Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/

Witam Cię serdecznie!

Dziś rozpoczynam krótkie przedstawienie i omówienie emocji strachu.

Tak jak każda emocja - strach ma 2 wymiary i znaczenie:

1. Biologiczne.
2. Metabiologiczne (ponad biologią). Słowem - służące wzrostowi świadomości.

W tym artykule zajmę głównie punktem 1, zaś w następnych rozwinę temat drugi.

Mało kto zdaje sobie sprawę ale prarodzicem WSZYSTKICH lęków jest strach przed śmiercią. Warto to wiedzieć, gdy się boimy. Boimy się tak naprawę śmierci. Gdybyśmy prześledzili czego tak naprawdę się boimy - jakich konsekwencji i efektów naszych działań lub ich braku, wyszłoby jasne, że chcemy uniknąć własnej śmierci.

Widać to szczególnie wśród młodzieży, która próbuje pokonać lęk przed śmiercią dokonując różnych ekstremalnych wyczynów, ryzykując, starając się unieśmiertelnić na zdjęciach, etc.

To nie pomaga :(
To ew. powoduje, że zatrzaskujemy swój lęk jeszcze bardziej.

No bo gdybyśmy faktycznie przekroczyli (a nie przełamali) swój lęk przed śmiercią, zaczęlibyśmy troszczyć się o swoje życie, a nie wyciskać z niego niemalże siłą i brutalnie ile tylko się da. To działanie ze strachu, tylko ukryte - nieświadome.

Lęk służy(ł) fizycznemu przeżyciu.

Jego rola jest dwojaka:
1. Lęk wprowadza do organizmu oraz umysłu stan gotowości. Stan umożliwiający podjęcie niemalże natychmiastowej decyzji - walki lub ucieczki. Było to niezbędne, gdy ludzie jeszcze zmagali się z naturą (zanim siłą i terrorem zaczęli ją sobie podporządkowywać i eliminować). Gdy wchodzili do ciemnej jaskini, którą mógł zamieszkiwać niebezpieczny drapieżnik, strach zapewniał możliwie szybką analizę sytuacji - czy mam szansę wygrać w starciu, czy nie. Umysł był w stanie zrobić to natychmiast dzięki intuicji. Dlatego niezbędne było wyłączenie umysłu logicznego, by zbędna szersza analiza nie zajęła niezbędnego czasu, który mógł być nam potrzebny, by uratować nam życie. Jak widać - to lęk przed śmiercią motywujący do podjęcia natychmiastowej niezbędnej decyzji, by zachować własne życie, bądź zdobyć to, co niezbędne - walczyć i wywalczyć miejsce do noclegu lub mięso i futro.
2. Lęk przed śmiercią motywuje do działania. Przestajemy się użalać, wmawiać sobie bezsilność, winić się, uważać za ofiarę i wstydzić. Nawet ofiara przyciśnięta do rogu znajdzie w sobie niezbędne zasoby, by podjąć działanie potrzebne do własnej ochrony.

Strach ma więc wspaniałą i pełną miłości rolę.

Dlaczego więc został tak wypaczony? Dlaczego w dzisiejszych czasach służy raczej za narzędzie do sadystycznej kontroli, a nie w piękny sposób wspiera ludzkie (i nie tylko ludzkie) życie?

Bowiem na przestrzeni lat śmierć została zdeformowana, zniekształcona, zdemonizowana.

Mówimy zarówno o:
1. Śmierci fizycznej. Śmierć to już nie przejście do innego poziomu życia. To nie zakończenie pewnego etapu. Grożenie śmiercią to teraz sposób na wywarcie wpływu, zdobycie kontroli. To często połączenie tortury, sadyzmu. Śmierć to rzecz masowa, dokonywana nie w sposób naturalny ale sztuczny, by szerzyć świadomość terroru. To narzędzie do zdobywania przedmiotów naszej zadufanej natury. Śmierć stała się naszym narzędziem. Tak jak z kobiecego ciała zrobiono przedmiot marketingu i kontroli zarówno męskiej jak i kobiecej świadomości (szczególnie pożądania i szukania akceptacji), tak ze strachu uczyniono narzędzie posłuszeństwa. Zamiast być posłusznym nurtowi życia, ludzie wymuszają teraz posłuszeństwo swojej pysze.
2. Metaforycznej, czyli przekroczeniu np. własnego przekonania. Śmierci tego przekonania i narodzin nowego. Inny przykład - śmierć własnej racji, by możliwy był wybór spokoju. Dzisiaj nie chcemy, by cokolwiek umierało. Trzymamy więc stare graty, z których nie korzystamy 20 lat. Nie chcemy rozstać się z dziurawą skarpetką. Nie chcemy zrezygnować z uczulającego nas dezodorantu. Nie chcemy nawet zmienić pracy, w której się męczymy za grosze. Tak bardzo boimy się śmierci, że raczej pozwolimy gnić naszemu życiu, niż wprowadzić do niego powiew świeżości.

