Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/15

Witam Cię serdecznie!

Kontynuujemy temat chorób charakteru.

Część 1 znajdziesz klikając na link poniżej:

► Choroby charakteru (Część 1)

Przypomnę szybko w jaki sposób warto patrzeć na chorobę. Choroba – informacja o braku spokoju (czyli rezultat braku spokoju).

Mówię więc o takich postawach i jakościach stanu naszej psychiki, które można określić wspólnym mianownikiem – brak spokoju. Oznacza to, że fundamentem uzdrowienia jest niezbędna praca powrotu do stanu spokoju.

Wiele osób morduje się (nieraz dosłownie) z myślami, co jest z góry skazane na porażkę w kwestii zdrowia. Ale w kwestii robienia sobie kłopotów – jest to jak najbardziej skuteczne!

Bo myślenie to proces kompletnie niezależny od nas.

Człowiek nie myśli!

Warto zdać sobie z tego jak najszybciej sprawę. Jednocześnie dostrzeżemy wtedy skalę wiary w tę iluzję. A więc skalę popełnianego podstawowego błędu założenia na temat ludzkiej natury.

Myśli nie są więc problemem, tylko zajmowanie się nimi na setki różnych, niezdrowych, durnych sposobów. Najbardziej niekorzystnym i niekonstruktywnym jest opieranie się myślom. Drugim w kolejności – bezkrytyczne słuchanie się ich i postępowanie na ich podstawie.

Wiedząc to przystąpmy do opisu następnych chorób charakteru.

2. Mentalny paraliż.

Bardzo powszechny, szczególnie u mężczyzn. U mężczyzn, którzy nie są świadomi swoich emocji i swojej postawy względem nich.

Mentalny paraliż to rezultat słuchania się swojego umysłu – oczarowywania się mentalnym bełkotem, hipnotyzowania się tym i w międzyczasie stawianiem oporu – wybieraniem postawy niechęci. Najczęściej postawy niechęci wobec swoich emocji.

W poprzedniej części mówiłem czym jest podejmowanie decyzji. Paraliż to rezultat:

1. Nie podejmowania decyzji.

2. Nieświadomego podejmowania decyzji innej, niż logiczne rozważania. To tak jakbyśmy więc próbowali przejść przez dwoje drzwi naraz.

W obu przypadkach umysł szybko wyprojektowuje ten stan na coś, co mogłoby go tłumaczyć. Np. zrzuca odpowiedzialność na myśli lub emocje (najczęściej na strach i opór). Albo na świat zewnętrzny, przekonując nas na wiele różnych sposobów – “TO jest trudne”, “Świat jest straszny”, etc.

Ale okazuje się, że paraliżu nie powodują ani myśli, ani żadna emocja, ani opór. To nasze niezdecydowanie wynikające, że cały czas hipnotyzujemy się tym, co bełkocze nasz umysł. Dlatego stoimy. A w tym czasie poświęcamy ogromne ilości zasobów energii psychicznej i mentalnej na opieranie się niewygodnym emocjom i walkę z myślami.

I sądzimy, że przegadamy umysł. Że on “zmieni zdanie”. Ale umysł nie ma swojego zdania, ani potrzeb!

Umysł tylko powtarza w kółko to, czym został zaprogramowany!

Próba przekonania umysłu do zmiany zdania, to jak próba przekonania nagranego filmu, by pokazał inne sceny, niż zostały nakręcone.

Jeśli nagraliśmy lot klucza gęsi, to choćbyśmy błagali 50 lat, by film pokazał coś innego, ten film nadal będzie pokazywał lecące gęsi.

Oglądanie tego, to tak jakby siąść przed telewizorem i nigdy nie wstać, bo cały czas w telewizorze pojawia się reklama i następna, i następna, i następna. Reklamy programują nas, że TEGO potrzebujemy i BEZ TEGO będzie nam gorzej. Dlatego nie ruszamy z miejsca BEZ TEGO.

Ile razy słyszeliśmy, że bez jakiejś tajemnicy, sekretnego tekstu na podryw nie mamy szans spodobać się kobiecie?

Zarówno w telewizorze cały czas coś leci jak i w naszym umyśle. I żadnej z tych rzeczy nie potrzebujemy. Bo to tylko odtwarzana w kółko papka, którą usłyszeliśmy przypadkiem lub szukając jakichś informacji bez weryfikacji źródła i jakości tych informacji.

W umyśle NIGDY nie znajdzie się rozwiązanie, ani żaden nowy, KORZYSTNY sposób do przekroczenia/rozwiązania obecnych problemów.

Zauważył to na szczęście Einstein (a więc człowiek umysłu – sam szczyt mentalnej jakości), jeśli ktoś w duchowości dopatruje się jeszcze jakichś niebezpieczeństw (heh).

Potrzebna najczęściej jest więc tzw. inspiracja (nie motywacja). Czyli coś, co pochodzi z nowego (wyższego) poziomu naszego wnętrza. Motywować się można 80 lat i nie ruszyć dupy z miejsca. Bo opór, niepewność, mentalizacja nadal jak były, tak są. Bo nie zmieniliśmy kontekstu – nie zostaliśmy zainspirowani.

A żeby do tego wyższego poziomu się dostroić, należy dokonać głębokiego WEWNĘTRZNEGO oczyszczenia (a nie iść na basen czy masaż, ani oglądać śmiesznych filmików w internecie). Drugim sposobem jest zostanie zainspirowanym przez kogoś – czyli usłyszeć coś nowego, pozytywnego, budującego – poznać nową perspektywę, szerszy KONTEKST bolesnej sytuacji, na co nasz paplający umysł nigdy nie wpadł. Czyli czego po prostu nigdy nie usłyszał. Bo wybieraliśmy co najwyżej takie informacje, które potwierdzały naszą dotychczasową świadomość.

Ale jeśli stoimy w miejscu to prawdopodobieństwo zostania zainspirowanym wynosi zero. M.in. dlatego mój Program ma duże powodzenie, bo prowadzony jest w całości przez internet. Tak jakby “zhakowałem” ten problem.

