Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/

Witam Cię serdecznie!

Ostatnio odpisywałem na Raport jednego Uczestnika WoP, który Program zaczął drugi raz (za pierwszym razem przerwał). W Raporcie tym, pomimo, że już w teorii wszystko powinno być zrozumiałe, pojawiło się bardzo dużo błędnego zrozumienia, wliczając kompletnie niepoprawny kierunek. I jeśli ten kierunek oraz fundamentalne niezrozumienia nie zostaną naprostowane, niemożliwym będzie wyzdrowienie.

Podkreślę –

uzależnienie to jest zbyt poważny problem, by go rozwiązać dobrymi chęciami, półśrodkami, popularnymi i wygodnymi podejściami, etc.

Dlaczego? Bo gdy zrozumiesz dlaczego oglądasz porno, to zrozumiesz też, że intencja wyzdrowienia zacznie zarówno wyciągać z Ciebie to wszystko do czego jesteś przywiązany/a jak i to, czemu się opierasz. Także w formie różnych sytuacji, okoliczności oraz osób. Każdy kto faktycznie zdrowieje i wyzdrowiał powie Ci to samo. Więc jeśli uważasz, że tylko spróbujesz, a ten proces się zacznie, to może się okazać, że zaczniesz się miotać, cierpieć, a potem być jeszcze na mnie wściekłym, że to był najgorszy okres w Twoim życiu i lepiej Ci było, gdy nie ruszałeś/aś uzależnienia w ogóle. Już miałem takie przypadki. I choć te osoby ostrzegałem, mówiłem wprost – nie docierało. Zaś osoby, które zaczynały żyć dojrzale i mierzyły się z tymi wyzwaniami, mówiły mi, że WoP to najlepsze co im się przytrafiło w życiu.

Bo zdrowienie w pierwszym przypadku traktowane było jako ciekawostka, zabawa, a nie fundamentalne i odpowiedzialne dojrzewanie – zmiany w tym jak żyjemy. Ani nie były brane pod uwagę realia życia na tej planecie. Np. znaczenie intencjonalności. Jeżeli wolisz kierować się tym, co Ci powiedział przysłowiowy “wujek taksówkarz” czy znajomi, którzy przeczytali 2-3 książki o psychologii, to nie licz na jakiekolwiek zmiany na lepsze. Nawet terapeuci z wieloletnim doświadczeniem nie radzą sobie z uzależnieniami. I wiem to z przekazu moich klientów, którzy chodzili nawet już 5 lat na terapię. Bardzo wielu rok i dłużej.

Maili, które zaczynały się słowami – “Od lat interesuję się psychologią (…)” dostałem dziesiątki. Od osób ciągle uzależnionych.

Pokażę Ci dziś fragmenty tego Raportu oraz moje odpowiedzi + dodatkowe komentarze. Mam nadzieję, że dużo Ci uświadomi i pomoże podjąć decyzję czy oraz co robić, jeśli jesteś uzależniony/a i już tego nie wypierasz, ani nie bagatelizujesz. (!)

Zobaczysz także jak człowiek robi się w balona wmawiając sobie, że już zdrowieje, że już jest dobrze, że jest na właściwej drodze, choć oczywistym jest, że tak nie jest. Wyjaśnię masę błędów, niezrozumienia, mitów.

Zapraszam!

Zacznijmy od tego – powtarzam non stop, że myślenie myśli się samo – już niektórzy mi zarzucali, że pewne rzeczy w kółko powtarzam. Co na to ludzie? Tak jakby informacje w ogóle nie docierały lub były totalnie ignorowane lub zupełnie różne informacje traktowane były jako tożsame ze sobą. Zobaczmy:

3. Spróbuj zatrzymać swój umysł, gdy myśli na 5 minut. Ma nie pojawić się w nim żadna myśl.
3.1. Jeżeli mi się udało przestać myśleć na 5 minut, moje wnioski:
3.2. Jeżeli nie udało mi się przestać myśleć na 5 minut, moje wnioski:
Nie można zatrzymać myślenia. Umysł myśli sam. Nie mamy wpływu na to, czy w danym momencie pojawi się w naszej głowie jakaś myśl.
Myśl nie pojawia się w głowie.
W żadnym momencie myśl nie jest w Tobie, nie jest zamknięta, nie dotyczy Ciebie, nie jest Tobą, nie wpływa na Ciebie.

Nigdy nigdzie nie powiedziałem, że myśli pojawiają się w (naszej) głowie. A jednak – ludzie tak uważają i nawet nie zauważają, że tak uważają. I choć mówię, że myślenie to proces bezosobowy, człowiek i tak znajduje sposób, by traktować myślenie jako swoje, siebie jako jego autora, a także swoje ciało jako autora myśli – żeby ukryć to, że nadal zamierza stawiać siebie jako przyczynę myśli.

To, że czujesz wiatr na skórze, nie oznacza, że wiatr pojawia się w ciele/skórze czy gdziekolwiek w Tobie, ani nie jesteś autorem wiatru, ani samego doświadczenia. Bo odczuwanie i doświadczanie odbywa się samo – to fenomeny samoistne. M.in. z tego względu wiele osób, które np. ciągle się opierają i dlatego cierpią, znalazło jedyny sposób – pozostawanie w stanie nietrzeźwości, w którym doznania płynące z ciała są odcinane w świadomości. Bo samego odczuwania nie można zatrzymać, ani kontrolować.

Pamiętaj – znieczulenie nie usuwa bólu, tylko odcina jego świadomość. Co oznacza, że jeśli nie zajmiesz się jego źródłem, to gdy znieczulenie przestanie działać, zaczniesz ponownie doświadczać bólu. Dlatego wszelkie uzależnienia są nieskuteczne i muszą być powtarzane nieraz kilka razy dziennie – np. nigdy nie kończy się na jednym kieliszku wódki, ani jednym zdjęciu pornograficznym. Wielu ogląda pornografię przez godzinę ale 3-4 lub więcej razy dziennie.

Jeśli będziesz dalej uważać, że odpowiadasz za myśli, to cały czas będziesz mieć pokusy, by zajmować się myślami, a także by się nimi non stop hipnotyzować i próbować kontrolować ten proces, by powstrzymać pojawienie się myśli negatywnych, myśli o porno, strasznych myśli, etc. Co oczywiście jest z góry przegraną sprawą. A opieranie się jak i próby kontroli w konsekwencji prowadzą do doświadczania bólu. Z samej natury rzeczywistości. Nie można tego uniknąć.

A poza tym – wystarczy, że uznasz, że skoro myśli pojawiają się w Twojej głowie, a są negatywne, to co musi być nie tak z Twoją głową!? No przecież ludzie naokoło chodzą uśmiechnięci, więc w ich głowie musi nie być takich strasznych, depresyjnych myśli! Każdy wniosek oparty o błędne założenia też jest błędny. Tylko skąd możesz wiedzieć które założenia są błędne? Uważasz, że tylko Ty “masz” negatywne myśli? Ha! Zacznij rozmawiać z ludźmi, być szczerym, a otworzą się przed Tobą. Zobaczysz, że większość myśli większości ludzi jest negatywna. Tylko każdy się boi, że jest w tym jedynym. I właśnie boi się usłyszeć co jest z nim nie tak.

3.3. Jakie to ma przełożenie na życie?
Należy ignorować myśli, które się pojawiają, szczególnie jeżeli umysł generuje myśli na podstawie niskich emocji.
Umysł nie generuje myśli.
Skąd wziąłeś ten pomysł?
Czy radio generuje stacje radiowe? Umysł to antena. Wyjaśniałem – myślenie myśli się samo. Nie umysł myśli. Umysł nie myśli. To urojenie, niezrozumienie, iluzja dalej wpływa na to, że próbujemy zmienić nasz umysł czy go kontrolować, bo uważamy, że to on tworzy myśli. Tak nie jest.
Nie należy przykładać uwagi do myśli – bo to się nam po prostu nie opłaca.
Ależ opłaca w pewnym kontekście – np. możesz uważać, że inni są źli, gorsi, głupi i doić z tego skrywaną przyjemność.
Nie obwiniać się jeżeli jakieś niesprzyjające myśli pojawią się w naszej głowie – myśli to nie my.
Teraz pytanie czy to wybierzesz w swoim życiu?
A jeśli w jakichś okolicznościach nie – w jakich i jakich myśli się nadal trzymasz i nadajesz im znaczenie?

Widzisz? Dalej to samo – “umysł generuje myśli”. To też powszechne urojenie i niezrozumienie. Nie, Twój umysł nie generuje Twoich myśli. To tylko narcystyczne centrowanie wszystkiego co bezosobowo zachodzi w świecie na sobie, by następnie grać tego ofiarę i się tym emocjonować.

No bo jeśli Twój umysł generuje myśli – Twoja “głowa” to robi, to przecież logika podpowiada, że to musi mieć sens! Z jakiegoś powodu tak robi, prawda? No, jeśli w naszej głowie pojawiają się myśli, że ktoś jest głupi, no to musi być głupi! Bo inaczej dlaczego taka myśl by się pojawiła? O czym ta myśl nas informuje? Co próbuje nam przekazać?

Odpowiedź – ta myśl to bełkot, mentalny rzyg, jazgot. Nie ma żadnego znaczenia, nie przekazuje żadnej informacji. I kłamie.

Każda myśl kłamie.

Bo żadna nie wynika, ani nie opiera się o nieograniczony kontekst. Dlatego z założenia każda myśl to kłamstwo. A kto jest świadomy kontekstu procesu mentalizacji jaki obserwuje poprzez umysł? Kto w ogóle zrozumiał co teraz napisałem?

3.4. Dlaczego jest to tak istotne?
Jeżeli będziemy wierzyć swoim myślom to łatwo wciągnąć się w paplaninę umysłu
Dlaczego dalej uważasz, że myśli są Twoje?
Jesteś ich autorem? Bóg Ci je dał?
Miały przypiętą metkę z Twoim PESEL-em?

Tu widzimy jasno jak niedostrzegalne jest nasze przywiązanie do pewnych przekonań, opinii, wiary, patrzenia na pewne sprawy. Cały czas NASZE/MOJE myśli.

Powiedz mi – czy Słońce jest Twoje? Czy wiatr jest Twój? A może ciśnienie jest Twoje?

Wystarczy to jedno słowo – “moje” i już bezosobowy bełkot przekształca się na tysiące problemów w ludzkim życiu. Wliczając wojny, nienawiść, zazdrość, obłudę, choroby, niekończące lęki, zamartwianie się, etc. Oraz oczywiście uzależnienie. Ale to hipnotyzowanie się mentalnym bełkotem to nadal jeden element całości problemu.

Czy spodnie, które nosisz teraz są Twoje? Gdzie to jest zapisane? W pyle gwiezdnym? Każda komórka wszechświata zapisuje w swoim DNA, że to TWOJE spodnie? Nie. “Moje” to tylko przekonanie. Jedni się z nim zgodzą, inni nie. Tych, którzy się z tym nie zgodzą nazywa się przestępcami, najczęściej złodziejami.

Nie są Twoje, tylko ludzie zgadzają się szanować inwestycję energii w formie pieniędzy jaką poświęciłeś/aś, by te spodnie “posiadać”. A niektórzy ich nie zechcą, BO je nosisz. ;)

Czy czas jest Twój? Jeśli tak, to znaczy, że każdy ma swój czas? Czyli są różne czasy? A jeśli jeden czas, to jeśli ja mam więcej czasu, to znaczy, że przeze mnie Ty masz go mniej?

Nie ma żadnych realnych korzyści z nazywania czegoś “moim”. To tylko wprowadza zakłopotanie i potencjalne cierpienie po utracie, lęk przed utratą, rozczarowania wynikające z oczekiwań, by to “moje” było najlepsze czy lepsze od innych – wliczając nawet “Twoje/moje/czyjeś” dzieci.

i ciężko wtedy będzie obiektywnie ocenić jakąś sytuacją, rzeczywistość,
A dlaczego chcesz cokolwiek oceniać?
I co to znaczy “obiektywnie”? Gdzie zaczyna się obiektywizm?
Nic nie jest obiektywne.
Zapamiętaj przez resztę życia – DOŚWIADCZENIA NA TEJ PLANECIE SĄ STRICTE SUBIEKTYWNE.
I zależą od poziomu świadomości, intencji, decyzji.
Więc nigdy nie mówisz o rzeczywistości, tylko swojej percepcji. Nie da się niczego ocenić obiektywnie, bo musiałbyś znać nieograniczony kontekst.
Przykład pokazujący jak niewiele bierzemy pod uwagę – zwykły pyłek kurzu, który możesz widzieć w tym momencie potrzebował wszystkiego od początku świata, wliczając całego kosmosu, by móc zaistnieć.
Wszystkich praw fizyki, wszystkich zależności, całej ewolucji tej planety, konstrukcji budynku, w którym jesteś i go widzisz, w ogóle ewolucji ludzkiego organizmu, by móc widzieć to, co fizyczne no i samego faktu, że go zauważyłeś.
A nie – “ruszyłem ręką i wiatr uniósł pyłek”. To pominięcie nieprzeliczonych miliardów, a tak naprawdę nieskończoności czynników, dzięki którym ten pyłek w ogóle znalazł się w powietrzu.
Więc co można ocenić obiektywnie? Nic.

