Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/15

Witam Cię serdecznie!
Dzisiaj nietypowy artykuł. A nie, artykuł typowy, tylko temat niecodzienny :)
Otóż chcę pokazać, że uzależnienie nie jest wcale złem, które trzeba zwalczyć za wszelką cenę.
Wielu oczywiście może się tak wydawać, szczególnie tym, którzy nawet widząc jak odchodzi od nich żona robili to z kieliszkiem wódki w ręku. Lub ci, którzy przesiedzieli przy porno kilkanaście lat i nic nie osiągnęli w życiu.
Mówią tak osoby, które są uzależnione wiele lat i nie potrafią sobie z uzależnieniem poradzić. M.in. właśnie dlatego, bo postrzegają je jako zło ostateczne. Zwalają więc na uzależnienia odpowiedzialność za swoje niepowodzenia i poczucie bezsilności. Muszą zwalać na coś. Bo lepiej nie potrafią. I m.in. dlatego są uzależnione i mają mnogość problemów. Muszą więc nauczyć się lepiej.
Zauważmy, że każda choroba w dzisiejszych czasach (zresztą od zawsze) postrzegana jest jako zło. Co chwila jesteśmy namawiani do walki z chorobami, a nawet z bólem! Niedługo zaczną nas namawiać do walki z czasem, z powietrzem. Ba! Niedługo będziemy walczyć z rosnącymi paznokciami!
Już walczymy z łupieżem, katarem, kaszlem – z czym popadnie!
Naturalnie co chwilę widzimy wiadomości, że ktoś przegrał lub, dużo rzadziej, wygrał walkę z rakiem. Aha! Czyli ktoś walczył za słabo, a wygrał ten, kto walczył z całych sił! I dajemy się jak cielątka programować tymi bzdurami. Otóż nie. “Wygrał” ten, kto usunął przyczyny raka, kto zadbał o siebie, kto nie użalał się, nie utrzymywał lęku, nie traktował jak ofiarę, tylko wybierał wysoki poziom energii, kto wybierał ŻYCIE. A nie niechęć do choroby. Wybór życia to nie żadna walka. Życie nie walczy.
A poza tym – nie spotkałem się jeszcze nigdy z definicją tej “walki”. Co te osoby KONKRETNIE zrobiły? Co ma znaczyć ta cała “walka”? Ktoś wie? Nikt nie wie! Bo o to chodzi!
Australia płonie. I cały czas wszyscy jak zahipnotyzowani powtarzają “walka z pożarami”… A nie można tego nazwać gaszeniem, niesieniem pomocy mieszkańcom i zwierzętom? Nie można tego nazwać troską o życie i dobro innych? Cały czas ta zasrana walka… A tam nikt nie walczy. Raz, że nie ma z czym, bo pożar to rzecz całkowicie naturalna. Intencją pożaru nie jest nikomu szkodzić. Tak jak i choroby. Pomijam to dlaczego doszło do pożarów, bo była w tym ręka wielu idiotów. Niemniej nawet problemy, do których doprowadziło się kretyńskim działaniem, nie należy podchodzić walką, tylko mądrym, odpowiednim działaniem. Bo raczej nie wydaje mi się, że ludzie te pożary okładają pałkami? A może ktoś je obraża, bardzo brzydko o nich mówi i liczy, że to pomoże? A to złe pożary! A to wredne paskudy! A żeby zdechły! A żeby je Bóg przeklął! A żeby im żona nie dała! A żeby zachorowały na tyfus i zdechły! No jak? Zniknęły?
Ja wiem, co większość rozumie przez to słowo – “walkę”. Rozumieją – opór. Opieranie się. I dlatego większość ludzi przegrywa.
Spróbuj się oprzeć pożarowi. Tylko najpierw zadzwoń po karetkę i ostrzeż, co zamierzasz zrobić.
Co to znaczy – “walka z pożarem”, “walka z chorobą”, “walka z nadwagą”? To samo? Coś innego? CO?! I czy to działa?
Ludzie np. walczą z nadwagą zamiast uświadomić sobie, że pożerają za dużo pożywienia, by ZWALCZYĆ uczucie pustki, które mylą z uczuciem głodu. To jakby pomylić przepaść z chodnikiem posmarowanym smołą.
Niemniej – problemy mnożą się i pogłębiają przez niezrozumienie i niewłaściwe postępowanie.
Tylko jakoś nikt nie dostrzega, że walka jest dokładnie tym, co zasila dolegliwości, z którymi staramy się wygrać oraz zasila kolejne. Właśnie dlatego jesteśmy do tego namawiani – bo dzięki temu generujemy nieskończony popyt na leki, usługi, kino, tłuste i słodkie żarcie, itd.
Jesteś osłabiony? Zapal papieroska, wypij kawę, zjedz coś słodkiego, obejrzyj porno, wypij energetyka, jedź na drogie wakacje, kup sobie nowe ubranie, to poczujesz się lepiej! I setki innych.
A nikt nie mówi – “usuń przyczynę zmęczenia, to energia wróci”. No bo to każdy może zrobić i nic to nie kosztuje.
Nie mówię, że właściwą postawą zamiast walki jest apatia, bierna akceptacja. Sądzenie, że trzeba wybrać działanie ekstremalne jest błędne.
Rozsądek nie jest ekstremalny. Dobranie odpowiednich rozwiązań do problemów nie jest ekstremalne. Rozpoznanie co już robimy i co nie przynosi zamierzonych efektów nie jest ekstremalne.
Niezbędne działania należy podjąć na każdym poziomie – fizycznym, biologicznym, mentalnym, emocjonalnym, świadomości.
Ale niewłaściwymi, wręcz niezwykle szkodliwymi postawami jest niechęć, negatywne nazewnictwo, opieranie się, nienawidzenie, itd. To naprawdę w potężny sposób zasila negatywności. A my przecież chcemy poprawy! Czyli czegoś pozytywnego!
