Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/15

Witam Cię serdecznie!
Pragnę rozpocząć serię artykułów, które zajmą się tematem świadomości bycia ofiarą (postrzegania siebie jako ofiarę) – z czego to wynika i jak to przekroczyć. Słowem – pomóc przywrócić świadomość na tory zdrowia, wiary, nadziei, zrozumienia, energii.
Na pewno nie wyczerpię tematu i nie podam uniwersalnych kroków, by się z tego oswobodzić. Przedstawię zarys tego, co ma miejsce.
Serię artykułów proszę traktować jako całość. Nie należy wyciągać z kontekstu czegokolwiek co tu napiszę. Jak potem zaznaczę – ludzki umysł ma bardzo dużo zysku w obronie świadomości ofiary i niewłaściwie zinterpretowane słowa mogą wywołać wzburzenie.
Ok, głęboki oddech i jedziemy.
W ogromnym skrócie – świadomość ofiary to świadomość braku kontroli, mocy, bezpieczeństwa, wartości. Również braku miłości. Świadomość utraty kogoś/czegoś, kogo/co uznawaliśmy za zewnętrze źródło czegoś w nas, przez co cierpimy, bo nie jesteśmy już kompletni.
Wszędzie, gdzie w naszym życiu nie mamy sukcesów, obszary życia mocno zaniedbywane oraz gdzie brakuje poczucia humoru – tam utrzymujemy świadomość ofiary. Bo gdybyśmy mieli odpowiednią intencję, chęć i energię, zajęlibyśmy się tymi obszarami. Jeśli tak nie jest – coś to wszystko blokuje.
Wiele osób wierzy, że ofiarą staje się osoba, której przytrafi się coś złego. Jednak nie jest to prawdą. Ofiarą nie stajemy się ze względu na zewnętrzne okoliczności, tylko dochodzi do nich, bo już wcześniej utrzymywaliśmy w sobie nieuświadomione jakości odpowiadające z byciem ofiarą. Zazwyczaj przez wiele lat.
Zewnętrze reprezentuje nasze wnętrze.
Do tego stwierdzenia będę się odnosił w trakcie tej serii.
Ofiara czuje się słabsza, niż to, co ją spotyka, niż inni ludzie. Czuje niemoc, a więc BRAK MOCY. A temu, co czuje opiera się i całą moc poświęca na zmaganie ze sobą lub z zewnętrznymi okolicznościami.
Ofiarę wszystko i wszyscy atakują – myśli ją napadają i męczą, stres dopada, emocje paraliżują i nie dają żyć, w ogóle są złe, zawsze przytrafia się jej coś złego.
Czuje, że może tylko się dopasować do świata, starać uniknąć ciosów, które na pewno zostaną w nią wymierzone, bo cały czas czuje się winna – jakby zasługiwała na karę. Nie wierzy, że może wpłynąć na zewnętrzną rzeczywistość i ukształtować ją z korzyścią dla siebie. Nigdy nie czuje się bezpiecznie.
Czuje, że nieszczęście i cierpienie jest tylko kwestią czasu i robi, co może by ten moment odsuwać od siebie za wszelką cenę.
Zewnętrze warunki są przez ofiarę postrzegane jako przytłaczające, niemożliwe do zmiany, ani kontroli.
Ponadto ofiara wierzy, że świat zewnętrzny jest źródłem bólu i cierpienia.
Ofiara nie czuje, że ma jakikolwiek wpływ na życie, a jednocześnie w samym życiu dostrzega wroga, niebezpieczeństwo i że wszystko i wszyscy mają większą moc i siłę od niej.
Ofiara chodzi ze wzrokiem opuszczonym w ziemię tak jakby wierzyła, że to ją chroni przed atakiem innych, którego cały czas się spodziewa (ludzie nie wiedzą/nie pamiętają, że patrzenie w ziemię pomaga oczyścić się ze wstydu i winy, dlatego też w kościołach i podczas modlitwy opuszcza się wzrok – Ziemia zawsze chętnie przyjmuje nasze nagromadzone toksyny, czego najbardziej wyraźnym przejawem są drzewa i procesy, które przeprowadzają).
Ofiara unika patrzenia innym ludziom w oczy, bo spodziewa się, że ktoś zobaczy w niej ten cały wstyd, winę i ją zaatakuje, gdy zorientuje się jak słaba jest. Ale tak naprawdę ofiara boi się zobaczyć własne odbicie.
