Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/

Witam Cię serdecznie!
Wracamy do tematu Odwagi. Część pierwszą znajdziesz klikając na poniższy link:
► Wyższe Stany – Odwaga (Część 1).
Artykuł jest długi ale ważny.
Przeczytałem ostatnio, ponownie na jednym forum psychologicznym, ciekawy artykuł o strachu i dlaczego ludzie lubią rzekomo się bać. Był ciekawy dlatego, bo zobaczyłem jak dorośli ludzie nazywający siebie specjalistami nadal utrzymują dziecinne przekonanie na temat funkcjonowania ludzkiego organizmu i psychiki ignorując najważniejsze aspekty i przeinaczając co tylko się da.
Raz jeszcze powtórzę – nikogo nie chcę obrazić. Jak ktoś się obrazi, to przepraszam i proszę poczytać na temat gniewu, wstydu i poczucia winy na moim Blogu.
Czytając ten artykuł niejednokrotnie wykonałem gest przyłożenia otwartej dłoni do czoła, bo ludzie, o których się mówi “naukowcy” czy “terapeuci”, “psychiatrzy”, “psychologowie” powtarzają w kółko brednie. Po prostu brednie. Szczególnie na temat strachu. Nie dziwne, że jeden bardzo dojrzały terapeuta (a bycie terapeutą nie czyni nas automatycznie dojrzałymi) powiedział, że w dzisiejszych czasach za osobę zdrową uważa się człowieka, który podziela te same urojenia, co jej terapeuta
Reszta mówi jak katarynki np, że strach biologicznie miał nas chronić.
Zobaczmy co napisano wielkimi literami jako nagłówek:
Strach ma ochraniać ludzi, dlaczego więc niektórzy pożądają strachu?
Mat-ko-bos-ka!
Czy dostrzegamy, że już sama składnia tego zdania jest nielogiczna? Nie mówiąc już o kompletnej bzdurze w nim zawartej? Autor pisze “Strach ma ochraniać ludzi” (więc coś rzekomo pozytywnego), a potem pyta dlaczego ludzie tego chcą (jakby było to jednak negatywne)… co? Po prostu – co?! Panie autorze! Czy jest ktoś w domu?
Jedziemy z pierwszym zdaniem – “W każdym z nas strach powodują innego typu sytuacje.
Kto panom i paniom naopowiadał te głupoty, te banialuki? Ogarnijcie się wreszcie i przestańcie powtarzać te kretynizmy, bo szkodzicie milionom ludzi! Strachu nie powodują sytuacje. Strach to informacja zwrotna o tym jak MY postrzegamy te sytuacje. Jako, że większość ludzi na tej planecie nosi w sobie mnóstwo stłumionego wstydu, winy i strachu, cały czas czują się jak ofiary i dlatego sądzą, że strach ich chroni i każda sytuacja wydaje się im niebezpieczna. Ale strachem ich ego chroni tylko własną rację. Własną wizję życia. Własne urojenia.
Strach nigdy nie miał nas przed niczym chronić! Strach miał nas wspomóc, by PODJĄĆ DZIAŁANIE! Działanie i jego jakość jest kluczem, a nie kurczenie się ze strachu, odbieranie sobie energii, wewnętrzna batalia i wieczne uciekanie lub wieczna walka.
Zobaczmy co dalej pisze autor – “Za podstawowy aspekt, odpowiadający za zamiłowanie ludzkości do odczuwania strachu, uznawane jest to, że kiedy się boimy, to ta właśnie emocja typowo przesłania wszelkie inne myśli, które wcześniej znajdowały się w naszych głowach.
Proszę? Że co się dzieje? Chce Pan powiedzieć, że np. ci wszyscy zalęknieni mężczyźni pragnący poznać kobiety na ulicy lub wszyscy uzależnieni, którzy boją się o swoje życie nie mają myśli? Że ich strach przesłania ich myśli? Nooo, z mojego doświadczenia ludzie ci mają pełno myśli! W ich umysłach myśli płyną nieskończonym strumieniem! I właśnie dlatego ich życie wygląda jak wygląda, bo się tych myśli słuchają.
Należy zrozumieć, że całkowicie czym innym jest wzbudzony strach jako informacja zwrotna oraz energia mają wspomóc nasze działanie, co również może spotkać się z ograniczeniem naszego umysłu logicznego, by niezbędne działanie nie zostało sabotowane przez intelektualizowanie. A czym innym jest doświadczenie, w którym odczuwamy ujawniony z podświadomości strach, a wraz z nim inne niskie emocje i stawiony im opór. Wtedy umysł logiczny myśli jak szalony, nieraz dosłownie szaleńczo.
Ponadto – kto przy zdrowych zmysłach chciałby nosić i/lub gromadzić w sobie TOKSYNĘ tylko po to, by ich umysł został nią przesycony i przez to przestał myśleć? Dlaczego nie sięgnąć po medytację, która daje dziesiątki, jeśli nie ponad setkę pozytywnych (nawet bardzo!) korzyści? Dlaczego autor zachęca nas do dalszego utrzymywania w sobie toksyn?
Następnie autor próbuje przebić swoje poprzednie znamienite stwierdzenia tą oto perełką – “Problemy w pracy, ciężki okres na uczelni czy kłótnie z partnerem – kiedy znajdujemy się w sali kinowej i widzimy pełną grozy scenę, przez chwilę możemy nie myśleć o dręczących nas problemach.
Innymi słowy – autor zachęca nas praktycznie do picia alkoholu, palenia papierosów, oglądania porno tylko w postaci filmu – by stłumić to, co w sobie nosimy i na bazie czego myśli nasz kochający, niewinny umysł zachęcający nas do zajęcia się tymi problemami. Tylko autor zachęca nas do innej używki – uczestniczenia w tym, co generuje w nas toksynę. Zachęca nas do niedojrzałego, nieodpowiedzialnego życia.
Wspomnę tylko, że mówię o zachęcaniu pomimo, że nie ma słowa, by to robić, jednak autor uważa to za normę. Jest to powszechne ale nie jest normalne, bo nie wynika ze zdrowia.
Co więcej autor wierzy niczym dziecko, że to problemy nas dręczą. Nie. Problemy w życiu to zewnętrzna reprezentacja problemów wewnętrznych. Problem nie dręczy, tylko przypomina nam, że nosimy w sobie coś, co wymaga naszej uwagi, akceptacji, zrozumienia, oczyszczenia, uzdrowienia. Jeśli autora dręczą problemy, to nie rozumie on, że sam stawia im opór i to on sam zadręcza się swoim oporem. Zapewne zadręcza swój umysł i dręczy same problemy. Co więcej – sugeruje on, że właściwym postępowaniem jest iść do kina na film, by zapomnieć o problemach. Ten sam sposób postępowania prowadzi przecież do uzależnień.
Osoba Odważna (a więc dojrzała) najpierw zajmuje się problemami i to tymi, które bolą najbardziej, a dopiero potem idzie do kina.
Kiedy się boimy, organizm przygotowuje się do walki i ucieczki – pobudzeniu ulega wtedy układ współczulny.” – Ach! Kolejny majstersztyk. Proszę zrozumieć, że organizm przygotowuje nas do walki i ucieczki tylko, gdy sami tak postrzegamy daną sytuację. Bo z tego powodu w ogóle pojawił się strach. Dlatego ludzie kłócą i walczą ze sobą w związkach i wkrótce zaczynają z nimi walczyć ich własne dzieci, bo są niedojrzali – sami są jak dzieci – i wierzą, że muszą się opierać temu, co im się nie podoba w ich bliskich i walczyć z tym. A jak się czują za słabi, to muszą uciekać – np. w alkohol, telewizję, samotność.
Odpowiada on m.in. za rozszerzenie źrenicy, przyspieszenie czynności serca czy za poszerzenie światła dróg oddechowych, oprócz tego doprowadza on do centralizacji krążenia (dzięki czemu krew dostaje się do najważniejszych dla przeżycia narządów – np. do serca i mózgu).” Nie. Te pozytywne aspekty mają miejsce WYŁĄCZNIE wtedy, gdy AKCEPTUJEMY strach. Wystarczy, że się mu zaczniemy opierać i już nasz organizm zamiast korzystać z energii strachu zaczyna być degenerowany.
Zjawiska te mają za zadanie jak najlepiej przygotować organizm do walki (…)” Jasne. Wg autora, gdy czujemy strach to trzeba walczyć. Jakby nie było innego sposobu rozwiązywania problemów…! Czy przedsiębiorca podejmujący się nowej inwestycji walczy? Czy on odczuwając strach bierze wielką, drewnianą pałę i idzie nią rozwalać czerepy innych ludzi? Czy akceptuje on swój strach i robi to, co wcześniej zaplanował i jakie informacje zebrał o tym, co jest niezbędne do działania i robi on to SPOKOJNIE POMIMO strachu?
Dlaczego człowiek nazywający się terapeutą/psychologiem/psychiatrą wierzy, że trzeba walczyć? Czy Pan walczy ze swoimi pacjentami? Walczy z żoną/partnerką? Czy w ogóle rozumie Pan, że główną przyczyną uzależnień i cierpienia w życiu jest prowadzenie wewnętrznej walki z samym sobą i nieraz z innymi ludźmi, własnym życiem, przeszłością, itd.? Może wreszcie pora się obudzić i dostrzec jakie głupoty bezmyślnie powtarzamy?
Dalej – “Z przyspieszonej czynności serca raczej nikt się nie cieszy (…)“? Słucham? Proszę powiedzieć to żołnierzowi, który został zaatakowany lub napadniętej przez bandytów osobie. Ta zmiana fizjologiczna ma wspomóc nas i nasze działanie. Taka jest rola strachu.
Ale oczywiście niezadowolona z odczuwania strachu będzie osoba, która chce np. uprawiać seks, cieszyć się życiem, robić biznes, spokojnie pracować, odpoczywać. Jeśli więc nie chce odczuwać strachu – dlaczego go w sobie cały czas nosi? Dlaczego się mu opiera?
“(…) dlaczego więc aktywacja układu współczulnego miałaby tłumaczyć to, dlaczego lubimy się bać? Otóż tutaj pojawia się aspekt związany z tym, że czym innym jest strach odczuwany w groźnej dla naszego życia sytuacji, a czym innym strach wywołany oglądaniem jakiegoś filmu.” ABSOLUTNIE NIE! Dla naszego umysłu to, co widzimy na ekranie telewizora jest dokładnie tym samym, czego doświadczamy w życiu. Jednak jako, że ludzie mają w darze od ewolucji umysł racjonalny, rozumieją, że to co widzą na ekranie nie jest rzeczywiste (no chyba, że nazywa się to wiadomościami). Dlatego nie powstaje wtedy dużo strachu. Jednak należy podejść do tego świadomie i odpowiedzialnie.
