Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/

Witam Cię serdecznie!
Wszystkie artykuły, które napisałem do tej pory zwrócone były do osób uzależnionych. Oczywiście nie dotyczyły wyłącznie uzależnionych, szczególnie artykuły dotyczące emocji, umysłu, seksualności i różnych chorób.
Dzisiejszą serię chcę przede wszystkim skierować do tych, których bliscy chorują na uzależnienie. Jako, że potrafimy przez to cierpieć nie mniej, niż sami uzależnieni – nasi partnerzy, partnerki, rodzice, znajomi czy dzieci – postaram się, by ulżyć Wam w cierpieniu i podać konkretne kroki, by właściwie podejść do sprawy.
Samym uzależnionym pomoże to również spojrzeć na siebie i swoje postępowanie ze zrozumieniem, współczuciem i wybaczeniem, by możliwe było odpuszczenie oporu, winy i wstydu.
Do tej pory na maile kobiet, których partnerzy są uzależnieni odpisywałem bezpośrednio. Ale jako, że temat cały czas wraca i pisze do mnie coraz więcej kobiet, postanowiłem stworzyć serię artykułów, by ująć jak najszerszy wymiar tego problemu i by odpowiedzi były dostępne cały czas.
Rzecz fundamentalna – kontekst.
Poznanie rzeczywistego kontekstu jak doszło do uzależnienia, dlaczego uzależnienie trwa, a nawet się pogłębia, dlaczego nie działają żadne przysięgi, obietnice, dlaczego uzależniony wygląda jakby go nie obchodziło nic innego, jakby bardziej od swojej partnerki pragnął wgapiać się w monitor (i wiele więcej) pomaga zmienić swoje nastawienie często z głębokiego żalu, obwiniania, bezsilności i gniewu na współczucie i zrozumienie.
Dzięki akceptacji pojawia się spokój, a dzięki spokojowi możliwe jest rozwiązanie.
Nikt nie uzależnia się, bo tego chciał, by zrobić nam na złość, bo jest zły (np. kłamał dla własnych celów), etc. Uzależnienie to proces trwający i zakleszczający się coraz bardziej, wiążący osobę zazwyczaj przez lata i również najczęściej zaczyna się już w wieku dziecięcym. Budowane są nawyki, w podświadomości gromadzona jest masa obciążeń, cementowane są coraz bardziej negatywne postawy odnośnie coraz większej ilości aspektów naszego życia. Słowem – choroba staje się w sposób niezauważalny znaczącą i ważną częścią życia. Dlaczego ważną – wyjaśnię w tym artykule.
Nawet, gdy przekonamy logikę, że pornografia jest zła, szkodliwa, że niszczy nam życie, to dużo silniejsza od logiki część umysłu – podświadoma – i tak będzie jej potrzebować. W takiej sytuacji próba dalszego racjonalnego przekonywania na siłę, a także grożenia, straszenia prowadzi tylko do pogubienia, zagubienia się w umyśle, jeszcze większego zamknięcia się, itd. Nie działa nawet straszenie wiecznym potępieniem, tak samo jak nie działają ostrzeżenia o raku czy utraty erekcji na każdej paczce papierosów. Miliardy ludzi i tak palą regularnie.
Najprościej jak można opisać ten proces to, że skupia się on na utrzymaniu w nieświadomości własnych emocji nawet za cenę nienawiść do bliskich i rozpadu relacji, utraty pracy i zdrowia.
Osoba więc nie tylko ukrywa sama przed sobą to, co czuje (bo tego się boi, nie chce, uważa za złe, niepotrzebne, bolesne, etc.) ale ukrywa to także za wszelką cenę przed innymi. Ukrywa również sposób w jaki to robi – poprzez oglądanie pornografii.
Z tego powodu I TYLKO z tego powodu uzależniony wybiera swoje uzależnienie nawet, gdy na poziomie logicznym uznaje je za złe. I tak je wybierze, nawet gdy przysięgnie na wszystkie świętości. To jest nieuniknione. W następstwie porażki i złamania przyrzeczeń, uzna siebie za osobę złą i zapadnie się w winie i wstydzie jeszcze bardziej.
Jako, że oglądanie pornografii jest w Polsce postrzegane przez 2 ekstrema:
– Z apatią. Uznawane za normę, za nieszkodliwe, a nawet pomocne.
– Z nienawiścią. Uznawane za złe, grzeszne, obrzydliwe.
Nadal jest potężnym tematem tabu w połączeniu z masturbacją i osoby oglądające pornografię oraz masturbujące się przy niej niejako za najważniejszy życiowy priorytet ustaliły, by to ukryć przed wszystkimi. Zazwyczaj też ci co nie widzą w tym problemu na poziomie logicznym jakoś się tym nie chwalą przed znajomymi.
Masturbacja szczególnie w przypadku mężczyzn odbierana jest niezwykle negatywnie. Dlatego też aby uniknąć społecznego wstydu, uzależniony będzie kłamał i łamał obietnice, by to ukryć.
Wolimy otwarcie powiedzieć, że robimy kupę, niż że się masturbowaliśmy. Masturbację uznaliśmy za takie straszne postępowanie, że wybieramy kłamstwo, nieszczerość, trzymanie się wstydu i żalu, niż po prostu zaakceptowanie jej. Co ciekawe – to właśnie demonizowanie masturbacji prowadzi do uzależnienia od niej.
Uzależnieni tak silnie się tego wstydzą i jednocześnie potrzebują oraz dodatkowo wstydzą się, ŻE tego potrzebują, że potrafią wypierać ten fakt nawet łamiąc obietnice dane najbliższym, kłamiąc, raniąc swoje rodziny po raz n-ty. Łamią także przyrzeczenia dawane sobie i Bogu. Co potem mogą czuć względem siebie…?
To zamknięte koło (każda negatywność tworzy zamknięte, samonapędzające się koło), które generuje w uzależnionych coraz więcej wstydu, winy, żalu, oporu, strachu, poczucia braku, gniewu, nienawiści, poczucia beznadziejności i wiele więcej.
Wstyd z powodu oglądania porno i częstej masturbacji to nie jedyne źródło negatywności zasilających uzależnienie. Uzależniony wstydzi się również płakać, bać, uśmiechać, cieszyć, żyć otwarcie, odważnie, chętnie. Wybiera nieświadomie postawę ofiary wobec wielu sytuacji w swoim życiu – zewnętrznych i/lub wewnętrznych.
Przykładowo sama próba rozmowy na temat uzależnienia już spotyka się z oporem. Możemy usłyszeć:
– Daj mi spokój!
– Wszystko jest dobrze.
– Nie chcę teraz o tym gadać!
– Dlaczego mnie atakujesz?!
– Czuję się osaczony przez ciebie!
– I tak nie zrozumiałbyś/zrozumiałabyś!
Tak broni się podświadomość – ona wie, że potrzebuje uzależnienia, by radzić sobie z największym niebezpieczeństwem (nieraz i bólem) jakie poznało i jakiego doznało – emocjami.
Co ciekawe uzależnieni nawet nie dostrzegają, że sami trzymają się emocji, które próbują zdławić i od których próbują uciec.
Najpierw uzależnieni mi mówią, że wstydzą się tego, co robią, a potem mówią, że nie zrobili czegoś, by uniknąć wstydu. Widzimy więc, że ich postępowanie nie ma nic wspólnego z czymś, co da się logicznie wytłumaczyć. Ale spokojnie, “zdrowi” ludzie postępują dokładnie tak samo.
Tym samym uzależnieni uciekają również od wszystkiego i wszystkich, którzy te emocje z nich wyciągają. Dystansują się, zamykają, ograniczają rozmowy, kontakt. Nie pozwalają innym, by byli blisko nich. Bo boją się, że inni dostrzegą w nich ten cały brud, syf, wstyd, winę, żal, strach. Nie zauważają przy tym, że sami trzymają się w sobie tego, czego nie chcą, by inni dostrzegli…
Tak naprawdę pojęcia nie mają co czują i w jakiej ilości ale są zahipnotyzowani własnym umysłem tak mocno, że nie znają nic innego, prócz własnych myśli. Niezależnie jak absurdalne mogą być, niezależnie jak odległe od prawdy – dla uzależnionego jego myśli to rzecz święta. Dlatego też nieraz uzależniony widzi w umyśle, że boi się, że np. strach go przytłoczy. Trzyma się więc tego, co wierzy, że go przytłoczy…
Bo nie znają lepszego sposobu na ucieczkę od tego, czego nie rozumie ich umysł, a co uznali za zło absolutne – własne emocje. Uciekają w umysł. A skąd pewność, że to co myśli nasz umysł nam sprzyja? Patrząc na swoje życie można dojść do wniosku, że na pewno w dużej części myśli nam nie sprzyjają.
Oczywiście nie robią tego specjalnie. Nikt nie wybiera porno na złość. Nie kłamią, bo chcą nas zranić. Kłamią, bo sami nie chcą (znowu) zostać zranionymi.
Wszystkich negatywnych postaw nauczyliśmy się od innych ludzi, z telewizji, internetu, nawet książek. Żadne dziecko nie rodzi się z negatywnym postrzeganiem emocji. Gdy dziecko się przewróci, zrani – płacze. Nie przejmuje się, że ktoś je widzi. Ale gdy ktoś bliski zawstydzi dziecko, bo płacze (np. każemy się przymknąć płaczącemu przy stole dziecku, “bo nie wypada”), dziecko już zaczyna próbować zdusić w sobie smutek, a wraz z odczuciem bezsilności gniew. Tym samym zaczyna dusić samo siebie. A emocji i oporu przybywa. Przybywa i prób racjonalizacji tego wszystkiego przez umysł. Naturalnie pojawiają się dodatkowe programy, często sprzeczne z tym, co umysł już wykombinował na bazie emocji. No i zaczyna się paraliż decyzyjny, niepewność, strach i więcej.
Każdy uzależniony ma więc dziecinne postawy odnośnie emocji. Niedojrzałe. I przez określenie “niedojrzałość” nie mam na celu nikogo ośmieszyć. Niedojrzałość oznacza tyle, że są pewne postawy, z których należy “wyrosnąć“, na co nigdy nie jest za późno. Gdy taką postawę dostrzeżemy, niezależnie względem czego/kogo, nie mamy jej użyć jako wygodnej racjonalizacji do użalania się, bo nie na tym polega dorosłość. Mamy ją skorygować. A gdy odczujemy opór, konieczne jest uświadomienie sobie jakie korzyści doiliśmy z utrzymywania tej postawy. Bo pozostajemy dzieckiem dotąd, aż możemy sobie na to pozwolić. Stąd też mechanizm uzależnienia ma wbudowany wspaniały mechanizm – rosnący ból. To ból wyrywa uzależnionych z apatycznej postawy odnośnie uzależnienia. To samo uzależnienie inicjuje drogę wyjścia z niego. Naturalnie nikt nie musi czekać, aż ból będzie nie do zniesienia.
Zastanówmy się czego my się najbardziej na świecie wstydzimy i czego w życiu byśmy nie zrobili, pomnóżmy to przez 10 i będziemy mieli mniej więcej obraz wewnętrznej sytuacji uzależnionego. Z tym tylko, że osoba uzależniona realnie robi to pomimo świadomości, że “jest TO złe”. W jej mniemaniu robi to, by przeżyć. Bo emocje i opór ją opanują, przytłoczą. A skoro robi coś złego, by przeżyć, jakże sama musi być zła i jak na to życie nie zasługuje… słyszy we własnym umyśle.
A to powinno nam uświadomić jak potężny i niebezpieczny jest to mechanizm.
Logika nic tu nie wskóra. To właśnie próba logicznego podejścia zazwyczaj prowadzi do jeszcze większej ilości wstydu i winy.
Uzależnienie powstaje przez nieumiejętność radzenia sobie lub negatywne próby radzenia sobie z emocjami. Zaś emocje to zupełnie inny wymiar istnienia, niż myślenie, racjonalność, logika. Próba poradzenia sobie z emocjami umysłem to jak próba wyłączenia światła w pokoju poprzez malowanie ścian na czarno, by było ciemniej.