Nieraz ofiary stają się katem dla innych. Bo gdy w czymś/kimś dostrzegą to, co uznały za słabość, atakują tak jak same czują się atakowane. Gromadzona w nich wina i gniew, a nieraz i rozpalona do białości nienawiść znajdują ujście i koncentrują się na tym, co ofiara uważa za słabe.
Ofiara może więc atakować oraz nienawidzić niewinności, piękna, spokoju, wzniosłych celów innych osób, wysokiej energii, swobody, seksu, dzieci, a nawet potępiać męskość i kobiecość w ogóle. Dlatego ofiary nie odnoszą sukcesów – bo poza tym, że nie czują energii, motywacji, ani chęci, to zazwyczaj potępiają tych, którzy mają to, czego im jest brak.
To ofiara ze wszystkich niskich utożsamień najsilniej projektuje swój wewnętrzny stan na cały świat. Drugim jest megaloman.
Ofiara wyszukuje tylko takie informacje, które potwierdzają jej postrzeganie niej samej, a odrzuca wszystkie inne. Ignoruje więc rzeczywistość, a nieraz i przeinacza ją na rzecz utrzymywania w sobie własnego, negatywnego stanu oraz jego usprawiedliwień i racjonalizacji.
Można rzec, że świadomość ofiary jest samospełniającą się przepowiednią.
Ja siedząc zamknięty, odizolowany w pokoju oglądając porno przez kilkanaście lat, ciągle użalając się, stresując, postrzegając się jako ktoś gorszy nie doświadczałem praktycznie niczego innego. W kółko było to samo. Było mi źle i boleśnie. Tylko czekałem na coś negatywnego i zawsze się doczekiwałem. A to stawało się dla mnie potwierdzeniem “moich” obaw.
Gdy raz w dzieciństwie zadzwonił telefon z wiadomością o śmierci wujka, od tamtej pory telefon stał się dla mnie źródłem tych wszystkich negatywności, które wtedy poczułem – wielki strach, opór, poczucie winy, wstyd, żal, ogromny ból psychiczny. Pomimo, że telefon tysiące razy przekazywał informacje pozytywne i ułatwiał życie, od tamtej pory przez kilka lat zalewałem się potem, gdy dzwonił. Więc kompletnie pominąłem rzeczywistość na rzecz tego jednego wydarzenia.
Żyłem w zamkniętym kole.
Robiłem minimum tego, co było ode mnie wymagane. Nie szukałem pracy, nie szukałem interesujących, rozwojowych zajęć, nie edukowałem się. Robiłem tylko to, co mi kazano, czego ode mnie oczekiwali inni. Żyłem jako nic nie znaczący element układanki innych ludzi ale nie postrzegałem siebie jako pełnowartościową żywą istotę. Dla siebie robiłem tylko tyle, że izolowałem się od wszystkiego, co uznałem za niebezpieczne. Czyli od praktycznie wszystkiego i wszystkich.
Każdy problem traktowałem jako katorgę i tak czułem się próbując sobie z nim poradzić.
Zawsze doprowadzałem do sabotowania zmian. Gdy poznawałem nowe osoby, znajomości urywały się automatycznie po maksymalnie roku. Gdy wprowadzałem się do nowego mieszkania, maksymalnie do roku to miejsce było dla mnie już nie do zniesienia. Prawie wywalili mnie ze studiów po drugim semestrze (czyli po roku). Oczywiście zawsze znalazł się ktoś do obwinienia.
Wtedy tego nie widziałem ale ewidentnie moje życie wyglądało jak w kółko odgrywany jeden program, który powtarzał się w każdej sytuacji, każdym obszarze mojego życia. Było to zbyt wyraźne, również zbyt mało prawdopodobne, by mogło stanowić zwykły przypadek.
I faktycznie – nie było przypadkiem. Ale i tak to ignorowałem.
Nie byłem gotowy wziąć za siebie odpowiedzialności. Wytłumaczeniem na wszystko było – “Jestem gorszy, dlatego sobie nie radzę, dlatego jest mi trudno, dlatego większość rzeczy zawalam”. I dlatego musiało zaboleć mnie bardziej, bym otworzył oczy i na szczęście tak się stało.
Mój umysł nie myślał innymi kategoriami, niż ofiara, obwinianie, użalanie się, muszenie. Wszyscy mieli lepiej, radzili sobie, mieli seks, fajne życie. Ale ja nie i nic nie wskazywało, że to się zmieni.
