Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/15

Witam Cię serdecznie!
Dzisiaj część piąta niezwykle ważnego tematu odczuwania (bycia). Części 1-4 znajdziesz klikając na linki poniżej:
Jak i dlaczego zacząć odczuwać? (Część 1).
Jak i dlaczego zacząć odczuwać? (Część 2).
Jak i dlaczego zacząć odczuwać? (Część 3).
Jak i dlaczego zacząć odczuwać? (Część 4).
Emocje w życiu są jak kompas. Informują nas o naszym aktualnym poziomie świadomości. Dlatego też bez ich odczuwania, bez ich ŚWIADOMEGO odczuwania, możemy “czuć” się (a raczej myśleć) jakbyśmy byli zagubieni na środku oceanu i nie wiedzieli w którą stronę powinniśmy się udać. Wrażenie to naturalnie staje się jeszcze gorsze, gdy jedyne co czujemy jest tym, czego nie chcemy czuć. Jeśli kompas nam wariuje lub jeśli nie potrafimy z niego korzystać, a nawet boimy się na niego spojrzeć – jakże mamy podróżować i dotrzeć do celu? Czy w ogóle wiemy jaki jest cel? Najczęściej, jeśli skupiamy się tylko na wewnętrznej walce i wypieraniu tego, co niechciane, cel naszej podróży staje się w najlepszym przypadku drugorzędny.
Słowem – podróżujemy od tego, czego nie chcemy, a nie do tego, czego chcemy. To dwa przeciwne kierunki.
Podkreślę raz jeszcze, bo to niezwykle ważne – wszyscy czujemy swoje emocje. Tylko jedni bardziej świadomie, a inni mniej. Nawet jeśli jest to dla nas niezrozumiałe i niepojęte. Zazwyczaj tylko, gdy pojawiają się emocje, robimy wtedy coś, by nie czuć – by nie stać się świadomym, uważnym – obecnym. Nawet jak się nudzimy i wydaje nam się, że nic nie robimy – mentalizujemy, czyli jesteśmy w umyśle, w chaosie myśli zasilanych emocjami, na których odczuwanie sobie nie pozwalamy. Myślenie blokuje przepływ emocji. A nie pozwalamy sobie na świadome czucie, bo:
  • Nie chcemy czuć tego, co w nas jest.
  • Nieświadomie lub świadomie uważamy, że nie powinniśmy tego czuć.
  • Nieświadomie lub świadomie uważamy, że odczuwanie tego jest złe.
Odczuwanie to nasz kompas w życiu – gdy go oczyścimy, nauczymy się z niego korzystać, będziemy z niego korzystać i ustalimy korzystny dla nas kurs, odczuwanie i emocje odsłonią swoją prawdziwą rolę w ludzkim życiu – prowadzenie nas w kierunku szczęścia, sukcesu, miłości (etc.) przesiewając po drodze wszystko, co temu nie służy. Pokażą nam jasne, gdzie jest ustalony kierunek, czy się do niego zbliżamy i co blokuje naszą podróż. To nieoceniona pomoc.
Odczuwanie i wewnętrzny rozwój to droga dla prawdziwie odważnych, bo Odwaga jest pierwszym stanem świadomości, który nas wzmacnia sam z siebie. Odwaga jest ponad emocjonalnością ego. Odwaga nie jest emocją. Jest stanem BYCIA służącym Życiu (o Odwadze opowiem, gdy wyczerpię temat pożądania, gniewu i dumy). Stan Odwagi sam w sobie już nie powoduje powstawania dodatkowych emocji. Nie ma już na nie potrzeby. Czujemy wtedy pewność, ufność, wiarę – przede wszystkim w siebie. Odwaga nie jest czymś, z czym się rodzimy lub nie. Odwaga to stan, który pojawia się sam, gdy ustalimy intencję opuszczenia niższych stanów świadomości i oczyścimy się z tego, co nas ściągało w dół. Każdy może sobie na nią pozwolić w dowolnym momencie swojego życia. Ale niestety zazwyczaj wybieramy emocjonalność lub mentalizację.