Nad strachem zaczęła panować duma, czyli utożsamienie, racja, pycha, zaślepione zapatrzenie w siebie.

Drugą przyczyną, dla której strach przestał spełniać swoją cudowną funkcję były wojny. Na wojnie człowiek doświadczył takiego lęku i widział zniszczenie, śmierć tylu ludzi, że zamknął w sobie ten lęk, ten szok, tę świadomość straty, terroru, demonizmu ludzkiej natury. Zamknął w sobie, by już nigdy go nie czuć. Dlatego lęk zaczął się rozrastać niczym chwasty we wspaniałym i bujnym ogrodzie. Człowiek tak naprawdę zamknął samego siebie. A wraz z tym śmierć w sobie.

I, tak jak każda inna emocja, został przekazany następnym pokoleniom.

Teraz bardzo ważne - strach, a nie nienawiść, jest przeciwieństwem miłości.

Dlatego strach przed śmiercią jest tak naprawdę strachem przed życiem - przed miłością.

Jednak strach to przecież tylko emocja. To tylko energia. Możemy się z niej oczyścić i zacząć jej słuchać w mądry sposób. Nie musi ona w nas gnić, a my wraz z nią! Dlatego musimy odrzucić całą negatywność jaką utrzymujemy w związku ze strachem.

Pierwsze co się stało ze strachem to jego negatywna ocena przez nas. Szczególnie mężczyźni mają problem z zaakceptowaniem i uznaniem własnego strachu. Bowiem uwierzyli w wiele kłamstw. Mówi się, że facet się nie boi. Jak się boi to nie facet, a p***a. Mówi się, że odważny mężczyzna nie czuje strachu. Robimy wszystko, by strachu nie czuć, bo jest zły. Nie chcemy sobie na niego pozwolić. Walczymy sami ze sobą i tak łatwo dajemy się wyrolować. A jak go czujemy to coś z nami jest nie tak - jesteśmy tchórzami, jesteśmy słabi, nikt nie będzie nas szanował, etc.
I dlatego wydajemy mnóstwo pieniędzy na szkolenia, na różne obozy. Idziemy do wojska, by zabijać, by walczyć. Albo stajemy się religijnymi fanatykami oczyszczającymi świat z grzeszników. Robimy to, aby straszny bóg (raczej demon) nas pokochał - nagrodził. Czym? Życiem po śmierci (niszczymy życie, by otrzymać życie - dostrzegasz to zagubienie i niewinność?). Dlatego chcemy zmierzyć się z samą śmiercią i ją pokonać w boju. Pokonać śmierć! Wiele literatury średniowiecza skupiało się na samej śmierci i ukazywało, że ludzkość od setek lat robi to samo. I nic dobrego to nie daje! Wprowadza tylko jeszcze więcej śmierci i nienawiści.

Na świenie zdemonizowano również wszelkie naturalne oblicza śmierci. Zmarszczki (wydajemy mnóstwo pieniędzy, by ukryć prosty, normalny fakt, że przybywa nam lat), starość. Starsza osoba kojarzy nam się dziś bardziej z wiecznie narzekającą babcią lub dziadkiem, przesiąkniętymi zgryzotą i wyrzutami sumienia ludźmi nie znoszącymi szczególnie młodzieży (symbolicznie - starość - śmierć - nienawidzi życia; czy na pewno śmierć jest przeciwieństwem życia?). Nie szanujemy starszych osób. Nie korzystamy z ich mądrości. Uciekamy od śmierci w nieświadomość młodości. W ciemność. Wbrew pozorom ucieczka od śmierci zabija nas. Odbiera nam życie nie śmierć i strach ale my sami. Tylko zrzucamy to na nie.
Uciekając od śmierci nie możemy poznać życia. Gdyż życie jest w nas. My jesteśmy życiem. Nie ma go poza nami. I nigdy nie było. Tym samym, tak jak nasi przodkowie, zamykamy w sobie strach. Strach staje się podświadomy i z procesu służącemu życiu staje się jego największym obciążeniem (wstyd i wina to również rodzaje strachu; pamiętajmy, że nazwy emocji to tylko etykietki; emocje to energia i my wybieramy jej wpływ na nas).

