Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/15

Witam Cię serdecznie!

Kontynuujemy bardzo istotny temat świadomości, kontekstu i subiektywności.

Część 1 znajdziesz klikając na link poniżej:

► Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 1)

Świadomość – co to jest?

Zacznę, że jest to coś o czym pojęcia nie ma przytłaczająca większość ludzkości i coś kompletnie pomijanego, a nawet wyśmiewanego przez naukę. Nie jest praktycznie nigdzie przekazywana wiedza na ten temat. Temat czego – wyjaśni ten artykuł.

No bo powiedzmy naukowcowi, że samo patrzenie na Księżyc już go zmienia (twierdzenie to kalibruje się powyżej 500). Więc gdy patrzymy na Księżyc to już jest inny Księżyc, niż przed sekundą. Dlaczego? Bo w poprzedniej części mówiłem – rzeczywistość jest STWARZANA non stop. A na to ogromny wpływ ma nasza świadomość.

Dla naukowca i ludzi, którzy wierzą, że rzeczywistość już jest stworzona i tyle pozostaje tylko zmaganie się z tym, co jest.

Bo to jedna z fundamentalnych iluzji na temat Boga – że kiedyś, w przeszłości stworzył świat i tyle. Przyczyna, skutek, kolejna przyczyna, kolejny skutek i tak się to dzieje jak odbijające się kule bilardowe po pierwszym uderzeniu. A tak nie jest. Jest jedna przyczyna wszystkiego i jest obecna cały czas – jest immanentna. Religia dodatkowo dorzuciła kolejną iluzję – że Bóg czeka na nas nie tylko w innym czasie – w przyszłości ale też innym miejscu – tym, do którego idziemy po śmierci…

Natomiast ludzie wzrastający w świadomości – szczególnie wkraczający na niezwykle wysoki poziom Akceptacji – zaczynają dostrzegać, że mogą kreować swoje życie zgodnie ze swoim życzeniem. Gdzieś tam to powiedzieli w religii – że Bóg stworzył nas na swoje podobieństwo. Czyli m.in. dał nam możliwość kreacji – wyboru.

Ludzie niżej sądzą, że muszą sobie poradzić z tym, co dostali od losu/od Boga. Ludzie w apatii, winie i wstydzie w ogóle sądzą, że są ofiarami tego, co się im przytrafiło.

Ludzie w jeszcze wyższej od Akceptacji świadomości widzą coraz wyraźniej potężny wpływ tego, co utrzymują w sobie i że WSZYSTKO co mają nie jest przypadkowe (i jest nawet pozytywne!). I starają się od tysięcy lat nauczyć innych, by zważali co utrzymują w sobie, bo tego doświadczą.

Naturalnie dla większości ludzi, którzy nie rozumieją wpływu świadomości na (swój) świat, na (swoje) życie, na (swoje) doświadczenia, mówienie o Księżycu nic nie wnosi do ich życia. Wręcz przeciwnie – może bardzo namieszać. Sprytne ego może wręcz zacząć dociekać o co chodzi z tym Księżycem, by uciec od np. bolesnego tematu niskich zarobków w swoim życiu.

Ja mówię o tym, by przekazać to, co jednocześnie ważne ale i praktyczne – my stwarzamy swoją rzeczywistość. Mam na myśli, że nawet jeśli ktoś powie Ci 1000 razy, że jesteś gorszy, zły, że tatuś czy mamusia Cię nie kochali i że Cię nie chcieli, NIE MA żadnego wpływu na Ciebie. Wszystko negatywne czego mogłeś(aś) doświadczyć, będące konsekwencją tego przekonania nie wypływa z rodziców ale Twojej niewinnej nieświadomości (czyli niskiego poziomu świadomości).

To MY mogliśmy uznać to za prawdę. My się tego złapaliśmy i na podstawie tego obudowaliśmy tzw. “poczucie własnej wartości”. Nawet 5 miliardów ludzi mogłoby nam powiedzieć, że jesteśmy gorsi ale czy to w jakikolwiek sposób by na nas wpłynęło? No, jeśli wierzylibyśmy, że tak, to nasz problem, bo to NASZA wiara w to, by to zasiliła. Rzeczywistość jest taka, że to co sądzą inni nie ma żadnego wpływu na cokolwiek. Oprócz ich własnego, subiektywnego doświadczenia.

“To działa” też w drugą stronę – miliard osób może modlić się za nas i nic to nie zmieni. Nic. Bo to jacy jesteśmy to NASZA decyzja. Nasz wybór. I nasza odpowiedzialność. Natomiast widząc, że inni się za nas modlą może stać się dla nas podstawą, by nareszcie wybrać inaczej. Ale samo z siebie nic nie zmieni!

Wszyscy ludzie mogliby przez 10 lat modlić się, by wszystkie drzewa (lub chociaż jedno) zaczęły mieć niebieskie liście. I nagle drzewa zaczęłyby mieć niebieskie liście? Nie! Bo rzeczywistość jest jaka jest.

Cały świat mógłby się modlić, by jakiś morderca nie popełnił więcej zbrodni. Ale on i tak dalej by je popełniał! Dlaczego? Bo Bóg nie słucha naszych uniżonych próśb i modlitw?

Nie. Bo człowiek ten ma wolną wolę, której nikt nie może mu odebrać. Problem nie jest w mordercy, tylko w nas. Dlaczego my się modlimy? Czy choć jedna osoba ZAAKCEPTOWAŁA tego człowieka dokładnie takim jakim jest? Czy mu wybaczyła? Czy my go zaakceptowaliśmy i mu wybaczyliśmy? Czy zrobiliśmy to, o ważności czego nauczali najwięksi Nauczyciele tego świata?

Czy miliard ludzi modlący się, by krokodyle przestały zjadać śliczne gazele spowoduje, że krokodyle przestaną, bo im się zrobi głupio? Gdzie tam! Dalej będą jadły i gazele, i małe dzieci.

-> Deal with it. <-

Módl się przez 50 lat, by Twoje dziecko przestało brać narkotyki. Czy coś to zmieni? Prawie na pewno nie. Bo dopóki go nie zaakceptujesz – dopóki w Waszej relacji nie zacznie płynąc niewidzialna (dla zmysłów) energia Miłości, to ta osoba nie dostrzeże swoich błędów i ich nie skoryguje. No chyba, że naprawdę porządnie zabolą je konsekwencje swoich wyborów.

Dlaczego więc wpływa na nas opinia obcej osoby i to jeszcze nieraz będąca zwyczajną projekcją? Bo wiara w to to już jest program! Bzdurny i niedojrzały. Ale oddziałujący na nas z taką samą siłą jak najmądrzejsze i najbardziej wspierające przekonanie.

Powiedziałem, że patrzenie na Księżyc natychmiast go zmienia, a teraz mówię, że to, co sądzimy na cokolwiek/kogokolwiek nic nie zmienia w rzeczywistości. Zgadza się. Bo myślenie to proces zupełnie inny, niż świadomość. Nie my zmieniamy Księżyc. To, przez co w ogóle na niego patrzymy i z jaką świadomością, jest tym samym co go stwarza, stwarza nas i spowodowało, że go w ogóle dostrzegliśmy.

Zresztą świadomość to nie proces.

To, co się przenika to niewidzialna energia, która podąża za świadomością. Czyli tym, czego większość ludzi jest zupełnie nieświadoma.

Ok, a jak możemy tego doświadczyć, żeby nie musieć badać Księżyca? A prosto. Poprzez kontakt z drugim człowiekiem.

To, co jest w polu naszej podświadomości wraz z naszą intencją wpłynie na doświadczenie i jego rezultaty w sposób kompletnie niedostrzegalny i decydujący. Zawsze tak było, jest i będzie.