Jeśli żyjemy nieświadomie i oglądamy telewizję jak zombie, nasza podświadomość zostaje programowana tym, co widzimy i słyszymy. Na poziomie logicznym możemy rozumieć, że oglądamy film ale nasza podświadomość przesyca się przekazami podprogowymi. Na tym opiera się reklama i na tym pracowało wielu szaleńców, w tym hitlerowiec Joseph Goebbels. Zauważmy, że praktycznie w każdym filmie ludzie bogaci są to ludzie zepsuci, źli, negatywni i nieszczęśliwi. I szczęśliwi są tylko biedni i jeszcze do tego mówią, że są szczęśliwi, BO są biedni. A gdyby tak nieco wrócić do RZECZYWISTOŚCI, to okazuje się, że najszczęśliwsi ludzie na tej planecie, to ludzie, którzy żyją w majątku i doszli do niego własnymi siłami. Są to również zazwyczaj osoby niezwykle pozytywne, szczodre i otwarte.
Niemniej dzieci tego jeszcze nie rozumieją i wszystko, co widzą jest dla nich realne. Mówiąc o dzieciach nie mam na myśli tylko młodych ludzi ale także ludzkie umysły, niezależnie od biologicznego wieku ich właściciela.
Dlatego od pornografii uzależniają się ludzie głównie w młodym wieku i osoby nieświadome – identyfikujące się ze swoim umysłem. Bo nie rozróżniają rzeczywistości od fikcji na ekranie. Nie rozróżniają rzeczywistości od fikcji w ich umyśle. Jeśli od młodości oglądamy brutalne filmy, nosimy w swojej podświadomości obrazy tych wszystkich morderstw i związane z tym strach, poczucie winy, żal. Dlatego wierzymy potem, że takie jest życie i możemy mieć osobiste doświadczenia takiej jakości.
Ale odczuwany strach w przypadku horrorów i niebezpiecznych sytuacji, a także odczuwane pożądanie w przypadku oglądania porno i kontaktu z żywą kobietą/żywym mężczyzną są dokładnie takie same. Dlatego uzależnieni mówią, że “porno daje im namiastkę seksu”. Nic takiego nie daje. Ale ludzie tego nie rozumieją, bo poziom zrozumienia emocji, jakości BYCIA i odczuwania nie wyszedł jeszcze z wieków ciemnych. Artykuły takie jak przytaczam doskonale to potwierdzają.
Zaś wpływ strachu na nasz organizm i psychikę zależy WYŁĄCZNIE od tego jak odczuwanymi emocjami zarządzamy – czy je akceptujemy i dokonujemy odpowiedniego działania, czy opieramy się i zaczynamy walczyć?
W drugiej z wymienionych sytuacji spotykamy się ze strachem „kontrolowanym” – pojawiająca się wtedy, całkowicie naturalna, chęć ucieczki może zostać przez nas dość łatwo przezwyciężona.” Widzimy? Autor paple jak potłuczony. Walka, przezwyciężanie… a gdzie k***a akceptacja, uznanie, szacunek, zrozumienie? Gdzie racjonalność, świadomość, odpowiedzialność?
Nawet jeżeli film grozy wywoła w nas bardzo silny strach, to szybko możemy sobie uświadomić, że przecież to tylko fikcja, nic złego się nie dzieje i straszne rzeczy, o których myślimy, zachodzą tylko na ekranie.” Nie my myślimy, tylko nasz umysł myśli sam, bo dla niego to, co widzimy jest rzeczywiste. Zaś to, co autor myli z myśleniem, to ŚWIADOMOŚĆ, którą jesteśmy. To my i to my ewoluujemy (lub nie – co jest najczęstsze). I od poziomu naszej świadomości – jakości naszego poziomu BYĆ – zależy zarówno, co będziemy odczuwać i jaki wpływ będzie to miało na nasze ciało, psychikę i zdrowie.
Takie swego rodzaju kontrolowanie naszych emocji (w tym wypadku strachu) może tłumaczyć to, dlaczego lubimy się bać – możemy kontrolować swoje emocje, co może prowadzić do odczuwania wyjątkowego stopnia satysfakcji.” Emocji nie można kontrolować i nie należy. Emocja to informacja zwrotna o naszej świadomości. To świadomość ma ulec zmianie, a emocja ma zostać zaakceptowana i uwolniona. Może to kiedyś pojmie środowisko terapeutyczne…
Analizując powyżej omówione aspekty, można by wysunąć wniosek, że strach jest korzystny, jednakże podkreślić trzeba jedno – na pewno nie w nadmiarze.” Oczywiście! Ale dlaczego mielibyśmy doświadczać nadmiaru strachu? Bo żyjemy jak ofiara. Bo postrzegamy świat jako niebezpieczną planetę i gdy tylko zrobimy coś, co nas wyróżni z szarego stada, to stanie nam się krzywda. Tym samym cały czas nasz organizm generuje strach tak jakbyśmy żyli na wojnie. I nieświadomie autor tego artykuły postępuje tak samo. On nosi w sobie pełno stłumionego strachu, co da się wyczuć. Zachęca do trzymania się go, bo dlaczego nie…? Tym samym stłumiony strach, którego ludzie noszą w sobie TONY odczuwany jest mniej lub bardziej świadomie i ludzkie umysły potrzebują racjonalizacji, by pojąć co się właściwie dzieje – skąd to wieczne poczucie zagrożenia, niepewności lub nagły, niezrozumiały lęk, gdy mamy iść rano po bułki do sklepu…
Różne sytuacje, które prowadzą do odczuwania silnego strachu, leżą u podłoża rozmaitych zaburzeń psychicznych.” Żadna sytuacja nie jest podłożem zaburzeń psychicznych, tylko nasze zarządzanie emocjami i poziom świadomości – w tym bezkrytyczne identyfikowanie się z umysłem. Sytuacja może co najwyżej wyciągnąć z nas mnóstwo stłumionych toksyn, którym stawimy opór i utożsamimy się z myślami – wtedy dopiero dojdzie do zaburzenia psychicznego, bo to czemu się opieramy trwa i rośnie. Ale przyczyną nie będzie ani sytuacja, ani same emocje. Tylko nasze zarządzanie nimi.
Wspomnieć tu można chociażby o zespole stresu pourazowego (PTSD), który może utrzymywać się przez wiele lat i który pojawia się po przeżyciu wyjątkowo traumatycznego dla danego człowieka wydarzenia.” Wiecie dlaczego stres utrzymuje się przez wiele lat, a nawet do końca życia? Bo człowiek go w sobie trzyma. Stres to strach, któremu już się opieramy – którego nie dopuszczamy do głosu, który tłumimy, wypieramy i robimy wszystko, by go nie czuć. TO jest powodem wszelkich zaburzeń i chorób psychicznych, a nie wydarzenie.
Przypominam, że osoby, które na zespół stresu pourazowego są najbardziej narażone – żołnierze, policjanci, itd. są zazwyczaj w kwestiach emocji bardzo niedojrzali. Zostali nauczeni, by wypierać emocje (co błędnie nazwano odwagą). Dlatego się w nich gromadzą, bo nie można powstrzymać generowania emocji jak poczucie winy po zabiciu kogoś (nawet tego, kogo uznaliśmy za złego i komu się należało) i strach, gdy jesteśmy w niebezpiecznej sytuacji. Żołnierz tym przesiąka, bo nie rozumie emocji, nie umie odczuwać (w wojsku tak degenerowana jest psychika, że przestajemy czuć). Ale nie ma to znaczenia – emocje i tak w nas powstają.
Odwaga to przede wszystkim ŚWIADOMOŚĆ SIEBIE. To nie wypieranie i bagatelizowanie tego, co czujemy ale świadome, mądre wybieranie POMIMO tego, co czujemy akceptując to w pełni.
Jeszcze innymi problemami, które związane są ze strachem i lękiem i jednocześnie należą do jednych z najczęstszych zaburzeń psychicznych, są rozmaite zaburzenia lękowe.” Zaburzenia lękowe to tylko efekt nagromadzenia w naszej podświadomości i ciele strachu, wstydu, poczucia winy i oporu. Można nie tylko im zapobiec ale również wyleczyć się, co nie musi trwać latami.
I to ego lubi się bać, nie ludzie. Bo jeśli ego przekona nas, że boimy się CZEGOŚ/KOGOŚ i jeszcze to lubimy, że to nas chroni – to ego ma nas w garści i może od tego momentu wcisnąć nam dowolną bajeczkę i największą bujdę opartą o ten strach i my mu uwierzymy.
Właśnie dzisiaj napisał do mnie jeden z Uczestników Programu Wolność od Porno, któremu zresztą poleciłem ten artykuł, który pewnego dnia poczuł ogromny ładunek strachu. Jego umysł podpowiedział mu – cytuję – “W pewnym momencie zacząłem się zastanawiać czy np. wszyscy uczestnicy tego programu, którzy zwierzali Ci się i pobierali moduły z wiadomości, w tym ja, nie otrzymywaliśmy wirusów monitorujących co robimy na komputerach, w tym jakie hasła wpisujemy np. na stronie bankowej. Potem jak już skończymy ten program to któregoś dnia zostajemy porwani przez jednego z Twoich ludzi, następnie Ty schodzisz do piwnicy gdzie nas więzisz i my Cię wreszcie możemy zobaczyć na żywo, ale przecież nie możemy się złościć, że nas porwałeś, bo jesteś niewinny i nie potrafiłeś inaczej. Następnie zostajemy poćwiartowani i nasze organy są sprzedawane na czarnym rynku.
Oto podświadoma rzeczywistość większości ludzi na tej planecie. Pomimo że współpracujemy od kilku miesięcy, pomimo że osoba ta dostała ode mnie mnóstwo troski, zrozumienia i ma wspaniałe rezultaty, nagle jej ego zaatakowało – “Pierdolę rzeczywistość! Ten koleś na pewno udaje! Robi to wszystko, by mnie potem oszukać!” Tylko dlatego, bo ujawniła się kolejna, głębsza podświadoma warstwa strachu. I nagle ja stałem się jej źródłem.
A ja chcę mieć mały domem z ogródkiem i dosłownie święty spokój…
Dostrzegamy urojenia, którymi kieruje się ego? Właśnie z tym identyfikują się ludzie na tej planecie w 80-85%. W tym władcy całych państw.
Zapytajmy siebie – czy to strach chronił żołnierzy podczas wojny, czy odpowiednie, mądre działanie i zaufanie w mądrość dowódcy? Podejmowanie decyzji na bazie strachu zazwyczaj powodowało podjęcie się lekkomyślnego (nieświadomego) działania, w rezultacie czego ginął żołnierz i często też inni żołnierze w jego otoczeniu.
Strach to informacja zwrotna o tym, że postrzegamy zagrożenie w czymś/kimś. Że jest to (w założeniu) REALNE zagrożenie. Ale jeśli nosimy w sobie tony strachu to prawdopodobieństwo, że sytuacja, w której czujemy strach zawiera realne zagrożenie jest minimalne. Jeśli w to wierzymy, to tak jakbyśmy weszli pod prysznic w ubraniu, a potem nie chcieli wyjść na dwór bojąc się i mówiąc sobie, że przecież pada, bo jesteśmy mokrzy i nie chcemy zachorować.
