Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/

Witam Cię serdecznie!
Kontynuujemy temat cnót charakteru!
Części 1-11 znajdziesz klikając na linki poniżej:
► Cnoty (Część 1) – Wstęp i szczerość.
► Cnoty (Część 2) – Ciężka praca, Odwaga.
► Cnoty (Część 3) – Moralność, Ciepło, Pracowitość/Pilność, Niefrasobliwość.
► Cnoty (Część 4) – Wytrwałość, Dobry/uprzejmy, Bycie pomocnym, Pozytywny.
► Cnoty (Część 5) – Rozważność, Łagodność/życzliwość, Rozważny/roztropny, Dyplomatyczny.
► Cnoty (Część 6) – “Sól Ziemi”, Otwartość, Tolerancyjność, Elastyczność, Wspieranie.
► Cnoty (Część 7) – Skromny, Uprzejmy/grzeczny, Stanowczy/zdecydowany, Spokój.
► Cnoty (Część 8) – Niezawodność/bycie słownym, Budzący respekt, Miły, Cierpliwy.
► Cnoty (Część 9) – Stabilny, Honorowy, Serdeczny/ciepły, Prawdziwość/autentyczność, Zadowolenie/bycie przyjemnym.
► Cnoty (Część 10) – Humanitarność, Dostępność, Ochrona, Przyjazny.
► Cnoty (Część 11) – Dojrzały, Odpowiedzialność, Niezawodność/można na nas polegać, Troskliwość.
Jak zwykle najpierw kilka uwag.
Nadal poruszamy się w obszarze wysokiej świadomości Neutralności. Czyli czegoś, co jest obce dla większości ludzi na planecie Ziemia i dla miliardów ludzi jest jak trucizna albo przejaw głupoty.
Neutralność? O fu! Trzeba przecież mieć własne zdanie! Trzeba coś i kogoś ocenić po swojemu! Najlepiej wszystko i wszystkich! Trzeba mieć względem wszystkiego jakąś postawę – albo niechęci, albo się przywiązać! Albo nienawidzić, albo się zakochać. Albo pragnąć, albo utrzymywać niechęć! Nie można być neutralnym, bo to złe, głupie i naiwne!
A przynajmniej tak sądzi na oko 80% ludzkości. Niegdyś dużo więcej, pewnie 99%.
Jak zobaczymy później – cnota normalności, czyli po prostu normalność jest na samym szczycie tego wysokiego poziomu świadomości. Stanowi niejako “drzwi wyjściowe” do jeszcze wyższej świadomości – do poziomu niezbędnego, by wyzdrowieć z uzależnienia.
Wszystko co jest poniżej 300 jest stopniowo coraz mniej normalne. Oczywiście na poziomie, którego dotyczy i w coraz bardziej ograniczonym kontekście jest normalne DLA TEGO POZIOMU. Ale my już patrzymy na to z dużo wyższej perspektywy. Dla uzależnionego normalnym jest np. wypić kilka kieliszków wódki po pracy dla “odstresowania się” lub obejrzeć pornografię. Ale czy jest to normalne z wyższej perspektywy? Nie. Jest dalekie od normalności, a więc i od zdrowia.
Więc trzeba wznieść się w świadomości, by zyskać szerszy kontekst normalności.
Bez tego nie ma szans na wyzdrowienie.
Na poziomie Neutralności proces, który zachodzi w ludzkiej świadomości to uwolnienie. Dlatego tak zalecam wszystkim uwalnianie emocji, oporu, przywiązań, pragnień, potrzeby kontroli, etc., bo już sama intencja uwolnienia powoduje proces wzrostu na ten niezwykle wysoki poziom. Naturalnie musi się ujawnić wszystko czym sobie ograniczaliśmy taką jakość BYCIA.
Uwalnianie nas niesamowicie wzmacnia. Czyni nas wolnymi. Uczucie, które nam przy tym towarzyszy to optymizm. A kto tak żyje? Prawie nikt! Praktycznie wszyscy są albo sceptyczni, albo są pesymistami. Kto względem wszystkiego i wszystkich utrzymuje pozytywne nastawienie? Jeśli nie – dlaczego? Jaki pretekst sobie wcisnęliśmy, by się osłabiać i pogarszać własne doświadczenie tego życia?
Ludzie trzymają się emocji i cały czas powtarzają te same urojenia – że stres ich trzyma, że opór się pojawia, że przerażenie dopada, że ktoś ich denerwuje, że coś ich frustruje, etc. Widzimy jak sami się wiążą i więżą. Sądzą, że to emocje i opór ich więżą ale tak nie jest. To nie emocje się ich trzymają, tylko oni trzymają się emocji.
Oto jak postępuje większość ludzi:
 

