Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/15

Witam Cię serdecznie!

Kontynuujemy temat chorób charakteru.

Części 1-2 znajdziesz klikając na linki poniżej:

► Choroby charakteru (Część 1)
► Choroby charakteru (Część 2)

Aby wyleczyć dowolną chorobę, najpierw trzeba w ogóle być świadomym, że ją mamy. Bez użalania się, bez narzekania, bez obwiniania, bez gniewania się. Po prostu to zaobserwować, zaakceptować i dobrać odpowiednie rozwiązanie i/lub terapię. Czyli najpierw postawić właściwą diagnozę, a następnie zastosować rozwiązanie.

Dla wielu osób, szczególnie uzależnionych, to jedna z niewielu chwil prawdziwej szczerości w ich życiu, która MUSI nastąpić, jeśli pragną poprawy:

– Jestem uzależniony!

– Nie potrafię/nie chcę z tego zrezygnować!

– Oszukuję siebie i innych.

– Nie potrafię zadbać o siebie.

I bardzo możliwe, że wiele, wiele innych.

Ale nie tym zajmujemy się na początku, tylko tematem emocji. Bo jeśli zdamy sobie sprawę z potencjalnie dużej liczby wad charakteru, łatwo można wpaść w patologiczne obwinianie się. Zaś ta wina jest i była tym, przez co wybieraliśmy niekorzystnie. Jeśli się nią zajmiemy najpierw, szczerość przyjdzie nam dużo łatwiej. A jeśli złapiemy się winy i zaczniemy się obwiniać, nic nie ulegnie poprawie.

Charakter, tak jak choroba na tle biologicznym, mają to do siebie, że bierzemy je ze sobą wszędzie, gdzie się udamy. Nie można więc zostawić wad/chorób swojego charakteru, gdy nie będą odpowiednie odnośnie jakiegoś wydarzenia i zabrać je, gdy już będzie to bezpieczne.

Tym samym przejawiać je będziemy w każdej sytuacji, gdzie w 99% przypadków nasze decyzje, na które decydujący wpływ miały te wady/choroby, będą bardzo nieodpowiednie.

Przykładowo nie podjęcie istotnej decyzji biznesowej, bo poczuliśmy niepewność/strach nie wiedząc, że ten strach to dziecinny bagaż, który nosimy od 40-tu lat. I ujawnił się, byśmy nie brali go w nowe, dojrzałe obszary naszego życia i kompletnie nie dotyczy tej decyzji. Ale czując go umysł wyprojektował go na tą decyzję, przez co nie podpisaliśmy kontraktu, który byłby dla nas i naszej firmy niezwykle lukratywny. Ale umysł poczuł się spokojniej, bo uniknął tego, co uznał za źródło strachu. W ten sposób nigdy nie poznajemy rzeczywistości i żyjemy nietrzeźwo.

Nie można także liczyć, że wad charakteru pozbędziemy się na siłę. Żadnej choroby nie pozbywamy się siłą, tylko odpowiednią formą troski.

Kto walczył z kiedykolwiek wygrał z migreną czy przeziębieniem? Dlaczego więc w ten idiotyczny sposób podchodzimy do innych, poważniejszych chorób?

5. Nadmierna ostrożność.

Choroba nadmiernej ostrożności nazywana jest dwojako – bojaźliwym podejściem do życia oraz językiem ubogich.

– A jeśli TO (negatywne) się wydarzy? – pyta umysł biedaka.

Zapamiętajmy, że nasz umysł zawsze wymyśli taki scenariusz, w którym nic się nie udaje, w którym przegrywamy czy jesteśmy bez szans. Umysł bez kłopotu podsunie nam najbardziej fatalistyczną panoramę.

Ego zawsze wygrywa w świecie hipotetycznym, w scenariuszu “a co jeśli…”, “a gdyby…”.

To najprostszy sposób, by sabotować cokolwiek. W urojeniach ego jest mistrzem. A my nie mamy w ogóle brać w nich udziału. Ale trzeba mieć choć minimum orientacji, że i kiedy umysł tworzy urojenia.

Bo to kompletny brak rzeczywistości – urojenie – którego jedyną intencją jest nas zatrzymać w miejscu i zasilić dalszą mentalizację. Przez to ona nigdy się nie (s)kończy. Taka po prostu jest jakość pracy umysłu zasilanego niskimi emocjami.

Ale ludzie nieświadomi, zakochani w paplaninie umysłu zatrzymają się. Bo dla nich to będzie przejaw troski umysłu o ich dobro – o przeżycie. Gdyż nie potrafią zobaczyć tego mechanizmu takim jakim jest w rzeczywistości. Patologicznym brakiem zdrowia emocjonalnego.

I nadal nie rozumieją znaczenia strachu. Strach nie ma ratować Ci życia przez apatyczne nastawienie! Strach DODAJE ENERGII DO DZIAŁANIA! Bo strach to energia.

W zdrowym organizmie i psychice, strach OGRANICZA mentalizację umysłu, by NATYCHMIAST możliwe były do podjęcia tylko dwa typy działań – ucieczka lub walka. A to i tak TYLKO w sytuacji REALNEGO zagrożenia ŻYCIA. Ale ludzie wolą bronić swojej choroby i urojenia – że strach ich paraliżuje…

99,9% sytuacji, w których odczuwamy strach nie ma nic wspólnego z realnym zagrożeniem naszego życia (tylko zagrożonym ego).

To wszystko to urojenia, to majaki. Umysł chroni samego strachu, a nie nas.

W niezdrowym organizmie i psychice następuje blokada, a umysł zaczyna bełkotać coraz silniej. Paraliż w obliczu strachu to objaw chorobowy, a nie zdrowia!