Dwóch mężczyzn może ubrać się tak samo, tak samo pachnieć, tak samo podejść, powiedzieć to samo do tej samej kobiety w tych samych okolicznościach, a reakcja tej kobiety w obu przypadkach będzie zupełnie inna. Bo kluczowe było to co niewidzialne – intencja, poziom świadomości, zawartość podświadomości, energia – świadomość obu mężczyzn.

Jeden był np. na poziomie Akceptacji, drugi na poziomie Dumy. Ten na poziomie Akceptacji będzie miał rezultaty pozytywne, a ten w Dumie… różne. NIEZALEŻNIE co myśleli.

Co więcej – nie ważne jakie rezultaty będzie miał ten na poziomie Akceptacji. Bo jeśli mówię, że jego rezultaty będą pozytywne NIE oznacza, że kobieta zawsze zareaguje pozytywnie. Chodzi o to, że NIEZALEŻNIE jak zareaguje kobieta, człowiek w Akceptacji wyciągnie korzystne dla siebie, budujące wnioski. Bo taką sam stwarza sobie SWOJĄ rzeczywistość.

Natomiast człowiek w dumie jeszcze bardziej się pogrąży, bo oczywiście reakcję inną, niż oczekiwaną uzna za złą. Zacznie projektować dumę, gniew, winę, opór na kobietę, a nawet na wszystkie kobiety.

I to pokaże poprawność stwierdzenia – “Bogaci się bogacą, a biedni biednieją”.

Bo to, co dajemy – wraca do nas pomnożone.

ZANIM jednak gdziekolwiek “pójdziemy w świat”, NAJPIERW należy zająć się sobą (ba!).

Co robimy w kwestii negatywnych myśli i niskich emocji? Dalej się im opieramy, myślimy jak szaleni i staramy się ich uniknąć? Nadal wierzymy, że my myślimy i negatywne myśli mają sens i trzeba z nimi walczyć? A gdy czujemy coś niskiego, to dzieje się coś złego?

Na jakim poziomie jesteśmy? Czyli – na jakim poziomie WYBIERAMY, BY BYĆ?

Tylko prawda – radykalna, brutalna, absolutna – może cokolwiek zmienić. Bez uczciwości NIC się nie zmieni na lepsze. Nic.

Zmierzenie się z prawdą NIE oznacza, że mamy zacząć się użalać, bo np. przez 10 lat obijaliśmy się jak największy leń. Mamy to zauważyć i ZAAKCEPTOWAĆ. Już sama nasza NIEOCENIAJĄCA świadomość zacznie to transformować. Bo jeśli nasza świadomość wpływa na Księżyc, no to na nasze życie – ciutkę mniejsze od Księżyca – wpłynie również. I to znacząco.

Opieranie się też wpływało – blokowało zmianę.

Każda negatywna postawa i działanie (bądź brak działania) to REZULTAT. To chwast. A jak usuwamy chwasty? Wyrywamy ich korzeń, a nie odcinamy łodygę po raz 47-my.

Działania to nie korzenie, tylko łodygi.

Rezultatem czego więc jest to, co robimy i czego nie robimy? Programów, emocji, oporu i intencji. Czyli tego, co podświadome i niewidzialne. A żeby to, co nieświadome przestało mieć nad nami kontrolę musi stać się świadome. Musi zostać objęte naszą świadomością. Im mniejszy będzie w niej opór i ocenianie, tym większy, pozytywny wpływ będzie miała ona na to.

Gdy zaś już stanie się świadome, MY zyskujemy WOLNOŚĆ WYBORU.

Bo samo nic się nie zrobi.

Kosmiczna niańka też nie przyleci i nie uporządkuje Ci życia, nie zadośćuczyni nikomu. To Twoja odpowiedzialność. Zawsze była i zawsze będzie.

Nikt oczywiście nie broni nam wybrać po raz kolejny to/tak samo. Znowu możemy więc uznać, że jesteśmy gorsi. Ok! Tylko po co? Bo oglądamy porno od lat i uważamy, że to POWÓD/dowód obniżania się naszej wartości? Ale już powiedziałem, że nasza wartość jest niezmienna i jedyne co się zmienia to jej POCZUCIE. A porno wybieramy, by uciec od tego, czego czuć nie chcemy i co jednocześnie przesłania w NASZYCH oczach naszą wartość. Czyli – wstyd, wina, żal, opór, gniew, duma, strach, pożądanie. A to zamyka koło.

Podkreślę też, że nieoceniająca obserwacja swoich zachowań i postaw NIE oznacza, że jest to postawa bierna. Wręcz przeciwnie! Przestajemy walczyć i opierać się i całą energię, którą trwoniliśmy na zmaganie się mamy rozdysponować na pozytywne, konstruktywne działania. Akceptacja to przeciwieństwo bierności. I tylko w stanie spokoju i trzeźwości podejmiemy zupełnie inne działania, niż w stanie oporu, zmagania, użalania, gniewu i dumy.

Bez 100% akceptacji nas i naszego życia nigdy go nie zmienimy.

W stanie spokoju (który jest czymś absolutnie innym, niż apatia) przestajemy być niewolnikiem naszej podświadomości, wliczając nawyki uzależnienia. Zaczynamy je dostrzegać, a więc zyskujemy świadomość wyboru. A zmaganie i to coraz silniejsze, to dalej to samo, nieświadome działanie, które podejmowaliśmy nawet od kilkudziesięciu lat.

To, co ważne, a mogło nie zostać zrozumiane –

jeśli sądzimy, że wyjdziemy z uzależnienia i nadal będziemy tym samym człowiekiem to GRUBO się mylimy.

Jedyne co ma ulec zmianie to my. Nikt i nic innego.

Ok, a tak bardziej konkretnie – co to jest ta świadomość?

Nie da się odpowiedzieć jednym zdaniem.

Po kolei – przyjrzyjmy się progresywnemu uświadamianiu sobie ludzkiej natury.

Najniżej mamy formę – czyli to, w czym utknęło jakieś 85%+ światowej populacji. A gdybyśmy wzięli pod uwagę całą historię ludzkości to jakieś 97-99%.

Forma – ego, linearność, wiara w przyczynę i skutek, dualność, myśli i wiele więcej. Wszystko, o czym myślimy, że jest realne niezależnie jak realne się nam WYDAJE i setkom milionów innych ludzi (no, bo 85% z powiedzmy 7 miliardów to prawie 6 miliardów).

Ok, a skąd to wszystko wiemy? Że np. jest ciało, pragnienie, brak, coś w świecie?

Bo następuje rejestrowanie tego. Rejestrowanie – zapisywanie odbywa się w jakimś “miejscu”.

Co rejestruje świadomość? Tylko to, co jest realne. Dlatego jeśli wierzyć będziemy w coś co nie istnieje, to po prostu będziemy słabnąć. Bo oddajemy własną energię w pustkę – w brak.

Tylko żeby mi tu ktoś nie zaczął wierzyć w urojone bajeczki, że jeśli w pracy ktoś go obraził i osłabł, to nie było to realne. Jeśli osłabłeś(aś), to było realne DLA CIEBIE. Bo w to uwierzyłeś(aś).

Każdy musi żyć UCZCIWIE na własnym poziomie świadomości.

Rachunki są realne. Konsekwencje naszych wyborów są realne. Wypicie dużej ilości wódki zatruje nas. Obejrzenie porno zniszczy nam mózg.

Jeśli wobec czegoś słabniemy, to nasza POSTAWA odnośni tego jest do korekty.

Jak jest to rejestrowane? Bo to rozpoznajemy – uświadamiamy sobie.

