyznać dalej się zmagam.
Nie zmagasz się z zawodem miłosnym, tylko z tym, co czujesz odnośnie tego, co się stało. A jest to dokładnie to samo, przez co do niego doszło, przez co jesteś uzależniony. Jest to również to, co jest przyczyną braku zmian i pogłębiania się problemów – ta wewnętrzna walka.
Sytuacje zewnętrzne to konsekwencje naszych decyzji – zarówno tych aktywnych jak podjęte działania, jak i tych pasywnych – interpretacji, percepcji, nastawienia, etc.
Zaniedbując wnętrze – wybierając negatywne interpretacje, postępując negatywnie np. względem własnych emocji, automatycznie zaniedbujemy to, co zewnętrzne – swoje życie. Stojąc w miejscu, nic nie robiąc można tracić energię. Wykonaj ćwiczenie – naprzyj na ścianę. Mówię serio – zrób to.
Napieraj na ścianę z całych sił. Napieraj tak minutę lub dwie. I co? Coś się zmieniło? Ściana jak stała, tak stoi. Ty jak stałeś/aś, tak stoisz. Ale energii masz coraz mniej.
Dlaczego więc napierasz na ścianę? Dlaczego robisz coś, co nie przynosi żadnego sensownego rezultatu? A! Być może dlatego, bo wierzysz, że jak przestaniesz na ścianę pchać to ściana się zawali i Cię przysypie. Ok, tylko kto Ci każe pod nią stać?
Tak postępujemy względem własnych emocji. Pojawia się np. strach, a my od razu na niego napieramy, bo sądzimy, że jak tego nie zrobimy, to nas przysypie. Często słyszę – “pochłonie mnie”, “przytłoczy”. “Jeśli pozwolę sobie na smutek, to mnie ten smutek pochłonie, tyle go jest”. Hmm ale emocje to nie ocean. To Twoja energia. Przypłynie, przepłynie i się wyczerpie. Po problemie.
Jednak opór stawiany emocjom to nie jedyne źródło bólu w tej sytuacji.
Spójrzmy co dalej pisze autor.
Patrząc na na to z choć krótkiej perspektywy czasu, dochodzę do wniosku, że wiele wspólnego z niepowodzeniem tego uczucia wynikało z mojej niewłaściwej postawy wobec drugiej osoby, co krok po kroku doprowadziło do wygaśnięcia uczucia ze strony partnerki.
To do czego doszło, to reprezentacja Twojej postawy odnośnie siebie samego, swoich emocji, swoich problemów, wyzwań, życia, etc. A także odnośnie drugiej osoby.
Nie możemy dać drugiej osobie tego, czego nie mamy dla siebie, zgodzisz się ze mną? Czy możesz dać drugiemu człowiekowi 100 zł, jeśli sam ich nie masz? Nie. To samo z bliskością, akceptacją, zrozumieniem, radością, miłością, itd.
Inne osoby często stają się dla nas wystarczającym PRETEKSTEM, by odpuścić opór przed tym co pozytywne – np. przestać się użalać, wziąć się w garść, dawać każdego dnia sobie i tej osobie radość.
Jednak często ta “motywacja” traci swoją siłę oddziaływania na nas, bo nigdy nie mieliśmy intencji się zmienić dla samych siebie. Tylko udawaliśmy, często wbrew sobie, na siłę, by zadowolić drugą osobę i zatrzymać ją przy nas. To taka subtelna próba kontroli i manipulacji. Niejednokrotnie towarzyszy temu samopoświęcanie, czyli zaniedbywanie siebie i próby czerpania od drugiej osoby tego, czego brak czujemy w sobie.
Ponadto widzimy określenie – “niepowodzenie tego uczucia”. Czyli mamy masę nieporozumienia:
1. Miłość to nie uczucie – to nie emocja. Miłość, która mija nie była miłością, tylko oczarowaniem, przywiązaniem, pożądaniem, romantyzmem, sentymentalizmem i/lub erotyzmem. To, co się dzieje w takiej sytuacji, to wyczerpanie energii pożądania lub przywiązania, które błędne interpretowaliśmy jako miłość. Miłość jeszcze się nie rozwinęła, bo zamiast troszczyć się o nią, dbaliśmy raczej o strach przed utratą, opór, niechęć, próby kontroli. Sami to wybieraliśmy zamiast miłości.
2. Uczuciu nie może się “nie powieść”. Energia to energia. Nie możesz powiedzieć, że prąd się nie powiódł. Jeśli prąd nie płynie, to nie z prądem jest problem, tylko z układem, przez który płynie. W przypadku ludzi, tym układem oczywiście jesteśmy my i druga osoba. A w tym nasze intencje, działania, to co realnie inwestujemy w tę relację. Energia dostosowuje się do tego i informuje nas pod różnymi formami nazywanymi emocjami na co natrafiła płynąc przez układ. Jeśli będą warunki, ograniczenia, blokady dla swobodnego przepływu nazywanego miłością, da o tym znać. I dała. Ale to, co się stało potem było błędnymi decyzjami wynikającymi z niezrozumienia.
