Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/15

Witam Cię serdecznie!
Kontynuujemy serię na temat świadomości ofiary. Część pierwszą znajdziesz klikając na link poniżej:
► Świadomość ofiary (Część 1).
Jedyne czego ofiarą tak naprawdę padamy to nasza własna niewinność. Musimy to zrozumieć. Jest w nas zwierzę, które od zarania dziejów zostało zaprogramowane na przetrwanie. Tę samą potrzebę reprezentuje każda forma życia na tej planecie, aż do człowieka, który wszedł już na ścieżkę odwagi i żyje dla czegoś więcej, niż siebie samego. Więc około 98% żywych organizmów na tej planecie zainteresowane jest wyłącznie swoim przetrwaniem i większość z nich za nic ma przeżycie innych, a nawet dobro innych istot. Niektóre wręcz oczekują, że np. słabsze istoty oddadzą się im. Dla większości ludzi normalne jest, że silniejszy zjada słabszego, bo przez ludzi przemawia ta sama zwierzęcość – od bezosobowej reprezentacji: bakterie, węże, pająki, skorpiony, po hipopotamy, które stratują wszystko, co się zbliży, drapieżniki, zgraje wilków. Aż po pokojowo i miłująco nastawione zwierzęta roślinożerne, które zjadając trawę nawożą ziemię, dzięki czemu trawa odrasta bardziej zielona.
Były przypadki, że w Ameryce człowiek zastrzelił listonosza, który wszedł na jego posesję z zamiarem doręczenia listu. Miał słuchawki na uszach i nie słyszał ostrzeżeń.
Dopóki nie przekroczymy zwierzęcości w nas, nasz umysł logiczny nie służy nam, ani życiu, tylko naszemu zwierzęciu, z którym myli się ponad 80% ludzkości. Więc zwierzę przeżywa dzięki użalaniu, nienawiści, trzymaniu się uraz, utrzymywaniu bezsilności, gniewu, dumy, walce z innymi, utrzymywanie każdej iluzji, utożsamienia i kłamstwa oraz tysiącom czynności nie przynoszącym NIC dobrego nikomu, a celem tego jest wyłącznie przeżycie ego. I racjonalizowaniu tego wszystkiego. A, swoją drogą, każdy jest na tej planecie, by w końcu ego poddać. Służąc ego więc tylko oddalamy to, co i tak nieuniknione.
Ego NIEZWYKLE służy jak najsilniej ograniczony kontekst ludzkiego życia i dlatego ofiary tak chętnie wierzą, że skoro urodziły się w np. gorszych warunkach, to jakaś kara, zły los, niesprawiedliwość czy po prostu świat taki jest i nic nie można z tym zrobić – ktoś rodzi się gorszy, a ktoś lepszy. Ale to najzwyczajniejsze bzdury.
Oczywiście widać wyraźnie, że są różnice wśród ludzi. Jedne dzieci są agresywne, inne spokojne, jedne rodzą się chore, inne zdrowe, etc. Tym zajmiemy się w następnych częściach tej serii.
Umysł zacznie przekonywać nas, że padliśmy ofiarą nawet myśli, emocji, plotek, dziury w skarpecie, niesprawiedliwości, czasów, niczego, bo świat i tak jest zły, bakterii, wirusowi, deszczowej pogodzie, niespodziewanym opadom śniegu, dziurom w ulicy, podniesieniem cen jogurtów ponad “złoty dwajścia dziewięć”.
Wiele osób latami uczęszcza na terapie starając się znaleźć przyczyny swoich porażek w wychowaniu. Ale zazwyczaj przyczyną jest kompletna nieświadomość własnych decyzji, intencji i po prostu niechęci, by odpuścić gniew, winę, opór trzymane “dla” przeszłości.
Ego chce przeżyć i wykorzysta dla tego każdą taktykę – od najbardziej absurdalnej i jawnej, po najbardziej wymyślną i ukrytą. Chyba najprostsze, najsprytniejsze i najbardziej skuteczne jest ukrywanie się w słowie “ja” w myślach. Ludzie sami robią to, co niezbędne, by ich ego przeżyło wierząc, że sami przeżywają dzięki temu. Bo wierzą, że “ja” w myślach oznacza ich.
Uzależnieni są właśnie m.in. ogromnym darem dla świata pokazując gdzie dojdzie każdy ślepo służący swojemu ego. A większość ludzi na tej planecie nie tylko robi to chętnie ale i nie daje (bo nie chce) się przekonać, że żyją nie dla siebie. Dlatego ego wymyśliło “poświęcanie się dla innych”, co często stanowi wyłącznie usprawiedliwienie niechęci, by odpuścić wstyd, winę, opór, urazę do siebie, etc.
Wczoraj słyszałem jak znajoma znowu narzekała na człowieka ze swojej pracy pomimo, że jej mówiłem o tym jak ważne jest, by nie brać negatywności ze sobą, szczególnie do swojego domu. Narzekała drugiemu znajomemu. A on sam powstrzymał mnie mówiąc – “Dobra, ona musi się wygadać”. Ja bardzo wyraźnie czując co się dzieje widziałem rzeczywistość – to tak jakby ta kobieta rzygała mu na głowę, a on mówił – “Spoko, ona musi się wyrzygać”. Ok, zrozumiałe… ale dlaczego jemu na głowę!
