Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/15

Witam Cię serdecznie!
Kontynuujemy temat samotności!
Część 1 znajdziesz klikając na linki poniżej:
► Co to jest samotność, czy istnieje i dlaczego ludzie “przez nią” cierpią? (Część 1).
Przedstawię w OGROMNYM  skrócie to jak patrzę na życie osoby samotnej w dzisiejszym świecie.
Ale zanim się tym zajmiemy, raz jeszcze – odczucie samotności to stan niedojrzałości, zaniedbań wewnętrznych i wiary w urojenia, w negatywne programowanie. Jest, jak wszystko, całkowicie subiektywny. Dwie osoby z identyczną sytuacją życiową mogą w sobie przeżywać coś zupełnie innego – jedna cierpi, użala się, obwinia, wiecznie martwi, stresuje się i jest pełna napięć, a druga jest spokojna i radosna.
Człowiek samotny i cierpiący z tego powodu to stan niskiego poziomu rozwoju własnego postrzegania i rozumienia rzeczywistości – w tym połączenia ze swoim wnętrzem, innymi ludźmi, Bogiem, zwierzętami, roślinami, emocjami, a nawet myślami. Taki człowiek widzi myśl – “Jestem samotny i zawsze będę i źle to o mnie świadczy” i nie tylko od razu jest przekonany, że to on myśli ale że ta myśl ma ogromne znaczenie i w esencji jest prawdziwa… i tylko dlatego staje się ona rzeczywistością. Bez wyboru, by się nią kierować, myśl nie ma żadnego znaczenia.
To normalne od czasu do czasu czuć się gorzej. Ale już niedojrzałością jest zrzucać odpowiedzialność za własne samopoczucie na coś zewnętrznego, np. sytuację życiową.
Natomiast samotność w sensie – życie samemu, to coś zupełnie innego. I ma wiele odcieni, co zaraz zaprezentuję.
Sami ze sobą powinniśmy czuć się spokojni i szczęśliwi. To jest stan normalności. Wszystko co od niego odbiega można i powinniśmy uleczyć.
Na początek oczywiście rzecz najważniejsza – poziom świadomości, intencja oraz przyczyny samotności.

Poziom świadomości

Od tego wszystko zależy – czyli na jakim poziomie rozwoju jako istota ludzka jesteśmy. Człowiek poniżej poziomu Odwagi zazwyczaj nie jest samowystarczalny. I klei się do wszystkiego co negatywne oraz negatywności usprawiedliwia, racjonalizuje, zatrzymuje. Pławi się w nich przy każdej okazji i pretekście.
W jakich negatywnościach my się pławimy? Jak je usprawiedliwiamy i sobie tłumaczymy?
Drogi są dwie – osoba w niskiej świadomości albo znajduje sobie osobę taką, na jaką sądzi, że zasługuje (zazwyczaj jeszcze niżej w rozwoju od niej), albo zostaje samemu i racjonalizuje to na wiele negatywnych sposobów. Słowem – nie wzrasta w obu przypadkach. I jej życie zewnętrzne to reprezentuje.
Do tej pory jeszcze nikt mi nie napisał (zgodnie z prawdą) – “Wybrałem bycie samemu, bo zamiast partnerki wolę użalanie się nad swoim losem, wmawianie sobie bezsilności oraz dumę z braku starań i nie narażania się na błędy”. Zawsze tylko słyszałem, że to kobiety ich nie chcą, że to oni są do dupy, etc. Było jedynie użalanie i obwinianie, a nie racjonalna analiza faktów.
Fundamentalny temat do przepracowania i uzdrowienia w przypadku samotności w niskiej świadomości – energia seksualna. Jeżeli jesteśmy jeszcze wierzący i medytacja, uwalnianie oraz praca z energią jest dla nas czarną magią i drogą do piekła, no to kto jest niedojrzały jak małe bobo? No my. Emocje to niewidzialna energia, a jednak 80% ludzkości nie widzi problemu, by się nimi non stop kierować, a nawet usprawiedliwiać karygodne zaniedbywanie swojego życia, walkę z innymi, nienawidzenie, a nawet doprowadzanie do rękoczynów w sejmach. Wow! Niewidzialna energia, której większość ludzi, wliczając większość naukowców nie akceptuje, a jakimś cudem kieruje życiem większości ludzi! I to często tak na pokaz, że głowa mała (wystarczy włączyć dowolny kanał informacyjny)!
Więc ludzie rezygnują z niezwykle istotnych dla zdrowia i dojrzałości praktyk, zazwyczaj bo sądzą, że to jakieś religijne obrządki, a sami zamiast tego wybierają dno. Swoją drogą dlaczego buddyzm uważa się za religię? Przecież nie uwzględnia się w nim Boga. No bo to takie pitu-pitu, by cały czas tylko ujadać na co popadnie, a nie wziąć się za siebie.
Medytacja i uwalnianie to nie praktyki religijne, tylko fundamenty funkcjonowania jako zdrowa istota ludzka.
Niedługo ktoś mi powie, że nie może pić herbaty, bo buddyści/islamiści piją herbatę! Więc picie herbaty oznacza praktykę religijną, za co pójdziemy do piekła! A wiecie, że w religiach nosi się spodnie, oddycha, rozmawia i chodzi?!!! Trzeba więc położyć się w kupie gnoju i rozpaczać nad swoim losem – wtedy będziemy “bezpieczni” nad popełnieniem jakichś błędów!
A myślenie to co? Praktyka religijna?
Przecież mówienie drugiej osobie o swoich błędach to praktyka religijna! Więc osoba niewierząca, która dzieli się ze znajomymi swoimi problemami praktykuje obrządek spowiedzi!
Więc energia emocji jak i energia seksualna są realne (warto to przyjąć i zrozumieć przez świadome jej doświadczenie). Na podstawie jej odczucia i ilości podejmujemy jakieś działania. Jak tej energii stawimy opór, to robimy sobie krzywdę. Gdy ją zaakceptujemy i pozwolimy jej płynąć, wszystko będzie w porządku. Nie trzeba specjalistycznych badań w ośrodkach naukowych, by tego doświadczyć. Możemy to zrobić w każdej chwili, gdy poczujemy podniecenie seksualne.
Są setki ćwiczeń oddechowych, ćwiczeń z ciałem, świadomością i przede wszystkim energią seksualną. Nie mają nic wspólnego z religiami. Tak jak mierzenie temperatury i grzanie się pod kocem nie ma. Większość warzyw i owoców, które jemy przyszły z innych kultur i religii. I jakoś nie mamy z tym problemu…
Gdy zaczniemy je wykonywać, szybko stanie się jasne jak bardzo byliśmy zaniedbani i jak wiele blokad mieliśmy na różnych poziomach rozwoju seksualnego. To wszystko oczywiście jest niewidzialne i całkowicie subiektywne.
Naturalnie nie znajdziemy żadnych ćwiczeń tego typu w polskiej kulturze i religii i nie jest to przypadkowe. Przez lata byliśmy odzierani ze wszystkiego, dzięki czemu mogliśmy dbać o swoją energię oraz świadomość, byśmy pozostali wiecznie cierpiącymi, słabymi, niekochającymi ofiarami. Czyli perfekcyjnymi konsumentami. Trzeba więc odwagi, by sięgnąć po to, co społecznie (i szczególnie religijnie) raczej nie jest akceptowalne. Jak wielu wierzących nie chce medytować, a umyka im prosty fakt, że sam Jezus medytował…
Ludzie naprawdę wolą utrzymywać średniowieczne i bardzo, bardzo raniące przekonania na swój temat i zamiast się ich pozbyć wybierają użalanie, obwinianie, gniewanie, poszukiwanie winnych, etc. Sorry ale winni tych przekonań nie żyją od tysiąca lub tysięcy lat. Szukając winnych strzelasz strzałą w płot. A raczej sobie w kolano.
Więc na niskim poziomie świadomości co możemy zrobić z energią seksualną, jeśli nie pracujemy i ćwiczymy energetycznie? Albo pozbyć się jej poprzez masturbację lub seks. Rozumiemy? Pozbywamy się własnej energii, bo nie potrafimy o nią zadbać i ją blokujemy w sobie. Mądre? Nie. Rozsądne? Nie. Ale powszechne i uznawane za normalne.
Rozwój świadomości polega m.in. na wewnętrznym oczyszczeniu, więc wraz z postępującym rozwojem W STRONĘ POZYTYWNOŚCI automatycznie będzie w nas coraz mniej blokad i obciążeń, więc i energia seksualna będzie mogła swobodnie(j) płynąć. Aha –
energia seksualna to energia życiowa.
Więc jeśli ją zaniedbujemy, to tak jakbyśmy nie dostarczali urządzeniom elektrycznym prądu. Konsekwencje powinny być raczej jasne.
Widzimy więc, że sami wybieramy co czym jest dla nas.

