Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/

Witam Cię serdecznie!

Pytanie postawione w tytule dzisiejszego artykułu może wydawać się niedorzeczne. Wszędzie można znaleźć informacje, że seks jest dobry. Ale moje pytanie brzmi – czy seks sam w sobie z góry można stwierdzić, że jest jakiś? Artykuł ten rozjaśni nam to zagadnienie.

A być może z góry założymy, że ten temat służyć ma tylko jako danie pretekstu do bezcelowych dyskusji lub wzburzenia. Nie jest to moją intencją. Chcę nakreślić bardzo poważny problem, z którego – w moim doświadczeniu – głównie mężczyźni zagięci na poziomie “robić” – nie zdają sobie sprawy.

Nie zliczę ile razu czytałem, że poprzez seks czy porno rzekomo “zaspokajamy nasze popędy”. Włos jeży się na głowie. Skąd wzięliśmy to twierdzenie? Kto nam to powiedział? Mędrzec czy głupiec? Jak odróżnić jednego od drugiego? Czy nasze doświadczenia to potwierdzają? Zaspokoiliśmy cokolwiek? Co i niby w jaki sposób? Czy właściwie interpretujemy nasze doświadczenia?

Czy pędzący samochód, który dopiero zatrzymało drzewo zaspokoił swój popęd lub popęd ludzi w jego wnętrzu?

Pęd, jak samo słowo wskazuje, to dążenie, obrany kierunek. Jak można więc zaspokoić dążenie i wybór? Nie można. Kontynuujemy tylko nasze dążenie w danym kierunku, zatrzymując się na moment. A dlaczego się zatrzymaliśmy – nie wiemy. Bo uważamy, że nastąpiło to “zaspokojenie”. Wielu mówi, że po utracie trzeźwości przestali pragnąć uruchamiania, że już wyzdrowieli, że już będzie lepiej. Ale bardzo szybko – może nawet w przeciągu godziny następuje solidny “policzek” i znowu robimy to samo. Znowu sądzimy, że coś musimy zaspokoić. Obłęd. Ale zupełnie niedostrzegalny. Ile razy mówiliśmy sobie “zrobię to ostatni raz”? Czy już setki razy?

Czy alkoholik pijący wódkę zaspokaja pragnienie? Nie. Pije, bo jest chory. Pije, bo jest alkoholikiem. Przestaje na moment, gdy jego CHOROBA się przesyca. Ale z czasem to staje się coraz trudniejsze do osiągnięcia – m.in. przez wystąpienie wzrostu tolerancji. Czasem narkoman ćpa przez jakiś czas, aż będzie miał dość. A czasem nigdy nie będzie miał dość i przedawkuje. Z pornografią i kompulsywnymi zachowaniami seksualnymi jest tak samo. Przekraczamy kolejne granice, co jest jak przedawkowanie. Ten (po)pęd odsuwa nas coraz dalej od zdrowia i normalności.

Niezrozumienie tematu seksoholizmu jest identyczne – nie zaspokajamy żadnych popędów. Tzw. “popęd seksualny”, to tylko dążenie wynikające z wynaturzonego instynktu, który już dawno stracił swoje normalne i zdrowe miejsce w naszej świadomości, a przez to też i w życiu.

Jaką edukację seksualną otrzymaliśmy i z jakiego źródła? Skąd pewność, że cokolwiek jest w tym zgodnego z naturą i zdrowiem? Jak łatwo daliśmy sobie wkręcić, że potrzebujemy alkoholu (mowa o całej ludzkości). Jeszcze łatwiej jest zatruć się fałszem na temat seksualności. Na temat wstydu jest więcej lęku, wstydu, frustracji i kompulsji, niż zdrowia, radości i spokoju.

Prokreacja ma jeden cel – spłodzenie dzieci. Tego nie można zaspokoić. Jest masa ludzi, którzy płodzą ciągle kolejne dzieci – mają już np. piątkę czy szóstkę, a następnego roku jest kolejne. I choć nie było ich stać na utrzymanie dwójki, mają kilka razy więcej. To definicja biedy. Nikt nie może tu zaspokoić “popędu płodzenia dzieci”.

Zostanie rodzicem to wielkie poświęcenie na całe życie. Czynienie tego ślepo, bo chciało się nam pobzykać jest szalenie nieodpowiedzialne. Podobnie – jeśli liczymy, że inni wspomogą nas datkami, zapomogami czy różnymi rządowymi programami pokazuje tylko tyle – ślepo pędzimy przed siebie bez żadnej kontroli i potrzebujemy pomocy innych, by w ogóle przeżyć. To trochę jakbyśmy podłączyli się do kroplówki, w której są pieniądze innych ludzi.

Widzimy, że to zachowanie wynikające z bardzo niskiej świadomości, która sama w sobie dąży do własnej destrukcji. Ale że pojawia się temat dzieci, to przecież żadna krytyka nie jest dopuszczalna! Nie ma tu żadnego rozsądku. A dla rządu człowiek to tylko podatnik. Źródło pieniędzy, kontroli i władzy.