Narzekanie to przesycanie swojego otoczenia truciznami. I stanowi usprawiedliwienie do trzymania ich w sobie. To w NICZYM nie pomaga i NIGDY nie pomagało. Bo narzekająca osoba robi to, by to usprawiedliwić. Nie ma zamiaru tego puścić! Więc nie tylko znajdzie się coraz więcej przyczyn do narzekania ale i zwiększy się poziom zatrucia. W tym tych, co słuchają takich osób sądząc, że robią coś dobrego dla niej…
Jej umysł bełkotał non stop szukając winnych, usprawiedliwiając jej poczucie ofiary, niemocy, gniewu, żalu. I to się kręci od lat. Nic do niej nie dociera. Bo nie zabolało jej wystarczająco mocno i pewnie nigdy nie zaboli. A “dobry znajomy” będzie słuchał i wierzył, że robi dobrze.
Ludzie masowo i non stop ulegają podstawowej iluzji, że to oni myślą. A tak nie jest.
Myślenie to proces bezosobowy, z którym utożsamia nas ego.
Ofiara więc kompletnie nie potrafi odróżnić iluzji od rzeczywistości (szczególnie na swój temat). Trzyma się każdej myśli, bo wierzy, że to ona je myśli i że te myśli cokolwiek znaczą i że są prawdziwe.
A dopóki na myślenie nie decydujemy się świadomie w stanie absolutnego spokoju i ciszy umysłu, myślenie to kompletne urojenie nie mające nic wspólnego z rzeczywistością. To tylko paplanina, zlepek wszystkiego, co usłyszeliśmy w naszym życiu, co może stanowić racjonalizację i usprawiedliwienie tego, z czym się utożsamiliśmy i czego się złapaliśmy. Więc ewolucyjny dar – umysł logiczny – staje się sługą ego. Zwierzę w nas jest po prostu sprytniejsze ale nic nie zmienia – dalej służymy wyłącznie jego przeżyciu.
Więc technologia wykorzystana przez zwierzę służy wyłącznie dalej kontroli i zabijaniu niewygodnych osób tylko w bardziej wyrafinowany sposób. To to samo zwierzę ale bardziej cwane i niebezpieczne.
Technologia, badania stały się bardzo wygodnym sposobem na np. negowanie Boga, a ludzie religijni często są bardzo prymitywni i zacofani/wycofani. Gromadzą w sobie coraz więcej winy, wstydu, strachu, oporu i doszukują się grzechu w czym popadnie. Standardowo od seksu, po coraz więcej tego, co po prostu radosne, swobodne.
Tworzy się coraz większa przepaść między tym, co powinno zostać ZESPOLONE w każdym człowieku – duchowość i rozsądek. To naprawdę nie są przeciwne kierunki.
Można być uduchowioną i rozsądną osobą, nie trzymającą się bzdurnych zabobonów, ani nie koronująca swojego umysłu, bo rozpoznaje już jego naturę (bardzo, bardzo ograniczoną).
Ale do tego – harmonii, spokoju, poczucia pełni – człowiek nie dojdzie nigdy, dopóki będzie wierzył w tą bzdurę – że to on myśli. Ta… jasne. A wystarczy 5 minut, by rozpoznać jedną z największych iluzji na tej planecie, która rozwiązuje tak wiele problemów. Oczywiście ego zapyta – “No ale jeśli JA nie myślę, to kto myśli? Co mam robić dalej? Kogo słuchać?” I znowu roztacza dramat, więc osoba nic nie zmieni, bo uwierzy, że jak sobie z tego zda sprawę, to będzie jeszcze gorzej. Więc jeszcze silniej zakleszcza się w tym co do tej pory, bo przecież przeżyła, co nie? Więc oczywiście przeżyła DZIĘKI TEMU CO DO TEJ PORY… eh.
Kogo się słuchać, jeśli nie własnego umysłu? A dlaczego nie ludzi, którzy osiągnęli to, co my pragniemy osiągnąć, a przy okazji są kochającymi, spokojnymi, hojnymi osobami? Jeśli poszukamy, znajdziemy takich dużo.
Jednak ze stu osób lub może z tysiąca osób znajdzie się ktoś gotowy do przekroczenia tej iluzji “ja myślę”. Myśli umysł i to “ja” dotyczy umysłu, nie nas.
Wtedy warto zacząć od porzucenia potępiania siebie za obecny i przeszły stan rzeczy, przeszłe wybory, przeszłość, z którą nie daliśmy rady poradzić sobie lepiej i za negatywne myśli. Gdy nieświadomie weszliśmy na “kolejkę górską” ofiary (mentalizacji), należy wyjść z niej przy pierwszym przystanku.Czyli gdy zakończy się mentalizacja, kilkudniowy amok uzależnienia. Zamiast wtedy dalej utrzymywać wstyd, winę, żal, opór, gniew – wybierzmy nowy kierunek. Wybaczenie sobie.
Wybaczmy sobie wszystko, czego doświadczyliśmy jadąc nią. Bo ta podróż odbywa się sama w życiu osoby nieświadomej. I to my trzymamy się kolejki bojąc się, by z niej nie wypaść. Bo zwierzę przekonuje nas, że jak się puścimy, to krzywda stanie się nam. Ale przecież krzywda dzieje się nam cały czas, BO się tego trzymamy! Ale ego robi to, by przeżyć samemu.
