Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/15

Witam Cię serdecznie!

Kontynuujemy bardzo istotny temat świadomości, kontekstu i subiektywności.

Części 1-4 znajdziesz klikając na linki poniżej:

► Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 1)
► Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 2)
► Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 3)
► Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 4)

W dzisiejszym artykule poruszę nieco temat religii. Bo dla wielu osób jest to bardzo ważny temat. I niestety niepoprawne postrzeganie go ma ogromny wpływ na nasze życie, a nawet zdrowie. Nie mówiąc o skuteczności naszych starań, by uwolnić się z uzależnienia.

Artykuł jest długi ale sądzę, że bardzo wartościowy. I sugeruję go przeczytać więcej, niż raz, bo wiele zrozumiemy za każdym razem i na resztę informacji spojrzymy z zupełnie innego poziomu.

Ani Jezus, ani Budda nie założyli religii. To nie była ich intencja.

Religie, czyli systemy zasad zostały stworzone przez słuchających ich ludzi, by sobie to wszystko uporządkować w umyśle. Bo umysł lepiej nie potrafi.

Każdy rozsądny człowiek prowadzi notatki, gdy jest na warsztacie czy wykładzie mądrego prowadzącego. A co było w czasach Awatarów? Ludzie nie potrafili ani pisać, ani czytać. Jedyne co pozostało to zapamiętać i przekazać dalej.

Jednak już dzieci uczą się jak łatwo zniekształcić to, co słyszymy. Wystarczy zagrać w grę “głuchy telefon”, gdy przekazujemy informację kolejnej osobie w grupie ustawionej w kole. Informacja do nas wraca i często jest diametralnie inna, zniekształcona i nieraz nie mająca nic wspólnego z tym, co powiedzieliśmy pierwszej osobie. Co więcej – zniekształcenie odbywa się bez negatywnej intencji, by wprowadzić zaburzenia, ani kogokolwiek kontrolować. A jednak 10-15 pozytywnie nastawionych i starających się osób w minutę kolosalnie zmienia pierwotną informację.

Zaś to, co zapisane – I SZCZEGÓLNIE – to, co tak silnie zależy od kontekstu – tak łatwo jest zmodyfikować, zniekształcić. Tym bardziej przez tak długi odcinek czasu.

No bo wystarczył jeden niemiły pan, który odwiedził przepisującego Biblię mnicha i powiedział mu – “zapisz to, albo utnę ci jaja”. I mnich pisał, co mu kazano i nikt o tym nie wiedział. I co robili kolejni ludzie? Sami znajdowali racjonalizację dla tej informacji. Szukali dla niej sensu i kontekstu, by można było jakoś wyjaśnić, że przekazał nam ją kochający Bóg dla naszego dobra. No bo TO PRZECIEŻ BIBLIA – Słowo Boże! Tylko, że pisane ręką człowieka…

Poza tym ludzie globalnie do tej pory nie rozumieją, że KAŻDA informacja zależy od kontekstu, a nie kontekst od informacji!

Informacja może nam pomóc poszerzyć kontekst (i np. na tym polegają rozprawy sądowe). Ale czego uczy nas golf? Że minimalna zmiana, niedostrzegalna dla oka, spowoduje, że piłeczka wyląduje w zupełnie innym miejscu.

Lekka zmiana kontekstu powoduje, że ta sama informacja doprowadzi nas w zupełnie inne miejsce!

Wiara, że porno coś nam daje – radość, odstresowuje, pozwala się zrelaksować – to kompletne nieporozumienie i w rzeczywistości jest to kierunek bardzo daleki od zdrowia, spokoju, szczęścia, radości, etc.

W kontekście religii wyobraźmy sobie, gdzie wylądowałaby piłeczka, gdyby kąt minimalnie, niedostrzegalnie zmieniać przez 2000 lat… A zmiany wcale nie były takie minimalne! Przed Soborem w Nicei z 325 roku, poziom nauk chrześcijaństwa wynosił niebotyczny poziom 840. Po tym Soborze poziom spadł o prawie 400 punktów!!!! I podkreślam – mowa o skali logarytmicznej. Mój umysł nie potrafi nawet wymyślić odpowiednio pasującego do tego porównania. Bo poziom 485 nadal był wysoki ale kolosalnie, kolosalnie, kosmicznie niższy.

To tak jakby 10-krotny mistrz olimpijski stracił cały talent i nie mógł osiągnąć już nic prócz nauki w liceum wychowania fizycznego. Nawet to porównanie nie oddaje w pełni upadku jakiego doznało chrześcijaństwo.

Dziś Kościół Katolicki jako instytucja kalibruje się na poziomie Playboya – okolice 300-305. To także poziom m.in. socjalizmu, ludzi dobrej woli, cyrku, szympansów czy etycznego nastawienia szacunku. Widzimy w jakich jakościach “porusza się” dzisiejsza religia. Tak została “wyprana” z tego co krytycznie istotne.

Jest to nadal poziom pozytywności ale w porównaniu do oryginalnych nauk został zdruzgotany. Ot, można żyć przyzwoicie ale daleko, daleko nam do zrozumienia i właściwego nastawienia do tego, co dzieje się w naszym życiu, świecie, szczególnie do problemów.

Jest tak wiele nieporozumień, bo do tej pory ludzkość nie miała żadnego narzędzia do badania rzeczywistości/prawdy (poziomu prawdy)! Żadnego!

Ani umysł, ani zmysły to NIE narzędzia do badania rzeczywistości!

Czy rozumiemy to stwierdzenie?! Czy potrafimy odpuścić dumę choć na ten moment, by pojąć znaczenie tego stwierdzenia, że żaden człowiek przez tysiące lat NIGDY nie mógł stwierdzić na 100% żadnej prawdy, ani potwierdzić żadnego faktu!

Dzisiaj nie uległo to zmianie. Dlatego nauka sama sobie podcina gałąź, na której siedzi. Bo twierdzi, że badania potwierdzają założenia i pokazują fakty. Ale ludzie rozwinięci duchowo doskonale wiedzą, że na tym świecie znajdziemy to, czego szukamy. Zobaczymy co najwyżej to jaką mamy intencję.

Natomiast badania w ogóle nie uwzględniają intencji. Tym samym intencjonalność zostaje pominięta i subiektywność zostaje uznana za obiektywność. A to KOLOSALNY błąd.

Jezus, Budda, Kriszna i inni tzw. Awatarowie to byli ludzie, którzy odpuścili wszystkie iluzje Siebie i doznali Oświecenia lub, tak jak w przypadku Jezusa, już się urodzili na najwyższym możliwym poziomie świadomości.

Czyli – widzieli NIEOGRANICZONY KONTEKST. Nie widzieli więc własnej subiektywności, tylko obiektywność.

Poznali więc obiektywność jako jedyni na świecie. I zobaczyli, że wszyscy inni – podkreślam – WSZYSCY – mogą co najwyżej mówić o własnej subiektywności. Natomiast dzisiejsze serwisy, nauka, media, serwisy informacyjne cały czas zakładają, że mówią o globalnej obiektywności. A tak nie jest, nigdy nie było i nigdy nie będzie. Tym bardziej, że większość serwisów informacyjnych w swojej postawie odnośnie informacji są uprzedzeni i mają własne agendy. Więc nie tylko mówią o subiektywności, którą przekłamują jako obiektywność ale jeszcze zniekształcają kontekst i dążą do własnych celów. Tym samym nie informują, tylko kontrolują. Piorą ludziom mózgi non stop. Nikt nie może tego uniknąć. Każdy billboard i ulotka to pranie mózgu. Bo nasza podświadomość zapamiętuje wszystko i wyszukuje powtarzających się wzorców, które następnie uznaje za rzeczywistość.

Nie ma przed tym ochrony, bo nasza podświadomość programowana jest cały czas.

W przeciwieństwie do Buddy Jezus nigdy nie miał poprzedniej inkarnacji fizycznych i dlatego o tym nie mówił. Natomiast Budda miał.

Wszyscy zaś mówili o tym samym. Tylko mówili w innych czasach oraz innych kulturach (czyli tego, do czego ludzie są niezwykle przywiązani). Mówili o tym, co wybierać, by wzrastać w świadomości – wzrastać jako istota ludzka – “do góry”, czyli “w stronę” Boga. Piszę to w cudzysłowie, bo Boga nie ma poza nami.

A wzrost do Boga odbywa się m.in. przez Rozsądek!

Natomiast dzisiaj widzimy, że brak rozsądku to jak globalna plaga.

To, co krytyczne, by zrozumieć to również fakt, że możemy niesamowicie rozwinąć swój umysł i inteligencję, zdobyć niesamowitą wiedzę, zbudować rakietę, klonować żywe tkanki (klonowanie ludzi to poziom 180) ale to w żaden sposób nigdy nie zmieni naszej świadomości i nieumiejętności odróżnienia prawdy od fałszu.

Różnica w naukach między Buddą, a Jezusem polega na tym, że Jezus dawał nam wiedzę i narzędzia do wzrostu na poziom Miłości oraz Miłości Bezwarunkowej (poziomy 500 i 540). Bez konieczności poznania wiedzy na temat naszych poprzednich inkarnacji – pokazywał nam co wybierać, by te wyższe poziomy osiągnąć. Niemniej mówił, że jeśli ktoś uderzy nas w policzek, to byśmy nadstawili drugi. Tu mówił w oczywisty sposób o karmie z poprzednich inkarnacji. Bo jeśli dzieje się nam coś nieprzyjemnego, to nie jest przypadkowe i nie należy się temu opierać.

Mnóstwo ludzi nadal nie chce tego zrozumieć, więc raz jeszcze podkreślę – zanim zaczniemy wrzeszczeć, pienić się, ujadać i bełkotać i przedstawiać ekstremalne przykłady, by zanegować sens, a nawet poczytalność tego stwierdzenia, przetestujmy je na czymś niewielkim w swoim życiu. Nadstawmy temu drugi policzek, odpuśćmy opór, wybaczmy, zrozummy dlaczego jest to obecne w naszym życiu i się powtarza. Gdy przepracujemy ten temat W SOBIE – gdy uzdrowimy WŁASNE negatywne postawy i zachowania, zniknie on z naszego życia. Dopiero wtedy zrozumiemy co Jezus chciał nam przekazać. A jeśli będziemy to próbować zrozumieć na poziomie intelektu i jeszcze przesyconego rozżarzonym do czerwoności gniewem na podstawie napaści, gwałtów, pedofilii, wojen, etc., no to po co w ogóle czymkolwiek się zajmować i starać skoro zawsze ktoś nas może zgwałcić, okraść, napaść i wywołać wojnę? Lepiej od razu wykopać sobie grób i leżeć w nim apatycznie…

Poziom Miłości Bezwarunkowej w religii chrześcijańskiej nazywa się Zbawieniem. MY zbawiamy siebie otwierając się na Boga w nas – na miłość.

Kto czeka na Boga, czeka tak naprawdę na siebie samego/samą.

Oczywiście w czekaniu na Boga nie ma nic złego, tylko kompletnie nic się nie wydarzy. Może tylko zostaniemy kopnięci “przez Niego” w dupę. ;)

Nie zbawia nas ego (do czego stara się nas przekonać). Ego musi zostać poddane. Progresywnie, dzień po dniu. Dlatego ego tak uwielbia podawać przykłady ekstremalne, by dzięki temu uniknąć wewnętrznej pracy nawet w minimalnym stopniu – czyli skorygowania “kąta uderzenia piłeczki golfowej” nawet o pół procenta.

