Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/

Życzenia Wielkanocne i znaczenie tego święta

Życzenia Wielkanocne i znaczenie tego święta
*
Najserdeczniejsze życzenia świąteczne z okazji Wielkanocy!

*

Święto Wielkiej Nocy jest w religii chrześcijańskiej najważniejszym świętem.
Z jakiego powodu? Bo upamiętnia zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, czyli –
święto to przypomina nam i daje nadzieję, że śmierć to nie koniec.
Jest to szczególnie ważne w okresie panującej pandemii, gdy umarło już ponad 100 tysięcy ludzi. I ludzie globalnie projektują swój strach przed śmiercią na wirusa i obecną sytuację. Zapewne wierzą, że jak skończy się pandemia, to także zniknie ich lęk.
Warto wiedzieć, że źródłem wszystkich lęków jest lęk przed śmiercią. Każdy lęk jaki odczuwaliśmy od początku naszego życia miał źródło w lęku przed śmiercią. Potwierdza to proste ale ważne ćwiczenie – w obliczu dowolnego lęku pytamy siebie – “I co wtedy?” Okazuje się, że zawsze dojdziemy do strachu przed śmiercią. To ćwiczenie pomaga nam zmierzyć się z kolejnymi warstwami naszych nieuświadomionych lęków i dzięki temu je uwolnić. W tym sam strach przed śmiercią.
A więc baliśmy się zanim w ogóle o tym wirusie ktokolwiek pomyślał. To co czujemy nie ma więc z nim za wiele wspólnego. Tylko tak nam się wydaje. A raczej naszym umysłom, z którymi się bezkrytycznie identyfikujemy.
Warto podczas tego święta (i każdej innej okazji) zamiast skupić się na sprzątaniu i gotowaniu (co także często jest ucieczką od uczuć), pokontemplować tę prawdę –
że Życie jest wieczne i nie podlega śmierci. 
To jedna z najbardziej doniosłych Prawd na tej planecie. Dlatego Wielcy Nauczyciele jak Jezus i Budda nauczali, że każdy lęk to iluzja. Bo skoro już wszyscy mamy życie wieczne, to co w takim razie robimy bojąc się?
Śmierć to tylko nazwa dla zmiany formy życia.
Jest to oczywiście wspaniała wiadomość jednak warto wziąć pod uwagę pewien pomijany, bo nieznany fakt.
Życie, jako że jest wieczne, czyli się nie kończy i nie zaczyna od nowa (z tzw. białą kartą) – dotyczą konsekwencje swoich wyborów. Z każdym wyborem związane są konsekwencje, za które odpowiadamy NA WIECZNOŚĆ.
Warto też pamiętać, że Jezus został zamordowany za głoszenie Prawdy. Czyli tego, czego większość ludzi nadal nie chce słyszeć, ani znać.
A ludzie liczą, że jak nikt ich np. nie przyłapał na kradzieży, to im się “upiekło”. Jaaaaasne… Naturalnie udowodnić tego nie można, tak jak i to, że jakikolwiek przejaw miłości, radości, wdzięczności i przyzwoitości ma znaczenie. A jednak od tysięcy lat jesteśmy uczeni, że tak.
Jako że przyszłości przewidzieć nie można (co ludzie próbują nadal robić będą oczarowanymi ezoteryką), bo jest tworzona na podstawie wyborów dokonywanych przez wszystkich w każdej chwili, warto nareszcie zacząć dokonywać wyborów coraz mądrzejszych.
Bo dotrzemy tam dokąd zmierzamy.
Nie zrobi tego Bóg, los, latający potwór spaghetti, tylko nasz kierunek. My za to odpowiadamy w 100%.
Jeśli chcesz dotrzeć nad morze ale uprzesz się w kierunku na Bytom, to dotrzesz do Bytomia. Bo co z tego, że chcesz jednego, jak robisz drugie?
Z drugiej strony – tu gdzie jesteśmy – sami tu dotarliśmy. Nikt nas w tym miejscu nie umieścił.
O tym mówił każdy Wielki Nauczyciel – by nie wybierać negatywności, bo sami je do siebie przyciągniemy i sami sobie stworzymy taki los. Ale większość ludzi nadal woli narzekać i użalać się, obwiniać Boga, siebie, innych, nawijać o niesprawiedliwości.
No ale jedną z cech Prawdy jest to, że jest ponadczasowa. Czyli jest tak samo aktualna 10 000 lat temu, 2000 lat temu, 5 lat temu i dziś i będzie aktualna za 50 000 lat.
We wszystkim ukryty jest dar – także w naszej obecnej sytuacji nawet jeśli jest bardzo ciężka. Cierpimy wyłącznie przez nasz opór wynikający z błędnej i/lub niezwykle ograniczonej perspektywy w jakiej postrzegamy np. swoje życie.
Jeśli ktoś stracił pracę i cierpi przez to i mi mówi, że trudno jest mu nie cierpieć, to moje pytanie brzmi – a w ilu trudnych sytuacjach w przeszłości wybrał coś innego, niż cierpienie? Zawsze jest wybór. Ale jeśli będziemy go odkładać w nieskończoność i wmawiać sobie, że możemy tylko cierpieć, to będziemy tylko cierpieć. Ale oczywiście nikt nas do tego wyboru nie zmusza.
Oczywiście wiele osób w drodze krzyżowej Jezusa doszukuje się większego sensu – np., że cierpienie jest niezbędne, że jest smutnym losem człowieka. Otóż tak nie jest. Droga krzyżowa był to sadystyczny wymysł ludzkiego ego, by Prawda nie była głoszona.
Niejeden mi się już przyznał, że i mnie uważał za idiotę, bo np. mówiłem o życiu uczciwym, pozytywnym, odważnym, chętnym.
Kiedyś się nie patyczkowali i od razu lecieli do rządzącego, mówili jakieś kłamstwo i człowieka, który nauczał o miłości od razu wrzucano do więzienia. Dzisiaj, jako że mamy tzw. wolność słowa, wyśmiać, znieważyć, zniekształcić, wyciągnąć z kontekstu (co wielu robi chętnie, także na tym serwisie), etc. można wszystko nie bacząc na to, co się robi.
Tak jakby ludzie sami dążyli do zniewolenia siebie.
Awatar mówi, że jesteśmy odpowiedzialni za nasz los, a my lecimy i każemy uwięzić tego mędrca… A potem wielki płacz, że nam się nie podobają rządzący. Że ograniczają wolność, wybory.
Gdy mówię, że odpowiadamy za swój los, to weźmy pod uwagę np. strach przed wirusem. Nadal sądzimy, że wirus nas przeraża i więzi, ogranicza. Ale przecież oczywistym jest, że strach bierze się z nas, a nie z wirusa. My następnie dokonujemy projekcji strachu na wirusa. Bo gdyby źródłem strachu był wirus, to by znaczyło, że wszyscy, którzy się go boją, są nim zarażeni! A jednak tak nie jest.
Konieczność zostania w domu nie jest żadnym ograniczeniem. W tym czasie możemy dokonać ogromnych wewnętrznych zmian, oczyszczenia, wzrostu. A także możemy dalej trzymać się emocji i oporu, dalej utrzymywać ich racjonalizacje, negatywne, osłabiające przekonania i projektować je na świat.
W każdej pozornej stracie ukryty jest dar, jakiś zysk. I zazwyczaj ten zysk zdecydowanie przewyższa stratę.
Przykładowo – możliwość nareszcie rozpoznania iluzji strachu i uwolnienia jego energii. Oraz zmiana którejś negatywnej, osłabiającej postawy na jej zdrowy, pozytywny, wzmacniający odpowiednik (na podstawie książki dr Hawkinsa “Przekraczanie poziomów świadomości”):
1. Panika, przesadne reakcje – Samokontrola.
2. Dramatyzowanie – Radzenie sobie.
3. Podkreślanie – Spuszczanie z tonu.
4. Pozyskiwanie uwagi i pomocy – Samowystarczalność.
5. Próby kontroli – Poddanie.
6. Emocjonalność – Trzeźwe MYŚLENIE (a nie bezwolne hipnotyzowanie się mentalizacją).
7. Przesadzać – Minimalizować.
8. Wyobrażać sobie – Myśleć logicznie.
9. Projekcje na przyszłość – Życie w teraźniejszości.
10. Namnażać – Powściągać wyobraźnię.
11. Opór, obrona, unik – Akceptacja.
12. Osłaniać – Przepracować.
13. Utrata młodości, pieniędzy, własności – Dostrzeganie źródła wartości wewnątrz.
14. Projekcja przyczyny – Poczuwanie się do odpowiedzialności.
No bo nikt mi nie powie, że zaprzestanie bania się raz na zawsze poprzez uwolnienie jego energii nie jest cudownym zyskiem?
Obchodzenie świąt nie wiąże się tylko z tym, by dobrze zjeść, dać sobie prezenty, życzyć coś, poklepać się po ramieniu, spędzić czas z rodziną i tyle. A jednak większość ludzi na tej planecie dokładnie tak obchodzi wszystkie święta.
Każde święto to możliwość kontemplacji siebie – swoich utożsamień, postaw, percepcji, czynów, błędów, intencji oraz ich uwolnienie, poddanie i zastąpienie dojrzalszym odpowiednikiem. A jednak święta stały się dziś raczej hasłem marketingowym i czasem robienia, a nie świadomego BYCIA. Tak daliśmy się wszyscy wkręcić. I to bardzo chętnie – bo ego oczywiście z radością pójdzie i wyda kupę pieniędzy na prezenty i uzna, że jest takie dobre i hojne. A potem będzie trząść tyłkiem przez cały rok i nie będzie już takie hojne ani dla siebie, ani nikogo innego. Albo będzie przez tydzień sprzątać i gotować i uzna się za takie dobre, takie religijne.
Każde święto to okazja, by zacząć zmianę w sobie.
A nie pretekst, by coś zrobić raz i na tym poprzestać.
Pamiętajmy, że gdy skończy się pandemia, strach nie zniknie. Bo nie wirus był jego źródłem. Wszystko co czujemy nadal będziemy czuli i po prostu wyprojektujemy to na coś innego. Nikt nie stanie się ani trochę bardziej odważny, śmiały, zaradny, mądry, kochający, ani spokojny, bo zmieniła się sytuacja na świecie. Każdy będzie dokładnie taki sam, o ile nie dokonał wewnętrznego oczyszczenia, zmiany swoich intencji, postaw, nastawienia, interpretacji, etc.