3. Uczucie partnerki nie wygasło. Bo to nie była miłość. To było inwestowanie tego, co pozytywne w relację. Dajemy sobie to, co pozytywne, odpuszczamy opór, strach, małostkowość, etc. i otwieramy się na coś większego. Na miłość. Jeśli jednak jedna ze stron w relacji nie będzie skora do otworzenia się, miłość nie może płynąć. Mówi się nie tyle wulgarnie, co kompletnie błędnie, że “kobieta daje”. Ale to kompletny fałsz. Kobieta ODDAJE mężczyźnie to, co jej dał. Każda kobieta ma pewien “bufor” tego, co pozytywne, co jest w stanie zainwestować. I obserwuje, czuje co dostaje z powrotem. Jeśli dostaje od mężczyzny coś negatywnego, odda negatywność.
To czy kobieta będzie chciała to robić, zależy od jej intencji. Jeżeli kobiecie nie zależy na wymianie niskich jakości, odejdzie. Tej kobiecie najwyraźniej zależało na czymś wyższej jakości, niż otrzymywała od autora wypowiedzi. Autor nie dawał, tylko próbował brać to, czego “bufor” się wyczerpał.
Kobieta w swojej naturze oddaje to, co otrzymała od mężczyzny pomnożone i w zależności od poziomu rozwoju kobiety – często jest to nawet jeszcze wyższej jakości. Prosty przykład – mężczyzna przynosi surowe mięso i trochę warzyw, a kobieta oddaje to w postaci wspaniałego, pysznego posiłku. Mężczyzna nawozi ziemię, a kobieta upewnia się, że będzie z tego piękny ogród. Mężczyzna stawia fundament, ściany i dach domu, a kobieta upewnia się, że będzie ciepłym miejscem dla ich obojga.
Ale jeżeli mężczyzna od samego początku próbuje tylko coś brać, kobieta szybko się wycofa, bo będzie czuła, że traci. Nie ma przepływu z obu stron. Jedna strona tylko daje, a druga tylko bierze. To jak z oddechem – próbuj przeżyć tylko na wdechach lub tylko na wydechach. Nie da się.
Więc nie mówimy o wygaśnięciu miłości, tylko fundamentalnym błędzie. Twoją intencją było BRAĆ, by wypełnić jakiś brak, który czułeś w sobie. I jednocześnie przez ten brak nie dawałeś kobiecie tego, czego ona oczekiwała. Więc w pewnym momencie przestała dawać. A niezależnie ile brałeś od niej, brak się nie zmniejszał. Więc być może wymagałeś od niej coraz więcej, co odczuwała ona jako niechęć, opór.
Moje uczucia są dalej gorące, mam w sobie duże pokłady energii, aby w końcu dokonać zmian,
Tak, bo na razie boli. Pragniesz zmiany. A emocje mają to do siebie, że ich ładunki są skończone.
A co gdy przestanie i te “gorące uczucia” wygasną? Bo wygasną. Już raz wygasły półtora roku temu.
Co jeśli znowu zaczniesz się opierać innym uczuciom – np. poczuciu winy lub strachowi?
Mnóstwo osób pada w momencie, gdy wyczerpie się emocja pożądania zmiany. Gdy wyczerpie się chęć. Mówią właśnie, że “stracili motywację”, że “coś w nich pękło”, że nagle “to przestało mieć sens”, etc.
Ale to tylko uczucia i decyzje podjęte na ich podstawie.
Dlatego ważny jest plan – wybór celu, drogi i decyzja, by ją przejść całą NIEZALEŻNIE OD TEGO, CO BĘDZIESZ CZUŁ.
Teraz wiesz jak boli dalsze zaniedbanie. Wiesz, co się powtórzy kolejny raz i kolejny, i kolejny. Chcesz tego? Jeśli nie – wybierz cel, zaplanuj drogę, nowe życie i dąż do niego niezależnie czy poczujesz wielki żal, wielką winę, wielki strach czy opór. Chrzanić to – jesteś facet, więc dotrzymaj słowa.
Wiesz co się zdarzy. Już 2 razy do tego doszło. Dojdzie i trzeci raz. I co wtedy? Dotrzymasz słowa, kopniesz się w dupę, by to rozwiązać? By znaleźć odpowiedzi w Programie i je zastowoć. Bo odpowiedzi są. Jest rozwiązanie. Jest wyjście z tego. Ale znowu odpuścisz zanim w ogóle je poznasz?
To co nas nie zabiło wzmocni nas tylko wtedy, gdy oczyścimy się z toksyn i wybierzemy to, co sprzyjać będzie naszemu życiu. Doświadczenia nie mają żadnej mocy – to my nadajemy im wartość i znaczenie. Jeśli nadasz je głupio, to odbierze Ci moc byle co.
już niekoniecznie dla Niej, bo to raczej temat zamknięty, ale przede wszystkim dla siebie, a w dalszej perspektywie dla innych kobiet.
A wcześniej nie robiłeś tego dla siebie? Wiele osób znajduje motywację w pracy nad sobą dla innych. Albo dla swoich bliskich, albo dla osoby, z którą pragną być. I o ile jest to często świetna motywacja, o tyle właśnie istnieje ryzyko, że ta osoba odpuści. I wtedy tracimy źródło motywacji.
Z jakiego powodu próbowałeś wyjść z uzależnienia za pierwszym razem? Co było motywacją? Bo też ją straciłeś.
Przeszłość i jej konsekwencje są od tego, by się uczyć – by wyciągać wnioski i dokonywać korekt tam, gdzie są potrzebne.
A tu korekta jest bardzo potrzebna. Mówisz, że coś w Tobie pękło i uznałeś to za przyczynę odpuszczenia. Ale tak nie było, bo nic w Tobie nie pękło, tylko poczułeś ból. A ból to informacje o oporze. Więc się czemuś zacząłeś opierać.
Co czułeś po tej sytuacji? Jakbyś nazwał te uczucia?
