Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/

Witam Cię serdecznie!

Kontynuujemy bardzo istotny temat świadomości, kontekstu i subiektywności.

Części 1-2 znajdziesz klikając na linki poniżej:

► Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 1)
► Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 2)

Powtórzę raz jeszcze to co krytyczne – ludzie w swojej niewinnej nieświadomości NIE SĄ w stanie odróżnić to, co skierowane pozytywnie (“dobrze”) od tego, co skierowane negatywnie (“złe”). Zazwyczaj różnej jakości wnioski na temat własnych wyborów (oraz wyborów innych ludzi) wyciągamy dopiero, gdy przychodzą konsekwencje.

Umysł nie jest od tego, by cokolwiek poznać ale m.in., by co najwyżej wiedzieć o czymś.

A to KOLOSALNA różnica, którą w słowach nie jestem pewien czy da się w pełni oddać.

Przykładowo większość ludzi skupia się jedynie na samej czynności kompletnie pomijając kontekst. Zobaczmy jak to się odbywa w naszym umyśle – jak umysł zmienia znaczenie w zależności od kontekstu:

1. Pewien człowiek niesie telewizor. Co nasz umysł ma do powiedzenia?

2. A teraz dodajmy – człowiek ten jest czarny. Co teraz o tym zdarzeniu paple nasz umysł?

3. To nie koniec – człowiek ten ma na sobie elegancko skrojony, dopasowany garnitur. I co teraz widzimy w swoim umyśle?

Zapewne przy każdym punkcie nasz umysł paplał zupełnie co innego. I to dlatego, bo dobierał z podświadomości to, co już usłyszał i co mogłoby pasować do tej sytuacji. Jeśli ktoś kiedykolwiek usłyszał, że murzyni kradną, no to przy drugim punkcie na pewno automatycznie pojawiła się myśl, że ten murzyn to złodziej. A potem widzimy, że ma garnitur – no to raczej nie złodziej. Zapewne to zamożny człowiek, który kupił ten telewizor.

To pokazuje, że dopóki nie poznamy pełnego kontekstu, nic co powie nasz umysł nie może być prawdą lub całą prawdą.

A ile razy staraliśmy się poznać pełen kontekst jakiegokolwiek wydarzenia, tylko od razu przechodziliśmy do wniosków i/lub osądzania?

Niemniej – pierwszy akapit – nic nie jest ani dobre, ani złe. Po prostu można przed czymś postawić znak + (plus) lub znak – (minus). Czy -1 jest złe, a +1 dobre? Nie. Ale +1 i -1 dodane do jakiegoś działania dadzą dwa zupełnie różne wyniki.

Wszystko zależy od KONTEKSTU, w którym to umieścimy. Kontekst zmienia dla nas znak. Zmienia NASZĄ rzeczywistość ale nie rzeczywistość w ogóle.

Jeśli chcemy zimnego drinka to przyda się temperatura wody ze znakiem minus (kostki lodu). A jeśli chcemy kąpiel, gdy jesteśmy przeziębieni, no to przyda się woda z temperaturą dodatnią i to na odpowiednim poziomie. Inna osoba może preferować gorącą herbatę i chłodny prysznic. Dla tych dwóch osób ta sama temperatura będzie odebrana różnie.

Czy te preferencje wpływają na samą wodę – czynią ją złą lub dobrą? Absolutnie nie.

Dla jednych palenie papierosów jest na duży plus, dla innych na duży minus. Ludzie nawet ignorują ostrzeżenia, że palenie powoduje raka, bezpłodność, etc. I kto ma rację? Jaka jest rzeczywistość? Są ludzie, którzy bez papierosa rozwaliliby coś lub zrobili komuś krzywdę. Inni zapalając jednego papierosa natychmiast by zwymiotowali.

Dla jednych wieczór przy papierosku to czas wspaniale spędzony, a inni po 5 sekundach są wściekli, że cali przesiąkli smrodem i potem muszą prać wszystkie ubrania i boli ich głowa.

Czy więc można jednoznacznie powiedzieć jak to jest z paleniem? Nie.

Jednak wiemy na pewno, że palenie samo z siebie wpływa na organizm negatywnie, bo każdy papieros (wliczając elektroniczne) to po prostu w większości trucizna wciągana do płuc.

Więc nasze subiektywne doświadczenia i odbiór nie powinny przesłaniać rzeczywistości.

Czy samo rzucenie papierosów cokolwiek zmieni? Może tak, a może nie. Najważniejsze to zająć się PRZYCZYNĄ, przez którą w ogóle wybieramy papierosy, alkohol, porno czy dowolną inną używkę/innej formy ucieczkę.

Jeśli chcemy uzdrowienia uzależnienia no to należy przestać robić rzeczy przynoszące nam negatywne konsekwencje. Trzeba więc tak zmienić kontekst, by zrozumieć, że coś może wydawać się dla nas pozytywne ale konsekwencje tego są jednak negatywne. Nikt mi nie powie, że po sesji z porno i wyrzuceniu z siebie nasienia czuł się jak superman, uśmiechnięty wyszedł do ludzi, rozmawiał, poznawał, umawiał się na randki… a jednak przed obejrzeniem porno w swoim umyśle postrzega porno w superlatywach.

To, że wydaje się nam, że “dodajemy trójkę” w naszym kontekście – w naszym “działaniu”, a w rzeczywistości jest to “minus 17”, zapewne nigdy nie osiągniemy dodatniego wyniku.

Na tym polega zmaganie w życiu – chcemy jakiś wynik dodatni, a robimy wiele rzeczy ze znakiem minus, wiele rzeczy ze znakiem plus i bardzo trudno jest nam osiągnąć ten wynik. To tak jakbyśmy próbowali jechać naciskając na hamulec.

Więc – w zależności od USTALONEGO CELU, trzeba rozsądnie, rozważnie, uczciwie rozpoznać co ten wynik (cel) pomoże nam zrealizować, a co nas od niego oddala i/lub uniemożliwia jego osiągnięcie.

W przypadku matematyki zależy to od równania. Jeśli chcemy mieć wynik 4, no to musimy przed dwie dwójki lub przed cztery jedynki postawić plusiki. To może odzwierciedlić codzienne wykonanie minimalnego kroku w stronę ustalonego celu. Zaś te “jedynki z plusem” nie wezmą się z kosmosu. Trzeba je rozsądnie rozpoznać.

Natomiast jeśli wykonujemy działanie będące “jedynką z minusem”, no to już trzeba zmodyfikować czynności przybliżające nas do celu z +4 na +5. Czyli zaczyna rosnąć zmaganie.

Przykładowo – jeśli chcesz mieć na brzuchu kaloryfer, no to możesz wykonywać regularnie ćwiczenia brzucha ale jeśli w międzyczasie pijesz dużo alkoholu i jesz za dużo, no to rezultaty nie będą dobrze widoczne.

Niezrozumienie kontekstu fajnie ukazuje przykład jakbyśmy sądzili, że ktoś tak lubi się uczyć, że 7-my raz powtarza pierwszą klasę ;)

Jeszcze inaczej – dla człowieka usposobionego negatywnie, pozytywne będzie odebranie drugiej osobie jej własności. Więc dla niego “plus” to “minus” dla drugiego człowieka – okradzionego. Bo dla obu osób kontekst zabrania własności jest zupełnie inny. Czy to wszystko? Nie. Osoba, która kradła sprowadzi na siebie konsekwencje swojej decyzji.

Biorąc to pod uwagę nie sposób pominąć tematu wiary.

Zapamiętajmy, że ślepa wiara jest często po prostu śmiertelną pułapką!

Ktoś sądzi(ł) inaczej?

Każdy sadysta i morderca, który zabijał w imię Boga robił to ze ślepej wiary. Bo usłyszał “w głowie” jakiś głos i z góry założył, że to Bóg i że jest wybrany do np. zabijania niewiernych, nieczystych (zazwyczaj kobiet), etc.

A czym się to różni od słuchania się głosiku namawiającego do obejrzenia porno czy wypicia czwartego piwa, gdy mamy problemy finansowe, zdrowotne czy dowolne inne?

Co my robimy codziennie ze ślepej wiary? I ślepej wiary w co?

Istnieje nawet religijne przekonanie, że ślepa wiara zostanie nagrodzona, a zadawanie pytań wiąże się z gniewaniem się przez Boga i karą… tak jak w raju za zerwanie jabłuszka, którego spożycie miało dać nam wiedzę… dlatego dość szybko przyszły wieki ciemne, w których ludzie za działania zbliżające ich do Boga uważali samookaleczenia, nie mycie się, traktowanie gorzej, niż nic nie wartego robaka i więcej! Dzisiaj nie jest dużo lepiej. I nie mówię tylko o (ślepo) “wierzących”.

Bo nie mycie się przez 3 lata, traktowanie siebie jako niegodnego wypierdka to taki sam poziom jakości jak wmawianie sobie, że nie zasługujemy na sukces, szczęście czy piękną kobietę. To Średniowiecze, które sami utrzymujemy w sobie. Co z tego, że możemy nosić nowoczesne obuwie, jeździć drogim samochodem i używać telefonu, którego technologia produkcji prześcignęła pierwsze satelity? W naszej świadomości odnośnie siebie żyjemy jeszcze na poziomie sprzed 1 000 lat. A używać telefonu można nauczyć małpę i kota.

