Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/15

Witam Cię serdecznie!
Kontynuujemy serię na temat świadomości ofiary. Części 1-3 znajdziesz klikając na linki poniżej:
► Świadomość ofiary (Część 1).
► Świadomość ofiary (Część 2).
► Świadomość ofiary (Część 3).
Wiele osób zdaje się nie rozumieć informacji, że świadomość ofiary jest tym, co człowiek sam wybiera. To nie jest bakteria, wirus czy DNA, którym można się nieszczęśliwie zarazić czy przenieść od innych i jak już to się nam przytrafi, to musimy cierpieć całe życie. Bowiem to jest stan, który sami utrzymujemy. Robimy to, bo, wbrew pozorom, mamy z tego niemałe korzyści – możemy się użalać, obwiniać, narzekać, traktować gorzej, nie starać, zwalać odpowiedzialność, gniewać, pielęgnować urazy, etc. Możemy tym usprawiedliwiać pomyłki, porażki, upadki, nieszczęśliwe doświadczenia.

Dlatego będziemy ich mieli coraz więcej – więcej, niż przeciętny człowiek. By ból ZMUSIŁ nas do zmiany kierunku.
No ale jeśli lubimy obwiniać i się użalać – za tę przyjemność oddajemy spokój, zdrowie, radość, szczęście, sukces i wiele więcej.
Niezależnie jak wiele mogliśmy mieć bolesnych doświadczeń, to nie zmienia faktu, że jeśli dalej cierpimy z ich powodu, nawet po latach – to już nasz własny wybór! Nawet jeśli cierpimy przez coś godzinę po fakcie – to jest nasz własny wybór. Możemy się z tego oczyścić, uwolnić, przestać cierpieć. Więc jeśli wolimy dalej obwiniać, trzymać urazę i ranić siebie – nikt nas do tego nie zmusza. To albo nasza nieświadomość, albo niedojrzałość (albo jedno i drugie).
Ja wykonując wewnętrzną pracę zaobserwowałem, że teraz w 15 sekund radzę sobie z tym, przez co niegdyś cierpiałem całymi dniami. No konieczne jest zawsze porzucenie dumy i skrytej przyjemności, którą czerpałem z każdej własnej, negatywnej postawy.
Tego co napisałem powyżej – o naszych wyborach – nie mamy traktować do dalszego użalania się, obwiniania i ujmowania sobie wartości – “Skoro sam/a trzymam się cierpienia, to musi być ze mną coś nie tak!”. Tak po prostu jest w życiu osoby nieświadomej. I świadomości ofiary nigdy nie wybiera osoba świadoma, dojrzała. Bowiem jest to postawa dziecinna – czyli niewinna ale wynikająca z nieświadomości.
Oznacza to, że gdy zaczynamy się tak traktować, to znaczący sygnał, że pora zmienić kierunek w swoim życiu. I że możemy to zrobić. Bo robiliśmy coś dużo, dużo trudniejszego – opieraliśmy się wszystkiemu, co pozytywne. Czyli całej rzeczywistości. Oraz własnemu rozkwitowi. Wyobrażamy sobie jakie katusze musiałoby przeżywać drzewo, które nie pozwalałoby sobie rosnąć?
To my zarządzamy tym co mamy i robimy. Nie nasz umysł, podświadomość, ego, etc. My. Nie przeszłość, wychowanie, inni ludzie, czas, miejsce. Tylko nasze decyzje. I o poziomie naszej dojrzałości świadczy to, czemu oddajemy nasze decyzje, czym jest usprawiedliwiamy i racjonalizujemy – bo mamy takie myśli? Bo mieliśmy takie i takie doświadczenia? Bo ktoś coś nam zrobił?
Kiedyś tak, bo byliśmy dzieckiem. Ale teraz już dzieckiem nie jesteśmy. I jeśli cierpimy, bo dlatego, że staramy się żyć w łupince, która musi przecież pęknąć jak jajko, z którego wykluwa się pisklę.