Stając się istotą na poziomie Miłości Bezwarunkowej automatycznie grawitujemy w stronę jednego z nieskończonej ilości astralnych, niebiańskich rzeczywistości, które religia nazwała niebem. Oczywiście nieba nie ma jednego, tylko jest ich nieskończona ilość.

NIE oznacza to, że po śmierci od razu idziemy do nieba (lub do piekła). Niebo to poziom zgodności z wysoką świadomością – a ona nie oznacza wielkiej mądrości czy inteligencji, tylko takie postawę, nastawienie i rozumienie życia, które jest akceptujące, kochające, rozumiejące, wybaczające, radosne. Zebra jest na poziomie 250, czyli wyższym niż ponad 80% ludzkości. Obserwując jak żyje zebra, jakie ma podejście do życia i do siebie – naśladując ją już gwarantujemy sobie niebo (a przynajmniej jego najniższe jakości) – to zdanie kalibruje się powyżej 350. Czyli naśladownictwo ESENCJI życia zebry pomoże nam uporać się z ogromną ilością problemów (ale nie z uzależnieniem). Nie oznacza, że zaczniemy więcej zarabiać jedząc trawę. Aby zrozumieć co powiedziałem trzeba troszkę ruszyć łepetynką.

Zaś wiele z tego, co dziś znajduje się w religiach nieba nam nie gwarantuje.

Każdy może w trakcie jednego życia wykonać taką pracę, by wzrosnąć na poziom Miłości. Zazwyczaj dopóki nie osiągniemy tego poziomu, wracamy do Czyśćca. Biorąc pod uwagę, że poziom Miłości osiągnęło do tej pory 4% ludzkości, a poziom Miłości Bezwarunkowej 0,4%, widzimy co jako ludzie uparcie wybieramy. Wystarczy spojrzeć na historię ludzkości – to czego doświadczamy na tej planecie jest konsekwencją dokonanych wyborów – zaś one wynikają z tego, kim każdy WYBRAŁ, aby się stać. Nie w tym życiu ale też w każdym poprzednim.

Inny fakt – średnio istota ludzka wzrasta podczas jednej inkarnacji o 3-5 punktów w świadomości. Około 80% ludzkości jest poniżej poziomu 200. A że jest to skala logarytmiczna, widzimy wyraźnie jak ludzkie ego opiera się zmianie.

I jest to dość wyraźne – gdy rozmawiam z ludźmi, to są to te same osoby, co 20 czy 30 lat temu. Wierzą w te same przekonania, a czasem nawet coraz gorsze. Realizują posłusznie tylko globalnie akceptowalne programy, etc. Mało kto wychodzi poza to, czego został nauczony przez rodziców i swoją okolicę. A jeśli wychodzą to nie z duchowej, pozytywnej intencji, tylko zazwyczaj z dumy i niechęci. Gromadzą w sobie coraz więcej gniewu, oporu, żalu, wstydu, winy i dokonują coraz silniejszych projekcji… to, że w ogóle wzrastają nie jest ich zasługą, tylko pracy ludzi dojrzale uduchowionych (zdanie wykalibrowane jako prawda).

Nie ma w tym nic złego ale to po prostu “wolniejszy pas” rozwoju (porównując do ruchu drogowego). Do celu dojedziemy, tylko dużo wolniej, niż ten, co kieruje się intencją pozytywną.

Budda natomiast mówił o czymś dużo trudniejszym, żmudnym, ekstremalnie trudnym – o Oświeceniu. I tak jak w przypadku nieba, nie ma jednego Oświecenia. Poziom świadomości nazywany Oświeceniem to niebywale szerokie spektrum od poziomu świadomości 600/700 do 1000. Raz jeszcze – to skala logarytmiczna. Więc wzrost z 700 na 701 to kolosalnie, nieporównywalnie większy wzrost (wymagający rozpoznania i porzucenia dużo głębiej zakorzenionych iluzji), niż wzrost ze 170 na 171.

Wzrost z 700 na 701 to dodanie kolejnego zera do jedynki z 700 zerami. Czyli pomnożenie o 10 już potężnie ogromnej jakości.
Wzrost ze 170 na 171 to dodanie kolejnego zera do jedynki ze 170 zerami. Czyli jakości dużo, dużo, dużo, dużo niższej. To różnica 530 zer.

Różnica polega jeszcze na tym, że do poziomu Miłości Bezwarunkowej przepracowujemy wyłącznie własne tematy (dlatego ten poziom nazywa się Zbawieniem, bo jego osiągnięcie oznacza przepracowanie całej własnej negatywnej karmy, bo STALIŚMY SIĘ kochający bezwarunkowo). Ponad tym poziomem osoba pracująca duchowo zaczyna uzdrawiać tematy globalne. Wtedy dopiero zaczyna się zabawa :)

Jedna osoba, która wykona więc wzrost z 500 na 501 neutralizuje negatywny wpływ tysięcy ludzi na globalną świadomość. To jest prawdziwa duchowa praca – zmiana siebie.

Za czasów Buddy ludzkość była globalnie na poziomie świadomości 90. Czyli na poziomie uzależnienia od alkoholu, ludzi bezdomnych, pornografii i anarchii. Pokazuje to w jaki sposób postrzegali i odnosili się do rzeczywistości, innych ludzi, samych siebie, Boga, świata, życia – było to horrendalnie oddalone od prawdy i jakichkolwiek wyznaczników etyczności i dobra, a nawet zdrowego rozsądku (rozsądek to poziom 400+). I było normą. Zadźganie kogoś, bo wydał nam 5 groszy reszty za mało to była codzienność.

W czasach Jezusa poziom świadomości był niewiele wyższy – okolice 110. I to w głównej mierze dzięki wpływowi fizyczności oraz nauk Buddy!

Więc dla tych ludzi normalką było mordowanie, okradanie, okłamywanie siebie, gwałt. Normą rozrywki były igrzyska, gdzie ludzie się po prostu zabijali.

Gdyby dzisiaj w telewizji puszczono program jak ludzie się realnie mordują to jaka byłaby światowa reakcja? Oburzenie to mało powiedziane. Bo globalnie ludzkość wzrosła o tyle, by tak postrzegać mordowanie – już nie jako rozrywkę, tylko barbarzyństwo. Oczywiście nie wszyscy nadal tak je postrzegają. Niemniej globalnie bardzo poważnie zmienił się kontekst postrzegania rzeczywistości.

Rozumiemy? Niegdyś trzeba było mądrości, by dostrzec, że w mordowaniu drugiego człowieka nie tylko nie ma nic dobrego (chyba, że w obronie bliskich) ale wiąże się to oczywiście z gromadzeniem negatywnej karmy. Podkreślę, że niegdyś ludzie byli na takim poziomie, że z podbitych ludów nie czyniono niewolników. Wybijano wszystkich – kobiety, mężczyzn i dzieci. Niewolnictwo to był skok ewolucji!!! Przed tym w ludzkim umyśle darowanie życia nie miało żadnego sensu.

Każdy Awatar i Jego nauki to dar dla ludzkości, czego opisać w pełni nie sposób. Bo nie tylko Ich obecność podniosła globalnie poziom świadomości (obecność Jezusa – sama Jego fizyczność – podniosła świadomość o ponad 40 punktów!!!!!!!!, czyli “zaoszczędziła” KAŻDEMU człowiekowi przynajmniej 10 inkarnacji rozwoju). Kto powie “dziękuję”?

Ich nauki stanowiły mapę rzeczywistości w jakiej się urodziliśmy, w jakiej istniejemy. A jest nią karmiczna harmonia wszystkiego i wszystkich. Tego nie mógł i nie może poznać ludzki umysł! Potrzebna była osoba, która go przekroczyła i doświadczyła Rzeczywistości taką jaka jest. To tak jakby jedna osoba widziała i opowiadała reszcie – milionom ślepców – jak iść, by nie spaść w przepaść. Ale ludzie nadal wolą spadać! Bo do tego prowadzi duma.

Oczywiście rozumiem, że nikt nie może mieć pewności czy postępujemy właściwie i czy nawet Jezus się nie mylił. Dlatego wybór postawy współczującej i wybaczającej sobie oraz innym jest tak ważne. Natomiast ta wiedza przyjdzie w odpowiednim czasie. Poczujemy co jest prawdziwie mądre, a co nie. Bo jedynym źródłem wiedzy jest nasze wnętrze.

Ludzkość nie podniosła się nawet o jeden punkcik w okresie 1400-1930. Był to globalny poziom 185. Więc wszelkie machinacje i zniekształcenia nauk Awatarów spowodowały, że staliśmy w miejscu przez ponad 500 lat!

M.in. dlatego, że ludzie z mądrością i w wysokiej świadomości była mordowana i nawet skazywana przez tłum. Pamiętam w jednym filmie (chyba “Czarownice z Salem”) doskonale to zobrazowano – jedna z kobiet poprawiała pończochę i w tym samym momencie zagrzmiało – zbliżała się burza. Zobaczył to jakiś facet i od razu zaczął wrzeszczeć na całe gardło, że ta kobieta to wiedźma, bo wywołała burzę poprawiając pończochę. Kobieta została bodajże spalona na stosie. Taki poziom miała niegdyś ludzkość GLOBALNIE. Dzisiaj jest to mniejszość (ale nadal obecny). A były czasy, że nawet ten poziom był wysoki w porównaniu!

Wzrost odbył się dopiero po 1930-tym. Ludzkość po raz pierwszy w historii globalnie weszła na poziom sprzyjający życiu w roku 1986. Przekroczyła 200! Jest to to, co w religii nazywa się “Ponownym przyjściem Chrystusa”. Wiele osób pracujących NAD SOBĄ duchowo tak wzrosło w w świadomości, że globalnie wypchnęli ludzkość z wieków ciemnych. Podkreślam, że nadal 3/4 ludzi jest poniżej tego kluczowego poziomu rozwoju.

Oczywiście nadal wiele osób czeka sobie na Jezusa, bo kompletnie niezrozumiana została ta mądrość – Królestwo Boże jest w nas. A nie w kimś, kto przyjdzie i coś zrobi za nas. Każdy w sobie ma szukać Boga, a nie poza sobą. To jedna z największych iluzji i niezrozumień religii. Jezus swoje, a reszta swoje. Jezus mówi – “widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w swoim nie dostrzegasz”, a ludzie swoje – sądzą, że w nich nic nie ma, a wszystko jest w świecie. I te same osoby nazywają się wierzącymi. Więc ja się pytam – wierzącymi w co? Oczywiście we własną rację, bo jest wygodna.

Dzięki duchowej pracy tysięcy ludzi, o których nic nie wiemy, nie doszło do masowej zagłady. I to niejednokrotnie. Bo życie na poziomie poniżej 200 prowadzi do własnej destrukcji – im niżej, tym szybciej. Dzisiaj osoby mądrze i dojrzale zajmujące się duchowością nie chwalą się tym, bo w ludzkiej globalnej podświadomości nadal jest wrzeszczący wsiur, który doprowadził do zamordowania kobiety, która poprawiła sobie pończochę.

Niektórzy już na mnie wrzeszczeli, wyzywali i grozili różnymi cudawiankami.