Dlatego mówię, że bez świadomości źródła problemu nie da się go rozwiązać. Już w drugim Module Programu Wolność od Porno zaczynamy uświadamiać sobie PRZYCZYNY uzależnienia.

Przykładowo – pies nauczy się rozpoznawać, że go wołamy używając jego imienia – i powinien przyjść do nas. Bo rejestruje to jego świadomość. Tak samo my – możemy nauczyć się rozpoznawać, że zdanie – “Jesteś(m) gorszy(a)” – ma na nas jakiś wpływ i będziemy słabnąć. Bo to zdanie, to rozpoznanie nie ma żadnego zaczepienia w rzeczywistości.

Wszystko przez co słabniemy nie jest realne. Warto zdawać sobie z tego sprawę.

Ale ponownie – wódka jest realna. Natomiast sama się nam do gardła nie wlała… Bo nie w wódce jest problem ale w nieświadomości własnego wyboru.

Więc żeby mi tu nikt nie szedł bić się z grupą przypakowanych dżentelmenów licząc, że znikną. Przypominam że po drodze do poziomu Miłości, Radości, Błogości jest poziom Rozsądku, którego przeskoczyć się nie da.

Dzidziuś może sobie pozwolić na beztroską, a nawet nierozsądną radość, bo odpowiadają za niego rodzice. Malutkie bobo jest zwolnione z odpowiedzialności. Człowiek dorosły nie. Odczuwanie radości i szczęścia nie ma wykluczać np. naszych problemów i negatywnych cech charakteru. Uwzględniamy je, a i tak wybieramy radość.

Ludzie mądrzy uczą, by skupiać się na pozytywnych cechach charakteru i je rozwijać i kompletnie nie zajmować się swoimi negatywnymi cechami. Bo im mniej się nimi zajmujemy, tym mniejszy wpływ na nas mają. A co robi większość ludzi? Opiera się i zmaga z nimi…

Rejestrowanie to trzeci, bardzo niski poziom odsłaniania się świadomości tego, kim jesteśmy. Wiele osób wybiera, by wierzyć w program, że są swoimi myślami i ciałem. Na ciało mówią “ja”, na myśli/umysł mówią “ja myślę”. Dlatego ich odczucia i poziom energii zmieniają się wraz z myślami i emocjami. Są też ludzie, których poziom energii zmienia się wraz ze zmianą ciśnienia atmosferycznego – gdyż wierzą, że ciśnienie na nich wpływa. Bo taki mają poziom rozpoznawania. To zarejestrowali, uznali za prawdę i takie stało się ich doświadczenie.

Pytanie – czy taka jest rzeczywistość, BO tego doświadczają? Nie. Taka jest ICH rzeczywistość, bo NAJPIERW w to UWIERZYLI. A dla ich umysłu to stało się dowodem i powodem do jeszcze silniejszego cementowania swoich przekonań na temat rzeczywistości oraz samych siebie.

Widzimy więc utknięcie na formie – na najniższym poziomie. Konieczne jest wyjście z tego poprzez np. praktykę medytacji.

Dopiero wtedy możemy rozpoznać, że jednak jest coś/ktoś, co/kto obserwuje i doświadcza. Możemy obserwować swoje ciało i myśli.

A wszystko co możemy zaobserwować – tym nie jesteśmy.

Gdybyśmy zapytali się wróbelka czym jest – co by nam odpowiedział? Odpowiedziałby, że śpiewa, lata i tyle. Cokolwiek o wróbelku mógłby powiedzieć wyłącznie jego obserwator – czyli ktoś, kto nim nie jest.

M.in. dlatego mamy dwie płcie i świat dualny – aby rozpoznawać w sobie nawzajem to, czego jeszcze nie uświadomiliśmy sobie na swój temat – np. piękno, troskliwość kobiety lub odwagę i śmiałość mężczyzny.

Tak czy siak nie jesteśmy tym, co jesteśmy w stanie zaobserwować.

I już sama nasza obserwacja wpływa na to. W zależności co utrzymujemy w swojej świadomości na ten temat wpływ będzie pozytywny lub negatywny. Dlatego jeśli będziemy się tym zajmować, np. zmagać, zamiast przede wszystkim skorygować swoją świadomość, to NIC nie ulegnie zmianie na lepsze w NASZYM życiu i doświadczeniu.

Zastanówmy się – jeśli bylibyśmy ciałem, to dlaczego ludzie, którzy np. stracą rękę dalej mówią o sobie “ja”, a nie “trochę mniej mnie”? Dlaczego po obcięciu włosów czy schudnięciu 40-tu kilo dalej mówimy o sobie to samo “ja”? Bo to tylko przekonanie i to wielce uproszczone. To bardzo niski poziom świadomości. Ale umysł ma to gdzieś.

Umysłu nie obchodzi, że aby cokolwiek mógł stwierdzić, to najpierw pozbywa się 99% faktów.

Uzależnieni sądzą, że są swoimi wyborami, emocjami, oporem, bólem, etc. Uzależnienie jest m.in. po to, by przez coraz większe cierpienie wybrali wreszcie inny kierunek, a nie dumną, głupią, własną rację.

Wracając do doświadczania – gdybyśmy byli myślami czy myśleniem, to nie moglibyśmy tego zaobserwować. Bo czy myśl jest świadoma siebie lub innej myśli? Nie! Czy ręka jest świadoma siebie? Nie! Ale my możemy stać się świadomi ręki. Możemy stać się świadomi myśli i myślenia. Możemy to zaobserwować.

Czy możemy w jakikolwiek sposób wpłynąć na myślenie? Nie! A przecież gdybyśmy to my myśleli, to wyraźne życzenie/rozkaz “Przestań myśleć/chcę teraz przestać myśleć!” spowodowałoby, że umysł (czyli rzekomo my) przestanie myśleć.

No, to do dzieła Drodzy Czytelnicy! Rozkażcie swoim umysłom (albo rozkażcie sobie), by przestały myśleć na 10 minut. Tylko 10 minut. Pokażcie jaką to kontrolę macie nad myśleniem. Proszę bardzo. Zanotujcie jacy to posłuszni byliście względem swojego wyraźnego polecenia!

Więc poziom obserwatora i tego, co doświadcza umożliwia rejestrowanie formy – np. materii, zapachu, smaku, ruchu, przestrzeni, dystansu, myśli, etc.

I, co najlepsze – to dzieje się samo! No bo czy wybraliśmy, by rejestrować zapach? Czy możemy rozkazać nosowi i mózgowi, by przestały rejestrować zapachy? Gdzie tam! Możemy wrzeszczeć na nie, grozić, użalać się, karać, ranić, a i tak poczujemy zapach po 40-tu latach zmagania, by nie czuć. No chyba, że rozwalimy sobie nos lub porządnie uszkodzimy mózg. Tak jak i z myśleniem. Ludzie naprawdę nieźle poniszczyli sobie mózgi za pomocą porno, alkoholu, narkotyków, papierosów, a ich umysły dalej robią to samo mając gdzieś nasze zmagania! :) A ludzie ci dalej sądzą, że to oni myślą te wszystkie bzdurne negatywności… i skoro tak, to muszą być gorsi, zepsuci…

Kolejnym urojeniem jest sądzenie, że MY to robimy. Np. myślimy, czujemy, ruszamy ręką. Nie. To się dzieje samo!

Prosty test – wstań z tego, na czym siedzisz i ponownie usiądź. Ile z tych niezwykle skomplikowanych ruchów wymagających ogromnej ilości obliczeń, koordynacji mięśniowo-nerwowo-ścięgnowo-kto wie co jeszcze(j) wykonałeś Ty? Nic!!! Ty “jedynie” ustaliłeś(aś) intencję. Reszta stała/zadziała się SAMA. Ciało usiadło samo. Najpierw przeanalizowało otoczenie, znalazło miejsce do siedzenia i wykonało działanie. My nie wykonaliśmy z tego nawet 1%. To są FAKTY.