Niewielu w człowieku widzi człowieka.

Ponadto – tylko dlatego, że seks może mieć też inny cel – np. wspólną zabawę dwojga ludzi – też nie oznacza, że zaspokajamy jakikolwiek popęd. Hobby to nie jest popęd. To wybór. Nie ma popędu, by piątkowe wieczory spędzać w barach czy klubach. Trzeba przyjrzeć się własnym intencjom i celom.

Musimy się zastanowić czy można się “wybawić”, “wyszaleć”? Nie można. Są ludzie, którym nigdy nie jest dosyć i uważają to za cnotę. -holizmy są zupełnie niedostrzegalne. Nawet, gdy setny raz wylądowaliśmy zarzygani w rynsztoku, nie widzimy zupełnie problemu. Wielu uważa, że świetnie się bawili, tylko troszkę przegięli. Pięknie oddała to jedna alkoholiczka – utrata przytomności to świetny sposób na podróżowanie. W jednej chwili jesteśmy w jednym miejscu, a w drugiej w innym.

Choroby nie można zaspokoić. Ani chorych dążeń. Tylko je kontynuować i tylko na chwilę zwolnić z przesycenia. A potem kontynuować to jeszcze bardziej kompulsywnie i szaleńczo. Każdy prawdziwy seksoholik zorientuje się, że gdy spróbuje się zatrzymać i zawrócić, nie jest już w stanie.

Tylko dlatego, że na moment przestaliśmy odczuwać pragnienie i mieć myśli o seksie, NIE oznacza, że cokolwiek zaspokoiliśmy. Tylko się zaćpaliśmy, zapiliśmy się i jesteśmy tymczasowo “syci”.

Jedzenioholicy zaobserwowali, że można wtłaczać w siebie jedzenie pomimo, że już jesteśmy najedzeni, a nawet przejedzeni. Są ludzie z tak poważnym problemem, że jedzą dotąd, aż zwymiotują, a po jakimś czasie znowu sięgają po kolejną porcję. Bowiem tu nie ma czego zaspokajać. Potrzebny był dopiero taki poziom choroby, by dostrzec w tym problem.

W założeniu powinniśmy jeść ROZSĄDNIE – w oparciu o nasze realne zapotrzebowanie. Jeśli ktoś je, by “zaspokoić głód”, może doprowadzić do chorobliwej otyłości, bo celem jedzenia nigdy nie było “zaspokajanie głodu”. A swoją drogą – jak odróżnić głód od tzw. “poczucia wewnętrznej pustki”?

Jest tylko jedna okoliczność, gdy żarcie ile wlezie może być wskazane – gdy okoliczności są niepewne, a mamy okazję i możliwość najeść się, a wizja przyszłości sugeruje, że przez najbliższy czas nie będziemy mogli nic zjeść.

Seksoholik nigdy nie kieruje się jakimikolwiek rozsądnymi granicami. Bo to granice płynne, które mają swoją nazwę – samowola.

Podjadanie jest jednym z przejawów tego dążenia, którego nie jesteśmy w stanie w żaden sposób przerwać, ani skończyć i prowadzi do bardzo poważnych konsekwencji. Nawet jeżeli podjadamy czymś pozornie zdrowym jak orzechy. Jeśli jesteśmy otyli, to nie powinniśmy się już kierować uczuciem głodu, ani tym bardziej jeść, by to uczucie zniknęło. To kolosalnie błędny punkt odniesienia. Tak jak seksoholik nie powinien kierować się ani pożądaniem, ani myślami o treści seksualnej. Potrzebny jest rozsądek, którego seksoholik, przynajmniej wobec seksualności, nie przejawia już od dawna. Dlatego musi sięgnąć po jego zewnętrzne źródło – innego, zdrowego/zdrowiejącego człowieka, który rozumie jego problem.

Kobiety w związkach z seksoholikami zaczynają zauważać, że stają się oni bardzo nieprzyjemni w obcowaniu, a nawet seks nie jest to dla nich dobry, zaś dla partnerek nieraz przykry. Często w ogóle mężczyzna nie uczestnicy w seksie, tylko wykonuje go mechanicznie, a myślami jest gdzie indziej i z innymi kobietami. Nie zauważa, że jego dążenie jest negatywne, potencjalnie bardzo toksyczne. A gdy partnerka seksu mu odmawia, to “czuje się” odrzucony – gra ofiarę, emocjonuje się jak urażone dziecko. Wykorzystuje to nieraz jako pretekst, by szukać seksu czy żądzy poza związkiem lub by manipulować partnerką.

Tzw. uwodziciele zauważyli być może jako pierwsi, że im bardziej pragniemy seksu, tym trudniej jest nam go osiągnąć. W oczach kobiet stajemy się “needy”. To oczywiście bardzo powierzchowna obserwacja ale wskazuje na poważne zaburzenie – zniewolenie żądzą, na które inni ludzie reagują negatywnie. Bo jest to osłabiające – to choroba. Tak jak reagujemy negatywnie na pijanego czy zaćpanego, tym bardziej jeśli jest nachalny i chce żebyśmy mu dali na jego “potrzeby”. Innymi słowy – widzimy w tym chory egoizm i nie chcemy tego karmić. Niestety wobec bliskich nam osób ulegamy. Co zasila chorobę, a relację czyni toksyczną.