Słuchanie się tego i podejmowanie na bazie tego decyzji to dla nas najgorszy możliwy scenariusz.

Mamy 2 drogi:

– A co jeśli TO (negatywne) się wydarzy?

– A co jeśli TO (pozytywne) się wydarzy?

Jak sądzimy – jakie podejście mają ludzie bogaci, a jakie ludzie biedni?

Czy bogaci mają takie nastawienie, bo już byli bogaci i mogli sobie pozwolić, a drudzy – biedni i nie mogą? Nie! To, w jakie miejsce zaszliśmy wynikało m.in. właśnie z naszego podejścia – tym czym się kierowaliśmy – strachem czy ekscytacją? Przewidywaliśmy najlepsze czy najgorsze? Jakich decyzji dokonaliśmy i o jakiej intencji? Nikt nie dokonał ich za nas.

Bogaty dąży do osiągnięcia sukcesu, biedny unika gorszego samopoczucia i wiecznie tylko dąży do jego poprawy. Bogaty daje innym wysokie jakości, dzieli się tym co dobre, biedny egoistycznie dba tylko o siebie i by poczuć się lepiej próbuje zabrać ze świata to, co uznał za źródła odczuwanych braków.

Wielu milionerów doszło do bogactwa własnymi siłami. A nawet jakby istniał tylko jeden, to czytałbym jego biografię i studiował jego podejście do życia i zarabiania, a nie przejmował się tysiącami innych, którzy zrezygnowali z tej drogi lub nigdy na nią nie weszli. Bo ten jeden byłby dowodem, że się da. A na świecie są miliony milionerów, którzy wszystko zrobili własnymi siłami. Bo nie marnowali ich na opór, tylko na dążenie do konkretnie, klarownie ustalonych rezultatów. Więc – o jakich życiach, o jakim podejściu do życia czytamy? Kogo naśladujemy? Zdrowych czy chorych?

I to też czego nie rozumie mnóstwo ludzi – tematu ciężkiej pracy.

Większość ludzi jak dzieci rozumie go dosłownie – że jak ich praca będzie ciężka, to powinni odnieść sukces, a jak sukcesu nie odnieśli, to znaczy, że trzeba pracować jeszcze ciężej! Ale to absolutna bzdura!!! Pracują ciężko ale nie do osiągnięcia sukcesu, tylko zmagają się z własnym oporem, z własną energią. A to ZUPEŁNIE różne drogi prowadzące do ZUPEŁNIE różnych rezultatów.

Ciężka praca prowadząca do sukcesu, to praca, w której DODAJEMY ENERGIĘ do tego, co robimy, a nie męczymy się w sobie z własnymi emocjami i oporem marnując energię – wyrzucając ją w błoto!

Ciężka praca to nie wtaczanie głazu po stromym zboczu, tylko porzucenie go w cholerę i sprawne wejście jak najwyżej. To ma być wysiłek – wchodzenie na szczyt, a nie taszczenie ogromnego obciążenia i usprawiedliwianie nim tego, że jest nam ciężko i że trudno jest nam wejść na szczyt.

Ciężką pracą ma być wkładanie energii, by rozwiązywać problemy firmy/klientów, realizować zamierzone cele, a nie walczyć z emocjami.

Nasze emocje to nasz problem.

Nikt nas nie nagrodzi i nie powinien nagradzać, że zrobiliśmy coś, czym byliśmy przerażeni. To może być nasz osobisty sukces ale np. naszą firmę interesuje REZULTAT. Jeden go zrealizuje spokojnie, a drugi ledwo zipiąc. Firma nagrodzi albo obie osoby po równo, albo większą nagrodę (np. w postaci awansu) da temu, kto wykonał to zadanie z łatwością. Czy to niesprawiedliwość, bo ten drugi się namęczył? Nie! To objaw zdrowia. Nagradzamy tych, którzy ten sam rezultat osiągną łatwiej. Biedni oczywiście zazdroszczą i nienawidzą takich ludzi. Czyli nienawidzą przejawu zdrowia.

Ale ludzie usłyszeli – “ciężko pracuj”, to pracują ciężko. I nawet przez myśl im nie przejdzie, że nie o to chodzi! Energię, i to POZYTYWNĄ, masz wkładać w pracę, a nie w wewnętrzne zmaganie z rezultatami swojego negatywnego nastawienia do pracy/siebie, etc.!

Zaś dodając pozytywną energię nie męczysz się, tylko masz jej coraz więcej! I to jak kula śnieżna prowadzi do sukcesu.

Masz pracować z intencją troski, dążenia do sukcesu, pewności ustalonego celu – zrealizowania celów firmy, a nie “odwalenia swojego i ‘byle do piątku'”. A potem picia, by przestać czuć nagromadzone stres i napięcie.

Więc robienie tego, czego nienawidzimy to szczyt głupoty! I nie tylko chodzi mi o wykonywanie pracy nieodpowiedniej dla nas ale w najgorszy możliwy sposób – z nastawieniem oporu, winy, gniewu, dumy. Sami więc robimy sobie krzywdę do kwadratu i jeszcze zrzucamy odpowiedzialność na świat zewnętrzny – na pracę. Jeśli żyjemy tak niedojrzale i nieodpowiedzialnie, to nie dziwmy się, że jest nam ciężko i niewiele zarabiamy. To tyczy się każdego obszaru naszego życia. Ból ma zmusić nas do wejrzenia w siebie i dokonania W SOBIE odpowiednich korekt. Czyli postawieniu właściwej diagnozy i zastosowania odpowiedniej terapii.