Ciekawe jest to, że nawet żyjąc na tym granicznie niskim poziomie i “nie radząc sobie z niczym”, przeżywałem. Żyłem. Nieświadomie robiłem co mogłem, by nie przeżyć, a nawet z tym żyłem nadal. Kiedyś pijany dla jaj położyłem się na jezdni, by zatrzymać taksówkę. Na szczęście żadna nie przejechała w tym czasie. Grupka ludzi, których wtedy poznałem wymyśliła dla mnie bardzo trafny przydomek – “Głupi sku***syn”.
Ofiara nie dba o siebie. Wybiera praktycznie same niekorzystne działania, dokonuje niezdrowych wyborów.
Ofiara najbardziej boi się kary. Boi się potwierdzenia swoich obaw na swój temat. Dlatego ludzie w świadomości ofiary zaczynają nawet pożądać własnej śmierci. To co przez większość ludzi na planecie postrzegane jest jako największe zło i wobec czego czują największy strach, dla ofiary śmierć może stać się sposobem na uniknięcie dalszego cierpienia i kary.
A to pokazuje znaczenie KONTEKSTU.
Ofiara utrzymuje taki kontekst, w którym ona jest zła/gorsza, a inni lepsi. Ona cierpi, a inni nie. Ona nic nie może, a inni mogą. Ona nie ma mocy, a inni ją mają. Jej nic nigdy się nie chce, a inni mają mnóstwo chęci. Ona sukcesu nie osiąga, a inni osiągają. Ona nie ma kontroli, a wszyscy (zazwyczaj ci źli), kontrolują wszystko i wszystkich. W oczach ofiary nawet Bóg jest zły. Ofierze zawsze coś się przydarza, a ona może tylko się z tym zmagać, walczyć lub uciekać.
A także wymagać rekompensaty, uwagi, troski, pomocy od innych.
Dlatego ofiarę faktycznie jest tak łatwo kontrolować nawet za ochłap akceptacji czy poczucia przynależności. Wszystkie kulty, a nawet nieraz armia tylko czyha na człowieka z niskim poczuciem własnej wartości, by mu tę wartość obiecać. Ofiarę bardzo łatwo jest oczarować.
Bo umysł ofiary bardzo silnie szuka zewnętrznych źródeł tego, czego brak odczuwa.
To, co ofiarę może zaboleć bardzo mocno ale jest to krytyczne do uświadomienia sobie to prosty fakt, że wszystko co w życiu ta ofiara ma, sama wybiera. Bo wybiera wyłącznie to, co widzi w swoim umyśle. A umysł zasilany tak niskimi jakościami jak wstyd, wina i opór nie może wymyślić nic, co ofierze pomoże.
Stąd też w drugim artykule piszę o konieczności zyskania pomocy z zewnątrz.
Rozumiem wpływ traumy, negatywnych doświadczeń, straty, otrzymanego bólu czy to będąc dzieckiem, czy nastolatkiem, czy osobą dorosłą. Nie neguję, że są to doświadczenia o wielkim wpływie na dalsze życie. Jednak życie odzwierciedla nasze wnętrze. Można powiedzieć, że z taką samą siłą przyciąga nas przyszłość, z jaką ciągnie przeszłość.
Ofiara bardzo chętnie trzyma się przeszłości i wszystkich przejawów niesprawiedliwości, niegodziwości, etc.
Dlaczego to robi? Bo bardzo silnie wierzy, że jest swoim umysłem. Utożsamia się z nim w 100% niezależnie jak absurdalne myśli w nim widzi. A umysł potrzebuje racjonalizacji tego, co nosimy w sobie – wstydu, winy, oporu, żalu, strachu, gniewu.
Stąd też zawsze staram się wyjaśnić ludziom, że to nie myśli ich dręczą, ani emocje, lecz to oni dręczą myśli i emocje! To oni się ich trzymają, opierają się im, nie chcą ich, walczą z nimi, itd. Dlatego nie mijają.
Ofiara nieświadomie zawsze wybierze to, co albo zachowa stan obecny, albo doprowadzi do jeszcze większego wstydu, winy, oporu, żalu, gniewu, frustracji, stresu. Ewentualnie ofiara poświęcać będzie czas i środki, by uniknąć tego, co często kończy się niewychodzeniem z domu. Są fobie, że ludzie boją się wyjść z domu, bo są przekonani, że od razu coś im się stanie.
A jest to zwykła projekcja i wielka niedojrzałość w temacie emocji. Strach nie informuje o rzeczywistości, tylko naszej interpretacji. A stłumione wielkie pokłady wstydu i strachu są jedynie na siłę racjonalizowane przez umysł logiczny. Nie oznaczają opisu rzeczywistości. Fobie oznaczają więc oczarowanie umysłem, identyfikację i trzymanie się emocji oraz urojone racjonalizacje.
