Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/15

Witam Cię serdecznie!

Dziś kontynuujemy temat emocji i świadomości strachu. Część pierwszą znajdziesz klikając na link poniżej:
O Emocjach - Strach (Część 1)

Dzisiaj poruszymy bardzo ważny temat - znaczenie strachu z perspektywy rozwoju świadomości. Podzielę to zapewne na 2 artykuły (może na więcej).

Mówiłem już, że strach służył ochronie życia fizycznego. I służy nadal. Jednak to bardzo ograniczony sposób, by postrzegać strach.

Tak naprawdę strach służy ochronie naszego całościowego doświadczenia. Doświadczenia jako ta osoba, ten umysł, to ciało, ta historia, te przekonania, te emocje, te utożsamienia, te pragnienia, etc.

To zawiera w sobie ochronę życia, gdyż utrata ciała czy umysłu (rozumiana jako utrata życia fizycznego) oznacza utratę obecnego doświadczenia.

Gdyby się temu przyjrzeć bliżej, zrozumiemy, że ochrona życia fizycznego to dzisiaj najmniej istotny aspekt panującego w ludziach/nad ludźmi strachu.

Pomimo, że świat jest pełen stłumionego strachu, którym stara się karmić/zarażać innych, większość ludzi żyje w absolutnie bezpiecznych warunkach. Tak naprawdę nigdy nie zdarzyło się im nic niebezpiecznego. A jednak się boimy. Czy są ku temu dobre podstawy?

Boimy się choroby, wojny, innych ludzi, boimy się rozmawiać, być szczerym, płakać, bać się, spać przy wyłączonym świetle, boimy się potworów, końca ulubionego serialu, boimy się czy w sklepie będzie rodzaj mąki, której potrzebujemy, boimy się rachunku za prąd, dentysty, węży, a dzisiaj też uchodźców i terrorystów...

Czy ten strach naprawdę ratuje nam życie? Nie. Strach ratuje nasz obecny punkt widzenia. Niską świadomość.

Weźmy strach przed wojną. Brzmi racjonalnie, tak? Wszyscy wiemy z historii jak straszne są wojny. Nie tylko z historii! Wystarczy włączyć telewizor i natychmiast usłyszymy o panującej gdzieś okrutnej wojnie. No ale dlaczego się ich boimy? Co daje nam ten strach?

Dlaczego boimy się wojny:
- Bo wojna jest zła.
- Bo można zginąć.
- Bo giną na niej ludzie.
- Bo jest tam dużo bólu.
- Bo stracimy bliskich/nasz kraj.

Itd.

Ok. Ale co ma do rzeczy sam strach? Ludzkość przeżyła nie dlatego, że nienawidziła czy bała się piorunów, tylko nauczyła się nie przebywać w miejscach, gdzie one uderzają.

Ludzkość przeżyła nie dlatego, że nienawidziła wojen (czy dlatego przeżyliśmy, bo większość wojen wygrali ci "dobrzy"), tylko poprzez zrozumienie, że wojna nie jest do niczego potrzebna. Unikamy jej, kiedy tylko możemy. Tym zajmuje się polityka, nieprawdaż? Spełniamy wzajemnie potrzeby krajów, dzięki czemu nie musimy o nie walczyć między sobą. Zbroimy się i robimy pokazy wojskowe, by inny naród uniknał pomysłu, by z nami walczyć. Ego stara się przekonać inne ego jak tylko może, by nie miało pretekstu do wojny. Bo przecież wystarczy pretekst. Ego chętnie dokona największej zbrodni, gdy znajdzie dla niej właściwe usprawiedliwienie.

Tak naprawdę strach służy przeżyciu naszego przekonania, że wojna jest zła i źli są wszyscy, którzy walczą przeciwko nam. Bo czy kiedykolwiek w historii ludzkości strach spowodował, że uniknęliśmy wojny? Nie. Strach zasila opór przed wojną, czyli opór przed oporem stawianym nam przez innych. Strach zasila więc powód do wojny.

Dlaczego więc stawiamy ten opór? Bo wierzymy, że opór jest potrzebny, by wojny nie było.

Daliśmy się przekonać naszemu ego (naszej podświadomości), że opór w życiu jest niezbędny. Stawiamy go od płaczu, gdy ktoś ma ładniejszą zabawkę w piaskownicy, po niezgodę na zaproponowane warunki przez dystyngowanych przedstawicieli narodów świata. Nasz umysł uważa, że opór jest niezbędny. Niezgoda. NIE. Zmaganie. Większość ludzi kieruje się częściej w życiu niechęcią do tego, czego nie chce, niż radością względem tego, czego chce.

