Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/

Witam Cię serdecznie!

Poruszę dzisiaj temat, który może zniechęcić, odstraszyć, nawet urazić, zrazić i zranić. W szczególności jeśli nie jesteśmy gotowi przyznać prawdy i będziemy uważali, że to na pewno nie jest o nas. Bardzo pomóc może czytanie z gotowością do zaznaczenia i uznania ile z tych informacji dotyczy nas. O mnie jest większość. Niemalże wszystko na tym serwisie jest moim doświadczeniem.

Każdy jest na innym etapie rozwoju tej choroby. Opis generalnie pokrywa spore spektrum. Od początków, gdy jeszcze możliwa jest pomoc ludzka, po stadia zaawansowane i nieuleczalne, gdy trzeba już wykroczyć poza możliwości ludzkie, w rozumieniu – rozumowe, rozsądkowe i obszar inteligencji.

Zacznę od bardzo istotnego cytatu z tzw. “Wielkiej Księgi” AA:

Z całym naciskiem pragniemy powiedzieć, ze alkoholik (seksoholik – przyp. mój) zdolny do uczciwego stawiania czoła swoim problemom w świetle naszych doświadczeń może ozdrowieć, o ile nie zamknie swego umysłu na wszystkie pojęcia duchowe.
Może być pokonany tylko przez postawę nietolerancji i wojowniczej negacji. Stwierdzamy, że nikt nie musi mieć trudności z duchowością programu. Gotowość, uczciwość i otwartość są koniecznymi warunkami zdrowienia. Nie można ich niczym zastąpić i nie sposób się bez nich obejść.
,,Jest zasada, która jest barierą dla wszystkich informacji, która jest odporna na wszystkie argumenty i która niechybnie zatrzyma człowieka w stanie wiecznej niewiedzy – tą zasadą jest wzgarda poprzedzająca dociekanie”.
-Herbert Spencer

Obyś jej uniknął.

Cytat ten pokazuje także, że nigdy nie powstanie żaden lek na uzależnienie, tak jak nie powstanie lek na analfabetyzm. Gdy pojmiemy czym ta choroba jest, stanie się to oczywiste. Warto zaznaczyć, że współuzależnienie nie jest lekiem na samotność. Ale przejdźmy do tematu tego artykułu.

Seksoholik to mężczyzna lub kobieta. To człowiek majętny lub biedny. To człowiek obdarzony wysoką inteligencją lub pospolitą. To 12-latek lub 70-latka. To prawnik lub pracownik fizyczny. To pracodawca lub zatrudniony. To nauczyciel lub uczeń. To ksiądz lub wierzący. To niewierzący czy ktoś, kto odszedł od wiary. To ojciec lub kobieta stanu wolnego. To syn lub siostra. To nasze dziecko. To my.

To może być każdy z nas. Większość nawet nie wie, że w ich życiu już rozwija się ta straszliwa choroba lub już zbiera swoje niszczycielskie plony. Być może konsekwencje seksoholizmu przypisujemy różnym innym czynnikom i osobom. Nikt nie chce się dowiedzieć, że jest nieuleczalnie chory i zrobi wszystko, by to wyprzeć. W szczególności -holik.

Seksoholik wcale nie musi mieć świadomości, że tkwi w bagnie seksoholizmu po uszy, a ono wciąga go coraz głębiej. Może mieć już przeróżne problemy natury fizycznej, mentalnej i emocjonalnej, a nie łączy ich z oglądaniem pornografii i masturbacją. Może mówić “nie robię nic złego, to tylko oglądanie filmów i zdjęć”, “no przecież wszyscy to robią”, “mam przynajmniej namiastkę seksu”, “zapominam wtedy o całym świecie, o wszystkich problemach”, “to przecież naturalne, żeby się masturbować”, “gdyby masturbacja była zła, to by jej nie było”, itp. Czyli – seksoholik oglądanie pornografii traktuje jako rozwiązanie innych jego problemów. Może wcale w tym nie widzieć problemu, a tym bardziej ruchomych piasków, które już go wciągają od lat.

Każdy uzależniony zawsze mówi te same usprawiedliwienia – niezależnie ile ma lat, skąd pochodzi, jakie ma wykształcenie. Nie zawsze robi to świadomie. Pierwszym krokiem 12 kroków jest PRZYZNANIE, że jesteśmy seksoholikiem. Jest to 1 krok nie bez powodu. Słowo “przyznanie” jest tu kluczowe.

Generalnie argument “wszyscy to oglądają” wynika z tego samego, co gdybyśmy mieszkali na planecie, na której każdy choruje na grypę. Gdyby wszyscy byli chorzy, nikt by grypy nie leczył, bo nie byłaby uważana za odstępstwo od zdrowia, ani od przyjętej normy (a raczej normalizacji). To samo stało się m.in. z alkoholem, papierosami i pornografią. Coraz więcej patologii zostaje zestandaryzowane. Tracimy to z oczu ale konsekwencjom nie można zapobiec.

Nawet gdyby faktycznie wszyscy oglądali pornografię, to musimy pojąć jak tragiczny ma to na nas wpływ. Niszczenie mózgu to tylko wisienka na torcie. Dopiero historie tych, którzy poszli za daleko mrożą krew w żyłach. Gdybym ja przedstawił całość wpływu seksoholizmu na moje życie, trudno byłoby w to uwierzyć. Te 100+ objawów uzależnienia na głównej stronie to tylko przykłady i to nie najpoważniejsze. Nieraz wracam pamięcią i zastanawiam się jak ja to w ogóle przeżyłem. W życiu człowieka tak uzależnionego następuje cud, że zwraca się w końcu po pomoc, następny cud, gdy nastaje trzeźwość i zaczyna postępować zdrowienie. Nikt ludzkimi, ani tym bardziej własnymi, siłami tego nie dokona.