Nikogo nie obchodzi i nie powinno obchodzić co czujemy! Troska o uczucia to jak troska o prąd! Kto się troszczy o czyjś prąd? Nikt. Bo prąd po prostu płynie.

To, co czujesz to Twój problem i Twoja odpowiedzialność – nikogo innego!!!

Niestety praktycznie cały dzisiejszy świat bazuje na “zajmowaniu się uczuciami” ale w dziecinny, niedojrzały, a nieraz i karygodny, patologiczny sposób.

Świata (jego dojrzałej części) nie obchodzi co czujesz robiąc coś! Liczy się co robisz, czy to zrobisz i jaki jest tego rezultat. Firmy obchodzą rezultaty, a nie to czy się przy tym namęczyłeś/aś za wszystkie czasy! Jeśli się męczysz, to na własne życzenie, bo przez WŁASNE nastawienie.

Natomiast ludzi, którzy chcą, by ich uczucia ktoś docenił, to osoby niedojrzałe i naiwne, które bardzo łatwo kontrolować. Gniew, duma, strach, wstyd, żal, pożądanie – to wszystko Twoje własne kajdany.

Czy samochód chce, byś zajmował się świecącymi kontrolkami na desce rozdzielczej? Nie! Ma to gdzieś. To informacja dla Ciebie, byś podjął się odpowiedniego działania. Zajmowanie się emocjami, to jak zajmowanie się kontrolkami, zamiast tym, o czym informują.

Tę samą pracę możesz wykonać radośnie pogwizdując lub przeklinając w umyśle cały świat. I to Twój problem co wybierzesz w sobie! Firmy mają i powinny mieć gdzieś czy cierpisz wykonując zlecone Ci zadania. I jeśli przy tym cierpisz, pewnie prędzej czy później stracisz tę pracę.

I ktoś zawsze bardzo chętnie wykorzysta to, że codziennie się stresujesz, męczysz, gniewasz czy obwiniasz. Uważasz, że kina powstały jako forma rozrywki – by dawać ludziom to, co pozytywne? Nie. Kina to podaż na popyt – prokrastynację, ucieczkę od mentalnej niewygody i emocjonalnego dyskomfortu. To nieskończone źródełka, którym ludzie tak chętnie oddają CIĘŻKO zarobione pieniądze…

Jeśli w związku jest Ci źle, to mądry/a partner/ka powinni kopnąć Cię w tyłek, byś coś z tym zrobił/a! A nie masz zwalać winę/odpowiedzialność na drugą osobę czy świat! Jeśli czujesz się źle to Twój problem i Ty masz go rozwiązać! I jeśli się tym odpowiednio nie zajmiesz, związek z czasem zacznie obumierać.

Pora dorosnąć!

Bo emocje to Twój WEWNĘTRZNY system nawigacji informujący Cię o Tobie, a nie o świecie zewnętrznym! To Twoja energia!

Nikt nie boi się niczego w świecie, tylko ewentualnie odczuwa w sobie strach będący rezultatem nastawienia do świata. Więc jedna osoba będzie się bała rozmowy z piękną kobietą, a druga będzie tym podekscytowana. Bo strach nie ma źródła w świecie zewnętrznym.

Strach przed terrorystą jest więc głupi – niedojrzały. Bo nie tylko Cię przed terrorystą nie chroni ale jeszcze degraduje Twój poziom energii, jakości myśli i więcej. Robisz sobie krzywdę, a terrorysty prawie na pewno nie spotkasz. A nawet jak spotkasz, to strach, który w sobie zgromadziłeś tylko obciąży Twój organizm zamiast go wspomóc. Więc tak naprawdę jedynym terrorystą jesteśmy my dla samych siebie.

Dlatego mamy dzisiaj setki milionów ludzi zajmujących się w nieskończoność emocjami (poprzez ich tłumienie, opieranie, projektowanie, wypieranie) lub zmaganie ze światem zewnętrznym. Zamiast dążyć do zaplanowanych celów, ludzie ich nawet nie planują, nie ustalają, bo wiecznie czują opór, strach, gniew, winę, etc. Przed, w trakcie, po…

Jeśli więc uważasz swoje emocje za ważne ale w kontekście, że inni powinni się z nimi liczyć – to żyjesz jak dziecko! Żyjesz w jaskini emocjonalnej dojrzałości. Zostałeś/aś bowiem zaprogramowany/a bardzo szkodliwym programem. Chorobą.

Poza tym do emocji trzeba nauczyć się właściwie podchodzić (czego uczę na tym Blogu i w Programie Wolność od Porno). Wymaganie, by liczyli się z nimi inni to dno. Ale jeszcze tłumienie ich, wypieranie, opieranie i niewłaściwe rozumienie czym są i jaka jest ich natura, to jak walenie głową w to dno.

Nieraz mówiłem, że między strachem, a ekscytacją istnieje bardzo cienka granica. I wyznaczamy ją swoim podejściem do przyszłości.

Rozwiązanie – ryzyko zawsze istnieje. Pogódź się z tym!

Ludzie szukają co może pójść nie tak. Znajdują 5 rzeczy, które mogą pójść nie tak! A nawet 10 różnych rzeczy…!

Są na tyle głupi, by nie dostrzec, że wystarczyła im jedna, by zrezygnować z działania, nigdy się go nie podjąć lub nie skorygować jego jakości/intencji! A jednak dalej poświęcają na to energię, czas i na tym się skupiają.

– A bo X!

– A bo Y!

– A bo Z!

Dobrze! Dobrze! X wystarczyło!