Intencja

Dlaczego jesteśmy samotni? Co z tego mamy? Może doimy poczucie bycia gorszym, niewystarczającym?
Czy rozumiemy, że to nasz wybór?
No – co by nas kosztowało być z kimś w związku? Z czego musielibyśmy zrezygnować? Z użalania, narzekania, obwiniania, ujmowania sobie, traktowania bez szacunku i akceptacji? Może musielibyśmy zrezygnować z oglądania naszego ulubionego porno? A może nie chcemy oddać swoich wolnych weekendów, które spędzamy przed telewizorem? A może jesteśmy małostkowi i chciwi i nie chcemy płacić za to, by druga osoba mogła z nami zjeść, pójść do kina, etc.? A może nie chce nam się zadbać o swoje ciało, bo mamy  bebech jak balansująca piłka rehabilitacyjna?
Każdy coś doi z własnej samotności (ogólnie – z sytuacji), bo inaczej by jej nie wybierał.
Nie musi być to coś negatywnego. Bo sama samotność oczywiście nie jest negatywna. To tylko durne programowanie, by ludzie mieli kolejny pretekst do utrzymywania niskiej świadomości i zwalania za nią odpowiedzialności.
Proste – podać, że istnieje coś urojonego – coś takiego jak samotność, jest negatywna i winna naszemu cierpieniu. I setki milionów ludzi w to wierzy! Ja też kiedyś wierzyłem. Bo to było bardzo wygodne oraz nie miałem w świadomości żadnego innego konceptu swojej sytuacji. A tym bardziej odpowiedzialności za nią.
Samotność nie jest przyczyną czegokolwiek, tylko już rezultatem. A zajmowanie się wyłącznie rezultatami zazwyczaj jest pracą głupią, nie przynoszącą nic i pracą, którą możemy wykonywać przez całe życie. Tak jak z goleniem odbicia w lustrze.
Dlatego – jeśli i dopóki nie usuniemy przyczyn samotności, samotność pozostanie. A wtedy jej przyczyny będą się pogłębiać tak jak wszystko inne, czym się nie zajmiemy i o co nie zadbamy. Większość ludzi oczywiście jedyne co z samotnością robi, to się z nią zmaga. Ale żadnych konkretów nie ma. Okazuje się, że jedyne co robią, to walczą z – opierają się emocjom, które czują na temat samotności i tyle.
Jako, że samotność i wiele innych problemów mają te same przyczyny, zaniedbanie ich pogłębi więcej problemów w naszym życiu.
Z drugiej strony jeśli zajmiemy się przyczynami samotności, to automatycznie zadbamy o wiele więcej w naszym życiu.
To naprawdę nie są żadne filozofie, ani sekrety, które możemy poznać wyłącznie na zamkniętych, tajemnych szkoleniach gdzieś wysoko w Himalajach po wpłaceniu 40 000 dolarów  i czekaniu 37 lat na wolne miejsce…
“Dlaczego jestem samotny/a?” – Najprostsze pytanie i jeśli odpowiemy na nie szczerze – poznamy przyczyny, a więc i rozwiązania.
Wstydzimy się? Super! To uwolnijmy wstyd! Boimy się? Super! To uwolnijmy strach! Wszystko naraz? No to zróbmy listę i zajmijmy się pierwszym elementem! A potem następnymi.
A może jesteśmy zbyt dumni, by pozwolić sobie na to, by powiedzieć coś głupiego czy od czasu do czasu zrobić coś głupiego? Może jesteśmy zbyt dumni, by popełnić błędy i zmierzyć się z poczuciem winy?
A może jesteśmy zbyt dumni, by zająć się swoimi negatywnymi cechami poczynając od ich akceptacji?
Więc – co wybieramy zamiast związku z cudowną osobą? Użalanie? Narzekanie? Nasz wybór! Nikt nie dokonał go za nas!
A może wybieramy, by wierzyć, że takiej osoby nigdy nie spotkamy? Więc jesteśmy tak dumni, by sądzić, że z góry znamy przyszłość! Wow! Jak to nie jest przekonanie rodem z wieków ciemnych, to nie wiem co jest!
A może wierzymy, że nie mamy żadnego wpływu na nasz tzw. “los”? Czy brak pieczywa rano jest moim smutnym losem, czy konsekwencję tego, że sobie nie kupiłem chlebka? Hmm?
Może jest w nas tyle oporu, że na razie problem stanowi dla nas kupić sobie wodę mineralną w sklepie? Jeśli tak, to niech naszym celem będzie związek ale uczciwie i rzetelnie zajmijmy się najpierw oporem. Zróbmy sobie plan działania (w formie małych, aktywnych kroków) i mierzmy się z tą energią. Pozwólmy się jej wyczerpywać.
Bo nie ma złego uczucia. Złe jest tylko opieranie się odczuciom, demonizowanie ich, wypieranie, ocenianie, etykietkowanie, etc.
Gdyby urządzenia zaczęły opierać się prądowi, to co by się stało? Wszystkie by się spaliły. A gdybyśmy na te zapalenia spojrzeli jako dolegliwości cielesne i psychiczne, to dostrzeglibyśmy jak ludzie opierają się własnym uczuciom. A że żyją nieświadomie, ich umysły dokonują projekcji tego na świat.
Naprawdę nie potrzeba dziesiątek lat badań w najbardziej szacownych uniwersytetach, by sobie zdać z tego sprawę na własnym przykładzie.