Seksoholik jest chory. To choroba. To nie jest zły, ani gorszy człowiek. Natomiast musi pamiętać, że –

w ciele i umyśle seksoholika zaszły już nieodwracalne zmiany.

Seksoholik nie jest jak inni ludzie. Najszybciej można to sobie udowodnić oglądając porno w sposób kontrolowany. Udowodnijmy sobie, że mamy nad tym kontrolę. Zacznijmy oglądać przez minutę i się spokojnie od tego oderwijmy, nie wracając przez kilka dni bez żadnego zmagania i napięcia. Dostrzeżmy czy naprawdę “wszyscy tak robią” – tak jak my. Człowiek zdrowy może wszystko co zaczął przerwać w dowolnym momencie i bez żadnego problemu.

A gdy zobaczymy seksualnie pociągającą kobietę, spokojnie wybierzmy, by o niej już nigdy nie pomyśleć – nie mieć o niej nawet jednej myśli. To powinno być proste. To jedna decyzja.

Zamiast uruchomienia się wobec jakiegoś problemu, wybierzemy jego rozwiązanie. Zmobilizujmy się, zbierzmy wszystkie siły jakie są niezbędne i do dzieła!

Jak idzie?

Świadomie zacznijmy obserwować fakty na temat własnego życia i uczciwie je nazwijmy. To się nazywa niekierowalność, bezsilność i obsesje.

Seksoholik za dobre uważa to, co go zabija. Bo przecież tego w ogóle nie dostrzega.

Seksoholik wilka w owczym przebraniu cały czas widzi jako owcę. Żeby to ubranie nie spadło, uważa, że świat jest jeszcze gorszy. Że to inni ludzie powodują jego niedolę. Wilk w owczym przebraniu nie wydaje się taki groźny, bo przecież wygląda jak owca. No przecież z rzeczywistością czujemy “się” gorzej! Seksoholik swoje postrzeganie nazywa widzeniem rzeczywistości. Uważa, że to co postrzega takim jest.

A jeśli to nie są ludzie, ciągle gra ofiarę uczuć i/lub myśli. Uważa, że myśli go namawiają, przekonują czy kierują ku czemuś, emocje przytłaczają, paraliżują, pochłaniają. Ciągle chce tylko treści myśli, które są albo pełne lęku, krytyki, gniewu, frustracji, braków, uraz, albo dotyczą treści żądzowych. Które seksoholik nazywa swoimi potrzebami i swoimi pragnieniami.

A jeśli nie myśli czy emocje, to gra ofiarę okoliczności, świata, wydarzeń. Wielu gra nawet ofiarę pogody. Pogodę nazywają depresyjną. Czy wiesz co to jest depresja i z czego wynika? Jest wiele różnych depresji i ich przyczyn ale pogoda nie jest elementem żadnej z nich.

Uzależnionego coraz mniej interesuje cokolwiek innego, prócz natychmiastowej przyjemności. Szczególnie, gdy “źle się czuje” przez własne postawy – z czego nie zdaje sobie sprawy. No bo przecież deszcz go przygnębia! A widziałeś dzieci w deszczu? Są jeszcze radośniejsze, niż na Słońcu.

Setki razy czytałem, że “dzień był stresujący”.

Seksoholik może chcieć jakiejś definicji. Bo wtedy bez problemu przedstawi sobie swoją sytuację tak, by się w tą definicję nie wpisywała. I wtedy w swoich oczach nie będzie seksoholikiem! Jakież to sprytne!

To jakby powiedział “ja trucizny nie piję, ja ją przegryzam chlebkiem, więc się nie zabijam”.

Seksoholik mówi sobie, że kontroluje swoje życie, emocje, myśli. Że wszystko ma pod kontrolą! No tylko mu się przytrafiła wpadka! Ale raz w tygodniu to jeszcze nie uzależnienie! Przecież są tacy, co oglądają codziennie!

Seksoholik wie dobrze, co nie jest nie tak ze światem i ludźmi. Doskonale wszystko rozumie i gdyby tylko dać mu moce sprawcze, to wszystko by naprawił! Stworzył świat dużo lepszy, niż jest. Bo przecież ten jest do kitu.

Seksoholik jest reżyserem i aktorem, który swoją rolę dopasowuje w zależności do potrzeb przedstawienia, które tworzy. W jego głowie wszystko się udaje. Ale poza nią, już nie do końca. Ciągle uważa, że to przez to, że inni nie chcą zachowywać się tak jak on sobie tego życzy.

Seksoholik jest zagięty na sobie, choć oczywiście tak tego nie widzi. Jeśli rzekomo próbuje interesować się innymi, to tylko, by samemu coś z tego mieć. Często usprawiedliwia się “światem”, bo “przecież niemożliwym jest, by nigdy nie chcieć czegoś od innych”. Zazwyczaj jednak innymi się nie interesuje.

Nawet jeśli ma dobre intencje, rzadko z jego starań wynika cokolwiek dobrego. Bowiem dysponuje kolosalnie ograniczoną perspektywą. Zazwyczaj nie dalszą, niż czubek własnego nosa.