Walczą w sobie i myślą, że ktoś to doceni, że ktoś to powinien docenić! Bo walka i poświęcenie to coś wartego nagrodzenia – mają program. Ale to bzdura! Takiej walki i takiego poświęcenia nikt nigdy nie doceni i nie nagrodzi, bo to zwykła głupota. A jak ktoś to docenia, to sam jest… nie postępuje za mądrze. ;)

Życie w strachu, życie zbyt ostrożne to negatywne programowanie.

Złudne poczucie bezpieczeństwa, to tylko poczucie! Nic więcej. Zaś życie zależne od odczuć nazywa się uzależnieniem.

Żadne poczucie bezpieczeństwa nie ma nic wspólnego z faktycznym bezpieczeństwem!

Uważasz, że jak zamkniesz drzwi na zamek to nikt się nie włamie? Złodziej otworzy każde drzwi, otworzy każdy zamek i obejdzie każde zabezpieczenie.

Więc nie w drzwiach leży źródło bezpieczeństwa. Jednak ludzie masowo ulegają i tej iluzji. Jak i wielu, wielu innym.

Zamknięte drzwi nie chronią Cię przed żadnym złodziejem! Otwórz oczy! Ale czy to oznacza, że masz się kulić ze strachu? Nie. Masz żyć w spokoju, radości, z intencją troski o siebie najlepiej jak potrafisz. Strach to nie przejaw troski. Jeśli czegoś się boisz, to TY zadbaj o to i przestań się bać – puść się strachu. Jeśli możesz zrobić coś więcej – zrób to. A jeśli nie – odpuść strach.

Strach ma prowadzić do konstruktywnego działania – (ZA)DBANIA o siebie, swoich bliskich, swoje życie, a nie do kulenia się. Bo strach to energia. Energię strachu masz wykorzystać, a nie się jej opierać. Tak postępuje człowiek zdrowy. Bo odczuwanie strachu nie oznacza, że jesteśmy tchórzem. To jej niewykorzystanie jest szkodliwe dla nas.

Jesteśmy nim programowani, by cały czas zależeć od świata zewnętrznego – np. kupować coraz droższe i “coraz lepsze drzwi antywłamaniowe”. No bo jeśli cały czas będziemy trzymać się strachu, czyli wiecznie czuć się niepewnie, a tu ktoś nagle zaprezentuje nam “drzwi antywłamaniowe, przez które nie przejdzie żaden włamywacz”, no to nasz umysł od razu krzyknie z radości, że WŁAŚNIE DLATEGO czujemy strach – bo nie jesteśmy pewni swojego bezpieczeństwa i te drzwi nam je zapewnią. Wierzymy więc, że coś zabierze od nas strach…

Spróbujmy dostrzec ten mechanizm. Bo dopóki będzie nieświadomy, będzie nami rządził.

Ile razy po wyjściu z domu nie byliśmy pewni czy zamknęliśmy drzwi i wróciliśmy się, by się upewnić? Uważamy, że to zdrowy mechanizm? To już przejaw choroby! Utrzymywanego w sobie strachu i braku pewności siebie! Żyjemy tak nieświadomie, że nie pamiętamy rzeczy tak krytycznej – czy zamknęliśmy drzwi do własnego domu! I uważamy, że żyjemy dojrzale i odpowiedzialnie? Nie pamiętamy tak ważnej rzeczy, którą zrobiliśmy 10 sekund wcześniej! I liczymy, że otrzymamy bardziej odpowiedzialne i lepiej płatne posady? Może pora zacząć od własnych drzwi wejściowych?

Kiedyś jeździliśmy na rowerze. Ale dzisiaj bez kasku, bez ochraniaczy na kolanach i łokciach praktycznie nie wolno wejść na rower! Zamiast relaksować się z jazdy ludzie jadą w poczuciu zagrożenia i opancerzeni jakby ktoś miał do nich zacząć strzelać!

Tak się boimy, by nasze dzieci nie obtarły sobie swojej idealnej skórki, że kupujemy im prawie zbroje, by mogły pojeździć na rowerze! Czy to przejaw zdrowia? To przejaw patologii i choroby! Od małego wciskamy im, że ból jest zły i że trzeba się przed nim chronić… toż to wirus, którym radośnie i pod maską “troski” zarażamy siebie nawzajem.

Za moich czasów dzieci chwaliły się obtarciami! Jak wojownik bliznami.

Ale dziś bólu unikamy jak ognia (pomimo, że uniknąć się go nie da i nie powinniśmy go unikać).

A potem takie dziecko cierpi, bo mu jakaś obca dziewczyna powiedziała “nie!” i jeszcze nazywamy to “wrażliwością”. To zwykła głupota, niedojrzałość i stan chorobowy. Wrażliwość to wspaniały poziom rozwoju, który nie ma nic wspólnego z cierpieniem.

Naturalnie to, jak każde uzależnienie, dzieje się “pod radarem”.

Działania by nie przegrać nie doprowadzą Cię do sukcesu! W najlepszym przypadku po prostu nie przegrasz ale na pewno nie odniesiesz sukcesu! A jeśli na pewno nie odniesiesz sukcesu, a włożysz wysiłek czy inny rodzaj zaangażowania – no to straciłeś/aś! Czyli przegrałeś/aś.

Jak podejść do tego tematu?

ZAPLANUJ co zrobisz, gdy wydarzy się XYZ (negatywne) ale podejmuj działania, by osiągnąć ABC (pozytywne). Gdy masz plan, nie musisz się już tym więcej zajmować! Ustal plan w przypadku XYZ, który ZAWSZE przywróci Cię na drogę do ABC. A nie usprawiedliwi porzucenie ABC!