No właśnie – czy seks to potrzeba? Czy tylko dlatego, bo ciągle go chcemy, ciągle mamy o nim myśli czyni z niego naszą potrzebę? Okazuje się, że seks nie jest ludzką potrzebą. Nie potrzebujemy go do życia – to jest oczywiste. Ludzkość jako gatunek oczywiście musi prokreować, by kontynuować egzystencję. Ale w skali jednostki tak nie jest. To czy chcemy mieć dzieci to wybór, nie potrzeba.

Seks dla przyjemności jest tylko miłym dodatkiem ale znowu – żądza wynaturzyła tę zachciankę zamieniając ją w krzywe odbicie samej siebie.

Seks nie jest potrzebą, tylko narzędziem do przedłużenia gatunku. Wielu zaobserwowało, że gdyby nie przyjemność, którą można z niego czerpać, rasa ludzka dawno by już nie istniała. Bo mężczyźni nie podejmowaliby tego wysiłku, by zadbać o siebie, by się kobietom podobać, nie podrywaliby, nie poświęcali kobietom czasu, itd.

Niejeden z wielkimi urazami do siebie i kobiet właśnie w ogóle nie chce mieć z kobietami nic do czynienia. Ale jednak – fantazje seksualne nie znikają. To nie jest dowód, że seks to nasza potrzeba. Tak jak ciągłe myśli o wódce nie czynią z picia wódki ludzkiej potrzeby. Jednak chory uważa, że tego potrzebuje do przeżycia.

To jeden z powodów, dla których przemysł pornograficzny na świecie rozrasta się jak rak.

A co ze związkami, wliczając małżeństwa? Seksoholicy rzadko interesują się dobrem swoich partnerek, a jeszcze rzadziej pytają i rozmawiają o tym. Jeszcze rzadziej otrzymują szczere odpowiedzi. Raczej słyszą to, co chcą usłyszeć, nieraz ze względu na lęk partnerki, bo ona zdaje sobie sprawę, że z jej partnerem coś bardzo nie gra. Niejeden stał się już w związku agresywny i zaborczy.

Odpowiedzmy sobie na pytanie – jak głębokie są nasze związki, w których występuje seks? Czy mamy związki głębsze, niż same zachcianki seksualne? Jeśli tak, to o ile głębsze?

Czy w ogóle utrzymujemy relację głębszą, niż sam seks? Czy zależy nam na czymś większym od seksu? Jeśli tak – to na czym konkretnie? Czy w naszych oczach jest coś, co liczy się bardziej od seksu? Czy raczej tylko używamy tego jako argumentu i “maski”, by zakryć za nią ciągłe tylko kontrolowanie partnerki, by zatrzymać ją przy sobie dla seksu?

Czy seks staje się warunkiem dla utrzymywania relacji? Czy używamy seksu do manipulacji? Czy seks jest dla nas wyznacznikiem naszej wartości, wartości związku i/lub wartości partnerki? Czy przed seksem jesteśmy niespokojni, napięci, zestresowani? Czy potrafimy skupić się na czymkolwiek, prócz myśli seksualnych? Jak długo możemy pozostać spokojnymi bez seksu?

Czy jesteśmy komfortowi z pogłębianiem relacji po seksie? Czy raczej po seksie się “oziębiamy”? Mniej nam zależy i robimy absolutne minimum? Jak długo po seksie czujemy “spełnienie”, satysfakcję? Czy doświadczamy relaksu? Na jak długo?

Czy w trakcie seksu nasza relacja jest ciepła, czy występuje bliskość, zaufanie, poczucie bezpieczeństwa? Czy może raczej “jesteśmy w swojej głowie”? Patrzymy sobie w oczy, a może tego unikamy?

Czy potrafimy przerwać seks bez żalu, frustracji i poczucia straty?

Co jest dla nas ważne w seksie – długość, intensywność, ilość pozycji, wygląd partnerki? Czy coś innego? Co?

Jakie seks ma dla nas znaczenie, jaką wartość i jaki sens? Na podstawie czego to nadaliśmy? Czy jesteśmy gotowi się temu przyjrzeć i dokonać zmian?

Uwaga – odpowiedzi typu “seks ma dla mnie bardzo duże znaczenie” to nie jest odpowiedź. To unikanie odpowiedzi. Bo to jakby na pytanie “jaką książkę przeczytałeś/aś?” odpowiedzieć – “ciekawą”.

Innym tematem rozwijającym dzisiejsze zagadnienie “CZY seks nam szkodzi?”, jest – “JAK seks nam szkodzi?”

Krążą opinie, że seks pogłębia relacje. Ale czy na pewno? Czy rosnące PRZYWIĄZANIE i oczekiwania to pogłębianie relacji?