Każdy uzależniony ślepo wierzy, że kolejne pornograficzne zdjęcie da mu radość, ulgę, pewność siebie. A potem rozbija się o coś, co nazywamy konsekwencjami i rzeczywistością. Problem naturalnie polega na tym, że wielu uzależnionych nie łączy ich bólu i nawarstwiających się problemów z oglądaniem porno. Bo wierzą, że porno im pomaga i oglądanie go nie jest przyczyną innych kłopotów.

Tak czy siak widzimy jak istotne jest W CO/W KOGO wierzymy.

Alkohol jest pozytywny? Nie! To zwykła trucizna ale podawana w taki sposób i w takich dawkach, że organizm nie zostanie trwale uszkodzony. Wpływ alkoholu ludzie nauczyli się wykorzystywać. A kto chociaż rozumie jaki ten wpływ jest – co się dzieje po spożyciu alkoholu?

Jednak zaniedbajmy sposób podawania lub przyjmijmy za dużą dawkę i konsekwencje przyjdą i to nieraz bardzo poważne. Alkohol to po prostu trucizna i jego spożywanie to zatruwanie siebie. ZAWSZE ma znak minus niezależnie co o tym sądzimy i jakie korzyści czerpiemy z jego spożywania.

Dlatego kluczowy jest ROZSĄDEK.

Ogromna ilość ludzi mówi mi o braku pewności siebie i o tym, że chcą zacząć wierzyć w siebie.

Ale przecież wierzą!!! Tylko to “siebie” jest kompletnie błędnie postrzegane! Właśnie dlatego oglądają porno przy każdym dyskomforcie psychicznym, bo sądzą, że to co ich do tego zachęca to oni! Wierzą w siebie cały czas! Sami siebie przekonują. Tylko “siebie” to dla nich myśli, emocje i opór. Więc jak czują opór, ból, dyskomfort, to wierzą w myśli o konieczności ucieczki i uciekają. A potem setki razy zderzając się z rzeczywistością dziwią się dlaczego znowu podjęli błędną decyzję.

Mówią, że “chcą odzyskać wiarę w siebie”. Ale wiary nie możesz odzyskać, bo nigdy jej nie straciłeś! Masz zmienić kontekst tego, w co wiarę pokładasz, a zobaczysz zmianę automatycznie. Źródła wiary nigdy nie straciłeś. Tylko umieściłeś swoją wiarę w próżnię – w coś, co nie istnieje. Lub w bzdurne myśli.

Jeśli podłączysz przewód prądowy do drewnianej kołyski i prąd nie popłynie to znaczy, że nie masz prądu lub straciłeś jego źródło? Nie. Po prostu w tych warunkach prąd nie popłynie. Zmień warunki, a prąd popłynie bez wysiłku.

A więc uzależnieni słuchając się swojego umysłu automatycznie zakładają, że to, do czego wyboru nas przekonuje musi być właściwe. Bo wg nich to nie umysł myśli, to nie myślenie odbywa się samo, tylko oni myślą! A skoro oni myślą, to musi to mieć sens! Bo gdyby mieli myśleć kompletne bzdury, to znaczyłoby źle o nich! Więc z góry swoim myślom nadają wysoką wartość. A poza tym Kartezjusz stwierdził “myślę więc jestem”, no to oni myślą… ale to tak jakby jakiś milioner powiedział, że zarabia pieniądze i znaczy dla ludzi, że oni z automatu zarabiają takie same kwoty…

Czy słuchanie się swojego umysłu jest właściwe? Odpowiedź krótka i wystarczająca – TYLKO w stanie pełnego spokoju i INTENCJONALNIE.

Odpowiedź nieco dłuższa – zależy o co nam chodzi w życiu. Jeśli chcemy żyć odważnie, śmiało, radośnie, doświadczyć cudownej różnorodności, wolności, cieszyć się seksem i własnym istnieniem, no to do tego “równania” nie możemy już dodawać seansów z pornografią. Czyli konieczne jest się nauczyć przestać słuchać swojego umysłu i zacząć wybierać niezależnie od niego.

Bo każdy seans z porno “przed sobą ma znak minus”.

Jak to rozumieć?

Tak jak ze złodziejem – dla złodzieja zabranie drugiej osobie jej pieniędzy czy telewizora jest dobre, bo zyskuje. A przynajmniej w jej rozumieniu zyskuje (karmicznie ma coraz większy dług).

A co z uzależnionym? W jego oczach zyskuje, bo znika napięcie, stres, wstyd, ból psychiczny. Ale czy taka jest rzeczywistość? Czy to znika? Nie. Bo jak mówiłem – to, że przestajemy czuć kwiaty nie oznacza, że przestały pachnieć. To, że wzięliśmy znieczulenie i przestaliśmy czuć ból złamanej ręki nie oznacza, że kość się zrosła. To, że zamietliśmy coś pod dywan nie oznacza, że to magicznie pod nim zniknęło. Dług emocjonalny i mentalny więc rośnie. A umysł dorabia do tego kolejne racjonalizacje.

To co wydaje się “plusem” w szerszym kontekście jest “minusem” (i może być odwrotnie!). Aby to dostrzec często potrzeba dłuższego odcinka czasu. Nawet lat. I ZAWSZE uczciwości i odwagi, by trzeźwo spojrzeć na fakty. M.in. z tego powodu –

Odwaga jest pierwszym poziomem świadomości sprzyjającym życiu.

Bo jest ponad dumą – ponad poziomem wypierania faktów i ignorowania rzeczywistości.

Odwagi wymaga wykonanie już pierwszego kroku z grup 12-tu kroków: “Przyznaliśmy, że jesteśmy bezsilni wobec alkoholu/pornografii – że przestaliśmy kierować własnym życiem”. Osoba dumna tego nie przyzna!

Jeśli wybieramy dumę, automatycznie nie wybierzemy odwagi. Na polu walki duma ucieka. Odwaga zostaje i walczy. Ale rozsądnie – walczy o coś większego od siebie.

Jak mówiłem w innych artykułach – “walczyć o swoje” można na wiele sposobów, z czego większość jest głupia, durna i dumna, nic nie daje, bo wynika z błędnych założeń. Wiele osób walczy dla samego zmagania, a nie o coś większego. Walczą z innymi, co jedynie stanowi projekcję gniewu, winy, dumy, oporu, a nie obronę czegoś wartościowego, co budują/zbudowali w swoim życiu. Taka walka nie jest rozsądna, bo wynika z niskiej świadomości.

Ale walka o szacunek czy akceptację to z góry skazana na przegraną po prost głupia czynność, bo poczucie braku szacunku i braku akceptacji to sprawy stricte wewnętrzne. Sami nadajemy sobie wartość i sami albo siebie akceptujemy, albo nie. To wszystko. Cała reszta to jedynie negatywne programowanie służące kontroli i upewnieniu się, że zawsze będziemy konsumentem i podatnym na manipulację nieświadomym, pozbywającym się energii sługą własnej podświadomości, którą zaprogramować jest banalnie. Wystarczy codziennie powtórzyć jej to samo kłamstwo i wkrótce umysł sam zacznie się zastanawiać czy to przypadkiem nie jest prawda…

Rozsądek więc jest niezwykle cenny (do pewnego, bardzo zaawansowanego poziomu rozwoju).

Czy rozsądek podpowiada nam, że po zjedzeniu sytego obiadu cały czas czujemy głód? Nie! To, co czujemy to nie głód. To może być uczucie podobne ale nie stanowi informacji, że należy jeszcze coś zjeść. A tym bardziej nie coś wysokokalorycznego lub słodkiego.

No ale trzeba troszkę się nauczyć rozpoznawać odczucia płynące z ciała. To, że czujemy uczucie pustki w okolicach brzucha nie oznacza, że trzeba załadować do niego kolejną porcję jedzenia. To jak z porno – to, że czujemy dyskomfort psychiczny nie oznacza, że mamy obejrzeć kolejne 100 zdjęć i filmów pornograficznych.

Rozsądek więc uczy nas, że może chodzić o coś innego, niż nam się wydaje (niż widzimy to w swoim umyśle). To tyczy się przede wszystkim tego, co czujemy.

Wróćmy do stwierdzenia, że umysł nie może niczego poznać ale co najwyżej wiedzieć o tym.

Widzimy to w przypadku osób, które nigdy nie podejmują działania, tylko czytają kolejne podręczniki. Sądzą, że nabywając wiedzę staną się – że magicznie “wiedzieć o” zmieni się na “być”. Wierzą (ślepo), że wiedza zabierze np. lęk i opór przed działaniem. I wydają coraz więcej pieniędzy, poświęcają coraz więcej czasu… w efekcie frustracja rośnie, a rezultatów jak nie było, tak nie ma. A fakty są, że nawet ojciec takiej osoby, którego mogła nienawidzić i uważać za najgorszego na świecie jakimś cudem poznał swoją żonę i miał z nią dziecko, czyli też seks. Czy potrzebował do tego tych wszystkich podręczników? Ano nie. Dlaczego więc my ich potrzebujemy? A przynajmniej w to wierzymy, że ich potrzebujemy…

Jedyne co zabierze emocje to odpowiedni kontekst.