Ego odwraca rzeczywistość o 180 stopni. Dlatego ofiary doświadczają przeciwieństwa życia, zdrowia, szczęścia, sukcesu, spokoju.
Dlatego uważam, że życie jako ofiara i sięgnięcie dna to ogromny dar. Bo możemy w końcu naprawdę rozpoznać tak wiele urojeń, w które wierzyliśmy. I już nie będzie odwrotu. Wtedy będziemy czuć się kompletnie zagubieni i to jest w porządku! Ale w końcu powiemy “Nie!” głosowi w naszej głowie i zamiast użalania wybierzemy działanie, które naprawdę będzie korzystne dla nas.
Ja jednak porzuciłem to dopiero, gdy zabolało mnie dostatecznie mocno. Do tego momentu sam to utrzymywałem. Bo doiłem z tego mnóstwo korzyści. Adrenalina, niechęć do wszystkiego i wszystkich, użalanie się, usprawiedliwianie wszystkiego, wszelkich porażek, czyli wyborów, niechęci do zmiany, tłumienie emocji, oporu, etc. Gdy mój system nerwowy i układ odpornościowy były już przesycone negatywnościami i pojawiała się choroba, czułem ulgę! Wow! Bo miałem perfekcyjne wytłumaczenie, by np. nie pracować! Nie mam energii, chęci, ani możliwości, bo jestem chory! Przy okazji zawsze usłyszałem jakieś ciepłe słowo od innych. I mogłem otwarcie powiedzieć – “Dopadła mnie choroba!”, “Panuje teraz grypa!” A wszyscy z politowaniem kiwają głowami, zrobią obiad, posprzątają za mnie, itd.
Widać było wyraźnie, że wybierałem i utrzymywałem to, co nie służyło mnie, mojemu życiu, zdrowiu. Dlaczego to wybierałem? Bo wierzyłem, że jestem swoimi myślami, że to ja myślę i dlatego robiłem to, co służyło mentalizacji, a nie mi. Bo utrzymując świadomość ofiary wierzyłem silnie, że to, czego potrzebuję jest w świecie zewnętrznym i cel uświęca środki. Jeśli narzekając dostaję to, czego chcę (ale to, czego chcę na pewno było tym, czego potrzebowałem?), to znaczy, że wszystko jest w porządku, tak?
Gdy zaczyna się zima i ludzie zaczynają kaszleć, kichać, chorować – od razu widać, kto utrzymuje w sobie niskie jakości i z dużym prawdopodobieństwem świadomość ofiary. Radośni ludzie nie chorują w tym samym czasie, co narzekający. Bo ich układ wewnętrzny nie jest obciążony i zatruty. Nie musi się więc odtruwać. To, że jest zima, zimno, wieje wiatr, pada śnieg czy pada deszcz to tylko wygodne racjonalizacje. Zawiał zimny wiaterek i dlatego leżymy przez tydzień z gorączką. Tak, tak. Ale umyka nam prosty fakt, że najpierw usłyszeliśmy to od np. ciotki – “Noś szaliczek, bo się przeziębisz”, a potem utrzymywaliśmy w sobie pełno toksyn. I gdy zawiał wiaterek, a my byliśmy bez szaliczka, nasza podświadomość mówi – “Dobra, jest ok! Można już jakoś sensownie wytłumaczyć to obciążenie energetyki ciała”. I bum – “Dopadło mnie przeziębienie! Ale straszna ta zima!”
Poczytajmy o ludziach sukcesu – okazuje się, że nie chorują. Dlaczego? Bo jedzą super zdrowo i mają najdroższe leki i najlepszych lekarzy? Nie, to kolejna bzdura, w którą ego chce, byśmy wierzyli i mogli dalej narzekać. Oni nie chorują, bo utrzymują w sobie pozytywności. Nie pozwalają sobie na narzekanie, obwinianie, użalanie się, na opór. Zdrowie to naturalna konsekwencja tego – nie ograniczane nie znika.
A jeśli czymś ograniczyliśmy zdrowie, bądźmy gotowi to odpuścić.
Sama INTENCJA – GOTOWOŚĆ – do opuszczenia świadomości ofiary już to gwarantuje w przyszłości!
A jeśli ludzie cierpią latami – widać wyraźnie, że nie chcą puścić KORZYŚCI jakie czerpią z obecnego stanu rzeczy.
Pokutowanie, po które sięga mnóstwo ludzi w niczym nie pomoże! Bo to element tego samego procesu. To inna “godzina” tego samego zegara. Wkrótce znowu będzie północ, potem południe, potem wieczór, noc i znowu północ. Najpierw zły wybór, potem wina, potem użalanie i obwinianie się, potem pokuta, potem znowu zły wybór, etc.
Kto nas przekonał, że pokuka ma jakikolwiek sens? Dlaczego dojrzały, kochający rodzic chciałby, by jego dziecko pokutowało? Co to miałoby przynieść? Zwierzę nie potrafi uczyć się inaczej, niż przez winę, strach i gniew. Ale to niedojrzałość, to samo dno jakości podchodzenia do życia.
Zacznij podchodzić tak do swojej partnerki, a zobaczysz jak szybko zakończy się taki związek.
Rozwiązaniem jest puszczenie się winy i nakreślenie nowego kierunku – bardziej pozytywnego, otwartego, radosnego, spokojnego. Zacznij spacerować po parkach! Wychodź każdego dnia na łono natury. Zobaczysz, że nie potrzeba dużo, by poczuć się lepiej. I praktykuj GOTOWOŚĆ do puszczenia się winy. Gdy wrócisz do swojego pokoju/mieszkania, niezależnie czy będzie tam czekać kochająca osoba, czy nikt – praktykuj poddawanie negatywności. Nie pozwalaj sobie na uleganie temu.