Wzięcie odpowiedzialności to klucz i pierwszy krok. To my mamy wziąć się w garść i zrobić to, co niezbędne, a nie liczyć, że ktoś zrobi coś za nas – zmieni się, wybaczy nam, przeprosi, znajdzie rozwiązanie, etc.
To my mamy się zmienić.
I przede wszystkim w sobie należy dokonać korekt – chociaż wyrazić gotowość do wybaczenia, odpuszczenia, do NAUKI nowego traktowania siebie. Oczywiście nic się nie zrobi w minutę. Z czasem pokażą się dla nas okazje do zmiany kierunku, dziecinnych postaw, nastawienia, do oczyszczenia, detoksu. Należy zacząć to rozpoznawać i korzystać.
Bo jeśli weszliśmy w ruchome piaski, to przede wszystkim aby się z nich wydostać, należy przestać robić to, przez co zapadamy się coraz głębiej – miotać, walczyć, szarpać, opierać, zapierać, upierać.
Każdy przejaw oporu należy zaakceptować i przestać go zasilać. Każdą mentalizację ucinać, każde narzekanie przerywać. Nie brać w tym udziału ale nie liczyć, że zmieni się umysł. Przestańmy od kogokolwiek i czegokolwiek wymagać, że się zmieni. Jeśli przez Twój umysł przez ostatnie 30 lat nie przepłynęła nawet jedna pozytywna myśl – trudno! Puść opór i to zaakceptuj. Przestań wymagać od swojego umysłu, by był inny, niż jest. Zacznij od siebie. Bo umysł to nie Ty! I on się nie zmieni dopóki Ty się nie zmienisz!
To że mamy X lat nic nie znaczy w tym kontekście. Niewinność i nieświadomość dziecka jest w każdym z nas niezależnie czy mamy 10 lat, 20, 40 czy 80. Ona (u)wierzy we wszystko. We wróżkę zębuszkę, św. Mikołaja, ufoludki, sądzącego nas po śmierci (i za życia) boga, światowe spiski, to że jesteśmy ego, umysłem, że jesteśmy ofiarą, że nie mamy mocy czy wartości, że Bóg nagrodzi nasze cierpienie, że Boga zadowala to, że zabijamy niewiernych. I tysiące innych!
Gdy facet gwałci i potem morduje kobietę wierząc, że w ten sposób zbawia jej duszę – on naprawdę w to wierzy! Dziecko w nim jest o tym przekonane. Tak jak dziecko w nas, że tak nie powinno być, że ten facet jest zły, a kobieta jest ofiarą. Oboje byli niewinni, nieświadomi i dostroili się do siebie. Czy to źle o nich świadczy? Czy to świadczy o kimś gorzej? Nie. Raczej my powinniśmy wzbudzić w sobie współczucie, że żadne z nich nie skorzystało z miliona szans każdego dnia, by skorygować swoje życiowe kierunki. A nawet nie dostrzegli potrzeby, by to zrobić! Gwałt na człowieku mający go zbawić? To pokazuje ludzką niewinność. Więc doczepiając winę (czyli projektując ją na tę osobę czy siebie) automatycznie pozbawiamy tę osobę możliwości zmiany! Bo dajemy jej to, przez co sami się nie zmieniamy. W konsekwencji nasza lekcja będzie trwała, aż nie porzucimy obwiniania.
Gdy zderzą się dwa samochody – automatycznie szukamy winnego. Ale nikt nie jest winny!
Wina w przypadku dowolnego nieszczęścia nie ma zastosowania.
Bo poprzez nią wcale nie szukamy spokoju, tylko racji. Pozostajemy w piaskownicy i takiej jakości będą rezultaty w naszym życiu. No bo skoro nie chcemy zdać pierwszej klasy, dlaczego mielibyśmy dostać lekcje z drugiej? Obwinianie jest niedojrzałe, niepotrzebne, szkodzi jeszcze bardziej. Wina UCZY NAS, że to MY MAMY ZACZĄĆ WYBIERAĆ INACZEJ! A jeśli już doszło do czegoś przykrego – to znaczy, że ignorowaliśmy mnóstwo mniej bolesnych (wyraźnych) sygnałów.
