Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/

Witam serdecznie!
Pomyślałem, że raz na jakiś czas zajmę się przedstawieniem mojego punktu widzenia na przeróżne tematy na jakie natrafię.
Czytuję różne serwisy, subskrybuję różne newslettery, w tym newsletter jednego profesjonalnego, polskiego serwisu psychiatrycznego. Nie będę podawał nazwy, bo nie o to chodzi. Nie jest też moją intencją szkalowanie ale chcę ukazać poziom niezrozumienia ludzi, którzy – w powszechnym mniemaniu – są odpowiednimi osobami do zajmowania się wymienionymi w temacie tego artykułu dolegliwościami. Nie tylko autorzy wspomnianego serwisu kierują się podobnym niezrozumieniem – z tego, co opowiadali mi Uczestnicy Programu Wolność od Porno, pogubienie i niezrozumienie wśród specjalistów ma bardzo szeroką skalę.
Osobiście pragnę zwiększać ludzką świadomość, a nie ośmieszać dla samego dodawania negatywności do świata. Jeśli ktoś poczuje się ośmieszony – to właśnie został ujawniony jego własny wstyd, za który ego zrzuca odpowiedzialność. Moją intencją jest korygowanie i dzielenie się wiedzą zgodną z Rzeczywistością. A przy okazji mam z tego trochę osobistej radochy.
Najpierw zobaczmy co autor mówi o załamaniu nerwowym, które jest częstą przypadłością w życiu Polaków.
Pierwsze, co mówi na temat załamania nerwowego to porównuje objawy do dolegliwości psychicznych. Dodaje, że tego stanu nie znajdziemy w klasyfikacjach medycznych. Oczywiście, że nie – bo wpływ emocji na organizm zależy od podświadomych i świadomych przekonań na temat siebie, świata, ludzi, przeszłości, przyszłości i każdego innego aspektu świata, ilości nagromadzonych emocji, oporu, postępowania względem ich każdego dnia, etc. U każdego dana, nagromadzona i zdegenerowana energia emocji zasila inne negatywne programy, więc i dolegliwości będą różne. Co więcej – praca mózgu niekoniecznie musi odwzorowywać te dolegliwości, więc u jednej osoby badania coś tam potwierdzą, u drugiej nie. Zaburzenia pracy narządów wewnętrznych, skóry, wydzielania hormonów, etc. także są symboliczne – jak każda dolegliwość – więc stanowią tylko odbicie danego zestawu stłumionych energii+zasilanych, negatywnych przekonań.
Teraz perełki – autor mówi, że załamaniem nerwowym określa się stan, “(…) w którym człowiek – NAGLE i przejściowo – staje się niezdolny do codziennego funkcjonowania.”
Pięknie, pięknie.
Ok, przede wszystkim dostrzeżmy poziom nieświadomości. Profesjonaliści oraz ich pacjenci uważają, że załamanie nerwowe pojawia się nagle. Niespodziewanie. Dopada…
Nie. Każdy człowiek, który zaniedba swoje wnętrze i psychikę do tego stopnia, że do dochodzi do załamania doświadcza dziesiątków sygnałów ostrzegawczych miesiącami i/lub latami. To, że je ignoruje, wypiera, bagatelizuje, tłumi, walczy, olewa – czyli osobiste wybory, za które każdy jest odpowiedzialny – prowadzą do takiego poziomu, że organizm i psychika nie mają wyjścia, tylko doprowadzają do kryzysu uniemożliwiającego normalne funkcjonowanie, by człowiek – wreszcie, do cholery – zadbał o swoje wnętrze.
Czy smród ciała dopada nas nagle? Czy to efekt nie korzystania z wody i mydła przez kilka dni i jedzenia niezdrowej żywności? Czy w międzyczasie nie było sygnałów ostrzegawczych? Zapewne nawet inni ludzi zwracali nam uwagę, że coś od nas zalatuje.
Ludzie w kwestii emocji są na poziomie kamienia łupanego. Są jak noworodki. To, że nasze ciało i psychika degenerują się w jakości nie oznacza, że dzieje się nam krzywda – wręcz przeciwnie. Mamy jasny i klarowny sygnał, że pora wziąć się za porządne oczyszczenie, a także rozpoznać W SOBIE, co jest przyczyną gromadzenia się toksyn i tym również się zająć.
Zobaczmy, co autor dalej opowiada w swoim artykule – “(…) pacjent może zmagać się z obniżeniem nastroju, poczuciem lęku, ale i z napadami paniki czy z drażliwością”. Aaaa, pacjent MOŻE SIĘ ZMAGAĆ… no i już wiemy, dlaczego nie tylko dochodzi do załamań ale i dlaczego one trwają nieraz latami. Bo pacjent się zmaga – ze strachem, wstydem, poczuciem winy, gniewem, żalem. Emocje się gromadzą w ogromnych ilościach i coraz mocniej obciążają ciało i psychikę. Pacjenci zapewne również zmagają się z oporem – czyli z samym zmaganiem.
Więcej – autor mówi, że panika czy drażliwość NAPADAJĄ na biednych pacjentów, na ofiarki, ajajajaj. Smrodek napada na niemyjących się! Ludzie! Najnowsze wiadomości – smród dopada i trzeba się przed nim bronić! Trzeba z nim walczyć! Trzeba się zmagać ze smrodkiem! Kto się zmaga ze smrodkiem, a kto się myje? Dlaczego więc nikt nie “myje się” z emocji i nie dba o to, by ich w sobie nie gromadzić?