Wybierz współczucie i rozumienie.
Bo to normalne, że gdy zbliża się noc, przypominać sobie wszystkie błędy. Dobrze! Możemy sobie je wybaczyć i skorygować – postanowić, że spróbujemy do tych sytuacji podejść inaczej. Ale ofiara wybiera użalanie, rozpamiętywanie, roztrząsa, trawi, trawi, trawi. A potem narzeka jeszcze na wrzody żołądka i migreny.
Odpuść. Umysł i tak będzie próbował racjonalizować wszystko, co nagromadziliśmy w sobie. Jednak Ty nie musisz w tym uczestniczyć.
Obwinianie to po prostu niewłaściwe narzędzie. Nie służy NICZEMU. Dlaczego istnieje? Bo taka jest jakość myślenia, gdy utrzymujemy to w sobie. To tak jakbyśmy dosypali piachu do baku z benzyną w naszym samochodzie. Możemy wtedy liczyć, że nasza podróż będzie przyjemna i że w ogóle dojedziemy do celu? No, jeśli trzymamy w sobie winę, tak będzie wyglądała podróż w naszym życiu. A możemy także narzekać, że dlaczego nasza podróż wygląda gorzej, niż innych osób? Przestańmy “sypać piach do baku”, a zobaczymy różnicę bardzo szybko.
Wina informuje nas o konieczności dokonania zmian. Ale to intencja zabierze nas w dobre lub niedobre miejsca w życiu. Wiele osób wyrzuca sobie na koniec dnia, że np. nie powiedzieli komuś czegoś niemiłego, kto był niemiły dla nich! Ich kompas nie wskazuje więc północy – pozytywności, zdrowia, szczęścia, spokoju, tylko “południe” – walkę, zmaganie, nienawiść, opór, ból, konflikty, choroby, odwdzięczenie się “pięknym za nadobne”.
Sami wybieramy, gdzie dotrzemy w życiu.
Nie oznacza to, że z dnia na dzień się zmienimy ot tak. Ale sama gotowość zabierze nas z czasem w kompletnie inne miejsca i mamy to zagwarantowane.
Jednak uczciwość musi dominować.
Uzależnienia dlatego trwają latami, bo człowiek nie jest szczery względem siebie – że w ogóle jest chory, że wybiera uciekanie od problemów, wybiera drogę, która mu nie służy. Wypiera rzeczywistość i dlatego rzeczywistość niedługo go bardzo zaboli. Przypomni o sobie.
A gdy zaboli, to moment na podjęcie nowego działania.
Ale ego nie chce nowego działania. Chce dalej użalania się, narzekania, gniewania, obwiniania, chcenia dla samego chcenia, nienawidzenia, itd.
Uważam, że człowiek w świadomości ofiary musi zyskać pomoc z zewnątrz. Czyli musi zwrócić się do drugiej osoby, która tego stanu nie utrzymuje i/lub go przekroczyła. Istotność pomocy drugiej osoby oraz grupy osób dostrzeżono w grupach 12-tu kroków (jak Anonimowi Alkoholicy). Tzw. sponsor nie musi sam być zdrowy ale już sama świadomość, że możemy odezwać się do drugiej osoby i nie zostaniemy negatywnie ocenieni pozwala odpuścić część oporu, wstydu, winy, żalu.
Zaś grupy 12-tu kroków były pierwszymi, dzięki którym ludzie zaczęli zdrowieć z uzależnień. Przed założeniem Anonimowych Alkoholików, nie było udokumentowanego przypadku wyjścia z jakiegokolwiek uzależnienia!
Uzależnienia są zaś tak poważnymi chorobami, że ludzie są gotowi za nie umrzeć, niszczą swoje rodziny, zaniedbują życie, etc. Więc znaczenie pomocy drugiej osoby jest ogromne.
Czasem samo wysłuchanie nas przez drugiego człowieka jest bezcenne. Dlatego też kobiety tak doceniają mężczyzn, którzy potrafią słuchać (każdy potrafi ale daleko nie każdy chce).
Na początku detoksu bardzo pomocne może być zażywanie leków, które ucinać będą świadomość niskich stanów. Jednak to tylko pomoc na początku. Z czasem będzie konieczne zrezygnowanie z nich, bo leki NIC nie zrobią za nas i nigdy nie robiły. Możemy trzymać latarkę, a i tak wdepnąć w kupę lub przywalił głową w ścianę. Latarka nie skoryguje za nas, gdzie stawiamy kroki i w jakim kierunku idziemy.
Każdy uzależniony czuje się ofiarą swojego uzależnienia, a jednocześnie potrzebuje go. Dlatego żadna walka z nim nic nie da.
Dla człowieka w świadomości ofiary to co czuje jest rzeczywiste. Osoba może czuć ogromne niebezpieczeństwo i bezsilność w piękny, słoneczny dzień, gdy naokoło niej 20 innych osób czuje spokój i radość z dnia. I ofiara uzna, że to, jak ona postrzega rzeczywistość jest prawdziwe, a inni się mylą. Tzw. pesymista to tylko osoba niedojrzała, która usprawiedliwia to, co sama w sobie utrzymuje. I OCZYWIŚCIE znajdzie dla tego potwierdzenia w życiu, bowiem –
