Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/

Witam Cię serdecznie!

Dziś kontynuujemy temat emocji i świadomości strachu. Część pierwszą znajdziesz klikając na link poniżej:
O Emocjach - Strach (Część 1)

Dzisiaj poruszymy bardzo ważny temat - znaczenie strachu z perspektywy rozwoju świadomości. Podzielę to zapewne na 2 artykuły (może na więcej).

Mówiłem już, że strach służył ochronie życia fizycznego. I służy nadal. Jednak to bardzo ograniczony sposób, by postrzegać strach.

Tak naprawdę strach służy ochronie naszego całościowego doświadczenia. Doświadczenia jako ta osoba, ten umysł, to ciało, ta historia, te przekonania, te emocje, te utożsamienia, te pragnienia, etc.

To zawiera w sobie ochronę życia, gdyż utrata ciała czy umysłu (rozumiana jako utrata życia fizycznego) oznacza utratę obecnego doświadczenia.

Gdyby się temu przyjrzeć bliżej, zrozumiemy, że ochrona życia fizycznego to dzisiaj najmniej istotny aspekt panującego w ludziach/nad ludźmi strachu.

Pomimo, że świat jest pełen stłumionego strachu, którym stara się karmić/zarażać innych, większość ludzi żyje w absolutnie bezpiecznych warunkach. Tak naprawdę nigdy nie zdarzyło się im nic niebezpiecznego. A jednak się boimy. Czy są ku temu dobre podstawy?

Boimy się choroby, wojny, innych ludzi, boimy się rozmawiać, być szczerym, płakać, bać się, spać przy wyłączonym świetle, boimy się potworów, końca ulubionego serialu, boimy się czy w sklepie będzie rodzaj mąki, której potrzebujemy, boimy się rachunku za prąd, dentysty, węży, a dzisiaj też uchodźców i terrorystów...

Czy ten strach naprawdę ratuje nam życie? Nie. Strach ratuje nasz obecny punkt widzenia. Niską świadomość.

Weźmy strach przed wojną. Brzmi racjonalnie, tak? Wszyscy wiemy z historii jak straszne są wojny. Nie tylko z historii! Wystarczy włączyć telewizor i natychmiast usłyszymy o panującej gdzieś okrutnej wojnie. No ale dlaczego się ich boimy? Co daje nam ten strach?

Dlaczego boimy się wojny:
- Bo wojna jest zła.
- Bo można zginąć.
- Bo giną na niej ludzie.
- Bo jest tam dużo bólu.
- Bo stracimy bliskich/nasz kraj.

Itd.

Ok. Ale co ma do rzeczy sam strach? Ludzkość przeżyła nie dlatego, że nienawidziła czy bała się piorunów, tylko nauczyła się nie przebywać w miejscach, gdzie one uderzają.

Ludzkość przeżyła nie dlatego, że nienawidziła wojen (czy dlatego przeżyliśmy, bo większość wojen wygrali ci "dobrzy"), tylko poprzez zrozumienie, że wojna nie jest do niczego potrzebna. Unikamy jej, kiedy tylko możemy. Tym zajmuje się polityka, nieprawdaż? Spełniamy wzajemnie potrzeby krajów, dzięki czemu nie musimy o nie walczyć między sobą. Zbroimy się i robimy pokazy wojskowe, by inny naród uniknał pomysłu, by z nami walczyć. Ego stara się przekonać inne ego jak tylko może, by nie miało pretekstu do wojny. Bo przecież wystarczy pretekst. Ego chętnie dokona największej zbrodni, gdy znajdzie dla niej właściwe usprawiedliwienie.

Tak naprawdę strach służy przeżyciu naszego przekonania, że wojna jest zła i źli są wszyscy, którzy walczą przeciwko nam. Bo czy kiedykolwiek w historii ludzkości strach spowodował, że uniknęliśmy wojny? Nie. Strach zasila opór przed wojną, czyli opór przed oporem stawianym nam przez innych. Strach zasila więc powód do wojny.

Dlaczego więc stawiamy ten opór? Bo wierzymy, że opór jest potrzebny, by wojny nie było.

