Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/15

Witam Cię serdecznie!
Porozmawiajmy dziś o drugim spektrum niskiej świadomości i rezultacie poważnych wewnętrznych zaniedbań. W poprzedniej części tej serii przedstawiłem zarys mojego zrozumienia mechanizmów niskiego poziomu świadomości na przykładzie seryjnego mordercy Teda Bundy. A dziś mamy “seryjnego samobójcę”. Więc z jednej strony zabijanie innych, z drugiej – próby odebrania życia sobie.
W artykule tym nie dam recepty na ten problem. Receptą jest Program Wolność od Porno i wszystko, co może Ci (realnie) pomóc – wliczając grupy 12 kroków, terapie i odpowiednie leki. Być może artykuł ten pomoże dostrzec, co robiłeś(aś) nie tak i dlatego Ci się nie polepszało. Czasem wystarczy minimalna zmiana i jest moment “Ahaaaa!” i wszystko ulega zmianie. A czasem musi zaboleć dostatecznie mocno, by się człowiek trochę otrzeźwił.
Niemniej jeśli już doszło do tak poważnych zaniedbań i ich konsekwencji takich jak myśli, a nawet próby samobójcze, lepiej jednak współpracować ze specjalistą, niż próbować zająć się tym wszystkim samemu.
Z doświadczenia wiem, że każda pomoc jest nieoceniona.
Mam też nadzieję, że dzięki temu artykułowi będzie można w odpowiedni sposób specjalistom przedstawić swój problem i jego przyczyny, by pomoc, terapie czy inne formy pomocy mogły zostać odpowiednio dobrane i zastosowane.
Ok, przede wszystkim podwalina bazy fundamentu podstaw – umysł myśli sam.
Umysł myśli sam!
A dokładniej – myślenie odbywa się samo.
Myślenie to proces nieskończony, kompletnie bezosobowy i ciągły. Zasilany przez energię emocji i oporu.
Jeśli to do nas nie dotrze, z resztą będą kłopoty.
Ile razy słyszeliśmy od innych “Myślę, że…”, “Wczoraj myślałam o…”. To po prostu bzdury! To jedynie hipnotyzowanie się bezosobowym procesem, którego nawet nie chcieliśmy!
Jeśli jednak to słyszeliśmy od dziecka, od zawsze, no to sami już w to uwierzyliśmy. To jak z telewizją. Kto ogląda ją świadomie, jest obecny, trzeźwy i w każdej chwili ma świadomość swoich decyzji i może je zmienić? A kto jak zahipnotyzowany, jak zombie po prostu siedzi przed telewizorem i wpatruje się nawet nie przełączając programu, gdy lecą reklamy?
Ile razy my tak do tego podchodziliśmy – “Myślę, żeby…”, “daj mi pomyśleć…”, “Boję się co inni pomyślą”. Czyli oczekujemy od radia, które nawet nie wiemy na jakich falach nadaje, że zacznie nadawać to, co my chcemy? Niby dlaczego? Co radio obchodzą Twoje problemy? To radio ma gdzieś Twoje cierpienie, braki, to czy żyjesz, czy umrzesz. “Radia” innych ludzi też bełkoczą kompletnie bezosobowo i ci ludzie również się tym hipnotyzują. Bo żyją kompletnie bez świadomości tego, co się dzieje.
Jeśli od zawsze słyszeliśmy, że musimy zająć się myśleniem, myśleć inaczej, np. bardziej pozytywnie, by zmienić swoje życie, to musimy zrozumieć jakiego POZIOMU dotyczyły te informacje. Człowiek może korzystać z umysłu konstruktywnie ale tylko w momencie, gdy PORZĄDNIE oczyści się emocjonalnie i zacznie żyć świadomie. Czyli wyjdzie z “pierwszej klasy” rozwoju jako istota ludzka. I ludzie, którzy dawali te rady wyszli już z tego poziomu. I błędnie uznali, że kontrola nad procesem myślenia to była tego przyczyna. A to nie była przyczyna, tylko rezultat wewnętrznego wzrostu i oczyszczenia. Być może już byli na tym poziomie.
Twój umysł to nie Twój przyjaciel. Ale też nie wróg. Tak jak radio to nie Twój przyjaciel, ani Twój wróg. Po prostu nadaje z jakościami, do których jest dostrojony.
Umysł więc nie wymyśli Ci zdrowia. Bo dopóki nie oczyścisz się wewnętrznie i nie wzrośniesz poprzez intencję, on będzie myślał z jakościami, które doprowadziły do tego problemu. A na tym poziomie rozwiązania nie ma. Jest na poziomie wyższym.
Potrzebne są działania wykraczające poza to, co w nim widziałeś/aś nawet całe swoje życie. M.in. dlatego tak istotne jest INSPIROWANIE się tymi, którzy rozwiązali problemy, które mamy my.
Wiele osób potrzebuje długiego czasu, by zrozumieć różnicę pomiędzy odpowiednimi działaniami, a czytaniem o działaniu.
Również mnóstwo osób potrzebuje długiego czasu, by zrozumieć różnicę między intencją wyjścia z uzależnienia, a robienia czegoś dla samego robienia (czyli w esencji to dalsza ucieczka, która nic nie zmieni).
Jeśli umysł myśli sam, to myśli, które w nim widzisz nie są Twoje, nie dotyczą Ciebie, ani Twojego życia. Ani nie stanowią żadnego rozwiązania!
To jedynie zasłyszane skądś osądy, percepcje, frazesy, losowe zdania i tak sprytnie nałożone na to, co się wydarzyło, że wydaje nam się, że nasz umysł myśli o tym zdarzeniu i je analizuje. Ale tak nie jest. To jedynie racjonalizacja naszych emocji. A emocje powstały na bazie naszej postawy odnośnie tego zdarzenia.
Co ciekawe – przecież to właśnie sytuacja staje się coraz gorsza, BO próbujemy robić coś słuchając się myśli. Odebranie sobie życia stanowi więc tylko kolejną błędną decyzję podjętą na bazie myślenia.
Nie Ty jesteś źródłem myśli, które widzisz w swoim umyśle! To “ja”, które tam się znajduje nie dotyczy Ciebie!
Jak czujesz wiejący wiatr, to znaczy, że wieje akurat i tylko na Ciebie? Ciebie wiatr chce owiać? Nie. Wiatr po prostu wieje i tyle. To, że Tobie wieje “po oczach” oznacza, że Ciebie akurat nienawidzi i chce Ci zaszkodzić, a osobie obok nie?
Wiatr nie ma żadnego celu. Po prostu wieje, bo taka jest jakość warunków – m.in. ciśnienia.
Ludzie w kółko się mnie pytają dlaczego umysł im szkodzi. No to pora zrozumieć, że umysł nie szkodzi, bo to nie jest istota świadoma. Umysł, dopóki nie zostanie oczyszczony z zasilających go niskich emocji, powtarza tylko to, co zapamiętał jako forma racjonalizowania emocjonalności. To wszystko. Nie ma w tym żadnej intencji szkodzenia komukolwiek. Nie ma też intencji pomocy.
To Ty odpowiadasz za to jakie decyzje podejmiesz.
Jeśli jest Ci w życiu źle, to znaczy, że Twoje decyzje są błędne dla Ciebie, a nie dlatego, bo Ci umysł szkodzi. Najwyraźniej trzeba zmienić to, na bazie czego podejmujesz swoje decyzje i tyle.
I to nie tylko w kwestii cierpienia, rozważania samobójstwa ale wielu aspektów swojego życia.
Jeden ubierze się ciepło i mu wiatr nie będzie przeszkadzał, a drugi za lekko i będzie mu bardzo zimno. Jeden zaakceptuje zimny wiatr i też nie będzie mu źle, a drugi będzie się opierał i będzie narzekał, użalał się z powodu tego wiatru, przez co będzie mu dużo gorzej go znieść… Czy to znaczy, że jednemu wiatr szkodzi, a drugiemu nie?
Nagle jedna osoba jest w niebie, a druga w piekle?
Oczywiście, że nie! Bo to nie wiatr ma wpływ na nas, tylko to my decydujemy o naszej reakcji na wiatr.
Tak samo z myślami. Każdy odbiera i interpretuje je po swojemu. Ze swojego poziomu. A za ten poziom jesteśmy odpowiedzialni.
Po drugie –
myślenie odbywa się samo i jest napędzane przez emocje.
To również trzeba zrozumieć.
Myślenie nie stanowi rozwiązań, ani odpowiedzi, tylko informację, że odczuwamy emocje i że się im ewentualnie opieramy. Myśli stanowią tylko racjonalizację emocji.
Umysł za pomocą myśli stara się je racjonalizować, wytłumaczyć. I używa do tego informacji, które skądś poznał.
Jeśli uznałeś/aś się za kogoś gorszego, to sądzisz, że to wymyślił Twój umysł? Że to rezultat rozsądnej analizy? Nie. To skądś zasłyszana bzdura, której umysł użył do racjonalizowania wstydu, winy, żalu, oporu.
Więc po raz kolejny – to nie Twoje myśli, tylko Twój umysł powtarza to co skądś… nawet nie wiesz skąd… usłyszał! Jak dziecko!
Gdy dziecko usłyszy w domu np. przekleństwo, to będzie je powtarzało pojęcia nie mając nawet co mówi i co to znaczy! I dokładnie tak żyje 80% ludzkości.
Dzieci są posłuszne i wszystko zapamiętują i starają się naśladować. Bo tak to wygląda na tym etapie rozwoju. Ale jako osoba dorosła już sami odpowiadamy za nasze wybory, decyzje, intencje. Jeśli nie oczyścimy się z dziecięcych nagromadzeń, no to nie dziwmy się, że nasze życie wygląda gorzej, niż dziecka. Bo nikt już nie będzie się zajmował 20-to, 30-to, 40+ latkiem/latką tylko dlatego, bo coś go/ją/Cię boli!
Jeśli coś czujesz i w umyśle widzisz myśl – “Jestem gównem” to nie Ty to myślisz! Ta myśl nie dotyczy Ciebie! Ten tekst mogłeś/aś przeczytać 23 lata wcześniej na jakimś forum internetowym i Twój umysł tylko wyszukał tej informacji jako racjonalizacji wstydu. Ty sam(a) błędnie założyłeś/aś, że to Ty myślisz i że to “(JA) jestem gównem!” dotyczyło Ciebie. To po prostu błąd, bo to “ja” dotyczyło osoby, która to napisała na tym forum. I dalszą częścią tego błędu jest uznanie, że skoro ta myśl jest prawdziwa, no to i uczucie jest prawdziwe i stanowi potwierdzenie myśli… I w ten sposób utrzymujemy i zasilamy program “jestem gównem”. A co zrobilibyśmy dla kogoś, kogo uważamy za gówno? Nic. A co dla siebie robimy?
Co to jest inaczej błąd? Grzech. Tym samym jak można “grzeszyć myślami”? Wyłącznie przez identyfikację/utożsamienie się z nimi i podejmowanie na ich bazie decyzji.
Myśli samobójcze stanowią więc informację o poważnie zaniedbanej podświadomości I TYLE. Naprowadzają co jest źródłem problemu. I my odpowiadamy za odpowiednio dobrane czynności.
Jak wieje zimny wiatr, a Tobie jest bardzo zimno, to jaka to jest informacja? Że wiatr jest zły? Nie! Niewłaściwie się ubrałeś/aś do warunków atmosferycznych I TYLE! Ubierz się odpowiednio do panujących warunków pogodowych i zniknie problem na całe życie. A nie masz walczyć z wiatrem, ani się użalać, że Tobie jest źle, a innym dobrze.
Założenie cieplejszych butów za bardzo nie zmieni sytuacji. W teorii działanie to jest odpowiednie ale w praktyce to zdecydowanie za mało.
Słowem – dobrane działania muszą być odpowiednie.
Odczucia to INFORMACJE o tym, co jest do korekty W NAS, np. w naszym podejściu do czegoś. A nie durne, bezlitosne, negatywne orzeczenia jacy to jesteśmy…
Zaniedbanie wnętrza natomiast następuje przez niewłaściwie postępowanie z emocjami – opieranie się im.
To jak z rzeką. Jeśli koryto jest czyste, woda płynie swobodnie i jest czysta. A jeśli koryto czymś zablokujesz, to woda przestanie płynąć i na blokadzie zaczną zbierać się śmieci, których wcześniej nawet nie zauważaliśmy, bo przepływały swobodnie.
W końcu woda stanie się niezdatna do picia, a koryto za blokadą wyschnie. Czy to znaczy, że pora umierać? Nie. To znaczy, że jak usuniesz blokadę, wszystko wróci do harmonicznego porządku. Porno, alkohol, papierosy, internet, seks, drogi samochód, dzieci, etc. nie usuwają tych blokad.
I teraz wiedząc to przystąpmy do obejrzenia filmu i porozmawiamy o tym, co ma do powiedzenia główny bohater (to nie mój film, nie roszczę sobie do niego praw. Wrzuciłem go na mój kanał, by w przypadku usunięcia z oryginalnego źródła był dostępny. Z perspektywy niezrozumienia, pogubienia i mitów na temat cierpienia i emocjonalności jest niezwykle ważny. Oto link do oryginału: https://www.youtube.com/watch?v=1e9KjI0ZvmI ).
 