Bardzo wielu przedsiębiorców zauważyło, że często nie ważne jest jak wystartujemy, tylko ważne jest, by w ogóle wystartować.

Ja tak zacząłem. Gdyby przeczytać mój pierwszy artykuł na tym Blogu i obecne, dostrzeżemy przepaść między zaprezentowanymi jakościami kilka lat temu, a dziś. Niemniej, gdybym nie wystartował z takim, a nie innym poziomem, NIGDY nie osiągnąłbym poziomu obecnego. Mógłbym sobie czytać o prowadzeniu Bloga, o pisaniu artykułów i nigdy nie napisałbym nawet takiej słabizny. I również nigdy nie napisałbym niczego lepszego!

Ba! A co z Programem WoP? Jestem w trakcie tworzenia nowej wersji – 3.1. To już 4-ta iteracja całego Programu! Więc WoP tworzę od ponad 4 lat. Wersja pierwsza była… jaka była. Była. I mnóstwo przedsiębiorców mówiło, że pierwsze wersje ich produktów – niezależnie czy samochodów, posiłków, produktów elektronicznych były bardzo słabych jakości W PORÓWNANIU do wersji najnowszych.

Ale na tym polega zdrowy perfekcjonizm – na DĄŻENIU do perfekcji, a nie wymaganiu i oczekiwaniu perfekcji już na starcie.

Uzależniony również po prostu powinien zacząć. Będą pomyłki i upadki. Ale jeśli dziecko bałoby się upadków, to żaden człowiek nie nauczyłby się chodzić! Wszyscy pełzalibyśmy po ziemi!

Jeśli chcesz się nauczyć robić coś dobrze/coraz lepiej – rób to jak najczęściej i eksperymentuj! Im więcej pomyłek popełnisz na swojej drodze do uzdrowienia, tym prawdopodobieństwo wyzdrowienia staje się coraz większe, nie mniejsze! Ale robienie w kółko tego samego i oczekiwanie innych rezultatów to szaleństwo! Co, na szczęście, też zauważył człowiek umysłu – Einstein.

Ja piszę coraz więcej, nie mniej. Kiedyś moją obawą było, że skąd ja wezmę materiały, by napisać jeden średniej długości artykuł raz na miesiąc? A teraz piszę tyle tekstu, że wiele innych Blogów z jednego mojego artykułu miałoby przynajmniej kilka swoich.

Jeśli więc chcecie się nauczyć świetnie całować – całujcie jak najwięcej! Eksperymentujcie!

Oczywiście można 20 lat walić głową w ścianę i dziwić się, że nic się nie zmieniło. Mądre wyciąganie wniosków, świadomość co i jak można poprawić oraz WDRAŻANIE tego jest niezbędne. Więc jeśli całujesz za szybko, zwolnij. A żeby zwolnić – rozpoznaj W SOBIE PRZYCZYNĘ pośpiechu i zajmij się nią. Podpowiem, że najczęściej jest to opór, strach i wstyd.

Mentalny paraliż często nazywany jest więc “perfekcjonizmem”. Oznacza to, że chcemy za wszelką cenę uniknąć porażek i błędów. A skąd żeśmy wytrzasnęli to przekonanie?! Uważamy, że unikanie błędów jest pozytywne? Nie! To samo w sobie bardzo poważny błąd i wielu ludzi doprowadził do sabotowania swoich działań i sukcesów. A nawet nigdy nie weszli na drogę prowadzącą do sukcesu! Zatrzymali się na drodze zmagania z własnym bagażem negatywności.

W najlepszym przypadku perfekcjoniści potrafią jedną/kilka rzeczy robić dokładnie i to całkiem nieźle. Ale nie są twórczy. Gdy więc pojawi się nowy problem (co na tej planecie jest gwarantowane), znowu “dostaną paraliżu”. Poczują się bezsilni, gorsi – no bo próbując robić coś, czego nie potrafią, bo nigdy tego nie robili, na pewno popełnią błędy!

Mentalny paraliż to już rezultat negatywnego programowania – nawyków. Ludzie zamiast znaleźć rozwiązanie zaczynają napierać na problem i szukać rozwiązania poza sobą. Zazwyczaj czytają – uciekają w wiedzę sądząc, że w ten sposób uchronią się przed popełnieniem błędu. Albo wiecznie uciekają od dyskomfortu, a ich umysły prześcigają się w wymyślaniu przeróżnych, najbzdurniejszych tego racjonalizacji.

A rozwiązania nie ma poza nami, bo jedynym problemem jest to jak postrzegamy dany problem – jakie jest do niego nasze nastawienie i jak postrzegamy samych siebie w odniesieniu do tego problemu (zazwyczaj traktujemy się jako gorszych/mniejszych/bezsilnych).

Zauważ, jeśli rozwiązanie problemu miał(a)byś poznać na drugim końcu świata w jakiejś bibliotece ale podróż byłaby fantastyczna, był(a)byś cały czas podekscytowany(a), dobrze byś się bawił(a) i jeszcze wiele nauczył(a), to czy podróż na drugi koniec świata była jakimkolwiek problemem? Nie.

Oto jak postępuje większość ludzi:

(To nie mój filmik, znalazłem go dawno temu i zachowałem na artykuł tego typu)

Film ten pokazuje jak działa pożądanie – utrzymywanie chcenia, zmaganie się. Napieramy na ścianę i uważamy, że jak naprzemy na nią dostatecznie silnie, to zniknie… Zamiast wyboru rozsądku i spokojnego rozejrzenia się czy nie ma innej drogi.

A obok jest rozwiązanie – wyjście – z którego możemy skorzystać bez wysiłku, bez zmagania, bez cierpienia.

Jak z niego skorzystamy to to, czego pragnęliśmy również możemy mieć.

I to już bez napierania na ścianę.