Widzimy również stwierdzenie “zmagać się z obniżeniem nastroju, poczuciem lęku”. Kompletnie niezrozumienie emocji. Jeśli człowiek nagromadzi w sobie syfu, naturalnym jest, że będzie się to ujawniało, bo wtedy i tylko wtedy możliwe jest oczyszczenie się z tego. Co więcej – autor w żaden sposób nie nakierowuje czytelników, by akceptowali emocje, bo one mają OGROMNĄ – podkreślę- OOOGGGGRRRROOOMMMMNNNNĄĄĄĄ rolę w ludzkim życiu. Jeśli je w sobie nosimy stłumione – szczególnie w dużych ilościach (a jeśli dochodzi do załamania, to ilość ta jest przeogromna), to znaczy, że nasze postrzeganie emocji i postępowanie w ich obliczu jest karygodne. Niedojrzałe i nieodpowiedzialne. Jeśli ktoś “uniesie się dumą”, to przypominam, że duma to bardzo, bardzo niska jakość, która ma własny zestaw dolegliwości.
Kto uważa, że jeśli nagle obniży mu się nastój, to dzieje się coś złego? Jak wtedy postępujemy? Czy jesteśmy tego w ogóle świadomi? Czy od razu bierzemy tableteczkę i jedziemy dalej z koksem, ze zmaganiem, “przełamywaniem się”? Kto pali papieroski, kto sięga po piwko, kto ogląda porno, kto czyta książki non stop sądząc, że czyni mądrze, kto przesiaduje w internecie cały wieczór, kto ogląda telewizję również kilka godzin każdego dnia?
A kto rozumie, że to moment oczyszczenia, że jest to cudowny proces, dzięki któremu z naszego ciała i psychiki wyciągane są trucizny noszone nawet od lat? Kto to akceptuje i pozwala się temu odbyć?
Autor zwraca uwagę, że załamania zazwyczaj przemijają same (ta, jasne) ale może również dojść do powikłań. No bo autor nie rozumie, że załamanie to objaw, a nie problem sam w sobie. Powikłania to efekt dalszego opierania się przyczynom zaburzeń – nagromadzonym toksynom emocjonalnym oraz samemu oporowi.
Ale nie to jest najlepsze. Najlepsze jest, gdy autor zaczyna mówić o przyczynach.
Pierwszą – słusznie – wymienia stres. Jednak mówi, że stres musi być silny i działać przez długi czas. Bingo! Jednak krytyczna sprawa nie została tu rozpoznana. Stres to już nagromadzony w podświadomości strach – a więc emocja strachu, której człowiek nie zaakceptował stłumił i której nadal się opiera. Więc jeśli silny strach działa przez długi czas, to znaczy, że osoba przez długi czas nosi w sobie stłumiony strach (którego cały czas przybywa) i przez długi czas utrzymuje opór. Więc długi czas taka osoba sama sobie robi krzywdę (długi czas postępuje bardzo niedojrzale pomimo, że biologicznie latek przybywa) i jeśli dochodzi do załamania to nie dlatego, że ta osoba jest ofiarką i się jej dzieje krzywda ale organizm nie ma wyjścia, tylko musi kopnąć w rzyć takiego delikwenta, by przestał sam sobie on robić krzywdę.
Następnie autor mówi, że stresu w życiu CHYBA nie da się uniknąć. Więc nie ma on pojęcia, że stres to całkowicie opcjonalna sprawa i wynika z zaniedbania i zaniedbywania siebie oraz emocji. Wynika z braku troski, akceptacji, z braku zrozumienia emocji, z braku świadomości – słowem – z niedojrzałości.
Dalej autor mówi, że “(…) każdy z nas jest przecież na niego narażony”. Nie – nikt nie jest narażony na stres. Stres to efekt opierania się emocji strachu. Każdy jest “narażony” w tym życiu tylko na konsekwencje własnych decyzji i wyborów. Jeśli w kółko wybieramy negatywne postrzeganie rzeczywistości i opieranie się emocjom w sobie – no cóż, pora przygotować sobie już łóżko w szpitalu na zaś.
Strach to informacja zwrotna, że sami WYBIERAMY – zazwyczaj nieświadomie – by postrzegać coś w naszym otoczeniu jako niebezpieczne, straszne, jako zagrożenie. Nieświadomie też łapiemy się strachu, bo wierzymy, że strach nas chroni przed tym. Strach nie chroni, tylko informuje i przygotowuje nasze ciało i psychikę DO DZIAŁANIA. Jeśli odpowiednie działanie nie następuje, a strach nie zostaje uwolniony, staje się on obciążającą nas toksyną, której nagromadzenie prowadzi do tego, co nazywa się m.in. załamaniem nerwowym – co również stanowi informację zwrotną o naszym niedojrzałym i nieświadomym postępowaniu.
A przecież, gdy dochodzi do załamania, to już nie można go ignorować, prawda? Nagle człowiek staje się świadomy. Bo taka jest rola ciężkich/cięższych przypadłości i bólu.
Zobaczmy, co autor pisze dalej – “Stres jest szkodliwy, jednakże jeżeli jest on w jakiś sposób redukowany, to wtedy nie prowadzi zasadniczo do zagrożeń dla integralności naszej psychiki.” Brawo. 100% prawdy. Jednak stres nie ma źródła w świecie zewnętrznym. Stres to efekt opierania się strachowi, a strach nie jest szkodliwy.