A to oznacza, że odwaga nie jest tym, co robimy. Odwaga to stan bycia ponad niską emocjonalnością. To stan zestrojenia się z wewnętrznym Źródłem pewności i spokoju. Emocje informują nas o braku tego zestrojenia. Tak naprawdę mało kto jest na tyle odważny, by zmierzyć się ze swoimi zdemonizowanymi emocjami. Czyli przekroczyć wszelkie negatywne programy i przekonania odnośnie ich i pozwolić sobie na ich odczuwanie w nieoceniającej, kochającej obecności. Wszyscy wolimy szukać demonów na zewnątrz, wrogów na zewnątrz, zewnętrznych źródeł problemów, złych ludzi, itd. Dlatego osoby, które mają problem z odczuwaniem i podejmą się zaproponowanej przeze mnie ścieżki, mają możliwość szybkiego przekroczenia emocjonalności – zwierzęcej, niskiej świadomości ego i wejścia na drogę rozkwitu – drogę Odwagi (i wyżej, bo ponad Odwagą jest cały, nowy, wspaniały świat). Nie musiałeś/nie musiałaś w życiu zrobić do tej pory nic odważnego. Ale zmierzenie się ze swoimi emocjami i oczyszczenie się z nich wywinduje Cię wyżej, niż niejeden człowiek czynu.
Świat nam wszystkim sprzyja. Jedna osoba znajdzie w sobie wiarę poprzez działanie i rezultaty, inna poprzez bycie. Jednak osoba wychodząca z poziomu BYĆ i tu czująca odwagę, by zmierzyć się z WEWNĘTRZNĄ rzeczywistością niezależnie od rzeczywistości zewnętrznej (i naszych własnych o niej historii) umożliwia nam potężną transformację. Wyobraź sobie, że już nigdy nie stłamsisz w sobie wstydu, winy, ani gniewu. Nigdy nikogo nie obwinisz, nigdy nikogo nie zranisz – wliczając siebie! Zawsze znajdziesz rozwiązanie, by podjąć działanie z poziomu spokoju, radości, akceptacji, szacunku dla siebie i innych. Wyobrażasz sobie ile możesz osiągnąć, uzdrowić, skorygować i naprawić w swoim życiu?
Co jeszcze wspomoże proces wewnętrznego otwierania się na odczuwanie?
Przede wszystkim – czy wykonujesz poprzednie kroki? Czy notujesz to, o co Cię prosiłem? Jeśli nie – okłamujesz sam siebie/samą siebie i nie mamy o czym dalej rozmawiać. Należy się cofnąć do poprzednich artykułów i zacząć działać na ich podstawie.
Powtarzam to w nieskończoność, bo – co jest do wbicia sobie do głowy – żyjemy (żyjesz) w Średniowieczu w kwestii odczuwania. Średniowiecze nazywane jest wiekami ciemnymi. Tak – w kwestii odczuwania ludzie nadal są w ciemnocie. GLOBALNIE! Ty również, skoro to czytasz. I nie ma się czego wstydzić. Dobra wiadomość jest taka, że nie potrzebujesz tysiąca lat, by to poprawić. Potrzebne jest trochę szczerości, uczciwości (uczciwość to element Odwagi) i wdrożenia tego, o czym tu mówię.
Umysł (ego) myśli (bo widzi), że żyjemy w nowoczesności, że ludzie się super rozwinęli, że teraz ludzkość jest tak zaawansowana. Świat ludzi faktycznie został nieco rozbudowany. Jednak jedynie świat zewnętrzny. Tutaj naprawdę można się zapomnieć i przeżyć całe swoje “życie” nigdy nie zaglądając do wewnątrz. No bo po co i co mielibyśmy w sobie znaleźć? Ludzkość globalnie jest tak przesiąknięta wstydem, poczuciem winy, urazami i różnymi programami typu “być jak ktoś” (również jedynie zewnętrznie), z których wynika brak akceptacji oraz demonizacja uczuć, bycia, wychodzą gromadzone przez setki lat urazy, gniew, lęki, nawet świadomość sądu ostatecznego. Jeśli nawet ktoś chciałby zajrzeć do wewnątrz, może się zwyczajnie bać tego, co tam znajdzie. Więc wybieramy płytkie życie na zewnątrz. Tutaj pokładamy nadzieje, tutaj szukamy odpowiedzi na wewnętrzny ból, tutaj szukamy ulgi, szczęścia, miłości, spokoju. A jak ich nie znajdujemy, to walczymy, zmagamy się, cierpimy, szukamy akceptacji, uwagi, szacunku. Zamiast dążyć do szczęścia, dążymy to tego, czego brak w sobie nosimy – dążymy do zewnętrznej kontroli innych, bezpieczeństwa, akceptacji innych. Za to oddamy nawet własne zdrowie.