Są ludzie, którzy twierdzą, że w trakcie seksu produkowane są hormony, które odpowiadają za to czy tamto. No więc realne życie i relację zastępujemy hormonami. To one się liczą. NASZE doznania, a nie związek. Czy kobieta kocha swoje dziecko, bo krążą w jej krwi takie hormony? Czy to nie czyniłoby z człowieka niczego więcej, niż maszyny?

A co, gdy te hormony przestaną być produkowane? Czy to oznacza, że dziecko jest z marszu skazane na brak zainteresowania i troski ze strony rodziców, a tym samym śmierć?

Gdy pojawi się problem z hormonami, to nagle związek czy partnerka przestaną się dla nas liczyć? Czy miłość to uczucie, które może się wyczerpać lub zmienić?

Czy to jest ludzkie?

Widzimy jak degradowanie człowieka do fizyczności przeczy całej rzeczywistości?

Wielu uważa, że ból, a nawet cierpienie po rozstaniu jest dowodem, że ta relacja dużo dla nas znaczyła. Czy na pewno? Czy poziom cierpienia po stracie kogoś stanowi dowód, że byliśmy tacy pozytywni i kochający? A czy tą “wielką miłość” przejawialiśmy w działaniach? Czy miłość to nic więcej, a zalanie mózgu hormonami? Czy miłość może minąć, wyczerpać się, zostać nam odebrana? Jeśli tak, to czy to była miłość?

Miliony ludzi na świecie pomyliło seks z miłością. Miłość jest jednym z najbardziej nadużywanych słów na tej planecie.

Dlaczego to negatywności mają być dowodem pozytywności? To pozytywność powinna być dowodem na pozytywność.

Dla kogoś, kto seksu nie miał, rozważania czy seks może szkodzić pewnie albo stanowić będą usprawiedliwienie do kontynuowania oglądania pornografii i zaniedbywania czy raczej zaniechiwania kwestii realnej i zdrowej seksualności; a dla innych będą absurdem w stylu – “ja bym się dał pokroić za seks, nawet za najbardziej niezdrowy”. Ale w obu przypadkach czyż nie pokazuje to prawdziwości zagadnienia, że seks może stać się bardzo szkodliwy i – co więcej – nawet wtedy, gdy go nie mamy?

Bardzo często czytam w Raportach WoP, że jednym z najbardziej bolesnych czy uwierających problemów w życiu moich klientów jest brak seksu. Ale czy na pewno? Nie. Problemem jest to jakie znaczenie, sens i wartość nadaliśmy seksowi i czego, uznaliśmy, że seks jest źródłem? Jakiego braku? Problemem jest zagięcie na sobie, niezgoda na rzeczywistość, potępianie siebie i swojego życia. Za co odpowiedzialność zrzucana jest najczęściej na kobiety, rodziców czy Boga.

Niewielu mężczyzn pojmuje, że wielkie pragnienia, pożądania, niecierpliwość, brak luzu to jedne z największych zabójców pociągu, pożądania czy zainteresowania seksualnego. Oczywiście znajdą się – bo zawsze się znajdą – tacy, którzy powiedzą, że kobiety lecą na kasę i geny. A niech sobie lecą. I niech sobie gadają. Jeśli nam zależy na realnej poprawie tego obszaru i albo doświadczenia go z jego pięknej, bo zdrowej strony, pogłębienia go, nie słuchajmy tych, którzy sieją defetyzm. Bowiem oni już z góry sami się pokonali. Przegrali na starcie ale nie przez jakieś zewnętrze, nadrzędne realia, wobec których są bezsilni. Przegrali przez własną postawę.

Tak jak niejeden na tym blogu przegrał przez własną postawę wojowniczej negacji, wyparcia i zaprzeczenia. Oraz przez brak podstawowej uczciwości, że nie chce jeszcze zdrowieć, tylko dalej się tym bawić, a tylko szuka sposobu na uniknięcie konsekwencji.

Jeśli sami siebie odrzucamy, to naturalnie nie będzie żadnej atrakcji. Seksualnej, czyli witalnej, intymnej. Bo co z naszą witalnością i życiem wewnętrznym? Czy jest to miejsce piękne, warte zaproszenia tam kogoś, czy raczej przypomina pustynię z połyskującym na morderczym słońcu ludzkim szkieletem? Jaki wysiłek został przez nas podjęty, bo dokonać uczciwiej analizy i uporządkowania, oczyszczenia i uzdrowienia?

Ciało jest jak okładka książki. Możemy co najwyżej zakładać i domniemywać po okładce jaką treść zawiera dana książka ale ostatecznie to tylko domysły. Książka z piękną okładką może być uboga w treść oraz może być odwrotnie. To zrozumiałe, że początkowo może nas przyciągnąć lub odrzucić “opakowanie”. Bo jednak samo w sobie coś sugeruje – np. czy w ogóle o siebie dbamy. Bo jeśli nie dbamy o siebie, to jak możemy zadbać o kogokolwiek innego? Ten kto zadbał, by jego książka miała piękną okładkę MÓGŁ też zadbać o jej treść. Ale może w ten sposób próbować kompensować brak treści. Ostatecznie tego nie wiemy na pewno.