Zdrowy strach (któremu się nie opieramy i który już nie został stłumiony, więc który nie stał się toksyną w naszym ciele i psychice) napina nasze ciało, dodaje energii, nieraz też motywuje, by podjąć działanie, od którego zależy nasze przeżycie – ruszyć apatyczne dupsko znad ogniska i nadziabadź drewna, by móc się ogrzać przez noc. Więc zdrowy strach to normalny strach, którym zarządzamy zdrowo i odpowiedzialnie. Toksyna emocjonalna – stres – to strach, który demonizujemy, któremu się opieramy i którego duże ilości nosimy w podświadomości.
Natomiast sprytne ego przekonało ludzi, którzy noszą w podświadomości tony strachu, że ten strach, ta zalegająca w nich toksyna – trucizna – chroni ich! I że muszą się jej trzymać, bo ludzkie przeżycie zależy od tego strachu.
Nasze przeżycie zależy od naszych DECYZJI i od ich jakości. Jeśli wiemy, że w ciemnej uliczce może być bandyta – to czy przeżyjemy, bo się zaczniemy trząść i posikamy się ze strachu czy po prostu spokojnie zadzwonimy po taksówkę? Hmm? Strach nas uratował czy nasza racjonalna decyzja? Musimy się bać tej ciemnej uliczki czy wystarczy pamiętać gdzie ona jest i ją omijać?
Czy ludzkość przetrwała katastrofy bojąc się ich? Ludzie zazwyczaj po wybuchu wulkanu odbudowują swoje zniszczone domy dokładnie w tym samym miejscu! A potem dalej się boją… Wulkan cierpliwie ich uczy, że nie trzeba się go ani bać, ani kurde budować w jego cieniu miejsca “do życia”…
Strach to informacja zwrotna ale wiele osób bezkrytycznie, ślepo, nietrzeźwo, nieraz szaleńczo słucha swojego umysłu, który bełkocze na bazie strachu. Tak jak przestraszone małe zwierzę, człowiek pełen strachu ugryzie rękę, która daje mu pożywienie i “ręka” ta ma pozytywną intencję. Bo przesiąknięty strachem człowiek żyje jak marionetka ego – swojej malutkiej, niedojrzałej, zwierzęcej części, której zależy TYLKO na swoim przeżyciu. Tylko i wyłącznie. Taka osoba nie dostrzega rzeczywistości, tylko majaki swojego umysłu.
Strach, tak jak każdą emocję, należy wysłuchać, zaakceptować, wykorzystać energię DO DZIAŁANIA I PUŚCIĆ. A nie mentalizować, nieraz latami, usprawiedliwiać i trzymać się oraz gromadzić. Jednak jeśli ujawnił się ogromny ładunek strachu, to ŻADNE działanie podjęte na jego bazie nie będzie pozytywne. Należy najpierw ten strach przeżyć w pełni i puścić się go. Inaczej będzie w nas cały czas zalegał.
Strach nie chroni przed zagrożeniami, ani niebezpieczeństwami.
Nagromadzony strach do nich prowadzi. Osoba pełna strachu przyciąga drapieżniki, aktywuje w nich instynkty (nawet w ludziach) – bo jak traktujemy się jak ofiara, to natychmiast zareaguje na to osoba, która potrzebuje czuć się jak drapieżnik, by czuć się lepsza od innych, silniejsza (co mylone jest z odwagą).
Z drugiej strony – jeśli nie czujemy strachu, to przykładowo zachowywanie się głośno, przeszkadzanie innym, może nawet niszczenie, kradzież, łamanie przepisów jest oznaką odwagi (czyli ewolucji) czy debilizmu i wypierania własnej niedojrzałości?
Jeśli nie czujemy strachu (bez jego wypierania), to przed nami otwiera się szerokie spektrum możliwości i to, co wybierzemy zależy od naszych decyzji. Nie oznacza to, że tego spektrum nie ma, jeśli czujemy strach. Odwaga polega m.in. na tym, że wybierzemy coś nowego, nieznanego także POMIMO odczuwania strachu. Nowe doświadczenie, za które weźmiemy odpowiedzialność. Nosząc w sobie strach zazwyczaj automatycznie (czyli nieświadomie) projektujemy go, czyli dodajemy od siebie, do rzeczywistości, przez co wydaje się naszemu umysłowi, że to rzeczywistość jest straszna. Czyli żyjemy w urojeniu, że źródło strachu jest zewnętrzne i zaczynamy odmawiać sobie tego, względem czego strach czujemy. A jeśli go dodajemy od siebie, to czujemy go względem wszystkiego.
Strach prowadzi do tego, czego się boimy. Ale my nadal wierzymy, że potrzebujemy strachu, żeby się (przed tym) chronić. Trzymamy się go i jesteśmy święcie przekonani, że robimy dobrze. Nie dostrzegamy, że wystarczy podjęcie odpowiedniej decyzji – to nas “chroni” (jeśli realnie jest przed czym). Wielu mężczyzn naprawdę wierzy, że boją się podejść do kobiety, bo to chroni ich przed zranieniem, wyśmianiem, upokorzeniem, odrzuceniem… naprawdę? A nie jest jest tak, że oni już są zranieni, pełni wstydu, upokorzenia i sami się odrzucają każdego dnia?
Umysł będzie mentalizował na bazie tej toksyny i szukał w świecie kontekstu i racjonalizacji – wystarczy włączyć wiadomości, by znaleźć powód, by trzymać się strachu. Ale dla mnie nie jest to powód, by trzymać się strachu – widząc np. atak terrorystyczny. Terroryzm to efekt m.in. utrzymywania w sobie niskiej świadomości i działania na bazie zwierzęcej emocjonalności. Utrzymywanie w sobie jednej z nich przyczynia się do rozkwitu terroryzmu. Dlatego mądre osoby zauważyły, by STAWAĆ SIĘ zmianą, którą chcemy dostrzec w świecie. Stając się ofiarą, taki świat tworzymy – taki, w którym panoszą się nasi kaci. Terrorysta nie zaatakuje kraju, w którym jasno i wyraźnie powiedziano jak państwo i ludzie zareagują. Jedną z głównych ról terroryzmu jest wyciągać z ludzi podświadomy strach, by czuli się oni nim przytłoczeni, by czuli się jak ofiary. Ale źródłem strachu nie jest terrorysta, tylko to z jaką jakością zarządzamy swoim życiem, wnętrzem – jaką mamy świadomość.
Strach informuje nas, że jeśli np. w danym kraju jest NAPRAWDĘ niebezpiecznie, to żeby tam nie jechać. TYLE! Koniec funkcji strachu. Wystarczy tam nie jechać. A nie mamy niańczyć tego strachu przez lata i jeszcze racjonalizować tego, że się chronimy strachem. Jeśli jednak czujemy strach w normalnych, codziennych sytuacjach, to znak, że nosimy w sobie SYF! Koniec bzdurnego gadania na ten temat i dorabiania do tego filozofii. Konieczna jest higiena WEWNĘTRZNA! Śmierdzisz jak żul! Umyj się! I dziwisz się, że lecą do Ciebie muchy, a nie motylki?
Jeśli utrzymujemy w sobie mnóstwo strachu (nie mówiąc, że wtedy najprawdopodobniej utrzymujemy też tony innych emocji i samego oporu) – kosztuje nas to OGROMNE ilości energii, degraduje komórki naszego ciała, mózgu, zmienia gospodarkę hormonalną całego organizmu, obciąża psychikę, odbiera chęci, radości, spokój, zaniża samopoczucie. Pojawiają się dolegliwości jak nerwice, narastający stres, a z czasem też choroby. I z każdym rokiem przybywa tableteczek do łykania, co oczywiście rozumiemy jako normalność, bo tak wygląda starość…
I do tego nadal sądzimy, że strach nas chroni…
Na tym zależy naszemu ego – na naszej nieświadomości.
Zapytaj sam/a siebie – czy potrzebujesz się bać, by nie zrobić czegoś niebezpiecznego? Hmm? Autor cytowanego artykułu mówił, że ludzie noszący w sobie strach lubią np. oglądać horrory. Z mojej pracy z setkami przesyconymi m.in. strachem osób widać wyraźnie, że ludzie dążą do takich jakości swojego życia, jakie utrzymują w sobie. Starają się to zmienić, walczą, opierają się, użalają, tracą nadzieję, a nieraz nawet racjonalizują te niskie jakości i sobie je tłumaczą. Większość uzależnionych np. mówi, że lubią porno. I już! Tak jak rzekomo dorosła, dojrzała, mądra osoba – autor artykułu – mówi, że ludzie lubią i potrzebują tej negatywności w swoim życiu. Czym się różni ten terapeuta od uzależnionego w tym kontekście? Niczym.
Ludzie nie dostrzegają, że strach tak naprawdę “chroni” ich przed osiągnięciem sukcesu, przed szczęściem, radością. Strach “chroni” ich przed zdrowiem, dobrobytem, swobodą, zabawą. Strach “chroni” autora artykułu przed możliwością faktycznej pomocy milionom ludzi, a także tym, z którymi współpracuje zapewne od lat bez większych rezultatów. Strach “chroni” przed wspaniałymi efektami swojej pracy.
Zauważmy – jeśli dostrzegamy w założeniu własnej firmy zagrożenie – po co ją mamy zakładać? Jeśli jesteśmy tak nisko w świadomości, to i tak sobie nie poradzimy z pracą na własny rachunek. Znajdźmy sobie bardziej stabilną posadę ale nie utrzymujmy tego strachu, bo nas wyrzucą nawet zza frytkownicy z McDonalda!
Aa, no chyba, że wierzymy, że zakładając własną firmę przezwyciężymy wreszcie swój strach. Jeśli w to wierzysz – wróć proszę do artykułów na temat strachu i zrozum czym on jest i czemu służy. I dlaczego założenie firmy, by go “przezwyciężyć” (cokolwiek to znaczy) rozczaruje Cię i ceną będzie za to jeszcze więcej nerwów i niemałe pieniądze.
Odwaga tym samym, to nie jest walka ze strachem, zmaganie i przełamywanie go. Bo wielu idiotów uważało się za odważnych i np. weszło w ZOO do klatki z drapieżnikiem, który szybciutko zrobił z nich sobie brunch (a użyję takiego nowoczesnego określenia). Uważali oni, że skoro nie czują strachu, to są odważni, a może nawet śmiałe!
Ale w rzeczywistości – czy te osoby były odważne czy wykazały szczyt głupoty? Wiele młodych osób sądzi, że wykaże się odwagą jeśli złamie zasady i np. przejedzie środkiem miasta z prędkością 200 km/h. Pamiętajmy, że adrenalina doskonale tłumi emocje. Stłumiony strach to nie odwaga. Ta osoba jest niebezpieczna, jest szalona, a nie odważna!
Bez ogromu wewnętrznej pracy, rozwoju, rozkwitu świadomości nie można mówić o Odwadze, tylko co najwyżej, o głupiej brawurze z niską intencją. Brawura to nie odwaga. To pragnienie podziwu, którego brak odczuwamy.
Czy my jesteśmy odważni, śmiali i racjonalni, że odmawiamy sobie sukcesu, podwyżki, związku, bo czujemy strach i nie podejmujemy się tego, co ten strach w nas wywołało/ujawniło? Czy uzależniony podejmuje super decyzje siedząc w domu całymi dniami i się masturbując? Czy zyskuje on odwagę, pewność siebie? Czy zyskuje pewność swoich erekcji i umiejętności łóżkowych? Czy raczej żyje kompletnym urojeniem?
