Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/15

Witam Cię serdecznie!
Kontynuujemy temat świadomości Pożądania. Części 1-3 znajdziesz klikając na linki poniżej:
► O Emocjach – Pożądanie (Część 1).
► O Emocjach – Pożądanie (Część 2).
► O Emocjach – Pożądanie (Część 3).
Dzisiaj porozmawiamy o wartości dołączanej do pragnień.
Wartość dołączana przez umysł nigdy nie wynika z miłości. Jest to coś sztucznego i coś co służy wyłącznie ego.
Bo ego uważa, że jak coś ma większą wartość (jest bardziej wartościowe, niż… no właśnie – niż co?) to wtedy łatwiej jest się zmotywować, by to osiągnąć, wtedy mając to staje się bardziej ważne, znaczące, popularne, wyjątkowe, itd. Ego uważa wartość za coś ważnego. Ale jak z każdą iluzją, za wartościowaniem kryje się niebezpieczeństwo rozczarowania (rozczarowanie się jest niebezpieczne dla ego, bo samo w sobie rozczarowanie jest darem). Wartościowanie doprowadza do wszelkiego rodzaju przemocy, nienawiści, strachu, etc.
Ego nie rozumie, że nic nie ulega w świecie zmianie tylko dlatego, że ego zaczyna postrzegać to jako bardziej znaczące dla siebie. Wszystko w świecie jest jakie jest. Wartość człowieka przykładowo jest ogromna i jest niezmienna. Wartość życia także. Ale jeśli patrzymy na ludzi przez pryzmat stanu posiadania, rasy, wyznania, naturalnie poczujemy odpychanie lub przyciąganie. Więc rozpoczniemy własną projekcję. Kierowanie się sztucznie nadaną wartością prowadzi do bólu i cierpienia, a także nienawiści, zmagania, frustracji, itd. Wkurza nas sąsiad? A może wkurza nas to, co czujemy – co sąsiad pomaga nam ujawnić? Uważamy sąsiada za zewnętrzne źródło naszego cierpienia, które należy zwalczyć, by zniknęło. Ale czy taka jest rzeczywistość? Nie.
Czy naprawdę cierpimy, bo nie mamy idealnej pracy czy partnera/partnerki? Czy cierpimy przez samotność? Nie. Cierpimy przez wzgląd na wartość jaką nasze ego dopisało do posiadania tego oraz braku posiadania. Uważamy samotność za coś złego. Więc cierpimy, bo ją mamy. Mamy coś złego. Gdyż źródło naszego szczęścia umieściliśmy na zewnątrz siebie. Oczekujemy więc od świata. Stwarzamy w sobie pole odpychania. Ale to odpychanie to niechęć do własnych emocji – np. smutku.
I przez tę sztuczną wartość odmawiamy wartości sobie, czujemy się gorsi, niekochani. Czujemy się samotni. Uważamy, że inni nas nie chcą, gdy tak naprawdę nie chcemy się sami. Dlatego tak pragniemy, by to “chcenie” dał nam ktoś z zewnątrz. Więc ograniczamy naszą własną miłość do siebie. Nieraz nawet pogardzamy sobą, bo nasz umysł zakochał się w myśli, że może nam być dobrze tylko z cycatą blondynką przy boku czy awanturniczym muzykiem, a może torebką Gucciego lub nowym ajfonem.
To nie pragnienia doprowadzają do cierpienia, ani nie brak ich realizacji w życiu, tylko przywiązanie do nich samych oraz dowiązanie do ich realizacji wartości. Bo jeśli nadajemy czemuś sztuczną wartość, musi ona mieć źródło zasilania. Zasilamy ją więc naszą własną energią, której brak postrzegamy potem jako… brak. Czujemy się wybrakowani tym bardziej, im bardziej czegoś pragniemy. Wraz z tym tę pustkę dodajemy do naszego życia, a życie nam ją zwraca. Czujemy więc ogólnie pustkę, powierzchowność życia, brak satysfakcji w relacji. Rozczarowuje nas wszystko, irytuje, drażni, nie daje radości. Ale nic nam w życiu nie może nic dać. Życie ODDAJE to co sami do niego dodajemy. Dlatego jeśli opieramy się niechcianym emocjom, zamykamy je w sobie, przez co automatycznie i nieświadomie dodajemy je do życia i w życiu właśnie je znajdujemy cały czas.