Drugim problemem jest nieumiejętność odczuwania emocji nawet jeśli postanowilibyśmy zmierzyć się z lękiem. Dzisiejszy świat skoncentrowany jest na działaniu - czyli uczestniczeniem świadomości na zewnątrz nas, nie wewnątrz. Tym samym jakość życia drastycznie się degeneruje bez "umiejętności" BYCIA w sobie. Słowem - jest to lęk przed odczuwaniem. Nie można nie czuć emocji. Można tylko podejmować takie działania, przez które nie dopuszczamy do świadomego odczuwania emocji.
Szczególnie cierpią na tym kobiety, od których wymagamy (i doszło do tego, że kobiety ZE STRACHU również zaczęły od siebie tego wymagać), by były takie jak mężczyźni. Skoncentrowane na działaniu, na osiąganiu. A nie byciu. Tylko jednym z takich objawów są niezwykle bolesne miesiączki. Przez brak uszanowania cykli życia i ucieczkę od swojej natury, poprzez szaloną gonitwę przez życie, zaniedbujemy życie w sobie. Jakże mamy potrafić wtedy zadbać o inne życie - o życie swoich dzieci? O życie mężczyzn? O życie tego świata? Kto przynosi życie na świat i się nim opiekuje? Kobiety. Kobiety utraciły swoją moc. Traciły ją przez setki, jeśli nie tysiące lat. A teraz chcą ją odebrać siłą. Odebrać ją mężczyznom.

To nie działa. To tylko wprowadzi do świata jeszcze więcej ranienia się nawzajem. Siłą nie przywrócimy swojej mocy, tylko miłością. Niezbędne jest wybaczenie. A z wybaczeniem wiąże się ujawnienie wszystkich ran, bólu, gniewu, nienawiści i ich przekroczenie W SOBIE, a nie zrzucenie odpowiedzialności. Zrzucenie odpowiedzialności to szukanie (w)innych, czyli na zewnątrz tego, co jest wewnątrz. Dlatego to, co wewnątrz nie ulega zmianie. O wybaczaniu opowiem w przyszłości.

Jak długo potrafimy "nic" nie robić? Po prostu być. W ciszy. Bez żadnej powinności, bez celu, bez wyrzutu sumienia, bez myślenia "co by tu zrobić"? Jakże mamy coś odczuć jeśli cały czas nasz umysł pracuje jak szalony, jeśli nadal naszą uwagę koncentrujemy poza sobą?

Nie chcemy odczuwać. Bo naszemu umysłowi odczuwanie jest zbędne. On chce myśleć i tyle. Bo dumnie uważa, że umysł wszystko załatwi. Bowiem również dzisiejszy świat "zakochał" się w swoim umyśle. Zapomniał o sercu.

Pamiętajmy, że umysł nie może przekroczyć sam siebie. Sam dla siebie stanowi ograniczenie. Zawsze stanowił. Nie spowoduje nagle, że zaczniemy czuć. Nie poradzi sobie z emocjonalnym bagażem. Może unosić się dumą i racjonalizować, że on wszystko świadomie wybiera i gdy mu się zachce to się zmierzy z lękiem i go odpuści i będzie pięknie. To nie jest prawda. Gdyby to mógł i potrafił zrobić to by to dawno zrobił, gdyż wyższe stany świadomości to najwspanialsze ludzkie doświadczenie jakim możemy siebie obdarzyć.

Lęk przed odczuwaniem to jedno. Drugim jest strach przed strachem. Brzmi paradoksalnie ale ludzie w większości boją się bać.

Czyli - utrzymują taki doświadczalny poziom lęku, by nie dopuścić swojej świadomości GŁĘBIEJ W SIEBIE, by wydobyć, ujawnić faktyczny ładunek lęku i go odpuścić. Tym samym stawiają opór energii lęku, która nigdy nie znika. A jeśli w naszym życiu już zaczną się manifestować "straszne" zdarzenia będącymi odbiciem stłumionego ładunku lęku, nasz umysł znajdzie w nich zewnętrzne źródło tego, przed czym nas (się) chroni. Przekieruje naszą uwagę na zewnątrz, stawi dodatkowy opór, "zapomni" o wewnętrznym oporze i stłumionej energii strachu i zacznie dokładać do wewnątrz to, z czym zacznie walczyć oraz mierzyć się na zewnątrz. Dlatego nigdy nie wygra ale zrobi wszystko by wygrać. Nawet wprowadzi śmierć, którą nosi w sobie.

W ten sposób świadomość nie wzrasta. Zatrzaskuje się na poziomie strachu i w końcu zacznie się obniżać. Gdyż zabraknie nam sił, by utrzymywać się na tym ciężki poziomie. Bez odpoczynku, bez odpuszczenia zaczniemy spadać w stronę żalu, potem apatii, poczucia winy i wstydu. A walka może nigdy nie zaniknąć. W życiu ludzi było jej już tak dużo...