W moich komentarzach nie mam zamiaru nikogo obrażać, wyśmiewać. Nic z tych rzeczy. Bo wiem, że każdy robi to, co może ze swojego poziomu zrozumienia, percepcji, interpretacji, przekonań, wiary, poziomu inteligencji, wiedzy. Dlatego jeśli liczymy na zmiany, konieczna jest zmiana swojego poziomu. Od tego jest m.in. ten artykuł. Jeśli zmian nie ma, to potrzebna jest radykalna uczciwość – patrzysz na to, co robisz/robiłeś(aś) i jakie są tego rezultaty.
Mnóstwo osób narzeka, że robi to, co trzeba, a nie ma efektów. Nawet się na mnie denerwują, frustrują się, bo wg nich “łapię ich za słówka”, gdy analizuję ich wypowiedzi i Raporty. A okazuje się, że np. próbują za pomocą narzędzia uwalniania uwolnić “chęć obejrzenia porno”… A skąd oni to wytrzasnęli!? Nigdzie w Programie WoP o tym nie mówiłem, jasno im przedstawiłem co i jak mają robić. A oni robią coś zupełnie innego, nie zauważają tego i denerwują się na mnie, że im zwracam uwagę… Ludzie robią samych siebie w jajo na tysiące sposobów.
Ok, wracamy do filmu.
Sprawa pierwsza – 5 NIEUDANYCH prób samobójczych. Zauważmy – w teorii odebranie sobie życia to coś banalnego. Nie będę nikomu podsuwał żadnych sugestii ;) Niemniej on próbował 5 razy, a nadal żyje. Oznacza to, że coś w nim chciało i nadal chce żyć.
Słowem – decyzje o samobójstwie nie były podjęte świadomie. Intencją wcale nie było odebranie sobie życia, tylko ucieczka od cierpienia. A że w śmierci też spodziewał się bólu i cierpienia, jej również chciał uniknąć. To pokazuje nam, że dopóki całkowicie nie odpuścimy trzymania się sytuacji obecnej (np. poprzez odpuszczenie oporu względem tej sytuacji), to jej nie zmienimy. Dlatego on nie zmienił swojej sytuacji i żyje. Czegoś się nadal trzyma.
Będę się odnosił do poszczególnych zdań/fragmentów wypowiedzi.
“Coś w nas pęka” – nic nie pęka. Nagromadzenie emocji i oporu powoduje coraz większy ból. Umysł wyczerpuje jedna za drugą opcje, jakie poznał w kwestii radzenia sobie z tym. A że żadne nie działają (bo nie mogą działać), decyduje się na ostateczność. Czyli to, co sam uznał za rozwiązanie. A rozwiązaniem nie jest. Jest kolejnym rezultatem popełniania w kółko tego samego błędu.
“Przemoc w rodzinie. Brak akceptacji” – czyli główne źródła nie tylko pierwszych tłumionych emocji ale też wzorców postępowania z emocjami – trzymania się ich, projektowania, opierania, walki. Zmagania, wewnętrznego duszenia ich/siebie. Zrzucania ich innym “na  głowę”. Sądzenia, że za nasze uczucia odpowiadają inni ludzie.
Są to oczywiście w głównej mierze wstyd i wina ale też bardzo dużo żalu, strachu i gniewu.
Osoba taka coraz mniej akceptuje siebie, bo przede wszystkim nie akceptuje tego, co czuje. Opiera się temu, walczy z tym, wypiera. Robi co może, by nie czuć. Gdyż, sądzi, że czując je będzie cierpiała tak jak cierpiała będąc dzieckiem, gdy otrzymywała te programy.
Brak akceptacji siebie to również program, który otrzymała w swojej rodzinie. To projektowanie na siebie nienawiści (gniewu, winy, żalu, wstydu), trzymanie się ich i nieświadome doprowadzanie do sytuacji, które potwierdzają te emocje i przekonanie.
Dziecko opierało się swoim emocjom, bo tym zostało programowane. Przez to emocje rosły, a wraz z nimi konieczny do stawiania im opór, by je zatrzymać w podświadomości. Jednocześnie wraz z oporem rośnie ból. A gdy zaczniemy się opierać bólowi, pojawia się cierpienie.
Czyli widzimy pierwszy krok – świadomość, że coś czujemy, co i porzucenie przed tym oporu – nauka akceptacji tego, co czujemy.
A co robią ludzie, nawet podczas terapii? Emocje odcinają farmakologią i zajmują się myślami… A TO KOMPLETNIE NIE TEN KIERUNEK!
Masz zacząć dojrzewać jako istota ludzka. Zacznij od ignorowania mentalnego bełkotu i zajmij się właściwym podejściem do emocji.
Czy rodzice są tego wszystkiego winni? Nie. Bo oni również nie akceptowali siebie, ani tego co czuli. Oni przekazali tylko programy, które sami mieli. Utrzymywali je nieświadomie tak samo jak i my. Nikt nie jest temu winny. Ale jeśli chcemy to zmienić, konieczne jest wzięcie pełnej odpowiedzialności. Oznacza to świadome zrezygnowanie z obwiniania kogokolwiek.
Okazywanie agresji – gniewu – to sposób na podnoszenie stanu energetycznego zazwyczaj z bezsilności, żalu, również bólu.
Nikt nie jest winny.
To wszystko wynika z niezrozumienia emocji, umysłu i dokonywania projekcji wewnętrznych zaniedbań na innych ludzi i/lub świat. Ludzie przekazują to sobie z pokolenia na pokolenie. A że nasi przodkowie doświadczyli więcej, niż jednej wojny, to nazbierali w sobie ogromne ilości strachu, winy, wstydu, gniewu, żalu, oporu. Lepiej nie potrafili i nikt nie jest temu winny. I każdy jest odpowiedzialny za siebie.
Osoba żyjąca nieświadomie kontynuuje te NAWYKI nawet przez całe swoje życie. Więc co jest rozwiązaniem w tym kontekście? Wzrost w świadomości i odpowiedzialności. Stanie się świadomym. Wybór świadomości i odpowiedzialności.
Jeśli tego nie zrobimy i dalej będziemy żyli nieświadomie, dojdzie do zderzenia ze światem poza rodziną – następuje np. “naśmiewanie się” z tej osoby przez innych ludzi. Dlaczego tak się dzieje? By dobić taką osobę? Bo świat jest zły i ludzie są źli? Nie. Inni ludzie POMAGAJĄ nam wydobywając z nas stłumione emocje. Więc mechanizm tzw. “naśmiewania” czy “wyśmiewania” POMAGA wyciągać stłumiony wstyd, od którego wydaje się umysłowi, że jedyną ucieczką jest samobójstwo. Ale nie jest.
Widzimy i tutaj rzecz krytyczną do zmiany – to jak interpretujemy to, co nas spotyka i spotkało ze strony innych ludzi. Cierpimy na własne życzenie przez niepoprawne, często bzdurne, dziecinne i karygodne interpretacje własnych doświadczeń oraz związanych z nimi odczuć!
Wystarczy postawić się w roli ofiary odnośnie swojej pracy – “Nie chcę jej wykonywać ale muszę” i już będziemy czuli opór, nie będziemy mieli energii, chęci, radości, ani spokoju. Będziemy się męczyć, stresować, frustrować wykonując ją. I coraz więcej zacznie nas w naszym życiu wytrącać z “równowagi”, denerwować, etc. A kto nam każe wybrać taką postawę/takie nastawienie? No nikt. To wyłącznie nasza decyzja. Źródłem naszego bólu i cierpienia, ani zmagania nie jest żadna praca.
Uogólniając – nie cierpimy przez warunki zewnętrzne, tylko własne podejście do nich.
“Pierwszy pomysł na odebranie sobie życia wziąłem z historii” – DOKŁADNIE!!! Więc to nie był Twój pomysł! Nie Ty to wymyśliłeś!
Tak jak postępowanie z emocjami, tak jak nazywanie tego co robili inni naśmiewaniem się i wiele, wiele więcej skądś wziąłeś! To nie były Twoje myśli, nie były to Twoje interpretacje. A że nazbierałeś tych głupot tak wiele, pojawił się problem, który zaczął się pogłębiać. Niemniej Ty odpowiadałeś za swoje wybory – za kierowanie się tymi programami. I to co Cię spotkało, czego doświadczyłeś było tego spodziewanym rezultatem.
Gdy ja spoglądam teraz na swoje życie i cierpienie, to nic czego doświadczyłem nie wzięło się skądś, ani nie było przypadkowe. Nie zależało od szczęścia, losu, ani przypadku. Do wszystkiego sam doprowadziłem. Oczywiście nieświadomie i nie byłem temu winny. Ale byłem odpowiedzialny.
Rolą bólu jest zwrócenie naszej uwagi DO WEWNĄTRZ, by TAM dokonać korekt. Głównie – odpuszczenia oporu. WYBORU akceptacji.
Osoba nieświadoma, niedojrzała ignoruje swoje wnętrze, opiera się mu, projektuje je na świat i zajmuje się tylko światem zewnętrznym i to jeszcze niedojrzale, często w negatywny sposób – poprzez walkę i zmaganie.
Widzimy, że Kamil żył tak nieświadomie, że wszystko co robił to było tylko powtarzanie jakichś zachowań, które skądś “wziął”. A co z odpowiedzialnością za swoje decyzje?
Mówi, że popełnił błąd nie zamykając drzwi do mieszkania. Do tego inni jeszcze wiedzieli, że on może sobie zrobić krzywdę. Widzimy, że on przygotował to wszystko, by zostać uratowanym. W ten sposób dostał to, czego szukał całe życie – uwagę. Ktoś się o niego troszczył. Ale on sam nie dojrzał jako istota ludzka. Dlatego problem pozostał.
“Ci, którzy uratowali mu życie wcześniej nie chcieli mu pomóc”. Naturalnie. Powodów jest bardzo dużo.
Inni ludzie boją się tych, którzy mówią o samobójstwie. Uważają ich zazwyczaj za dziwnych, wariatów, niestabilnych, potencjalnie niebezpiecznych (oczywiście nie wszyscy tak do tego podchodzą).
Także nie rozumieją wewnętrznego zmagania i cierpienia. Tak jak on chcą przecież sami uniknąć cierpienia i bólu. Dlaczego więc mają obcować z człowiekiem, w którym jest tego tak dużo? Oczekiwał więc od ludzi tego, czego nie mogli mu dać. A to niedojrzałe.
Ponadto szukał w innych źródła tego, czego nie widział w sobie. A dzięki temu, że inni mu tego odmawiali, otrzymał lekcję, by przestać szukać w innych i zacząć szukać w sobie. Tak jak my wszyscy. A przecież od swojego wnętrza uciekał cały czas. Nie akceptował go. Walczył z nim.
Dlatego też świat odmawiał mu pomocy, bo w świecie pomocy nie ma i nigdy nie było. Tylko i AŻ drogowskazy.
Więc kolejna lekcja – mamy przestać szukać poza sobą i mamy zacząć szukać W SOBIE. Nie na siłę, tylko przez WEWNĘTRZNE OCZYSZCZENIE.
Jak masz w samochodzie czy w domu brudną szybę, to się użalasz, wyrzucasz ją i kupujesz nową? A może myjesz odpowiednimi środkami?
Mówi, że nie otrzymał pomocy od innego, wliczając pedagogów. Pytanie czy on wiedział co jest problemem? Jak go przedstawiał pedagogom – nie wiemy. Jeśli nie przedstawimy innym krytycznych faktów i informacji, nie mogą nam pomóc.
Także we współpracy ze mną ludzie decydują się podzielić ze mną krytycznie ważnymi tematami nieraz dopiero po roku współpracy! Przykładowo nie dzielili się bardzo ważnym przywiązaniem, wręcz fanatycznym do kogoś, przez co doili poczucie osamotnienia, niesprawiedliwości, obwiniali, gniewali się. Bez rozpoznania tak toksycznych wzorców, uzdrowienie nie może nastąpić.
No bo jeśli chcemy mieć czyste ściany w mieszkaniu, a cały czas po nich mażemy, to czego się spodziewamy? Można więc na ich czyszczeniu spędzić wiele lat i nigdy nie będą czyste. Tym samym – należy przede wszystkim rozpoznać to, co robimy i co nam szkodzi i zająć się PRZYCZYNAMI tych zachowań. Jedynie dołożenie zdrowych zachowań nie wprowadzi trwałych, ani znaczących zmian.
Szczerość i uczciwość to rzecz krytyczna do rozwiązania tak poważnego problemu o jakim rozmawiamy.
Mówi, że “oni wiedzieli co się dzieje ale nikt nie reagował”. A skąd ta pewność? Naprawdę sądzisz, że oni wierzyli, że spróbujesz odebrać sobie życie? Dzieciaków smutnych, bez energii, apatycznych jest pełno. I powszechnie traktuje się to jako “okres przejściowy” czy “to takie tylko gadanie”. Każde dziecko wygaduje mnóstwo głupot. Dlaczego oczekujemy, że AKURAT NAS ktokolwiek potraktuje na poważnie?
Można więc zadać sobie pytanie – czy INTENCJĄ pierwszej próby była naprawdę ucieczka od cierpienia, czy pokazanie innym swojej determinacji, by zaczęli traktować go poważnie? Bo gdyby naprawdę chciał odebrać sobie życie, zrobiłby to bez problemów, zamknął drzwi. A jednak upewnił się, że inni o tym wiedzą i umożliwił im pomoc sobie.
Nie ma przypadków na tej planecie.
Tym samym i reakcje innych ludzi i to, co się stało dalej również nie było przypadkowe i on był tego ŹRÓDŁEM (ale nie przyczyną). Bo doświadczenia wszystkich są SUBIEKTYWNE. Czegoś więc miały GO nauczyć.