Ofiara nie widzi absurdu w tym, że poświęca ogromne ilości energii na utrzymywanie np. strachu i racjonalizuje to tym, że strach ją chroni. Nie dostrzega ona, że nic takiego nie ma miejsca i to strach jest tym, co w końcu przyciągnie do niej niebezpieczne wydarzenie. Zaś dla umysłu ofiary to wydarzenie będzie tylko potwierdzeniem racji “A nie mówiłem/am?! Gdybym został/a w domu, to by mi się nie przytrafiło!”
Ofiara poddaje się po jednej porażce. Niegdyś z grupką znajomych robiliśmy pizzę. Zazwyczaj wychodziła nam świetna. Raz ciasto znajomej nie smakowało jej. Wszystkim innym smakowało. Podzieliliśmy się z nią naszymi kawałkami. Za jakiś czas zaproponowałem znowu robienie pizzy. Ona odmówiła, bo ostatnio jej nie smakowało. Więc tak jak ja – dziecko – nie chciałem, by zadzwonił telefon, bo raz przekazał złe wieści, a tysiąc razy pozytywne.
Stąd też przysłowie, że po upadku z konia należy na niego wejść. By umysł nie wyprojektował bólu, oporu, wstydu, winy, żalu na jazdę konną.
Dlaczego ofiara poddaje się po jednej porażce? Bo poddaje się tak naprawdę mierzeniu z własnym wnętrzem. Opiera się temu jeszcze silniej i dlatego ma jeszcze mniej chęci i energii. Wierzy, że przez zrezygnowanie z działań uniknie bólu. I jako, że odpuściła kolejną rzecz, która WYCIĄGA z niej nagromadzone toksyny, wierzy, że zrobiła dla siebie dobrze. Ale jej życie nie ulega zmianie, a zazwyczaj się pogarsza.
Opieranie się tak wielkim ilościom nagromadzonych toksyn i trucizn naturalnie drenuje z wszelkich zasobów energii. Zaś sam opór to przecież niechęć. Stąd też ofiara czuje praktycznie wyłącznie niechęć.
Ja sam rozumiem doskonale poczucie niemocy. Faktycznie czujemy brak wszelkiej mocy, zero energii i nie jesteśmy w stanie kiwnąć palcem. Jednak fakt jest prosty – ja potrafiłem się wkurwić nawet w stanach kompletnej bezsilności. Potrafiłem skądś energię sobie zorganizować. Tylko zazwyczaj na krótko i z negatywną intencją i gdy zazwyczaj już byłem przesycony niechęcią i nienawiścią, a po krótkim działaniu czułem się jeszcze bardziej wyczerpany. Jednak fakt pozostawał faktem – pomimo, że przez 95% czasu czułem niemoc, to jednak od czasu do czasu pozwalałem sobie zwiększyć poziom energii.
Więc źródło energii było we mnie, tylko nie potrafiłem się do niego “dokopać”. Niekorzystnie zarządzałem własnym wnętrzem.
Dlaczego jednak poziom ten praktycznie cały czas był krytycznie niski? Postarajmy sobie uświadomić jedno – nikt nie mentalizował za mnie, nikt nie przesiadywał w zamkniętym pokoju za mnie, nikt nie oglądał porno za mnie, nikt nie rezygnował ze wszystkim zaproszeń za mnie, nikt nie usprawiedliwiał mojego samopoczucia za mnie, nikt nie utrzymywał oporu za mnie, nikt nie użalał się za mnie, nikt nie obwiniał za mnie, nikt nie zawstydzał mnie za mnie, etc.
Ofiara sama, nieświadomie oddaje moc negatywnościom – zasila je własną energią. A to wspaniała informacja! Bo widząc jak wiele negatywności jest w naszym życiu, możemy zdać sobie sprawę jak wiele energii w sobie mamy ale po prostu oddajemy ją.
To nie świadczy o nikim źle!
Tak żyje osoba nieświadoma i przesiąknięta wstydem, winą i oporem. To jest zupełnie normalne!
Tak wygląda życie w pokoju bez światła. Będzie nam trudno się po nim poruszać, co chwila będziemy w coś uderzać, więc ból będzie nieunikniony. Jeśli wprowadzimy do pokoju, w którym jest ciemno coś nowego, za chwilę się o to przewrócimy, prawda? I uznamy, że jest nam z tym jeszcze trudniej.
