Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/

Witam Cię serdecznie!

Dzisiaj artykuł na kolejny, bardzo popularny mit i niezrozumienie – ludzie chcą posiadać spokojny umysł oraz widzą rzekomy problem polegający na posiadaniu niespokojnego umysłu. A gdy tak jest, próbują umysł uspokoić lub okiełznać.

To jak ludzie nie rozumieją umysłu i myśli jest chyba jednym z najbardziej powszechnych problemów na świecie. Wraz z niezrozumieniem Boga i miłości.

Mogę powtarzać setki razy, że myślenie to proces bezosobowy, ciągły, nieskończony, którego nie jesteśmy autorem i nie możemy ani zmienić, ani kontrolować i daję narzędzia i ćwiczenie, by sami to sprawdzili, że tak jest ale masa ludzi nadal powtarza to samo – “Miałem bardzo niespokojny umysł i ciężko mi się było skoncentrować”. I próbowali umysł uspokoić… Albo mówią, że myśli mają dużą siłę, nie dają spokoju, przeszkadzają, rozpraszają, napadają…

Albo mówią, że to moja opinia, że tak mi się wydaje…

Co pokazuje jak silnie jesteśmy przywiązani do iluzji, że myślimy. Zaś z niej wynika szereg problemów.

Więc na start – nie ma ani spokojnego, ani niespokojnego umysłu.

Myślenie zajmuje 1% umysłu, z czego 99% to całkowity spokój.

To co ludzie nazywają myśleniem to ciągły, niekończący i bezosobowy proces odtwórczej mentalizacji, który jest naturalny dla wszystkich bez wyjątku. Technicznie nazywa się to mentalizacją i jest to fenomen samoistny.

Problem polega na tym, że człowiek na niskim poziomie rozwoju cały czas skupia się na tym 1%. Bo to się “rusza”. Dlatego jest dla niego interesujące.

Zauważmy jak zachowują się zwierzątka – np. mały kociak. Gdy coś się ruszy przed jego głową, oczy natychmiast się na tym skupiają. Kociak nie może się powstrzymać, by nie zacząć tego gonić. Od razu próbuje złapać, dogonić. Ludzie dokładnie tak postępują z myślami. Oczywiście uważają, że to myśli ich napadają. Ale to tak jakby kociak twierdził, że napada go kłębek włóczki.

Nawet gdy niektórzy to zrozumieją, to i tak dalej biadolą, że ich myśli są negatywne. Powtórzę – to nie ma znaczenia. No ale jeśli negatywne myśli wykorzystujemy jako pretekst, by biadolić, nie podejmować twórczych działań, etc., to ponownie – nie w myślach jest problem.

Okazuje się, że wcale nie chcemy spokoju. Chcemy go tylko wtedy, gdy okazuje się, że wpatrywanie się w ten 1% chaotyczny bełkot zaczyna nam przeszkadzać w tym, czemu nadaliśmy dużą wartość i znaczenie.

Bardzo dużo moich klientów pisze mi, że wzięli udział w WoP, bo poczuli się gotowi lub że tego potrzebują. A powód jest inny – coś ich zabolało dostatecznie mocno, że przestali bagatelizować oglądanie porno i ciągłe hipnotyzowanie się mentalizacją. I nawet mówiąc, że “poczuli potrzebę” czy “poczuli się gotowi” jest zazwyczaj kłamstwem i racjonalizacją. Gdy potem z nimi rozmawiam, okazuje się, że np. boją się stracić związek.

A poza tym, ten 1% umysłu – ta mentalizacja – to zawsze świetny pretekst, usprawiedliwienie, wymówka, nawet niekończący się teatr dramatyczny, w którym przecież gramy główną rolę. Czyli jesteśmy w centrum reflektorów. I zawsze możemy powiedzieć, że jest czegoś przyczyną i powodem.

Ten 1% ZAWSZE będzie aktywny. Bo taka jest natura myślenia i jej się zmienić nie da. A jakość mentalizacji, czyli tego bezosobowego, chaotycznego i nieskończonego potoku myśli zależy od energii w jakiej przebywamy – najczęściej energii emocji. Ja mentalizację nazywam jazgotem, bełkotem, czasem rzygiem mentalnym. I gdy przyjrzymy się mu, zobaczymy, że tak faktycznie jest.

Nawet gdybyśmy zrobili poważne porządki wewnętrzne i uwolnili większość emocji i doświadczyli spokoju, to ten 1% nadal będzie “nawijał”. Tylko zamiast “logicznych” ciągów słów, widzielibyśmy tam dosłownie mowę niemowlaków – “Bleee bblllggg geeglllee bblleee, uci puci buci, łiiii łaaaaa, fiu fiu fiuuuuu”.

Ten 1% nigdy nie będzie “spokojny”. Nigdy.

Dlatego też ludzie tak uwielbiają się nim zajmować. Bo to syzyfowa praca – coś, czemu mogą się oddawać non stop, mieć pretekst, wymówkę, usprawiedliwienie. Mogą zawsze zagrać ofiarę tego jednego procenta i powiedzieć sobie – “no nie mogłem się uczyć, bo myśli nie dawały mi się skupić”, “myśli nie dawały mi spokoju” czy “nie mogłem/am się skupić na nauce”.

No, jeśli sądzimy, że myśli mają nam przynieść spokój niczym Prometeusz ogień, to nie dziwmy się jeśli w naszym życiu nigdy nie będzie spokojnie.

Zobaczmy też jakim błędem jest nazywać bezosobowy proces mentalizacji sobą czy stawiać się w roli jego autora, czy uważać, że się myśli kłębią w głowie i to oznacza coś złego, czy że myśli nas przepełniają, itd. To tylko 1%. Nie więcej. Nie może Cię wypełnić, bo on się nie odbywa w Tobie. Ty tylko jesteś niego świadom i niepotrzebnie się nim zajmujesz.

To że włączysz radio nie oznacza, że się audycja kłębi, napada, przepełnia Cię. Po prostu jesteś jej świadomy/a.

Jeśli wybierasz granie ofiary, no to sam(a) skazujesz się na los ofiary. Bo “nie mogłem/am się skupić” to kłamstwo. Oczywiście, że mogłeś/aś, tylko zamiast skupienia na nauce wolałeś/aś wpatrywać się w ten bełkot.

Tak jak z radiem. Radio nie przeszkadza. Aby “zaczęło przeszkadzać”, najpierw samemu trzeba osądzić to, co słyszymy, zacząć grać tego ofiarę, zacząć biadolić.

Przestań nadawać mentalizacji znamiona ludzi – że umysł jest spokojny, niespokojny, napada, dopada, na coś pozwala czy nie pozwala, etc.

Poza tym za myślenie nie odpowiada umysł. Umysł to antena. Antena odbiera fale, nie je nadaje. To też jest powód, przez który nie można uspokoić myśli. Radio nie może uspokoić fal.

Pamiętaj, że nie jest możliwe przestać doświadczać, być świadomym, odczuwać.

Dlatego warto nauczyć się mądrze tym zarządzać.

Traktuj mentalizację jak wianie wiatru. Nie walcz z tym, nie opieraj się. Jak wieje zimny wiatr, to załóż czapkę i szalik i idź załatw to, co masz do załatwienia. Bo czy kogokolwiek będzie obchodzić, że nie byłeś/aś w pracy, bo wiał zimny wiatr? A ludzie dokładnie tak się usprawiedliwiają – “nie zrobiłem/am tego, bo nie mogłem/am się skupić”. Pewnie, że mogłeś/aś to zrobić, tylko zamiast to robić, wolałeś/aś zajmować się mentalizacją.

Jakie są możliwości? Medytacja. A co to jest medytacja? Kto to wie i rozumie?

I tu znowu pomimo, że mówię wprost jak postępować, ludzie nadal swoje – próbują za pomocą medytacji uspokoić umysł…

To im mówię – dobra, poproś najładniej, najuprzejmiej jak potrafisz, by myślenie się skończyło albo stało się pozytywne. Jak nie zadziała, to nakrzycz na myśli. Zagroź im! Wygrażaj przez cały dzień! Przez tydzień lub miesiąc. I co? I nic.

Spróbuj wygrażać wiatrowi. Zmienił się? Jeśli się zmienił to nie dlatego, bo na niego nakrzyczałeś/aś.

A że mentalizacja to proces odtwórczy i powtarzający to czego się nasłuchaliśmy, oglądaliśmy, widzieliśmy, przeczytaliśmy, etc., to zastanówmy się czy w większości było to pozytywne, czy negatywne? Zapewne negatywne. Dlatego też w myślach zawsze widzieć będziemy negatywny szajs. Nikt nie miałby myśli samobójczych, gdyby już czegoś takiego gdzieś nie zobaczył, skądś nie usłyszał. Bo nikt sam nie wpadłby, że dobrym pomysłem jest odebranie sobie życia, niezależnie od okoliczności. Widać to po zwierzętach – nawet jak pieska właściciel oblał klejem i porzucił, psiak nie popełnił samobójstwa. Żył. I gdy takiemu pieskowi się pomoże, przepracuje w sobie ból i emocjonalność i ponownie zacznie cieszyć się życiem.

Zaś człowiek nierozwinięty, nie potrafiący korzystać z twórczego myślenia, tylko wpatrujący się w bezosobowy bełkot, będzie grał ofiarę, narzekał, doił przeszłość nawet dziesiątki lat. Ponownie – problemu nie stanowią myśli, tylko to jak żyjemy i jakie mamy intencje. A żeby “nas coś przestało boleć”, należy przestać to osądzać, poddać przewartościowaniu i rekontekstualizacji.

Więc – bezosobowy, nawet stricte negatywny bełkot “mamy” wszyscy. I TO JEST NORMALNE!

Pytanie – dlaczego się w niego wpatrujemy jeśli jest w większości negatywny?

Dlaczego więc jedni żyją spokojnie i dużo osiągają, a inni nie? Bo nie każdy jest tym tak zahipnotyzowany, nie każdy gra tego ofiarę i niewolnika. Nie każdy ma z tego takie korzyści jak my. Poza tym każdy ma inne intencje, cele, nadane wartości, sens i znaczenie. Najwyraźniej dla jednych granie ofiary ma większe znaczenie, niż życie spokojne i radosne oraz efektywne.

Masa ludzi woli wpatrywać się w ten negatywny jazgot, bo świat – całe życie – postrzegają JESZCZE BARDZIEJ negatywnie. Uważają życie za niebezpieczne, bolesne, tragiczne, straszne. To już wolą wpatrywać się w ten bełkot. A że nic złego im się nie przydarza, to sądzą, że dzięki myślom. Nie dzięki myślom, tylko Twoja wizja świata jest błędna.

Odpowiedz na pytanie – ile emocji i myśli ochroni Cię przed cieknącym kranem, przed pęknięciem uszczelki? Albo przed utratą pracy? No, jeśli sądzisz, że banie się i opieranie spowoduje, że szef Cię nie zwolni, to pora się wybudzić z dziecięcych fantazji.

Co chwila, praktycznie od każdego słyszę stwierdzenia typu – “Boję się, żeby nie przytrafiło mi się to…”. Mówię wtedy – “A, czyli uważasz, że emocjami magicznie wpływasz na rzeczywistość”. Nikt nie rozumie co powiedziałem. Bo tak jesteśmy zahipnotyzowani takimi stwierdzeniami, że nawet nie widzimy jak absurdalne są.

Mówienie – “Boję się, żeby nie przytrafiło mi się nic złego” to jak twierdzenie “Czuję koperek, żeby nie przytrafiło mi się nic złego” albo “Wącham lawendę, żeby nie przytrafiło mi się coś złego”. A co jedno z drugim ma wspólnego? Co wspólnego ma to, co odczuwasz z tym jak żyjesz i czy Ci się coś przytrafi?

Emocjami nie wpływamy na świat – ani pozytywnie, ani negatywnie.

Na świat wpływamy tym jacy JESTEŚMY.

Emocje mogą co najwyżej stanowić pretekst, by ktoś coś zrobił lub nie (my również). Np. wstydząc się, trzęsąc ze strachu nasz wściekły, krzyczący na nas rodzic mógł odpuścić. Ale zrobił to z własnej decyzji. Nie zrobiły tego, ani nie wpłynęły na niego nasze wewnętrzne doświadczenia – emocjonowanie się. Równie dobrze emocjonowanie się może jeszcze bardziej rozjuszyć zdenerwowanego rodzica czy kogokolwiek innego.

Z kolei jak my się na kogoś zdenerwujemy i zaczniemy się kłócić, to druga osoba może co najwyżej wybrać, by przyznać nam rację, odpuścić, przeprosić. Jeśli tak zrobi, to nie dlatego, bo spowodowały lub wpłynęły na nią nasze emocje. Mogła się przestraszyć, bo ona tak nas widziała lub ujawnił się jej lęk czy wina i postanowiła przestać się kłócić.

Jednak kwestią czasu jest aż gniewanie się nie pomoże i spotkamy kogoś, kto naszym gniewaniem się w ogóle nie będzie się przejmować. I co wtedy? Zazwyczaj dalsze emocjonowanie się – biadolenie, frustrowanie, obwinianie. I ciche trzymanie kciuków, by ta strategia zadziałała.

Jeśli biadolimy jak jest nam źle i ktoś nam pomoże, to nie pomógł nam ze względu na nasz żal, tylko z własnych powodów – np. sam wypiera żal, obwinia się o coś i aby od tego uciec woli nam “pomóc” (czyli szkodzi sobie). Albo jest naiwny i sądzi, że nam pomoże, bo faktycznie jest nam tak źle jak przekazujemy i gdy przestaliśmy biadolić, to dla niego wniosek, że pomógł.