Następnie – “Gorzej dzieje się jednak wtedy, kiedy stres stale się kumuluje i negatywne emocje nie ulegają rozładowaniu (…)” No faktycznie gorzej. ALE – emocje nie są negatywne. Nie ma negatywnych emocji. Ale tutaj ponownie widzimy, że autor, jak i większość ludzi – do “obniżenia nastroju” podchodzą bez akceptacji, bo podchodzą bez zrozumienia. Emocje to element wewnętrznego systemu nawigacji. Każda zawiera w sobie mechanizmy wspierające życie. I jeśli stają się szkodliwe, to tylko przez ich nagromadzenie, za co odpowiadamy my i wynika ono z zaniedbywania siebie latami. Emocja wzbudzona na bazie danej sytuacji, gdy nie następuje jednocześnie ujawnienie zalegających w podświadomości ładunków emocji, to bardzo przyjemne i pouczające doświadczenie, które trwa zazwyczaj kilka minut, a nawet mniej, niż minutkę. Tyle jest wtedy kłopotu.
Emocje i ich tłumienie porównuję do jabłuszek. Każdy wie, że jabłuszko jest zdrowe i warto je jeść. I jak sobie weźmiemy jedno jabłuszko na później – schowamy je do plecaka – wszystko będzie ok. Ale co jeśli przez lata tych jabłuszek odłożonych na później – stłumionych – i wsadzonych do plecaka (podświadomości) będzie już 30 kg? Czy wtedy jabłuszka nagle nie staną się dla nas udręką? Ale czy coś się zmieniło? Nie – jabłuszka nadal są zdrowe i smaczne. Tylko nie, jeśli nosimy ich ogromną ilość na swoich barkach.
“(…) – w takiej sytuacji „wewnętrzna tama” może po prostu nie znieść stawianego jej naporu, psychika pacjenta może w pewien sposób „pękać” i dochodzić może właśnie do załamania nerwowego.” Ooooo matko. Ta “wewnętrzna tama” to opór. Autor więc zachęca do stawiania oporu! Uważa go za coś właściwego! Oczywiście, że w pewnym momencie napór nagromadzonych ton toksyn w naszej psychice przełamie opór, bo o to właśnie chodzi! Byśmy przestali to w sobie nosić Dlaczego jest to tak trudno zrozumieć? Dlaczego ludzie opracowują leki dalej tłumiące emocje (co nazywa się leczeniem), odcinające świadomość, a nawet ogłupiającymi, a dlaczego nikt nie może zrozumieć, że wystarczy to zaakceptować i problem całkowicie zniknie?
Dlaczego tak trudno jest pojąć, że NIC, co czujemy i czego doświadczamy nie ulegnie poprawie, jeśli będziemy się temu opierać? Ile jeszcze potrzebujemy dolegliwości, chorób i wypadków, by to zrozumieć?
Teraz autor robi majstersztyk przewlekłego niezrozumienia – “Sytuacji, które mogą być źródłem silnego, przewlekłego stresu i jednocześnie mogą być przyczynami załamania nerwowego wymienić można wiele.” Ciepło, ciepło, cieplej, ziiiiiiiiiiiiiiimnoooooooooooo! Żadna zewnętrzna sytuacja nie jest źródłem stresu. Stres to strach, z którym się zmagamy w sobie – którego nie akceptujemy. Również żadna sytuacja nie jest źródłem strachu. Strach to emocja, która nas informuje o naszym postrzeganiu świata zewnętrznego i przygotowuje do odpowiedniego działania. Jeśli sami postrzegamy coś jako niebezpieczne – naturalnie pojawi się strach, który ograniczy logiczne, analityczne myślenie i napnie ciało, przyspieszy puls, by poradzić sobie z zagrożeniem.
Co więcej – żadna sytuacja nie jest źródłem załamania. Sytuacja może spowodować, że pojawi się W NAS dodatkowy ładunek strachu, na którego opieranie się nie wystarczy nam już sił, więc wspomniana “tama” zostaje zbudzona od wewnątrz siłą. Wszystko dzieje się w nas, nie ma żadnego zewnętrznego źródła.
Następnie przechodzimy do tego, co autor uważa za objawy załamania. Jako pierwszy wymienia – “Zaburzenia nastroju (typowo w postaci jego obniżenia, możliwe jest jednak i to, że człowiek z załamaniem nerwowym będzie drażliwy lub że będzie on miał wyjątkową tendencję do wybuchów złości czy nawet agresji).” Dalej widzimy, że załamanie nerwowe traktowane jest jak jakiś pasożyt, który się do nas przyczepi i który nas smaga od wewnątrz. Autor tworzy piramidkę/labirynt niezrozumienia. Myli to, co jest przyczyną, a co objawem. Teraz twierdzi, że załamanie staje się źródłem nerwowości, drażliwości, wybuchów złości i agresji.
Otóż nie. Źródłem jest to samo zaniedbanie, co w przypadku stresu – opieranie się emocji gniewu i gromadzenie jej w podświadomości przez lata. Ta “wyjątkowa tendencja”, to tylko efekt zmniejszenia oporu stawianego gniewowi przez długi czas. Dlatego naturalnie ujawnia się go więcej, niż zazwyczaj w codziennych sytuacjach. I to jak taka osoba postępuje z emocją gniewu pokazuje jej poziom dojrzałości. Zapewne nie jest w stanie się kontrolować, atakuje innych, krzyczy, może spazmuje, może coś niszczy. Zachowuje się jak nawiedzony/a. Łatwo się wtedy pomylić i dojść do wniosku, że emocje nami rządzą. Nie. Nieświadomość nami rządzi dopóki to, co nieświadome tanie się świadome. Organizm musi przejmować kontrolę i doprowadzać do stanów paraliżu, by tak nieodpowiedzialna osoba dalej nie robiła sobie sama krzywdy. Tym również jest depresja, o której napiszę w przyszłości.