Ale gdy zapalimy światło, gdy wprowadzimy do ciemnego pokoju jasność, to nawet nic w nim nie zmieniając, zacznie nam być dużo łatwiej i może już się nie potkniemy, więc zniknie bardzo duża ilość “źródeł bólu”.
Ofiara już dużo wcześniej wierzyła w wiele negatywności na swój temat, innych ludzi, świata. Wierzyła też w to, że opieranie się, walka, ucieczka jest właściwym rodzajem postępowania, bo gwarantuje to przeżycie.
Okazuje się, że to nie gwarantuje przeżycia (ja przeżywałem pomimo zatruwania się coraz bardziej i życia jak “głupi sku***n”), tylko degeneruje jakość tego przeżycia. Ale wierząc w bzdurę, gromadzimy negatywności i trucizny jak słoiki na zimę.
Skąd w ogóle pomimo tylu negatywności i tak utrzymujemy świadomość ofiary?
Świadomość ofiary jest rezultatem ludzkiej niewinności. <- Zapamiętaj to zdanie.
A czym jest ludzka świadomość? Ona jest jak hardware, który odtwarza software. Komputer będzie odtwarzał to, co na nim zainstalujemy, prawda? Nie może powiedzieć temu “Nie!” Gdy coś zostanie zainstalowane na komputerze, będzie na nim działało niezależnie jaki wpływ ma to na pracę komputera. A komputer nie potrafi odróżnić jaki software jest dla niego korzystny, a jaki nie.
Ludzkie dzieci są jak gąbka – biorą w siebie praktycznie wszystko, co usłyszą od innych. I to będzie w nich działało nawet przez całe życie, dopóki sami świadomie z tego nie zrezygnują.
A gdybyśmy trzeźwym okiem popatrzyli na przekazy z filmów i bajek, dostrzeglibyśmy MASĘ negatywnego programowania. Titanic, The Avengers, Spider Man… wszystkie filmy, seriale mają setki przekazów podprogowych, które podświadomość gromadzi i instaluje. Pokażcie mi film, w którym ludzie bogaci ukazani są jako dojrzali, kochający, radośni, pełni energii, mądrzy, hojni, szczęśliwi, dobrzy? Nie ma takich!
To przypadek? Nie – to podświadomość, która chroni sama siebie. Nie potrzeba spisku, by chronić świadomość ubóstwa. To robi sam nasz własny umysł. Tak jak umysł ofiary chroni świadomość ofiary.
Jeśli dziecko naogląda się, że bogactwo prowadzi do korupcji, będzie unikać bogactwa jak zarazy! A potem naogląda się, że facet musi mieć kasę, że kobieta w dzisiejszych czasach musi sobie radzić finansowo, by nie być gorszą od mężczyzn i już mamy zagwarantowane zmaganie i frustrację na resztę życia!
Dlatego wiele organizacji, w tym kościelne tak pazernie chwytają się dzieci od najmłodszych lat. Oczywiście nazywają to szlachetnymi pobudkami. Ale powód jest bardzo prozaiczny – dziecko uwierzy we wszystko, co się mu powie i jego umysł będzie sam tego bronił przez resztę życia i uznawał za rzeczywistość.
Dlatego tak istotne jest zrozumieć, że ludzie są w esencji niewinni. Nawet największy gwałciciel robi to z własnej niewinności. On naprawdę wierzy, że robi coś dobrego (tylko zazwyczaj dla siebie). Jest niedojrzały, oczywiście. Jest jak dziecko, jak dinozaur – to 100% egoizmu, to kompletny brak uwzględniania dobra innych. I wynika to z nieumiejętności POCZUCIA czegoś więcej, niż separacja, niż samotność. Dlatego nie widzi nic złego w krzywdzeniu innych, a jego umysł wymyśli do tego odpowiednią racjonalizację.
I potem słyszymy, że to dziecko uwiodło dorosłego gwałciciela! Bo było niewinne, było posłuszne! No on nie mógł się po prostu opanować!
Dlaczego dochodzi do tak wielkich niedorzeczności? Bo osoba dopuszczająca się takiego czynu jest niedojrzała wewnętrznie. Nie działa jej wewnętrzny kompas! Ona nie czuje ani winy, ani wstydu!
Z drugiej strony ofiara jest wstydem i winą przesiąknięta, bo łapie się ich zewsząd, trzyma, opiera, walczy, zasila i potem je racjonalizuje i broni. To ten sam problem, tylko jego drugie ekstremum.