Czekając aż świat się zmieni lub coś w świecie, czekamy na samych siebie.
Ta Prawda także jest aktualna od zawsze i zawsze będzie aktualna.
I próbując to zrobić być może dostrzeżemy jak przywiązaliśmy się do strachu, a może także i do świadomości ofiary.
A teraz zobaczmy powszechne absurdy na temat tego święta z pierwszej strony Google:
1. Onet.pl – “Wielkanoc to najstarsze i najważniejsze święto w religii chrześcijańskiej – upamiętnia mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa. Ten niezwykły czas jesteśmy zmuszeni przeżywać w domach z powodu epidemii koronawirusa. Być może to dobra okazja do poznania nie tylko wymiaru duchowego, ale również bogactwa tradycji i zwyczajów wielkanocnych, z których znaczenia nie zawsze zdajemy sobie sprawę. Czy wiesz dlaczego w Wielki Piątek ksiądz zakłada czerwone szaty, czego absolutnie do koszyczka ze święconką nie wkładać i dlaczego musi się w nim znaleźć baranek, chleb i sól? Zobacz naszą infografikę!”
Wow! Dobra okazja do poznania wymiaru duchowego i bogactwa tradycji! Więc przemyślmy dokładnie dlaczego ksiądz ubiera się na czerwono i dlaczego do koszyczka nie możesz włożyć frytek!
No, powiem wszystkim, że od razu czuję się bliżej Boga!
A poza tym dlaczego do cholery mamy upamiętniać mękę i śmierć kogokolwiek??? Dlaczego nie upamiętniamy miłości, wybaczenia, szacunku do każdego człowieka? Dlaczego nie upamiętniamy tego kim Jezus BYŁ, tylko to, że skonał w męczarniach?
2 Gk24.pl – “Symbolika palmy wielkanocnej”: “Wierzba symbolizuje zmartwychwstanie i nieśmiertelność duszy. To właśnie gałązki wierzby powinny znaleźć się w palmie wielkanocnej. Piszemy, co jeszcze oprócz nich powinniśmy wkomponować w palmę wielkanocną oraz co ona symbolizuje.”
Och! A tu sobie tworzymy palemki! Bo symbolizuje nieśmiertelność duszy! Więc trzeba koniecznie mieć palemkę! Dorzuciłbym jeszcze balonik napełniony helem, by symbolizował naszą drogę do Nieba!
3. Twittery, Fejsbuki, etc. – celebryci, inni ludzie – chwalenie się jedzeniem. Niektórzy nawet zastanawiają się nad symboliką jedzenia, jakby to miało jakiekolwiek znaczenie co zjemy w tym czasie…
Ma znaczenie kiełbasa w koszyczku? Chrzan? Jajka? Czekoladowa kurka i króliczek? Posiadanie ich na stole i zjedzenie cokolwiek zmieni? Coś da? Absolutnie nie. A jednak ludzie do tego podchodzą jakby od tego zależał ich zbawienie.
Nie mówię, że mamy zaniedbać przygotowania do świąt – ale róbmy to mądrze – z radością, miłością, spokojem. TO ma znaczenie, a nie same potrawy. Nasza intencja, nasze zaangażowanie. To pomoc także dla innych, by się rozpromienili, uśmiechnęli, poczuli dobrze przy naszym stole.
Mamy też dużo innych dość sporych absurdów – np. święcenie pokarmu w kościele. A dlaczego musimy z tym iść specjalnie do kościoła? Każdy może poświęcić swój pokarm – pomodlić się o to, poprosić Boga o błogosławieństwo, wyrazić wdzięczność za posiłek. Nie musimy wkładać garnituru lub najlepszej kiecki i biec z koszyczkiem do kościoła jak Czerwony Kapturek do babci.
Też praktycznie każdy mówi o potrawach, które powinny znaleźć się na stole, o tym jak go przygotować, wystroić.
A co oznacza stół? Stół to coś, co łączy rodzinę lub grupę ludzi. To symboliczne miejsce, przy którym siadamy, przy którym następuje rozmowa, wspólne posilanie się, na którym stawiamy to, czym się pożywiamy i dzielimy z innymi. A więc przy stole łączymy się i dzielimy z innymi ludźmi. W święta Bożego Narodzenia symbolicznie zostawia się miejsce przy stole dla kogoś obcego – czyli powinniśmy mieć świadomość, że w ten sposób otwieramy miejsce w swoim sercu dla “obcych”.
Bardzo często to, co dosłownie stawiamy na stole ma bardzo niewiele wspólnego z duchowym wymiarem tego co stawiamy na “stole” swojej świadomości dla siebie i dla innych każdego dnia.
A co mamy na swoim “wewnętrznym stole”? Lęki, wstyd, winę, urazy, żale, gniew, frustrację, stres, różne negatywne przekonania o sobie, innych ludziach, świecie? Negatywne oceny, osądy, wieczną krytykę? I ile czasu już je mamy w swojej świadomości? 5 lat? 10 lat? 30 lat?
Wyobrażamy sobie jakby to było mieć na stole od 20-tu lat tego samego śledzia? I kto na tym głównie ucierpi? Oczywiście my.
To, co utrzymujemy w sobie ma nieskończenie ważniejsze znaczenie, niż to co mamy na dosłownym stole. A jednak o stół i potrawy dbamy ale to czym karmimy siebie, co sobie dajemy, co dajemy innym – to wszystko jest dramatycznie zaniedbywane.
Np. 20 lat temu stworzyliśmy lub nauczyliśmy się przekonania, że jesteśmy gorsi i co? Nic z tym nie zrobiliśmy od tamtej pory – nadal to utrzymujemy? I pławimy się we wstydzie, winie, żalu? Dlaczego to robimy? Jeśli 20 lat temu nie zjedliśmy sałatki, to nadal trzymamy ją na stole?
A skoro trzymamy się np. użalania, no to mamy z tego jakąś korzyść.
Zauważmy, że sprawdzenie co jest na naszym “wewnętrznym stole” to 4-ty krok grup 12-tu kroków – wykonanie odważnego, rzetelnego, uczciwego inwentarza moralnego.
Aby to NARESZCIE (z)ROBIĆ ludzie muszą się uzależnić i naprawdę poważnie cierpieć, zniszczyć sobie zdrowie, życie, związek i/lub karierę. Dopiero wtedy zaczynają robić to, do czego zachęcają nas święta, czyli duchowe tradycje.
Udawanie, że się łatwo nie frustrujemy nie zmieni faktu, że się łatwo frustrujemy. Czyli utrzymujemy swoją małość, wstyd, winę, gniew, opór, dumę. I kto wie jakie jeszcze przekonania.
Wykonanie tego inwentarza i rozpoczęcie pracy nad tym, co możemy zmienić jest bardzo ważne. Bo dzięki temu przestajemy być podatni na zranienie.
Człowiek, który w pełni zaakceptował swoje słabości staje się niepodatny na zranienie psychiczne i emocjonalne.
Odbiera ze świata swoją moc i staje się niezależny od niego, niewrażliwy na wykorzystanie, machinacje i manipulację.
To wszystko, co stanowi ESENCJĘ świąt ma bardzo głęboki sens i wymiar niezwykle praktyczny. Ale trzeba to robić, a nie tylko o tym czytać i myśleć.
Dlaczego Droga Krzyżowa ma znaczenie? Bo pokazuje jak ludzie reagują na Prawdę, na Miłość. Poznałem kochającą osobę, której miłość nawet jej najbliższa rodzina traktuje jako przejaw ignorancji, naiwności i także głupoty. Skoro rodzina miłość własnego dziecka do innych i do świata tak postrzega, to nie dziwne, że ludzie 2000 lat temu domagali się ukrzyżowania Jezusa, który nauczał miłości. I był Miłością. To, co oczywiście nie jest w ogóle znane to fakt, że ludzie w czasach Jezusa byli o ponad 100 punktów świadomości niżej (skala dr Hawkinsa). Czyli byliśmy globalnie na poziomie Strachu. Wtedy tak ludzie reagowali na niezwykle wysoki poziom świadomości i dojrzałości. A dzisiaj jak reagujemy? Niewiele lepiej.
Zamiast skupiać się na cierpieniu Jezusa i je usprawiedliwiać, zamiast dorabiać do tego filozofie i sens, zastanówmy się jak rozwinięta musi być Istota, która nie gniewa się, nie obwinia i kocha tych, którzy nie życzą jej dobrze i pragną jej śmierci? Jezus nie przestał kochać nawet na sekundę. Nigdy nikogo nie obwinił.
Nikt od nikogo nie wymaga być drugim Jezusem. Ale krytycznie ważne jest rozpoznanie swojego obecnego poziomu rozwoju i problemów, blokad oraz wybór intencji, by to przekroczyć, uzdrowić, przepracować, poddać, zostawić za sobą. Oczywiście myślenie o tym, to nie żadna praca.
Wybaczenie sobie, puszczenie się wstydu, winy, oporu, żalu, strachu, gniewu i dumy naprawdę nie jest czymś niesamowitym. Ale nie może się to udać, gdy będziemy sobie fantazjowali o rzeczywistości i np. próbowali “przeskoczyć strach” czy “przełamać opór”. Na siłę nie staniemy się też np. bardziej spokojni, ani radośni.
Z Wikipedii przeczytałem ciekawą informację:
“Wokół zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią, skupia się cała liturgia i cała teologia prawosławna. Zwycięstwo Chrystusa rozumiane jest jako duchowo urzeczywistniające się w każdym pokoleniu:
Tak, Chrystus zmartwychwstały powoduje, że i my powstajemy z martwych, gdyż On nosi w sobie pełne człowieczeństwo, On, Niepodzielny, czyste istnienie w komunii. „Wczoraj byłem ukrzyżowany z Chrystusem”, głoszą jutrznie paschalne, „dziś z Nim jestem wyniesiony do chwały. Wczoraj byłem umarły z Nim, dziś łączę się z Jego Zmartwychwstaniem; wczoraj z Nim byłem pogrzebany, dziś wraz z Nim budzę się ze snu śmierci”. Śmierć biologiczna i wszystkie śmierci cząstkowe, które ją poprzedzają i tragicznie wytyczają nasze losy, od tej pory stają się już tylko przejściami, „paschami” w dosłownym znaczeniu tego słowa, przejściami, poprzez które zmartwychwstanie ogarnia nas na miarę naszej wiary, ponieważ śmierć duchowa, która je otacza, i którą one symbolizują, zostaje od tej pory unicestwiona[16].