Wynika to z niezrozumienia działania oporu. Opór zasila i przedłuża to, co jest i czemu się go stawia.

Stawianie oporu wojnie zasila wojnę. Bo opór stawiany strachowi zasila sam strach. Strach rośnie. A wraz z tym nasz umysł podaje nam coraz straszniejsze scenariusze. Im straszniejsze, tym większa niechęć do nich (czyli opór). Im większy opór, tym większa potrzeba szukać (w)innych, bo boimy się szukać w sobie. No i znajdujemy ofiary, bo sami się tak czujemy (im większy ładunek strachu, tym niżej schodzimy w świadomości). Aby przekroczyć własne uczucie narastającej niemocy (bo już ze strachu spadliśmy do apatii i poczucia winy) oraz osaczenia (strachu), musimy wykonać pierwszy krok, by uchronić się od tych wszystkich przerażających (i prawdopodobnych!) scenariuszy.

Strach doprowadził więc do wojny. Sami do niej doprowadziliśmy. W sobie. I pewnie wkrótce zaczniemy walczyć poza sobą. Z innymi. Ale teraz, dzięki naszemu strachowi, wojna zyskała dobry powód. Wytłumaczenie. Pretekst.

Utożsamienie się z emocjami i generowanymi na jej bazie myślami pogłębia to, co jest. Gdyż utożsamienie to opór stawiany samemu sobie. To pogłębia świadomość strachu i jeszcze ją obniża. Jako, że uczestniczymy w paradygmacie ego, jedynym słusznym rozwiązaniem będzie usprawiedliwienie własnych negatywności i zasilenie się silniejszymi negatywnościami - pożądaniem, gniewem i dumą. Wystarczy wymyślić powód. Komuniści? Wrogowie? Wspaniały powód! Szpiedzy? Małżonka nas zdradza? Pani w klasie woli kogoś innego, a nie mnie? I już możemy nienawidzić!

Cudowne powody, by zasilać niską świadomość i zaatakować. Zmagać się. Walczyć.

Czy więc strach jest negatywny? Oczywiście, że nie. On po prostu w pewnym momencie przestaje być nam potrzebny.

Strach uczy nas jaką perspektywę zasilamy.

Wróćmy do wojny.

Oto nasze przekonania (nasza świadomość):
Wojny są złe. Trzeba nienawidzić wojny i robić wszystko, by do nich nie dopuścić.

Jednak czy naprawdę trzeba nienawidzić i bać się wojny czy może wystarczy zrozumieć z czego one wynikają? Wynikają ze strachu. Ze świadomości braku. Z potrzeby udowodnienia swojej siły. Z potrzeby obrony przed drapieżnikami. Z pragnienia zagarnięcia tego, co mają inni, gdyż sami tego nie mamy (i gdy nadal nie będziemy mieli to albo umrzemy albo ktoś wzrośnie bardziej od nas i nas zaatakuje). To wszystko zasilane jest energią strachu. Wojny wynikają z braku akceptacji - siebie i innych. Wojny wynikają z trzymanych do innych uraz (czyli z uraz trzymanych do siebie samego).

Strach jest przeciwieństwem miłości. Nie nienawiść.

Gdy zrozumiemy, że wojna prowadzona między ludźmi jest efektem wojny prowadzonej w samym sobie, uświadomimy sobie, że strach jest faktycznie tym, co prowadzi do wojny. Nasze próby opierania się wojnom poprzez demonizowanie ich i ludzi, prowadzą do nich. Bo przecież nie chodzi o wojny. To tylko nieuświadomiony powód do trzymania się strachu. Boimy się innych ludzi. Bo stanowią odbicie naszej podświadomości? Jeśli zasilamy własną świadomość ofiary, innych naturalnie postrzegamy jako katów. Więc automatycznie zamykamy się i gotujemy do ataku lub obrony.

Gdzie skierowana jest nasza własna wewnętrzna wojna? Z czym się nie zgadzamy? Czemu stawiamy w świecie opór? Przypominam, że dokładnie ten sam opór stawiamy sobie.