Bo to identycznie jak w przypadku oglądania porno czy picia wódki – oglądamy czy pijemy i gdy przestajemy czuć stres, winę, napięcie, lęk, to uważamy, że sobie pomogliśmy. Ale znowu – emocjonowanie się nie ma w ogóle przełożenia na fakty!!!

Jeśli pijany leżysz na środku ulicy i nie czujesz strachu, to nie znaczy, że jesteś bezpieczny/a!

Z drugiej strony jeśli leżysz na ulicy i boisz się, żeby Cię nie przejechał samochód, to czy ten lęk ma jakikolwiek wpływ na kierowców? Czy bojąc się chronisz się? Nie. Jesteś w takim samym niebezpieczeństwie jak ten, co nie odczuwa lęku.

CHRONI ROZSĄDEK! TRZEŹWOŚĆ!

A nie emocjonowanie się. Dlatego jeśli cały czas wpatrujesz się tylko w myśli i emocjonalność, a nie na rzeczywistość, no to Twoje życie będzie bardzo ciężkie.

Więc równie dobrze może trafić się ktoś, kogo nasz żal w ogóle nie ruszy albo się jeszcze na nas wścieknie.

Gdy cały świat i życie postrzegamy negatywnie, to używamy emocji i myśli jako pretekstu, by unikać świata, życia, innych ludzi, różnych wydarzeń. I sądzimy, że emocjami na niego w jakiś sposób wpływamy – np. się chronimy. Właśnie przeczytałem zdanie – “Strach i ból każdego dnia robią wszystko, by utrzymać cię przy życiu”. Dawno nie przeczytałem większej bzdury. Przebija ją chyba tylko granie ofiary “zranionych uczuć”.

Są też nawet ludzie naiwni w drugą stronę – uważają, że jak będą mili dla innych, to wszyscy będą mili dla nich! Widzą w myślach “pozytywny” bełkot.

Dlatego używam porównania – nie ważne jaką farbą pomalowałeś/aś przednią szybę samochodu – czarną czy różową. Efekt jest taki, że nie widzisz co jest realnie przed Tobą. I prędzej czy później dojdzie do wypadku. Ani pozytywny, ani negatywny bełkot nie chronią. Gdy jesteś pijany/a i gniewasz się lub śpiewasz w najlepsze, to nie zmienia faktu, że jesteś pijany/a.

Problemów związanych z wiecznym zahipnotyzowaniem się tym mentalnym jazgotem jest cała masa. Od nierozsądnych działań, powtarzania w kółko tych samych błędów (nawet przez dziesiątki lat) i braku wyciągania wniosków, tak “utraty nadziei”, niekończącego zamartwiania się, fantazjowania, dramatyzowania, itd., itd. Zaraz się przyjrzymy tym najbardziej popularnym.

Ludzie ulegli fundamentalnemu urojeniu – że ich przeżycie to efekt myśli.

Ale tak nie jest –

jeśli przeżywasz, to POMIMO myśli, a nie dzięki nim.

Niejeden mi mówił, że boi się medytacji, bo boi się nie mieć myśli, boi się pustki. Uważał, że go ta pustka pochłonie… Innymi słowy – ludzie podadzą największy absurd, byle tylko dalej robić to samo – hipnotyzować się mentalnym bełkotem nawet, jeśli jest im przez to w życiu źle.

Żadna ilość myśli nic nie zrobi. Możesz utrzymywać miliardy myśli – “żebym zdał(a) egzamin” ale zdanie egzaminu zależy od przygotowania się, spokojnego rozwiązywania zadań i problemów na nim. A nie od myślenia o tym.

Ale zauważmy – wystarczy, że nazwiemy myśli naszymi. Wystarczy, że uznamy się za ich autora i już mamy pole do postrzegania się jako ofiara – no ktoś nie docenił naszych myśli, ktoś je ocenia, ktoś nam wmawia, że nie są nasze. A to drań! Albo boimy się co pomyślą sobie o nas inni! Albo powiemy sobie, że za mało myśleliśmy o czymś! Albo uważamy, że ciągłe myślenie o kimś jest pozytywne i ta osoba powinna to docenić…

A wystarczy, że człowiekowi zwróci się uwagę, że jest inaczej, niż myślał i niektórzy mówią mi, że od razu opadają z sił! Obrażają się! Dochodzi nawet do konfliktów. A to tak jakby ludzie doprowadzali do konfliktów, bo uznali wiatr za swój i że ich wiatr lepiej wieje lub jest lepszy od wiatru innej osoby.

Dlatego powtórzę – człowiek nie myśli!

Dlaczego więc przejmujemy się tym? Dlaczego obchodzi nas tak bardzo, co ktoś inny wyciągnie z tego bezosobowego bełkotu i uzna, że to dotyczy nas –  czyli to popularne “co sobie o nas pomyśli”? No bo uwielbiamy grać ofiarę myśli – swoich i innych. Oraz gramy ofiarę własnej emocjonalności.

Ludzie kombinują – mówią, że myśli nie dają im spokoju. To nie tylko urojenie ale też pociąga za sobą założenie, że myśli mogą przynosić spokój i jak inni są spokojni, to znaczy, że mają lepsze myśli – że ich myśli im przyniosły spokój… a nasze myśli nam spokoju nie przyniosły i dlatego, go nie mamy. Ale prawda brzmi – to my myślom nie dajemy spokoju – to my je napadamy, czepiamy się, dusimy, próbujemy stłamsić, zdusić, etc. Jeśli się męczysz, to nie przez coś, co robi ktoś inny lub coś – jak myśli – tylko Ty coś robisz, przez co opadasz z sił.

Musimy zrozumieć, że przywiązanie i glamour nadane myślom to osobne energie. Je trzeba uwalniać, by się oswobodzić z tego błędnego koła, tej pułapki. Ale nie zacznij przypadkiem teraz grać ofiary energii glamouru i przywiązania. Energia to tylko nazwa dla Twoich decyzji, które podejmowałeś/aś zapewne setki, tysiące razy. Które myśli uważasz za specjalne, ważne, znaczące?

To jakbyś miał(a) sto paluszków i się nimi czegoś trzymał(a). No to najpierw puszczasz jeden paluszek, następnie drugi, trzeci i czwarty… I tak wszystkie paluszki odpuszczamy. A jak puściliśmy sto paluszków, a nadal to nie minęło, no to znaczy, że się jeszcze trzymamy sto pierwszym, sekretnym paluszkiem. ;)

Jeśli tego nie zrobisz, to będziesz non stop wracać do hipnotyzowania się tym mentalnym bełkotem. Ludzie tego tak nie zauważają, że nieraz nawet nie medytują, tylko wpatrują się w bełkot o tym, że medytują. Czyli zamiast medytować, zamiast ignorować bełkot, to się hipnotyzują bełkotem o tym, że go ignorują…

A nawet jak medytują 5-10 minut, to od razu po tym wracają do wpatrywania się w to i widzą tam np. “ale było super, to teraz w nagrodę obejrzę porno, zasłużyłem”. Albo zamiast usiąść i medytować 10 minut, hipnotyzują się bełkotem, że nie powinni siedzieć i nic nie robić, tylko coś zrobić…

Myśli to nie są ani Twoi przyjaciele, ani wrogowie. A zapewne z własnego życia możesz podać tysiące przykładów, gdy wpatrywanie się w myśli przyniosło więcej szkód, niż pożytku. A ile jest niezbitych przykładów, że słuchanie się myśli przyniosło wyłącznie pożytek?

Choć raz zamartwianie się pomogło? Ochroniło? Przeżyłeś/aś dzięki zamartwianiu się? Ochroniłeś/aś się dzięki zamartwianiu się? Zabezpieczyłeś/aś się dzięki zamartwianiu się? Nie. Dlaczego więc nadal się w to wpatrujesz?

Tak samo z pragnieniem i chceniem.

Ludzie mówią, że myśli nie dają im spokoju, że nie mogą się skupić, a zaraz mówią też – “Ja tak tego pragnę! Tak bardzo tego chcę!” Mówię im – ok, to odpuść pożądanie i idź po to. “Nie! Ja tak bardzo pragnę! Nie mogę przestać! Gdy przestanę tego pragnąć, to po co miałbym to osiągnąć, zrobić, mieć?”

Nie, człowiek nie pragnie, tylko wpatruje się w bezosobowy, mentalny, niekonstruktywny, odtwórczy bełkot. Najczęściej bez intencji, by cokolwiek zrealizować. No pragniesz i co? Kiedy ruszysz tyłek, by to zrealizować?

Albo mówią – “chcę spokoju na świecie” i uważają się na tej podstawie za dobrych! Bo chcą! Bo mają takie myśli! A co z konkretnymi działaniami? Co zrobiliśmy, by wszystkim było lepiej? Przypominam – na świat wpływamy przez to jacy JESTEŚMY. Wpatrywanie się w mentalny bełkot o spokoju na świecie jest dziecinną naiwnością i ignorancją fundamentalnych faktów. A poza tym – nie czynienie zła nie czyni z nas ludzi dobrych.

Tak jak uzależniony sądzi, że chce obejrzeć porno czy napić się wódki. Tak nie jest. Nikt nie chce tego. To, że myśli dotyczą porno czy wódki, nie oznacza, że tego chcesz. To “tylko” środek do pewnego celu – korzyści.

Pytanie brzmi – z jakich powodów chcesz pokoju na świecie? Z pozytywnych? A co z tymi, którzy walczą? Czy ich przypadkiem nie osądzasz, nienawidzisz? Chcesz pokoju – najpierw wprowadź go do swojego życia.

Każdą zmianę zaczynamy od siebie.

Kto to zrozumie, wykonał naprawdę solidny krok do przodu.

Najczęściej nie chcemy też związku czy innej osoby, ani seksu, tylko tego, czego źródło umieściliśmy w tym, bo nie widzimy tego w sobie (gdyż oczywiście widzimy tylko mentalny jazgot). Nadajemy więc temu ogromną wartość, sens, znaczenie i… tylko o tym fantazjujemy, bo elementem tego scenariusza jest nieuświadomiony lęk, poczucie winy i wstyd. Dlatego chcemy utrzymywać pożądanie ale nie korzystamy twórczo z tej energii, bo się boimy, wstydzimy i winimy.

Albo nadajemy ogromną wartość jakiejś osobie. Przywiązujemy się nie będąc nawet razem. Nazywamy to zakochaniem się i miłością. I taaaaaaaaaaaaaak pragniemy tej osoby. Ale nie chcemy jej, tylko np. przestać “być”, czyli CZUĆ się samotnym. Tak jak porno czy wódka, ta osoba jest dla nas tylko środkiem do tego celu. Przypominam – pierwsze kroki w spektrum miłości to odwaga. Jak można kochać kogokolwiek nie będąc z tą osobą, nawet nie odważając się na stworzenie relacji? Dopiero w związku uczymy się kochać. No chyba, że już kochasz siebie, to wtedy kochanie jest naturalnym stanem i nie dotyczy nikogo konkretnego. Kochamy, bo jesteśmy tak rozwinięci. A jak nie, to nie. Bez wyboru odwagi, śmiałości, tylko się okłamujemy i robimy w balona.

I tak w kółko.

Właśnie odpisałem na Raport jednego klienta. To już Raport 9. I mówi mi, że ma problem, by zacząć medytować. Walczy kilkanaście minut, wymyśla różne wymówki. Co próbuje? Uspokoić umysł… Żeby usiąść (!!!) walczy kilkanaście minut… Żeby usiąść! A co z podjęciem np. codziennych starań wymagających wysiłku i zajmujących przynajmniej 8 godzin jak praca czy dbanie o związek? To wymaga kapkę więcej wysiłku, niż usiąść.

Choć wyjaśniałem już w Module 3, że nie jesteśmy autorem myśli, ani nie myślimy, ani nie mamy w ogóle się zajmować myślami, tylko je IG-NO-RO-WAĆ, to jak widzimy – można niemal już skończyć Program, a nadal powtarzać te same błędy.

Wyzdrowienie z uzależnienia wymaga dojrzałości. Wymaga zdrowia. Naokoło Ciebie milion ludzi może powtarzać, że myślą, że uspokoili umysł. To brednie. Ty masz wybrać prawdę. A nie wdawać się w tą masową hipnozę.

A co z intencją? Jaką mamy intencję medytacji? Jakie znaczenie jej nadaliśmy? No, skoro się opieramy, to znaczy, że medytację nadal postrzegamy pewnie jak przykry obowiązek. Ale już opierania się, przez które mamy nawet problem, by usiąść, już jako przykrego obowiązku nie postrzegamy.

Widzimy problem w tym, że nawet usiąść nie chcemy, bo walczymy z myślami?