Umysł nie potrafi odczuwać. Życie w umyśle to nie życie pełne. To życie powierzchowne, płytkie. To życie potrzebujące zewnętrznych źródeł “zasilania”. No bo skoro nie podłączamy się do Wewnętrznego Źródła, ego szybciutko przejmuje kontrolę i każe nam “podłączyć się” do świata zewnętrznego i uzależnić się od niego. A “przełączenia” nikt nie zrobi za nas. Od razu powiem – “przełączenie” nie oznacza, że zapominamy o świecie zewnętrznym. Wręcz przeciwnie – uczymy się z niego korzystać ale nie jak pasożyt, tylko jako współistniejący, współpracujący, współdzielący Życie człowiek. Nie lepszy, ani nie gorszy, niż dowolne inne żyjące stworzenie. No bo skoro kochamy siebie, po co mamy dumnie określać się jako np. “lepszy od mrówki” czy “lepszy od krowy”, także “lepszy/gorszy od murzyna/białego/azjaty”, etc.? To tylko inna forma tego samego. Tylko skoro nosimy w sobie świadomość braku, potrzebujemy to kompensować z zewnątrz. Nawet przez masowy mord. Który wtedy tak łatwo usprawiedliwić.
Gdy się rodzimy, świat postrzegamy praktycznie jedynie czując go (gdy wydajemy głupie dźwięki i robimy śmieszne miny czy małe dziecko cieszy się, bo to widzi i słyszy? Ależ nie! To dla niego wielka jak niebo osoba wyglądająca i brzmiąca jak kreskówkowy potworek. Dziecko odczytuje energię takiej osoby – dodajemy wtedy zazwyczaj radość, poczucie humoru. A jak dziecko zaczyna płakać to znaczy, że tego nie odczytało, bo tego nie było – człowiek oddał odpowiedzialność za swoje wnętrze swojemu ciału. Uważał, że dziecku podoba się to, co widzi i słyszy, czyli robi coś powierzchownego).
Czujemy zanim myślimy. I to się nigdy nie zmienia. Każda myśl ma swoje źródło w emocji. Jeśli drogi Czytelniku/droga Czytelniczko uważasz/wiesz inaczej, pora się dokształcić, bo to kluczowy skrawek informacji. Umysł szuka rozwiązań dla emocji na bazie tego, co poznał – czyli zależy od naszej świadomości. Zaś ze świadomości właśnie biorą się emocje. Informują nas o niej. Tym samym umysł nie ma szans przekroczyć obecnego poziomu. Może go tylko utrzymać lub pogłębić. Innymi słowy – tak jak uzależniony nie wymyśli sobie trzeźwości, pogniewany sam się nie uspokoi, a zawstydzony się nie “odwstydzi” dopóki płyną przez niego te emocje. Tylko zmiana świadomości dotycząca źródła emocji i samych spowoduje, że emocja się wyczerpie, nie wzbudzi się ich dodatkowa ilość, a dzięki wyczerpaniu energii emocji umysł będzie mógł dostosować się do nowej świadomości.
A jeśli nie czujemy pozostaje nam tylko umysł. Brak odczuwania to jak brak życia. I właśnie życie w umyśle to życie bez życia. Bez odczuwania. Nie bez powodu zombie jest tak popularne na świecie. Potworki chodzące jak roboty próbujące zeżreć ludziom mózg. Dokładnie tak żyje człowiek będący w umyśle (w ego) – ego zżera jego umysł (mózg to nie umysł ale to też mało kto rozumie). Jak w podświadomości ma jakiś program i nie weźmie za siebie odpowiedzialności, będzie realizował ten program bezlitośnie tak jak zombie próbujące przejść przez ogrodzenie, by kogoś wybebeszyć.
Czyli, jeszcze raz – świadomość to poziom naszego przebudzenia, z którego wynikają emocje, z których wynikają myśli. Im mniejsza odpowiedzialność i poziom naszej uważności, tym po prostu nie mamy żadnego wpływu na to, co podpowie nam umysł względem wszystkiego w życiu – zewnętrznym oraz wewnętrznym. Możemy tylko trzymać kciuki, że nasza podświadomość ma choć trochę pozytywnych zapisanych w sobie programów. A jeśli znajdzie się tam przekonanie “wstyd jest be!” to gdy kiedykolwiek poczujemy wstyd – niezależnie czy wzbudzony czy ujawniony – zaczniemy się zmagać, czuć ból, a nawet cierpieć. I zazwyczaj wtedy znajdziemy sobie uzależnienie, przez które będziemy tłumić ten wstyd, czyli gromadzić go w sobie coraz więcej. Wstyd będzie obciążał nas coraz mocniej, a my będziemy potrzebowali coraz silniejszych, zewnętrznych źródeł tłumienia.