Życie naprawdę nie działa jak matematyka. Dostawienie kolejnego minusa przed wartość ujemną nie da plusa.
-(-1) nie daje 1, tylko – -1! Czyli jeszcze gorzej!
Jak zwykle – nic nie musisz brać na wiarę. Łatwo możesz to przetestować. Jeśli masz jakąś dolegliwość, to kompletnie przestań się jej opierać. Porzuć etykietkowanie, szczególnie negatywne. Zaakceptuj ją w 100%. I zobacz co się zacznie dziać.
Nie oznacza to, że jak się co chwila wściekasz na kogoś lub obwiniasz, to sama akceptacja wystarczy. Wystarczy, by przestać trwonić energię ale to za mało. Konieczne jest zajęcie się bardzo negatywną cechą. Niemniej zrezygnowanie z oporu to pierwszy krok.
Ileż razy słyszałem bezmyślnie powtarzane słowa – “No ale NIE MOGĘ zaakceptować tego czy tamtego”. Ależ możesz, bo akceptacja to wybór! Ale jesteś na to za dumny/dumna i tyle. Pojęcia nie masz jak istotna jest akceptacja i jak szkodzi Ci Twój własny upór ale nadal go wybierasz.
Zapewne m.in. dlatego, bo dałeś/aś się zaprogramować, że jesteś taki/a słaby/a i że to, co utrzymujesz w sobie nic nie daje. Ależ daje – Tobie Twoje całe życie!
Ludzie mówią mi, że boją się odpowiedzialności. Ale tak nie jest. Nie mają pojęcia co mówią. Raz, że kompletnie niepoprawnie interpretują odpowiedzialność. A po drugie – już są odpowiedzialni.
Każdy już jest odpowiedzialny za wszystko w swoim życiu.
Natomiast świadomość odpowiedzialności pozwala mądrze z niej korzystać.
Jak możesz się bać tego, co już jest? To już jest! Ten strach nic Ci nie daje! To robienie się w jajo!
To czego się te osoby “boją” to uświadomienia sobie tego, bo to by znaczyło, że koniec z wymówkami, racjonalizacjami, zwalaniem odpowiedzialności na kogokolwiek, koniec z użalaniem, rozpaczaniem, obwinianiem, frustrowaniem się, odkładaniem obowiązków w nieskończoność, itd. Boi się ich ego uświadomienia sobie mocy kreaowania swojego życia i “losu” poprzez swoje świadome decyzje.
Rzeczywistość ma gdzieś Twoje fantazjowanie na temat odpowiedzialności. Już jesteś odpowiedzialny/a w pełni za swoje życie! Od zawsze! Nie zmienisz tego uciekając od tego, ani nie wymusisz zmiany przez użalanie się lub banie. Twój okręt płynie, a Ty jesteś jego kapitanem. I z tego okrętu wyskoczyć nie możesz. Ale możesz zmienić kurs.
Jak jedziesz samochodem, to lepiej mieć oczy otwarte! To dzieci zamykają oczy sądząc, że ich wtedy nie widać. A strusie chowają głowę w piasek, bo są strusiami. A czy mając zamknięte oczy dzieci znikają? Unikną w ten sposób kłopotów, niebezpieczeństwa? Czy struś unika zagrożenia? Ano nie.
I prędzej czy później zderzymy się z rzeczywistością. KTÓRA CHCE NASZEGO DOBRA! Często nie jest tym to, czego chcemy ale to, czego naprawdę potrzebujemy!
Uniknąć kłopotów możemy żyjąc odpowiedzialnie, świadomie i mądrze.
Bo kłopoty to na tej planecie norma! Od tego jest ta planeta i każdy ją wybrał!
Albo jeszcze lepsza sytuacja! Ludzie mówią, że boją się życia! I dodają, że porno daje im bezpieczeństwo… no tak – życie zniszczone, zdrowie zniszczone, psychika zniszczona, nic nie osiągają, non stop się stresują, nie potrafią się nawet uśmiechnąć, nie mają siły, pewności siebie, ani odwagi i nadal sądzą, że porno daje im bezpieczeństwo! Pogratulować! Może jeszcze porno myje Ci naczynia!?
To jest właśnie takie pitu-pitu, które nie ma żadnego zaczepienia w rzeczywistości. Ale można się nim zahipnotyzować. Można naprawdę sądzić, że coś, czym niszczymy sobie życie i zdrowie jest bezpieczne, a niebezpieczne jest to straszliwe nieznane! Życie! Wow! Wszyscy się skulmy i trzęśmy ze strachu!
Pięknie to pokazali w serialu “South Park”. “Duck and cover!”:
Właśnie tak wygląda banie się życia i wybieranie porno. Podkreślę –
porno nie daje Ci poczucia bezpieczeństwa, tylko tłumi strach.
Tym samym widzisz, że to żadne niebezpieczeństwo, tylko zwykła emocja, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością i gdy znika, nagle wszystko jest w porządku.
Więc sam/a robisz się w jajo i tłumaczysz to sobie w głupi sposób. Porno nie daje Ci nic, tylko niszcząc mózg, w tym zdolność odczuwania pozbawia Cię ŚWIADOMOŚCI uczuć ale nie samych uczuć. Tak jak znieczulenie nie leczy Ci złamanej kości, tylko usuwa świadomość bólu. Kość pozostaje złamana.
Prawdziwe i jedyne niebezpieczeństwo jest w dalszym wybieraniu pornografii jako odpowiedzi na każdą niewygodę, dyskomfort psychiczny i emocjonalny, na każdy problem i emocję.
Tak naprawdę ludzie dlatego uzależnienie postrzegają jako złe, bo stanowi bardzo wygodny cel projekcji niechęci, żalu, winy, gniewu, a nawet nienawiści. Czyli ich własnej niedojrzałości i nieumiejętności radzenia sobie z emocjami i problemami. A także niechęci, by wziąć za nie odpowiedzialność.