Przyczyny

Pierwszy temat – nieświadomość przyczyn. Otóż przyczyną samotności jest oczywiście nasz wybór.
Samotność to wybór.
I możemy sobie zwalać odpowiedzialność na co tylko chcemy ale ostatecznie to nasz wybór. To że nazwiesz wiatr tortem cytrynowym nie czyni z wiatru cytrynowego tortu. ;) To też powinno być w miarę jasne. Tylko że ludzie “tortem cytrynowym” nazywają tysiące aspektów swojego życia i dziwią się, że nie jest jak spodziewają się, by było…
Czasem wybór samotności może być dość rozsądny – np. nie chcemy związku, ani relacji, bo jesteśmy tak pełni wstydu, winy, żalu, strachu, że i tak nic by z tego nie było. Ale jeśli mimo wszystko na koniec dnia wolelibyśmy zasypiać przy kimś, no to porzućmy dumę i przystąpmy do wewnętrznej pracy nad sobą. Nigdy nie jest na to zły moment, ani nigdy nie jest na to za późno.
Bo gdybyś poczuł/a szczęście, to wszystko inne przestanie się liczyć. Gdybyś poczuł/a szczęście w podeszłym wieku, to nagle przestałoby się liczyć “zmarnowane życie”. Ale dopóki nie porzucisz dumnego użalania się nad “zmarnowanym życiem”, to nie doświadczysz tego, co zawsze w Tobie było.
Masz 60 lat? Wspaniale! Weź się za siebie, a może jeszcze napiszesz bestseller na podstawie tego jak odmieniłeś/aś swoje życie!
Nigdy nie wiemy jakie niespodzianki się odsłonią naszej zaniedbanej i obciążonej na ten moment psychice i świadomości, gdy się uzdrowimy.
Ok, rozumiem, że możemy być bardzo zaniedbani – odczuwać dużo wstydu, winy, żalu, strachu, oporu. Ja to wszystko rozumiem. Ale jednocześnie nie zmienia to faktów – że możemy się z tego w pełni oczyścić.
Co więcej – możemy zarobić na szkolenie z tematu relacji, które “odsupła węzły” w naszej świadomości, rozwiąże paradoksy i pomoże w dylematach na temat relacji. Na wszystko są rozwiązania. A jeśli to wiemy, to dlaczego z nich nie korzystamy?
Pomyślmy – dobre szkolenie z relacji za np. 4 000 zł. Załóżmy, że znajdziemy pracę na weekendy za 100 zł za dzień. Czyli 200 zł za weekend. Ja w liceum za jeden dzień roznoszenia ulotek zarobiłem 150 zł. Ale zapie…em jak mały samochodzik.
W 5 miesięcy lub szybciej zarobimy na to szkolenie pracując tylko w weekendy. Nie tylko już sama ta praca wyrobi w nas choć minimum samodyscypliny ale także sam fakt zarobienia pieniędzy na to szkolenie, czyli zrealizowanie celu, podrasuje naszą pewność siebie! Jeśli pójdziemy za ciosem i porządnie przejdziemy przez szkolenie – BUM! Trwała zmiana, której owoce będą pojawiać się przez całe nasze życie!
A jeśli nie zaprzestaniemy, to w tym samym roku możemy odbyć kolejne szkolenie! W międzyczasie dzięki pracy nad sobą i oczyszczeniu zapewne polepszymy swoje warunki pracy (a więc i fundusze), mieszkaniowe. Zaczniemy budować relacje z innymi i pogłębiać istniejące. Zacznie się poważny remanent naszego życia. Czyli coś, co mogliśmy odkładać wiele lat. Często tylko dlatego, bo nie wiedzieliśmy jak się do tego zabrać.
Jak się do tego zabrać? Od zrobienia listy problemów, ich przyczyn oraz rozwiązań. Wybrać pierwsze i je zacząć wdrażać. I następne, i następne, i następne.
A jak na to jesteśmy za dumni, to widzimy jak głupia jest uwielbiana przez Polaków duma.

Ogólnie o życiu jako singiel/singielka

Bardzo szeroki temat ale warto pokrótce rozważyć jak ma się życie singla do reszty życia tej osoby.
Sądzę, że warto spojrzeć na bycie singlem nie jako przyczynę, a rezultat. Rezultat wyboru i jego intencji. Czy wybór ten był świadomy, czy nie – nie ma tak naprawdę znaczenia. Warto sobie to uświadomić, że samotność to wybór. Bowiem przyczyna tego wyboru kieruje nami również w innych obszarach naszego życia.
Nie należy racjonalizować samotnością niczego.
Czy wszystko nam się w tym podoba? Jeśli nie – dlaczego to wybieramy? Dlaczego tego nie zmienimy?
Zobacz – ten mężczyzna ma piękną żonę, dzieci i jeździ po świecie motywując innych. Ma wszystko co uznawane jest za źródło szczęścia. Heh, gdyby stracił głowę dla żony, to nic by już z niego nie zostało! ;)
Mówię oczywiście o Nicku Vujicicu. Zobacz jaki siłacz, jaki samiec alfa! Ten to by Ci dopiero wpie…ł i zabrał dziewczynę! Albo pogryzł!
Nick Vujicic nie ma nic, co dziś i zawsze uznawano za wzór męskości, tzw. “samca alfa”. Człowiek ten nie może nawet normalnie wypić kawy! A jednak w niczym go to nie ograniczyło. Żyje lepiej, niż większość ludzi na tej planecie.
I wiesz co? Bzyka! I to bardzo ładną kobiałkę! A Ty w tym momencie możesz jeszcze bardziej zacząć się użalać nad sobą, że bzykać potrafi facet bez rąk i nóg, a Ty nie bzykasz, to już jesteś na samym dnie. Masz takie prawo! Proszę bardzo! A możesz wykorzystać to jako kopa do zmiany. Nick nie da Ci kopa, bo nie ma nóg. Ale Ty możesz się kopnąć i wziąć do roboty.
Skoro on zadbał o swoje życie, Ty też możesz. Bo Nick tak jak Viktor Frankl WYBRAŁ, by jego sytuacja go nie ograniczyła.
Nick jest doskonałym przykładem pokazującym, że szczęście to wybór. Że to, co w życiu mamy to nasz wybór i NIC go nie ogranicza. Tylko my sami. Dlatego tak wielkim błędem jest sądzić, że samotność jest jakimś ograniczeniem. Bo nie jest i nigdy nie była!
On nie ma nóg, ani rąk, a nie cierpi! Wręcz przeciwnie – jest szczęśliwy i daje szczęście innym. Nie ma nóg i rąk, a jeszcze daje tym, co ręce i nogi mają!!! Niemożliwe? Ano możliwe. Pora więc redefiniować to, co nazywaliśmy niemożliwym.
A wiesz dlaczego jest to dla niego możliwe? Bo wzrósł w świadomości. Odpuścił dumę. A to, co nam wydaje się niemożliwe, WYDAJE SIĘ NAM, bo mamy i utrzymujemy niską świadomość – świadomość apatii.
Nieraz pouczałem, że –
każde “nie mogę” to nieuświadomione “nie chcę”.
Jego żona przy okazji uczy nas, że nasze bzdurne wyobrażenia o kobietach nie mają nic wspólnego z tym jak może być w naszym życiu.
Bardzo możliwe, że już “przyzwyczailiśmy się” do obecnej sytuacji – nie bycia w związku. Człowiek w niskiej świadomości nie dąży do zmian, bo podświadomie już odczuwa winę – a że (z)robi coś nie tak, a że będzie jeszcze gorzej, a że sobie nie poradzi, a że to i tak nie ma sensu, że go kobieta i tak zrani, zostawi, etc. Słowem – wybiera trucizny i urojenia nad polepszanie jakości swojego życia. Kluczowe jest więc zmierzenie się z winą i oporem i uwolnienie ich energii.
Oczywiście jeśli będziesz egoistą/egoistką i związek będziesz traktować jako źródło dowartościowywania siebie, a nie ogród, który wspólnie będziecie pielęgnować, no to wkrótce porosną go chwasty i wszystkie kwiaty zeżrą robaki. Nie jest to nic nadzwyczajnego i tak może być w przypadku każdego człowieka.
Nikt na tej planecie nie ma dyspensy na konsekwencje swoich działań i ich braku.
Zastanówmy się więc – zróbmy listę “za” i “przeciw” związku z człowiekiem. Zobaczmy jakie plusy i minusy wypisujemy, czego jest więcej i to nam uświadomi czy kierujemy się czymś pozytywnym lub negatywnym. No bo jeśli kierujemy się negatywnościami, to nie liczmy na nic dobrego. Bowiem negatywność ta już w nas jest – strach, wina, wstyd, żal, gniew, opór.
Jeśli w związku z drugim człowiekiem widzimy same minusy, to może warto przepracować każdy z nich – oczyścić się z emocjonalności i spojrzeć na nie raz jeszcze ze stanu spokoju i akceptacji?
Bo mazanie po wszystkim czarną farbą, a potem dziwienie się, że wszystko widzimy jako czarne nie jest rozsądnym sposobem życia.
To nie weźmie się w wyimaginowanej przyszłości skądś, bo to już w nas jest. Uciekanie od tego to jak uciekanie od trucizny, która już nas zatruwa.
Nie mówię, że zaraz trzeba lecieć i się żenić/wychodzić za mąż ale warto zastanowić się jakie kroki moglibyśmy podjąć, by się oczyścić, uzdrowić.
Bo po co Ci ta wina – to wieczne przeczuwanie, że coś jest nie tak lub będzie nie tak? Od czasu do czasu każdy coś schrzani! A nawet bardzo! Ja nieraz coś porządnie schrzanię, wszyscy moi znajomi, wszyscy moi klienci! Może wreszcie pora zrozumieć, że popełnianie błędów to naturalny element życia ludzkiego?
Po co Ci stresowanie się i obawianie przyszłości? Ani Cię to nie chroni, ani nic nie daje, a jeszcze niebotycznie obciąża Cię w każdej chwili Twojego życia.
Po co Ci użalanie się nad sobą i swoim “losem”? Naprawdę wolisz użalanie się nad spokój, szczęście? Naprawdę wolisz być dumny/a i pozbawiony/a wszystkiego fajnego i normalnego w życiu, niż nie dumny/a, a spokojny/a, szczęśliwy/a, z bliską osobą przy boku?
Zauważmy, że robią to zarówno single jak i ludzie w wieloletnich związkach i małżeństwach! Samotność nie jest więc tego przyczyną. Ale może stać się wygodnym usprawiedliwieniem.
“Przyzwyczajenie się” to w 99% przypadków jedynie racjonalizacja oporu i apatycznego nastawienia. Więc to usprawiedliwianie stanu chorobowego! A co wyleczy z tej choroby? Podjęcie konkretnych, nacelowanych na USTALONY CEL działań. Nie kawa, nie papierosy, nie piwo, nie porno, nie ćwiczenia na siłowni. Bo to wszystko też może się stać ucieczką.
Jeśli nie odpuścisz oporu, to nawet adrenalina wstrzyknięta bezpośrednio do serca pobudzi Cię ale tylko na krótki moment i tyle. Sam/a ograniczasz swoją energię podświadomym oporem. A co zrobić z tym, co podświadome? Stać się tego świadomym. W tym momencie NIE powinno być pytań “A jak stać się świadomym?”
Rusz dupę.
Jak więc ma się życie singla do reszty życia? Ty mi powiedz jak TWOJE życie korzysta lub traci na tym.