“Samobójstwa to temat tabu. Nikt nie chce tego dotknąć” – właśnie. Dlaczego więc oczekiwałeś, że zajmą się tym inne dzieciaki? Wszyscy robią co mogą, by uciekać od nawet świadomości tego, że kiedyś każdy umrze. A jednak wymagałeś, by inni się Tobą zajęli.
Ponadto biorąc pod uwagę poziom niedojrzałości ludzi, to wyobraź sobie jak skończyłby pedagog/nauczyciel, który spróbowałby Ci pomóc, a by się mu nie udało? Zniszczyłby sobie karierę i życie. Wszystko spadłoby mu na głowę. Może nawet sam popełniłby samobójstwo.
Zauważmy, że dla wielu osób sukcesem byłoby to, że się nie zabijasz. A dla Ciebie to kontynuacja męczarni. Więc i tak konieczne byłoby zajęcie się PRZYCZYNAMI. Niewiele osób to rozumie, szczególnie w Polsce. Ale dzięki temu Ty masz okazję zmądrzeć i wzrosnąć w świadomości i odpowiedzialności.
Tak, to egoistyczne, pozbawione empatii. Ale takie są realia większości ludzi.
Boją się. Tak jak i Ty. Spotykałeś więc swoje odbicia, a lekcje nadał pozostawały Twoje.
2:00 – Kamil mówi jak trafił do szpitala, w którym spędził noc na oddziale zamkniętym. Porównał to do horroru – wycie, jęki innych ludzi. Widzimy więc ile cierpienia jest w ludziach. Jeśli nie wyją na głos, nie oznacza, że się nie boją, nie czują stresu, bólu, cierpienia. W jaki więc sposób byliśmy oczarowani innymi ludźmi i czego od nich oczekiwaliśmy? Dlaczego cierpieliśmy, jeśli nasze oczekiwania były niemożliwe do spełnienia?
A co to jest cierpienie? Cierpienie to REZULTAT opierania się. Czyli to rezultat braku akceptacji.
Ogromna liczba ludzi non stop walczy – albo w sobie, albo z kimś, albo nawet z całym światem. A że na tej planecie każde działanie wiąże się z konsekwencjami, to najbardziej niezdrowie działania wiążą się z najpoważniejszymi konsekwencjami.
Ból to zawsze sygnał, by przestać szukać poza sobą i zacząć szukać w sobie. By przestać uciekać i walczyć – by porzucić te główne mechanizmy przeżycia zwierzęcia i zacząć dojrzewać, wzrastać jako istota ludzka. Ponad emocjonalność. Ponad zwierzę. Ponad ego.
Nie mamy uciekać od emocji. Jednym z przykładów wiecznej ucieczki jest prokrastynacja. To pozorne przekładanie robienia czegoś, a w esencji to ucieczka od uczucia oporu. Dlatego to uczucie nie mija. A nawet jest coraz gorzej.
Więc jeśli jesteśmy zbyt uparci, będziemy cierpieć. Bo w tym wszystkim sprawą krytyczną jest porzucenie uporu/oporu. A cierpienie pojawia się jako rezultat pogłębiającego się oporu – niechęci. Oznacza to, że cierpienie wybieramy sobie sami.
Teraz ważna sprawa – Kamil mówi, że po raz kolejny wylądował u psychologa/psychiatry i po raz kolejny usłyszał, że mu nic nie dolega.
Niejeden z uzależnionych, BARDZO POWAŻNIE uzależnionych, też mi to mówili – że różni terapeuci oznajmiali, że z nimi jest wszystko w porządku. Nawet kilka razy zdarzało się, że zostali wyśmiani, gdy wspomnieli terapeucie o oglądaniu pornografii!
Kamil więc pokazuje nam poziom niedojrzałości ludzkości, wliczając “wykwalifikowanych terapeutów”, na temat emocji. Pokazuje to również to, o czym trąbię od długiego czasu – na poziomie Miłości jest raptem 4% ludzkości. Na poziom Rozsądku wzrosło raptem 7-8%. W Polsce jest takich osób dużo, dużo mniej.
Natomiast energia Bezwarunkowej Miłości jest np. w grupach 12 kroków. Dlatego są one tak skuteczne w pomocy uzależnionym.
Ja naprawdę nie wiem jakim idiotą trzeba być, by ten temat tak zaniedbać i wciskać swoim pacjentom taką ciemnotę, że są zdrowi jeśli ewidentnie cierpią emocjonalne katusze. Emocje to główny mechanizm napędowy ponad 80% ludzkości. Ich projekcja to główna przyczyna wszystkich konfliktów, wojen i problemów. Opieranie się im to główna przyczyna cierpienia.
Nazbieranie ich w sobie, tłumienie i wypieranie to główna (jedyna?) przyczyna wszelkich fobii, natręctw, negatywnej, także szalonej mentalizacji i wiele, wiele więcej!
A nadal jest mnóstwo specjalistów, którzy emocje kompletnie zaniedbują. Nie kształcą się, nie starają się zrozumieć tego tematu. Uważają go za nieważny i przepisują leki służące odcinaniu emocji i w jakiś wymyślny sposób zajmujące się rezultatami ich ogromnego nagromadzenia w ciele i podświadomości. A potem kombinują jak koń pod górę jak tu przechytrzyć umysł, myślenie, ego. Sorry ale się nie da!
Umysł uwielbia pławić się w myślach i dojeniu gorzekiego nektaru utrzymywania niskich emocji oraz negatywnych, związanych z nimi postaw. Od emocji uciekają ludzie nawet powszechnie uznawani za zdrowych.
To jakby kształcić się w temacie układów elektronicznych kompletnie nie rozumiejąc natury prądu.
Kamil usłyszał, że jest zdrowym człowiekiem. Ok, w pewnym kontekście tak – fizycznie jest zdrowy. Psychicznie też można tak powiedzieć. Bo wszystko jest na swoim miejscu – jego umysł działa(ł) z odpowiednią jakością do jakości utrzymywanych w sobie – do wstydu, winy, żalu, oporu, gniewu, strachu.
To co odbiega od zdrowia, to postępowanie odnośnie emocji i myśli. Jego odczucia oraz cierpienie to był sposób organizmu na naprowadzenie go na faktyczne źródło problemu – swoje postępowanie WEWNĘTRZNE.
Odczuwanie, opieranie się, wewnętrzna walka to sprawy STRICTE wewnętrzne. Nikt nie ma szans tego zbadać, ani nic udowodnić. Ani także zmienić za nas.
No – jest na świecie urządzenie lub sposób, by sprawdzić czy ktoś zaakceptował swój strach? Ano nie. To sprawa w 100% wewnętrzna i zależna od naszej decyzji, by to zrobić.
My możemy cierpieć i modlić się o śmierć, a badające nas stado lekarzy nic nie wykryje. No, może lekko podwyższone ciśnienie.
To co czujemy i jak do tego podchodzimy to nasza odpowiedzialność, nasz problem. Jak mówiłem – to pierwsza lekcja dojrzałości.
Po raz kolejny mówi – “przyjaciele”, a nie chcieli mu pomóc pomimo, że wiedzieli “co się święci”. Ale już nie powiedział co rozumie pod hasłem “przyjaciel”. Bo na pewno nie to, co ja czy Ty.
Mówi, że szukał miejsca, gdzie nikt nie mógłby go znaleźć, a zaalarmował “całą Polskę” co zamierza…
Mówi, że nawet inni mieli do niego pretensje i zarzucali mu, że wyjeżdżał i NIE ROZMAWIAŁ z nimi… Mówi, że nie chciał obarczać innych swoimi problemami…
Masa sprzeczności! Więc o czym on mówił innym? Skoro wiedzieli co się święci, a zarzucali mu, że nie rozmawiał… Nie chciał innych obarczać, a oczekiwał pomocy…
Czy ten co przeprowadzał z nim wywiad i montował ten film nie widział tego? Nie mógł zadać mu dodatkowych pytań?
Ja rozumiem, że to przykre, że było mu ciężko ale do cholery nie usprawiedliwiajmy jego zachowań, bo przecież to przez nie jest mu tak jak jest.
Teraz ważna sprawa, gdy od 4:20 mówi o próbie samobójstwa przez powieszenie się. Mówi, że siedział W CISZY. Ależ nie! Tam nie było ciszy! Cisza była naokoło niego ale nie w nim. Jego umysł non stop nadawał, paplał, bełkotał.
Mówi, że w jego umyśle był głos – “Zrobić – nie zrobić?” Siedział i tylko wpatrywał się w ten paplający umysł. A co robił w tym czasie w sobie? Opierał się temu, co czuł. Był zahipnotyzowany mentalną kawalkadą, nie był kompletnie świadomy swojego WEWNĘTRZNEGO postępowania. Dokładnie tak żył przez cały czas.
Nawet tzw. uwodziciele uczą niezwykle ważnej rzeczy – wychodzenia ZE swojego umysłu! Co to oznacza?
Kompletne porzucenie zajmowania się umysłem i WYKONANIE ZAPLANOWANEGO DZIAŁANIA POMIMO BEŁKOTU UMYSŁU I ODCZUWANYCH EMOCJI.
Słowem – uczą dojrzałości. Nie uczą wypierania, ani opierania się emocjom, nie uczą walki z nimi. Tylko ich akceptacji, rozsądnego podejścia i dojrzałego wykonania zaplanowanego działania.
Bo w umyśle znajdziemy wyłącznie racjonalizacje tego, co mamy w sobie – wstydu, winy, strachu, oporu. I jak się będziemy tego słuchać, to nie zrobimy tego, co ważne.
Czy urzędy obchodzi co czuliśmy nie płacąc podatku? Nie. Bo tak to wygląda w świecie dorosłych. Ale jednak ludzi emocjonalnie dorosłych jest niecałe 20%. W Polsce dużo mniej.
Więc w przypadku podrywu czując strach i opór od razu w umyśle pojawią się racjonalizacje – “ona na pewno ma chłopaka”, “lepiej nie, bo wyjdę na frajera”, “jeszcze mnie wyśmieje”, “a co jak ktoś wezwie policję?”, etc. Mówią o tzw. zasadzie 3-5 sekund – po tym czasie umysł zaczyna nadawać jak opętany na bazie emocji. Mamy więc 3 do 5-ciu sekund na podjęcie działania zanim rozpocznie się mentalizacja. To jest okno na stanie się świadomymi.
A jeśli siedzisz w swoim umyśle jak Kamil na tej gałęzi, to co w nim spodziewamy się znaleźć? Źródło szczęścia, nadzieję, radość, rozwiązanie? Znajdziemy ten sam bełkot co do tej pory!
Kamil następnie mówi, że wyjechał za granicę. I powiedział ciekawe zdanie jadąc przez 14 godzin non stop – “Człowiek ze zmęczenia nie jest w stanie zasnąć”… Hmm… z tego co się orientuję, to zmęczenie jest najlepszym środkiem nasennym!
Co więc się działo? Niejeden uzależniony mówił mi, że nie może zasnąć dopóki nie obejrzy porno. Dlaczego? Bo jeśli nosimy w sobie stłumione mnóstwo emocji, które demonizujemy, no to tak jakby cały czas było w nas zagrożenie. A gdy nie czujemy się bezpiecznie, no to umysł nie zaśnie, nie uspokoi się. Będzie czujny nawet pomimo zmęczenia psychicznego i fizycznego. Będzie napięty – gotowy do walki lub ucieczki.
Jestem przekonany, że gdyby Kamil obejrzał w tym stanie porno, natychmiast by się uzależnił. Bo niezwykle silne odcięcie wstydu, winy, oporu, żalu i strachu natychmiast wzniosłoby go na niczym nie ograniczany poziom pożądania. On od razu, by się do tego stanu przywiązał i pragnął do niego wracać za wszelką cenę. A że oglądanie porno nie oczyszcza z emocji i jeszcze niszczy fizycznie mózg (i wyrządza dużo więcej szkód), to nie znając związanych z tym zagrożeń, wkrótce jego życie kompletnie by się posypało. Byłoby dużo gorzej.
Natomiast usłyszał o alkoholu.
“50-tka wódki odetnie”. Czyli widzimy nieumiejętność radzenia sobie z emocjami (czyli z własną energią). Tak jak alkoholicy i inni uzależnieni próbował za pomocą używek pozbyć się niechcianego STANU EMOCJONALNEGO. Z tym, że ta niechęć to był jego własny wybór.
Ludzie przecież upijają się do nieprzytomności – bo cały czas czują to, czego świadomość próbują odciąć. To być może była pierwsza próba Kamila radzenia sobie z emocjami za pomocą używki.
Biorąc pod uwagę ile tego w sobie nosił, 50 ml oczywiście w niczym nie pomoże (być może pomylił się i chodziło o pół litra). Żadna ilość alkoholu nie pomoże w niczym. A że nastąpi zatrucie organizmu, który nie ma energii, by się odtruć, organizm i psychika wpadną w panikę, bo do osłabionego, wymęczonego organizmu wprowadzona została realna trucizna.
“Jak się okazało – ściąć, ścięło ale nie tak jak powinno”. Ależ ścięło dokładnie tak jak powinno!
“Nie odcięło całkiem. Straciłem kontrolę nad swoim ciałem, nad tym co robię”. Ależ tej kontroli nie miałeś. Żyłeś całe życie jako osoba nieświadoma, której głównym priorytetem (nieuświadomionym) była ucieczka od emocji. Próba poradzenia sobie z nimi sposobami i środkami, które nie miały szans w niczym pomóc.
W momencie wypicia wódki organizm zaczął panikować, a on dalej podlegał temu, co do tej pory – ucieczce od niechcianych stanów. Teraz jeszcze doszła panika, bo w organizmie znalazła się rzeczywista trucizna.
Co stało się dalej? Taka mała ilość alkoholu nie wystarczyła, by odciąć świadomość wszystkich emocji, więc umysł zaczął domagać się dalej tego samego – ucieczki. Wyszukał więc z podświadomości tego, co inni robili w przypadku takich sytuacji. Przyjął 9 gram Paracetamolu. Czyli w esencji leku o działaniu przeciwbólowym.