Religia od tysięcy lat mówi, by niczego nie oceniać, nie osądzać i zostawić to Bogu. Dlaczego? Bo nie jesteśmy do tego zdolni. Mój komentarz wyjaśnia dlaczego.

A jednak ludzie to uwielbiają, są w tym zakochani. Ponadto zauważ, co ten mężczyzna napisał – CIĘŻKO jest coś ocenić obiektywnie. Nie tylko więc uważa, że może ale też uważa, że myśli to tylko mała przeszkoda i jest możliwe coś ocenić obiektywnie. I przecież niemal każdy uzależniony “obiektywnie” ocenia siebie i swoje życie – że jest nic nie znaczącym robakiem nie wartym, by na niego splunąć. A jego/jej życie to smutny żart i wszystkim byłoby lepiej, gdyby się jak najszybciej skończyło, bo jest tylko pasmem porażek, wstydu, żalu, strachu i bólu.

To jest obiektywne? Pewnego dnia mężczyzna, która się tak straceńczo osądza, spotyka przypadkiem kobietę, która się do niego uśmiecha. W ogóle nie widzi tego całego zła, które on nieprzerwanie w sobie widzi i osądza. Jest dla niego miła, sympatyczna, chce się z nim spotkać. Mężczyzna ten od razu widzi w umyśle – co Z NIĄ jest nie tak? Co ona we mnie widzi? Musi być jakaś dziwna!? Może nawet pomylona, że się chce ze mną zadawać!

Bo z góry zakładamy, że ten mentalny rzyg jest obiektywny. I choć życie daje nam setki przykładów zupełnie innego kontekstu, widzenia, rozumienia, my się przykleiliśmy jak ważka do żywicy i nie chcemy się odkleić. A następnie gramy ofiarę myśli i emocji…

(…) rzeczywistość, która jest zawsze lepsza niż nam się na dany moment wydaje.
Skąd ten pomysł? Dlaczego uważasz, że rzeczywistość jest lepsza, niż nam się wydaje?
A gdy uzależniony sądzi, że jest super, bo obejrzał porno i uniknął problemu, to jest jeszcze lepiej, niż mu się wydaje?
Podaj przykład ze swojego życia tego co teraz stwierdziłeś – co Ci się wydaje i jak rzeczywistość jest lepsza od tego?

To zdanie zapaliło mi czerwoną lampkę. Bo to tylko powtórzenie tego, co ja stwierdziłem. Nie widzę w ogóle żadnego zrozumienia, ani przełożenia na realne i WŁASNE życie. Przecież każdy uzależniony, który włącza porno lub podnosi kieliszek wódki do ust, uważa, że w tym momencie, DZIĘKI porno/wódce jego rzeczywistość nareszcie staje się lepsza.

I gdy ogląda pornografię/pije wódkę, nagle wszystko zaczyna mu się wydawać lepsze, znośne.

Podkreślę – twierdzenie, że rzeczywistość jest zawsze lepsza, niż nam się wydaje, jest prawdą ale w pewnym kontekście. Równie dobrze możemy minąć się z prawdą, czyli interpretować je z wąskiego lub błędnego kontekstu.

Bez odnoszenia wiedzy, informacji oraz ćwiczeń i narzędzi z Programu Wolność od Porno, terapii czy grupy 12 kroków do własnego życia, do rzeczywistości, nic nie musi ulec poprawie. A nawet wręcz przeciwnie – człowiek może cierpieć i starać się na siłę powtarzać sobie, że jest lepiej, niż mu się wydaje, choć totalnie ani tego nie widzi, nie doświadcza, ani nie chce w to uwierzyć. W końcu zrezygnuje z tego, bo tylko bezmyślnie powtarza jakąś informację, czego intencją jest ucieczka od własnego doświadczenia, uniknięcie go, próba zmiany go myśleniem. A nie wzrost, rozwój i oczyszczenie.

Ponadto – pozytywne wyobrażanie sobie czegokolwiek może być taką samą nietrzeźwością jak widzenie wszystkiego w ciemnych barwach. Używam porównania – nie ważne jakim kolorem farby zamalujesz sobie przednią szybę samochodu – różowym czy czarnym – w obu przypadkach nie widzisz tego co masz przed sobą i szybko doprowadzisz do wypadku. Tutaj też będą takie “różowe” wyobrażenia – że wszystko jest dobrze, że jest na właściwej drodze. Bo przez to nie widzimy fundamentalnych błędów.

Właściwym podejściem jest intencja widzenia prawdy bez jej osądzania, ani upiększania.

Jak zauważymy w dalszej części tego Raportu – uważa on, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Choć jest to kłamstwo i niezrozumienie. Ale jeśli sądzimy, że jest lepiej, niż nam się wydaje, no to możemy się tak okłamywać, co gwarantuje nam brak poprawy.

3.5. Jak możesz wykorzystać tę wiedzę/obserwację/świadomość/doświadczenie w kontekście zdrowienia z uzależnienia i powiązanych z nim problemów z Twojego życia?
– nie przywiązywać uwagi do myśli
Do jakich myśli?
A do jakich mimo tego Raportu i zrozumienia jeszcze się przywiązujesz i wierzysz?

Wszystko byłoby ok, gdyby ten mężczyzna podał do jakich myśli się przywiązuje oraz jakie ma z tego korzyści. Bo problemem większości uzależnionych nie jest to, czego nie mogą zrobić. Ich problemem jest to czego NIE CHCĄ robić.

Zapamiętaj –

KAŻDE ‘nie mogę’ to nieuświadomione ‘NIE CHCĘ’.

Zrób listę każdego ‘nie mogę’ w jakie wierzysz, a następnie przeanalizuj to z intencją prawdy oraz z RADYKALNĄ uczciwością i szczerością. Dostrzeżesz, że nie ma wyjątku – wszystko, co wmawiałeś/aś sobie, że nie możesz, tak naprawdę boisz się lub wstydzisz tego i dlatego nie chcesz się tym zająć. A to całe ‘nie mogę’ to tylko wygodne usprawiedliwienie. Albo z góry zakładasz, że to nie ma sensu (czyli tego sensu nie nadajesz), że odniesiesz porażkę, etc. Czyli oczywiście możesz ale nie chcesz, bo wolisz czegoś uniknąć.

– zacząć odróżniać jak umysł generuje myśli
Umysł nie generuje myśli.

A tu dalej utrzymywanie urojenia, że umysł generuje myśli, czyli “nasz umysł jest autorem naszych myśli”. Dlaczego tak istotne jest, by skorygować to nieporozumienie? To stanie się jasne w dalszej części artykułu.

na podstawie emocji od myślenia kiedy jesteśmy w stanie spokoju.
I jak to odróżnisz?

Zaczynają się konsekwencje tego niezrozumienia oraz niedostrzegania własnego hipnotyzowania się mentalnym bełkotem. Mężczyzna ten chce zacząć odróżniać spontanicznie generowane myśli od myślenia. Innymi słowy tylko znalazł pretekst do dalszego hipnotyzowania się mentalnym jazgotem – bo teraz ma dla tego świetne wytłumaczenie.

A jak odróżnić coś, co się dzieje samo od tego, co robimy my? Kto ma jakiś pomysł?

Jak odróżnić wpatrywanie się w reklamę hamburgerów od jedzenia hamburgerów? Jak odróżnić seks od wpatrywania się w film pornograficzny?

Czyli stawiać się świadomym i zauważać momenty jak umysł sam zaczyna paplać
Umysł nie zaczyna sam paplać.
To paplanie trwa non stop, nieprzerwanie. Więc się nie zaczyna, ani nie kończy.
To Ty w pewnych sytuacjach zaczynałeś się tym hipnotyzować sądząc, że wtedy umysł zaczyna myśleć. Tak nie jest.

I tu jest “pies pogrzebany”. Powtarzam, przypominam, naciskam, dodaję wykrzykniki, podkreślam, pogrubiam, że !!!!!!MYŚLENIE TO PROCES SAMOISTNY, CIĄGŁY I NIESKOŃCZONY!!!!!!!, a ludzie nadal swoje – “umysł ZACZYNA paplać”. Nie, umysł nie zaczyna paplać. Paplanina trwa nieprzerwanie cały czas.

To jest krytyczne niezrozumienie, bo zakładamy, że żyjemy świadomie i trzeźwo i tylko umysł nagle, z niewyjaśnionych przyczyn zaczyna paplać. To pozostawia nas nieświadomymi i nietrzeźwymi.

Bo to my zaczynamy się hipnotyzować tym bełkotem uważając, że to nagle się on zaczął. To kolejny przykład jak człowiek nie potrafi nawet dostrzec tego, co robi od tego, co się dzieje samo.

Poza tym dlaczego mielibyśmy zauważać momenty, gdy umysł zaczyna sam paplać, nawet gdyby tak było? Jak to przekładałoby się na zdrowie, na trzeźwość, na spokój, na szczęście?

To dlatego tak istotne, by zrozumieć, że paplanina trwa cały czas, bo nawet to, co uważaliśmy od zawsze za prawdę, wcale nie jest prawdą. CO NAJWYŻEJ JEST PRAWDĄ W PEWNYM KONTEKŚCIE. Więc każda nasza opinia, percepcja, osąd, pozycjonalność – to tylko nasze własne widzimisie. Nic więcej. Bo to się tylko myśli. Skądś to usłyszeliśmy, przeczytaliśmy, zobaczyliśmy, etc. I temu, czemu nadaliśmy znaczenie, uznaliśmy za prawdę – zaczęło się samo powtarzać. A nasza intencja doprowadza do dostrzegania dowodów, że tak jest. A ludzie uważają masę głupot i bez żadnych dowodów. Nawet odrzucają dowody, że wcale tak nie jest. Tak jak np. mężczyźni, do których kobiety same zagadują, flirtują, a oni nadal uparcie sądzą, że nie są atrakcyjni dla kobiet.

i wtedy stać się obserwatorem tych myśli- nic z nimi nie robić.
Więc kiedy jest to “wtedy”?
Bo jak mówię – nie ma sytuacji, że umysł zaczyna paplać lub jest spokojny. Paplanie odbywa się cały czas, tylko ono zajmuje 1% umysłu.
Więc W PEWNYCH OKOLICZNOŚCIACH Ty zaczynasz zwracać uwagę na ten 1% i ignorujesz spokój.
Więc nie należy oczekiwać aż umysł zacznie paplać, by to zacząć ignorować, bo to robienie siebie w jajo.
Należy uświadomić sobie od jakich sytuacji uciekasz np. w hipnotyzowanie się mentalizacją.

To jest właśnie sama esencja problemu uważania, że umysł zaczyna paplać. Tylko wtedy, gdy to zauważymy, gdy uznamy, że umysł zaczął paplać, dajemy sobie pozwolenie, by stać się ich obserwatorem. To jest taaaaaak szeroko zostawiona furtka, by to robić w każdej niewygodnej sytuacji. Nie mówiąc o tym, że pozostajemy zupełnie ślepi na pozostałe myśli, do których jesteśmy przywiązani i nawet nie zauważamy własnej wiary w nie.

Dopiero, gdy sami uznamy, że umysł zaczął paplać, będziemy to ignorować. A kiedy nie uznamy, że umysł papla, tylko ktoś naprawdę nas zdenerwował, coś nas martwi, zestresowało, zawstydziło? A ten cały dramat, gdy podejdziemy do kobiety, ktoś to zauważy, zacznie się śmiać, kobieta też nas wyśmieje, a potem opowie wszystkim koleżankom? To paplanie, bezosobowy bełkot, który się nagle zaczął, czy może sensowne myśli, które nas zabezpieczają przed tym strasznym losem?

Co w tej sytuacji? Zignorujemy to czy nadamy temu znamiona wręcz przepowiedni i świętej wyroczni?

Jeśli non stop się hipnotyzujemy mentalnym jazgotem i tylko spontanicznie uznamy, że jakieś myśli są bezsensownym bełkotem, to nigdy nie zaczniemy żyć trzeźwo. Bo to będzie jak dla ryby woda – ryba pływa w wodzie cały czas i dlatego nie jest świadoma wody. Więc i my wartościując myśli również nie mamy szans zauważyć, że to co uznaliśmy za sensowne wcale nie jest sensowne. Bo może być sensowne tylko w pewnym kontekście, a skupiając się na myślach totalnie pomijamy cały kontekst – nawet nie jesteśmy go świadomi w minimalnym stopniu.

Dlatego podkreślam – mentalizacja odbywa się cały czas i KAŻDA myśl kłamie. Żadna nie ma wbudowanego w siebie sensu, ani znaczenia.