Więc obwiniając innych to tak jakbyśmy widząc w swoim samochodzie migającą kontrolkę informującą o braku paliwa otworzyli okno i mówili drugiemu kierowcy, że zaraz skończy mu się benzyna.
To, czym obie osoby się kierowały było nieświadome. Każdy z nich przygotowywał się do tego wypadku od miesięcy, może nawet lat! Tylko przez własną niewinność i nieświadomość nie wiedzieli o tym. Jednak dostawali znaki od świata, dużo znaków, by się zmienić. I nie słuchali. To, że np. jedna z tych osób była pijana i przeżyła, a w drugim samochodzie zginęło młode małżeństwo z dziećmi – co o nich możemy powiedzieć? Wszyscy będą ich wybielać, a na pijanego faceta znajdzie się tysiące brudów. No ale dlaczego trzymamy trucizny w sobie? Jakie podobieństwa musieli mieć ze sobą ci ludzie, że wpadli na siebie z taką siłą? Rozumiemy?
Oczywiście, gdy ofiara przeczyta, że sama doprowadziła do takiej sytuacji, jej umysł wykorzysta to, by czuć się jeszcze gorzej – “A więc mówisz, że sam doprowadziłem do swojego wypadku, z którym urwało mi nogi? No dzięki wielkie! Teraz czuję się jeszcze lepiej!”. Wtedy ponownie – wolimy dążyć w dół – grzęznąć w błocie coraz bardziej czy wydostać się? Nasza postawa jasno to pokaże. I gdybyśmy uczciwie się przyjrzeli sobie z przeszłości, dostrzeglibyśmy, że taką postawę przejawialiśmy dziesiątki, o ile nie setki (a nawet i tysiące) razy.
Więc niewinność i nieświadomość nie potrafi powiedzieć co jest prawdą, a co nie. Wiara, że nie zasługujemy na sukces, że wypadek był nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności lub że ktokolwiek jest winny, że Bóg nas nie kocha, że mamy gorzej od innych, że jesteśmy mniej wartościowi nie różni się niczym od wiary, że nasza pluszowa maskotka ma imię, rozumie nas, wysłuchuje i mówi do nas. Wiara, że w chmurka jest hipopotamem i uśmiecha się do nas niczym nie różni się od wiary, że kobiety nas nie kochają, że sukces jest trudny do osiągnięcia, że życie jest ciężkie, że źli mają lepiej, że bogaci to oszuści i mieli szczęście (a my nie). To po prostu postawy, które sami wybieramy.
Jednak moc jaką temu nadamy ma dokładnie taki sam wpływ na nasze doświadczenia.
Ból związany z próbą odebrania dziecku jej ulubionej maskotki NICZYM nie różni się od próby zabrania nam naszego ulubionego przekonania i utożsamienia, portfela, telefonu, samochodu! Dziecko w nas będzie rozpaczać, krzyczeć, tupać, a nawet przejawiać agresję, gdy pojawi się coś/ktoś, kto pomoże mu pozbyć się tego, czego się trzyma jak ulubionej maskotki – np. świadomości ofiary, uraz, dumy, gniewu, wstydu, bólu, negatywnych, krzywdzących przekonań. Wiele dziecinnych, “dorosłych” poświęciło życia na zemstę. Dlatego filmy o zemście są tak popularne – bo lubimy oglądać to, czemu się opieramy w sobie, a co chcielibyśmy zrobić sami, co uważamy za słuszne.
Podkreślę – to dziecinna postawa! Nie dojrzała!
Dlaczego? Bo dostrzeżemy, że pod gniewaniem, frustrowaniem, użalaniem kryje się bezsilność. Poczucie niemocy. Braku mocy. Dlatego sięgamy po siłę. Bo to jedyne, co zna zwierzę w nas.