Dlatego mówię – Odwaga to POZIOM ŚWIADOMOŚCI. BARDZO WYSOKI POZIOM BYCIA – wysokiej jakości istnienia na tym świecie, która zaczyna już uwzględniać więcej, niż tylko swoje zawszone, egoistyczne dupsko. To nie jest także stan, w którym nie czujemy nic.
Stan, w którym nie czujemy nic to poważna choroba (choroba to oznaka braku jakości rozumianych jako zdrowie) i należy znaleźć dobrego terapeutę!
A jeśli tak żyje terapeuta – niech sam znajdzie sobie terapeutę! I to lepszego od siebie!
Odwaga to stan jakości BYCIA, w którym przede wszystkim już mądrze zarządzamy swoim wnętrzem, które zaczynamy akceptować, a nie wypierać. Możemy czuć strach ale jednocześnie możemy rozsądnie wybrać co zrobić, a czego nie. I uwzględnić przy tym dobro zarówno swoje jak i innych ludzi.
Dlatego mądry, dojrzały i naprawdę odważny żołnierz walczy o swój kraj, o swoich bliskich – czyli walczy o coś większego od niego, a nie idzie tylko napierdalać się z innymi dla samego napierdalania, a potem dorabia do tego racjonalizację, by nie trafić do więzienia za zbrodnie przeciwko ludzkości. Wielu wodzów było właśnie takich – pod maską walki o swój kraj tak naprawdę pysznie się bawili posyłając mężczyzn na pewną śmierć nazywając to “obowiązkiem wobec ojczyzny”.
Musimy nauczyć się odróżniać odwagę i męstwo od szaleństwa i głupoty.
Osoba przesycona strachem zwieje gdzie pieprz rośnie, gdy byle kto i byle co z niej ten strach wyciągnie – np. odezwie się do faceta piękna kobieta. I facet zacznie się jąkać, spoci się, powie, że ma ważne sprawy i zwieje. Czy właśnie się ochronił przed zagrożeniem, przed drapieżnikiem? Czy po prostu żył jak zahipnotyzowany treścią swojego umysłu, który non stop zasilany jest emocjami, które wręcz wylewają się z przesiąkniętego ciała i psychiki?
Dlaczego ludzie powtarzają wciąż te same bzdurstwa, to majaczenie? Bo są niewolnikiem swojego ego. Są zahipnotyzowani, nieświadomi, nieobecni. Ego chroni samo siebie ukrywając się w słowie “ja” i własnej racji.
Wiem, bo sam tak żyłem długie lata. I życie potrzebowało naprawdę porządnie gruchnąć mnie w łepetynę, bym zaczął pracę nad sobą. I dostrzegłem wtedy wręcz OCEAN iluzji, na którym pływają nieświadomi ludzie i na którym pływałem ja. Większość ludzi wierzy, że te iluzje ich chronią. Mnie nigdy nie ochroniły przed niczym. Tak naprawdę KAŻDY problem jaki miałem w życiu był po to, by zwrócić mnie do swojego wnętrza i bym dokonał tam odpowiednich korekt.
Ja nie lubię się bać i nigdy nie lubiłem. Na szczęście nie doszło u mnie do takiego zaburzenia rzeczywistości. Osoby, które lubią się bać – lubią tłumić swoje emocje. Ich ego to lubi. Bo mogą sobie obejrzeć coś strasznego i powiedzieć, że ich strach to tylko to, co na ekranie. A jak czują strach w życiu, to jest to realne.
Projektują swoje lęki na filmy. Uważają się za racjonalne osoby. Nie wierzą w duchy, w siły paranormalne. Ale wystarczy, że w nocy coś zaskrzypi, a zlewają się zimnym potem. Dorosłe osoby noszą w sobie lęki stłumione już w dzieciństwie. Bo ich rodzice powiedzieli im, że “nie ma się czego bać”. Więc ich wewnętrzny system nawigacji został zhackowany przez rodziców i już nie działa poprawnie. Potem taka dorosła osoba czuje strach ale mówi sobie, że nie ma się czego bać, więc stawia opór, strach rośnie, działania i tak nie podejmuje, męczy się, a potem ucieka, tłumi to np. papieroskiem lub sesją z porno, a potem obwinia się, wstydzi i użala – “Dlaczego tego nie zrobiłem/am?! Co ze mnie za XYZ!” Bo wybrałeś opór względem strachu, a nie radosne, otwarte, pełne chęci działanie.
Znam osoby, które mają te same problemy praktycznie całe swoje życie. Bo nie zmieniają siebie. I jeszcze dodatkowo obwiniają innych, siebie, wstydzą się, użalają. Wiele modli się, bo wierzy, że Bóg – jakaś ZEWNĘTRZNA siła – może się wreszcie ulituje za to całe cierpienie i zabierze ból i zewnętrzne źródło problemów. Na szczęście Bóg jest mądrzejszy, niż to.
Moje problemy zaczęły znikać, gdy przerobiłem lekcje, których były reprezentacją. W tym konieczna była nauka odczuwania i akceptacji emocji. Polubiłem strach ale poprzez jego akceptację. Nie lubuję się w strasznych filmach – wręcz przeciwnie! Przestały mi sprawiać przyjemność, bo dzięki oczyszczeniu się ze strachu zniknęła projekcja i przestałem być zestrojony z takimi jakościami w życiu.
Nieraz spotkałem się nawet z gniewem osób, które nie zmieniły się nawet troszkę przez lata i gdy one się martwiły, stresowały, a ja byłem spokojny – atakowały mnie. Bo mój spokój wyciągał z nich nagromadzony strach. Uważały mnie za niepoważnego, że nie zależy mi, że nie dbam o coś, bo się tym nie martwię i nie stresuję. Więc gniewały się na mnie, że nie piję wraz z nimi trucizny, nie ogłupiam się, nie zatruwam się, nie niszczę się wewnętrznie, bo to oznaka dojrzałości i że nam na czymś/kimś zależy? Ja to samo co oni robiłem spokojnie, radośnie i się nie męczyłem ani przed, ani w trakcie, ani po. Wszystko załatwiałem bez problemów. No ale osoba nieświadoma projektuje non stop.
Zapytajmy sami siebie – szczerze i uczciwie – czy naprawdę strach nas chroni? Czy naprawdę nas przed czymś ochronił?
No? Kto ma jaja, by przyznać szczerze, że nie? Że strach nie ochronił ich przed NICZYM!
A jeśli ktoś wierzy, że strach go ochronił – proszę jasno, konkretnie i klarownie – kiedy, przed czym i w jaki sposób? A potem zapytajmy się ile straciliśmy utrzymując w sobie ten strach i słuchając się przesyconego nim umysłu jak Mojżesza zstępującego ze szczytu z nowymi tablicami.
Przypomnę, że jednym z przykazań jest “Nie zabijaj”. Zaś utrzymywanie w sobie stresu to zabijanie się od wewnątrz.
I natychmiast zwierzę w nas się skuliło! Bo gdybyśmy puścili się strachu i zaczęli żyć bardziej odważnie, otwarcie, radośnie – ego będzie zanikało w nas. Straci swoją władzę. Więc natychmiast przekonuje nas, że to my się boimy, kurczymy, że nie powinniśmy robić inaczej, niż do tej pory. Że jakoś przeżyliśmy do tej pory i jak coś zmienimy, to na pewno na gorsze.
Dlatego pamiętajmy – jeśli czujemy strach w obliczu czegoś/kogoś – czy na pewno jest to zagrożenie? Jeśli przez całe życie gromadziliśmy w sobie emocje, to prawie na pewno nie. Musimy wykonać wewnętrzną pracę – czy uciekamy od rzeczywistego zagrożenia, czy raczej od własnego urojenia? Nigdy nie możemy być pewni, dopóki nie oczyścimy się z już zalegających w nas toksyn, bo nasz wewnętrzny system nawigacji nie działa prawidłowo – jest przeciążony, może nawet zniszczony. To tak jakbyśmy położyli kompas na silnym magnesie. Co pokaże kompas? Północ? Ale wiele osób święcie wierzy, że tak i kierują się wytycznymi tak działającego wewnętrznego kompasu. I to jest globalnie uznane za normę – za normalne zachowanie.
Kolejną bzdurą, którą słyszę non stop od ludzi przesiąkniętych strachem, to stwierdzenia typu:
– Tym muszę się martwić.
– No, przestanę się martwić, gdy coś tam.
– Martwię się, że…
Już nawet w tym słowie ukazana jest rzeczywistość – “martwienie”, czyli wprowadzanie martwości. Życie brakiem życia. Prowadzenie do śmierci, do braku. Oddalanie się od źródła życia i to wiarą, że strach nas chroni i umożliwia przeżycie. I nic innego.
Nawet specjaliści powtarzają te same brednie.
Niczym nie musimy się martwić. Niczym. BO TO NIC NIE DAJE! Ale osoby w niskiej świadomości są oczarowane treścią swojego umysłu, który nawet nie myśli, tylko mentalizuje – bełkocze. Wierzą, że to “myślenie” jest właściwym remedium na ich problemy pomimo, że utrudnia, a zazwyczaj uniemożliwia podjęcia działania, pogłębia niski, nieprzyjemny stan emocjonalny, a nawet staje się źródłem udręczenia i cierpienia. Nie mówiąc, że i mogą pojawić się krosty, wypadać włosy, skóra zrobi się brzydka i wiele, wiele więcej.
Ile osób położyło kiedyś rękę na rozgrzaną kuchenkę i się już nauczyło tego nie robić? Kto zyskał tę mądrość? Pewnie każdy, kto się oparzył. Dlaczego więc parzymy się tą mentalizacją codziennie po wielokroć, a i tak do niej wracamy? Czy tak postępuje zdrowa na umyśle, rozsądna osoba? Nie! Bo nasz umysł nie pracuje na poziomie zdrowia, tylko szaleńczych urojeń. Powtórzę – to uważane jest za normę na tej planecie.
Dla jasności – to, że czujemy “przed czymś” strachu, nie oznacza, że mamy to zrobić, powiedzieć, zdobyć, etc. Jeśli tak postępujemy, to naprawdę nie mamy bladego pojęcia na czym polega… życie, czyli taka jakość BYCIA, która prowadzi do rozwoju i rozkwitu.
Jeśli zrobimy coś niebezpiecznego to nie odwaga, tylko czysta głupota.
Odwaga to nie brak strachu.
To mądra, sprzyjająca życiu (naszemu lub innych ludzi) decyzja i działanie. To poziom jakości BYCIA, który sprzyja życiu (w tym naszemu), a nie ryzykuje dla poklasku, podziwu, szokowania, popisywania się. Jeśli nie czujemy strachu robiąc coś niebezpiecznego – jesteśmy chorzy – nasza psychika jest zablokowana, zraniona i/lub przesiąknięta oporem. Żyjemy BARDZO niedojrzale i powinniśmy znaleźć terapeutę, który pomoże nam w temacie odczuwania i emocji.
Myślę, że na dziś wystarczy. Do Odwagi jeszcze wrócimy, bo jest o czym mówić.
Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Zasubskrybuj
Powiadom mnie o
guest
20 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Załamany