Więc – możemy zaobserwować, że coś widzimy, że coś czujemy. A raczej, że coś jest widziane, że coś jest odczuwane. Skoro możemy to zaobserwować, nie my to robimy. No ale jeśli żyjemy nieświadomie, to tego nie zaobserwujemy. Większość ludzi dopiero ból wyrywa z nieświadomości. Ale tylko na moment. Bo ich priorytetem jest ponowna ucieczka w nieświadomość.

Dopiero ponad tym wszystkim jest poziom świadomości tego wszystkiego. Nie Świadomości w ogóle ale tego poziomu rozpoznania naszej istoty. Możemy stać się świadomi tego, że myślenie odbywa się samo.

To jeden z warunków wyzdrowienia z uzależnienia – uświadomienie sobie, że nie my myślimy.

Że te wszystkie bzdury, które widzimy w umyśle i z którymi się utożsamialiśmy umysł myśli sam. I one nie mają nic wspólnego z nami! Co z tego, że widzimy tam słowo “ja”? Nic! To ma tylko takie znaczenie jakie sami mu nadamy! A jeśli słabniemy, no to oddajemy moc czemuś, co nie istnieje, czyli temu, co po prostu nie jest prawdą.

Mam nadzieję, że jasne staje się dlaczego mówię to wszystko?

Więc – możemy być świadomi, że odbywa się czucie – np. czucie wstydu. Przytłaczająca większość ludzi na tej planecie nie tylko sądzi, że oni czują wstyd ale że są tym wstydem i myślami! A tak nie jest. To odbywa się samo w tzw. polu atraktorowym, do którego podłączamy się i odłączamy naszą intencją i poziomem jakim wybieramy BYĆ.

Jeśli sądzimy, że to my czujemy, że jesteśmy wstydem i myślą “jestem gorszy” – no to sami właśnie określiliśmy/wybraliśmy swój poziom świadomości. Bo tym jest wolna wola. Nikt nie może jej zabrać wliczając Boga. Dopóki coś sami wybieramy, tego będziemy doświadczać – proste.

A co robi większość ludzi? Modli się, by Bóg zabrał to, co wybierają! “Boże, zabierz alkohol/porno z mojego życia!” Bóg tego na szczęście nie zrobi. Bo to Twoja lekcja, byś uświadomił(a) sobie, że Ty to wybierasz. A wybierasz to, bo masz z tego korzyści. Chcesz, by Bóg pozbawił Cię najwspanialszej możliwości wzrostu? Również na szczęście Bóg nie jest tym, w co wierzy większość ludzi na tej planecie (wliczając tych, co w Boga nie wierzą/przestali wierzyć).

Co by było gdyby wszystkie niechcące się uczyć dzieci modliły się, by Bóg zabrał od nich testy, sprawdziany, egzaminy i Bóg by to robił? Nie chciałbym jechać samochodem zbudowanym przez takiego człowieka.

Zauważmy, że gdybyśmy byli ciałem, to moglibyśmy wyraźnie zażyczyć sobie, żeby przestać krwawić po skaleczeniu. Ile osób powiedziało – “Ja krwawię”? Pewnie wszyscy. Ale tak nie jest. Krwawienie odbywa się samo, bo taka jest natura tego, z czego zbudowane jest ludzkie ciało (a nie my).

Podobnie z chorobą. Praktycznie każdy człowiek mówi, że on choruje. Ale czy naprawdę? A skąd to wiesz? Skąd pewność, że to prawda? Bo tak mówią wszyscy??? Bo tak się nam wydaje? No i?

Wiara, że my chorujemy, że bakteria czy wirus wyrządza nam taką szkodę powoduje, że my oddajemy własną energię wirusowi i dlatego “ma on wpływ” na nasze ciało. Bakteria nie ma na tyle mocy, by Ci cokolwiek zrobić. Całą moc oddałeś(aś) bakterii Ty. Nie mówiąc o wszystkich negatywnościach, które utrzymujesz w sobie i które Cię osłabiają (w tym układ immunologiczny)…

Jeśli chcesz zaobserwować wpływ własnej świadomości – idź w zimny, wietrzny dzień na dwór i zmieniaj swoje nastawienie odnośnie zimnego wiatru. Gdy zaczniesz go negatywnie oceniać i się mu mentalnie opierać, będzie Ci źle. A gdy go zaakceptujesz, pokochasz, dodasz radość – przestanie być Ci niekomfortowo! Zimny wiatr przestanie kompletnie na Ciebie wpływać!!! Dostrzeżesz więc naturę świadomości – spokój, radość, niezmienność tego stanu. Kochające BYCIE. NIEZALEŻNE od warunków zewnętrznych. Bo sami nadajemy im moc wpływu na nas.

I dlatego mówię, by poradzić sobie z dowolnym problemem należy przede wszystkim wrócić do stanu SPOKOJU, czyli pełnej AKCEPTACJI. Przestajemy walczyć, opierać się, mentalizować, negatywnie oceniać – czyli zasilać. Przestajemy oddawać temu energię. Bo energia podąża za świadomością. Dlatego, gdy się opieramy – gdy wybieramy niechęć – energia przestaje płynąć i nic nie może ulec zmianie na lepsze, tylko się nawarstwia.

Gdybyśmy byli ciałem, moglibyśmy przestać chorować w moment. Ale tak nie jest. Bo nie my chorujemy. Jesteśmy tylko tym programowani od najmłodszych lat.

Ileż osób dalej wierzy, że uzależnienie to jest taka właśnie bakteria, która ich zainfekowała! I że oglądanie porno nie ma nic wspólnego z tym, że oni sami to wybierają… no tak – przecież porno samo się włącza, sadza ich na krześle i zdejmuje im spodnie… Albo wódka sama się kupuje i nalewa. Albo papieros sam się zapala i wypala. No tak – same ofiary świata zewnętrznego…

Uświadamianie sobie natury tego, czym jesteśmy wiąże się z przekraczaniem iluzji myśli i emocji, w tym dumy. Duma jest niezwykle niziutko. I wydaje się pozytywna TYLKO względem jeszcze niższych od niej jakości – wstydu, winy, oporu, żalu, strachu, pożądania i gniewu. Ale jeśli zależy nam na zdrowiu, wolności i szczęściu, należy ROZPOZNAĆ to, czym duma jest. I z niej zrezygnować – przestać ją utrzymywać w sobie. Bo sami jej nadajemy moc i temu, co z dumą koresponduje. A nie jest to NIC wspierającego życie.

Poziomy od świadomości w górę nazywane są subtelnymi. I nie bez powodu. Bo aby zdać sobie sprawę z czegoś wyższego od myśli, emocji, ciała czy tego, co się nam przydarza potrzebny jest spokój. A spokój odnajdujemy w sobie poprzez progresywne uświadamianie sobie, że nie jesteśmy myślami, emocjami, ciałem, przeszłością, ani projekcjami. Że to wszystko urojenia umysłu.

Możemy WYBRAĆ spokój w DOWOLNYCH okolicznościach zewnętrznych.

Bo nigdy od nich nie zależeliśmy.

Ale jeśli mentalny rozgardiasz, umysłowy bełkot jest dla nas ważny, no to nie dostrzeżemy niczego ponad nim. I będziemy się nim wiecznie zajmować.