O życiu przez długi czas jako singiel

Jak wszystko, bycie singlem na swoje plusy i minusy. Jak wielkie będą to plusy i minusy zależy od nas. Jak w swoim ogródku posadzisz ziemniaki, wyrosną Ci ziemniaki. Jak pory, to wyrosną Ci pory. Jak nic nie posadzisz, to wyrosną Ci chwasty. Przypominam też, że pozornie złe pokrzywy są w istocie bardzo pozytywne! Co z tego, że szczypie?
Kilka przykładowych minusów (a każdy i tak zależy od naszej interpretacji):
1. Wszystkim musimy zająć się my – od sprzątania, gotowania, pracę, załatwianie wszystkich spraw. Jak zachorujemy, to my musimy się zatroszczyć o siebie. Zauważmy, że ten “minus” jest bardzo pozorny. Bo dzięki temu, że wszystkim musimy zająć się sami, możemy nauczyć się odpowiedzialności, dyscypliny, planowania i wiele więcej!
2. Brak plusów bycia w związku. :) Piszę o tym, bo sami musimy ustalić czy to odpowiedni moment, by zacząć pracować nad tym, co umożliwia bycie w związku z drugim człowiekiem. A są tego tysiące. Jednak również tysiące jest tego, czego możemy nauczyć się żyjąc samemu (i mówię o rzeczach pozytywnych, które warto zrozumieć i doświadczyć).
3. Seks. Brak seksu dla wielu (większości?) osób to problem. Zazwyczaj wynika z zaniedbań wewnętrznych, nieumiejętności zarządzania własną energię oraz z niedojrzałości i wiary, że obecność drugiej osoby da nam szczęście i zabierze negatywności. Niejako zbawi nas od samotności. Co jest oczywistą bzdurą, bo jest pełno związków, w których ludzie ze sobą nawet nie rozmawiają. Jednocześnie brak seksu może stać się świetnym pretekstem do zaczęcia praktyk z energią seksualną oraz ćwiczeń oddechowych. Dzięki temu znacząco poprawimy jakość naszego samopoczucia, podniesie się poziom energii, paradoksalnie też dzięki braku seksu wykonamy to, co podniesie diametralnie jego jakość.
Nie ma sensu wypisywać nie wiadomo ile “pluso-minusów”, bo na wszystko można spojrzeć jako coś negatywnego lub pozytywnego.
A teraz rozważmy przykładowe plusy (to również w głównej mierze zależy od tego jak sami na to patrzymy):
1. Jest to bardzo praktyczne. Dwie osoby, o ile będą się wspierać, będą zestrojone ze swoimi wzajemnymi celami, osiągną więcej, niż jedna i będzie im łatwiej we wszystkim. Jedna osoba robi zakupy, druga w tym czasie sprząta. A potem można odwrotnie! Naturalnie ten podział obowiązków może stać się źródłem poróżnienia i kłótni.
2. Relacje są najlepszą szkołą wewnętrznej dojrzałości na tej planecie. Dlaczego? Bowiem inni ludzie stanowią nasze odbicie. Przykładowo – wszystko czego nie akceptujemy w drugim człowieku, nie akceptujemy w sobie. Wszystko, co nas denerwuje w naszej partnerce/naszym partnerze – tego nie zaakceptowaliśmy w sobie.
Nie wierzymy? Ależ nie trzeba w to wierzyć! Znajdź coś, co Cię denerwuje w bliskich, zaakceptuj to w sobie i przestanie Cię to denerwować!
A brak akceptacji, czyli opór, jest tym co obciąża naszą psychikę, ogranicza jej rozwój i ogranicza nasz poziom energii, spokoju, radości, szczęścia, etc. Więc obecność drugiej osoby będzie nam cały czas pokazywała, przypominała i wyciągała z nas nasze własne obciążenia.
Dlatego należy uważać, by nie obwiniać partnerki/partnera. Bo dla wielu osób związek staje się ucieczką od siebie i usprawiedliwieniem tego. Z jakichś powodów uznano poświęcanie się dla innych za cnotę. A w rzeczywistości zazwyczaj jest głupotą.
Jeśli jednak długi czas żyliśmy sami i mamy sporo do poprawy w życiu i w sobie, to najlepiej troszkę poczekać z wchodzeniem w relację (lub poinformować o tym drugą osobę) i podziałać. Bo może być nam trudniej zająć się np. swoją ospałością lub prokrastynacją czy łatwym wpadaniem w gniew. Ale ustalmy do kiedy rozwiążemy ten problem.
Bez ustalenia i zapisania deadline-u będziemy to odkładać w nieskończoność.
Zauważmy, że ten proces detoksu dzieje się już, gdy w ogóle zaczynamy rozważać porzucenie samotności na rzecz związku.
O ile nie wejdziemy w relację z troglodytą z ciemnej jaskini, to zawsze z nas coś wyciągnie. Jeśli nie jesteśmy akceptujący i otwarci, to zachowania tej osoby będą nas denerwować, frustrować, a może nawet zawstydzać.
Jeśli my jesteśmy niechlujni, to nasze zachowania będą denerwować drugą osobę.
Druga osoba będzie z nas wyciągać całą niedojrzałość, negatywności i naciskać do wzrostu w pozytywności – np. pracowitości, poczucia wartości.
Przykład – jeśli mamy niskie poczucie wartości, to bliska osoba będzie nam nieświadomie wciskała przyciski wyciągając z nas wszystko czym ograniczyliśmy poczucie własnej wartości – czyli m.in. wstyd, winę, żal, frustracje, opór, różne przekonania. Np. zarobimy wyjątkowo dużo – 7 000 zł, a nasza partnerka powie – “A dlaczego tak mało?” I jak wtedy zareagujemy? Gniewem, frustracją, wstydem, oporem, żalem – czyli jak dziecko? Czy miłością – uśmiechniemy się i powiemy, że faktycznie mało i w następnym miesiącu będzie jeszcze więcej!? To nasz wybór.
Człowiek żyjący nieświadomie oczywiście zareaguje zgodnie ze swoim stanem emocjonalnym. A takie zachowanie zatrzyma ten stan i go pogłębi.
3. Bycie samemu to również szkoła dojrzałości. Nie oszukujmy się – to całe użalanie, obwinianie, opieranie się czy traktowanie bez szacunku, to wszystko mechanizmy chorobowe. Właśnie występują dlatego, by je przepracować, porzucić w cholerę. A jednak ludzie nie tylko się ich trzymają ale jeszcze usprawiedliwiają nimi brak działań.
“- Dlaczego nie pracujesz nad sobą?” – Pytam. “- Bo martwię się, że mi się nie uda”. I koniec dyskusji! Równie dobrze mógłbym usłyszeć “Yyyyyyyy”. Pytam dalej – “Dlaczego się martwisz?” Słyszę – “Nie wiem”. Pytam dalej – “Co Ci daje martwienie się?” Słyszę w odpowiedzi – “W sumie to nic”. I stop. Koniec. Ta osoba zamartwiała się latami nie mając pojęcia dlaczego to robi i nic z tego nie mając! Czy nie tak wygląda trans?
I z jej strony nie ma drążenia tematu. Nie ma chęci do poprawy. I oczywiście wierzy, że to wszystko magicznie by zmieniła obecność kobiety lub mężczyzny w naszym życiu? Dojrzalsze jest już wierzyć w świętego Mikołaja!
No ale widzimy jak wygląda nieświadomość. To jest jak sen, hipnotyczny trans. A jak zazwyczaj ludzie się budzą? Przez ból związany z konsekwencjami zaniedbań.
4. Jest dużo ciekawiej! Będąc samemu jak zostawisz dom, tak go zastaniesz. Z drugą osobą nigdy nic nie wiadomo! ;) Może zastaniesz przygotowany wspaniały obiad, gorącą kąpiel, bukiet kwiatów? A może na Ciebie nawrzeszczy, że wróciłeś/aś późno i nie dałeś/aś znać? ;) A może znajdziesz porozrzucane brudne skarpetki w sypialni? Jak wtedy zareagujesz? Czego ta sytuacja może Cię nauczyć O TOBIE?
Tematu plusów i minusów nawet nie polizałem po powierzchni. Na ten temat mógłbym napisać oddzielną serię kilkunastu artykułów. Ba! O samej szkole dojrzałości mogłaby powstać książka lub kilka!
To wszystko to takie – “Hop hop! Rozważ to z nowego punktu widzenia!”
Ale jeśli żyjemy już długi czas jako sami, bądźmy radykalnie szczerzy – czy wybieramy to chętnie, czy z jakichś negatywnych przyczyn? Jeśli przyczyny są negatywne, to bardzo skorzystamy na zmianie tego stanu rzeczy.