A ja Piotrze dalej nie rozumiem w jaki sposob ja tworze strach. Wiem, ze powinieniem skupic sie na twoim programia i jestem w trakcie czytania pierwszego modulu, ale w miedzyczasie czytam kolejny raz “Przywracanie zdrowia” i tam dr. Hawkins opowiada historie, jak bal sie podejsc do Wielkiego Kanionu i ze po dwoch latach uwalniania strachu nie zwiazanego z Wielkim Kanionem, zauwazyl, ze moze do tego Kanionu podejsc na blizsza odleglosc. Oczywiscie pisze on o polach energii, ze to ludzie sa zrodlem swojego strachu, ale nie pisze nic o tym, ze to czlowiek tworzy ten strach. Pisze ze czlowiek zawladniety strachem, jest pod jego wplywem itp, ale o tworzeniu ja nic nie znalazlem. Pisze on takze, ze sytuacje zewnetrzne sa takim jakby zaworem spustowym, gdzie nagromadzone emocje znajduja ujscie, cyt: “Na przykład ktoś obija nam zderzak w samochodzie. Cała stłumiona złość, jaką zgromadziliśmy przez całe życie, teraz ma wymówkę, by się ujawnić. Wybucha w zetknięciu z wgniecionym zderzakiem, wkurza się i zaczyna się proces użalania nad sobą i obwiniania. Wydarzenia w życiu są wymówkami dla uwolnienia skompresowanej energii. Staje się tak nieznośna, że umysł wyszukuje jakiś sposób na jej rozładowanie, który będzie dla nas do zaakceptowania.”
Ja Piotrze bron Boże nie pisze zeby cie zanegowac, ani sie wymadrzac znowu, tylko ja sie teraz boje, ze juz nigdy nie przestane sie bac, skoro tak i tak podchodze do danej sytuacji ( oisana w mailu ktory ci wyslalem. Chodzi o oczy.) Gdy czytalem pana Hawkinsa, to dawalo mi to nadzieje, bo myslalem, ze te moje banie sie jest spowodowane tym, ze mam w sobie duzo leku i projektuje ten lek, na wszystko co sie da i z egdy uwolnie ten lęk, to przestane sie bac. A ikazuje sie, ze chyba jednak nie. Z reszta tak, jak pan Hawkins pisze, o tej sytuacji ze zderzakiem, ze skumulowana zlosc sie ujawnia, a nie ze to czlowiek ja tworzy, to ja naprawde tego nie rozumiem i zastanawiam sie po co jest te cale uwalnianie, skoro ty Piotrze piszesz, ze to czlowiek tworzy emocje. Dla mnie to jest jak maslo maslane. Czlowiek wybiera, zeby sie czegos bac, potem tlumi ten strach, a potem ten stlumiony strach projektuje? To co jest przyczyna, ze czlowiek sie boi? Jego percepcja, czy stlumiony strach? Jezeli percepcja, to po co jest technika uwalniania, skoro wystarczy zmienic percepcje, i wybrac zeby sie nie bac? No nie rozumiem tego i jestem juz zrezygnowany co do programu, bo skoro uwalnianie nie spowoduje ze przestane sie bac, a przez to ze sie boje, to rowniez widze ze siegam po porno, to po porno siegac nigdy nie przestane, bo bede ciagle czul strach, bo ciagle go bede tworzyl. Nie wiem. Pozdrawiam Piotrze. I zmieniam nick na “Załamany”.