Świadomość jest niezmienna, bo to jest POLE. W świecie może wybuchnąć III Wojna Światowa, a my nadal jesteśmy niezmienieni. Jesteśmy spokojni, bo taka jest natura tego poziomu świadomości Siebie. Nie “siebie” pisanego z małej litery – czyli ego (przypominam, że pisanie np. “Ciebie” z dużej litery nie odnosi się do Wyższego Ja tej osoby, tylko oznacza wyrażony szacunek). A ten kto pisze “Siebie” z dużej litery popełnia zwyczajny błąd ortograficzny.

Od samego początku jesteśmy uczeni, że zależymy od zawartości – umysłu, myśli, emocji, wydarzeń w świecie, zachowań i słów innych ludzi. Ale tak nie jest. Dlatego słabniemy jeśli w to wierzymy, bo to oddawanie energii czemuś, co nie ma zaczepienia w rzeczywistości. Co więcej – jesteśmy uczeni, by się tym zajmować. Np. walczyć, zmagać, zmieniać.

No ale FAKT, że myślenie to proces NIESKOŃCZONY, daje nam do zrozumienia, że zajmowanie się myślami lub myśleniem to zadanie bez końca. Można w nim utknąć na całe życie. I wiele osób utyka. Np. próbuje wymyślić rozwiązanie dla problemu emocjonalnego. I problemu tego nigdy nie rozwiązuje.

Więc jeśli coś ze świata nas dotyka, to nie dlatego, że to ma większą moc, niż my, tylko tę moc sami temu nadajemy.

Znowu podkreślę – jeśli widzimy wielkiego jegomościa i to jeszcze pijanego, agresywnego i zmierzającego w naszym kierunku, to ROZSĄDEK nakazuje, by się zmyć. Duma nakazuje, by się stawiać i pyskować. Naiwność nakazuje, by próbować tę osobę zmienić – np. przekonać, by nas nie atakowała. Sami wybieramy co zrobimy i jesteśmy w 100% za to odpowiedzialni.

Dlatego poprzez medytację uczymy się to po prostu ignorować. I po problemie :) Przypomnę, że NIE oznacza to bierności. Bo “problem” to konstrukt mentalny. To projekcja tego, co czujemy i mentalizujemy na temat  świata zewnętrznego. Gdy odnośnie czegokolwiek wybierzemy spokój, to określenie “problem” przestaje mieć jakiekolwiek znaczenie. Ale będziemy mieli to, co wybierzemy (rozsądek!). Dlatego ucieczka dla jednej osoby może być “skazą na honorze”, a dla drugiej wspaniałym, szybkim i bezbolesnym rozwiązaniem. Są ludzie, którzy nawet nie chcą szukać/prosić o pomoc, bo “muszą to sami rozwiązać”. Duma ma różne formy…

A w świecie jest więcej idiotów niż ludzi rozsądnych, więc zajmowanie się nimi to również czas zwyczajnie stracony. Bo nie w nich jest problem.

Jak najlepiej przekroczyć poziom reprezentowany przez nieskończone myślenie? Przez ignorowanie tego.

Każdemu kiedyś “utknęło” coś w umyśle, np. jakaś melodia czy słowa piosenki. Wiele osób zaczyna wtedy to nucić – kompletnie nieświadomie. Inni zmagali się, a nawet narzekali i użalali, że cały czas coś słyszą w umyśle i nie chce to odejść. Ależ chce! Tylko te osoby same na to napierają.

Zwykłych drzwi nie otworzysz jeśli najpierw na nie naprzesz!

Więc jeśli coś cały czas odtwarza nasz umysł, to naszym zadaniem jest kompletnie przestać się tym zajmować – ignorować to. Absolutnie przestać oddawać temu energię. Jeśli uznamy to za złe – o! właśnie daliśmy temu energię. Bo oceniliśmy, nazwaliśmy to. Czyli już poszedł ładunek energii.

To samo tyczy się bólu – jeśli ból nazywamy, opieramy się mu, etc., to sami go utrzymujemy. Zasilamy. A jak mówiłem – świadomość jest niezmienna. Więc czując ból, nawet bardzo duży możemy cierpieć lub możemy być spokojni, a nawet radośni. Zależy to od naszego podejścia do bólu – od naszej świadomości odnośnie bólu. A na to mamy 100% wpływu i 100% odpowiedzialności.

Jeśli nauczymy się właściwego postępowania odnośnie “Łibidubidub” w naszym umyśle, właśnie nauczyliśmy się właściwego postępowania odnośnie wszystkiego w naszym życiu. Zdanie to kalibruje się powyżej 400 ale nie powyżej 500, więc poziom zgodności z Prawdą jest niezwykle wysoki.

Są ludzie (i to całkiem sporo), którzy wypominają innym coś, co zrobili lub powiedzieli 50 lat wcześniej! No ale to już przeszłość – to nie istnieje! No ale istniej dla tych osób, bo dalej trzymają się oni związanych z tym emocji. I jeszcze wierzą, że cierpią przez cały ten czas, bo ta osoba to zrobiła/powiedziała… ok ale cierpią na własne życzenie.

Ok, a teraz sprawa krytyczna –

wzrost odbywa się OD DOŁU DO GÓRY.

Nie odwrotnie! Jak ktoś ma do tego jakieś “ale” to niech mi pokaże jedną roślinę, która rośnie od góry do dołu… i bez cwaniakowania, że np. banan rośnie do dołu, bo takich komentarzy i tak nie zatwierdzę.

To niezmiernie ważne, by to zrozumieć. Mówiłem już – jeśli nie zaakceptujemy naszego obecnego poziomu, nie wzrośniemy! Po prostu. Bo sami naprzemy na to, co ogranicza nasz wzrost. Musimy uświadomić sobie swój poziom – dostrzec go, dostrzec co w nim nas trzyma (nic zewnętrznego). I sami wtedy możemy dokonać wyboru czy się tego puścimy, czy nie.

Raczej nikt kto czyta ten wpis nie jest na wyższym poziomie, niż EWENTUALNIE rejestrowanie. Bo jeśli we własnych słowach nadal używamy “ja” w odniesieniu do czegoś – no to prosty dowód, że jesteśmy niziutko. Bo ciało samo wszystko robi. My nic nie robimy. Jeśli nadal wierzymy, że np. my jemy, my wyspaliśmy się, my jesteśmy zmęczeni, my się wypróżniliśmy – no to dalej wierzymy, że jesteśmy ciałem. A więc wszystko co dzieje się z ciałem ma wpływ na nas. Dlatego w przypadku choroby nagle opada nasz poziom energii. Ale nie dlatego, że jesteśmy chorzy, tylko dlatego, bo się utożsamiamy z ciałem (poza tym choroba jest odpowiedzią ciała na utrzymywanie w sobie i w nim niskich jakości – energii i przekonań – albo manifestacją tego, albo oczyszczaniem się z tego).

A świadomość jest niezmienna, bo to jest pole. Naturalnie – pole, którego kierunek oddziaływania (pozytywny – wzmacniający lub negatywny – osłabiający) wybieramy sami.

W polu elektromagnetycznym może pojawić się miliard opiłków żelaza czy gwoździ i one nie zmienią pola nawet w minimalnym stopniu.

Ale każdy opiłek znajdzie się w takim miejscu pola, które koresponduje z jego WEWNĘTRZNYM ładunkiem i potencjałem.

Czy przypadku ludzi – ten ładunek wybieramy sami.

W oceanie są miliardy miliardów organizmów i czy one mają wpływ na ocean? Nie!

A jako ludzie zostaliśmy zaprogramowani, że jedna myśl czy słowo ma wpływ na nas i nasze życie… tak wielką moc ma nasza świadomość i wiara! Jesteśmy w stanie sprawić, że na nieskończoność wpływa jakieś bzdurne słowo zupełnie obcej nam osoby.