O całkowitej izolacji w czterech ścianach od ludzi, swojego wnętrza oraz świata zewnętrznego

Jeśli nasza samotność jest efektem izolowania się, to w 99% przypadków to stan chorobowy nie mający nic wspólnego ze zdrowiem pozytywnością, ani zmierzaniem w stronę niczego dobrego.
Już sam fakt, że postrzegamy nasze postępowanie jako izolowanie się wskazuje, że wybieramy niezdrowo i że przyczyna jest W NAS. A nie w świecie czy innych ludziach.
Musimy zrozumieć, że jeśli chcemy zmienić tą sytuację, to potrzebna będzie zarówno praca w sobie jak i na zewnątrz – w świecie.
Trzeba harmonicznie stawiać kroki w sobie jak i w życiu.
Przykład – opór przed rozmową. No to pierwszym krokiem jest świadomość tego oporu. Zostanie z tą energią, porzucenie oporu przed nią, porzucenie etykietkowania, nazywania, oceniania, wypierania. Zaakceptowanie tego uczucia takim jakim jest i przyjrzenie się mu. Zbadanie go – czym jest, z czego wynika, etc. Gdy się temu przyjrzymy, możemy postawić krok w życiu – pomimo oporu wybrać rozmowę z drugim człowiekiem. Na spokojnie – by zaobserwować zarówno swoje wnętrze jak i to jak się ma ono do świata zewnętrznego. Szybko zauważymy, że świat zewnętrzny w ogóle nie wpływa na nasze wnętrze, tylko nasze wnętrze wpływa na świat zewnętrzny. A to będzie OGROMNY krok do przodu.
Natomiast większość ludzi kompletnie nie chce się przyjrzeć wnętrzu, wypiera je i/lub ucieka od niego i zmusza się do wykonania czegoś, czego wykonać nie chce, bo się tego boi… nic dziwnego, że miliardom ludzi jest ciężko w życiu.
Od razu uwaga – to, że sobie to przeczytasz nic kompletnie nie zmieni. Bo wcale nie staniesz się świadomy/a tego. Na to moment jest w momencie okazji do podjęcia rozmowy z drugą osobą, gdy odczuwasz opór. A nie teraz, gdy sobie czytasz Bloga. Tak jak czytanie o tańcu nie stanowi zastępstwa dla tańczenia. Nieporadne pląsanie we własnym pokoju nauczy Cię więcej, niż przeczytanie 100 profesjonalnych książek o tańcu.
Spokojnie – rozumiem, że możemy czuć się zranieni, możemy się bać, możemy odczuwać opór, przygnębienie, niemoc. Skok na głęboką wodę mógłby nie być najrozsądniejszym wyborem. Dlatego wybierzemy mniejszy krok ale go wybierzmy i wykonajmy.
Jeśli uciekamy – od czego? A jeśli przestalibyśmy uciekać – co mogłoby się nam stać?
Gdy ja brałem się za siebie, trząsłem się mając pójść samemu do supermarketu. To było dla mnie przerażające. Spociłem się, trudno było mi zawiązać sznurówki. Miałem sucho w gardle. Ale mimo to poszedłem. I stawiałem malutkie kroki do przodu. Gdy widziałem fajne spodnie ale poczułem opór, by je wziąć i przymierzyć – robiłem to. Gdy czułem opór, by porozmawiać z dziewczyną pracującą w sklepie o jakiejś koszuli, robiłem to. Krok za krokiem czułem się coraz swobodniej. Po takim dniu czułem jakbym przeniósł tonę żelastwa ale był to niewyobrażalny sukces. Oczywiście gdybym spoczął na laurach, nic bym nie zmienił. Konieczna była dalsza, sukcesywna praca. W sobie i w życiu. Nie walka. Gdybym walczył, to bym sobie powalczył i nadal był w tym samym miejscu. Bo tu nie ma przeciwnika. Więc jeśli będziesz walczyć, to zastaniesz zgliszcza i tyle. Nikogo nie pokonasz, bo nikogo i nic nie można pokonać.
Tzw. popularne “pokonanie swojego strachu” to oczyszczenie się z energii strachu (często poprzez zmierzenie się z nim w działaniu) oraz korekta swojej świadomości, by przestać postrzegać coś jako niebezpieczne/przerażające. Zazwyczaj także przez zrobienie tego.
Więc to nie żadna walka, tylko bardzo dojrzała praca nad sobą. Ale jeśli walkę zrozumiemy dosłownie, no to mamy problem.
Gdybym uciekał od swoich uczuć, w tym tych nieprzyjemnych, to nic bym nie był w stanie zmienić, ani zrobić. Tak samo gdybym z nimi walczył, zamiast je zaakceptować.
Mnóstwo ludzi pisze mi, że próbowało coś zmienić, rozmawiać, randkować i nic z tego nie wyszło. Ale ZA KAŻDYM RAZEM jakoś tak tajemniczo kompletnie nie przekazali żadnych szczegółów – co robili, jak, z jaką energią, z jaką intencją, jak się czuli, etc. To jakby powiedzieć “miałem wypadek” i pominąć, że byliśmy pijani lub zmęczeni, rozmawialiśmy przez telefon, coś robiliśmy jeszcze jedną ręką na tylnym siedzeniu… I mówimy – “No, próbowałem jechać ale miałem wypadek. Jeżdżenie jest do dupy!”
Niesamowite ile ludzie mi wypisują dziwactw, który racjonalizują opór – “Nie muszę wykonywać tego, czego chcę”… Albo – “Ego mnie blokowało”… tak, stanęło w drzwiach i nie dało przejść. Naprawdę ciężko ludziom pojąć rzeczywistość i porzucić swoje urojenia na jej temat. Jak żyjesz urojeniami, to masz problemy. Jak jedziesz drogą, której nie ma, to wjedziesz w drzewo lub na kamień.
EGO TO TY.
To Twój poziom rozwoju. Więc nie ego Cię blokuje, tylko Ty sam/a się blokujesz.
Albo trzymają się jakichś bzdurnych przekonań, “ponieważ moje ego tego chce”. Nie! Ty tego chcesz! Wybierasz to, a nie coś innego. Dopóki nie zmienisz WŁASNYCH decyzji, to możesz sobie zrzucać odpowiedzialność na ufoludki, a nie zmienia to faktu, że to Twoja decyzja.
Izolowanie się więc jest to efekt niedojrzałości i nieświadomości.
Ostatnio w święta uczyłem robić sushi znajomą. Na algę kładziemy ryż, warzywka, rybę, zawijamy i kroimy. Trudniej jest przetasować talię kart. Rolka wyszła jej troszkę kwadratowa. Powiedziała, bym następną zrobił ja… Już czuła opór, czuła wstyd, czuła się winna i zaczęła uciekać! “Od rolki z sushi”! Dorosła kobieta! Kazałem jej robić kolejne, aż nie poczuje się swobodnie.