Załamany

Ok. Skupie sie na WOP. Dzieki.

Załamany

Ok.

Zagubiony

Ok Piotrze. Przyznaje. Ty to wiedziales od poczatku, ale ja nie- miales racje, a ja gowno za przeproszeniem wiem. Przepraszam. W Oku w Oku, pan Hawkins rzeczywiscie pisze, ze emocje wynikaja z percepcji. Miales racje rowniez co do tego, ze przydalo by mi sie troche pokory. Eh… Mam nadzieje ze nie jestes na mnie zly. Ja tez duzo czytalem pana Hawkinsa, ogladalem jego wyklady i sluchalem Lestera Levensona i myslalem ze moj poziom zrozumienia wystarczy do tego, abym zrozumial co oni stataja sie przekazac. Jakze sie mylilem. Glupio sie zachowalem. Ale jeszcze nie rozumiem tego co powiedzial pan Dwoskin o emocjach. Powiedzial, ze wszystkie emocje klamia. Chyba nawet w ksiazce tak napisal. Z reszta i tak pewnie nie zrozumiem.

Jeszcze gdyby mogl mi tylko napisac Piotrze, co ja mam robic jezeli czuje ten strach. Bo to, ze ja sie go lapie i projektuje na rozne rzeczy, to w miare rozumiem. Natomiast nie rozumiem tego co napisales, ze moja percepcja tworzy strach. Ze wybieram zeby sie czegos bac. Ala co w takim razie, jezeli ignoruje mysli i dalej ten strach czuje? Czy on w koncu odejdzie, czy bede go caly czas czul? I juz nie chodzi o to, ze sie czegos boje, tylko ze caly czas odczuwam ten strach. Rozumiem, ze tutaj kluczowa bedzie technika uwalniania? Ale juz teraz wiem, ze jej tez za bardzo nie rozumiem.
Natomiast co do twojego programu, to nie kupilem go, poniewaz chcialem sie najpierw zapytac, czy jezeli mam wersje Solo, to czy musze kupowac od nowa caly program, tym razem ze wspolpraca z toba, czy wystarczy ze doplace za wspolprace?

Zagubiony

“Jednak za co przepraszasz? Skoro przepraszasz, to znaczy, że w czymś musiałeś dostrzec błąd. Czy tak jest?”
Tak. Przepraszam za to, z nic nie wiedzac, ani nie rozumiejac, uwazalem ze wiem lepiej od ciebie- ktory jak sam napisales- studiowal prace pana Hawkinsa, sam napisal tego bloga ( ogrom wiedzy), oraz stworzyl progrm WOP. A ja- czlowiek uzalezniony, ktory mieszka z mama i nawet sam sobie pracy nie zalatwil- wymadrzalem sie. Pewnie w swojej dumie. Ta uwazam.
Natomiast co do programu, to zgadzam sie i dzieki za znizke. To jak to zalatwimy- wplata pieniedzy itd?
Jeszcze do kwestii uwalniania na chwile chcialem wrocic, bo widze ze i tutaj mam problem. Czy ja dlatego nie uwalniam, bo sie w mysli wpatruje? Przeciez jezeli caly czas odczuwam ten strach, to juz chyba powinien sie wyczerpac. Moze nie caly, ale duzo. Kurde stary chlop ze mnie, a chyba male dziecko lepiej rozumie swiat ode mnie.

Jeszcze tak na sam koniec: czy dalej “przerabiac” Kurs Cudow, czy moze zaczac od poczatku, ale tym razem sie przylozyc, czy zrezygnowac w ogole poki co?