Warto też wspomnieć, że czymś innym jest modlitwa do Jezusa jako człowieka, by coś zrobił, np. zabrał (czyli nie tylko my się nie zmieniamy, zrzucamy odpowiedzialność ale i jeszcze utrzymujemy świadomość separacji), a czymś zupełnie innym jest modlitwa do Boga – do Jego ekspresji poprzez m.in. Jezusa. Obie te modlitwy mają inny wpływ, inny rezultat. Większość modli się do Jezusa jako człowieka. A nie Chrystusowej świadomości, która jest w każdym z nas. Tym samym także opóźniają swój rozwój.

Intelekt to coś zupełnie innego, niż świadomość.

Można być bardzo inteligentnym, a jednocześnie na poziomie dzikiej bestii. Dobrym przykładem tego byli dowódcy Trzeciej Rzeszy. Inteligencji nie można im odmówić, a jednak doprowadzili do ludobójstwa, terroru, zniszczenia na niewyobrażalną skalę. Intelekt służył więc dzikiej bestii.

Dzięki rozwojowi nauk powstały bronie niedostępne nigdy wcześniej – broń masowej zagłady. To niezwykle poważne zagrożenie, gdy rozwój umysłu pozwala nam zniszczyć całą planetę, a w naszej świadomości nadal nie potrafimy nawet wybaczyć czegoś sąsiadowi czy własnym rodzicom. Bo tak silnie walczy nasze ego, byśmy pozostali jego niewolnikiem. Byśmy pozostali w jego domenie – wstydu, winy, apatii, żalu, strachu, pożądania, gniewu i dumy. I jest w stanie nawet zniszczyć całą planetę i zabić miliardy ludzi, by ten poziom zachować.

Bodajże Wojciech Eichelberger w swojej książce “Zdradzony przez ojca” powiedział piękne zdanie – “Nie daj mężczyźnie karabinu dopóki nie nauczy się on tańczyć”.

Bez kinestezjologii nie byłoby możliwe zbadanie nawet jednego z tych faktów.

Kilka cech rzeczywistości, w której żyjemy:
– Co dasz, wróci. Wróci w większej ilości. Oczywiście mowa o tym, co negatywne jak i pozytywne.
– Jeśli coś zabierzesz, coś zostanie Ci zabrane.

– Od kłopotów nie uciekniesz. Na tej planecie problemy są w menu głównym. Nie by cierpieć ale uczyć się, wzrastać i “odpokutowywać”.

– Jesteś odpowiedzialny za WSZYSTKO w Twoim życiu. Nie tylko osobiście ale także w kontekście grup, z którymi się identyfikujesz (i identyfikowałeś/aś) jak np. naród.

To niezwykle ważne, bo tylko dzięki odpowiedzialności i akceptacji czegoś możemy to zmienić. Bo nawet jeśli pojawia się coś w naszym życiu, co teoretycznie nie powinno mieć miejsca – zostajemy napadnięci, a żyliśmy uczciwie, prawo – to należy założyć, że wróciło do nas coś z poprzednich inkarnacji. A może była to reprezentacja stłumionej winy, świadomości ofiary, którą czuliśmy jako dziecko i którą nigdy się nie zajęliśmy?

– Na jakim poziomie świadomości umrzesz, na takim się urodzisz. Na tym polega karma – to jaki(a) się stajesz, pozostajesz dopóki sam(a) nie dokonasz dalszej zmiany. I tylko Ty za to odpowiadasz – za swój kierunek – intencję.
– Sam/a wybrałeś/aś sobie warunki narodzin, które były perfekcyjne z punktu widzenia Twojej karmy (czyli tym kim się stałeś(aś) i co wybrałeś(aś) przez całość Twojego istnienia). Były to zarówno warunki do oczyszczenia jak i wyboru nowego kierunku. Bo inaczej wybrać  można jedynie w okolicznościach, w których wybieraliśmy coś do tej pory.

Przykładowo – uwolnić się z uzależnienia, czyli uzdrowić z PRZYCZYN sięgania po nie – można jedynie w sytuacjach, w których porno nadal jest dla nas ważne.
– Ta planeta to to, co religia chrześcijaństwa nazywa Czyśćcem. To już ta planeta – witamy! Więc jeśli wierzyłeś(aś), że sobie na to trzeba zasłużyć, no to zasłużyłeś(aś) i już tu jesteś!
– Jeśli się czemuś opierasz, zatrzymasz to w swoim życiu i zasilając to własną energią będzie to rosło. Ty będziesz więc słabł(a) i jeszcze miał coraz więcej tego, czego nie chcesz.
– Z drugiej strony to, co będziesz zasilał(a) energią akceptacji i miłości ale zniknie z Twojego życia, gdy jest negatywne, albo zostanie przetransformowane na pozytywność, albo pojawi się tego coraz więcej jeśli jest pozytywne. Czasem oczywiście najpierw ujawni się wszelka stojąca za tym negatywność, by mogła zostać odpuszczona i dokonane korekty tam, gdzie są wymagane. Tego procesu – wyboru i utrzymywania w sobie pozytywności – nie można udawać.
– Osoby, które mamy w swoim życiu to osoby niezbędne do naszego wzrostu duchowego. Sami je wybraliśmy. Nazywa się to “kontraktem duchowym”. Dopóki lekcja nie zostanie przerobiona, w naszym życiu będzie przybywać osób reprezentujących cechę do uzdrowienia/odpuszczenia. Czyli to, co powszechnie nazywa się “osobami, które nas ranią/nie dają żyć/odbierają spokój/etc.”. A więc tak naprawdę “osobami, które pokazują nam nasz własny cień”.
– Nie ma przypadków.
– Nie istnieje coś takiego jak “przyczyna i skutek”. To, co się dzieje w świecie to rezultat oddziaływania tzw. pól atraktorowych, których poziom można wykalibrować. To w jakim polu się znajdujemy zależy od tego kim jesteśmy – kim WYBIERAMY być m.in. poprzez intencję.
– Im niższa energia, tym wolniej doświadczymy rezultatów tej inwestycji – to dotyczy zarówno inwestycji niskich energii jak i wysokich. Osoba utrzymująca w sobie nienawiść będąca nisko potrzebować może nawet lat, by zamanifestowała się w jej ciele choroba (dlatego im jesteśmy starsi, tym pojawia się więcej dolegliwości i chorób. Nie ma to nic wspólnego ze starym wiekiem biologicznym). Osoba w wyższej energii może potrzebować jedynie miesięcy, tygodni, a czasem nawet wymiaru godziny lub kilku godzin.
– Na wszystko trzeba jeszcze wziąć poprawkę w kontekście osobistej karmy. A że wiedza o własnej karmie z poprzednich inkarnacji przychodzi zazwyczaj na dalszym etapie rozwoju duchowego, no to bardzo zalecana jest postawa pokorna.

Zdaję sobie sprawę jak może to brzmieć – przeczytanie informacji tego typu na jakimś internetowym Blogu, od człowieka, o którym nic nie wiemy i to gdy tych informacji praktycznie nikt nie uczy. Dlaczego? Myślę że powinno stawać się powoli jasne.

Szczególnie ostrożne mogą być osoby, które ułożyły sobie życie – mają rodziny, dzieci, i “nie chcą wdepnąć w coś”, etc. Jednak gdybyśmy na moment przemyśleli co oznacza posiadanie narzędzia do badania rzeczywistości…
Moglibyśmy sprawdzić:
– Która szkoła jest najlepsza dla naszego dziecka.
– Czy pracownik, którego zamierzamy zatrudnić to najlepszy wybór na oferowane mu stanowisko.
– Czy kontrakt, który zamierzamy podpisać jest dla nas dobrym wyborem.
– Który lek/terapia jest najlepsza na przypadłość/chorobę, którą mamy my lub bliska nam osoba.

I tysiące innych!

Ja czasem sprawdzam nawet tak prozaiczne tematy jak czy rzecz, którą chcę kupić jest w sklepie. Znam ludzi, którzy potrafią poświęcić kilka godzin, pojechać do odległego sklepu, zawieść się, że nie ma tego, co chcieli kupić i wracają. Stracili 5 godzin, a wystarczyłby test, który zajmuje kilka sekund.

Naturalnie konieczny jest wzrost do poziomu integralności, czyli przynajmniej do poziomu 200. I nasza intencja też musi być pozytywnie ukierunkowana, nie egoistyczna, np. zachłanna. Przyszłości też nie możemy poznać, bo nie jest realna (rzeczywistość tworzona jest cały czas w karmicznej harmonii wszystkiego, w tym naszych wyborów tu i teraz). Dlatego nie wykorzystamy kalibracji, by wygrać w Totka. Nie możemy mieć również oczekiwań odnośnie wyniku, etc. – nie możemy być uprzedzeni. Warunki, by korzystać z kompasu wymienił w swoich książkach dr Hawkins.

Jeszcze kilka faktów. Człowiek istnieje na wielu poziomach jednocześnie. Tylko umysł to wszystko upraszcza – ucina, by możliwe w ogóle było funkcjonowanie dla człowieka na początku swojej drogi rozwoju. Wiele osób naprawdę mnóstwo energii mentalnej poświęca, by nie czuć emocji. Czyli tego, co niewidzialne, niedostrzegalne. Ludzie budzą się zmęczeni, pełni niechęci. I ich umysł od razu dokonuje projekcji najczęściej na obowiązki – na pracę. Ale ten opór to podświadome napieranie na emocje, by nie ujawniły się z podświadomości.

Jednym z takich poziomów jest ego – fizyczność i poziom mentalny – umysł. Jest też poziom emocjonalny. Czy da się zobaczyć myśli, emocje, przekonania? Nie! A jednak jest to dla większości ludzi coś krytycznie istotnego. I całkowicie subiektywnego. Obok siebie może siedzieć kilka osób i każda czuje i myśli coś diametralnie innego – jedna kipi nienawiścią, druga jest w stanie apatii, trzecia jest spokojna i opanowana, czwarta jest niezwykle szczęśliwa, czwarta jest szczęśliwa ale tylko warunkowo, bo wygrała 5-tkę w Totka, etc. Każdy żyje w innej rzeczywistości. Żadna z tych osób nie zrozumie drugiej. Ani jedna nie przekona jakiejkolwiek innej, że rzeczywistość jest taka jak ona ją postrzega.

Przykład życia na wielu poziomach jednocześnie – możesz miesiącami wykonywać duchową pracę, by wybaczyć komuś, kto Cię zranił. Możesz osiągnąć sukces i wybaczyć. Ale nic innego nie zmienisz w swoim życiu, prócz tego, że pozbyłeś(aś) się źródła swojego cierpienia. Twój dom może być niczym śmietnik, możesz mało zarabiać i żyć samotnie. A jednak miesiącami robiłeś(aś) coś, co było kompletnie niewidzialne dla wszystkich innych ludzi (i zapewne też nieważne), a dla Ciebie krytycznie istotne, bo np. masz ciężką chorobę.
I odwrotnie – Twój dom może lśnić, możesz zarabiać miliony i miesięcznie przeznaczać kilka tysięcy złotych na różne zabiegi higieniczne, zaś wewnętrznie być pełen(łna) napięć, gniewu, dumy, żalu, cynizmu, winy, zarozumiałości. Czyli zewnętrze może wyglądać na zadbane ale wewnątrz jest ściek.