Więc ludzie zakładają, że Jezus zwyciężył śmierć… Tylko że tu nie ma co zwyciężać. To błędna interpretacja. Niemniej po raz kolejny wraca temat walki – bo ego potrafi tylko walczyć. Cały czas do tego namawia. Jezus uczy poddania, a ludzie jak papugi w kółko, że pokonał śmierć…
Nie chodzi o zmartwychwstanie, lecz o świadomość – wysoką świadomość braku śmierci, ciągłości i nieskończoności życia oraz brak strachu oraz świadomość Miłości. A żeby ją uzyskać, należy poddać to, co ją ogranicza. I nie zrobi tego za nas Jezus. To odpowiedzialność każdego z nas, by poddać to, co sami w sobie utrzymujemy.
Pamiętajmy, że “wiedzieć o” nie ma nic wspólnego ze świadomością, własnym doświadczeniem i BYCIU tym.
M.in. dlatego właśnie święta są tak istotne – bo przypominają nam o konieczności kontemplacji, modlitwy, medytacji, uwalnianiu strachu, oporu. Łączeniu się w świadomości z Bogiem. Kto się obudził ze wspomnianego “snu śmierci”, czyli z niskiej, zwierzęcej świadomości? Na razie kilka procent ludzkości. Dopiero kilka procent ludzkości (3-4%) wzrosło na poziom Miłości, czyli wybrało taką intencję, uwolniło to, co ten poziom ograniczało – wykonało tę pracę. A ponad 80% ludzkości jest kompletnie nieświadoma i nie ma intencji tego zmienić. Reszta – kilkanaście procent – aktywnie nad sobą pracuje. Niemniej dopiero kilka procent ludzi “załapało” o co mniej więcej chodzi.
Ludzie bardziej rozwinięci po prostu lepiej wykorzystują dany im czas. Tak jak i są młodzi milionerzy, którzy zamiast imprezować czy narzekać na kogokolwiek, pracowali od rana do nocy, cały czas się uczyli, rozwijali. I osiągali wspaniałe sukcesy przed 30-tką. Nie ma to nic wspólnego z lepszymi genami czy silniejszą psychiką.
Bo jeśli w tym momencie narzekasz, użalasz czy umniejszasz sobie, to tylko i wyłącznie Twoja decyzja, by to robić. W każdej chwili możesz przestać. Ale najwyraźniej nie chcesz przestać.
Cytat ten mówi także, że w zależności od naszych decyzji i tego kim się staliśmy, śmierć będzie dotyczyć nas coraz mniej. Bo dopóki nie wzrośniemy na poziom Miłości, prawie na pewno będziemy kolejne razy inkarnować jako ludzie w niskiej świadomości – “śnie śmierci”. Ponowne inkarnacje jest to intencja większości ludzi na tej planecie. To ich wybór, a nie jakieś odgórne zarządzenie. By nareszcie się obudzić, przepracować nazbierane negatywności, odpuścić je, wybaczyć, nauczyć się żyć np. odważnie, chętnie, uczciwie, kochająco. A do tego prowadzą różne drogi – w tym uzależnienia.
Pozory mylą, bo umysł widzi tylko pozory, a nie esencję – duchowy wymiar.
Robienie pisanek ze swoimi dziećmi z miłością i radością zbliża nas do Boga. Ale obchodzenie święta jako ofiara, z musu, bo tak wypada/trzeba, nie ma nic wspólnego ani z Bogiem, ani z samym świętem. Ani tym bardziej ciągłe banie się czegoś. Więc pozornie możemy robić to samo ale jedna osoba będzie stawała się coraz bardziej kochająca, a druga coraz bardziej sfrustrowana.
To na co chciałem w powyższym cytacie zwrócić uwagę, to szczególnie ten fragment – “Śmierć biologiczna i wszystkie śmierci cząstkowe, które ją poprzedzają i tragicznie wytyczają nasze losy, od tej pory stają się już tylko przejściami, „paschami””.
No proszę – wprost mówi się o ponownym inkarnowaniu (nie mylić z reinkarnacją – inkarnowanie i reinkarnowanie to dwie zupełnie różne sprawy). Zastanawiające jest tylko dlaczego jest to postrzegane jako tragiczne? I dlaczego tylko śmierć rzekomo wytycza nasze losy? Dlaczego cały czas oddawana jest odpowiedzialność za swój los na coś/kogoś?
W każdej sekundzie wyznaczamy swój los. I odpowiadamy za to wyłącznie my.
Pamiętamy z jakiego poziomu świadomości życie postrzegane jest jako tragiczne? Z poziomu Strachu, czyli poziomu świadomości, na którym ludzkość była globalnie w czasach Jezusa, a więc 2000 lat temu. W tym kontekście nie zmieniło się to jak patrzymy na życie i na śmierć. No bo praktycznie nikt nie obchodzi świąt zgodnie z ich przeznaczeniem. Raczej ucieka się od strachu przed śmiercią, a nie poddaje się go Bogu. Prawie nikt nie dokonuje rekontekstualizacji ani życia, ani śmierci podczas świąt.
Jeśli chcemy przestać się bać (niewiele ludzi tego chce), to niezbędne jest dokonanie rekontekstualizacji życia i śmierci.
Tutaj kilka wspaniałych cytatów z Biblii:
1 Tes 5, 16-18:
Bracia i siostry, posłuchajcie słów świętego Pawła Apostoła do Tesaloniczan. “Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie. W Każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was”.
Kto raduje się nieustannie, modli i dziękuje w obecnej sytuacji? Ktokolwiek? Jeśli nie, to dlaczego? Dlaczego nie robimy tego, czego uczy nas Święte Pismo? Bo my wiemy lepiej?
Za co dziś możemy być wdzięczni, za co możemy się radować? Czy w ogóle potrzebujemy do tego jakichś powodów?
Mt 6, 31 ab.32b-33:
Bracia i siostry, posłuchajmy słów Ewangelii według świętego Mateusza. “Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie troszczcie się zbytnio i nie mówicie: co będziemy jeść? co będziemy pić? Przecież Ojciec wasz niebieski wie, że tego wszystkiego potrzebujecie. Starajcie się naprzód o królestwo Boga i o Jego sprawiedliwość, a to wszystko będzie wam dodane”.
Biblia mówi jedno – nie troszczmy się zbytnio o to, co będziemy jedli, bo Bóg i tak o to zadba. Poucza nas, by starać się o wzrost do miłości, do świadomości połączenia z Bogiem i innymi ludźmi. A co ludzie robią – praktycznie tylko skupiają się na gromadzeniu jedzenia na stole ze strachu i poczucia braku. Oraz – oczywiście – odłączenia od Boga.
Nie ma tu mowy, że mamy się położyć, a Jezus zadzwoni nam po pizzę. Mowa o np. martwieniu się czy stresowaniu. Mowa o życiu spokojnym, pełnym miłości i życiu aktywnym, chętnym.
Cytaty te przedstawione zostały w artykule Onet.pl. A na samym początku tego artykułu były takie informacje:
“Ważne w tym czasie jest przypomnienie sobie głębokiej symboliki pokarmów wkładanych do koszyczków. “
A ja jakoś nie przypominam sobie, by Jezus uczył, że ma to jakiekolwiek znaczenie… Też nie kojarzę, by Jezus zmartwychwstał z koszyczkiem w ręku. Ludzie milion razy za bardzo wszystko odczytują dosłownie. Pokarm fizyczny ma najmniejsze znaczenie. Chodzi o to, czym karmimy siebie każdej sekundy – wiarą, nadzieją, radością czy strachem, oporem, wstydem, winą, gniewem? To ma znaczenie i ten “koszyczek” to nasza świadomość. O to powinniśmy dbać i błogosławić.
Tak samo ze świecą – świeca na stole to zwykły bajer. Ona nie ma żadnego znaczenia. Zapalona świeca oznacza płomień świadomości. Świadomość życia, które podtrzymuje Bóg, a nie my (szczególnie nie umysł), ani pokarm fizyczny. Ale co z tego? Wiedzieć o tym, a faktycznie stać się świadomym to zupełnie różne wymiary.
Tutaj jest majstersztyk:
“Zachęcam do publikacji w mediach społecznościowych zdjęć tradycyjnych koszyczków wielkanocnych z hasztagiem #Święconka – powiedział rzecznik Konferencji Episkopatu Polski ks. Paweł Rytel-Andrianik”
Jestem przekonany, że gdyby w tych czasach Jezus żył fizycznie pośród ludzi, to na pewno zachęcałby nas do publikacji sweet fociek koszyczków i stołów. #cykamdlajezusa #gotujęzjezusem #doniebaprzezzoladek
Żadne święta nie przyniosą ani spokoju, ani radości, bo te stany są w każdym z nas. To my jesteśmy ich źródłem. Ale źródło to zamykamy, ograniczamy, przygruzowujemy każdego dnia. I zamiast zmierzyć się z oporem i strachem i je uwolnić, wolimy uciekać od uczuć w jedzenie i myślenie. A także w porno rzecz jasna.
Święta w swojej esencji zachęcają do odkrywania W SOBIE Prawdy. Ale oczywiście nie ma do tego żadnej powinności. Nikt nas do tego nie zmusza.
Jednak można sobie zadać pytanie – dlaczego nie chcemy żyć spokojnie, radośnie, chętnie, odważnie, rozsądnie, odpowiedzialnie? Dlaczego uznaliśmy i wybraliśmy coś innego za odpowiednie dla nas?
A jeśli chcemy coś zmienić – zacznijmy zmieniać w sobie. Jaką negatywną cechą charakteru chcielibyśmy w sobie przepracować i odpuścić to, co ją zasila – np. żal, gniew, opór, poczucie winy, wstyd, strach?
Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Zasubskrybuj
Powiadom mnie o
guest
17 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Hubert