No bo oddajemy naszą energię czemuś, więc naturalnie czujemy brak tej energii bez tego czegoś. Logiczne? Logiczne. Ale nie oznacza to, że ta rzecz nagle staje się inna, wyjątkowa, bardziej znacząca czy wartościowa i jak ją zdobędziemy to nagle brak zniknie, a my poczujemy szczęście jak za dotknięciem magicznej różdżki. To ułuda, to gra naszego ego, które najpierw stawia opór czegoś w nas, a potem szuka tego poza nami, by wytłumaczyć ten opór. Ale przecież oporu nie puszcza i nie puści, tylko wierzy, że brak jest realny, więc i realna jest ważność tego, co stara się zdobyć z zewnątrz.
No nie na tym polega każda religia? Wierzymy w brak Boga w sobie, więc szukamy Go poza sobą. Czy Go znajdujemy? Pewnie, że nie. Kto znalazł, ręka w górę. Jak ktoś podniósł to kłamie lub nie ma pojęcia o czym mówi.
Nie znajdujemy tej wartości, tej wyjątkowości, której tak szukamy, bo odmawiamy jej sami sobie. Nasze ego nam jej odmawia. Tym jest rozczarowanie.
Kogoś może cieszyć, że dostrzegamy piękno, kobiecość lub męskość tej osoby. Ale gdy ta osoba poczuje brak jaki w sobie nosimy (wiarę we własną brzydotę lub niepewność własnej męskości lub kobiecości), gdy osoba ta poczuje próby kontroli nad sobą, by cały czas oddawała na własną energię – opór, który czujemy sami do siebie zacznie czuć w końcu i ta osoba. Poczuje brak, bo będzie dawać, a nie będzie nic otrzymywać z powrotem. Nie będzie wzmacniającego obie osoby przepływu energii. Będą tylko wymagania. Napięcie. Napięcie zaś zostanie zinterpretowane jako brak, niepewność, pustka, dystans. Napięcie wprowadzi także wewnętrzną niewygodę, czego kompensacji nasze ego zacznie szukać poza związkiem.
Użalamy się po stracie kogoś lub czegoś “dla nas” ważnego, bo ta wartość była sztuczna i nadana przez umysł, co wyklucza, że jest to rzeczywiste. Gdyby ta wartość nie była sztuczna, nie czulibyśmy pustki po stracie. Jeśli odchodzi ktoś bliski to nie czujemy wielkiego smutku z powodu utraty tej osoby ale wartości jaką wprowadzała do naszego życia. Bo bez tej osoby odmawialiśmy sami sobie tej wartości. Cierpimy, bo odeszła jedyna osoba, która nas zawsze wysłuchała i która nas rozumiała? A dlaczego jej potrzebowaliśmy, by nas słuchała i rozumiała? Czy sami się słuchaliśmy i rozumieliśmy?
Użalamy się, bo straciliśmy szansę u kogoś? A po co nam była ta szansa? Jaki brak miała w nas wypełnić? Jaką iluzję nadal chcieliśmy zasilać ale schować pod następną iluzją wartości tego, co ta osoba miała nam zapewnić – zasilić z zewnątrz?
Przypominam, że każde pragnienie wynika z braku, który odczuwamy, który sami zasilamy energią oporu i niskich emocji. Wiele osób żyje z poczucia strachu przed śmiercią. Z braku akceptacji śmierci, z niechęci do niej, z pragnienia ucieczki od niej, a nie chęci do życia. Sam fundament więc tworzony jest na czymś odbierającym, a nie zasilającym. Dlatego życie rozczarowuje, bo nie daje żadnego schronienia, ucieczki od tego, co nosimy w sobie. Świat ego może tylko dostarczać środków otępiających świadomość. Rozwój i wzrost takiej osoby jest więc niemożliwy lub niezwykle ograniczony. Dlatego rozwój i wzrost życia tej osoby jest bardzo ograniczony. Dlatego potrzebujemy wtedy w naszym życiu osób radosnym ale także osób, które będą niczym tampon wysłuchiwać naszych wiecznym narzekań o zmaganiu z życiem. Osoby, które działają, które “podejmują ryzyko” będą dla nas jak trucizna, bo będą pokazywać nam brak oporu, który w sobie utrzymujemy. A patrzenie jak ktoś robi bez wysiłku to, z czym my się zmagamy boli. Nieraz bardzo mocno. Bo właśnie tak wielki opór stawiamy samym sobie.