Daliśmy się przekonać naszemu ego (naszej podświadomości), że opór w życiu jest niezbędny. Stawiamy go od płaczu, gdy ktoś ma ładniejszą zabawkę w piaskownicy, po niezgodę na zaproponowane warunki przez dystyngowanych przedstawicieli narodów świata. Nasz umysł uważa, że opór jest niezbędny. Niezgoda. NIE. Zmaganie. Większość ludzi kieruje się częściej w życiu niechęcią do tego, czego nie chce, niż radością względem tego, czego chce.

Wynika to z niezrozumienia działania oporu. Opór zasila i przedłuża to, co jest i czemu się go stawia.

Stawianie oporu wojnie zasila wojnę. Bo opór stawiany strachowi zasila sam strach. Strach rośnie. A wraz z tym nasz umysł podaje nam coraz straszniejsze scenariusze. Im straszniejsze, tym większa niechęć do nich (czyli opór). Im większy opór, tym większa potrzeba szukać (w)innych, bo boimy się szukać w sobie. No i znajdujemy ofiary, bo sami się tak czujemy (im większy ładunek strachu, tym niżej schodzimy w świadomości). Aby przekroczyć własne uczucie narastającej niemocy (bo już ze strachu spadliśmy do apatii i poczucia winy) oraz osaczenia (strachu), musimy wykonać pierwszy krok, by uchronić się od tych wszystkich przerażających (i prawdopodobnych!) scenariuszy.

Strach doprowadził więc do wojny. Sami do niej doprowadziliśmy. W sobie. I pewnie wkrótce zaczniemy walczyć poza sobą. Z innymi. Ale teraz, dzięki naszemu strachowi, wojna zyskała dobry powód. Wytłumaczenie. Pretekst.

Utożsamienie się z emocjami i generowanymi na jej bazie myślami pogłębia to, co jest. Gdyż utożsamienie to opór stawiany samemu sobie. To pogłębia świadomość strachu i jeszcze ją obniża. Jako, że uczestniczymy w paradygmacie ego, jedynym słusznym rozwiązaniem będzie usprawiedliwienie własnych negatywności i zasilenie się silniejszymi negatywnościami - pożądaniem, gniewem i dumą. Wystarczy wymyślić powód. Komuniści? Wrogowie? Wspaniały powód! Szpiedzy? Małżonka nas zdradza? Pani w klasie woli kogoś innego, a nie mnie? I już możemy nienawidzić!

Cudowne powody, by zasilać niską świadomość i zaatakować. Zmagać się. Walczyć.

Czy więc strach jest negatywny? Oczywiście, że nie. On po prostu w pewnym momencie przestaje być nam potrzebny.

Strach uczy nas jaką perspektywę zasilamy.

Wróćmy do wojny.

Oto nasze przekonania (nasza świadomość):
Wojny są złe. Trzeba nienawidzić wojny i robić wszystko, by do nich nie dopuścić.

Jednak czy naprawdę trzeba nienawidzić i bać się wojny czy może wystarczy zrozumieć z czego one wynikają? Wynikają ze strachu. Ze świadomości braku. Z potrzeby udowodnienia swojej siły. Z potrzeby obrony przed drapieżnikami. Z pragnienia zagarnięcia tego, co mają inni, gdyż sami tego nie mamy (i gdy nadal nie będziemy mieli to albo umrzemy albo ktoś wzrośnie bardziej od nas i nas zaatakuje). To wszystko zasilane jest energią strachu. Wojny wynikają z braku akceptacji - siebie i innych. Wojny wynikają z trzymanych do innych uraz (czyli z uraz trzymanych do siebie samego).

Strach jest przeciwieństwem miłości. Nie nienawiść.

Gdy zrozumiemy, że wojna prowadzona między ludźmi jest efektem wojny prowadzonej w samym sobie, uświadomimy sobie, że strach jest faktycznie tym, co prowadzi do wojny. Nasze próby opierania się wojnom poprzez demonizowanie ich i ludzi, prowadzą do nich. Bo przecież nie chodzi o wojny. To tylko nieuświadomiony powód do trzymania się strachu. Boimy się innych ludzi. Bo stanowią odbicie naszej podświadomości? Jeśli zasilamy własną świadomość ofiary, innych naturalnie postrzegamy jako katów. Więc automatycznie zamykamy się i gotujemy do ataku lub obrony.