Wiele osób uzależnionych mówiło mi, że wierzyli bardzo mocno, że jak sami będą się karać, to unikną innej, większej kary. Tak niewinnie uwierzyli w banialuki na temat karzącego boga czy jakichś innych nieporozumień dotyczących poczucia winy i pracy umysłu.
Wielu osób, ostatnio nawet fryzjer mówił mi, że czują w sobie nawet nienawiść do kobiet. Bo oni chcą tak dobrze, tak się starają, a i tak seksu nie mają. Rośnie w nich więc opór, frustracja, wina. Tracą energię na opieranie się i walkę i sami odbierają sobie radość, która często wystarcza, by poznać fajną osobę i ten seks mieć.
Stąd też, że człowiek to hardware odtwarzający software, w moim życiu wszystko nowe upadało po około roku. Dlatego sam sabotowałem relacje, sukcesy, wprowadzałem zmaganie i cierpienie. Kiedyś (i nawet wiem kiedy) wgrałem program mówiący mi, że wszystko zawalę. I go odtwarzałem pomimo najszczerszych chęci. Sam w sobie poinstalowałem mnóstwo takich programów, które same w sobie stanowiły wyłącznie racjonalizację zaniedbanego wnętrza – stłumione i wyparte wstyd, winę, opór, żal, gniew, etc.
Dlatego też ofiara dokąd się nie uda, dokąd nie spróbuje uciec, można rzec, że będzie zabierała negatywne, bolesne doświadczenia ze sobą. Bo przecież wszędzie będzie sobą! To może brzmieć na pierwszy rzut oka strasznie ale takie nie jest.
Bo to oznacza, że gdy rozpoznamy W SOBIE źródło negatywnych doświadczeń i się z niego oczyścimy, przestaniemy doświadczać negatywności automatycznie.
Gdy odinstalujemy software, przestanie on działać. Ofiary niestety zazwyczaj wybierają niszczenie hardware-u. Bo wierzą, że są softwarem, a software-u nie można zmienić inaczej, niż przez zniszczenie komputera.
A żeby coś odinstalować, należy sobie uświadomić, że to działa i że sami to utrzymujemy – albo przez utożsamienie, identyfikację, albo przez opieranie się temu.
Wiele osób próbuje się “przeprogramować” – słuchają w kółko programów motywacyjnych, nagrań hipnotycznych, etc. Nie można się “przeprogramować”! Zapomnij o tym! Nie tak działa podświadomość (ani tym bardziej świadomość, którą jesteśmy). Aby zmienić wnętrze, należy się oczyścić z tego, co już tam zalega, a nie na siłę dodać coś nowego. Gdy wgramy do komputera nowy program bez odinstalowania tych, które obciążają jego działanie, komputer będzie działał jeszcze wolniej, a może nawet pojawią się błędy i system zacznie się zawieszać.
Widać to doskonale na przykładzie pożądania i wstydu. Pragniemy pięknych kobiet ale się wstydzimy i boimy do nich podejść, porozmawiać, zaprosić na randkę, etc. Osoba taka jest rozdarta wewnętrznie. Niby chce tego ale sobie na to nie pozwala, bo czuje opór, wstyd, winę, strach, które racjonalizuje jej umysł i zazwyczaj wyprojektowuje na kobiety (bo przecież tylko na myśl o nich te osoby czują się tak źle).
Albo osoba walcząca z masturbacją, którą uznała za zło. Robi to, co uważa za złe, grzeszne, więc ostatecznie i siebie uzna za złą i grzeszną. Stara się robić coś innego, motywować się ale w obliczu winy i wstydu i tak sięgnie po masturbację i jeszcze mocniej się pogubi.
Najpierw należy oczyścić się z przyczyn cierpienia, a dopiero potem liczyć, że ruszymy z kopyta. Nie pojedziesz samochodem z zaciągniętym hamulcem ręcznym, choćbyś nie wiem jak bardzo dociskał gaz. Nie pojedziesz samochodem wierząc również, że zaciągnięty hamulec ręczny jest jedyną rzeczywistością, z którą można się jedynie zmagać i walczyć.
Po drodze konieczne jest się odczarować – nic w świecie nie dam nam szczęścia, spokoju, nie przywróci wartości. Zrozummy to, co mówię dobrze. Nie mówię, że mamy wybrać apatię i nie dążyć do niczego!