Zagubiony

A dzisiaj Piotrze, po dzisiejszej sesji pornograficznej chyba cos we mnie peklo i jestem na 99% zdecydowany na twoj program wraz ze wspolpraca z toba. I tutaj pora zeby sie do czegos przyznac. Otoz ja mam juz twoj program od bardzo dawna. Kupilem go kilka lat temu, bez wspolpracy i po prostu sam sobie nie radze z przerobieniem tego programu i stosowniem sie do rad tam zawartych. Pierwszy problem polega na tym, ze ja nie chce przestac ogladac. Tak jakby cos mnie do tego ciagnelo. Podoba mi sie to. Lubie to i chce tego. Stalo sie to moim hobby, czescia mojego zycia. Przywiazalem sie do tego. Dziwne to, bo z drugiej strony nie chce tego. Drugi problem jest taki, ze wykladam sie juz na etapie robienia notatek. Nie wiem, co mam zanotowac, poniewaz juz prawie zasada stalo sie to, ze wybudzam sie juz z laknieniem na porno. Czesto w nocy, albo wczesnie rano. Ledwo otworze oczy, a juz pierwsze co mam w glowie, to zeby obejrzec porno. Nie radze sobie sam z tym. Caly program przeczytalem 2 razy i jedynie co stosuje, to uwalnianie i z tego co widac, niezbyt dobrze mi to wychodzi. Uswiadomilem sobie, ze siedze w szambie po uszy. Nie chce ogladac, bo widze, ze moje problemy sie poglebiaja, a z drugiej strony chce ogladac, nawet nie wiem czemu. Piszesz caly czas, ze porno samo w sobie nie jest problemem i ze ochota na ogladanie sama przejdzie, gdy czlowiek przejdzie jakas droge, w tym twoj program. Ja sie jednak zastanawiam, czy jednak nie zastosowac niepolecanego przez ciebie NOFAP i postarac sie na sile wytrzymac ile sie da. Skoro inaczej nie moge rzucic, to moze sprobowac tego sposobu, a w tym czasie uwalniac emocje, przerabiac Kurs Cudow i ogolnie starac sie stawac lepsza osoba. Nie wiem. Zaatanawiam sie tez w kwestii wspolpracy z toba, czy bedziesz w stanie mi pomoc, poniewaz wydaje mi sie, za ja nie bede dobrym wspolpracownikiem, poniewaz jestem tak pogubiony w zyciu i w tym calym nalogu, ze to co piszesz w programie o notatkach, nawykach itd, to dla mnie czarna magia. Probowalem i nic z tego nie wyszlo, a chec ogladania porno wygrala i dalej siedze w nalogu. Z jednej strony podoba mi sie to (ogladanie) a zdrugiej strony wiem, ze nie lece juz na dno, tylko zagrzebuje sie w mule. Co o tym sadzisz Piotrze?

Jeszcze dodajac. Probowalem medytacji i nawet kilka razy udalo mi sie medytowac nawet 30 minut, jednak byly to jednostkowe przypadki. Czasami udawalo mi sie pomedytowac kilka minut rano, ale to tez od przypadku do przypadku. Zazwyczaj z rana zamiast medytowac, to wybieralem porno. Porno do kawy zamiast sniadania. Eh… Siedze w gownie po uszy.

Zagubiony

Witaj Piotrze. Chciałbym cię o coś zapytać w kontekscie odwagi, ale zanim zadam pytanie, chcialbym napisac cos o sobie, aby nakreslic obraz mojej sytuacji. Otoz oczywiscie jestem uzalezniony od porno. Mam ponad 40 lat i bylem wychowywany przez mame i babcie. Ojciec umarl jak bylem maly. Z racji tego ze nie mialem ojca, to cale zycie bylem traktowany jak ktos gorszy: a, bo nie ma ojca, to biedny, a za maly, za chudy, za blady itd. Itak w skrocie minela mi podstawowka. Cale zycie mama za mnie wszystko zalatwiala, do tego stopnia, ze nie usamodzielnilem sie i nadal z nia mieszkam. Nie wyprowadzilem sie i nie zalozylem rodziny, za co sie caly czas obwiniam. Ba, nawet dziewczyny nie mam i nie mialem i jestem prawiczkiem. Jak to pisze, to czuje cos w srodku, nie potrafie tego opisac, ale nic przyjemnego. Zanim zaczalem ogladac porno, bylem uzalezniony od alkoholu. Przepilem cale mlodziencze lata. Pozniej rzucilem picie i przyszlo porno. I tak uzaleznienie trwa do dzisiaj. Nie chce tutaj sie rozpisywac zbytnio, bo bylo by tego bardzo duzo. Chcialbym tylko przedstawic maly kontekst tego, o co chce zapytac. Jakis czas temu trafilem na ksiazki pana Hawkinsa i zaczalem stosowac technike uwalniania. Pozniej znalazlem twojego bloga i zaczalem czytac, jak wyjsc z uzaleznienia. Wiem, ze to zbytnie splycenie tematu, ale piszesz, ze wyjscie z uzaleznienia polega na kochaniu siebie i innych, nie trzymaniu sie negatywnosci i wybaczaniu ( co staram sie w/w praktykowac) , oraz na zyciu odwaznym, smialym, radosnym itd. Jak juz wyzej napisalem, nic w zyciu sobie sam nie zalatwilem( no, z wyjatkiem prawa jazdy) i nie zalatwilem sobie rowniez sam pracy. Za co rowniez sie obwiniam iwstydze, ze nie jestem mezczyzna, tylko pi…da. Prace dostalem u znajomego i tak pracuje w niej przez kilknascie lat, po dzis dzien. Nie jest to cos, co chcialbym robic, a wrecz mecze sie w niej i nie chce przebywac z ludzmi, ktorzy tam pracuja, poniewaz jest to towarzystwo, ktore pije, cpa, sa dumni z tego ze siedzieli w wiezieniu, albo ze ich znajomi siedza, ogolnie taka patalogia krotko mowiac. Raz, ze jakos mnie od nich cos jakby odpycha, tak dwa- czytalem, ze z kim sie czlowiek zadaje, takim sie staje, a ja nie chce isc razem z nimi na dno. Byc moze widze w nich siebie, poniewaz kiedys tez taki bylem. Chcialbym dla siebie czegos lepszego. I postanowilem zmienic prace. Ale rowniez nie z tego powodu. Bardzo mi utkwilo wlsnie to, o czym ty piszesz- o odwadze. Postanowilem nie siedziec w pracy, ktorej nie lubie i w ktorej sie mecze i odejsc z niej. Rzucic ja i poszukac sobie nowej. Wyjsc ze swojej strefy komfortu. Pojsc w nieznane. Nawet odejsc z tej pracy, nie majac innej. Postawic sie przed faktem dokonanym. Nie miec pracy i musiec poszukac sobie nowej. Ale znalezc ja sam. Znalezc sobie samemu prace, zeby wiedziec, ze sobie poradze. Zeby uroslo poczucie mojej wlasnej wartosci. Tylko wlasnie nie wiem, czy rzucenie pracy, w tym kontekscie, ktory opisalem, bedzie odwagą, czy glupota, bo sie gubie w tym? Co o tym myslisz Piotrze?

Rowniez jest to bardzo ciekawe co piszesz Piotrze o strachu, ale czytajac “Przywracanie zdrowia” widze, ze pan Hawkins ma na to inne spojrzenie. Otoz pisze on ( chodzi o strach), ze czlowiek sie boi i tak postrzega swiat i rozne sytuacje, poniewaz juz znajduje sie w polu energii strachu. I to pole energii strachu zabarwia wszystko czego doswiadczaja. Z twojego wpisu wynika, ze jest inaczej. Ze to czlowiek jakos powoduje, ze sie czegos boi. A co z tym polem energii strachu? Przeciez gdyby sie w nim nie znajdowal, to by sie nie bal. Tak przynajmniej zrozumialem pana Hawkinsa.