Kolejne wymienione objawy załamania nerwowego – “Poczucie lęku, wewnętrzny niepokój”. To jedno i to samo. Nagromadzony w podświadomości strach przez np. tłumienie pornografią, oddziałuje na nas cały czas. Wszystko, czego nie zaakceptowaliśmy – każda emocja – zostaje w nas i z czasem się ujawni. Dlatego możemy na nic nie mieć siły, bo zamiast przeznaczać energię na życie, poświęcamy ją na ciągłe opieranie się emocjom – utrzymywanie “tamy”. Dalej autor wymienia – “zaburzenia snu (zwykle w postaci bezsenności)”. Oczywiście, bowiem umysł myśli sam na bazie emocji. Jeśli nosimy w sobie tony zmagazynowanych emocji, nasz umysł będzie myślał cały czas z jakością reprezentowaną przez te emocje. Szczególnie jeśli mamy w sobie strach, umysł nie będzie spokojny, będzie cały czas mentalizował o zagrożeniach, niebezpieczeństwach, itd. Nie dziwne, że trudno jest nam usnąć. Bowiem strach to energia, która ma wspomóc działanie, by poradzić sobie z zagrożeniem. Jeśli nic nie robimy, jeśli nie wykorzystujemy strachu, magazynujemy go w sobie i jednocześnie go nie uwalniamy, spokojny sen stanie się dla nas nieosiągalny.
Kolejny majstersztyk – “Różnego rodzaju dolegliwości somatyczne (u pacjentów pojawiać się mogą somatyczne przejawy lęku, takie jak np. przyspieszenie czynności serca czy uczucie duszności i wzmożenie potliwości, ale inne problemy, jak np. bóle różnych części ciała).” Przyspieszenie czynności serca to POZYTYWNY objaw strachu – jak mówiłem, ciało przygotowuje się do działania. Jednak uczucie duszności, potliwość i bóle to już efekt opierania się – braku akceptacji strachu i postrzegania strachu jako negatywnej emocji. O tym są już dostępne badania.
Warto obejrzeć poniższy filmik (są polskie napisy), gdzie profesjonalna pani psycholog (wykładająca na Uniwersytecie Stanforda) przyznaje się, że przez lata wciskała ludziom ciemnotę przez własne niezrozumienie i doprowadzała do poważnych powikłań. Niewykluczone, że zdarzyła się śmierć.
Ta pani potrzebowała lat, by to pojąć. My możemy zrozumieć już teraz i przestać robić sobie krzywdę. A ciekawe ilu profesjonalistów nigdy się nie przyzna do tego, że nie rozumieją wpływu ich terapii i podejścia i ilu skorygowało swoje podejście w stopniu, co Pani McGonigal?
Ludzie dalej sądzą, że strach ich paraliżuje. Nie, moi Drodzy. Strach nikogo jeszcze nie sparaliżował na tej planecie. To, co “paraliżuje” to nasza własna niechęć względem strachu – opór. To wewnętrzna, nieświadoma batalia ze strachem, której wygrać nie można, a której można oddać całą swoją energię. Dlatego pojawiają się w ciele bóle – byśmy wreszcie stali się świadomi i dostrzegli, co my w ogóle, do diaska robimy.
I jeszcze kilka wymienionych, fajnych “objawów”:
– “Niechęć do opuszczania domu (pacjent może preferować przebywanie we własnym towarzystwie zarówno w dni wolne pracy, jak i może on chcieć pozostać w domu wtedy, kiedy to powinien on być w pracy).” A tutaj widzimy z kolei i utożsamienie człowieka z jego umysłem. To umysł chce zostać w domu. Bo umysł mentalizuje na bazie strachu i wierzy, że źródło tego strachu jest w świecie – że jak tylko wyjdziemy z domu (czyli tego, co jako jedyne postrzegamy jako bezpieczne, czyli że nie jest źródłem strachu – co jednak także może się zmienić), to spotka nas coś złego. Dlatego osoba trzyma się dalej strachu ale i tak mu się opiera. Strachu przybywa, racjonalizacja strachu także (bo znajdźmy serwis, w którym nas cały czas nie straszą informacjami ze świata). Czy to mądre postępowanie? Wg mnie jakościowo to jak walenie głową w ścianę. Jednak wielu (większość?) uzależnionych postępuje właśnie w taki sposób – ograniczają siebie, swoje życie, swoje działania, bo wierzą, że się ratują przed niebezpieczeństwem, bólem, zranieniem, itd. Nie dostrzegają, że to wszystko już noszą w sobie i to tylko niechęć ego przed naszą świadomością i uzdrowieniem.
– “Uczucie beznadziejności.” No pewne. Bo opieranie się takiej ilości (na)gromadzonych emocji, czyli wybór NIECHĘCI względem nich nie może doprowadzić do niczego, tylko do degradującego się wnętrza, a więc i myśli. Pewnie, że jest beznadziejnie, bo sami wybieramy brak akceptacji.
– “Utrata motywacji do podejmowania jakichkolwiek czynności.” Nie, motywacji się nie traci, tylko samemu wybieramy niechęć. To, że wybieramy niechęć względem jakiejś zewnętrznej sytuacji nie oznacza, że ta niechęć nie ma na nas wpływu i na resztę naszego życia. Niechęć, czyli opór to coś stricte wewnętrznego. I trzymając w sobie niechęć… czujemy ją cały czas. Niemożliwe jest jednocześnie czuć chęć i niechęć. Jedno albo drugie. Więc albo zaakceptujemy strach, albo motywacja – chęć – nigdy nie “wróci”, gdy dalej będziemy wybierać niechęć względem strachu i gniewu.