Mamy wybrać pozytywny cel (jak relacja, nowa praca, hobby, zdrowsze odżywianie, pozbycie się uzależnienia) ale nie mamy liczyć, że to nam coś da. To my dążąc do tego mamy wykonać odpowiednią, niezbędną pracę polegającą na wewnętrznym oczyszczeniu i nauce mądrego zarządzania oraz inwestowania (czyli dodawania od siebie) tego, co pozytywne do relacji, pracy, etc.
W związku z drugą osobą poczujemy się tak jak czujemy się sami ze sobą, tylko bardziej. Dlatego jeśli bez związku jest nam źle, w związku po odczarowaniu/rozczarowaniu będziemy czuli się jeszcze gorzej i nasz partner/partnerka też i wkrótce dojdzie do zdrady i/lub rozpadu.
I wtedy poczujemy to wszystko, przez co było nam źle. Ale nasz umysł rozpocznie tzw. projekcję, czyli postara się nas oczarować i przekonać, że źródłem naszego gorszego samopoczucia jest druga osoba i że ona jest winna/ona za to odpowiada. Jeśli w to uwierzymy, nic się nie zmieni.
A czy nie tak postępuje ofiara względem swoich oprawców? Ile osób wzięło odpowiedzialność za to, co ją spotkało, a ile obwiniło i znienawidziło innych?
Ile osób partnerkę/partnera, których traktowali jak najcudowniejsze osoby na świecie, potem traktują jak wroga nr 1 i nazywają najbardziej przykrymi określeniami? Bo zachowanie drugiej osoby doprowadził do naszego detoksu! A tych toksyn i trucizn chroni ego, bo mu na nich zależy.
Gdy spotyka nas coś nieprzyjemnego, zawsze ujawnione zostaną już stłumione w nas toksyny. I są wtedy 3 możliwości:
1. Wzięcie odpowiedzialności, oczyszczenie się, wybaczenie.
2. Utrzymywanie i przelewanie negatywności na inne osoby.
3. Utrzymywanie w sobie negatywności. Czyli jak dziecko – niekochane przez rodziców dziecko nie przestaje kochać rodziców, tylko przestaje kochać samo siebie.
Oczywiście punkt pierwszy jest korzystny dla naszego zdrowia. Punkty 2 i 3 są najczęstsze, bo ludzie nie rozumieją emocji i faktu, że mogą się z nich oczyścić ale WYŁĄCZNIE, gdy przestaną je trzymać dla innych i wybiorą, by się ich puścić niezależnie jak usprawiedliwione się wydają.
Dlatego krytyczne jest pytanie – “Wolisz mieć rację czy spokój?” Ofiara zawsze wybiera rację.
Umysł może myśleć tylko na podstawie tego, co nosimy w sobie. Dlatego jeśli mamy w sobie winę, on będzie myślał z tą winą i będzie szukał dla niej usprawiedliwienia. Będzie szukał dla niej źródła. Dlatego na tym świecie tak chętnie szukamy winnych. Bo poprzez to nasze ego gwarantuje sobie przeżycie! Gdy winę, którą w sobie nosimy znajdzie w kimś, może obwinić tę osobę, nienawidzić ją. Wina więc nie zostaje oczyszczona, a nawet jej przybywa.
Gdy zrobimy listę osób, które o coś obwiniamy, zobaczymy, że to jest jak pajęcza sieć, która nas więzi. Ego uczepiło nasze własne trucizny o tak wiele wyobrażeń, powodów. A nasz niewinny umysł sam tego będzie chronił, będzie atakował te osoby, nienawidził, opierał się, obwiniał coraz więcej.
Im więcej osób obwinimy i to usprawiedliwimy, tym gorzej dla nas!
Największe urazy i największa niechęć najbardziej szkodzą nam i tylko nam.
Dlatego wybaczenie jest kluczowe w procesie wychodzenia ze świadomości ofiary.
Na początku artykułu napisałem, że ofiara zanim doszło do negatywnych doświadczeń, już trzymała w sobie negatywności, zazwyczaj przez lata.
Niełatwo jest więc odpowiedzieć na pytania przy ograniczonym kontekście ludzkiego życia:
– A co z dziećmi, które rodzą się chore, niepełnosprawne lub w trudnych warunkach jak ćpający rodzice wykorzystujący je seksualnie?
– Co z niewinnymi, którym nagle przydarza się coś tragicznego, a którzy starali się żyć dobrze?
O tym opowiem w dalszych częściach tej serii.
Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Powiadom mnie o
Avatar