Zobacz co napisał w Raporcie ten Uczestnik WoP:

Medytuję regularnie, codziennie. Natomiast notorycznie mam ten sam problem, że to tak nazwę. Mój największy problem z medytacją jest taki żeby ją zacząć. Doprecyzuję. Najczęściej wygląda to tak: podejmuję decyzję, ze teraz będę medytować.
Że przeznaczam sobie najbliższy kwartał / 20 minut / pół godziny i będę medytować. I albo w tym momencie albo jak tylko zasiądę do medytacji, zaczynają się cuda na kiju, wszystko mi przeszkadza.
A to zaczyna mnie coś swędzić na plecach, a to zaczynam czuć skurcz w nodze i że jestem gdzieś w ciele tak przykurczony, zasiedziany że „muszę” się choć chwilę rozciągnąć, a to nagle przypomina mi się że nie umyłem zębów i „muszę” je natychmiast umyć, a to przypomina mi się że zapomniałem czegoś ważnego zrobić, gdzieś zadzwonić, coś komuś obiecałem więc należałoby się tym zając, a to pojawiają się myśli że może to nie jest takie ważne z tą medytacją i że może trochę później ją zrobić, a to nagle zaczyna mnie kasłać chociaż wcześniej mnie nie kasłało, a to nagle czuję że dziurki w nosie mam strasznie zaschnięte i „muszę” je przepłukać bo mi źle oddychać, a to mi muszę do toalety.. no przeróżności i zawsze „coś” akurat jak mam zasiąść do medytacji (albo uwalniania, ale zazwyczaj jak uwalniam, to wcześniej daje sobie na medytację, więc zazwyczaj medytacja jest ‘ta pierwsza’).
No i dzień w dzień jest to samo, że zanim medytację zacznę, to mi schodzi te kilkanaście minut (lekko licząc) zanim się uda na te przeróżne wymysły i nie umiem tego ominąć. Jak już zacznę oddychanie, to idzie gładziutko [a przynajmniej tak mi się wydaje, że robię to dobrze] ale z zaczynaniem, no po prostu szok, co to ja wymyślam. Próbowałem uwalniać opór przed medytacją, ale wciąż zauważam te uniki byleby tylko na czymś skupić uwagę, coś zrobić i nie zaczynać medytacji. I notorycznie schodzi mi sporo czasu zanim jestem w stanie zacząć. Sama sesja medytacji [jak już w końcu ją zacznę] przebiega tak, że chwilę ustawiam sobie ciało do odpowiedniej pozycji, z minutę, dwie lub trzy mi z tym schodzi a jak już ciało się trochę rozluźni i ustawi, to zaczynam skupiać się na oddechu, ignoruję przepływające myśli. Jestem coraz spokojniejszy, aż wchodzę w stan relaksu i głębokiego spokoju. Dokładnie tak się czuję.

Dopóki nie zacznie IGNOROWAĆ przepływających myśli, to się męczy, by w ogóle usiąść. Ale nawet pisząc, że zaczyna ignorować przepływające myśli, i tak sądzi, że jest ich autorem – “co to ja wymyślam”… W ogóle tego nie zauważa. I nadal to osądza, nadal nadaje temu sens i znaczenie. A jak jest negatywne, to uważa, że coś z nim jest nie tak. Od razu pojawia się wstyd, wina, pewnie też lęk, z którymi zaczyna się zmagać. I tak w kółko…

Nieraz mówiłem, że hipnotyzowanie się mentalnym bełkotem, które wykonujemy przez cale życie staje się dla nas jak woda dla ryby – w ogóle tego nie zauważamy.

Co pokazuje, że medytacja też nie powinna być żadną techniką do stosowania obok życia i poza nim. No bo jeśli ze zmagania z myślami masz problemy, by usiąść i nic nie robić, to jakie jeszcze masz problemy? Oczywiście nie w myślach jest problem, bo gdy tylko je zaczniesz ignorować, tak jak napisał mój klient – “nagle” staje się zrelaksowany i spokojny.

Masa ludzi nie chce medytować, bo to dla nich religijna praktyka. Jeden się boi, że to kult, drugi mówi, że nie chce praktykować innej religii, inny, że go coś wtedy opęta, itp. Ale wpatrywanie się w największy szajs, że jesteśmy gorsi, niż śmieci, że Bóg kocha ludzi, tylko ich osądza, karze na wieczność cierpienia, to oczywiście wspaniała praktyka religijna, której się oddajemy z uwielbieniem każdego dnia. Tu nie ma żadnych zastrzeżeń. Nikt nie mówi sobie, że lepiej tego nie robić, bo jeszcze coś złego się stanie. O tym nikt nie zapomina. Codziennie, niemal jak żołnierz na musztrze to powtarza.

Niesamowite jest to jak ludzie stają się kreatywni, by nie poprawić swojego życia.

Widzimy, że codziennie powtarza te same błędy, każdego dnia ma te same problemy. Czy zajął się przyczyną? Jeszcze nie.

Podkreślę – spokoju i relaksu doświadcza dopiero, gdy myśli zaczyna IGNOROWAĆ. A nie gdy ezoterycznie “uspokoił umysł”. Myślenie odbywa się cały czas i ma wszystko inne gdzieś. Ciebie, Twoje cele, zdrowie, zamierzenia. Nie oznacza to, że myślenie ma swoje cele, intencje, etc. Myślenie jest jak wiatr. Myśli się i tyle. Gdy włączysz odbiornik radiowy na pasmo, na którym nie nadaje żadna stacja, to będziesz słyszeć szum radiowy. To jest właśnie ten bełkot. Co z tego, że są tam jakieś słowa jak “moje życie jest gorsze?” Skąd pewność, że mowa o Twoim życiu? A, zgadza Ci się to, bo sam(a) swoje życie osądzasz. No to gdzie leży problem? W myślach, czy we własnych osądach?

I dlatego nawet jak zamierzasz zrobić coś bardzo ważnego dla siebie, i tak zobaczysz w umyśle myśli wszelkiej maści. Ale to nie dlatego, bo umysł próbuje Cię od tego odwieść. Tylko Ty opierasz się działaniu bez świadomości, że to robisz. Nie chcesz czegoś i szukasz wymówki, szukasz usprawiedliwienia w myślach, szukasz pretekstu, by odpuścić, by nie musieć tego robić. Ale i tu mam przykłady, że niektórym wyjaśniam po 20-30 razy co to jest opór, pokazuję na przykładach z ich życia, a oni dalej swoje – “opór się pojawił”, “czułem opór”, “najwięcej oporu czuję, gdy….

Bo nadal nie mają intencji zmiany, poprawy i dlatego ignorują to, co im mówię, nie dociera to do nich, bo nie chcą, żeby dotarło. Więc i opór to świetna wymówka i usprawiedliwienie. Traktowanie oporu jak uczucia i nie podejmowanie decyzji, by działać, bo “czujemy opór”. Podobnie ludzie mówią, że nie czują chęci, by coś zrobić i dlatego tego nie robią… Jednym z powodów tej niechęci jest odarcie siebie z wartości. Więc i wszystko co robimy, mamy zrobić, co mamy i chcemy mieć również odarliśmy z tej wartości. Dlatego jej nie widzimy.

Dlatego zawsze mówię – prawda i odpowiedzialność. Jeśli się czegoś boimy, to dopóki nie powiemy prawdy, to będziemy się zwodzić, a myśli użyjemy jako usprawiedliwienia – “myśli nie dały mi spokoju i nie mogłem/am się skupić na tym zadaniu”. A prawda brzmi, że nie chcieliśmy zrobić tego zadania, bo np. czegoś się boimy lub nie nadaliśmy tego sensu, wartości, ani znaczenia.

Raz jeszcze zauważmy – ten człowiek ma problem – codziennie ten sam – by usiąść na kilka minut. Ma problem, by usiąść! A my nadal zamierzamy uważać, że myśli to nasze skarby, przyjaciele, że przeżywamy dzięki nim?

Ktoś inny napisał mi, że już ma problemy, by zrobić sobie kanapkę, bo ma taki chaos w głowie. Ok, tylko nie w myślach jest problem, tylko naszym nieprzerwanym wpatrywaniem się w to, walką z tym, opieraniem się, próbami kontroli, zmiany, osądzaniu, wartościowaniu, przywiązaniu i szeregu pozycjonalności, intencji, percepcji dotyczących różnych aspektów rzeczywistości, własnego życia, ludzi, etc. Przypominam – wszystko czemu stawiamy opór, trwa i rośnie. Wliczając mentalny bełkot.

Albo mówimy, że myśli mają siłę! No tak silne są, że ile byśmy nie włożyli wysiłku w walkę z nimi, one zawsze są silniejsze! Bo używamy siły tam, gdzie nie ma ona zastosowania. Proszę, zmuś swoje paznokcie, by przestały rosnąć. Z całych sił walcz z nimi przez najbliższy rok lub kilka lat. Opowiedz o efektach. Jeśli to nic nie da, to znaczy, że paznokcie są silniejsze od Ciebie?

Zobacz co napisał inny klient w pytaniu jakie ma problemy z uwalnianiem – “ciągłe rozpraszanie się, zamyślanie, czasami zapominanie, że uwalniam i przerywanie uwalniania i zajmowanie się na chwilę czymś innym, np. wstaje i idę do kuchni albo biorę telefon i sprawdzam czy nikt nie napisał“.

Więc kolejna strategia – “ciągłe zamyślanie”. Bo to cały czas wiara, że my myślimy i ciągłe, nieprzerwane wpatrywanie się, hipnotyzowanie nieprzerwanym mentalnym bełkotem. Wystarcza myśl “sprawdzę co na telefonie” i już człowiek leci sprawdzić co na telefonie przerywając krytycznie ważne dla swojego zdrowia i życia ćwiczenie. Bo ważniejsza jest myśl, by sprawdzić co na telefonie… Wydaje się to niewinne, niegroźne. Ale to fundamentalne zagrożenie. Nie zauważamy w ogóle tego co robimy, ani dlaczego. Jesteśmy niewolnikiem, w ogóle nie kontrolujemy swojego życia. Oczywiście mamy myśli, że mamy kontrolę nad swoim życiem. Ale to tylko myśli. Nic nie znaczy i kłamie. Kłamstwo = brak prawdy. A fakty wyglądają inaczej. Z myślami zaś walczymy, opieramy się licząc, że to je zmieni, przerwie, zatrzyma. A potem i tak robimy to, co widzimy w myślach. Czy naszą intencją było zrobić coś innego?

Są rozmaite strategie sabotowania swojego życia czy unikania problemów. Albo przejawy naiwności i niezrozumienia. Np. próby kasowania negatywnych przekonań…

Dlatego powtórzę – myślenie to proces samoistny, bezosobowy, ciągły i nieskończony. W momencie, gdy Ty zajmować się będziesz jakąś myślą, w tym czasie powstanie tysiąc kolejnych. Czy możesz skasować powiew wiatru?

Inna strategia – próby oduczenia się czegoś. Fundamentalny fakt –

nie możesz się niczego oduczyć. Nie możesz nic skasować z umysłu!

To czego się nauczysz, umiesz już na wieki.

Nie bez powodu każdy mądry człowiek zalecał, by bardzo uważać czego się uczymy i od kogo. Oraz by mądrze dobierać towarzystwo.

No niech mi ktoś udowodni, że można się oduczyć czegokolwiek. Np. jazdy na rowerze. Można przestać to potrafić?

Nie.

Jest wśród Czytelników i Czytelniczek tego Bloga ktoś, kto się oduczył choć jednej rzeczy, czyli przestał ją umieć?

Co w momencie, gdy się tego nauczymy? Jeśli nie jest to nic wspierającego życie, to tego NIE WYBIERAMY.

Rozumiesz? Nie próbujesz kasować, usuwać, kontrolować. Tylko tego nie wybierasz i zamiast tego wybierasz lepszą alternatywę. To też fundament wychodzenia z uzależnienia.

Przecież umiesz obgryzać paznokcie. Czy to robisz? Nie, bo tego nie wybierasz. A jeśli wybierasz, to robisz, to z jakichś powodów. Zmaganie, opieranie się nic nie da. Bo to tylko próby przestania robienia czegoś, co przecież sam(a) przed chwilą wybrałeś/aś.

Jak już się nauczyłeś/aś wybierać porno, to “po ptokach”. Nie można tego usunąć, ani skasować. Myśli o porno czy wódce będą w pewnych okolicznościach. Problem polega na tym, że nie chcemy WTEDY wybrać czegoś innego, niż porno czy alkohol, bo się boimy, opieramy, gramy ofiarę, a do korzyści z obejrzenia porno przywiązaliśmy się i nadaliśmy temu dużą wartość. Nie chodzi o to, by to teraz przeczytać, zapamiętać i tyle. Tylko by stać się świadomym – szczerość, uczciwość – prawda.

Niektórzy stosują jeszcze taką strategię – mówią sobie, że nie mają jeszcze umiejętności ignorowania myśli! Umiejętności! Cwane? Pozornie cwane ale czy cwanym jest tworzenie kolejnych sposobów, by się podcinać?

Nie potrzebujesz umiejętności, tylko dyscypliny. Ignorowanie myśli to nie jest czynność, której trzeba się nauczyć jak jazda na rowerze. Czy ignorowanie każdej chmury na niebie to umiejętność? Nie. To decyzja. Czy potrzeba jakiejś umiejętności, by nie wpatrywać się w przesuwającą się wskazówkę na tarczy zegara? Czy potrzeba umiejętności, by to robić?

Więc tym, którzy nie ignorują myśli i cały czas sądzą, że muszą myśli kontrolować, uspokoić umysł, etc., wydaje się, że medytacja to umiejętność, której dopiero muszą się nauczyć. Bo to gwarancja, że zawsze będzie pretekst, by do tego wrócić.

Medytacja to nie umiejętność, tylko medytacja to nazwa dla decyzji, by nie próbować z myślami robić tych wszystkich niedojrzałości.

Medytacja to bycie tu i teraz. To bycie w chwili obecnej. Ani nie rozpamiętujesz przeszłości, ani nie próbujesz wymyślić przyszłości. Jeżeli jeszcze coś Cię boli z przeszłości, to to rozwiązujesz – rekontekstualizujesz, uwalniasz, akceptujesz, korygujesz nadane znaczenie. Jeżeli widzisz jakieś zagrożenie czy problem w przyszłości, to planujesz, nadajesz temu priorytet, realizujesz to – podejmujesz konstruktywne działania. Analizę najlepiej przeprowadzić na papierze tak jak i rozliczanie się z podjętych działań. Myśli ignorujesz, bo myślenia nie możesz wyłączyć w przeciwieństwie do radia czy telewizora. I dlatego, że jest to niemożliwe jest jedną z przyczyn uzależnień – bo ludzie non stop potrzebują czegoś, by zajmować się tym, a nie nieprzerwanie hipnotyzować się tym bełkotem. I to dla nich bezcenna korzyść.