Jednak zauważmy, że te wszystkie negatywne konsekwencje są efektem naszego wewnętrznego zmagania, zamglonego postrzegania, ograniczonej świadomości. Słowem - to konsekwencje naszych wyborów. A nie lęku samego w sobie.

Rozwinę to w następnym artykule.


Pozdrawiam Cię gorąco,
Piotr Kruk

Jeżeli znalazłeś w tym artykule coś dla siebie, masz pytanie lub chcesz się czymś podzielić - poniżej zostaw komentarz!



Zostaw komentarz!

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Zasubskrybuj
Powiadom mnie o
guest
22 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Anonimowy

“Bez odpoczynku, bez odpuszczenia zaczniemy spadać w stronę żalu, potem apatii, poczucia winy i wstydu.”
Czyli jak Piotrze odpuscic lęk (strach) jezeli ciagle sie czegos boje? Czy chodzi o swiadome odczuwanie tego strachu, z intencja uwolnienia, ignorowanie mysli i czekanie, az energia strachu sie wyczerpie. Nie rozumiem co to znaczy “odpuscic”. Jezeli czuje strach, to co mam zrobic, aby go odpuscic?

Łukasz

Fajny artykuł.To prawda boimy się odczuwać strach czyli strach przed strachem.Zawsze musimy coś robić zamiast usiąść i cieszyć się chwilą to uciekamy przed emocjami.

Piotrek

Muszę przeczytać parę razy żeby ogarnąć xD

Piotrze, a nie myślałeś o jakimś wpisie lub całej serii o seksie np fetysze rózne, jak na to patrzysz? Postrzegasz negatywnie, pozytywnie czy neutralnie itp

Piotrek

dzięki za odpowiedź. A mam jeszcze pytanie bo widziałem różne opinie dotyczące przyczyny uzależnień. Mianowicie są ludzie twierdzący że uzależnienia są formą ucieczki przed problemami ale są też tacy którzy twierdzą że nie, że są ludzie świetnie żyjący, radzący sobie z wyzwaniami życia, spełnianiem marzeń itp i mimo to uzależnieni gdyż uzależnienie jest problemem samo w sobie(a nie jest ucieczką przed problemami)
A Ty co sądzisz? :)

Piotrek

kurde skomplikowanie to brzmi ale dzięki za odpowiedź. Zainteresowałeś mnie pewną rzeczą. Mianowicie wspomniałeś to dolegliwościach fizycznych związanych z poblokowanymi emocjami itp
Zdiagnozowano mi ZZSK(zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa), zapalenie błony naczyniowej i niedoczynność tarczycy. właściwie od pół roku nie mam życia tylko takie ,,półkalectwo”. Szperając w necie znajdowałem ludzi mówiących że głównym elementem leczenia chorób przewlekłych jest psychosomatyka.
Znalazłem Amerykanina który twierdzi że miał ZZSK, depresję i uzależnienia ale uzdrowił się z tego właśnie głównie psychosomatycznie. Chciałem zapytać, co Ty o tym sądzisz? Wiesz, ja się trochę boję że może mi się odpalać myślenie życzeniowe i po prostu chciałbym zeby to była prawda ale w momencie w którym widzę że też coś wiesz nt połączenia między umysłem a potencjalnymi chorobami fozycznymi to stwierrdziłem że może dopytam. Przepraszam że nudzę swoją historią ale serio trochę mnie poruszyłeś bo widzę że być może jest szansa.
Pozdrawiam
Piotrek

Piotrek

bardzo dziękuję. ,,Siła czy moc” czytałem ze 3 miesiące temu, ,,Przywracanie zdrowia” od czasu do czasu poczytuję choć brzmi niewiarygodnie. Wezmę się też za pozostałe No to z tego co piszesz wynika że nie mam na co czekać tylko trzeba brać się do roboty. Wspominałeś że nie ma nic złego w tym że ludzie przeżywają jako tako swoje życie ale przyznam Ci, że od dziecka jakoś mnie bolało to że ludzie właśnie żyją ,,jako tako” sam nie chciałem taki być ale jednoczenie nie potrafię być.. no jaki? Zajebisty? Zdrowy emocjonalnie? Świadomy?
Jak to nazwać? Wspominałeś w wywiadzie z Feniksem że po tym ,,oczyszczeniu” jak dotkniesz dziewczynę to ją prąd przechodzi czy coś takiego. No więc ten zdrowy stan to jest coś wartościowego, nie jakieś byle co. Wychodzi na to że w tym stanie można wychodzić z przewlekłych, nieuleczalnych chorób(chorowanie od 8 roku życia już mi się trochę nudzi tak szczerze mówiąc xD) czyli jest się co co starać, to jest prawdziwa wartość w życiu, nie jakiś byle substytut.
Dzięki jeszcze raz :)