To, co sam uważa, doświadcza czy postrzega – uważa, że cały świat jest taki i wszyscy ludzie rozumują, widzą, pojmują i doświadczają tego samego. A jeśli nie, to tylko dlatego, bo są lepsi/gorsi – np. mają inne geny. Lub stanowią wyjątki od jego reguł. Stawia się jako pępek świata. I sądzi, że cały świat sprzysiągł się przeciwko mu.

Gdy poświęci się i zrobi coś jak np. wyniesie śmieci, bo żona ględzi mu nad głową od kilku godzin, domaga się za to uznania czy wręcz oklasków. Jeśli ich nie otrzymuje, obraża się. A obrazy używa, by robić co mu się podoba.

Potrafi proste rzeczy strasznie komplikować. Np. dostawałem niezliczone pytania, tony fałszu przedstawionego jako prawda, kombinowania i nieuczciwości wobec prościutkiej instrukcji uwalniania. Czytałem jak ci mężczyźni OCZYWIŚCIE wszystko robili dobrze. Ale 30 sekund analizy wykazywało brak jakiejkolwiek uczciwości i rzetelności. Naturalnie intencje były dobre i zazwyczaj są. Tylko się z nimi nie pokrywają działania.

Seksoholik nie chce być “jak inni”, więc stara się wyróżnić z tłumu. Czyni to na rozmaite sposoby. Np. chce mieć wyjątkowe problemy. Większość samo uzależnienie przedstawia sobie jako zupełnie inne od reszty. Bo przecież innym można pomóc ale nie jemu. Jemu pomóc nie można. Dla jasności – nikomu nie można pomóc, jeśli sami z całego serca nie będziemy tego pragnąć. To od naszego zaangażowania i wkładu wynika stopień naszego zdrowienia. Seksoholik chce zostać uleczonym przez innych. Bo przecież siebie widzi jako bezradnego (bezradność nie jest tożsama z bezsilnością). Nigdy nie wie co może zrobić wobec własnej sytuacji. Ale też zakłada, że nikt inny też nie wie.

Nie chce być jak inni. M.in. dlatego, bo innych potępia. Chce w ten sposób uniknąć własnego potępienia; z czego nie zdaje sobie sprawy. Ale siebie też potępia i to jeszcze bardziej. Dlatego tak chętnie potępia innych.

Wielu seksoholików, jeśli nie większość, sądzi, że są jedyni na świecie z takim problemem. Uważają, że nikt nie jest aż tak zdegenerowany albo niesprawiedliwie traktowany przez życie.

Seksoholik swoje zamiary i działania przedstawia sobie jako szlachetne lub złe – jako lepsze lub gorsze od innych. Ale, broń Boże, nie takie same.

Seksoholik za żadne skarby nie chce się przyznać, że sam sobie sprowadził na głowę swoje uzależnienie. To przecież się mu przytrafiło! To przez ojca alkoholika! To przez nieokazującą miłości matkę! Warto pojąć, że miliony ludzi miało takie doświadczenia i nie każdy stał się seksoholikiem. Przyczyn jest dużo więcej, a te krytyczne są zazwyczaj zupełnie nieznane. Zazwyczaj odpowiedzialność zrzuca na rodziców, wychowanie czy jakieś zdarzenia z przeszłości, kulturę, obyczajowość kraju czy najbliższego otoczenia. Utrzymuje tę pozycjonalność od wielu lat.

Seksoholik mówi np. “no jestem seksoholikiem, przyznałem to… i co z tego?” Powtarza to, co przeczytał ale nie mówi tego z własnego doświadczenia. Gdyby seksoholik przyznał, że jest seksoholikiem, rozumiałby co to znaczy.

Seksoholik przejawia postawę nienauczalności. Chętnie poznaje nowe informacje ale nigdy nie koryguje swoich dążeń, intencji, zamierzeń, pozycji. Nie chce się zmienić. Np. cyniczny uzależniony każdą informację przesiąknie cynizmem, a wtedy nawet mądrości może użyć ze szkodą dla siebie i innych. Usprawiedliwia się emocjami, myślami, wydarzeniami, zachowaniami innych ludzi. Ciągle to ktoś go zdenerwował. On siebie widzi jako spokojnego i dobrego.

Seksoholik cały czas chce rozmawiać i mówić o innych, byle nie koncentrować się na sobie. Kiedy mówi o sobie, to zazwyczaj niesamowicie dumnie lub się nad sobą użala.

Sądzi, że gdyby tylko nie wydarzyło się to w przeszłości czy tamta osoba się tak nie zachowała, byłby dziś szczęśliwym i zdrowym człowiekiem.

Ciągle się porównuje z innymi, skrycie zazdrości i w tych porównaniach zawsze wypada źle.

Uf.

I teraz powoli. NIE oznacza to, że seksoholik ma wszystkie te cechy. I mówiąc w trzeciej osobie nie oznacza, że nie dotyczy to Ciebie.

99% ludzi czytających te artykuły to seksoholicy. Zaś 99% z tych 99% nie ma tego świadomości. Bo gdyby mieli, to poprosiliby o pomoc. Większość nadal chce się tym bawić i tylko mniej cierpieć. Dlatego np. proszą o jakieś rady (niektórzy nawet proszą o NAJLEPSZE rady jakie mogę dać) ale nie chcą podjąć działań, by zdrowieć. Gdy proponuję współpracę, już nie otrzymuję zwrotki. Uciekają.