Oczywiście większość ludzi woli wierzyć, że jak przestaną pragnąć i się zmagać, to nigdy nie osiągną/nie będą mieli tego, czego pragną. A przecież mają w swoim życiu tysiące dowodów na to, że pragnienie nie jest do niczego potrzebne i tylko utrudnia realizację!

Większości ludzi trzeba pokazać tę inną drogę – np. żeby nie męczyć się z myślami, tylko je ignorować. Nie wypierać emocji, nie uciekać od nich, tylko je akceptować i uwalniać.

Od bólu też nie trzeba uciekać! Skąd wzięliśmy to przekonanie, że ból jest zły? Co to za bzdura!?

Idźmy na siłownię, a spotkamy setki ludzi, których podejście do bólu jest bardzo mądre – cieszą się, że boli! Bo to znak, że wykonali porządną pracę! Nie walili głupio głową w ścianę (wtedy też będzie boleć i ból sygnalizuje o robieniu czegoś idiotycznego), tylko wykonywali plan – realizowali mądrze ustalone kroki do osiągnięcia ustalonego celu. Na tej drodze ból jest niezbędny i zazwyczaj jest niezbędny na większości dróg prowadzących do zrealizowania czegoś, czego nigdy jeszcze nie mieliśmy. Gdyby ćwiczący unikali bólu, to po świecie chodziłyby same chudziny.

Więc niezbędny jest rozsądek, by osądzić czy źródłem bólu jest głupota, czy korzystne działanie?

A jeśli robimy po swojemu, potem denerwujemy się na innych, którzy dostrzegli jak postępujemy (nieraz od lat) i mają dla nas dobrą radę, a my na to:

– A daj mi spokój! Nie widzisz, że jestem zajęty i nie mam ani czasu, ani siły na twoje dobre rady?!

Bo ludzie ci starają się przejść przez ścianę, na którą sami napierają! Oczywiście, że rośnie w nich gniew, bo rośnie w nich również uczucie bezsilności. Ściana nie pada, a oni opadają z sił. Uważają więc, że ich problemy są dla nich zbyt trudne. I programują się, że są wobec nich bezsilni. I ich umysły wymyślają nawet najbardziej fantazyjne racjonalizacje.

Ileż osób pisze mi, że podejście do kobiety jest za trudne! Mówią, że nawet próbują i ich to przytłacza! Co? Podejście do kobiety? Nie! Dlaczego tak chętnie powtarzają bzdury, że coś zrobienie czegoś jest zbyt trudne? To po prostu nie jest prawda!

Zrobienie tego Z BAGAŻEM, który noszą jest trudne. Czy zdziwiłoby nas, gdybyśmy próbowali podlać kwiatki w ogródku z 40-toma kilogramami cegieł na plecach i by nas to męczyło? Każdy rozsądnie zdjąłby to zbędne obciążenie i podlał kwiaty swobodnie, spokojnie i radośnie. Ale w przypadku emocji nikt tego nie robi! Bierze ten bagaż, wszędzie z nim chodzi i dziwi się, że wszędzie mu ciężko! Łolaboga! Tajemnica życia!

Tylko słyszę narzekania – “cegły mnie bolą!” A ja się pytam – ileż można?

Nie męczy nas więc to, co robimy/próbujemy robić, tylko noszenie tego, co nagromadziliśmy w sobie przez lata napierania na różne ściany! Ale dalej wierzymy, że to PODEJŚCIE DO KOBIETY jest trudne. Nie. Trudność wynika z braku akceptacji tego, co czujemy zanim w ogóle nawet otworzymy usta.

Przestań więc napierać na ścianę. Znajdź wyjście z innej strony. I zdejmij z siebie ten bagaż.

Wyjście znajdziesz je tylko, gdy przestaniesz się zmagać, walczyć, opierać na to, co już w sobie nosić. I gdy przestaniesz zrzucać za to odpowiedzialność na świat.

Zmaganie albo rozwiązanie – wybieraj.

Rozwiązania nie znajdziesz w umyśle w stanie innym, niż spokój LUB inspiracji od osoby, która Twój problem zna i postrzega go już w stanie przynajmniej spokoju.

Rozwiązanie znajdziesz na kartce papieru, na której SPOKOJNIE rozważysz i rozpiszesz wszystkie możliwości, które “wymyśliłeś”. Następnie poszukaj ludzi, który ten problem mieli i go rozwiązali. Zapisz jakie rozwiązanie zastosowali oni. Wujek Google chętnie Ci w tym pomoże. Będziesz miał(a) wtedy listę rozwiązań. Skreśli, które już zastosowałeś/aś i przystąp do sprawdzenia kolejnych.

Jeśli ustaliłeś(aś) duży cel, rozpisz mniejsze kroki. I zacznij realizować pierwszy. Nie ważne jak. Ważne, by zacząć. Nauczysz się po drodze.

Miej pewność, że dojdzie do porażek. Nie doprowadź do mentalnego paraliżu, bo on wynika ZAWSZE z niezdecydowania pomiędzy dwoma wyborami – np. zaryzykować gorsze samopoczucie czy go uniknąć.

Paraliż nie ma źródła ani w świecie zewnętrznym, ani w emocjach, tylko w naszym nastawieniu do nich – walki z nimi.

Nie oczarowuj się, że unikniesz gorszego samopoczucia. Ależ poczujesz się gorzej! No i? To nic złego. Zapisz TERAZ też jakie jest Twoje obecne podejście do porażek, do upadków. Napisz co o tym sądzisz i co czujesz, gdy do porażki dochodzi.

Bo skorygować możesz to tylko stając się tego świadomym/ą.

Dopóki się z tym nie zmierzysz, nic nie ulegnie zmianie na lepsze.

3. Wątpliwości.

Główną przyczyną wszystkich wątpliwość to wątpliwość w siebie.

To jak pień, z którego wyrastają gałęzie pozostałych wątpliwości.

Więc ponownie – aby zmienić cokolwiek w swoim życiu, najpierw trzeba zacząć od siebie – od zmiany przynajmniej naszego nastawienia do danego problemu/zagadnienia/porażki/błędu.