Piotrek

Postaram się w miarę ułożyć elegancko tę wypowiedź bo widzę jak dzielisz na fragmenty i wygodnie tak się czyta :)

Szczerze to mnie w pewnym sensie przeraża- dlaczego tak dużo myślę, planuję, obiecuję sobie ale nie robię

Powiedziałbym że ,,zdrowy psychoemocjonalnie” najbardziej pasuje jak dla mnie

Ale nie do końca rozumiem, to co właściwie mam robić czy czego mam nie robić aby wyzdrowieć? Wiesz, przeczytałem ,,Siła czy Moc”, w trakcie czytania tak jakby te najsilniejsze emocje mnie puszczały, ale ogólnie to po przeczytaniu stwierdziłem ,,AHA”. Coś się dowiedziałem ale żadnej instrukcji tam nie było. Nie wiem jak to zastosować/ Dla mnie to był taki opis rzeczywistości, natury ludzkiej w sensie naukowym, ale nie pragmatycznym.

Wiesz, kilka lat temu nie było tak źle ze zdrowiem bo brałem pewne leki które dostawałem od NFZtu i powiedzmy była stworzona iluzja że ,,jestem zdrowy”. W tym czasie interesowałem się sztukami walki, wziąłem się za samouctwo, trochę doświadczeń i ogarnąłem temat(samoobrona). Ale jak do tego doszło? Miałem serio dobre materiaiy gościa który jest po prostu mistrzem w temacie. Ja dziś mam świadomość że jakby nie te materiały i instrukcje w nich zawarte to tak naprawdę sam nic bym nie wymyśllił(wcześniej mi się wydawało że sam opracuję swój system z różnych innych sztuk walki). Ja rozumiem że D.R. Hawkins jest takim odpowiednikiem ale mam zbyt ogólną wiedzę w temacie aby zacząć działać, aby wogóle wiedzieć od czego zacząć(w materiałach z samoobrony to było wręcz jak prowadzenie za rączkę). Poza tym próbowałem metod opisywanych w ,,Healing and recovery” w czasie jak krzyż mnie tak bolał że z krzesła nie mogłem wstać i nie czułem żeby mi pomogło(no może poprawiało się chwiliwo o max 10%). Wydaje mi się że jednak za mało wiem.

Właśnie odnośnie oporu, czytałem Twój wpis o tym, wszystko wydaje się sensowne, ale kiedy miałbym wykonać jakąś pracę wewnętrzną żeby odpuścić to mi się to wszystko wydaje zbyt abstrakcyjne i nie wiem co i jak.

Mówisz że mam odpowiedzi już teraz. No w mojej historii ze sztukami walki też zauważyłem że ja zasadniczo wiedziałem gdzie szukać wartościowych treści na sporo zanim faktycznie zacząłem praktykować. A praktykować zacząłem gdy miałem poważny kryzys zdrowotny połaczony z wyrzuceniem ze studiów. Widać mnie musi w życiu zaboleć abym coś zrobił.

To co piszesz tu o lekarzach, lekach, genach to mi nie musisz mówić. Ja mam zchorowaną rodzinę i szczerze mówiąc to by były argumenty pod Nich(Swoją drogą 2 miesiące temu chcieli mnie wysłać do szpitala psychiatrycznego).

Wkurw jest i to już bardzo długo, szczególnie na rodzinę. Ale jak wspominałem wyżej, brakuje rozwiązań.
Powiem to tak, mam zarys wyobrażenia że jest szansa dla mnie. Ale ,,zarys” to trochę mało.

Haha w wirusy strasznie brat wierzy. Twierdzi że to wirus ,,aktywował” nam ten antygen HLA B27(mamy to) i to dlatego chorujemy ;)

,,Wejdź na tę ścieżkę”- no właśnie ale co to znaczy w praktyce?
Wspominałeś o wybaczaniu. Wiesz co, ja robiłem w swoim czasie nagrania hipnotyczne na pewność sieby i na początku kursu było nagranie ,,Wybaczanie”. Niby się po nim lepiej poczułem ale pomimo tego ciągle zdarza mi się toczyć wyimaginowane kłótnie z członkami rodziny w swojej głowie(może jednak ze mna jest coś gorszego niż uzależnienia i reumatyzm) tak jakbym mimo wszystko nie wybaczył.