Bo emocje to informacje o umieszczeniu czegoś – zdarzeń, słów, przedmiotów – w negatywnym, nieprawdziwym/niepełnym kontekście.

Nie czujemy np. gniewu czy wstydu, bo nas ktoś źle potraktował, tylko MY SAMI postawiliśmy się na tak negatywnej dla samych siebie pozycji i to we własnej świadomości, że pojawiły się korespondujące z tymi jakościami emocje.

Jeśli wiedza nie pomaga nam zmienić kontekstu jest całkowicie bezużyteczna.

Oczywiście czym innym jest przeczytać jak działa kran, by go naprawić (intencją jest podjąć się działania i naprawić kran), a czym innym jest czytać co powiedzieć kobiecie, by ją poderwać, bo sądzimy, że nie potrafimy rozmawiać z kobietami. Ależ potrafimy ale już kontekst jest błędny, bo sądzimy, że trzeba jakichś magicznych tekstów pomimo, że same kobiety mówią, że szukają w mężczyznach szczerości, odwagi, radości. Słowem – spójności w tym co pokazują na zewnątrz z tym, co wewnątrz.

Dlaczego jest to tak ważne dla kobiet? Bo spójność między słowami, a czynami ukazuje wysoki poziom świadomości – dojrzałość. A jeżeli facet mówi jedno, a robi drugie, to nigdy nie będzie wiadomo jaką naprawdę ma intencję i czego się można po nim spodziewać (w pejoratywnym znaczeniu).

Osoba niespójna jest po prostu nieświadoma, niedojrzała i/lub usposobiona negatywnie względem samej siebie i/lub innych ludzi. Rozsądek podpowiada, że lepiej nie mieć z nią nic do czynienia.

A jeśli nasz kontekst jest taki, że to co wewnątrz nas jest złe, więc trzeba udawać, no to automatycznie opieramy się temu co wewnątrz, nienawidzimy tego, wstydzimy się tego. Czyli nie tylko nie znika, a my słabniemy ale jeszcze dokładamy sobie negatywności. Więc w efekcie tracimy wartość we własnych oczach i to widzą w nas inni. A potem szukamy zewnętrznych źródeł (m.in. wiedzy), bo wypełniły poczucie braku.

Przypominam – realny brak, a POCZUCIE braku, to dwa zupełnie inne paradygmaty.

Tak jak poczucie pustki, a uczucie głodu.

Opieranie się swoim negatywnym cechom jest doskonałym przykładem tego, że opór, niechęć, nienawiść, demonizowanie czy negatywne ocenianie względem tego, czego nie chcemy i/lub chcemy zmienić nie przynosi nic konstruktywnego. A skoro nie działa to w naszym przypadku, to dlaczego miałoby zadziałać względem czegokolwiek w świecie?

Na niezrozumieniu własnych doznań płynących z ciała rozkręciło się mnóstwo przedsiębiorstw na tej planecie.

Ślepa wiara jest bardzo niebezpieczna. Czyli nieświadomość.

Innym przykładem ślepej wiary (możliwej tylko ze względu na naturę świadomości – niewinność) jest to, że małe dziecko słucha rodziców i wierzy we wszystko, co od nich usłyszy niezależnie jak błędne, negatywne, głupie czy szkodliwe jest. Przypominam i podkreślam, że rodzic uczący tego robi to właśnie przez ten sam mechanizm – nieświadomość i niewinność.

Chcąc nie chcąc jednym z takich programów jest noszenie łańcuszka z ukrzyżowanym człowiekiem na szyi. Poziom kalibracja tego nie przekracza 120. Więc jest to poziom kultów, sekt, rasizmu, fatalizmu, anarchii i oczywiście konceptu Boga opisanego w Starym Testamencie.

Ale ślepa wiara powoduje, że ludzie uważają to za symbol ich oddania… pytanie – oddania czemu? Wiary w co? Że Bóg najukochańszego (lol) syna nakazuje ukrzyżować? To co z resztą? Najbardziej kochany (lol) i kochający zostaje ukrzyżowany. To co szykuje dla mniej kochających i kochanych (lol)?

Powtórzę – umysł nie może poznać rzeczywistości! On może jedynie podać racjonalizacje, wymyślić kontekst i usprawiedliwić to, w co wybraliśmy (świadomie i nieświadomie) wierzyć.

Robienie czegoś tak bzdurnego, a nawet wulgarnego jak noszenie ukrzyżowanego, umęczonego człowieka na szyi umysł sobie zracjonalizował, a ludzie dali się tą racjonalizacją zahipnotyzować. W wielu kościołach zabrania się noszenia krótkich spódniczek ale ukrzyżowanego człowieka – proszę bardzo.

Jak na filmie ludzie zaczynają się całować to wszyscy milczą. Pokazanie cycuszka na ekranie to tylko po 22. Natomiast np. film “Pulp fiction” pokazał śmierć w tak niebotycznie lucyferycznym kontekście, że ludzie popłakali się ze śmiechu, gdy jeden z głównych bohaterów rozwalił głowę niewinnej osobie. Kalibracja “Pulp fiction” to poziom 25. To poziom czczenia diabła, Al Qaedy, obozów koncentracyjnych, wstydu, dżihadu, etc. A jednak uważa się ten film za majstersztyk… ocena na Filmwebie – 8.3/10, na Imdb – 8.9/10. To pokazuje poziom jak ludzie są w stanie samych siebie przekonać, że widzą coś wspaniałego, gdy jest to praktycznie sam niż.

Jest takie pojęcie jak “wilk w owczym przebraniu”. Pulp Fiction, Mechaniczna pomarańcza, Lśnienie i wiele więcej filmów są tragiczne w tym, co przedstawiają i jaki jest ich przekaz. Dla ciekawskich – kalibracja trylogii “Matrix” to 165, czyli poziom reprezentowany m.in. przez gniew, Hermanna Goeringa, komunizm, urazy, “białą supremację”, porwania przez UFO, mentalność ofiary, ateizm, zanieczyszczenie olejem. A wiele osób nazywa dzisiejszą rzeczywistość “matrixem”. Widzimy więc jak “blisko” są rzeczywistości. Dla nich ICH rzeczywistość może tak wyglądać ale tylko dlatego, bo utrzymują w sobie takie jakości i taki kontekst.

Tak jak, że noszenie łańcuszka z przybitym, umęczonym, zamordowanym człowiekiem jest symbolem wiary w kochającego Boga i zbawienie. Zostało nam to zaprogramowane przez jakiegoś księdza – obcego człowieka, o którym nie wiemy nic. On również został zaprogramowany i tylko powtarzał to, w co wierzył. Nieświadomie i zazwyczaj z dobrą intencją. A dla naszego umysłu jeśli widzi coś, co robi naokoło nas milion innych osób, no to automatycznie to musi być właściwe… bo taki dojrzały jest umysł.

Ciekawe ile osób by się oburzyło i nazwało profanacją noszenie na szyi krzyża z przybitą inną osobą, np. jakimś politykiem… No ale ja się pytam dlaczego tak niedostrzegalna jest wulgarna, brutalna profanacja, której miliony ludzi dokonuje każdego dnia…? Nawet wieszają krzyże nad łóżeczkiem noworodków. Rozumiem, że gdyby Jezus zginął w dzisiejszych czasach i np. wysadził go granat, to wieszalibyśmy sobie na szyi oderwane kończyny?

Jeśli nie poddamy krytyce WE WŁASNYM PRZYPADKU czegoś tak oczywistego i jawnego (lub czegoś podobnej jakości, jeśli nie nosimy krzyżyka), no to jak możemy liczyć, że rozpoznamy dużo bardziej subtelne pułapki?

No ale oczywiście wiązałoby się to ze zmianą 1 000 – 2000-letniej tradycji. Dlatego mądre osoby zauważyły, żeby każdą zmianę zacząć od siebie.

Podkreślam, że to nie atak na religię, tylko na oczywiste lucyferyczne aspekty, które wdarły się i zaburzyły rzeczywistość i wspaniałe nauki. I zamiast na sprawach ważnych ludzie skupiają się na krzyżach, obrazeczkach, kropieniu się wodą, jedzeniu chleba… od tego jest jarmark.

Jeśli ktoś miałby się oburzyć, to najpierw proszę napisać choć o jednym święcie – jak je rozumie, po co jest, jakie wartości w trakcie tego święta praktykuje, w jaki sposób zbliża się w trakcie tego święta do Boga? Trochę konkretów. Wtedy pogadamy o reszcie.

Właśnie usłyszałem ciekawostkę w wywiadzie z Alanem Aldą – odtwórcą roli Benjamina Franklina “Hawkeye” Pierce-a z fantastycznego serialu “M.A.S.H.” (fantastyczny w moim subiektywnym odczuciu ale kalibracja pokazała, że moje odczucie było spójne z tym, co realnie pozytywne).