 
Ludzie pchają na “ścianę” i sądzą, że to ta ściana napiera na nich! Że ściana nie daje im spokoju!
Przestań napierać na ścianę, to skończy się Twoje zmaganie.
Pokaż mi to tajemnicze życie, które Cię przytłacza. No co Cię przytłacza? To, co ktoś Ci powiedział? Coś się stało? Ale nic się nie stało! To wszystko jest w Twojej głowie! Możesz cierpieć najbardziej na świecie, stracić rodzinę, pracę, dom, ukochanego psa i co się zmieniło w świecie? Nic. Absolutnie nic się nie stało. Ludzie często jedno wydarzenie, wobec którego utrzymują mnóstwo emocji i oporu rzutuję na cały świat, na całe życie. Czy to nie “delikatna” przesada?
Wszystko odbywa się w Tobie. Uważasz, że coś jest Twoje? Niby dlaczego? Bo za to zapłaciłeś/aś i masz papier? I jak się to niby ma do rzeczywistości? To wszystko tylko jakieś umowy w umysłach. Rozsądek podpowiada, by tego dotrzymywać aby uniknąć chaosu. Niemniej – to wszystko jest tylko w umysłach, a nie w świecie.
Więc to nie życie Cię przytłacza, nic Ci życie nie odbiera, bo nic nie było Twoje! Ty się tego trzymałeś/aś i/lub przywiązałeś/aś. Oraz coś uzależniłeś/aś od tego – np. swoją wartość czy bezpieczeństwo. I po co? Ani Cię to nie zabezpieczyło przed stratą, ani nie pomogło bardziej doceniać i cieszyć się, a po stracie tylko potężnie cierpisz.
Po co przywiązywać się? Mówić – “to jest moje”? Nie mów “moje ciało”, tylko po prostu “ciało”. Nie mów – “mój dom”, tylko mów “dom”. Troszcz się o to, mądrze tym zarządzaj ale nie sądź, że nazwanie tego “Twoim” wnosi cokolwiek pozytywnego! Wręcz przeciwnie – tylko tworzy potencjał do cierpienia. Przywiązywanie się i nazywanie czegoś “moim” nie jest normalne, bo kalibruje się niezwykle nisko, poniżej 200. A normalność jak ukaże ten artykuł to poziom 300! Do tego tematu wrócimy przy opisie cnoty normalności.
Mówiąc “boję się tego” tak naprawdę trzymasz się strachu, nie chcesz się go puścić i przekonujesz samego/samą siebie, że jego źródłem jest to, czego się boisz. Tylko nie dostrzegasz, że już się boisz. A nie dopiero, gdy się z tym zmierzysz. A gdy się z tym zmierzysz, gdy puścisz się strachu, poczujesz wielką ulgę. No ale trzeba ruszyć tyłek i przestać się trzymać emocji, oporu i przede wszystkim swojej racji.
A kto jest gotów zrezygnować ze swojej racji na rzecz prawdy i spokoju? No, przynajmniej 80% ludzi nie jest. I komentujący na tym Blogu doskonale to pokazują. Kto z nich wybrał spokój? Praktycznie nikt. Ludzie od lat piszą, komentują non stop o tym samym. Nadal mają te same problemy, zmartwienia, bóle, troski. Dalej się nie puścili. Trzymają się. Opierają. I dalej oczywiście narzekają jak to coś jest nie tak ze światem i innymi ludźmi.
Widać jak na dłoni dlaczego, jak wykazują badania nad świadomością, ludzie średnio podczas jednego życia wzrastają o 5 punktów. No bo nie chcą wzrastać. Pławią się w swojej racji. Niezależnie jak absurdalna jest.
Problemu nie ma w świecie, tylko w każdym z osobna.
Nauki, by przestać zajmować się światem, tylko sobą, bo świat, który postrzegamy nawet nie istnieje, mają już kilka tysięcy lat.
Ale każdy wierzy, że świat jest dokładnie taki dla wszystkich jakim oni go postrzegają. Co jest jednym z głównych urojeń i szaleństw ludzkości. Oczywistym jest, że to jak my postrzegamy świat nie ma z rzeczywistością NIC wspólnego.
A jak rozwiązać dowolny problem w świecie? Stać się tym, jaką zmianę chcielibyśmy w nim znaleźć. No ale jeśli problem biedy wynikający z apatii (poziom kalibracji – mocy, energii, świadomości – 50) rozwiązać z poziomu wkurzenia się (gniew – poziom 150), a odwaga, przedsiębiorczość, mądrość, uczciwość, rozsądek to poziomy 200-400, no to nie dziwmy się, że niewiele się zmienia w świecie i w naszym życiu. Ewentualnie rośnie tylko nasza frustracja.
Ludzie w niskiej świadomości ludzi szczęśliwych uważają za szczęśliwych, BO np. są piękni, zdrowi, silni, bogaci. Ale to bzdury. Jest pełno ludzi pięknych i nieszczęśliwych, silnych i nieszczęśliwych, bogatych i nieszczęśliwych. Piękni, bogaci i sławni potrafią zaćpać się na śmierć lub zabić po pijaku tak samo jak biedni. Ale oczywiście reszty to nie obchodzi. Nadal uważają po swojemu.
Ludzie na coraz wyższym poziomie świadomości są coraz bardziej optymistyczni, odważni, chętni. Są wobec świata neutralni – czyli nie trwonią energii i czasu na głupie kłótnie, osądy, udowadnianie swojej racji. Tylko dążą do realizacji swoich celów, pragnień, marzeń, obowiązków. Zazwyczaj te cele nie są egoistyczne. Dostosowują się do świata, szukają jakie ma problemy, znajdują rozwiązania i dają je ludziom.
Są optymistyczni, bo to wybierają. Ufają w swoje starania i intencje. Bo są ich świadomi i wybierają pozytywne, wzmacniające. Dominujące uczucie na poziomie Odwagi to afirmacja, zaś proces zachodzący w świadomości to wzmocnienie. A reszta co robi? Czeka. Czeka aż mi się samopoczucie samo poprawi… Albo znajduje sobie człowieka, który dorobił się na oszukiwaniu i już mają rację, że uczciwie nie można żyć dostatnie…
A więc Odwaga jako pierwsza naprawdę zaczyna nas wzmacniać bez żadnego kosztu ubocznego. Zaś odwaga to wybór każdego z osobna.
Człowiek w niskiej świadomości zamiast zapytać jak wzrosnąć, od razu warczy, że są jacyś magiczni ludzie w jakiejś magicznej wysokiej świadomości i dlatego im się wszystko udaje, a tej biednej ofiarce nie, bo ona w takiej super świadomości nie jest buhuu. Ale ta biedna ofiarka zamiast narzekać mogłaby ruszyć tyłek i zrobić coś, prawie na pewno pierwszy raz w życiu, chętnie i odważnie. Mogłaby przestać wszystko i wszystkich oceniać i zrobić coś w końcu bezwarunkowo dla kogoś innego. Mogłaby przestać nareszcie obwiniać siebie i innych i wziąć odpowiedzialność za swoje życie i wybory. Mogłaby przestać wierzyć w bujdy na temat gorszych genów i rozwiązać pierwszy z listy problemów jakie ma w swoim życiu. A potem kolejny i kolejny. I z czasem zobaczyłaby, że żyje inaczej i nie miało to nic wspólnego z tym, co uważała. Wliczając geny.
Człowiek w niskiej świadomości zawsze znajdzie sobie pretekst, by pozostać nisko i np. wstydzić się, obwiniać, opierać, wmawiać bezsilność i niemoc, żalić, bać, stresować, frustrować, chcieć i nic nie robić, fantazjować, gniewać, pysznić.
Ale naprawdę mówić, że nie możemy żyć lepiej, bo nam rodzice nie powiedzieli jak jest żenujące, nieprawdaż? Naprawdę nie możesz np. z mieć świetnych stosunków z kobietami i fantastyczny seks, bo Ci tatuś nie pokazał jak? A może zejść wreszcie z kolanek tatusia i rusz tyłek w życie i się sam naucz, znajdź ludzi, którzy to potrafią? A nie wymagaj od taty czegoś, czego sam się nie nauczył, bo np. nie miał od kogo?
Albo nieraz słyszałem – “Moi rodzice są prości, więc ja jestem skazany/a, żeby być prostym człowiekiem”. No to fajnie. Ale nikt nie wybrał tego za Ciebie. Nie świat, nie geny, nie Bóg, nie rodzice. Ty. I prawie na pewno jako usprawiedliwienie strachu, oporu i wstydu. No bo pokażcie mi człowieka, który uważa się za zwykłego, prostego i jest radosny, szczęśliwy, spokojny, czyli to akceptuje. Jest taki? Nie.
Każdy sądzi, że jego rozumowanie jest jedyne słuszne i tylko w świecie istnieją dla niego problemy, świat mu uniemożliwia coś, utrudnia, odbiera, itd. Każdy sądzi, że tylko potrzebuje wiedzy, by było mu lepiej. Bo mało kto rozumie temat świadomości. A od niej wszystko zależy.
Naprawdę chcemy dalej sądzić, że jak tatuś nie nauczył nas odwagi i męskości, to już nie możemy być odważni i męscy? A jak nie kochała nas mamusia, to nie pokocha nas żadna inna kobieta? Może wreszcie pora wybaczyć, puścić się żalu, wstydu, winy, gniewu, oporu i ruszyć tyłek i zadbać o siebie i swoje życie jak jest nam tak źle? Te nauki – te rozwiązania – mają po kilka tysięcy lat. Może nareszcie pora je zastosować?
Tę samą informację można zinterpretować i wykorzystać na setki różnych sposobów. Dobrym tego przykładem jest, że ze wspaniałego osiągnięcia rozszczepienia atomów zbudowano bombę, która zabiła bardzo wielu ludzi. A czy to jedyne zastosowanie dla tego osiągnięcia techniki? Nie. Wspaniałe osiągnięcie techniki – pracy umysłu racjonalnego – wykorzystano do zwykłego barbarzyństwa, ludobójstwa, zniszczenia na skalę niewyobrażalną do tej pory. Oto co niska świadomość robi z osiągnięciami wysokiej świadomości – sprowadza je do swojego poziomu.
Dlatego nasza intencja wykorzystania każdej informacji powinna być pozytywna.
Mężczyźni pełni wstydu, oporu i strachu kupują wiele różnych kursów uwodzenia i co z tym robią? Nic. Większości nawet nie czytają dłużej, niż przez 5 minut. Bo cały czas wierzą, że wiedza coś zmieni. Ale informacja może stać się ewentualnie dobrym pretekstem do porzucenia wątpliwości lub poszerzy kontekst na tyle, w którym zmieniamy swoje nastawienie na wspierające. Sama z siebie nic nie znaczy. Tym bardziej niezastosowana. A że po przeczytaniu kursu za 2000 zł nie poczuli się ani trochę bardziej pewnie i nie zniknął ani strach, ani wstyd, to kupują kolejny kurs. I liczą, że w końcu znajdą to magiczne zaklęcie czary-mary, które wykasuje ich niskie emocje. Ale tak się nie stanie.
Niejeden człowiek sukcesu powiedział, że problem nie leży w tym, czego nie wiemy ale w tym co już wiemy i sądzimy, że jest prawdą. Np. sądzimy, że jesteśmy ofiarą pracy czy szefa, albo ofiarą czasów, gospodarki lub wychowania rodziców. I się tak ludzie przekonali – że rodzice ich jakoś wychowali i tyle! I muszą się z tym męczyć przez resztę życia. Ale niech mi ktoś powie – co takiego trudnego jest w dostrzeżeniu, że przeszłość nie ma nic wspólnego z tym, co wybieramy TERAZ? Bez filozofowania – dlaczego nie wybieramy inaczej, lepiej, mądrzej TERAZ? Dlaczego cały czas oddajemy odpowiedzialność za swoje decyzje teraz temu, co już nie istnieje od wielu lat – przeszłości?
Ludzie piszą mi, że boją się wziąć odpowiedzialności. Czyli tak naprawdę nie chcą porzucić obwiniania, użalania się, grania ofiary. Nie chcą!
Naprawdę potrzebować musisz jakiejś niesamowitej terapii, by zrozumieć, że możesz ale nie chcesz? Że się przywiązałeś/aś do użalania się, obwiniania, wstydzenia, stresowania, martwienia, narzekania, fantazjowania o świecie i do swojej racji? Że masz gdzieś fakty i wolisz swoje widzimisie? Np. we wszystkich chcesz dostrzegać zagrożenie, niebezpieczeństwo, zło i dobrze Ci z tym, bo doisz z tego dumę?
Jeśli ktoś powiedział Ci dzisiaj coś niemiłego, to już przeszłość! Tego już nie ma! Jeśli stało się to 5 minut temu, to już tego nie ma od 5-ciu minut! I jedyny, kto z tego dalej coś doi – to Ty. Nikt inny. Możesz przestać w każdej chwili. Ale jeśli dalej się użalasz, narzekasz, obwiniasz, oceniasz, wyrokujesz, osądzasz, nienawidzisz – no to Ty i tylko Ty to wybierasz. Nie musisz tego robić ani sekundy dłużej. Możesz przestać napierać na ścianę. Bo to nie ściana pcha na Ciebie.
Tym jest właśnie odpowiedzialność – zrozumieniem, że to my odpowiadamy za swoje postępowanie i reakcje, a nie nikt inny i nic innego.
Bo odpowiedzialni już jesteśmy. “Wzięcie odpowiedzialności” to nie faktyczne jej wzięcie, tylko uświadomienie sobie, że to już jest fakt.
Mówiąc o świadomości mówię o czymś stricte wewnętrznym.
Nie zależy to od niczego i nikogo w świecie. Wszystko o czym mówię m.in. w tej serii dotyczy tylko i wyłącznie Ciebie.
No bo – Twoje życie jest Twoje. Ty je kreujesz. Wzięcie za nie odpowiedzialności oznacza, że w końcu to rozumiesz. To, że nie chcesz wziąć odpowiedzialności oznacza tylko tyle, że nadal wybierasz wierzyć, że jesteś czegoś/kogoś ofiarą. Sam(a) sobie więc robisz poważny problem.
Dlatego powiedziałem – że strata rodziny, pracy, psa – tego nie ma w świecie. Każdy człowiek zareaguje inaczej i tylko od naszej reakcji przecież wszystko zależy. A więc od naszego wnętrza. Nie jesteś ofiarą straty, bo to jak ją postrzegasz to wyłącznie Twój wybór.
To Ty kreujesz każde wydarzenie DLA SIEBIE, a nie wydarzenie kreuje Ciebie.
Oczywiście 80% ludzkości zareaguje w obszarze wstydu, winy, apatii, żalu, strachu, frustracji, gniewu i uzna się za ofiarę świata zewnętrznego. Ale czy to całe spektrum możliwości? Nie. Można zareagować akceptacją, spokojem, odwagą, gotowością do zmiany, do wyciągnięcia wniosków, do nauki. Można wziąć odpowiedzialność za swoje emocje, reakcje i interpretacje.
Jeśli obwiniamy naszych rodziców za to jak nas wychowali, to zapytajmy samych siebie – gdybyśmy w tym momencie mieli dziecko, to czego byśmy je nauczyli? Jakiego postępowania i zachowania? Jakie postawy byśmy przekazali? Czy przypadkiem nie identyczne jak nasi rodzice nam?
Co zmieniliśmy, czego nowego się dowiedzieliśmy? Jakie nowe rozwiązania i odpowiedzi znaleźliśmy i wdrożyliśmy?
Przede wszystkim – jakimi intencjami kierowaliśmy się i kierujemy obecnie?
Kto mi w końcu powie? Bo do tej pory NIKT jeszcze mi nie przedstawił tego. Nikt mi nie mówi jaki kierunek ustalił i czego szukał. Tylko każdy przedstawia mi czego doświadczył, co przeczytał, swoje wnioski i się wielce dziwi, że jest mu źle.
Po raz kolejny przypomnę to, czego już Jezus nauczał 2000 lat temu – znajdziesz to czego szukasz. Ale czy to oznacza, że nie ma nic innego?
Ależ jest. No ale jeśli trzymamy się czegoś w pokoju, to z niego nie wyjdziemy choćbyśmy nie wiem jak się zmagali i szarpali. Bo to nie krzesło trzyma się Ciebie, ani ściana nie prze na Ciebie, tylko Ty się trzymasz krzesła i/lub pchasz na ścianę. Jeśli drzwi się nie otwierają pod naporem, to przestań na nie napierać, zrób krok w tył i otwórz je bez problemu do siebie.
Życie Cię nie przytłacza, ani nic w nim. Tylko Ty się opierasz.
To Ty napierasz na życie. Przestań zwalać odpowiedzialność na życie, a zobaczysz o ile łatwiej Ci będzie.
A teraz przejdźmy do kolejnych cnót i zobaczmy dlaczego w ogóle praktykowanie takiego sposobu życia jest wskazane.