I te same osoby w jednym zdaniu potrafią powiedzieć, że pornografia jest zła i że muszą/chcą z niej zrezygnować i że pornografia daje im bezpieczeństwo. No, z takim podejściem nie liczyłbym na żadną poprawę!
Ja byłem uzależniony ponad 15 lat, wyszedłem z tego, pomogłem wyjść wielu innym i twierdzę, że uzależnienia nie należy postrzegać jako zła. Ale nie zmienia to faktu, że do wykonania jest poważna i często masywna praca na wielu poziomach. Słowem – dojrzenie jako istota ludzka.
Postrzeganie uzależnienia jako czegoś złego jest potrzebne wyłącznie na początku drogi – by zdecydować o rzuceniu go. Ale nienawiść nie może Tobą kierować. Niechęć do uzależnienia to zdecydowanie za mało, by wyzdrowieć. To nie ten kierunek. To tylko początkowe paliwo na rozruch, na niewielki rozpęd.
To zdrowy rozsądek ma Tobą kierować. Ty masz go wybierać. Sam się nie wybierze. Jeśli już cierpisz przez uzależnienie, to wiesz do czego wrócisz, jeśli nie zrobisz tego, co konieczne, by wyzdrowieć. I będzie coraz gorzej!
I uzależnienie będzie istnieć dopóki odpowiednia praca nie zostanie wykonana od A do Z. Jak pominiesz coś ważnego, co WYDAWAĆ Ci się będzie, nieważne, to nawet jak poświęcisz rok pracy nad innymi sprawami, to i tak pozostaniesz uzależniony/a.
Bo zapewne za tym kryje się ogrom niechęci, lęku, dumy, strachu, frustracji, etc. I dlatego nie chciałeś/aś tego ruszyć. Wiesz, 2-litrową butelkę szampana też zamyka niewielki korek.
Pamiętam piękną przypowieść. Do buddyjskiego mistrza przyszedł uczeń. Pyta co zrobić, by osiągnąć Oświecenie. Mistrz odpowiada, że niezbędne jest wybaczenie wszystkiego w swoim życiu. Po kilku latach człowiek ten wrócił do mistrza. Mistrz pyta czy wybaczył już wszystko. Odpowiedział, że próbował ale ma jednego sąsiada, który jest tak nieznośny, że nie potrafi mu wybaczyć. Na to mistrz powiedział – “Więc zapomnij o wszystkich innych i wybacz tylko tej osobie”.
I ja też Ci odpowiadam – zapomnij o wszystkim i zajmij się tym, co jest najbardziej bolesne i wydaje się niemożliwe. Jak niemożliwe stanie się możliwe, będziesz zdrowy/a. Ale jak pominiesz tą jedną, najbardziej bolesną rzecz, to nawet jak załatwisz wszystko inne, to i tak pozostaniesz uzależniony/a.
Gdyby tak poczytać o ludziach majętnych, to niejednokrotnie rzucało mi się w oczy zdanie, że oni najpierw zajmują się największymi problemami! Nie najmniejszymi! Od razu biorą na klatę tematy najtrudniejsze!
Jeśli nie wiesz co robić, a tak zapewne jest, konieczne jest zwrócenie się po pomoc do kogoś, kto wie co robić. Tak jak w przypadku lekarza. Lekarz Cię bada, stawia diagnozę, przepisuje leki i poucza Cię co robić i czego nie. Jak go posłuchasz, wyzdrowiejesz. A jak nie, to albo będzie Ci niepotrzebnie trudno i zdrowienie się wydłuży, albo nieraz można BARDZO skomplikować sobie sytuację. W poważny sposób.
Z uzależnieniami wcale nie jest inaczej. To właśnie próby robienia po swojemu, bo np. jesteśmy zbyt skąpi, by komuś zapłacić za pomoc, powodują, że grzęźniemy coraz bardziej.
Ciekawi mnie ile osób tylko czyta Bloga i sądzi, że sobie wyczaruje za darmo wyzdrowienie… Oczywiście zdaję sobie sprawę, że w ten sposób właśnie unikają wzięcia się za to, co najważniejsze i najtrudniejsze. Dla wielu jest tym samo przyznanie się do problemu lub problemów w swoim życiu i zaprzestanie ucieczki. Więc to powinno stanowić krok pierwszy.
Uzależnienie waro postrzegać jako znacznik na życiowej drodze. Na tym znaczniku/znaku znajduje się napis – “Zmień kierunek”.
Ale tylko patrzenie na znaki i czytanie map nic Ci nie da. Potrzebne jest naprawić samochód, wsiąść do niego i ruszyć w odpowiednim kierunku.
Śmiać mi się chciało jak pewna osoba mówiła dr Hawkinsowi, że chodzi do grup 12 kroków już od 20 lat i nie ma żadnej poprawy. Na to doktor odpowiedział jej – “No to może pora wreszcie wykonać pierwszy krok?!” A kobieta była w szoku. Tylko chodziła ale nic nie robiła ze sobą, ani swoim życiem. Nagle ktoś jej ukazał co właściwie miało miejsce. Prawda boli ale nas wyzwoli.
Pamiętaj – ten Blog to wiedza. A jeszcze potrzebna jest mądrość. I świadomość. Nie mówiąc o intencji, planie działania, rozliczaniu się, korektach.
Ponadto ten Blog to nie jedyne eksperckie źródło, z którego powinieneś/powinnaś korzystać. Tutaj naprostowujemy fundamenty, leczymy i wystrzeliwujemy dalej. Na początku wystarczy ale z czasem potrzebne będą kolejne źródła w zależności od Twoich zainteresowań i celów.
Dopóki uzależnienie jest obecne w Twoim życiu coś jeszcze masz do poprawy, korekty, uświadomienia sobie i/lub oczyszczenia, uzdrowienia.
Po raz kolejny powtórzę – jeśli chcesz wyzdrowieć, to Ty musisz się zmienić.