Alan mówił o cenzurze. Na początku, gdy serial nie był jeszcze tak popularny, nałożono na nich silną cenzurę. Jeden z bohaterów był prawiczkiem (po angielsku to jedno słowo dla obu płci – “virgin”). ZAKAZANO używania tego słowa! Nie można było tego powiedzieć. A były to czasy, gdy seks w telewizji jeszcze szokował. Dziś zaś jest zupełnie odwrotnie – film/serial, w którym jest prawiczek raczej nie będzie się cieszył popularnością. Facet ma mordować i rżnąć co popadnie.

Tak “pod radarem” (hehe, taki był pseudonim tego bohatera) zmieniało się programowanie, któremu wszyscy nieświadomie podlegamy.

Alan mówi też, że zakazano pokazywania MĘSKIEJ BIELIZNY. Już wtedy ogromna ilość zarówno kobiet jak i mężczyzn utrzymywało w sobie podświadomy opór i wstyd, a może nawet winę odnośnie własnych okolic intymnych. W “M.A.S.H.-u” pokazywano non stop bieliznę kobiecą ale męskiej zakazano!

Zauważmy, że mnóstwo przekleństw to po prostu wulgarne określenie części intymnych i brzydkie określenie kogoś, kto uprawiał seks… czy to przypadkowe? Oczywiście, że nie!

I jeśli sto razy krzykniemy na osobę, której nienawidzimy – “Ty kutasie!”, to jak sądzimy, co sami programujemy na temat własnego przyrodzenia? A poza tym nasza podświadomość słyszy to – “Ja jestem kutasem” (w negatywnym sensie, który nigdy nie powinien mieć negatywnego zabarwienia).

Gdybyśmy przestali używać określeń seksualnych jako przekleństw, zobaczymy jak niewiele by ich zostało! Psia kość! A to też daje do myślenia (i na myśleniu nie powinno się skończyć). Gdy chcemy kogoś obrazić, porównujemy tę osobę do intymnych części, które służą do rozmnażania, do fizycznego połączenia między dwojgiem ludzi, do sprawiania sobie przyjemności…

Przy okazji – wiemy co oznacza określenie – “Ku**a mać”? Oznacza to “Matka ku**a”. Zaś podświadomość każdej osoby słyszy to – “Moja matka to ku*wa”. Czyli i o nas nie świadczy to za dobrze.

I tak każdy sam robi sobie krzywdę dumnie uważają, że komuś dopiekł…

I jeszcze dziwi nas, że wolimy oglądać jak biologicznie wyselekcjonowany facet posuwa setki różnych kobiet, a sami nawet nie lubimy patrzeć na swoje ciało, a szczególnie na penisa. Mówimy sobie, że jest za mały, niewystarczający, etc. Tak jak mówimy na siebie samych. No bo przecież jesteśmy dzieckiem ladacznicy, a nasze narządy płciowe to ściek – coś, co widzimy w najgorszych ludziach na tej planecie! Nie dziwne, że mężczyźni podczas masturbacji ściskają swoje penisy jakby je dusili!

Bo to po prostu nieświadoma, bezosobowa mentalizacja, z którą sami się identyfikujemy.

Nie mówię, że mamy kategorycznie skończyć z przeklinaniem. Ja sam przeklinam ale zawsze intencjonalnie – by wywalić z siebie gniew i opór – by ich w sobie nie blokować. Natomiast dążenie, by ograniczyć przeklinanie może stać się bardzo korzystną dla naszej psychiki praktyką.

Film “M.A.S.H.” kalibruje się na 360, więc niezwykle wysoko! Serial ma zbliżoną kalibrację. To poziom świadomości reprezentowany m.in. przez Akceptację, Wal-Mart, Pabla Picasso, sprawiedliwości (koncept sprawiedliwości ze Starego Testamentu), Czerwony Krzyż i, co niezwykle ciekawe – dyskusji. To również poziom entuzjazmu.

Niektórzy oczywiście powiedzą, że to co mówię o cenzurze kiedyś i dziś to “duch czasu”, że to naturalne zmiany. Tak, zmiany. Ale z Duchem nie mające wiele wspólnego. To wulgarne, progresywne degenerowanie, na które wszyscy pasywnie wyrażają zgodę. Dlatego m.in. porno stało się takie popularne. Uważamy, że to naturalna ewolucja? Nie. To nienaturalna podaż na popyt będący chorobą braku miłości, akceptacji, wzajemnego szacunku.

I tego nie uleczymy na świecie walcząc z porno i zakazując jej, tylko samemu ucząc kochać siebie, swoje ciało oraz innych ludzi.

I raz jeszcze – nie namawiam do żadnych rozruchów, ani powstań. Mówię o SAMOŚWIADOMOŚCI tego, na co się zgadzamy we własnym życiu, co WYBIERAMY. Bo tego konsekwencji MY doświadczymy.

Mówię o Rozsądku. Bo nad nim już jest Miłość.

Jeśli miliard ludzi wybierze dopingowanie i owacje, gdy robią sobie krzywdę ludzie, no to każdy w swoim czasie doświadczy tego konsekwencji. Zrzucanie odpowiedzialności, że “tak robili wszyscy” ani troszkę ich nie załagodzi. Trudne do zrozumienia? Czy wandale, pseudokibice mają mniejsze penalizacje, bo była ich grupa? Nie. Każdemu dostanie się za to, co zrobił – co wybrał.

No bo jeśli sądzimy, że dopingowanie robienia sobie krzywdy jest ok, no to przyjdzie lekcja z tak ukazanym wydarzeniem tego, że spojrzymy na to inaczej – w innym kontekście. Najczęściej z własnym udziałem – ktoś będzie nam robił krzywdę, a inni będą dopingować tę osobę. Niestety dopiero wtedy część ludzi zaczyna rozumieć. Ale część uparcie nie.

Niemniej niezależnie czy mamy pozytywną czy negatywną intencję, każdy wybór wiąże się z konsekwencjami. Jeśli wypijemy pół litra wódki nawet z najlepszą intencją to przyjdą konsekwencje i będą zapewne identyczne jak gdybyśmy zrobili to samo z niską intencją.

Oczywiście intencja ma OGROMNY wpływ, tak naprawdę decydujący, o naszym życiu. Bo jeśli wypijemy pół litra z pozytywną intencją, to się nie uzależnimy. A jeśli intencja będzie negatywna, wkrótce w naszym życiu pojawi się zmaganie i cierpienie, a zapewne i uzależnienie. A kac będzie w obu sytuacjach.

A jeśli śmiejemy się i wzmacniamy czymś na poziomie obozów zagłady, to chyba najwyższy czas poddać samokrytyce własną świadomość.

Czy ktoś może podać mi zdroworozsądkowy powód, dlaczego ogląda filmy typu “John Wick”? W esencji oglądamy jak jeden człowiek morduje setki innych ludzi. Oglądamy mordowanie. I jeszcze mnóstwo ludzi uważa te filmy za coś wspaniałego…

No, bombę atomową też można uznać za coś wspaniałego – np. wynalazek, osiągnięcie techniki, czyli nauki, można się zachwycać jak wspaniale rośnie grzybek, jakie cudowne ma barwy… no ale czy przypadkiem nie zachwycamy się bronią masowej zagłady??? Czy dociera do nas na tej podstawie skala nieświadomości i niewinności ludzkiej natury?

Zachwyt jak człowiek morduje ludzi…

Naturalnie mamy więcej programowania – zazwyczaj seksowne kobiety mają seks z facetami, którzy wymordowali najwięcej innych! Bo to takie męskie, takie wspaniałe, takie ludzkie!

Naaaaaaaaaaapraaaaaaaaaaaaawdęęęęęęęęęęęęęęę?

Jeśli wzmacnia nas to, co negatywne – naprawdę pora PORZĄDNIE wziąć się za siebie.

To, co również warto wiedzieć o naturze umysłu to to, że iloraz inteligencji nie stanowi żadnej obiektywnej informacji czy ktoś jest “dobry” czy “zły”, czyli jaki ma poziom świadomości i jakimi intencjami się kieruje.

Niewinny i nieświadomy umysł może sądzić, że osoba inteligentna nie wybierze tego, co negatywne dla innych. Dlatego trzeba rozumieć, że dla ego wystarczy odpowiedni pretekst, by podać sobie dowolną racjonalizację dla niemal dowolnego zachowania.

Emocjonalność i intelekt to dwa zupełnie różne aspekty. Co więcej – dla osoby w niskiej świadomości intelekt jest poddanym/sługą emocjonalności, czyli paliwa ego.

W Stanach Zjednoczonych lekarz większość czasu spędza nie na leczeniu pacjentów, tylko na wypełnianiu dokumentów… bo taka ich ilość jest potrzebna, by wszystko było “legalne”… Więc nawet intelekty skierowany pozytywnie, dla dobra ludzi, został ograniczony. Tak jakby złapany w okowy.

Jest też bardzo dużo niezwykle inteligentnych osób, które swój dar wykorzystują wyłącznie z egoistycznych pobudek. No, nie chciałbym być w ich skórze biorąc pod uwagę jaki karmiczny dług sobie zbierają.

Wróćmy znów do natury umysłu i tego, że on może co najwyżej wiedzieć o. To odnosi się do całego świata. Jedyne co możemy to wiedzieć o świecie, a nie znać świat. Nie można poznać świata tak jak nie można poznać wszystkich faktów o zwykłym kurzyku, który widzimy przez ułamek sekundy.