Czyli już wiemy, ze osoby korzystające stricte z siły są w dużej większości niedojrzałe.
Ofiara żyję w ciągłym napięciu, bo wierzy, że psychika jest jak mięśnie – że jak się ją napręży, to mniej zaboli cios, który przyjdzie. Ale jest zupełnie odwrotnie – boli samo “naprężenie”, czyli opór.
Pełna akceptacja świata zewnętrznego powoduje, że traci on nad nami moc.
Wszystkie rzekome “ciosy” przelatują przez nas jak przez ducha. Bo jedyne na czym mogą się zatrzymać i oddać swoją energię, to właśnie opór. Wewnętrzna blokada, niechęć. Siła natrafia na siłę jej przeciwną. Zaś akceptacja to nie siła. To moc. Pole. A pole jest nieskończone i nie potrzebuje zasilania z zewnątrz.
Nieświadomość doprowadzi nas tylko głębiej w ciemność. Co nie oznacza, że piękno, spokój, radość, szczęście są dla nas niedostępne czy przestają być. Są i zawsze były. Ale mieliśmy własne lekcje, które należy zrozumieć, przerobić. Jedną z nich i kluczową jest otworzyć oczy na WŁASNE wybory i postawy oraz dokonać korekt. Nikt nie wybiera za nas. I my zawsze byliśmy w pełni odpowiedzialni za nasze wybory.
To, że pewnych rzeczy nie chcemy przyjąć do wiadomości, nie oznacza, że nasza postawa jest właściwa i/lub że te rzeczy nie są ważne. Zbyt długo byliśmy już oczarowani swoim paplającym umysłem i zbyt dużo negatywności doświadczyliśmy przez to, by dalej się go słuchać bezkrytycznie.
Ofiara zawsze sądzi, że jest bezsilna. Ale umyka jej podstawowy fakt. Opiszę to na przykładzie:
Ofiara rozgląda się i widzi piękne lasy, polany, pełno zwierząt, słońca, bawiących się ludzi. Widzi szerokie połacie zieleni, różnorodności w życiach innych ludzi. Widzi jak oni budują domy, zagrody dla zwierząt, garaże dla samochodów. Jak podróżują. Patrzy na to i myśli jaką oni mają moc i kontrolę! Jak tworzą swoje życie. Jacy są szczęśliwi, BO to mają.
A następnie patrzy się ona na swoją ziemię i widzi pustynię – sam piach, trochę kamieni i wysuszone rośliny. I mówi sobie jak to ona nie ma żadnej mocy. Nic nie ma. I że TO źle jeszcze o niej świadczy. Ale nie dostrzega fundamentalnego faktu, że ona całą moc, całą energię, wszystkie siły poświęca na opieranie się strumieniom życiodajnej wody. To wymaga OGROMNEGO wysiłku, by odpychać od siebie tak wiele energii i opierać się temu, co w życiach innych wspomaga rozkwit.
Zamiast im zazdrościć, zacznijmy ich naśladować! Uczyć się od nich!
Ofiara opiera się temu W SOBIE (wierząc, że w ten sposób się chroni przed czymś z zewnątrz) i patrzy na zewnątrz uważając, że może dostanie trochę wody od innych lub może ucieknie ze swojej ziemi na bardziej zieloną ziemię. Jednak następnie patrzy na siebie – zakurzona, wychudzona – kto by ją chciał? Dlatego wraca do siebie i dalej nie pozwala wpłynąć nawet kropli wody. Jeszcze mocniej się opiera.
Wierzy także, że to świat nic jej nie daje, a nawet jest gotów jej odebrać. Więc opiera się coraz mocniej, przygotowuje na cios i cierpienie. Ale jedyne co świat kiedykolwiek jej zabrał to oczarowanie, iluzje, nieprawdę. Dawał cały czas możliwości oczyszczenia, uzdrowienia – tym są przecież tzw. gorsze dni, które każdy ma od czasu do czasu, a ofiara bardzo często. Więc najczęściej ze wszystkich ofiara ma możliwości i szanse. Ale ich nie wykorzystuje.
Dlaczego tak robi?
Przez własną niewinność i nieświadomość.
Bo patrzy na swój umysł, a tam tylko niechęć, narzekanie, obwinianie, zazdrość, pragnienia. Pustka. I jest tym zahipnotyzowana, oczarowana tak jakby nie było nic innego na świecie, tylko te myśli. I ona im wierzy! Bezkrytycznie! Każdą myśl uważa za prawdziwą! Za rzetelny opis rzeczywistości. Dlatego ogląda je jak swój ulubiony serial. Bo skoro nie zna innego, ten automatycznie jest jej ulubionym. Skoro nie ma nic innego “w telewizji” to ogląda to, co leci. A lecą usprawiedliwienia, racjonalizacje i dorabianie kontekstu do tego, co ma i miało miejsce.