Podkreślę i powtórzę – żyjemy w ciemnych wiekach odczuwania. Zobacz jak wiele artykułów mamy o emocjach, o tym co zrobić, by poczuć się lepiej. A nie ma nic o samym odczuwaniu! Wielu samozwańczych coachów samorozwoju poda Ci tysiące złotych rad jak zawsze być pełnym energii. A kysz! Przepadnij siło nieczysta! Pierwsze lepsze przeziębienie nauczy Cię, że nie da się zawsze czuć dobrze i czasem trzeba po prostu kocyka, gorącej wody z miodem i cichutko sobie być samemu ze sobą. Im mniej robimy będąc chorym, tym szybciej wrócimy do zdrowia. Bo zazwyczaj powodem choroby jest dokładnie to, co przestaliśmy wtedy robić. No i zaczęliśmy być sami ze sobą. Potrzeba było choroby, by nas do tego zmusić. Wcale nie musi do tego dojść.
Aby nie umknęło – skoro każda myśl pochodzi od emocji, większość z tego, co robimy również od nich pochodzi, bo zazwyczaj podejmujemy działanie na bazie zawartości naszego umysłu. Więc jak w jakiejś sytuacji czujemy wstyd lub strach, nie liczmy na to, że nasz umysł powie nam coś wzniosłego, co doda nam skrzydeł. Nie – on będzie szukał w podświadomości tego, czego się nauczyliśmy o tych emocjach. Jeśli nauczyliśmy się od nich zwiewać, zwiejemy od tego, co je w nas wzbudziło lub ujawniło. Jeśli nauczyliśmy się atakować te emocje, zaatakujemy ich źródło (lub to/kogo zinterpretowaliśmy jako źródło niechcianych emocji), etc. To jest życie nieświadome. Zależne w pełni od podświadomość i umysłu. Tak jak życie zombie, które ma tylko jeden program – “Żreć mózgi”. Realizuje go perfekcyjnie. Tak jak każda inna nieświadoma/śpiąca osoba.
Jeśli coś robimy lub jeśli ktoś coś robi, co chcemy zmienić – nie mamy skupiać się na działaniu, tylko na źródle, przez które podjęliśmy się tego działania. Źródłem nie jest myśl, bo i myśl ma swoje źródło. Źródłem jest emocja. I tutaj potrzebne jest zastosowanie tego, co już wiesz – akceptacja, czyli nowy, wysoki stan świadomości. A wraz z nią jest zazwyczaj po prostu troska. Bycie.
Jeśli od razu chcemy skorygować działanie swoje lub drugiej osoby, brakuje akceptacji – akceptacji poziomu świadomości tej osoby, czyli tak naprawdę tej osoby. Jeśli próbowałeś kiedyś radzić pogniewanej kobiecie to wiesz jak małą to ma skuteczność. Ale jeśli zaakceptujemy ją i jej emocje, jeśli faktycznie podejdziemy do niej z troską (co może oznaczać po prostu stworzenie dla niej przestrzeni, w której nie ma ani jednej negatywnej oceny, by mogła swobodnie przeżyć swój gniew), wzrost będzie bardzo szybki, a wraz z nim kobieta otworzy się chociaż troszkę bardziej na miłość, którą będzie mogła nas obdarować. To tak na szybko w kwestii związków/relacji.
A jeśli chcemy pozbawić swoje życie głębi, w tym fajnych orgazmów czy orgazmów w ogóle, korygujmy nasze kobiety, mówmy im, że to co czują jest złe, że nie powinny tego czuć, próbujmy je “przełączyć” z czucia (z bycia) na myślenie. Wyprodukujemy sobie właśnie zombie. Po prostu nieszczęśliwych ludzi. Bo zamkniętych na swoje wnętrze. A, jak już wiadomo – źródło szczęścia jest tylko jedno – wewnątrz nas.
Aha – wszystko, czego nauczyliśmy się o zewnętrznych źródłach przyjemności, akceptacji, szacunku, uznania, bezpieczeństwa, itd. nie ma nic wspólnego z naszą rzeczywistością, a także rzeczywistością w ogóle. To po prostu schemat postępowania, w który ktoś wierzy ze swoich powodów. Ale czy czyjeś powody są naszymi powodami? Tylko jeśli to wybierzemy.
Jeśli ktoś nam powie, że religijność jest dobra, bo dzięki niej te osoby czują się bezpieczniej w związku z tym, co ich czeka po śmierci (a także w życiu) będą (nawet z jak najlepszą intencją) próbować przekonać do tego innych ludzi. Jak to się ma do nas? Zapewne nijak. Nasze odczucia względem tego powiedzą nam o tym bezbłędnie. Może okazać się, że na siłę podzielamy wiarę w coś/kogoś, co nam kompletnie nie odpowiada. Ale utrzymujemy ją, by być dobrym członkiem rodziny/wyznawcą/członkiem grupy, do której współnależymy. Ale możemy płacić za to ogromną cenę – czujemy się paskudnie (no bo np. wierzymy w boga, o którym sami siebie przekonujemy, że jest kochający ale widzimy jak ludzie mordują się tysiącami na świecie w jego imieniu). Więc szukamy czegoś, co złagodzi ból. A jeśli jest to jeszcze postrzegane jako grzeszne – wpadliśmy po uszy. Musimy się ukrywać, więc czujemy się winni. I nasze życie staje się coraz cięższe.