No bo zastanówmy się – nawet jeśli spróbowalibyśmy coś zrobić i by się nam nie udało – co z tego? Nic. Podejmujemy kolejną próbę i kolejną aż do skutku. I tak działają zarówno ludzie mądrzy i dojrzali jak i dzieci.

Widzimy to właśnie doskonale u dzieci – starają się podnieść i upadają. CODZIENNIE upadają dziesiątki, jeśli nie setki razy! Robią to nieprzerwanie, aż nauczą się chodzić. Nie zatrzymuje ich nawet to, że nieraz przywalą głową w kant.

Ból nie zatrzymuje dzieci, bo dzieci nie zostały jeszcze zaprogramowane, że w bólu jest coś złego!

Dopiero potem stosujemy wygodną wymówkę, że jak boli, to można przestać… czyli postępujemy mniej dojrzale od dzieci.

Dopiero z czasem dzieci są programowane, że w porażkach i upadkach jest coś złego, że należy ich unikać, wiecznie się tylko kształcić, by nigdy nie popełnić błędu. A jeśli błąd popełnimy lub odniesiemy porażkę, no to dowód, że z nami jest coś nie tak!

Ale gdyby to była prawda, to z każdym dzidziusiem byłoby coś nie tak!

Małe bobasy uczą nas, że popełnianie błędów nie tylko jest bezpieczne ale jest także NIEZBĘDNE, by odnieść sukces!

Ale raz jeszcze – robienie w kółko tego samego, szczególnie bez intencji odniesienia sukcesu – nie doprowadzi nas do sukcesu. Konieczne są korekty tam, gdzie są niezbędne. A jeśli wiemy rozsądnie, że robimy to, co niezbędne – praktykujmy to jak najczęściej. A jeśli robimy coś zbędnego czy błędnego – przestańmy to robić. Nikt mi nie wmówi, że nie robienie jest męczące…

Pamiętajmy, że my też byliśmy dzidziusiem i wszystkie negatywne programy zostały nam dane. I to MY się ich trzymamy. Programy się nas nie trzymają.

Najczęściej dane nam zostały nieświadomie przez ludzi, którzy wcale nie chcieli wyrządzić nam nimi krzywdy. No ale sami byli nimi zaprogramowani, więc inaczej nie mogli. Ale przecież tak roznoszą się wirusy w komputerze. Gdy wirus znajdzie się na jednym, to przeniesienie jakiegoś, nawet korzystnego programu na kolejny komputer spowoduje, że przeniesie się także wirus. Czy pierwszy komputer chciał zainfekować drugi? Nie! Bo to dzieje się automatycznie.

Więc nikt nie jest winny!

Krytycznym jest więc przestać obwiniać – tak innych, jak i siebie samego/samej.

Jeśli chcesz uniknąć błędów i porażek, to już negatywne programowanie! I możesz sobie je utrzymywać i wierzyć w nie. Tylko po co?

Nie żyłoby Ci się prościej, gdybyś czuł(a) spokój, a nawet radość, gdy popełniłeś/aś błąd? I po prostu spokojnie wyciągnąłeś/aś z tego wnioski i go naprawiłeś/aś lub szedłeś/szłaś dalej, do celu?

Są ludzie, którzy źle się czuli czytając mój Program, bo w Module mającym 200 stron znaleźli 3 literówki! I starali się mnie zaprogramować, bym i ja poczuł się z tym źle! Z 200-tu stron potężnej wiedzy to ich najbardziej uderzyło! “Poczuli”, że Program nie jest profesjonalny, bo są w nim literówki. Wow. Pięknie, pięknie. Ale ich przekonania to “full profeska”. Bo mają takie wspaniałe rezultaty w życiu.

Możemy być pewni, że będziemy mieli wątpliwości i to odnośnie wszystkiego!

I pierwszym krokiem zawsze jest stać się ich świadomym, a nie od razu brać je za pewnik i podchodzić do świata z tym głupim bagażem.

Masz nic z nim nie robić. Tylko się go pozbyć. Zaś uciekanie i tłumienie, ani wypieranie Cię z niego nie oczyszcza, ani nie pozbawia…

Zastanówmy się czy większy rachunek dostaniemy za spróbowanie, czy za brak próby? Bo rachunek przyjdzie – zawsze. I czy będzie tam kwota dodatnia czy ujemna zależy tylko i wyłącznie od nas.

Więc Twoje życie, to może nie żaden smutny los, tylko po prostu rachunek z negatywną kwotą za brak kolejnych, dojrzalszych prób?

I próbowanie “naprawy świata”, czyli zajmowanie się literówkami w WoP, zajmowanie się tym, co ktoś zrobił czy powiedział (czyli “młócenie” tego w sobie) to nie mądre działania. To ucieczka od mądrych działań. To zajmowanie się wszystkim, tylko nie tym, co ważne. I właśnie dlatego, bo mamy względem tego wątpliwości.

Więc mamy wątpliwości i, jak przedstawię w następnym punkcie – martwimy się. Wątpimy czy nam się uda. I tu niespodzianka – jeśli będziemy wątpić, to NA PEWNO się nam nie uda!

Ale wraca temat tego, że umysł myśli sam. Nie my myślimy! Więc sama obecność wątpiących myśli to jeszcze nie jest żaden problem! Problemem jest to czy się tym daliśmy zahipnotyzować!

Uważamy, że czegoś nie możemy zrobić, bo TO jest XYZ? Nie! Czujemy XYZ, bo takie MY mamy nastawienie wobec tego.

Nie wątpmy, że popełnimy błędy lub nawet osiągniemy porażkę. To prawie pewne! Ale niech nas to nie zatrzyma! Nasz umysł będzie miał/ma wątpliwości – to pewne jak Słońce! Ale niech nas to nie zatrzyma!

Nie dajmy się oczarować, że bardzo chcemy coś zrobić i trzymamy kciuki, że nasz umysł nie zacznie bełkotać głupot. Zacznie! Na 100%! Bełkotał tysiące razy do tej pory, to będzie bełkotał następne tysiące. No i?