Tak jeszcze w kilku słowach opiszę sytuację. Poznaliśmy się kilka miesięcy temu, spotykaliśmy przez perę miesięcy, mniej więcej do końca ubiegłego roku. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że na budowanie związku z kobietą ma wpływ wiele czynników i możliwe, że kilka z nich też miało tutaj niebagatelne znaczenie, ale chce powiedzieć o kluczowych kwestiach, które wg mnie mają podłoże w moim uzależnieniu. Nie potrafiłem okazać tej dziewczynie bliskości,
Potrafiłeś, tylko zamiast tego wybierałeś coś innego – zapewne strach i wstyd, którym się jeszcze opierałeś.
Każde “nie mogę” to nieuświadomione “nie chcę”.
To, co pozytywne jest stanem naturalnym. Jeśli go nie ma, coś go ogranicza. A tym ograniczeniom się opierałeś. Nie chciałeś ich. Nazywasz je swoimi demonami, “utartymi ścieżkami”. Ale to Twoje decyzje, które doprowadziły zarówno do uzależnienia jak i utraty tego związku.
Opierając się “demonom” jednocześnie opierałeś się temu co pozytywne. Dlatego nie czułeś tego w sobie niczego pozytywnego i nie byłeś w stanie się tym podzielić.
Mogłeś ale zamiast tego wybierałeś opór. Opór był ważniejszy, niż jego odpuszczenie. Ale tego nie wiedziałeś. Nie mówię tego w formie obwiniania czy zarzutu, tylko przedstawienia nieuświadomionych faktów.
co cholernie odczuwała i co mi potem napisała, było jednym z głównych powodów, że zrezygnowała z dalszej walki o tą relację.
Musieliście walczyć o tę relację od samego początku?
Więc od samego początku męczyłeś się w sobie tak jak męczyłeś się od półtora roku i pewnie wielu lat wcześniej. Te “demony”, te “utarte ścieżki” to nawyki – Twoje nieuświadomione wybory, by walczyć w sobie z tym, co uznałeś za niebezpieczne, za złe – z własnymi emocjami.
Było kilka momentów, że byliśmy blisko i całowaliśmy się, przytulaliśmy, ale czułem w sobie jakąś swojego rodzaju pustę, blokadę
Ta pustka to był opór. Właśnie tak się go odczuwa.
A opór to Twój wybór, Twoja postawa.
Postawa niechęci, wewnętrznego ścisku, mentalnego nacisku na to, co już jest w Tobie. Zazwyczaj na własne emocje. Często również na myśli lub zewnętrzne wydarzenia, w tym hipotetyczne – takie jakie mogą być. I paradoksalnie właśnie dochodzi do tego, czemu się opieramy.
i brak czerpania radości z tego,
A więc mamy kolejną iluzję – sądziłeś, że źródłem radości jest związek.
A tak nie jest.
Jest tylko jedno źródło radości – Twoje wnętrze.
Zaś Ty zamykałeś je oporem.
I zamiast tego próbowałeś BRAĆ radość. Kobieta odczuwała to jako opór. Zaczynała czuć pustkę, bo nic od Ciebie nie płynęło do niej (ok, “nic” to może być zbyt duże uproszczenie, nie mam szczegółów jak wyglądały Wasze spotkania i na pewno nie było to kategoryczne “nic”, bo by z Tobą nie była kilku miesięcy ale było to za mało). Ty również czułeś tę pustkę, więc mniej więcej wiesz, co zaczynała czuć kobieta.
Związek może stać się pretekstem wystarczająco istotnym (bo takie znaczenie sami mu nadaliśmy), że odpuścimy dla niego opór przed np. radością, odpowiedzialnością, męskością, prawdomównością, dojrzałością, itd.
Ty jednak tego nie zrobiłeś. Dla Ciebie z jakichś przyczyn większe znaczenie miała wewnętrzna batalia z czymś, co jeszcze nie jest świadome. Nazywałeś to demonami, więc pewnie z tego powodu walka z tym była dla Ciebie ważniejsza. Być może wierzyłeś, że jak ją wygrasz, to wrócisz lepszy, silniejszy, mężniejszy… no tylko z tą uwagą, że była to walka ze swoją energią, którą niestety w sobie stłumiłeś nieświadomymi decyzjami… walką. Tego typu walki wygrać nie można. Można ją tylko przegrać i wtedy człowiek się zazwyczaj poddaje. Zamiast walki zaczyna się akceptować, troszczyć o siebie, etc. Czasem upadek jest do tego niezbędny.
choć to ogólnie wiemy jest wspaniałą sprawą.
Ale co z tego, skoro priorytetowo wybierałeś opór względem czegoś?
To – zakładam, że mówisz o związku – jest takie, jaką wartość sam temu nadasz.
Jeśli DLA CIEBIE jest wspaniałe – ok! Ale skoro tak, to coś musi być jeszcze wspanialsze, bo nie wybrałeś związku.
Wspanialsze np. nie odczuwanie wstydu, żalu lub strachu.
Paradoksalnie jednak opór i negatywne intencje zawsze doprowadzą do tego, czego się najbardziej boimy i czego najbardziej nie chcemy.
Co Ona na pewno odczuwała. Potem było tylko gorzej.
Bo to czemu się opieramy trwa i rośnie.
A kobiety odczuwają dość wyraźnie wnętrze mężczyzny. Ich intuicja podpowiada im o intencjach mężczyzny, o jego gotowości do rozkwitu, o szczerości lub nie. W Twoim przypadku 5 miesięcy walczyłeś, nie otworzyłeś się.