Kolejna strategia – mówienie – “miałem/am dużo na głowie!” Zawsze odpowiadam – no tak, człowiek ma na głowie dużo włosów. Bo włosy to jedyne co masz na głowie. Ew. czapkę.

Ale nie ważne. Bo myślenie o wszystkim, a tak naprawdę – wpatrywanie się w bezosobową mentalizację, która dotyczyć może 100 różnych tematów naraz – to przecież “dużo na głowie”. Powtórzę – mentalizacja to proces ciągły i nieskończony oraz zupełnie chaotyczny. Nie jesteś tego autorem. Ani nie masz żadnej powinności zajmować się tym. Każdej minuty możesz mieć 100 różnych myśli. W żadnej z tych sytuacji nie ma czegoś ezoterycznego, co “masz na głowie”.

Odpowiadasz za swoje życie, decyzje, intencje, a nie za myśli!

Więc problemem nie jest to. Tylko to, że się w to wpatrujesz, opierasz, grasz ofiarę. I zamiast zrobić listę tematów, którymi masz się zająć, nadać im priorytety i zająć się jednym tematem naraz, wolisz wpatrywać się w negatywny bełkot o nich. A że myśli jest pełno non stop, to mówisz “mam dużo na głowie”. Ale jak odkleisz się od tego bełkotu, to jesteś Ty i Twoje decyzje oraz ich konsekwencje. Tego szajsu, tego całego chaosu nie ma w życiu – tego nie ma poza tym bezosobowym fenomenem.

A jeśli faktycznie masz mało czasu na zajęcie się istotnymi tematami – to zastanów się dlaczego dopuściłeś/aś do takiej sytuacji? Czy przypadkiem nie prokrastynowałeś/aś, odkładałeś/aś je? Jeżeli tak – no to faktycznie masz problem. Ale nie są nim myśli. Mentalizowaniem i graniem ofiary ani go nie rozwiążesz, ani się nie usprawiedliwisz. Zrób ile możesz, weź na klatę konsekwencje, wyciągnij wnioski i naucz się następnym razem nie powtórzyć tego błędu. Ale nie biadol i usprawiedliwiaj się, że masz “dużo na głowie”. Bo gdyby tak podchodzić do sprawy, to wiesz co? Każdy ma dokładnie tak samo dużo na głowie. Ale nie każdy używa tego jako pretekstu, by nie działać kreatywnie.

O, właśnie przeczytałem z Raportu fantastyczne zdanie – “Nigdy nie uważałem, że jestem swoimi myślami, ale myślałem, że należą do mnie“. No nigdy nie uważał, że jest swoimi myślami ale myślał… No widzimy jak człowiek mówi jedno, a nie zauważa, że jest zupełnie inaczej? Tak jest zahipnotyzowany mentalnym bełkotem, że nawet nie dostrzega swojego przywiązania, stawiania się w roli jego autora, właściciela. Jeszcze rości sobie prawa do myśli! “Należą do mnie!” Wow!

Nie dziwne, że całe życie możemy ten bełkot uważać za tak cenny, a potem biadolić, że nam w życiu tak ciężko.

A jeśli nie uważał, że jest swoimi myślami, to dlaczego napisał też – “Z ciałem zawsze byłem utożsamiony najbardziej, bo ciało to jest to na co zazwyczaj inni zwracają uwagę i oceniają, a więc zrozumienie tego, że nie jestem ciałem było najtrudniejsze“.

Utożsamienie z ciałem i myślami zawsze idzie w parze. Zauważmy – inni mają jakieś myśli o naszym ciele i dlatego się utożsamiamy z ciałem? Bo inni nas z nim utożsamili? Utożsamienie z ciałem to też myśli. I też nawet nie dostrzegamy, że się z nimi utożsamiamy. “Ciało to ja” to tylko myśl. Ta myśl nie ma znaczenia. Jest takim samym kłamstwem jak każda inna. A dla 99% ludzi to rzeczywistość, prawda.

Więc co za różnica czy uważamy się za myśli lub z nimi utożsamiamy? Konsekwencje tego są identyczne. Bo jeśli wierzymy, że “Ja myślę”, to przecież każdej myśli nadamy sens, znaczenie i wartość. Skoro to nasza kreacja. Widzimy myśl – “to straszne” i już uważamy, że TO JEST straszne, czymkolwiek to “TO” nie jest. Nawet całym światem i życiem. “Moje ciało to ja” to taka sama myśl jak “masło maślane ma maślane oczka i się uśmiecha do kawki na dachu”.

Co dalej – gdy uznamy, że ciało to ja, to wystarczy, że je osądzimy lub ktoś je osądzi i od razu uważamy to za osąd nas! I już mamy podstawę do grania ofiary. Niezliczone rzesze ludzi wstydzą się swojego ciała lub czegoś w nim. I cierpią, bo tak naprawdę uważają ciało za siebie. A “wstydzę się siebie/za siebie” to też mentalny bełkot. Czyli “wącham lawendę, by coś tam”.

Wystarczy myśl – “ja myślę inaczej” i już mamy gotowy pretekst do konfliktu i kłótni.

Nie w myślach jest problem.

Ileż razy słyszałem jak inni grali ofiarę, obrażali się, bo ktoś nie docenił “ich myśl” – “Wiesz jak długo nad tym myślałem/am!?” Zapewne ani sekundy. Albo “cały czas o tobie myślę, to musi być miłość!” Nie, to nie miłość, tylko hipnotyzowanie się mentalnym jazgotem i nadawanie temu sensu i wartości oraz znamion ogromnej dojrzałości. Jeżeli uważamy, że kogoś kochamy, bo mamy o tej osobie masę myśli, nie dziwmy się, że mogliśmy nawet wyjść za nieodpowiednią osobę. O kimś, kto nas okradł czy zranił pewnie też mamy dużo myśli. Czy to miłość?

Jeszcze jedna strategia – “rozmowa z myślami”. W skrócie – to to samo co rozmowa z wiatrem albo z prądem. Inne określenie – “bicie się z myślami”. Czyli znowu – próba kontroli bezosobowego procesu, którego autorem nie jesteśmy. Jak rosnących włosów czy podziału komórek. Zauważ, że też nie oddychasz. To się dzieje samo. Ty ew. możesz stawić temu opór. I co wtedy? Zaczniesz się dusić i albo odpuścisz opór, albo będzie źle. A jak opór odpuścisz, to Twoje ciało desperacko wykona ogromny wdech.

Co bardzo dobrze pokazuje wszystko, czemu stawiamy opór. Np. oglądaniu porno. Opieramy się, męczymy, zaczyna nas boleć, być coraz bardziej nieprzyjemnie. I w końcu odpuszczamy walkę i oglądamy porno desperacko i jeszcze więcej, niż wcześniej.

Nie oznacza to, że oglądanie porno jest naturalne jak oddychanie. Tylko pokazuje to, że próbujemy zatrzymać to, czego nie można zatrzymać. Nie w tym leży problem.

Albo taka strategia – “ogólnie mam tak, że na samą myśl o tym ile mam do zrobienia czuję lęk“. To też całkowite widzenie tego na opak. Myśli to konsekwencje emocji, nie odwrotnie. A emocje to konsekwencje percepcji. Najpierw więc sami wybieramy, by widzieć w czymś zagrożenie. Ale czy jest jakiekolwiek zagrożenie w czymś co mamy do zrobienia? W tym przypadku klient mówił, że ma do poprawki pracę dyplomową. I jakie jest w tym zagrożenie? Nie ma zagrożenia w tym, tylko w tym, gdyby tego nie zrobił! A jednak czuje lęk i odkłada zajmowanie się pracą. Co pokazuje wprost i klarownie, że kierowanie się lękiem jest dalekie od rozsądku i zawsze prowadzi do tego, czego się boimy. I ten klient sam mówi – “na samą myśl” – czyli wybiera żyć jak niewolnik myśl. Pojawia się myśl i od razu podejmuje o nią nawet bardzo istotne decyzje – jak zaniedbywanie pracy dyplomowej. Czyli ryzyko rozpieprzenia sobie studiów, kariery – swojego życia. A przynajmniej strata czasu.

Zrozummy, że  myśli racjonalizują emocje. Jak nosisz stłumiony lęk, to nie licz, że myśli na podstawie tego lęku będą pomocne! Ile jeszcze przykładów z życia moich klientów mam Ci podać? A co z Twoim życiem? Masz choć jeden przykład, że jest inaczej?

Nie dziwne, że ludzie cały czas się boją i wstydzą. Bo wystarczy myśl i już robią dokładnie tak – jak niewolnik. A że pojęcia nie mają jaka myśl się pojawi, jednak wiedzą, że niemal wszystkie są negatywne, no to przewidują, że zrobią coś negatywnego i się ośmieszą, zostaną osądzeni, odrzuceni. Bo wystarczy myśl. Bo “na samą myśl” już lecą, już posłusznie to wykonują. Czy problem w myślach? Nie. Ale wystarczy myśl “jak coś powiem to się ośmieszę” i już się wstydzimy i boimy odezwać! Nie robimy tego. A jak coś powiemy i ktoś zareaguje w ten sposób, to znowu myśli – “Wiedziałem/am! Mogłem/am się nie odzywać! Wyszedłem/wyszłam na debila/debilkę!” i zaczyna się ten jazgot, bełkot, który trwać może miesiącami. Tak długo, jak długo będziemy się opierać wstydowi i winie.

Następna strategia – “chcę pozbyć się tego sposobu myślenia“… To też nie jest możliwe. NIE MOŻNA POZBYĆ SIĘ MYŚLENIA! ANI MYŚLI! Więc znowu – ja swoje, a ktoś swoje. Ja mówię – ignoruj myśli, bo nic nie możesz z nimi zrobić, a ta osoba – “chcę się pozbyć mojego sposobu myślenia”. Zamiast próbować się go pozbyć, przestań się do niego kleić, nazywać go swoim i postępować względem tych myśli. Dokonaj korekt, opracuj nowe postępowanie, nadaj nowe znaczenie, wartości, sens, postrzeganie. Ale nie rób niczego z myśleniem!

Rozumiesz już, że myśli ani nie przynoszą pokoju, ani go nie odbierają, ani niczego nie ograniczają, ani nie rozpraszają, nie napadają? Problem polega na braku dyscypliny, by ten bełkot ignorować, nie zwracać na niego uwagi, nie przypisywać mu znaczenia, wartości, sensu. Oraz w tym, że nie żyjemy dojrzale.

Każdy z nas i tak ignoruje 99% tego bełkotu. Ważne jest przyznać jakim myślom nadajemy wartość, znaczenie, sens i się ich trzymamy, łapiemy, non stop się w nie wpatrujemy i uznajemy za rzeczywistość.

Dlaczego praktycznie nikt nie jest świadomy tego, co napisałem w tym artykule? Bo większość ludzi od małego słyszała już pewnie z milion razy, że człowiek myśli. Że wszyscy naokoło myślą. I cały czas hipnotyzowali się tym bezosobowym bełkotem nie dostrzegając nawet, że go nie tworzą. To tak jakby mylić oglądanie telewizji z kręceniem filmu.

Mamy kolejny, fundamentalny i bardzo istotny dowód na niewinność świadomości. Uwierzymy we wszystko, nawet w tak oczywiste i widoczne kłamstwo i nigdy tego nie zauważymy. Bo np. tysiąc razy słyszeliśmy “pomyśl” i zamiast faktycznie wybrać kreatywne, świadome myślenie, wpatrywaliśmy się w bezosobowy, samoistny bełkot. A tam co? Najczęściej “nie wiem” albo “nie chcę”, “lepiej nie”.

Nie zliczę ile razy na pytanie typu – “Jak chcę, by wyglądało moje życie bez pornografii?” czytam w odpowiedzi – “nie wiem”. Bo klient przepisuje mi pierwszą myśl jaka się pojawi i koniec. Wygodne? Wygodne. Gwarantuje, że nic nie zmienimy w życiu? Gwarantuje.

No ktoś pomyślał i pojawiło się “nie wiem”. Tylko czy na pewno pomyślał?

Dokładnie to samo tyczy się “mam za dużo na głowie” czy “myśli nie dają mi spokoju”. Np. chcemy rozwiązać jakiś problem i zamiast go przeanalizować, wpatrujemy się w samoistny, mentalny bełkot, a tam chaos! I co mówimy, do jakich wniosków dochodzimy? “Trudno mi się skoncentrować”, “myśli nie dają mi spokoju”.

Kolejna strategia – ludzie nazywają myśli demonami, a walkę z nimi odwagą… Walczą każdego dnia. A tak naprawę najpierw sami ciągle wpatrują się w bezosobowy bełkot, osądzają go jako zły, nazywają atakującymi demonami, zaczynają się opierać, zmagać, wypierać, próbować zdusić. Drenuje ich to z sił, są non stop wyczerpani. A żeby to jakoś sobie wytłumaczyć i nadać temu sens, nazywają to walką z demonami, którą uważają za niezbędną, nawet szlachetną! Oczywiście nic to nie daje, powtarza się to każdego dnia. Naturalnie mówią też, że to te demony drenują z siły, z życia, pozostawiają wyczerpanymi… To nie jest odwaga, tylko niedojrzałość.

Swoją drogą – jest bardzo mądra książka “Nakarm swoje demony”, której autorka uczy, jak każda mądra osoba, że walka tylko wzmaga problemy. Nie rozwiązuje ich.