Zwycięstwo nad śmiercią nie zawsze musi oznaczać walkę z nią. Osobiście uważam, że zwycięstwo nad śmiercią oznacza poddanie strachu przed nią :). Nie wiemy co autor tekstu z Wikipedii miał na myśli. Ogólnie zwycięstwo często wiąże się z poddaniem. Główna zasada w judo brzmi “ustąp, a zwyciężysz”. Pamiętam sam jak o wiele mniej zacząłem się męczyć na treningach jak i też wiele obciążających emocji przestało się pojawiać gdy zmieniłem swoje podejście do sparingów/walk. Nie chciałem już zwyciężać nad kimkolwiek, a dążyłem do zwycięstwa dla jak największego doskonalenie siebie i sparing partnera/przeciwnika. Używam tu słów jak walka i przeciwnik, choć gdybyśmy się przyjrzeli intencjom, a także energetyce mojego ciała to można by było dostrzec, że wcale nie walczyłem, a innych nie postrzegałem jako wrogów. Była to raczej radość istnienia i wspólne doskonalenie się. Słowa mają drugorzędne znaczenie, nasza świadomość względem tego co robimy jest priorytetem. Chcę nawiązać do tego, że kiedyś napisałem Ci moje zdanie na temat słów, że według mnie są one tylko drogowskazem do czegoś ważniejszego od samych słów. Doświadczeń, uczuć, przeżyć, intencji, świadomości, duchowego wymiaru czyli np. Boga (chwili obecnej czy nieprzejawionego). Wtedy chyba napisałem tylko o tym, że są drogowskazem. Odpisałeś mi, że słowa mają znaczenie. I jest to jedna z niewielu, możliwa że jedyna kwestia w której się z Tobą nie zgodzę. Według mnie nie ma wgl różnicy czy nazwiemy coś “zmarchwystaniem, zwycięstwem nad śmiercią, wniebowstąpieniem czy przeistoczeniem ciała fizycznego w krystaliczne cialo Ka”.
Choć może napiszesz coś co pozwoli mi na to spojrzeć inaczej. Mam nadzieję, że nic głupio z kontekstu nie wyjąłem.