Gdy pojmiemy, że popędów czy instynktów nie można zaspokoić, możemy zastanowić się co się właściwie dzieje, gdy próbujemy? Co tak naprawdę robimy?

Jeśli uważamy, że spełnienie czy szczęście biorą się z hormonów, to pewnie, że wybierzemy stymulację, nawet tą z syntetycznego źródła. Tak jak idziemy po puste kalorie do knajp fast-foodowych.

I nazwiemy to rzeczywistością, prawami natury, biologią, oddziaływaniem hormonów na mózg, itd. Ponownie – nazwanie czegoś w dany sposób – naklejenie danej etykietki – nie czyni tego nią.

Jeśli jesteśmy przez coś kierowani, podlegamy czemuś – wcale nie czyni to tego żadnym prawem, a szczególnie naturalnym.

“Prawo” można rozumieć jako coś obiektywnego i wspólnego dla wszystkich. A jednak kwestia seksualności jest radykalnie subiektywna. Jedni cierpią, a drudzy, z tego samego powodu – nie. Jedni są wiecznie niespokojni i niezadowoleni, niezależnie od ich wyczynów seksualnych, a inni są szczęśliwi żyjąc w samotności lub od 40-tu lat w jednej relacji.

Co oznacza, że nie ma tu żadnych “praw”, ani popędów. Są tylko dążenia stanowiące pochodną tego, jak zdrowi jesteśmy i jaki jest nasz kierunek. Czyli – na jakim poziomie ewolucji duchowej jesteśmy.

Nie ma jednak osoby, dla której oglądanie pornografii byłoby wskazane i dobre.

Wielu uznało, że seks jest wręcz obowiązkiem kobiety, a żony – to już ho ho! Ale czy na pewno? Wielu zdrowiejących seksoholików w związkach, aby uzdrowić relację, rezygnują z seksu, przynajmniej czasowo. Bo seks przesiąknięty żądzą blokuje możliwość trzeźwienia i zdrowienia, a wraz z tym – może wpływać bardzo negatywnie na relację. Co przy odrobinie uczciwości okazuje się dość oczywiste.

Gdy zaczynamy zdrowieć, przestaje nas dziwić nagonka na seks – bo to człowieka zniewala. A człowiek zniewolony jest podatny na manipulację, kłamstwa, wykorzystanie z zewnątrz i wewnątrz. Słowem – staje się idealnym konsumentem. Można mu sprzedać wszystko, w czym ukażemy mu obietnicę spełnienia, spokoju, zadowolenia, zabrania tych wszystkich braków czy wad. Wiedzenie o tym wcale nas przed tym nie chroni.

Ci, którzy odbyli jakieś warsztaty uwodzenia, mogli usłyszeć, że dla kobiet ważne jest jak facet żyje, jaki on jest. Ona nie chce być na pierwszym miejscu. Niebywale atrakcyjnym jest dla kobiety, gdy facet ma swoje życie uporządkowane, gdy ma cele, które realizuje, hobby, gdy nie zawsze jest dostępny, gdy jest zajęty. Słowem – jest żywy i zdrowy. Gdy jego witalność jest na wysokim poziomie i nie została zniewolona żądzą, ani małostkami – czyli on sam nie daje się zniewolić. Gdy się ceni, jego życie jest cenne. A to ma wartość. Z założenia wszystko znajduje w takim życiu swoje wartościowe miejsce. Kobieta więc także na to liczy. Gdy znajdzie się na samej górze drabinki wartości, to wszystko poniżej szybko wyda się jej nudne i mało ważne. Na czele z samym mężczyzną.

Czy dziecko nie jest właśnie czymś takim? Celem większym od obu osób, które podporządkowują mu swoje życie, swoje dążenia. Niestety nie zawsze pomaga to pogłębić czy uzdrowić relację między rodzicami. Często staje się zastępstwem dla głębi relacji.

A od klientów czytałem wielokrotnie – “to nie jest możliwe, bym widząc atrakcyjną kobietę nie myślał o seksie od niej”, “niemożliwe jest, abym wchodząc w interakcję z kobietę czegoś od niej nie chciał”. Tak mówi człowiek zniewolony żądzą. Bo – niespodzianka – to jest możliwe.

Właśnie przez żądzę nie potrafimy i nie jesteśmy zdolni skupić się na czymkolwiek innym, niż pragnienia seksu. Nawet jeśli mamy jakieś inne zajęcia, je zapewne też podporządkowaliśmy żądzy. Np. nie pracujemy, bo tak kręci nas nasza robota i jej cel – służba innym – ale robimy to, by mieć pieniądze i się nie wstydzić, móc gdzieś wyjść z kobietą, coś jej kupić i nie odstawać od swojej grupy znajomych.

Czy nie porównujemy siebie i swojego życia z innymi  właśnie na tle żądzowym? To elementy choroby, a nie racjonalne widzenie świata.