To ogromny dar również dla mężczyzn (nawet kiedy kobieta odchodzi), którzy dzięki temu mogą stać się świadomi podświadomych mechanizmów, które szkodzą im zazwyczaj w wielu obszarach ich życia, w tym w relacji.
Zapewne obwiniasz się za to, co się stało. Uważasz się za winnego. Ale to przecież m.in. z tą winą walczyłeś cały czas. Nikt nie jest winny. Tylko byłeś nieświadomy.
Przecież nie chciałeś źle ani dla niej, ani dla siebie. Przeszkadzały w tym nieuświadomione mechanizmy i programy, których nawet nie dostrzegałeś.
Na kolejnych randkach w ogóle się nie zbliżałem, nie dotykałem, nie całowałem, nie przytulałem. Totalna blokada. A powinno być totalnie odwrotnie!
Dlaczego sądzisz, że powinno być odwrotnie?
A co zmieniłeś W SOBIE, że liczyłeś na zmiany w swoich zachowaniach?
Miałeś to, co sam wybierałeś. Wybierałeś unikanie własnych emocji, dlatego też unikałeś tego, co je z Ciebie wyciągało. Nawet nie byłeś tego świadomy i dlatego nie sądziłeś, że dzieje się coś nie tak i do czego to doprowadzi.
Obecność kobiety, szczególnie atrakcyjnej, zawsze wyciągnie z mężczyzny wszystkie nagromadzenia i zaniedbania, przez które związek ten byłby nimi niepotrzebnie i niezdrowo obciążony. Zazwyczaj zaczyna się od wstydu, strachu i oporu, a także programów typu “nie zasługuję”, “jestem gorszy”, “i tak mnie nie zechce”, “jest dla mnie za piękna/mądra” bla bla bla.
Często potem dochodzi jeszcze wina, żal, gniew, duma. Stąd kłótnie w związkach. Obie strony wyciągają z siebie niechciane trucizny emocjonalne, za które niestety zaczynają się obwiniać, zrzucać odpowiedzialność.
Nie mówię, że tak było w Twoim przypadku ale zapewne obwiniałeś samego siebie.
A Ona oczekiwała tych sygnałów z mojej strony. I to raczej nie upatruję się winy w Niej bo jest piękną kobietą i była przez jakiś czas bardzo zaangażowana aby coś wspólnie zbudować.
A dlaczego w kimkolwiek/czymkolwiek w ogóle upatrujesz winy?
Nikt nie jest winny ale zapewne wina była jednym z elementów, którym się opierałeś. A więc winę w sobie utrzymywałeś, przez co nigdy nie czułeś się (do końca) dobrze. I to samo czuła ona.
I dlatego doprowadziłeś do tego, co tą winę z Ciebie wyciągnęło siłą – doprowadziłeś do przykrej sytuacji, która jeszcze również aktywowała mechanizm żalu. Bo żal to emocja, która wspomaga proces wewnętrznego oczyszczenia z emocji, oporu i przywiązania.
Natomiast czy ona oczekiwała sygnałów. Powiedziałbym, że oczekiwała od Ciebie otworzenia się na radość, na rozkwit, na dawanie jej tego, co pozytywne. Często się śmiała? Pewnie nie.
Oczywiście w całym tym okresie spotykania, regularnie oglądałem porno, wraz z towarzyszącą masturbacją, karmiąc się tymi wszystkimi negatywnościami.
Jakimi negatywnościami się karmiłeś?
Nie karmiłeś się negatywnościami, tylko to, od czego uciekałeś już w Tobie było. Nie pozwalałeś sobie się z nich oczyścić. Tłumiłeś je za pomocą pornografii.
Dlatego właśnie oglądałeś porno – bo nie chciałeś czuć “tych wszystkich negatywności”. Tak podchodziłeś do własnych emocji. Opierałeś się im, tłumiłeś za pomocą porno i dlatego czułeś je cały czas.
To jest to wszystko, co nazwałeś “zawodem miłosnym” i z czym mówisz, że się cały czas zmagasz.
Więc zamiast dążyć do bliskości z realną kobietą byłem dalej uwikłany w wirtualny świat obrazów z monitora. Czułem się okropnie!
Bo się obwiniałeś i wstydziłeś. Przed, w trakcie i po.
Nie tylko walczyłeś z tym, co już w Tobie było, opierałeś się temu ale także oceniałeś to jako złe, negatywne. Dlatego nie pozwalałeś sobie tego czuć. I paradoksalnie to prowadziło do sytuacji, które je albo z Ciebie wyciągały, albo generowały coraz więcej.
Jednocześnie nie byłeś w stanie dać ani sobie, ani kobiecie nic pozytywnego, bo non stop opierałeś się emocjonalności i wybierałeś priorytetowo ucieczkę od niej.
Dlatego często powtarzam mężczyznom – że odwaga to nie brak strachu ale decyzje POMIMO odczuwania strachu. To samo dotyczy innych emocji jak wina. To że czujemy winę NIE oznacza, że mamy kogokolwiek obwiniać. Tylko sprawdzić czy w naszych działaniach/postępowaniach nie ma błędów, nie robimy komuś krzywdy i czy można coś poprawić. To wszystko. Następnie winy należy się puścić!
Mając przy boku piękną kobietę wolałem wirtualny świat. WIEM TO CHORE!
Można powiedzieć, że TO jest chore.
Ale co to jest choroba?
Choroba to brak zdrowia. Zdrowie może zostać tylko ograniczone, czymś zablokowane.