Nie świat, nie ludzie, nie przeszłość, nie przyszłość, nie coś w Twoim życiu. Ty. A żeby w ogóle to przyjąć do wiadomości, trzeba odpuścić dumę. Uzależnieni są bardzo dumni. I m.in. dlatego są uzależnieni.
Uzależnienie większość ludzi kojarzy się z człowiekiem zniszczonym, wyniszczonym emocjonalnie, fizycznie, z człowiekiem w depresji, bez energii i radości życia.
Okazuje się, że nie zawsze tak jest. OGROMNA ilość uzależnionych ma rodziny, które nawet się nie orientują, że ich bliski ma tak ogromny problem. To w wielu przypadkach nie są ludzie wyglądający jakby nie wzięli prysznica od 10 lat. Potrafią się cieszyć, czerpać radość z codzienności. Ale im głębiej na drodze uzależnienia, tym to wszystko staje się trudniejsze.
Bowiem brak radości, apatyczne nastawienie, negatywne, częste zmęczenie, frustrowanie się, stresowanie, denerwowanie byle czym, ciągłe niezadowolenia w dzisiejszych czasach uznawane są za normalność. W tym także walka.
Oczywiście wiele osób próbuje zmienić kierunek. Ale nie w tę stronę, co trzeba.
Zazwyczaj oczywiście robią to samo, co do tej pory, tylko starają się bardziej. Więc będą mieli te same rezultaty, tylko bardziej. Będą bardziej nieszczęśliwi, zmęczeni, będzie im trudniej w życiu, będą mieli mniej zdrowia, energii, chęci, radości, etc.
Wiesz, Twoje zdrowie i psychika to nie jest coś, w co możesz uderzać coraz silniej i liczyć, że zacznie się Ciebie słuchać. Być może byłeś/aś bity w dzieciństwie, by wymusić na Tobie posłuszeństwo. Ale jeśli tak było, no to jesteś żywym dowodem jakie są rezultaty stosowania tej metody. Gdybyś był(a) chorobą, to jakbyś się nazwał(a) w tym kontekście? Zapalniem? Wrzodem?
Uzależnienia dotykają 2 “typy” osób – osoby niezwykle uparte oraz osoby gotowe na dokonanie ogromnych, pozytywnych zmian w swoim życiu. A jedno nie wyklucza drugiego.
Bardzo często słyszę – “Już się przyzwyczaiłem/am do swojego życia”. Ale to kompletna bzdura.
To popularne “przyzwyczaiłem/am się” nie istnieje. To zwykłe kłamstwo, urojenie. I stanowi jedynie racjonalizację oporu oraz strachu.
Nie chcesz i boisz się. To są fakty. A nie “przyzwyczaiłem/am się”.
W pracy jak dostaniesz nowe zadanie, to też mówisz, że go nie zrobisz, bo się przyzwyczaiłeś/aś do robienia tego, co zwykle?
Jak masz bilet na samolot na 7 rano, to wstajesz o 8 i dzwonisz do linii lotniczych z prośbą, by poczekali, bo się przyzwyczaiłeś/aś wstawać o 8?
Jak zachorujesz, to nie leżysz w łóżku, tylko idziesz biegać, bo się przyzwyczaiłeś/aś?
Jak jesteś chorobliwie otyły/a, to nic z tym nie robisz, bo się przyzwyczaiłeś/aś?
Chcę przez to pokazać jaką głupotą i absurdem jest stosowanie tego “argumentu” – tego dziecinnego usprawiedliwiania się.
“Elastyczność” to rzecz najwyższej wagi w dzisiejszym świecie. I nie jest nią zgadzanie się na wszystko – taka ciapowatość. Wspaniale reprezentują to giętkie drzewa, które nie łamią się, gdy silnie wieje. Uginają się. Czyli dostosowują do panujących warunków.
Upór spowoduje, że się “złamiesz”. I że boli nawet malutki podmuch wiatru. A jeśli chcesz odnieść w życiu sukces, to dużo silniejsze podmuchy musisz nauczyć się znosić bez cierpienia, biadolenia, narzekania i obwiniania.
Więc kluczem w wyjściu z uzależnienia jest zmiana siebie. Inaczej uzależnienie sprowadzi Cię nawet do dna cierpienia. I być może dopiero to wpłynie na Ciebie dostatecznie silnie, byś porzucił(a) opór/upór i dokonał/a innego wyboru – zmiany siebie.
Niemniej to też trzeba zrozumieć. Zapewne nieraz próbowałeś/aś coś w życiu zmienić i nagle pojawiały się niespodziewane problemy. Tak jakby wszystko zmówiło się, by Ci szkodzić. Ile razy chciałeś/aś się za coś wziąć, a tu nagle dzwoni telefon i znajomi wyrywają na imprezę. Na imprezie się upijasz, potem odchorowujesz 2 dni i Ci się odechciało tego, za co się miałeś/aś wziąć.
A to właśnie bardzo ważny mechanizm wewnętrznego detoksu (wspomagany przez świat zewnętrzny), którego krytyczną częścią jest coś, co można nazwać “testem determinacji”.
Faceci mogą to bardzo łatwo sprawdzić. Powiedzcie swojej dziewczynie lub znajomym, że zamierzacie osiągnąć coś znaczącego. I zaraz otrzymacie taki test determinacji w postaci demotywowania, być może nawet wyśmiewania. Spodziewacie się zachęty i dopongowania? Ha! Dostaniecie mentalnego “liścia” na twarz! A przynajmniej powinniście.
I co? To wystarczy, byś porzucił(a) zamiary? Wow! No to naprawdę było to dla Ciebie ważne!
Tak samo jest ze wszystkim co pozytywne.
Gdy wybierasz coś pozytywnego, to Twoja podświadomość automatycznie doprowadza do sytuacji, które wyciągną z Ciebie wszelkie blokady, opory i negatywne programowanie, przez które osiągnięcie/posiadanie tego było dotychczas niemożliwe.