Więc co zrobić, jeśli coś nam się nie podoba? Wyraź to! Wykrzycz! O, dobrze pamiętam dni, kiedy zwyzywałem Boga od najgorszych. Od sk***w, od bydlaków. Ależ mi po tym ulżyło! Dzięki temu, że tłumiony gniew się wyczerpał, nastąpiła zmiana mojej świadomości automatycznie. Przyszły odpowiedzi i rozwiązania, o które błagałem ze świadomości ofiary (i dlatego nie byłem w stanie dostroić się do odpowiedzi na moje prośby, ani ich dostrzec). Teraz tak – czy dobrze zrobiłem, że nazwałem Boga pier****m ch*em? Oczywiście! Jeśli tak czułem, wyrażenie tego było dla mnie najlepszym wyjściem. Oczywiście nikomu nie stała się krzywda – wziąłem to pod uwagę. Nie wylałem na nikogo wiadra pomyj, komu mogłoby to zaszkodzić. A jeśli moje słowa, małego Piotrka, miałyby zaszkodzić Bogu, co to dla mnie za wsparcie?
Teraz – jeśli bym uważał, że robię źle to by oznaczało, że tak naprawdę to moi ziemscy opiekunowie (zazwyczaj rodzice) nie chcieliby tego usłyszeć, bo nie podoba im się gniew i ukaraliby mnie za jego ekspresję. Dlatego miałem w sobie tyle gniewu. Tym samym wyrażając go, nawet tak “brzydko” przekroczyłem programowanie na temat tej emocji, dzięki czemu się z niej oczyściłem. A Bóg jako Nieskończona Miłość i Mądrość nie ukarał mnie piorunem i nie potępił mnie na wieczność za moją niewinną ekspresję. Pozwolił mi się oczyścić. Dzięki temu zyskałem większą wiarę w siebie. Nie zostałem pouczony, ani ukarany. Poczułem większą miłość, niż kiedykolwiek. To jest właśnie ta nieoceniająca przestrzeń, o której mówiłem. Wynika z miłości, z akceptacji i szacunku do źródła naszych problemów – naszych emocji. Zobaczysz jak wiele się zmieni w związku, gdy pozwolisz swojej kobiecie potłuc ten bezcenny zestaw porcelany. Gdy z niej to wszystko wyjdzie, a Ty nadal tam będziesz z otwartym sercem, Wasz związek wzrośnie o lata świetlne. Opuścicie wieki ciemne.
Życie w wiekach ciemnych swoich odczuć, czyli niechęci do nich, strachu przed nimi, wstydu, może doprowadzić do tego, że nie widzimy (nie czujemy) nic złego w tym, co robimy. Po prostu to robimy. Np. ryzykujemy życiem, bo przecież nie czujemy strachu ale nie czujemy też radości, więc nam nie zależy. Bierzemy narkotyki, bo przynajmniej się śmiejemy ale nie bierzemy kompletnie pod uwagę długoterminowego ich wpływu na nas (bo dodatkowo boimy się starości, więc nam na niej nie zależy). Pijemy alkohol, palimy papierosy, oglądamy porno, wymuszamy seks – byle tylko mieć te kilka chwil doznań innych, niż to, co czujemy na co dzień. Nie staramy się o lepsze warunki życia, bo i tak nie potrafimy odczuwać radości i wdzięczności. Nie idziemy po podwyżkę, bo sama myśl o tym powoduje, że czujemy się jeszcze gorzej, więc nie chcemy płacić tej ceny. Nie wkładamy w naszą pracę ekstra wysiłku, bo kompletnie nie czujemy tej pracy, nie czujemy się z nią dobrze, uważamy, że i tak tego nikt nie doceni i nie zauważy. Jemy i pijemy co popadnie ale najlepiej słodkie i tłuste, bo wtedy przynajmniej to czujemy. Zabijamy się lub nienawidzimy, bo przecież nie czujemy żadnego połączenia. To inni ludzie, więc nas nic nie obchodzą.
Ok, pora na konkrety.
Odczuwanie wiąże się z zaufaniem i poczuciem bezpieczeństwa do samego odczuwania. Skoro nie czujemy się z tym bezpiecznie, ani swobodnie, konieczne jest sobie pomóc. Znaleźć takie miejsce, w którym możemy pozwolić sobie na wszystko.