Czy ten opór przynosi nam brak wojny? Czy raczej w przypadku wojny będziemy pierwszymi, którzy zaczną działać z gniewu, niż z troski o siebie i najbliższych? Może ze strachu od małego uczymy nasze dzieci jak się bronić - wmawiamy im jak wielką wartość ma nienawiść, gniew, żal, uraza i strach, a także duma? Bo to silny przeżywa. Słaby zostaje zabity. Naprawdę tak jest? Pokaż palcem, kiedy ostatnio tego doświadczyłeś/aś.

Jeśli żyjemy w miejscu przepełnionym przemocą, dlaczego stamtąd nie odejść? Nie jesteśmy przecież drzewem. Możemy się ruszyć. A może nie chcemy? Może jesteśmy tak apatyczni (i dumni), że jedyną słuszną (poddaną własnej racjonalizacji) drogą dla nas jest zmaganie się ze swoim życiem? Czyli stawiamy opór temu, co jest. Innym (samemu sobie). Dumnie nie chcemy się zmienić. Wolimy mieć rację. Dlatego wychowujemy nasze dzieci w niskiej świadomości, zamiast zatroszczyć się o siebie i o nie. Wzrosnąć i przekazać inną, niż naszą obecną, niską perspektywę. Prowadzimy własną, prywatną wojnę ze światem. Ale świat nie ma nic do rzeczy. Prowadzimy wojnę z samym sobą. Bo odmawiamy sobie miłości.

Więc tak naprawdę strachem przed innymi chronimy swojego przekonania, że takie jest życie i trzeba walczyć. Bo mój ojciec walczył, mój dziadek walczył. I pradziadek był na wojnie... I przekazywali nam, że prawdziwe męstwo poznajemy dopiero na wojnie. Naprawdę? A może prawdziwe męstwo poznamy budując własnymi rękoma dom dla kochanej kobiety i dwójki dzieci? Może prawdziwe męstwo poznamy tworząc dla nich wspaniałe warunki dla rozwoju ich zdolności i troszcząć się, by poznały jak najwięcej w życiu? Może prawdziwym męstwem jest porzucenie strachu na rzecz miłości? Może prawdziwym męstwem jest przyznać się, że się boimy i przestać wypierać własny strach?

Jesteśmy odpowiedzialni za siebie i zawsze możemy zmienić warunki naszego życia. Musimy tylko... przestać się bać zmiany. Przestać walczyć o przeżycie naszego punktu widzenia. Przestać walczyć o przeżycie naszej niskiej świadomości.

Mnie napadnięto kilka razy w życiu. Czy boję się przez to wychodzić na dwór? Czy ćwiczę 4 rodzaje sztuk walki, by ochronić swoje życie? Oczywiście, że nie. Unikam miejsc, gdzie uderzają pioruny. Dlaczego mam się bać kolejnego napadu? Dlaczego mam stawiać opór tym wydarzeniom? Przecież to mój własny opór do nich doprowadził! Poczucie winy! Moja świadomość ofiary, której trzymałem się latami!

Ktoś może podnieść głos - "No a jak znowu cię napadną, to co?! Będziesz sam sobie winny, że nie ćwiczyłeś!"

Aha! No i do czegoś dochodzimy! Ależ nie będę się już obwiniał, mój Drogi/moja Droga. Nie mam powodu. Biorę odpowiedzialność za swoje wybory. Oczyszczanie się z emocjonalnych toksyn jest tym, co wybieram. Nie potrzebuję winić się za to, co mi się przytrafia, gdyż wiem, że każde zdarzenie w życiu to lekcja miłości. Tamte napady to był wydruk mojego poczucia winy i wstydu. Zostało mi ukazane to jak sam siebie traktowałem - atakowałem i napadałem każdego dnia.

Gdybym miał ćwiczyć, by uniknąć poczucia winy, oznacza to, że poczucie winy JUŻ WE MNIE JEST! Tylko staram się zwalić za nie winę na innych - na tych domniemanych przestępców.

Dlaczego miałbym się obwiniać za to, czego nie zrobiłem lub co zrobiłem? Tym bardziej jeśli wiem, że mi to szkodzi? Obwinianie się jest największą zbrodnią jaką mógłbym sobie wyrządzić. Czy naprawdę nie ma innej drogi, niż kogoś obwinić? A może wystarczy porzucić poczucie winy? Tak jak porzucić strach. I spojrzeć inaczej na siebie i na życie?