Jeśli zaś swoją wartość uzależniamy od rezultatów naszych działań – no to już znamy przyczynę, którą musimy się zająć.

Nie w wątpliwościach jest więc problem, tylko w naszej niechęci do odczucia tego, co kryje się pod wątpliwościami.

Unikanie działania i popełniania błędów nie jest żadnym rozwiązaniem, bo w ogóle nie dotyczy przyczyny.

A przyczyna jest właśnie ukryta w naszej niechęci do odczuwania. Jest nią najczęściej wstyd, wina, żal, poczucie bezsilności, strach.

Dlatego zacznijmy. I nauczmy się właściwie radzić z emocjami i oporem.

Bo nawet uwodziciele zauważyli, że jak kobieta mówi “Nie!” to w 98% przypadków nie jest to “kategoryczne nie!”. To “nie” oznacza “Nie tak/nie w ten sposób. Spróbuj inaczej/później”. Każda kobieta ma swoje upodobania, swój gust.

No chyba, że śmierdzimy, jesteśmy pijani lub po prostu faktycznie się jej nie spodobaliśmy (co nie znaczy o nas nic złego, ani o tej kobiecie).

Ale opór i wstyd, który odczuwamy słysząc “nie” powoduje, że nasz umysł sam sobie tworzy racjonalizujące te odczucia historyjki, które NIGDY nie są ani korzystne, ani nawet zgodne z prawdą. Kobieta czeka i spodziewa się, że spróbujemy w inny sposób, a my rezygnujemy wciskając sobie kit, że na pewno ma chłopaka, że z taką to nie mamy szans, etc. No ale jeśli daliśmy się zahipnotyzować mentalizacji, to nigdy nie poznamy rzeczywistości, ani tego jaka jest pozytywna.

I to kobietę zniechęca – wiara w te bzdurne myśli i ujmowanie sobie na ich podstawie, a nie coś realnego w nas.

4. Martwienie się.

Ach, ulubiona mentalna rozrywka miliardów ludzi.

Od razu uwaga – jeśli ktoś zapyta – “Piotrze, a czym się różnią wątpliwości od martwienia się”, to już wpadł jak śliwka w kompot. Dał się zahipnotyzować nic nie znaczącym bełkotem, którego celem jest po prostu zatrzymanie nas w miejscu i zajmowanie się tym, co nie ma ŻADNEGO znaczenia. To pytanie nie ma żadnego znaczenia.

Martwienie się – niekończący się dramat roztaczany przez nasze umysły, w których jesteśmy globalnie tak zakochani. Niezależnie ile szkód już wyrządziliśmy sobie słuchając się własnych myśli, nadal wierzymy im bezkrytycznie i nadal ślepo jesteśmy im oddani.

A wystarczy, że ktoś inny popełni malutki błąd i już przestajemy tej osobie ufać. Np. wspomniane literówki…

Czy to nie głupota, a może nawet przejaw szaleństwa? Tak. Ale jest to szaleństwo społecznie akceptowalne…

Martwienie się to próba kontrolowania przyszłości. A więc to robienie czegoś niemożliwego. Dlatego można wsiąknąć w to na dziesiątki lat.

Co więcej – to totalna głupota. Bo rezultaty – przyszłość – to kalka chwili obecnej. A jeśli w chwili obecnej utrzymujemy coś tak negatywnego jak martwienie się, to co odbije nam przyszłość – czego stanie się powieleniem? Czegoś innego, niż strach, opór, braki? Nie! Dokładnie tego, co czujemy teraz i czego sami się trzymamy.

Innymi słowy – martwiąc się zawsze doprowadzimy do większej ilości sytuacji, w których będziemy się martwić w nieskończoność. Tak samo z narzekaniem, obwinianiem, użalaniem, frustrowaniem, opieraniem, denerwowaniem, etc.

Bo każda mentalizacja wyłącznie napędza samą siebie. To jej jedyny cel. Dla wielu osób to fajna sprawa, bo dzięki temu zawsze mają coś do roboty. Ale ta robota nie daje żadnych korzystnych, wymiernych rezultatów w życiu. Nazywa się zmaganiem.

“Bogaci się bogacą, a biedni biednieją”. Bo przyszłość to odbicie teraźniejszości. Jeśli w chwili obecnej utrzymujemy negatywności i braki, no to doświadczymy ich więcej! Dlaczego dziwi to miliardy ludzi? Tak było zawsze, jest i będzie zawsze. Jak walisz głową w ścianę to liczysz, że przestanie boleć? Nie! Będzie boleć coraz bardziej aż do osiągnięcia punktu krytycznego, w którym dostaniesz wstrząsu mózgu i/lub stracisz przytomność. I dopiero wtedy człowiek – gdy dostatecznie zaboli – lub postawimy się w sytuacji krytycznej, dochodzi do poddania krytyce swoich nieświadomych działań i dokonania korekt.

Co więcej – większość ludzi została jeszcze zaprogramowana, że martwienie się O KOGOŚ to wyraz troski! A cóż to za szaleńcza głupota się pytam!?

Martwienie się to żaden wyraz troski! To bezczelna próba kontroli drugiej osoby, byśmy MY poczuli się lepiej!

“Martwię się o ciebie” oznacza – “Czuję się źle i oczekuję od ciebie, że postąpisz zgodnie z moimi oczekiwaniami, bym ja poczuł(a) się lepiej”. To wszystko.

“Martwię się o przyszłość” oznacza – “Czuję się źle i oczekuję, że przyszłość będzie taka jakiej się spodziewam, bym poczuł(a) się lepiej/bym nie poczuł(a) się gorzej”.

Czy to rozsądne? Mądre? Zdrowe? Dojrzałe?

To szaleństwo, głupota. Niedojrzałość!