Seksoholizm jest też chorobą zapominania i wypierania. Wszystkie straszne rzeczy, których doświadczyliśmy możemy nagle zupełnie ignorować. Nagle nie wydają się nam takie straszne! Przecież inni przeżyli jeszcze gorsze rzeczy! Nie jest tak źle! Więc można dalej się bawić.

Z czasem te wymienione cechy zaczynają się namnażać w naszym życiu. Bo seksoholizm to choroba postępująca. Nie tylko konsekwencje odzierania nas z życia stają się przytłaczające ale też stajemy się coraz mniej ludzkim człowiekiem. Stajemy się jakby puści. Nie zależy nam na naszym życiu, ani na nas, ani na nikim innym. Dlatego to nasze przedstawienie zamienia się w dramat. Ciągle zaczynamy doszukiwać się zła, niesprawiedliwości, kłamstw, wykorzystania, zmanipulowania, czekamy aż “wyjdzie szydło z worka”, itd. Naszą percepcję zaczyna przesycać duma, wstyd, wina i lęk.

Możemy zacząć od np. przyklejenia sobie etykietki “nieśmiałego”, a potem jest już z górki. Pojawią się lęki, poczucie winy i wstyd wobec kobiet, potem urazy do wszystkich kobiet, obwinianie; po drodze zapewne próby manipulacji, wyszukiwania któż i cóż za to odpowiada – społeczeństwo, wychowanie, geny oczywiście, wpływ kulturowy, “wyzwolenie” (czy jakkolwiek to idiotycznie nie nazwać), rodzice, etc. Wraz z tym rosnąć będzie poczucie osamotnienia, oddzielenia od ludzi, przez co będziemy stawali się coraz bardziej zgorzknieni. I nawet jeśli spróbujemy coś zmienić, zazwyczaj osiągniemy efekt przeciwny do zamierzonego. Dlaczego tak się dzieje?

Bo seksoholik przestał odróżniać dobro od zła. Wybrał trzecią opcję – samowolę. I za nic na świecie nie chce odpuścić.

Często też obwiniamy się za to, co nie było naszą winą.

Wykonaj prosty test, by przekonać się o swoim uzależnieniu:

Aby Poznać Stopień Zagrożenia Uzależnieniem Od Pornografii,
Odpowiedz Na 4 Następujące Pytania (Kliknij Strzałkę)


Aby zobaczyć czy jesteś zagrożony uzależnieniem od pornografii, kliknij na przycisk poniżej



Problemu nie można bagatelizować. Postęp tej choroby jest nieuchronny i nieubłagany. Dziś może Ci się jeszcze wydawać, że nic złego się nie stało, że to nie ma poważnych następstw, że jeszcze możesz się tym bawić, niewinnie fantazjować – przecież nikt się nie dowie! Ale to jak z piciem alkoholu – czujemy “się” świetnie, więc pijemy więcej. Dlaczego więc pijemy coraz więcej, skoro rzekomo jest tak świetnie? Aż w końcu przewracamy się, tracimy przytomność, wymiotujemy lub wszystko naraz. Rano na kacu uroczyście okłamujemy się, a potem robimy dokładnie to samo. I tak setki razy.

Jeśli życie opieramy o tymczasowe samo+poczucie i usprawiedliwienia, jesteśmy chorzy.

Seksoholik prezentuje światu wiele swoich twarzy. Prawdziwą jednak ukrywa, często przed samym sobą.

Nigdy nie doświadczamy spokoju, radości, satysfakcji, tylko ciągłej pustki i niepewności. Dlaczego? Bowiem to, co prezentujemy światu, a to, co wewnętrzne nie jest ze sobą SPÓJNE. Nie jesteśmy zintegrowani. Ciągle się potępiamy, wartościujemy, porównujemy. Źródło własnego życia zastąpiliśmy tym, co nieświęte.

Nawet jeśli otrzymamy komplement, to jakoś tak do nas nie trafia. Nie dociera głęboko. Możemy uznać, że na niego i tak nie zasłużyliśmy lub chwilowa podnieta mija i już jesteśmy łasi na kolejny. I kolejny.

Niejeden mężczyzna mówił mi, że jest podrywany przez kobiety ale w ogóle nie widzi tego, że jest dla nich atrakcyjny. Przedstawia to sobie, że kobiety się bawią jego kosztem, że nie są w tym szczere, że tak naprawdę się im nie podoba i robią to z litości, gdyż widzą go tak samo marnie jak on siebie widzi.

Jeśli zbudowaliśmy jakąś reputację wśród bliskich czy swojego otoczenia, to wewnętrznie wcale nie widzimy, że do niej dorastamy.

Zaczynamy sabotować swoje życie. Nie potrafimy utrzymać go na dotychczasowym poziomie. Pojawiają się zaniedbania. Zaczyna ich przybywać. Odpuszczamy coraz więcej. Oczywiście i tu szukamy racjonalizacji – np. “to po prostu zaczęło mnie nudzić, to normalne i niedługo znajdę coś nowego”. Ale ostatecznie sięgamy po porno.

“Nudzi nas” coraz więcej. Wszystko przestaje nas cieszyć i interesować. Nie potrafimy już skupić się na niczym przez dłuższy czas.