Obwinianie się jest świadomością ofiary. Więc wiem już z czego wynika to, co mi mówisz. Bo ofiara musi obwiniać i walczyć. Inaczej nie potrafi (nie chce). Gdyż jeśli nie będzie walczyć, to znowu zostanie wykorzystana, skrzywdzona lub coś jej zostanie odebrane. A to również są przekonania, których chroni strach! Nie chroni nas tak naprawdę przed ponownym zranieniem. Chroni jedynie to przekonanie. Bo tym przekonaniem zamknęliśmy nasze rozumienie minionych wydarzeń. Odmówiliśmy im zrozumienia i wybraliśmy świadomośc ofiary.

Jeśli nas okradziono, to przecież tylko pokazano nam, że sami już się okradaliśmy - może z poczucia szacunku, z miłości, z akceptacji? Nie jesteśmy ofiarą. Otrzymaliśmy królewski DAR od Życia!

Jedyne, co może mi zostać odebrane przez świat to iluzje, w które wierzę. Które zasilam swoją mocą. Pamiętajmy, że żyjemy w świecie przemawiającym do nas symbolicznie.

Ludzie zazwyczaj nie wchodzą głębiej w to, co przynosi im świat. Jak dzieci - dostają prezenty i zaczynają się żalić, że zamiast wymarzonego samochodziku czy lalki dostali kawał kartonu. Pod tym względem dzieci są bardziej dojrzałe od większości dorosłych! Zajrzyj do środka! Bądź ciekawy i niewinny jak dziecko!

Zamiast się żalić - "Dlaczego mi!?" i bać się powtórzenia tego, otwórz prezent. Odpowiedz na pytanie - "W jaki sposób to zdarzenie/osoba/sytuacja uczy mnie o miłości do siebie? Co symbolizuje dla mnie?"

Podkreślę - jeśli boimy się wojny, bo giną na niej ludzie, pamiętajmy, że nasz strach powoduje, że już teraz sami się uśmiercamy. Temat wojny z innymi to tylko pretekst, by uniknąć wejrzenia w siebie.

Będę kontynuował to w następnym artykule.

Pozdrawiam Cię gorąco,
Piotr Kruk

Jeżeli znalazłeś w tym artykule coś dla siebie, masz pytanie lub chcesz się czymś podzielić - poniżej zostaw komentarz!



Zostaw komentarz!

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Powiadom mnie o
Avatar

Avatar
Gość
Łukasz
8 lipca 2017 11:23

Pozwólcie moi mili że lekko się wtrące i włoże ‘kijek w mrowisko’. Dwa aspekty jakie widzę tutaj zostały poruszone to duchowość oraz sztuki walki.

1.Jeżeli ktoś walczy za pomocą gniewu, to forma walki jaką wybrał wcale nie uwolniła jego strachu, jedynie zmieniła jego formę i kształt. Widziałem to kiedyś u mojego bliskiego znajomego, który przez długie lata żył w świadomości ofiary, wreszcie się wkurzył, zapisał do klubu, nauczył się walczyć, i zaczął szukać zaczepek oraz pretekstów do walki. Z jednej formy strachu przeszedł do innej. Ale strach wciąż jest. Dlatego większość sztuk walki nie uwalnia strachu, jedynie zmienia go w coś innego…

2. Biblia jest formą drogowskazu. Nie pokazuje ścisłej postawy. Bo prawdziwa duchowość to wolność, a wolność oznacza zmienność, nie stałą postawę. Wszystko jest zależne od kontekstu. To że ktoś sobie mówi iż Biblia uczy tego i tego, to jedynie interpretacja i tyle. Zresztą duchowość jest zawsze tematem kontrowersyjnym ponieważ kojarzy się ludziom albo z religijnością albo ascetyzmem i godzinnymi medytacjami, co oczywiście jest również formą przekonania, które wcale prawdziwe nie musi być.

Do refleksji. Dla zainteresowanych mogę również polecić rosyjską sztukę walki zwaną Systemą. W pewnych rosyjskich kręgach jest nazywana ‘duchowym atletyzmem’. Rozwija ciało, umysł oraz duszę. Właściwie jej metoda jest trochę inna, ponieważ pozwala dotrzeć do prawdy o sobie i uwalnia duszę za pomocą pracy z ciałem oraz psychiką.

Avatar
Gość
Piotrek
8 lipca 2017 17:35

Gniew to emocja która jest w nas po to żebyśmy sobie radzili z zagrożeniem istniejącym w czasie teraźniejszym. Wściekasz się i eliminujesz zagrożenie. To element mechanizmu walka/ucieczka.