Dlaczego tak jest? Bo umysł logiczny powstał dużo później, niż zwierzęcy – bazujący na emocjach, instynkcie i koncentrujący się wyłącznie na przeżyciu. Gdy więc osoba uzależniona czuje się zagrożona, wszystko, co nie gwarantuje jej przeżycia staje się odległym priorytetem. Wtedy umysł logiczny zaczyna służyć prymitywnemu umysłowi zwierzęcemu, by wspierał go w jego dążeniu do naszego “przetrwania”. Poniesione koszta są ignorowane. No bo przecież liczy się przeżycie. A emocje przecież zagrażają… przynajmniej w to wierzymy.
Ale zastanówmy się – komu/czemu tak naprawdę te emocje zagrażają? Skoro się już baliśmy, wstydziliśmy, czuliśmy winni, czuliśmy się okropnie, apatycznie, byliśmy wkurzeni, rozczarowani, itd., a jakoś nadal żyjemy no to mamy żywy dowód na to, że emocje nie zagrażają życiu. Nasz umysł logiczny więc wygaduje głupoty. I będzie je wygadywał, bo umysł nie ma zdolności odróżniania prawdy od fałszu. Powtarza więc w kółko to co uznał za prawdę nawet, gdy oczywistym jest, że prawdą to nie jest.
Zauważmy, że nawet osoby “zdrowe” zwalają odpowiedzialność za własne emocje na innych. Włączmy wiadomości, a zaraz zobaczymy tysiące przykładów, gdy rzekomo społecznie dorosłe i dojrzałe osoby obwiniają, użalają się, wskazują palcami kto to ich zranił, wykorzystał, ośmieszył, zdenerwował, zawstydził… przecież to jak słuchanie dzieci w przedszkolu!
Dlatego uzależnieni mogą odpuścić kawał winy już na samym starcie, bo ich niedojrzałość wcale nie jest dużo wyższa od większości ludzi.
Mechanizm uzależnienia jest niebezpieczny nie tylko przez swój wpływ na osoby uzależnione ale niebezpieczny również przez to, że reagowanie negatywnościami względem osoby uzależnionej, A SZCZEGÓLNIE, gdy ona stara się coś z tym zrobić i nie daje sobie rady (co jest oczywiste), prowadzi do jeszcze większego pogłębienia problemu.
Bardzo ważne jest, by nie brać tego do siebie. Wiele kobiet, które do mnie napisało (i głównie dla tych kobiet piszę tę serię), mówiły mi, że czuły się winne, że ich partner jest uzależniony. Czuły się niekochane. Czuły, że przestały pociągać swoich partnerów i dlatego oni wybrali porno. Przestały czuć się atrakcyjne, piękne, chciane, szanowane, a nawet lubiane.
Widzimy więc jak ich umysły racjonalne starały się wyjaśnić co się stało. Ale nie znały one pełnego KONTEKSTU tego, co miało miejsce nawet zanim one poznały swojego obecnego męża/chłopaka.
Co więcej – uzależnieni od pornografii zazwyczaj mistrzowsko ukrywają swoje uzależnienie. Do ujawnienia tego bardzo często dochodzi przypadkiem.
Często kobiety zastanawiały się co mogą zrobić, by partner zaczął znowu wybierać je. Nic nie mogą zrobić! Partner nie wybierze Cię, bo coś zrobiłaś dla niego. Nie możesz wypełnić jego poczucia braku, bo każdy brak, który odczuwa i w który wierzy Twój partner to iluzja. Tak naprawdę czuje on swój własny opór, który sam wybiera. Co faktycznie możesz zrobić dla niego (i dla siebie) konkretnie omówię w dalszych częściach tej serii.
Musimy zrozumieć, że uzależnieni tak bardzo nie chcą czuć i są tak czujni, że gdy emocja pojawi się na skraju świadomości, oni już zaczynają uciekać.
Gdy więc w trakcie rozmowy zacznie wychodzić np. wstyd czy wina, uzależniony już będzie zmieniał temat lub dążył do zakończenia rozmowy. Albo zacznie się denerwować “bez powodu”, wycofywać.
Nie ma to nic wspólnego z logiką, z tym co powiedzieliśmy, etc. Przelatująca mucha może wyciągnąć z uzależnionego tonę strachu, a co dopiero bliska osoba, która z łatwością wciska przyciski i względem której uzależniony czuje się najbardziej narażony na zranienie…
W ostatniej wiadomości pojawiło się zdanie, że “my żony mamy marne szanse konkurować z tysiącem atrakcyjnych kobiet.” Szanse wg żon są marne, “bo faceci lubią porno“.
Otóż nie. Nikt nie lubi porno. Nikt nie lubi papierosów. Nikt nie lubi alkoholu. Nikt nie lubi narkotyków.
To, co lubimy to KORZYŚĆ, jaką z tego mamy. Lubimy korzyść, a nie to, co prowadzi do niej.
Nie uzależniamy się od porno. Ani to nie porno uzależnia nas. To, od czego się uzależniamy to STAN, w którym jesteśmy oglądając je. A to kosmiczna różnica, bez zrozumienia której nie można ruszyć z miejsca w temacie uzależnienia.
Tym samym nikt nie wybiera porno, bo je lubi.
Wybieramy porno, bo NIE LUBIMY tego, co czujemy, gdy je wybieramy.
Zazwyczaj uzależniony ma negatywną postawę do czegoś w swoim życiu. Wyjaśnię na przykładzie pracy. Uzależniona osoba wstaje rano. Pierwsze co czuje to opór i poczucie winy. Zrzuca odpowiedzialność na pracę, bo widzi w swoim umyśle – “O nie! MUSZĘ wstać do pracy, a nie chcę, bo jeszcze bym pospał!” Skąd ten wniosek? No bo skoro jedyne dlaczego wstaje tak wcześnie to praca i czuje przy tym opór, no to naturalnie musi to być opór PRZED pracą. Kolejny przykład jak umysł racjonalny pojęcia nie ma co się dzieje.
Potem pojawiają się myśli dotyczące np. szefa, współpracowników, nieprzyjemnego klienta, stresu, etc. Mają one na celu wytłumaczyć to, co czujemy.
Uzależniony pierwsze co czuje to opór, czuje winę, czuje się ofiarą pracy. Czy faktycznie jest ofiarą? Oczywiście, że nie ale sam się tak postrzega i tylko dlatego, bo czuje opór i winę, których nie jest nawet świadomy. Uważa, że ich źródłem jest świat zewnętrzy i nie dostrzega, że emocje czuje w sobie, opiera się im i przez to one nie mijają. A umysł logiczny nie ma innego wyjścia, tylko szukać dla nich wytłumaczenia.
To jakby uznać się za żula i żebraka, bo jedząc kebaba upapraliśmy marynarkę za 1 000 zł. No ale skoro śmierdzimy, to musimy być żebrakiem, bo normalny człowiek nie śmierdzi. Logiczne? Nie, bzdurne.
Ale dokładnie tak samo jest w przypadku porannego oporu. Skoro czujemy opór i niechęć, to musimy być ofiarą. I następnie ta myśl staje się powodem, że winy się trzymamy, a opór stawiamy jeszcze większy.
To dalej staje się powodem utrzymywania winy i niechęci w sobie nawet latami. Bierzemy je ze sobą i zrzucamy odpowiedzialność na świat zewnętrzny. A z coraz większym obciążeniem psychicznym naturalnie doprowadzamy coraz częściej do porażek i popełniamy nawet proste błędy. Więc czujemy wstyd, żal, pojawia się gniew, frustracja, potem bezsilność.
Ale emocje powstają w nas jako informacja o naszej postawie i nastawieniu.
Skoro nie zmieniamy postawy – emocje i opór rosną. I tę postawę nieuchronnie mamy względem wszystkiego co nas tego dnia spotka (czyli praktycznie każdego dnia).
To tak jakby nosić na barkach ciężki kamień, a potem w ciągu dnia mieć obowiązki typu zrobić pranie ręczne, wyrzucić śmieci, etc. Męczyć się będziemy niemiłosiernie wykonując prościutkie czynności. Czy to znaczy, że one nas męczą? Nie. Męczy nas wyłącznie taszczenie na plecach głazu.
No ale umysł racjonalny nie akceptuje tego, co niewidzialne. A emocje i opór są niewidzialne. Doświadczamy ich wyłącznie w ciele i psychice. Zaś umysł logiczny tego, czego nie rozumie (a tym bardziej to, co uznał za złe), nie chce. Opiera się. A gdy nie może uciec, walczy. Napiera.
Dlatego często próbuje zrozumieć emocje.
Ale emocji nie mamy rozumieć, tylko akceptować i CZUĆ.
Czy kobieta rozumie dlaczego płacze? Nie. Płacze i tyle. Reszta ją nie obchodzi. Płacze, bo tak czuła. Jednak umysł męski chce to poznać, zrozumieć. Często też naprawić, gdy płacz nie ma dla niego sensu.
Umysł pyta – dlaczego czuję winę? Co takiego zrobiłem? No musiałem zrobić coś źle lub złego, skoro czuję się winny!
Próbują więc naprawić to, co robią źle albo przestają robić to, względem czego czują winę. Ale wina nie znika, a uzależniony czuje się jeszcze bardziej winny. Zaczyna więc walczyć, opierać się, uciekać. Sięga po różne sposoby i środki, by pozbyć się winy. A gdy znalazł to, co “wymazuje” winę, wstyd, żal, strach, opór, frustrację, napięcie – “zakochuje się w tym”. No i z zewnątrz wygląda to jakby faktycznie się w tym zakochał.
To tak jakbyśmy zamiast spokojnie odłożyć głaz noszony na plecach próbowali go odpędzić jak komara brzęczącego przy uchu ale jednocześnie nie puszczali tego głazu. Wyobraźmy sobie czy po takiej szamotaninie czulibyśmy się lepiej? Nie. Czulibyśmy się wyczerpani.
A co w takiej sytuacji podpowie umysł? Piwko, papierosek, pornosek.
To tak gdyby ktoś wsadził nam korki do uszu, a my przestaliśmy słyszeć muchę, zakochalibyśmy się w korkach. Tylko ceną tego byłoby, że nie słyszelibyśmy również niczego i nikogo innego.
Dlatego też uzależniony niewiele czuje lub czuje prawie wyłącznie to czego nie chce czuć. I to samo czują partnerki uzależnionych. Bo ceną ucieczki od “negatywnych” emocji jest brak odczuwania tego co pozytywne.
Czy osoba wybiera to, bo tego chce? Nie. Wybiera to, bo nie zna lepszego sposobu, by poradzić sobie z bólem, niewygodą, dyskomfortem, stresem.
Podkreślę też, że nikogo nie próbuję wybielić. Zażywanie używek, szczególnie regularnie i dlatego, bo nie radzimy i nie chcemy sobie nauczyć się radzić z jakimś problemem jest poważnym zaniedbaniem. Bardzo poważnym. Nie bagatelizuję tego i próba bagatelizowania jest również poważnym błędem. Jeśli nie zrozumiemy tego teraz, wkrótce ból zmusi nas do rozważenia innej drogi.
Ale nie trzeba koniecznie oglądać porno, by być uzależnionym. Zaobserwujmy jak my “radzimy sobie” z bólem, niewygodą, dyskomfortem? Czytamy, oglądamy, rozmawiamy, pracujemy, uciekamy w psychiczny paraliż, szydełkujemy? A może robimy coś adrenalinopędnego?
Czy jadąc metrem/autobusem/tramwajem jesteśmy wślepieni w telefon jak zombie? Jak sądzimy – dlaczego? Bo tak interesuje nas co powiedziała Maria Koziarówna Jadźce z Tel Awiwu? Nie. Uciekamy od stresu, napięcia, wstydu, winy, które czujemy. I to nie tylko nasze emocje. Czujemy również emocje innych ludzi, którzy jadą razem z nami.
Dlatego postarajmy się zrozumieć, że uzależnienie to nie jest efekt logicznego wyboru. Żaden facet nie wybrał pornografii, bo tego chciał. Żaden człowiek nie wydaje ton pieniędzy na papierosy, bo tak lubi palić, tak lubi potem śmierdzieć, tak lubi mieć grobowy oddech. W papierosach jest mnóstwo środków otumaniających umysł logiczny i zdolność odczuwania, co jest mylone z “palenie mnie relaksuje”. To jakby mówić – “znieczulenie zrasta mi złamaną kość” – tylko dlatego, bo przestajemy czuć ból złamanej ręki.