Poziom spójności charakteryzuje się m.in. tym, że nasze wnętrze perfekcyjnie odzwierciedlone jest na zewnątrz (i odwrotnie). Czyli przykładowo – jeśli coś powiemy, zrobimy to. Przestajemy więc kłamać i żyjemy tak, że kłamstwo nie jest potrzebne. A są ludzie, którzy nie tylko popełniają przestępstwa ale gdy zostaną przyłapani to jeszcze zniekształcają rzeczywistość, że tego nie zrobili i że nie są odpowiedzialni. To poziom ścieku w kontekście integralności. A jest ona niezbędna w każdym obszarze życia, wliczając biznesowy i relacji. Nie mówiąc o tym, w jakim kierunku grawitujemy w Rzeczywistości nazywanej Bogiem.

Więc – w czasach Jezusa i Buddy naprawdę istotnym było, by powiedzieć ludziom, by nie zabijali się, bo zbierają sobie tym negatywną karmę i w ogóle nie jest to najlepsze rozwiązanie. W jakim kierunku ludzie wtedy grawitowali? No w stronę zabijania ich lub ważnych dla nich osób. A czy “tamte” osoby to inni ludzie, niż dziś? Nie! To zarówno ci sami ludzie jak i z dużym prawdopodobieństwem my sami.

Dlatego dziś ego robi z tego takie dramaty.

Naturalnie – czasem nie dało się inaczej, gdy byliśmy atakowani i niezbędne było się bronić (więc znowu krytycznie istotny jest kontekst).

Dziś się może i z tego śmiejemy ale tylko dlatego, bo ludzkość globalnie wzrosła i naprawdę nie jest to zasługa tych, którzy śmieją się z mądrości, by nie zabijać. Ba! Wiele osób chce, by wróciły kary śmierci.

Dzięki temu “przykazaniu”, czyli bezcennej wskazówce mamy dzisiaj prawo zabraniające mordowania. Gdybyśmy nie mieli, wiemy co by się działo po meczach albo w barach?

A co gdyby wróciły kary śmierci? Biorąc pod uwagę, że 50% naocznych świadków nieświadomie składa błędne zeznania, mordowalibyśmy niewinnych ludzi w ogromnych ilościach.

Czyli rozumiemy, że śmierć nie jest dobrym wyjściem, rozumiemy mądrość tego 2000-letniego stwierdzenia, by nie zabijać, a przecież codziennie słyszymy w wiadomościach, że ktoś jednak zgwałcił i zabił. Czyli nawet po 2000 lat nie dotarły te fundamentalne mądrości. Niektórzy zabili niechcący ale jednak uczynili to. Np. wsiedli pijani do samochodu. To również nie za dobrze świadczy o takiej osobie.

Ludzie wolą rozpaczać, obwiniać się i użalać, że mają myśli pożądania na temat ładnej, zamężnej kobiety, niż porządnie wziąć się do roboty nad sobą.

Więc te “przykazania” – wskazówki nadal są bardzo aktualne. I to do ludzi nadal nie dociera. U całkiem pokaźnej grupy ludzi trochę alkoholu i gniewu wystarcza, by za nic sobie mieli te mądrości.

Dość tragicznym wydarzeniem jest to, że wiele bzdur, zniekształceń, przekłamań i urojeń zostało przez tysiąclecia dodane do religijnych tekstów i człowiek nie mający zdolności odróżnienia mądrości od szaleństwa nie miał wyjścia, tylko wszystko traktuje jako Słowo Boże. Biblia – mówimy o całości jak o równi, o równie mądrym poziomie wiedzy. Ale okazuje się, że różne jej fragmenty i całe księgi kalibrują się od poziomu 70 do nawet ponad 600!

Różne wersje Biblii kalibrują się zupełnie inaczej.

Apokalipsa Św. Jana przykładowo kalibruje się na 70. To poziom III Rzeszy. Jak to zrozumieć? Skąd się to wzięło – tak niski poziom w tak ważnej księdze? Dlaczego zostało dodane do Biblii?

Przede wszystkim “święty” Jan kalibrował się na 70 (…). To poziom autora tej księgi. Miał on wizję i nie potrafił jej właściwie zinterpretować. Doświadczył apokalipsy, tylko nie rozumiał, że ona dotyczy zupełnie innej rzeczywistości – jednego z tzw. planów astralnych (jednego z niskich nazywanych piekłami). W swoich medytacjach po prostu odwiedził inną rzeczywistość i błędnie zinterpretował to, czego doświadczył. Był przekonany, że widział wizję przyszłości Ziemi, no bo nie był świadom innych rzeczywistości. No ale jeśli nie znamy szerszego kontekstu rzeczywistości – że jest coś więcej, niż tylko Ziemia i ew. niebo i piekło, no to co możemy zrobić z taką wizją? Albo uznać ją za prawdę lub nie. Natomiast była to prawda tylko gdzie indziej i nas nie dotyczy. Miliony ludzi jednak uwierzyło w tę wizję i jej błędną interpretację i dzięki temu stało się podatnymi na kontrolę. Były sytuacje, że tysiące ludzi, w tym inteligentnych i majętnych, dało się ogłupić, że przyjdzie koniec świata ale uratują ich ufoludki. Porzucili/oddali więc cały swój dobytek i wyjechali na pustynie czekać na kosmitów. Lub inaczej – bardziej przyziemnie – wykupili niezwykle drogie domy-schrony na terytorium Afryki, bo tam była ponoć największa szansa przeżycia końca świata…

I nie byli to bełkoczący idioci, tylko normalni, inteligentni ludzie. Ale inteligencja wcale nie oznacza, że odróżnimy prawdę od fałszu.

Każdy Awatar mówił o tym, by nie zajmować się innymi rzeczywistościami, bo nie jesteśmy na to przygotowani. Nigdy nie mamy pojęcia kto nam odpowie. A jednak tysiące osób dokonują tzw. channelignów i to co słyszą biorą za wiedzę aniołów, a nawet samego Boga! Wiele osób przynosi wiedzę istot, które tytułują się “baba”. A poziom kalibracji tych istot to okolice 190, a jednak podają się za mistrzów. Tytuł “guru” przed latami 1960-tymi – 540+. Obecnie – 190.

Sorry ale NIKT NIGDY nie słyszał Boga. Gdyby Archanioł (poziom OD 50 000 – SKALA LOGARYTMICZNA!!!) pomyślał o nas przez ćwierć sekundy, to nasze ciało padłoby na kilkadziesiąt lat (o ile nie zostałoby spopielone tą energią) i osoba przeniosłaby się do innej rzeczywistości. A Bóg to poziom NIESKOŃCZONOŚCI. Więc plis… nie wciskajmy sobie nawzajem kitu, że ktoś słyszał Boga… Ja kiedyś nawiązałem kontakt z lepsiejszym aniołem. Myślałem, że mi mózg eksploduje.

Ale tak łatwo oczarować człowieka tym co spoza tego świata. Bo nie rozumiemy tego, czego również uczył Jezus – “każdy włos zostanie policzony”. Czyli wszystko o nas to wiedza dostępna “publicznie”. Ale idziemy do jakiejś cyganki i ona dokonuje channelingu i mówi nam, że nasza ciotka umarła na gruźlicę. Skąd ona to mogła wiedzieć!!!? Umysł od razu ulega hipnotyzacji i jest gotowy uwierzyć we wszystko, bo wierzy, że właśnie stoi naprzeciw jakiegoś wybrańca, człowieka ze specjalnym, rzadkim darem. Ale ten “wybraniec” nie ma żadnego daru. Ot troszkę popracował duchowo i sobie czyta to, co jest dostępne dla wszystkich, bo zapisane na wieczność w polu globalnej świadomości. I już jesteśmy otwarci na przewidywanie przyszłości, której poznać się nie da. Ale skąd my to mamy wiedzieć? I oddajemy 50 zł i kolejne 50 zł…

“Największy mistyk” Nostradamus kalibrował się raptem na 220! Czyli ten “wielki mistyk” ledwo “wyszedł ze szkoły. Jego “dar” to był bardziej pewnego rodzaju “talent”.

Czyli widzimy jak łatwo oczarowujemy się i wyolbrzymiamy to, czego nie rozumiemy. Naturalnie także się tego boimy.

Mówię o tym, bo widzę, że nawet na tym Blogu ludzie się oczarowują – pytają o rzeczy kompletnie niezwiązane ze swoim życiem. Są ciekawi, to oczywiste. Bo taka jest natura umysłu. Ale jak to się mówi – “Ciekawość to pierwszy stopień do piekła”. Nie oznacza to, że jak będziemy ciekawi to trafimy do piekła. Oznacza to, że jeżeli będziemy uciekać w nowości od swojego życia, zajmować się rzeczami niezwiązanymi z naszym życiem i w tym wszystkim nie będziemy wzrastać, a nasze intencje są poniżej poziomu integralności, no to zmierzamy sami do piekła, sami wybieramy ten kierunek.

Dlatego uważajmy o co pytamy i dlaczego! Bo jeśli cały czas nasz umysł domaga się odpowiedzi:

– A co jeśli?

– A dlaczego?

– A po co?

No to już wiemy, że zmierzamy w stronę piekła, bo unikamy w ten sposób jedynej istotnej rzeczy na tej planecie – osobistego, wewnętrznego wzrostu i przepracowywania swojej karmy, której ekspresją jesteśmy i jest nasze obecne życie.

A takich pytań nasz umysł wyprodukować może dziesiątki tysięcy KAŻDEGO DNIA.

O kierunku decyduje nasza intencja – jeśli pytamy o coś istotnego W KONTEKŚCIE naszego życia, to ok, gdy uzyskaną wiedzę zastosujemy z korzyścią dla siebie.

Ale jeśli pytamy dla samego pytania lub by wdać się w akademicką dyskusję czy udowodnić swoją rację – no cóż…

Poza tym w jednym z komentarzy do poprzedniej części tej serii pewna osoba poprosiła o kalibrację heavy metalu. Kalibracja ukazuje jasno – poziom 35-90. Nie ma nawet jednego zespołu heavymetalowego kalibrującego się powyżej 200. I ta osoba odpowiedziała, że sama się skazuje na coś takiego. Czyli nawet znając fakty dalej nie chce zmienić swojego kierunku.

Więc na pytanie – “I co teraz?” mamy odpowiedź – “Nic”.

Ja też sobie channelingowałem anioły, różnych Mistrzów i co? I nic. Fajne doświadczenie ale posłuchałem się mądrości największych Nauczycieli – “Nie idź tam”. Zawróciłem. Bo można tam utknąć na wiele inkarnacji i nic tak naprawdę z tego nie mieć.

Poziom channelingu to 190, czyli poniżej integralności. Fundamentalnym błędem jest świadomość, że zwracamy się do czegoś zewnętrznego i otrzymujemy odpowiedź od czegoś/kogoś. Cała mądrość tego świata pochodzi tylko i wyłącznie z wewnątrz. Mówi się o tym “czuję to”. Ale pamiętajmy, że na poziomie świadomości braku integralności często wzmacnia nas to, co negatywne. Dlatego cały czas większość ludzi na tej planecie “nie czuje” tego, co przekazywali Awatarowie. Bo ich wewnętrzna skarbnica wiedzy (Królestwo Boże) jest przez nich blokowana, np. dumą.