Druga kwestia to jakie jest Twoje zdanie na temat 5g? Mnóstwo spisków jest wokół tego, których w większości nawet mi się nie chce czytac/oglądać, bo jak widzę że ludzie to powiązują z wirusem, albo że ktoś pisze że rząd chce nas grillować to nie widzę sensu zagłębiania się w to. Zwróciło jednak moją uwagę to, że zwolennikami tej technologii nie były osoby które uznałem za mocno uświadomionych. Gdy z nimi pisałem to mówili mi, że nie ta technologia może mieć negatywne oddziaływanie na nasz mózg czyli też funkcjonowanie naszego ciała. Czytałem też na jakiejś stronce, że Szwajcaria, bo zbadaniu 5g zaczęła zdejmować wszystkie nadajniku tego typu. Niestety nie wiem czy to była informacja prawdziwa. Widziałem też, że ludzie zaczęli palić nadajniki 5g hahahahaha. Z tego akurat śmiać mi się chce :D. Jest dużo sprzeczności, bo widziałem filmiki gdzie ludzie pokazywali drzewa narażone na 5g i od tej strony co szły fale to drzewo dosłownie umierało, gdzie druga strona byla normalnie zakwitnieta. Pokazywane też były ptaki i owady nieżyjące na ziemii.
Z drugiej strony oglądałem kanały naukowe, które 5g przedstawiają jako zupełnie nieszkodliwą.
Wiesz coś na ten temat? Jakie jest Twoje zdanie o tym, mógłbyś może dokonać jakichś kalibracji o wpływie 5g na organizm człowieka?
Myślę, że nie byłbym jedyną osobą czytającą tego bloga, które by te informacje ucieszyły.