W tym, co opisujesz, jak i w większości przypadków, to właśnie wstyd i wina. I sam się ich trzymałeś i się im opierałeś.
Wstydziłeś się tego, co robiłeś i to TRZYMANIE SIĘ wstydu ograniczało Twoje zdrowie i powodowało, że cały czas miałeś pretekst, by oglądać porno – tłumienie wstydu i winy. Zapewne też żalu, strachu, frustracji.
Do braku zdrowia doprowadził opór, niepoprawne, niezdrowe WEWNĘTRZNE postępowanie, które również miało negatywne przełożenie na postępowanie zewnętrzne.
Po tym jak ucięła ze mną spotykanie stwierdzając, że nie jestem w stanie się zaangażować w odpowiedni sposób, poza tym brakuje Nam jakiejkolwiek bliskości,
Bo brakowało Ci bliskości z samym sobą.
Nie angażowałeś się w odpowiedni sposób w relację z samym sobą. Nie akceptowałeś się, nie okazywałeś sobie bliskości, ciepła, akceptacji, zrozumienia. Nie dawałeś sobie radości, itd. Zapewne bardzo często się winiłeś i wstydziłeś czegoś. Szczególnie tego, co robiłeś i czego nie robiłeś.
Dlatego mówi się, że w życiu/związku można zajść tak daleko, jak głęboko zeszliśmy w samych sobie.
Opieranie się emocjom to bardzo płytki poziom.
Trzymanie w sobie głównie wstydu i winy bardzo, bardzo człowieka obciąża. I zupełnie niepotrzebnie.
to nie ma sensu dalej tego ciągnąć. Ja walczyłem, próbowałem to ratować,
Co konkretnie robiłeś? Obiecywałeś, płakałeś, zaklinałeś się, kupowałeś kwiaty?
A siebie próbowałeś ratować?
Wiesz co kobiety chcą powiedzieć przez to? To nie związek trzeba ratować ale samego siebie. Kobieta nie chce relacji dla samej relacji ale chce mężczyzny. Kobiety nie wchodzą w relację z relacją, tylko z mężczyzną. W tym przypadku – z Tobą.
Ty nie dbałeś o siebie, więc automatycznie nie mogłeś zadbać o nią. A ona pragnąć mężczyzny, chciała też troszczyć się o Ciebie. Ale nie ratować. Tylko kwitnąć, wzrastać, iść dalej w życie.
Pragnęła mężczyzny, który się akceptuje, lubi, szanuje. Czy taki jesteś dla siebie? Jeśli nie – dlaczego? Czy znalazłeś jakiś powód, by traktować się źle?
Widząc, że Ty sam sobie nie dajesz tego, czego potrzebujesz, intuicja podpowiadała jej, że ta relacja stanie się toksyczna.
żeby tego tak nie zakończyć,
Czego nie zakończyć?
Relacja to nie jest sznurek – i albo jest, albo nie ma.
To ciągła wymiana energii – psychicznej, emocjonalnej, intencjonalnej, fizycznej. To jakość zaangażowania, to korekty, błędy, otwieranie się, wzrastanie, zmienianie i wiele, wiele więcej.
To, co było nie zmieniało się w pozytywną stronę, tylko w negatywną. I zanim stałoby się jeszcze bardziej bolesne, podjęła ona mądrą decyzję. Bolesną dla Ciebie ale nikt nie powiedział, że ból jest zły. Bo nie jest.
Dzięki bólowi masz szansę nareszcie porządnie wziąć się za siebie.
Więc to, co zrobiła możesz postrzegać jako dar. Tak, boli, nie neguję. Ale czy stało się coś złego? Niekoniecznie. Wszystko zależy od tego co dalej z tym zrobisz. Na razie widzę, że chcesz się wziąć za siebie, co jest bardzo dobrym sygnałem.
ale już było zdecydowanie za późno! Czułem się okropnie, mam duże wyrzuty sumienia
Nie istnieją wyrzuty sumienia, tylko mentalizacja oparta o poczucie winy.
A jak mówiłem – wina jest jednym z elementów, który należy zaakceptować, wziąć za niego odpowiedzialność i dokonać w oparciu o nią niezbędne korekty. Tego uczy wina.
Jedną z kluczowych korekt jest wyciągnięcie wniosków – przeanalizować i odkryć dlaczego doszło do przykrej sytuacji (hint – nie przez coś, ani kogoś w świecie zewnętrznym) oraz wybaczyć sobie pomyłki i błędy. Wybaczyć także innych ich decyzje.
i okropne poczucie winy, że coś schrzaniałem,
Poczucie winy nie jest okropne, tylko jest bardzo ważne, bo uczy nas o konieczności dokonania korekt, zmian. Zazwyczaj chodzi o zmiany w zachowaniach, decyzjach. Ale także chodzi o zmiany wewnętrzne jak intencje, postępowanie z samym sobą, ze swoimi emocjami, myślami, etc.
A Ty się winy trzymałeś i opierałeś – przez to nie mijała, rosła, a Ty zamiast korekt dokonywać, tylko powtarzałeś te same błędy.
Wyobrażasz sobie jakby wyglądała Wasza relacja, gdybyś(cie) nic nie zmienili w niej i trwali tak następne 5-10 lat?
choć mogło być tak pięknie. Bo od dawna nikomu tak bardzo na mnie na zależało jak jej.
No tak. Ale Tobie dalej na sobie nie zależało, więc nikomu nie mogło bardziej. Być może Tobie bardziej zależało na tej uwadze, niż na samej kobiecie? I dążąc cały czas do tego zacząłeś ją zaniedbywać i właśnie paradoksalnie straciłeś źródło tego – samą kobietę.