Ludzie zwiedzają cały świat, podróżują, a najgłębszym ich doświadczeniem jest “ojapierdolę”, gdy widzą coś ładnego, np. zapierający dech w piersiach wodospad.

Awatarowie nie mówili, że nie istnieją inne rzeczywistości, tylko by tam nie iść. Swoją drogą – kalibracja “duchy istnieją” kalibruje się poniżej 200. Więc odpowiedź brzmi – “nie”. Tzw. opętania to sprawa INDYWIDUALNA każdego człowieka, który życzył innym czegoś negatywnego, np. piekła.

Jeden błąd św. Jana wystarczył, by miliony ludzi przez stulecia obawiali się dnia Sądu Ostatecznego i dawali sobą manipulować przez kościół jako rzekomo jedynych, którzy wiedzą jak zapobiec naszemu wiecznemu potępieniu przez karzącego boga. Nie wszyscy przedstawiciele kościoła robili to świadomie. Większość z nich robiła to z dobrą intencją ale sami ulegli programowaniu nie będąc w stanie odróżnić prawdy od fałszu.

Niemniej widzimy do czego może doprowadzić jeden błąd jednego człowieka i brak narzędzia do weryfikacji.

Podobnym błędem jest postawa kościoła odnośnie pedofilii. Poziom ten jest poniżej 90! To poziom Adolfa Hitlera. Widzimy więc jakiego kalibru błędy wkradają się do tego, co 2000 lat temu było na poziomie 980 i nazywane było “Drogą”. A dzisiaj ta droga na pewno nie prowadzi w linii prostej do Zbawienia. Bo nawet najbardziej mądrze oddani nie wejdą na poziom Zbawienia – bo to poziom 540, a religia i jej nauki nie dochodzą do tego poziomu. Potrzeba więc albo poważnego oczyszczenia religii ze zniekształceń, kłamstw i niezrozumienia lub wybór innej drogi (przynajmniej na jakimś stopniu własnego, “religijnego rozwoju”).

To są fakty. Bo kalibracja nie jest stronnicza. Tak jak termometr ma gdzieś ustrój polityczny, przekonania, emocje, rację czy to, że ktoś bardzo chce, by woda była ciepła i tej osobie wydaje się, że woda jest ciepła. Termometr pokazuje radykalną prawdę – poziom temperatury – rzeczywistość. Jeśli termometr pokaże 2 stopnie Celsjusza, a my się z tym nie zgodzimy, pogniewamy się na termometr i wejdziemy do wody, bo chcemy wziąć gorącą kąpiel, no to natychmiast doświadczymy radykalnej rzeczywistości.

Z tego co się orientuję to Neron (rzymski władca) kazał wybatorzyć morze, bo się go nie słuchało. Ludzie zabili i Jezusa, i św. Piotra za przedstawienie Prawdy, która im się nie podobała. To tak jakby ludzie zniszczyli wszystkie termometry, bo pokazały im, że np. mają gorączkę. Warto zapytać więc samego siebie – jeśli termometr pokazał nam 40 stopni, to czy należy go nienawidzić, wypierać ten fakt, czy jak najszybciej podjąć odpowiednie kroki? Nieleczona gorączka na tym poziomie doprowadzi do naszej śmierci i nawet w obecnych czasach (z obecnym poziomem medycyny) ludzie chorujący na grypę umierają tysiącami, także w Polsce.

Niechęć do prawdy, do jej szukania i mierzenia się z nią to niechęć do tego, co pokaże termometr i nienawidzenie go za prawdę i już nigdy nie zmierzenie sobie temperatury i liczenie, że jakoś to będzie. Tak ludzie żyją od tysięcy lat!

A tylko dzięki prawdzie – radykalnej – mamy możliwość dokonania niezbędnych korekt!

Skuteczny lek na grypę zastosowany do innej dolegliwości może bardziej zaszkodzić, niż pomóc! I odwrotnie – lek niewystarczający do wyleczenia grypy podawany nawet często i tak doprowadzi do śmierci. Czy to niesprawiedliwie? Nie – to bardzo rozsądne.

Co więcej – Budda mówił wyraźnie, że to dar urodzić się w fizyczności. Wiele istot z innych wymiarów astralnych pojęcia nie ma o tej rzeczywistości, więc nawet ich pozytywna intencja może nie mieć kompletnie przełożenia na nasze życie, bo istoty te również nie znają wszystkich faktów i tym bardziej – naszej karmy.

Rola tej planety jest jasno określona – zdobywać pozytywną karmę i przepracowywać negatywną. A karma to my i nasze życie – nasze ego.

Powyższe zdanie kalibruje się powyżej 900!!! Czyli to prawie najwyższy możliwy poziom zrozumienia.

Inne rzeczywistości mają zupełnie inną rolę i inne “zasady”. To, że mamy ego i nie możemy odróżnić prawdy od fałszu ma swoje bardzo ważne zastosowanie – bo na tym polega wolny wybór. Sami decydujemy czy w okolicznościach, które MY interpretujemy jako np. niesprawiedliwe usprawiedliwimy tym własną nienawiść, dumę, winę, gniew, etc. Osoba pokorna wybierze zupełnie inny kierunek.

Ponadto – energia anielska to już poziom 500. Muzyka Carlosa Santany to poziom 515. Są również anioły, które inkarnowały w fizyczności (nie wszyscy na poziomie 500+ to anioły). Więc wcale nie trzeba “mieć skrzydełek”, by tę jakość energii dawać światu. Mówiłem, że dziewczyna kalibrująca się na poziom 300+ grająca na ulicy na gitarze tworzyła pole o energii 500-600 dzięki muzyce i intencji. I nie grała z finezją Santany. Niektórzy spotykali faktyczne anioły inkarnowane w ciele.

Kościół wymordował (“święta” Inkwizycja – poziom 35!!! Widzimy więc do czego przyczepiano “metkę” świętości) m.in. większość druidów, czyli ludzi mających wspaniałą wiedzę o roślinach, zwierzętach, naturze, chorobach, etc. I nie tylko, bo ludzi mądrych, połączonych ze świadomością natury było dużo więcej, w tym tzw. “wiedźmy”. Poziom kalibracji druidów ogólnie to 450, czyli byli też druidzi na jeszcze wyższym poziomie. To tak jakbyśmy mordowali “Einsteinów i Edisonów natury”. A potem dziwimy się, że nic nie rozumiemy o świecie, w którym żyjemy i dlaczego chorujemy. I piszczymy na widok małej myszki czy pajączka o masie mniejszej, niż 1% naszego ciała.

Szpitale kalibrują się w większości poniżej 200. Tylko niektóre na świecie przekroczyły poziom 200. Więc o ile sama medycyna to poziom 400+, to jej praktyka, czyli zrozumienie, INTENCJA stosowania oraz sama jakość zabiegów to poziom daleki od tego jak mogłoby wyglądać leczenie i w ogóle jakość zdrowia na świecie.

A jak dzisiaj postrzegamy druidów? Jako wariatów, szaleńców. A jednak byli to mistycy, których brak to OGROMNY “cios” dla naszej świadomości, zdrowia i ogólnego dobra. Choćby z tego powodu, że ich miejsce zajął przemysł farmaceutyczny, czyli sztuczny. To co mieliśmy za darmo, dziś nie tylko jest skuteczne w niewielkim procencie ale i kosztuje nas ogromne ilości pieniędzy oraz czasu, bo dodana do tego została jeszcze niezwykle skomplikowana i czasochłonna biurokracja.

Wielki Duch, do którego odnoszą/odnosili się Indianie kalibruje się na 850, czyli jest to poziom prawie tak samo wysoki jak Chrześcijaństwo 2000 lat temu. Więc ignorowaliśmy to, co było niezwykle bliskie prawdy. I zniszczyliśmy, wymordowaliśmy ludzi, którzy kierowali się mądrością na tym poziomie.

Zauważmy, że na świecie jest coraz gorzej jeśli chodzi o ogólny poziom zdrowia. Sukcesywnie to, co uznawane jest za normę coraz bardziej zostaje zdegradowane – zarówno ze świadomą, negatywną intencją jak i nieświadomie. To samo zresztą w kwestii edukacji, bo jakiś idiota nie mający pojęcia co i jak stwierdził, że wszystkie dzieci muszą dobiec do linii mety w tym samym czasie. Gdyby tak miało być, to latałyby małpy i krowy. Czy latają? Nie. I dobrze! A że tak nie jest, to człowiek stwierdził, że trzeba obniżać progi. Już nawet komicy śmieją się, że niedługo jedynym warunkiem wstępu na uczelnie wyższe będzie długopis. Jak masz długopis – zapraszamy…!

Zanim więc zaczniemy śmiać się ludzi, którzy uwierzyli w apokalipsę, podkreślam, że oglądanie porno, palenie papierosów i picie alkoholu bardzo się od tego nie różni. Też ślepo wierzymy w urojenie, że tego potrzebujemy i że to nas przed czymś uratuje.

Teraz trochę o poziomach prawdy Biblii.

Biblia w wersji Lamsa (przełożenie z aramejskiego) kalibruje się na 495.
Biblia w wersji Króla Jakuba (przełożenie z greki) kalibruje się na 475, więc 20 punktów niżej.
Kto mógłby to stwierdzić? Nawet tysiąc lat badań nie dałoby nam żadnej pewności, czy i która jest bliższa prawdy.
Księga przysłów (wersja Lamsa) kalibruje się bardzo przyzwoicie – na 350. Czyli na poziom dużo wyższy od 80% ludzkości.
Księga Rodzaju (wersja Lamsa) kalibruje się 660, więc bardzo wysoko.
Nowy Testament Biblii Króla Jakuba (przełożenie z greki) to poziom 640. Po usunięciu Apokalipsy wzrasta na 790.
Biblia w wersji Lamsa (przełożenie z aramejskiego) po usunięciu Starego Testamentu i Apokalipsy kalibruje się na 880!

Cały Stary Testament z uwzględnieniem Księgi Rodzaju (660), Psalmów (650) i Przysłów (300+) kalibruje się na 190. Więc widzimy, że oprócz tych trzech ksiąg, cała reszta to po prostu przekłamania, urojenia. Nie mają nic wspólnego z rzeczywistością.
Koncept Boga ze Starego Testamentu to poziom 100, czyli poziom m.in. reprezentowany przez pornografię. Wszystko co Stary Testament ma do powiedzenia na temat Boga to urojenia, głupoty, kłamstwa i poważne zniekształcenia. Przeczytajmy sobie więc ST ze świadomością, że cokolwiek tam powiedziano to bzdura :)

Nowy Testament (wersja Lamsa) jest na poziomie 750. Gdyby wyłączyć z niego Apokalipsę Św. Jana, to kalibracja rośnie o 40 punktów!!! Widzimy więc jak Apokalipsa jest potężnym zniekształceniem rzeczywistości.

Z nieco innej “beczki”:
Zauważmy coś istotnego – pornografia kalibruje się na 100. Zaś seksualność i seks uprawiany z integralnością kalibruje się na 200-205. Czyli upadek seksualności pokazany w pornografii to ponad 100 punktów!!! To tak jakbyśmy w kontekście seksualności cofnęli się 2000 lat w rozwoju!
Swoją drogą – pieniądze to również poziom 200-205. To poziom graniczny, neutralny. Czyli tak naprawdę pozytywny.