42. Przyzwoitość (295)

Zacznijmy w ten sposób – kogo/co byś nazwał(a) przyzwoitym?
Pewnie wiele osób powie, że to co im się aktualnie spodoba ;) . Styl ubierania, wyrażania, poziom wykształcenia, itd. Więc np. Hitler przyzwoitym nazwałby granat, który rozpryśnie się na wielkim obszarze na kaleczące ludzi odłamki. Czy Ty byś taki granat nazwał(a) przyzwoitym? Hitler nazwie przyzwoitym żołnierza, który będzie posłuszny i nie będzie podważał rozkazów. A idiotą zasługującym na śmierć nazwie człowieka, który rzucać granatami w cywilów nie zamierza.
Co to wszystko ma wspólnego z przyzwoitością? Nic.
Człowiek apatyczny zaliczenie na studiach przedmiotu na 3 nazwie przyzwoitym wynikiem. Człowiek dojrzały i mądry tak tego nie nazwie.
Dla niektórych osób na tym Blogu jestem dnem, ziomkiem, co sobie coś tam pisze z nudów, a dla innych najmądrzejszą, najwspanialszą osobą jaką poznali. Dla jednych WoP jest tylko kolejnym kursem, który kupili i odstawili “na półkę”, a dla innych najlepszą inwestycją ich życia.
Co to ma wspólnego ze mną i z WoP? Nic.
Więc po raz kolejny –
liczy się esencja! A nie pozory!
To jak Ty coś nazwiesz nie ma NIC wspólnego z rzeczywistością. A esencję pozwala dojrzeć wyłącznie wzrost świadomości. Umysł widzi tylko pozory, tylko projekcje.
Niejednokrotnie przytaczany przykład – powiedz, jaki jest dzisiaj dzień? Ładny? Brzydki? Straszny? Cudowny?
Niezależnie co odpowiesz, warto wiedzieć, że nie ma to nic wspólnego, ani trochę z tym jaki jest dzień. Widzisz tylko coś i na podstawie tego, co już wiesz, co CZUJESZ i co akurat widzisz w swoim umyśle, dokonujesz projekcji na cały dzień. Mówisz tylko w pewnym, bardzo ograniczonym KONTEKŚCIE, który nie zawiera nawet 0,001% faktów. A poza tym mówisz o przeszłości. To co akurat widzisz i bierzesz pod uwagę oceniasz przez pryzmat swoich poprzednich, podobnych doświadczeń i to dopiero uznajesz za ocenę rzeczywistości.
A skoro coś tak oczywistego umyka miliardom ludzi, to co jeszcze umyka i to w kolosalnie ważniejszych kwestiach, szczególnie tych krytycznych dla zdrowia? Cała masa.
Przede wszystkim – intencja.
Jakie masz intencje odnośnie obszarów Twojego życia, które Cię bolą? Nie wymyślisz odpowiedzi. Cokolwiek nie powiesz z poziomu umysłu to będzie fałsz. Jak więc odpowiedzieć? Proste! Spójrz na to, co robisz i masz w tych obszarach, a stanie się oczywistym jaką masz intencję względem nich.
Jeśli się męczysz i nic nie masz, no to Twoją intencją jest coś innego, niż spokój i naprawa tego obszaru.
Każdy mi mówi, że chce wyzdrowieć z uzależnienia. Ale tak naprawdę wcale nie chce. Intencją jest wykombinowanie zdrowia w jakimś bardzo ograniczonym spektrum postępowania. Nagle pojawia się problem i zgrzyt, gdy osoba dowiaduje się, że np. niezbędnym jest zmierzyć się z lękiem i go uwolnić. Nagle człowiek robi obrót w tył i tyle było go widać! Oho! Nagle wychodzi szydło z worka – wyjście z uzależnienia wcale nie było najważniejsze!
Z przyzwoitością jest trochę jak z “solą ziemi”. Wydaje się oczywiste ale trudno jest opisać czym to jest. Pewnie jakiś 5-latek odpowiedziałby perfekcyjnie jednym prostym zdaniem :)
Można powiedzieć, że przyzwoitym jest wszystko co kalibruje się w okolicy 290.
Ha! Czyli co? No właśnie. Nie wiemy. Jakże więc możemy cokolwiek powiedzieć o świecie i o innych ludziach? Jakże możemy sądzić, że coś wiemy i rozumiemy, skoro nie możemy powiedzieć nic pewnego na temat tak ważnej (przynajmniej według mnie) cnoty jak przyzwoitość?
Co kalibruje się na 290? Co z tego, co dzisiaj zrobiłeś/aś, powiedziałeś/aś, osiągnąłeś/osiągnęłaś, zobaczyłeś/aś, usłyszałeś/aś i które Twoje intencje kalibrują się na poziom 290? Czy wiesz? Nie…
A wiesz w jakim obszarze pola świadomości znajduje się to, o czym marzysz i czego chcesz?
Na pewno ogromnym błędem, niezrozumieniem lub bardzo nikczemnym byłoby dorabianie znaczenia według aktualnych potrzeb.
Przecież tak postępują m.in. uzależnieni – gdy są zestresowani, to nagle obejrzenie porno staje się dla nich przyzwoitym pomysłem. Ale czy takim jest w rzeczywistości? To ukazują najczęściej dopiero długofalowe konsekwencje w postaci zniszczonego mózgu, nagromadzenia w psychice i podświadomości emocji i oporu, wykształcenia wielu negatywnych nawyków, etc. Czując ból, poczucie winy i wstyd, znowu dostrzegają, że obejrzenie pornografii przyzwoite nie było. A potem robią to znowu. I tak w kółko. A wstyd i poczucie winy rosną w nich cały czas. Bo widzą w świecie tylko to, co czują. Jak czują ból, to życie boli. Jak czują opór i pustkę, to życie ich przytłacza i nie ma sensu. Jak czują żal, to życie jest smutne. A jak czują strach, to życie jest straszne. A jak oglądają porno, to wszystko wydaje się łatwe. Zaś po upadku życie znowu wydaje się niemożliwe do ogarnięcia.
Ale co to ma wspólnego z życiem? Nic.
Emocjonalność nie ma nic wspólnego ani z życiem, ani ze światem. Bo emocje to Twoja odpowiedzialność i Twój problem.
Emocje to nasz kompas i nasza energia. Co komu do tego? Dlaczego wierzymy w bzdury, że ktoś może “zranić nasze uczucia”? Co to za absurd? To może jeszcze ludzie mogą zranić nasz prąd i powinni go przeprosić?
Dlaczego sądzimy, że kogokolwiek powinno obchodzić co czujemy? Może cały świat powinien pójść do Jana Kowalskiego i go przeprosić i obiecać poprawę, bo imć Jan Kowalski jest obrażony na cały świat, bo się nim zawiódł? No gdzie te pielgrzymki? Nie ma.
To, co czujemy, a jak o tym informujemy innych i czego oczekujemy, o co prosimy, to zupełnie różne bajki. Jeśli jesteś wściekły/a, to nie jest żadna przepustka, by komuś robić krzywdę. Twoje uczucia to Twój problem. Więc naucz się nimi wreszcie mądrze zajmować. Zaś komunikacja z innymi ludźmi to kompletnie inny temat. Nie sądź tylko, że Twoje uczucia mają jakieś znaczenie.
Jeśli chcesz rozwiązać problemy dotyczące innych ludzi, to rozmawiaj z nimi jak z przyjaciółmi, a nie wrogami czy przeciwnikami.
Bo rozwiązanie to przecież coś, co ma wspierać Twoje życie. A co wspiera życie? Poziom świadomości 200+. Każda emocja jest poniżej tego poziomu. Więc ludzie ignorujący nasze emocje wyrządzają nam wielką przysługę! Bo uczą nas w ten sposób szukać rozwiązań z poziomu wyższego od emocji! Wiele osób wcale nie chce znaleźć rozwiązania, tylko pretekst do zaprzestania wkurzania się, frustrowania, etc. A to mogą zrobić w każdym momencie. Wystarczy to wybrać i uwolnić energię emocji.
Inaczej w kółko tylko będziemy powtarzać te same schematy. A czy to jest przyzwoite? Męczyć się w kółko z tymi samymi problemami i nigdy ich nie rozwiązać? Nie.
Niesamowitym jest w jednym zdaniu od osoby uzależnionej przeczytać, że boi się być uzależniona i że chce obejrzeć nowe filmy porno. Albo mówi, że nie widzi nic złego w obejrzeniu jednego filmu pornograficznego i zaraz dodaje, że przeraża ją wizja życia w uzależnieniu. Dorabianie znaczenia w zależności od potrzeb to bardzo poważny problem, na którego opis można by napisać kilka książek. Dzisiaj się tym nie zajmiemy.
To pokazuje, że umysł mentalizujący na bazie emocji jest daleki od rozsądku, a nawet logicznego sensu. Zaprzecza on sam sobie. A jednak dla ludzi to myślenie stawiają na równi z rozważaniami milionerów, wielkich filantropów, etc, którzy rozumują najczęściej z kolosalnie innego poziomu świadomości.
Oczywiście ludzie także negują swoim mentalnym jazgotem słowa Awatarów – Jezusa, Buddy i innych. Np. ludzie mówią, że miłość jest naiwna i głupia. Ale co oni wiedzą o miłości? Nic. Mówią o przywiązaniu, erotyzmie, oczarowaniu. A to nie ma nic wspólnego z miłością i dzieli do niej przepaść 300-400 punktów (skala logarytmiczna). No ale trzeba rozumieć kim jest Awatar.
Wg mnie przyzwoitym będzie przyznać, że nie wiemy co jest co. Naprawdę zacznijmy podważać to, czego jesteśmy pewni.
Już o tym mówiłem – ludzie niepewni siebie z tzw. niskim poczuciem własnej wartości są bardzo pewni! Ale tylko tego, co negatywne! Nie są pewni tylko pozytywności. Podważają każdą pozytywność i biorą do siebie oraz trzymają się każdej negatywności. Rzekłbym, że żyją przeciwieństwem przyzwoitości.
Wbrew pozorom przyznanie, że będąc uzależnionymi nie mamy kontroli nad własnym życiem jest bardzo przyzwoite. Dlaczego? Bo stanowi prawdę. Zauważmy, że dopóki osoba uzależniona nie przyzna, że jest uzależniona, to nie może z tym nic zrobić! Gdyż fałsz uniemożliwia poprawę.
Wiele osób mówi, że np. dzień w pracy mieli przyzwoity. Ale co tak naprawdę przez to mówią? Mówią nie o dniu, tylko o swoich odczuciach na temat tego dnia. Byli spokojni, być może załatwili bez problemów jakiś temat. Ale gdyby się przy tym stresowali, to powiedzieliby, że ten sam wynik nie był przyzwoity i dzień w pracy był stresujący ale przynajmniej załatwili ten temat. A to nie ma nic wspólnego z dniem.
Widzimy więc, że ludzie non stop nadają znaczenie elementom zewnętrznym wynikające z tego w jakim kontekście je umieścili i co akurat czuli.
Co najczęściej nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Osoba wiecznie męcząca się i stresująca może uznać załatwienie tematu w 3 godziny za przyzwoity wynik i będzie zadowolona. Ale jej szef może uznać to za bardzo słaby wynik i przez to wpisze ją na listę osób potencjalnych do zwolnienia, bo sobie nie radzą efektywnie.
Widzimy wyłącznie pozory, nie esencję. Przykładowo sytuacja, że porno oglądamy raz na 3 dni, a nie 3 razy każdego dnia może W PORÓWNANIU do przeszłości wydawać się przyzwoite. Ale czy jest w ogóle przyzwoite? Nie. I jeśli poprzestaniemy na tym, wkrótce wszystko wróci tak jak było.
Ok, a teraz porozważajmy nieco o ludziach. Kto jest przyzwoity?