Czuł ból! Jego psychika napierająca na emocje została jeszcze dodatkowo obarczona zatruciem. Alkohol odciął górne warstwy emocji, którym się opierał. Ujawniły się więc niższe. I od razu umysł spanikował.
“To już było poza moją kontrolą” – ależ nie. Mówisz cały czas o nieświadomym życiu, o podejmowaniu kompletnie nieświadomych decyzji. Nie byłeś świadomy kontroli, bo nawyki to działania podejmowane poza świadomością i podejmowane na bazie wskazówek, dążące do konkretnych korzyści – tzw. nagród nawyku. Żaden z tych elementów nie był uświadomiony.
“To już było w mojej podświadomości” – ok ale co? O czym mówisz? Emocje, od których uciekasz całe życie przechowuje Twoja podświadomość. Nawyki to mechanizmy przechowywane w podświadomości również nawet przez całe życie. Wzorce postępowania także przechowuje Twoja podświadomość. Programowanie podświadomości odbywa się cały czas i nic nie możemy na to poradzić. Możemy stać się świadomymi już działających mechanizmów i przystąpić do ich zmiany.
Problemem nie było to, co jest w podświadomości, tylko Twój poziom nieświadomości.
Niemniej decyzje ZAWSZE podejmujesz Ty. Nic nie dzieje się bez Twoich decyzji. Tylko w stanie paniki i jeszcze zatrucia alkoholowego najtrudniej jest te decyzje dostrzec. A więc stać się ich świadomym. Bo przecież o to chodzi – o pozostanie nieświadomym niechcianych odczuć. Jednak ceną tego jest m.in. pozostanie nieświadomym wszystkiego innego – w tym własnych decyzji (a więc i możliwości oraz mocy do zmiany).
Nawyki działają pomimo ich nieświadomości, a także pamięci. Jak człowiek ma 2 nawyki ucieczkowe od emocji – wypicie alkoholu i wypalenie blanta, to może się upić, być kompletnie zapijaczony i nieświadomy, a i tak uda mu się skręcić blanta i go zapalić zanim zemdleje.
“Tego już nie kontrolowałem, to już nie była moja decyzja… świadoma”. A co tak naprawdę kontrolował? Nie był świadomy tego, co robił w sobie cały czas. Gdy siedział na gałęzi długi czas – czy kontrolował się? Nie. Był nieświadomy. Był zahipnotyzowany mentalnym bełkotem. Tak jak i teraz.
“Doszło do uszkodzenia wątroby” – czyli spodziewany rezultat podjętego działania. Tak jak cały czas, od początku jego życia. W tym, co mówi nie ma nic niespodziewanego. Wszystko dało się przewidzieć.
“Byłem u specjalisty, rozmawiałem… specjalista stwierdził, że jestem całkowicie zdrowy i nic mi nie dolega”. Ok ale czy mówiłeś o rzeczy najważniejszej, o której najprawdopodobniej nie miałeś pojęcia – o emocjach i stawianym im oporze? 
Nie wiemy jak wyglądała ta rozmowa ale biorąc pod uwagę wcześniejsze postępowanie możemy podejrzewać, że nie powiedział tego, co ważne. Bo po prostu sam o tym nie wiedział.
A emocji nie można zbadać – to co czujemy to sprawa stricte wewnętrzna i jeśli my się nią nie podzielimy z innymi, nikt się nie domyśli co czujemy. Bo nikt nie może też domyślić się jakie mamy postawy, nastawienie, interpretacje, podejście do różnych sytuacji, jak postrzegamy w tym siebie, etc. Ani czy się temu wszystkiemu opieramy.
“Z perspektywy czasu żałuję, że nie żyłem w zgodzie z sobą” – ależ żyłeś!!! Tylko to “sobą” utożsamiałeś z mentalnym bełkotem. To “sobą” chciało przede wszystkim uciekać od emocji i bólu. Więc żyłeś w zgodzie ale z głównymi priorytetami, którymi nie były mądre decyzje. No bo jeśli nie żyłeś w zgodzie ze sobą, to w zgodzie z czym/kim żyłeś? Bo to, że żyłeś w ciągłej niezgodzie na to, co czułeś już wiemy.
“Żałuję trochę, że jestem zbyt wrażliwy, że byłem zbyt wrażliwy”. Ok. Tutaj sprawa krytycznie ważna.
To nie była wrażliwość!
Ta “wrażliwość” to stan patologiczny, niezdrowy – to stan chorobowy!
On miał i nadal ma tak zaniedbane wnętrze i stawia(ł) tak silny, nieuświadomiony opór, że byle co jak go lekko przyciśnęło, to się z niego wylewał ogrom emocji, którym się natychmiast zaczynał opierać, co odczuwał jako ból.
Bo to tak jakby wlał sobie do filiżanki kawy z czubem i przy najmniejszym ruchu kawa się wylewała. To oznacza tyle, że w filiżance jest za dużo kawy. To wszystko. Z filiżanką wszystko jest ok. Trzeba pozbyć się tak dużej ilości kawy. I w przyszłości nalewać mniej. A jeśli zalejesz sobie drogi dywan lub spodnie i następnym razem znowu wlejesz do filiżanki za dużo kawy, to czego się spodziewać? A może trzeba zadzwonić po policję, by się zajęła tą sprawą?
I to próbowali cały czas robić inni ludzie z jego życia – wydobyć z niego nadmiar nagromadzonych emocji.
Nie wolno mylić wrażliwości – cechy przejawianej przez osoby dojrzałe, świadome, dość czyste wewnętrznie z podatnością na zranienie przez byle co i byle kogo!
Jesteś wrażliwy, bo masz poobcierane ciało do krwi? Nie! To stan chorobowy (daleki od zdrowia), który należy wyleczyć.
Do mnie napisało niegdyś kilka osób wściekłych, bo raz na 2 tygodnie pojawia się na Blogu ekranik z prośbą o zapis na Newsletter! Zajęcie się tym zajmuje sekundę – kliknięcie na X, by zamknąć to okienko. Sekunda raz na 2 tygodnie. I to wystarcza, by te osoby były wkurzone, zdenerwowane, sfrustrowane… i to jest wrażliwość? Nie. To dziecinna niedojrzałość, karygodne zaniedbanie.
Wrażliwy byłbyś, gdybyś bardzo wyraźnie na skórze czuł powiew wiatru i czuł w związku z tym przyjemność lub dotykając kobietę i będąc przez nią dotykanym doświadczał energetyzujących, przyjemnych odczuć – to jest wrażliwość. A nie syczenie z bólu, wstydzenie się, czucie gorszym, bo ktoś Ci nie powiedział “dzień dobry”. Albo bo pojawił się ekranik z prośbą o zapis na newsletter. Całe życie uciekałeś od emocji, których w sobie nagromadziłeś MULTUM. Opierałeś się im tak silnie, że nie kontrolowałeś swojego życia, tylko podporządkowałeś je pod tą fundamentalną dyrektywę – NIE CZUĆ.
To nie wrażliwość. Niechęć do odczuwania to coś przeciwnego wrażliwości. Człowiek wrażliwy czuje i cieszy się z tego, czuje wyraźnie to, co pozytywne. Nie walczy z tym.
Czuje empatię do innych, potrafi współodczuwać, postawić się w miejscu innego człowieka. Nie opiera się emocjom, nie demonizuje ich.
W przypadku Kamila to nie wrażliwość, tylko efekt bardzo zaniedbanego wnętrza i wynikająca z tego podatność na zranienie – czyli podatność na wydobycie emocji i oporu. Bo te “rany” już w nim były.
Widzimy więc jaki był to poziom niezrozumienia sytuacji WEWNĘTRZNEJ.
Potem mówi, że otwierał się na potrzeby innych… tutaj zalatuje mi ściemą. Wg mnie tak nie było. On cały czas szukał akceptacji. Być może poświęcał się ale czy otwierał się na potrzeby innych? Wątpię. Jeśli nie był otwarty na swoje potrzeby, jakże mógł być otwarty na potrzeby innych ludzi? Jeśli nie rozumie swoich potrzeb, jak może zrozumieć potrzeby kogokolwiek innego?
To racjonalizacja tego, co robił – szukał poza sobą źródła akceptacji. Szukał czegoś/kogoś, co zabierze od niego to wszystko, co czuł i z czym walczył.
Nie podał żadnego przykładu – na jakie potrzeby był otwarty? Nie wymienił nic konkretnego. Użył tylko frazesu, by… no właśnie – by co? Coś usprawiedliwić. Zapewne żal i poczucie winy. Jak potem zobaczymy – to samo robi mnóstwo ludzi, w tym ci, którzy wypowiedzieli się w komentarzach pod filmem.
Czyli zarysowują się wspólne mianowniki tego, co doprowadza do takich zaniedbań, że pojawiają się myśli samobójcze i cierpienie. Każdy więc musi sam wybrać uczciwość i zobaczyć jak właściwie postępuje w sobie i w swoim życiu.
Mówi, że “zapominał o sobie” robiąc to… ależ nie! Cały czas robiłeś to, by właśnie znaleźć u innych to, czego brak odczuwałeś.
Bycie bezinteresownie pomocnym to nie samopoświęcenie. To nie działanie z braku, z pozycji ofiary. To działanie z pozycji akceptacji siebie, to DAWANIE innym tego, co mamy dla siebie – tego, co pozytywne. Ale Ty uciekałeś nawet w “pomoc” innym.
Jako, że nie podał żadnego przykładu, nic nie możemy powiedzieć. Możemy się domyślać i moimi domysłami się podzieliłem.
Mówi, że nie potrafił stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie – “No, Kamil, dobrze, że jesteś”. Ależ potrafił!
To jedna z fundamentalnych iluzji – każde “nie mogę” oznacza “nie chcę”.
Bo naprawdę, naprawdę, naprawdę, naprawdę, po pięciokroć – naprawdę – nie potrafiłeś? Stanąć przed lustrem i powiedzieć kilka słów? Jaka jest rzeczywistość? Nie mogłeś czy nie chciałeś?
Co zamiast tego sobie mówiłeś? I dlaczego? Dlaczego “nie mogłeś” przestać? Jak to racjonalizowałeś?
Ciekawe, że przecież to ćwiczenie, które zalecam już w darmowych filmach – “ćwiczenie przed lustrem”. I wyjaśniam, że jego rolą nie jest bezmyślne powtarzanie jakichś afirmacji, tylko jest to narzędzie do ZMIERZENIA SIĘ W SOBIE z tym, co ogranicza akceptację, wybaczenie, zrozumienie, lubienie się, szacunek do siebie. Czyli z emocjami i oporem.
A on nie chciał się z tym zmierzyć. Mógł. Ale tak tego nie chciał, tak się temu opierał, że zamiast tego wolał się wieszać, podcinać żyły, pić, przedawkowywać leki.
Żeby nie traktować go jak kosmitę – miliardy ludzi tak robi. Tylko zamiast leków i wieszania się na gałęzi palą papierosy, oglądają telewizję, przesiadują godzinami w internecie, czytają książki, chodzą na imprezy. Niektórzy dosłownie biją się z innymi.
Sposobów na ucieczkę od odczuwania są tysiące. Rozejrzyj się naokoło siebie, po ludziach. Widzisz jak siedzą wpatrzeni w telefony, książki? Uważasz, że robią to, bo to lubią? Nie! To masowa ucieczka od własnych emocji. Dlatego tak chętnie pokazuje się palcem i obwinia innych. Bo jeśli całe życie uciekamy od swoich emocji i nagle mamy cel do ich projekcji, to nasze ego od razu się na to rzuci jak tonący chwytający się brzytwy.
No – kto jest świadom swoich intencji – np. dlaczego czytamy książki? Bo to lubimy? Na pewno? Tak jak uzależnieni lubią uzależnienie?
Najprawdopodobniej nie lubisz czytać, tylko lubisz KORZYŚĆ jaką z tego masz – poczucie, że robisz coś konstruktywnego, co powszechnie uważa się za dobre i mądre i w ten sposób uciekasz od oporu, strachu, stresu, niepewności i kto wie czego jeszcze. Bardzo łatwo pomylić racjonalizacje z faktycznymi intencjami.
Kto czyta książki czując się fantastycznie? A kto czyta tylko wtedy, gdy jest zmęczony, gdy się mu nudzi, gdy nie ma nic do roboty, gdy jest zestresowany? Podkreślę, że czytanie książek nie odstresowuje.
Kamil mówi, że nie potrafił spojrzeć sobie w oczy. Oczywiście – bo tak wygląda postępowanie człowieka z ogromną ilością nagromadzonego wstydu. Praktycznie każdy uzależniony tak samo boi się spojrzeć w oczy innych ludzi. I racjonalizuje sobie to na przeróżne sposoby.
A jakby się rozejrzeć, to nie tylko uzależnieni mają z tym problemy. Praktycznie każdy człowiek. Zauważyłem, że najczęściej w oczy patrzą tylko dzieci lub ludzie, którzy dążą do konfliktu.
A patrzenie w oczy to piękny sposób na nawiązywanie relacji z drugim człowiekiem. Nawet relacji bez słowa. Innym narządem do tego jest serce.
Tak wygląda projekcja strachu, wstydu, winy, oporu – boimy się, by ludzie nas poczuli, nie wejrzeli w nasze wnętrze. Zamykamy się, a tym samym zamykamy to, co w sobie nosimy. Boimy się, że inni zobaczyliby to, czego my nie chcemy widzieć – ten brud, może nawet grzech, nieczystość. Czyli nasze własne demonizacje swojego wnętrza. A czy to na pewno brud, grzech i nieczystość? Nie. To tylko emocje.
To tylko emocje.
Warto pamiętać, że nikt nas nie wygnał z Raju. Sami się z niego wyrzucamy każdego dnia. Bo każdego dnia możemy podjąć decyzję o tym, by stać się radosnymi, szczęśliwymi. Jednak z jakichś powodów tego nie robimy… I każdy ma swoje powody i jest odpowiedzialny za swoje decyzje.