Gdzie skierowana jest nasza własna wewnętrzna wojna? Z czym się nie zgadzamy? Czemu stawiamy w świecie opór? Przypominam, że dokładnie ten sam opór stawiamy sobie.

Czy ten opór przynosi nam brak wojny? Czy raczej w przypadku wojny będziemy pierwszymi, którzy zaczną działać z gniewu, niż z troski o siebie i najbliższych? Może ze strachu od małego uczymy nasze dzieci jak się bronić - wmawiamy im jak wielką wartość ma nienawiść, gniew, żal, uraza i strach, a także duma? Bo to silny przeżywa. Słaby zostaje zabity. Naprawdę tak jest? Pokaż palcem, kiedy ostatnio tego doświadczyłeś/aś.

Jeśli żyjemy w miejscu przepełnionym przemocą, dlaczego stamtąd nie odejść? Nie jesteśmy przecież drzewem. Możemy się ruszyć. A może nie chcemy? Może jesteśmy tak apatyczni (i dumni), że jedyną słuszną (poddaną własnej racjonalizacji) drogą dla nas jest zmaganie się ze swoim życiem? Czyli stawiamy opór temu, co jest. Innym (samemu sobie). Dumnie nie chcemy się zmienić. Wolimy mieć rację. Dlatego wychowujemy nasze dzieci w niskiej świadomości, zamiast zatroszczyć się o siebie i o nie. Wzrosnąć i przekazać inną, niż naszą obecną, niską perspektywę. Prowadzimy własną, prywatną wojnę ze światem. Ale świat nie ma nic do rzeczy. Prowadzimy wojnę z samym sobą. Bo odmawiamy sobie miłości.

Więc tak naprawdę strachem przed innymi chronimy swojego przekonania, że takie jest życie i trzeba walczyć. Bo mój ojciec walczył, mój dziadek walczył. I pradziadek był na wojnie... I przekazywali nam, że prawdziwe męstwo poznajemy dopiero na wojnie. Naprawdę? A może prawdziwe męstwo poznamy budując własnymi rękoma dom dla kochanej kobiety i dwójki dzieci? Może prawdziwe męstwo poznamy tworząc dla nich wspaniałe warunki dla rozwoju ich zdolności i troszcząć się, by poznały jak najwięcej w życiu? Może prawdziwym męstwem jest porzucenie strachu na rzecz miłości? Może prawdziwym męstwem jest przyznać się, że się boimy i przestać wypierać własny strach?

Jesteśmy odpowiedzialni za siebie i zawsze możemy zmienić warunki naszego życia. Musimy tylko... przestać się bać zmiany. Przestać walczyć o przeżycie naszego punktu widzenia. Przestać walczyć o przeżycie naszej niskiej świadomości.

Mnie napadnięto kilka razy w życiu. Czy boję się przez to wychodzić na dwór? Czy ćwiczę 4 rodzaje sztuk walki, by ochronić swoje życie? Oczywiście, że nie. Unikam miejsc, gdzie uderzają pioruny. Dlaczego mam się bać kolejnego napadu? Dlaczego mam stawiać opór tym wydarzeniom? Przecież to mój własny opór do nich doprowadził! Poczucie winy! Moja świadomość ofiary, której trzymałem się latami!

Ktoś może podnieść głos - "No a jak znowu cię napadną, to co?! Będziesz sam sobie winny, że nie ćwiczyłeś!"

Aha! No i do czegoś dochodzimy! Ależ nie będę się już obwiniał, mój Drogi/moja Droga. Nie mam powodu. Biorę odpowiedzialność za swoje wybory. Oczyszczanie się z emocjonalnych toksyn jest tym, co wybieram. Nie potrzebuję winić się za to, co mi się przytrafia, gdyż wiem, że każde zdarzenie w życiu to lekcja miłości. Tamte napady to był wydruk mojego poczucia winy i wstydu. Zostało mi ukazane to jak sam siebie traktowałem - atakowałem i napadałem każdego dnia.

Gdybym miał ćwiczyć, by uniknąć poczucia winy, oznacza to, że poczucie winy JUŻ WE MNIE JEST! Tylko staram się zwalić za nie winę na innych - na tych domniemanych przestępców.