Chcesz radości? Właśnie zaprosiłeś/aś do swojego życia wszystko czym do tej pory ograniczyłeś/aś swoją radość! Chcesz spokoju? Podobnie! Już Twoja podświadomość kumuluje sytuacje, które wyprowadzą Cię z równowagi – by właśnie ukazać Ci to wszystko W TOBIE, czym sam(a) ograniczałeś/aś sobie spokój.
Chcesz sukcesu? Zgadnij co właśnie zaprosiłeś/aś? No dokładnie to wszystko, przez co doprowadzałeś/aś do porażek!
Z uzależnieniami jest dokładnie tak samo.
Wiele osób żyło tak ostrożnie, jak na polu minowym i gdy wpadek nie mieli np. 3 tygodnie, wydawało im się, że jest coraz lepiej. Ale w momencie, gdy naprawdę wybrali wolność, nagle wszystko zaczęło im się sypać, wpadek jest 10 razy więcej, etc.
To właśnie tak wygląda. I nie ma Cię to zdemotywować. Trzeba to uwzględnić w swojej drodze do dojrzałości.
Naturalnie nie tylko sytuacje przyciągniesz, które Cię “przycisną” czy zmuszą do “ugięcia się” jak drzewo ale też osoby. To właśnie te osoby, których nienawidzimy najbardziej, to najcenniejsze osoby w naszym życiu, bo bez strachu i ograniczeń wyciskają z nas wszelkie toksyny. I o jednej z takich osób była buddyjska przypowieść.
Mamy wybór – postrzegać ich jako np. “zawistnych skurwysynów” lub “wspaniałych nauczycieli”. Nasz wybór. I zależy on od poziomu dumy jaki utrzymujemy.
Mogliśmy całe życie uważać, że granie ofiary, kogoś słabego, schodzenie wszystkim z drogi, wybór tego, co szare, zwykłe, etc. zapewni nam bezpieczeństwo i unikniemy kłopotów. No ale musimy zrozumieć, że naturą tej planety są kłopoty i wyzwania!
Więc wybierając to wybieraliśmy możliwe najgorzej! To jakby chcieć przepłynąć wszystkie oceany świata i nigdy nie nauczyć się pływać i liczyć, że nigdy nie będzie to konieczne! Albo pragnąć wejść na szczyt Kilimandżaro, a nigdy nie nauczyć się chodzić!
Ba! Za naukę rozwiązywania problemów innych ludzi możemy zostać sowicie nagrodzeni. A przez rozwiązanie własnych stajemy się silniejsi, zdrowsi i szczęśliwsi! Słowem – to umiejętność kluczowa i wiąże się z odpowiedzialnością i samodzielnością. Często też umiejętnością współpracy z innymi ludźmi, zdrową komunikacją, szukaniem rozwiązań odpowiadających wszystkim, itd.
Najprawdopodobniej nauka tego wszystkiego będzie niezbędna w Twoim przypadku i zawiera to w sobie Program Wolność od Porno.
Jeśli mimo tego, co tu przeczytałeś/aś nadal sobie powiesz – “Dobrze jest jak jest”, to ja się pytam – po cholerę jesteś na tym Blogu? Jak dobrze jest jak jest to otwórz (kolejne) piwko i włącz telewizor! A potem włącz sobie porno i “rozładuj stres”. Proste! A kysz z tego Bloga! Nie zajmuj łącza innym!
Jeśli Twoje życie płonie, tak jak Australia, to nie jest przypadek, ani coś, co się zdarzyło nagle. Do tego doprowadziło wiele błędów, zaniedbań i głupoty kumulowanej przez pewien czas, zapewne długi. I aby o to zadbać, nie należy walczyć z rezultatami, tylko je zaleczyć i zająć się przyczynami.
Bo niezrozumiana lekcja i/lub błędnie wyciągnięte wnioski powtórzą lekcję.
W Australii spłonęło pół miliarda zwierząt. Ciekawe jakie zmiany podejmie rząd, jakie działania, badania i dochodzenia, by zrozumieć lekcję i zadbań o bezpieczeństwo… Płonie kontynent, bo wiele osób robiło coś bardzo głupiego przez długi czas i osoby odpowiedzialne to ignorowały.
Jak Ty robisz coś głupiego w swoim życiu, za które jesteś odpowiedzialny, i to ignorujesz, to bądź przygotowany na poważne konsekwencje.
Z sytuacji w Australii każdy powinien wyciągnąć wnioski.
A może to też wykorzystasz jako pretekst, by się utwierdzić w przekonaniu, że życie jest straszne i sięgniesz po kieliszek wódki lub pornografię? No bo jak z tym walczyć? Co niby zmieni nasza walka?
Jak nie jest dobrze jak jest i jak było, to do roboty, a nie walki. Samo nic się nie zrobi, ani ja nic za Ciebie nie zrobię.
Zacznij się przyglądać w ilu obszarach życia wmawiasz sobie – “Nie mogę”.
Pamiętam sam jak wiele lat temu słuchałem webinaru pewnego milionera, który zachęcał do ćwiczeń podnoszących poziom energii, a wraz z tym dający dużo radości. Powiedział, by zacząć się uśmiechać od ucha do ucha. Po prostu użyć mięśni twarzy do tego, a następnie zacząć wykonywać pajacyki przez 5 minut non stop się uśmiechając. Ten uśmiech miał nie zniknąć z twarzy przez przynajmniej kwadrans.
Ja wtedy siedziałem krzywo na krześle w depresji i widziałem w umyśle tylko taką myśl – “Ale po co mam to robić jak i tak to nic nie da?”
Więc dalej uparcie wybierałem to samo, a rezygnowałem z rad i pomocy milionera. Chciałem być milionerem, a nie chciałem jednego słuchać. Absurd? Ano absurd.