na tej planecie znajdziemy to, czego szukamy.
Każde odczucia są rzeczywiste DLA NAS, bo emocje i ból to elementy wewnętrznego kompasu. Osoba, która nam pomaga, jak terapeuta musi zdać sobie sprawę z tego, co ofiara czuje. Ofiara musi więc choć w minimalnym stopniu zacząć o tym rozmawiać. Gdy zacznie o tym rozmawiać, odpuści przynajmniej część oporu, a to zacznie proces uzdrowienia. Uzależnienie to ucieczka od odczuwania. Więc bez rozpoznania tego tematu, nie wyzdrowiejemy. A nawet jeśli jakimś cudem wytrzymamy rok, dwa bez sięgania po porno, alkohol, papierosy, to nie będzie życie swobodne, pełne energii, radości i zdrowia. Każdy dzień będzie zmaganiem.
Bardzo istotnym krokiem w wychodzeniu z uzależnienia jest nauka odczuwania, zaprzestanie demonizowania uczuć, zaprzestanie uciekania od nich i zaprzestane tłamszenia ich w sobie. Porzucenie tej walki to większość pracy jaka jest do wykonania.
Tak, czeka nas dość nieprzyjemny detoks ale rozumie to każdy, kto w swoim życiu za dużo wypił. To chwilowo nieprzyjemne doświadczenie przynosi trwałą ulgę. Ale jeśli nie rozpoznamy PRZYCZYN tego, że wypiliśmy za dużo, wkrótce znowu do tego dojdzie.
Wiele osób pisało mi, że poczuło się lepiej po napisaniu do mnie wiadomości i podzieleniu się ze mną tym, co dzieje się w jej życiu. Nic więcej nie było trzeba, by już poczuć się lepiej. Bo przestała się z tym w sobie zmagać choć na moment.
Ale INTENCJĄ MUSI BYĆ ODPUSZCZENIE, a nie tylko narzekanie, dzielenie się toksycznościami.
Co dalej? Opiszemy komuś jak nam źle i co? Dalej będziemy to ściskać, doić, czerpać nektar negatywności pełnymi dłoniami?
Ofiara nie chce czuć tego, co czuje – opiera się. I dlatego cierpi oraz z tego powodu to, co czuje nie mija, nawet się pogłębia. A gdy widzi w umyśle usprawiedliwienia i zrzucanie odpowiedzialności na innych – radośnie się z tym zgadza.
Dlatego wstyd, że jako dziecko np. zabraliśmy koledze długopis może przerodzić się w winę blokującą sukces finansowy. Bo nie ważne do czego doczepiliśmy winy – jak ją usprawiedliwiliśmy/zracjonalizowaliśmy – poczucie winy obniża jakość naszej energii, pracy umysłu, koncentracji, zdrowia, chęci. Nie ma żadnej korzyści z trzymania się winy. I nie czeka za to żadna nagroda.
Budda zauważył, że trzymanie się uraz (których ogromną częścią jest właśnie poczucie winy) jest jak picie trucizny z nadzieją, że zaszkodzi komuś innemu.
Czy możemy oczekiwać, że nasze życie będzie szczęśliwe, jeśli pijemy truciznę? Przestańmy ją pić choć na kilka miesięcy, a zobaczymy jak wiele się zmieni.
To, co zasila świadomość ofiary, to wstyd, wina i opór. Gdy się jeszcze temu opieramy, to degeneruje się w formę apatii i depresji, a nawet agresji (w tym autoagresji).
Ofiara nie żyje świadomie i dlatego potrzebuje wskazówek od ludzi, którzy to przeszli i/lub rozumieją co się z nimi dzieje.
Jednak wewnętrzny mechanizm – emocjonalny kompas ofiary jest przesiąknięty negatywnościami. I dlatego ofiara może mieć wielkie problemy z zaufaniem. Bo jej umysł wszędzie i we wszystkich doszukuje się oszustów, kłamców, manipulantów, a także kulty pragnące zabrać jej duszę, itd. We wszystkim dostrzega własny strach, a więc zagrożenia, które jej umysł usprawiedliwia tym, co usłyszał o innych ludziach.
Właściwym jest kompletnie nieświadomemu i niewinnemu dziecku powiedzieć, by nie słuchało obcych (a więc tych, kogo poziomu rozwoju i intencji nie znamy). Ale gdy już jesteśmy dojrzalsi i odpowiedzialni za siebie, konieczne jest nauczyć się rozróżniać komu warto zaufać, choć w konkretnych kwestiach. Brak zaufania ludziom w ogóle to już czysta patologia. Niemniej nawet osoby, które były pomocne, a nawet przyjacielsko nastawione dadzą nam porządną lekcję, jeśli zaczniemy używać ich jako wymówki, by nie rozwijać się.
Niektóre osoby potrzebowały nawet 3 lat, by do mnie napisać. Tyle potrzebowały, by nieświadomie odpuścić choć tyle strachu, by napisać do mnie jedną wiadomość.
W przypadku zaufania bardzo pomaga zwrócenie się do osoby z oficjalnym tytułem terapeuty (doktor, profesor, etc.). Taka osoba z wielkim prawdopodobieństwem ma w intencji nasze dobro. Warto takiej osobie wskazać inne źródło, jak np. mój serwis, by z większą uwagą przyjrzała się i pomogła stwierdzić czy to źródło jest warte zaufania.