Używki wybieramy, by uciec od czegoś W SOBIE, z czym nie potrafimy/nie chcemy sobie poradzić. W przypadku uzależnienia od pornografii są to głównie uczucia wstydu, winy, żalu, strachu. Dla umysłu logicznego to, co je napędza to… wiara, że nie jest się kochanym, pociągającym, atrakcyjnym, pięknym, chcianym, lubianym, szanowanym… czyli to samo, co czują partnerki uzależnionych mężczyzn.
Dlatego też uzależnieni są pogubieni, szczególnie, którzy coś w życiu osiągają. Pracują po wiele godzin dziennie, zmagają się, mają rezultaty, często i szacunek i podziw innych, a cały czas czują jakby to było za mało. Cały czas czują, że czegoś brakuje, że nadal muszą zrobić coś jeszcze. Uczucie braku, pustki nie znika. Najczęściej także czują winę.
Wychodzenie z uzależnienia jednej osoby w związku to proces uzdrowienia ich obojga. To może nas przestraszyć, że wcale nie jesteśmy tacy inni od naszej bliskiej nam osoby. Na pewno nie w takiej skali problemu.
Ale w naszych partnerach/partnerkach boli nas WYŁĄCZNIE to, czego nie zaakceptowaliśmy w sobie.
Jeśli to zdanie nas zabolało, to znak dla nas, że nosimy w sobie opór. Bo boli wyłącznie opór. A opieramy się temu, czego nie chcemy. Jako, że nikt i nic nie ma na nas wpływu i nigdy nie miało, to czemu się opieramy już jest w nas.
I niestety bardzo niewiele osób dostrzega, że to czemu się opierają nie mija. Trwa i rośnie.
Ja rozumiem, że jeśli oczekujemy po prostu pomocy w problemie, to przeczytanie takich słów może zaszokować lub wywołać wzburzenie i niezrozumienie. Jednak pamiętajmy, że jeśli chcemy poradzić sobie z daną sytuacją, to należy podejść do niej odpowiednio.
Nie ma drogi na skróty. To właśnie uzależnienie w swojej obietnicy, której dotrzymać nie może, jest taką drogą. Ale rozczarowuje tysiące razy. A nieświadomość i tak dalej ją wybierze. Bo uzależnienie to nie jest coś, co podlega logice. To logika podlega uzależnieniu – chroni je i racjonalizuje.
Co więcej – gdy przyjrzymy się własnej postawie odnośnie uzależnienia bliskiej nam osoby, a następnie spojrzymy w przeszłość, dostrzeżemy, że to co czujemy obecnie, czuliśmy już nieraz. Może odnośnie poprzedniej relacji, może jako dziecko, może w obliczu jakichś innych problemów obecnych w naszym życiu (np. w pracy)?
Próba zmiany uzależnionego to jak próba zastąpienia zmiany siebie.
Tym samym nieuniknionym było spotkanie osoby, przy której ta postawa zostanie raz jeszcze ujawniona.
Uzależniony partner jest więc dla nas darem, tak jak my możemy stać się darem dla uzależnionego partnera. Bo jego choroba to dla nas perfekcyjny “poligon” dla praktyki akceptacji, zrozumienia, wybaczenia. O tym jeszcze opowiem w dalszych częściach tej serii, byśmy potrafili rozpoznać kiedy akceptacja faktycznie pomaga, a kiedy żyjemy w oczarowaniu i naiwności.
Gdybyśmy zanotowali nasze myśli i uczucia na temat sytuacji, dostrzeżemy, że to, co nas boli to nasza własna postawa, nasze zawiedzione oczekiwania, nasze rozczarowanie, nasze niezrozumienie, nasz strach, wina, wstyd, gdy uznamy, że ten problem źle świadczy o nas. Nasz ból więc to nasza odpowiedzialność.
A skoro tak, to pomóc nam może wyłącznie wzięcie pełnej odpowiedzialności za to co czujemy, za nasze oczekiwania, oczarowania, rozczarowania, postawy, nastawienie, wymagania, itd.
Słowem – wybór trzeźwości.
Jeśli chcemy pomóc drugiej osobie, najpierw należy pomóc sobie. Może iść to w parze z byciem oparciem dla osoby uzależnionej i to najlepsze w perfekcyjnym scenariuszu.
Jednak pomoc drugiej osobie nie może zastąpić pomocy sobie.
O pomocy sobie napiszę w drugiej części tej serii.
Teraz pamiętaj – to, że Twój partner jest uzależniony (że się teraz mogłaś o tym dowiedzieć) nie świadczy źle o Tobie i o nim również. Można z tego wyjść. Twój partner jest chory. Ale choroba sama nie minie. Bo to choroba niedojrzałego, nieświadomego sposobu życia. To próba wymyślenia dojrzałości na poziomie emocjonalnym i podświadomym.
Co najważniejsze – nie spotkałem jeszcze uzależnionego faceta, z którym współpracowałem, który w trakcie nie okazał się fantastyczną, ciekawą osobą pełną energii, pasji i chęci. Tylko należało to odgruzować. W moim przypadku było dokładnie tak samo. Przez całe życie zbierałem nic tylko syf, który w sobie trzymałem i który przygniatał mnie do ziemi. A gdy się z tego oczyściłem w pewnym stopniu, dostrzegłem, że nie jestem taki zły jak “mi się wydawało”.
Aby wyjść z uzależnienia niezbędne jest zmierzenie się z negatywnymi cechami swojego charakteru i przepracowanie ich, oczyszczenie się z nagromadzonego bagażu negatywności, skorygowanie swoich negatywnych postaw i postrzegania siebie, innych ludzi, świata, obowiązków, problemów, etc.
Najlepiej przeczytać sobie 12 kroków dowolnej grupy wsparcia. Zobaczymy opisaną z grubsza ścieżkę, która jest niezbędna i wystarczająca. Co ciekawe – większość, zapewne ponad 80% ludzi chodzi na spotkania ale nie zrobiła nawet pierwszego kroku.
Dlaczego wspominam o tych grupach? Nie tylko dlatego, bo są pierwszym skutecznym w historii ludzkości rozwiązaniem dla uzależnień ale też uczą klucza w wyzdrowieniu. Grupa jest bowiem kochająca bezwarunkowo. Nie ma tam negatywnego oceniania, wszyscy się wspierają, rozumieją. Każdy może opowiedzieć o sobie i nie spotka się z negatywnym odbiorem.
Tego brakuje i zazwyczaj brakowało w każdej relacji, w której jest/są osoby uzależnione.
Niestety już tak to jest, że od małego jesteśmy uczeni “negatywnej motywacji”. Napędzani jesteśmy grożeniem, karaniem, denerwowaniem się, strachem, obwinianiem:
– Chodź na obiad albo nie dostaniesz kieszonkowego!
– Wróć przed 20, albo masz szlaban na tydzień!
– Jak mi nie pomożesz to się nie będę do Ciebie odzywać!
– Zalicz egzamin albo nie kupię ci samochodu.
– Jak się nie nauczysz do sprawdzianu to dostaniesz jedynkę, nie zaliczysz klasy i wszyscy cię potem wyśmieją!
No ku**a! Żyć nie umierać!
Gromadzimy więc w sobie opór, strach, wstyd. I gdy dojdzie do nieuniknionych niepowodzeń, rośnie w nas wstyd, wina, żal, a nawet gniew na siebie.
Tylko niektórzy ludzie, w ogromnej mniejszości i od niedawna dostrzegli, że dużo bardziej skuteczna (nie mówiąc o mnogości wymiarów, na których oddziaływanie to jest o niebo bardziej pozytywne) jest “pozytywna motywacja”.
Słowem – jeśli w kimś jest coś do korekty, najpierw akceptujemy osobę dokładnie taką jaka jest, akceptujemy jej starania, jej wybory i dodajemy naszą sugestię.
Więc jak np. nasza partnerka/partner zaparkuje, słowem do dupy, i zajmie 4 miejsca parkingowe, to nie wyśmiewamy, nie krzyczymy, nie denerwujemy się, nie obrażamy, nie obwiniamy. Tylko naszą postawą jest:
– Wspaniale dojechałaś, jeździsz cudownie. I gdybym mógł coś zasugerować, jeśli chcesz posłuchać, to ja bym zaparkował nieco inaczej. Chcesz się dowiedzieć jak? Spróbujesz w ten sposób?
To nieco inny przekaz, niż:
– Jeeeezu, jak ty jeździsz?!! Jak krowa! Weź szybko popraw tą tragedię, bo się wstyd zrobi na całą wiochę.
Tylko to ma być szczere, bo same słowa to zdecydowanie za mało. Jeśli słowa nie pokrywają się z tym, co czujemy, nie jesteśmy spójni. A brak spójności to po prostu kłamstwo, iluzja. Na tym nie może zostać zbudowane nic pozytywnego.
Oczywiście nie mamy być cały czas chodzącym lukrem i słodkim nadzieniem pączka, bo każdy prędzej czy później się porz**a. Czasem trzeba po prostu pie***nąć prosto z mostu i tyle.
Ale chodzi o nasz kierunek w życiu.
Jeśli jesteśmy negatywni, bo żyjemy nieświadomie i nie mamy ani chęci, ani ochoty wybrać nastawienia pozytywnego, no to będziemy ranić siebie i bliskich.
Naprawdę może 0,001% dzieci, których rodzice bili z intencją wzmocnienia, by poradzili sobie w “normalnym życiu” wyszło “na ludzi”. A te dzieci, które nawet osiągnęły sukcesy noszą w sobie rany i ból. I te ich sukcesy niewiele dla nich znaczą.
Sami musimy nauczyć się trzeźwo patrzeć na sytuację.
Związek może trwać i kwitnąć wyłącznie wtedy, gdy wszystkie osoby mają tę samą intencję – najlepiej wzajemne dobro. Wtedy ustąpienie partnerce łazienki na godzinę staje się dla nas źródłem radości, a nie frustracji. Dla niej przygotowanie swojemu mężczyźnie śniadania również stanowi źródło wyrazu jej miłości, a nie czuje się winna i pogardzana jak niewolnica.
Nie możemy liczyć na udaną relację bez zbędnego cierpienia, jeśli któraś z osób ma inny kierunek. No bo jeśli dwa pociągi jadą po torach, z których jeden odbija w bok – nie dojadą w to samo miejsce.
W moim przypadku doszło do rozpadu pierwszej relacji, w której byłem i która trwała prawie 4 lata. Bo nie dążyłem do tego samego, co moja partnerka. I co ważne – to, że ode mnie odeszła dało mi największego kopa do zmiany SIEBIE. Jednocześnie bolało najbardziej na świecie jak i przyniosło mi najwięcej dobrego w moim życiu. Z tego co widziałem i wiem – jej również.
Nie mówię, że takie rozwiązanie będzie najlepsze dla wszystkich. W moim przypadku tak było. Dna bólu i cierpienia nigdy nie musimy doświadczyć. Ale nie zdziwmy się, jeśli do tego dojdzie. Bo dotrzemy dokładnie tam, dokąd zmierzamy.
Jeśli dotychczasowy ból w naszym życiu nie wystarczył do tego, byśmy rozpoznali co jest do korekty i to skorygowali (kroki 4, 8, 9, 10 grup wsparcia), pojawi się większy ból.
To jak w szkole czy na studiach – jeśli się nie nauczymy do kolokwium, konieczne będzie albo ponowne podejście (ostatni termin zazwyczaj był w wakacje). A jeśli i tu schrzanimy sprawę, to będzie trzeba zapłacić za powtórkę przedmiotu.
Zastanówmy się więc jaką już kwotę zapłaciliśmy za uparte utrzymywanie własnej postawy i jaka jest to postawa oraz względem kogo/czego? To pytanie dotyczy zarówno uzależnionych jak i ich partnerki.
W ostatniej wiadomości pojawiło się bardzo ciekawe zdanie – “Zachwyt porno dziewczynami wali w całą naszą kobiecość, seksapil, wdzięk, powab…..
Nie. Same walicie we własną kobiecość, seksapil, wdzięk, powab. Ja to rozumiem. To normalne. Ale niedojrzałe. I jest jedną z tych postaw, które musicie w sobie skorygować. Tak samo jak mężczyźni, którzy uważają, że masturbacja jest niemęska.
Raz, bo to co czujemy to nasza odpowiedzialność. Nic co robimy i co robią inni nie wpływa na to, kim jesteśmy ale to jak sami postrzegamy siebie i innych jest przyczyną naszych działań, rezultatów i odczuć.