Wmawiałem sobie bezsilność. W ogóle byłem kompletnie nieświadomy, w tym tego, że właśnie ten wybór dokonany w tym momencie był źródłem dalszej niezmienności mojego życia.
Do kibla nie dojdziesz z pokoju dopóki nie postawisz pierwszego kroku. Do ubikacji też nie chcesz dojść? Tylko ludzie w depresji wynikającej z niezwykle traumatycznych przeżyć lub biologicznych uszkodzeń i deformacji oraz szaleńcy robią pod siebie, bo nie mają energii, by pójść do toalety. Cała reszta ludzkości, czyli 99,99% zawsze jakoś magicznie znajduje w sobie energię, by iść do kibla. Dlatego, bo trzeba. Bo nie ma innego wyjścia.
I uzależnienia mają wbudowany mechanizm, że sprowadzą Cię do takiego dna, że nie będzie już innego wyjścia, niż zmierzyć się z faktami – z prawdą, z rzeczywistością – i poszukać pomocy oraz ją ZASTOSOWAĆ.
Mnóstwo ludzi ma nastawienia, że jak nie ma koniecznośći, to oczywiście nie trzeba, więc po co się wysilać? Wielu np. modli się. Nie ruszy dupska, nie zarobi, nie zmieni postawy narzekania i użalania się, tylko zaczyna się modlić. To jak dziecko, któremu nie chce się odrobić lekcji, bo woli dłubać sobie w nosie i biadoli rodzicom, by mu pomogli. I głupi rodzice się zgadzają. Ale Rzeczywistość jest mądra i nie pomoże :) A nawet jeszcze mocniej przyciśnie :)
To pokazuje, że bieda/ubóstwo oraz chore społeczeństwo nie jest rezultatem gospodarki, tzw. rynku, etc., tylko poziomu świadomości jaki reprezentują osoby i całe społeczeństwo. Czyli w jakiej energii się poruszają.
Ja zawsze poruszałem się we wstydzie, winie, oporze, żalu, strachu, frustracji, poczuciu bycia ofiarą, w bezsilności… i gdy się z tego oczyszczałem, gdy się z tym mierzyłem to wiele razy wręcz wymiotowałem. Tak silny był opór.
Jeśli jesteś uzależniony/a, to pewnie odczuwałeś/aś napięcie w brzuchu. To nagromadzenia emocjonalne i stawiany im opór. Odczuwasz tego niewiele ale jest tego masa w Twojej podświadomości.
Moje ciało reagowało spazmami podczas detoksu. Skręcało mnie dosłownie jak przy wymiotowaniu, gdy te emocje i opór uwalniałem. Nieraz było to gwałtowne. Nie obyło się bez wycia, klęcia. A potem przychodziła ulga. Uuuuuuuuuuufffffffffffffffff.
A potem rozsądna, mądra, aktywna praca nad swoim życiem – tego nie unikniesz choćby nie wiem co.
Ba! Zadbać o swoje życie możesz nawet cierpiąc, bo wystarczy odpowiednia, aktywna praca. Przecież samopoczucie w niczym Cię nie ogranicza. Możesz umyć zęby płacząc, gniewając się, użalając, bojąc lub będąc szczęśliwym.
Tylko wczoraj odpowiadałem na Raport nowego Uczestnika Programu Wolność od Porno, który w jednym tylko, pierwszym raporcie kilkukrotnie użył określenia “ciężko” – “ciężko mi było wykonać to ćwiczenie”, “ciężko było mi się zabrać za to”, “to było ciężkie”, “ciężko było mi się skupić”…
Wszystko było dla niego ciężkie!
Dlaczego? Bo tak silny i nieświadomy opór stawia wszystkiemu. A nic nie jest tak naprawdę ciężkie i być nie musi.
Jest taki kawał:
Przychodzi baba do lekarza i mówi:
– Gdy tu dotykam boli, gdy tu dotykam boli, wszędzie gdzie dotykam, to mnie boli.
Lekarz na to:
– Ma pani złamany palec wskazujący.
Żarty żartami ale ten dowcip jest niezwykle mądry! Bo opisuje subiektywną rzeczywistość przynajmniej 80% ludzkości!
Co? Wszystko jest trudne, wszystko jest straszne, wszystko jest niemożliwe, wszystko Cię męczy, wszystko Cię denerwuje, wszystkim się przejmujesz, wszystkim się stresujesz, nic Ci się nie chce, wszystko Cię nudzi…?
Nie. “Masz złamany palec wskazujący”!
Kluczowym elementem wychodzenia z uzależnienia jest uświadomienie sobie wewnętrznego źródła problemów i odpowiednie zajęcie się nim.
Sądzisz, że rzeczywistość jest taka, że zrobi wszystko, by tego złamanego paluszka nie tknąć? Gdzie tam! Nagle jakby wszystko w Twoim życiu skupi się na tym, by go tykać! Doprowadzi Cię to do frustracji, gniewu, być może furii! I to chodzi! Byś wykorzystał(a) tą energię i wziął/wzięła się do cholery do roboty i zadbała o ten pieprzony palec! Ile już jest złamany? 20 lat? Więcej? Jak Twoje dziecko złamałoby sobie rękę, to też wszystkim byś tłumaczył, że ono ciągle płacze, bo jest takie wrażliwe?
Więc mądrym jest dalej wciskać wszystkim kit, że mamy od urodzenia problem z palcem i przy nas trzeba uważać?
Ludzie wymyślili sobie pojęcie “wrażliwości”, w którym się zakochali. “Ja po prostu jestem od urodzenia wrażliwy/a”. Nie! Od X lat nie opatrzyłeś/aś sobie złamanego palca! Nie jesteś wrażliwy/a, tylko głupi i zaniedbany!
Jak widzisz – rolą uzależnienia jest Cię przycisnąć na tyle, byś się wziął/wzięła za siebie. Mądrze, na poważnie, realnie. A nie tylko napychać się wiedzą i sądzić, że to coś zmieni.