Zaczyna nudzić nas nasza partnerka, być może żona. Przestaje się nam podobać. Już nie jest taka atrakcyjna jak niegdyś. Uważamy, że to jej wina. A więc to ona musi się zmienić, nie my. Potrafimy nawet jej grozić odejściem czy zdradą. Partnerka często bierze to do siebie, wierzy w nasze projekcje i sama zaczyna widzieć siebie jako mniej atrakcyjną. Znajduje jakieś racjonalizacje – np. troszkę więcej tłuszczyku czy mniej lśniące włosy. Albo “gorszą” figurę po porodzie. Potem patrzy na to porno i widzi te zawsze młode, nowe dziewczyny, które dla ochłapu “sławy” zrobiły z siebie przedmioty uciechy i odarły się z człowieczeństwa. Niektórzy uznali, że to słuszna droga, by zainteresować sobą drugiego człowieka…

Przestajemy umawiać się ze znajomymi. Unikamy spotkań i imprez. Przestajemy odbierać połączenia telefoniczne. Telefony czy wiadomości do nas odbieramy z coraz większym stresem i napięciem. Dzwonek do drzwi zaczyna być dla nas stresującym doświadczeniem.

Odżywiamy się coraz gorzej. Przestajemy dbać o swój wygląd. Coraz częściej zaczynamy chorować. Nasze samopoczucie obniża swój normalny poziom. Na coraz więcej spraw reagujemy w coraz bardziej ekscesywny sposób.

Przekraczamy kolejne granice. Łamiemy obietnice. Składamy obietnice nie po to, by ich dotrzymać ale po to, by na moment poczuć “się” lepiej. Potem się tego wstydzimy.

Stajemy się przekorni. Często skłonni do konfliktów.

Często dusimy w sobie rozmaite uczucia, by potem wybuchnąć nimi, zazwyczaj na bliskich i o byle co. Również za to się obwiniamy.

Niektórzy seksoholicy składają szczere obietnice sobie i bliskim. Przyrzekają, że już nigdy TEGO nie zrobią. Nieraz uroczyście. Ale ich nie dotrzymują. Naprawdę nie wiedzą dlaczego. Nie są w stanie tego pojąć. Ale za swoją obłudę nienawidzą się. Jeśli jesteś w tej sytuacji, to przeczytaj tytuł tego artykułu.

Wtedy najczęściej przestaje nam zależeć na danym przez siebie słowie. Nasze decyzje i wybory przestają mieć znaczenie. Nie żyjemy, tylko egzystujemy.

W ogóle przestaje nam zależeć na sobie i na swoim życiu.

W szczególności jeśli uważamy, że straciliśmy najlepsze lata swojego życia i już nigdy nie może być dobrze. Ale to jest mit, ułuda. Tak jakby radość była możliwa tylko dla dziecka. Jeśli nie widzimy szczęśliwych dorosłych, to tylko pokazuje nam skalę choroby ludzkości, a nie przykrą rzeczywistość, z którą nic nie możemy począć. Najlepsze – i naprawdę wspaniałe – lata jeszcze przed nami. Jednak warunkiem tego jest trzeźwość i zdrowienie.

Stajemy się coraz bardziej martwi (odlegli od życia), aż dochodzimy do wniosku, że tylko śmierć może skończyć tę udrękę. Myśli samobójcze, które początkowo nas przerażały, zaczynają jawić się jako sensowne. To co niegdyś było czymś, od czego uciekaliśmy za wszelką cenę, zaczynamy widzieć jako rozwiązanie. Co pokazuje do jakiego poziomu dochodzi nieodróżnianie dobra od zła. Śmierć zaczynamy widzieć jako rozwiązanie na życie.

Wstydzimy się tego co robimy, a jednak nie możemy przestać. Nie chcemy, choć wstydzimy się coraz bardziej. Nie jesteśmy już w stanie nikomu spojrzeć w oczy. A gdy ktoś patrzy na nas, obawiamy się, że widzi tę całą straszną prawdę o nas i na pewno powie o tym wszystkim ludziom i będzie z nas drwił, kpił, wyśmieje nas, a może nawet zaatakuje z obrzydzenia. Kobiety przecież już się nami brzydzą – dlatego nie zwracają na nas uwagi… tak sądzimy. Niektórzy mogą domyślać się, że coś nie gra ale nie są w stanie wskazać co. My również nie.

Czasem się odezwiemy do kogoś, nawet staramy się być mili i przyjacielscy ale nie jesteśmy odbierani pozytywnie. Raczej nie nawiązujemy przyjaźni. Jesteśmy traktowani oschle, a nawet ignorowani. Niektórzy seksoholicy stwierdzili nawet, że są aż ZA mili.

Aby nie dowiedzieć się straszliwej prawdy o sobie, kłamiemy nawet terapeutom. Manipulujemy, nie przedstawiamy wszystkich faktów, w końcu porzucamy terapię mówiąc, że przecież nam nie pomaga. Często uważamy, że to terapeuta był słaby.

Przepraszamy wtedy, gdy nie trzeba, a kiedy powinniśmy – nie.

Śmiech odbieramy jako śmieszność, a pokorę jako upokorzenie. Naprawdę przestaliśmy rozumieć co jest dobre, a co złe. Wiemy tylko to, czego chcemy. A to czego chcemy ogranicza się już do naprawdę tylko kilku wyborów. Lub do jednego. Stajemy się więźniem własnego “ja”.