Im większa niechęć do czegoś, tym większa wartość, którą nasze ego znajduje w “zewnętrznym zamienniku”. Im większa iluzja, tym większe rozczarowanie, a więc i ból. A po drodze zmaganie, frustracja, strach przed utratą, kontrola (nierzadko siłą).
Widzimy to u rodziców, którzy starają się kontrolować swoje dzieci, wymuszając u nich wszystko – od ocen, po czas kiedy wrócą do domu. Rodzicom oczywiście wydaje się, że robią to z troski i miłości, bo świat jest pełen złych ludzi i lepiej, by byli z rodzicami, niż z “tymi niegrzecznymi” dzieciakami.
Ale gdyby taki rodzic wziął za siebie odpowiedzialność i przypomniał sobie swoją intencję posiadania dziecka (btw. dziecka nie posiadamy, tylko bierzemy na siebie odpowiedzialność za wprowadzenie suwerennego życia na tę planetę), zrozumiałby, że dziecko miało wypełnić pustkę odczuwaną w związku. A związek rozczarował, bo także miał wypełnić tę samą pustkę. Więc i dziecko rozczarowuje ale stara się być inne, niż jest nawet za cenę własnego szczęścia i sukcesu. Pustka pozostaje, projekcja trwa, pojawia się cierpienie, obwinianie i użalanie. Nie tylko u rodziców ale także u następnej osoby – u dziecka.
Ego uwielbia wartość.
Wszyscy chcielibyśmy usłyszeć ile dla kogoś znaczymy, prawda?
Ego uważa, że jak coś postrzegamy jako wartościowe to znaczy to coś dobrego. Ale ego drugiej osoby doskonale zdaje sobie sprawę z niebezpieczeństwa konsekwencji nadania iluzorycznej wartości – przywiązania, napastliwości, kontroli, a nawet gniewu i nienawiści jakie się z tym wiążą. Ale ego wierzy, że jak się “zakocha” to druga osoba to doceni, odwzajemni uczucie. Zrozumie. Nasza iluzja i życie w ułudzie to nasza odpowiedzialność. Inna osoba nie ma żadnego zobowiązania brać w tym udziału. I ma tym większą niechęć do tego, im nasza ułuda się pogłębia – im bardziej sztuczna wartość i projekcja rosną.
Nie idzie Ci w “departamencie miłości”? A czy pokochałeś/pokochałaś siebie czy wymagasz, by inni zrobili to za Ciebie? Otaczasz się ludźmi, którzy nie wyciągają z Ciebie stłumionych brudów? To znak, że nie chcesz miłości, tylko jej przeciwieństwa. Wybierasz trzymać w sobie toksyny, a nie oczyścić się z tego, co blokuje w Tobie miłość. Więc wmawianie sobie, że chcemy miłości, gdy szukamy tylko takich osób, które wpasowują się w naszą ułudę doprowadzi nas do rozczarowania. Żadna z osób, które znajdziemy nie da nam miłości, bo także nie będzie jej czuła do siebie.
Teraz zastanówmy się z czego wynika to pragnienie, by ktoś nas kochał? Czy z tego, że dana osoba faktycznie rozumie wartość każdego życia, każdego człowieka i docenia naszą obecność, nasze cechy tożsamości, czuje radość z naszego bycia, tego jacy jesteśmy? Czy to, że jest z nami wybiera świadomie, by być z nami? Czy wybiera to, bo coś jej dajemy? Czy w ogóle ta osoba wie jacy jesteśmy w rzeczywistości? Czy raczej ta osoba ma pewne braki w swojej dojrzałości, które sama powinna wypełnić rozwojem osobistym, a nie maskować naszą obecnością? To tyczy się także nas. Kogo chcemy w naszym życiu i dlaczego? A jak ta osoba będzie przez większość czasu pracowała, by zrealizować swoje cele, będziemy ją kochać czy będziemy czuć się niekochani, niedoceniani i wymagać od niej obecności, więc ją ograniczać?