Mówi, że “wewnętrzne postępował przeciwko sobie”… hmmm… ale dlaczego tak uważa? Przecież dla niego to była ucieczka od cierpienia, z którym nie potrafił sobie poradzić… Dlaczego teraz nagle uważa, że robił coś przeciwko sobie?
Widzimy jak jego umysł stara się znaleźć racjonalizację dla odczuwanych non stop wstydu, winy, żalu, oporu, strachu.
Nie rozumie, że to głównie od nich ucieka cały czas. Racjonalizowanie ich też nie spowoduje, że znikną.
“Podejmowałem nieracjonalne decyzje” – w ten sposób każdy uzależniony pod wpadce próbuje zracjonalizować winę, wstyd i żal.
Ależ podejmowałeś decyzje, które uznałeś w TAMTYCH SYTUACJACH za najlepsze DLA SIEBIE. Tylko były to decyzje nieświadome i których celem była także nieuświadomiona korzyść – ucieczka od emocji.
I gdybyś w momencie wywiadu znowu poczuł te emocje, podjąłbyś te same decyzje pomimo, że 5 sekund wcześniej mówiłeś, że były to decyzje nieracjonalne.
A jaka decyzja jest racjonalna? Masz pomysł? Kto ma pomysł? Nikt nie był w stanie mu pomóc, specjaliści mówili, że jest zdrowy i nic mu nie jest…
Jaka decyzja więc byłaby racjonalna i dobra dla jego zdrowia? Próbował nawet wyjechać z kraju, był w szpitalu, brał leki przeciwbólowe…
Tragedią w tym wszystkim jest to, że Kamil po prostu nie wiedział co może zrobić! Ale Ty, drogi Czytelniku/droga Czytelniczko, już wiesz.
“To jest wspólny mianownik tych wszystkich historii. Jeśli ty ze sobą nie będziesz żył dobrze, to nikt ci nie pomoże” – no, brzmi to dość szlachetnie ale w istocie jest bardzo niebezpieczne. To bardzo negatywne programowanie.
Przede wszystkim – podejrzewam, że wiele osób chciało mu pomóc ale że on sam nie wiedział co jest problemem, no to nikt pomóc mu nie mógł.
Przecież nawet na tym Blogu zdarzały się sytuacje, że napisałem o czyimś problemie artykuł, wyjaśniłem bardzo wiele mechanizmów, pokazałem drogę do naprawy tego obszaru, odpowiedziałem na wiele komentarzy, a i tak ostatecznie usłyszałem, że się nie interesuję, że mam gdzieś tę osobę…
Po drugie jako, że sądził, że źródłem cierpienia są jego emocje, to jego wypowiedź brzmi mniej więcej – “Rób to co fajne, dzięki czemu unikniesz odczuwania niskich stanów”. A na tym opiera się każde uzależnienie, większość chorób, problemów, niezrozumienia, depresje, wydawanie mnóstwa pieniędzy na używki, filmy i to wszystko, w co uciekamy od odczuć. A to nie droga do zdrowia, tylko choroby.
Kim jest to “siebie”, z którym rzekomo mamy żyć dobrze? Kto ma jakiś pomysł? Może to umysł? Ale już wiemy, że umysł to bełkoczące radio, które ma gdzieś to, co się dzieje z nami i z naszym życiem. A może to są emocje? No to jeśli mamy żyć dobrze z emocjami, to je przede wszystkim nauczmy się akceptować, odczuwać i uwalniać! A on tego nie robił.
A jeśli mamy dobrze żyć z ciałem, no to zadbaj o nie, nie kalecz go, dostarczaj mu pełnowartościowych posiłków, nie pij, nie pal, nie jedz słodyczy, idź na trening siłowy, zacznij tańczyć, regularnie chodź na spacery. Zacznij doceniać ciała innych osób, zrezygnuj z zazdrości. Tylko to wszystko i tak nie oczyści Cię z emocji i oporu. Ale może w tym bardzo pomóc.
Więc ta “rada” na pewno znalazła poklask wśród 450 000 ludzi, którzy obejrzeli ten film. Ale ciekawe ile osób zastosowało ją jakkolwiek zdrowo?
Bo przecież do tej pory te wszystkie osoby żyją w zgodzie “ze sobą” – tylko to “sobą” to dla nich każda myśl jaką widzą w umyśle. To negatywne programy, niedojrzałe postawy i więcej.
“Te wszystkie bitwy, które się dzieją, to my ich nie toczymy z całym światem. To my je toczymy z samym sobą”.
Ok. Stop. Tutaj poważny stop. Wow.
Nie dziwne, że doszło do tak poważnego stanu jak chęć odebrania sobie życia.
Przede wszystkim – mówi “bitwy SIĘ TOCZĄ”. Ach, bitwy same się toczą! Nic nie mają do roboty, tylko się zaczynają toczyć w nas… tak?
To tak jak powiedzieć – “ziemniaki wchodzą do garnka”. A więc ziemniaki same (w)chodzą? Nie. To my je wkładamy.
Bitwy on toczył. On to robił cały czas, tylko kompletnie nie był tego świadom. Gdy siedział na gałęzi, to nie bitwa się toczyła w nim, tylko to on się cały czas opierał – napierał na emocje, by ich nie czuć. To odczuwamy jako ból i/lub cierpienie. Gdy zaczniesz napierać na ścianę, to po 15 minutach też zaczniesz odczuwać ból w dłoniach.
Przez całe swoje życie sądził, że walczy ze światem. Obwiniał innych, że mu nie pomagali, że go nie akceptowali. Obwiniał, gniewał się, wstydził, żalił i sądził, że inni odpowiadają za jego stan. Tak wygląda projektowanie swoich emocji na świat.
I po raz kolejny – on nie był winny ale był odpowiedzialny. Został zaprogramowany tymi postawami i wzorcami zachowań. Co nie zmienia faktu jego odpowiedzialności za ZMIANĘ SIEBIE.
Ok, mówił o przemocy w domu. Ale potem przez wiele, wiele lat tę przemoc stosował sam odnośnie siebie.
Na końcu tego zdania mówi, że “my te bitwy toczymy sami ze sobą”. Innymi słowy on uważa, że jest emocjami, myślami, oporem, nawykami.
Ale czy naprawdę toczysz jakąkolwiek bitwę ze sobą? Nie. Po prostu opierasz się emocjom, robisz co możesz, by ich nie czuć. To jedyna “bitwa”, którą jednak “toczysz” cały czas, non stop. Innym rodzajem “bitwy” jest projektowanie tych emocji, oporu i bólu na świat zewnętrzny. Tylko pamiętajmy, że źródłem filmu nie jest ściana, na której jest wyświetlany, lecz jego projektor.
A tak naprawdę to nie żadna bitwa, tylko strategia przeżycia ego – by zachowane zostały negatywne wzorce postępowania, emocjonalne toksyny i opór w człowieku. Bo tym żywi się ego.
Umysł dokonuje projekcji tych emocji na świat i innych ludzi. Także na Ciebie. Bo taka jest jego natura i już. Natury umysłu nie zmienimy. Tak jak nie zmienimy tego, że po skaleczeniu nasze ciało krwawi. To się dzieje samo. My możemy to zaakceptować i właściwie podejść, gdy do tego dojdzie.
Więc jakiś poziom zrozumienia jest – by przestać projektować emocje na świat. To bardzo ważne, że to rozumie. Bo ten rodzaj projekcji jest źródłem faktycznych konfliktów, bitw i wojen na świecie między ludźmi. Nie ma innych powodów, niż projekcje strachu, gniewu, winy i dumy.
“My nie polegamy na polu bitwy dlatego, bo ktoś nas obraża lub że ktoś nas poniża (…)” – czyli widzimy jak podchodził do swoich emocji przez całe życie. Opierał się wstydowi, winie, żalowi, strachowi, gniewowi i sądził, że ci co je z niego wyciągali obrażali go lub poniżali. W esencji – ranili. W tym czasie opierał się im i przekonywał sam siebie, że winni są inni ludzie.
“My upadamy, bo się zapętlamy i sami siebie kopiemy”. Nie do końca. Gdy znika zewnętrzny cel projekcji, to tylko to zmienia umysł – cel projekcji. Dalej robi to samo, tylko tym razem nienawiść, wstyd, winę, żal kieruje na nas.
Bo to cały czas mechanizm racjonalizowania emocji. Nic innego nie ma miejsca.
Umysł cały czas stara się je w czymś/kimś umieścić, podać jakąś racjonalizację. Nawet nagina do tego kontekst. Czyli zniekształca rzeczywistość, by pasowała do tego, w co wierzymy, co utrzymujemy. Dlatego tak krytycznie ważne jest uwalnianie energii emocji, by zatrzymać automatyczny proces mentalizacji i projekcji.
A że on kompletnie nie odróżnia się od mentalnego bełkotu i emocji, no to cały czas wierzy, że to on sobie to robi. A przecież nie chce tego robić. I pomimo jego starań i woli, to się nie zmienia. Bo myślenie to proces ciągły, nieskończony i bezosobowy.
A nawyki mają nad nami władzę (czytaj – będziemy je wykonywać), dopóki nie staną się w pełni świadome.
Bo to co podświadome ma nad nami moc, dopóki nie stanie się świadome.
Więc, przykładowo – dopóki uciekamy od wstydu, ma on nad nami moc. Gdy przestaniemy uciekać i się z nim zmierzymy, wstyd przestanie rządzić naszym życiem. Tak samo strach, gniew, ból, etc.
Jak mówię już w Module 3 WoP – nie mamy nad myśleniem żadnej kontroli.
Dalsza część filmu:
– Jak się teraz masz?
– Jest coraz lepiej.
Ale co jest lepiej? Dlaczego jest lepiej? Co zmieniłeś, że jest lepiej? Dalej się kopiesz, uważasz, że jest z Tobą coś nie tak? Co zrobiłeś z tymi wszystkimi emocjami?
Dlaczego używasz bezosobowych określeń? A co z Tobą? Czy z Tobą jest lepiej? Jeśli sądzisz, że tak, to co zmieniłeś?
“Jest dobrze ale mam jedną świadomość – ta bitwa dzieje się codziennie”. Hmm, dlaczego więc mówi, że jest lepiej? Nie jest lepiej! Ani trochę! Jest dalej dokładnie to samo! A że to czemu się opieramy trwa i rośnie, no to będzie coraz gorzej!
To jeden z fundamentalnych powodów, przez który ludzie nie zdrowieją z uzależnienia. Czują się przez kilka dni lepiej i na tej podstawie sądzą, że już jest dobrze i że dobrze będzie. Bo nie rozumieją, że emocje ułożone są w podświadomości warstwami. Wkrótce ujawnią się głębsze warstwy lub coś/ktoś je z Ciebie wyciągnie. Dlatego trzeba przepracować i rozpracować mechanizmy nawyków, by przestać podejmować nieświadome decyzje o ucieczce. Bo dopóki żyć będziemy nieświadomie, będziemy podlegać nawykom do końca życia.
“Wizyty u psychologów w pewien sposób pomagają” – tak, bo zapewne cały czas skupiają się na zajmowaniu myśleniem. A nie zajmują się źródłem problemu – emocjami i stawianym im oporem oraz projekcjami. A poza tym ma uczucie, że przecież robi wszystko, co może. Tylko, że to nie pomaga.
“Ale jeśli raz spróbowało się popełnić samobójstwo, to wyjście zawsze jest z tyłu głowy”. No pewnie – bo jak już nagromadziłeś w sobie tak wiele emocji i stawiasz im tak silny opór, to dopóki się tym nie zajmiesz, to dalsze próby robienia czegoś z myślami i bólem nie doprowadzą Cię w żadne nowe miejsce, nie pomogą, więc umysł znowu wróci do tego “wyjścia”.
“To jest nasze piętno” – e… to zwykły nawyk (nawyki), który jednak zasila ogrom emocji i oporu. Tak jak uzależnieni sądzą, że oglądanie porno to ich piętno. Ale nie jest! To nieświadome decyzje podejmowane na bazie nieświadomych przyczyn, by osiągnąć nieuświadomione korzyści, które stają się cenniejsze od życia. Bo w swoim życiu non stop opieramy się emocjom, co odczuwamy jako ból.
To mechanizm dobrze znany, rozpracowany, z którym można sobie dać radę. Ale nie działaniami na oślep i powszechnie uważanymi za odpowiednie. Jak walka i zmaganie.
Jako, że większość uzależnionych nie robi tego, co niezbędne, by wyzdrowieć, no to im się nie poprawia i ich umysły racjonalizują to jako ich piętno…
Myślenia nie przegadasz, nie zmienisz, nie zatrzymasz, nie przekonasz, by zaczęło Cię wspierać, dowartościowywać czy klepać po ramieniu… Bo to tak jakbyś próbował przekonać radio, by zaczęło nadawać motywującą audycję, gdy nadaje jakiś negatywny stek bzdur. Co – oczekujemy, że radio nas przeprosi i zacznie nas wspierać?
“Z tym zawsze będziemy się mierzyć” – no pewnie! Bo dopóki nie oczyścisz się porządnie z ton zalegających emocji i oporu, no to umysł za jedyne wyjście będzie uważał samobójstwo.
“Więc jest pytanie – kiedy kolejny raz upadnę?” Odpowiedź jest prosta – kiedy ktoś lub coś przyciśnie Cię i wyciągnie z Ciebie emocje i stawiany im opór, co odczujesz jako ból. A gdy temu stawisz opór, odczujesz to jako cierpienie. I natychmiast aktywują się nawyki ucieczkowe.
“I czy uda się z tego wyjść” – ok ale z czego? Z myślenia? Sorry ale nie. Bo nie masz na nie wpływu. Jeden z Uczestników WoP, który w ogóle się mnie nie słucha, pojechał na iluś tam tygodniowy kurs “mindfullness” i starał się UWOLNIĆ OD UMYSŁU. To ja się go pytam kiedy spróbuje się uwolnić od skóry i włosów… Bo nie rozumie, że myśli się IGNORUJE, a nie próbuje z nimi cokolwiek zrobić. Ale dla niego nie ma różnicy między zajmowaniem się myślami i ich ignorowaniem.