A co podczas rozmowy z kobietami? Dlaczego jesteśmy niespokojni, zestresowani, nieraz przerażeni? Oczywiście wmawiamy sobie ten powszechnie powtarzany nonsens – że boimy się odrzucenia czy wyśmiania albo że “nie zasługujemy”. Ale tak naprawdę boimy się, że odebrane nam zostanie źródło naszej żądzy i pochłonie nas nasz własny krytyk – którego od zawsze projektowaliśmy poza siebie. Dlatego wolimy “orbitować” wobec kobiet, skrycie ich pragnąć, fantazjować o nich ale nie wykonujemy zdecydowanych ruchów. Zniewala nas to “podpijanie”, tak jak alkoholik popijający z piersiówki. Oczywiście nie widzimy siebie jako alko/seksoholika, bo “to tylko mała piersiówka”. A my sobie wmawiamy, że to normalne pożądać kobiet. No tak, to dlaczego jakoś nie mamy z nimi relacji? Bo wcale nie pożądamy kobiet.

Seksoholik mówi jak to pragnie seksu ale palcem nie kiwnie, by seks mieć. Bowiem seksoholizm to choroba zawierająca się także w naszym sercu i umyśle, a nie tylko ciele. Seksoholizm wcale nie musi dotyczyć seksu. To choroba nas samych.

Widzimy tylko myśli, nic więcej. Powtarzamy je jak papugi. Nie pojmujemy, że wcale tego nie myślimy, tylko wpatrujemy się w fałsz i bełkot. I nawet nie widzimy, że tego nie widzimy. Ten kto teraz przeczytał to zdanie, dodał tylko do tej “wirówki” jaką ma w umyśle tylko kolejną cegłę.

Na właściwą drogę wszedł ten, kto stwierdził, że ma już tego dość i musi bardzo poważne i radykalnie podejść do siebie. Bo inaczej będzie bardzo źle i jeszcze gorzej. Jednak ile jeszcze potrwa, zanim dojdzie do wniosku, że sam sobie nie poradzi?

Jeśli jesteś na tym serwisie od lat i nic jeszcze nie zrobiłeś/aś – odpuść. Bo tak jak seks czy pragnienie seksu może nam kolosalnie szkodzić, takie właśnie obżeranie się informacjami, szkodzić nam może w nie mniejszym stopniu. Wystarczy wtedy tylko lekko przycisnąć, przetestować cóż ta wiedza przyniosła człowiekowi i szybko wychodzi, że to dalej tylko człowiek chory, pogubiony i tylko coraz bardziej wściekły, sfrustrowany i podatny na zranienie.

Tylko dlatego, że wiedza nie przyniosła nam zmiany naszego życia, NIE oznacza, że to z wiedzą jest problem. Problem jest z nami i tym, że nie pojmujemy co jest dla nas na ten moment niezbędne. Wcale nie coraz więcej wiedzy.

Ile razy w związku mówiliśmy sobie, że nie powinniśmy się denerwować, ani kłócić, a jeszcze tego samego dnia mieliśmy dwie lub trzy kłótnie? Nie potrzebujemy więcej wiedzy, bo już to wiemy.

Jednym z przykładów żądzy w relacji jest skupianie się na tym, co negatywne. Np. już nie widzimy zalet naszej żony, ani zalet związku z nią, tylko zaczynamy porównywać, zazdrościć innym, szczególnie mężczyznom stanu wolnego. Zaczynamy fantazjować o innych kobietach.

Znajdujemy dla naszego stanu też racjonalizacje i usprawiedliwienia – np. “przytyło się jej ostatnio”, “już nie ubiera się tak jak kiedyś”, “mniej jej na mnie zależy”, “cały czas tylko mnie krytykuje”, “oddaliliśmy się od siebie”. Ciągle skupiamy się na tym, co zewnętrzne nie widząc, że nawet jeśli widzimy to w jakimś stopniu jako negatywne, to i tak są tylko nasze projekcje. Bo to nie jest widzenie, tylko postrzeganie. Postrzeganie od dawna już “filtrowane” przez żądzę.

Czy to, że nasza partnerka może nie chcieć uprawiać z nami seksu jest dla nas fundamentalnym argumentem w żywieniu urazy, obwinianiu jej? A czy włożyliśmy choć minimum chęci i wysiłku, by poznać jej punkt widzenia i go w 100% zaakceptować i uszanować?

Pamiętam, że w takich momentach niejeden zabierał głos – “ty Piotrze stajesz po stronie kobiet” – co też pokazuje tylko fundamentalną cechę homo sapiens, szczególnie uzależnionych – dążenie do podziałów i konfliktów. Ciągle to wszędzie znajdujemy.

Nie ma żadnych stron w moich wypowiedziach. Jednak człowiek upity żądzą widzi dalej tylko to, co chce widzieć.

Oczywiście – jeśli nasza partnerka cały czas wypomina nam coś negatywnego o nas – NIE oznacza to, że to ona podlega żądzy. Bardzo możliwe, że właśnie przejawiamy tyle negatywności. My samy przyjrzeć się SOBIE. Jak to można przeczytać – każdy z nas ma posprzątać swoją stronę ulicy. To sprawa wielkiej wagi w zdrowieniu z -holizmu. Co pokazuje nam w jakie sidła wpadamy rozważając o hormonach, biologii, popędach i innych usprawiedliwieniach i racjonalizacjach.