Więc jedni uważają, że przeżywają dzięki myślom, dzięki lękowi, nawet dzięki bólowi, a inni sądzą, że to demony, które napadają, atakują, szarpią człowieka, nie dają mu żyć…

Na pewno tak jest? A co z osądzaniem samego/samej siebie, swojego życia? Na tej planecie byli i są (i będą) ludzie, którzy przyczynili się do cierpienia, śmierci setek, nawet milionów ludzi. Którzy dopuszczają się pedofilii, wielu różnych przestępstw i nigdy się z tym nie czują źle. A Ty się czujesz źle, bo np. nie dymasz tyle, co aktorzy porno ale nie ruszysz tyłka, by ten problem rozwiązać? I odpowiedzialność zrzucasz na myśli? Proszę…

Niegdyś nawet różne wydarzenia w świecie przyrody jak wichury, wybuchy wulkanów ludzie uważali za działanie bóstw – karanie ludzi, gniewanie się na ludzi, itd. Dzisiaj to samo robi się z myślami (zresztą sporo ludzi nadal sądzi, że np. tajfun zesłał bóg za grzechy). Myślom nadaje się znamiona żyjących istot, które są tylko po to, by nam przeszkadzać. Widzimy myśli, że Bóg nas ukarze za oglądanie porno i to wystarczy, byśmy się bali, winili i wstydzili przez resztę życia.

Ani opór, ani przywiązanie i racjonalizacje nie są właściwą drogą.

Właściwa droga to rozsądek. ROZSĄDEK. Nazywanie apatii spokojem, unikanie śmiałości i nazywanie tego spokojem nie jest rozsądkiem. Nazywanie wilka owcą nie jest rozsądne. A z brakiem rozsądku związane są niebezpieczeństwa i problemy.

Podsumowując – nie możesz mieć spokojnego umysłu. 1% jego pracy to zawsze aktywność – odtwórczy proces mentalizacji, który ma tylko jedną funkcję – trwać poprzez np. racjonalizacje i projekcje emocjonalności, a także przez wymyślanie kontekstu, zaburzanie prawdy, etc.

Innymi słowy – każda myśl kłamie.

To co robisz w życiu spokojnie i wydaje Ci się, że umysł jest wtedy spokojny, to efekt tego, że temu działaniu nadałeś/aś duże znaczenie i podejmując to działanie ignorujesz wtedy mentalny bełkot. Bo wykonaniu tego działania i spokojowi, efektywności nadałeś/aś większe znaczenie, niż myślom. Przestałeś projektować emocjonalność na to działanie, na ew. błędy i rezultaty.

Dzięki temu nie zauważasz, nie skupiasz się na bezustannym mentalnym jazgocie. Jednocześnie temu co robisz nadałeś/aś taki sens, znaczenie i wartość, że nie emocjonujesz się robiąc to. Tylko doświadczasz spokoju. W tym stanie jesteś najbardziej efektywny/a.

Nie jesteś autorem myśli, ani myślenia.

Nie masz nad tym kontroli i nie będziesz mieć. Bo to bezosobowa mentalizacja.

A co z myśleniem?

Myślenia należy się nauczyć. Ale to też nie jest umiejętność. To przede wszystkim – intencja, świadomy wybór, twórcza praca. Nikt nie może być ofiarą myślenia, gdyż sam to myśleć. Jednocześnie nikt nie jest ofiarą mentalizacji, bo odbywa się ona samoistnie.

Mylenie mentalizacji z myśleniem to jak mylenie rośnięcia włosów z własnoręcznym ich ścięciem. Jesteś ofiarą rosnących włosów? Jesteś ofiarą ścinania włosów?

Dlaczego te wszystkie blokady stawiamy sobie na drodze? Skąd te wszystkie strategie, by nic nie zmienić? Skąd te wszystkie starania, by pozostać w miejscu? Wyjaśniałem w artykule – “Porozmawiajmy o niskiej świadomości”, że ewoluujemy z demoniczności, z drapieżności. Ewoluujemy ze świadomości dążącej do destrukcji. Dla takiej jakości życia miłość i spokój są największym zagrożeniem.

Bo gdy kochamy i jesteśmy spokojni, to już nie zabijamy, nie ranimy, nie kradniemy, nie bijemy, nie grozimy, nie obwiniamy, nie zazdrościmy, nie gramy ofiary niczego i nikogo. Innymi słowy – przestajemy grzeszyć. A ego = grzech. Niska świadomość = grzech. Ego = niska świadomość.

Miłość dla drapieżnika jest największym zagrożeniem – bo gdy kocha swoją ofiarę, to jej nie zje. Więc w jego oczach – zdechnie z głodu. Jeśli nie okradniemy nikogo, a sami nie potrafimy zarabiać czy uprawiać roślin, to też umrzemy.

Czy nie tak sądzi uzależniony – że jak nie obejrzy porno lub nie napije się wódki, to umrze?

Realny drapieżnik przynajmniej widzi sprawy sensownie – faktycznie zdechnie. Ale człowiek sądząc, że zginie mając pustkę w umyśle już sensownie spraw nie widzi.

Przeżywamy nie dzięki drapieżnictwu, lecz pomimo niego.

Kiedyś może było inaczej ale jak to się mówi – “czasy się zmieniły”. Dzisiaj kradzież i napaść to przestępstwa karane przez prawo. Niegdyś to była norma. Jeszcze do niedawna też. Dzisiaj prosperujemy dzięki współpracy, dzięki zdrowej rywalizacji – nie by podcinać siebie, tylko przez udoskonalanie produktów, usług w służbie swoim klientom.

Niedojrzałe dzieci biją się, kłócą, które z nich jest lepsze. Mądre dziecko zamiast tego się rozwija, doskonali umiejętności, ćwiczy, żyje spokojnie i chętnie. Jeśli widzi lepszego sportowca, inspiruje się, a nie nienawidzi, zazdrości, próbuje mu przeszkodzić. Pewnie też porozmawia, zaprzyjaźni się. I stanie się dla niego “pozytywnym przeciwnikiem” – czyli kimś, kto z całych sił będzie próbował go pokonać. Ale nie zniszczyć, zabić, a stać się lepszym. Co będzie motorem napędowym także dla tego sportowca. “Ty możesz lepiej? To i ja mogę!”

To samo powinni zrozumieć uzależnieni – “Oni wyzdrowieli? To ja też mogę!” Najczęściej jednak jest tak – “Moje uzależnienie jest wyjątkowe, szczególnie straszne, trudne. Nikt nie może mi pomóc, nikt mnie nie rozumie”. I walczą.

Dlatego ludzie tak uwielbiają nienawidzić, mówić, że im ktoś nie daje spokoju lub go zabiera, że ich ktoś przestał kochać i tym samym zranił, że oni przestali kochać, że nie mogą wybaczyć, etc. To niska świadomość drapieżnictwa – szukanie sobie wymówek i pretekstów, by dalej żyć tak samo. Drapieżnik zna tylko drapieżnictwo. Wpatrując się w ten bezosobowy bełkot, znajdziemy tylko to, co gwarantuje, że w najlepszym wypadku wszystko pozostanie takim jakim było. A jeśli oglądasz porno, to oczywiście będzie coraz gorzej.

Nie przeżywasz dzięki zamartwianiu, tylko pomimo zamartwiania. Nie przeżywasz dzięki nienawiści, tylko pomimo nienawiści. Nie przeżywasz dzięki oporowi, tylko pomimo opierania się.

Rozumiesz jak świadomość drapieżnika robi się w jajo? Jak nie będę negatywny/a, to umrę! Zginę! A miłość mi ktoś zabierze, więc ją stracę! Na pewno usłyszeliśmy nie raz, że w życiu trzeba walczyć o swoje, trzeba być silnym. Ok ale można to robić pozytywnie. Nie trzeba przy tym robić tego całego chłamu jaki opisałem w tym artykule. Walka o swoje, to nie jest zmaganie, by w ogóle coś robić i niemiłosierne męczenie się przy tym. Walka o swoje to nie konflikty z innymi ludźmi! Walka o swoje to np. aktywne, kreatywne, śmiałe życie, a nie ani walka, ani apatyczność, czyli jak to określa religia – “lenistwo/znużenie duchowe”. “Ciężka praca” to nie jest ciężar, by w ogóle wstać i pójść w pracy, a potem tracenie energii w zastraszającym tempie, gdy klikamy w klawiaturę.

Wiesz dlaczego są jeszcze takie osoby, które tak żyją? Byś widział(a) jak wygląda takie życie, gdy tak będziesz postępować! Byś miał(a) to przed oczyma – widział(a) dobrze czym to jest. I mógł/mogła tego nie wybrać.

A ludzie widzą, że inni się męczą, nazywają to ciężką pracą i co? I zaczynają to naśladować! A milionerów się oczywiście nienawidzi. M.in. z tego powodu się ich nie naśladuje. I sądzimy, że w naszym życiu będzie lepiej, gdy naśladujemy tych, którzy wcale lepiej nie żyją?

Kiedy to zrozumiemy? Wiek za wiekiem ludzie mordowali się w dziesiątkach milionów. W największych Wojnach – w setkach milionów. Bo za wodzów wybierają w kółko megalomaniaków, szaleńców, ludzi w świadomości dinozaurów. Demonów. W X wieku – miliony zabitych. W XI wieku – miliony zabitych. W XX wieku – miliony zabitych; już ponad sto milionów. W XXI wieku też już zginęło miliony.

Niemal nikt nie chce się nauczyć, dojrzeć w tak ważnych kwestiach jak bezpieczeństwo całego świata ludzi.

A jednostka nie chce się nauczyć rzeczy krytycznie ważnych związanych z jej bezpieczeństwem. Ludzie wmawiają sobie te bzdury, że oglądanie porno czy picie wódki zapewnia im bezpieczeństwo. Tak, w paszczy lwa może się nam wydawać, że jesteśmy bezpieczni przed lwem, bo go nie widzimy. Ale jego szczęki zaciskają się coraz bardziej. To jak dziecko, które chowa się pod kołdrą czy zasłania twarz dłońmi i sądzi, że jak przestało widzieć coś, czego się boi, to to to zagrożenie zniknęło. Na tym samym polega to urojenie, gdy pijemy i oglądamy porno. I ignorujemy fakt, że samo oglądanie porno i picie są kolosalnym niebezpieczeństwem. Tylko dlatego, że przestałeś/aś czuć strach, nie znaczy, że jesteś bezpieczny/a!

Człowiek może się obudzić zarzygany w rynsztoku 100 razy i nadal twierdzić, że kontroluje swoje życie. I się uśmiechać. Można o tym czytać i samemu tak postępować, a i tak twierdzić, że nie mamy problemu.

Co pokazuje, że naprawdę jesteśmy nadal w świadomości destrukcji, bycia drapieżnikiem dla samego siebie. Za nic mamy swoje życie, swój los. A gdy nas boli, to gramy ofiarę, zwalamy odpowiedzialność – na ten los, Boga, myśli, emocje, na rodziców, inne dzieciaki… nawet na geny. No mamy gorsze geny i sorry… Tak – to przedstaw mi te profesjonalne badania mówiące, że faktycznie masz gorsze geny i nie możesz tego, tego, tego i tego. Każdy może sobie powiedzieć, że ma gorsze geny i np. jakiś tam kształt twarzy, przez który ma w życiu źle. Ale z łatwością znajdziemy przykłady, że są faceci z takimi samymi rysami twarzy, którzy mają partnerki, seks i żyją szczęśliwie.

Ewoluujemy z niskiej jakości życia jak wirus. Tyle, że bakteria nie jest egoistą, tylko niską jakością życia. Wirus powoli niszczy organizm, który zamieszkuje, a gdy już go zabije, ogołoci, przenosi się na kolejny i cały czas mnoży. Bez żadnego uwzględnienia dobra. Nie ma zdolności zrozumienia, że jak zabije właściciela, to sam zginie. Nie może i nie potrafi lepiej.

To nie są moje opinie. To mi się nie wydaje. Tak jest. Wystarczy się trzeźwo, uczciwie rozejrzeć. Nawet nie po świecie, tylko jak sami żyjemy. Ogołacamy swoje życie ze wszystkiego co dobre i nazywamy to bezpieczeństwem?

Mylimy podłogę z sufitem.

Społeczne dysputy zajmują “tolerancja” dla trzeciej, czwartej, którejś tam kolejnej płci! Bo ludzie już uważają, że mogą sobie manipulować swoją płcią, a reszta ma ich za to szanować! Ba! Nazywać to wolnością! Akceptacją! Należy to chwalić, podziwiać, respektować!

Szacunek dla szaleństwa? Szaleństwo się leczy. Z szacunku dla osoby, nie dla szaleństwa.

A gdy rozmawiam z ludźmi – młodymi, dorosłymi i starszymi, to widzę jak wiele brakuje krytycznych informacji w szkołach. Niejedna osoba mówiła mi, że to co jest w Programie Wolność od Porno powinni uczyć w szkole podstawowej. Bo to fundamenty życia i zdrowia. Nawet religii się uczy, nie duchowości. Kto rozumie różnicę, rozumie bardzo dużo.

Gdy słucham o jakie wartości próbują walczyć dzieciaki – to naiwność i to niebezpieczna. Często to głupota. Nagle płeć jest czymś, co podlega dyskusji! Nagle płeć staje się zaszufladkowaniem i ludzie obrażają się! Jak ktoś nazwie drugiego człowieka kobietą lub mężczyzną, to atakuje! Osądza! Ogranicza!

Gdybym coś takiego widział w kabarecie, to włosy stałyby mi dęba. A to dzisiejsza rzeczywistość. I to tylko pojedyncze przykłady z setek.