– “Znaczne zaburzenia koncentracji, uwagi i pamięci.” Oczywiście! Bo umysł myśli sam na bazie emocji. Jeśli nagromadzimy w sobie mnóstwo emocji, nie dziwmy się, że i nasz umysł będzie paplał cały czas. Jeśli nosimy w sobie strach i wierzymy, że jego źródło jest zewnętrzne, to naturalnie nasz umysł cały czas będzie szukał sposobów na ochronę. Będzie miał gdzieś ważne obowiązki w pracy, rodzinę, hobby, itd. – bo najważniejsze staje się dla niego wtedy przeżycie fizyczne. Pamięć przestaje być potrzebna, bo umysł stara się być obecny, napięty. Ogranicza swoje funkcje, by poradzić sobie z zagrożeniem, które wierzy, że może przyjść ze świata w każdej chwili. Wtedy albo walczymy, albo uciekamy. Innych opcji nasz umysł nie widzi. Wiele osób walczy i ucieka każdego dnia.
Autor wymienia także “Tendencję do zaniedbań higienicznych”. Nie dziwne, gdyż osoba, która nosi w sobie wieczne poczucie zagrożenia oraz utrzymuje w sobie potężną niechęć – jakże ma wybrać dbanie o siebie? Kto w przypadku ataku tygrysa poprawiałby sobie mankiety czy sprawdzał świeżość oddechu?
Osoby uzależnione bardzo często zaniedbują dbanie o siebie – nie jedzą, nie myją się, nie sprzątają. Okazują coraz mniej troski, pielęgnowania, dbania, uwagi sobie, swojemu otoczeniu, życiu. Bowiem całą energię oddają niechęci – oporowi, wewnętrznej walce z emocjami, niechęci względem innych osób, życiu, problemom, obowiązkom. Ich umysł nie widzi żadnej wartości w np. odkurzeniu pokoju czy ogoleniu twarzy.
Autor wspomina także, że objawy te przypominają objawy depresji. Słusznie. Bo źródło jest jedno i to samo – nagromadzenie toksyn i utrzymywanie negatywnych przekonań opartych o te emocje i nimi zasilane. Ale – podkreślę – emocje nie są negatywne. Negatywne może być tylko nasze postępowanie względem nich i na ich bazie.
Na koniec jeszcze 2 sprawy:
1. Nie wyśmiewam autora. Śmieję się (trochę przez łzy) ale nie wyśmiewam. Lubię się śmiać. To część mojego charakteru. Wyśmiewam podejście i poziom zrozumienia ale nie osobę, jej intencję pomocy i oddanie się. To wszystko szanuję bezgranicznie. Ale ja – osoba, która nie ma wykształcenia medycznego, ani psychiatrycznego – jest w stanie pomóc ludziom z dziesiątkami zaburzeń fizycznych i psychicznych, bo rozumiem skąd się one biorą i jak do nich podejść. A także sam przez to przeszedłem – przeżyłem to, przeżyłem w ogóle i moje życie uległo niewyobrażalnej zmianie (a także życie osób, które mi zaufały). Bo przestałem się temu wreszcie opierać. Zrozumiałem. I wiem, gdzie są błędy w globalnym (nie)zrozumieniu. I do tego niezrozumienia będę podchodził bezlitośnie. Już wystarczy życia w nieprawdzie i urojeniach. Rzeczywistość jest cudowna i warto do niej wrócić. Przestać żyć w przesiąkniętym toksynami umyśle i przestać się zmagać, walczyć i uciekać. Napisałem o tym, bo osoba przesiąknięta dumą, gniewem i poczuciem winy łatwo znajdzie w takim artykule usprawiedliwienie do ataku. Lepiej się zabezpieczyć ;)
2. Rozumiem skąd może wziąć się nagromadzenie toksyn w psychice. Sam przeżyłem wiele bardzo nieprzyjemnych sytuacji, wliczając śmierć bliskich mi osób. Wiem co to znaczy czuć paraliż, gdy każdy telefon do domu (dzwoniący nieraz kilkakrotnie każdego dnia) mógł oznaczać kolejną wieść o śmierci, o beznadziejności. Wiem co to znaczy mieć myśli samobójcze, czuć kompletną rozpacz. Przeżyłem to wszystko. Przeżyłem rozstania, oszustwa, wykorzystania, złamane serce. Miałem momenty, że myślałem, że się uduszę, gdy wracały emocje i myśli na temat tego, czego doświadczyłem. Chorowałem, miałem ogromne migreny 3-4 razy w tygodniu. I to wszystko zniknęło dzięki wewnętrznej pracy. Dlatego szokuje mnie jak ludzie uważani za profesjonalistów utrzymują tak wiele bzdur i nieporozumień samemu nie doświadczywszy większości tego, z czym pomagają innym. Będę to tępił jak stonkę ziemniaczaną. Jednocześnie osoby, które do mnie przychodzą mają moją pełną troskę i zrozumienie.
Tym samym załamanie nerwowe to tak naprawdę załamanie kruchego fundamentu, na bazie którego staraliśmy się żyć. To możliwość dokonania fundamentalnych korekt, zmiany i uzdrowienia. To moment na wybranie nowego kierunku w życiu. Nie zaprzepaśćmy tego, jeśli nas spotkało.
Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Zasubskrybuj
Powiadom mnie o
guest
18 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Łukasz