Krok szósty – znajdź miejsce, w którym czujesz się bezpiecznie i swobodnie.

Umysł lubi popadać w ekstrema. Od braku odczuwania, po ich szaloną ekspresję. Dopiero się uczymy. Człowieka ze średniowiecza nie nauczymy obsługiwać komputera od ręki. Musimy się liczyć z tym, że zniszczy kilka klawiatur i monitorów, zanim załapie o co chodzi. Dlatego w naszej nauce odczuwania powinniśmy zatroszczyć się o siebie i innych.
Znajdź pomieszczenie lub czas, w którym masz pewność, że nikt Ci nie będzie przeszkadzał. Że możesz się rozebrać konkretnie do naga, włączyć Justina Biebera i w stroju żyrafy tańczyć taniec świętego Wita przez przynajmniej godzinę lub dwie.

Krok siódmy – zacznij eksplorację ekspresji swoich uczuć.

Gdy bezpieczeństwo będzie zapewnione, możemy zacząć eksplorację. Np. pozwolić popłynąć jednej łzie, jeśli nosimy w sobie smutek. To wielki krok! Niedługo popłyną już dwie. A może pierwszą emocję, którą chcemy wyrazić jest gniew? Gniew na kogoś? Dobrze! Wyrzućmy z siebie wszystko, co chcieliśmy powiedzieć tej osobie. Nie powstrzymujmy się. Porzućmy kontrolę. Porzućmy dobre wychowanie. Porzućmy religijny bełkot o grzeszeniu słowem i umysłem. Nie przetkamy mocno zatkanego kibla nie brudząc się choć trochę i nie narażając się na smród. Różnica między odczuwaniem, a hydrauliką jest jednak taka, że nikt nie przetka naszych “rur” za nas. Przypominam o odpowiedzialności.
Odczuwanie emocji, szczególnie na początku i szczególnie tych stłumionych może i zazwyczaj jest chaotyczne. Nadal jesteśmy w umyśle i umysł chce kontrolować emocje. Ale kontrola tylko je wzmacnia i blokuje.
Nie chodzi o to, co chcielibyśmy czuć ale co czujemy W TEJ WŁAŚNIE CHWILI. Zestrojenie się z Życiem może nastąpić tylko przez akceptację, a nie wymuszenie czy kontrolę. Więc jeśli nie udaje nam się poczuć lub nasze doświadczenie jest inne od naszych wyobrażeń, przez co pojawia się frustracja – zaakceptuj swoją frustrację! Daj i jej przestrzeń, by mogła zostać wyrażona! To niezwykle ważne!
Akceptacja to zgoda, to uznanie, to brak oporu i brak negatywnej oceny. To przyzwolenie i porzucenie wszelkich prób zmiany i wpłynięcia. To bycie.
Więc jeśli jest chaotycznie, brudno, paskudnie, nieprzyjemnie, bałagan, mętlik, czujesz się jakbyś się babrał/babrała w czymś nieczystym – wspaniale! Kontynuuj! Bo te uczucia są tylko efektem nieuświadomionych negatywnych programów dotyczących naszych emocji. I dlatego nigdy nie pozwoliliśmy sobie się z nich oczyścić. Nie powiem Ci jak będzie wyglądała Twoja eksploracja, bo każdy człowiek będzie przeżywać i wyrażać na swój sposób – każdy jest wyjątkowy i unikalny! Nie ma jednej i nie ma właściwej drogi. Właściwe i uniwersalna jest tylko akceptacja tego co czujemy i jak to wyrażamy. Powiem tylko – jak będzie, będzie doskonale. Im mniej oporu i pragnienia zmiany, tym lepiej!