Bo to ten sam mechanizm jak z upadkiem z konia. Gdy spadniemy i się potłuczemy, konieczne jest, by wejść na konia ponownie od razu, bo umysł natychmiast wyprojektuje opór stawiony bólowi na jazdę konną. I żyjąc nieświadomie pozbawimy się wspaniałego doświadczenia jazdy konnej do końca życia.
Więc zanim zaczniemy się śmiać z tej kobiety, zastanówmy się od jakiego sushi uciekamy my? Od rozmowy z innymi ludźmi? To tak samo niedojrzałe jak uciekanie od sushi.
Widzimy, że ten sam mechanizm działa w przypadku jazdy konnej oraz nakładania ryżu na algę. Gdybym nie zareagował, ta kobieta nigdy by nie nauczyła się przygotowywać sushi. Zawsze by uciekała i prosiła, by zrobił to ktoś inny. Tak samo wyglądają np. szkolenia z podrywania. Przerażony facet podchodzi do kobiety i nic z tego nie wychodzi. Chce uciec, a trener kopie go w tyłek, by podszedł do kolejnej i kolejnej i tak 200 razy. Aż do skutku. W tym czasie cały czas odpuszcza opór, strach, wstyd. Nieraz pojawia się gniew! Słyszałem, że niektórych trenerów uwodzenia zaczęli atakować ich podopieczni! Niektórzy zmierzyli się z taką ilością nagromadzonych emocji, że wymiotowali! :D
I następnego dnia to samo! :D
Po takim weekendzie wiele z tego, co kursanci uważali za niemożliwe okazało się jak najbardziej możliwe.
A my liczymy, że co i kto zrobi za nas?
Jeszcze inne racjonalizacje oporu – “Boli mnie różnica pomiędzy tym jak chciałbym żeby było, a jak jest.” To kompletny bezsens. To w ogóle nie jest rzeczywiste. To kompletne urojenie. To tak jakbym walnął ręką w ścianę i zaczął jeść kanapkę z paprykarzem i powiedział, że boli mnie paprykarz szczeciński.
Ale człowiek zahipnotyzowany umysłem wierzy w to.

O lepszym spędzaniu czasu z samym sobą, niż w towarzystwie innych ludzi. Skąd się to bierze i czy to jest pozytywne?

Nic tak naprawdę nie jest ani pozytywne, ani negatywne.
Wszystko jest DLA NAS dokładnie takie jacy sami to dla siebie stworzymy.
Sami musimy więc wybrać czym jest spędzanie czasu ze sobą dla nas.
Przede wszystkim – jak ten czas spędzamy? Co konkretnie robimy? Jak się czujemy? Jakie mamy rezultaty? Gdybyśmy w tym momencie mieli umrzeć, to byśmy byli całkowicie kontent z naszego życia?
Dokąd zmierzamy? To pytanie jest szczególnie istotne, bo dokądś zmierzamy. Jeśli nie staniemy się świadomi kierunku, to staniemy się świadomi, gdy doświadczymy tego rezultatów. Jeśli płyniemy na skały, to gdy na nie wpłyniemy będzie trochę za późno, by dokonać korekty kursu.
Zaczynamy od uświadomienia sobie rzeczywistości – od poznania jakie są fakty?
Ponownie – czy uciekamy od czegoś, robimy to z niechęci, czy jednak próbowaliśmy być z innymi i, z braku lepszego określenia – inni nie spełnili naszych standardów? Jeśli tak – jakie są to standardy? A może nas “odrzucili”? Jeśli tak – co usłyszeliśmy na temat naszych starań? Czy pomyliliśmy swoje starania ze sobą?
Po drugie – również rzeczywistość. :)
Ludzi w wysokiej świadomości jest mniej niż 20% na tej planecie. W Polsce dużo mniej.
Więc człowiek w wysokiej świadomości ma małą szansę na spotkanie innej osoby, a tym bardziej grupy osób w wysokiej świadomości (aczkolwiek oczywiście rozsądek podpowiada, by szukać miejsc, gdzie takie osoby mogą przebywać). A człowiek w niskiej świadomości spotykać będzie ludzi odbijających mu jego podświadomość i poziom świadomości. Więc automatycznie względem większości ludzi reagować będzie niechęcią. A my jak reagujemy na większość ludzi? Co jest przyczyną, a co skutkiem?
Podkreślam, że niechęć do innych, to nie zdrowy wybór. Nie należy unosić się dumą, że inni są XYZ, a my tacy doskonali… bo taka postawa już przeczy naszej “doskonałości”.
Jako, że poczucie spokoju, bezpieczeństwa, radości, spełnienia, pełni, szczęścia, domu, etc. bierze się z wewnątrz…
…to aby to poczuć i mieć nie jest potrzebny inny człowiek. Osoba dojrzała czuję się ze sobą fantastycznie i tak naprawdę może wejść w związek z drugą osobą wyłącznie ze względów prozaicznych. Jak mówiłem – tak może być łatwiej i wiele więcej można załatwić (jeśli osoba jest odpowiednia).
W takiej sytuacji po co nam druga osoba, jeśli szczęście możemy poczuć sami? A chociażby po to, by się nim dzielić i powielać! A my dlaczego jesteśmy sami? Może dlatego, by dzielić się i powielać użalanie, obwinianie, frustrowanie, rozpaczanie?
Jeśli gorzej nam jest w towarzystwie innych ludzi, po pierwsze – jakie są to osoby? Pozytywnie nastawione? Wyrosły już z narzekania, obwiniania i użalania się? Jeśli nie, a my tak, no to całkowicie normalnym jest czuć się z nimi gorzej, niż ze sobą!
Jak się umyjemy i znajdziemy się w towarzystwie ludzi spoconych, to naturalnym jest, że będzie NAM nieprzyjemnie. Tym osobom zapewne nie. A jeszcze się oczarują nami i będą się kleić (nieraz dosłownie! fu!). A mydło i woda naprawdę nie kosztują majątku. Tak jak i wybaczanie, akceptowanie, etc.
Jeśli czas spędzany ze sobą jest wyższej klasy i jakości, niż z innymi, to pytanie jak my do tego podchodzimy? Jeśli chcielibyśmy spędzać czas z innymi ludźmi, to znajdźmy odpowiednie towarzystwo. Nie możemy wymagać, by ludzie byli inni, niż są. Nie zmienią się specjalnie dla nas. Najpierw my się zmieńmy (na lepsze), przepracujmy jakiś temat, jakąś blokadę i zrozummy na czym polega proces zmiany, a wtedy zrozumiemy proces zmiany innych ludzi.