Avatar
Gość
Piotrek
11 stycznia 2019 21:53

Dobra seria się zapowiada! :)

,,Robiłem minimum tego, co było ode mnie wymagane. Nie szukałem pracy, nie szukałem interesujących, rozwojowych zajęć, nie edukowałem się. Robiłem tylko to, co mi kazano, czego ode mnie oczekiwali inni. Żyłem jako nic nie znaczący element układanki innych ludzi ale nie postrzegałem siebie jako pełnowartościową żywą istotę. Dla siebie robiłem tylko tyle, że izolowałem się od wszystkiego, co uznałem za niebezpieczne. Czyli od praktycznie wszystkiego i wszystkich.”

,,Mój umysł nie myślał innymi kategoriami, niż ofiara, obwinianie, użalanie się, muszenie. Wszyscy mieli lepiej, radzili sobie, mieli seks, fajne życie. Ale ja nie i nic nie wskazywało, że to się zmieni.”

To o mnie

,,Stąd też w drugim artykule piszę o konieczności zyskania pomocy z zewnątrz.”

Robiąc samorozwój wielokrotnie czułem się winny że skoro ,,moja rzeczywistość wynika z mojego wnętrza” to powinienem móc to zmienić ot tak, bez problemu. Jednak jestem ,,tak beznadziejny że nawet tego nie potrafię zrobić sam”

,,Dlatego też ofiara dokąd się nie uda, dokąd nie spróbuje uciec, można rzec, że będzie zabierała negatywne, bolesne doświadczenia ze sobą Bo przecież wszędzie będzie sobą! To może brzmieć na pierwszy rzut oka strasznie ale takie nie jest.”

Hah, moje pójście na studia w 2010 roku, ucieknę z dość dysfunkcjonalnego domu, tylko że ,,dom” niosę w sobie ;)

Avatar
Gość
Łukasz
11 stycznia 2019 12:42

Mam to samo i ciągle zadaje sobie pytanie dlaczego inni mają motywację w pracy a ja nie?dlaczego inni potrafią rozmawiać z innymi a ja nie?dlaczego inni radzą sobie z emocjami a ja nie?dlaczego dla innych to jest takie łatwe a dla mnie proste czynności są trudne?

wpDiscuz
Podobne Wpisy:
O Emocjach – Żal (Część 1)

O Emocjach – Żal (Część 1)

Wracam do Bloga po bardzo długiej przerwie! Smutno mi było go tak zostawić bez opieki i dlatego wracam do regularnej pracy! Na początek raz w tygodniu, abym się rozkręcił (a może uda się i dwa). Będzie tematycznie – bo dzisiaj rozpoczynam serię artykułów o emocji żalu Wraz z emocją żalu coś się w człowieku zaczyna… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0
O Emocjach – Wstyd (Część 4, Wideo)

O Emocjach – Wstyd (Część 4, Wideo)

Wpis ten jest kontynuacją i uzupełnieniem artykułów na blogu serwisu Wolność od Porno oraz wideo na kanale Youtube. To już czwarta część dotycząca wstydu. Link do 3 pierwszych części znajdziesz w opisie tego filmu. W tym wideo opowiem Ci o programie “nie zasługuję”, czyli negatywności, której trzyma się nasz umysł ze względu na stłumioną dużą… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0
O Emocjach – Poczucie Winy (Część 2)

O Emocjach – Poczucie Winy (Część 2)

Poszperałem sobie nieco w internecie, by zobaczyć co o poczuciu winy mówią inni ludzie oraz jakie rady dają. I znalazłem krótki film bardzo znanego polskiego tzw. coacha, którego radą jest zyskanie perspektywy dzięki zadawaniu sobie pytań. Proszę Cię – nie zadawaj sobie żadnych pytań! Umysł przesycony niskimi emocjami to domena ego, w której to ego… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 3
Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 2) – Rozwinięcie

Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 2) – Rozwinięcie

Witam Cię serdecznie! Oto druga część serii o gorszych dniach. Część pierwszą znajdziesz klikając na link poniżej: ► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 1) – Wprowadzenie. Gorsze dni to coś zupełnie normalnego i spodziewanego. Ten, kto uważa, że tylko kobiety mają to raz w miesiącu, jest w błędzie. Ponadto – ból w okresie miesiączki jest bezpośrednio… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 2

WOLNOŚĆ OD PORNO