Piotr Kruk: a tak dodatkowo chciałem Cię zapytać bo w końcu znasz się na męskości/kobiecości itp
Co sądzisz na temat MGTOW?

Pozdrawiam :)

Avatar
Gość
Jarek
4 lipca 2017 20:41

Idąc tym tokiem rozumowania, kobieta która wraca gdzieś sama z imprezy wieczorem i zostanie zgwałcona jest sama sobie winna

Avatar
Gość
Piotrek
4 lipca 2017 18:18

Poruszyłeś moje doświadczenie to się wypowiem.

,,Przecież to mój własny opór do nich doprowadził!”

nie rozumiem czemu ściągasz odpowiedzialność ze sprawcy. Jakiś toksyczny skurwysyn/skurwysyny zdecydowały się wyżyć na kimś i padło na Ciebie. Nie wiem jak wyglądasz, jaką masz postawę itp ale widocznie uznali Cię za łatwy cel i to nie Twoja wina.

Ja byłem napadnięty w 2006 roku i od 2007 interesuję się samoobroną. Później już w ten sposób napadany nie byłem, zdarzały się konflikty różne, mniej i bardziej fortunne, niebezpieczne itp ale już nigdy nie powtórzyła się opcja z 2006 roku, gdzie mnie zamroziło a skurwiele miały satysfakcję. Nauczyłem się z odpalać gniew w sytuacjach realnego zagrożenia w czasię teraźniejszym i połączyć go z wytrenowanymi ruchami i taktyką. Bruce Lee nie jestem ale problemy tego typu zniknęły. Dużą rolę w tym odgrywa takie myślenie: ,,to niesprawiedliwe że jakieś toksyczne kurwy wyżyją się na jakimś człowieku i nikt Im nie wskaże Ich miejsca”(nieważnie czy tym krzywdzonym człowiekiem miałbym być ja czy ktoś inny) Nie myślisz tak? Sorry Piotrze ale Twoja postawa trochę przypomina Jezusa jak mówił o nadstawianiu drugiego policzka, to jest takie jakieś nierealistyczne. Zdecydowanie się z Tobą zgadzam co do tego że ,,strach przestaje być potrzebny”

wpDiscuz
Podobne Wpisy:
“Coś jest ze mną nie tak!” – Niebezpieczne kłamstwo

“Coś jest ze mną nie tak!” – Niebezpieczne kłamstwo

Witam Cię serdecznie! W tym artykule przedstawię nietypowe spojrzenie na rzeczywistość. Jednak nietypowe nie oznacza niezgodne z prawdą. Zachęcam do spokojnego przeczytania, do zastanowienia się, do refleksji. Nikogo nie zamierzam do niczego przekonywać, ani zmieniać. Wręcz przeciwnie – celem artykułu jest ukazanie, że wszystko jest zawsze ok. Ale oczywiście mnóstwo, mnóstwo ludzi uważa inaczej. Szczególnie… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 27
O Emocjach – Strach (Część 4)

O Emocjach – Strach (Część 4)

Witam Cię serdecznie! Wracamy do emocji strachu. Części 1-3 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► O Emocjach – Strach (Część 1) ► O Emocjach – Strach (Część 2) ► O Emocjach – Strach (Część 3) Zgodnie z obietnicą, porozmawiamy dzisiaj krótko o śmierci. Od razu podkreślę – nie chcę nikogo do niczego przekonywać, z niczym… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4
Jak radzić sobie z uzależnieniem bliskich nam osób? (Część 1)

Jak radzić sobie z uzależnieniem bliskich nam osób? (Część 1)

Witam Cię serdecznie! Wszystkie artykuły, które napisałem do tej pory zwrócone były do osób uzależnionych. Oczywiście nie dotyczyły wyłącznie uzależnionych, szczególnie artykuły dotyczące emocji, umysłu, seksualności i różnych chorób. Dzisiejszą serię chcę przede wszystkim skierować do tych, których bliscy chorują na uzależnienie. Jako, że potrafimy przez to cierpieć nie mniej, niż sami uzależnieni – nasi… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 56
Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 5) – Słowo kończące

Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 5) – Słowo kończące

Witam Cię serdecznie! Oto piąta i ostatnia część serii o gorszych dniach. Części 1-4 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 1) – Wprowadzenie. ► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 2) – Rozwinięcie. ► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 3) – Ogólne Rady. ► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 4) – Konkrety. Gorsze dni charakteryzują… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4

WOLNOŚĆ OD PORNO