Boimy się popełnić jakikolwiek błąd. Nazywamy się więc perfekcjonistami. Chcemy unikać ludzi, obecność kogokolwiek męczy nas. Nazywamy się więc introwertykami. Cierpimy już przez byle co, nazywamy się więc nadwrażliwymi. Oczarowanie nazywamy zakochaniem. A gdy jesteśmy przerażeni swoim wnętrzem, staramy się ciągle być z innymi, ciągle zwracamy na siebie uwagę. Wtedy nazywamy się ekstrawertykami. Czasami nie wiemy jaką etykietkę możemy sobie nadać, więc mówimy w udawanym zamyśle, że my jeszcze musimy odkryć samych siebie, znaleźć siebie, określić siebie…

Jeśli nikt nas nie przyłapał i ciągle “udaje się” nam ukryć przed innymi to, co robimy, nazywamy się mądrymi, sprytnymi, szczęściarzami.

Jak tylko oglądamy porno, a nie mamy kompulsywnego seksu, to nie chcemy się widzieć jako SEKSoholika, tylko ew. erotomana.

Bawimy się tymi etykietkami nie chcąc w ogóle spojrzeć na swoje życie. Chowamy się za nimi nigdy nie przyznając się do znaczenia jakie im nadaliśmy.

To jakbyśmy mówili – “nie choruję na żadną grypę, ja przecież tylko kaszlę”.

Ciągle uważamy, że wszystko się nam przydarza. Opór się pojawia, myśli napadają, emocje przytłaczają, inni nas denerwują, przeszłość nas boli, a przyszłość przeraża.

I oczywiście nigdy nie przyznamy się do większości tych cech. Przecież nie jesteśmy jak “ci inni degeneraci”! My przecież wcale tacy nie jesteśmy! Jesteśmy porządni! Mamy żonę, pracę, poważanie i tylko ewentualnie mamy problem z pornografią!

A dlaczego go mamy?

Nie widzimy niemal żadnej swojej wady ale sądzimy, że widzimy wady wszystkich innych. No może mamy kilka ale nie są tak poważne jak te jego czy jej! Widzimy źdźbło w oczach innych ale belki w swoich nie.

Kolejna uwaga – ten artykuł nie ma na celu zawstydzenia nikogo, demonizowania, porównywania, wyśmiewania. To są poważne wady charakteru, które składają się na każdy -holizm. Kiedyś przyjaciel zdrowiejący alkoholik powiedział takie zdanie do innego alkoholika – “Wiesz kiedy alkoholik kłamie? Kiedy otwiera usta”. To jest szalenie ważne, byśmy pojęli, że prawdopodobnie tak jest też w naszym przypadku.

Szczególnie jeśli żyjemy zapatrzeni w umysł (“życie we własnej głowie” to też jeden z silnych wzorców). Bowiem każda myśl kłamie. Jeżeli uważamy do tego, że myślimy, to myślimy kłamstwa. Jeśli opieramy nasze życie o myśli, to opieramy je o kłamstwa. Jeśli mówimy na bazie myśli, to mówimy kłamstwa. Fałsz zaś nie stoi po stronie życia. Łatwo można się zorientować, że cokolwiek nie zrobimy w oparciu o “własne” myśli (dostrzeżone i wybrane przez nas), to jest tylko coraz gorzej. No chyba, że za “jest lepiej” uważamy samo+poczucie. Ale to też jest fałsz.

Seksoholik emocje wypiera, tłumi od lat, nie chce ich czuć ale nadepnij mu na odcisk, a wyleją się z niego i seksoholik będzie gotowy do ataku jak żądna zemsty zraniona bestia.

Seksoholik wszelkich informacji jakie zdobył wykorzystuje, by chronić swoje pozycje. Gdy poczytał, że np. “kobiety to istoty emocjonalne i trzeba im dawać emocje”, to nie ma siły, która przekona go, że to twierdzenie jest stekiem bzdur. Bo oczywiście zakłada, że w takim razie on istotą emocjonalną nie jest i może kontrolować emocje innych i ich za pomocą emocji. Ale gdyby przyjrzał się jak żyje, okazałoby się, że WSZYSTKO opiera o emocje. Sam żywi się emocjami i niczym innym. Swoje decyzje, zachowania, a nawet rzeczywistość myli z emocjami – np. nie dąży do bezpieczeństwa, tylko do “poczucia bezpieczeństwa”. Tak jakby bezpieczeństwo było uczuciem (lub brakiem jakiegoś uczucia). Tego nie zauważa, bo przecież według NIEGO jest jak jest (jak on uważa, że jest). A czy pożądanie to nie jest emocja? A duma? A lęk? A wstyd? A wina?

Seksoholik myli potrzeby ze swoimi zachciankami. Np. ciągłe widzenie myśli o seksie opisuje, że seks jest jego potrzebą. Jeszcze sobie znajdzie np. “piramidkę Maslowa”, która mu udowodni jego rację – no bo przecież to potrzeba człowieka! Cóż więc można poradzić, skoro TAK PO PROSTU JEST? Zaraz przeczyta jeszcze, że przecież “do zachowania dobrej kondycji fizycznej i psychicznej organizm potrzebuje prokreacji”. A za chwilę słyszymy też, że przecież seks powstał do rozmnażania. Ilu jest tak samo chętnych i gotowych do wychowywania dzieci jak do zaliczania panienek?

Znajdujemy sobie tylko to, co potwierdzi nasze racje. Rzeczywistość nas nie obchodzi. Zupełnie nie ma intencji dążenia do prawdy.