Nie!
nic się nie zmieni, dopóki Ty się nie zmienisz!
I co teraz poczułeś/aś słysząc tę informację? Radość, ekscytację? Czy coś przeciwnego – opór, niechęć? Być może wręcz drwisz z tego? No to sobie drwij. Stresuj się, opieraj dalej. Nikt Ci nie każe się zmieniać.
Może zamiast tego dalej wolisz uważać, że życie jest niesprawiedliwe, niesłuszne, straszne, beznadziejne, złe, żałosne, wymagające, tragiczne?
Nie. Masz złamany palec wskazujący.
Ale wystarczy tylko wznieść się na poziom Odwagi i życie nagle, “magicznie” staje się wykonalne, możliwe, realne do życia, do załatwienia problemów, do radości, do realizacji celów. Do oddychania, śmiania się. Co nie znaczy, że cokolwiek zrobi się samo.
Ale zamiast tego ludzie wchodzą w związki, nawet biorą małżeństwa, rodzą dzieci, biorą jedną pracę, drugą, hobby, jeżdżą po świecie. I nigdy się nie zmieniają. Robią to wszystko ze swoją niską świadomością i poziomem energii. I gdy nagle dalej już nie mogą, pojawiają się problemy. Relacja się rozpada, zaczyna brakować pieniędzy na taki styl życia. Pojawiają się choroby, różne dolegliwości. Oraz uzależnienie zaczyna się rozrastać. Wychodzą lęki, gniew, poczucie bezsilności, wstyd, wina, żal, napięcia. Zaczynają z tym wszystkim walczyć, opierać się. Padają raz, drugi, dziesiąty, setny. I dalej się nie zmieniają. Tylko zmagają nazywając to “zmaganiem ze sobą”. Nawet tego nie są kompletnie świadomi. Pojęcia nie mają co robią i dlaczego. Żyją jak ślepcy.
Niektórzy wracają do obwiniania, użalania się, frustrowania, nienawidzenia, gniewania. Czyli pokazują palcem. A jak wiemy – palec ten mają złamany. Więc “wszystko boli”.
Jeszcze inni czytają. I czytają. I czytają. I czytają. I czytają… i tyle.
Ale nie dostrzegają prostej rzeczy – jak chce im się do kibla, to nie czytają o tym, tylko tam fizycznie idą. Jak chce im się jeść, to nie czytają o jedzeniu, tylko idą do kuchni i przygotowują sobie posiłek. Ewentualnie czytają jak zrobić sobie coś nowego/lepszego ale następnie ROBIĄ TO.
A czy Ty czytasz np. ten artykuł dla samego czytania – żeby się robić w jajo, czy żeby wprowadzić coś w swoim życiu? Podjąć decyzję i działania?
Czy może dalej lepiej pokazywać na coś i powiedzieć, że to boli i że się nie da?
Niektórzy wyjeżdżają z Polski do innego kraju. Potem wracają, bo tam też jest im ciężko lub ciężej. Męczą się. Tęsknią za krajem, z którego uciekli. Wracają. Czują wstyd, że nic nie zmienili. Potem wyjeżdżają drugi raz i powtarzają dokładnie ten sam scenariusz, tylko bardziej. Znowu wracają, bo się czują samotnie. I tak w kółko.
Sami dla siebie stanowią dowód, że ani problemów, ani rozwiązań nie ma poza nimi ale nie chcą tego przyjąć do wiadomości. Wolą walczyć z całym światem! Z życiem!
Gdyby już się dało, to by pewnie polecieli w kosmos i na inną planetę! Byle tylko nie wziąć odpowiedzialności i nie dojrzeć jako istota ludzka. Wolą robić to samo, tylko bardziej.
Czy naprawdę taka straszliwa jest świadomość własnej odpowiedzialności? Przecież od tego zaczyna się zmiana na lepsze. Naprawdę lepiej dalej sobie wciskać kit, że jest się bezpiecznym w pokoju ze zdjętymi spodniami i wyrzucaniem z siebie mikro- i makroskładników? I w jaki sposób niby to zapewnia Ci bezpieczeństwo?
Nadal boisz się odrzucenia? Tej dziecinnej bzdury? Jesteś tak dumny/a, że nie chcesz popełniać porażek? Czyli jesteś bardziej niedojrzały/a od bobasa, który z porażkami i błędami nie ma problemów!
Naprawdę dalej chcesz chronić swojego głupiego, negatywnego bagażu, który skądś nagromadziłeś/aś? Gdy we włosy zaplącze Ci się rzep, to też go nosisz całe życie i użalasz się, że Ci się niewygodnie śpi?
Rolą uzależnień jest przycisnąć Cię na tyle, by już nie było odwrotu. Albo podejmiesz się tej wewnętrznej drogi zmiany siebie, którą reprezentować mają nowe, mądre działania w świecie, albo gwarantujesz sobie degenerujący się poziom każdego aspektu Twojego życia wliczając zdrowie.
I te nowe, mądre działania mają być AŻ DO SKUTKU, a nie aż się poczujesz lepiej przez kilka dni. Powtarzam ludziom wiele razy, że najczęstszym błędem powodującym posypanie się wszystkiego w drobny mak jest odpuszczenie, gdy wydaje się nam, że już wszystko jest lepiej. A mimo to i tak odpuszczają! Tak naprawdę cała pracę wykonywali na siłę i tylko szukali pretekstu, by przestać. Więc uzależnienie dociskało ich jeszcze mocniej!
A wtedy ja pytam – “Uwalniałeś już wstyd przez 100 godzin?” Słyszę w odpowiedzi – “No nie”. Pytam dalej – “A ile czasu uwalniałeś?” Pada odpowiedź – “No kilka razy po 5 minut”.
Wow!
Albo słyszę – “Modlę się i nic się nie zmienia”.