Staram się utrzymywać neutralna postawę wobec tego i nie sądzę, żeby było wprowadzane coś o tak mocno szkoldiwym działaniu tak po prostu na całym świecie, ale nigdy nie wiesz.

Hubert

Troche mi smutno, ze odpowiedz na moj komentarz zostala pominieta, uznam, ze po prostu nie jest potrzebna. Co do teorii o 5g uznam to za po prostu kolejny spisek, ktory kalibruje sie ponizej 200, wiec wnikanie w ten temat glebiej do niczego dobrego sie nie przyczynia. Pora tez bym sam zaczal kalibrowac zamiast liczyc, ze zrobisz to za mnie. Byc moze cisza wobec mnie byla najlepszym dla mnie posunieciem. Na moje ostatnie 3 maile gdy wspolpracowalismy nie odpowiedziales. Sytuacja wygladala tak, ze wrocilem do niektorych szkodliwych nawykow znajomosci, gdzie dostalem kolejnego kopa od zycia. Tym razem bardzo lekkiego, ale z ktorego szybko wyciagnalem wnioski. Program daje informacje + zalecenia praktyczne bardzo konkretne i uzyteczna jak rozwijac swoja swiadomosc i rozwiazywac te sytuacje, ktore uznajemy jako problem. Korzystam z tego, bardzo sie zmienilem, glownie w kwestii podejscia i intencji, a takze uwalniam juz emocje w kazdych mozliwych sytuacjach. Wciaz czasem popelniam bledy i niekorzystne dzialanie, ale dzieki temu sie ucze i rozwijam. Ogromnie sie ciesze ze swojego zycia i tego kim sie stalem i dokad dalej ide. Pokora okazala sie u mnie jedna z wazniejszych lekcji.

Jezeli ktokolwiek z czytelnikow bedzie czytal ten komentarz to naprawde oszczedcie sobie doszukiwanie sie niepotrzebnych wymowek by nie stosowac sie do zalecen. Piotrek chce dla Was dobrze. Nie ma na swiecie wiecej satysfakcji od tej jaka jest po przekraczaniu wlasnych ograniczen, odpuszczaniu sobie tego co szkodliwe i po prostu cieszeniem sie zyciem takim jakim jest. Dazenie do jak najwiekszej jakosci zycia bez tego co zbedne i ograniczajace. Ja jestem wdzieczny za wszystko co otrzymalem pracujac z nim. Do dzis moge wrocic do starych wiadomosci i znalezc w nich cos nowego. Przeczytac o czyms w modulach czy na blogu i sie zainspirowac i wdrozyc te podejscie do swojego zycia.

Pozdrawiam!

Hubert

Mega sie ciesze, ze odpowiedziales.

A więc już wiemy dlaczego napisałeś – bo czułeś smutek, zapewne też wstyd i opór i postanowiłeś rozpocząć “mądrą” dyskusję, by uciec od uczuć.
A gdy dyskusja nie została podjęta, poczułeś smutek, bo odmówione zostało Ci źródło, którego brak odczuwasz.

Mozliwe, nie zaprzeczam. Napisalem, ze mi smutno sie zrobilo podchwytliwie z nadzieja, ze wymusze odpowiedz. Udalo sie z czego sie bardzo ciesze i jestem wdzieczny!

Naprawdę znalazłeś sobie temat do dyskusji – znaczenie słów?
Tak chcialem to przedyskutowac i ladnie mi odpowiedziales, naprawde super. Faktycznie kombinuje za bardzo.