Najpierw uważamy siebie za np. mało kobiece czy mało męskich, a następnie znajdujemy tego potwierdzenie. I to zazwyczaj w formie własnych uczuć, które rzekomo ktoś wywołał i za nie odpowiada.
Nikt się nie masturbuje, BO jest gorszy, tylko najpierw czuł wstyd, winę, opór, które jego umysł interpretował jako “jestem gorszy”, a następnie pojawiało się pragnienie masturbacji, by te emocje stłumić. Następnie sam akt masturbacji zostaje przesycony tymi emocjami i staje się usprawiedliwieniem negatywnego postrzegania siebie.
Dwa – bo wynika z niezrozumienia tego, dlaczego faceci oglądają porno. A to już wyjaśniłem.
Dalej – “I przez nasze reakcje takie jak złość, gniew, zazdrość, zawiść zamieniamy się w jędze.
Widzimy? To dokładne odbicie postawy uzależnionego względem siebie i swoich bliskich.
Kobiety oddają mężczyznom to, co mężczyźni im dali. Żadna kobieta jeszcze nie “zamieniła się w jędzę. Tylko wzięła do siebie to, co dawał jej jej facet i mu to oddała.
Więc nie bierzcie, drogie Panie, tego do siebie. To nie Wy stajecie się złe, tylko to, co płynie w relacji z osobą uzależnioną wsiąka w Was. Bo kobiety są dużo bardziej receptywne emocjonalnie, niż mężczyźni.
To co czujecie w sobie czuje Was facet. Czujecie jego wstręt, jego gniew, jego wstyd, winę, żal, strach, opór do siebie samego.
Ale dając mu to z powrotem to w niczym nie pomoże.
Jednak czując to możecie go zrozumieć. Nadal nie jesteście odpowiedzialne za niego ale dzięki Waszemu zrozumieniu, dzięki Waszej akceptacji własnych odczuć, możecie pomóc jemu zaakceptować to, co czuje i stara się zrozumieć lub zdusić.
Drodzy mężczyźni – emocje to nie smok, którego musicie zarąbać, by zyskać rękę księżniczki. Walcząc z emocjami sami jesteście smokiem dla siebie.
Najprawdopodobniej niezbędna jest zmiana podejścia – z ataku/defensywy – na akceptację, zrozumienie. Ale też taką wewnętrzną siłę. Należy postawić sprawę jasno – zrobimy co w naszej mocy. Będziemy wspierać partnera, starać się go rozumieć. Nauczymy się również w sposób otwarty przekazywać to, co my czujemy.
Aby w związku zaczęło płynąć to, co pozytywne POMIMO tego, że już od dłuższego czasu mogło płynąć dużo żalu, wstydu, winy i gniewu.
Jednak musi istnieć granica. Facet musi się wziąć za siebie i zrobić to co niezbędne, a nie to samo co do tej pory, tylko bardziej. Jeżeli facet nie weźmie się porządnie do roboty, trzeba będzie podejść do sprawy egoistycznie (w pozytywnym tego słowa znaczeniu).
Jeszcze jedno, do czego chciałem się odnieść:
Mężów mamy wspaniałych, odpowiedzialnych, męskich…..tylko to cholerne porno wyłącza czasem naszą relację na kilka dłuuuuugich godzin.
Widzicie chłopaki? Nawet, gdy Wasza żona wie, że mocno pieprzycie sprawę, i tak uważa Was za wspaniałych, męskich.
Jednak pamiętajmy – zaradność życiowa nie musi pokrywać się z zaradnością emocjonalną. To dwa osobne obszary pomimo, że oczywiście jeden przenika się z drugim jak zapach perfum z powietrzem.
Zapewne Wasza zaradność kosztuje Was – zmaganie, stres, siłę woli, zmuszanie się, zmęczenie, a potem odpoczynek i, naturalnie, porno, by… odstresować się, rozładować emocje i podobne bzdury.
Porno niczego nie rozładowuje, nie odstresowuje. Bo emocje to sprawa stricte wewnętrzna i to, co Was męczy, kosztuje energię to Wasze postępowanie z emocjami, a nie praca czy obowiązki.
Dlatego jest Wam ciężko, bo wierzycie, że porno czy papierosy czy dowolna inna używka oczyszcza Was wewnętrznie. A tak nie jest.
Jedyne przez co cierpicie to Wasz opór.
I TO – niechęć do tego co czujecie – “wyłącza” Was na długie godziny. To nie porno Was/ich wyłącza. To niechęć do tego co czują. Większość zapewne nie wie nawet, że coś czuje.
A dlaczego to czujecie? Bo nigdy się z tego nie oczyściliście. Porno Was z tego nie oczyszczało pomimo, że tak obiecywał Wam Wasz umysł. Porno nie odstresowuje, nie rozładowuje napięcia, nie wypełnia emocjonalnej pustki. Oglądanie porno otumania i niszczy zdolność odczuwania, doświadczania. Ogranicza świadomość. To wszystko. I to, co nosicie w sobie, co czuliście, nadal w Was jest. A ten haj, który czujecie to tylko pożądanie, któremu nie towarzyszy wstyd (ale tylko dlatego, bo jest w trakcie tłumiony). Tym samym to stan, który utrzymują w sobie np. milionerzy – nazywa się to pasją, radością życia. Bo pożądanie nie musi być wyłącznie seksualne. Ale to jedna i ta sama energia.
Jeśli nie wiecie jak istotny jest temat odczuwania, zastanówcie się co czujecie w trakcie seksu? Ile trwa orgazm? Co potem?
Czy czujecie się wspaniale w trakcie i dzielicie się narastającą przyjemnością z Waszą partnerką czy wzajemny kontakt jest sporadyczny i w seksie dążycie wyłącznie do “zaspokojenia żądzy”? I to wyłącznie własnej, a nie zaspokojenie własnej żądzy poprzez zaspokojenie kobiety?
To, co możecie uważać za normalne – obecną jakość Waszego seksu, na punkcie którego zwariował świat, może okazać się po prostu podstawówką, o ile nie przedszkolem doznań.
Jakość Waszego seksu odpowiada jakości Waszego wspólnego życia w każdej sekundzie związku.
Jeśli więc “porno wyłącza Was na wiele dłuuuugich godzin”, to właśnie wiele dłuuugich godzin nie czujecie radości, przyjemności, ciepła, akceptacji, wzajemnego szacunku, zrozumienia. Nie czujecie się razem. Czujecie się osobno, osamotnieni.
A tak nie powinno być!!!
Jak długo i jak głęboką czujecie przyjemność w trakcie i po orgazmie, o ile go macie (wytrysk to nie orgazm)? 5 sekund? Krócej? Może znajdzie się jakiś ogier, co przeżywa orgazm 10 sekund?
Ile trwa Wasz seks? Ile trwa gra wstępna? Co wtedy czujecie? Wiece, Wasz testosteron, gniew, napięcie, siła nie zastąpią dojrzałego, świadomego uprawiania miłości.
Penis to nie magiczna różdżka z Harry-ego Pottera. To narzędzie, za rezultaty korzystania z którego odpowiadają ci co go używają.
Książka, którą polecam to “Tajemnice udanego seksu” Mantak Chia.
Tylko teraz – nie oczarowujmy się, że seks naprawi związek czy rozwiąże problemy. Nic takiego nie będzie miało miejsca. Może tylko rozczarować z oczarowania.
Polecam tę książkę, bo zawarte są w niej napisane łatwym językiem mądre informacje na temat seksualności, seksu, sprawiania sobie wzajemnej przyjemności. Są tam podane ćwiczenia na bycie razem, na świadomą obecność. Czyli to, czego brakuje większości związków – również tym, które pozują na udane.
Prosty test – ile potrafimy wytrzymać patrząc bez słowa w oczy swojej partnerki/swojego partnera? Czy w ogóle to robimy? Co wtedy czujemy?
Mówi się, że oczy są zwierciadłem duszy. Otóż nie. Oczy są zwierciadłem podświadomości. Ludzie uwielbiają mylić duszę z umysłem. To, co “daje dostęp do duszy” to oczyszczanie z podświadomości nagromadzonego syfu – balastu, który nas obciąża nie pozwalając wznieść się wyżej.
Patrzenie sobie w oczy pomaga to wyciągnąć z nas i osoby, w której oczy się patrzymy. Dlatego też uzależnieni zazwyczaj unikają kontaktu wzrokowego tak z bliskimi jak i osobami obcymi.
Jeśli my poprzez kontakt wzrokowy czujemy się niekomfortowo, to już znak, że w naszej podświadomość zalega wstyd (spokojnie, każdy go nosi).
Naturalnie przez spojrzenie można również dać to, co pozytywne. Ale tylko świadomie.
Na koniec jeszcze uwaga.
Chłopaki – porno nie uczy Was niczego pożytecznego. Tak, widzimy potencjał, że kobieta może wyglądać jak ja pierd**ę, że możliwe są inne, przyjemne pozycje, niż ona leży, a facet rusza biodrami w przód i tył. Ale to wszystko.
Porno nie uczy Was jak zaspokajać kobiety, tylko jak prze/nasycać oczarowany umysł. To film, to odgrywanie ról. To fikcja.
Kobiety nie zaspokoi, a często nie da jej nawet przyjemności powtórzenie tego, co wyczyniają aktorzy przed kamerami z kobietami, które są tak wewnętrznie wyniszczone, że nie widzą nic błędnego w swoim postępowaniu. Normalne, zdrowe kobiety to będzie nawet bolało. Nie tylko fizycznie ale i psychicznie.
To ma wyglądać dobrze dla niedojrzałych umysłów, które nadal sądzą, że kobiety dominuje się siłą (nieraz brutalną), że tak się zdobywa świat.
To co widzimy w porno w kwestii seksualności to średniowiecze, jeśli nie era jaskiniowa.
To, że niektóre aktorki faktycznie mają orgazmy nie oznacza, że ktoś tam Wam pokazał tajemnicę doprowadzania normalnej kobiety na skraj rozkoszy i przeprowadzenie jej poza ten skraj.
Nikt w pełni zdrowy nie ogląda porno regularnie i nikt zdrowy tam nie występuje.
W kwestiach czysto technicznych doprowadzenie kobiety do orgazmu nie ma nic wspólnego z siłą i głębokością penetracji. Można to porównać do oddychania, które jest cholernie ważne i dla kobiet, i dla mężczyzn i krytycznie zaniedbywane w codziennym życiu i podczas seksu. Krytyczna jest REGULARNOŚĆ, czyli RYTM i HARMONIA – odpowiednia i utrzymywana CZĘSTOTLIWOŚĆ, a nie głębokość czy siła.
Wzięcie jednego wielkiego wdechu nie zastąpi kilku regularnych oddechów.
Oczywiście od wszystkiego są wyjątki ale nawet wyjątek poznajemy przez zdrową komunikację. Gdy kobieta chcieć/pragnąć/potrzebować będzie innego kąta penetracji, innej siły, innej techniki pchnięć, powinna to zakomunikować, a facet powinien być otwarty na komunikację.
Wkładanie coraz większej siły w penetrację nie zastąpi 50 innych, ważnych aspektów. Najczęściej nie jest wskazane. Tak samo jak w przypadku problemów, emocji, myśli, wyzwań.
Nie wszystko to zawody strongman i nie wszystko wymaga od nas siły. Zdecydowanie nie wszystko.
Często akceptacja, zrozumienie, dojrzała chęć, energia, wola, zdecydowanie nie są uważane za siłę, za którą rozumie się wyłącznie jaskiniowe napierd***nie aż ktoś/coś padnie.
Kobieta bardziej potrzebuje POCZUĆ, że tam z nią jesteście – w łóżku czy jadąc samochodem do pracy. Wy zresztą również tego potrzebujecie. Jeśli my nie potrafimy czuć i uważamy, że potrzebujemy wszystko robić z większą siłą, by poczuć (wliczając masturbację), nie oznacza, że inne osoby również tego potrzebują.
Jak nauczyć się odczuwać podawałem w serii:
www.wolnoscodporno.pl/Blog/2017/09/Jak-I-Dlaczego-Zaczac-Odczuwac-6/
Proszę o pytania, opisy sytuacji, komentarze – szczególnie od Pań. To pomoże mi ująć wszystko, co istotne i co mogłem pominąć lub opisać niezrozumiale.