I jeszcze zostało nam wciśnięte bzdurne przekonanie, że trzeba używać SIŁY. A siła ma to do siebie, że ma ograniczony ładunek i cały czas musi być czymś zasilana. Pole nie musi. Dlatego jeśli chcemy żeby z naszego życia zniknęły negatywności, przestańmy używać siły.

Więc jeśli ktoś mi mówi – “Ajajaj! Ileż to we mnie jest emocji i oporu!” no to już wiesz dlaczego! Bo wierzyłeś/wierzyłaś w tak wiele nieprawd, bzdur i urojeń, że pojawiło się w Twoim ciele tyle impulsów, byś to dostrzegł(a) i wprowadził(a) korekty! No ale zamiast tego zajmowałeś(aś) się światem zewnętrznym, a nie wewnętrznym. Dlatego emocje i/lub ból nie mijały.

Aby to wszystko zobrazować, przykład z mojego życia.

Dość często byłem świadkiem (tylko nieświadomym) jak kłócą się różni ludzie.

Na początku w 100% utożsamiałem się z tym, co wtedy czułem. Bo gdy kłócą się ludzie, czyli projektują na siebie wstyd, winę, żal, gniew, dumę, opór, no to to rezonuje z tymi samymi jakościami w naszej podświadomości, jeśli mamy je stłumione.

Więc czułem się źle. Wierzyłem, że sam jestem gorszy i że moje samopoczucie zależy od tego, co robią inni. Dokonywałem jeszcze projekcji, że świat i ludzie są źli, negatywni. Więc zmagałem się, by kontrolować innych, a nawet gniewałem się i nienawidziłem, gdy inni nie dawali się kontrolować i robili to, co wyciągało ze mnie stłumione toksyny.

Potem zacząłem się oczyszczać i kłótnie innych ludzi wyciągały ze mnie mniej syfu, któremu się mniej opierałem. Dlatego miałem szansę zacząć OBSERWOWAĆ to, co się dzieje. Czyli przekroczyć FORMĘ i wejść na poziom REJESTROWANIA. Widziałem więc, że ktoś coś robi, a ja coś czuję i coś myślę. Mniej cierpiałem dzięki temu. Ale mimo wszystko dalej cierpiałem.

Dzięki dalszej pracy nad sobą wszedłem na poziom Rozpoznania. Zacząłem rozpoznawać, że coś czuję, co i że źródłem tego nie jest to, co się dzieje w świecie, czyli “na zewnątrz”. Rozpoznałem również, że nie jestem tym, co czuję. Nadal się jednak z tym identyfikowałem i walczyłem. Dlatego dalej cierpiałem.

Dopiero wejście na poziom Obserwatora – Tego, Kto Doświadcza pozwoliło mi oddzielić się od ciała, myśli, emocji i zdarzeń w świecie zewnętrznym. Przynajmniej tych, względem których oczyściłem się z oporu, emocji i negatywnych postaw oraz nierzeczywistych interpretacji. Mogłem nawet czuć ból i nie cierpieć – utrzymywać spokój.

Dużo, dużo później odsłonił się poziom Świadomości – czyli niezmienności niezależnie co się działo.

I znowu spotkałem na ulicy kłócące się osoby – wyzywające, oceniające, wywalające na siebie mnóstwo syfu. A ja w stanie niezmiennego spokoju wybrałem w sobie współczucie (bez użalania i traktowania kogokolwiek jako ofiarę). Nawet zaczęło mnie to śmieszyć! Te osoby wręcz w gotowości do śmiertelnego pojedynku dla mnie były zabawne jak ptaszki skaczące po gałęziach. Nie wyśmiewałem tych osób, bo rozumiałem co się dzieje. Jednak nie projektowałem na nich negatywności. Obejmowałem ich swoim spokojem, zrozumieniem, współczuciem i akceptacją. Czułem te osoby doskonale, bo wejście na poziom subtelny pozwala doświadczać czegoś szerszego, niż tylko własną “skorupkę”. Czułem jak ich niska energia się wyczerpuje. Wkrótce się uspokoili.

Ja tego nie zrobiłem. Nie daję się nabrać swojemu ego, że ja mam jakiś wpływ na ludzi. Nie. To się dzieje/stało samo. Ja byłem tego wyłącznie świadkiem. I to samo w sobie jest ogromnym darem. Być świadkiem.

M.in. dlatego (generalizując) kobiety tak cenią sobie mężczyzn, którzy potrafią być na tym poziomie choć przez kilka chwil. Być nieoceniającym słuchaczem – świadkiem. Wtedy niska energia wyczerpuje się bardzo szybko i wszyscy uczestniczący w tym POLU wzrastają w świadomości, co jest w sumie jednym z najważniejszych, jeśli nie najważniejszym, “celem” bycia tutaj.

Gdybym w sytuacji kłótni innych ludzi ocenił to jako negatywne – sam dodałbym temu dodatkową energię. Nie ludziom, tylko POLU, w którym oni przebywali. Reszta działaby się sama, bo pole dalej by działało.

Ok, wiedząc to wszystko przemyślmy to na przykładzie stwierdzenia – “Ale mnie on/ona/to zdenerwowało!”

Przecież to kompletny stek bzdur! To jakby sądzić, że jeśli całe życie zamiataliśmy kurz pod dywan i ktoś pod ten dywan zajrzał i pokazał nam cały ten kurz, to ta osoba go tam zgromadziła i ona za to odpowiada!

Dlaczego to wszystko jest tak trudno sobie uświadomić (czego dowodem jest ponad 6 miliardów nieświadomych ludzi)? Bo niezrozumiane zostały prawa tego świata. A tak naprawdę prawa świadomości. Każdy Oświecony o nich nauczał ale mało kto wziął je sobie do serca. Zazwyczaj zaczynamy się zastanawiać, gdy coś wystarczająco mocno nas zaboli.

Otóż doświadczamy naszych własnych intencji i energii. Tego, co już wybraliśmy – kim się staliśmy. To dla naszego ego staje się doskonałym pretekstem do dalszego programowania nas fałszem.

Większość ludzi na tej planecie sądzi – “To przydarzyło mi się dlatego, BO świat jest taki – zły!” Ale tak nie jest. To przydarzyło się tej osobie dlatego, BO już w to wierzyła i takie miała nastawienie do świata i, co ważniejsze – do siebie. Bo nie można nienawidzić czegokolwiek/kogokolwiek nie nienawidząc siebie samego. Bowiem to trucizna utrzymywana w sobie. Tylko ego robi nas w jajo, że nienawidzimy innych, że wybaczymy, gdy ktoś sobie na to zasłuży…

To jakby mówić, że wyciągniemy jad żmii z krwiobiegu, gdy żmija sobie na to zasłuży! No to czekajmy, aż żmija przestanie być żmiją!

Żmija to żmija i to, co dalej zależy wyłącznie od nas. Jeśli czekać będziemy na żmiję, czekamy na siebie. WYŁĄCZNIE.

Iluzja nakłada się na iluzję, programowanie na programowanie i zasilają siebie nawzajem.

Żeby to rozmontować, potrzeba troszkę wewnętrznej pracy. A przede wszystkim INTENCJI, by tego dokonać niezależnie od napotkanych przeszkód. Bez intencji, czyli np. “spróbuję”, nic z tego nie będzie. Bo próbując znajdziesz to, czego szukasz. Znajdziesz więc potwierdzenia, że to nie działa, że to bzdury, etc. Udowodnisz sobie własną rację i tyle.