Ale pytanie – czy to opis rzeczywistości, której ofiara nie jest w stanie zmienić, czy to opis POWODÓW, przez które ofiara nie dostrzega rozwiązań i możliwości?
No bo jeśli ofiara widzi w swoim umyśle – “Jestem do niczego” to czy to jest fakt i powód reszty kłopotów, czy raczej jest to wygodna racjonalizacja własnej nieświadomości i wybierania cały czas negatywnych postaw?
Pamiętam sytuację z własnego życia. Byłem apatyczny, regularnie oglądałem porno. Zero perspektyw w życiu. Tylko studia, brak bliskich znajomych. Pełno stresu, męczarni, praktycznie zero radości, prócz porno i gier komputerowych.
Liczyłem wtedy na jakieś tajemnice, którymi dzielili się uwodziciele, milionerzy (od razu widać w czym doszukiwałem się źródeł swojej wartości). Jednego dnia jeden uwodziciel i jednocześnie milioner zrobił darmowy webinar, w którym podawał jego sposoby na wyższą energię, radość. Jednym z takich ćwiczeń było uśmiechanie się od ucha do ucha “jak idiota” przez przynajmniej pół godziny. Drugim było robienie pajacyków również uśmiechając się.
A ja siedziałem przekrzywiony, bez życia, bez chęci i zastanawiałem się po co mi te ćwiczenia, co miałbym z nimi zrobić jak i tak nic nie ma sensu?
Poczułem się nawet jeszcze gorzej, że pewnie inni robią to ćwiczenia, poczują się lepiej i pewnie poznają jakieś dziewczyny i spędzą fajnie czas. A ja nawet nie ruszyłem ręką. Wtedy nie byłem w stanie.
Dlaczego? Bo ktoś mnie przywiązał łańcuchem i nie pozwolił podskoczyć? Nie. Po prostu to wybierałem.Tak jak setki razem wcześniej. I nie zamierzałem tego zmienić NA TRWAŁE.
Bo także wybierałem opór – niechęć do wszystkiego. Nie odpuściłem jej, nawet nie dostrzegłem, że tą niechęć sam wybierałem. Aby wykonać te ćwiczenia i aby “przyniosły one” przyjemne rezultaty, przede wszystkim niezbędne było zmierzenie się i odpuszczenie choć części oporu. A tego nie zrobiłem. Bo – co zresztą było zgodne z prawdą – byłby to ewentualny dodatkowy wysiłek dodany na kupę gruzu. A nie odgruzowanie się.
To tak jakbym próbował podskoczyć z plecakiem cegieł bez zdejmowania go i jeszcze się uśmiechał w trakcie. Moje ego natychmiast dokonało projekcji, że te ćwiczenia nie mają dla mnie sensu i że ja sam jestem do niczego.
W jednym ego miało rację – że te ćwiczenia nie były źródłem radości ale wykonanie wewnętrznej pracy, by następnie wykonać je odblokowało by spokój, radość, energię.
Ego “tylko” próbowało ukryć fakt, że ja sam noszę worek cegieł. A to przecież wymaga niemałego wysiłku!
Każda ofiara jest więc bardzo silna. Bo im większy czujemy ból, tym większy opór stawiamy! A im większy opór stawiamy – tym większą mamy wewnętrzną siłę. Im większą niechęć, a nawet nienawiść mamy wobec siebie, tym większą miłość, radość, energię nosimy.
Im większy ból, tym większa radość, spokój, poczucie wartości mamy w sobie. Bo boli nas napieranie na swoje wnętrze i to, co pragnie z niego wydostać się na świat. Ofiara sądzi, że nie ma siły “się wykluć”. Ale umyka jej fakt, że ona wcale tego nie chce. Ona nie napiera na zewnątrz – by iść dalej, by się otworzyć, tylko ZAPIERA się w sobie – nie chce tego, co na zewnątrz (co dostrzega na zewnątrz). A świat “puka” w jej skorupkę pytając się ile jeszcze zamierza w niej pozostać.