Bardzo dobrze to napisałeś.Dzięki Tobie odzyskałem wiare w to,że mogę się zmienić.Sam do tej pory uważałem,że nerwica to stan, z którego ciężko wyjść ale to tylko stłumione emocje.

Łukasz

W nocy nie mogłem zasnąć bo miałem kłucia w sercu i duszności lecz zaakceptowałem to co czuje tak jak pisałeś i teraz zasypiam bardzo szybko.Z gniewem nie mam dużego problemu bo fajnie czasem się wkurwić.Gorszy jest strach tak mi się wydaje.Można powiedzieć,że Ty też miałeś objawy nerwicy prawda?

Łukasz

Czy Ty Piotr miałeś całkowitą abstynencje od porno przez te miesiące,w których mierzyłeś się z gniewem?Chce dodać,że gdy mam abstynencje nawet 2 dni od porno to nawet mam chęci do małych czynności typu wykosić trawe lub coś posprzątać.Ostatnio nawet poszedłem na huśtawke a nie byłem kilka lat.Wystarczy kilka minut porno i nawet nie moge skupić się na czytaniu modułu bo w głowie jest chaos.Jak dalej tak będzie to będę musiał chyba jakieś leki brać no już sam nie wiem.

Anonimowy

Ja ostatnio mialem “atak nerwicy”, czy jak to sie mowi- atak paniki. Obudzil mnie ok. 12 w nocy wlasnie ten atak. Byl to glownie silny lek, strach i wiele wiele innych emocji, jak i rowniez uczucia sciskania w klatce piersiowej, uczucie goraca w calym ciele i jeszcze kilka innych objawow. Na poczatku myslalem ze zwariuje, poniewaz naprawde wpadlem w panike, ale potem przypomnialem sobie to, o czym piszesz na blogu o uwalnianiu i ignorowaniu mysli. I tak tez staralem sie robic. Po czesci mi wychodzilo, a po czesci nie. Telepalo mna, dostawalem skurczow miesni calego ciala, trzeslem sie w srodku i plakalem. Ten stan trwal mniej wiecej do 4 nad ranem, zeby potem znowu dac o sobie znac, ale juz z mniejsza sila, okolo 11 . Znowu czulem ogromny strach, ale i smutek, zal i inne emocje. Final byl okolo godziny 12.10, gdzie wszedlem caly roztrzesiony do kuchni, gdzie siedziala moja mama i gdy sie spytala: co ci synu? , to w tym momencie bardzo sie rozplakalem, zaczelo mna trzasc, a w rekach od lokci do palcow, poczulem jakby energia chyb z calego mojego ciala sie tam nazbierala. A najwiecej w dloniach i palcach. Czulem ogromne wibracje w dloniach. Energie, ktora promieniowala dookola dloni. W placzu i w drgawkach powoli w szystko zaczelo odchodzic, az w koncu nastala cisza i ogromny spokoj. Dodam jeszcze ze przed calym procesem mialem bol kregoslupa, sztywnosc i napiecie karku i szyi, oraz lapaly mnie skurcze palcow u nog. Po zakonczeniu tego procesu 95% wszystkich bólów odeszlo. Gdy wszystko odeszlo poczulem sie lekki, wolny i spokojny. Mama mi mowila, ze gdy wszedlem do kuchni, to w oczach mialem obled i wygladalem jak opetany. Czy to bylo Piotrze uwolnienie emocji, czy jakis diabel ze mnie wyszedl? Ale przezycie niesamowite. Przezylem horror, ale wrocilem do zywych.