“Kurs cudów” (podręcznik praktyczny kalibruje się na 600!) już w dwóch pierwszych lekcjach (z 365) naucza nas, że nic nie ma znaczenia i że całe znaczenie WSZYSTKIEMU nadaliśmy sami.

Na poziomach 600-1000 dr Hawkins wykalibrował raptem 3 strony pojęć, osób, książek, etc. Czyli około stu, stu kilkudziesięciu tematów w całej historii ludzkości.

Co jest celem “Kursu cudów”? M.in. taka nauka dojrzałości, że przestajemy cierpieć, przestajemy zależeć od świata zewnętrznego. Potrzeba takiego spojrzenia na rzeczywistość, że kalibruje się na poziomie, który reprezentowało jedynie około 100+ innych aspektów… Widzimy jak niewiele na tej planecie poznało wysoki poziom zgodności z Prawdą.

Cały czas śmieszy mnie, że Playboy jest w kalibracji wyżej, niż instytucja Kościoła Katolickiego.

Anyway – to są FAKTY, niezależnie co się nam o tym wydaje.

Ludzka świadomość ma wpływ na Księżyc!!! Nie ważne jaki. Ma. Zostało to sprawdzone przy pomocy jedynego wiarygodnego testu – metody kinestezjologii. A skoro ma ona wpływ na Księżyc o masie 7,347 673×1022 kg, to ma również wpływ na zachowania ludzi odnośnie nas, na postawy kobiet względem nas, na odnoszenie się względem nas naszych współpracowników, na traktowanie nas przez naszych rodziców, itd.
Widać to wyraźnie podczas np. różnych rozgrywek zespołowych. Szanse na zwycięstwo grupy, która zacznie się obwiniać maleją drastycznie.

Ludzie tak zostali już zaprogramowani, że potrzebują emocji, że zapomnieli, przestali sobie zdawać sprawę, że mogą WYBRAĆ – ZDECYDOWAĆ o tym, co osiągnąć, zdobyć, zrobić. To wręcz globalne szaleństwo – “Aby coś osiągnąć, muszę tego pragnąć”. Naprawdę????

Czyli rozumiem, że codziennie pragniesz umyć zęby i to pragniesz tak bardzo, że cały świat staje się nieważny? Bo bez tego pragnienia nie umyłbyś/umyłabyś zębów?

Tysiące rzeczy w naszym życiu mamy nie pragnąć ich. Bo po prostu wybieramy je w stanie spokoju.

Energia pragnienia wyłącznie utrudnia zrealizowanie danego celu/marzenia. Dlatego jest nam wciskana ta głupota.

KAŻDY dojrzały człowiek sukcesu nigdy nie mówił o pragnieniu, tylko o działaniu, o stanie spokoju, o tym, by WYBRAĆ, USTALIĆ, ZAPLANOWAĆ to, co chcemy osiągnąć.

Nawet tzw. uwodziciele/PUA dostrzegli, że im mniej pragniemy seksu, im mniej nam na nim zależy (nie mylić z apatią!!!), to tym więcej go mamy i tym łatwiej.

Więc wolimy mieć dalej swoją rację, która nic nam nie daje…?

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Powiadom mnie o
Avatar

Avatar
Gość
katolik
9 września 2019 17:06

Czyli przychodzimy na tą planetę (piękną zresztą) aby wzrastać duchowo jak najwyżej a nie wycisnąć za życia jak najwięcej się da. Brać wszystko ile się może. Bawić się w nieskończoność. Gromadzić i zabierać jak najwięcej dóbr materialnych? Tzw. Żyj szybko, umieraj młodo.

Avatar
Gość
Marcin
30 sierpnia 2019 11:09

A czy piekło nie wygląda tak ja na obrazach Hieronima Boscha? Co ktoś musi zrobić żeby tam trafić jak większość i tak trafia tu do czyśćca? A co się stanie jak nie będzie Ziemi lub warunków do życia na niej gdzie będzie czyściec? Zmiany klimatyczne, narastające ocieplenie klimatu, przeludnienie, wyczerpywanie zasobów, zanieczyszczenie, klęski ekologiczne, wymieranie zwierząt to wszystko nie wróży długiego życia tej planecie lub rodzaju ludzkiego.

Avatar
Gość
Bercik
26 sierpnia 2019 10:30

“Tylko żeby mi tu ktoś nie zaczął wierzyć w urojone bajeczki, że jeśli w pracy ktoś go obraził i osłabł, to nie było to realne. Jeśli osłabłeś(aś), to było realne DLA CIEBIE. Bo w to uwierzyłeś(aś).”
Czy mógłbyś Piotrze wytłumaczyć to zdanie choćby na podstawie jakiegoś przykładu z życia bo nie zrozumiałem tego co to jakieś zaklęcia ktoś coś na nas powie i tak się stanie? Z tego co wiem to w szkole się dzieci obrażały i przezywały ale żeby w pracy takie zachowania? Czy to przypadkiem nie jest mobbing o którym tak teraz głośno?

A jeśli chodzi o to zadanie z umysłem tu u mnie nic nie było w umyśle zdarza mi się mieć takie uczucie tępoty i ogłupienia pustki w umyśle ale to oczywiście na pewno nie jest spokojny umysł? Są ludzie którzy w umyśle mają jakieś wizje, obrazy, wyobrażenia i oni to widzą przed sobą jak oni to robią jakieś specjalne umysły mają?

Avatar
Gość
Katolik
17 sierpnia 2019 18:17

Jak zwykle ciekawy artykuł. Często tu wpadam bo wiele mądrej wiedzy tu. Podziwiam Twoją bogatą wiedzę. Jesteś profesorem po teologii czy psychologii? A jeśli chodzi o artykuł to czasem trudno rozróżnić co jest dobre a co złe. Ja jako Katolik czasami wątpię w Kościół Katolicki znając do czego się dopuszczał i nadal dopuszcza i dlatego nie ufam mu całkowicie. Katolicyzm robi się znowu bojowy, ostatnio coraz częściej słyszę od znajomych praktykujących że ” teraz katole nie nadstawiają drugiego policzka nasza postawa to drapieżna owca” Ja staram się kierować Biblią i pomocą bliźnim. Studiuję Biblię nauki Jezusa. Jak bardzo Piotrze znasz Biblię? Zawsze chciałem zostać księdzem (i nadal chcę)ale trochę wątpię w jego dobrą wolę. Czytając ten artykuł zacząłem zastanawiać i zadziwiać dlaczego do dziś tyle osób podziwia Hitlera lub jakiś innych tyranów lub złoczyńców. Zawsze zło i źli i silni ludzie są podziwiani i mają podwładnych. Są w Polsce ludzie którzy nadal podziwiają Hitlera i uważają że miał rację . Przecież Hitler i naziści chcieli nas wszystkich wyciąć w pień. Oni nie wiedzą jakie trzecia rzesza wyczyniała zbrodnie nie z tej ziemi na tej planecie. Co niby może dziać się teraz duszy która była w ciele Hitlera przecież tego nie da się odpłacić karmicznie tego ile zła on wyrządził ? Jest w piekle? Jezus Chrystus tak powiedział o piekle:
“Jeśli twoja ręka jest ci powodem upadku, odetnij ją. Lepiej bowiem jest dla ciebie ułomnym wejść do życia, niż mając dwie ręce, pójść do piekła, w ogień nieugaszony; gdzie robak ich nie umiera, a ogień nie gaśnie. A jeśli twoja noga jest ci powodem upadku, odetnij ją. Lepiej bowiem jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż mając dwie nogi, zostać wrzuconym do piekła, w ogień nieugaszony; gdzie robak ich nie umiera, a ogień nie gaśnie. Jeśli zaś twoje oko jest ci powodem upadku, wyłup je. Lepiej bowiem jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż mając dwoje oczu, zostać wrzuconym do ognia piekielnego; gdzie robak ich nie umiera, a ogień nie gaśnie” Co tam może czekać duszę jak już nawet w czyśćcu czekają obciążone dusze mocne katusze? Zawsze sobie piekło wyobrażałem jako przebywanie w samotności w opustoszałym miejscu w nieskończoność całkowicie oddalony od Boga.