Krok ósmy – idź do tego miejsca i wyrażaj swoje emocje za każdym razem, gdy je czujesz.

Jeśli miałeś/miałaś paskudny dzień w pracy – idź do swojej “kryjówki” i wyrzuć z siebie wszystko. No bo jeśli tego nie wyrazisz otwarcie, jeśli nie tylko nie powiesz tego ale także nie poczujesz w pełni tego, co czułeś/czułaś, no to – wybacz za klozetowe porównania – jeśli upaskudzisz sobie majtki, noszenie ich dalej na tyłku nie spowoduje, że przestanie śmierdzieć. I co zmieni to, że komuś o tym opowiesz, a ta osoba wysłucha kiwając głową?
Jeśli uporczywie wracają jakieś emocje, nieprzyjemne samopoczucie – zabierz je za sobą i naucz się je w pełni poczuć. Bo jeśli nie pozwolisz im wyjść w kontrolowanej przestrzeni, w końcu ktoś je z Ciebie wyciągnie. A wtedy może być różnie. Naucz się akceptacji względem swojego wnętrza. Zrozum swoje wnętrze – co chce Ci powiedzieć? Gdy w pełni to wyrazisz, gdy energia emocji się wyczerpie, dzięki naszemu zezwoleniu na bycie w tej emocji, wzrośniesz, dzięki czemu zmieni się Twoje postrzeganie źródła emocji. Znajdziesz odpowiedzi, których szukasz.
Pamiętaj, że czym innym jest mówienie innym, bliskim, przyjaciołom, co czuliśmy, a czym innym jest faktycznie to czuć w pełni. Jeśli ktoś nas wysłucha – fajnie, bo czujemy się akceptowani. Ale to nasze wnętrze potrzebuje NASZEJ akceptacji. Nie bądźmy niczym wampir żerujący na dobroci innych ludzi. Nie zatruwajmy ich naszymi wewnętrznymi truciznami. Znajdźmy miejsce, gdzie możemy się swobodnie i bezpiecznie “obmyć” i to róbmy tam, a z innymi dzielmy się tym co przyjemne. No bo jeśli dzielimy się tylko negatywnościami – jaki grunt robimy dla tej relacji? Oczywiście ego bardzo chętnie będzie słuchało innych jak jest źle, bo wtedy przecież coś robimy – słuchamy! Jesteśmy tacy dobrzy! A także mamy potwierdzenie dla swoich negatywności – myśli i emocji i nie musimy z nimi nic robić, bo inni mają tak samo.
Ale prawda jest taka, że wcale nie jesteśmy dobrzy. Jesteśmy bardzo źli dla samych siebie – pozwalamy sobie trzymać w sobie toksyny i jeszcze z uśmiechem szukamy dla nich wytłumaczeń i racjonalizacji. Zatruwamy się! Chciałbyś żyć z kimś, kto Cię zatruwa? Gdybyś wiedział, że ktoś Cię zatruwa, jakie byłyby Twoje stosunki z tą osobą? A czy przypadkiem nie masz takich stosunków ze sobą?
Zużyty tampon się wyrzuca. Ale ludzie przesiąkają negatywnościami i nawet się z nich nie oczyszczają. Bo uważają, że dobry przyjaciel/przyjaciółka zawsze wysłucha. Nie. Dobry przyjaciel wysłucha raz. Jak drugi raz usłyszy to samo to da kopa w tyłek, by coś z tym zrobić i nawet pomoże. A jak sytuacja nadal się powtarza to dobry przyjaciel zadba o siebie. Bo przyjacielem powinniśmy być przede wszystkim dla siebie. A wiem ze swojego doświadczenia, że gdy zostaniemy sami ze sobą, to niesamowita pozycja, by wreszcie wziąć się w garść – wziąć odpowiedzialność za siebie i rozpocząć drogę wewnętrznego wzrostu i obmycia.
Tyle na dzisiaj. O odczuwaniu powstanie jeszcze jeden artykuł.
Pamiętaj – już sam fakt, że przychodzimy na świat ze zdolnością odczuwania i praktycznie niczym więcej (!), a także to, że przez odczuwanie doświadczamy świata, że czytamy przede wszystkim energię ludzi, roślin, zwierząt, każdej materii, by na tej podstawie tworzyć swoje myśli, swoją świadomość (a nie wszystko brać od innych) – już to powinno dać nam do zrozumienia jak ważne jest przywrócić swoją wrażliwość i zadbać o nią w sposób pełen miłości, a nie strachu i gniewu.
Źródło grafiki – https://lespoemesdevivi.files.wordpress.com/2013/02/lartiste-et-sa-fleur.jpg
Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Powiadom mnie o
Avatar