Korzystajmy z pomocy innych.
Nawet największy sportowiec na świecie ma trenera. Trener nie jest lepszym sportowcem od niego, a nieraz nigdy nie był tak dobry jak jego podopieczny. Ale trener ma inne zadanie – zauważać to, czego nie zauważa sportowiec. W wielkim skrócie – korygować jego błędy i motywować go. Czyli nie pozwolić mu ulec mentalizacji, która będzie się odbywać w umyśle sportowca, który dojdzie do granicy swojego obecnego potencjału.
Ofiarą możemy stać się wyłącznie na skutek własnych interpretacji tego, co nas spotkało. Dla jednej osoby zostanie napadniętym i okradzionym staje się powodem do traktowania się jak ofiara, do trzymania się wstydu, winy, oporu, żalu, strachu, nienawiści, a dla drugiej jest to powodem do poważnej refleksji i dokonania korekt, by np. unikać miejsca, gdzie zostało się napadniętym lub poważniej podejść do dbania o siebie (wiele osób nosi portfele w tylnej kieszeni, które każdy może wyjąć bez większych problemów).
Musimy już teraz rozpoznać czy tylko czekamy na pretekst, by zacząć roztaczać dramat, czy jesteśmy gotowi wzrosnąć w dojrzałości?
Znam osoby, które tę samą historię wielkich niesprawiedliwości, które się im przytrafiły opowiadają chętnie kilka razy jednego dnia różnym osobom. Tylko czekają, by móc się tym podzielić. Ja rozumiem, że lepiej nie potrafią ale nigdy nie wykazały gotowości (zazwyczaj od lat), by z tego zrezygnować i wziąć odpowiedzialność za siebie.
Ich intencją jest znalezienie u innych potwierdzenia tego, co utrzymują – winy, gniewu, oporu, żalu, dumy i ich interpretacji. I to znajdują.
A potem oczywiście opowiadają, że źle się wysypiają, że nie mają energii, że stresuje ich byle co, łatwo wpadają w złość. Ich umysły nie wiążą tych tematów, bo mają BARDZO ograniczony filtr, przez który postrzegają rzeczywistość.
Dla mnie to brzmi – “Hej! Wypiłem/am dzisiaj truciznę i źle się czuję! Ale ten Marek/Zośka/państwo/Bóg są źli!” A jak się kapną, że sami piją truciznę, to ego zmienia taktykę i mówi wtedy – “Hej! Wypiłem/am dzisiaj truciznę! Ale ja jestem zły/a!”… I tak w kółko…
Intencją tych osób nie jest wzrost, tylko wieczne zmaganie się z tym, co uznali za rzeczywistość. Nie odpuszczają, tylko biorą wszystko ze sobą i zmagają się coraz bardziej. I oczywiście jedyną radę jakiej się słuchają to zmuszanie się. “Zmuś się!”, słyszą. I gniewają się, gdy im lub innym “się nie chce”. Bo jak wina nie pomaga, to musi pomóc gniew. Zawsze znajdują więc usprawiedliwienie do trzymania w sobie toksyczności.
Ofiara mówi – “Marnuję swój potencjał”. A wcale nie! Nikt na tej planecie nie marnuje swojego potencjału! Każdy realizuje swój maksymalny potencjał w każdej mikrosekundzie. Tylko sami ten potencjał ograniczamy. Tak jak nie podskoczymy wyżej, niż 2 cm z bardzo ciężkim plecakiem, tak nie osiągniemy więcej, niż pozwala nam to, co nosimy, co utrzymujemy i czemu się opieramy w sobie i w świecie.
Świadomości ofiary bardzo silnie chroni ego.
I ego nie chce, byśmy wzrastali w odpowiedzialności. Zadaniem ego jest nawet takie zniekształcenie rzeczywistości, że odpowiedzialność postrzegana jest jako coś złego, a nawet głupiego! “Nie wychylaj się przed szereg!” – słyszymy.
Ludzie w wysokiej świadomości starali się jakoś przemycić ważne przypomnienia dla tych, których programowało środowisko kontrolowane przez zgraję wilków. Mamy więc baśnie dla dzieci, w których brzydkie kaczątko okazuje się wspaniałym i pięknym łabędziem.To przecież bajka dla dzieci! A jednak ukazuje bardzo istotny aspekt rzeczywistości – wierzymy w nieprawdę na swój temat przez własną niewinność i naśladowanie otoczenia. Ale będzie to NASZĄ rzeczywistością, dopóki SAMI będziemy to utrzymywać.
Bardzo wiele osób starało się, by utrzymać ludzkość w niskiej świadomości. Ale te wszystkie spiski i tak nie mają żadnej mocy. Bo największą moc ma ludzka świadomość na tej planecie. Musimy sobie uświadomić, że nasz własny umysł strzeże wszystkiego, z czym się utożsamiliśmy. Nie tylko uwierzy ale będzie tego chronił!
Dlatego odpuszczenie dumy jest niezbędne na pewnym poziomie, bo osoba dumna wypierać będzie, że możemy utrzymywać coś niekorzystnego dla siebie (i wiele więcej).