Inni ludzie chcąc nie chcąc będą nas traktować tak jak my traktujemy siebie. Zazwyczaj będą też traktować nas tak jak traktują samych siebie. Więc osoba, która się obwinia będzie obwiniać także nas. Jeśli ktoś się akceptuje, a my siebie nie, to ta osoba prawie na pewno zrezygnuje z takiej relacji, bo nie chce obniżać poziomu.
To jest dla mnie cholernie trudna lekcja, z którą w zasadzie zmagam się emocjonalnie do dzisiaj.
Tak, zmagasz się i to jest problemem.
To jest jeden z błędów, który w kółko powtarzasz – opieranie się temu co czujesz. A potem tłumisz to pornografią.
Zamiast zrozumieć gdzie leżał błąd (Twój, nie tej kobiety), jego źródło i dokonać niezbędnych korekt, Ty mocujesz się z emocjami, z myślami. Zapewne non stop wpatrujesz się w mentalny bełkot, a nie dokonujesz rozsądnej, rozważnej, odważnej, szczerej i uczciwej analizy WEWNĘTRZNEJ. Zewnętrzne to tylko pewna forma reprezentacji wnętrza.
Być może teraz się to zmieniło, bo jednak wnioski wyciągnąłeś słuszne – już tak więcej nie chcesz żyć i chcesz coś poprawić.
Za to – brawa!
Ale jest to dla mnie taki mocny życiowy motywujący kopniak, który powalił mnie na ziemię i wiem, że nie ma innej drogi jak wyjście z uzależnienia. Chce zmienić siebie, tak aby czuć się dobrze ze sobą oraz żeby inni czuli się ze mną wspaniale.
Więc zamiast zmieniać siebie, zacznij od akceptacji tego jaki teraz jesteś. Zaakceptuj, że popełniłeś błędy. Zaakceptuj ich konsekwencje i zaakceptuj siebie razem z nimi. Zaakceptuj swoje życie. Zaakceptuj siebie.
Potrzebne są fakty i porzucenie przed nimi oporu.
Dopiero na tym gruncie można zacząć pracę.
Nie ma wyrzutów sumienia. W umyśle widzisz mentalizację odbywającą się na bazie poczucia winy, którego jest w Tobie sporo. Gdyby nie było, nie oglądałbyś porno będąc w związku. Z tego trzeba się oczyścić. Przestać tę winę zwalać, przenosić na cokolwiek i kogokolwiek.
Zmiana siebie to tak naprawdę nie zmiana, tylko przede wszystkim akceptacja tego, za kogo się uważamy, w tym swoich silnych i słabych stron. To sprawdzenie do jakich negatywności jesteśmy przywiązani, czego się boimy, wstydzimy, za co winimy siebie i innych, czemu się opieramy.
Sprawdzenie na co jesteśmy gotowi, czym się zająć, co odpuścić, co poddać.
Zmiana nie może odbyć się na siłę. Siłą nie zmienisz nawet najmniejszej negatywnej własnej cechy. Bo to po prostu nie tak działa.
Zmiana dokona się sama dzięki nieoceniającej akceptacji, intencji, uwolnieniu i poddaniu. W tym poddaniu korzyści jakie miałeś z utrzymywania tych negatywnych cech.
Na razie te korzyści przeważały nad cudowną relacją. Więc jesteś do nich mocno przywiązany.
Chce być wolny, nieobciążony, tak aby w przyszłości taka sytuacje nigdy się nie powtórzyła, bo mam silną potrzebę zbudowania prawdziwej relacji. Chce mojej przyszłej partnerce ofiarować to co najwspanialsze, bliskość, czułość ciepło, a nie tak jak teraz chłód, pustkę i brak zaangażowania.
Zacznij od dawania tego sobie. Bez wypierania swoich uczuć, bez uciekania od nich, bez walki z nimi, bez zmagania.
Zacznij akceptować to, co czujesz nie zależni czy jest to wstyd, czy poczucie winy.
Ten chłód i pustka to opór, to niechęć do własnego wnętrza.
Żadna kobieta nie odpuści tego za Ciebie. Może utrzymać przez jakiś czas tzw. świętą przestrzeń – mentalny i emocjonalny stan akceptacji, zrozumienia. Wtedy dużo łatwiej jest zrzucić własną zbroję, otworzyć się, zmierzyć z tymi wadami, zaniedbaniami, wypłakać się, przeprosić, wybaczyć sobie. Ale to trzeba przejść, a nie myśleć o tym, ani nie walczyć z czymkolwiek.
Dla samych siebie też można stworzyć taką przestrzeń ale tu uwaga – powoli. Człowiek z dużą ilością stłumionego wstydu i winy bardzo łatwo może wpaść po uszy w silne obwinianie się za wszystkie popełnione błędy. Bo nagle “uświadamia sobie” jaki to był straszny, bezduszny, egoistyczny, zły, beznamiętny, etc. bla bla bla. To trzeba ucinać.
Najlepiej zacząć mierzyć się z emocjami, które czujemy obecnie i się ich puszczać. Zająć się tym, co z poziomu rozsądku wydaje się nam najlepsze. W Twoim przypadku wybrałeś mądrze – zajęcie się uzależnieniem od pornografii. Na tej drodze najefektywniej przepracujesz bardzo dużo ze swoich “perfekcyjnych niedoskonałości”.
Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Zasubskrybuj
Powiadom mnie o
guest
8 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Łukasz