Avatar
Gość
Marcin
14 sierpnia 2019 12:15

Piotrze teraz wiem że emocje tłumione gromadzone w podświadomości i ciele. Przed programem natknąłem się na ciekawą koncepcje “Zawieszenia emocji” psychiatry Alexandra Lowena. Wyróżnił on następujące typy zawieszeń:
– wieszak – stryczek – kolumna – hak – krzyż- wieszak. Te zawieszenia kształtują sylwetkę człowieka od dzieciństwa. Tu jest artykuł gdzie dokładnie te typy zawieszeń są opisane: https://www.psychologiawygladu.pl/2017/03/emocje-zawieszone-w-ciele-jak-napiecia.html
Jakie jest Twoje zdanie na temat tej teorii? Jesteś dla mnie niekwestionowanym ekspertem od emocji i uzależnień. Ja u siebie dostrzegłem od dzieciństwa ukształtowaną sylwetkę haka. Ale to chyba można mieć różną sylwetkę zależy od emocji jakie ma się stłumione i poziom napięcia.

Avatar
Gość
Łukasz
14 sierpnia 2019 07:08

Uważasz,że Hawkins miał największą możliwą świadomość?Ciekawe czy za x lat może pojawić się ktoś kto doświadczy jeszcze czegoś więcej jeśli w ogóle to możliwe.Wiesz o co mi chodzi,bo czytając materiały Hawkinsa w porównaniu do tych samorozwojowców to jego wiedza rozwala system.My możemy uważać,że już pisaliśmy prawdę,a tak naprawdę może być coś jeszcze więcej czego nasze umysły nie są w stanie sobie wyobrazić.

Avatar
Gość
Paweł
11 sierpnia 2019 21:53

Przepraszam Piotrze, ze tak zarzucam cie linkami, ale im wiecej czytam, o Kursie Cudow, tym bardziej sie przekonuje, ze to stek bzdur. Jak to, ten swiat nie jest realny? Te wszystkie wojny, wypadki itd. To tez nie jest realne? Tutaj jest moim zdaniem dobrze wytlumaczone: https://www.vismaya-maitreya.pl/miecz_prawdy_kurs_cudow_cz1.html
Moglbys Piotrze tez sie jakos do tego odniesc? Ja zaczynam odnosic wrazenie, ze zaczynam stapac po bardzilo cienkim gruncie. Boje sie, do czego mnie to zaprowadzi.

Avatar
Gość
Paweł
11 sierpnia 2019 21:40

Piotrze, a czy moglbys jeszcze to przeczytac i jakos sie do tego odniesc?
https://egzorcyzmy.katolik.pl/kurs-cudow/
Kurcze, ja naprawde czuje jakis dziwny niepokoj. Boje sie zeby mnie cos nie… Az nie chce uzywac tego slowa.

Avatar
Gość
Paweł
11 sierpnia 2019 20:40

Witaj Piotrze. Czy czytales moze Kurs Cudów? Wiem, ze KC sie nie czyta, tylko studiuje i stosujevw zyciu, ale… No wlasnie. I tu jest dla mnie duze ALE. Chodzi mi o to… Nie wiem, jak to dobrze ujac- o idee KC i o to, jak nam tlumaczy nasza “rzeczywistosc”. Zaczalem czytac ksiazke “Znikniecie wszechswiata”, ktora tlumaczy, o czym jest KC. Musze przyznac, ze po przeczytaniu ok. polowy tej ksiazki, troche dziwnie sie czuje. Troche odczuwam strach i tak jakby ” zycie” stracilo dla mnie sens. No wlasnie- “zycie”. Czy my w ogole zyjemy? Wedlug KC, Bóg nie stworzyl tego swiata, ktory znamy, a my wszyscy jestesmy tak, jakby w snie Chrystusa. Czy wiec, w takim razie my w ogole istniejemy? Bo jak dla mnie, z tego co ja rozumiem, to nas po prostu nie ma. Jestesmy tylko wytworem ” wyobrazni” Chrystusa. Wiec kim ja jestem, skoro tak naprawde mnie nie ma? I po co to cale wybaczanie itd? Nie lepiej od razu strzelic se w leb i po sprawie? Jak ty to rozumiesz Piotrze, bo ja dziwnie sie teraz czuje, tak jakby nic nie mialo sensu? Jezeli ten swiat nie istnieje, to po co to wszystko? Zmienianie sie, wybaczanie, uwalnianie emocji itd. O co tu chodzi w ogole? A moze ktos nam chce w glowach po prostu namieszac? Gdybys mi napisal, jak ty to rozumiesz, to bylo by fajnie. Dzieki.

Avatar
Gość
Mariusz
10 sierpnia 2019 20:50

Cześć Piotrek. Czytałeś może to?: https://www.biblionetka.pl/art.aspx?id=1060517

Avatar
Gość
Łukasz
8 sierpnia 2019 19:38

Staram się nie skupiać na myślach,ale ciężko to zrobić np podczas wysiłku fizycznego najbardziej mój umysł analizuje i to takie głupstwa,że np sąsiad patrzy na mnie i sobie coś o mnie myśli jak rąbie drzewo.Ja się złoszczę czemu takie głupie myśli się pojawiają i frustruje się jeszcze bardziej.Pojawia się też dużo myśli odnośnie tego jak się zachowałem dzień wcześniej,co powiedziałem do kogoś itd.

wpDiscuz
Podobne Wpisy:
Świadomość ofiary (Część 3)

Świadomość ofiary (Część 3)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy serię na temat świadomości ofiary. Części 1-2 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Świadomość ofiary (Część 1). ► Świadomość ofiary (Część 2). Aby przekroczyć świadomość ofiary konieczne jest porzucenie soku, który z tego sączymy, tego nektaru, który spijamy z np. narzekania, obwiniania. Mamy zająć się KORZYŚCIAMI, a nie samymi czynnościami. Nie… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 52
Jak radzić sobie z porażkami (Część 3)?

Jak radzić sobie z porażkami (Część 3)?

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy serię na temat radzenia sobie z porażkami. Części 1-2 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Jak radzić sobie z porażkami (Część 1)? ► Jak radzić sobie z porażkami (Część 2)? Im więcej uczę się od ludzi sukcesu, tym więcej widzę nacisku położonego na temat porażek. Jedni podchodzą do tego – przygotuj… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 7
Facebook – Czyli 2 uzależnienia w 1

Facebook – Czyli 2 uzależnienia w 1

Dzisiejszy wpis poświęcę bardzo niepokojącemu zjawisku, mianowicie – większość mężczyzn, z którymi współpracuję powiedziała mi, że nakręcają się lub pornograficzny amok rozpoczyna u nich obejrzenie zdjęcia ładnej dziewczyny na Facebooku. Wszyscy wiemy jak działa fejs – uruchamiasz go i na dzień-dobry natrafiasz na ścianę – ścianę “newsów” różnego typu – od niegroźnych wpisów przez aktualizacje… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 15
O Emocjach – Pożądanie (Część 6)

O Emocjach – Pożądanie (Część 6)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat świadomości Pożądania. Części 1-5 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► O Emocjach – Pożądanie (Część 1). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 2). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 3). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 4). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 5). Tyle mówię o niejako “ciemnej” stronie… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0

WOLNOŚĆ OD PORNO