Nie można zaspokoić żadnych popędów. To tylko pokazuje nam, że w naszym życiu jest jakaś siła potężniejsza od nas, której się podporządkowaliśmy i wobec której jesteśmy bezsilni. Aby to ukryć i poddać racjonalizacji, nazywamy to w różny sposób – na wilka nakładamy różne skóry. Dajemy się tej sile prowadzić, a gdy wreszcie przekroczymy linię, po której próbujemy się zatrzymać, okazuje się, że ta siła dalej nas wlecze za sobą. Jako że jest to powszechne, stwierdziliśmy, że tak powinno być.

To może być żądza, mściwość, gniew, lenistwo, lęki, pragnienia, zamartwianie, pogoń za pieniądzem, sławą czy władzą, samotność, kompulsywne szukanie relacji, pragnienie kontroli, potępianie siebie i innych i wiele więcej.

Kto z nas jest szczęśliwy żyjąc w ten sposób?

Tylko dlatego, że fantazjując o seksie czy mając go na moment czujemy “się” lepiej, czyni ten (po)pęd naszą potrzebą i czymś, co można zaspokoić? Mam nadzieję, że już pojmujesz, że nie.

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Zasubskrybuj
Powiadom mnie o
guest
6 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Michał

Piotrze przepraszam cie, ale przed chwila zobaczylem ten filmik, ktory wkleje ponizej i nie moge sie pozbierac. Ty pewnie bedziesz znal odpowiedz na pytanie: dlaczego? Dlaczego tak sie dzieje i dlaczego Bóg na to pozwala? Czemu? Po co? W jakim celu? Czemu Bóg nie dba o swoje dzieci? Dlaczego pozwala aby zywe stworzenie ginelo w mekach z rąk czlowieka? Co to za gówniany świat jest? Nie chce zyc w takim swiecie.
https://x.com/janjanuszkowal/status/1802812527811739840

Jeszcze chodzi mi o to, ze co takie zwierze zawinilo ze je taki los spotkal? Jeszcze ze czlowieka to rozumiem, poniewaz sa te inkarnacje i taki czlowiek w poprzednich zyciach mogl byc morderca itd i potem to splaca. A takie zwierze co? Zwierzeta podobno nie inkarnuja. Wiec czemu Bóg pozwala na takie cos?

Korzystajac z okazji, iz jeszcze nie odpisales Piotrze, chcialbym dodac ze obecnie studiuje/przerabiam/praktykuje Kurs Cudow i jestem teraz na 171 lekcji, ktora mowi o tym ze “Bóg jest miloscia, a zatem ja tez”. I tak jak ja to rozumiem, to wszystko jest Bogiem, wiec wszystko jest miloscia. Wiec jestem zdumiony tym, jak ta milosc w rzeczywistosci wyglada w kontekscie tego okrucienstwa ktore jest pokazane na tym filmiku. Czy to jest milosc? Nie wydaje mi sie? Czy tamten czlowiek jest miloscia i czy jego zachowanie jest miloscia? Tez nie wydaje mi sie. W ogole czy to kest czlowiek? Szczerze w to watpie. Czy tak wyglada milosc?

Last edited 28 dni temu by Michał
Michał

Dziekuje ze odpisales, pomimo ze nie odpowiedziales na moje pytanie. I mimo ze jestem uzalezniony, to staram sie zyc normalnie, a co za tym idzie nie skupiac sie tylko na sobie, ale interesuje sie roznymi rzeczami, a jedna z nich jest moje zamilowanie do przyrody, zwierzat itd. I czy to, ze jestem uzalezniony oznacza, ze mam nie miec pytan? Mam sie niczym nie interesowac? Chcialem sie dowiedziec dlaczego zwierzeta cierpia takie meki. Wiecej juz o nic nie zapytam.

I jeszcze to, co spotyka zwierzeta rozbija w pyl twoja teorie, ktora napisales w tym watku: http://wolnoscodporno.pl/Blog/2019/07/Jak-przestac-sie-frustrowac/
Bo piszesz ze czlowieka spotykaja takie i takie rzeczy, bo wraca do niego jego wlasna energia m.in. z poprzednich wcielen. Z tego wynika, ze do zwierzat nic nie wraca, bo nie inkarnuja, nie maja ego i karmy. Wiec twoja teoria, ze czlowiek cos splaca jest bez sensu. Bo jezeli czlowiek jest mordowany, bo kiedys tez mordowal i teraz to splaca, to takie zwierze mordowane tez powinno cos splacac,a tak nie jest. I tez teraz nie wiadomo co jest prawda a co falszem na twoim blogu.
Gwoli sprostowania- nie “rozbija w pyl” tylko mnie to sie nie skleja. Zle sie wyrazilem. Za bardzo sie rozpedzilem.