Avatar
Gość
Tomek
6 maja 2018 11:51

“mózg to nie umysł ale to też mało kto rozumie” – to ja się zgłaszam, że tego nie rozumiem :). Mógłbyś Piotrze wyjaśnić to stwierdzenie?
A artykuł rewelacja! Jak zresztą cała seria o odczuwaniu. Fragment o Bogu i strój żyrafy mnie totalnie rozwaliły :D. Mam już przygotowaną swoją kryjówkę… i sporą porcję stłumionego gniewu – dzisiaj idę się wyszaleć :).

wpDiscuz
Podobne Wpisy:
Nerwica lękowa, a emocje oraz – jak zwykle – niezrozumienie czym emocje są. Bonus – o abstynencji.

Nerwica lękowa, a emocje oraz – jak zwykle – niezrozumienie czym emocje są. Bonus – o abstynencji.

Witam Cię serdecznie! Wracamy do tematu emocji – w tym przypadku jedna osoba, z którą koresponduję od dłuższego czasu za nic na świecie nie chce wziąć do wiadomości, co jej mówię na temat emocji i dolegliwości, w tym nerwicy lękowej, którą ona rzekomo MA. Jako, że zrozumienie tego uważam za podstawę normalnego funkcjonowania na tej… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 20
WAŻNE – Jak i dlaczego zacząć odczuwać? (Część 2)

WAŻNE – Jak i dlaczego zacząć odczuwać? (Część 2)

Witam Cię serdecznie! Dzisiaj część druga niezwykle ważnego tematu odczuwania (bycia). Część pierwszą znajdziesz klikając na link poniżej: Jak i dlaczego zacząć odczuwać? (Część 1). Przypomnę – umysł nie ma zdolności odczuwania (przeżywania), ani nie chce odczuwać. Słowem – umysł nie żyje. Jeśli jesteś zwolennikiem umysłu (bo umysł oczywiście jest zwolennikiem samego siebie), “Ty” wiesz,… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 2
O Emocjach – Poczucie Winy (Część 4)

O Emocjach – Poczucie Winy (Część 4)

Wiesz już nieco o wpływie emocji na człowieka i bardzo możliwe, również na Ciebie. Moje pytanie brzmi – czy wybierasz, by zrezygnować z poczucia winy i żyć bez niego? Czy jesteś gotowy wybaczyć sobie i innym przeszłość, chwilę obecną i nie trzymać winy na przyszłe błędy? Czy jesteś gotowy żyć w szacunku do życia? Do swojego… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4
Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 1)

Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 1)

Witam Cię serdecznie! W dzisiejszym artykule chcę poruszyć NIEZMIERNIE istotny temat świadomości, kontekstu i subiektywności. Niestety zauważyłem, że pomimo, iż mówię o najwyższej wadze tych zagadnień, sprawa jest najwyraźniej bagatelizowana. Bowiem ego walczy o swoją “suwerenność”. Nie szkodzi. Moja intencja pozostaje niezmieniona – poprzez edukację uwalniać ludzi ze zmagania i cierpienia. Czyli pomagać ludziom, by… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 2

WOLNOŚĆ OD PORNO