A jak teraz jakiś filozof wyskoczy i powie – “No ok, Piotrze, a myśl – ‘jak wypiję truciznę to umrę’ nie jest sensowna? Nie jest prawdą?” Ta myśl oczywiście jest sensowna i jest prawdą W PEWNYM KONTEKŚCIE – zakładającym, że życie kończy się wraz z ustaniem pracy serca i umysłu. Pewne substancje są bardzo szkodliwe dla naszego organizmu i ich spożycie może skończyć się śmiercią fizyczną. Co nie ma zupełnie przełożenia na życie rozumiane w szerszym kontekście. Bo fizyczność to tylko jeden aspekt życia. Kalibracja tego twierdzenia z trucizną nie przekracza 250. Więc jest prawdziwe – obecne życie po spożyciu trucizny się zakończy. Ale kalibracja 250 to bardzo wąziutki kontekst rozumienia rzeczywistości, choć już jest to kierunek w stronę rozsądku. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że ciało fizyczne kalibruje się na 205, to dostrzeżemy, że świadomość, by nie spożywać trucizn jest wspierająca. Jeśli jednak poszerzymy kontekst o to, że życie nie ogranicza się do fizyczności, to twierdzenie, że wypicie trucizny skończy się naszą śmiercią przestaje być prawdziwe.

Teraz rozumiesz znaczenie twierdzenia – “KAŻDA myśl kłamie”? Bo to prawda. Tylko należy wykalibrować poziom każdej myśli, do której jesteśmy przywiązani, by zrozumieć na jakim poziomie prawdy jest (o ile to poziom powyżej 200). Bo jeśli na niskim, to pojawią się problemy. Bo to tak jakby próbować napełnić wannę puszczając z kranu malutkie ciśnienie. Albo próbować umyć gary kropelką detergentu.

A co z milionem pozostałych myśli? Czy myśl “lepiej nic nie zmieniać, bo może być jeszcze gorzej” jest na tym samym poziomie? Nie. Ta myśl nie przekracza granicy integralności, więc nie wspiera życia. Każdy kto słucha się tej myśli w najlepszym przypadku pozostanie w miejscu, w jakim jest. Ale oczywiście musimy wziąć pod uwagę konsekwencje tego jak żyjemy. Jeśli oglądamy pornografię, to konsekwencje są negatywne. Tym samym kierujemy się w stronę destrukcji swojego życia. Zmiany – mądre, nieraz radykalne – są konieczne. TYM BARDZIEJ zdanie “lepiej nic nie zmieniać” jest fałszem i doprowadzi do destrukcji, strat w naszym życiu.

Teraz zastanówmy się – są przecież ludzie, dla których wypicie trucizny jest dobre! Bo np. tak cierpią, że postanawiają “odebrać sobie życie” (co nie jest możliwe jeśli rozumiemy co to “jest” życie). Tak naprawdę próbuję zakończyć swoje cierpienie. Bo być może próbowali na różne sposoby – przez narkotyki, alkohol, porno, wieczne zajmowanie czymś umysłu, opór. Ale jak mówiłem – doświadczania i odczuwania nie można przerwać, ani zatrzymać. Więc muszą żyć jeszcze niżej, niż poziom wypicia trucizny, by uznać to za dobry pomysł. Powiedzieć takiej osobie, że warto jest żyć zostanie odebrane w najlepszym przypadku z cynicznym śmiechem. Ciekawe, prawda?

A przecież to samo widzimy w życiu osoby uzależnionej – w pewnych okolicznościach obejrzenie pornografii uznaje za świetny wybór. Gdy haj minie, uznaje, że był to fatalny pomysł. Gdy okoliczności znowu ulegną zmianie, taka osoba znowu zmienia swoje zdanie i uznaje, że obejrzenie porno będzie dobrym pomysłem. I to w bardzo wielu przypadkach trwa nawet dziesiątki lat. Bo nie ma w ogóle zrozumienia kontekstu, ani samej esencji uzależnienia. Nikt nie uzależnia się od substancji, ani pornografii. To jest podwórkowe “rozumienie” uzależnienia.

Są też bardzo poważne przypadki uzależnień – gdy człowiek już tak silnie przywiązał się do alkoholu i wierzy, że nie może bez niego żyć, że gdy alkohol odstawi, jego ciało i psychika reagują turbulentnie. Ostatnio znajomy powiedział mi, że przestał jeść mięso. Odstawił na tydzień. Po kilku dniach zaczął mieć migreny, bóle serca, pojawiło się wzmożone napięcie i stres. Organizm zaczął reagować bardzo negatywnie. W moim przypadku było to zupełnie bezproblemowe, bo najpierw zająłem się przekonaniem, że potrzebuję mięsa, by przeżyć.

Początkowo sądzenie, że jesteśmy uzależnieni od pornografii czy alkoholu może sprzyjać zmianie ale szybko okaże się, że takie rozumienie uzależnienia nie doprowadzi do faktycznego wyzdrowienia.

Wystarczy zaobserwować, że uznajemy np., że dzięki porno się odstresowujemy. I co teraz? To chcesz przezwyciężyć? A może rzucić? Proszę bardzo. Ale szybko się okaże, że może porno odstawiłeś/aś, a zamiast tego zacząłeś/zaczęłaś pić. Bo co z samym stresem? Najczęściej jest wtedy tak jak w przypadku mojego znajomego i mięsa – nie pozostaje nic innego, niż tylko dalej jeść mięso.

Co to jest stres? Kto to rozumie? Wielokrotnie spotykałem się z osobami, którym wprost powiedziałem co to jest stres ale też jak jakby rzucić grochem o ścianę. Bo tak człowiek jest przywiązany do swoich opinii, których w ogóle nie ma nawet jak zweryfikować. Ot, po prostu od zawsze tak uważał i tyle. Albo uważa to, co się powszechnie uważa i już – to jest wygodne – np. że coś człowieka stresuje. Każdy wtedy pokiwa główką, przyzna rację, doda jeszcze jaki to świat jest niesprawiedliwy, itd.

Ale to nie jest prawda i nie doprowadzi do zdrowia. Kalibracja pokazuje, że 99% wolności słowa nie przekracza poziomu 200. 99% informacji jakimi możesz operować w życiu, o które opierasz swoje działania, dążenia, etc. nie wspierają życia, są omylne, błędne, nieraz złudne, wykrętne, zwodnicze i kłamliwe. I przecież zapewne 80% ludzi uważa, że życie nie wspiera ich. Bo sami nie wspierają samych siebie. A wystarczy zrobić coś dla innych z dobrą, pozytywną intencją i samo to przynosi zadowolenie. I z dużym prawdopodobieństwem ta osoba chętnie się nam odwdzięczy. Co pokaże nam, że NASZE życie jest takie jakim je dla siebie czynimy.

4. Medytacja.
4.1. Ilość odbytych sesji z medytacją:
Medytuje każdego dnia od rozpoczęcia z Tobą pracy z programem. Po 10 minut dziennie. Nie liczyłem sesji ale 10 lub ponad 10
4.2. Opisz swoje doświadczenia z medytacją.
Opis: medytacja
– pozwala mi często uspokoić umysł,
Nie można uspokoić umysłu. To kolejne urojenie.
Czy ja gdziekolwiek napisałem o uspokajaniu umysłu?
Pisałem o IGNOROWANIU MENTALNEGO BEŁKOTU, KTÓRY ODBYWA SIĘ NIEPRZERWANIE, NON STOP, BO TO PROCES SAMOISTNY, CIĄGŁY I NIESKOŃCZONY.
Jeśli będziesz próbował uspokoić umysł, to się robisz w wała. Bo to niemożliwe. I to jedna ze strategii zajmowania się myślami, by unikać czegoś w realnym życiu.

I najczęstsze, najbardziej popularne urojenie, mit, banialuk – uspokajanie umysłu.

No bo jeśli zakładamy, że to nasz umysł jest autorem, twórcą myśli, a myśli są niespokojne, straszne, no to znowu – logika zaczyna dalej dokładać cegiełki do tej urojonej konstrukcji – że trzeba umysł uspokoić/uspokajać, bo sam umysł jest niespokojny i dlatego tworzy niespokojne myśli…

Instrukcja medytacji w WoP ma 3 zdania + kilka zdań rozszerzających. Nie ma tam słowa o uspokajaniu umysłu. A jednak mniej więcej połowa uczestników WoP w ogóle tego nie zauważa. Dalej uważają, że za pomocą medytacji będą uspokajać umysł. I próbują to robić. Z jakim skutkiem? Marnym.

Poza tym widzimy, że uważa on, że medytacja POZWALA mu CZĘSTO uspokoić umysł. A więc zdarzy się, że mu medytacja na to nie pozwoli. I już się to nieraz zdarzyło, bo uważa, że do tej pory medytacja pozwoliła mu na to CZĘSTO, a nie zawsze. Jednak nie takie jest przeznaczenie medytacji, ani niemożliwym jest uspokoić umysł, bo umysł nie jest ani spokojny, ani niespokojny. Czy radio jest niespokojne nadając heavymetalową stację?

Wcześniej napisałem, że 99% tego, co mówią ludzie to nieprawda, urojenia. Bardzo istotny przykład – twierdzenia typu “czuję SIĘ”, “SAMOpoczucie”, etc. Np. stwierdzenie – “dzisiaj czuję SIĘ źle”. Dlaczego jest to nieprawda, urojenie? Bo odczuwanie nie ma nic wspólnego z nami. To co czujemy to konsekwencja percepcji, ew. informacje płynące z ciała odnośnie jakiejś dolegliwości.

Jeśli uderzysz pięścią w ścianę, to ból, którego doświadczysz, to bezosobowa konsekwencja uszkodzenia ciała. Jeżeli stawisz temu doświadczeniu opór, zaczniesz doświadczać cierpienia. A nie jakiegoś przykrego losu zesłanego Ci przez Boga, by Ci jeszcze dopieprzyć.

Poziom energii koresponduje z poziomem świadomości.

Więc nie czujemy SIĘ, tylko ew. doświadczamy konsekwencji własnej percepcji siebie. Np. jesteśmy apatyczni, bo nasza własna ewaluacja siebie jest na poziomie wstydu, winy, żalu za popełnione błędy.

Ale ludzie tak są przywiązani do myśli i emocji – utożsamiają się z nimi i identyfikują, że jak odczuwają gniew, to automatycznie SĄ pogniewani i nic nie mogą na to poradzić. Bo nie są na tyle rozwinięci. Więc automatycznie też dają ekspresję gniewowi – albo aktywną, albo pasywną. Lub widzą myśl “sprawdzę co tam nowego na serwisie XYZ” i od razu to robią. Zero świadomej decyzyjności.

Twierdzenie – “ja myślę” nie jest prawdziwe. Twierdzenie “ja odczuwam” też nie. Bo nie my odczuwamy. Odczuwanie odbywa się samoistnie. A my jesteśmy go świadomi lub nie. I jeśli osądzamy to, co się odczuwa, próbujemy to zatrzymać – opieramy się. Bo jeśli uznajemy, że my odczuwamy, to mamy nad tym kontrolę i możemy to zmienić lub zatrzymać. Konsekwencją tego jest doświadczanie bólu. A na ból reagujemy już ucieczką – a że nie możemy zatrzymać doświadczania bólu, no to zostaje nam odcięcie jego świadomości poprzez różne używki czy pornografię. Myślenia oczywiście też nie możemy zatrzymać, bo również nie my jesteśmy jego autorem.

Być może w jednym z przyszłych artykułów opiszę jak realnie działa mózg w kontekście myślenia, pamięci, jaką rolę odgrywają emocje i dlaczego medytacja oraz rozwój świadomości są warunkami niezbędnymi, by móc cokolwiek realnie i trwale poprawić w swoim życiu i zdrowiu. W Programie WoP wyjaśniam to dokładnie.

Bo wraz z rozwojem świadomości zmienia się funkcjonowanie mózgu – uaktywniają się tzw. wyższe funkcje mózgu. Czego efektem jest m.in. to, że emocjonalność przestaje grać pierwsze skrzypce w życiu. A łatwo zaobserwować, że w życiu ok. 85% ludzi na tej planecie emocjonalność dominuje czy nawet nie ma za bardzo niczego poza nią. A spokój mylony jest albo z apatycznością, albo nie odczuwaniem emocji.

Natomiast spokój to bardzo wysoki poziom energii życiowej – zawiera się już w spektrum ponad odwagą. Czyli osoba spokojna jest automatycznie odważna. Odwaga oczywiście nie wyklucza odczuwania lęku. Tylko że lęk nie jest już na pierwszym miejscu, bo widzimy go w zupełnie innym kontekście, niż dotychczas. Lęk w naszych oczach już nas nie chroni. Chroni nas odwaga i rozsądek, mądrość, aktywne działanie, śmiałość, zmiany tam gdzie są potrzebne. A nie apatyczne, lękliwe unikanie życia. Bo z poziomu spokoju całe życie już postrzegamy jako wykonalne, a nawet satysfakcjonujące. Co na poziomie emocjonalności nie może mieć miejsca. W najlepszym wypadku na poziomie dumy życie postrzegane jest jako wymagające. A z dumy bardzo łatwo i szybko można spaść na sam niż – na wstyd – najczęściej gdy stracimy coś ważnego, czemu nadaliśmy ogromne znaczenie – np. jakieś przekonanie czy gdy cały nasz system przekonań zostanie zachwiany.