Pytam więc – “A ile czasu kierowałeś/aś dziś świadomość w stronę Boga, ile spraw i problemów Mu oddałeś/aś, a przez ile czasu się stresowałeś/aś, użalałeś/aś, martwiłeś/aś, próbowałeś/aś wszystko kontrolować, etc.?”
Zazwyczaj modlitwy było 2 razy po 30 sekund, a użalania i całej reszty dziecinady kilkanaście godzin KAŻDEGO DNIA.
Kiedy ostatni raz byliśmy zrelaksowani? Czy tak podchodzimy do problemów, wyzwań i obowiązków w naszym życiu? Dlaczego nie??? Przecież wszelkie trudności wynikają z negatywnego podejścia do nich!
Różnica między obciążającym, degradującym stresem, a wzmacniającą, pozytywną ekscytacją jest właśnie wybór podejścia!
Problemy wynikają z niewłaściwego podejścia do nich, w tym uzależnienie będące kumulacją takiego postępowania w szerszym spektrum swojego życia.
Ja np. zawsze się opierałem wszystkiemu, w tym wszystkiemu co pozytywne! Nie dziwne, że było mi bardzo ciężko w życiu, że czułem się nierozwinięty i gorszy i nie dziwne, że się uzależniłem!
Kto pamięta/zdaje sobie sprawę, że inteligencja emocjonalna jest zupełnie inną gałęzią rozwoju, niż inne typy inteligencji? Kto zdaje sobie sprawę, że czymś zupełnie innym jest wiedza, a czymś zupełnie innym mądrość?
Można przeczytać tysiące książek, a nie zastosować zawartej w nich wiedzy lub zastosować ją błędnie. Więc po cholerę czytaliśmy to wszystko? Ano po to, by uciekać, a nie cokolwiek zmienić. Uciekać od własnych uczuć, a nie rzeczywistości.
Nie zdając sobie sprawy z fundamentów, naprawdę z prostymi sprawami będzie nam ciężko.
Najprostszy przykład – jeśli będziemy niepoprawnie biegli i oddychali, to nie tylko zmęczymy się podczas biegu na krótki dystans ale możliwe też, że doprowadzimy do kontuzji. A tego łatwo można uniknąć.
Gdy będziesz jechać samochodem nawet prostą drogą, to gdy minimalnie ruszysz kierownicę w którąś stronę, to prędzej czy później wypadniesz z trasy i zderzysz się z innym samochodem, drzewem lub kamieniem! Jadąc przecież niezbędne jest non stop wprowadzanie nawet minimalnych korekt!
A życie to coś dużo bardziej złożonego, niż jazda samochodem! Dlaczego więc nie dokonujesz w nim żadnych korekt i dziwisz się, że masz wypadki?
Gdy już zaplączesz się w sieć, to walka, samotanie się zaplącze Cię w nią jeszcze mocniej! Pomimo, że sytuacja może być bardzo poważna, krytycznie ważnym jest przestać się szamotać!
Jak wdepniesz w ruchome piaski, to próby wydostania się tylko przyspieszą Twoje zapadanie się w nich. Potrzebe jest się uspokoić i zawołać po pomoc i tej pomocy skorzystać (dammit!).
Tyle.
Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Powiadom mnie o
Avatar

Avatar
Gość
Dennis
21 stycznia 2020 21:23

Zaznaczyłeś, że wprost wymiotowałeś uwalniając kiedyś energię oporu i emocji, a ja za to zauważyłem, iż podczas uwalniania mnie skręca (dosłownie) jak opętany, ciśnienie w brzuchu, w klatce piersiowej i po każdej próbie uwolnienia ziewanie po tym mam.

wpDiscuz
Podobne Wpisy:
O Emocjach – Poczucie Winy (Część 4)

O Emocjach – Poczucie Winy (Część 4)

Wiesz już nieco o wpływie emocji na człowieka i bardzo możliwe, również na Ciebie. Moje pytanie brzmi – czy wybierasz, by zrezygnować z poczucia winy i żyć bez niego? Czy jesteś gotowy wybaczyć sobie i innym przeszłość, chwilę obecną i nie trzymać winy na przyszłe błędy? Czy jesteś gotowy żyć w szacunku do życia? Do swojego… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4
Czy Kłótnie Są Normalne?

Czy Kłótnie Są Normalne?

Witam Cię serdecznie! Dostałem ostatnio wiadomość z pytaniem na temat kłótni. Przytoczę tego krótkiego maila, a następnie odniosę się do niego, bo temat uważam za krytyczny w kwestii zrozumienia tego, co już wielokrotnie mówiłem na tym Blogu – odpowiedzialności, świadomości i INTENCJI. Oto treść: “Czy kłótnia jest normalna? To dla mnie jest ważne, bo jeśli… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4
O Emocjach – Wstyd (Część 5)

O Emocjach – Wstyd (Część 5)

W tym artykule opowiem Ci dlaczego odczuwanie, nawet wstydu, jest krytyczne. Jeżeli czujesz wstyd – doskonale! Dzięki temu możesz go odpuścić. Jeżeli go nie czujesz lub uważasz, że nie potrafisz odczuwać wstydu, mam dla Ciebie dobrą informację – możesz! I odczuwasz go ALE… Fakt, że z Twojej perspektywy nie odczuwasz wstydu oznacza, że jesteś nieświadomy… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 9
Cnoty (Część 2) – Ciężka praca, Odwaga

Cnoty (Część 2) – Ciężka praca, Odwaga

Witam Cię serdecznie! Dziś kontynuujemy temat cnót. Będzie ogień, zapnij pasy! Część 1 znajdziesz klikając na link poniżej: ► Cnoty (Część 1) – Wstęp i szczerość. Zanim przejdziemy do dyskusji na temat kolejnych cnót, jeszcze kilka zdań o szczerości. Szczerość, jak Odwaga, kalibruje się na poziom 200. Czyli na poziom graniczny między dusznym obszarem negatywności… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 32

WOLNOŚĆ OD PORNO