Wielu mówiło mi, że są przyzwoici, bo nikomu nie zrobili krzywdy, nawet tym, którzy byli wobec nich negatywni. Ale czy na pewno ma to cokolwiek wspólnego z przyzwoitością? Nie. W większości przypadków brak reakcji wynika albo z apatycznego nastawienia, albo ze strachu przed konsekwencjami. A nie z tego, że osoba jest przyzwoita. Nazwanie się przyzwoitym w tej sytuacji to zwyczajne kłamstwo, uświęcanie się – granie roli.
Jakie jest nasze nastawienie do tej osoby? Niechętne, czyli zawierające opór i gniew? Obwiniające? Użalające? Męczące się? Powiedz mi – czy to ma cokolwiek wspólnego z poziomem 290? Nie. To wszystko jest w przedziale 50-150. Dlaczego więc nazywamy się przyzwoitym/tą i narzekamy, że się nam nie żyje przyzwoicie?
Jeśli odnośnie jakiegoś tematu nie jesteśmy przynajmniej odważni, to nie jesteśmy przyzwoici i nie jest to przyzwoite.
Ludzie non stop mówią sobie, że oni tacy dobrzy, a ich rodzice tacy źli – ojciec pijak, matka się nie interesowała i nie stawała w obronie, a oni tacy pokrzywdzeni. A gdyby wykalibrować poziom świadomości całej trójki, to są najczęściej różni ich raptem kilkanaście punktów.
Dlatego tak ważne jest BYCIE – zmiana siebie, WZROST ŚWIADOMOŚCI, bo trafiamy tam, jacy sami JESTEŚMY.
Nie ma przypadków. Nie spotkałem się jeszcze z sytuacją, że rodzicom w niskiej świadomości urodziło się dziecko w świadomości dużo wyższej. Dziecko mogło wzrosnąć szybko, bo mądrze wykorzystało swój czas. Ale najczęściej poziomy są zbliżone. Są wyjątki ale one nie są ważne w kontekście, o którym rozmawiamy.
To pokazuje, że tylko my odpowiadamy za nasz los. A “czynimy to” tym, kim się stajemy.
Jezus Chrystus pokazał nam, że możliwym jest bezwarunkowo kochać i wybaczyć tym, którzy nas dosłownie krzyżują, wyśmiewają i opluwają. A my sądzimy, że nie możemy wybaczyć znajomemu, który się z nas podśmiewywał w szkole podstawowej… I sądzimy, że jesteśmy przyzwoici, a ktoś inny nie.
Oczywiście ludzie nie rozumiejąc tego wymyślili sobie geny. Ale geny to reprezentacja bardzo wielu elementów, których w ogóle się powszechnie ani nie rozumie, ani nie bierze pod uwagę, ani nawet nie ma o nich pojęcia. Jak wspomniany poziom świadomości. Ludzie mówią, że rodzice przekazali geny ale tak wcale nie jest. Dziecko z podobnymi uwarunkowaniami wybrało narodziny w takiej, a nie innej rodzinie. Dlatego geny są podobne. Każdy sam sobie wybrał rodziców. Nikt nas nimi nie pokarał. A wybraliśmy naszych rodziców dlatego, bo stanowili oni wspaniałą, zewnętrzną reprezentację nas samych. Dlaczego? Ujmę to tak – widząc swoje odbicie w lustrze po prostu łatwiej jest się ogolić.
Oczywiście człowiek, który sądzi, że jest umysłem i ciałem i że pojawił się ot tak, przypadkiem i trafił akurat na takie warunki bytowe – złe, niesprawiedliwe, bolesne, ciężkie – to jego smutny, przypadkowy los. Ale tak nie jest. Wykazuje to badanie świadomości, co oczywiście jest negowane przez dzisiejszą naukę, wcześniej przez religie. Z jakichś tajemniczych sposobów nikt tego nie bierze pod uwagę.
Ludzie mi mówią, że czegoś nie mogą, bo im rodzice zrobili krzywdę. Ale to się wydarzyło 20-30 lat wcześniej! Co oni robili przez ten czas? Co wybierali? Co wspólnego z chwilą obecną mają ich rodzice i ich przeszłe postępowanie? Nic a nic. Co wspólnego mają Twoje geny z tym, że teraz utrzymujesz opór, niechęć, by się za coś wziąć, puścić się strachu i to chętnie, odważnie zrealizować? Nic.
Kto się trzyma urazy, żalu, oporu, dumy, gniewu, winy do rodziców? No nikt nie robi tego za nas! I my sądzimy, że jesteśmy przyzwoici, gdy od kilkudziesięciu lat trzymamy w sobie obciążający nasze ciało, psychikę, układ nerwowy, mózg i organy wewnętrzne bagaż i jeszcze wciskamy sobie kit, że to przez kogoś? Prooooooszę…
Ludzie nawet wmówili sobie, że cierpienie uszlachetnia. Taaak? To przywal sobie młotkiem w rękę (na własną odpowiedzialność) i powiedz mi jak się uszlachetniłeś/aś. Może jak się ktoś tak poobija, to się na tyle uszlachetni, że zostanie królem Polski i przywróci monarchię…?
Cierpienie, które nie jest konieczne, może stać się powodem do wyciągnięcia wniosków, do nauki na bazie poczucia winy odnośnie swoich błędnych i/lub negatywnych decyzji. Ale samo w sobie nie ma żadnego znaczenia i nie uszlachetnia. Najczęściej jest wyrazem niedojrzałości i często też głupoty. Bo zamiast dokonać zmian, utrzymujemy opór i zwalamy na niego niemoc.
Jeśli w naszym domu utrzymujemy czystość tylko dlatego, bo nasi rodzice zaniedbywali porządek, to czy czyni nas to przyzwoitymi, bo dbamy o porządek? Przyczyną naszego postępowania nie jest troska o porządek, tylko niechęć do naszych rodziców. Czy to czyni nas pozytywnymi? Nie.
Ale ludzie sądzą, że tysiące razy przybijając byle jak gwoździe uczyni z nich wspaniałych budowniczych. Czyli, że niska jakość poziomu ROBIĆ zmieni poziom BYĆ. Ale to jakby liczyć, że światło zmieni żarówkę lub układ elektryczny. Albo że jak w jakiś sposób zmienimy zapach kwiatu, to zmieni to kwiat. Ale zapach kwiatu jest naturalną konsekwencją tego jaki jest to kwiat. Kwiat musiałby się zmienić, by zmienił się jego zapach.
Faktyczny kwiat nie ma takiej możliwości. Ale jako ludzie mamy możliwość ewolucji – rozkwitu ponad to jacy jesteśmy.
Zmiana wymaga intencji i puszczenia się tego, co ogranicza nas w tym momencie.
Czy masz intencję się zmienić? Jeśli twierdzisz, że tak, a nic się nie zmieniło w Twoim życiu od lat, no to Twoja intencja jest inna, nie jest nią zmiana. Trzymasz się czegoś i nie chcesz się tego puścić nawet za cenę braku zmian i zmagania/cierpienia.
Wiele osób sądzi, że np. strach (100) przed karą (okolice 75) czyni z nich przyzwoitych ludzi (290), bo nie popełniają zbrodni… To jakby mówić, że osiedlowy włamywacz uczyni z kogoś człowieka uczciwego.
A jednak uzależnieni sądzą, że opór (zależy z czego wynika – apatyczne nastawienie – 50, niechętne w formie agresywnego oporu – 150) da im wolność z uzależnienia.
Poziom świadomości niezbędny do wyjścia z uzależnienia to 350.
Więc jeszcze wysoko nad przyzwoitością. Sądzisz, że co to jest ta seria artykułów? To “drabinka” dla Ciebie, po której powinieneś/powinnaś się “wspinać” jeśli zależy Ci na zdrowiu.
Jak ma się zmienić cokolwiek jeśli używamy “narzędzi” z obszaru kolosalnie odległego od oczekiwanych rezultatów?
Czy wiesz na jakim poziomie jest Twoje wymarzone życie? A jaki jest Twój poziom? Czy żyjesz choć odważnie? Fajny, pełen radości seks jest na poziomie 200-205. Jeśli pozostaniemy w obszarze niższym, no to nici z takiego seksu.
Bardzo dobry przykład ukazujący ten problem to wybór czekolady. Nie kupujemy czarnej czekolady, bo nam smakuje, tylko dlatego, bo nie smakuje nam biała. Rozumiesz? Chęć jest powyżej 200, a niechęć poniżej… Więc pozornie ten sam wybór ale zupełnie inny kierunek! Bo towarzyszy mu całkowicie inna intencja.
Nie idziemy do kina, bo bardzo chcemy obejrzeć film, tylko nie chcemy się nudzić w domu. Nie oglądamy porno, bo tak je lubimy, tylko chcemy przestać czuć stres, napięcie, opór, którym się opieramy i których nienawidzimy. Czy to nas czyni lepszymi? Nie. Ani trochę. Tylko dalej utrzymujemy urojenia, że np. źródło radości jest poza nami, a emocje są złe. I dalej szukamy poza sobą i w sobie utrzymujemy opór i inne negatywności. I rozczarowujemy się kolejne razy, przez co stajemy się coraz bardziej sfrustrowani i zniechęceni. Opieramy się coraz silniej. Więc sytuacja staje się coraz gorsza.
Czy próby wychodzenia z uzależnienia na siłę czynią nas przyzwoitymi? Nie. Bo robimy to z niechęci do pornografii, którą oceniliśmy jako negatywną, a nie z szacunku, miłości, troski o siebie. Jeśli pozostaniesz w niskim obszarze świadomości, to nic się nie zmieni.
Zauważ, że jeden człowiek widząc torebkę zostawioną na ławce w parku zabierze ją i jeszcze stwierdzi, że kobieta, która ją zostawiła jest głupia i zasłużyła, by ktoś ją okradł. Ktoś inny podejdzie, sprawdzi czy w środku jest portfel i dowód osobisty i znajdzie sposób, by skontaktować się z właścicielką i odda jej tą torebkę. Poświęci na to swój czas. Ktoś inny nawet nie zareaguje, bo będzie się bał, by go ktoś nie posądził o kradzież. Nawet oddając torebkę – czy to nas czyni przyzwoitymi? Czyn był przyzwoity ale jaka była jego intencja? Czyli jacy my BYLIŚMY w trakcie jego wykonywania? Czy zrobiliśmy to z troski, z miłości? Czy ze strachu, by brak pomocy nie zemścił się na nas w przyszłości? A może zrobiliśmy to z przymusu – bo jak nie my, to kto? A może liczyliśmy na wdzięczność, na jakąś formę wynagrodzenia? Są ludzie, którzy ukradliby pieniądze i oddali resztę mówiąc, że pieniędzy już nie było. I ich czyn zostałby oceniony jako bardzo przyzwoity. Bo kontekst został zniekształcony.
Chcę przez to pokazać, że możemy całe życie postępować pozornie przyzwoicie, a i tak nic się nie zmieni w naszym życiu. Bo nie zmieniliśmy się my. Czyny nas nie zmieniają. Ale możemy się zmienić poprzez nie. O tym więcej napiszę przy okazji kolejnej cnoty.
Zaproponuj coś, co uważasz za przyzwoitą postawę, czynność. Wybierz dla nich intencję.
Zastanów się ile z Twoich postaw, nastawień, intencji, interpretacji, czynów były przyzwoitymi. Bez użalania, obwiniania i wstydu. Zrób introspekcję. Wyciągnij wnioski. Dostrzeż, że nie ma przypadków i wszystko ma konsekwencje, które można nawet przewidzieć. Od tego jest właśnie nauka na bazie przeszłości – widzimy, że pewne decyzje miały takie konsekwencje, a inne – inne.
Nie ma tu żadnych tajemnic. Tajemnicze to wydaje się tylko, gdy dalej chowamy głowę w piasek i liczymy, że wszystko się może kiedyś samo naprawi.