Placebo? No nie wiem, od wtroku biorę nowy lek, nie wiedziałem co to jest a to się okazuje opioid. Tak mocny że miewam zawroty głowy a wcześniej nikt nic takiego mi nie mówił.

Właśnie od paru dni o tym myślałem:
– co zrobiłaby rodzina gdybym się uzdrowił i ,,wyszłoby na moje”. Czy też by się podjeli tej ścieżki? Podejrzewam że nie
– i druga rzecz: wyimaginowanie rozmowy z obcymi ludźmi gdybym już wyzdrowiał jak Im mówię coś stylu ,,ja dałem radę, ale to przerażające ile ludzi tak naprawdę straci życie na przewlekłe choroby bo raz nie będą mieli pojęcia że takie wyjście istnieje a dwa że mogą nie mieć charakteru aby się uzdrowić”

PIotrze, nie pamiętam kiedy ostatnio odbyłem tak wartościową rozmowę(chyba ze dwa lata temu na facebookowym forum ludzi ćwiczących ten system walki co ja, jeśli by Cię kiedyś temat zainteresował to sprawdź na YouTube czy chomikuj ,,Carl Cestari”). Dzięki serio za wszystko :) :)

Piotrek

Wydaje mi się że to kwestia jakiejś regularności. Żebym pamiętał co jest ważne i nie zapominał.

Ok, czyli do wymienionego zestawu dochodzi jeszcze jedna książka. Swoją drogą, kiedyś na jakimś forum widziałem wpis użytkownika który twierdził że uwalnianie emocji jest niebezpieczne. Twierdził że emocje są ze sobą połączone jak ogniwa w łańcuchu i wyciągając je z siebie można dogrzebać się do czegoś paskudnego.
Co sądzisz?

Medytacja:kiedyś ćwiczyłem tak że przez 20 minut liczyłem oddechy. Oddychałem brzusznie i starałem się utrzymywać koncentrację na oddechu. Na początku było ciężko, później się poprawiło. Taka medytacja może być?

,,Swoją drogą, bóle kręgosłupa (w części krzyżowej) to mówiąc najogólniej EFEKT:
Świadomości utraty swojej mocy i/lub zadawnionego gniewu” Rzeczywiście czuję się bezsilny i to w połączeniu ze wściekłością. No ale wezmę się za książki to poznam szczegóły.

,,Widać mnie musi w życiu zaboleć abym coś zrobił.
Skoro tak uważasz, tak będzie.
I tak uważa większość ludzi na świecie :)”
Można to zmienić jakoś?

“Kochany synu, słuchając nas, słuchasz ludzi, którzy powinni być w szpitalu psychiatrycznym. Takie jest pozbawione miłości nasze postrzeganie świata. Przestań nas słuchać, bo sam tam wylądujesz”. Piotrze, Ty jednak wiesz o czym mówisz. Nie raz Im zarzucałem że dla Nich świat to ,,padół łez” i boli Ich i drażni, że w tym świecie chciałbym być spełniony i szczęśliwy. To by było to ,,pozbawione miłości postrzeganie świata”. Dzięki za rozjaśnienie tej kwestii, już jestem pewniejszy bo miałem wątpliwości, a raczej całą ich masę. :)

Ok, znasz się na rzeczy więc przyjmę od Ciebie wiedzę o słabości nagrań hipnotycznych choć powiem Ci że po tym miesięcznym kursie trochę lęków mi zanikło i zrobiłem się trochę bardziej asertywny. W niektórych technikach coś może być.

,,– co zrobiłaby rodzina gdybym się uzdrowił i ,,wyszłoby na moje”. Czy też by się podjeli tej ścieżki? Podejrzewam że nie
Pewnie, że nie.
Nawet Jezusa ukrzyżowali pomimo, że im czynił cuda na ich oczach :D”
Czyli nie dziwić się gdyby spotkały mnie przykrości z Ich strony gdybym się uzdrowił a Oni dalej by chorowali? Być gotowym na taką ewentualność?

Dzięki za wszystko raz jeszcze :D

P.S. zmieniłem maila bo z tamtym jest problem ale to dalej ten sam ja xD

Piotrek

,,Tylko teraz ważne jest , by wziąć za siebie odpowiedzialność. Zobacz co piszesz \”kiedyś/na jakimś/wpis użytkownika\” – złapałeś się jakiegoś kogoś skądś, który coś twierdzi. I nagle uważasz, że ta osoba może mieć rację? I na wszelki wypadek nie będziesz uwalniał emocji i pozwalał sobie ich odczuwać?”