To my wyznaczamy rolę i znaczenie seksu i pieniędzy. Same z siebie służą utrzymaniu życia w fizyczności – sprzyjają mu. Sprzyjają temu, byśmy mogli przeżyć i funkcjonować w Czyśćcu, więc są ok. Tak w ogóle to wynalazek pieniądze jest fantastyczny. Ten, kto na to wpadł był geniuszem.

Jeszcze inna beczka…

Nasze dzieci i bliscy odpowiadają za siebie. My nikogo nie zbawimy, ani nie oświecimy. Tak jak nie możemy za nikogo podnosić ciężarów, by ta osoba się wzmocniła. My odpowiadamy za swoje intencje i działania – za to kim jesteśmy. A inni za siebie. Choćbyśmy modlili się 100 lat codziennie przez 10 godzin na dobę za kogoś – ta osoba i tak może wybrać coś przeciwnego, niż NASZE życzenia. Oczywiście w jej świadomości może pojawić nowa możliwość, której wcześniej nie widziała ale nadal – decyzja należy do niej. My odpowiadamy za to, czy zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy, by pomóc tej osobie Z ODPOWIEDNIEGO POZIOMU. Jeśli poziom jest niski, to możemy mieć pewność, że bardziej szkodzimy, niż pomagamy.

Więc dlaczego chcemy kogoś zmienić? Dlaczego uważamy, że to najlepsze dla tej osoby? Dlaczego uważamy, że mądrym jest zmienić ją lub wypraszać, by Bóg ją zmienił? Bo nie rozumiemy, że to Czyściec i jednym z najistotniejszych aspektów tej rzeczywistości to aby każdy WZRÓSŁ, ZROZUMIAŁ i zaczął WYBIERAĆ inaczej.

Często to drastyczny upadek na samo dno dopiero jest wystarczający, że człowiek zaczyna patrzeć na siebie i rzeczywistośc inaczej i zaczyna dokonywać innych, lepszych wyborów.

Zapobiegając więc, by ktoś nie osiągnął dna, to poważna szkoda dla tej osoby!

Tylko praca nad nami może podnieść świadomość innych ludzi. Żadne noszenie krzyżyków, symboli, koszulek, chodzenie do kościoła i modlitwy w intencji NIC nie zmienią, o ile my się nie zmienimy. Mówiąc nieco inaczej – inni mogą wybrać zmianę, gdy ich zainspirujemy tym kim sami jesteśmy i jakie działania z tego wynikają. Ale jeśli modlimy się i nie akceptujemy osoby, chcemy żeby się zmieniła – no to nawet logika podpowiada, że to się udać nie może. Wystarczy przetestować to na sobie. Cech, których w sobie nie zaakceptujemy nigdy nie zmienimy. Możemy udawać, męczyć się ale się nie zmienimy.

Przedstawiam kalibrację Biblii, by pokazać, że to nie jedyna mądra księga. Co więcej – wysoka kalibracja czegoś wcale nie musi być lepsza od niższych.

Wielkie Księgi Świata Zachodniego (zestaw Mortimera J. Adlera) kalibrują się:
– Z uwzględnieniem prac Karla Marxa na 450.
– Z wyłączeniem prac Karla Marxa na 468.

Czyli już wiemy, że to, co Karl Marx przedstawił ma się nijak do rzeczywistości. Nie należy się tym więc kierować.
Mówię o tych książkach, bo ich poziom kalibracji jest po prostu bliższy większości ludzi. Jest na poziomie Rozsądku.

Sami musimy wybrać co nam bardziej pomoże i w czym. Naprawdę nie musimy wertować całej Biblii, by poradzić sobie z trudną sytuacją finansową. Znajdziemy mnóstwo rozwiązań w dzisiejszym świecie opracowanych przez ludzi, którzy odnieśli sukcesy finansowe i rozwiązali problem, który my mamy.

Piszę ten artykuł, bo ostatnio przeglądałem sobie występy przeróżnych komików dotyczące religii i zobaczyłem jak wyśmiewane są na równi absolutne głupoty i ponadczasowe, bezcenne mądrości. I jedne nie są kompletnie rozróżniane od drugich i to przez ludzi powszechnie uznawanych za ponadprzeciętnie mądrych i inteligentnych! Szaleństwa i mądrość traktowane są przez nich na równi!

To tak jakbyśmy na równi stawiali mądrości dresika pijącego piwko na podwórku, którego największym osiągnięciem jest nie porzygać się po weekendowym piciu, do mądrości największych filozofów, odkrywców i pionierów ludzkości.

Śmianie się z religii ma pewien istotny wymiar – zrzucenie jarzma strachu przed karzącym bogiem i poczucia winy z przekonania o skazie na duszy, przez którą cierpimy na tej planecie i utraciliśmy raj. Wiele osób, które rzucało fanatyczną wiarę mówiło o uczuciu wolności, którego nigdy wcześniej nie doświadczali. To tak jakby wyszli z więzienia.

Przykładowo – oczywiście jako dorośli wyśmiewamy się z legendy o św. Mikołaju. Dzieciom mówimy, że istnieje i że w nocy przynosi prezenty. No ale czy naprawdę tak trudno zrozumieć o co chodzi? Sam koncept św. Mikołaja – dawania prezentów innym ludziom (warto poczytać sobie historię tego człowieka) kalibruje się na 390. Nie chodzi o ściemnianie i wciskanie kitu, że on istnieje i lata na saniach z Rudolfem i wchodzi przez komin. Chodzi o zrozumienie, że takie podejście do życia jest niezwykle cenne! Widać to po dzieciach jak ich oczy się rozpalają, jak czekają z ekscytacją. A przecież tak właśnie mężczyzna czeka na piękną kobietę w seksownej bieliźnie, gdy wie, że zaraz będzie miał z nią seks. Czy to też mamy wyśmiewać? Wielu facetów dałoby się za to pokroić, a jednak wyśmiewają się z podejścia do życia, które to praktycznie gwarantuje.

Takie nastawienie do swojej pracy GWARANTUJE sukces. A po drodze niesłychaną jakość doznań. Zero cierpienia, zero męczenia się. Cudowne samopoczucie non stop od pierwszej minuty każdego dnia choćbyśmy mieli pracować po 16 godzin na dobę. Jeśli taką postawę będziesz miał odnośnie poznawania kobiet – będziesz miło zaskoczony rezultatami. Ale oczywiście możesz się zamiast tego śmiać z bajeczki o św. Mikołaju i wybrać postawę zmagania, ciężkiej, męczącej pracy. Podkreślę, że tę samą pracę możemy wykonać cierpiąc i dobrze się bawiąc.

Bo jak mówiłem – aby osiągnąć wynik +2 możemy dodać +1 i +1, a możemy jeszcze odjąć – 77 i to wtedy? Trzeba będzie dodać +77. A skąd to +77 wytrzasnąć i to jeszcze w tym kraju?

No ale dziś wolimy wyśmiewać ten koncept kompletnie go nie rozumiejąc. No bo GLOBALNIE jesteśmy dopiero kapkę powyżej 200 – czyli dopiero liznęliśmy poziom sprzyjający życiu oraz poziom integralności. Więc dalej skupiamy się na śmiesznym, grubym dziaduniu ubierającym się na czerwono i próbującym wejść do naszego domu przez komin zamiast zrozumieć, że obdarowywanie innych to dar zarówno dla ludzi jak i dla siebie samego.

Jedną z cech miłości jest to, że daje. Więc praktykowanie konceptu św. Mikołaja wznosi nas na poziom Miłości – na poziom bliski Zbawieniu. Ciężka praca i poświęcanie się nie…

Każdy dojrzały przedsiębiorca powie Ci, by służyć ludziom, by dawać im więcej, niż oczekują, niż się spodziewają! Każdy milioner i miliarder to taki właśnie św. Mikołaj! Bo kierują się tym konceptem. Dlatego odnoszą sukces. A większość ludzi co robi? Zamiast dawać, bierze! Dlatego się męczą i wiecznie czują opór.

Komik wyśmiewa opowieść jak Jezus chodził po wodzie. Ale nie rozumie on, że to, że słucha go tysiące, a może i setki tysięcy ludzi to efekt tego, że właśnie kieruje się on niezachwianą wiarą tego, o czym mówi! Czyli tym, co w tej historii stracił uczeń Jezusa, który wpadł do wody. I tym co warto zrozumieć z tej historii. Że wiara jest tak ważna i by jej nie tracić. Gdyby ten komik nie był pewien tego co mówi, “wpadłby do wody” – nie osiągnąłby sukcesu, nie miałby posłuchu i ludzie dobrze by się nie bawili na jego występach.

Ale ponownie wraca temat kontekstu i intencji. Wojownik dżihadu ma niezachwianą wiarę. Ale jest niezwykle niebezpieczny. Bo swoją wiarę ukierunkował w to, co niezwykle niskie. Bo również został oszukany, okłamany i zmanipulowany, nie mniej niż my.

Inny przykład – droga “narodu wybranego” do “ziemi obiecanej”. Czyli nasza droga do sukcesu. Co się działo po drodze? Wszyscy narzekali na co popadnie. A że za daleko. A że za gorąco. A że żarcie nie takie. I co? Doszli? Nie!

I na czym ludzie się skupiają, co uznają za istotne? Mannę z nieba, laskę zamienioną w węża (czy odwrotnie, whatever). A nie dociera do nich prosty wniosek – narzekanie sabotuje nasz sukces. I nie dlatego, że Bóg się obrazi czy zdenerwuje, tylko narzekanie to granicznie niska jakość bycia i sami siebie odepchniemy od sukcesu. Kalibracja pokazała mi, że narzekanie to poziom 70-80. Czyli narzekając będziemy odpychali wszystko, co powyżej i zatrzymamy się na jakościach, które dał nam Hitler. Czyli pokazał nam jak wygląda ten poziom. To cenny dar!

Komik miesza niezwykle wartościową postawę przedstawioną w tradycji św. Mikołaja (poziom 390) z wciskaniem dzieciom bajeczki o wróżce zębuszce (poziom kalibracji tej historyjki jest poniżej 200). My mieszamy bardzo istotną informację o jakości postawy narzekania z głupotami o kaszy mannie z nieba.

No bo super sobie wyobrażać, że Bóg się ulituje przez nasze cierpienie i zrzuci nam z nieba pieniążki, niż wziąć się do roboty i przestać robić to, co rujnuje sukces. Lepiej czekać sobie na śmierć, niż zająć się narzekaniem, użalanie, obwinianiem, gniewaniem.

Lepiej każdej mszy powtarzać, że pijemy krew Jezusa i jemy jego ciało, niż zrobić dojrzały, trzeźwy, odważny rachunek sumienia i zobaczyć co w naszym życiu nie działa i rozpoznać jak MY możemy się tym zająć (lub wynająć kogoś, kto potrafi to rozwiązać).

Lepiej programować się bajeczkami o tym jak Mojżesz rozstąpił morze, niż zrozumieć, że w tym wszystkim w dużej mierze chodzi, że wybór W SOBIE pozytywnych jakości wpłynie na nasz, nasze życie i rezultaty. I to co DLA NASZEGO UMYSŁU jawiło się jako niemożliwe, stanie się możliwe.

No ale człowiek czuje się lepiej wiedząc, że może do niego przemówić płonący krzak, niż odpuścić opór przed “niemożliwym” podejściem do kobiety i powiedzeniem jej “cześć”.