Dlaczego miałbym się obwiniać za to, czego nie zrobiłem lub co zrobiłem? Tym bardziej jeśli wiem, że mi to szkodzi? Obwinianie się jest największą zbrodnią jaką mógłbym sobie wyrządzić. Czy naprawdę nie ma innej drogi, niż kogoś obwinić? A może wystarczy porzucić poczucie winy? Tak jak porzucić strach. I spojrzeć inaczej na siebie i na życie?

Obwinianie się jest świadomością ofiary. Więc wiem już z czego wynika to, co mi mówisz. Bo ofiara musi obwiniać i walczyć. Inaczej nie potrafi (nie chce). Gdyż jeśli nie będzie walczyć, to znowu zostanie wykorzystana, skrzywdzona lub coś jej zostanie odebrane. A to również są przekonania, których chroni strach! Nie chroni nas tak naprawdę przed ponownym zranieniem. Chroni jedynie to przekonanie. Bo tym przekonaniem zamknęliśmy nasze rozumienie minionych wydarzeń. Odmówiliśmy im zrozumienia i wybraliśmy świadomośc ofiary.

Jeśli nas okradziono, to przecież tylko pokazano nam, że sami już się okradaliśmy - może z poczucia szacunku, z miłości, z akceptacji? Nie jesteśmy ofiarą. Otrzymaliśmy królewski DAR od Życia!

Jedyne, co może mi zostać odebrane przez świat to iluzje, w które wierzę. Które zasilam swoją mocą. Pamiętajmy, że żyjemy w świecie przemawiającym do nas symbolicznie.

Ludzie zazwyczaj nie wchodzą głębiej w to, co przynosi im świat. Jak dzieci - dostają prezenty i zaczynają się żalić, że zamiast wymarzonego samochodziku czy lalki dostali kawał kartonu. Pod tym względem dzieci są bardziej dojrzałe od większości dorosłych! Zajrzyj do środka! Bądź ciekawy i niewinny jak dziecko!

Zamiast się żalić - "Dlaczego mi!?" i bać się powtórzenia tego, otwórz prezent. Odpowiedz na pytanie - "W jaki sposób to zdarzenie/osoba/sytuacja uczy mnie o miłości do siebie? Co symbolizuje dla mnie?"

Podkreślę - jeśli boimy się wojny, bo giną na niej ludzie, pamiętajmy, że nasz strach powoduje, że już teraz sami się uśmiercamy. Temat wojny z innymi to tylko pretekst, by uniknąć wejrzenia w siebie.

Będę kontynuował to w następnym artykule.

Pozdrawiam Cię gorąco,
Piotr Kruk

Jeżeli znalazłeś w tym artykule coś dla siebie, masz pytanie lub chcesz się czymś podzielić - poniżej zostaw komentarz!



Zostaw komentarz!

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Zasubskrybuj
Powiadom mnie o
guest
14 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Łukasz

Pozwólcie moi mili że lekko się wtrące i włoże ‘kijek w mrowisko’. Dwa aspekty jakie widzę tutaj zostały poruszone to duchowość oraz sztuki walki.

1.Jeżeli ktoś walczy za pomocą gniewu, to forma walki jaką wybrał wcale nie uwolniła jego strachu, jedynie zmieniła jego formę i kształt. Widziałem to kiedyś u mojego bliskiego znajomego, który przez długie lata żył w świadomości ofiary, wreszcie się wkurzył, zapisał do klubu, nauczył się walczyć, i zaczął szukać zaczepek oraz pretekstów do walki. Z jednej formy strachu przeszedł do innej. Ale strach wciąż jest. Dlatego większość sztuk walki nie uwalnia strachu, jedynie zmienia go w coś innego…

2. Biblia jest formą drogowskazu. Nie pokazuje ścisłej postawy. Bo prawdziwa duchowość to wolność, a wolność oznacza zmienność, nie stałą postawę. Wszystko jest zależne od kontekstu. To że ktoś sobie mówi iż Biblia uczy tego i tego, to jedynie interpretacja i tyle. Zresztą duchowość jest zawsze tematem kontrowersyjnym ponieważ kojarzy się ludziom albo z religijnością albo ascetyzmem i godzinnymi medytacjami, co oczywiście jest również formą przekonania, które wcale prawdziwe nie musi być.