To jak przyciskanie hamulca i liczenie, że nas to przyspieszy… a potem użalanie się, że dalej stoimy w miejscu i że życie nas rozczarowuje…

“Piję truciznę, by za godzinę stało się coś, abym poczuł się lepiej”. Wiesz co się stanie “za godzinę”? Coś/ktoś wyciągnie z Ciebie tę truciznę! Bo to jest najważniejsze!

Jak jedziesz powoli to ktoś zaraz Cię obtrąbi, byś przyspieszył/a! Czy ktoś Cię tym klaksonem zranił? Jeśli tak to tego podejdziesz, to oczywiście, że poczujesz ból! Ale w rzeczywistości to dla Ciebie istotna informacja – puść hamulec!

Martwisz się, że bliskiej Ci osobie stanie się krzywda? Ależ właśnie to się stanie! By wydobyć z Ciebie ten opór, strach, pragnienie kontroli. Bo to trucizna, która Ci szkodzi! Inna osoba podświadomie doprowadzi do sytuacji.

Tego też uczą nas bobasy. Bobas biegnie, a my mu mówimy – “Nie biegnij, bo się przewrócisz!” I w tej samej sekundzie bobas – bum! – upada.

I rodzic triumfalnie oznajmia – “A NIE MÓWIŁEM?”

Ależ mówiłeś/aś i dlatego do tego doprowadziłeś… idioto/tko! I kosztowało to Twoje dziecko niepotrzebny ból. W tej sytuacji to Ty miałeś/aś wyciągnąć wnioski i dojrzeć/nauczyć się, a nie bobas!

Posłuszne dziecko słyszy tylko “przewrócisz się”. Więc się przewraca. Na tym polega programowanie (się). Podświadomość słyszy to, co sobie powtarzamy. I następnie tego doświadczymy. Czy tego chcemy, czy nie. A jeśli już doświadczamy czegoś negatywnego, to już REZULTAT negatywnego programowania.

Nie mamy więc zmagać się z rezultatami, ani użalać nad nimi, tylko zająć się przyczyną.

Jeśli martwimy się, by nasze dziecko nie zaczęło palić papierosów, to zacznie ono czuć nasz opór, niepewność i strach. Jeśli nie nauczymy dziecka radzić sobie z własnymi emocjami (a skoro się martwimy, to znaczy, że sami tego nie potrafimy), to dziecko poszuka sposobów na radzenie sobie ze stresem. I jak myślimy, na jaki sposób prawie na pewno trafi? Na papierosy!

I co wtedy? Tak kochaliśmy nasze dziecko martwiąc się, że gdy dowiemy się, że pali to nasza miłość rozpali się jeszcze mocniej? Nie! Zaczniemy się użalać, obwiniać je, płakać, krzyczeć na nie, mówić jak nas rozczarowało i zraniło, etc. Czyli wyjdzie z nas to wszystko, co ukrywaliśmy “martwieniem się” i co nazywaliśmy “troską i miłością”.

A dziecko się dziwi, że na nie wrzeszczymy zamiast mu podziękować, że wyciągnęło z nas tyle syfu trzymanego przez lata!

Pozytywne nastawienie nie oznacza, że wypieramy prawdopodobne gorsze scenariusze. Ale nie utrzymujemy ich w sobie.

Bo na czym się będziesz koncentrował/a – to z (dużo) większym prawdopodobieństwem się wydarzy!

Poza tym – opór, ani nienawiść, ani gniewanie się, ani obwinianie niczego w życiu nigdy nie rozwiązało.

Opieranie się negatywności to nie odpychanie jej, tylko przyciąganie! Opór odpycha to, co pozytywne i przyciąga to, co negatywne! Bo sam z siebie jest negatywny!

Nie słyszałem jeszcze, by robienie czegokolwiek negatywnego dało komukolwiek cokolwiek pozytywnego…

Już 2 000 lat temu Jezus uczył nas, by się nie opierać. Ale dzisiaj opór to dla większość ludzi “lekarstwo na wszystko”. Oczywiście Budda zauważył, że to tak naprawdę trucizna no ale my wiemy lepiej…

Czyli wiemy lepiej od dwóch najmądrzejszych i najwyższej w świadomości osób w historii tej planety. Kalibracja pokazuje, że NIGDY NIE BYŁO nikogo w wyższej świadomości, czyli wyżej w mądrości pojmowania rzeczywistości.

Poza tym martwienie się to proces kompletnie bezosobowy, ciągły i wieczny. Będzie trwał dotąd, dopóki nosimy w sobie opór, strach, winę, wstyd, żal, dumę. I dopóki utrzymywać będziemy w sobie te jakości i budować na ich bazie przekonania, to tego doświadczymy.

Większość ludzi wykorzystuje negatywne, bolesne doświadczenia, by dalej się martwić! Nie dokonują korekt, więc doświadczają tego dalej, cały czas.

I tym chętniej wykorzystują zachowania innych ludzi, by racjonalizować i usprawiedliwiać nimi dalsze trzymanie w sobie negatywności i wybór negatywnych postaw. Najczęściej jest tym rozczarowanie. Traktujemy je jako negatywne i obwiniamy innych. A rozczarowanie jest pozytywne! Bo odczarowuje z zaczarowania!

Więc z jakich zaczarowań życie stara się nas odczarować?

Odnośnie martwienia się znajdziemy mnóstwo porad zatytułowanych – “Jak przestać się martwić?”. I jeśli będziemy z nich korzystać – wpadliśmy jak kamień w wodę! Nie można przestać “się” martwić!

Należy w końcu zrozumieć, co mówię – nie my myślimy! Nie my mentalizujemy! Nie my się martwimy! A skoro my tego nie robimy, to nie możemy tego przerwać! Jednak możemy w tym uczestniczyć i zasilać to przez dekady.

Mamy to ignorować! Kompletnie przestać zajmować się myślami! Zamiast tego mamy brać przykład z ludzi, którzy odnieśli sukcesy, planować tak jak oni, rozpisywać cele, podejmować działania, rozliczać się z rezultatów, a nie próbować rezultaty kontrolować robiąc coś nierozsądnego. Nikt nie odniósł znaczącego sukcesu bez odniesienia wielu porażek!