Lepiej sądzić, że jak “damy na tacę” to się wdzięczny Bóg wszystkim zajmie, bo mu brakuje na spłatę ostatniej raty Iphone-a 10. A my już nic nie musimy robić. No bo męczymy się, więc nam wystarczy – my już mamy zawalony cały grafik.

Wyobraźmy sobie jak zareagowaliby “wierni”, gdyby zamiast fantastycznych bajeczek o kaszce mannie usłyszeliby, że są odpowiedzialni za swój los, że narzekanie jest synonimem porażek, obgadywanie prowadzi do chorób, migren. Że oni sami sobie to robią. Sądzę, że taki ksiądz nie byłby zbyt popularny, a może nawet jakiś “oddany wierzący” zarysowałby lakier jego samochodu. ;)

Cały czas mieszane są więc poziomy. Mamy po prostu bajzel. I wszyscy sądzą, że trzeba sobie z nim radzić. Nikt nie chce go uprzątnąć. No bo nikt nie chce wziąć odpowiedzialności.

We własnym pokoju, gdy jest syf, nie znajdziemy kluczy do samochodu, nie mówiąc o całym życiu i jego wielu obszarach i niuansach.

Bo ludzie nie potrafią odróżnić mądrości od głupot.

Mieszamy to co pozwala osiągnąć ogromny sukces finansowy z tym, co prowadzi do zmagania, frustracji i cierpienia.

Kolejny absolutnie niezrozumiany koncept religijny to tzw. Sąd Ostateczny.
Sąd Ostateczny odbywa się każdej sekundy!!! Na tym polega wolna wola. Sami wybieramy kim jesteśmy i nigdy nie jest za późno, by zmienić swój kierunek.

Aby to wyjaśnić porównajmy Wszechświat do pola elektromagnetycznego.

Każdy odpowiada za swój ładunek i tym samym sam decyduje w jakim miejscu tego pola się znajdzie w każdej sekundzie. Od tego m.in. jest czas – byśmy mogli dokonać korekt. Bez czasu jeden błąd mógłby spowodować, że od razu wylądowalibyśmy w piekle.

To pole NIE JEST arbitralne – nie karze i nie nagradza. Nie ma wybrańców, nie wartościuje. Daje nam to, jacy jesteśmy. Daje bezwarunkowo, cały czas i coraz więcej. Kalibracja tego akapitu to poziom zrozumienia ponad 700. Nie ma za co! Enjoy! :)

A teraz wiedząc to, przeczytajmy Biblię z tego poziomu (wiemy już jakie księgi pominąć). I wtedy starajmy się zrozumieć przekazy.

Możemy więc dalej modlić się do Boga, by zmienił świat i zabrał z niego zło (hehe) lub modlić się, by pomógł nam poradzić sobie z wadami własnego charakteru, stać się bardziej wyrozumiałym, rozsądnym, itd.

Pole nie jest arbitralne. Nie wysyła jednej istoty tu, a drugiej tam, bo tak mu się podoba. Tak się nie dzieje. Dlatego koncept Boga ze Starego Testamentu jest tak wyrodny, bo to absolutne niezrozumienie Rzeczywistości.
Rzeczywistość jest stwarzana cały czas. Bóg nigdzie nie odszedł, bo nie gra w bilard – nie uderzył bili i się reszta toczy bez Jego udziału. Jest cały czas obecny. Tak jak Jezus mówił – Królestwo Boże jest w nas. Bóg jest w nas, a nie gdzieś tam i czeka na nas na wielkim tronie. I jednych przytuli, a drugich kopnie w dupę.

Ale to od nas zależy czy grawitować będziemy w stronę Boga, czy nie. Czyli czy będziemy żyć coraz bardziej odważnie, chętnie, akceptująco, radośnie, kochająco, etc.

Więc jeśli wybieramy na poziomie pornografii – 110, no to nie dziwmy się, że nasze życiowe doświadczenia nie będą na poziomie radości albo w naszym życiu będzie coraz mniej radości. Bo poziom 110 to poziom ludzi bezdomnych, anarchii, rasizmu, wilka w owczym przebraniu (tym jest pornografia). Czyli jesteśmy podatni na manipulację, żyjemy przeświadczeniami fatalistycznymi, może nawet wpadniemy do jakiejś sekty lub kultu, jesteśmy podatni na krytykę i sami krytykujemy – wręcz jesteśmy jakby uzależnieni od krytyki, etc. Czy ktokolwiek nas do tego zmusza? Nie! Ale jeśli wybieramy jakiś poziom, no to sami zapraszamy inne jakości z tego poziomu.

“Pukajcie, a wam otworzą”. No jeśli pukamy do speluny to kto otworzy? Święty? Bogaty? Mądry? Otworzy żul, biedak, bandyta lub ktoś chory.

Czy tak trudno to zrozumieć?

Może wreszcie poraz dojrzeć, że rzeczywistość da się dość klarownie opisać na zadowalającym poziomie zrozumienia?

Przypieprz ręką w ścianę – zaboli! Przypieprz mentalnie w emocję – zaboli!
Przytul ścianę – będzie przyjemnie. Przytul emocję – będzie przyjemnie.

Tylko oczywiście jest poziom 200 – poziom, na którym bardzo wiele ulega zmianie. Na poziomie niższym wzmacnia nas to co negatywne – np. ciężka, brutalna muzyka.
Jeśli wzmacnia nas to, co zdrowy rozsądek określa jako negatywne, to mamy poważny problem.
Na poziomie poniżej 200 niechęć, walka, agresja wzmacnia człowieka. Na poziomie powyżej już osłabia. Ja kiedyś gdy się wściekałem to czułem się silny i groźny. Dzisiaj jak się wścieknę, to czuję w żołądku jakbym miał tam kwas, chce mi się wymiotować i muszę się położyć. Oczywiście wkurzenie się na moment niewiele mi szkodzi ale gdy się szybko nie uporam z gniewem, no to mam problem.

Jeszcze kilka ciekawych kalibracji:
– OSHO – 95.
– Człowiek, który sam siebie uznał za mistrza Kursu Cudów – 165.
– Mohammed, gdy dyktował Koran – 740. Potem, w wieku 35 lat – 130.

Nie dziwmy się więc jak obecnie wyglądają relacje z radykalnymi wyznawcami religii założonej przez Mohammeda. To poziom nieco tylko wyższy od poziomu apokalipsy.

Jesteś w Czyśćcu. Możesz popełniać błędy. Od tego jest do cholery ta planeta! To bezpieczne miejsce do popełniania błędów! Idź popełniaj błędy! Wybieraj to co pozytywne – zawsze miej taką intencję. Bierz odpowiedzialność za swoje wybory, dobrze się baw, staraj się służyć ludziom, a przynajmniej bliskim (nie usługiwać, tylko służyć), bierz na klatę co przychodzi. Będzie dobrze!

Dlaczego tak ważne jest, by wzrastać w świadomości? Bo to nie tylko wzrost w jakości nastawienia do życia, ludzi, siebie, etc. ale także wzrost ilościowy oraz jakościowy w energii, którą dysponujemy.

Jednocześnie przerabiamy niezwykle ważne lekcje.

Człowiek dopiero na poziomie świadomości Akceptacji zaczyna tworzyć swoje życie zgodnie ze swoją wolą. Do tego momentu ulega tylko temu, co oferuje mu jego otoczenie. Ma pracę mniej więcej taką jak jego znajomi/bliscy, za granicę wyjeżdża tylko na wakacje, nie uczy się niczego, czego nie poznali ludzie z jego otoczenia, etc.

Wzrastając w świadomości przerabiamy lekcje kolejnych poziomów:

– Odwagi: stajemy się przedsiębiorczy, pionierscy, zaczynamy badać życie, eksperymentować, wędrować coraz dalej poza strefy znane naszemu umysłowi.

– Neutralność: uczymy się właściwych postaw odnośnie różnych negatywności i problemów, na które trafimy.

– Ochota: uczmy się właściwego nastawienia do życia, do sukcesu, do osiągania, do działania. Wzrost w energii i zmiana intencji powodują, że chce nam się coraz więcej i coraz bardziej. Ale są to już wybory mądre, a nie takie jak uzależnieni – robienie coraz więcej i coraz dłużej tego, co poważnie szkodzi.

– Akceptacja: potężny poziom energii i podejścia do życia. Przestajemy cierpieć i mamy energię, by poradzić sobie z większością problemów i wyzwań. Mówi się, że człowiek na poziomie Akceptacji, gdy znajdzie się nagi na wyspie to za pół roku będzie miał tam działającą fabrykę bananów. Bo człowiek ten jest elastyczny – dostosowuje się do rzeczywistości, w której się znalazł. A to właśnie jedno z ogromnych nieporozumień ludzi z niskiej świadomości. Sądzą oni, że ludzie przedsiębiorczy zmieniają rzeczywistość – że ją naginają pod siebie. Ale tak nie jest! Oni obserwują rzeczywistość i DOSTOSOWUJĄ SIEBIE do niej. Patrzą np. czego potrzebują ludzie, jakie mają problemy i znajdują do tego rozwiązanie. Jeśli coś się zmieni – np. przestają być popularne kasety VHS, bo technologia poszła do przodu, to nie zmagają się i nie użalają, tylko zaczynają się uczyć, poznawać nową technologię i dostosowują swoje usługi i produkty do nowego poziomu technologicznego.

– Rozsądek: lekcje rozsądku to jeden z najbardziej istotnych poziomów na tej planecie.

Oczywiście każdy poziom jest ważny i każdy jest inny. Nie można powiedzieć, że któryś jest lepszy od drugiego, bo naturalnie trzeba uwzględnić kontekst. Przykładowo poziom 440-460 to idealny pułap dla prezydenta USA. Człowiek na tym poziomie jest w stanie połapać się we wszystkich niuansach polityki, problemów w szerokiej skali.

Natomiast człowiek na poziomie Miłości (500+) kompletnie się by nie nadawał na prezydenta, bo takiej osoby nie interesuje to, co jest istotne na 440. Poziom Miłości to perfekcyjny pułap dla przywódcy duchowego jak papież.

Wyobrażamy sobie Jana Pawła II zajmującego się np. ekonomią? Mógłby przytulić te osoby, pozdrowić je, pobłogosławić ale nie byłby praktyczną pomocą.

Dlatego KAŻDY poziom jest istotny na swoim poziomie dla aspektów rzeczywistości bliskich mu i nieraz także niższych.

Wracając do Rozsądku – to poziom już bardzo daleko od zwierzęcej, niskiej emocjonalności. Emocje oczywiście nadal występują i będą dopóki jesteśmy człowiekiem. Ale jaka jest różnica? Człowiek dużo niżej w świadomości może nie czuć strachu i zrobi coś idiotycznego – np. wejdzie do klatki z lwem w ZOO albo żeby się popisać przed znajomymi wypije na raz pół litra wódka i inne szaleństwa. Słowem – zrobi sobie krzywdę. Człowiek rozsądny nawet nie czując strachu wybierze rozsądnie. Sprawdzi, co w jego życiu wymaga natychmiastowej korekty, naprawy i uzdrowienia i zajmie się tym od ręki.