A Kamil nie rozumie, że nie ma z niczego próbować wyjść, tylko ma zacząć ignorować mentalny bełkot i zająć się uwalnianiem emocji i oporu. A do tego potrzebna jest świadomość, że dotychczas tak postępował.
Bo jak nie jesteś świadom, że coś robisz, no to nie masz szans tego zmienić.
Bo w nawykach nie chodzi o działanie, tylko o osiąganą korzyść. Dopóki nie zdamy sobie z tego sprawy, zawsze wrócimy do działania, które tą korzyść nam dawało.
“Zacząłem pracować nad tym, by stanąć przed lustrem i powiedzieć sobie – jest w porządku, mamy nowy dzień”. Ok, czyli widzimy nad czym skupia się terapia – nad pracą z myślami, czyli z audycją radiową.
Starają sobie wymyślić zdrowie. Ale negatywne myśli to nie przyczyna braku zdrowa, tylko rezultat wewnętrznych zaniedbań. Problemem jest hipnotyzowanie się nimi i podejmowanie na ich bazie decyzji.
Słowem – jak sobie nie wymyśli, że ma nowy dzień, to nie ma nowego dnia. Jak sobie nie powie, że coś może, to nie może… A umysł dalej swoje.
A moje pytanie brzmi – “Masz nowy dzień i co dalej?”
Powiem Ci – spotkasz osoby i sytuacje, które Cię przycisną. Po raz kolejny zinterpretujesz je jako źródło swojego cierpienia i użyjesz ich do racjonalizacji negatywnych decyzji – nawyków. Znowu ktoś Ci nie pomoże, ktoś odrzuci Twoje “otwarcie się”, ktoś zignoruje Twoje wołanie o pomoc.
I takie “nowe dni” będą nawet każdego dnia. Bo to faktyczna POMOC dla Ciebie. A nie katorga. Katorga to rezultat niezrozumienia i robienia w kółko tego samego i liczenie, że świat się w końcu zmieni…
Mówiłem, że wyjście z każdego uzależnienia opiera się na ZMIANIE SIEBIE.
Jak pozostaniesz tym samym człowiekiem, no to nic się nie zmieni nawet po 40-tu latach terapii. A umysł to nie Ty. Emocje to nie Ty. Ty to ten, kto do tej pory się im opierał, walczył, demonizował, projektował, uciekał, etc. I to ma się zmienić – Ty.
“Nowy dzień, nowa czysta kartka” – tu widzimy jak umysł stara się pozbyć poczucia winy. Jak stara się je obejść. Ale wystarczy, że byle co/kto lekko go przyciśnie i pojawi się ogrom winy i wstydu. Bo kartka wcale nie jest czysta! Oczarowanie prowadzi do rozczarowania.
Nie wymyślisz sobie spokoju, nie wymyślisz sobie braku emocji, nie wymyślisz sobie czystego wnętrza, ani nie wymyślisz sobie braku mnóstwa ucieczkowych nawyków, ani nie wymyślisz sobie pozytywnego, mądrego, rozsądnego podejścia do życia.
Nowy dzień oznacza, że masz kolejną szansę na zmianę swojego postępowania, a nie możliwość ucieczki od emocji. Czas ich nie uleczy, tylko Twoja akceptacja i intencja ich uwolnienia.
To wszystko trzeba zacząć praktykować krok po kroku. Świadomie, uczciwie, odważnie.
“Można zrobić dużo dobrych rzeczy” – czyli widzimy dalsze próby ucieczki od wstydu, winy, żalu. Sądzi on, że jak zrobi “dużo dobrych rzeczy”, to poczuje się tak fantastycznie, że znikną myśli samobójcze. Ok, o ile pozytywne działania są jak najbardziej odpowiednie, to NIE MOGĄ ZASTĄPIĆ pracy nad swoim już zaniedbanym wnętrzem – uwalniania emocji, ignorowania mentalnego bełkotu, zmiany nawyków i niedojrzałych, niezdrowych, negatywnych postaw w życiu. Tego sobie nie wymyślisz.
To nie matematyka. Jak masz -1 to nie wystarczy dodać +1 i będzie zero.
Jak masz poczucie winy, to uratowanie setki biednych dzieci nie oczyści Cię z tej winy.
To się zmienia poprzez świadomość już istniejących mechanizmów, mierzenie się z nimi i spokojną, świadomą korektę oraz oczyszczenie.
“Recepta na to wszystko? Każdy ma w swojej głowie taki głos. On potrafi być wredny. Bardzo wredny. Słuchaj się go, a na pewno na tym nie stracisz. Ale uważaj, bo ten głos też w pewnym momencie ucichnie i się więcej nie pojawi. Pamiętaj, to nie jest z tobą źle. Jesteś po prostu wrażliwy. Jak również postępujesz bardzo dobrze. Nie daj sobie wmówić, że jest inaczej.”
O córko i matko, i prababko!
To jest recepta “na to wszystko”? Człowiek, który codziennie bije się w sobie (niezmiennie od lat), nie ma pojęcia czy za godzinę się nie powiesi i TO uważa za receptę?
Mówi o jakimś głosie. Wrednym, który może ucichnąć w jakimś momencie, którego słuchając się NA PEWNO nie stracimy… WTF!!! A nie jest tak, że właśnie słuchając się głosu(ów) w swojej głowie próbowałeś się zabić 5 razy? I chcesz, by inni dalej się tego słuchali?
“Pamiętaj, to nie z tobą jest źle” – zgadza się. Bo nie jesteś ani umysłem, ani emocjami. Ale źle, bardzo źle jest z Twoim zaniedbanym wnętrzem. I tym się trzeba zająć. Źle, bardzo źle jest z Twoim podejściem do emocji i myśli. A także z oczarowaniami, oczekiwaniami, wymaganiami względem świata i innych ludzi. I kto wie z czym jeszcze.
“Jesteś po prostu wrażliwy” – to jest tak wielkie nieporozumienie, że wręcz jest kryminalne. Nie, nie jesteś wrażliwy. Samobójcy, ani uzależnieni nie są wrażliwi!
Są tak zaniedbani, mają na ropiejące rany pozakładane tyle przesiąkniętych ropą bandaży, że przyjacielskie poklepanie po ramieniu powoduje u nich syczenie z bólu. Czy to wrażliwość? Nie. To stan chorobowy, to rezultat OGROMNEGO zaniedbania podświadomości i emocjonalnej niedojrzałości.
Nie jesteście wrażliwi, tylko jesteście przesiąknięci emocjonalnymi toksynami, z którymi się bijecie na każdym kroku i projektujecie je będąc zahipnotyzowani mentalnym bełkotem raz na świat, raz na siebie.
A stłumione emocje nazywam “emocjonalnymi toksynami” nie dlatego, bo to toksyny, tylko są to już niepotrzebne emocje. To tak jakbyś do szafy chował(a) wszystko co znalazłeś/aś na podłodze swojego domu. Czy po 20-30 latach trzymanie tego ma jakikolwiek sens? I cały czas napieranie na drzwi szafy, by to wszystko nie wypadło?
To jest właśnie ta “codzienna bitwa” – to napieranie na podświadomość przez stawianie jej ogromnego oporu (co odczuwamy jako ogromny ból), by nie czuć – by nie zostały ujawnione stłumione emocje.
Jeden z mężczyzn, z którymi współpracuję próbował się dusić własnymi rękoma. Tak bardzo się opierał emocjom. A gdy mi o tym napisał, że ma dość, zaczął płakać. Płakał długo. I nagle, “magicznie” poczuł się lepiej! Nagle znowu zaczął szukać rozwiązań. Bez tego pewnie też dalej by się dusił. Bo to duszenie się to było symboliczne ukazanie tego, co robił nieświadomie w sobie cały czas. Starał się emocje zadusić, zdusić. I nawet mi o tym powiedział, a dalej tego nie dostrzegał.
Gdy się zaczął po 26-tu latach mierzyć z emocjami i je uwalniać, akceptować, nagle zaczął robić dla siebie coś dobrego, pozytywnego! Nagle zaczął się zmieniać.
Bo to “duszenie” (dosłowne i w przenośni) to też program – nawyk – który skądś wziął. I po prostu kontynuował całe życie, aż ilość emocjonalnych nagromadzeń i oporu oraz związanego z tym bólu zmusił go albo do zakończenia życia (czyli wszelkiego działania) lub zmiany tego, co robił.
Ja też miałem myśli samobójcze, tak jak i Kamil siedzący na gałęzi przez długi czas, wiele razy siedziałem jak w jakimś transie męcząc się niesamowicie i licząc, że wszystko się samo naprawi i wszystko zniknie, gdy się wycierpię wystarczająco. I mi też pomogło wypłakanie się. Pierwszy raz płakałem chyba ponad pół godziny lub blisko godziny (spróbuj płakać pół godziny). Nagle pojawiła się iskra nadziei. Nagle zniknęły myśli samobójcze.
Bo tak zmienia się jakość życia po oczyszczeniu emocjonalnym – automatycznie czujemy się lepiej, zmienia się jakość myśli, pojawia się energia, nadzieja, chęć.
A jeśli będziesz unikać mierzenia się z emocjami i nie pozwolisz im rozładowywać swoich ładunków – nic się nie zmieni. Porno, krzyki, wrzaski, walenie pięściami, papierosy, alkohol, masturbacja, etc. nie rozładowują emocji. Emocje rozładowuje jedynie proces uwalniania, który nieświadomie potrafią już przeprowadzać noworodki.
Zrobiłem to, co robią dzidziusie od pierwszych godzin życia – pozwoliłem emocjom przepłynąć. W tym przypadku były to żal, wina. A my jako osoby dorosłe zbieramy ten cały syf i racjonalizujące je programy i sądzimy, że będzie dobrze – jakoś tak samo – gdy nadal będziemy robić to samo. Albo, że ktoś doceni nasze cierpienie.
Sorry ale cierpienie jest głupota, to sprawa całkowicie opcjonalna i nie ma za nią żadnej nagrody. Bo nagrodziłbyś swoje dziecko, które codziennie przez 5 godzin uderza głową w ścianę… Ma to jakiś sens? Tak samo wielki sens ma opieranie się emocjom i walka z nimi.
Czy ma jakiś sens trzymanie w sobie jady po ukąszeniu żmii? Więc dlaczego oczyszczenie z emocji stanowi taką tajemnicę?
A bo ludzie doją z nich przeróżne nektary – poczucia goryczy, niesprawiedliwości, żalu, gniewania się na innych, etc.
Jeśli wierzysz, że facet nie płacze, że płacz oznacza słabość, to kto wierzy w karygodną bzdurę, trujące przekonanie, niedojrzały program mający utrzymywać człowieka w cierpieniu i poczuciu bezsilności? No kto to robi? Świat? Sąsiad? Matka? Pani z mięsnego?
Jak mówiłem – ten film obejrzało ponad 450 TYSIĘCY ludzi. Jest pod nim ponad 3000 komentarzy. Jedni mówią, że się zdołowali jeszcze bardziej, inni, że to uratowało ich życie.
Mamy też ogrom niezrozumienia i niedojrzałości, np.:
Nie tylko ty, empatia to czasami gówno, czasami najwygodniej było by być samolubem, myśleć o sobie… nigdy nie dostałam nic z tego, że pomogłam innym, no poza tym że osoby z depresja w większości bagatelizują problem i tylko mnie opierdalaja że “co ja wymyślam.”
Empatia to nie gówno. Szukanie akceptacji, pomoc na siłę – to jest gówno. Ależ ta osoba nie była empatyczna. Była samolubem. Bo to co robiła, robiła z egoistycznych intencji. Szukała w tym czegoś dla siebie. Nigdy nie dostała nic z tego, że pomogła… i dobrze! Bo dzięki temu miała ona możliwość dojrzenia. Ale tego nie zrobiła. Mówi, że próbowała pomóc osobom z depresją i one tylko ją opierdalały… dziwisz się? Ale jak im pomagała już nie mówi… A czy te osoby zaakceptowała? Czy rozumiała z czego wynika depresja – z niezwykle silnego opierania się emocji, których te osoby tak boją się czuć, że wolą sobie podciąć żyły?
Widzimy jak ludzie uświęcają swoje działania, jak je wartościują, traktują jak sacrum, gdy w rzeczywistości prawie na pewno były to działania głupie, nieprzemyślane, na siłę i z negatywnych intencji.
Oczywiście nie odniosę się do ponad 3000 komentarzy.
Ludzie płakali, bo oczarowani byli niektórymi fragmentami wypowiedzi – np., że to nie z nimi jest coś nie tak, że są po prostu wrażliwi… ok ale co dalej? Przed Wami dużo wewnętrznej pracy. Kto ją zaczął? Kto jest świadomy co jest do zrobienia?
Niektórzy pytają – “Ok ale jak sobie pomóc?”
Właśnie!
Kamil sobie nie pomógł. Więc nie może dać nikomu rozwiązania.
Dalej w komentarzach widzę gniew, obwinianie, żal, że nikt nic nie widzi, a jak wie, to ma taką osobę w dupie… ale dlaczego oni liczą, że ktoś zdecyduje się być z człowiekiem, który chce się zabić? Ludzie się BOJĄ! A ludzie w depresji obwiniają tych, którzy się boją…
Mówią, że są wrażliwi… tak? To dlaczego nie jesteście tego świadomi? Zamiast współczuć innym, że się po prostu boją (a nie mają Was w dupie), to Wy ich atakujecie i obwiniacie? Kto jest bardziej niedojrzały?
Mówiąc to nie chcę nikogo atakować, tylko bezlitośnie ujawnić to, przez co dochodzi do poważnych emocjonalnych zaniedbań. Poza Tobą nie znajdziesz akceptacji, nic i nikt nie zabierze emocji i bólu.