To o czym teraz mówię widać wyraźnie po meczu piłkarskim (szczególnie tym ważnym jak finał – sztuczna wartość meczu pogłębiania przez nagrody i wręcz masowo utrwalaną iluzję glamouru) cierpią fani, gdy przegra ich “ukochana” drużyna. To jest faktyczne cierpienie! Wielki smutek! Ci ludzie tracą ogromną wartość! Zostają rozczarowani przez ich klub i wtedy ich umysły (ego) powtarza, że to cierpienie ma sens, że hartuje ducha (czy może być większy bełkot i absurd, niż cierpienie hartujące ducha?!). Ego nadaje wartość cierpieniu, przez co wzrasta nienawiść i podział między fanami dwóch drużyn piłkarskich. Podział między ludźmi przez wzorek na koszulce i podpisany kontrakt! Ego robi co może, by utrzymać iluzję separacji między ludźmi, a także spokojem w sobie, pogodą ducha, radością, wdzięcznością, zdrowym współzawodnictwem (a nie niezdrową rywalizacją). To samo dzieje się w związkach – gdy istnieje świadomość separacji, ego naturalnie chce wygrać – np. argument, kłótnię. Nie chce mieć cudownej relacji, chce mieć rację. Chce być napuchnięte, obżarte swoją dumą.
A przecież piłkarze zmieniają drużyny jak rękawiczki. Czy naprawdę troszczymy się o tym ludzi czy żyjemy jakąś iluzją, którą utrzymujemy – że drużyna ma jakąś specjalną wartość, którą potwierdza swoimi sukcesami? I jak to na nas wpływa? A może jest to jakiś symbol (np. naszego kraju), któremu także doczepiamy wartość – jakoby nasz kraj był lepszy od innych. Lepszy? Ale z jakiego powodu? Przecież Polska ma ustrój polityczny do dupy, politycy w większości to nieodpowiedzialni złodzieje (hehe), religijnie jesteśmy zacofani jak jaskiniowcy, o duchowości nie ma co wspominać, ludzie ego mają przerośnięte jak sztucznie hodowane kalafiory. Co w tym jest lepszego? Nic. Ale nie ma też nic gorszego. Wszyscy coś mają “lepsze”, a inne “gorsze”. Gdyby podsumować “plusy i minusy” u każdego człowieka na świecie, wszyscy bylibyśmy równi. Widzimy więc, że podział – separacja – to bzdura. Nie ma separacji, jest tylko ego, które pragnie za wszelką cenę utrzymać tę iluzję. Bo to dla niego doskonała wymówka, wytłumaczenie i usprawiedliwienie do trzymania w sobie emocjonalnych toksyn i negatywnych programów.
Powtórzę – wszystko jest jakie jest. Nadanie sztucznej wartości tylko oczarowuje, co prowadzi do rozczarowania. Bo wraz z nadaną wartością liczymy, że coś będzie dokładnie takie jak podpowiada nam oczarowany umysł. Więc inne, niż jest w rzeczywistości. Tym samym zakochujemy się we własnej projekcji, a nie żyjemy rzeczywistością. Jaki związek rozkwitnie i będzie satysfakcjonujący jeśli nie opiera się na rzeczywistości, prawdzie, szczerości i uczciwości, tylko na iluzji? Obwiniamy potem innych za zdruzgotanie iluzji, w którą nasze ego inwestuje ogromne ilości energii, czyli emocji. Pogłębia ułudę. Pogrąża się w niej. I potem atakuje i nienawidzi za utratę tej całej inwestycji.
Słowem – ego atakuje za to, co je niszczy, co je osłabia. To normalne, spodziewane i tak powinno być. Ale my nie musimy tego zasilać własną energią. Po co nam nasze ego? Hmm? Komu tak naprawdę jest jeszcze potrzebne?