Nie no, po prostu chciałem się upewnić.

,,Widzisz jak ego szuka sposobu, by nie wzrastać? Widzisz jak łatwo szerzy się strach i negatywna (nieświadoma) ocena? Ciekawe umysły jak wielu osób szybciutko potwierdził swoje własne obawy (stłumiony strach) i przyznały tej osobie (czyli sobie) rację…”

W sensie że jeśli ja się boję to wyszukuję argumentów na zewnątrz które by potwierdziły słuszność mojego strachu i to u ludzi odczuwających to samo?

,, Medytacja:kiedyś ćwiczyłem tak że przez 20 minut liczyłem oddechy. Oddychałem brzusznie i starałem się utrzymywać koncentrację na oddechu. Na początku było ciężko, później się poprawiło. Taka medytacja może być?
A jaki wg Ciebie medytacja ma cel? Co to znaczy medytować? Do czego ma prowadzić?”

Jak dla mnie to poprawa koncentracji, bycie tu i teraz, uspokojenie umysłu

,,> Czyli nie dziwić się gdyby spotkały mnie przykrości z Ich strony gdybym się uzdrowił a Oni dalej by chorowali? Być gotowym na taką ewentualność?
Pewnie. Bo to będzie dla Ciebie lekcja intencji. Dla kogo się uzdrawiasz? Dlaczego?
Bo chcesz, by się zmienił z Tobą cały świat czy robisz to z miłości dla siebie?
Jeśli nie dla siebie to przy pierwszej okazji znowu wrócisz do żalu , gniewu i bezsilności.

No bo moi rodzice nadal cierpią. O jaki ten świat jest zły. O nie, nie mogę się cieszyć i żyć miłością, bo mi głupio, gdyż oni nadal cierpią.

Odrzuć wszelkie oczekiwania względem ludzi. Niech sobie żyją jak chcą. Ci gotowi się obudzić, zobaczą to, co będzie im potrzebne. Ci niegotowi będą robić wszystko, by racjonalizować swoją nieświadomość. A nawet zaatakują. Zaakceptuj to”

no właśnie ja odnoszę wrażenie że jakoś zawsze chciałem żeby mnie wspierali i żebym mógł Im różne rzeczy mówić itp a tu Ich plany na mnie zawsze były inne aż wręcz doszło do tej chęci wysyłania do psychiatryka.

W jakim sensie lekcja intencji? Moich czy Ich?
Nie no co do zasady dla siebie ale właśnie jakoś mi się tak zawsze wydawało że aby ,,zmienić się dla siebie” i pójść swoją ścieżką w życiu to musałbym mieć rodzinę totalnie w dupie, być na Nich takim zobojętniałym a jednak nie potrafię się taki stać choć nie raz chciałem

Po prostu nie machaj ludziom przed oczami \”chorągiewką\” z napisem \”obudźcie się jak ja\”.

Czyli zasada: chcesz zmienić świat to najpierw zmień siebie :)

,,Jakby mi ktoś podstawił pod nos głośny budzik to musiałby się liczyć, że by musiał kupić sobie nowy budzik i by pewnie jeszcze dostał ode mnie kopa. Za co? Za brak troski – za nieprzemyślaną formę. Za narzucanie się. Za myślenie o sobie, a nie o moim dobrym samopoczuciu.”

Znaczy taka twarda, konkretna asertywność :)

Dzięki Piotrze, jesteś jak starszy brat którego nigdy nie miałem(jestem najstarszy z czwórki) :) :)

Piotrek

,,Nie wspierali tylko zaakceptowali.
Nie czujesz od nich akceptacji, dlatego czujesz gniew. Bo nie są spełnione Twoje oczekiwania. Porzuć oczekiwania, a znikną napięcia, stres, gniew i żal, które czujesz. A wraz z nimi bóle kręgosłupa.”

Właśnie jakoś od paru dni słabiej czuję ból więc albo rozmowa z Tobą pomogła albo te nowe leki dobrze działają ;) swoją drogą, mówisz że gniew jest związany z bólami kręgosłupa(stawy też pobolewają). Kiedys słuchałem takiej kobiety(lekarkanaturalna na YouTube, tez bazuje na Hawkinsie) i ona wspominała że niedoczynność tarczycy bierze się z poczucia że nie robi się w życiu tego co się chce, no jak mi kilka miesięcy temu to zdiagnozowali to rzeczywiście dużo o tym myślałem i mocno to przeżywałem. Ale jeszcze jedna rzecz: zapalenie błony naczyniowej(inaczej zapalenie tęczówki)- w USA ok 10% przypadków ślepoty jest tym spowodowane i serio też nie mogę znaleźć przyczyny w świadomości co do tego. Moze akurat przypadkiem wiesz co to moze być? Choroba polega na tym że oko się jak ,,mgli” coraz bardziej, jest czerwone i obolałe aż z czasem sie nie widzi chyba że bierze się mocne sterydy.