O życiu w swoim własnym świecie, do którego nie zaprasza się nikogo

Tutaj również kluczem są przyczyny.
Dlaczego nikogo nie zapraszamy do swojego życia?
Sprawa krytyczna – rozsądek. Jeśli mamy wspaniale zadbany dom, a wpuścilibyśmy do niego brudasa i niechluja, no to zrobiliśmy coś głupiego. No chyba, że nam nie naśmieci, a to jak można żyć zainspiruje tę osobę do zmiany.
Z drugiej strony jeśli niechęć do wpuszczenia kogoś do naszego życia wynika z naszego zaniedbania, no to nie wpuszczanie nikogo jest wyrazem głupoty. Ale to też nie zwalnia nas z rozsądku, by taką osobę/osoby najpierw poznać i oszacować z czym będzie wiązało się wpuszczenie go/ich do naszego życia.
Upewnijmy się, że postępujemy rozsądnie i nie projektujemy na tę osobę żadnych oczarowań.
A jeśli nikt nie chce znaleźć się w naszym życiu, to oczywiście odpowiedzialność leży po naszej stronie. Każdy ma swoje powody. Jak mówiłem w innych artykułach – nie można uszczęśliwić wszystkich na tej planecie.

Wpływ ciągłego życia w samotności na samotnika

Uważam, że warto rozpatrzyć to pod pewnym względem – przestajemy rozumieć innych ludzi.
Nawet jeśli jesteśmy bardzo rozwinięci i dojrzali, to jednak 80% ludzi, którzy nas otaczają, nadal nie są nawet na poziomie spójności, na poziomie pozytywności.
To tak jakbyśmy byli ślepi na 80% ważnego aspektu rzeczywistości. Którego przecież nie możemy uniknąć! W praktycznie każdym sklepie pracuje osoba w niskiej świadomości. Pani Halina z mięsnego raczej nie jest w świadomości Odwagi, ani tym bardziej wyższej.
Dla osoby rozwiniętej lub która urodziła się już na osiągniętym wcześniej wysokim poziomie świadomości może żyć dość naiwnie. To jedyny “minus” wysokiej dojrzałości świadomości – pozytywność “zapomina”, że 80% ludzkości z dużym prawdopodobieństwem ukradnie nam pozostawiony otwarty samochód lub pozostawiony pierścionek. Osobie pozytywnej nawet przez myśl nie przejdzie, że ktoś mógłby ją wykorzystać, okłamać, okraść. Bo ona wszystkich postrzega z poziomu miłości.
Musimy więc sami rozpoznać nasz poziom rozwoju oraz dalszy jego kierunek. Jeśli jeszcze czegoś chcemy ze świata, to prawie na pewno rozsądne będzie opuścić samotnię i poprzebywać z przeróżnymi osobami. Jeśli jednak już sobie emanujemy radością i miłością i w sumie nic nam więcej nie trzeba, to nie ma potrzeby samotni opuszczać.
A jeśli nasza samotność to efekt wyboru negatywności jak opór czy strach, to dalsza samotność to dalsze zaniedbywanie tych powodów. To dalsze utrzymywanie w sobie oporu i niskiej emocjonalności oraz negatywnych programów, nawyków, napięć, obciążeń, etc.
Już samo wychodzenie do ludzi, na spacery, do marketów, zagadywanie przez 30 sekund do obcych ludzi już będzie wyciągało z nas negatywne nagromadzenia i pomagało się z nich oczyścić.
Osoba w niskiej świadomości również nie ma pojęcia o 80% ludzkości, a tym bardziej o 20% ludzkości, która już przepracowała swoją niedojrzałość przynajmniej w jakimś stopniu.
Nie zliczę ile osób podchodzi do życia tak – robią i widzą w myślach coś negatywnego, np. obgadują i zazdroszczą, a następnie mówią – “Wiem jak jest! Inni tylko obgadują i zazdroszczą!” A fakty są takie – “TY obgadujesz i TY zazdrościsz!” Tylko oczywiście takiej osoby to nie interesuje, bo jest zapijaczona własną dumą i znalazła perfekcyjny cel projekcji do reszty swoich karygodnych zaniedbań.
Pamiętajmy – jeśli pijemy i już jesteśmy nietrzeźwi i tysiące ludzi naokoło nas też piją i są już pijani, to nie zwalnia to nas z odpowiedzialności za nasz stan. Gdy wejdziemy do samochodu, to my będziemy mieli wypadek i związane z tym konsekwencje.
Więc – samotność sama z siebie nie ma nas żadnego wpływu. Tylko przyczyny i nasz dalszy życiowy kierunek – intencja.

“Napisz coś o odosobnieniu mnichów Buddyjskich, którzy zaszywają się w naturze od cywilizacji i zwykłego życia ludzi”