Mam jeszcze takie ostatnie pytanie,bo ostatnio się obwiniam,że jak podchodziłem do kobiet to mogła być to desperacja a z drugiej strony,przecież te kobiety miło reagowały,uśmiechały się.Oglądałem ez takiego jednego uwodziciela i on mówił,że jego pasją jest podchodzenie do kobiet a gdzieś w Programie lub na blogu pisałeś to:
“Ale jak mogę być szczęśliwy bez kobiet, o których marzę?” – porzuć ten sposób myślenia! Źródło
szczęścia jest w nas! Kobiety tego szukają w mężczyznach. Jak mogą szaleć za facetem, który za
źródło szczęścia uznał je? Jeśli spotkasz taką kobietę to ta kobieta sama nosi w sobie mnóstwo
wstydu. Ta relacja będzie toksyczna.”

I teraz jak to ma się do podchodzenia do kobiet?Przecież każdy facet w jakimś stopniu uzależnia szczęście od kobiet Ci uwodziciele sczególnie skoro ciagle im mało.

Łukasz

Ja własnie podchodziłem z radości tylko ,że mało osób tak robi i mogli mnie wziąć za wariata szczególnie w naszym kraju.Poza tym ja mieszkam na wsi wiec tu ludzie na bank maja duzo ograniczeń w porównaniu do Krakowa no i niektórzy chodzą do kościoła i są te blokady nawet związane z samym dotykiem.W małym mieście facet podchodzi do dziewczyn na ulicy wiec to może dziwnie wyglądać.