Anonimowy

Wlasnie Piotrze- akceptacja. Jak wiec zaakceptowac ten tzw. “atak paniki” oraz natlok tylu emocji, oraz oporow na raz, ze nie wiadomo co jest czym i nie wiadomo czym sie zajac? Czlowiek jednoczesnie odczuwa strach i inne niskie emocje, a jednoczesnie ma ucisk w klatce piersiowej i boi sie, ze sie udusi. Jak zaakceptowac dane emocje i odczucia w ciele, jezeli wywoluja one straszny dyskomfort i czlowiek chce sie ich pozbyc? Walczy z nimi. Nie chce ich. Da sie to w ogole zaakceptowac, czy lepiej bedzie wziasc jakies srodki na uspokojenie? Dal bys jakas rade, jak sobie z tym poradzic?

Anonimowy

Dodam Piotrze, ze na mnie nie dziala technika uwalniania, ani metoda sedony. A w takim stanie, jak wyzej opisalem, to juz w ogole zadne pytania, wizualizacje, ani nic takiego. Czytajac takze twojego bloga rozumiem, ze nie czlowiek nie odczuwa caly czas silnych emocji, tylko dopiero moze je przywolac, gdy zabiera sie za uwalniania. Ja prawie caly czas czuje silne emocje. A moze to nie sa emocje? Czuje czesto ucisk w klatce, szybkie bicie serca i inne nieprzyjemne objawy. Czy to strach? Staram poddawac temu uczuciu, ale on nie mija. Przykladem jest, to co opisalem wyzej. 12 godzin lezenia i przezywania horroru. Z malymi przerwami. Ulge troche przynosi rozmowa z mama, spacer z bratem itd. Jednak gdy klade sie spac, to te uczucie sie nasila. Piszesz, ze nerwica, to stlumione emocje. Nie rozumiem tego calego uwalniania. Gdy pojawiaja sie u mnie w/w objawy, typu wlasnie ten ucisk w klatce i bicie serca, to znaczy ze sie opieram emocji, czy uwalniam. Dodam, ze wtedy sie boje. Czuje strach. No i wiele innych uczuc, ale ten strach chyba dominuje. Wiem, ze pisales ( chyba) ze wlasnie takie objawy, przyapieszone bicie serca itd. , to jeat efekt opierania aie strachowi. Jak zatem czuje sie energie strachu, bez opierania sie jej? Jako bezosobowa energie? Nie rozumiem naprawde i jestem zalamany, poniewaz nie wiem jak mam sobie pomoc. Czy czeka mnie psychiatra i branie prochow? Nie chce tego. Mozesz jakos pomoc Piotrze? Moge nawet zaplacic. Nie wiem. Wiem ze jestes z Warszawy. Ja tez. Moze byla by mozliwosc spotkac sie z toba, za oplata, jesli byla by taka mozliwosc? Jestes chyba moja ostatnia deska ratunku. Dodam, ze jestem.uzalezniony od porno, ale w ogole nie ogladam, juz chyba od dwoch, czy trzech tygodni. Nie chce i nie mam ochoty. Moze to stad mam te objawy. Odpisz prosze Piotrze. Pomoz.