43. Idealistyczny (295)

Co uważamy za idealistyczne, utopijne? Za perfekcyjny świat, życie, marzenie, cel? Oczywiście nie mówię o wizji, w której wszyscy są nam posłuszni i z radością budują dla nas piramidę z wysiłku łamiąc sobie przy tym kręgosłupy.
Czy życie bez cierpienia, zmagania, w radości, wdzięczności, odważnej pracy nad swoim życiem, z uśmiechem i wolności jest czymś utopijnym. Pewnie tak. Ale czy to oznacza, że jest to niemożliwe do osiągnięcia? Oczywiście, że nie.
Na pewno jednak jest to niemożliwe do osiągnięcia, gdy będziemy w świadomości niżej od tego, co chcemy osiągnąć.
Jeśli chcemy osiągnąć coś przyzwoitego, to jeśli my nie będziemy przyzwoici, to tego nie stworzymy lub będziemy mieli ogromne i zupełnie niepotrzebne trudności.
Ta cnota kalibruje się na kolosalnie wysoki poziom. Więc sugeruje to potężne, wspierające pole energii.
Dlaczego dla wielu ludzi to o czym marzą pozostaje w sferze marzeń? Bo są tak niedojrzali, tak pogubieni, trzymają się tylu obciążających rzeczy, że pierwsza rzecz, którą robią zaraz po urodzeniu się jest dla nich teraz niemalże niemożliwa. Nie potrafią płakać. Jak sobie wyobrażasz wniesienie w świat, w swoje życie coś pozytywnego, jeśli nie inwestujesz w to pozytywności? Jeśli zwykły płacz traktujesz jako ujmę na honorze, coś niemęskiego, oznakę słabości – który tak naprawdę jest oznaką siły. Jeśli tak się nie szanujesz, nie akceptujesz, to jak zbudujesz cokolwiek powyżej tego?
Człowiek w depresji, który zaczyna płakać wyjdzie z niej.
Jak mówiłem – nawet czekoladę ludzie kupują z negatywną intencją i nie dodają do tego radości. A skoro tak prozaiczne czynności pozostają w obszarze negatywności, to jak cokolwiek innego możemy zbudować? Jeśli tylko bierzemy ze świata, by na moment poczuć się lepiej w bardzo niezdrowy sposób, to co ma się zmienić na lepsze w naszym życiu, które stanowi reprezentację naszego wnętrza?
Jeśli zamierzasz zabrać ze sobą to całe obciążenie, które zebrałeś/aś w swoim życiu i jakoś sobie z nim poradzić, no to nie dziw się, że będzie Ci trudno. Obciążenie – balast – sprowadza Cię w dół. To jest nawet logiczne. Z nim nie będzie lepiej, niż do tej pory. I zauważ, że gdy chcesz się wziąć za coś nowego lub odkładanego, to zawsze poczujesz opór, niepewność, nawet lęk. I co to znaczy? Ano to, że masz możliwość odpuszczenia części tego balastu już na starcie. A co robią ludzie? Zamiast to puścić, zaczynają z tym walczyć, wtłaczać to w siebie z powrotem. Często kosztem ogromnej ilości energii i zdrowia, gdy oglądają do tego porno lub piją/ćpają.
I ostatecznie odpuszczają wykonanie czynności.
W Biblii powiedziano o tym, by nie budować życia na piasku, bo się to życie rozsypie, nie będzie ani stabilne, ani trwałe.
Ludzie, którzy budowali życie na strachu, męczeniu się, winie, oporze, gdy coś im się nie udaje pomimo ogromnego zmagania, sądzą, że Bóg im nie sprzyja lub ich karze. Ale tak nie jest. To ich intencje i inwestycje były negatywne. Z Bogiem to nie ma nic wspólnego.
A na czym życie budują uzależnieni? Na tym, co daje im ucieczkę od odczuwania. Czyli ucieczkę od ich własnej energii. Jak ma powstać coś trwałego, stabilnego, zdrowego i silnego?
Więc ich wnętrze jest niestabilne – nie rozumieją tematu emocji, nie są i nie chcą być ich świadomi. Cały czas ich życie zależy od emocji i myśli. Zmieniają decyzje w zależności od tego, co czują. Porzucają to co ważne na rzecz opierania się emocjom, walki z nimi i tłumienia ich używkami. Pojawia się strach i od razu uważają, że strach ich napadł, dopadł, złapał się ich, trzyma i uniemożliwia spokojne, odważne, szczęśliwe życie… Naprawdę w to wierzysz?
Biblia poucza, by wierzyć niezależnie co się dzieje. To jest siła i stabilność. Wiara jest bardzo ważna. Wiary stracić nie można. Można tylko zawęzić kontekst, w którym postrzegamy nasze życie.
Zauważ, że nawet tzw. “niewierzący” swój brak wiary opiera na wierze, że nie ma Boga.
W życiu wiadomo, że zawsze coś się nie uda, coś się zepsuje. No i? A ludzie nie rozumieją jak ważny jest temat odpowiedzialności i decyzyjności. To daje pewność siebie i stabilność. Niepewność wynika z braku pewności, czyli braku decyzji.
A skąd wziąć pewność? Żyjąc świadomie. Ludzie nazywający siebie nieśmiałymi nie są w ogóle świadomi swoich intencji. Ani tym bardziej pewni ich. Chcą np. podejść do kobiety ale ich intencją nie jest fajna znajomość, tylko szukanie na zewnątrz źródła wartości i jednocześnie uniknięcie przy tym wstydu. A że wstyd czują już na stracie, bo go mają stłumionego bardzo dużo, no to decyzji nie podejmują. Następnie szukają racjonalizacji i nazywają to nieśmiałością.
Jak decyzje odkładasz w nieskończoność i jeszcze je zmieniasz w zależności co akurat poczujesz, czyli co chwila zmieniać będziesz kierunek to nigdzie nie dojdziesz. Będziesz się kręcić w kółko.
Naprawdę sądzimy, że musimy być jacyś niesamowicie silni, by osiągnąć coś znaczącego? Nie. Krytycznie ważny jest kierunek i jego intencja. Z resztą sobie poradzisz – nauczysz się radzić. Nie musisz wszystkiego rozumieć i znać już na starcie.
Jak rodzic wrzeszczy na swoje dziecko i nawet bije je, co w jego zamyśle ma je wzmocnić do zmierzenia się z tzw. “życiem”, to niech mi ten rodzic wyjaśni – w jaki niby sposób ma się to dziecko zaprawić? Odporność na ból i zranienie to rezultat dojrzałości, akceptacji własnej emocjonalności, odwagi, szczerości względem siebie, akceptacji siebie wraz ze wszystkimi swoimi wadami. Czynienie drugiej osobie krzywdy nie zawiera w sobie żadnego czynnika wzmacniającego. To co dziecko z tym zrobi wzmocni je lub pozostawi słabym na zazwyczaj bardzo długi czas lub nawet do końca życia. Nie od rodzica zależy co dalej z dzieckiem, tylko od dziecka. A jeśli dziecko nie ma odpowiedniego wzorca postępowania to co zrobi? To samo co rodzic – będzie się opierać, zmagać, dokonywać projekcji, osądzać siebie i innych. I jeszcze uwierzy, że nie może przestać. Czy to siła? Nie. To słabość. Z drugiej strony słabością jest także unikanie bólu.
Idealistyczny jest więc celem, do którego prowadzić będzie droga – zarówno zewnętrzna jak i ta ważniejsza – wewnętrzna. Czy ten cel osiągniemy? Nie ważne. Ludzie mądrzy rozumieją to jako zostawienie spuścizny kolejnemu pokoleniu. Zostawiają dorobek swojego życia, by je kontynuował ktoś inny. Są na tyle dojrzali, odważni, zdyscyplinowani, chętni, idealistyczni i przyzwoici, że planują coś nie tylko dla siebie ale też dla innych – dla przyszłych pokoleń. I nie przeszkadza im, że oni nie dadzą rady tego skończyć, czyli zobaczyć owoców swojej pracy. Wkładają w to radość, bo cieszy ich, że innym będzie lepiej, dzięki ich pracy.
Praca dla innych sama z siebie jest dla nich wystarczającą gratyfikacją.
Czy to nie wspaniały wzór do naśladowania? Czyli coś, do czego możemy DĄŻYĆ.
Można więc rzec, że idealistyczne jest coś, co może nawet potencjalnie wykraczać poza nasze życie, a nam nie będzie to przeszkadzać, by do tego dążyć.
To samo w relacji – przecież jeśli nie mamy idealnej relacji, to wszystko można w niej jeszcze poprawić! Czy się uda? Nie wiadomo! Ale w obliczu problemu można stworzyć dwa osobne, przeciwstawne obozy walczące o swoją rację lub jeden obóz walczący o wspólne szczęście. Czy się uda? A czy nie wspólne dążenie do poprawy jest już sukcesem i szczęściem samym w sobie? Czy staranie się, by bliskiej nam osobie było dobrze nie jest radością samą w sobie?
Albo można się też rozstać i poszukać innej osoby do związku. Nikt nie jest do niczego i nikogo przywiązany sznurem. Nikt nie jest wrośnięty jak drzewo. To my się trzymamy.
Przywiązanie się to bardzo marny argument do starania się. Przywiązanie i sentyment kalibrują się poniżej 200. Czyli nie sprzyjają życiu.
Bardzo dużo osób mi pisze, że COŚ ich trzyma. Najczęściej oczywiście jest to lęk i opór. Więc jakiś magiczny lęk się pojawia, napada, dopada i trzyma! Och! A pamiętamy co mówiłem o ścianie? To samo z oporem. A kto mi w końcu przedstawi rzeczywistą definicję oporu? Co to jest ten opór, co nie pozwala nam na coś?
Abyśmy w ogóle mogli zacząć coś rozważać na gruncie idealistycznym, no to pora porzucić wiele z iluzji:
– Moje szczęście i radość zależą od czegoś i/lub kogoś.
– Mogę być szczęśliwy/a dopiero, gdy coś osiągnę.
– TO ma sens/nie ma sensu/jest takie i takie.
I wiele, wiele więcej.
Oczywiście nasz umysł sobie nie wymyśli niczego idealistycznego, bo umysł pracuje co najwyżej z jakością obecnego stanu emocjonalnego. Umysł człowieka w niskiej świadomości nie pracuje twórczo, tylko odtwórczo. Nie wymyśli więc co i jak może zmienić.
Po raz kolejny wraca temat wzorców. Potrzebny jest wzór do naśladowania i naśladowanie go. Kogoś, kto nas inspiruje, kogo szanujemy. Kogoś, kto już wymyślił rozwiązanie, zastosował je i się sprawdziło. Wystarczy to powtórzyć. A do tego często potrzebny będzie poważny wzrost wewnętrzny.
Dlatego też tak wielkim błędem jest zazdrość i nienawiść do ludzi sukcesu. Bo nienawidząc ich uniemożliwiamy sobie ich naśladowanie. Czyli sami zatrzaskujemy sobie przed nosem drzwi do zmiany na lepsze. Która dzięki gotowym wzorcom mogłaby być prosta.
Naturalnie tylko ZROBIENIE to za mało. ZROBIENIE to droga zewnętrza. Jak zaniedbamy drogę wewnętrzną – poziom BYĆ, to nawet chwilowa poprawa poziomu MIEĆ z czasem wróci do stanu sprzed wykonania działania.
Poziomy ROBIĆ i MIEĆ z czasem zawsze zrównają się z poziomem BYĆ.
Wystarczy negatywna intencja pójścia do pracy i już całe doświadczenie, cały dzień, miesiące, a nawet lata spędzone w tej pracy będą dla nas zmaganiem. I łatwo jest wtedy siebie przekonać, że to dlatego, bo ta praca jakaś jest. Ale to bzdura. Spokojnym i szczęśliwym można być na wojnie, gdy spadają bomby i giną ludzie. I nie jest to szalone. Naturalnie może ktoś oszaleć i wyć i śmiać się z pianą na ustach. I oczywiście większość ludzi nie dostrzegłaby różnicy w tym zachowaniu od człowieka, który odkrył w sobie źródło spokoju i radości i przestał je uzależniać od świata.
Bo czy jest urządzenie, które odróżni stan katatonii od ekstazy duchowej – niezwykle wysokiego stanu dojrzałości wewnętrznej? Nie. Z zewnątrz dwie osoby mogą wyglądać tak samo. Zaś wewnątrz jedna wspięła się na szczyt ludzkiej dojrzałości i wspaniałości istnienia, a druga spada coraz niżej.
Ok, jest tylko jedno takie “narzędzie” do badania świadomości. Co nim jest? My.
Z tego też powodu krytycznie ważne, kluczowe i niezbędne jest osobiste doświadczenie – doświadczanie. Zwane też życiem.
A ludzie sądzą, że od tego jest umysł. Ale nie jest. Mózg to antena, a umysł to pole. Są całkowicie bezosobowe jak wiatr. Nie mają pragnień, intencji, ani celu. Więc gdzie niby mogą Cię zabrać? Jeśli zależeć będziesz od nich, to dopłyniesz tam, gdzie zabierze Cię nurt. A jak nurt będzie się co chwila zmieniał, to nigdzie nie dopłyniesz. Czy nie tak być może wygląda Twoje życie?
Co wyróżnia doświadczanie? To, że nie można go udowodnić. Doświadczanie jest w 100% subiektywne. Nie da się go zbadać, przekazać, udowodnić, opisać. Opisz komuś to, co czujesz. Albo przekaż swój stan. Nie da się! Opisz mi proszę Twoje doświadczenie patrzenia na zachód Słońca. Opisz mi utwór muzyczny, którego słuchasz. Udowodnij mi, że jesteś spokojny/a albo szczęśliwy/a.
Ludzie nawet sami nie potrafią uzmysłowić sobie co czują, dlaczego coś robią, że coś robią, jakie mają intencje. Nawet się przekonują, że są spokojni czy przyzwoici, jak mówiłem. A potem okazuje się, że byle co “powoduje w nich” gniew, frustrację, etc. Ale granie ofiary nie jest ani przyzwoite, ani nie oznacza życia spokojnego.
Cnota idealizmu jest kluczowa w temacie zmiany. Dlaczego? Bo jeśli nie mamy konceptu do zmiany, to potrzebujemy wzorca, który następnie wizualizujemy – utrzymujemy w świadomości i dążymy do stanu spokoju, radości, miłości i wdzięczności. Tak jakbyśmy już to osiągnęli.
Więc utrzymujemy w sobie to, czego jeszcze nie mamy.
“Po drodze” ujawnią się wszystkie blokady, emocjonalność, negatywne przekonania i inne blokujące nagromadzenia. Naturalnie uwalniamy je, poddajemy, odpuszczamy.
Uwalniamy także pragnienie, by to zrealizować.
To nas uwolni, by to zrealizować.
Osoba w niskiej świadomości powie “To nie ma sensu”. Osoba z pozytywną intencją odpowie – “Aha! Kolejne negatywne przekonania do poddania – ‘to nie ma sensu’!” To samo wewnętrzne zdarzenie, a dwa różne kierunki i efekty tej samej, rozpoczętej wewnętrznej pracy. Osoba w niskiej świadomości powie, że myśli i opór jej nie pozwalają na działanie. A osoba odpowiedzialna zignoruje to i podejmie rozsądne działanie.
Jeśli uważasz, że musisz się w życiu męczyć, to będziesz się męczyć. A jeśli nie chcesz, to powiedz mi tu i teraz – kiedy wybierzesz radość?
Jak my postrzeglibyśmy szeroko uśmiechniętego człowieka, który do nas podchodzi? Za kogo byśmy go uznali? Pijany? Naćpany? Szalony? Kłamca? Będzie coś kombinował? Jakiś cwaniak? Oszust? A może już dawno nie widzieliśmy osoby po prostu zadowolonej i już sam ten stan jest dla nas wyidealizowany, czyli głupi, naiwny, bezwartościowy i prowadzący do rozczarowań i cierpienia?
Jeśli tak postrzegamy radość, to nie dziwmy się, że może nam jej brakować w naszym życiu.
Podobnie ludzie dziwią się, że próbują rzucić uzależnienie od lat i bezskutecznie. A potem kilka pytań i odpowiadają wprost – bo “pozwala się im zrelaksować”, bo “uciekają w nie od życia”, bo “sprawdzają czy stanęliby na wysokości zadania przy kobiecie” i wiele innych. I nawet nie dostrzegają, że właśnie wymienili powody, przez które NIE CHCĄ przestać oglądać porno. Przez lata próbowali zrobić coś, czego wcale nie chcieli zrobić.
Szczęście i radość nie są czymś utopijnym. Na razie mogą się takie wydawać, bo je solidnie przygruzowaliśmy. Więc główną pracą do wykonania jest usunięcie tego, co je blokuje. A nie szukanie ich w świecie.
Po raz kolejny powiem, że puszczenie się czegoś nie kosztuje sił, ani energii. Bo siły i energię poświęcamy właśnie na trzymanie się tego, na opór. Podjęcie się decyzji, odpuszczenie oporu – to wszystko nie wymaga ani trochę wysiłku. Czy otworzenie zaciśniętej z całych sił pięści wymaga siły? Nie.
Ale jeśli trzymamy zaciśniętą pięść od wielu lat i tylko myślimy jakby to było mieć ją otwartą, no to oczywistym jest, że będzie to dla nas coś idealistycznego. Idealistyczny nie oznacza “niemożliwy”. I nie oznacza “niepraktyczny”.
Idealistyczny oznacza – “możliwy, gdy wzrośniesz na ten poziom”.
To zewnętrzny cel wykraczający poza nasz obecny poziom świadomości, którego zrealizowanie wymaga od nas wzrostu na przynajmniej ten poziom, zaś kroki niezbędne do osiągnięcia tego mogą być dla nas wspaniałym sposobem, by odpuścić te negatywności, którymi się ograniczaliśmy.
Cały czas staram się ludziom wyjaśnić na czym polega wychodzenie z uzależnienia. Ale nie dociera. Każdy dalej po swojemu wierzy, że trzeba tylko przestać oglądać złą pornografię i po problemie. Każdy sądzi, że wyzdrowieje dalej będąc taki sam.
Bo jest idealistycznego w zaprzestaniu oglądania porno, jeśli oglądamy je, bo np. nasze pożądanie uważamy za złe, nieczyste, wstydzimy się go, samych siebie uznajemy za niegodnych szczęścia, etc.? Naprawdę sądzimy, że rzucenie porno jakimś magicznym sposobem załatwi problem?