Brakuje miłości. Ludzie rozsmakowują się w mentalizacji, niezależnie jak jest absurdalna, szalona, daleka od zdrowia i normalności. Ty też możesz się męczyć w swoim życiu, bo poświęcasz energię sprawom niezdrowym, głupim. I opierasz się miłości, bo nadal jesteś w świadomości drapieżnika. Małego dinozaurka! I robisz wszystko, byle tylko nie zacząć kochać.

Dlatego ludzie tak uwielbiają nazywać różne rzeczy miłością, które nie tylko nią nie są ale miłości przeczą – przywiązanie, oczarowanie, seksualność, pożądanie, romantyzm, nadmuchanie czyjegoś wizerunku, nawet ciągłe myśli o kimś! To nie jest nawet na tej samej półkuli, co miłość.

Ludzie cały czas sądzą, że miłość to uczucie, a uczucia biorą się ze świata. To już dwupiętrowe urojenie.

To nie miłość. Pierwszymi krokami w spektrum miłości to odwaga. Czyli odpowiedzialność. Odwaga, by spojrzeć na to jak żyjemy – bez lęku i bez winy. Odważnie i odpowiedzialnie, czyli bez winy i lęku. A ludzie tego nie robią.

Dlatego starają się wzbudzać miłość, odkrywać pozytywność w sobie, tworzyć nawyki, usuwać przekonania, przeprogramowywać podświadomość, itd. Wszystko, byle tylko nie mierzyć się z tym jacy naprawdę są. Bo uważają, że gdyby to zrobili, to pod nimi otworzyłaby się nieskończona przestrzeń winy i cierpienia. Że nastąpi zjeżdżalnia na fali winy, która nigdy się nie skończy. Ale to dlatego poznajemy uwalnianie i uczymy się co to są emocje. A poza tym winę będziesz czuć tak długo, jak długo będziesz obwiniać siebie lub innych i grać ofiarę.

Gdy mówiłem w ćwiczeniu przed lustrem o wzbudzeniu w sobie miłości, mówiłem o spojrzeniu na siebie bez winy i wstydu. Miłość będzie tego naturalną konsekwencją.

Jak mieć spokojny umysł? 99% umysłu już jest spokojem. Odklej się od tego 1% i voila! A to wymaga dyscypliny, a nie dziecięcego skakania z gałązki na gałązkę.

Jest jedna zmienna – zawsze. Także w temacie spokoju czy miłości. Nie ma osobnego gniewu i osobnej miłości. To jedna zmienna. Gniew jest jak temperatura 5 stopni Celsjusza, a miłość jak 30 stopni Celsjusza. Nie możesz usunąć 5 stopni Celsjusza, by zyskać 30. Dlatego wytłumianie jakiejkolwiek emocji, opieranie się jej, projektowanie, wypieranie, unikanie pozostawi Cię na tym samym poziomie (lub niższym). A jak jeszcze sięgniesz po używkę, to spadniesz jeszcze niżej.

Nie masz walczyć z gniewem, ani się mu opierać.

Ani się nie przywiązuj, ani nie opieraj.

Zostaw gniew w spokoju. Ustal intencję uwolnienia i zacznij robić to, co najbardziej rozsądne. Nic z gniewem nie rób.

To samo tyczy się myśli.

Więc jeśli wybierasz np. niechęć do czegoś, to nie wybierasz spokoju. Jeśli wybierasz osądzanie kogoś, to nie wybierasz spokoju.

Nie ma przecież spokoju i osobnego “nie-spokoju”. Nie da się usunąć “nie-spokoju”, bo on nie istnieje. Problemu nie ma w tym, co jest tym “nie-spokojem” jak gniew, tylko w Twoim oporze do niego i/lub przywiązaniu się. Problemu nie ma z myślami, tylko z tym, że się im opierasz i/lub się do nich przywiązałeś/aś oraz nadałeś temu znaczenie.

Tak jak w pokoju nie masz zarówno porządku i “nie-porządku”. Jest tylko jedna zmienna – poziom porządku, czystości. Możesz tylko wprowadzić porządek usuwając to, co nim nie jest. Tak jak możesz “usunąć zimno” ale tylko podwyższając temperaturę. Nie ma osobnego zimna, które możesz zabrać z zimnego pokoju, by stało się cieplej.

Spokój możesz osiągnąć rezygnując z tego, co nim nie jest. Ale nie masz próbować usunąć negatywne myśli. Tylko przestań się w nie wpatrywać – przestań zarówno się im opierać, jak i się do nich przywiązywać.

Jedną z ogromu wad osądzania jest to, że gdy coś osądzimy, niezależnie czy jako dobre czy złe, generuje to od razu wartość przeciwną. Jeśli nieporządek osądzimy jako zły, to od razu poszukamy czegoś, co jest dobre. Nieporządkowi stawimy spokój, a do tego, co uznaliśmy za porządek przywiążemy się i nadamy dużą wartość. Nieporządku będziemy unikać i będziemy próbowali jakoś ten porządek zdobyć ale najczęściej nie, tylko będziemy o nim fantazjować i zazdrościć tym, którzy go mają. A przecież unikając nieporządku uniemożliwiamy sobie wprowadzenie porządku. Bo jest tylko jedna zmienna.

Nikt nie przyszedł do kogokolwiek i powiedział – “Wow ale masz w domu mały porządek i duży nieporządek”. Bo to jedna zmienna, a nie dwie osobne.

Rozumiesz? Dlatego nie możesz “wzbudzić” miłości, ani znaleźć akceptacji w sobie czy czegokolwiek pozytywnego nie zajmując się jakościami niższymi. A to “zajmowanie się” to nie ani walka, ani wypieranie, ani projekcje, ani bagatelizowanie, ani próby wymyślenia zmiany, ani udawanie, że tego nie ma. Etc.

A jak jeszcze uznamy, że źródłem niepokoju jest coś lub ktoś w świecie, to ponownie – będziemy zajmowali się tym, co nie jest w ogóle źródłem braku spokoju. M.in. dlatego tak chętnie mówi się o “pokoju na świecie”. Zostaw świat w spokoju i zajmij się zrobieniem porządku w sobie!

Dlaczego na spacerze łatwiej jest nam doświadczyć spokoju? Bo zapewne nic nie osądzamy, nie atakujemy, nie opieramy się, nie gramy ofiary, skupiamy się na tym, co w naszych oczach jest dobre, ładne. A wystarczy, że zobaczysz psią kupę i już możesz “stracić spokój”. Ale tak naprawdę nie straciłeś/aś go, tylko wybrałeś/aś osąd.

Prosty przykład i trening – im bardziej naciskasz na umysł i myśli, by sobie coś przypomnieć, staje się to coraz bardziej trudne, nawet niemożliwe. Tak długo jak próbujesz siłą. Zgadza się? Kto sobie cokolwiek przypomniał na siłę? Nikt nigdy nic.

Ale wystarczy, że odpuścimy – zarówno te próby jak i pragnienie – puf! – nagle SAMO SIĘ PRZYPOMINA.

I nawet tu ludzie okłamują się mówiąc – “przypomniałem sobie”. Uważają, że oni to zrobili. Naprawdę? A w jaki sposób? Niech mi ktoś to konkretnie opisze jak sobie coś przypomniał? No bo skoro twierdzisz, że to zrobiłeś/aś, to musisz wiedzieć jak i możesz to powtórzyć na zawołanie.

Mentalizacja to bezosobowy fenomen, którego jedyną rolą jest trwać, utrzymywać się.
Ten fenomen to efekt milionów lat ewolucji. I Ty chcesz go przechytrzyć? Kontrolować? Zatrzymać? Śmiechu warte!
Spróbuj. Poświęć na to 100 lat. Zatrzymaj go na 5 sekund, to będziesz ultra mistrzem. No – 100 lat ciężkiej, codziennej pracy po kilkanaście godzin każdego dnia, by wygrać na 5 sekund. Proszę bardzo.
Każdą strategię, którą wykorzystasz, obróci przeciwko Tobie. Nie dlatego, że jest inteligentny czy życzy Ci źle. To proces bezosobowy. Jak prąd. Ma oczywiście znamiona konstruktywne ale wszystko zależy od intencji. Dlatego uzależnieni są bardzo kreatywni w sposobach, by obejrzeć porno ale też w niszczeniu swojego życia, graniu ofiary, sabotowania się, usprawiedliwiania. Jednak skoro jest to proces bezosobowy, ma pewną naturę, której zmienić nie można. Można ją zrozumieć i postępować wobec niej rozsądnie.

Już 2000 lat temu Jezus uczył “szukajcie, a znajdziecie”. Dzisiaj dopiero mechanika kwantowa zaczyna to rozumieć. Największe umysły w jednej z najbardziej złożonej dziedzin zaczynają dopiero dostrzegać i rozumieć to, czego nauczał Jezus – pozornie cieśla – 2000 lat temu ludziom, którzy nie potrafili nawet czytać i pisać.

Przykład – to co zaczynamy badać już jest inne. Przestaje być tym, co zaczynamy badać. Bo wpływa na to nasza świadomość i percepcja. Nieraz wyjaśniałem jakim błędem i niezrozumieniem jest wypominanie sobie przeszłości i błędów. Bo sam fakt, że dostrzegasz w nich błąd jest efektem tego, że wcześniej tego nie widziałeś/aś, popełniłeś/aś je, doświadczyłeś/aś konsekwencji i teraz widzisz, że nie był to najlepszy wybór. ALE WTEDY WYDAWAŁ SIĘ NAJLEPSZYM WYBOREM – DLATEGO GO DOKONAŁEŚ/AŚ. Co oznacza, że nie jest ani tym, czym nam się to wydawało wtedy, ani nadal nie jest tym, co uważamy teraz. Patrząc na to, każdy widzi co innego.

Widzimy to, czego szukamy, dochodzimy do wniosków, jakie chcemy wyciągnąć. Z drugiej strony – skoro coś znajdujemy, to tego szukaliśmy. Dlatego granie ofiary to zupełne odwrócenie rzeczywistości o 180 stopni. A tego naturalnie nie da się zrobić. Dlatego w życiu pojawiają się kłopoty. To tak jak osoba, która sądzi, że idąc po lodzie zatrzyma się natychmiast, bo to wybrała.

Fizyka kwantowa rozumie, że nie ma tego, co obserwujemy, tylko nasza obserwacja tego. Z góry jest narzut naszej percepcji oraz intencji.

Intencja to jedna najważniejszych spraw.

Wszystkie wnioski, kontekst jaki ustalimy, proces analizy, droga tej analizy, wybory po drodze, etc. będą pochodnej intencji – to jej konsekwencje. Jezus o tym mówił ponad 2000 lat temu. I przekazywał ludziom bardzo szeroki kontekst oraz pouczał jakimi intencjami powinni się kierować.

Czyli jeżeli uważasz, że świat jest niesprawiedliwy, to oczywiście sobie to udowodnisz, znajdziesz na to dowody, zbudujesz pretekst, w którym każda informacja bazująca na fundamencie “świat jest niesprawiedliwy” będzie dla Ciebie prawdą.

Jest to szczególnie ważne w życiu uzależnionych. Bo jeśli nie wybierze on Prawdy przez duże “P”, to pozostanie w tym samym miejscu. A biorąc pod uwagę konsekwencje uzależnienia – to miejsce będzie coraz gorsze. Dlaczego pozostanie w tym samym miejscu? Bo np. oglądanie pornografii będzie mylił z bezpieczeństwem, będzie się słuchał myśli uważając je za przyjaciela, będzie nadal wybierał to samo, a za te same konsekwencje obwiniał siebie, świat, wstydził się, żalił, frustrował, denerwował, opierał, zazdrościł innych, grał ofiarę losu, itd.

Możemy mieć też dobrą intencję – rozwiązać jakiś problem. Ale jeżeli nie poruszamy się w rzeczywistości np. uznając jakiś z opisanych tu błędów i mitów – np. że myśli nie pozwalają się nam skupić – to go nie rozwiążemy. Bo będziemy się skupiać na próbach zrobienia czegoś, czego nie możemy zrobić, bo to niemożliwe. Zauważmy, że w grupach 12 kroków uzależnieni modlą się do Boga o poznanie Prawdy – m.in. by odróżnić to, co zmienić mogą od tego, czego zmienić nie mogą w świecie.

Odpowiedz na każde z tych pytań:

Chcesz coś robić z samoistnym, bezosobowym procesem?
Stawiasz się w roli jego autora?
Traktujesz się jako ofiarę tego?
Używasz tego jako usprawiedliwień?
Używasz tego jako pretekstów?
Używasz tego jako wytycznych życiowych?
Opierasz o to swoje decyzje?
Non stop się tym hipnotyzujesz?
Boisz się, co inni w tym zobaczą na Twój temat?

I spodziewasz się, że wyniknie z tego cokolwiek dobrego?

Wystarczy, że nazwiesz myśl Twoją i już stajesz się ofiarą! Bo nadajesz jej znaczenie, sens, wartość, trzymasz się jej, wierzysz, projektujesz na świat i nie możesz absolutnie nic z nią zrobić. Wtedy umysł – myślenie – staje się tyranem! I gdy ten tyran każe ludziom się zabić, ludzie się zabijają. Zabijają też innych. Albo każe nienawidzić, zazdrościć, martwić się – i ludzie nienawidzą siebie i innych, zazdroszczą, martwią się latami! Bez końca, każdego dnia.

Tylko że problem nie leży w myśleniu. Mentalizacja jest tyranem tak długo, jak długo się nią hipnotyzujemy.