Słuchając wywiadów z różnymi mnichami i czytając różne książki często pojawiał się temat ucieczki.
Wielu potrzebowało lat, by dotarło do nich, że wybór zostania mnichem był ucieczką od życia lub jakiegoś aspektu życia, z którym sobie ta osoba nie radziła. Od jakiegoś problemu.
Samo uświadomienie sobie tego już wskazywało na poważny rozwój świadomości. Tym samym pomimo tego, że uciekali, zrozumieli wiele i dzięki praktykom buddyjskim w końcu opuszczali klasztory i wracali do “starego” życia i podejmowali się zajęcia zaniedbaniami. Ich życie zaczęło dalej rozkwitać. Bez buddyjskich praktyk te osoby pewnie dalej by się zmagały i nic nie zmieniły na lepsze.
To pokazuje, że nie ma złego momentu, by stać się bardziej świadomym i dokonać korekt w swoim życiu.
Nie potrzebujemy do tego akurat praktyk buddyjskich. W każdej religii jest masa pozytywnych sugestii. Zdrowy rozsądek też nie zaszkodzi ;) A najlepiej jest z każdej religii, filozofii i mądrego sposobu życia wybrać to, na czym skorzysta nasze życie. Jeśli wybieramy tylko z jednego miejsca, to sami się ograniczamy.
Tylko nie popełnijmy popularnego błędu – wykonujmy jedną rzecz naraz i róbmy ją możliwie dokładnie. Próba złapania kilku srok za ogon skończy się tym, że nie złapiemy żadnej. Więc np. dopóki nie wybaczysz w pełni jednej osobie, nie przystępuj do wybaczania kolejnej, bo to robienie siebie w balona. A wiemy po czym poznać, że wybaczyliśmy? Gdy dotrze do nas, że nigdy nie było czego wybaczać.
Warto też zastanowić się co nazywamy “zwykłym życiem”. W artykułach na temat cnót charakteru wspominam, że cnota “normalność” to niezwykle wysoki poziom zrozumienia i jakości bycia w świecie, do którego wzrosło mniej więcej tylko 10-15% ludzkości. Więc mnisi buddyjscy przede wszystkim nie zaszywają się od “normalnego życia”, tylko właśnie dopiero zaczynają wzrastać w świadomości do normalności! I jeśli wracają potem do tzw. cywilizacji, to ich sposób bycia jest bardziej normalny, niż to, co reprezentuje zdecydowana większość ludzi naokoło nich.
To co powszechne nie oznacza, że jest normalne. Okazuje się, że nie jest. Ilość chorób jakich doświadcza ludzkość pokazuje wprost jak wielka jest różnica między normalnością, a tym co ludzie wybierają i utrzymują w sobie.
Możemy spojrzeć np. tutaj:
https://www.medonet.pl/choroby-od-a-do-z,kategoria,195.html
A teraz wyobraźmy sobie, że niemal każda choroba to rezultat wewnętrznego zaniedbania. Nie dziwmy się, że mikroskopijne żyjątko potrafi nas położyć na kilka tygodni w łóżku, jeśli rozmowę z drugim człowiekiem uważamy za tytaniczny wysiłek.
Palenie papierosów nie jest normalne. A jednak się tak uważa. Oglądanie porno nie jest normalne. Oglądanie brutalnych filmów nie jest normalne. Czynienie krzywdy innym czy sobie nie jest normalne. Ujmowanie sobie wartości nie jest normalne. Obwinianie się za błędy nie jest normalne. Prokrastynacja nie jest normalna. Wieczne zmęczenie i senność nie są normalne. Wkurzanie się o pierdoły nie jest normalne. I tysiące innych.
Często odseparowanie się od ludzi na niższym poziomie od nas lub ludzi, którzy nie przejawiają chęci do wzrostu i/lub sabotują świadomie lub nie nasz wzrost, będzie stanowiło doskonały wybór. Aż sami nie dojrzejemy na tyle, by innych akceptować w 100% takimi jakimi są bez ukrytych prób kontroli, ani zmiany. I gdy nasz poziom świadomości i energii nie będzie już na tyle wysoki, by negatywności innych nie przestały nas osłabiać.
Ale dopóki wzmacnia nas to, co negatywne (np. użalanie się czy obwinianie), to jest z nami bardzo źle.

Skąd się bierze ucieczka w samotność i unikanie innych ludzi?

To po prostu jeden z dziesiątków tysięcy wyborów jakich możemy dokonać w każdym momencie.
Jak zwykle kluczem jest intencja i jej świadomość.
Dlaczego wybieramy akurat to? Jakie są przyczyny? Na co liczymy? Czego chcemy uniknąć? Czy jest inna droga?
Jakich ludzi tak naprawdę chcemy uniknąć? Jaką cenę tego płacimy? Czy możemy ją płacić dalej jeśli chcemy czegoś innego w życiu, niż do tej pory?
Od czego uciekamy? Jak inaczej możemy sobie z tym poradzić?
Bo czym innym jest ucieczka od ludzi negatywnych, mających złe intencje jak okradanie, kłamanie, wykorzystywanie, krzywdzenie, a czym innym jest unikanie wszystkich jak leci i wiara, że nas ranią czy mogą odrzucić…
Czym innym jest zdroworozsądkowe podejście do życia i trzeba je odróżnić od szaleństw i urojeń dziecinnych, niezaleczonych ran.
Nikt nie może Cię odrzucić jako osoby dorosłej.
To tylko mechanizm dziecka, który w Tobie pozostał, bo jeszcze nie oczyściłeś/aś się z emocjonalnych i psychicznych nagromadzeń z okresu dzieciństwa. I Twój umysł zachowuje się jak X lat temu, gdy czułeś/aś się opuszczony/a przez rodziców.
Wtedy to był ważny dla Ciebie mechanizm, bo dziecko samo nie może o siebie zadbać. Dlatego walczy o uwagę rodziców. Ale jako osoba dorosła nie możemy sobie pozwolić na strach przed odrzuceniem, bo to roślina bała się bycia odrzuconym przez Słońce i nigdy nie rozwinęła i otworzyła swoich liści…
A odwaga to naturalny stan, który objawia się, gdy odrzucimy fałsze na temat rzeczywistości. Każdy rodzi się odważny. Tym, co odwagę ogranicza zostajemy dopiero zaprogramowani. I nie jest to strach. Bo nasi przodkowie eksplorowali tę planetę pomimo odczuwanego strachu i z dzidami w ręku. Bez supermarketów, gdzie wszystko znajdziemy nie narażając się na żadne zagrożenia (no chyba, że niemiłą panią kasjerkę).
Tym co utrzymuje w nas brak odwagi, to szukanie źródła problemów poza sobą i zazwyczaj w innych ludziach. To dziecko szuka poza sobą, bo jeszcze nie potrafi zadbać o siebie. Nick Vujicic uczy nas, że możemy zadbać o siebie i innych niezależnie jak jest.
Przemyśl poruszone tematy i upewnij się, że niczym nie usprawiedliwiasz żadnych negatywności.
Być może powstanie jeszcze jedna część tej serii.

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Powiadom mnie o
Avatar

wpDiscuz
Podobne Wpisy:
Ale wstyd! Mam małego! I o innych szkodliwych bzdurach (O Seksie – Część 2)

Ale wstyd! Mam małego! I o innych szkodliwych bzdurach (O Seksie – Część 2)

Wpis ten stanowi obiecaną kontynuację Artykułu dotyczącego fizycznych aspektów seksu. Dzisiaj zajmiemy się aspektami emocjonalnymi, które są dużo, dużo, DUŻO bardziej znaczące. Od tego zależy czy będziesz miał/a raka prostaty czy jajników – takiej klasy bardziej znaczące. Bowiem – ciało fizyczne odzwierciedla wszelkie problemy natury emocjonalnej. Nie odwrotnie. Ale o medycznym aspekcie rozpiszę się w… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 8
Wyższe Stany – Odwaga (Część 3)

Wyższe Stany – Odwaga (Część 3)

Witam Cię serdecznie! Wracamy do tematu Odwagi. Części 1-2 znajdziesz klikając na poniższe linki: ► Wyższe Stany – Odwaga (Część 1). ► Wyższe Stany – Odwaga (Część 2). Odwaga nie jest czymś, co można zyskać lub stracić. Odwaga jest w nas cały czas. Tak jak Słońce – to, że siedzimy w jaskini lub gęstym lesie… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 2
O Emocjach – Żal (Część 2)

O Emocjach – Żal (Część 2)

Już w niejednym artykule wspominałem o zależności: BYĆ -> ROBIĆ -> MIEĆ To, jacy jesteśmy (za jakich się uważamy) wynikają nasze działania, a z naszych działań (czyli m.in. intencji tych działań) wynikają rezultaty – to, co posiadamy. Człowiek może tylko mieć to, jaki sam jest. Jeśli uważamy się za ofiarę, nie odniesiemy sukcesów. Jeśli zaś… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 2
Ludzki umysł (Część 1)

Ludzki umysł (Część 1)

Witam Cię serdecznie! Chciałbym dzisiaj poruszyć wybitnie istotny temat, gdyż zauważyłem, że zacząłem go poruszać już na starcie współpracy z nowymi Uczestnikami Programu Wolność od Porno. Uznałem to za co najmniej krytyczne, by jak najszybciej zdać sobie z tego sprawę. Gdyż temat ten i tak pojawia się jako rzecz więcej, niż niezbędna do pojęcia i… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 1

WOLNOŚĆ OD PORNO