44. Uporządkowany/zdyscyplinowany (300)

Zobaczmy – dyscyplina, porządek, uporządkowanie – to wszystko jest na poziomie świadomości 300.
Tego bardzo brakuje ludziom, a w szczególności uzależnionym. Dlaczego?
Bo to co nieświadome rządzi człowiekiem, dopóki nie stanie się świadome.
Zaś uzależnieni opierają swoje życie i decyzje na sieci całkowicie nieświadomych nawyków, których główną intencją jest ucieczka od emocji. Aby ich nie czuć muszą pozostać nieświadomymi. Non stop podporządkowują tej dyrektywnie wszystkie swoje decyzje – by nie czuć i by przestać czuć jak najszybciej.
Więc jeśli byle co wyciągnie z nich emocję lub stawią oni czemuś opór, od razu zmieniają kierunek i priorytetowo wybierają ucieczkę i/lub stan całkowitej nieświadomości, który tożsamy jest z nietrzeźwością.
Aby więc “mechanizm” uzależnienia przestał nami rządzić, musi stać się świadomy. I tym zaczynamy się zajmować już od samego początku Programu Wolność od Porno. Dzięki mapie, którą tworzymy możemy przygotować odpowiednie zmiany, których będziemy się trzymać.
W życiu więc pojawi się dyscyplina, gdy zrozumieliśmy, że nie musimy tłumić stresu, ani w ogóle się stresować. Gdy pojawi się stres możemy w sposób uporządkowany poradzić sobie z nim i utrzymać dyscyplinę w sytuacji, w której stres wystąpił.
Ludzie sukcesu są bardzo uporządkowani i zdyscyplinowani KIEDY TRZEBA. Są też najczęściej bardzo wyluzowani, radośni i żyją swobodnie.
Media oczywiście serwują nam tylko tę stronę – swobodę, zabawy, imprezy. I ludzie na tej podstawie stworzą sobie wizję sukcesu i majątku – że to wynik szczęścia, a potem ci bogaci durnie tylko marnują łatwo zarobione pieniądze. Ale jakby poznać życiorysy ludzi, którzy doszli do majątku swoją pracą (takich jest większość), to okazałoby się, że praca to około 80% ich czasu. 10% to zabawa. Człowiek sukcesu jest w pracy nawet przed szefem i wychodzi ostatni. Bez narzekania. Chętnie, z własnej woli.
Uporządkowany i zdyscyplinowany nie oznacza nudny. Nuda oznacza opór. A opór to poziom z przedziału 50-150. Zaś teraz rozmawiamy o poziomie 300. Uporządkowaniu i zdyscyplinowaniu może więc towarzyszyć radość, swoboda, szczęście, uśmiech. Może ale nie musi.
Już mówiłem – ludzie w niskiej świadomości praktycznie wszystko uzależniają od swojego samopoczucia. 80% ludzkości np. głosuje odnośnie ustaleń dotyczących całego państwa nie z poziomu rozsądku i dobra kraju ale z poziomu emocji. To przerażające ale takie są fakty. Dlatego tak łatwo jest ich kiwać na setki sposobów. Jak się poczują lepiej dzięki jakiejś obietnicy – wierzą i już pędzą! A jak im się coś nie spodoba, poczują winę, opór, gniew – już nienawidzą i nie posłuchają.
W psychiatrii porównuje się to do prowadzenia osła za pomocą marchewki podstawionej mu pod nos.
Osiołek widzi tylko marchewkę, więc jego decyzje i kierunek nie mają nic wspólnego z mądrością, zdrowiem, rozsądkiem, dobrem swoim i ogółu.
Jak się ludzie przy kimś dobrze czują, to sądzą, że ta osoba jest ok! Jak ktoś jest przyzwoity na zewnątrz, to na pewno też jest przyzwoity wewnątrz…
Tak jak i uzależnieni – gdy zobaczą coś, co im się nie podoba, od razu gonią za marchewką. Wiadomo za czym. I jeszcze mówią – “No ale za czym mam gonić jak nie za marchewką? Jak niby mam żyć bez tej marchewki?”
Dlatego też należy wyrosnąć z impulsywności i wznieść się ponad emocjonalność. Puścić się ich, przestać się trzymać emocji, przestać się im opierać, ignorować mentalizację odbywającą się w umyśle. Zacząć uczyć się świadomego, zdyscyplinowanego życia.
Dyscyplina jest niezbędna, by dotrzeć do celu. Wyobrażamy sobie jakby wyglądała podróż Kolumba lub Magellana, gdyby załogi ich statków nie były zdyscyplinowane i gdyby sobie zmieniali kierunek, gdzie im się akurat zachciało? “Dzisiaj chmury na zachodzie są brzydkie, nie podobają mi się, więc sobie popłyniemy na północny wschód”. “Dzisiaj źle się czuję i nie mam ochoty płynąć na zachód, więc dzisiaj popłyniemy na południe”.
Tak nie było. Płynęli w ustalonym kierunku, w wybranym celu. Korygowali kurs w zależności od warunków ale nie zmienili celu. Dopasowywali się do warunków atmosferycznych. Jednak cały czas mieli na uwadze cel. Wszystko co robili, robili, by go zrealizować. Dlatego go zrealizowali.
A co robi osoba uzależniona? Po wpadce zaczyna się użalać, bać, przerażać, etc. Odpuszcza i nawet nie wie dlaczego. Nie wie i tyle! Nie wie, więc co może zrobić? Podpowiem – dowiedzieć się.
Często wygląda to tak jakby człowiek uzależniony szukał pretekstu, by przestać pracować nad sobą. A mówię – konieczny jest wzrost na poziom świadomości przynajmniej 350.
Droga do wolności z uzależnienia wiedzie przez to wszystko, co Ci się nie podoba, czemu się opierasz, czego się boisz, wstydzisz, etc. Nie mówię, że jak boisz się wojny, to masz jechać na wojnę. Ale konieczne jest zajęcie się tym strachem i przepracowaniem przekonania, że wojna jest jego źródłem.
Uzależnieni tego nie rozumieją. Sądzą, że czują się lepiej, BO nie oglądają porno. Ale nie oglądanie porno i lepsze samopoczucie nie są przyczyną i skutkiem! Jedno i drugie ma tą samą przyczynę – akurat z podświadomości nie ujawniła się żadna warstwa stłumionych emocji. Nikt i nic ich nie ujawniło. To się z czasem zmieni. I wtedy nagle porzucają pracę, bo nie wiedzą dlaczego pojawiły się myśli o porno. Obejrzenie pornografii oczywiście wpłynie dramatycznie na Twoje samopoczucie i jego oglądanie niszczy ścieżki neuronalne. Tworzone są nawyki, obciążana psychika i wiele więcej. Jednak pamiętaj, że ból wynikający z posypywania rany solą to nie cały problem. Konieczne jest nie tylko zaprzestanie jej posypywania ale też zajęcie się samą raną.
Moduły 2-4 Programu Wolność od Porno to wszystko wyjaśniają.
Zdyscyplinowany nie może być człowiek nieświadomy.
A nieświadomość nie jest żadnym usprawiedliwieniem dla braku dyscypliny! Jak tego nie zrozumiesz, to z pracy, w której wymagana jest dyscyplina szybko Cię zwolnią.
Zauważmy co robią ludzie. Zamiast skupić się na celu, dążyć do niego, to wszystkim się rozpraszają. Jak ktoś coś gada – zaczynają zajmować się tym. Nagle to gadanie staje się ważniejsze, niż ich cel! Zamiast znaleźć rozwiązanie – np. korki do uszu, słuchawki lub po prostu pogadać z tymi osobami, by przestały przeszkadzać – wewnętrznie następuje frustrowanie się, opieranie, rozmyślanie o tych osobach, osądzanie, ocenianie, itd.
Okazuje się, że cel/obowiązek, który realizowaliśmy nie był dla nas wcale taki ważny! Brakuje dyscypliny.
A dyscyplina nie weźmie się magicznie z kosmosu. Trzeba ją w sobie wypracowywać każdego dnia.
Należy więc STAĆ SIĘ ŚWIADOMYM/MĄ wszystkich rozpraszaczy, własnych decyzji i ich intencji, korzyści z rozpraszania się i się nimi zająć. Na siłę nigdy nie staniesz się zdyscyplinowany/a. Ona musi wychodzić z Ciebie. Trzeba więc ją w sobie znaleźć – oczyścić to, co ją blokuje i ogranicza.