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Zasubskrybuj
Powiadom mnie o
guest
66 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Lucyna

Czy można umrzeć z uzależnienia od porno? Uzależnieni od alkoholu i narkotyków często giną przedawkowując. A jak jest z tym uzależnieniem? Tak z ciekawości pytam Piotrku :) jak wiesz nie mam z tym nic wspólnego. Chce tylko wiedzieć czy to uzależnienie jest również tak zabójcze jak narkotyki.

katolik

Mam wielki problem Piotrze. Mój bliski przyjaciel wikary jest bardzo mocno uzależniony od gejowskiego porno.Tylko gejowskie! podejrzewam że jest gejem i ma stosunki z chłopami ukryte. Wiem o tym ale jak mam mu przemówić że to uzależnienie niebezpieczne z którym powinien przyhamować i polecić ten serwis? Przecież on mnie zabije jak mu coś takiego powiem on bez tego nie może żyć.

Kate

Jestem w trakcie czytania. Dużo tu treści Piotrze więc czytam wolno i staram się to jakoś w sobie trawić.
Nie będę się odnosiła do Twoich przekonań religijnych , do karmy, reinkarancji, itp bo to nie moja bajka.
To, co mi się rzuciło w oczy i wbiło w serce podczas czytania to te słowa:
,,Dla umysłu logicznego to, co je napędza to… wiara, że nie jest się kochanym, pociągającym, atrakcyjnym, pięknym, chcianym, lubianym, szanowanym… czyli to samo, co czują partnerki uzależnionych mężczyzn.”
Coś w tym jest. Mąż czesto mnie prosił bym umiała go zaakceptować i pokochać takim jakim jest. Nawet z tym brudem. Przyczepił się on do niego w wieku doarstania i rozwinał się do nawyku, fascynacji kobiecym ciałem
A ja tego przyjąc nie umiem, trudno mi się pogodzić z tym, że coraz mniej go pociagam bo całą swoją energię seksualną traci na oglądaniu i podziwianiu innych kobiet. A ja chcę być JEDYNA!
Tak się nie da bo pzrecież i mnie podobają się inni męzczyxni. Taka jest natura ludzka: ciało i zmysły reagują na druga płeć nawet wtedy gdy jest się meżem i zoną.
Jesli kobieta ma niskie poczucie swojej wartości, mimo, iż mąż powtarza latami że dla niego jest piekna, atrakcyjna, itd to ono bedzie we wszystkim widziało konkurencję i zagrozenie.