Gdy chcesz poruszać ze mną jakieś tematy, to zawsze zadaj sobie pytanie jakie to ma przełożenie na realne życie?
Realne, a nie bujanie w obłoczkach, chmurkach.
Bo komu cokolwiek dała ta rozmowa?
Od czegoś uciekasz. Od czego?

Coz byla taka sytuacja, ze sluchajac “potegi terazniejszosci” autor tam wyjasnial, ze slowa maja byc tylko drogowskazem do stanu obecnosci, ktory zawsze mozna poglebic, a stan ten jest bezdenny. Jak najmocniej podazylem za ta wskazowka i wszedlem w mega gleboki stan obecnosci, cos przepieknego. Nie bede sie juz dalej o tym rozpisywal. Oczywiscie potem przeminal, a ja zaczalem glupio kombinowac, ale juz dales mi na to dobra odpowiedz, troszke sie usmialem przy tym :D.

Co do 5g to dlugo mialem do tego zupelnie neutralne podejscie i wgl sie nie przejmowalem tym tematem, ale tylu ludzi mi o tym pierdolilo i wysylalo linki i wgl, ze zglupialem i chcialem sprawdzic sam jakie jest Twoje podejscie, gdyz uwazam Cie za najmadrzejsza osobe jaka poznalem. Zglupialem gdy zobaczylem filmik, ze niby od tych fal 5g padaja ptaki i lysieja drzewa i wgl w dziwne potem rzeczy sie zaglebialem. Teraz tak na to patrze i np. avatary jakie zyly na tym swiecie zyly w czasach gdzie ludzie sie wzajemnie czasem o “pierdniecie” otruwali, zabijali nawzajem. Duzo osob glodnych i chorych padali na ulicy, a krol w zamku mial nadsyt od wszystkiego. Wtedy to musialy byc spiski, a mimo to np. Buddzie nie przeszkadzalo zrobic by rozwinac swoja swiadomosc do tego poziomu by zrozumiec nature cierpienia ludzi. I pomimo takich czasow avatary zyli w pelni bedac spokojnymi i kochajacymi wobec wszystkiego.

Tak, bo poczułem, że tego potrzebujesz. Wracały te same pytania.
I w pelni rozumiem czemu tak postepiles, tez czasem np. ktos mi mowi, ze chce przestac palic czy cos i jak mi sie to udalo i daje im proste i konkretne rady do zastosowanie, a oni dalej swoje i potem mi znowu marudza, ze to robia itd. Ja sie pytam czy zastosowali moje wskazowki, a oni, ze nie albo ze tam raz czy dwa i koniec. I tez sie potem zastanawiam czy jak mi ktos w kolko to samo pisze to czy wgl warto poswiecac mu czas w tym temacie.

Ty teraz użyłeś np. określenia z filozofii judo “ustąp, a zwyciężysz”. I wyobraź sobie, że słyszy je młody człowiek i odbiera dosłownie i zaczyna stosować.
Np. ma się uczyć i przypomina sobie te słowa. Więc przestaje się uczyć. Ustąpił trudności – “przeciwnikowi”.
Albo jego dziewczynę zaczyna podrywać jakiś pijany, agresywny typek. A on ustępuje. Pozwala na to.
Wielu tak robi! Zamiast zadbać o swoje, odpuszczają, wybierają apatyczną postawę.

A to tez prawda i bede teraz podkreslal, ze jakakolwiek rada ma zasotoswanie tylko w takim kontekscie czy sytuacji. Podobnom sytuacje jak opisujesz mialem na wakacjach i chociaz caly czas spokojnie do goscia mowilem by dal sobie spokoj, bo probowal odbic mi dziewczyne z ktora sie bawilem, a laska nie byla zainteresowana. Na szczescie skonczylo sie tylko na krzyku do niego, ze i ja nie jestem zainteresowany bojkami etc i tez w ten sposob laski nie poderwie, wiec jak chce cos podzialac to zeby sie ogarnal i zmienil podejscie.

Pamiętam sam jak o wiele mniej zacząłem się męczyć na treningach jak i też wiele obciążających emocji przestało się pojawiać gdy zmieniłem swoje podejście do sparingów/walk.
No tak ale z samych treningów nie zrezygnowałeś.
Używam tu słów jak walka i przeciwnik, choć gdybyśmy się przyjrzeli intencjom, a także energetyce mojego ciała to można by było dostrzec, że wcale nie walczyłem, a innych nie postrzegałem jako wrogów.
Bo mówimy o warunkach kontrolowanych, gdzie ludzie nie mają wobec siebie negatywnych intencji.
To się najprawdopodobniej zmieni diametralnie w sytuacji realnego zagrożenia.

Mam wrazenie, jakbys chcial tu ujac uprawianie sportow walki tylko po to by mialo przelozenie na sytuacje gdzie pojawi sie zagrozenie. Otoz nie, bo wyobraz sobie ze to moze byc tez kogos pasja i nie mam na mysli napierdalania sie po mordzie, bo w judo nie ma takich elemtow. Mozna wkladac w to milosc i robic to dla uzyskiwania jak najlepszych wynikow. Tu tez klaniaja sie intencje, ale mialem tez i moment gdzie naprawde kierowalem sie miloscia, bo mimo ciezkiego wysilku fizycznego ja sie nie meczylem praktycznie, zajezdzalem ludzi kondycyjnie. Zostawalem po treningach. W domu jeszcze dodatkowo sie rozciagalem, a i jeszcze wszystko ladnie poukladalem, szedlem spac i tak nie moglem doczekac sie kolejnego dnia treningow itd, ze czasami wystarczaly tylko 3 4 h snu. Na zawodach wgl nie mialem stresu i dawalem z siebie 100% pomimo, ze zalezalo mi na wygranej to wgl nie obawialem sie porazki, w pelni ja akceptowalem gdyby miala sie wydarzyc. Byl to jednak krotki okres czasu, juz to Ci kiedys pisalem ,ze mialem momenty o duzo, duzo wyzszej swiadomosci niz normalnie mailem, bla bla bla…. Niewazne.