Ale jeśli tego nie zrozumiemy lub nie chcemy zrozumieć, to będziemy całe życie poświęcać, by tylko umysł się czymś zajmował – np. oglądaniem serialu, porno, różnymi głupimi filmikami. I to też nic nie rozwiąże, bo gdy tylko skończysz oglądać film, mentalizacja od razu wróci do martwienia się, frustrowania czy fantazjowania. Niejeden uzależniony ogląda porno godzinami nawet każdego dnia.

Myśli nie są przyczyną niczego. No w tym momencie mam myśl, że przylatuje wielka ośmiornica w helikopterze napędzanym farbą. I co? Przyleciała? A może powinienem poczekać kilka lat aż przyleci? O, mam myśl, żebym wszystkie pieniądze wybrał z konta w formie banknotów, skleił ze sobą i złożył w statek piracki. Hmm, może powinienem to zrobić? O, widzę myśl, że jestem gorszy! I co? Jestem? Oczywiście mogę być np. gorszym pływakiem ale co z tego? No tak może być? No i? Jak mi zależy na tym, bym lepiej pływał, to pójdę się nauczyć, zacznę dużo pływać, każdego dnia. Znajdę dla tego czas i odrzucę wszystkie wymówki. Czy rozsądnym jest teraz nauczyć się świetnie pływać? Dla mnie nie. Dla Ciebie może być.

Problemem nie są myśli – tylko w tym, że Ty się w nie cały czas wpatrujesz, uznajesz je za “swoje”, nadajesz im sens, znaczenie, wartość, opierasz się, grasz ich ofiarę, próbujesz z nimi coś zrobić – np. zmienić, zatrzymać, kontrolować, podejmujesz na ich bazie decyzje, etc.

Ile jeszcze?

A może czekasz, aż myśli zaczną Cię doceniać, motywować, chwalić, być miłe, uprzejme? Nigdy nie zaczną.

Widzimy jak ludzie kolosalnie nie rozumieją z czego wynikają problemy. Niezależnie ile wysiłku włożą w ich rozwiązanie, to się nie uda. Bowiem problem jest zdefiniowany niepoprawnie. A potem najczęściej dochodzi osądzanie się, porównywanie z innymi, nienawiść do siebie, frustracja, żal, itd. A to nadal ten sam problem. Nie tylko wpatrywanie się w bezosobowy bełkot ale też negatywne intencje, negatywne postępowanie.

A jeśli boisz się, że ktoś Ci będzie kontrolował umysł – skoro nie myślisz, nie jesteś autorem myśli i wystarczy je ignorować – to nie ma się czego bać, bo to niemożliwe, by ktoś kontrolował Twój umysł i myśli. To urojenie, fantazja, że jest to możliwe. Ale nie szkodzi. Bo to kolejny z setek, z tysięcy pretekstów, by grać ofiarę, biadolić, walczyć z wiatrakami.

Skalę tego urojenia pokazuje np. sytuacja, którą miałem z dużą większością klientów, z wieloma więcej, niż raz. Wykonali Raport dotyczący m.in. myśli i myślenia, udowodnili sobie, że nie myślą. We wnioskach piszą – “Całe życie myślałem Piotrze, że…” Widzimy jak się robimy w jajo?

Gdzie jakiekolwiek zrozumienie, nauka, mądrość? Pamiętajmy, że zmiany i korekty nie działają wstecz. To, że zaczęliśmy zapewne pierwszy raz myśleć, nie oznacza, że te tysiące razy, czy non stop w przeszłości myśleliśmy. I to też pokazuje jak bzdurne jest wypominanie sobie – “mogłem/am wtedy postąpić lepiej”. Rozwój postępuje do przodu, nie do tyłu. Istotne jest czy teraz postąpić lepiej.

Hah, ile razy ludzie, nawet bliscy się na mnie denerwowali, gdy zadawali mi pytanie i oczekiwali odpowiedzi. Ja zaś nie odpowiadałem, tylko poszerzałem kontekst lub zadawałem pytanie pomocnicze, by sami na to wpadli. Czasem podpowiadam – “pomyśl”. Niektórzy w moment stawali się wściekli! Bo mają pomyśleć! Pytają się mnie dlaczego nie potrafię powiedzieć wprost? Odpowiadam – “bo lubię, gdy ludzie myślą”. Tak naprawdę to, że to lubię nie ma znaczenia. Znaczenie ma to, byśmy realnie zaczęli myśleć.

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Zasubskrybuj
Powiadom mnie o
guest
18 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
ssssw

ŚWIETNY WPIS! Niesamowicie mi ostatnio pomaga…
Nie wiem czy mnie pamiętasz Piotrze, pisałem w komentarzach do ciebie w poście “100 dróg szczęście 1”. Muszę ci przyznać że wiele mi dałeś do myślenia i pomogłeś.
Tak! Stale uwalniam. Ten tutaj wpis ostatnio mi wiele uświadomił. To jak bardzo mentalizuje, jak się tym fetyszuje, jak jestem o dziwo PRZYWIĄZANY do tego. Ja to zauważyłem że lubię… Dziwne. Coś co mi zabarwia życie przeważnie negatywnie ja to lubię…
Niedawno sobie przypomniałem od jakiego czasu zacząłem mentalizować, słuchać myśli i im wierzyć. Było to odpowiedzią na lekki bulling ze strony szkolnych dresiarzy. Nie było to jakieś ostre ale pierwszy raz czułem ten strach i tą presje (o dziwo wtedy byłem dobrze zbudowany i dałbym w równej walce większości z nich ale ci “tchórze” jak po latach odkryłem (bo większość agresorów i bullingowców tak naprawdę boją się, ale strach przykrywają agresją) skupiali się w grupach i bałem się ich zemsty. Całej grupy. Tak byli delikatni ci kolesie.. tak bardzo bali się stracić TWARZ przy wszystkich. Ich wyimaginowany obraz “twardzieli”. Ludzie ulicy “honorowi” co nie było problemem jakby nie dawali ci rady, skrzyknąć większa grupę i “honorowi” bić w kilku jednego człowieka. Honor XD
Pamiętam jak leżałem na łóżku i analizowałem te zachowania, ciągle i ciągle. I chyba wrobił się przez to jakiś nawyk. Analizowania. Ale nie zdrowej analizy. Własnie MENTALIZOWANIA. Wcześniej nigdy nie miałem takiego czegoś. Byłem bardziej TUTAJ TERAZ.
Masz rację że myśli to bełkot, z kilka razy ostatnio uświadomiłem sobie jaki śmieszny to bełkot jest… To jest jakbyś czytał książkę ale losowo wybierając strony i czytając małe fragmenty i liczył że zrozumiesz książkę. Czytasz stronę 1, kilka zdań by potem przewertować na stronę 230 przeczytać 2 zdania i otworzyć na stronie 50 i przeczytać całą stronę. B-E-Ł-K-O-T!!!
Odczułem też brak prawie myśli jak jestem w “wyższych” emocjach. Jak czuje spokój. Dosłownie NIE MYŚLĘ. Ja JESTEM. Świetne uczucie :3
I też odczułem jak jestem w strachu, gniewie, żalu, wstydzie. Myśli dopasowują się to tych stanów kompletnie ZAKRZYWIAJĄC rzeczywistość. Odczułem niesamowity wpływ emocji na moją percepcje świata. Ktoś jakby mnie obserwował to by pomyślał że mam z 5 osobowości XD. (hah pisząc to uświadomiłem sobie że to co piszę to też MYŚLI i je teraz przelewam XD).
Uczę się teraz ignorować myśli. Czasami stare nawyki dają znać ale staram się je ucinać. Jestem na 80 dniu nofap i mam niesamowity teraz rollercaster. Ale nie hamuje tego. Staram się tym cieszyć (dzięki temu mogę zauważyć czym są emocje, jak na mnie działają i na umysł i myśli, doznaję teraz w małym odstępie czasu całej gamy emocji i uczuć co pozwala mi spojrzeć na nie po ludzku). Zaczynam CZUĆ. Czuję to od czego uciekałem. Co uciszałem w sobie bo się tego obawiałem. I z każdym dniem mi łatwiej… Mam dużo do roboty ale wiem że jest coraz lepiej.
Zaczynam jakby hmm czuć się o jakieś poziomy wyżej niż kiedyś. I co zabawne ostatnio zauważyłem że mnie nie ciągnie do porno. W sensie nie mam takich napadów głodu. Czuję że to jest dziwne te porno, nienaturalne, że przecież są ciekawsze rzeczy w życiu. To jest odczucie “cielesne” że tego nie potrzebuję.
Mam chwile i dni gdzie czuję niesamowitą euforię i dobry humor. Na razie są tego krótkie chwile i godziny ale te uczucie niesamowicie mnie motywuje. Czuję wtedy jedność ze światem, chęć zabawy, hojność, brak agresji, masę energi i chęć śmiania się i uśmiechania. Wspaniałe uczucie.
Wracając do mentalizacji – uprawiałem ją w celu ochrony. Że jeżeli obmyślę strategie albo plan, “przeżyję” to w myślach to mnie to “ochroni”. Ale zapętliłem się w tym z latami. TO zaczęło żyć własnym życiem. Teraz wiem że jeżeli pomyślałbym sobie “zayebałbym tego typa” TO NIE MÓWIĘ JA! To mówią myśli które racjonalizują jakiś ból, jakiś żal, gniew.
Ile to razy myśli podpowiadały mi straszne historie a okazało się że 99 proc. nigdy się nie stało? Ja sobie ostatnio wyobrażam myśli jako taką osobę która stoi z tyłu pod kątem do ciebie i sobie gada. Gada pierdoły. I ten głos nie jest w głowie tylko jakby “obok”. Wtedy tworzy się taki dystans do myśli.
Zdrowa “myśl” o np. zrobieniu czegoś w pracy to ” ok, aby zrobić to zadanie robię to, to i to. Najpierw to, potem to.”…
A nie bełkot w stylu “o nie mam to zrobić! chrystee nie poradzę sobie!! jestem do niczego, jak sobie nie poradzę to mnie wywalą!! pewnie jeszcze kopa mi dadzą i mnie oplują… łeee ja chce do domu do pornosków!!!, co się stanie jak nie dam rady, pewnie mnie wyśmieją itp” – prawda że bełkot? XD

ssssw

Dzięki za odp.

1. Idę za twoimi radami i odpuszczam uwalniam, ignoruje myśli, czasami bezwiednie one się pojawiają co staram się świadomie ignorować. Zdarza mi się „pochylać” nad myślą która się pojawi i staram się ten „nawyk” zmieniać czyli IGNOROWAĆ MYŚLI.

2. Pewnie nie tylko u mnie ale u mnie jest problem z tym że np. siedzę w pociągu i raptem odczuwam gniew albo smutek albo żal itp. nie ma nawet żadnego bodźca który to wywołuje, nie ma zapalnika a ta energia (nie piszę emocja bo jak pisałeś emocja to po prostu energia) się ujawnia. Tak po prostu. Mam przez to rozumieć że mam dużo nie uwolnionych i przyblokowanych emocji w sobie? To się przez ok. pół roku odkąd uwalniam emocje zdarza się regularnie. Coraz więcej we mnie spokoju ale nadal zdarza się odpalenie tej energii i staram się wtedy uwalniać ją. Ciekawi mnie że to ta energia się „odpala” samoistnie a nie np. jak ktoś coś powie takiego że moja percepcja źle to interpretuje (np. żartuje sobie ze mnie ale mnie nie wyśmiewa, ja jak jestem w gniewie to źle to interpretuje) tylko od tak. Zauważyłem to też u mojego ojca. Czy mogłem nieświadomie przejąć jego nawyki? Energię? Często mu za przeproszeniem „odwalało” i wkurwiał i krzyczał z błahych sytuacji. Reakcja nie była współmierna do sytuacji. (Mój ojciec miał ciężkie dzieciństwo).

3. Jeżeli jestem w gniewie, żalu, smutku staje się tzw. mrukiem. Czy to normalne? Nie chce mi się wtedy z nikim gadać, żartować, staje się „nadrażliwy”, nie mam wtedy dystansu do siebie, „zamykam” się w sobie. Albo bardzo ważę słowa, mam „wrażenie” że mogę coś źle powiedzieć itp. (tak wiem, pewnie to przez emocje wstydu). Czy nie skupiać się na tym jak wtedy mnie ktoś odbiera tylko uwalniać to? Bo ja tak robię właśnie. Nie staram się wywoływać ostatnio żadnej presji. Jeżeli w czasie pracy wychodzi jakaś emocja to uwalniam ją na bieżąco. Nie rozumiem niestety tego pojęcia „odkładania” emocji by uwolnić ją później. Jak to zrobić? Przypominać sobie sytuacje z dnia i wybudzać z siebie te emocje/tą energię?

4. A odwrotnie, jeżeli jestem w sanie radości, spokoju, wyluzowania, hojności to nawijam jak katarynka. Mało się zastanawiam, jestem tu i teraz, jestem pewniejszy siebie, słowa ze mnie „płyną”. Trochę czasami jak stand-uper. Czuję się bardziej integralny, czuję bardziej swoje ciało, takie nie wiem.. „zadowolenie” że jestem tym kim jestem. Że jestem tu i teraz. Że energia przeze mnie przepływa…

5. Czy to oznacza że musze przejść przez te „wahania” emocjonalne by się zrzucić ten balast wypartych emocji(energii)?

6. Staram się też mówić do siebie świadomie np. „teraz mam intencję uwolnić tą emocje/uwolnić, odpuścić”(jeżeli poławia się energia (emocja). Albo „teraz czuję strach, akceptuje to, boję się ale wybieram odwagę mimo strachu, strach mnie nie zabije”. Zauważyłem że bardzo się uspokajam i tak „godnie” przyjmuję tą energię (emocje) do siebie. Ze spokojem akceptuje że się boje, gniewam, smucę, żale. Przestaję się bać emocji.