No nic…..czytam dalej….Pozdrawiam. Kate.

Kate

Tym samym nie chodzi o kobiece ciała ale o ten horrendalny wpływ – tłumienie emocji.

Tym zafascynowany jest umysł Twojego męża (nie Twój mąż, tylko jego umysł. Mąż po prostu nie potrafi odróżnić siebie od umysłu, od myśli i emocji).
A zafascynowany jest dlatego, bo potrzebuje tej KORZYŚCI – tłumienia tego, z czym sobie nie radzi emocjonalnie.

Gdy nauczy sobie z tym radzić, fascynacja zniknie automatycznie. Bo to nie fascynacja czymś, tylko tym, co to coś mu daje.

Od poczatków swiata meżczyźni uwielbiali kobiece ciała. Były one inspiracją poetów, pisarzy , malarzy i rzeźbierzy.
Nie rozumiem dlaczego pod tą fascynacją kobiecym wdziekiem wg Ciebie ukrywa się drugie dno: emocjonalnych problemów.
Pornografia to wynalazek na wyciagnięcie dłoni. Nie trzeba z domu wychodzić ani wyobraźni uruchamiać gdyż porny strony to załatwiają.
Jak nie zjeść kilku jabłek skoro ma się je w koszu pod ręką? Soczystych i smacznych dla oczu i podniebienia?
Czy TY Piotrze pogardzisz widokiem rozebranej, pięknej kobiety chocby na zdjeciu?
Odwrócisz wzrok?
Seks z mężem/z zoną to też pewne korzysci cielesne i odczuwalne i co?
Kopulujemy ze sobą tylko dla tych korzysci?
A jedzenie? To przecież nie kawał bezsmakowej celulozy ale konkretny smak, sok, miąższ, wygląd.

A może pragnienie widzenia piękna to nieświadome dążenie do Źródła Piękna?
Może to jest tym drugim dnem? I dlatego mężczyxnie tak cięzko oderwać od tego oczy i zmysły?

Kate

Kasiu, mówisz o porno to, co mówisz, bo nie znasz przyczyn, przez które Twój mąż je ogląda. Wydaje Ci się, że są takie, a nie inne. Ale to wszystko domysły.
Rozpoznanie ich to jest klucz w wychodzeniu z uzależnienia.

Dlaczego domysły? Mąż twierdzi, że włącza porno bo ono mu daje zupełnie inne doznania niż w kontakcie seksualnym ze mną. Nie muszę chyba nikogo przekonywać, że w porno ,,raju” jest więcej bodźców wzrokowych i więcej stymulacji do których pzrez lata przyzwyczaił się mózg.
Z zoną jest fajnie i miło ale tam się dostaje inny rodzaj przyjemności: nieprzewidywalność akcji i zachowań, róznorodnosć kobiet i ciał, perwersję i takie zachowania których się nie ma z własną zoną.
Dopiero taka dawka doznań i bodźców zaspokaja mózg.
I się wraca do żony.
Do życia i obowiązków.

I ta karuzela trwa latami. I szarpie małżeńską relację.

Kate

Nie mam pojęcia jakie emocje może tlumić mój mąż. Rozmawiamy o wszystkim. Nie ma powodu bysmy sobie o czymś nie mówili. Co Ty chciałeś ukryć przed sobą i jakim emocjom nie pozwalałeś wypłynąć na wierzch, że sięgałeś po porno? Czy wszytskie Twoje problemy zostały rozwiązane ?
Skoro uważasz, że przyczyną siegania po porno są problemy emocjonalne i ich tłumienie to okazuje się, że takie problemy ma z 90 %(jak nie więcj) mężczyzn…..bo większosć oglada pornografię. I większości z nich ona wystarcza na tyle by nie zdradzać swóich żon.
Mój mąż też nie biega z rozpiętym rozporkiem po mieście próbując sobie ulzyć.
Chce tylko popatrzeć na zdjecia i filmy?
Czy wg Ciebie można w sposób odpiwdeizlany korzystać z pornografii (skoro tak mówisz o uzywkach)?

Jaka powinna być moja/nasza żon postawa wobec mężczyzn którzy korzystają z pornografii?
I jak sobie radzić z tym problemem by nas kobiety to nie zatruwało od srodka?

Kate

Piotrze, ja krzyczę nie dlatego, ze mój maż nie chce ze mną rozmawiać o temacie pornografii bo ten temat na pzrestrzeni lat akurat był wałkowany tysiace razy. Krzyczę na męża bo on oglada dalej nagie babki. I nie ma w tym żadnej, głebszej tajemnicy i drugiego dna prócz tego że ogladanie nagich kobiet sparwia mu przyjemność i tak reaguje parwie każdy mezczyzna ….zdrowy w dodatku.
I tu się mój mąż czuje pzreze mnie neizrozumiany i nie zaakceptowany do końca jako męzczyzna- stąd nasze tarcia. Niepotzrebnie nadajesz temu męskiemu ,,hobby” jakąś powazniejszą motywację i doszukujesz się tłumienia niewygodnych prawd. Być może w Twoim przypadku tak było, że zatapiałeś się w porno gdyż za bardzo bolała Cię prawda o braku miłosci wobec Ciebie ale nie jest tak w każdym przypadku. Mój mąż wie, że go kocham i szaleję za nim, moje zywe reakcje są niejako tego dowodem bo gdybym była zupełnie obojetna na to co robi to znaczy że ,,wisi” mi nasz związek i nasza realcja. Problem w tym, że ja reaguję zbyt histerycznie i zbyt agresywnie bo rana odrzuceni jaką mi zadano w dzieciństwie zaczyna się odnawiać przy porno, np. Kobiety są ładne, piekne , ponetne, smakowite dla oczu , nawet ja to widzę a chciałabym by nie tak reagował mój mąż. Czuję się niejako zagrozona i odrzucona gdy on reaguje seksualnie na inne kobiety, nie tylko na mnie. I to jest mój problem. A jego jest taki, że gdy usiadzie do ogladania to ciezko mu się odkleić z fotela….no i perspektywy ma takie, że ja obrazona i zawiedziona jestem więc siedzi i oglada.
Z całym szacunkiem do Twoich doświadczeń i pracy , jaką wykonujesz ale zbyt moim zdaniem przykładasz jedną sztampową tabliczkę do wszystkich przypadków.
Nie zgadzam się ze wszystkim , co piszesz. Pozdrawiam.

Kate

Piotrze, nie obraź się ale moim zdaniem za bardzo jesteś zafiksowany na temacie pornografii. Zbyt mocno Cię ten temat wciągnął i z jednego uzaleznienia wszedłeś w drugie.
Życie mojego męża to nie tylko oglądanie porno: to praca, dzieci, obowiązki domowe, oraz przyjemności z żoną. Tak pewnie wyglada życie 99 % męzczyzn.
Ci, którzy w ogóle nie mają styczności z porno to jednostki .
Ja nie patrzę na męża tylko przez pryzmat porno.
Nie szkoda Ci życia , czasu i energii na życie wirtualne i odpisywanie w kółko jednego i tego samego ludziom?
Jak zyjesz? Co robisz poza wirtualem? Jak wygladają Twoje relacje z innymi w realu?
Masz kobietę/żonę/dzieci?
Czujesz się kochany i nie samotny?
Czy budujesz raczej swoją wartość na tym blogu wpisując się w rolę specjalisty od tematu porno?
Sam siebie ograniczyłeś do kilku pojęć i sztampowych informacji które tu serwujesz każdemu.
Kim jesteś bez tego bloga?
Oto moje pytania do zastanowienia dla Ciebie.
Dziękuję za poświęcony czas jednak informacje i wnioski którymi się tu podzieliłeś nic nie wnoszą do mojego życia. Nie wierzę w te liczby mnóstwa ludzi których to podobno wyprowadziłeś z problemu. Moim zdaniem jeszcze go wzmocniłeś i zafiksowałeś kogoś na nim.
POzdrawiam. Trzymaj się i pomyśl o SOBIE. I swoim życiu.

Kate

Ależ jesteś!
Czy on wyjechał do jakiejś z tych aktorek?
Czy jest z jakąś inną?

Aktorki przyjechały do niego. Sam napisałeś, że mózg to odbiera tak jakby one były z nim/przy nim w pokoju. Otóż mój mózg i emocje też tak to odbierają dlatego większosć kobiet odczuwa oglądanie porno jako zdradę: czyli jakby te kobiety były realnie z mężem, one kręca biodrami, rozchylają uda…itp…a on jest biorcą tych kokieterii.

Czyli ktoś trzeci wchodzi na miejsce żony i rozkerca/podkręca jej męża.
Ona moze jedynie w najlepszym przypadku dostać ochłap: finisz tego seksualnego podkręcenia.

Marcin

Witam. Trafilem na ta strone z wiadomych wzgledow( porno) i zauwazylem, ze jest tutaj duzo “mowione” o prawie karmy, inkarnacjach, wedrowkach dusz itd. Czy nie uwazasz Piotrze, ze jest to troche naiwne i zarazem niebezpieczne tak sobi tlumaczyc otaczajacy nas swiat? W te sposob przeciez mozna usprawieliwic cale zlo, ktore sie ludziom przydarza. Molestowane i gwalcone dziecko-karma. Bieda-karma. Tortury, ludobojstwa, holokaust-karma. Jednym slowem wszyscy sobie na to zasluzyli, tak? Wiec niech cierpia, mecza sie itd., bo taki sobie los wybrali. Do mnie to nie przemawia. Jak bys sie do tego odniosl Piotrze?

Marcin

Przepraszam, moze jestem glupi, ale nic z tego nie rozumiem. Jezeli np. morderca zabija male dziecko, a wczesniej robi z nim takie rzeczy, ze az strach to opisac, to jak to wytlumaczyc? Jezeli te dziecko popelnilo zle uczynki w poprzednich wcieleniach, to teraz nawet nie dano mu szansy na “poprawienie” się w tym zyciu. Ni ch..ja nie rozumiem tej calej karmy.
Znalazłem taki artykuł i chciałbym, żebyś w miarę możliwości go przeczytał (wiem, że masz mase pracy) i jakos odniosl sie do tego. Bardzo mnie ciekawi ten temat, a widze ze jestes obeznany.
https://www.fronda.pl/a/piekielna-maya,105005.html

Marcin

Teraz juz troche rozumiem, ale pogmatwane dla mnie to wszystko jest. Dzieki z odpowiedz.