Rafał

Hej Piotrze :)

Przyznam, iż parę kwestii, które zawarłeś w Twoim wpisie, tworzy wyraźny kontrast w odniesieniu do moich doświadczeń, a bardziej do moich ich interpretacji. Być może odnoszę jedynie takie wrażenie. Piotrze, moje młode lata spędziłem w pewnej narzuconej sobie izolacji od kobiet. Narzuconej, bowiem pamiętam jak wiele niechęci, obaw, pewnej pogardliwości i dystansu było we mnie wobec nich. Jednocześnie istniała żądza i redukowanie kobiet do niemal “czystej” fizyczności. Realizowałem to oczywiście za pomocą pornografii. Jednak na zewnątrz byłem mężczyzną, który miał liczne zainteresowania, zdolności, umiejętności. Byłem niedostępny poprzez moje zajęcia, koncentrację na innych obszarach. Dbałem o siebie. Mimo tego nie zauważałem by ustawiały się do mnie “kolejki” niewiast. Prawdopodobnie wiele kobiet wyczuwało, iż coś jest ze mną nie tak. Z drugiej strony docierały do mnie informacje, które brzmiały: “Rafał to przystojny i świetny chłopak, lecz on woli komputery”. Napisałeś także, iż seksoholicy często rezygnują z seksu na jakiś czas, będąc w związku z kobietą. Ja także tak uczyniłem, co było być może jednym z powodów rozpadu mojego małżeństwa. Moja partnerka wiedziała o moim uzależnieniu i o powodach mojej abstynencji. Nie radziłem sobie z tym, sięgając czasem po pornografię. Byłem z nią szczery, co nie przyniosło dobrego rezultatu, mimo iż sama przyznała, że zauważa, iż podejmuję działania by to zmienić. Często obawiam się być szczery, a dyplomacja jest u mnie dość słabą umiejętnością. Obecnie utkwiłem na portalu randkowym, bywam tam już od trzech lat. Nie zdziwiłbym się gdyby to był mój kolejny przedmiot uzależnienia. Głównie rozmawiam, choć kiedyś zdarzały się “akcje”, o których można by przeczytać w jakiejś powieści fantastycznej, o dużym nasyceniu erotyką. Poznałem wiele historii, zakładając iż były prawdziwe. Odbudowałem swój negatywny obraz kobiet, wiem iż mam do nich coraz większy dystans, coraz wyraźniejszą podejrzliwość. Czasem wspominam o tym, co wiem od Ciebie. Jednak mało kto chce słuchać, niektórzy obrażają się. Dla innych to tylko ciekawostka. Zauważam, iż dotarłem do punktu, w którym nie wiem czego chcę w kwestii relacji międzyludzkich. Wyobrażam sobie istnienie bez innych, lecz jednocześnie zmagam się z tym wyobrażeniem, bowiem narzucam sobie taką formę istnienia. Zauważam jakby coraz więcej, lecz nie wiem co to wszystko może oznaczać.

Podobne Wpisy:
Cnoty (Część 14) – Etyczność, Balans/zbalansowany, Respekt

Cnoty (Część 14) – Etyczność, Balans/zbalansowany, Respekt

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat cnót charakteru! Części 1-13 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Cnoty (Część 1) – Wstęp i szczerość. ► Cnoty (Część 2) – Ciężka praca, Odwaga. ► Cnoty (Część 3) – Moralność, Ciepło, Pracowitość/Pilność, Niefrasobliwość. ► Cnoty (Część 4) – Wytrwałość, Dobry/uprzejmy, Bycie pomocnym, Pozytywny. ► Cnoty (Część 5) – Rozważność,… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 6
Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 5)

Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 5)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy bardzo istotny temat świadomości, kontekstu i subiektywności. Części 1-4 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 1) ► Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 2) ► Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 3) ► Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 4) W dzisiejszym artykule poruszę nieco temat religii. Bo dla… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 48
O Emocjach – Apatia (Część 1)

O Emocjach – Apatia (Część 1)

Dzisiejszym artykułem rozpocznę omawianie apatii, czyli trzeciego najbardziej niesprzyjającego życiu stanowi, w jakim może znajdować się człowiek. Podobnie jak wstyd i poczucie winy, apatia jest kłamstwem. Jest iluzją. Bowiem bezsilność jest iluzją. Nikt nigdy nie jest i nie był bezsilny. Skąd więc wynika bezsiła – np. bezsilność małego dziecka w obliczu pogniewanego rodzica? Z wmówienia… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 19
Niewinność a wina (Część 1)

Niewinność a wina (Część 1)

Witam Cię serdecznie! Dzisiaj poruszę temat niewinności – temat trudny ale ważny. Przedstawię go w oddzieleniu od karygodności i odpowiedzialności. Nie będziemy skupiać się na czynach społecznie i prawnie postrzeganych jako przestępstwo. Skupimy się na życiowych błędach, z którymi kojarzymy poczucie winy, wstyd i ból. Ale najpierw rozważny dlaczego do tego w ogóle dochodzi. Świadomość… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 12

WOLNOŚĆ OD PORNO