Kto ma plan na to, co zrobi, gdy straci pracę? Gdy zostanie mu 100 zł na koncie? Gdy odejdzie od niego partner/partnerka? Gdy zachoruje dziecko, a on nie będzie mógł się nim zająć? Kto ma plan na to, gdy wyląduje w szpitalu na miesiąc i zostanie wtedy zwolniony z pracy? Hmm? Kto ma plan inny, niż narzekanie, użalanie, obwinianie, opieranie i cierpienie?

A kto tylko trzyma kciuki, że się to nie wydarzy? Kto trzyma w sobie strach i opór rzekomo “przed” tym licząc, że nigdy do tego nie dojdzie?

Kto jest mądry, a kto naiwny?

Ostrożność nie da Ci nic dobrego, gdy nie jest potrzebna.

Śmiałość nie bierze się z kosmosu, ani z genów. Śmiałość to przejaw rozsądku. Czyli to, co zawsze możemy WYBRAĆ.

Jeśli nigdy nie oczyściłeś/aś się z oporu i strachu, to zawsze będziesz się czuł/a niepewnie, zawsze będziesz czuł/a się zagrożony/a. I co? Uważasz, że wtedy nadmierna ostrożność jest wskazana, że jest wtedy potrzebna?

Czy wejście w błoto, a potem chodzenie na paluszkach, by tego błota nigdzie nie nanieść jest zdrowe i dojrzałe?

Nie, bo to jakby próbować jechać powolutku samochodem z kompletnie obłoconą przednią szybą. Czy to mądre i bezpieczne? Ależ oczywiście! Tylko, że do celu dojedziesz nie w godzinę, tylko za tydzień. O ile w ogóle trafisz. A nie lepiej oczyścić szybę i przyspieszyć? Jadąc powoli zatrzesz silnik. Tracisz, tylko tego nie dostrzegasz.

Umysł przesycony strachem NIGDY nie “poczuje” się bezpieczny. Nigdy. Ani na imprezie, gdzie wszyscy przyszli się dobrze bawić, ani na ulicy pełnej ludzi, ani w samolocie, ani w pracy. Nigdzie. I czy to jest rzeczywistość? Czy paplający umysł ma wtedy rację, że świat jest straszny, niebezpieczny, że rzeczywistość jest groźna? Nie. To będzie zwykła paplanina i bełkot.

Inteligencja emocjonalna to jedna z najważniejszych rodzajów inteligencji na tej planecie. Bo emocje to energia. Umiejętność zarządzania własną energią to sprawa więcej, niż krytyczna.

Wyobrażasz sobie jakby się nam żyło, gdyby komputery, telefony, samochody czy dowolne inne urządzenia niewłaściwie wykorzystywały prąd, blokowały go, opierały się mu? I potem mówiły nam, że to dlatego, bo świat jest straszny i się chronią przed zranieniem?

To tak jak dziecko, które zostało zaprogramowane strachem, że pod łóżkiem jest potwór i nigdy, przez 70 lat, nie sprawdziło czy ten potwór rzeczywiście tam był. No A CO JEŚLI jeśli by tam był? To by nas złapał! Więc nie sprawdzamy i żyjemy w strachu przed tym potworem całe życie. I zazdrościmy tym, którzy w tym strachu nie żyją. A nawet uznajemy ich za szalonych/lepszych (i siebie za gorszych), a świat za niesprawiedliwy, bo my się boimy, a inni nie!

Dalej wierzymy w jaskiniowe przekonanie, że strach nas chroni… ale tak nie jest. Nasz umysł robi nas cały czas w balona paplając na bazie strachu. Powtarza tylko to, co usłyszał bez jakiejkolwiek zdroworozsądkowej analizy tych przekonań.

To co zrobimy wykorzystując energię strachu MOŻE nas ochronić, a nie sam strach. To my jesteśmy odpowiedzialni.

To tak jakby jechać tym samochodem z zabłoconą przednią szybą i wierzyć, że to świat jest brudny i trudno się w nim jeździ samochodem. I przy okazji narzekać na swój smutny los i że inni mają lepiej, bo przecież nie jadą 10 km/h, tylko 110… Dostrzegamy absurd?

Nadmierna ostrożność to nie zdrowy rozsądek. To zbędne obciążenie, często bardzo dalekie od rozsądku. Ale będąc zahipnotyzowanym i zakochanym w swoim umyśle nigdy tego nie dostrzeżemy. Bo nie wiemy (i nie chcemy poznać) jaka jest rzeczywistość.

A jest pozytywna.

6. Pesymizm.

Pesymizm to negatywne nastawienie do przyszłości czy do innej osoby.

Słowem – to dążenie do porażki.

Ludzie wierzą, że dzięki pesymizmowi się nie rozczarują! Ale ja się pytam – kto na starcie każe Ci się oczarowywać!? Bo tylko oczarowanie prowadzi do rozczarowania!

Więc najpierw robimy coś głupiego, niedojrzałego – oczarowujemy się czymś, a potem porzucamy konstruktywne działania, utrzymujemy w sobie trucizny, zrzucamy za nie odpowiedzialność, by się jeszcze z tego nie oczyścić i obwiniamy świat… ja tu widzę przejaw szaleństwa!

Nie potrzebujesz pesymizmu, by chronić się przed bólem! Co więcej – pesymizm jako, że jest utrzymywaniem w sobie negatywności w chwili obecnej prowadzi do negatywności w przyszłości.

Więc pesymista zawsze znajdzie to czego szuka i czego się spodziewa, a następnie użyje tego do dalszego racjonalizowania swojego pesymizmu.