Racja seksoholika jest dla niego największą świętością. Bo przecież jego racja to obiektywna rzeczywistość.

Seksoholik subiektywność nazywa obiektywnością.

Seksoholik nie przyzna się do błędu. Błąd jest dla niego tożsamy z porażką, porażka z przegraną, a przegrana z upokorzeniem. Ale nie widzi też problemu, by upokarzać samego siebie, gdy sam stwierdzi, że na to zasłużył.

Seksoholik doskonale wie na co zasłużył, a na co nie. Wie, bo sam tak twierdzi.

Co nam da przyznanie, że jesteśmy seksoholikiem? Spadnie pierwsza część skorupy kłamstw i zaprzeczeń. To pierwszy krok w powrocie do zdrowia. Akceptacja swojej sytuacji w takiej pełni, do jakiej jesteśmy zdolni i gotowi. Niezależnie jaka jest, trzeba iść dalej.

To trochę jakbyśmy przyszli do lekarza, lekarz się nas pyta co nam dolega, a my mówimy “boli”. Niewiele można zrobić, choć problem w jakiś sposób został przedstawiony. Ale gdy powiemy gdzie, jak bardzo, w jaki sposób boli, kiedy, to szanse na postawienie właściwej diagnozy prowadzącej do rozwiązania rosną niebotycznie.

Jeśli oglądamy porno od lat, to jesteśmy tak zapici, tak zaćpani, że nie zdajemy sobie sprawy z 99% swoich wad i prawdziwych przyczyn. Nie mówiąc o niemożności dostrzeżenia rzeczywistości, wliczając prawdę o innych ludziach.

Ileż razy czytałem w mailu, że ktoś czuje coś na mój temat. Albo czuje coś o innych, o całym świecie, (nawet o przyszłości!). Żaden seksoholik nie jest zdolny do postawienia się w sytuacji innych. To co czuje jest absolutnie, w 100% po jego stronie.

Jesteśmy tak obciążeni, otumanieni, ogłupieni, nasze człowieczeństwo zostało tak zrujnowane, że nie widzimy nawet ogromu naszych uraz, lęków, gniewu, frustracji. Nie widzimy tego jak sami się ranimy, odrzucamy, potępiamy, nienawidzimy. Niejeden powiedział mi, że robił sobie to, czego nie zrobiłby swojemu wrogowi. Wypieramy tak wiele. Udajemy, zakładamy raz taką maskę, raz inną. Nigdy nie jesteśmy sobą. Dwulicowość to tylko początek. Pogarda do siebie rośnie.

“Siebie” uważamy z jednej strony za lepszego od innych, a z drugiej nasze poczucie wartości jest dramatycznie niskie. Ale możemy być bardzo dumni. Może być już tak, że gdybyśmy z poziomu dumy spadli na poziom swojego poczucia wartości, połamalibyśmy nogi lub złamali kark.

Człowiek umniejszający sobie też jest bardzo dumny. Może wręcz pysznić się niechęcią czy nienawiścią do siebie samego. Ileż razy czytałem “nie jestem pewny siebie”, “w ogóle niczego nie jestem pewien”. Ignorujemy przy tym prosty fakt – jesteśmy bardzo pewni tego twierdzenia. I gdybyśmy troszkę przyjrzeli się sobie, dostrzeglibyśmy ogrom spraw, których jesteśmy pewni na 110%. Tylko wszystkie z nich są negatywne. Nie jesteśmy pewni tylko tego, co pozytywne. “Nic dobrego mnie już nie czeka” – jakże jesteśmy o tym przekonani!

Kleimy się do problemów. A jak ich nie ma, nudzimy się, więc je sobie znajdujemy. Niektórzy żyją “od problemu, do problemu”. Wielu tak nie ma żadnego celu, ani kierunku w życiu, że czekają tylko na jakiś problem, czekają aż on urośnie, a wtedy w wielkim stresie i wielkim wysiłku próbują go rozwiązać – np. ucząc się kilka dni przed egzaminem. Mówią wtedy, że życie jest ciężkie, straszne, trudne. W wolnych chwilach pomiędzy problemami ćpają żądzę. W trakcie ich rozwiązywania również.

Gdy zaczynamy pracę i analizę, gdy pokazuję drogę rozwiązania i cel, niektórzy wzburzają się – “Ty Piotrze chcesz ze mnie zrobić świętego!” Nie. To o czym mówimy, to fundamentalna uczciwość. To są pierwsze kroki dojrzałości ludzkiej. To sama linia startu dojrzewania ze zwierzęcości i wchodzenia w integralne człowieczeństwo. Zwierzęcość w nas burzy się, bo widzi to jakbyśmy próbowali odebrać mu jego ulubiony, krwisty kąsek. Nasze własne życie. Które codziennie, brutalnie szarpie. Ktoś inny ten strzęp przystraja w ładne ciuchy, drogi zegarek, modną fryzurę. Ale to co na zewnątrz nie pokrywa się z tym, co wewnątrz.

Kiedyś pracowałem ze strażakiem, który ratował ludzi z płonących budynków. Byli mu wdzięczni z całego serca. On siebie widział jako bezwartościowe ścierwo.