Ja kiedyś byłem święcie przekonany, że seks to dla chłopaka jak święty Graal. Da mi wszystko. Sprawi, że poczuję się mężczyzną, że stanę się pewny siebie, będę zdobywcą, zarobię ogromne sumy pieniędzy, bo zacznę być doceniany, szanowany (szczególnie przez kobiety), itd. No, było nieco inaczej :) Zostałem przykładnie rozczarowany. Seks był jaki był. Zwracał mi moją inwestycję. Jeśli oczekiwałem od niego czegoś innego, niż już miałem w sobie (a także od partnerek), rozczarowywałem się. Jeśli natomiast dodawałem do niego radość, akceptację, szacunek, pragnienie zabawy, sprawiania partnerce i sobie przyjemności, skupiałem się na dawaniu i byłem otwarty na przyjmowanie z wdzięcznością w sercu – od iskier płonęły zasłony.
Bo w świecie można znaleźć, tylko co już jest w nas.
Powtórzę i to – ego uwielbia nadawać wartość. Kocha wartościowanie. Oczarowywanie się. Lubi błysk. Polerkę. Coś jest lepsze, inne jest gorsze. Skoro coś jest gorsze, możemy tego nienawidzić, pogardzać, czuć odrazę, strach, a nawet mamy społeczne zezwolenie na stosowanie przemocy. Ilu żuli było nieraz usuwanych siłą z miejsc, w których przebywali inni “normalni” ludzie. Oczywiście taki żul tylko sobie spał, nikomu nie szkodził, nawet nie śmierdział. I został pobity. To tak zwana świadomość lucyferyczna (czyli od razu informacja, że Lucyfer nie jest niczym zewnętrznym) – na bazie własnej iluzji dajemy sobie zezwolenie i usprawiedliwiamy własny gniew, dumę, urazę, etc. Bo NAM się ktoś nie podoba. I to wystarczający powód, by nienawidzić i bać się? To, czego nienawidzimy w innych jest dokładnie tym, czego nie akceptujemy w sobie.
A jak ktoś z kolei nie opiera się temu, co my, np. naturalnie podchodzi do swojego wdzięku, kobiecości czy męskości, nasze ego “zakochuje się”. Więc dokleja wysoką wartość, bo święcie wierzy, że obecność tej osoby w naszym życiu (lub nieraz samo fantazjowanie o tej osobie) zmienia nasze życie na lepsze, przez co i my stajemy się choć trochę bardziej wartościowi. No bo przecież mamy tak dobre myśli względem tej osoby. A ta osoba przecież z nami jest! Czyli musi nas doceniać. Och, wielokrotnie się rozczarowałem, gdy taka osoba, na którą projektowałem własne braki ukazała mi traktując mnie “niesprawiedliwie” jak sam siebie traktowałem nawet całymi latami. Dlatego też warto zapamiętać –
każdy związek z drugą osobą jest odbiciem relacji z samym sobą.
Niczym więcej i niczym mniej.
Ego może także zakochać się w nienawiści – wystarczy, że cel dla niej będzie zgodny z naszą własną projekcją naszej nienawiści. Łatwo zaobserwować jak ludzie “jednoczą się” przeciwko wspólnemu wrogowi. Dzieje się to od zarania dziejów w polityce, sporcie po religie. Dlatego ego nie rozumie i nie może zrozumieć miłości, bo to co ono określa jako miłość to tylko projekcja nadanej czemuś lub komuś wartości. I to nawet nie osobie jako całości ale jej konkretnym cechom (przy okazji wypierając inne cechy tej osoby, by pasowały do własnego wyobrażenia, za ukazanie których potem się odpłaca negatywnościami odczuwanymi podczas rozczarowania).
To wszystko nie oznacza, że mamy zacząć nienawidzić tego mechanizmu ego. Możemy naprawdę mieć niezły ubaw obserwując swoje ego jak stara się za wszelką cenę zbałamucić nas, nagiąć rzeczywistość, możemy radośnie obserwować jak opowiada nieprawdę, jak przeinacza fakty, by samo siebie nakręcać.