Do refleksji. Dla zainteresowanych mogę również polecić rosyjską sztukę walki zwaną Systemą. W pewnych rosyjskich kręgach jest nazywana ‘duchowym atletyzmem’. Rozwija ciało, umysł oraz duszę. Właściwie jej metoda jest trochę inna, ponieważ pozwala dotrzeć do prawdy o sobie i uwalnia duszę za pomocą pracy z ciałem oraz psychiką.

Piotrek

Gniew to emocja która jest w nas po to żebyśmy sobie radzili z zagrożeniem istniejącym w czasie teraźniejszym. Wściekasz się i eliminujesz zagrożenie. To element mechanizmu walka/ucieczka.

Piotr Kruk: a tak dodatkowo chciałem Cię zapytać bo w końcu znasz się na męskości/kobiecości itp
Co sądzisz na temat MGTOW?

Pozdrawiam :)

Jarek

Idąc tym tokiem rozumowania, kobieta która wraca gdzieś sama z imprezy wieczorem i zostanie zgwałcona jest sama sobie winna

Piotrek

Poruszyłeś moje doświadczenie to się wypowiem.

,,Przecież to mój własny opór do nich doprowadził!”

nie rozumiem czemu ściągasz odpowiedzialność ze sprawcy. Jakiś toksyczny skurwysyn/skurwysyny zdecydowały się wyżyć na kimś i padło na Ciebie. Nie wiem jak wyglądasz, jaką masz postawę itp ale widocznie uznali Cię za łatwy cel i to nie Twoja wina.

Ja byłem napadnięty w 2006 roku i od 2007 interesuję się samoobroną. Później już w ten sposób napadany nie byłem, zdarzały się konflikty różne, mniej i bardziej fortunne, niebezpieczne itp ale już nigdy nie powtórzyła się opcja z 2006 roku, gdzie mnie zamroziło a skurwiele miały satysfakcję. Nauczyłem się z odpalać gniew w sytuacjach realnego zagrożenia w czasię teraźniejszym i połączyć go z wytrenowanymi ruchami i taktyką. Bruce Lee nie jestem ale problemy tego typu zniknęły. Dużą rolę w tym odgrywa takie myślenie: ,,to niesprawiedliwe że jakieś toksyczne kurwy wyżyją się na jakimś człowieku i nikt Im nie wskaże Ich miejsca”(nieważnie czy tym krzywdzonym człowiekiem miałbym być ja czy ktoś inny) Nie myślisz tak? Sorry Piotrze ale Twoja postawa trochę przypomina Jezusa jak mówił o nadstawianiu drugiego policzka, to jest takie jakieś nierealistyczne. Zdecydowanie się z Tobą zgadzam co do tego że ,,strach przestaje być potrzebny”

Piotrek

,,Nie ściągam odpowiedzialności. Czym innym jest odpowiedzialność za swoje postępowanie, a czym innym jest trzymanie w sobie urazy, toksyn, negatywności.”

Kiedyś to przeżywałem. Jak nabrałem kompetencji to już nie(teraz przeżywam rodzinę ale o tym pisaliśmy pod poprzednim postem). Po prostu nie ma tej bezradności ofiary która była w 2006 roku. Teraz mogę coś ale nie muszę. I dobrze się z tym czuję.

,,Nasze spotkanie było perfekcyjne.
Było nas 3, ich było 4, wielkich. W każdym przypadku to my zaprosiliśmy do siebie kłopoty. W każdym z nas było wiele stłumionego gniewu i poczucia winy.
To dostrzegli w nas ci ludzie, w których również było mnóstwo tych niskich emocji.”

A no to ja to zrozumiałem tak jak u mnie było gdzie dwóch dresów przyczepiło się zupełnie nieznanego kolesia(mnie) i jak zobaczyli że się boję to wpierdol.

,,Ich również nie. Żyli nieświadomie tak samo jak ja.”

No ale w tym momencie nie traktujesz Ich jak ludzi dysponujących rozumem tylko trochę jak wściekłe psy. Ze wściekłym psem nikt nie będzie rozmawiał bo pies rozumu nie ma.