Tak może być, gdy uzależniony uważał, że jego życie niszczy straszna choroba uzależnienia, a nie on sam totalnie myląc to, co życiu sprzyja z tym, co je niszczy.

– po odbyciu sesji mam większą motywacje do działanie
Nie masz większej motywacji, tylko przestajesz się opierać, hipnotyzować mentalnym bełkotem, co automatycznie zwraca Cię w stronę spokoju – a spokój to życie, więc i ochota do życia, do działania.

Tu widzimy, że ktoś uważa, że nagle ma większą motywację do działania. Skąd się wzięła ta tzw. “motywacja”. Nie było jej i nagle po medytacji pojawiła się? A może wróciła z urlopu? A może uspokoiliśmy umysł i on z wdzięczności się zmotywował?

Nie.

Bo ta “motywacja” nie jest żadną motywacją. Człowiek ten mówi tylko, że przestał się emocjonować i nakręcać myślami oraz ew. opierać pewnym działaniom (to nie jest pewne). Nie mówi natomiast ani względem jakiego działania zmieniło się jego samopoczucie, ani czy wykonał to działanie.

Tylko “mam większą motywację”. Większą, czyli? Było to 100 miligramówmotywacji, a teraz jest 105? 500?

Nie ma ani większej, ani mniejszej motywacji. Jak samo słowo sugeruje – motywacja dotyczy MOTYWU. Czyli tej całej otoczki tego co mamy zrobić – czym to jest w naszych oczach, dlaczego to mamy/zamierzamy zrobić, co chcemy poprzez to osiągnąć, z jaką intencją, etc. Jak to może być większe lub mniejsze? Jak to może być lub nie być? I jeszcze samo się zmienia? Nie.

Więc ja wcale nie uważam, że on zmienił motyw jakiegokolwiek działania. Tylko przestał biegać za myślami. Co automatycznie podniosło poziom energii i to wszystko.

– jestem po niej bardziej skoncentrowany
Nie jesteś skoncentrowany, tylko ignorowałeś mentalny bełkot. Więc jesteś bardziej w chwili obecnej, bo nie biegasz za myślami jak mały psiak goniący za motylkiem.
Pytanie czy wybierzesz spokój i koncentrację np. podczas zajmowania się jakimś problemem?

Widzimy stwierdzenia typu “większa motywacja”, “bardziej skoncentrowany” ale nie widzę w ogóle przełożenia na życie. Bo to tylko cały czas mówienie o myślach i emocjach. No czujemy się lepiej i co? Jesteśmy bardziej skoncentrowani, bo zaczęliśmy ignorować mentalny bełkot i co dalej?

Przypomnę bardzo istotne słowa –

ty mi nie mów jakimi sposobami zdrowiejesz. Ty mi powiedz jak żyjesz.

Dlatego nawet ta cała “większa motywacja” i “bardziej skoncentrowany” jeśli nie mają przełożenia na realne życie, to nie mają znaczenia.

4.3 Napisz, które pory dnia wybrałeś lub jak zaplanowałeś medytować 2 razy dziennie.
Pory dnia: w dniu wolnym, lub kiedy pracuje na godzinę 14 medytuje przed południem. A jeżeli kończę pracę o godz 14 to w okolicach godziny 16-18.
Dobrze ale skoro już wiesz, że medytacja to ignorowanie mentalnego bełkotu i wybór spokoju, to znaczy, że możesz medytować w dowolnej sytuacji, okolicznościach, czasie. Możesz medytować nawet cały czas.

Ludzie sądzą, że medytacja to siedzenie z zamkniętymi oczyma. Tak nie jest. Medytacja to jakość życia – życie coraz bardziej świadome. Możemy medytować siedząc z zamkniętymi oczyma. Ale siedzenie z zamkniętymi oczyma to tylko pewne sprzyjające warunki dla medytacji, a nie medytacja sama w sobie.

Jeżeli jednak uważamy, że medytacja to uspokajanie umysłu lub zauważanie, gdy umysł zaczął paplać, no to automatycznie sądzimy, że medytować możemy tylko krótko, gdy czas/sytuacja pozwolą. A gdy np. pracują i mają duży problem, mało czasu – nagle medytować nie mogą. Bo “życie gniecie”. A właśnie to jest najważniejszy czas, by medytować.

Jeśli ćwiczysz na siłowni i Twoja siła wzrosła, to kiedy jest najlepszy czas, by z tej siły skorzystać – zanim otworzysz słoik, po jego otworzeniu? Czy korzystasz z niej, by otworzyć słoik?

Kiedy więc najlepiej jest medytować? Zanim pojawi się problem? Po rozwiązaniu problemu i wymęczeniu się? Czy kiedy masz ten problem i mentalny bełkot o nim?

Kiedy jedziesz samochodem i ktoś zajedzie Ci drogę, a Ty zaczynasz się frustrować, to kiedy jest najlepszy moment na medytację i uwalnianie? Zanim do tego doszło? Godzinę później? Następny dzień? Czy ten dokładnie moment, kiedy się frustrujesz?

4.4. Jeżeli miałeś jakieś problemy z medytacją, napisz o nich w Raporcie.
Problemy: Czasem mam problem żeby przystąpić do medytacji, ale jeżeli zaczynam regularnie medytować, opór zdaje się maleć.
Opór nie zdaje się maleć, bo opór to nie jest dopalające się ognisko.
Opór to Twój wybór – Twoje nastawienie.
Albo się opierasz, albo nie. To Twoja decyzja.
Sama się nie zmienia, ani nie maleje.

I znowu opór – coś, czego masa ludzi nie ma intencji pojąć. Bo granie ofiary oporu jest najprostszą strategią unikania, odkładania i jest z tego masa korzyści. Nie chcemy czegoś zrobić? Wystarczy powiedzieć, że czujemy opór i już! Proste? Proste.

Tutaj widzimy wprost granie ofiary oporu – opór “zdaje się maleć”. Nawet nie maleje, tylko się zdaje.

Poza tym widzimy, że opór “zdaje się maleć” dopiero, gdy wykonuje on medytację regularnie.

No bo wybór medytacji i odpuszczenie choć kapki niechęci to jedno i to samo. Ale jeżeli uważamy opór za jakieś uczucie, które nas blokuje, ogranicza i na którego łasce jesteśmy, no to w ogóle nie dostrzegamy własnej odpowiedzialności, ani też możliwości dokonania decyzji, aktu woli.

M.in. dlatego tak krytycznie istotne jest uświadomienie sobie, że KAŻDE ‘NIE MOGĘ’ TO NIEUŚWIADOMIONE ‘NIE CHCĘ’.

Opór to właśnie to ‘nie chcę’. Najczęściej ukrywane kłamstwem i usprawiedliwieniem “nie mogę”.

Nie ma za co. ;)

Czasem łapie się jak mój umysł zaczyna podążać za myślami w trakcie medytacji.
Umysł nie podąża za myślami. Umysł odbiera pole myśli.
To Ty podążasz za myślami – świadomość.

A tutaj dodatkowo jeszcze sądzimy, że to umysł podąża za myślami! Ale jak to umysł podąża za myślami? Myśli są w różnych miejscach i nasz umysł też? Umysł się porusza? Raz jest w jednym miejscu, a za moment w drugim?

To zdanie nie ma nawet sensu logicznego. Umysł nie podąża za myślami. Umysł najogólniej można opisać jako antena. Odbieranie strumienia myślowego to proces samoistny, odbywa się nieprzerwanie cały czas. Radio nie jest w innym miejscu w zależności jaką stację odbiera.

Problem stanowi to, że my jesteśmy tak nieświadomi, że każda myśl jest dla nas atrakcyjna. Bo coś się dzieje. Coś się rusza. Więc zwracamy na to uwagę. Wybieramy to. Co jest dowodem, że każdy, kto nie doświadcza spokoju, choć może go pragnąć, nie wybiera spokoju, tylko coś innego. Bo ma z tego korzyści – np. niekończący się “mentalny kabaret”. W którym oczywiście gramy główną rolę.

Bo aby doświadczyć spokoju, wystarczy przestać się opierać i ignorować mentalny bełkot. Spokój to wybór.

Wczoraj rozmawiałem z kumplem, który był w kinie na randce. Często chodzi do kina i mówi mi ciekawostkę – że denerwuje go każdy dźwięk, szmer – jak ktoś coś je – gryzie, przeżuwa, jak szeleści opakowaniami, itd. A jak siedziała obok niego dziewczyna, to mówił, że był spokojny i zadowolony jak skowronek. Co oznacza, że nic tak naprawdę go nie denerwowało. Tylko się na tym skupiał, wybierał, aby się tymi pierdołami emocjonować, nadymał je, grał ich ofiarę, zwalał odpowiedzialność, etc. A wystarczyło totalnie to ignorować i wybrać spokój i radość, i w tych samych warunkach, w których się zawsze frustrował – frustracja nie zaistniała. Bo ona się nie brała z tego, że ktoś je, ani szeleści.

Przy okazji – widzimy jak istotna w życiu jest kobiecość. Sam facet próbując się relaksować, tylko się wszystkim denerwował – rosła w nim frustracja, wzmagał się gniew. W kinie! A wystarczyła obecność kobiety, by gniew odpuścić i wybrać spokój, radość.

A gdyby czegokolwiek przyczyną był umysł, to żadna zmiana doświadczeń nie byłaby możliwa i w tych samych warunkach zawsze doświadczalibyśmy tego samego. I są ludzie, którzy tak żyją.

Dopiero po jakimś czasie to zauważam, żeby skupić się na oddechu.
Więc widzisz jak nieświadomie żyjąc “biegasz” za myślami. Ale nadal sądzisz, że robi to umysł. Nie, umysł tego nie robi.
Ty jesteś świadomy myśli w polu umysłu. Nie umysł. Radio nie jest świadome fal radiowych, ani za nimi nie biega.

Można patrzeć ale nie widzieć. Tutaj mężczyzna ten twierdzi, że obserwuje jak umysł “biega” za myślami. I nagle “łapie się”, że on nie skupia się na oddechu. Ale nadal nie zauważa, że to nie umysł “biega” za myślami, tylko on.

Więc wcale nie obserwuje tego, tylko tak jest zahipnotyzowany, że nawet nie widzi, że on to robi, a przez to m.in. zaniedbuje koncentrację na oddechu. Nie bez powodu ją dodałem do medytacji – by właśnie był punkt zaczepienia – by wybierać skupienie się na oddechu, bo dzięki temu widzimy jak łatwo wracamy do hipnotyzowania się mentalizacją.

Na przykładzie tego Raportu widzimy jak wiele jest urojeń, niezrozumienia, błędów, etc.

A to sam początek. To wszystko to tylko niezrozumienia fundamentów jeszcze bez ich przenoszenia do realnego życia. Teraz pora na przyjrzenie się właśnie temu – jak żyjemy, jakich korekt dokonujemy lub nie.

5. Napisz jak idzie Ci zmiana nawyku.
5.1. Jaki jest to nawyk? Ucieczka od odczucia emocji wstydu i złości
A w jakich okolicznościach odczuwasz wstyd i złość?
Zarówno ucieczka od wstydu jak i złości to osobne nawyki.
I w zależności od okoliczności, to też różne nawyki – więc ucieczka od wstydu, gdy popełnisz błąd w pracy jak i ucieczka od wstydu, gdy zobaczysz ładną dziewczynę to różne nawyki i każdym należy zająć się osobno.
Nie ma jednego nawyku uciekania od emocji. Jeśli tak uważałeś, to znaczy, że nie przekładasz wiedzy z WoP do rzeczywistego życia, tylko fantazjujesz.
Nawyki to Twoje decyzje. Decyzja, by coś zrobić w okolicznościach A nie jest decyzją, by coś zrobić w okolicznościach B.
Bo zarówno A jak i B to inne sytuacje, na które patrzysz inaczej, masz inne nastawienie, intencje, pozycjonalności, etc. Zajęcie się wstydem w przypadku popełniania błędów w pracy jak i skorygowanie swojego podejścia do błędów w pracy to zupełnie inne zagadnienie, niż np. poznawanie kobiet.

Masa ludzi uważa, że uzależnienie samo z siebie to nawyk.

Nie, to nie jest nawyk. Uzależnienie to jakość życia i tego konsekwencje. To negatywny kierunek życia – w stronę destrukcji. Tu nie może być mowy o tym, że to jest nawyk czy nałóg. To podwórkowe rozumienie.

Dlatego też próbują zmienić ten “nawyk”. Tutaj jest tylko trochę lepiej – bo człowiek ten uważa, że ucieczka od wstydu i złości to nawyk. Nie, to nie jest nawyk. To nagłówek do listy nawyków.