7. Ten wyrzut energii (emocji) mam najczęściej z rana. Z rana jak jadę do pracy często staram się uwalniać bo mam dobre warunki i mam z godzinę czasu.

8. Staram się by myślenie służyło mi do działania a nie „biadolenia”. Tak jak pisałem: „Ok. By zrobić to musze zrobić to i to” i przystępuje do działania.

9. Podczas ujawnienia się emocji i intencji uwolnienia ostatnio mam takie uczucie „wypychania” tej energii przez twarz. W sensie w środka ku twarzy. Jakby to wychodziło z twarzy. Uczucie ucisku u nasady nosa, na policzkach, szczęce i jej mięśniach.

ps. jeżeli interpretuje emocje jako energia to już zauważyłem że “nie oceniam” tego obecnego stanu (żalu, smutku, gniewu). To faktycznie się wydaje jak wiatr który wieje, mało to przyjemne ale on też kiedyś “przestaje”. Nawet nie ujawnia się myśl że „dziwnie się czuje” i ten bełkot po tym…

Łukasz

Skoro myśli są bezosobowe i nie należy się się ich słuchać to np jak sobie mówię, że zasługuje na coś albo, że jestem fajny lub przystojny to też tylko myśli i ja mogę tak uważać a inni nie.Jeśli uważam, że np jestem fajnym gościem zasługuje na kobietę to tez są myśli przecież, bo mówimy do siebie.Ja mogę uważać się za fajnego a np kobiety tak nie będą uważać.

Łukasz

Znaczy ogólnie jak mam dobre zdanie na swój temat i mam energię oczywiście pojawiają się tez myśli, że jestem git i widzę, że kobiety się oglądają za mną i są miłe też.Staram się olewać myśli, bo to tylko myśli lecz jakiś automatyczny mechanizm w moim mózgu nadaje energię myślom tzn nadaje ten prąd tym myślom.Ja sobie mówię, że to tylko myśli ale np w klatce pojawia się napięcie tak automatycznie i bardzo się spinam.Nawet wracam sobie z siłowni samochodem leci w radiu muzyka i ciągła jest w głowie ta analiza np to co się działo dziś i ja chce olewać te myśli ale te napięcie i tak się pojawia.Ja ogólnie jak ide wśród ludzi bardzo dużo oceniam i analizuje.Bardzo się nakręcam tymi myślami ale one nie są problemem bo potrafię je olewać lecz bardziej problem mam z tym napięciem w klatce.

Pisałeś, że nikt na świecie nie ma spokojnego umysłu a mi się wydaje, że każdy ma inny mózg i jeden jest nadwrażliwy a drugi mniej.Skoro leki antydeprsanty trochę wyciszają to jednak zalezy to od chemii w mozgu.Znałem też taką osobę co genetycznie brakowało jej jakiegoś składnika w mozgu i musiała przyjmować jakieś leki.

Łukasz

Mentlizacja odbywa się sama tak lecz nawet czytam książkę wysoko wrażliwi i jest tak napisane, że osoby wysoko wrażliwe mają to genetycznie moja mama i mój tata byli też bardzo wrażliwi.Chodzi o to, że takie osoby bardziej odbierają bodźce zewnętrzne niż inni.Jakby popatrzeć na innych ludzi to każdy jest mniej wrażliwy lub bardziej.Poziom świadomości to jedno ale każdy człowiek inaczej odbiera wszystko a nawet inaczej mózg odbiera bodźce.Z Tego co piszesz np małe dziecko, które było wrażliwe nagle może w życiu dorosłym stać się niewrażliwe to tak to rączej nie działa.Oczywiście może sobie lepiej radzić z emocjami ale nadal będzie bardziej odbierał bozdzce zewnętrzne niż inni.Jak coś polecam tą książkę „Wysoko Wrażliwi” albo chociaz zerknij na opis

Paweł

A jak miec Piotrze spokojny umysl, w przypadku ktory opisalem w poprzednim temacie o bolacym kolanie mojej mamy? Jak miec spokojny umysl, kiedy czlowiek caly czas mysli szukajac jakiegos rozwiazania, starajac sie jakos pomoc bliskiej osobie. Probuje caly czas uwalniac, oraz medytowac, ale natlok mysli mi na to nie pozwala. Gdy stan zdrowia mamy sie pogorszyl, przestalem nawet wykonywac cwiczenia z Kursu Cudow, a bylem juz na 100- ktorejs lekcji. Jak mozna miec spokojny umysl, gdy widzisz jak bliska ci osoba bardzo cierpi? Nie potrafie tego zrozumiec i coraz wieksze mam wrazenie, ze te wszystkie duchowe metody, medytacje, uwalnianie itd, to sa dla ludzi, ktorzy nie maja naprawde powaznych problemow w zyciu i wtedy moga sobie pozwolic na “bujanie w oblokach”. A gdy czlowiek ma naprawde jakies powazne wyzwanie w zyciu, jakis duzy problem, to niestety trzeba zejsc na ziemie i sie nim zajac i szukac rozwiazania, zamiast wierzyc w jakies moce tajemne. Tak uwazam, ale moge sie mylic.

Paweł

Przepraszam cie Piotrze, ze nie odniose sie do tego co napisales, poniewaz stan mojej mamy jeat coraz powazniejszy i nie moge sie skupic zeby ci odpowiedziec. Chcialbym aie tylko odniesc do tego:”Wyjaśniałem, że człowiek zaczyna dążyć do zmiany najczęściej, gdy jest już bardzo źle.”
Otoz moja mama teraz tylko lezy, prawie nie je, w nocy nie spi i do tego mowi ze ja noga boli, a oprocz tego nie ma w sobie energii, ani woli zycia. Gdy mowie cos do niej, to czasami sie patrzy na mnie i nic nie odpowiada. Tak jakby to nie byla ona. Jakas zupelnie inna osoba. I nie chce jechac nigdzie do lekarza, bo mowi ze nie ma sily. Ona nie dazy w ogole do zmiany. Z opisow w internecie, jej stan wyglada na ciezka depresje. Przpomina mi sie to, co pisal dr Hawkins o kobiecie w fotelu bujanym wpatrujaca sie w okno. Ona sie tak zachowuje i nie dazy do zmiany. Jak jej pomoc? Co robic? Karetka nie chce przyjechac, lekarz mial przyjsc do niej i nie przychodzi, a ja juz nie mam sily i wczoraj mialem prawie probe samobojcza. Chcialem aie powiesic, ale w ostatniej chwili sie jakos ocknalem. Przerosla mnie ta cala sytuacja z mama. Nie radze sobie. Planuje ja zostawic i sie wyprowadzic, bo bede trupem. Nie wytrzymam dluzej tej sytuacji

Paweł

Chcialbym troche zaktualizowac. Przyszla lekarka do mamy i ja zbadala i cisnienie ma dobre, ale powiedziala ze moze miec koronawirusa i na jutro zamowila karetke i maja mame zabrac i ja przebadac. Ja Piotrze caly czas cierpie, gdy na nia patrze, jak ona cierpi. Widac po niej, ze jest juz wycienczona tym wszystkim. Ja po prostu nie moge/nie chce patrzec na nia cierpiaca. Bo to jest moja mama. Gdyby to byl ktos obcy, to bym sie pewnie nawet nie przejal, ale tutaj cos we mnie peka po prostu. Co jakis czas placze, czy to w domu, czy to w pracy, czy to idac ulica, z psem itd. Staram sie caly czas zrozumiec, co sie z nia stalo. Miesiac temu byla zupelnie innym czlowiekiem. Dla mnie to jest jak jakis koszmar i mam nadzieje, ze sie zaraz obudze. Jednak sie nie budze. Na tego lekarza juz nie jestem zly, bo wiem, ze prawdopodobnie zrobil wszystko co w jego mocy. Najbardziej niszczy mnie to, ze moja mama cierpi, a ja nie potrafie jej w tym cierpieniu ulzyc. Staram sie wczuc w jej sytuacje i wyobrazic sobie, co ona musi przezywac. I gdy tak zrobie, to najczesciej konczy sie to placzem. Ja sie Piotrze po prostu rozkleilem. Cos peklo we mnie. Masz racje, ze czuje sie jak ofiara. Taki bezradny, bezsilny maly robak. I oczywiscie pytania, ze dlaczego ona, dlaczego, dlaczego? Przezywam straszne dla mnie chwile. Dla mnie to jest horror. Czy uwalnianie pomoze na takie straszne dla mnie doznania? Ja juz nie mam sily Piotrze. Dziekuje ci za wysluchanie.

Paweł

Nie bardzo rozumiem jednej rzeczy, wynikajacej z tego co napisales, a mianowicie:”Nie cierpisz, bo na nią patrzysz, tylko nie akceptujesz, opierasz się, grasz ofiarę, stawiasz opór wszystkiemu co czujesz.”, oraz:”Nic nie pękło, tylko zacząłeś opierać się bardzo silnie temu, co czujesz, grasz ofiarę, każda emocja w Tobie wzbiera, bo się opierasz, i tylko od czasu do czasu sobie popłaczesz.”
I teraz jak sie ma to powyzsze, do tego co zawsze piszesz, ze to sytuacje w naszym zyciu wyciagaja z nas stlumione emocje? Czy ta sytuacja z moja mama nie wyciaga wlasnie ze mnie stlumionych emocji? I gdy zaakceptuje ta sytuacje, to te emocje nie beda ze mnie wyciagane? I pozostana stlumione? Napisalem, ze nie bardzo, to rozumiem, ale ja wcale tego nie rozumiem. Przeciez gdy bede wszystkie sytuacje akceptowal, to te sytuacje nie beda wyciagaly ze mnie emocji. Ale.ty ciagle piszesz, ze sytuacje wyciagaja z nas emocje. A potem piszesz, ze ja sie opieram i dlatego tak sie zachowuje. Ale czy to niejest tak, ze ja sie tak zachowuje, bo ta sytuacja wyciaga ze mnie takie emocje? Dla mnie to juz jest maslo maslane. Moglbys to jakos wyjasnic?

Paweł

W artykule ” Jak i dlaczego zaczac odczuwac 6″, napisales:”pełna akceptacja chwili obecnej wliczając wszystkie nasze odczucia, myśli i doznania.”
Czyli jezeli w sytuacji z moja mama, czuje zlosc, gniew, frustracje i chce mi sie plakac, to co mam wtedy zrobic, bo naprawde nie rozumiem? Zaakceptowac? Ale co? Sytuacje, czy emocje ktore czuje? I skad mam wiedziec, czy emocje ktore czuje wynikaja z opierania sie? Ja juz wcale nie rozumiem czym jest uwalnianie. Myslalem ze uwalnianie, to jest odczuwanie emocji z intencja jej uwolnienia. Czyli jezeli w sytuacji z moja mama czuje bezsilnosc, to powinienem chyba sobie pozwolic czuc ta bezsilnosc, aby ja uwolnic. Tak samo gniew. Co za roznica, czy czuje gniew z powodu oporu wzgledem tej sytuacji? Czuje gniew i to ten gniew powinienem chyba uwolnic? Ale jak go uwolnic nie odczuwajac go? Naprawde nic juz nie rozumiem.

Podobne Wpisy:
WAŻNE – Jak i dlaczego zacząć odczuwać? (Część 1)

WAŻNE – Jak i dlaczego zacząć odczuwać? (Część 1)

Witam Cię serdecznie! Dzisiaj początek krótkiej serii o odczuwaniu. Uważam ten temat za krytyczny. Możliwe, że najważniejszy w życiu ludzi na całym świecie. Dlaczego w ogóle mamy uczyć się odczuwać, skoro większość przemysłu skoncentrowane jest na tym, by albo nie czuć, albo czuć coś innego, niż powszechnie uważane jest za złe, negatywne, niepotrzebne, obciążające, itd.?… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 22
100 Dróg do Pokoju (13-15)

100 Dróg do Pokoju (13-15)

Witam Cię serdecznie i spokojnie! ;) Kontynuujemy pierwszą z trzech serii dotyczących dróg do pokoju, szczęścia i sukcesu! Zajmujemy się pokojem. Link do artykułu wprowadzającego znajdziesz poniżej! ► Seria „100 Dróg” – Wprowadzenie. Części 1-4 znajdziesz klikając na poniższe linki: ► 100 Dróg do Pokoju (1-3) – Przestań próbować zmieniać i kontrolować innych, Przestań chcieć… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0
O Emocjach – Podsumowanie

O Emocjach – Podsumowanie

Witam Cię serdecznie! Dziś podsumujemy czego się dowiedzieliśmy o emocjach. Linki do wszystkich artykułów o poszczególnych emocjach znajdziesz przechodząc do poniższych artykułów: ► Jak i Dlaczego Zacząć Odczuwać? ► O Emocjach – Wstyd. ► O Emocjach – Poczucie Winy. ► O Emocjach – Apatia. ► O Emocjach – Żal. ► O Emocjach – Strach. ►… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 2
O Emocjach – Poczucie Winy (Część 3)

O Emocjach – Poczucie Winy (Część 3)

Kontynuujmy. Na początek tego Wpisu, chcę byś miał świadomość, że w KAŻDYM człowieku, również w Tobie w tej chwili, znajduje się część, która walczy o przeżycie. Chodzi o ego. Jeżeli ego przywiązało się do historii, że nasze dzieciństwo było zmarnowane i przeżyte tak, że nie da się naprawić szkód, nasz umysł i ego będą to… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 6

WOLNOŚĆ OD PORNO