Łukasz

Piotrze jak to jest,że niby świadomośc ludzka w ostatnich latach się podniosła a kiedyś ludzie byli bardziej szczęsliwi,serdeczni,pomocni itd.Ostatnio taki starszy Pan mi powiedział,ze kiedyś to kobieta nie dała się dotknąć a teraz?Wystarczy mieć wygląd i na takim “tinderze” można zaliczać dziewczyny na pierwszej randce nawet zajęte kobiety mają tam konta masakra.Kiedyś to kobiety były pod rygorem faceta, a teraz księżniczki takie rozpieszczone są,że sypiają z “chadami-SamiecAlfa” a utrzymuje je betabankomat- nieświadomy facet.Czy ludzie tak dużo noszą w sobie negatywności,że nie mają szacunku do siebie?
Kiedyś była niższa świadomość a życie było lepsze a teraz daje max 10 lat do wojny lub ludzie sami się wykończą.

Łukasz

Witaj Piotrze właśnie przerabiam program od nowa i wlasnie jest napisane,że Hugh Hefner był uzależniony od porno i naszło mnie takie ciekawe pytanie.Jak to jest ,że np Hugh był uzależniony i mimo tego normalnie funkcjonał i nawet potrafił występować przed kamerami co wymaga dużej odwagi,a ja jak masturbuje się do porno to nawet mem lęki jadąc samochodem i dopiero muszę przez kilka dni mieć abstynencje + się oczyszczać z napięć żeby w miarę normalnie funkcjonać.Może tu nie chodzi o same porno tylko z jaką siłą człowiek tłumi emocje?Ja mam coś takiego ,że np jednego dnia jestem odważny ale wystarczy ,że ucieknę w porno i z człowieka odważnego staje się tym który odczuwa przed wszystkim lęki.Ostatnie pytanie czy dam radę zaakceptować niechciane emocje bez zażywania psychotropów?Wiem ,że te emocje mogę być z dzieciństwa i bardzo ciężko jest mi poradzić sobie z nimi.

Podobne Wpisy:
100 Dróg do Sukcesu (25-27)

100 Dróg do Sukcesu (25-27)

Witam Cię serdecznie! Sukcesywnie kontynuujemy serię dotyczącą sukcesu! :) Link do artykułu wprowadzającego znajdziesz poniżej! ► Seria „100 Dróg” – Wprowadzenie. Części 1-7 tej serii znajdziesz klikając na poniższe linki: ► 100 Dróg do Sukcesu (1-6) – Wewnętrzne vs zewnętrzne, Osobiste, duchowe, w świecie, Przeczytaj książki, Sukces jako zwyciężanie, Sukces jako osiąganie celów, Sukces jako… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4
Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 7) – “Porno to ratunek” – Mail, Chciwość, Chcenie, Pożądanie

Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 7) – “Porno to ratunek” – Mail, Chciwość, Chcenie, Pożądanie

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat stanięcia w obliczu faktu o własnym uzależnieniu. Części 1-6 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 1) – Wstęp ► Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 2) – Lista nr 1 ► Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 3) – Nienawiść, złość, chęć zemsty, wina ► Jestem uzależniony/a.… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 9
Ale wstyd! Mam małego! I o innych szkodliwych bzdurach (O Seksie – Część 2)

Ale wstyd! Mam małego! I o innych szkodliwych bzdurach (O Seksie – Część 2)

Wpis ten stanowi obiecaną kontynuację Artykułu dotyczącego fizycznych aspektów seksu. Dzisiaj zajmiemy się aspektami emocjonalnymi, które są dużo, dużo, DUŻO bardziej znaczące. Od tego zależy czy będziesz miał/a raka prostaty czy jajników – takiej klasy bardziej znaczące. Bowiem – ciało fizyczne odzwierciedla wszelkie problemy natury emocjonalnej. Nie odwrotnie. Ale o medycznym aspekcie rozpiszę się w… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 8
Cnoty (Część 15) – Uradowany/radosny, Poczucie humoru, Lojalność, Zdrowie

Cnoty (Część 15) – Uradowany/radosny, Poczucie humoru, Lojalność, Zdrowie

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat cnót charakteru! Części 1-14 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Cnoty (Część 1) – Wstęp i szczerość. ► Cnoty (Część 2) – Ciężka praca, Odwaga. ► Cnoty (Część 3) – Moralność, Ciepło, Pracowitość/Pilność, Niefrasobliwość. ► Cnoty (Część 4) – Wytrwałość, Dobry/uprzejmy, Bycie pomocnym, Pozytywny. ► Cnoty (Część 5) – Rozważność,… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 13

WOLNOŚĆ OD PORNO