45. Normalny (300)

Ach, nareszcie! Cnota normalności!
Zauważmy jak wysoko znajduje się normalność! Raptem 11% ludzkości jest na i/lub powyżej tego poziomu. Czyli 11% ludzkości żyje normalnie, reszta – 89% ludzkości nie żyje normalnie. Zaś około 80% żyje BARDZO daleko od normalności. Bo wybiera bardzo niską świadomość ego – separacji od miłości, spokoju. Ci ludzie wybierają wszystko to, co nie jest normalnością, ani spokojem, ani miłością.
Np. stres – jeśli się stresujesz czy martwisz, to sam(a) to wybierasz. Nikt Ci nie każe się ani martwić, ani stresować. A jednak robisz to możliwe, że od wielu lat. Być może już nawet przekonałeś/aś siebie, że to jest normalne. Ale nie jest, bo stres jest na poziomie strachu (100), czyli 200 punktów niżej. A mówimy o skali logarytmicznej.
Odwaga (poziom 200) nie jest na poziomie normalności, aczkolwiek już sprzyja życiu. Dlaczego? Bo nadal jesteśmy podatni na czynienie niegodziwości. Ale już odwaga jest kolosalnie bardziej korzystna w ludzkim życiu, niż np. gniew.
Porównajmy z poziomem 300 to, co religie nazywają głównymi błędami (grzechami) ludzi:
1. Pycha – poziom dumy (175). Zarozumiałość, sądzenie, że wiemy, że rozumiemy. A już powinniśmy mieć świadomość jak niewiele wiemy i jak niewiele rozumiemy i jak wiele rozumiemy opatrznie.
2. Chciwość – poziom pożądania (125). Chciwość m.in. dlatego jest tak nisko, bo prowadzi do przywiązania i uzależniania. Więc sami poprzez nią sprowadzamy na siebie cierpienie. Dlaczego zamiast chciwości nie wybrać mądrego zarządzania i wdzięczności? Po co nam dużo wszystkiego?
3. Nieczystość – poziom żalu, bliski strachu (95). Tutaj ludzie bardzo mylnie twierdzą, że coś jest nieczyste – np. masturbacja. Albo seks. A to zwyczajne bzdury. Dziecinada. Mowa o intencji. Seks może być np. pełny miłości lub pełny nienawiści. Czy miłość i nienawiść biorą się z seksu? Nie. Więc nieczystość nie dotyczy niczego w świecie. Dotyczy nas. Błąd dotyczy naszego podejścia do tego, co robimy, a nie tego, co robimy. Jest taki cytat – “Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą“. Co to znaczy? To znaczy, że jak nie mamy czystego serca, to jesteśmy skazani na piekło? Nie! To znaczy, że pora zacząć się oczyszczać z tego, co obciąża “serce”, czyli tak naprawdę chęć i zdolność kochania. Nieczystość jest błędem, bo jeśli tego nie robimy, no to sami od siebie odpychamy najwyższe szczęście.
4. Łakomstwo – poziom pożądania (125). Podobnie z chciwością – łakomstwo zazwyczaj wynika z wiecznego poczucia braku. Dlatego jest więc błędem, bo nigdy nie wypełnimy braku, gdyż każdy brak to iluzja. Próbując go wypełnić, wierzymy w urojenie. I błąd ten popełniać można nawet przez całe życie. Ponownie – nie chodzi o to, że zostaniemy za to ukarani, tylko będąc łakomymi będzie nam coraz trudniej w życiu, będziemy się niepotrzebnie męczyć, frustrować i z dużym prawdopodobieństwem doprowadzimy do bardzo poważnych konsekwencji.
5. Zazdrość – poziom pożądania (125). Zazdrość stanowi błąd z wielu względów. Po pierwsze utrzymujemy niechęć względem innych ludzi. Nie dostrzegamy wtedy, że to niechęć tak naprawdę względem samych siebie. A jak już mówiłem – jeśli my jesteśmy na niskim poziomie świadomości, to nie możemy liczyć na wielkie sukcesy i poprawę tego, co wymaga działania i starań z wyższego poziomu (jak uzależnienie). Zazdrość nie tylko nic nie daje ale coraz bardziej odpycha nas od tego, czego zazdrościmy innym. Szkodzi więc wyłącznie nam.
6. Gniew – poziom 150. Gniew jest błędem, bo jest kolosalnie niezrozumiały. Gniew to energia wzmacniająca ALE TYLKO W PORÓWNANIU do niższych od niej stanów – wstydu, winy, apatii, żalu, strachu, pożądania. Gniew w porównaniu do odwagi jest słaby i osłabiający. Osoba gniewająca się tak naprawdę ma jakiś wewnętrzny problem – z poziomu wymienionych niskich stanów BYCIA. I człowiek pogniewany zazwyczaj jest na to ślepy. Dąży do konfliktu, próbuje walczyć ze światem, bo jest po prostu błędem, bo problemu nie ma w świecie. A jeśli jest – np. ktoś stanowi dla nas realne zagrożenie, to gniew również nie musi od razu prowadzić do konfliktu, walki.
Gniew na kogoś za to, co zrobił może stać się dla nas paliwem, by samemu tak nie postępować. Więc energię gniewu możemy wykorzystać w poprawie własnego życia. Bo co nam da walka z innymi? Ani ich to nie zmieni, ani nie usunie takich ludzi z życia.
Co więcej – badania nad świadomością pokazują, że gniew wiąże nas z ludźmi, którzy reprezentują nasze ukryte – nieświadome – urazy.
I również z tego powodu gniew należy do jednego z siedmiu największych błędów ludzi. Bo utrzymując go jednocześnie utrzymywać w naszym życiu będziemy kłopoty i ludzi, którzy te kłopoty będą nam sprowadzać. Oczywiście wtedy nie jesteśmy ich bezpośrednim autorem. Nie jesteśmy przyczyną ale jesteśmy tego źródłem.
Ponadto – człowiek pogniewany pozostanie uzależniony. Świadomość gniewu jest odległa od poziomu niezbędnego wolności i zdrowia.
7. Lenistwo lub znużenie duchowe – poziom apatii (50). Lenistwo – tzw. nuda to najczęściej bezpośrednia konsekwencja oporu. Opór nie tylko wynika z niezrozumienia jego natury i sądzenia, że przed czymś chroni ale też z ogólnego, negatywnego usposobienia. A negatywność osłabia. Po prostu utrudnia życie.
Drugim najczęstszym powodem nudy i apatii jest sądzenie, że źródłem radości jest coś/ktoś w świecie. I jeśli tego nie mamy, nie znajdziemy, to nie możemy mieć dużo energii i nie możemy być szczęśliwi.
Więc ludzie szukają – czegoś/kogoś. I gdy wydaje się im, że znaleźli, to przywiązują się i nie chcą puścić. Stają się nawet agresywni, zaborczy, kontrolujący. Bo boją się stracić to co uznali za niezbędną część siebie, bez czego znowu spadną w przepaść rozpaczy i beznadziei. A już pomijając całą tą niedojrzałość i negatywność, to sami sobie ograniczają źródło radości i uzależniają je od świata. Stają się więc podatni na zranienie, wykorzystanie i kontrolę. Na własne życzenie.
Wiedząc to nie bez powodu trafnie uznano lenistwo za największy błąd jaki możemy popełnić. Nie mówiąc o sprawach prozaicznych jak zaniedbane życie, brud, smród, trudności w szkole, na studiach, w pracy, w domu, w relacjach, etc. Lenistwo prowadzi do bardzo wielu kłopotów.
Zauważmy też, że mowa o “znużeniu duchowym”. Czyli? Czyli o pozostaniu na naszym obecnym poziomie świadomości. O braku intencji wzrostu, o braku pracy duchowej.
Brak wzrostu świadomości to jeden z najpoważniejszych błędów jaki może popełnić człowiek.
Przypominam – o ile wzrasta człowiek średnio w jednej inkarnacji? O 5 punktów. Bo tego nie robi. Ot przypadkiem coś zrozumie, coś odpuści. Zazwyczaj na starość. I tak ludzie popełniają masowo najpoważniejsze błędy i sądzą, że to ze światem i Bogiem jest coś nie tak… bhawo my.
O ile religie bardzo trafnie odnoszą się do błędów, to niewiele mówią jak je rozwiązać. Podają jedynie środki zaradcze po ich popełnieniu – np. spowiedź, wybaczenie, modlitwa. Co jest oczywiście bardzo ważne.
Ale nie mówią nic o tym jak te błędy przekroczyć.
Więc człowiek się stara, męczy, naturalnie na poziomach ROBIĆ i MIEĆ. W konsekwencji nic lub bardzo niewiele ulega poprawie.
Bo z jakichś przyczyn daliśmy się przekonać, że to jacy jesteśmy jest już wyryte w kamieniu. No ale tak wyłącznie mówi umysł, który nie zna nic innego, niż to, co już poznał. Ktoś mówi, że JEST nieśmiały i tyle. Ale nie istnieje w rzeczywistości coś takiego jak “jestem nieśmiały/a”. To tylko program zbudowany na bazie wstydu, który go racjonalizuje. Trzymamy się pewnej formy energii nazywanej wstydem i nie chcemy się jej puścić. Gromadzimy ją w sobie. Różne sytuacje, osoby, etc. wyciągają tę formę energii z nas, a człowiek, który wstydu chce uniknąć za wszelką cenę, unika także tego, co uznał za zewnętrze źródło wstydu. A siebie nazwał nieśmiałym.
Staram się to i wiele innym wbić do głowy, by zaczęli nareszcie żyć normalnie. A zamiast komentarzy dotyczących tego dostaję – “Co sądzisz o 5G?” Albo – “a co z teoriami spiskowymi?” Albo narzekanie i użalanie się o tym, co robią inni. Ręce opadają.
A co Cię obchodzi co robią inni? Robią to Tobie? Nienawidzenie ludzi, którzy czynią tzw. “zło” nie czyni z Ciebie osoby przyzwoitej, ani dobrej. Nienawiść do grzechu, czyli błędu, to nienawiść taka sama jak nienawiść do piękna. Nienawiść jest dużo niżej od gniewu, więc stanowi bardzo poważny błąd sama w sobie. I to nam będzie przez to trudniej.
Oczywiście są sytuacje, gdy nie powinniśmy przymykać oczu ale to na zupełnie inną dyskusję.

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Zasubskrybuj
Powiadom mnie o
guest
21 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Rafał

Piotrze, wspomniałeś o przykładzie strachu przed wojną i potrzebie przepracowania tematu wojny, tak by zmienić do niej swoje nastawienie. Na czym polega proces przepracowania takiego tematu? Czy głównie na uwolnieniu emocji strachu? Czy ma tutaj zastosowanie jakaś, o ile istnieje, sensowna racjonalizacja. Jak poradzić sobie z lękiem wobec sytuacji, której tu i teraz nie ma ale zawsze może ona przecież nastąpić. Jak to zrozumieć?

Rafał

Moim tematem do przepracowania jest bardziej wiara w lęk przed zachorowaniem, psycholog pewnie określiłby to mianem zaawansowanej kancerofobii. Jednak jestem na tyle bojaźliwy, iż potrafię się uczepić bardzo wielu różnorodnych obszarów. Moja logika w tym względzie bywa już tak absurdalna, iż czasem łapię się na zwątpieniu w to co próbuję za jej pomocą stworzyć. Z ratunkiem przychodzi ego, które zadaje mi pytanie: “Dobrze, może to i jest abstrakcyjne. Jednak co jeśli?” Rozumiem Piotrze, iż trzeba rozpracować dany temat względem tego czego się w nim konkretnie chwytamy, jako domniemanego źródła strachu. Czy to jednak oznacza, iż muszę zanurzyć się w literaturze medycznej, badaniach, historiach ludzi, którzy pokonali chorobę by w zderzeniu z tym wszystkim móc lepiej uwolnić zalegający we mnie strach. Czy bardziej chodzi o szczere rozpatrzenie sytuacji na podstawie tego co o niej już wiem. Także zmiana wiary w coś. Czy to po prostu decyzja, porównywalna do takiej jak umycie dzisiaj podłogi. Czy to może być aż tak proste? Mam poczucie, iż wszystko to sobie niepotrzebnie komplikuję.