Zagubiony

Dzieki Piotrze za tak szybka odpowiedz. Tak naprawde to nie ma co tutaj dodawac, poniewaz wszystko co tutaj napisales, opisuje dokladnie mnie i moje zycie. Nawet niektore pytania, ktore mi zadales, sa dla mnie pytaniami retorycznymi np. “Bo cały czas siebie tak widzisz i traktujesz, zgadza się? Jako kogoś gorszego.” I tak jest. Z racji tego iz nie usamodzielnilem sie, nie zalozylem rodziny i ze nawet nie mam kobiety, traktuje sie jako kogos gorszego.
Co do tego komentarza:”Wystarczyło powiedzieć – “mamo, sam się tym zajmę, dziękuję Ci za Twoją pomoc ale czas, by sam zaczął dbać o siebie”.- no wlasnie nie wystarczylo, bo ja wstydzilem sie odezwac do ludzi, a jak juz sie odezwalem, to sie jakalem i mnie wrecz zatykalo. Ogolnie to babcia znecala sie nade mna psychicznie i fizycznie i mysle, ze to tez przyczynilo sie do tego jaki teraz jestem. I staram sie to zmienic, ale latwo nie jest. Piszesz, ze zadne pole mnie w niczym nie ograniczalo. Byc moze, ale ja mysle, ze to jest tak, jak z ze sloniem w niewoli, ktoremu gdy jest maly przywiazuje nozke do jakiegos slupa czy cos w tym stylu, zeby nie uciekl i pozniej gdy ten slon juz jest duzy i bez trudu moglby sie uwolnic, to jest przekonany ze nie da rady. Wiesz o co chodzi? Nie chce tez robic z siebie ofiary, ale tak jak pisales, mam o sobie bardzo niskie, negatywne mniemanie i przekonania i uwazam sie za nic niewartego robaka i staram sie ignorowac te mysli, ale one wala do mnie jak z pepeszy i ciezko unik zrobic.
“Skoro stosujesz uwalnianie, to dlaczego nadal się obwiniasz?
Nie wiem wlasnie. Jest to ze tak powiem- silniejsze ode mnie. Nie chce sie obwiniac, ale to robie. A potem sie obwiniam, ze sie obwiniam. Eh…
“Bierzesz to, co Ci się trafi, co ktoś Ci załatwi – jakby Ci rzucał ze stołu jakieś resztki.
A sam nie chcesz się wyprostować i siąść przy tym stole i jeść to, co naprawdę chcesz.”- Święta prawda. Jak strzał w dziesiatk. Powinienem to w ramki oprawic i powiesic nad lozkiem jako glowny punkt, ktory musze zmienic w zyciu.
A co chcialbym robic? No wlasnie tego nie wiem i sie motam. I stoje w miejscu. I tak od 20- tu paru lat.
A jednak nie zrezygnujesz z tej pracy. Dlaczego nie? Bo uwazam, ze nie dam rady sam sobie znalezc innej pracy itd.
A teraz? Co zmieniłeś przez te ostatnie kilkanaście lat? Przede wszystkim przestalem pic i byc menelem. Nie bylem moze takim podsklepowym, ale niewiele brakowalo. Zaczalem tez inaczej patrzec i odnosic sie do ludzi, poniewaz kiedys ich nienawidzilem( nie wszystkich, ale tak ogolnie), bo tak bylem nauczony- nienawidziec ludzi. Sam zaczalem widziec, ze nie tedy droga i zaczalem to(siebie i swoje podejscie) zmieniac. Pozniej przyszly ksiazki pana Hawkinsa, twoj blog, oraz Kurs Cudów (dzisiaj 159) lekcja. Nie jestem juz nienawistnikiem w stosunku do innych ludzi. Zaczalem byc dla nich mily i zyczliwy. Szkoda ze dla siebie taki nie jestem.
“Więc możesz już nie bać się czegoś konkretnego ale nadal odczuwać lęk. Co pokazuje, że odczuwanie i emocjonalność są bezosobowe i nie dotyczą niczego w świecie.
Tylko my to projektujemy na świat.” Ja sie caly czas boje. O zdrowie, o przyszlosc itd. Czyli pewnie tak jak piszesz-projektuje. Tak jak napisalem- masz swieta racje i wszystko o czym napisales na moj temat, to sie z tym zgadzam. Na koniec dodam, ze chodzilem do psychologa, ale nic nie pomoglo. O uzaleznieniu od porno jej nie mowilem, ale mowilem ze bylem uzalezniony od alkoholu, ale nie uznala tego, za jakas szczegolnie wazna rzecz w moim zyciu. Dzieki jeszcze raz.

Zagubiony

Strasznie dla mnie jest trudne do zrozumienia, szczegolnie to, dlaczego wybieram zeby sie czegos bac. Piszesz, ze jezeli sie boje o zdrowie, to najpierw jest moja percepcja, a dopiero potem pojawia sie strach. Na podstawie mojej percepcji. Ale dlaczego mam taka percepcje. Czytajac pana Hawkinsa, rozumiem to tak, ze dlatego sie tak boje, poniewaz mam w sobie duzo stlumionego lęku. I tez pisal, ze stlumione lęki moga sie przerodzic w fobie, nerwice itd. Z tego co piszesz, dla mnie wynika, ze boje sie, bo tak wybieram. Ale dlaczego boje sie caly czas? Taki nieuzasadniony ciagly lęk. Sam go tworze caly czas? Nie rozumiem. Przeciez ja nie wybieram, zeby sie bac, tylko strach mnie sam ogarnia. Jak pojawiaja sie strachliwe mysli, to znaczy ze sam je wytworzylem? Ale przeciez to nie ja mysle, tylko mysli same sie pojawiaja.
Pan Hawkins jeszcze pisze tak:
“Pola energii są tak potężne, że przejmują władzę nad naszą percepcją”. Czyli to stoi w sprzecznosci do tego co piszesz, poniewaz gdybym nie znajdowal sie w polu energii strachu, to moja percepcja byla by inna. Czyli, ze w przeciwienstwie do tego co piszesz strach nie pojawia sie na skutek percepcji, ale jest wrecz odwrotnie. Nie wiem. Tak pisze pan Hawkins.

Zagubiony

Staram sie zrozumiec, czemu sie tak wszystkiego boje, zeby jakos sie tym problemem zajac. A jezeli pan Hawkins pisze o polach energii i doslownie, ze strach przejmuje nad czlowiekiem kontrole, to ja to rozumiem tak jak on pisze i rozumiem dlaczego tak sie boje i na tej podstawie wiem, ze rozwiazaniem mojego problemu, bedzie uwolnienie tej energii, tak jak to pisze dr. Hawkins. Bo caly czas odczuwac strach, to nie jest normalne. I jezeli pan Hawkins pisze, ze pola energii sa portalami, przez ktore postrzegamy swiat, to dla mnie staje sie juz jasne, czemu sie boje. Czy postrzeganie swiata, to percepcja? Wiec skad wynika moja percepcja? Z pola energii strachu, w ktorym sie znajduje, a ty piszesz, ze to ja wytwarzam ten strach moja percepcja. Ale moja percepcja juz wynika ze strachu. I jeszcze pisze, ze pola energii sa jak okulary przez ktore patrzymy. Sprobuj zalozyc Piotrze rozowe okulary i widziec swiat na zielono. Da sie? Jednak okulary mozna zdjac i tym bedzie dla mnie uwalnianie tego strachu. Ja nie neguje tego co piszesz, tylko po prostu z mojego poziomu rozumienia dostrzegam sprzecznosci w tym co pisze pan Hawkins i w tym co piszesz ty. Piszesz, ze analizowales prace doktora. A czy przyszlo ci do glowy, ze byc moze cos blednie zanalizowales?

Łukasz

A to nie jest tak,że najpierw trzeba się oczyścić z innym emocji czyli wstydu,winy,gniewu a na końcu ze strachu?Ja odczuwam np przy innych ludziach kilka emocji naraz albo mi się wydaje.

Podobne Wpisy:
Cnoty (Część 15) – Uradowany/radosny, Poczucie humoru, Lojalność, Zdrowie

Cnoty (Część 15) – Uradowany/radosny, Poczucie humoru, Lojalność, Zdrowie

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat cnót charakteru! Części 1-14 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Cnoty (Część 1) – Wstęp i szczerość. ► Cnoty (Część 2) – Ciężka praca, Odwaga. ► Cnoty (Część 3) – Moralność, Ciepło, Pracowitość/Pilność, Niefrasobliwość. ► Cnoty (Część 4) – Wytrwałość, Dobry/uprzejmy, Bycie pomocnym, Pozytywny. ► Cnoty (Część 5) – Rozważność,… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 13
Czy porno/seks rozładowują napięcie seksualne?

Czy porno/seks rozładowują napięcie seksualne?

Witam Cię serdecznie! Dzisiaj artykuł na temat napięcia seksualnego. Otóż jest to mit, że porno i/lub masturbacja czy seks rozładowują napięcie seksualne. To kompletne niezrozumienie samej natury napięcia, nie mówiąc o całej reszcie. Podkreślę, że mówić będę w ogromnym uproszczeniu i nie o układzie elektrycznym, tylko o ludzkiej psychice, emocjonalności i seksualności. Najpierw najprostszy układ… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 7
Przekroczmy Emocje

Przekroczmy Emocje

Powiedz czy spotkałeś się w swoim życiu z przykrym wydarzeniem, o którym nie możesz zapomnieć, które cały czas nawiedza Twój umysł niczym choroba, która nie może minąć? Niczym nieuleczalna choroba? Kiedy wraca do Ciebie pamięć o nim? Kiedy jesteś sam? Zaraz przed zaśnięciem, zaraz po przebudzeniu? Kiedy jesteś zmęczony? Kiedy odpoczywasz? Co Ci o nim… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 15
Choroby charakteru (Część 2)

Choroby charakteru (Część 2)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat chorób charakteru. Część 1 znajdziesz klikając na link poniżej: ► Choroby charakteru (Część 1) Przypomnę szybko w jaki sposób warto patrzeć na chorobę. Choroba – informacja o braku spokoju (czyli rezultat braku spokoju). Mówię więc o takich postawach i jakościach stanu naszej psychiki, które można określić wspólnym mianownikiem – brak… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 24

WOLNOŚĆ OD PORNO