Jeśli nie rozumiemy co to jest uzależnienie i uważamy to za nawyk, który trzeba zmienić lub nałóg, który należy przezwyciężyć, skazujemy się na zmaganie i ostatecznie – na porażkę.

Ty nie masz nic przezwyciężać, tylko rozwijać się jako istota ludzka w stronę odpowiedzialności, odwagi, uczciwości, szczerości, akceptacji, spokoju, radości, miłości – integralności.

Co znaczy, że głównymi “punktami” tego jest rozwój w tych obszarach, zagadnieniach, okolicznościach, etc., wobec których nie jesteś integralny/a i zapewne nigdy nie byłeś/aś. Czyli m.in. wobec tych, wobec których odczuwasz wstyd.

Ja wiem jak heroicznie brzmi – “przezwyciężenie nałogu”. Ale to fasada.

To samo jak traktowanie uzależnienia jako “śmiertelnej choroby”. Jeszcze nie spotkałem nikogo, kto używając tego twierdzenia, rozumiałby je we właściwym kontekście. Uzależnienie to życie w stronę destrukcji. Dlatego jest śmiertelne i dlatego jest to choroba, bo to nie jest zdrowie, ani kierunek zdrowia. Rozumiesz teraz? A nie choroba jak grypa, która nas zabija i którą się zaraziliśmy od rodziców, społeczeństwa czy zjedzeniem brudnego warzywa. Ani los, który nam zesłało życie/Bóg.

Oczywistym stanie się, że to wszystko usprawiedliwienia, gdy przeanalizujemy własne wybory – dostrzeżemy wtedy, że wybieramy porno/alkohol, bo mamy z tego korzyści, do których jesteśmy przywiązani i wcale NIE CHCEMY z nich zrezygnować. M.in. dlatego niektórzy mówią, że “rzucili uzależnienie ale potem do niego wrócili”. Do niczego nie wrócili, ani niczego nie rzucili. To też podwórkowe rozumienie.

Dlatego żadne przezwyciężanie, ani żadne rzucanie nie może być skuteczne, bo to, co próbujemy tym rozwiązać nie istnieje. Nie to jest uzależnieniem.

Nie możesz rzucić, ani przezwyciężyć tego jak żyjesz, ani tym bardziej nie możesz rzucić, ani przezwyciężyć tego konsekwencji.

Wskazówka wybranego nawyku: emocja wstydu i złości
Na pewno to wskazówki?
Same emocje?
A co tym, że je osądzasz, stawiasz opór, wybierasz, by od nich uciekać?

To jest kolejny element, który powtarza się bardzo często – ci, którzy coś tam załapią, zaczynają uważać, że emocje są głównymi winowajcami i przeciwnikami w życiu i przeszkodami w wyzdrowieniu z uzależnienia. Dlatego też uważa się, że emocje są wskazówkami nawyków. Tak nie jest.

Gdy zrozumiemy, że wskazówka to pretekst, to zrozumiemy, że emocje mogą być pretekstem do nawyku. A co to jest nawyk? Już do nas zaczyna docierać?

Wielokrotnie mówiłem, że emocje nie są ani dobre, ani złe. Ani w ich odczuwanie nie ma wpisanego zmagania i cierpienia. Tym samym same z siebie nie mogą być wskazówkami.

Ale znowu – nie dostrzegamy własnej odpowiedzialności, ani tego co robimy. Gdy pojawi się wstyd, co zaczynamy z nim robić? Dlaczego to z nim robimy? Czego wstyd dotyczy? Jakiego zagadnienia? Rozumiemy już co to są emocje? Jeśli rozumiemy – no to jak konsekwencja naszej percepcji może być wskazówką? Nie może być.

Masa ludzi jeszcze uważa wskazówki nawyków za “wyzwalacze”, czyli innymi słowy coś, co samo z siebie powoduje jakieś zachowania. To już w ogóle granie ofiary i bezsilność na całej linii. Czyli to urojenia, kłamstwa i usprawiedliwienia.

No bo pojawi się np. wstyd – nie wiadomo kiedy, ani dlaczego, ani skąd – i jesteśmy bezsilni, bo on od razu wyzwoli nawyk, czyli spowoduje, że włączymy porno lub napijemy się wódki…

To wydaje się poprawne, bo jak mówiłem – dopóki się nie rozwiniemy, mózg priorytetowo zajmuje się emocjonalnością, pamięcią – czyli też nawyki stawia na pierwszym miejscu. Wliczając te destruktywne.

Jak wygląda antycypacja nagrody wybranego nawyku (czyli m.in. w jakich sytuacjach występuje?): korzystałem z laptopa i używałem Internetu. Nic bardzo nie robiłem. Czułem trochę niepokój.
Tak, trochę. Co oznacza, że tak nie chcesz odczuwać, że wystarcza “trochę” i już uciekasz. Bo przeczuwasz, że pod tym “trochę” kryje się dużo więcej.
Dlatego uciekanie uniemożliwia głębsze/głębokie oczyszczenie.

Zobaczmy – mężczyzna ten siedzi sobie w domu, przegląda ogłoszenia. I z jakichś powodów czuje niepokój. Skąd się ten niepokój bierze? A z tego, że każdy uzależniony tak doskonale jest wyczulony na emocje, że gdy tylko pojawi się ryzyko ich odczucia lub pojawią się na obrzeżu świadomości, już zaczyna uciekać. Już robi coś – tak jak w tym przypadku – już jest przygotowany i gotowy siedząc w internecie – byle tylko pozostać nieświadomym.

Niepokój dotyczy tego, że on doskonale wie, że jeśli zaraz nie włączy porno, to odczuje te wszystkie straszne emocje. 

Właśnie przeglądałem samochody na olx – chciałem zakupić samochód (…). Nic bardzo nie było ciekawego w ofercie. Myśli jakie miałem – że ogólnie marnuje czas zamiast zabrać się za coś pożytecznego oraz, że unikam odpowiedzi na email – Wop.
Tak mogło być. Możliwe, że Twoją intencją w ogóle przeglądania samochód już była ucieczka, a nie faktyczne znalezienie czegoś do zakupu.

Widzisz? W jednym zdaniu mówi, że teoretycznie robił coś, co wybrał – chciał kupić samochód. Ale jednocześnie mówi, że marnuje czas. Więc dobrze wiedział, że wcale jego intencją nie było znalezienie samochodu. Tylko robienie byle czego, byle tylko pozostać nieświadomym tego, czego dotyczył niepokój. Bo wobec emocjonalności nie wybieramy spokoju.

Jak wygląda działanie wybranego nawyku: porno i masturbacja. Podjałem działanie zastępcze – medytacja. Uświadomiłem sobie, że odczuwam niskie emocje. Uwalniałem. Zacząlem po jakimś czasie odpisywać na email. Łaknienie porno zniknęło.
Jaka jest nagroda wybranego nawyku: stłumić emocje wstydu i złości
Mówisz, że wskazówkami jest wstyd i złość, a teraz mówisz, że czułeś lekki niepokój podczas przeglądania ofert.
Nie rozumiem.
Czy ten niepokój to był ten wstyd i złość?

Zaczyna pojawiać się chaos. Uważa on, że wskazówkami nawyku (już sama liczba mnoga zaprzecza, że jest to nawyk, tylko nawyki) są emocje wstydu i gniewu, a opisując sytuację mówi o niepokoju. Mówi, że czuł “trochę niepokój”. Co pokazuje, że nawykiem nie jest oglądanie pornografii/masturbacja. To tylko działanie, które najczęściej stanowi efekt nieraz wielu godzin zmagania, uciekania, unikania, różnych strategii, podczas czego w ogóle nie zauważamy demonizowania emocji, opierania się, wypierania, tłumienia, projekcji, hipnotyzowania się mentalnym bełkotem i więcej. I tych wszystkich rzeczy, które robimy, by tego nie odczuwać – np. przeglądania ogłoszeń.

Niech mi ktoś powie – jeśli problemem było “trochę niepokoju”, to dlaczego już były myśli o porno? Taki to wielki problem, to “trochę niepokoju”? Okazuje się, że fakty wyglądają inaczej.

5.2. Jakie wskazówki nawyków ucieczkowych wypisałeś?
Odpowiedź: emocja wstydu i złosci (nie wiem dokładnie o co pytasz)
Jeśli nie wiesz o co pytam, to nie rozumiesz jak postępujesz.

A tu jedna z częstych strategii pozostawania nieświadomym, czyli unikania problemu – “nie wiem DOKŁADNIE o co pytasz”. Pytam o to, o co zapytałem. Nie jest potrzebne żadne “dokładnie”.

Najwyraźniej mężczyzna ten nie jest jeszcze w ogóle świadom swoich intencji – że wcale nie oglądał ogłoszeń, by znaleźć samochód, tylko oglądał je, bo był zaniepokojony czymś, nie wiedział czym, więc robił coś, byle tylko pozostać nieświadomym. Uciekał.

Ciekawe, że cały czas nie wiemy dlaczego twierdzi, że wskazówkami są wstyd i gniew.

5.3. Jakie nagrody wypisałeś?
Odpowiedź: do ww nawyku nagroda –stłumienie emocji
Raz mówisz o niepokoju, a raz o wstydzie i gniewie.
Nie rozumiem.

Na razie nic się tu nie klei ze sobą.

5.4. Jakie działania zastępcze przetestowałeś?
Odpowiedź: jw. medytacja
Którym zastąpisz wybrany nawyk?
Odpowiedź:jw. medytacja

O ile medytacja zawsze jest dobrym pomysłem, zastanówmy się co stanowi esencję tego problemu? Mówi on, że wskazówkami jest wstyd i złość. Nie wiemy w ogóle czego te emocje dotyczą, kiedy je czuje, że je czuje. Nie wiemy nic. W jaki sposób może więc pomóc medytacja? Jakim elementem jest – jaką rolę gra? Czy wystarczy, czy potrzeba czegoś jeszcze?

Czy medytacja przykładowo może zastąpić szczerość i uczciwość własnych intencji – np. tego przeglądania ogłoszeń? Nie. Ale jeśli intencją medytacji będzie widzenie prawdy, to możemy stać się świadomymi intencji tego co robimy. Ale to jeszcze nie oznacza, że intencję skorygujemy.

Zaczynasz rozumieć, że zdrowie zależy od tego jak żyjemy? Narzędzia i wiedza to pomoc. A nie rozwiązanie samo w sobie. Jak włączysz wiertarkę i ją będziesz tylko trzymać, to co to da? Nic, tylko rękę zmęczysz.

5.5. Czy masz jakieś problemy ze zmianą nawyku? Napisz mi o wszystkim!
Problemy:
Tak Piotrku mam pewien problem ze zmianą nawyku. Już drugi raz w obliczu podobnej wskazówki zdecydowałem się żeby włączyć i obejrzeć porno. Opisze teraz jak wyglądały te dwa nawyki i jakie zrobiłem notatki .
Innymi słowy w pewnych okolicznościach nie chcesz ani poradzić sobie z emocjonalnością, ani rozwiązać problemu, którego emocje dotyczą lub wobec którego emocje stanowią doskonały pretekst, by tego problemu unikać.

Słowo klucz – “rozwiązać problem, którego emocje dotyczą”.

Ma on problem ze zmianą nawyku, bo nie widzi co jest nawykiem – jakie okoliczności, jaka decyzja, jakie korzyści, jakie działanie. Tylko – “emocje” i “tłumienie emocji”.

Pamiętaj – niezależnie ile wysiłku włożysz w próby zmiany, to jeśli nie wybierzesz prawdy – RADYKALNEJ uczciwości – nic nie zmienisz. Tylko doprowadzisz do frustracji.

I problemy są. A skoro są, to są błędy, niezrozumienia. A nawet brak decyzji, by faktycznie wyzdrowieć.

(…) PIERWSZA WPADKA
Wskazówka: emocja dumy (uczucie zadowolenia i spełnienia)
A teraz mówisz o dumie.
Wybrałeś nawyk, którego rzekomymi wskazówkami są wstyd i złość.
Opisujesz postępowanie w obliczu lekkiego niepokoju.
Teraz mówisz o dumie.
Nie dziwne, że są problemy.

Nie jest potrzebny dodatkowy komentarz.

Działanie: porno i masturbacja
Nagroda: poczuć się jeszcze lepiej
Jeszcze lepiej?
Duma to dla Ciebie synonim zadowolenia i spełnienia?
A potem oglądasz porno, by poczuć się JESZCZE LEPIEJ?
Mam nadzieję, że widzisz jak robisz się w jajo.
Duma nie jest tożsama z dobrym samopoczuciem. Jest dobre tylko w porównaniu z niższymi emocjami, np. ze wstydem.
Ale dumą ich nie usuwasz. Dlatego wcale nie oglądasz porno, by poczuć się “jeszcze lepiej”, tylko tłumisz to, czego dumą nie jesteś w stanie wyprzeć.
Co oznacza, że nie jesteś świadomy, że uciekasz, ani od czego.
Ale nie zajmujesz się analizą JEDNEGO nawyku, dlatego już pojawia się chaos.