Na tej planecie znajdziemy to czego szukamy.

Jeśli boisz się zranienia, to zajmij się tym – są terapeuci, którzy pomogą Ci z już istniejącym bólem i pomogą Ci dojrzeć emocjonalnie i psychicznie, by nie oczarowywać się, nie wystawiać na zranienie… nie musisz żyć w tym strachu całe życie i spodziewać się, że ktoś Cię zrani. Bo w końcu ktoś to zrobi! Na 100%! I to wydarzenie może rządzić Twoim życiem, zawładnąć Tobą, a może trwać np. max tydzień. W ten tydzień przepracujesz to, uwolnisz emocje i zamiast lat cierpienia temat przerobisz w kilka dni. I wrócisz na szlak!

Przede wszystkim nie mamy chronić się przed bólem, ani się mu opierać, bo ból to bardzo ważna informacja! Wiele osób odniosło sukces tylko dlatego i dopiero, gdy ból stał się wystarczająco duży, by przestali robić to, co nie było pozytywne!

Rozczarowanie jest pozytywne! To oczarowanie jest negatywne, bo jest niedojrzałe i kompletnie niepotrzebne! To ego uwielbia się oczarowywać, bo zawsze w tym jest potencjał, by usprawiedliwić wstyd, winę, opór, żal, gniew, dumę.

Nie bez powodu Rozsądek to niezwykle wysoki poziom świadomości, na który wzrosło w historii tej planety kilka procent ludzkości – 6-7%. Reszta nigdy tego poziomu nie osiągnęła! To, co nazywali rozsądkiem było strachem, oporem i dumą! To dwa zupełnie inne światy!

To co przełożysz z siebie do świata, znajdziesz w świecie. W TWOJEJ rzeczywistości nazywanej “życiem”. To TWOJE życie, nie życie w ogóle.

Bo WSZYSTKO na tej planecie jest subiektywne.

Warto to nareszcie zrozumieć. To, czego doświadczasz jest zwrotem Twoich inwestycji. To nic innego.

Zobaczmy co dr Hawkins napisał o gniewie i porównajmy to do tego, co my wiedzieliśmy na temat gniewu:

Gniew nie uwalnia nas, lecz wiąże. Łączy nas z drugą osobą i trzyma w naszych życiowych schematach. Zostajemy więc uwięzieni w tych negatywnych wzorcach, dopóki nie uwolnimy energii gniewu i jej małych korzyści, np. oburzenia wynikającego z przekonania o tym, że to my mamy rację, czucia się źle oraz pragnienia zemsty.

Nie musi być to jedna i ta sama osoba w naszym życiu. Jeśli nie ona, pojawią się inne, które będą reprezentować tę samą jakość wyzwalając w nas gniew i urazę. To będzie trwało, dopóki nie uporamy się ze swoją ukrytą złością.

Wówczas z naszego życia nagle znikną osoby reprezentujące tę jakość.

I teraz pomyślmy ile pogniewanych osób rządzi krajem, ile osób pełnych gniewu cały czas spotyka ludzi, w których znajdują jego usprawiedliwienia? Jakie bolesne schematy powtarzają się cały czas w naszym życiu, w życiu tego kraju, jego różnych grup? Hmm? I jak na nie reagujemy? Spokojem czy gniewem i dumą? Kto uwalnia gniew i dumę, a kto je usprawiedliwia tym, czego doświadcza?

I umysły od razu mówią – “Mam rację! Jest ZEWNĘTRZNY POWÓD, bym był/a pogniewany/a!”

Ale jest zupełnie odwrotnie!

To nie zewnętrzny powód, tylko ZEWNĘTRZNA REPREZENTACJA Twojego gniewu (i dumy)!

To jest/wraca, BO trzymasz W SOBIE gniew! A nie jest jego przyczyną!

Nie rozumiejąc tego nie dziwne, że “logicznym” wydaje się być pesymistą/tką w życiu.

Natomiast cierpienia unikniemy dzięki AKCEPTACJI.

Z drugiej strony mamy inny rodzaj ślepców – fanatycznych optymistów. Ci z kolei wypierają rzeczywistość w inny sposób – wciskają sobie kit, że np. wystarczy pozytywne nastawienie… ale ja się pytam – wystarczy do czego?

Czy pozytywne nastawienie wystarczy, by odkurzyć pokój? Nie. Do odkurzenia pokoju wystarczy i jest niezbędne włączenie odkurzacza i przyłożenie rury do każdego ukurzonego miejsca. To jak się będziemy przy tym CZULI zależy od naszego nastawienia ale rezultat zależy wyłącznie od tego czy czynność odkurzania wykonamy starannie. Możemy cierpieć i nienawidzić odkurzania, a możemy się przy tym świetnie bawić. Natomiast innych interesuje tylko to czy w mieszkaniu będziemy mieli porządek. Jeśli się wycierpieliśmy “dbając” o porządek, to nasz problem i tylko nasz.

Ani optymista, ani pesymista nie mają więc racji. Oba nastawienia nie wynikają z rozsądku, tylko z jakiejś formy oczarowania.

Spokój wewnętrzny to ani optymizm, ani pesymizm. To gotowość do przyjęcia faktów takimi jakimi są. Ani ich nie ubarwiamy na kolorowo, ani na czarno.

Rezultaty zależą od tego co zrobiliśmy i jak. A to co zrobiliśmy i jak zależy od naszej intencji. Nastawienie oczywiście mocno na to wpływa ale wiele osób pracuje ciężko, zmaga się, stresują się, piją i palą i zazwyczaj mają rezultaty zgodne z własnymi oczekiwaniami.