Jeśli nasze myśli są negatywne, to olej je i zacznij korzystać z myśli ludzi wartych naśladowania!

Nie próbujmy zmieniać własnych myśli, bo one po prostu nic nie znaczą i nigdy nie znaczyły!

Bo czy znaczy cokolwiek program telewizyjny, który czytasz codziennie, a który ma datę 7 lat wstecz?

A są ludzie, którzy codziennie “czytają” myśli mające i po 40 i więcej lat! I cały czas dopasowują je do czasów obecnych! Czy dziwne, że nie widzą w swoim życiu to, czego by chcieli? Może wreszcie zacząć “czytać” coś innego?

Próbując do nich nie dopuścić i/lub je kontrolować, sami sabotujemy sukces! Ceną sukcesu są porażki i błędy – popełnianie ich! Ale nie oznacza to, że ich popełnianie automatycznie gwarantuje sukces.

Miliardy ludzi codziennie powtarza te same błędy. Różnica między nimi, a tymi, co sukces odnieśli polega na tym, że osoby sukcesu wyciągały korzystne wnioski i mieli odpowiednie nastawienie – dokonywali mądrych korekt, rozliczali się z rezultatów, upewniali się, że ich kierunkiem nadal jest sukces, a nie np. unikanie gorszego samopoczucia. Jednym słowem można powiedzieć, że różni ich intencja.

Jeśli czuli się gorzej, to szli do swojego mentora, osoby, która realnie mogła im pomóc i pytali o radę i ją STOSOWALI. A nie brali te wszystkie swoje negatywności i toksyny i “stawiała z nich kolejkę” swoim znajomym, by je usprawiedliwiać.

Jim Rohn powiedział w swoim wykładzie dwie ważne rzeczy:

– Jeśli chcesz korzystać z czyichś rad, spójrz na bibliotekę tej osoby – co czyta. Jednak pamiętajmy, że jeśli ktoś tylko czyta i nie przekuwa tego na rezultaty, no to mamy odpowiedź gdzie dojdziemy.

– Nie bądź wyznawcą niczego, tylko badaczem, adeptem. Czyli stosuj, badaj, eksperymentuj, podróżuj, zwiedzaj, doświadczaj. Ucz się samodzielności.

Można w dużym uproszczeniu powiedzieć, że w życiu mamy tylko 2 drogi:

– Posłuszeństwa.

– Samodzielności.

Większość ludzi wybiera posłuszeństwo wobec swojego programowania i myśli. A że w większości oczywiście są negatywne, no to i droga będzie przesycona negatywnościami.

Samodzielność oznacza m.in., że przestajemy ślepo wierzyć myślom. Bo myśli to “one”, a my to my.

Nie można iść oboma drogami naraz. A to rzuca interesujące światło na zagadnienie, że “kobiety lubią bad-boyów”, czyli “nieposłusznych chłopców”. Nie chodzi o to, że ktoś jest “zły” lub zachowuje się wulgarnie. Tylko, że jest samodzielny – dojrzały, odpowiedzialny. Niektóre oczywiście lubią wulgarnych, agresywnych. Ale kogo interesuje taka głupia baba? ;)

Nikt nie jest bardziej ważny, ani bardziej wartościowy od nas. Jednak człowiek rozsądny unikać będzie tych, którzy traktują się bez szacunku i tak traktują innych.

Nasze życie to coś, co powinno stanowić dla nas klucz, by się rozwijać. Bo nasze życie to odbicie nas. Pokazuje nam radykalnie nas samych cały czas. Jest dla nas naszym lustrem.

Rozumiemy?

W naszym życiu widzimy siebie. Nie widzimy problemów świata, tylko cały czas nasze własne opinie o tym. I ogromnym błędem jest sądzić, że ktoś widzi nas. Nikt nie widzi nas! Każdy widzi wyłącznie siebie – to co utrzymuje i czym został zaprogramowany (np. na nasz temat). Widzi więc swoje opinie o nas, a nie nas! Możliwe też, że widzi nasze opinie o nas. Ale opinia, to opinia, a nie rzeczywistość!

Sądząc, że inni wierzą/utrzymują/myślą to samo, co my, to tak jakby sądzić, że w każdym lustrze każdy widzi nas. No my oczywiście widzimy nas. Ale czy nie jest szaleństwem sądzić, że jak ktoś inny podejdzie do tego lustra, to nie zobaczy siebie, tylko nas? Kogo w lustrze zobaczy inna osoba?

Co ciekawe większość również sądzi, że w lustrze widzą innych! Przykładowo – ktoś na nas wrzeszczy i nazywa nas idiotą. I my tej osobie wierzymy! Sądzimy, że ona widzi w odbiciu nas. Ale ona widzi siebie! A co my widzimy? Również tylko siebie! Widzimy nasze przekonania o słowach tej osoby, “widzimy” nasze emocje, nasz ból. Nie robi tego tamta osoba! Jej nie ma! Każdy widzi tylko siebie, swoje interpretacje, swoje emocje, swoje nastawienie/postawy.

Więc to tak naprawdę głupota być czyimś wyznawcą. Bo ich życie to ich odbicie. My mamy przekuć wiedzę na rezultaty we własnym życiu. To, co działa u kogoś innego nie musi zadziałać u nas! Ale to MY mamy to sprawdzić i tylko my za to odpowiadamy.

Zamiast martwić się czy coś nie zadziała – sprawdźmy to! Jeśli nie zadziałało, ok – super! Już wiemy, by się tym nie zajmować i tego nie używać. Ale konieczna jest uczciwość – czy w swoich badaniach byliśmy rzetelni, dokładni? Jaką mieliśmy intencję? Czy/co chcieliśmy tak naprawdę dowieść sobie? Jaka była nasza intencja? Udowodnić sobie, że się nie da, czy odnieść sukces?