Przede wszystkim problemy wynikają z prób zajmowania się kilkoma nawykami naraz, gdy żaden nie został nawet poprawnie opisany – nie ma świadomości tego co robimy, kiedy, ani dlaczego. No bo mówi o wstydzie i gniewie, choć w ogóle nie odnosi tego do życia. A gdy opisuje swoje realne doświadczenia, to pojawia się “trochę niepokoju”.

Ten Raport pokazuje dlaczego zalecam zajmowanie się JEDNYM nawykiem naraz. Niezależnie jak podekscytowani jesteśmy, jak się cieszymy, że pracujemy nad sobą, niezależnie co tam się kołacze w myślach – że poradzimy sobie ze wszystkim. Jeśli spróbujesz złapać za ogon kilka srok, nie złapiesz żadnej.

Notatki:
Przyszedłem z pracy. Zjadłem sycący posiłek. W pracy układało mi się ogólnie b. dobrze, fajnie mi się rozmawiało i pracowało z osobą z która tego dnia współpracowałem. Chciałbym poczuć się jeszcze lepiej. A może ukarać siebie, że wszystko idzie w dobrym kierunku?
Chciałbym się poczuć jeszcze lepiej, a może ukarać… że wszystko idzie w dobrym kierunku?
Widzisz jakie to jest zupełnie chaotyczne?
Potrzebna jest szczerość i uczciwość. Bo ani o to Ci nie chodzi, ani o to.

Ciekawe, prawda? Raz mówi o tłumieniu emocji, a teraz mówi o karaniu siebie. Lub “chciałbym się poczuć jeszcze lepiej”. I chce się ukarać, bo wszystko idzie w dobrym kierunku?

Teraz moje pytanie brzmi – zamierzamy zrozumieć, że bezosobowy mentalny bełkot trwa cały czas i to właśnie on? No ale właśnie mężczyzna ten założył, że umysł zaczyna mentalny bełkot czasami i on próbuje się złapać na tym, że zaczął. Ale nigdy nie zaczął, bo to trwa cały czas. I właśnie to jest ten mentalny bełkot.

Dlaczego ktokolwiek chciałby się ukarać, że wszystko idzie w dobrym kierunku? To raz. Dwa – wszystko idzie w dobrym kierunku? Nie jest poprawnie opisany nawet jeden nawyk. Trzy – “wszystko idzie”. To bezosobowe postrzeganie swojego życia/losu, za którego ofiarę się uważamy. No wszystko idzie dobrze lub idzie źle. A co z własną wolą, decyzjami, korektami, intencjami?

I dlaczego karać się za cokolwiek?

I znowu wraca pytanie – to chcemy rzucać? Przezwyciężać? Tu jest potrzebny rozwój, dojrzewanie. M.in. tak duża zmiana, by przestać uznawać karanie (się) za coś pozytywnego i efektywnego. Bo nie jest ani efektywne, ani nie wspiera życia. Więc jak można jakikolwiek błąd naprawić karząc się za niego? To jeszcze bardziej nas ograniczy, obciąży. To kierunek przeciwny do zdrowia. A tu widzimy karanie się nawet nie za błędy, tylko za postępy!

A może chciałbym wszystko popsuć, powrócić do starego trybu życia bo wtedy było mi łatwiej?
Ja tego nie wiem. Ty możesz to przyznać jeśli tak jest.
Pierwszym krytycznym filarem zdrowia jest RADYKALNA uczciwość.

Widzimy? Myślenie pyta co chciałoby. Ale myślenie nic nie chce. Myślenie się myśli – bełkocze i to wszystko. To nie ma żadnych intencji, ani celów, ani zamiarów poza tym, by trwać. Dlatego w nim nie możemy zobaczyć prawdy o sobie. Prawdę możemy wybrać tylko TU I TERAZ.

Więc – czy on chce wszystko popsuć może sobie uświadomić tylko w momencie, gdy/jeśli to wybiera. Jakie są jego intencje? Na razie nie wiemy, bo on uważa, że wskazówkami są tylko emocje i to wszystko.

Ale teraz widzimy, że problem jest zupełnie inny. Nagle okazuje się, że pojawiają się pytania – krytyczne, fundamentalne pytania – na które nie ma żadnej odpowiedzi. Bo skąd miałaby się wziąć? Z myśli? Myśli to bełkot. Tam nie ma żadnej prawdy. Każda myśl kłamie.

Niemniej mężczyzna ten cały czas liczy na myśli – hipnotyzuje się nimi nieprzerwanie.

Moje spostrzeżenie kiedy piszę email – oprócz dumy doświadczałem też emocji wstydu.
Więc nie chciałeś się poczuć lepiej, tylko przestać czuć wstyd.
To różnica jak “przestać czuć ból” po złamaniu ręki pijąc wódkę, a nie zająć się złamaniem.

Tu zaczynam korygować powtarzane bezmyślnie twierdzenia – “chciałem poczuć się (jeszcze) lepiej”. Ale prawda brzmi – gdyby czuł się dobrze, to by nie widział potrzeby czucia się jeszcze lepiej. Czy ktokolwiek, kto odpoczywa na urlopie i się relaksuje, mówi sobie – “muszę się JESZCZE BARDZIEJ relaksować”? Nie. Nikt nigdy tak nie powiedział. Jeśli ktoś mówi, że musi się zrelaksować, to znaczy, że się nie relaksuje.

Jak jesteś najedzony/a, to jesteś najedzony/a. Nie możesz być “jeszcze bardziej najedzony/a”.

I tak samo tu – jeśli on mówi, że musi się poczuć (jeszcze) lepiej, to znaczy, że się dobrze nie czuje. A że nie widzi, że intencją jest stłumienie wstydu, no to zamierzenie “poczuć się dobrze/lepiej” nie może się spełnić. Oczywiście tłumiąc wstyd na moment poczuje się lepiej. Ale potem upadnie TRWALE jeszcze niżej.

Problemem jest właśnie to “trochę niepokoju”, czyli złe “samopoczucie”. Ale go nawet nie zauważa. Wypiera to. Nie chce tego widzieć, zdawać sobie sprawy, mieć świadomości. Robi wszystko, by tego uniknąć i to nazywa “dobrym samopoczuciem” i dlatego cały czas chce się poczuć “jeszcze lepiej”. Bo tu nie ma żadnego “dobrze”.

Działanie zastępcze: Medytacja
– uświadomiłem sobie, że powoli wracam do zdrowia i w związku z tym będę doświadczał fajnych sytuacji
A co to jest zdrowie, że uważasz, że do niego wracasz?
Napisałeś, że masz około 24 lata, a twarde porno oglądasz od przynajmniej 7-8. Zapewne ogólnie oglądasz dłużej.
Więc 1/3 życia minimum i całe dorosłe życie.
Powiedz mi – kiedy byłeś zdrowy?
Gdybyś był zdrowy, to byś się nie uzależnił.
Uzależnienie to konsekwencja nieświadomego, niedojrzałego, nieodpowiedzialnego życia oraz generalnego kierunku negatywnego w życiu.
Gdybyś żył zdrowo, to niemożliwym byłoby się uzależnić.
Więc nie masz do czego wracać, bo nigdy nie było to zdrowie.
Ty się masz rozwijać – np. wybierać szczerość, uczciwość, odwagę, śmiałość, odpowiedzialność, akceptację, radość, spokój.
Bo tego dotychczas nie wybierałeś.

To też jest jedno z krytycznych i najważniejszych niezrozumień – uzależnieni sądzą, że byli zdrowi, tylko zachorowali i teraz muszą WRÓCIĆ DO zdrowia. Nie. Żaden uzależniony nie żył zdrowo. Dlatego nie ma do czego wracać.

ZDROWIE TO ROZWÓJ.

To taka jakość życia, której jeszcze nie przejawialiśmy. To życie jak jeszcze nie żyliśmy. Do tego nie można wrócić, bo tego nigdy nie było. Nie było dobrego samopoczucia. Dlatego on próbuje cały czas się poczuć lepiej. Gdyby czuł się dobrze, to nie potrzebowałby czuć się jeszcze lepiej.

Ale jak my spokojem nazywamy np. nieokazywanie gniewu, no to uważamy, że już byliśmy spokojni, tylko ci wszyscy źli ludzie odbierali nam spokój, nie pozwalali na spokojne życie – to oni nas denerwowali! Tylko, że to nigdy nie był spokój. To była apatia, to była frustracja, to było desperackie uciekanie od emocjonalności i granie ofiary. A nie spokój.

DO TEGO chcesz wrócić?

– duma, że już wyzdrowiałem?
Już wyzdrowiałeś?
Uzależnienie to nie katar.
To konsekwencja tego jak żyjesz.
Ty mi nie mów czy/że już wyzdrowiałeś, tylko powiedz jak żyjesz. To jest zdrowie i jedyny determinant, na bazie którego można oszacować czy jeszcze jesteś uzależniony.
Zdrowie to rozwój. To życie takie jak jeszcze nie żyłeś.
Ty nie masz do niczego wracać, bo to kierunek przeciwny do zdrowia. To powrót do takiej jakości życia, która doprowadziła do uzależnienia.

Piękne, prawda? Mówi, że obejrzał porno, by się ukarać, by wszystko zburzyć, by się poczuć jeszcze lepiej. Teraz w ogóle sądzi, że już wyzdrowiał! I to jest myślenie? To są fakty? To jest rzeczywistość?

Ogólnie trochę się uspokoiłem. Jednak jak włączyłem laptopa to zaraz włączyłem też porno.
Więc się nie uspokoiłeś, tylko wybrałeś obejrzenie porno i to dla Ciebie była ulga – że unikniesz tych wszystkich strasznych emocji, od których uciekałeś jak tylko mogłeś.

A tu mamy przykład nazywania dumy spokojem. Kalibracja dumy to 175-199. Spokój to poziom 250+ (skala logarytmiczna). Inne jakości z poziomu spokoju to np. stanowczość/zdecydowanie, niezawodność/bycie słownym, budzenie respektu, bycie miłym, wspieranie, tolerancyjność.

A tu mamy co? “Już wyzdrowiałem” i odczuwanie dumy. A potem “trochę się uspokoiłem” i obejrzenie porno. Albo przeglądanie ogłoszeń bez świadomości intencji z jaką to robi.

(…) DRUGA WPADKA
Wskazówka: duma (że tyle wytrzymałem i że wszystko idzie dobrze)
No to jeśli uważasz, że wytrzymywanie to poprawny kierunek, to od razu mówię, że to przeciwny kierunek, niż zdrowie.
Innymi słowy – Ty nie idziesz w dobrym kierunku.
Nie ma żadnego “wszystko”.

Znowu widzimy ciągłe hipnotyzowanie się mentalnym bełkotem. Brak jest intencji uczciwości. Uznał, że tyle wytrzymał, więc wszystko idzie dobrze…

Zdrowie wymaga od nas dojrzałości – takiej jakości życia, której jeszcze nie przejawialiśmy. Nie możemy polegać na tych samych aksjomatach, co do tej pory – np. “dużo wytrzymałem, więc wszystko idzie dobrze”.

Zdrowie to nie jest synonim pobytu na siłowni. To, że możesz wykonać ćwiczenie “deskę” 2 minuty, a jeszcze miesiąc temu tylko minutę, nie ma przełożenia na zdrowienie z uzależnienia. To, że możesz nie obejrzeć porno 3 dni, a niegdyś tylko jeden dzień, nie ma nic wspólnego ze zdrowiem. Nic.

To raz. Dwa – zupełnie błędna analiza nawyku. Mówi, że wskazówką jest duma. A zaraz dodaje – “że tyle wytrzymałem”. Więc w ogóle pomija to całe wytrzymywanie przez dłuższy okres czasu. Wskazówką wcale nie jest duma, tylko to całe ukrywanie. Nawyki – bo jest ich tu dużo – w ogóle nie są uświadomione.

Działanie: p. i masturbacja

Już wiemy, że działaniem nie zawsze jest tylko porno i masturbacja. To może być cały rytuał robienia się w jajo – jak np. rzekome przeglądanie ogłoszeń, by znaleźć samochód, gdy doświadczamy niepokoju. Działaniem więc jest już to okłamywanie siebie, że szukamy samochodu. Obejrzenie porno to dalszy ciąg.

Ale znowu – jeśli uważamy, że to przeglądanie ogłoszeń było normalne, zdrowe i że faktycznie szukaliśmy samochodu, no to znowu mamy dowód, że nie żyliśmy zdrowo, bo nie żyjemy szczerze, ani świadomie. Dlatego też kolejny dowód, że nie ma do czego wracać. Należy się rozwijać. A to że coś wiemy, bo o tym przeczytaliśmy lub usłyszeliśmy np. ode mnie, to jeszcze nie rozwój.