Marcin

Co do porno i nawyków, to pisałeś, żeby robić notatki, o czym myśleliśmy na kilka sekund przed obejrzeniem porno. A co w przypadku, kiedy od razu po przebudzeniu, jak jeszcze nie zdążę oczu otworzyć, to już mam parcie na oglądanie? O niczym przecież nie myślałem, bo spałem, a pierwsza myśl, jaką mam po przebudzeniu to- porno. Miałeś kiedyś takie coś?

Marcin

Czyli wystarczy po prostu uwalniać cały czas emocje i gdy uwolnię ich wystarczająco dużo, to w końcu obudzę się rano i nie będę chciał oglądać porno, czy potrzeba że tak powiem czegoś więcej?
Chciałbym jeszcze wrócić do tematu karmy, ponieważ nie daje mi to spokoju. Interesuję się trochę historią, a szczególnie tematem II Wojny Światowej i jak czytam, w jaki sposób nieraz ludzie byli mordowani, to się naprawdę zastanawiam, czy ta cała karma, to nie jest takie wytłumaczenie kurewskiej natury ludzkiej. Ludzie byli często mordowani całymi wioskami i miasteczkami i to naprawdę nieraz na takie sposoby, że kulka w głowę to było wybawienie. Czy to jest tak, że to karma spowodowała, że wszyscy znaleźli się w tym samym miejscu i czasie, żeby ” dostać” to, na co zasłużyli? Aż trudne to jest do uwierzenia. Nie ma na świecie zdarzeń losowych, tylko wszystko jest poustalane, kto, co, gdzie i kiedy? Ten był dobry w tamtym życiu, to będzie miał teraz tak i tak, a tamten był zły, to będzie miał tak i tak?
A co w przypadku, gdy ktoś był zły ww poprzednich wcieleniach i teraz w tym wcieleniu zaczęła “dosięgać” go ręka sprawiedliwości, a ktoś temu przeszkodził? Np. ktoś w poprzednich wcieleniach gwałcił, a w tym wcieleniu sam miał być zgwałcony, ale ktoś mu pomógł i do gwałtu nie doszło ( np. zabił gwałciciela, czy coś w tym stylu). Czy może to jest tak, że jak ktoś ma zostać zgwałcony, to żeby sprawiedliwosci stało się zadość, choćby ch..j na ch..ju stawał, to nie dojdzie do takiego zdarzenia, że znajdzie się ktoś, kto mu ktoś pomoże?
Mam nadzieję, że w miarę zrozumiale napisałem. :)

Marcin

Nie. Po prostu po tym wszystkim co przeczytalem, boje sie ze w poprzednich wcieleniach moglem byc kims zlym i teraz ktos mnie bedzie teraz bestialsko mordowal. Poza tym tak sie zastanawiam, ze skoro teraz w zyciu mam przejebane, drecza mnie emocje, z ktorymi sobie nie radze, ze az musze siegac po porno, to kim musialem bycw poprzedich zyciach? Czy to jest ta pokuta? Uwalnoaniam te emocjr, uwalniam i nic z tego. Codziennie sie budze ze sciskiem w zoladku i nie chce mi sie zyc. Moze tak ma byc i zadne uwalnianie nie pomoze, chocbym sie ze…ral?

Marcin

To ja juz nie wiem, co zle robie. Przeczytalem chyba wszystkie ksiazki Davida Hawkinsa, Metode Sedony i jeszcze kilka innych i staram sie uwalniac te emocje tak, jak jest napisane w tych ksiazkach, a one nie chca odejsc. Przeciez zabieram sie do uwalniania z intencja uwolnienia, bo niby po co mialbym je uwalniac? Zeby ich nie uwolnic? Przeczytalem wszystkie twoje artykuly na tym blogu i wiem, ze do znudzenia powtarzasz, zeby odpuscic opor i przestac trzymac sie emocji, ale ja nie bardzo rozumiem co to znaczy i jak to zrobic. Jak mam odpuscic opor, skoro nie wiem czym jest ten opor i jak go rozpoznac? Kurwa plakac mi sie chce z tej jebanej bezsilnosci. Najlepiej by chyba bylo pierdolnac se w leb i po klopocie.

Marcin

Sam pisales w swoich artykulach ze uwalnianie emocji to naturny proces i prosta sprawa. W praktyce okazuje sie, ze jednak to nie jest takie proste. Komentarze pod artykulami tylko to potwierdzaja. Jak to zwykle bywa, musza byc spelnione jeszcze jakies warunki. A to intencja, a to popros Boga, a to sie skoncentruj, a to to, a to tamto. A jak juz jest intenvja, to nie taka, jaka powinna byc, a to Bóg nie uslyszal, slbo zle go prosilem itd. W koncu sie okaze, ze samemu to nie za bardzo, ze trzeba do tego kołcza, a kołcz za darmo nie pomaga przeciez itp. itd. W ksiazce Sedony nie bylo nic napisane o zadnych specjalnych warunkach, ktore trzeba spelnic zeby uwolnic emocje. Widac jednak nie jest to takie proste, chyba ze ze mnie taki beton i nic nie rozumiem.

Marcin

Dzieki Piotrek za wszystkie odpowiedzi. Ja nawet kupilem twoj program i staralem sie stosowac wszystko co tam napisales, ale gowno z tego wyszlo, bo po prostu nie rozumiem tych oporow, trzymania sie emocji itd. Widac nie kazdemu pomaga to co innym. Bede musial chyba albo znalezc inny sposob, albo nauczyc sie z tym zyc. Dzieki jeszcze raz. Pozdrawiam.

Marcin

Notatki robilem tak dlugo, ze juz nie robie bo wiem dlaczego siegam po porno. Caly czas jest ten sam powtarzajacy sie schemat. Caly czas te same mysli. Tylko, ze ta wiedza mi nic nie daje. Mowilem, ze ze zawsze znajdzie sie cos, co bedzie nie tak. Poza tym ja myslalem, ze jak zaczne uwalniac emocje i te emocje beda wyczerpywaly swoja energie, to w pewnym momencie ochota na porno sama mi przejdzie. Okazuje sie, ze jednak nie. Ze potrzebne sa notatki. Tego juz w ogole nie rozumiem. To co jest w koncu kluczowe? Robienie notatek,czy uwalnianie emocji? Poza tym jak juz pisalem, ja juz wiem z jakich powodow siegam po porno, ale nie potrafie tej wiedzy przelozyc na praktyke. Wiem, ze chodzi o uklad nagrody itd. Przeczytalem ta ksiazke, ale czym zastapic porno, zeby nagroda byla taka sama? Wódką, heroiną, kokainą, czy może innym narkotykiem? Bo jakie naturalne dzialanie moze to zastapic. Dla mnie szczerze te robienie notatek, to jest niepotrzebne komplikowanie i tak juz pogmatwanej sprawy. A mialo byc tak prosto. Odczuwac i uwalniac. Ot, cala filozofia. Okazuje sie, ze jest inaczej.

Marcin

Ch…j. Nie we wiem i nic nie rozumiem, ale dzieki i podziwiam cie, ze masz cierpliwosc mi odpisywac. Nie zrozumiem chyba nigdy tego trzymania i puszczania sie czegos, czego nie jestem w stanie zrozumiec. Maslo maslane. Ch…j w to wszystko. Ale dzieki.

Marcin

Chuje nie byly w twoja strone. Nie odbierz tego jako jakas obraze, czy cos takiego. Nic z tych rzeczy. Mowisz, zebym napisal co teraz czuje. Mieszanke tego wszystkiego z tego pliku pdf. Jestem zarazem wesoly i smutny, chce mi sie smiac i plakac, jestem wkurwiony i spokojny. I tak dalej i tak dalej. Tak jakbym odczuwal prawie wszystkie te stany niemalze w tej samej chwili. Cos mam pojebane w glowie i koniec.

Marcin

Poza tym, co mam rano zanotowac, jak juz sie budze i od razu czuje pozadanie? A dlaczego mam w ogole nadawac etykietki temu co czuje? Bodajże pan Hawkins mowil, zeby tego nie robic? Wczesniej pisales zeby uwalniac to, co czujemy w danej chwili. Co mi da nazwanie tego? Mama po prostu jakies uczycie, ktore trzeba uwolnic. Jak zle mysle, to mnie naprostuj. A z tym przykladem podejscia do kobiety i zmierzenia sie ze strachem, to wedlug mnie to nie jest zadne uwalnianie, czy tam odpuszczanie, tylko po prostu przelamywanie sie. Potrafie to zrobic. Hawkins pisal, zeby uwalniac na lezaco, z zamknietymi oczami, w Metodzie Sedony z zamknietymi, lub otwartymi ale nikt nie pisal, ze trzeba wykonywac dzialanie, zeby uwolnic emocje. W tym jest wlasnie problem, bo to emocje blokuja czlowieka przed wykonaniem dzialania. To, o czym piszesz, to jest zwykle przelamywanie sie, zeby podjac dzialanie. I tutaj juz mi nie wmowisz, ze tak nie jest, bo znam to, poniewaz sam to przerabialem.

Marcin

Ok. Z racji wykonywanej pracy, to chcąc- nie chcąc muszę się cały czas “przełamywać”.( Dużo kontaktu z ludźmi) Zauważyłem, że teraz jest mi dużo łatwiej załatwiać sprawy i ogólnie przebywać i rozmawiać z ludźmi, niż jeszcze jakieś pół roku temu. Czy to nie jest czasem tak, że każdym “przełamaniem” się, żeby coś zrobić, uwalniane jest troszkę jakiejś emocji? Po prostu mam w pracy tak. że muszę iść i coś załatwić z klientem i nie ma zmiłuj. Idę i załatwiam, pomimo tego co czuję. Czy to jest to odpuszczanie?
To jest pierwsza sprawa.
Druga sprawa to taka- czy wiesz coś o “integracji z cieniem”? Jest taka książka ” Oswoić swój cień” Jeana Monbourquette. Na tym forum: https://braciasamcy.pl/index.php?/topic/4551-uwalnianie-emocji/
omawiają ten wątek, jak i tez uwalnianie emocji. Piszą też m.in. cyt: “Według Seligmana uwalnianie negatywnych emocji prowadzi tylko do błędnego koła napędzania się nimi, a radą na nie jest wyciszenie się i nie roztrząsanie tego co wzbudza złe emocje. ”
Jak byś miał czas, to mogłbyś przeczytać ten wątek i napisać, co o tym myślisz? Szczególnie o tym cieniu i o tym że uwalnianie emocji “szkodzi”? Ciekawi mnie to bardzo. Dzięki. A za chuje jeszcze raz przepraszam. Już nie będę.