Dlatego należy znaleźć miejsce, gdzie poczujemy się bezpiecznie i tam nauczyć się wypłakiwać, wykrzyczeć, wyrzucić z siebie urazy, gniew, frustrację, winę. Gdzie można ponarzekać ale Z INTENCJĄ wyrzucenia tego z siebie, a nie ponownego “połknięcia”.
Nigdy nie mówiłem, że narzekanie jest złe ALE wyłącznie wtedy, gdy naszą intencją jest to przekroczyć. Wywalić z siebie i już do tego nie wracać. A jeśli tłamsimy w sobie winę, gniew, frustracje – to opierając się narzekaniu, próbując być pozytywnym na siłę, tylko robimy sobie krzywdę.
Nikt nie powie, że wymioty są ładne, przyjemne czy pożądane ale w pewnej sytuacji wszystko się odwraca – stają się niezbędne, stają się źródłem ulgi i człowiek pragnie ich. Jednak robimy to, by oczyścić swoje wnętrze, a nie by sobie rzygać dla relaksu czy gdy nam się nudzi. Widzimy ponownie jak istotny jest odpowiedni KONTEKST.
To co ofiara postrzega jako rzeczywistość jest wyłącznie rezultatem tego, czego sama się trzyma. To tak jakby za rzeczywistość uznać strzelających ludzi i pożerające ich potwory i całkowicie zignorować fakt, że sami na ścianę puściliśmy taki film. Co więcej – nie odróżniamy wtedy filmu od rzeczywistości.
I dokładnie tym samym jest słuchanie się swojego umysłu – to jakbyśmy za rzeczywistość uznali wszystko, co akurat leci w telewizji! To jest DOKŁADNIE ten sam poziom dojrzałości. Nie neguję tego, co mogło mieć miejsce w naszym życiu lub co może mieć. Ale jaką postawę mamy odnośnie tego TERAZ?
To, co ofiara postrzega jako wpływ świata, innych ludzi, że coś jej ktoś zrobił – zranił, wykorzystał, powiedział – przestałoby mieć jakiekolwiek znaczenie, gdyby przestała się tego trzymać, doić w kółko niskie emocje, poczucie niesprawiedliwości. Gdyby choć na moment wzrosła ponad to, zobaczyłaby jakie to jest po prostu głupie, niepotrzebne!
To co ofiara uważa za niezbędne, nieuniknione, bolesne, to młócenie w kółko w umyśle przeszłych wydarzeń, przejmowanie się przyszłością. Bo akurat to leci w jej umyśle. Tak jakby w telewizji był tylko jeden program, a nas ktoś przywiązał do krzesła! A czy tak naprawdę jest?
To jakbyśmy potrzebowali zwymiotować ale sobie na to nie pozwalali. Raczej nie chcielibyśmy, by nas ktoś zaczepił, gdy klęczymy nad sedesem, prawda? Ale świat co chwila będzie sprawdzał czy już wyrzuciliśmy z siebie wszystko. Jeśli nie – pomoże nam!
No ale utrzymywanie świadomości ofiary to takie klęczenie w toalecie, tylko bez intencji wywalenia z siebie syfu. I odpychanie od siebie wszystkich, którzy chcą nam pomóc.
To trzymanie się negatywności staje się kompletnie pozbawione wartości, gdy wreszcie pozwolimy sobie choć raz doświadczyć spokoju i radości przez ich odpuszczenie.
Ja po raz pierwszy od wielu, wielu lat poczułem prawdziwą radość i spokój po uwalnianiu oporu i 15-minutowej medytacji. Wyszedłem wtedy na ulicę kompletnie bez stresu. Poszedłem do sklepu pogwizdując, trzymając ręce w kieszeni, a nawet robią obroty wokół własnej osi tak jakbym tańczył.
Ten stan był dla mnie absolutnie niezwykły, niesłychany! Jeszcze kilka tygodni wcześniej dusiłem się na samą myśl, co mi się przytrafiło!
A jednak później okazało się, że to dopiero wstęp do normalności.
Te kilkanaście lat zawstydzenia, obwiniania, użalania, odbierania sobie wartości przestały mieć na mnie wpływ! Nagle czułem się po prostu dobrze. Normalnie. Bez winy, że jest mi dobrze. Bez durnego poczucia grzechu. Bez dumy. Bez wywyższania się. Czułem spokój.
Już miałem dowód DOŚWIADCZONY W SOBIE, że spokój jest do osiągnięcia ale nie na zewnątrz, tylko W SOBIE. I że mogę to zrobić! A skoro ja mogłem, to i Ty.
Bo bycie ofiarą to nie koniec tego, co dobre. To dopiero początek!