Dlatego ego w zarozumiałości tak uwielbia stwierdzenia typu – “świat jest”. Ale to niedojrzała bzdura. Fakt brzmi – “ja dostrzegam w świecie wyłącznie XYZ”. I DLATEGO ta osoba doświadcza właśnie/głównie tego. I to dla umysłu staje się cementującym elementem dalsze takie postrzeganie. Z tego powodu doświadczenia takich osób nie ulegają poprawie. Bo nie ulega poprawie świadomość. No bo jeśli utknęliśmy w umyśle, no to umysł nie wymyśli nowych interpretacji, ani percepcji. A nawet jeśli się będziemy zmuszać, to nic z tego nie będzie, bo ego dalej ma bardzo dużo energii.

Najpierw trzeba odebrać ego jego energię. Należy przestać je karmić. Na tym polega uwalnianie – uwalniamy energię zamiast ją w sobie przechowywać. Uwalniamy oczywiście energię zwierzęcą i korygujemy swoje postrzeganie i nastawienie do świata na bardziej akceptujące, współczujące, kochające, bo to aktywuje wyższe funkcje naszej psychiki, ciała, narządów oraz tzw. ciała subtelne, w tym energetyczne. Zmienia się sposób w jaki pracuje nasz mózg!

To co za normę uważa 85% ludzkości jest ich normą, a to, co na normę uważa 15% ludzkości nie ma odniesienia do 6-krotnie większej ilości ludzi i błędem jest uważać, że ich sposób przetwarzania emocji, postrzegania świata, życia w nim, intencje i wiele  więcej są takie same. Nie są.

I tu nie ma co czekać na ewolucję, tylko ta wewnętrzna zmiana to coś zależnego wyłącznie od naszych decyzji.

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Zasubskrybuj
Powiadom mnie o
guest
45 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
katolik

A Piotrze jeśli chodzi o kalibrację muzyki to tu chodzi o brzmienie i o czym są teksty? Przy muzyce niższej jakość gorzej się będziemy czuć i będzie obniżać nasz światopogląd przez negatywne teksty. Ja uwielbiam słuchać muzyki sakralnej i klasycznej przy niej czuję się zrelaksowany i zapadam w błogostan świetnie się przy niej pracuje. Swoją drogą wspomniany Nergal spalił Biblię na scenie. Pewnie najniżej kalibrujące się muzyka (o ile można to nazwać muzyką) to pornogrind, grindcore, goregrind brutal death meta czy inna kakofonia tego typu o takich cudacznych nazwach l i pomyśleć że nawet takie coś istnieje. Nawet muzykę ludzie spornografili i zgwałcili. Tego nawet przez sekundę nie da się słuchać. Łomot i wokale jakby ktoś rzygał.

Mateusz

Do tego ilorazu inteligencji możnaby jeszcze dodać, że im wyższy tym lepsze wymówki umysł będzie wymyślać jeżeli jest się na poziomie niskich emocji.i intencją jest utrzymanie tego stanu faktycznego… a przynajmniej ja mam takie doświadczenia i obserwacje. Swoją drogą widzę że potrafisz podać kalibrację filmów i innych wytworów kultury oraz artystów. Czy potrafisz powiedzieć coś o kalibracji muzyki metalowej? Bo ja jestem ciekawy, czy faktycznie jest tak niska jak większość ludzi mogłaby podejrzewać.

Mateusz

Ojoj. Wygląda na to że zamierzam poświęcić swoje życie dla czegoś co kalibruje się niżej niż pornografia od której jestem uzależniony. A nie ma chociaż wykonawców hardrockowych kalibrujących się wyżej? Gram na gitarze elektrycznej i jestem zainteresowany wykorzystaniem tej umiejętności do tworzenia muzyki. Rzecz w tym że muzyka generalnie jest wypadkową tego co słyszała w przeciągu swojego życia osoba która ją skomponowała, a ja od ponad 15 lat nie słucham muzyki lżejszej od punk czy hard rocka. I nie, nie spodziewałem się że kalibracja metalu będzie wysoka zdążyłem pogodzić się z tym że raczej nie będę tworzył wybitnych dzieł muzycznych, tylko “napierdalankę”, mało tego – polubiłem to, niemniej jednak jestem zaskoczony aż tak niską kalibracją. Jeżeli chodzi o hip-hop, to mnie spadek kalibracji zupełnie nie dziwi, w latach 90′ to była naprawdę dobra muzyka, a jaka jest teraz nie chce pisać – zostawię dla siebie swoje negatywności.

Mateusz

“Tak. Bo to nie Twoja pasja, tylko kolejne działanie ucieczkowe.
To cały czas ten sam mechanizm uzależnienia.”
Twierdzisz że za moje zainteresowanie heavy metelem odpowiada ten sam mechanizm co za uzaleznienie od pornografii? Nie powiem że nie zdaża mi się np. słuchać ciężkiej muzyki w momentach kiedy owinienem się np. uczyć, bo się zdaża. Jest faktem że prawie zawsze mam słuchawki na uszach kiedy jestem poza domem (a tam oczywiście “jedyny słuszny” gatunek muzyki), np. na uczelni. Ale jesteś pewien że nie przesadziłeś z tym porównaniem? Czy nie jest mozliwe pasjonowanie się czymś co kalibruje się nisko?
“Od pół roku piszesz komentarze na Blogu, a co z realną pracą nad sobą?

Tyle wiedzy poznałeś, tyle pytań zadałeś, a zmiany kierunku jak nie było tak nie ma, co dajesz jasno do zrozumienia.”
Na pewno pół roku? Wydaje mi się że trochę krócej, chociaż może się mylę, nie jestem bardzo skrupulatny jeśli chodzi o liczenie czasu, mozna wręcz powiedzieć że marnowanie go to jedna z tych niewielu rzeczy które wychodzą mi lepiej niż pozostałym Wiesz ja w momencie zapoznania się z twoimi materiałami, chciałem tylko rzucić pornosy, a nie wywracać swoje życie do góry nogami. Niestety jeżel chodzi o pracę nad sobą to chyba utknąłem. Jak narazie to świadomość tego, że to ja jestem za to wszystko odpowiedzialny jest wyjątkowo przygnębiająca. Codziennie próbuje coś uwalniać, ale czasem po uwolneniu czegoś przez kilka dni nie czuję nic. Tak więc idzie strasznie powoli, i podejrzewam że miną lata zanim bedę jako tako normalny.
“Odnośnie heavy metalu – czy kiedykolwiek muzyka tego typu towarzyszyła spotkaniom biznesowym, warsztatom rozwojowym, wypadom nad jezioro, by połowić ryby i odpocząć przy piwku, nauce do egzaminów? Czyli temu, co pozwala nam odpocząć, zregenerować się czy rozwinąć? Nie. A to daje do myślenia.”
No mi towarzyszy przy zawsze – w domu, na uczelni, w trakcie spotkań z nieustannie malejącym gronem znajomych, nawet kiedy gram w grę na komputerze to na pasek zwinięta jest jakaś składanka z metalem.
“Ja bardzo dobrze pamiętam siebie z koncertów heavymetalowych – skakałem, pogowałem, śpiewałem co sił w gardle. Wychodziłem zmęczony, wycieńczony. Nazywałem to dobrą zabawą. Na drugi dzień praktycznie odchorowywałem. Czy byłem szczęśliwszy, bardziej żywy? Nie. Jakiś ruch energii się oczywiście odbył ale czy potrzebowałem do tego 2-3 godzin ciężkiego grania, by się ruszać? Mogłem ten czas przeznaczyć na aerobik, seks czy hobby na świeżym powietrzu. Mogłem oczywiście nie krzyczeć z całych sił na każdym utworze. Ale nie ważne jest co “mogłem”. Ważna jest intencja – kierunek.