Ja nieraz nieco zbyt późno dostrzegałem ten mechanizm. Pukałem się potem w głowę – “Po cholerę ja to kupowałem?” A dlatego, bo dałem się nakręcić własnemu umysłowi, że jest to super, wartościowe, ojojojoj i obecność tego w moim życiu zmieni je na lepsze. Że tego potrzebuję. Czy nie na tym opiera się każda reklama? Na nadaniu wartości produktowi. Ego doskonale zdaje sobie sprawę z tego mechanizmu i dlatego nienawidzi sprzedawców. Bo wie, że będą próbowali mu coś wcisnąć. Ale przecież nasze własne ego robi to nam cały czas, a taki sprzedawca to wspaniały nauczyciel, który pokazuje nam jak możemy odmawiać bez poczucia straty i niechęci czy nienawiści, jak możemy rozpoznawać sztucznie nadaną wartość, jak możemy wybrać coś bez zbędnych i wygórowanych oczekiwań. Jak możemy wybierać z chęci, a nie niechęci.
Mądre zarządzanie własnymi oczekiwaniami (czyli patrzeniem przez pryzmat faktów, a nie własnych wyobrażeń) jest “jednym z sekretów” jak nie cierpieć – by nie zostać rozczarowanym. Nie kierujmy się nadaną wartością, tylko rzeczywistością. Czy naprawdę koszulka z logo jest lepsza, niż bez logo? Jeśli wybierzemy logo dopłacając trzykrotność wartości rynkowej bez logo, bo chcemy, by inni dostrzegli, że nas stać – robimy siebie w balona. I wkrótce ktoś inny nas zrobi w balona. Naprawdę podjęliśmy dobrą dla nas decyzję? Wydaliśmy kupę forsy, by mieć logo? Wow. No to gdzie jeszcze w naszym życiu oddajemy zbyt wiele energii na iluzję i oczarowanie? Jeśli to dostrzeżemy i skorygujemy, bez wysiłku w naszym życiu pojawią się energia, chęć, radość, spokój i pieniądze.
Podkreślę – usunięcie sztucznej wartości nie oznacza, że nie mamy tego posiadać (przy okazji – w tym świecie nie możemy niczego posiadać. Na dany okres możemy czymś zarządzać, więc baczmy jaką energię dodajemy do naszej relacji z tym czymś/kimś, bo to dostaniemy z powrotem, także przy (u)stracie). Nie oznacza też, że to coś lub ktoś będzie nas mniej cieszył. Poczujemy dokładnie tyle radości, przed którą sami odpuścimy opór (lub nie) i którą sami dodamy. Głupotą jest nadawać czemuś ogromną wartość, co naturalnie już tworzy dysonans między postrzeganiem własnej wartości, a tego kogoś/czegoś, potem zmagać się, by to zdobyć, potem zmagać się, by to utrzymać i liczyć, że będziemy żyć z tym kimś/czymś długo i szczęśliwie. Ta osoba/przedmiot i tak zwróci nam to, co będziemy dodawać do wspólnej relacji niezależnie od nadanej temu wartości. Jeśli ją więc usuniemy, zyskamy trzeźwe spojrzenie, dzięki czemu będziemy mogli uchronić się przed rozczarowaniem i bólem, a także świadomie dodać radość i wdzięczność już na samym początku, co zwróci nam je zwielokrotnione.
A to oznacza także trzeźwe podchodzenie do własnych emocji.
Jeśli oczekujemy, że zawsze będziemy się świetnie czuć, szybko pojawi się cierpienie z powodu tej iluzji, iluzji wartości dobrego samopoczucia. Dobre samopoczucie jest przereklamowane! Pokochaj złe samopoczucie, przestań się mu opierać, a dopiero zobaczysz co to znaczy dobre samopoczucie! A raczej poczucie samego siebie. Jeśli czujemy pustkę to właśnie z powodu rozczarowania własnym stanem emocjonalnym rzutowanym na świat zewnętrzny. Zaakceptowanie własnych emocji już zmieni bardzo dużo. Bo bycie człowiekiem oznacza, że jednego dnia możemy czuć się jak młody bóg, a drugiego jak dno kompletne. I to jest normalne! Tylko opór przedłuża negatywne stany i skraca czas i jakość występowania stanów wysokich.
Ok, w tym artykule tyle. O pragnieniach można pisać i pisać, próbować “ugryźć je” z różnych stron. Jeśli masz pytania, zostaw je pod artykułem. Podobnie napisz jeśli chciałbyś/chciałabyś dowiedzieć się czegoś więcej lub czegoś jeszcze.
Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Powiadom mnie o
Avatar