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Powiadom mnie o
Avatar

Avatar
Gość
Łukasz
14 lutego 2019 06:58

Może nie na temat ale chodzi mi o to,że mózg potrzebuje wrócić do równowagi i jak np mam 20 dni abstynencji i zaliczoną 1 wpadkę to wszystko się resetuje czy 1 wpadka nie wyrządza dużych zmian w mózgu?

Avatar
Gość
Łukasz
9 lutego 2019 11:24

Czytałem,że w jelitach jest drugi mózg coś w tym chyba jest,bo przez tydzień odczuwałem ból jelita grubego i faktycznie w jelicie może być opór,bo dziś minimalnie już mnie tam boli.Medytując wyobrażałem sobie jak wciągam magiczne powietrze i oczyszcza moje wnętrze a potem wysycham toksyny.Robiłem różne czynności i sobie wyobrażałem takie niestworzone rzeczy.

Avatar
Gość
Nieśmiały
8 lutego 2019 14:11

Piotrze co sądzisz o książce “Potęga podświadomości” Josepha Murphego? Czy zawarte tam afirmacje i wizualizacje coś dają i czy choć trochę mogą pomóc w realizacji marzenia lub celu? Gdy np. będę sobie powtarzał że jestem muzykiem i wyobrażał siebie jako sławnego muzyka grającego na instrumentach na koncercie to czy to ziści się w przyszłości?

Avatar
Gość
Łukasz
8 lutego 2019 14:01

Odnośnie uwalniania emocji to czując się pozytywnym te złe lub przykre wspomnienia nie wprowadzają mnie w niskie emocje,bo czując się dobrze zaakceptowalem przeszłość.Wiesz o co mi chodzi,że jak czuje się źle i sobie przypomnę coś złego to czuje gorszy ból ale jak czuje się dobrze to te dawne sytuacje nie robią na mnie wrażenia.

Avatar
Gość
Łukasz
8 lutego 2019 09:30

Piotrze w pracy chyba najwięcej wychodzi ze mnie tych emocji,bo jestem zbyt szybki i energiczny a wolałbym być bardziej opanowany i wolniejszy.Podczas detoksu umysł pracuje na wysokich obrotach? Masę myśli się pojawia i w pracy najwięcej a w domu mniej.Chciałbym żyć nie skupiając się na tym umyśle lub na tym co czuje a ciągle jakaś analiza jest mam nadzieję,że jak będę cały czas pracował nad sobą to będę bardziej opanowany i umysł się uspokoi.

Avatar
Gość
Pawel
7 lutego 2019 21:39

A powiedz mi, jak mozna nie narzekac i szukac winnych, jak sie mialo zjebane dziecinstwo, a terazniejsze zycie, to efekt tego dziecinstwa? Wiem, ze te cale narzekanie nic czlowiekowi nie da, ale jak tu zyc ze swiadomoscia, ze zycie minelo, prawdopodobnie wiekszosc zycia, na programowaniu i wpajaniu, ze jest sie gorszym, nic nie wartym itd? Czlowiek jest juz stary i naprostowanie szkod wyrzadzonych przez ludzu, ktorzy go wychowywali, moze troche potrwac, o ile te szkody sa w ogole mozliwe do usuniecia. Nie wiadomo, czy juz nawet zycia starczy. A nawet jak starczy, to co z tego? Co to zmieni? Czasu sie nie cofnie. Straconych lat sie nie odzyska. Narzekanie i obwinianie nic nie da. Zagadzam sie, ale w druga strone to tez dziala. NIEnarzekanie i NIEobwinianie tez nic nie da. Mlodosci nie odzyskam. Straconego czasu nie nadrobie. Sa w zyciu czlowieka pewne etapy, pewne koleje rzeczy, ktore powinny sie zadziac w okreslonym wieku, a jak sie je przegapi, jest to nie do odzyskania. Rozumiesz o co mi chodzi? Wiec co pozostalo? Albo ponarzekac, albo jebnac se w leb.