Pamiętam wspaniały przykład. W środku lata przeprowadzono hipnozę na grupie ludzi. Jednego mężczyznę zahipnotyzowano, że jest mu zimo i musi się ciepło ubierać. Na drugi dzień przyszedł w zimowej kurtce. Ludzie mu mówią – “Ale przecież jest 30 stopni i słońce pięknie świeci!”, zaś jego umysł wymyślał najróżniejsze i najbardziej absurdalne wytłumaczenia dlaczego mu jest zimno i musi nosić coś ciepłego. Umysł dwoił się i troił w przypominaniu sobie wszystkiego, co usłyszał w życiu dlaczego człowiekowi może być zimno i to powtarzał.
Wkrótce zaczął się nawet denerwować na tych, którzy starali się mu ukazać RZECZYWISTOŚĆ i że broni tego, czym został zaprogramowany.
Zapamiętajmy – naprawdę nie jest tak “zimno” jak wydaje się naszemu umysłowi.
Dlatego mówiłem o niewinności – nasz umysł uwierzy we wszystko. Będzie się identyfikował nawet z tym, czym nie jesteśmy. Pomyli sufit z podłogą, pomyli dobro ze złem, pomyli zdrowie z chorobą. Myli Boga z Szatanem, a to już naprawdę poważne zaburzenie.
Myli hardware z softwarem.
Dlatego ludzie masową mylą utrzymywanie strachu, winy, gniewu, uraz z czymś pozytywnym! A to przecież szczyt głupoty! Raz jeszcze przypomnę słowa Buddy – “Trzymanie się uraz jest jak picie trucizny…”. Czy picie trucizny rozsądny człowiek uznałby za coś dobrego? Jeśli tak nie uważamy – widzimy w sobie szaleństwo. I ono jest w każdym człowieku.
Należy się odczarować z nieprawdy, z tego szaleństwa – porzucić wszelkie utożsamienia, identyfikacje, opór i korzyści z trzymania się i utrzymywania negatywności. Należy rozpoznać, że czegoś chronimy i przestać to chronić. Ego chce walki i to ego się chroni, bo ego czuje się zagrożone życiem świadomym, dojrzałym i odpowiedzialnym.
Należy wybrać odpowiedni kierunek i reszta się ułoży.
Nie mówię, że mamy założyć togę, zgolić głowę i łyso i śpiewać “Kumbaja”. Zazwyczaj takie działanie jest dalekie od rozsądku, a żeby naprawdę żyć miłością i nie zginąć na tej planecie, lekcje rozsądku należy odrobić, a do nich wiedzie droga przez odwagę, neutralność, ochotę i akceptację. Tego nie przeskoczymy.
Nie wypieram więc, że może czekać nas sporo pracy (i zazwyczaj czeka) związanej z zadbaniem o zaniedbane obszary naszego życia ale to już nie będzie zmaganiem – będzie wspaniałym procesem… na który pozwalają sobie dopiero ludzie starsi. Odpuszczają oni pogoń za czymś w świecie, odpuszczają niepokoje, troski i spokojnie spędzają godziny w ogródku dbając o rośliny. Naprawdę nie musimy czekać z tym do starości! Wręcz nie powinniśmy! A jeśli nagromadzimy w sobie pełno toksyn, nie liczmy na spokojną i cichą starość.
Co jest naszym ogrodem i czy lubimy spędzać w nim czas?
W praktycznie każdym filmie dla nastolatków jest chłopiec, który wstydzi się powiedzieć dziewczynce, że mu się podoba. Boi się zostać wyśmianym, odrzuconym, etc. Nie wyrywa więc chwastów ze swojego “ogrodu”. Potem cały film on się zmaga, stara się udowodnić jej swoją wartość, a ona na samym końcu mu mówi, że wystarczyło powiedzieć i że on też się jej podobał. Albo jest już z kimś innym, a chłopiec nareszcie znalazł odpowiednie usprawiedliwienie do tego, co trzymał w sobie od lat i czego nigdy nie chciał puścić. A teraz trzyma się tego jeszcze bardziej!
Ci, których podświadomość nie zainstalowała w sobie usprawiedliwień dla winy, oporu, żalu i wstydu typu, że kobieta może ich porzucić, nie widzą problemu w byciu szczerym przy kobiecie. Powiedzą, że im się podoba, że chcą się umówić, że chcą seksu. I zazwyczaj to dostaną. A inni kombinują jak koń pod górę, bo projektują na kobietę swoją winę, wstyd, strach i opór i wierzą, że muszą ukrywać swoje pragnienia. Jeszcze mówią, że nie chcą zranić kobiety, bo ona taka wrażliwa. Wydaje im się, że kobiecie dają ale tak naprawdę dają sobie i czekają na okazję, by zabrać kobiecie.
A kobieta też czuje opór, bo widzi brak SPÓJNOŚCI, dostrzega manipulację. Dlatego czeka jakby z boku, utrzymuje dystans, bo widzi nieszczerość.
A odwaga, śmiałość pojawiają się same, gdy odpuścimy to, co je ogranicza.
Ofiara wierzy, że zawsze będzie jej pod górę. I do tej pory zazwyczaj było. Ale już wiemy z jakiego powodu.
Do tematu świadomości ofiary naturalnie wrócimy i zajmiemy się dwoma krytycznymi aspektami:
1. Dlaczego dzieci rodzą się “ofiarami”.
2. Dlaczego nieszczęścia przytrafiają się “dobrym” ludziom.
Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Powiadom mnie o
Avatar