Nagroda: poczuć się jeszcze lepiej, dać sobie nagrodę że tyle wytrzymałem bez p., odczuć ulgę
I chcesz powiedzieć, że wszystko idzie w dobrym kierunku?
Oglądasz porno, bo nie obejrzałeś porno…
To jakbyś łamał sobie rękę, bo jej nie złamałeś po zrośnięciu.

To jest zdrowie, do którego chcemy wrócić? Obejrzenie porno, bo go nie oglądaliśmy X czasu, a przez ten czas się męczyliśmy i opieraliśmy?

Widzimy, że za zdrowie uważane było wytrzymywanie. Generalnie to wszystko rzuca solidne podejrzenie, że intencją tego mężczyzny wcale nie jest jeszcze wyzdrowienie. Tylko zebranie takiej wiedzy i narzędzi, by wytrzymać 30/45/60/90 dni, bo uważa, że wtedy jest już X – zdrowym, bo się zregeneruje mózg i zapewne liczy, że wrócą chęci do życia, radość, itd. A jak będzie mógł raz wytrzymać taki okres, to i kolejny, i kolejny raz. Więc wcale nie chce zrezygnować z porno, tylko nauczyć się wytrzymywać. A gdy znowu uzna, że potrzebuje obejrzeć porno, to obejrzy i potem znowu zacznie wytrzymywanie.

Teraz zaś NAGRADZA się pornografią, że wytrzymał X czasu nie oglądając pornografii…

Ale widzimy – szuka ulgi. Bo żyje cały czas w napięciu – gdyż się opiera. Nawet tego nie widzi. Bo opór uznaje za uczucie, które się pojawia, które ma. W ogóle na razie nie jest świadomy, że to jego nastawienie wobec zapewne sporego zbioru okoliczności, sytuacji, wydarzeń, a także myśli i emocji.

Dlatego na początku dałem porównanie do pyłku kurzu –

aby widzieć prawdę, należy dążyć do jak najszerszego kontekstu.

Jaki kontekst jest tu? “Wszystko idzie w dobrym kierunku, bo wytrzymałem X dni”. Więc kontekstem zdrowia jest wytrzymanie. Im dłużej wytrzyma, tym jest zdrowszy. Na pewno?

Uzależniony nie jest w stanie dobrze ocenić swojej sytuacji. Najczęściej dlatego, bo nie chce. Bo gdyby przyjrzał się szczerze i uczciwie temu jak żyje, to uważa, że wpadłby w przepaść niekończącego się wstydu i pochłaniającej winy.

Dlatego stara się tylko wytrzymać, dlatego uważa, że to emocje są problemem, a nie to jak żyje – np. ukrywa prawdziwą intencję przeglądania ogłoszeń. Również nie wykonuje zaleceń WoP – bo nie wykonał notatek, gdy czuł ten niepokój. No bo uznał, że to tylko trochę niepokoju, więc nie ma się co niepokoić. ;)

Notatki:
Przyszedłem z pracy. Zjadłem i w miarę się najadłem. W pracy dobrze mi się pracowało. Już długo wytrzymałem bez porno, wszystko idzie dobrze. Przydałoby się odpowiedzieć na email, ale czuje emocje i jestem przez to ograniczony.
Nie jesteś ograniczony przez emocje, tylko zamiast żyć np. śmiało i rozwiązać jakiś problem, zmagasz się z emocjami.

Widzimy jak wygodne jest granie ofiary emocji – “emocje mnie ograniczają”. I już! No wszystko w życiu idzie dobrze/szło by dobrze, no gdyby tylko nie te wredne emocje!

No tak chętnie by żył, podejmował działania, realizował cele, tylko czuje emocje i przez to jest ograniczony.

Działanie zastępcze: medytacja
Ogólnie podczas medytacji najpierw odczuwałem dumę, uwolniłem ją.
Następnie zacząłem odczuwać wstyd, poczucie winy, złość- zacząłem uwalniać te emocje.
OGÓLNIE PO MEDYTACJI POCZUŁEM SIĘ TROCHĘ LEPIEJ.
Tak ale uwolniłeś niewiele. Skoro mówisz, że medytujesz 10 minut, a ja w Module 4 zwracam uwagę, by nastawić się na uwalnianie PO 100 godzin KAŻDEJ z emocji.
Na razie poświęciłeś 10 minut na kilka emocji.
A to nadal jeszcze nie są w ogóle korekty w tym jak żyjesz, tylko na razie praca z już istniejącymi zaniedbaniami – stłumionymi emocjami – z bagażem.
Bagażu się pozbywamy i to cała filozofia. A fundamentem zdrowia jest dojrzałe, świadome życie.
Mówienie, że wszystko idzie w dobrym kierunku i nagradzanie się pornografią, że tak długo wytrzymałeś bez porno to nie jest dojrzałe, świadome życie.

Tutaj mówię wprost jakim elementem zdrowienia jest zajmowanie się emocjami. Jest bardzo ważne, w niejednym przypadku kluczowe. Ale nie jest wystarczające.

Jeżeli uważamy, że od zdrowia dzieli nas tylko nieumiejętność radzenia sobie z emocjami, to uważamy niewłaściwie. Wystarczy zrozumieć co to są emocje, by zrozumieć, że to twierdzenie jest nieprawdziwe.

Podjąłem decyzje, że wyłączę laptopa, położę się do łóżka i pójdę spać.
W łóżku pisałem jeszcze trochę z dziewczyną. Laptop wciąć hałasował – był w trybie uśpienia.
W międzyczasie na fb zacząłem przeglądać oferty warsztatow, jakieś komentarze na ich temat…. I po paru minutach wstałem z łóżka i włączyłem porno. Prawdopodobnie czytając komentarze znów zacząłem odczuwać emocje
Zapewne odczuwałeś je cały czas i to całe poszukiwanie ofert to było tylko ciągłe zajmowanie się czymś, by pozostać nieświadomym.
(jednak w tym przypadku zadziałałem nieświadomie włączając porno- nie zrobiłem już żadnych dalszych notatek)
Bo już wcześniej nie byłeś świadomy i uczciwy – Twoje poszukiwania ofert to już była ucieczka.

Tutaj dalej widzimy jak nieświadomie żyje. Nagle wstał i włączył porno. Próbuje się domyślić – prawdopodobnie zaczął odczuwać emocje. Więc ani tego nie jest świadomy, ani tym bardziej jakie emocje, ani czego dotyczyły. Nie wykonał notatek, nie dokonał uczciwej analizy.

Dlatego wyjaśniałem, że pod tym “trochę niepokoju” kryją się warstwy emocji, z którymi nie chce się mierzyć. I już nawet denerwował go laptop w trybie uśpienia. Bo rzekomo hałasował. A tak nie było. Umysł szukał kolejnych celów do projekcji niepokoju – gniewu, frustracji, poczucia winy, które wypierał i którym się opierał.

Nie będąc tego świadomym co możemy zrobić? Bez intencji zdrowia, nie podejmiemy odpowiednich działań – np. nie przygotujemy notatnika i długopisu przy łóżku na wypadek takiej sytuacji. Nic nie zmienimy. Tylko dalej będziemy jedynie próbowali wytrzymać i uważać, że wszystko idzie w dobrym kierunku. Na pewno idzie? Leży sobie, czyta oferty warsztatów i po paru minutach ogląda porno. Wszystko idzie w dobrym kierunku?

A może się chciał nagrodzić? Może wszystko zepsuć? Może poczuć się jeszcze lepiej? Widzimy jak te domysły nie mają w ogóle odniesienia do faktów? Jest tylko chaos. Bo tak wygląda wpatrywanie się w mentalny bełkot.

To jest powrót do zdrowia? Co my nazywamy zdrowiem? Czy to na pewno zdrowie? Czy mądrym jest do tego wracać? To nie jest zdrowie. Nie mamy do czego wracać, bo doświadczamy konsekwencji tego jak żyliśmy i nadal żyjemy. Jak więc żyjemy? Czy pozwolimy sobie odważnie, uczciwie, bez osądzania – bez poczucia winy i wstydu – to widzieć?

A jeśli chcesz wrócić do zdrowia – do czego Ty chcesz wrócić, Drogi/a Czytelniku/czko? Do ciągłego zamartwiania się? Do fantazjowania, chcenia i marzenia ale nie działania oraz realizowania? Do frustrowania się, bania, stresowania, opierania? Do co najwyżej ekscytacją weekendem, a nie radością własnego życia każdej sekundy? Co nazywasz normalnością i zdrowiem? Czy to na pewno normalność i zdrowie?

Teraz widzisz dlaczego niektórzy wręcz się na mnie denerwują, gdy ich tak przemagluję. :) Ale kto ma Cię przemaglować? Terapeuta po 45 minutach ogólnikowej rozmowy raz w tygodniu? Dzięki pisemnym raportom wszystko widać jak na dłoni – o ile napiszesz je szczerze i uczciwie. A przynajmniej to co uważasz za prawdę.

Niektórzy zaczynają biadolenie – “Wszystko robię źle, to nie ma sensu”. Ależ ma. I skoro wie co robi źle, może to skorygować. Gdyby nie wiedział, nie mógłby. Ale gdy uzależniony zaczyna tak się użalać, to informacja, że dotknięte zostało to, czego nie miał zamiaru ruszać. Chce od tego uciec. Biadolenie jest tylko pretekstem, by to ukryć. Były nawet sytuacje, że gdy komuś napisałem – “Myślenie myśli się samo!!!!!!!!!” to uważał, że ja na niego krzyczę. :) Więc informacja – wykrzykniki mają w tekście pisanym więcej, niż tylko jedno zastosowanie. Wykrzyknik, to też podkreślenie znaczenia czegoś. A nie informacja o wykrzykiwaniu napisanej kwestii. Ale to też taktyka uniku – ktoś się poczuł zawstydzony i winny i żeby to wyprzeć, uznał, że problem leży poza nim/nią.

Więc nawet kwestia “chcę wrócić do zdrowia” może być ukrywanym marzeniem i dążeniem, by żyć tak jak do tej pory ale tylko lepiej radzić sobie z konsekwencjami oglądania porno czy znaleźć metodę, by je “obejść”, uniknąć – już nie doświadczyć/doświadczać. A to niemożliwe.

Uzależnienie to spirala prowadząca w stronę destrukcji. Prowadzi do niej nieuchronnie. Tu nie może być miejsca na ukrywanie, granie ofiary, liczenie, że się może uda, próby, chwile ekscytacji. To ma być DECYZJA, której nie zmienisz choćby nie wiem co. Nie możesz grać ofiary uzależnienia i liczyć na tajemne, magiczne, sprytne sposoby, które pomogą Ci wytrzymać X dni. Tu mówimy o tym jak żyjesz! Nie ma już ukrywania się! Pora na odwagę – odpowiedzialność za swoje życie! Pora zacząć rozłupywać skorupkę, w której starasz się nie udusić.

I przeć do przodu (do góry). Tutaj widzimy, że tego nie ma. Najmniejszy postęp i od razu karanie się, sabotowanie, od razu kierunek w tył zwrot.

BO TO JEST NAJTRUDNIEJSZE!

Najtrudniejsze jest ustawienie kompasu na odpowiedni cel.

Dlatego w grupach 12 kroków mówią – “Po prostu przyprowadź swoje ciało”. Bo ludzie tak się boją, tak się opierają, tak nie chcą zrezygnować z przynajmniej części korzyści, w tym najważniejszej – przywiązania do stanu, którego doświadczają oglądając porno czy pijąc wódkę. Kiedyś przeczytałem, że jeden uzależniony bał się zacząć uczęszczać do grupy 12 kroków, bo się tam tradycyjnie zapala świeczkę i dla niego to już był kult…

Mówię – zacznij pracę nad sobą i nie rezygnuj SZCZEGÓLNIE w obliczu problemów, porażek, upadek oraz SZCZEGÓLNIE, gdy wydaje Ci się, że już wszystko jest dobrze. I jedno, i drugie to urojenie. Dwie najczęstsze sytuacje, gdy człowiek całkowicie porzuca całą pracę nad sobą, to gdy wydaje mu się, że wszystko idzie źle lub wszystko wydaje mu się, że już idzie dobrze.

Co pokazuje, że jeszcze nie było decyzji wyzdrowienia. Bo w żadnym przypadku taka osoba by nie zrezygnowała z pracy nad sobą. Dlaczego miałaby?

Bo to jakby człowiek zdradzający swoją partnerkę/swojego partnera przestał tylko do czasu, aż się ta druga osoba uspokoi. A potem dalej to kontynuował.

Jeśli będziemy ukrywać, że np. uwielbiamy się martwić czy odbierać sobie całą radość życia, to jak możemy to naprawić? No jak? Zwalając wszystko na straszną, śmiertelną chorobę uzależnienia? Bez jaj.

Nie można rzucić uzależnienia, bo uzależnienie to dla wielu styl życia. W którym zawiera się lęk i opór przed często nawet małą zmianą! A my chcemy to wszystko ot rzucić? To niemożliwe. Dlatego w Programie WoP zaczynamy od rzeczy prostych – np. medytacji 5 minut 2 razy dziennie. A potem przenosimy to jako uważność i kontemplację tego jak żyjemy. W grupach 12 kroków zaczyna się od tego, by przyjść na spotkanie. Dla wielu już to jest ogromnym wyzwaniem.