Ludzie, którzy widzą energie i ludzkie aury mówią, że na koncertach odbywa się drenowanie z energii. Nie tylko oddajemy energię w formie pieniędzy żeby w ogóle być na koncercie ale także oddajemy faktycznie życiową energię w trakcie koncertu.”
Ja ostatnio już nie mam czasu ani pieniędzy, by chodzić na koncerty, staram się nie wylecieć ze studiów. Natomiast kiedy miałem, człowieku, to były najlepsze chwile w moim życiu. Przez parę godzin po koncercie rozpierała mnie energia, czułem ze mogę robić co mi się podoba, właśnie wtedy czułem że jestem szczęśliwy, i co najważniejsze – nie miałem wtedy ochoty na oglądanie pornosów, a nawet z politowaniem patrzyłem na kolesi idących z dzieczynami za ręce, uważałem że nie wiedzą co tracą. Po koncercie definitywnie czułem się jak nowo narodzony – po całych godzinach intensywnego pogo. Szkoda mi było wysiłku na krzyczenie, najważniejsze że mogłem “zdjąć kogoś z bara na legalu”. Tutaj można było zrobić komuś krzywdę i nie ponieść konsekwencji, podobnie samemu można było zostać skrzywdzonym. Ale ja czułem tyle adrenaliny że to jakby nie istniało. Ostatnie co mogłoby mi przyjść do głowy odnośnie koncertów to drenaż energii.
“W dłoniach są czakry – ośrodki energii. Naturalnie człowiek poniżej 200 ma praktycznie wyłączony układ energetyczny. Niemniej coś tam tej energii ma. Malutko ale jest. Dlatego to drenowanie jest praktycznie niedostrzegalne.”
No dobrze, to mi jakoś wyjaśnia dlaczego nie czułem drenażu. Tylko dalej, czemu ja czułem coś przeciwnego?
“To samo tyczy się każdego innego obszaru. Ludzie od samorozwoju zauważyli, że zazwyczaj człowiek żyje jako wypadkowa osoba 5-ciu osób, z którymi przebywa najczęściej.”
No to udało ci się mnie dobić – mnie odkąd sięgam pamięcią toleruje wyłącznie patola. Co normalnejsi ludzie uciekają ode mnie po zamianie raptem paru słów. I weź tu poznawaj dziewczyny, wiedząc że praktycznie każdej dziewczynie narobiłbyś przypału przy znajomych.
“Jeśli więc chcemy coś zmienić, należy jak najszybciej przestać zadawać się z tymi osobami (przynajmniej w dotychczasowym wymiarze czasu) i zacząć przebywać z innymi.”
Mam zmuszać ludzi, którzy nie chcą mieć ze mną nic wspólnego do znoszenia mojej obecności?
“Dlaczego osoby grające heavy metal i słuchające go w większości nie są biedakami? Bo się zmagają, by nie być. Poczytaj sobie ile wysiłku włożyło większość zespołów, by osiągnąć sukces.
Dlaczego? Bo to jest trudne? Nie. Bo wychodzili z bardzo niskiego poziomu i musieli to nadrobić przeogromnym wysiłkiem. NIE mówię, że wystarczy pstryknąć palcem i wszystko się samo zrobi.”
No to tu ci powiem że się mylisz. 90 % muzyków heavymetalowych byłoby biedakami, gdyby w jakis sposób nie dorabiało. Nawet najpopularniejsi muzycy metalowi żyją na poziomie zaledwie klasy średniej. Nergal (którego twórczości nie słucham, tylko podaję jako przykład) sam powiedział że gdyby zarabiał chociaż ułamek tego co faktyczne gwiazdy muzyki rozrywkowej, to już dawno otworzyłby swoją własną wytwórnie płytową i organizację mającą na celu ułatwienie młodym muzykom (oczywiście heavymetalowym) wybicie się. Większość muzyków jakich zanam osobiście dorabia na budowie… albo sprzedając narkotyki. Ja sam studiuję po to żeby mieć z czego żyć, bo nie mam wątpliwości że, nie będę żył z grania metalu. Jestem wręcz gótów na straty finansowe.
“A dlaczego by nie studiować np. Carlosa Santany? Wspaniały gitarzysta i gra muzykę o energii anielskiej. Dlaczego nie wybierzesz tego kierunku?

Zapewne dlatego, bo automatycznie pojawia się opór, wstyd, strach, niepewność, ujmowanie sobie, etc. Czyli następuje detoks. I co z tym robisz?”
Energii anielskiej? Jeśli to co piszesz jest prawdą, to mój poziom stuka o dno od spodu, ja nie aspiruje do żadnej energii anielskiej. Z resztą nie jestem wyśmienitym gitarzystą, tylko pogromcą power chordów, mam 26, a nie 14 lat, i nigdy nie będę grał na poziomie zbliżonym, choćby nawet pod względem technicznym do Carlosa Santany. Fakt nie zacząłem grać wczoraj, ale nigdy nawet nie aspirowałem do bycia dobrym gitarzystą solowym, mnie zawsze fascynowały partie rytmiczne, i je uczyłem się grać.
“Raz jeszcze powtórzę, że osobę w niskiej świadomości wzmacnia to co osłabia osobę w wysokiej świadomości. Dlatego osoba w niskiej świadomości nie tylko może się męczyć i niewiele osiągnąć ale dla lepszego samopoczucia wybiera to, co szkodzi w szerszym wymiarze. I co ona może wtedy powiedzieć? No że życie jest trudne, ciężkie i niesprawiedliwe, bo innym sukces przychodzi łatwo, a jej się nic nie udaje. I jej znajomym również.”
I dlatego ja po koncercie czułem jakbym miał więcej energii? Jeśli to prawda to serio stukam o dno od spodu – ktoś mi to napisał na YT gdzieś pod moim komentarzem i spodobało mi się, pomimo tego że nie jest to komplement, Nie żebym był tym zachwycony, ale doceniam trafność tego spostrzeżenia. Przykro jest mi się tego wszystkiego dowiadywać.

Mateusz

“A jeśli to, co wymieniłem stanowiło większość Twojego życia, no to sorry.”
Nie większość, tylko w zasadzie całość. Na ten moment widzę ucieczkę od odczuwania we wszystkim co robię.
“A ja się pytam o ludzi, których życie jest pełne sukcesów, zdrowia, radości, etc.”
A skąd ja ci wezmę takich ludzi? Nie znam takich ludzi. Podejrzewam że jeżeli kiedykolwiek w swoim życiu takowych spotkałem, to zrobili natychmiastowy odwrót, żebym nie przedłużać tego spotkania.
“Wtedy wierzyłeś, że źródłem Twojej radości, a może nawet wartości jest ciężka muzyka i koncerty, a to niedojrzałe.”
Fakt, jakieś 3 lata temu ludzi preferujących inne gatunki muzyki niż metal uważałem za bezwartościowych. Sam wstydziłem się puszczać kolegom na imprezach muzykę lżejszą od death metalu – uważałem że bycie metalem to bycie nadczłowiekiem.
“Dziwisz się gdzie zabrnąłeś?”
Nie.
“Kto mówi o zmuszaniu się? A co z uwalnianiem? Co z medytacją? Co z praktykowaniem nowych życiowych postaw z Modułu 5?
Co z wybaczaniem? Co z akceptacją?”
Dobrze, niewątpliwie muszę nad tym popracować. Tylko co to ma do faktu który przytoczyłeś – że moje życie to wypadkowa 5ciu osób z którymi najczęściej się widuję? Przecież medytacja nie sprawi automatycznie że normalni ludzie przestaną mnie unikać. Przecież napisałem ci chyba za pierwszym razem że w szkole byłem jak trędowaty – tak bardzo ludzie nie chcieli mieć ze mną do czynienia. Podejrzewam że kolesiowi z autyzmem i wszawicą łatwiej byłoby znaleźć normalnych znajomych – ja jestem skazany na osoby których życie nie wygląda tak jakbym chciał żeby wyglądało moje. Z pośród moich stałych znajomych z okresu kiedy piłem na potęgę i miałem ich dużo jeden miał pracę, dwóch miało dziewczyny (nie mając pracy, ani perspektyw i były to okropne związki, takie że chyba lepiej byłoby być samotnym, dziewczyna jednego z nich chciała go ze mną zdradzić na imprezie i to na jego oczach), jeden studiował (zmieniając kierunek co rok) – reszta to byli przyszli menele, narkomani, uliczne grajki sępiący od ludzi pieniądze (czyli w praktyce młodzi żebracy), najbardziej patologiczni metale, punki, a nawet neonaziści. Żaden z nich nie robił dosłownie nic, życie każdego z nich polegało na piciu alkoholu lub/i braniu narkotyków. Pieniądze na przeżycie i używki (przede wszystkim na używki) albo brali od rodziców (będąc dorosłymi ludźmi), albo kradli, albo sprzedawali narkotyki albo ewentualnie na cwaniaka załatwiali sobie żółte papiery i orzeczenie o niezdolności do pracy i dostawali socjal. Na początku bardzo wyróżniałem się pośród nich. Z czasem jednak różnice zaczęły maleć. Dzisiaj te kontakty pozrywałem – zostało kilka z osobami które także postanowiły coś zmienić. Jeżeli nie spotykam się już nawet z 5cioma osobami (nawet tylu z pośród nich nic nie chciało zmienić w swoim życiu), to czego wypadkową jest moje życie w takim wypadku? Wypadkową życia osób które najczęściej widuje przez przypadek? I co ma do tego uwalnianie czy medytacja?
“Czy ja mówię o poważnym sukcesie finansowym? Mówię o sukcesie w kwestii popularności.”
No myślałem że mówiłeś. Dużo piszesz o życiu jako całości, i o tym że wnętrze odbija się na finansach.
“A jak jesteś gotów na straty …
Wiesz dobrze w co się pakujesz i dalej się w to pakujesz…”
Finansowe. Co to udzie nie wydają pieniędzy na różne rozrywki? Napisałem że jestem gotów wydawać pieniądze na granie heavy metalu, (równie dobrze) nic z tego w zamian nie dostając. Czy nie tak własnie powinna wyglądać pasja?