Możemy ciągle skupiać się na tym co negatywne. Ciągle tylko skupiać się na problemach. A skupienie na problemie cóż może przynieść? Absolutnie nic. “Mam plamę na koszuli” – ileż można o tym mówić? Co jeszcze można dodać? Jeśli widzimy problem, ok! Wystarczy! Chwila zastanowienia jak go rozwiązać i do roboty! Ale seksoholik chce “zrozumieć” problemy, a nie je rozwiązać. Bo gdyby rozwiązał wszystkie swoje problemy, to co miałby dalej robić?

Możemy kilkadziesiąt lat obwiniać rodziców, że nas “źle wychowali” czy nie dali nam dobrych wzorców, nie nauczyli nas radzić sobie. Albo że znęcali się nad nami. Gdybyśmy podsumowali to znęcanie się, wyszłoby pewnie godzina, max. kilka. Reszta to były dramaty w naszych głowach, które trwają wiele, wiele lat. To zdarzenie, do którego wracamy myślami było dawno temu. Tego już nie ma. A my nadal żyjemy jakby się to powtarzało każdego dnia lub mogło powtórzyć. Przejęliśmy pałeczkę po naszych dręczycielach i przebiliśmy ich w tym w każdym calu. W porównaniu do nas wydają się w najlepszym przypadku amatorami.

Tak jak widzieliśmy przez sekundę ładną kobietę, a potem fantazjujemy o niej godzinami, całymi dniami. I NIE CHCEMY odpuścić. Oczywiście mówimy, że nie potrafimy. Że to ona nam siedzi w głowie. Ale to kolejne z wielu, kłamstw.

Gotowość do rezygnacji jest jednym z fundamentów zdrowienia.

Gdy zaś fundamenty są silne, nie chwieją nami. Nie zliczę ile razy czytałem jak mniejsze i większe rzeczy “wytrącały nas z równowagi”. Ale czy to na pewno była równowaga? Jeśli jedno zdanie powiedziane nawet przez kogoś obcego wytrąciło nas z tej “równowagi”? Nie, to nadal bycie ofiarą świata. To trzeba uzdrowić.

Abstynencja to początek trzeźwości. Trzeźwość to początek zdrowienia. A zdrowienie to początek życia.

Seksoholik to NIE jest ktoś uzależniony od seksu. To NIE jest “nadmierny popęd seksualny”. To są mity wynikające z ignorancji i w najlepszym przypadku powierzchownej analizy zachowań człowieka. Uzależnienie od seksu czy pornografii, to “tylko” jeden element. Często nie najważniejszy ale kluczowy. Bo za nim stoi najwięcej z prawdziwej choroby.

Na zakończenie przytoczę fragment z opisu “czym jest seksualna trzeźwość” (zaczerpnięte z literatury SA), z którym pokrywają się wnioski, które wyciągnąłem przez lata wytężonej pracy z setkami chorych:

Widzimy także, że to żądza jest siłą napędową, która stoi za naszym seksualnym uruchamianiem się, więc prawdziwa trzeźwość obejmuje postępujące zwycięstwo nad nią. Do takich wniosków zmusiły nas lata ciężkich prób, doświadczeń i procesu zdrowienia. Nie mamy innej możliwości. Odkryliśmy jednak, że akceptacja tych faktów jest kluczem do szczęśliwej i radosnej wolności, której w przeciwnym przypadku moglibyśmy nigdy nie zaznać.

Akceptacja jest zawsze warunkiem koniecznym zmiany.

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Zasubskrybuj
Powiadom mnie o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Podobne Wpisy:
O “dawaniu” kobietom emocji

O “dawaniu” kobietom emocji

Witam Cię serdecznie! Temat jest dość istotny i szalenie niezrozumiany (jak same emocje), więc warto do niego przysiąść i zrozumieć, jeśli zależy Ci na jakości związków i relacji, również jeśli jesteś kobietą (a może nawet w szczególności). Powszechnie panuje przekonanie, że: 1. Kobiety są istotami emocjonalnymi… i 2. Że trzeba DAWAĆ kobietom emocje. O ile… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 11
Z życia wzięte 5 – 5 prób samobójczych

Z życia wzięte 5 – 5 prób samobójczych

Witam Cię serdecznie! Porozmawiajmy dziś o drugim spektrum niskiej świadomości i rezultacie poważnych wewnętrznych zaniedbań. W poprzedniej części tej serii przedstawiłem zarys mojego zrozumienia mechanizmów niskiego poziomu świadomości na przykładzie seryjnego mordercy Teda Bundy. A dziś mamy “seryjnego samobójcę”. Więc z jednej strony zabijanie innych, z drugiej – próby odebrania życia sobie. W artykule tym… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 5
Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 4) – Mail

Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 4) – Mail

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat stanięcia w obliczu faktu o własnym uzależnieniu. Części 1-3 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 1) – Wstęp ► Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 2) – Lista nr 1 ► Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 3) – Nienawiść, złość, chęć zemsty, wina Dzisiaj nie zajmiemy… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 1
O Emocjach – Wprowadzenie (Część 3, Wideo) – Podsumowanie

O Emocjach – Wprowadzenie (Część 3, Wideo) – Podsumowanie

Wpis ten jest kontynuacją artykułów na blogu serwisu Wolność od Porno: O Emocjach – Wprowadzenie (Część 1) O Emocjach – Wprowadzenie (Część 2) Przypomnij sobie lub poznaj ich treść, a teraz podsumujmy informacje o emocjach i zobaczmy co z nich wynika: Emocje to sygnały energetyczne odczuwane w ciele. Umysł za wszelką cenę stara się je… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 3

WOLNOŚĆ OD PORNO