Marcin

Ok. Dzięki za odpowiedź( za wszystkie odpowiedzi) i w ogóle za poświęcony czas. Dałeś mi do myślenia. Przeczytam jeszcze raz wszystkie moduły twojego programu i mam nadzieję, że tym razem ze zrozumieniem i ze stosowaniem wszystkich ćwiczeń. Super blog i w ogóle. Dzięki jeszcze raz! Pozdrawiam!

Marcin

O, tutaj czytałem o tej intencji, co ci mówiłem: http://lekcjemilosci.pl/potega-intencji/
Co o tym sądzisz? Oni też na tej stronie swoje artykuły opierają na m.in. Hawkinsie.

Marcin

Odnosnie Metody Sedony, natknalem sie jeszcze na taki artykuł: https://swiatducha.wordpress.com/2011/03/02/terapie-2/
Sam artykuł nie jest ważny, tylko komentarze pod nim. Piszą tam, że Metoda Sedony zawiera w sobie błąd. Mógłbys przeczytać i napisać, co o tym sądzisz?
W tym artykule też ktoś pisze, że jest błąd, tym razem w tłumaczeniu: http://www.taraka.pl/metoda_sedony

Marcin

Szczerze, to teraz to jabjuz w ogole nic nie rozumiem. Jezeli na uwolnienie jednej emocji potrzeba ok. 100 godzin, to jak mam ja puscic w jednej chwili? Przypuscmy, ze jestem na cos zly. Jak mam to puscic. Mam sie usmiechnac i udawac, ze nic sie nie stalo? Przeciez to nie bedzie odpuszczenie. Zeby odpuscic, to trzeba ta emocje przezyc, tak? Czyli trzeba sie jej trzymac, zeby w koncu odeszla. Ty Piotrek piszesz, zeby nie trzymac sie emocji. Ja juz zglupialem. Jak mam odpuscic emocje, jednoczesnie nie trzymajac sie jej? Mam udawac, ze jej nie ma i ze wszystko jest ok? Dla mnie tu sa same sprzecznosci. Mozesz to jakos lopatologicznie wytlumaczyc?

Marcin

Czy moglbys Piotrze jeszcze jakos tak w prosty i zrozumialy sposob napisac czym jest intencja, bo sie spotkalem sie juz nawet z takim stwierdzeniem, ze jest to jakas niewidzialna sila pochodzaca od Boga itd. Ja myslalem, ze intencja,
to jest po prostu zamiar. Jakis rezultat, ktory chcemy osiagnac poptzez zrobienie czegos. A czy czytales moze ksiazke “Potega intencji”, Wayne-a Dyera? Chcialem sobie ja kupic, ale wszedzie jest niedostepna.

Norbi

Mi to strasznie utkwilo w glowie to co piszesz Piotrze o uzalaniu sie i gdy zabieram sie za uwalnianie i odczuwam zal, to pojawia mi sie mysl w glowie ze sie uzalam i zaczynam sie zastanawiac, czy ja sie uzalam, czy nie. I teraz, czy te mysli, ktore mi mowia ze sie uzalam, to jest prawda, czy one po prostu sa i mam przestac sie nimi zajmowac? Czy moze ja rzeczywiscie sie uzalam, bo juz sam nie wiem? Czym wobec tego rozni sie uzalanie od odczuwania zalu? Ja to rozumiem tak, ze odczuwanie zalu, to jest odczuwanie z jednoczesnym ignorowaniem mysli, natomiast uzalanie to jest odczuwanie zalu razem z mysleniem. Z mentalizacja. Dobrze to rozumiem? Rowniez oprocz mysli ze sie nad soba uzalam, pojawiaja sie mysli, zebym przestal traktowac sie jak ofiare. Czy te mysli mnie informuja o tym, ze traktuje sie jak ofiare, czy to kolejne klamstwo, ktore powstalo na bazie mojego stanu emocjonalnego i nalezy sie po prostu skupic na odczuciach i ignorowac wszystkie mysli? Pogubilem sie w tym szczerze mowiac i w momencie gdy pojawiaja sie te mysli, ze uzalam sie nad soba i ze gram ofiare, to nie wiem za bardzo co mam w tym momencie zrobic? Odczuwac ignorujac te mysli, czy w jakis sposob przestac traktowac sie jak ofiare i nie uzalac sie? Wpadlem w jakies bledne kolo i nie wiem co juz jest przyczyna, a co skutkiem? Czy to, ze pojawia sie sie emocja zalu, wynika z tego, ze uzalam sie, czy po prostu odczuwam zal, a mysli o tym ze sie uzalam same sie pojawiaja? Bo juz sam nie wiem co mam robic. Czy mam jakos tak zmienic swoja percepcje itd, zeby ta emocja sie nie pojawiala? Nic nie rozumiem juz.

Jeszcze dodam, ze tak pytam, poniewaz ja caly czas odczuwam smutek i zal. Caly czas. Odkad pamietam. I teraz wlasnie nie wiem, czy ja sie uzalam nad soba i dlatego to czuje, czy to stlumione emocje ze mnie wychodza, czy jeszcze cos innego.

Norbi

Moze opisze to troche dokladniej. A przynajmniej sprobuje. Chodzi mi teraz o uzalanie sie i jak przestac to robic. Pisales Piotrze, ze przestanie uzalania sie, to jest decyzja. Wiec ja, gdy czuje to co czuje, a wydaje mi sie ze czuje zal i chyba rozpacz, rownoczesnie pojawiaja mi sie w glowie mysli ze sie uzalam. I pamietajac twoje rady, jak przestac sie uzalac, staram sie to zrobic. Nie uzalac sie. Podejmuje wtedy decyzje, ze przestaje sie uzalac, ale to nic nie daje, poniewaz caly czas czuje to co czuje i staram sie jakos pozbyc tego uczucia. Ale ono nie chce odejsc. Wiec jak mam przestac sie uzalac? I czy ja sie w ogole uzalam, bo nie wiem?

Jarek

“I weźmy sobie osobę, która żyła na takim poziomie przez 10 inkarnacji i wyczyniała takie rzeczy, że kosmos – np. była inkwizytorem i zamordowała w ogromnych męczarniach 200 niewinnych osób.
Jak ona ma to odpracować?”
No tak, tylko ze tej osoby, ktora cos tam wyczyniala w poprzednim wcieleniu juz nie ma. Dlaczego np. moja osoba ma cierpiec jakies meki, tylko dlatego, ze w poprzednim wcieleniu inna osoba, ale z ta sama dusza, robila “złe” rzeczy? Przeciez np. ja z tego wcielenia i ja z innego wcielenia, to zupelnie inne osoby. Jezeli cos tam ” zlego” jakas osoba z moja dusza zrobila cos w poprzednich wcieleniach, to nie zrobil tego terazniejszy ja, wiec dlaczego ten terazniejszy ja, ma cos odpracowywac. Przeciez ja nawet nic nie pamietam z poprzednich wcielen. Nie jestem swiadom, ze kiedys np. wyrzadzalem komus krzywde. Dlaczego wiec, ja musze ” odpowiadac” za cos, co ktos inny zrobil w poprzednich wcieleniach? Przeciez to nie ma sensu. Co takie dzieciatko przybijane na zywca do drzwi stodoly zawinilo? Bo poprzednie wcielenia? Przeciez to byl ktos inny? Kto to w ogole wymyslil, ta cale prawo karmy? Jakis szaleniec?

Podobne Wpisy:
O Emocjach – Duma (Część 6)

O Emocjach – Duma (Część 6)

Witam Cię serdecznie! Dziś kontynuujemy temat świadomości Dumy. Części 1-5 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► O Emocjach – Duma (Część 1). ► O Emocjach – Duma (Część 2). ► O Emocjach – Duma (Część 3). ► O Emocjach – Duma (Część 4). ► O Emocjach – Duma (Część 5). W tym artykule przedstawię dynamikę… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0
O Seksie (Część 4).

O Seksie (Część 4).

W poprzednim artykule napisałem kluczowe zdanie – mężczyzna daje, zaś kobieta oddaje (się). Na świecie istnieje takie krzywdzące stwierdzenie – “Kobieta daje”. Wielu chłopców martwi się “oby mi dała”. Pytają siebie nawzajem “dała ci?”. Nawet inne kobiety odnoszą się bez szacunku do kobiet, które w ich przekonaniu “dają”. Jak to jest? Najpierw rysunek poglądowy: Bateria… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 2
O Emocjach – Strach (Część 1)

O Emocjach – Strach (Część 1)

Dziś rozpoczynam krótkie przedstawienie i omówienie emocji strachu. Tak jak każda emocja – strach ma 2 wymiary i znaczenie: 1. Biologiczne. 2. Metabiologiczne (ponad biologią). Słowem – służące wzrostowi świadomości. W tym artykule zajmę głównie punktem 1, zaś w następnych rozwinę temat drugi. Mało kto zdaje sobie sprawę ale prarodzicem WSZYSTKICH lęków jest strach przed śmiercią.… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 22
O Emocjach – Apatia (Część 1)

O Emocjach – Apatia (Część 1)

Dzisiejszym artykułem rozpocznę omawianie apatii, czyli trzeciego najbardziej niesprzyjającego życiu stanowi, w jakim może znajdować się człowiek. Podobnie jak wstyd i poczucie winy, apatia jest kłamstwem. Jest iluzją. Bowiem bezsilność jest iluzją. Nikt nigdy nie jest i nie był bezsilny. Skąd więc wynika bezsiła – np. bezsilność małego dziecka w obliczu pogniewanego rodzica? Z wmówienia… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 19

WOLNOŚĆ OD PORNO