Avatar
Gość
Łukasz
24 stycznia 2019 20:56

Piotrze oglądałem ostatnio twoje filmy na youtube dokładnie ten: https://www.youtube.com/watch?v=X75qNoA-occ
Raz piszesz,że porno nisczy mózg i bardzo szkodzi a potem,że bez porno ciężej sobie poradzić z emocjami potem,że trzeba nauczyć się wybaczać wpadki ale jak to połączyć bo niby porno szkodzi a piszesz,że też pomaga.Skoro wytrzymywanie od porno nic mi nie da to jak ja mam podejśc do tego tematu,bo jednak trzeba troche wytrzymywać podczas kryzysu.Ogólnie chodzi mi o to,że w tym filmie powiedziałeś,że człowiek z problemami zgania wszystko na porno a jeśli ja po sesji z porno nie potrafie normalnie funkcjonować?Mimo,że ciągle siedze w domu to bez porno lepiej sobie radze ze wszystkim i łatwiej wszystko znosze a Ty powiedziałeś,że bez porno może być jeszcze większy ból bo odczuwamy świadomie te emocje.Ja nawet czując się najpodlej to i tak czuje się lepiej niż po oglądaniu porno.Po tym filmie uświadomiłem sobie,że chyba jestem skazany na porno,bo skoro wytrzymywanie nic nie daje no to chyba musze nauczyć się żyć z porno lecz po sesji czuje takie ogromne ładunki emocji,że ciężko to opisać.

Avatar
Gość
Łukasz
17 stycznia 2019 20:19

Po wpadce jestem całkiem innym człowiekiem jakbym był kimś innym.Jak się nie mastrubuje do porno to jeszcze jest jakaś nadzieja na zmianę a pod wpadce nawet nie mam siły iść do pracy.Kilka lat temu po masturbacji byłem nadal sobą a teraz po wpadce odechciewa się żyć i wsszystkiego się boje.

Avatar
Gość
Piotrek
15 stycznia 2019 18:53

Wina informuje nas o konieczności dokonania zmian. Ale to intencja zabierze nas w dobre lub niedobre miejsca w życiu. Wiele osób wyrzuca sobie na koniec dnia, że np. nie powiedzieli komuś czegoś niemiłego, kto był niemiły dla nich! Ich kompas nie wskazuje więc północy – pozytywności, zdrowia, szczęścia, spokoju, tylko “południe” – walkę, zmaganie, nienawiść, opór, ból, konflikty, choroby, odwdzięczenie się “pięknym za nadobne”.

Skąd te pojęcia o północy i południu? W zeszłym tygodniu zauważyłem że było kilka dni gdy właśnie późnym wieczorem/ w nocy czułem taką wdzięczność, że wręcz szukałem: za co by tu być wdzięcznym? Oczywiście zdarzają się wciąż takie stare, negatywne wieczory

wpDiscuz
Podobne Wpisy:
O Emocjach – Wstyd (Część 2, Wideo)

O Emocjach – Wstyd (Część 2, Wideo)

Wpis ten jest kontynuacją i uzupełnieniem artykułu na blogu serwisu Wolność od Porno: O Emocjach – Wstyd (Część 1) Poznaj te podstawowe informacje. To wciąż początek tego, co chcę Ci opowiedzieć o wstydzie. Na Blogu WoP poznasz czym jest wstyd i jego negatywną stronę. Poprzez darmowy Newsletter poznasz stronę pozytywną, a w tym wideo opowiem… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4
O Emocjach – Gniew (Część 2)

O Emocjach – Gniew (Część 2)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat świadomości Gniewu. Część pierwszą znajdziesz klikając na link poniżej: ► O Emocjach – Gniew (Część 1). Ok, dlaczego w ogóle piszę o gniewie? Co mają nam przynieść te informacje? Przed Tobą myślę, że dość mocno kontrowersyjny artykuł. Przede wszystkim musimy zrozumieć, że niezależnie ile przekonań zbudowaliśmy na temat gniewu –… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 6
O Emocjach – Pożądanie (Część 7)

O Emocjach – Pożądanie (Część 7)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat świadomości Pożądania. Części 1-6 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► O Emocjach – Pożądanie (Część 1). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 2). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 3). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 4). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 5). ► O Emocjach – Pożądanie (Część… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0
Czy Kłótnie Są Normalne?

Czy Kłótnie Są Normalne?

Witam Cię serdecznie! Dostałem ostatnio wiadomość z pytaniem na temat kłótni. Przytoczę tego krótkiego maila, a następnie odniosę się do niego, bo temat uważam za krytyczny w kwestii zrozumienia tego, co już wielokrotnie mówiłem na tym Blogu – odpowiedzialności, świadomości i INTENCJI. Oto treść: “Czy kłótnia jest normalna? To dla mnie jest ważne, bo jeśli… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4

WOLNOŚĆ OD PORNO