Avatar
Gość
Piotrek
16 grudnia 2017 14:27

,,czy może być większy bełkot i absurd, niż cierpienie hartujące ducha?!”

Odpowiadam: nie ma ;)

wpDiscuz
Podobne Wpisy:
Życzenia 2016

Życzenia 2016

Jest mi bardzo miło powitać Cię w nowym roku, już 2016! Z tej okazji z całego serca życzę Ci miłości, szczęścia i radości odnalezionych w sobie i przelanych na innych ludzi. Abyś swoje marzenia i potrzeby realizował w mądry i zdrowy sposób. Aby nie brakowało Ci odwagi oraz pomysłów, by osiągać swoje cele oraz aby… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0
O Emocjach – Poczucie Winy (Część 4)

O Emocjach – Poczucie Winy (Część 4)

Wiesz już nieco o wpływie emocji na człowieka i bardzo możliwe, również na Ciebie. Moje pytanie brzmi – czy wybierasz, by zrezygnować z poczucia winy i żyć bez niego? Czy jesteś gotowy wybaczyć sobie i innym przeszłość, chwilę obecną i nie trzymać winy na przyszłe błędy? Czy jesteś gotowy żyć w szacunku do życia? Do swojego… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4
O Emocjach – Strach (Część 4)

O Emocjach – Strach (Część 4)

Witam Cię serdecznie! Wracamy do emocji strachu. Części 1-3 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► O Emocjach – Strach (Część 1) ► O Emocjach – Strach (Część 2) ► O Emocjach – Strach (Część 3) Zgodnie z obietnicą, porozmawiamy dzisiaj krótko o śmierci. Od razu podkreślę – nie chcę nikogo do niczego przekonywać, z niczym… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 2
O Emocjach – Pożądanie (Część 6)

O Emocjach – Pożądanie (Część 6)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat świadomości Pożądania. Części 1-5 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► O Emocjach – Pożądanie (Część 1). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 2). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 3). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 4). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 5). Tyle mówię o niejako “ciemnej” stronie… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0

WOLNOŚĆ OD PORNO