Jim Rohn powiedział bardzo ważną rzecz –

krytycznie ważne są powody naszych działań.

Powiedział też takie zdanie – “Nie otrzymasz żadnych odpowiedzi, dopóki nie będziesz miał właściwych powodów”.

To parafraza – “w życiu znajdziesz to czego szukasz”.

Większość uzależnionych ma jeden powód swoich działań – unikanie emocji/dyskomfortu psychicznego/bólu. To ich jedyny powód! I dlatego znajdują takie, a nie inne odpowiedzi – świat zły, ja zły, porno dobre. Znajdują więc cały czas zewnętrzne powody, by utrzymywać w sobie wszystkie negatywności i trucizny, które trzymają w sobie często od dziecka!

Ich powodem nie jest szczęście, ani sukces, tylko nie czuć się źle! Wszystko co “zabiera to co złe” staje się automatycznie dobre i usprawiedliwione.

Czyli nawiązując do poprzedniego punktu – podejmują działania, by nie przegrać, a nie by wygrać. Dlatego nigdy nie wygrywają.

Pozornie wydaje się, że intencja jest pozytywna – nie czuć się źle. Ale czy jest rozsądna? Jeśli wypiliśmy za dużo alkoholu, czyli zatruliśmy organizm, to czy rozsądnym jest nie pozwalać sobie na zwymiotowanie przez 28 lat? Czy to raczej przejaw zwykłej głupoty? Czy picie w ogóle jest mądre, by “radzić sobie” np. ze stresem? Kto kiedykolwiek poddał krytyce to przekonanie?

Nie bez powodu w języku angielskim powód i rozsądek są tym samym słowem.

Co to jest “motywacja”? To znalezienie właściwego, wystarczającego motywu, czyli powodu – przyczyny. A nie wieczne “motywowanie się”, a szczególnie “motywowanie przez kogoś”. Czyli tak naprawdę pasożytowanie i zabawianie swojego umysłu górnolotnymi przemowami, by poczuć się lepiej. Tak Hitler doprowadził do wojny całego świata ze sobą. Zmotywował, wywołał emocje, za pomocą których następnie kontrolował miliony ludzi, którzy wierzyli, że postępują właściwie. Bo to nie był rozsądek, tylko niziutkie poziomy zwierzęcej świadomości.

A Ty nie masz żyć emocjonalnie, tylko spokojnie, rozsądnie, radośnie. Ale droga ta wiedze m.in. przez odczuwanie emocji i oczyszczanie się z nich.

Oznacza to, że motywacja to również realna, WEWNĘTRZNA praca – znalezienie W SOBIE właściwej przyczyny. A tej pracy nikt nie wykona za Ciebie.

Jeszcze jedno – powiedziałem o inteligencji emocjonalnej. Czy rozumiemy to pojęcie? Czym jest inteligencja emocjonalna?

Albo prostsze pytanie – czym wg Ciebie jest inteligencja w ogóle? Napisz w komentarzu.

Bo jeśli używasz błędnej definicji tak istotnej kwestii jak inteligencja, nie dziwne, że może być Ci trudno w życiu. Bo inteligencja to nie jest coś, z czym się rodzimy, czyli czego jesteśmy ofiarą. Chociażby z tego względu, że inteligencji jest wiele różnych rodzajów.

A jednak wiele osób utrzymuje program “jestem głupi/a” i usprawiedliwia nim podejmowane PRZEZ SIEBIE szkodliwe decyzje.

Znajdujesz to, czego szukasz. Jeśli wierzysz, że jesteś głupi/a, to znajdziesz na to dowody.

7. Udowadnianie swojej racji.

Bardzo zgubna intencja, czyli przyczyna naszych działań.

Racja nie ma żadnej wartości i nigdy nie miała. Żadna racja. Każdy może udowodnić swoją rację w 5 sekund na dowolny temat. Nawet największą głupotę. Wystarczy upór.

Co więcej – możemy próbować udowodnić sobie/komuś rację i poświęcić na to setki godzin, mnóstwo pieniędzy, zdrowie i co z tego mamy… jedno zdanie – “Ok, dobrze – masz rację”.

Tak ślepa jest duma. Aby ją poczuć ludzie potrafią się nawet zabić.

Innym, równie durnym sposobem życia jest działanie, by udowodnić, że ktoś inny nie ma racji…

Ale jakbyśmy troszkę dokształcili się na temat rzeczywistości, czyli dokształcili się w kwestiach duchowych, to dostrzeglibyśmy, że 99,999% ludzi nigdy nie miało w niczym racji. Więc możemy milion lat poświęcić na udowadnianie innym, że nie mają w czymś racji… ale prawda jest taka, że nie mają… i my również! Tylko co z tego?

Liczy się nasz kierunek. A udowadnianie racji jest kierunkiem negatywnym, głupim, ogłupiającym, bezsensownym, pozbawionym jakiejkolwiek wartości. A jednak można poświęcić niemu wszystko.

Udowadnianie racji łączy się bardzo silnie z już opisanymi chorobami.

Wiemy już bowiem, że MY będziemy doświadczać w kółko tego, co wyzwala z nas gniew i urazy, czyli negatywne programowanie. Łatwo można więc to pomylić z własną racją – “Jest TAK (negatywnie) jak myślę”… ale jest TAK (negatywnie), BO utrzymujesz w sobie negatywności. I na nich bazie umysł mentalizuje automatycznie.

Więc INTENCJA udowodnienia swojej racji (duma) przesłania nam oczy. Żyjemy nietrzeźwo, upici dumą i zaprzeczeniem rzeczywistości.