,,Zadaj sobie pytane – ile razy miałeś skrytą satysfakcję ze swojego cierpienia? Ile razy odmówiłeś sobie sukcesu, szczęścia, radosnej pracy dla realizacji swoich marzeń?
W końcu zacząłeś coś robić. I dlaczego? Z miłości, z troski? Nie – z gniewu, żalu, poczucia winy. I dlatego napaści zdarzały się tak często.”

Nie no tu się zgodzę. Nie raz myślałem że mam w sobie jakiegoś ,,demona” który robił ze mnie ofiarę, czuł się tym usatysfakcjonowany. Ze to była jakaś taka część mojej osobowości ale w miarę pracy nad sobą(trening) wyrzuciłem z siebie ten strach i tę mentalność że bycie brutalnym jest złe(nawet jeśli potrzeba). Nie nie jest złe jeśli musisz bronić swojego czy cudzego życia przed przemocą(ale wyłącznie w takich warunkach)

przy czym ja tak emocjonalnie dałem radę przerobić tematykę przemocy(co z resztą zajęlo mi sporo czasu) ale jakoś resztę nie(z resztą znasz sytuację)

,,Zadaj sobie pytanie jak często ten stłumiony gniew powoduje, że zamiast uśmiechać się do ludzi doszukujesz się skurwysyństwa?”

Wydaje mi się że to zależy od humoru, pogody czy np wypełniam się negatywnością jak polityka(widać te walki w komentarzach), porno(wyuzdanie jest i zazwyczaj bazujące na czymś niskim jak zazdrość duma itp). Jak robiłem nofap to bywalem radośniejszy choć też cudów nie było

,,Jeśli chcesz poświęcić swoje życie na wskazywanie miejsca kurwom – proszę Cię bardzo :) Ale weź za to pełną odpowiedzialność –”

Kiedyś dosłownie tak myślałem ale z czasem właśnie dotarło do mnie że innych celów nie spełnię więc ograniczyłem to do opcji że w mojej obezności postaram się do takich akcji nie dopuszczać, nie więcej

,,Przepraszasz mnie, że przypominam Jezusa? Ależ dziękuję za najwspanialszy komplement jaki mogłem otrzymać! :D”

Wiesz, filozof kultury Jan Stachniuk twierdził że jakbyśmy wszyscy byli jak Jezus, Budda, Sokrates itp to nie wyszlibyśmy z jaskiń. Ale to już chyba kwestia jakiś takich fundamentalnych wierzeń danego człowieka.

Swoją drogą kojarzysz Davida Deidę? Nauczyciel tantry, w swoim ,,Way of superior man” wskazywał że kobiety chcą aby mężczyzna miał jakąś taką swoją mroczną stronę np zdolność do przemocy: niekoniecznie to od razu oznaczabycie jak James Bind ale bycie w pewnym sensie mężczyzną-pacyfistą wg niego świadczy o niepełnej męskości. Powołuję się na człowieka bo jest nauczycielem duvhowym(w sumie Ty tez jesteś) i co sądzisz?

ja urazy nie mam, przez pewien okres po zdarzeniu miałem wyobrażenia jak się mszczę itp ale to przeszło z czasem i nabywaniem umiejętności.

,,Wiesz, co Jezus miał na myśli?
Mówił, żeby odpuścić opór przed takimi osobami, bo ten opór to toksyna , która niszczy NAS.
Twój umysł działa na bazie nieuświadomionych programów – “muszę trzymać W SOBIE negatywności DLA INNYCH. Nie mogę ich odpuścić, bo wtedy te kurwy wygrają a ja przegram”.”

Nie do końca wiem o co Ci chodzi ale się domyślam: masz na mysli to że np łebki prowokują a ja z tego ,,honoru”(znaczy dumy tak w praktyce) dam się sprowokować bo: tu można dodać cokolwiek, że koledzy wyśmieją, będę słaby itp jeśli to miałeś na myśli to też nie, choć oczywiście dość długo taki byłem. Nie daję się sprowokować a przemocy użyję jeśli nie mam wyboru(bo np jestem przyparty do ściany)

,,Nie. Oczyszczając się nadal możesz zrobić swoje, np. wezwać policję. Nie musisz poświęcać swojego życia na walkę. Jak batman. Batman przeżył swoje życie w poczuciu winy, gniewie.”