,,Oznacza to, że SAM SOBIE DAŁEŚ AKCEPTACJĘ. Tylko potrzebowałeś do tego pretekstu – kogoś innego”

Własnie się tak zastanawiałem przeżywając to wszystko czemu jak tak chcę żeby np obca osoba ,,potwierdziła” mi np że ja jestem ten ,,dobry” a rodzina to są Ci ,,źli” czy jakoś inaczej ale w każdym razie ta obca osoba i potwierdzenie było mi jakoś tak potrzebne.

,,Nie. Nie taka jest rola rodziny. Rolą rodziny jest ujawniać wszelkie negatywności, by mogły zostać oczyszczone PRZEZ NAS. Jeśli nie otrzymujesz akceptacji od swoich braci to znaczy, że nie masz jej dla siebie.”

Ale np w dzieciństwie pamiętam, jeszcze w podstawówce, to cudze dzieci to były te lepsze dzieci bo np rodzice mogli być z Nich bardziej dumi niż moi. Na takim etapie to też było ,,ujawnianie negatywności” przez rodzinę czy jednak patologia wychowania? No też sobie zdaję sprawę że co innego jak teraz mam 26 lat a co innego 15 lat temu, człowiek jest na innym etapie, znacząco innym był powiedział :)

Ciekatwe właśnie czy te plecy mnie popuszczają od leków czy od rozmów z Tobą, niby mam mniej bólów ale np pojawół się nowy w barku. Zawsze jest parę czynników i w sumie nie wiadomo co pomaga xD No w kazdym razie ciesze się że podjąłem się z Tobą rozmowy i że tak mi pomogłeś(dopiero teraz a przecież znam Twoją stronę od kiedy Feniks zrobił wywiad, to On Cię zareklamował i trafiłem)

luki

Piotrze trafiasz do mnie jak mało kto :) Słyszałem nie raz i też czytałem że jak coś nam przeszkadza w innych ludziach to znaczy że w nas tkwi problem, czułem że tak jest ale ciężko mi było to przełożyć na siebie, dotarło do mnie że próbowałem to zrozumieć zamiast odnieść się do swoich uczuć. Uwolniło mnie częściowo to od urazy do pewnego mojego kolegi, w skrócie zazdrość bo dużo by pisać, sytuacji było kilka. Jesteś niesamowity :)

Podobne Wpisy:
Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 8) – Wola Boża, Ewolucja, Limitacje Formy, Wybory

Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 8) – Wola Boża, Ewolucja, Limitacje Formy, Wybory

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat stanięcia w obliczu faktu o własnym uzależnieniu. Części 1-7 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 1) – Wstęp ► Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 2) – Lista nr 1 ► Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 3) – Nienawiść, złość, chęć zemsty, wina ► Jestem uzależniony/a.… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 6
Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 4)

Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 4)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy bardzo istotny temat świadomości, kontekstu i subiektywności. Części 1-3 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 1) ► Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 2) ► Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 3) Nie ma nawet jednego stwierdzenia, które można uznać za prawdę bez ujęcia go w pewnym kontekście. … Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 29
12 kroków – Relacja uzależnionego

12 kroków – Relacja uzależnionego

Witam Cię serdecznie! Dzisiaj przedstawię Ci coś wyjątkowego – opis młodego mężczyzny, który wyzdrowiał z uzależnienia dzięki programowi 12 kroków. Zobaczysz co to jest wyzdrowienie. Pamiętaj – wyzdrowienie to NIE jest jakieś magiczne zdarzenie – jakaś linia mety, którą jak przekroczysz, to już można zapomnieć o wszystkim i dalej sobie żyć jak Ci się podoba.… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 2
Cnoty (Część 2) – Ciężka praca, Odwaga

Cnoty (Część 2) – Ciężka praca, Odwaga

Witam Cię serdecznie! Dziś kontynuujemy temat cnót. Będzie ogień, zapnij pasy! Część 1 znajdziesz klikając na link poniżej: ► Cnoty (Część 1) – Wstęp i szczerość. Zanim przejdziemy do dyskusji na temat kolejnych cnót, jeszcze kilka zdań o szczerości. Szczerość, jak Odwaga, kalibruje się na poziom 200. Czyli na poziom graniczny między dusznym obszarem negatywności… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 34

WOLNOŚĆ OD PORNO