Dlaczego tak często mówię o konieczności trzeźwego, świadomego życia i dostrzegania rzeczywistości? Bo to my odpowiadamy za swoje życie i to gdzie je (siebie) doprowadzimy. Wiemy dobrze jak kończą ludzie prowadząc samochód w stanie nietrzeźwości. Dlaczego więc sądzimy, że unikniemy wypadku prowadząc całe swoje życie w stanie nietrzeźwości??? Dlaczego liczymy, że wypadek nie nastąpi? Ależ nastąpi!

Co robi wtedy człowiek rozsądny? Wyciąga wnioski i przestaje prowadzić po pijanemu. Co robi większość ludzi? Zaczyna się użalać, obwiniać ŚWIAT ZEWNĘTRZNY, że doprowadził do wypadku… a człowiek przecież tak próbował ostrożnie jechać i nikomu nie wadzić… i dalej jadą nietrzeźwo!

Obejrzyj “Wilka z Wall Street” (scena gdy Leonardo DiCaprio próbuje wejść do samochodu, gdy zaczęły działać narkotyki, a potem jedzie do domu) i zobacz jak kończy się próba ostrożnej jazdy w stanie nietrzeźwości… to że WYDAJE nam się, że uniknęliśmy wypadku (konsekwencji) wcale nie oznacza, że tak jest/było.

Wracając do planowania. Ile osób zaplanowało co zrobi, gdy ponownie obejrzy porno? Jeśli nie chcemy sobie trwale pomóc i wziąć udziału w moim Programie, to chociaż przyjrzyjmy się tej kwestii.

Sądzimy, że coś wymyślimy? Aaaa, więc nadal wierzymy, że to my myślimy! I sądzimy, że wymyślimy coś konstruktywnego w stanie zniszczenia mózgu i drastycznego obciążenia psychiki? I jeśli najlepsze na co wpadliśmy to obejrzenie porno wcześniej, to po jego obejrzeniu wymyślimy coś lepszego?

Jedyne co wymyśli umysł, to wybełkocze racjonalizacje tego, co będziemy czuli. Najgorsze co możemy robić to próbować wymyślić rozwiązanie w stanie nietrzeźwości. Najgorsze co możemy zrobić to słuchać paplającego umysłu w niskim stanie emocjonalnym.

Aby wymyślić coś korzystnego, najpierw trzeba wytrzeźwieć. Ale większość ludzi nie chce.

Bo do zrobienia jest ciężka praca. Więc ludzie od razu jej nie chcą, bo przecież musi się wiązać z wysiłkiem, męczeniem, bólem. I to, dzięki czemu tego unikną jest dla nich dobre i właściwe! A jednak głupią codzienną, ciężką pracę usprawiedliwiają.

Ale czy cokolwiek, co robimy dobrze się przy tym bawiąc można uznać za ciężkie, za problem? Aby to zrobić, wobec czego utrzymywaliśmy do tej pory opór, trzeba zrezygnować z dumy.

Bo duma to też choroba. Duma narodowa to choroba całego narodu. Dlatego naród ma tyle problemów. A każdy ma swoje problemy odpowiednie do poziomu i jakości utrzymywanych w sobie negatywności.

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Powiadom mnie o
Avatar

wpDiscuz
Podobne Wpisy:
Choroby charakteru (Część 5)

Choroby charakteru (Część 5)

Witam Cię serdecznie! Dziś kończymy temat chorób charakteru. Części 1-4 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Choroby charakteru (Część 1) ► Choroby charakteru (Część 2) ► Choroby charakteru (Część 3) ► Choroby charakteru (Część 4) Jeszcze 2 przykłady niezwykle niebezpiecznych dolegliwości. Niebezpiecznych, bo postrzeganych jako przejawy zdrowia. 11. Pasywna nadzieja. Inaczej zwana apatią i fantazjowaniem.… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 56
Załamanie Nerwowe

Załamanie Nerwowe

Witam serdecznie! Pomyślałem, że raz na jakiś czas zajmę się przedstawieniem mojego punktu widzenia na przeróżne tematy na jakie natrafię. Czytuję różne serwisy, subskrybuję różne newslettery, w tym newsletter jednego profesjonalnego, polskiego serwisu psychiatrycznego. Nie będę podawał nazwy, bo nie o to chodzi. Nie jest też moją intencją szkalowanie ale chcę ukazać poziom niezrozumienia ludzi,… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 8
Czy emocje są destruktywne? Czy należy je przezwyciężać?

Czy emocje są destruktywne? Czy należy je przezwyciężać?

Dzisiaj poruszę bardzo istotny temat. A właściwie dwa: 1. Czy emocje mogą być destruktywne? 2. Czy należy/można je przezwyciężyć? Jeśli: – Uważasz, że tak. – Nie wiesz. To znaczy, że kompletnie nie zrozumiałeś moich wpisów na temat emocji. Pamiętaj – przeszedłem drogę, którą przeszła mało która osoba. Wyszedłem z potężnego uzależnienia. Wszedłem głęboko w odmęty… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 13
Odwaga, ludzki umysł, gorsze dni

Odwaga, ludzki umysł, gorsze dni

Witam Cię serdecznie! Dzisiejszym artykułem zespolę w jedno 3 ostatnio poruszane, ważne tematy – odwagi, ludzkiego umysłu oraz gorszych dni. Te wszystkie serie znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Wyższe stany – Odwaga (Część 3). ► Ludzki umysł (Część 2). ► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 5) – Słowo kończące. Nie wiem jak wygląda Twoje życie.… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4

WOLNOŚĆ OD PORNO