Piotrze, pisaliśmy ze sobą max dużo w niedzielę gdzie dałeś mi bardzo wartościowe lekcje. Akurat byłem sam w domu z siedmioletnim bratem. Mama w pracy w szpitalu, ojciec z braćmi wracali z Holandii, mieli być w nocy. W związku z tym zostawiłem otwarte drzwi bo komu się chce w nocy wstawać. Tuż po 23 słyszę jak ktoś otwiera drzwi i słyszę damski głos. Schodzę na dół, jakaś kobieta, prawdopodobnie chora psychicznie/nacpana/udająca głupią wtargnęła do domu. Nie chciała wyjść więc od razu wezwałem Policję. Z czasem się zabrała zanim policjanci przyjechali alew trakcie zarzuciła mi że policję wezwalem. No i ja wtedy do Niej: ,,A co? Przemocy miałem użyć?”. Skończyło się spokojnie. Po zdarzeniu zadzwoniłem do brata mu opowiedźeć i z tego co zauważyłem to reagowali wściekłóścią, sam mi powiedział że pewnie by nie zadzwonił ,,tylko Jej wyjebał”

Widzisz ja taki nie jestem że miałbym używać przemocy jako narzędzia żeby: coś sobie udowodnić, wyżyć się itp
Brzydzi mnie taka postawa więc staram się Jej unikać. Poza tym może wpędzić człowieka w kłopoty/

,,Czy batman był ofiarą? Nie. Wybrał, by być. I dlatego ścigał katów. Oddał swoje życie. Sam to wybrał. Mógł wybaczyć. Mógł zaufać. Nadstawić policzek życiu i powiedzieć, że jest gotów nauczyć się kochać siebie.”

No wiem, wiem. To jest taki typ smutnej historii i nie życzył bym jej nikomu a przede wszystkim sobie xD

Piotrek

,,Czy kowale walczyli czy robili swoją robotę? Kto się napierdalał?:

Chodzi o coś innego. Kowal myślał jak zarobić na życie, być może był pasjonatem który dokonał innowacji w kowalstwie, ale to dlatego że był czlowiekiem skoncentrowanym na robocie, a nie na analizowaniu swojej duszy i wnętrza i całego świata, czy się uda czy nie uda itp duchowość moze człowieka wprowadzić w taki stan. Sam taki jestem w dużej mierze ale oólnie masa ludzi jest

,,Ten pan wybrał rację, a nie spokój. Bo od tej swojej racji zapewne zależy jego reputacja, czyli poczucie wartości, której sobie odmawia.
Duma to niskie poczucie własnej wartości, bo wynika ze wstydu i strachu.
Niestety, gdyby ludzkość miała takich filozofów jak ten pan, zapewne siedzielibyśmy w jaskiniach.”

Ten człowiek analizował przyczyny upadku dziejowego Polski, doszedł do wniosku że to jezuici od końca XVI wieku wzięli się za edukację Polaków i w ten sposób stworzyli to co widzimy do dziś. Ludzi apatycznych, traktujących świat jak wrogie miejsce, pacyfistów w dużej mierze. I twierdził że to się bierze z takich nauk że człowiek to generalnie nie powinien się zajmować realnym światem, tylko własną duszą, własnym zbawieniem. Tak właśnie postrzegał Jezusa, Buddę czy Sokratesa. Pierwszy medytuje na pustyni, drugi pod drzewem, trzeci jest menelem zaczepiającym ludzi. No i wyszedł z złożenia ze tak prosty lud zrozumiał katolicyzm, jako oderwanie od życia no i że jezuici celowo tak wychowywali. Nie no reputacji stracić nie mógł bo jako członek AK był prześladowany i pokaleczony(inwalidztwo) za PRLu. Przepraszam ze tym nudze ale to jest takie drugie spojrzenie na duchowość, przynajmniej tę masową. :)

,,A gdy unikamy przemocy, gdy jest ona niestety wskazana – postępujemy z jakiegoś oporu w sobie, braku. Czyli braku pełni.”

No to o to mi od początku chodziło xD

,,Czasem najlepszą obroną jest wycofanie się.”