Rafał

Piotrze, nie zajmuję Twojej uwagi. Zdecydowanie jestem zaplątany w swoich myślach i ciągle powracam do zniewolenia nimi. Czułem to pisząc drugi raz. Nie wiedziałem jak ująć mój problem w słowa, nie miałem także jasno określonej intencji. Może dlatego czuję też, iż otrzymałem odpowiedź od nauczyciela, który nie darzy mnie sympatią. Jednak czuję tak ponieważ ja sam siebie tą sympatią nie obdarzam. Czasem trudno jest poczuć to co idzie za słowem pisanym. Jednak zrozumiałem, iż po prostu nie chcesz bym nadal zawodził siebie samego i jest Ci choć trochę przykro, iż ciągle tkwię w tym samym. Chcę i mogę być w podobnej pozycji względem siebie. Dziękuję Piotrze :)

Rafał

Piotrze, długo podchodziłem do możliwości napisania i nadal nie mam pewności co ze mnie sensownego wyjdzie w tych słowach. Komentuję na blogu od niedawna, chyba większość Rafałów z ostatnich wpisów to ja. Trudno mnie skojarzyć także dlatego, iż raz piszę sensownie, a innym razem jestem drukarką umysłu. Jednak nigdy świadomie nie miałem intencji by bezcelowo zajmować Ci czas i powielać ciągle ten sam błąd. Zwłaszcza, iż Twoje odpowiedzi oraz wpisy innych osób były coraz bardziej inspirujące. Czytając także błądzenie innych czułem jak otwierają mi się oczy na mnie samego. To stanowiło swoiste lustro. Przystąpiłem do Programu, z obietnicą, iż póki co spróbuję sam. Przerobiłem dwukrotnie pierwszy moduł i zatrzymałem się. O kilku rzeczach z tego modułu wiedziałem już dużo wcześniej, jednak nie sądziłem, iż sprawa jest aż tak rozległa i daleko idąca. Nie doznałem szoku ale zacząłem inaczej patrzeć na siebie i na to co czynię. Dlaczego się zatrzymałem? Dlaczego nie podszedłem do działania systemowo i według zaleceń? Wymyśliłem sobie powody. Stały się nimi moja rzekoma niedokładność, luki w pamięci, problemy ze zrozumieniem. Ba, nawet literówki w moich notatkach. Do tego dorzuciłem odpowiednią atmosferę i szczęśliwą datę by ponownie zacząć wszystko przerabiać. W tym czasie zacząłem intensywniej pisać tutaj. Głównie bezrefleksyjnie drukując swoją rzekomą niemoc. Dlaczego tak się dzieje? Boję się. Boję się odpuścić wszystkie znane i nieznane mi korzyści. Boję się utracić moją “tożsamość”, która jest ściśle związana z moim sposobem bycia. Boję się tego co nowe, inne. Choć dawno temu wykonałem szpagat pomiędzy starym a nowym, ciągle w nim trwam. Ciągle boję się puścić swoją historię. Nie jestem jednak aż takim niewolnikiem swojego umysłu. Lata medytacji dały mi pewien dystans do tego co dzieje się w umyśle, jednak miewam okresy gdy odrzucam go i scalam się z nim. Oczywiście nie przeceniam tego co daje mi medytowanie, jednak czasem umiem uchwycić ten dystans i spojrzeć na wiele kwestii inaczej. Jak jednak widzisz to niczego nie zmienia, brakuje mi decyzji. Konkretnej, mocnej, niezmiennej. Zaczynam często komplikować te wszystkie sposoby. Utrudniać je sobie poprzez rzekome niezrozumienie by tylko ich nie podjąć. Lęk, opór, duma i apatia stanowią ostatnią linię obrony. Jestem świadomy cierpienia w uzależnieniu. Często mam tego wszystkiego dosyć. Sięgam po rozważania o skończeniu ze sobą. Sięgam też po otworzenie się na coś nowego i lepszego. W rezultacie ani nie kończę ze sobą, ani nie zmieniam niczego na lepsze. Stoję w otwartej furtce, nie zamykam jej. Jednocześnie nie przekraczam jej progu. Mogę, jednak boję się. Projektuję strach na niemal wszystko. Nawet na Twoje reakcje, choć nie mają na celu mnie zniszczyć, ich celem jest zmobilizowanie do ruchu ponieważ mogę go wykonać. Mam mnóstwo dolegliwości. Każdego dnia moje ciało jest tak spięte, iż mam poczucie jakbym był podłączony do źródła niskiego, acz wyczuwalnego prądu elektrycznego. Moja mentalizacja to czasem wręcz biały szum radia. Zbita masa nie do końca zrozumiałych słów. Mam zatem całe mnóstwo realnych powodów by skończyć z tym obłędem. Mogę z tym skończyć, w swoim życiu wiele razy nie do końca świadomie podejmowałem decyzje sprzeczne z tym co czułem i myślałem. Jednak boję się i ciągle czekam na siebie w tej kwestii. Niczym wąż, który boi się zrzucić starą skórę. Mam wszystko co potrzebuję by to podjąć. Mogę zacząć na serio przerabiać Program po kolei, miast skakać po wybranych w nim kwestiach. Mogę uwalniać lęk wobec tego co nieznane i nowe, by wreszcie móc w to wejść odważniej i z głębokim przekonaniem. Odwrót od zmian nie ma dla mnie sensu. Jednak przed pierwszym krokiem bronię się lękiem i jego szeroką projekcją na prawie każdy aspekt. Jeśli chodzi o tą “pozycję” względem siebie to jest to niefortunny dobór słów. Miałem przez to na myśli możliwość spojrzenia na siebie w inny, nowy sposób. Wiem, iż mogę. Wiem też, że bardzo się tego boję.

Łukasz

Chciałbym napisać ostatni komentarz.
Uzależnieni tego nie rozumieją. Sądzą, że czują się lepiej, BO nie oglądają porno. Ale nie oglądanie porno i lepsze samopoczucie nie są przyczyną i skutkiem! Jedno i drugie ma tą samą przyczynę – akurat z podświadomości nie ujawniła się żadna warstwa stłumionych emocji. Nikt i nic ich nie ujawniło. To się z czasem zmieni. I wtedy nagle porzucają pracę, bo nie wiedzą dlaczego pojawiły się myśli o porno. Obejrzenie pornografii oczywiście wpłynie dramatycznie na Twoje samopoczucie i jego oglądanie niszczy ścieżki neuronalne. Tworzone są nawyki, obciążana psychika i wiele więcej. Jednak pamiętaj, że ból wynikający z posypywania rany solą to nie cały problem. Konieczne jest nie tylko zaprzestanie jej posypywania ale też zajęcie się samą raną.

Skoro silnie tłumie emocje przy porno ,bo po sesji czuje pod pępkiem ma dole brzucha jakby było coś ściśnięte wiec przez pierwsze dni raczej konieczne jest zaprzestanie porno żeby się oczyścić a Ty Piotrze piszesz samopoczucie nie ma nic wspólnego z zaprzestaniem oglądania.

Łukasz

A i jeszcze zapomiałem dodać ,że jak oglądam porno to jakby racjonalne myślenie się wyłączało i mam niską świadomość.

Łukasz

Często powtarzasz ,że ego to zwierzątko a przecież zwierzęta nie mają ego.Chcialem tez napisać o tym ,że kobiety mają gadzi mózg ,bo działają instynktownie pod wpływem emocji ,bo wlasnie pamietam tez z programu lub bloga ,że kobiety by chciały żeby facet wyszedł z umysłu wiec tak naprawdę kobiety mają silniejszą psychike ,bo ich umysły używają mniej logiki od facetów i bardziej działają automatycznie jak zwierzęta.Kobiety mają instynkty zwierzęce ale to dobrze ,bo jakby nie to to ludzie by się nie rozmnażali.Chodzi o to ,że my ludzie jesteśmy przystosowani do zycia jak zwierzęta ale umysł analityczny się rozwinął i żyjemy w takim świecie jaki jest.Pisales też ,że poziomy świadomości poniżej 200 są zwierzęce ale to jako zwierzęta bylibyśmy szczęśliwsi ,bo umysł nie jest przystosowany do dzisiejszych czasów jakos zwierzęta żyją sobie dobrze tylko ludzie maja problemy psychiczne wlasnie przez ten umysł analityczny.Ponizej 200 to poziom ciała a powyżej to już siła umysłu ,bo umysł ma większą moc od ciała tak Hawkins twierdził.

Łukasz

Chce się wziąć ale jak tak patrzę to mam jakiś głębszy problem niż ta wiedza ,bo nawet gwiazda porno potrafi się pokazać przed kamerą i ma wyjebane na innych albo jakieś żule nagrywają filmy na YouTube i nie obchodzi ich opinia innych a ja nawet nie umiem porozmawiać z drugim człowiekiem ,bo czuje blokadę jakąś.Pracowalem nad sobą pomimo tego ,że mieszkam na wsi w samotności do tego zero znajomych zresztą nawet chęci nie miałbym wyjść z kimś.Wszystko wydaje się bez sensu jestem taki obojętny… nie wiem jak inni mają pasje,hobby,cele a ja zero motywacji.

Łukasz

Praca wyglądała tak ,że robiłem wszystko co było w programie nawet więcej do tej pory medytuje przed snem i rano żeby móc dobrze spać i wyciszyć umysł.Przez ponad rok medytuje i nawet jak czułem się chujowo to medytowałem.Naprawde byłem zadowolony i były chcęci do zycia ,bo utrzymywałem w sobie pozytywnosc.Jak teraz na to patrzę to jednym moim szczęściem było to ,że mam odwagę podchodzić do kobiet i jak się patrzą na mnie.Niby się wydawało ,że robię dobrze a Pani psycholog mowila ,że inni faceci jakos nie potrzebują podchodzić do kobiet na ulicy i ,że buduje swoją wartość Dzieki temu oraz zyskuje moc im więcej robię wyzwań.Odkąd przestałem wychodzić na miasto to wzrastało straciło sens.

Łukasz

Właśnie uwalnianiem emocje i opór też a medytacja mi pomogła ,bo na początku miałem tak dużo oporu ,że myśli nie dawały mi spokoju nawet podczas kąpieli była ciągła analiza.Żylem rok bez masturbacji wiec bez pracy nad sobą ciężko by tak było ,bo teraz to max kilka dni potrafie wytrzymywać.Raporty mam gdzieś zapisane na dysku wiec mogę wysłać.

Łukasz

Przyczyna sięgania do porno to ucieczka od apatii,złego samopoczucia ogólnie czyli przygnębienia,napięcia,beznadzieji i brak sensu życia.To jest coś takiego jakby wszsystko straciło sens i jedyna rzecz, która sprawi chwilowowego kopa dopaminy to porno no i oczywiście porno to droga po najmniejszej linii oporu.Do tego też uważam ,że nie żyje jak normalny zdrowy człowiek,,bo taka zdrowa osoba ma chęci spotkać się z kimś porozmawiać i to naturalny stan a mnie męczy rozmowa z innymi.Nie mam żadnych celów ani nic po prostu pustka i tyle dla mnie mogłaby być wojna i pewnie bym się cieszył ,bo po co mam się męczyć sam ze sobą.Przy życiu trzyma mnie rodzina czyli mama i brat wiec nie mogą mnie stracić ,bo im pomagam.

Jak coś wysłałem Ci te raporty na maila.

Podobne Wpisy:
Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 1) – Wstęp

Jestem uzależniony/a. Co teraz? (Część 1) – Wstęp

Witam Cię serdecznie! Każdy uzależniony przez to przechodzi – dowiaduje się, że jest uzależniony. Że ma bardzo poważny problem. Pewnego dnia staje przed tym faktem – ma bardzo poważny problem, bardzo niebezpieczną chorobę i nie może już tego dłużej wypierać, ukrywać, bagatelizować, ani udawać, że wszystko jest ok. Wiadomości w tym są dwie – dobra… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 24
O Emocjach – Duma (Część 3)

O Emocjach – Duma (Część 3)

Witam Cię serdecznie! Dziś kontynuujemy temat świadomości Dumy. Części 1-2 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► O Emocjach – Duma (Część 1). ► O Emocjach – Duma (Część 2). Zainspirowany komentarzem do poprzedniej części tej serii (za co bardzo dziękuję!), napiszę dzisiaj na podstawie Mistrzostw Świata w piłce nożnej o dynamice dumy oraz niższych od… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4
Cnoty (Część 14) – Etyczność, Balans/zbalansowany, Respekt

Cnoty (Część 14) – Etyczność, Balans/zbalansowany, Respekt

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat cnót charakteru! Części 1-13 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Cnoty (Część 1) – Wstęp i szczerość. ► Cnoty (Część 2) – Ciężka praca, Odwaga. ► Cnoty (Część 3) – Moralność, Ciepło, Pracowitość/Pilność, Niefrasobliwość. ► Cnoty (Część 4) – Wytrwałość, Dobry/uprzejmy, Bycie pomocnym, Pozytywny. ► Cnoty (Część 5) – Rozważność,… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 6
100 Dróg do Pokoju (16-18)

100 Dróg do Pokoju (16-18)

Witam Cię serdecznie i spokojnie! ;) Kontynuujemy pierwszą z trzech serii dotyczących dróg do pokoju, szczęścia i sukcesu! Zajmujemy się pokojem. Link do artykułu wprowadzającego znajdziesz poniżej! ► Seria „100 Dróg” – Wprowadzenie. Części 1-5 znajdziesz klikając na poniższe linki: ► 100 Dróg do Pokoju (1-3) – Przestań próbować zmieniać i kontrolować innych, Przestań chcieć… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0

WOLNOŚĆ OD PORNO