Pozdrawiam cieplo i wszystkiego dobrego! ;)

Łukasz

Wcześniej wierzyłem ,że nie jesteśmy swoim ciałem i umysłem a jak się temu głębiej przyjrzeć to po śmierci nie ma już nic.Jakbyśmy byli czymś wiece niż ciałem to nie musielibyśmy spać nawet.Sam Hawkins pisał ,że jesteśmy umysłem, ,bo te wyższe poziomy świadomości to siła umysłu.To umysł widzi poprzez oczy a jakbysmy je stracili to nic bysmy nie widzieli.Umysł myśli ,że jest coś po śmierci i wydaje mu się ,że to niemożliwe żeby nic nie było.

Łukasz

Nie mozna wyjść ze swojego ciała a świadomość to tylko chemikalia w mózgu.Jak dostajemy zastrzyk usypiający to nas nie ma przez jakiś czas i tak samo by było po śmierci.Jestesmy zwierzętami z umysłem logicznym i tyle.Umysł umiera i koniec.Nie mówię ,że dążenie do pozytywnosci jest zle tylko człowiek po pewnym czasie rozumie ,że żył w błędzie.To tylko naszym umysłom się wydaje ,że jest Ok a nie wiemy co inni myślą.

Łukasz

Doceniam Piotrze ,że tyle się opisałeś wtedy jak pracowałem nad sobą to wydawało mi się ,że mogę wszystko i czułem się szczęśliwy ale jak teraz na to patrzę to było dziwne ,bo nadal miałem problemy a chodziłem jakiś uradowany jakbym tylko żył pozytywnoscia.Z tego co zauważyłem to ludzie nawet ze 100 razy mniejszymi problemami chodzą do psychiatry lub psychologa a ja żyje pomimo takich lęków.Piotrze nawet alkoholicy potrafią się spotkać w grupie i rozmawiać normalnie lub pracować publicznie.Ja niby czułem się radosny a jak byłem w Mc Donalds i patrzę jak starsza babcia sprząta to nawet nie wyobrażam sobie jak mógłbym pracować tam lub w jakimś sklepie.Niby potrafiłem podejść do kobiety na ulicy i co z tego jakbym miał się spotkać z jej znajomymi to nierealne.Wiekszosc ludzi spotyka się normalnie z innymi i rozmawiają a ja jestem samotnikiem.Wtedy znalazłem dziewczynę ale tez miała zaburzenia i bardziej to było z litości.Jak patrzę naokoło to ludzie maja malutkie problemy w porównaniu do mnie.Miesiąc epidemii i mają depresje albo stracą prace,rozwód i depresja a ja siedziałem w domu 7 lat i nie poddałem się wyobrażasz to sobie?Móglbym osiągnąć wiele jakbym nie te lęki.Zylem jakbym nie widział swoich problemów po prostu cieszyłem się ,że po tylu latach wyszedłem do ludzi znalazłem dziewczynę ale co z tego przecież dla innych to jest codzienność.Wiec po co mi jakieś kursy jak to głębszy problem jest.

Łukasz

Z drugiej strony naprawdę piękne kobiety uśmiechały się do mnie i miałem taką odwagę ,że potrafiłem bez słów wziąć numer od dziewczyny.Masz racje za dużo fantazjuje np myśląc o tym jakbym miał pracować w sklepie itd to bez sensu.Zawsze jak upadam to wyciągam wnioski np żeby nie uzależniać szczęścia od kobiet.Nie doceniłem tego ,że się zmieniłem i wyszedłem do ludzi ale ten upadek był potrzebny ,bo robiłem dziwne rzeczy.Jak człowiek patrzy w przeszłość to sobie mówi ,że był wtedy gówniarzem.Będę musiał znów pracować nad sobą i się oczyścić żeby wrocic do tego stanu co kiedyś.

Łukasz

Wtedy był aż rok pracy nad sobą a nie 3 tygodnie.Mialo być na powaznie i na stałe lecz wrocilem po roku do uzależnienia.Osiagnalem to co chciałem i się rozczarowałem jak zapewne wiele ludzi po.Kilka dni nie oglądam porno i od razu motywacja wróciła do życia.Czlowiek to jest głupszy od zwierząt w niektórych aspektach bo bez porno czuje się 100 razy lepiej a potem wraca do filmów i logika się wyłącza.

Łukasz

No ale na początku zawsze jest ciężko i nieprzyjemnie przez pierwsze dni a dopiero po kilku dniach abstynencji jest lepszy humor.To nie tak ,że czuje się lepiej i przestaje oglądać porno to raczej działa tak ,że im bardziej chujowo się czuje to przestaje oglądać porno.

Podobne Wpisy:
O Emocjach – Poczucie Winy (Część 1)

O Emocjach – Poczucie Winy (Część 1)

Przyjrzyj się obrazkowi powyżej. Jak sądzisz – co ta postać może sobie myśleć? A teraz przypomnij sobie, że to nie ona myśli. Myśli jej umysł automatycznie, co nie ma NIC wspólnego z tą postacią. Bardzo możliwe, że i z Tobą. Myśli ORAZ emocje to sygnały informujące Cię, że trzymasz się jakiejś negatywności. Aby coś w… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4
Opór

Opór

Witam Cię serdecznie! Pod jednym z artykułów otrzymałem króciutki komentarz, który zainspirował mnie do napisania tego artykułu (a raczej siłą przyparł do ściany i wrzeszczał, aż się zgodziłem go napisać). Oto wspomniany komentarz: “Ciężko coś robić czując niechęć. A co zrobić, żeby pojawiła się chęć? Długo trzeba czekać, by pojawiła się chęć?“ Jako, że był… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0
O Emocjach – Duma (Część 4)

O Emocjach – Duma (Część 4)

Witam Cię serdecznie! Dziś kontynuujemy temat świadomości Dumy. Części 1-3 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► O Emocjach – Duma (Część 1). ► O Emocjach – Duma (Część 2). ► O Emocjach – Duma (Część 3). Opiszę dzisiaj pewną sytuację z życia jednego z moich znajomych. Taka tam tycia ale coś nauczyć się można. Zahaczymy… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0
Ludzki umysł (Część 2)

Ludzki umysł (Część 2)

Witam Cię serdecznie! Wracamy do tematu natury pracy ludzkiego umysłu. Część 1 znajdziesz klikając na poniższy link: ► Ludzki umysł (Część 1). Ludzki umysł myśli sam. Żadne słowa nie oddadzą w pełni ważności zrozumienia tego krótkiego faktu. Umysł myśli sam i nic nie możemy na to poradzić, ani nic nie możemy z tym zrobić: –… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 8

WOLNOŚĆ OD PORNO