Mateusz

“A wujka Google nie poznałeś?”
Wujka Google w to nie mieszaj. To że ktoś w internecie wygląda na spełnionego i szczęśliwego nie znaczy że jest taki w rzeczywistości.
“A skoro jesteś skazany no to sorry. Czyli gówno chcesz zrozumieć z tego co mówię i dalej nic nie zmienić. Ty masz swoją rację. Nie ma problemu – masz do tego pełne prawo.”
Napisałem że jestem teraz, a nie że nie może się to zmienić w przyszłości. Po prostu zdaje sobie sprawę ze swoich obecnych ograniczeń.
“Pasją nie jest coś, co robisz, bo na robienie czegoś innego uważasz, że jesteś za słaby czy niewartościowy.
Mnóstwo ludzi robi coś nic z tego nie mając, a nawet wydają na to pieniądze. I nie nazywa się tego pasją, tylko poświęcaniem się, co jest BARDZO niską jakością, bo wynika z traktowania siebie jako kogoś gorszego od innych – innych traktujemy lepiej od siebie i wierzymy, że raniąc siebie dla nich w jakiś sposób uświęcamy to co robimy. A jest to zwykła głupota.”
Czyli Nergal nie pasjonuje się heavy metalem tylko się dla niego poświęca? Tak samo pozostali muzycy heavymetalowi? I tak samo ja? Dobrze wiedzieć. Teraz to już zupełnie nie wiem o co chodzi w moim życiu. I jak mam wybrać ten cały kierunek?

Mateusz

“Zrób listę osób, które brzmią sensownie, a potem zrób research – sprawdź jak żyją, popytaj na różnych forach, etc.”
Robiłem już takie researche. Przeczytałem nawet biografie wielu znanych muzyków. Wielu z nich przeszło przez piekło. Wolałbym aby moja droga wyglądała inaczej. Zazwyczaj są to osoby które cieszą się popularnością, względnym dobrobytem, itd. Ale ich życie prywatne wygląda często gorzej niż moje (w skrócie już je opisałem). Niedawno dowiedziałem się że mój ulubiony żyjący gitarzysta rozwiódł się ostatnio z żoną, przy rozwodzie sędzia orzekł/a że ma on żonie (która zajmuje się wyłącznie ostrzykiwaniem sobie ust botoksem, ponieważ prawdopodobnie jej marzeniem jest przemiana w glonojada) co miesiąc płacić 100 000 $ – tylko i wyłącznie dlatego że była jego zoną. Droga trochę ta pani do towarzystwa. Wniosek? Nie żenić się? Super wnioski można wyciągać ucząc się na przykładach z internetu, prawda?
“Gdybyś pokorzystał z Google i posłuchał wywiadów wielu zespołów to wiele z nich jasno i wyraźnie mówiło jaka była ich droga do sukcesu, co robili, jak żyją, jak podchodzą do muzyki i wielu innych tematów. Rozsądek w tym, czego szukamy i co wybieramy nie boli.”
Słucham wywiadów i czytam biografie – ich życia wcale nie wyglądają tak jak chciałbym aby wyglądało moje. I dlatego w przeciwieństwie do nich jeszcze studiuję, nie chcę być zależny od kaprysów wytwórni (tak jak niezliczone przykłady muzyków metalowych, których tu nie przytoczę), ani przez lata głodować (tak jak np. muzycy Gn’R) po to by po spektakularnym sukcesie odbić sobie to w używkach (których zresztą zdążyłem popróbować).
“Napisałem wyraźnie czym jest poświęcanie się, a Ty nagle twierdzisz, że wszyscy metalowcy tak robią… a może pora wreszcie otworzyć trochę swoje oczęta i wyjąć głowę z “dupska umysłu”?”
Znaków zapytania na końcu zdania nie używam przez przypadek. Chciałem się upewnić czy dobrze rozumiem, a nie generalizować.
“to może chociaż zacznij od tych co mają na tyle szacunku, by chociaż innym pokazywać się ze strony elegancji…?”
Cóż, nie postrzegałem tego od strony szacunku. Widziałem w tym próby manipulacji i oszustwa. Mój umysł nie lubi ludzi popularnych w internecie, można wręcz powiedzieć że ma na nich alergię.

Paweł

Mateusz- jezeli Piotrek ci mowi, ze masz zrobic tobi tamto, to masz to zrobic i koniec. Oczywiscie jezeli chcesz wyzdrowiec i wynormalniec. Rzuc ten metal w p…zdu i zacznij sluchac/ tworzyc muzyke, ktora kalibruje sie wysoko, tak jak ci Piotrek mowi. Ja akurat takiego problemu jak ty nie mam( w kwestii muzyki) bo metalu nie lubie( chociaz kiedys, dawno dawno temu sluchalem) i np. muzyka Santany mi sie podoba, ale jak chcesz byc ” normalnym” czlowiekiem i przestac sie meczyc i cierpiec, to albo woz albo przewoz. Ja np. w ktorej ksiazce Hawkinsa przeczytalem ze muzyka klasyczna pomaga we wspinaniu sie na wyzsze stany swiadomosci i zaczalem jej sluchac i kurde, zaczyna mi sie nawet podobac. Ja staram sie rezygnowac i odcinac od wielu rzeczy, bo chce byc zdrowy i cieszyc sie zyciem. Wiec wybieraj- albo stosujesz sie do rad Piotrka, albo brodzisz w szambie. Twoja decyzja.

Łukasz

Oto przykłady muzyki z poziomu miłości+:
– Robert Gass & On Wings of Song – “Alleluia”, “Kyrie” (700)
– Canon in D – Johann Pachelbel (645)
– Chóry gregoriańskie (595)
– “Amazing Grace”- John Newton (575)
– “Ave Maria” (575)
– “Silent Night, holy night” (575)
– “Joy to the World” (575)
– Muzyka Georga Harrisona (540)
– Muzyka Johanna Sebastiana Bacha (530)
– Muzyka Carlosa Santany (515)
– Muzyka Ludwiga van Beethovena (510)
– Muzyka Georga Friedricha Haendela (510)
– Muzyka Johnny-ego Casha (505)
– Muzyka Boba Dylana (504)

Piotrze ta muzyka bardzo kojarzy mi się z kościołem.

Łukasz

No właśnie i umysł od razu pomyślał o tym ,że dzisiejsze kobiety nie lubią religijnych ludzi i że tacy ludzie duchowi są sami do końca życia jak jakaś sekta.

Syzyf

Co ciekawe – w roku 2004, gdy dr Hawkins wykalibrował hip hop, był to poziom 270! Niezwykle wysoko. Teraz kalibracja pokazuje mi, że hip hop ogólnie nie przekracza 200. Dobrze, gdyby ktoś to potwierdził, bo to bardzo duży spadek, szczególnie, że wynik jest poniżej granicy.

Ja zaczynając pracę z WOP po nie pamietam dokładnie ilu, ale wiem że był to krótki czas, zacząłem wyrzucać z swojego odtwarzacza duuuuzo muzyki, po prostu tak czułem, włączając kilka piosenek kiedy sie żegnałem z setkami utworów, czułem niepokój,stres, ogólnie uaktywniła się energia w okolicach brzucha którą odczuwalem jako rozdraznienie, napiecie strach i pochodne strachu.
Teraz jeśli coś slucham z rapu, to w większości jest to kilku wykonawcow, którzy według mnie nie mają destrukcyjnej muzyki.
Co ciekawe w Polsce jest raper który po swoim uzaleznieniu od narkotyków, pobycie w więzieniu wzrósł w świadomości i temu zagadnieniu coraz bardziej poświęca swoje albumy, nazywa się AK 47
Ak 47 Pierwszy Dzień w piekle
Ak 47 Czyściec
To dwa albumy w których dużo jest temu poświęcone
Jest też raper który oddał swój talent żeby chwalić Boga w swojej muzyce, tak jest chrześcijaninem, wydaje się być bardzo pogodnym,szczęśliwym człowiekiem, wydaje się być wyżej w swiadomosci. Jego pseudonim to TAU.

Ktos nizej napisał że nie chce wylewac negatywnisci i ze z tą muzyką jest aż tak źle.

https://youtu.be/OYO4NHONmZ4

https://youtu.be/Jiwz9ryu7Bw

https://youtu.be/U-_HXaiSPmg

https://youtu.be/f31d34vRuwU

Jeśli nie będziesz słuchać wszystkiego jak leci, szczegolnie tego co na topie, to niekoniecznie.
Znajdziesz dużo ciekawych wykonawców.
Moim zdaniem oczywiście ;-)

Paweł

Witaj Piotrze. Ostatni weekend poswiecilem praktycznie na odczuwanie emocji z intencja uwolnienia. Zarowno w sobote, jak i w niedziele, lezalem i odczuwalem od godz. 12 do 21, robiac sobie przerwy, tylko zeby cos zjesc, napic sie i zalatwic. W niedziele bodajze, bo juz dokladnie nie pamietam, podczas odczuwania, doslownie przez pare chwil, doswiadczylem takiego stanu, ze az ciezko to opisac. Byl to taki blogostan, jakas taka milosc, ekstaza, cieplo, dobro, tak, tak, jakbym byl na haju. Trwalo to moze z 10-15 sekund. Co to mogl byc za stan? Czy to byl Bóg? Miales kiedys cos takiego. Naprawde, to bylo takie uczucie, w ogole mi nie znane nigdy przedtem. Nigdy czegos takiego nie doswiadczylem. Potem oczywiscie, wszystko wrocilo do ” normy”, czyli tu ucisk, tam scisk itd.
Swoja droga, nie dziwie sie, ze ogladam porno, bo z tego, co widze, czuje itd., to tyle we mnie tego szamba siedzi, ze nie wiem ile takich sesji bede musial odbyc, zeby sie oczyscic. Najbardziej mnie ciekawi, czym tamte uczucie bylo.