Warto zadać sobie pytanie – dlaczego opieram się i boję zmiany swojego życia na lepsze, zdrowe, pozytywne? Może zacznie do nas docierać dlaczego ślepe wpatrywanie się w mentalny bełkot i nieświadome podejmowanie decyzji o emocje jest zupełnie niezwiązane z rzeczywistością. Tym samym nie możemy na tym zyskać.

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Zasubskrybuj
Powiadom mnie o
guest
7 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Jacek

Wszystko fajnie. Czyli rozumiem, ze informacje w WOP sa juz nieaktualne? Bo w WOP piszesz, ze emocje sa wskazowkami. Czyli program do kosza?

Czyli rozumiem, ze skoro wybralem WOP bez wspolpracy, to nie dostane zadnego wsparcia, gdy mam jakas watpliwosc? Rozumiem po co jest WOP ze wspolpraca, ale ja tylko chcialem jedno pytanie tutaj zadac.

Jacek

Ok. Teraz juz rozumiem. Dzieki i dobrego wieczoru.

Kuba

Dzień dobry Panie Piotrze, jakiś czas temu podjąłem decyzję, żeby powiedzieć rodzicom o moim problemie. Efekt był taki, że ojciec mnie wyśmiał i powiedział, że coś sobie ubzdurałem i to nie jest żaden problem, bo wszyscy w moim wieku to robią, mama zareagowała płaczem, bo się wystraszyła i powiedziała, że trzeba poszukać pomocy, jak usłyszała jak często do tej pory to robiłem. Powiedziałem jej o twoim programie i poprosiłem żeby dali mi na niego pieniądze, ale była sceptycznie nastawiona i powiedziała, żebym najpierw poszukał sobie jakiegoś terapeuty na żywo, spróbował iść na terapię tradycyjną i dopiero potem, jak ona nie przyniesie efektów to skorzystać z twojego programu. Postanowiłem w końcu wziąć za cokolwiek odpowiedzialność, przestać uciekać, wybrałem sobie pana terapeutę, wolałem mężczyznę, bo przed kobietą bym się krępował mówić o moich intymnych sprawach i bałem się, że ze wstydu mogę zacząć kłamać, czy zmyślać a to by się mijało z celem. Miał bardzo dużo pozytywnych ocen w Internecie i ze zdjęcia wyglądał na sympatycznego, więc umówiłem się na pierwszą wizytę. Rodzice bardzo nalegali, żeby na pierwszej wizycie mogli być przy tym obecni, bo nie jestem pełnoletni, więc się zgodziłem, ale niechętnie, wydawało mi się, że coś kombinują. Najpierw pan poprosił na rozmowę mnie samego do gabinetu, opisałem mu swój problem, zaczęliśmy rozmawiać o nim, pytał też o wiele innych rzeczy, chciał mnie lepiej poznać. Pytał, czym się interesuję, co lubię robić, czy mam znajomych, przyjaciół, jak wygląda moje życie, kim chcę być w przyszłości i przede wszystkim o moją relację z rodzicami. Był bardzo miły i mimo, że się prawie poryczałem, bo ciężko mi się mówiło o tym, co tyle czasu ukrywałem, poczułem się rozumiany, a nie oceniany, poczułem się bezpiecznie. On powiedział, żebym się nigdy nie wstydził płakać i jak mam ochotę żebym to po prostu robił, nieważne czy u niego w gabinecie, czy gdziekolwiek i żebym przede wszystkim mówił cały czas prawdę, bo wszystko zostaje między nami i obowiązuje go etyka zawodowa, czyli że nie może nikomu mówić o powierzonych mu sekretach, czy coś w tym stylu. Po naszej rozmowie poprosił do gabinetu moich rodziców na wspólne omówienie wszystkiego. Na samym początku powiedział do nich, że “mają państwo bardzo inteligentnego i wspaniałego syna” na co od razu przytaknęli, stwierdzili, że mówią mi to codziennie ( taaaaa, ja sobie takiej sytuacji nie przypominam nawet jednej) i zaczęli przed nim grać rólkę wzorowych, zmartwionych rodziców, zaczęli kłamać jak to oboje MNIE przekonywali od dawna, żebym poprosił specjalistę o pomoc. Byłem w szoku, wiele się mogłem po nich spodziewać, ale tego jeszcze nie. Terapeuta mnie poprosił, żebym do następnej wizyty ja unikał wszelkich kłótni z rodzicami, a ich żeby dali mi w końcu trochę przestrzeni i przestali w skrajny sposób kontrolować moje życie i dali nam pracować nad problemem. Po powrocie do domu zaczęli mnie przekonywać, że ten terapeuta to pomyłka i idiota, że wydoi tylko pieniądze, a nic się nie zmieni, że skoro sam się uzależniłem i byłem taki głupi to teraz powinienem radzić sobie całkiem sam, bez żadnej pomocy, a nie jeszcze ich naciągać. Zrobili mi awanturę, jak mogłem opowiadać coś o ich małżeństwie i relacji. Miałem kłamać? Omijać specjalnie ten temat skoro czuję, że on też się przyczynił do mojej aktualnej sytuacji? Oni dalej myślą, że są wzorową parą, a ja zdaję sobie sprawę, że to jest tylko na pokaz, oni siebie nie znoszą, kłócą się codziennie, cały czas w domu panuje napięcie, są ze sobą tylko dlatego, że tak “wypada”, bo jak się rozwiodą to sąsiedzi będą plotkować. Ojciec powiedział, że skoro uważam, że ich małżeństwo to farsa to zobaczymy, czy moje będzie wyglądało lepiej jak taki jestem mądry. Jeszcze na koniec dodali, żebym się tak nie cieszył, że był dla mnie miły ten pan, bo on bierze za to pieniądze i że ” z takich wspaniałych i inteligentnych synów” to on sobie lata na wakacje do Hiszpanii przedrzeźniając go. Mówili, że on bierze pieniądze za podlizywanie się nieudacznikom, a ludzie wartościowi osiągają tylko sukcesy i powody do dumy, a nie chodzą po terapeutach jak frajerzy, którzy nie potrafią zrozumieć, że świat jest okrutny. Że jestem głupi, jeśli uwierzyłem w jego słowa, a on będzie brał pieniądze za wciskanie mi kłamstw do głowy. Przyczepili się do niego jeszcze, że jest dosyć młody i przekabacił mnie “młodzieżowym pie****leniem”, co do tej ich kontroli mojego życia i nie przestaną tego robić, chociaż mu obiecali. Pan terapeuta powiedział tylko coś w stylu: ” każdy zdrowy człowiek w mniejszym lub większym stopniu dojrzewając powinien mieć własną przestrzeń, przejść ten bunt, w sposób delikatny, ale go jednak przejść, a państwa syn nawet nigdy nie miał przysłowiowej “wolnej chaty” żeby zaprosić znajomych. Skoro cały czas siedział sam w pokoju przed komputerem przez większość życia to ja się w sumie nie dziwię, że wybrał taki sposób regulowania napięcia. Państwa syn opowiedział mi o swojej przeszłości, zauważyłem tam bardzo dużo traum, które trzeba przepracować, za dużo przeszedł jak na swój wiek, nie wytrzymał i znalazł sobie coś, co chociaż na chwilę poprawiało mu samopoczucie. Nie uzależnił się świadomie, nie da się tego zrobić świadomie, nie zrobił tego specjalnie albo żeby zrobić państwu na złość, najbardziej to on sam przez to teraz cierpi, bo sam robi sobie krzywdę i jest już przynajmniej tego świadomy. Pornografia sama w sobie nie jest problemem, gdyby jej nie było znalazłby sobie prędzej czy później zamiennik, problemem jest to, co w ogóle prowadzi do decyzji jej obejrzenia i naturalnie musi przestać po nią sięgać, ale nie będzie ona naszym przeciwnikiem na terapii, zaryzykowałbym stwierdzeniem, że nie będziemy mówić o niej prawie wcale. Nie chodzi tu o żadną walkę, czy unikanie jej na siłę, terapia będzie zakończona sukcesem jeśli po prostu przestanie być mu już ona potrzebna w jakikolwiek sposób, a nie że ustanowi sobie w głowie dożywotni zakaz obejrzenia filmiku z jakąś nagą panią, to jest niedorzeczne.” Wydaje mi się, że mówił mądrze i rzeczowo, chciałbym, żeby to właśnie on mi pomógł z tego wyjść, polubiłem go, tak samo jak polubiłem ciebie czytając twojego bloga. Moim rodzicom nie pasuje nawet to, jakiej muzyki słucha, bo na końcu zażartował do nich, że mamy ze sobą dużo wspólnego, bo z rozmowy ze mną okazało się, że słuchamy tego samego zespołu i czepiali się, że skoro sam prywatnie słucha takich jęków to oboje jesteśmy siebie warci i on też potrzebuje terapii. Nie wiem, co mam dalej robić, po tym, co mi powiedzieli czuję wyrzuty sumienia, nie wiem czy iść na tą terapię, nie wiem, czy to ma jakikolwiek sens. Boję się, że faktycznie nic się nie zmieni, za każdym razem gdy już zaczynam myśleć że oni coś rozumieją to jednak nie. Czuję się przez nich manipulowany, a z każdym dniem czuję się jeszcze gorzej. Od ponad tygodnia nie obejrzałem porno ani razu, postanowiłem z tym skończyć i wziąć na poważnie moje leczenie, ale po tej awanturze ciągoty były potężne. Znowu to zrobiłem, a potem płakałem dwie godziny.

Jarek

Hej Piotrek. Mam kilka pytań:
1. Skoro myśli znajdują się w polu i one cały czas płyną, są, a umysł jest odbiornikiem tych myśli to znaczy, że jak umysł nie jest zasilany emocjami to jest spokojny, ale jak doświadczamy emocji w ciele np. Gniew- to automatycznie umysł odbiera te myśli, które są zasilane tą emocją, np: “ale on mnie denerwuje” itp., a ja wtedy- czyli świadomość, uwazność jak łapię się tych myśli to wtedy jest to hipnotyzowanie się mentalnym bełkotem, tak?
Tak to zrozumiałem.
2. Tak sobie rozważałem co tu napisałeś w tym artykule i faktycznie, emocje nie muszą być wskazówkami uruchamiającymi mechanizm ucieczki od emocji, bo od kiedy zacząłem częściej świadomie praktykować odczuwanie to jakoś nie mam chęci by wtedy uciec od nich w porno, więc to zależy jakie mam podejście do emocji.
I teraz- czy wskazówką może być wybór oczarowywania się myślami i uznanie ich za prawdę?
Czy może być wskazówką stawianie się siebie w pozycji ofiary w obliczu chęci ucieczki w porno?

Podobne Wpisy:
O Emocjach – Apatia (Część 2)

O Emocjach – Apatia (Część 2)

Jak mówiłem – apatia jest iluzją. Dlaczego więc jest tak wyraźnie odczuwalna? Powtórzę – każda emocja, każdy niski stan to REZULTAT wewnętrznego zaniedbania lub hołdowania i pielęgnacji w sobie negatywności. Apatia np. charakteryzuje się zaniedbaniem, obojętnością, biedą, a nawet rozpaczą i brakiem nadziei. Czym są te cechy? Powodem czy skutkiem? Jednym i drugim. Apatia nie… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 5
Czy Kłótnie Są Normalne?

Czy Kłótnie Są Normalne?

Witam Cię serdecznie! Dostałem ostatnio wiadomość z pytaniem na temat kłótni. Przytoczę tego krótkiego maila, a następnie odniosę się do niego, bo temat uważam za krytyczny w kwestii zrozumienia tego, co już wielokrotnie mówiłem na tym Blogu – odpowiedzialności, świadomości i INTENCJI. Oto treść: “Czy kłótnia jest normalna? To dla mnie jest ważne, bo jeśli… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4
Choroby charakteru (Część 4)

Choroby charakteru (Część 4)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat chorób charakteru. Części 1-3 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Choroby charakteru (Część 1) ► Choroby charakteru (Część 2) ► Choroby charakteru (Część 3) Wymienione choroby charakteru mają praktycznie wszyscy na planecie, bo to pandemia. Skala jest tak szeroka z wielu niezrozumień i błędnych interpretacji. Np. Zygmunt Freud BŁĘDNIE uznał,… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 6
O Emocjach – Gniew (Część 4)

O Emocjach – Gniew (Część 4)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat świadomości Gniewu. Części 1-3 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► O Emocjach – Gniew (Część 1). ► O Emocjach – Gniew (Część 2). ► O Emocjach – Gniew (Część 3). Gniew nie zwalnia nas z odpowiedzialności ani za niego, ani za podjęte czując go decyzje. Jako, że gniew ma nas… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 10

WOLNOŚĆ OD PORNO