Ok znajdziesz je wśród ludzi dojrzałych – np. w grupach 12 kroków. Ale nie jest to “bezmyślna akceptacja”.
Bo krytycznym elementem udziału w tych grupach jest… przerabianie tych 12 kroków!
Ta praca to Twoja odpowiedzialność (w tym akceptacja siebie). Bo emocje to TWOJA energia, odpowiedź TWOJEGO organizmu na TWOJE postawy, interpretacje, nastawienie, podejście do siebie, życia, innych ludzi, itd.
Dalsze komentarze – “Życie jest rozczarowaniem”, “od urodzenia walczę”, “nic tylko pustka” – to wszystko powtarzane przez umysły tysięcy ludzi, zasłyszane skądś racjonalizacje na opór, wstyd, winę, żal, gniew, dumę, strach… nic innego.
To wszystko racjonalizacje emocji, którym się opieracie, co jest źródłem Waszego cierpienia. Opór, nie emocje. Nic innego. Jak zrzucanie za to odpowiedzialność poza siebie, no to nie dziwne, że pozostajecie bezsilni. I pozostanie albo zmaganie się, albo walka, albo ucieczka.
A co z rozwojem siebie jako istota ludzka? Co z np. 12-toma krokami? Kto wykona pierwszy, niezbędny krok i przyzna – zaobserwuje FAKT – że nie ma żadnej mocy nad swoim uzależnieniem i/lub depresją? A kto od lat się zmaga np. z lenistwem? Ile jeszcze się będzie zmagać? 90 lat? Kto chociaż rozpoznał powód swojego lenistwa?
Co z krokiem czwartym – “Zrobiliśmy gruntowny i odważny obrachunek moralny”? Jest to krok, którego większość ludzi boi się postawić. Wielu dalej woli zmagać się z chorobą, niż go wykonać.
Co w przyznaniem, że jesteśmy niedojrzali – np. zazdrościmy, gniewamy, umniejszamy sobie i innym, obwiniamy, żalimy, nie chce nam się, nudzimy się, uciekamy, łatwo się frustrujemy, jesteśmy niedbali, zrzucamy odpowiedzialność, narzekamy i wiele, wiele więcej? Kiedy to zmienimy? Ile negatywnych cech już zmieniliśmy? Choć jedną? Kto chociaż zrobił listę takich cech u siebie? Kto wypisał jakie doi z tego korzyści?
Można powiedzieć, że pół miliona ludzi obejrzało ten film, 3 tysiące ludzi skomentowało esencję – jedni się zmagają, inni męczą, inni narzekają, że nikt nie docenia ich pomocy… a jakoś nie widać, by ktokolwiek się skupił na sobie, na pomocy sobie…
Ja zmieniłem w sobie już ze 100 negatywnych, niedojrzałych cech. A kto pokaże mi chociaż zrobią listę kilku swoich i którą wybrał zmienić jako pierwszą?
Kiedy zamiast strachu, oporu czy wstydu wybierzemy odwagę, chęć? Sama się nie wybierze!
Aaaa, no tak… po co to wszystko jak wystarczy się tylko mocniej zmagać! /s
I jeszcze ostatni temat – pytanie, które zadaje sobie bardzo dużo ludzi zaniedbanych wewnętrznie – “Po co mam żyć?”
Oczywiście pytanie to pomija ogrom rzeczy, które w esencji nie mają nic wspólnego z rzeczywistością. A wiara i kierowanie się którymi prowadzi m.in. do depresji i zadawania sobie tego pytania.
Osoba wierzy, że źródłem tego, czego braki widzi w sobie jest świat zewnętrzny – np. akceptacji, szacunku, wartości, spokoju, radości, szczęścia, znaczenia, poczucia bezpieczeństwa i wiele więcej.
I gdy dochodzi do poziomu wewnętrznego zaniedbania, że nie odczuwa już nic z tego, taka osoba nadal wierzy, że źródłem tego jest świat zewnętrzny. Ale że nie czuje i nie widzi tego w niczym, no to nagle życie/świat przestaje mieć dla niej sens.
Dlaczego tego nie widzi?
Bo świat zewnętrzny nie jest źródłem żadnego pozytywnego odczucia, ani negatywnego!
Jeśli więc obciążamy swoje wnętrze i psychikę coraz bardziej, no to oczywiście czujemy coraz mniej tego, co pozytywne. I nawet nieświadomie przestajemy już to wyprojektowywać na świat. Dlatego przestajemy to w nim widzieć.
I właśnie o to chodzi – o rozpoznanie tych iluzji – sądziliśmy, że źródłem pozytywności i/lub negatywności (jak cierpienie, zranienie, ośmieszenie, etc.) jest coś/ktoś w świecie zewnętrznym!
Zderzamy więc naszą dotychczasową rzeczywistość wewnętrzną z “rzeczywistą rzeczywistością” – my sami nadawaliśmy wszystkiemu znaczenie, a gdy roz(od)czarowywaliśmy z każdego po kolei, okazało się, że świat nie ma nic z tego, co nam się wydawało (tego m.in. uczy też “Kurs cudów”). I co wtedy?
Życie nie ma sensu? A może pora zacząć mądrze nadawać wartość i znaczenie temu co nas spotyka, co widzimy, jak to rozumiemy, do czego dążymy, etc.? W tym innym ludziom, sobie, swojej przeszłości, rodzicom, itd.
Całą wartość, znaczenie, wiarę w źródła nadawaliśmy/ustalaliśmy my! Zawsze tak było, jest i będzie.
Dlatego już od tysięcy lat najmądrzejsze żyjące na tej planecie istoty ludzkie nauczały nas, że “świat stwarzany jest w nas”. Bo to my nadajemy wszystkiemu wartość i znaczenie DLA NAS. Na tym polega SUBIEKTYWNOŚĆ LUDZKIEGO ŻYCIA.
A to oznacza nie tylko, że byliśmy i jesteśmy za to odpowiedzialni ale też możemy to skorygować!
Więc moment depresji czy sytuacji, że “myślimy” o samobójstwie to moment w istocie bardzo znaczący w naszym życiu. Bo mamy możliwość nareszcie dostrzec rzeczywistość. Obudzić się. Podnieść swoją świadomość ponad iluzje rozpościerane przez ego i utrzymywane przez umysł.
Tylko jako ludzie nie potrafiliśmy odróżnić znaczącej prawdy od fałszu i dlatego wiele osób ląduje w miejscu, w którym musi porzucić dotychczasowy kierunek i wybrać nowy.
Więc pytanie “Po co żyć?” jest zupełnie niewłaściwe.
Właściwym pytaniem jest – “Po co żyłem/am do tej pory?” – O! Teraz możemy zobaczyć w jakie iluzje wierzyliśmy i jakie odpadły. Jednocześnie musimy być RADYKALNIE SZCZERZY, bo po odczarowaniu z nich nastąpiło tzw. “wyciągnięcie wniosków”, co tak naprawdę stanowi dalszą głupią racjonalizację ujawnionej emocjonalności.
Odczarowanie to zdjęcie przesiąkniętego krwią, ropą i bakteriami starego bandażu, a “wyciąganie wniosków”, które się odbywa przez bełkoczący umysł, to jedynie dalsze zrzucanie odpowiedzialności za to, co znajduje się pod tym bandażem. Zamiast się tym zająć, dalej od tego uciekamy.
Jeśli jest to uraza czy żal do kogoś, no to co jest właściwym krokiem? Dalsze obwinianie i żalenie się? A może dalsze trzymanie się urazy, bo ta osoba nie zasłużyła na wybaczenie? Ale to tak jakbyśmy mieli wypadek samochodowy, w którym złamaliśmy sobie rękę i w konsekwencji mówimy, że nie pojedziemy do szpitala i nie zajmiemy się złamaniem, bo nie zasłużył na to ten drugi kierowca! Absurd! Obłęd! Szaleństwo! Nie zjem umierając z głodu, bo nie zasłużył na to kucharz!
Coś dotarło? Coś stało się jasne?
Rozumiemy już, że cierpienie to nie żaden smutny los, tylko moment, w którym mamy największą szansę porzucić negatywne wzorce i zacząć uczyć się pozytywnych?
To moment, w którym możemy dojrzeć, wykluć się ze skorupki niedojrzałości i nieświadomości.
Odpowiedzialność oznacza, że nikt nie dokona tego wyboru za nas. Nikt nie dokona za nas też następnych decyzji. Dziesiątek, setek, tysięcy przez następne lata. Nikt nie wyciągnie za Ciebie wniosków z przeżyć, których doświadczysz. Nikt nie stanie się świadomym myśli i emocji i nie postąpi z nimi właściwie za Ciebie.
Widzimy także powszechną niedojrzałość i urojenie – że inni powinni nas akceptować, akceptować to co czujemy, uważać to za ważne i się tym zajmować!
Nie tylko inni powinni mieć gdzieś nasze uczucia ale nasze uczucia to nasz problem i odpowiedzialność, bo system emocjonalny to nasza energia, odpowiedź naszego organizmu na nasze postawy i interpretacje! Jeśli emocje są niskie i/lub czujemy opór, to znaczy, że wybraliśmy głupio, niedojrzale!
I co? Ktoś ma to docenić?
Ktoś raczej powinien nas walnąć w łeb, by nas otrzeźwić! A przecież niejedna osoba nawet na tym Blogu mówiła, że niektórzy stosowali wobec nich przemoc… no, skoro nic innego nie dotarło, świat sięgnął po ostrzejsze środki.
A jeśli ktoś się zajmie nami, no to uniemożliwi nam to, co najważniejsze w naszym życiu – zmianie nas na bardziej kochającą, uczciwą, dojrzałą, świadomą, radosną, chętną, śmiałą, odważną!
Emocje są także elementem dziecinnego (zwierzęcego) przeżycia – dziecko płaczem i krzykiem zawiadamia opiekunów, że ma problem, z którym nie potrafi sobie (na razie) poradzić.
Osoba dorosła SAMA SZUKA rozwiązania i/lub pomocy, bo rozumie JEST ODPOWIEDZIALNA ZA SIEBIE.
Rozumiemy różnicę między dzieckiem, a osobą dorosłą?
Nawet w przypadku dzieci nie zajmujemy się przecież emocjami, tylko ich źródłem – tego, czego dotyczą, o czym informują! Emocjom pozwalamy płynąć i zajmujemy się ich źródłem i/lub tym, o czym informują.
Jak dziecko płacze, bo jest głodne, to nie walczymy z emocją, tylko dostarczamy pokarmu i dziecko znowu staje się spokojne.
Gdy potrzebuje bliskości matki, to też płacze i znowu uspokaja je obecność matki.
Niedojrzały rodzic zaczyna zajmować się emocjami – np. mówi dziecku, że wszystko jest ok. Ale nie jest ok! I właśnie dlatego dziecko płacze! Od dostarczenia pokarmu zależy jego przeżycie, a pokarmu nie ma! Zaś rodzic mówi mu, że wszystko jest ok! Dziecko płacze, by zadbać o swoje przeżycie, a rodzic wypacza ten niezwykle ważny mechanizm… dziwić się potem, że dochodzi do takich absurdów jak wojny!
Tylko musimy zrozumieć – potrzeby dziecka są jak najbardziej realne i są krytycznie ważne w procesie jego rozwoju oraz dosłownie przeżycia.
Zaś jako osoba dorosła już kluczowe dla naszego rozwoju jest… nasz rozwój. Co nie znaczy karmienia umysłu informacjami z tysięcy różnych źródeł. Tym bardziej głupich.
Tylko przede wszystkim musimy się ugruntować emocjonalnie – oczyścić, zrozumieć ich naturę i właściwie z nimi postępować.
A tego nie robimy poprzez dojenie emocji ze świata. Ani uwagi. Ani akceptacji. Ani współczucia.
Na płacz, użalanie się, wrzaski, krzyki, etc. było miejsce w przedziale wiekowym 1-5. W wieku 18-90 już nie ma na to miejsca!
Jednak nie mówię, że mamy tego unikać. Jeśli lepiej nie potrafimy, a mamy już 40 lat – pozwólmy sobie na krzyk, tupanie, wrzask. Ale Z INTENCJĄ uwolnienia tej energii. Zobaczymy ile emocji nosimy w sobie od dziecka.
Dziecko rykiem zmusza rodziców do reakcji i dostarczenia mu tego, czego potrzebuje, BO LEPIEJ NIE POTRAFI.
A my jako osoby dorosłe mamy nauczyć się rozmowy, nawiązywania relacji, dyplomacji, akceptacji, szacunku, słuchania, poznawania potrzeb innych i ich spełniania, by byli CHĘTNI spełnić nasze. WSPÓŁPRACY.
I wielu więcej dojrzałych cech!
Kiedy zrobimy ich listę? Kiedy określimy nasze postępy uczciwie, odważnie i czarno na białym?
Bo to, że mamy 40 lat, dom, pracę i rodzinę nie oznacza, że jesteśmy dojrzali w krytycznie ważnych aspektach człowieczeństwa.
Tego nie nauczą nas w szkole. To nasza odpowiedzialność, aby zadbać o to i aby wybierać mądrze w swoim życiu.
Mam nadzieję, że ten artykuł sporo rozjaśnił i ukazał Ci, co możesz zmienić, skorygować, by pojawiły się pozytywne rezultaty. Oczywiście na wszelkie pytania chętnie odpowiem w komentarzu!
Dodam jeszcze – jeśli ktoś się oburzył lub chce mi napisać – “To nie jest takie proste!”, to ja odpowiadam – wybieraj. Dalsze cierpienie lub niezbędną pracę nad sobą, której efekty są gwarantowane. Tak jak zrośnięcie się kości po złamaniu, gdy się ją właściwie nastawi, usztywni i zadba. Co nie jest proste? Brak cierpienia, gdy robimy dalej to samo? No to nie tylko to nie jest proste – to jest niemożliwe! I masz rację! Dlatego trzeba DOKONAĆ ZMIAN.
A zmiany zewnętrzne to rezultat zmian WEWNĘTRZNYCH.
Ale jeśli dla nas dalej temat odpowiedzialności i świadomości konsekwencji własnych decyzji to czarna magia, no to pora się odczarować z dziecinności i zająć się poważnym wzrostem wewnętrznym.