Ja bym wręcz powiedział że ,,zazwyczaj” ale różnie w życiu bywa :)

,,Ale nie mamy szukać okazji do wykazania się – tej swojej ciemnej strony. Niestety wielu mężczyzn tak próbuje ją okiełznać – szukać ofiar dla swojej negatywności, której nie kontrolują.
To wielka słabość.”

Właśnie powiedziałbym że w całym procesie nauki to było najtrudniejsze. Ile razy pojawiały się fantazje o np uratowaniu kogoś i popisaniu się w ten sposób. Ale z czasem popuszczało, popuszczało.. az odeszło :)

,,Ale byłeś gotów, by zrobić coś więcej. Więc wykazałeś obie strony – miłość i kontrolę nad swoją mroczniejszą stroną.
Ja tu dostrzegam pełnię. :)”

a jeszcze takie pytanie do tego, kiedyś mi się wydawało że jak sobie ogarnę jedną dziedzinę życia na większosći płaszczyzn(np tutaj płaszczyzny fizyczna, umysłowa oraz świadomość) to wydawało mi się że ta świaomość jakoś automatycznie powinna przejść na inne dziedziny a a jakoś średnio z tym jest. Tak bym to ujął.
Czy to jest tak że zaczynając budowanie/rozwijanie nowej dziedziny(powiedzmy zdrowie czy relacje) za każdym razem muszę budować świadomość w tych dziedzinach obok innych umiejętności?

Xtt

Tylko że efektem nauk Jezusa byli pustelnicy, którzy w zamian z trochę udręki na tym “marnym świecie” mieli w nagrodę wstąpić do lepszego. I nie muszę chyba mówić, że żyli w całkowitym oderwaniu od świata, życia i ludzi. Taka jest według Biblii prawdziwa chrzescijańska postawa, tacy też byli święci tej religii. A swoją drogą z Jezusa był niezły sekciarz, skoro mówił rybakom, by zostawili swoje sieci (i rodziny) i szli za nim, bo on jest, hehe, Synem Bożym :D

Podobne Wpisy:
Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 2) – Lista nr 1

Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 2) – Lista nr 1

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat stanięcia w obliczu faktu o własnym uzależnieniu. Część 1 znajdziesz klikając na link poniżej: ► Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 1) – Wstęp Dziś zajmiemy się konkretami. Przy okazji miej na uwadze, co sądziłeś/aś, że potrzebujesz i czego chciałeś/aś w kwestii wolności, wyjścia z uzależnienia, a czego dowiesz się z… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4
Jak radzić sobie z uzależnieniem bliskich nam osób? (Część 3)

Jak radzić sobie z uzależnieniem bliskich nam osób? (Część 3)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat jak podchodzić do choroby uzależnienia bliskich nam osób. Poprzednie, bardzo ważne, bo rysujące kontekst sytuacji obraz, części znajdziemy klikając na linki poniżej: ► Jak radzić sobie z uzależnieniem bliskich nam osób? (Część 1) ► Jak radzić sobie z uzależnieniem bliskich nam osób? (Część 2) Dzisiaj skupię się na komunikacji. Oczywiście… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 14
100 Dróg do Szczęścia (1-6)

100 Dróg do Szczęścia (1-6)

Witam Cię serdecznie! Rozpoczynamy drugą z trzech serii dotyczących dróg do pokoju, szczęścia i sukcesu! Dzisiaj zajmiemy się szczęściem. Link do artykułu wprowadzającego znajdziesz poniżej: ► Seria „100 Dróg” – Wprowadzenie. Jako, że już w serii “Cnoty (Część 17) – Szczęśliwy, Racjonalność” mówiłem dużo o szczęściu, dzisiaj spojrzymy na to pod względem konkretnych dążeń, konkretnych… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4
Choroby charakteru (Część 3)

Choroby charakteru (Część 3)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat chorób charakteru. Części 1-2 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Choroby charakteru (Część 1) ► Choroby charakteru (Część 2) Aby wyleczyć dowolną chorobę, najpierw trzeba w ogóle być świadomym, że ją mamy. Bez użalania się, bez narzekania, bez obwiniania, bez gniewania się. Po prostu to zaobserwować, zaakceptować i dobrać odpowiednie… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0

WOLNOŚĆ OD PORNO