Człowiek w niskiej świadomości widząc brudny pokój najpierw pójdzie do kina, by poczuć się lepiej i potem może ewentualnie posprząta. Człowiek rozsądny najpierw posprząta pokój i dopiero pójdzie do kina.

Człowiek w niskiej świadomości najpierw zajmie się tematami najmniej ważnymi, by uniknąć tych najbardziej bolesnych. Człowiek rozsądny najpierw zajmuje się tematami najbardziej bolesnymi.

Człowiek w niskiej świadomości żyje tak jakby każdy dzień był pierwszym i miał przed sobą tysiące kolejnych. Człowiek rozsądny żyje tak jakby każdy dzień był ostatnim dniem jego życia.

Człowiek w niskiej świadomości żyjąc tak jakby każdy dzień miał być ostatnim wybiera zazwyczaj ucieczkę w różne przyjemności, by się “nachapać”. Człowiek rozsądny robi to, co najważniejsze w kontekście zadbania o przyszłość swoich bliskich, swojej firmy, swoich klientów.

Człowiek w niskiej świadomości modli się, by Bóg zabrał od niego problemy. Człowiek rozsądny modli się, by Bóg pomógł mu się z nimi uporać – by pomógł mu wzrosnąć na tyle, by te problemy przestały być uciążliwe.

Czy to jakieś sekrety, niesamowite tajemnice, wybitne sztuczki psychologiczne, ezoteryczne mądrości uzyskane od istot astralnych? Nie. To zwykłe, racjonalne podejście do życia. Dojrzałe, zdrowe, odpowiedzialne. Osoba w niskiej świadomości o tym wszystkim słyszała ale po prostu tego nie robi. Nie żyje tak. Zazwyczaj dlatego, bo zatrzymuje się na poziomie mentalnym (myśli) i/lub emocjonalnym (opór/emocje).

Osoba rozsądna nie zatrzymuje się na negatywnych myślach i niskich emocjach tylko dlatego bo je ma i czuje dyskomfort. Podejmuje działania POMIMO tego. Ale oczywiście podświadomość ma bardziej zadbaną. Nie nosi w niej ogromnego obciążenia, które towarzyszy praktycznie non stop innym ludziom, którzy zamiast się z niego uwolnić, albo się z tym męczą, tłumią, wypierają, albo projektują na świat zewnętrzny.

Mam nadzieję, że ten artykuł dał Ci do myślenia! I że to myślenie przekujesz na pozytywne rezultaty w Twoim życiu!

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Powiadom mnie o
Avatar

Avatar
Gość
Katolik
23 października 2019 16:05

Nadal są igrzyska tylko że w dużo lekkszej formie niż kiedyś i bez zabijania – box, wrestling itp. miliony facetów lubią to oglądać i marzą aby lać się po pysku niczym małpy w buszu.

Avatar
Gość
Lucyna
29 września 2019 07:51

Piotrze wspominasz cały czas aby kierować się słowami Wielkich takich jak Budda, Jezus, Kriszna, Zoroaster. Co jest dla mnie oczywiste:) A Mahomet? Czy w Islamie i księdze Koran nie ma mądrości? Byłam w krajach zachodnich i zaskoczyło mnie jak bardzo ta religia się staje popularna i jak coraz więcej ludzi wybiera ją.

Avatar
Gość
Katolik
12 września 2019 19:48

Piotrze na jakim poziomie świadomości aktualnie jesteś i jak wysoko się chcesz wznieść? Pewnie dążysz do wyższych nieb astralnych i tam pójdziesz. A swoją drogą gdzie znajdują się te nieba i piekła których są nieskończone ilośći.W kosmosie?Na odległej planecie? Wielu ludzi mówi i uważa że piekło jest na Ziemi.

Avatar
Gość
katolik
11 września 2019 14:24

Piotrze podczas kazania na górze w Galilei Jezus wygłosił kazania kto zazna błogosławieństwa\szczęścia. Czy one są prawidłowe i są to właściwe wartości? Czy trzeba być milczący lub cierpieć?
Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie.
Błogosławieni, którzy się smucą, albowiem oni będą pocieszeni.
Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię.
Błogosławieni, którzy łakną i pragną sprawiedliwości, albowiem oni będą nasyceni.
Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią.
Błogosławieni czystego serca, albowiem oni Boga oglądać będą.
Błogosławieni, którzy wprowadzają pokój, albowiem oni będą nazwani synami Bożymi.
Błogosławieni, którzy cierpią prześladowanie dla sprawiedliwości, albowiem do nich należy Królestwo niebieskie.
Błogosławieni jesteście, gdy /ludzie/ wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.

Avatar
Gość
Mateusz
6 września 2019 13:21

Kiedyś napisałeś mi ze poziom kalibracji OSHO jest dość wysoki, ale nie należy się go “ślepo słuchać”. Teraz widzę w artykule 95. Jak to możliwe? Mógłbyś rozwinąć?

Avatar
Gość
Pytający
3 września 2019 10:19

Ja chciałbym odnieść się do komentarza osoby która zapytała o to, czy spotykasz się z kobietami tylko powyżej 200. Jak to wygląda całościowo w kontekście relacji? Pisałeś o tym że seks jest wymianą energii, więc jeżeli Ty jesteś na poziomie np. 300 a kobieta byłaby na tym poziomie zwierzęcym (czyli poniżej 200) to seks z nią sprawi, że ona odda Tobie energię “gorszej jakości”, niższą? Ja patrzę u kobiet tylko na wygląd, mogłaby być na poziomie 0 ale jak byłaby ładna to byłbym zainteresowany seksem z nią. Mam nadzieję że napiszesz kiedyś artykuł o kalibracji, jak wygląda ten proces, i jak oblicza się poziom danej osoby, stwierdzenia itp. Pozdrawiam :)

Avatar
Gość
Syzyf
3 września 2019 09:18

Warto też wspomnieć, że czymś innym jest modlitwa do Jezusa jako człowieka, by coś zrobił, np. zabrał (czyli nie tylko my się nie zmieniamy, zrzucamy odpowiedzialność ale i jeszcze utrzymujemy świadomość separacji), a czymś zupełnie innym jest modlitwa do Boga – do Jego ekspresji poprzez m.in. Jezusa. Obie te modlitwy mają inny wpływ, inny rezultat. Większość modli się do Jezusa jako człowieka. A nie Chrystusowej świadomości, która jest w każdym z nas. Tym samym także opóźniają swój rozwój.

Jak wiec powinna brzmieć modlitwa do Boga o pomoc w wyjsciu z uzależnienia, lub pomoc/poddanie mu jakiejś emocjii?
“Przez Chrystusa Pana naszego” ,tzn przez Chrystusową świadomość?

Avatar
Gość
Katolik
31 sierpnia 2019 18:52

Piotrze to może ja podam bardzo dobry przykład przedstawiający kontekst jest nim kazirodztwo. Przepraszam że taki dosadny ale świetnie pokazuje kontekst.Oczywiście ani nie popieram ani nie zwalczam. Jest brat i siostra i kochają się wyższą miłością od zawsze się sobie podobają dogadaju się jak żadne inne pary, żyją jakby we związku ich dusze są w ogniu w łózku częstują się smakowitymi pocałunkami ale muszą ukrywać to przed wszystkimi ludźmi zwłaszcza obcymi bo inaczej dostaną zakaz zbliżania. Pewnie od dziecka już byli zawsze razem, spali w pobliżu a gdy dojrzewali razem odkrywali świat swoje ciała i namiętną seksualność. A oni przecież w ogóle nie robią sobie krzywdy jest to za zgodą obydwóch są lepszą parą niż większość małżeństw ale nie mogą. Dla społeczeństwa z każdym pocałunkiem i seksem coraz bardziej są w piekle. Kto w takim przypadku postępuję dobrze ludzie którzy zakazują ich miłośći czy oni poddając się katastrofalnej miłości? Kto ma rację? Dziecka wiadomo że nie będę mogli mieć, ale będę chociaż ze sobą zawsze. Na zachodzie w paru krajach kazirodztwo jest legalne, zresztą czy to grzech przecież mówi się z siostrą nie grzech.

Avatar
Gość
Łukasz
30 sierpnia 2019 22:27

Piotrze odnośnie świadomości to pisałeś, że 80% ludzi jest poniżej 200.Załóżmy,że Ty masz powyżej 200 czy spotykasz się z kobietami,które są tylko powyżej 200?

Avatar
Gość
Paweł
27 sierpnia 2019 13:28

Loooooo k…wa! Super artykul. Super we wszystkim. Dzieki.
Piotrze, ja tez chcialbym samemu kalibrowac, tylko nie wiem, na jakim poziomie swiadomosci ja jestem. Czy moglbys mnie ” wykalibrowac”, tak na odleglosc? A ty jak kalibrujesz? Samemu, czy we dwoch?
I jeszcze bardzo mnie zaciekawilo, to, co napisales o aniolach, archaniolach itd. Moglbys polecic jakas ksiazke/ki, w tych tematach? Pozdrawiam.

wpDiscuz
Podobne Wpisy:
Porno w liczbach (szokujące informacje!)

Porno w liczbach (szokujące informacje!)

Wpis ten poświęcony został statystycznym informacjom dotyczącym pornografii. Wg mnie zebranie tych informacji jest niezbędne, by pokazać ludziom (nie tylko uzależnionym!), że porno ma realny wpływ na otaczającą nas rzeczywistość. To nie wszystko. Z Newslettera mogłeś się dowiedzieć w jaki sposób porno wpływa na mózg ludzi w każdym wieku – tym bardziej dzieci. Jeżeli nie… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 14
O Emocjach – Duma (Część 2)

O Emocjach – Duma (Część 2)

Witam Cię serdecznie! Dziś kontynuujemy temat świadomości Dumy. Część pierwszą znajdziesz klikając na link poniżej: ► O Emocjach – Duma (Część 1). Duma służy nam tylko i wyłącznie w świadomości zwierzęcej – małej, ograniczonej, czerpiącej swoje zasoby z zewnątrz. Jako, że stanowi ukoronowanie domeny ego, warto poznać jej zdrowe zastosowanie jak i pułapki, gdyż może… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 12
Uzależnienie – Czym Jest i Jak Powstaje? (Część 1, Wideo)

Uzależnienie – Czym Jest i Jak Powstaje? (Część 1, Wideo)

[Transkrypt wideo] Witam Cię serdecznie! Dzisiejszym filmem rozpoczynam serię materiałów odnośnie wielu połączonych ze sobą elementów, których zaniedbanie prowadzi do uzależnienia. Transkrypcję każdego filmu umieściłem na Blogu serwisu Wolność od Porno, do którego adres to: www.wolnoscodporno.pl/Blog Zapraszam! Uzależnionych są setki milionów na całym świecie. Uzależnień również są setki, zaś uzależnienie od pornografii jest jednym z… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 2
O Emocjach – Pożądanie (Część 2)

O Emocjach – Pożądanie (Część 2)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat świadomości Pożądania. Część pierwszą znajdziesz klikając na link poniżej: ► O Emocjach – Pożądanie (Część 1). Skoro pożądanie jest nad wstydem, poczuciem winy, apatią, żalem i strachem, naturalnym jest, że jeśli zalegają w nas te niskie emocje, podjęcie działania, by zrealizować pragnienie, a nawet ustalenie kroków czy wyznaczenie terminu realizacji ujawni… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 2

WOLNOŚĆ OD PORNO