Paweł

Super. Dzieki. Podniecony jestem jak nie wiem co hehe. Dzieki Piotrek, bo gdybym twojego bloga nie czytal, to pewnie nigdy bym sie za siebie nie wzial. Odwalasz od chuuuuu…a nieocenionej roboty. Pozdrawiam! :)

Paweł

Ok. Dzieki jeszcze raz.

Paweł

Ostatnio Piotrze natknałem sie na taki filmik: https://www.youtube.com/watch?v=72GnVHLwZ1c
Ten pan/chłopak opowiada, jak spotkał pana Hawkinsa i mówi, że to było niesamowite przezycie ( na dowód pokazuje zdjecia) W innym filmiku natomiast mówil, ze równiez doswiadczyl takiego stanu, ktory ja ostatnio mialem. On uwalnial w pracy, podobno przez 10 godzin i jak go w koncu “puscilo”, to tez opisuje, ze ogarnal go blogostan, ktory, nie wiem, czy dobrze zrozumiałem po angielsku, trwal chyba 3 dni. Mozliwe jest cos takiego? Moglbys w ogole sprawdzic, na ile kalibruje sie ten czlowiek i to co mowi? Warto te jego filmiki ogladac?

Paweł

“A Ty mimo to dalej szukasz po internecie jakichś innych ludzi.”
No wlasnie zaczynam sobie to uswiadamiac. Moze inaczej. Ty mi to uswiadomiles. Zamiast zajac sie soba ja caly czas szukam- nowszych ksiazek, filmikow artykulow itd. Czy w moim przypadku to jest to, o czym pisal Hawkins, ze to moje ego sie broni, bo sie boi i robi wszystko, zebym tylko nie odczuwal i nie uwalnial?

Paweł

Ok. Przestaje juz czytac, tylko zaczne dzialac. Czy w takim razie w moim przypadku, mam dalej przerabiac Kurs Cudow, czy na razie odpuscic?

Paweł

Wedlug mnie rola KC jest pokazac nam jak naprawde wyglada swiat. Ja szczerze mowiac chcialbym pozbyc sie tego ciezaru, ktory we mnie zalega o lat, bo juz mialem nawet momenty, ze myslalem o samobojstwie, zeby sie go pozbyc. Chcialbym tez odnalezc i poznac Boga, o ile to jest mozliwe. Chcialbym po prostu zyc, a nie wegetowac. Mialem nadzieje, ze KC mi w tym pomoze i ze ogolnie otworzy mi oczy i wlasniebpokaze, jak ten swiat wyglada naprawde.

Paweł

Ok. Dziekuje jeszcze raz.

Piotrek

Łooo
to może zacznę też tak uwalniać np 1h od razu po sesji z nagraniami

Paweł

Piotrze, a jak uwolnic sie od przekonania, ze ” kobiety to wariatki”? Czy jest to spowodowane moim poziomem swiadomosci i niskimi emocjami, jakie w sobie nosze? Chodzi o to, ze bylem wychowywany od malutkiego, bez ojca, przez matke i babcie. One sie caly czas klocily ze soba, w domu nigdy spokoju nie bylo. Wieczne awantury i wyzwiska. Mnie bily bez powodu. Szczegolnie tfu babcia sie znecala nade mna. Robilem dla nej arkusze wybaczania i juz nienawisci do niej nie czuje, wrecz jest mi jej zal, ze taka pi…rdolnieta byla. Ale zostalo mi w glowie, ze kobiety to wariatki. Gdy widze na ulicy kobiete, ktora mi sie podoba i przez mysl mi przejdzie, ze fajnie by bylo do niej zagadac i ja poznac, to od razu w glowie wlacza mi sie retrospekcja z moich dzieciecych lat i widze przeblyski dwoch wariatek i od razu wyobrazam sobie, za ta dziewczyna tez taka jest- czyli wariatka i od razu przechodzi mi ochota na jakiekolwiek amory. Po prostu, tak, jakby mi sie jakis program odpalal-“uwaga, uwaga, kobiety to wariatki”. Wydaje mi sie, ze przez to, stracilem wiele okazji na poznanie jakiejs fajnej dziewczyny. Okazji zbyt duzo nie mialem, ale te, co mialem sabotowalem, zaprzepaszczalem itd. Chyba bede sam do konca zycia przez to. Czy to, jak ja postrzegam kobiety, da sie zmienic uwalnianiem, czy tu potrzeba jakichs “grubszych dzial”? Mam ndzieje, ze w miare zrozumiale i z sensem napisalem. Dzieki.

Piotrek

Podoba mi się to co pisałeś o filmach: ludzie się nie zastanawiają, nie wizualizują, że gdyby w rzeczywistości fizycznej ktoś jak postaci z Pulp Fiction kogoś zabiły to uciekali by lub zamarli w totalnej rozpaczy i że to WCALE nie jest fajne.

Fajnie też że wspomniałeś ten film ,,John Wick”. Pamiętam kiedyś taką dziewczynę która na Twitterze podała dalej ,,jedną z najlepszych scen”. Ja pier***. Scena zabijania iluś ludzi w ciągu kilkunastu/kilkudziesięciu sekund na różne sposoby bez żadnego oporu ani refleksji. TO KOSZMAR że ktoś może uważać przemoc/śmierć jako rozrywkę i nie mówię tego jako jakaś ,,niemęska ciota” tylko jako człowiek który uczył się realnej samoobrony i zdaję sobie sprawę jak poważną rzeczą jest przemoc.

Co do bomby atomowej się jednak nie zgadzam. Nie wydaje mi się żeby ludzie się jakoś szczególnie zachwycali. Za to w środowiskach geopolitycznych wyraźnie jest wskazane że skończył się okres dużych, totalnych wojen właśnie ze względu na istnienie broni atomowej i sprawnych systemów jest przenoszenia. Wg mnie wielu decydentów ze strachu dopuściło do głosu ludzi rozsądnych, którzy przyczynili się do poprawy pokoju na świecie, pomimo małych wojen toczących się w niektórych rejonach globu.

Łukasz

Piotrze w wielu artykułach piszesz o sexie z kobietami,a co jeśli facet nie chce wchodzić w związek a mieć sex? Większość kobiet coś musi poczuć do faceta i oczywiście zaufać mu, żeby się mu oddać.Ja mam kilka przyjaciółek i One same mówiły,że sex bez uczuć nie jest przyjemny.

Podobne Wpisy:
Cnoty (Część 9) – Stabilny, Honorowy, Serdeczny/ciepły, Prawdziwość/autentyczność, Zadowolenie/bycie przyjemnym

Cnoty (Część 9) – Stabilny, Honorowy, Serdeczny/ciepły, Prawdziwość/autentyczność, Zadowolenie/bycie przyjemnym

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat cnót charakteru! Części 1-8 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Cnoty (Część 1) – Wstęp i szczerość. ► Cnoty (Część 2) – Ciężka praca, Odwaga. ► Cnoty (Część 3) – Moralność, Ciepło, Pracowitość/Pilność, Niefrasobliwość. ► Cnoty (Część 4) – Wytrwałość, Dobry/uprzejmy, Bycie pomocnym, Pozytywny. ► Cnoty (Część 5) – Rozważność,… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 8
Czym jest Rozwój Emocjonalny i dlaczego zazwyczaj robimy to źle?

Czym jest Rozwój Emocjonalny i dlaczego zazwyczaj robimy to źle?

W poprzednim Wpisie podzieliłem się z Tobą następującą informacją: Rozwój intelektualny nie jest równoległy, ani tożsamy z rozwojem emocjonalnym. Co to za bestia, gdzie ma rogi i jak je chwycić? Da się zauważyć, że rozwój intelektualny w dzisiejszych czasach opiera się na pamięci. Bo oczywiście dwoma osobnymi tematami jest – jaki powinien być, a jaki… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 1
Mechanizm Nawyków – Wstęp (Wideo)

Mechanizm Nawyków – Wstęp (Wideo)

W tym filmie opowiem Ci o pewnej funkcjonalności naszego mózgu, z której wszyscy nieświadomie korzystamy – i taki właśnie jest jej cel – by była dla nas nieświadoma. Mówię o tworzeniu nawyków. Czym jest nawyk na pewno wiesz – jest to zachowanie, które powtarzasz automatycznie, często nawet nie myśląc o nim. Nawykowo możesz sięgać po opakowanie… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0
Niewinność a wina (Część 1)

Niewinność a wina (Część 1)

Witam Cię serdecznie! Dzisiaj poruszę temat niewinności – temat trudny ale ważny. Przedstawię go w oddzieleniu od karygodności i odpowiedzialności. Nie będziemy skupiać się na czynach społecznie i prawnie postrzeganych jako przestępstwo. Skupimy się na życiowych błędach, z którymi kojarzymy poczucie winy, wstyd i ból. Ale najpierw rozważny dlaczego do tego w ogóle dochodzi. Świadomość… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 12

WOLNOŚĆ OD PORNO