Nawet łyżką do zupy nie zjemy zupy jeśli złapiemy ją odwrotnie. I łatwo sobie wtedy udowodnimy, że świat chce naszej krzywdy.

Jeszcze na temat martwienia się. Warto wiedzieć, że czasem możemy zrobić wszystko co niezbędne z odpowiednią dbałością, intencją, zaangażowaniem, a i tak odnieść porażkę.

Co chcę, byś wiedział na ten temat:

1. Tak było od tysięcy lat, jest i będzie nadal. Pogódź się z tym.

2. Ludzi sukcesu to nie zatrzymało, by spróbować kolejny raz i kolejny, aż do odniesienia sukcesu.

Masz pełne prawo przegrać. To normalne! Nikt Cię za to nie obwini. Co więcej – wiele osób będzie Cię podziwiać za samą próbę.

Ale niech na próbach (ani tym bardziej tylko jednej próbie) się nie skończy!

Nie robisz tego, by zostać poklepanym po główce jak mały piesek, bo tak ślicznie starał się złapać rzucony mu patyk. Robisz to, by odnieść ZAPLANOWANY SUKCES.

No ale jeśli naszą nieuświadomioną intencją było znalezienie akceptacji u innych czy poklasku, no to zatrzymamy się na jednej nieudanej próbie, którą ktoś docenił.

Intencją tego artykułu nie było rozwiązać wszystkich problemów związanych z tymi chorobami charakteru, tylko ukazać szerszy kontekst, by zacząć się tym zajmować samodzielnie, odpowiedzialnie, dojrzale.

Bo umysł na godzinę wymyśli setki negatywności. On będzie je wymyślał szybciej, niż da radę sobie z nimi poradzić najznamienitszy myśliciel i filozof. Ignorowanie załatwia w mig cały problem.

Do tematu chorób charakteru wrócimy w jeszcze przynajmniej jednym artykule (możliwe, że jeszcze w 3-4).

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Powiadom mnie o
Avatar

Avatar
Gość
Paweł
16 września 2019 07:12

Piotrze, znasz moze sposob medytacji “kim ja jestem”? https://bibliotekajogi3.pl/?page_id=530

Avatar
Gość
Marcin
14 września 2019 11:23

Tak się zachwycasz tymi bobasami. A mi ostatnio taki bobas pokazał wstrętny jęzor błe! Wrzeszczy to na cały regulator nie może ustać w miejscu na chwilę. Ja przy takich bobasach ani chwili nie wytrzymuję musiałbym go zakneblować lub związać aby był spokój. Mnie dzieci zawsze brzydzą, wyglądają jak takie gollumy z Władców Pierścieni. Cieszę się że nie muszę mieć dzieci i nigdy ich nie będę miał. Uh co za ulga że to nie konieczność każdego człowieka! Przecież to jest jak kula u nogi.

Avatar
Gość
Łukasz
11 września 2019 16:59

Witaj Piotrze mam taki problem,bo chodzi o to,że będąc na spotkaniu z dziewczyną obwiniam się,że np za mało mówie i za duzo wymagam od siebie.Ostatnio taka jedna dziewczyna powiedziała,że to nie jest to i możemy się przyjażnić,ja się zgodziłem lecz czułem ból wewnętrzny,bo Ona mi się podoba a ja jej nie przypadłem za bardzo do gustu,bo powiedziała,że mam inne podejście do zycie i ogólnie nie było tej takiej chemii.Z drugiej strony to mógłbym się z Nią przyjażnić, bo Ona nie ma nic przeciwko bym ją przytulał lub całował lecz mi czegoś brakuje i czuje się żle,bo chciałbym coś więcej,ale na siłe,przecież nie zmusze ją do związku.W ogóle jaką mam uwalniać emocje jeśli chodzi o tą sytacje?Niewystarczalność czy bardziej wstyd to jest według Ciebie Piotrze?Jak jestem przy tej dziewczynie to ciągle ją dotykam i łapie za ręke,bo tak mnie ciągnie do tego… ale nie chce wyjśc na nachalnego i potrzebującego;//

wpDiscuz
Podobne Wpisy:
Życzenia 2016

Życzenia 2016

Jest mi bardzo miło powitać Cię w nowym roku, już 2016! Z tej okazji z całego serca życzę Ci miłości, szczęścia i radości odnalezionych w sobie i przelanych na innych ludzi. Abyś swoje marzenia i potrzeby realizował w mądry i zdrowy sposób. Aby nie brakowało Ci odwagi oraz pomysłów, by osiągać swoje cele oraz aby… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0
Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 5) – Słowo kończące

Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 5) – Słowo kończące

Witam Cię serdecznie! Oto piąta i ostatnia część serii o gorszych dniach. Części 1-4 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 1) – Wprowadzenie. ► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 2) – Rozwinięcie. ► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 3) – Ogólne Rady. ► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 4) – Konkrety. Gorsze dni charakteryzują… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4
O Emocjach – Gniew (Część 2)

O Emocjach – Gniew (Część 2)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat świadomości Gniewu. Część pierwszą znajdziesz klikając na link poniżej: ► O Emocjach – Gniew (Część 1). Ok, dlaczego w ogóle piszę o gniewie? Co mają nam przynieść te informacje? Przed Tobą myślę, że dość mocno kontrowersyjny artykuł. Przede wszystkim musimy zrozumieć, że niezależnie ile przekonań zbudowaliśmy na temat gniewu –… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 6
Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 1) – Wprowadzenie

Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 1) – Wprowadzenie

Witam Cię serdecznie! Dzisiejszym artykułem rozpoczynam krótką serię o arcyważnym temacie gorszych dni. Najpierw trochę ogólników, a potem konkrety. Na świecie istnieje jakieś niewypowiedziane przekonanie, że jeśli nie czujemy się cały czas ok (lub czujemy się gorzej dłużej, niż przysłowiowe 3 minuty), to znaczy, że coś jest nie tak i zaraz trzeba coś z tym… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4

WOLNOŚĆ OD PORNO