Avatar
Gość
Dennis
7 lutego 2019 14:02

Genialny przekaz!

Zauważyłem, że mam na klatce piersiowej po lewej stronie koło serca czerwoną kropkę, czy to coś może oznaczać?

Avatar
Gość
Łukasz
6 lutego 2019 18:23

Wspaniały artykuł Piotrze!

Ja po raz pierwszy od wielu, wielu lat poczułem prawdziwą radość i spokój po uwalnianiu oporu i 15-minutowej medytacji. Wyszedłem wtedy na ulicę kompletnie bez stresu. Poszedłem do sklepu pogwizdując, trzymając ręce w kieszeni, a nawet robią obroty wokół własnej osi tak jakbym tańczył.
Ten stan był dla mnie absolutnie niezwykły, niesłychany! Jeszcze kilka tygodni wcześniej dusiłem się na samą myśl, co mi się przytrafiło!

>>>Mam to samo,bo tydzień temu byłem mega spięty w depresji itd a po uwolnieniu oporu sobie tańczę na siłowni sam ze sobą jakbym był w jakimś klubie i dobrze się bawił.To wspaniałe uczucie taka swoboda i wolność.

Chciałem Cię jeszcze zapytać czy podczas detoksu te dziwne myśli to tylko sztuczki ego?Prowadzę dialog z tymi myślami niepotrzebnie a niektóre są dziwne bardzo.

wpDiscuz
Podobne Wpisy:
O Emocjach – Gniew (Część 2)

O Emocjach – Gniew (Część 2)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat świadomości Gniewu. Część pierwszą znajdziesz klikając na link poniżej: ► O Emocjach – Gniew (Część 1). Ok, dlaczego w ogóle piszę o gniewie? Co mają nam przynieść te informacje? Przed Tobą myślę, że dość mocno kontrowersyjny artykuł. Przede wszystkim musimy zrozumieć, że niezależnie ile przekonań zbudowaliśmy na temat gniewu –… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 6
Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 3) – Ogólne Rady

Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 3) – Ogólne Rady

Witam Cię serdecznie! Oto trzecia część serii o gorszych dniach. Części 1-2 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 1) – Wprowadzenie. ► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 2) – Rozwinięcie. Przestańmy się patrzeć i słuchać na ludzi, którzy tylko pokazują nam jak to super się czują i co wtedy robią! Najpierw skupmy… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 5
Porno w liczbach – 3. Ilość pornografii w internecie

Porno w liczbach – 3. Ilość pornografii w internecie

Porno w dzisiejszych czasach jest multimiliardowym przemysłem. Co to znaczy? To, że tak jak przemysł muzyczny, filmowy – porno stało się mainstreamowe. Czyli codziennością doświadczaną przez większość populacji ludzkiej. Spokojnie można założyć, że porno w internecie ma większy ruch, niż wszystkie polskie serwisy razem wzięte – Onet, Wirtualna Polska, Pudelek, Demotywatory, Allegro, Chomikuj i inne.… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 8
Jak radzić sobie z porażkami (Część 2)?

Jak radzić sobie z porażkami (Część 2)?

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy serię na temat radzenia sobie z porażkami. Część pierwszą znajdziesz klikając na poniższy link: ► Jak radzić sobie z porażkami (Część 1)? Porażka to rezultat NASZEJ ciężkiej pracy. To nie jest coś, co przytrafia się nam w jeden moment, bo świat jest niesprawiedliwy czy zły. Stanowi pewien rezultat. Zły? Nie. Jedyne,… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 25

WOLNOŚĆ OD PORNO