Anonimowy

Dzieki za odpowiedz. Na poczatku chcialbym sie odniesc do tych moich spacerow z bratem. Czy podczas wlasnie tych spacerow, gdy jestem spokojny, to emocje sa uwalniane ze mnie?
Czy jezeli boje se ze zlapie mnie “atak paniki”, czy dobrym sposobem na uwolnienie sie od strachu i w ogole na uwolnienie stlumionego strachu, bedzie robienie najczesciej jak tylko moge, rzeczy, ktore ten strach ze mnie wyciagna? Ja mam tez problem z odczuwaniem. Jezeli chodzi o strach, to uwazalem, ze gdy czlowiek sie boi, to bije mu wlasnie serce, ma ucisk w klatce itd. Jak zatem czuje sie strach bez opierania sie mu? Tego nie rozumiem. Gdy czuje np. gniew, to zacisniete zeby i napiecie miesni, tez bedzie swiadczyc, ze opieram sie gniewowi? Czytalem twoje artykuly o odczuwaniu, ale dla mnie to jest w dalszym ciagu czarna magia. Ja juz nie wiem, czy czuje emocje, czy stawiam jej opor. Czuje cos, ale nie wiem czy jest to opor, czy emocja. Dlatego niebardzo wiem CO mam zaakceptowac. W przypadku bicia serc i ucisku w klatce, mam zaakceptowac ten ucisk i bicie, czy zaczac spokojnie oddychac, wyciszyc sie i uspokoic? Czy to wtedy bedzie uwalnianie? Czy uwalnieniem bedzie poddanie sie temu uczuciu ucisku i biciu serca? Nic nie rozumiem i czuje sie jak w jakims kolowrotku. Co mam zaakceptowac?
Teraz inna sprawa. Gdy np w ciagu dnia jestem spokojny i czuje sie bezpiecznie, to czy emocje sa ze mnie uwalniane w tym czasie? Najwiekszym problemem jest dla mnie to, ze nie wiem czy to co czuje, to emocja, czy opor stawiany jakiejs emocji. Nie wiem jak to jest czuc jakas emocje, bez stawiania jej oporu, poniewaz nie wiem czy to co zawsze czulem i czuje to emocja, czy opor. Eh. Sam juz sie w tym pogubilem.
Czy w stanie medytacji, kiedy umysl jest wyciszony, a ja skupiam sie na odczuciach w ciele i ignoruje mysli, to to jest wlasnie uwalnianie. Pytam, bo ostatnio tak wlasnie lezalem i lezalem, az w koncu doznalem takiego wewnetrznego spokoju i uczucia blogosci, ze zaden stan ktory znam, nie moze sie z nim rownac. Czy to.bylo uwolnienie, czy te emocje zostaly gdzies zepchniete do podseiadomosci, tk ze nie bylem ich swiadomy? Usnalem potem w nocy i spalem do rana.
I ostatnie pytanie. Czy, jezeli znowu bede mial te objawy bicia serca i ucisku w klatce, to bedzie znaczylo, ze stawiam opor emocji? Czy wtedy nalezy sie uspokoic, oddychac, wyciszyc i czy wtedy to bedzie uwalnianie?

Anonimowy

Jeszcze chcialem dodac, ze czasmi gdy “lapie” mnie ten “atak” to zaczynam spokojnie oddychac, wyciszam sie itd. I wtedy w tym stanie bez tego bicia serca i ucisku w klatce cos czuje. Czy to jest wlasnie odczuwanie bez stawiania oporu, czy po prostu jakos stlumilem/ stlamsilem emocje i dlatego czuje sie wzglednie spokojny?
Jeszcze chcialem sie do tego odniesc:
Uświadom sobie dane uczucie, pozwól, by się ukazało i pozostań z nim kontakcie.”
A co w przyadku, gdy juz mam te uczucie bicia serca i ucisku w klatce? Czy ta instrukcje rowniez mozna do tego odniesc? Ale z tego co pisales, to raczej nie. Wiec jak poradzic sobie z tymi odczuciami? Przestac sie opierac strachowi? Ale ja nie wiem, jak to jest czuc “zdrowo” strach i kolo sie zamyka. Eh…

Last edited 1 rok temu by Anonimowy
Anonimowy

Moge ci Piotrze zaplacic, jezeli nauczysz mnie jak odczuwac emocje bez opierania sie im. O.ile to w ogole mozliwe ( ze mozesz mnie nauczyc)

Piotrek

dobrze że jesteś z nami + fajnie że zaczniesz taką serię :)

,,Niemożliwe jest jednocześnie czuć chęć i niechęć. Jedno albo drugie.”
otóż, to. Tak coś podejrzewałem ale teraz to potwierdziłeś

Podobne Wpisy:
Porno w liczbach – 3. Ilość pornografii w internecie

Porno w liczbach – 3. Ilość pornografii w internecie

Porno w dzisiejszych czasach jest multimiliardowym przemysłem. Co to znaczy? To, że tak jak przemysł muzyczny, filmowy – porno stało się mainstreamowe. Czyli codziennością doświadczaną przez większość populacji ludzkiej. Spokojnie można założyć, że porno w internecie ma większy ruch, niż wszystkie polskie serwisy razem wzięte – Onet, Wirtualna Polska, Pudelek, Demotywatory, Allegro, Chomikuj i inne.… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 17
O Emocjach – Pożądanie (Część 7)

O Emocjach – Pożądanie (Część 7)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat świadomości Pożądania. Części 1-6 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► O Emocjach – Pożądanie (Część 1). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 2). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 3). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 4). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 5). ► O Emocjach – Pożądanie (Część… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0
O “dawaniu” kobietom emocji

O “dawaniu” kobietom emocji

Witam Cię serdecznie! Temat jest dość istotny i szalenie niezrozumiany (jak same emocje), więc warto do niego przysiąść i zrozumieć, jeśli zależy Ci na jakości związków i relacji, również jeśli jesteś kobietą (a może nawet w szczególności). Powszechnie panuje przekonanie, że: 1. Kobiety są istotami emocjonalnymi… i 2. Że trzeba DAWAĆ kobietom emocje. O ile… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 11
Przejmuję się co myślą o mnie inni!

Przejmuję się co myślą o mnie inni!

Witam Cię serdecznie! Dzisiaj poruszę bardzo popularny i powszechny temat – przejmowania się, co myślą o nas inni. W pracy z uzależnionymi cały czas on powraca, a rozciąga się nie tylko na życia uzależnionych, tylko także szeroko poza nie. Wiele osób naprawdę przejmuje się opiniami innych ludzi i ich myślami. Cały czas zaprzątają sobie głowę… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 3

WOLNOŚĆ OD PORNO