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Powiadom mnie o
Avatar

Avatar
Gość
Łukasz
6 grudnia 2019 08:55

A co jeśli bez powodu czuje się jakiś taki nijaki bez energii?Niby wszystko mam a najchętniej to bym nie wychodził z łóżka.Pisałeś Piotrze ,że pogoda nie ma wpływu na to co czujemy ale jednak istnieje jesienna depresja i człowiek czuje się bez sił.Ja ogólnie mam taki problem ,że analizuje to jak się czuje jakbym chciał ciagle czuć sie dobrze, być szczęśliwym itd.Nie wiem czy wszyscy tak analizują to ,że czują się gorzej?Nawet nie potrafie być czułym dla partnerki no ciężko opisać ten stan ale dziewczyna też pisała mi,że od jakiegoś czasu czuje się nijaka wiec coś w tym musi być.W lato całkiem inaczej się czułem i była chęć do życia a teraz taki obojetnty i martwy jestem.

Avatar
Gość
Katolik
5 grudnia 2019 09:56

Ludzie walczą między sobą od zarania dziejów. Ale jedyny wróg tkwi przecież w nas samych.

Avatar
Gość
Paweł
4 grudnia 2019 21:01

Ja chcialem Piotrze o oporze. Na forum Metody Sedony, jedna z pan trenerek napisala, ze jezeli swiadomie bedziemy utrzymywac opor, a nawet go specjalnie wzmacniac wystarczajaco dlugo, to on w koncu “pusci”. Porownala to do zacisnietej piesci. Jezeli zacisnac piesc bardzo mocno, z calej sily i tak trzymac, to miesnie w koncu sie zmecza i zacisk sam sie zacznie rozluzniac i w koncu pusci. Podobno tak jest wlasnie z oporem. Jakie jest twoje zdanie na ten temat?

wpDiscuz
Podobne Wpisy:
Co to jest samotność, czy istnieje i dlaczego ludzie “przez nią” cierpią? (Część 1)

Co to jest samotność, czy istnieje i dlaczego ludzie “przez nią” cierpią? (Część 1)

Witam Cię serdecznie! Dzisiaj rozpocznę temat, który bardzo często pojawia się w pracy z uzależnionymi. Ale nie tylko. Jest to problem powszechny na całym świecie. Naturalnie wiąże się z nim masa niezrozumienia w temacie emocji, oporu, projekcji oraz samego nazywania czegoś “samotnością”. Dzisiaj zacznę. Na pewno będzie jeszcze jedna część, a może i więcej. Najpierw… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 3
O Emocjach – Żal (Część 4)

O Emocjach – Żal (Część 4)

Żal, smutek to sygnał, że stajemy na granicy pożegnania się z częścią tego, co uznaliśmy za nas, za nasze życie. Nasze ego, czyli nasz umysł nie chce wchodzić w to głębiej. Nie chce całkowicie świadomie stanąć w obliczu tej emocji. Bo doskonale wie, że automatycznie nastąpi transcendencja naszej świadomości. Gdy przestaniemy się utożsamiać z żalem,… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0
O Emocjach – Wstyd (Część 5)

O Emocjach – Wstyd (Część 5)

W tym artykule opowiem Ci dlaczego odczuwanie, nawet wstydu, jest krytyczne. Jeżeli czujesz wstyd – doskonale! Dzięki temu możesz go odpuścić. Jeżeli go nie czujesz lub uważasz, że nie potrafisz odczuwać wstydu, mam dla Ciebie dobrą informację – możesz! I odczuwasz go ALE… Fakt, że z Twojej perspektywy nie odczuwasz wstydu oznacza, że jesteś nieświadomy… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 9
Załamanie Nerwowe

Załamanie Nerwowe

Witam serdecznie! Pomyślałem, że raz na jakiś czas zajmę się przedstawieniem mojego punktu widzenia na przeróżne tematy na jakie natrafię. Czytuję różne serwisy, subskrybuję różne newslettery, w tym newsletter jednego profesjonalnego, polskiego serwisu psychiatrycznego. Nie będę podawał nazwy, bo nie o to chodzi. Nie jest też moją intencją szkalowanie ale chcę ukazać poziom niezrozumienia ludzi,… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 8

WOLNOŚĆ OD PORNO