Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/

Witam Cię serdecznie!
Sytuacja z pandemią nie wygląda najlepiej. Zaostrzane są przepisy i najlepsze co możemy zrobić, o ile jest to możliwe, to siedzieć w domu oraz przestrzegać zdrowego rozsądku oraz szczególnych wytycznych higieny.
Obecna sytuacja może dla wielu osób stać się doskonałym pretekstem do oglądania pornografii i usprawiedliwiania tego. Izolacja, stres, przesiadywanie samemu w pokoju, czyli w miejscu, gdzie najczęściej ogląda się pornografię sprzyja temu. Jeśli ktoś nie radził sobie emocjonalnie lub rzadko sobie radził i często sięgał po różne używki, w tym porno, to będzie tylko gorzej. Potencjalnie dużo gorzej z uzależnieniem, zdrowiem i w konsekwencji z życiem takiej osoby.
Nagle urojenia, że porno odstresowuje, daje relaks lub ulgę staje się jeszcze bardziej wiarygodne. Ale nie jest i nigdy nie było. To zwykłe urojenia wynikające z niezwykle niskiej inteligencji emocjonalnej i braku świadomości co się dzieje podczas oglądania porno czy zażywania jakichś używek.
To, że coś nam się wydaje nie zmienia jednak rzeczywistości.
Prawda w tym przypadku jest bolesna ale jest to dobry rodzaj bólu – motywujący do zmiany, do wyboru odwagi, trzeźwości.
Zanim w ogóle ktokolwiek usłyszał o tym wirusie jedną z najczęstszych przyczyn oglądania pornografii, a nawet wielogodzinnych rauszy pornograficznych było “odstresowywanie się”, “rozładowywanie stresu”, “relaks”, “dawanie sobie ulgi” oraz “ucieczka od rzeczywistości/problemów/nie myślenie o nich”.
Niszczenie sobie mózgu i obciążanie psychiki nigdy nie było dobrym wyborem. A może się okazać szczególnie fatalne w sytuacji globalnego zagrożenia. I jednocześnie najbardziej “usprawiedliwione”.
Ważny jest teraz spokój i zdrowy rozsądek, a ich nie osiągamy przez ucieczkę od swojego wnętrza, od swoich emocji. Nie osiągamy ich przez niszczenie sobie mózgu i obciążanie psychiki. Nie osiągamy ich przez życie urojeniami. Nie osiągamy ich przez upijanie się w ten czy inny sposób. Nietrzeźwość to nie spokój. To zatrucie.
“Trzeźwy” oznacza “kierujący się rozumem, rozsądkiem”. Więc osoba nietrzeźwa nie kieruje się ani rozumem, ani rozsądkiem. Tylko szaleństwem.
Odwaga i spokój to naturalne stany człowieka z zadbaną psychiką, który wybrał odwagę i spokój, a nie inne, niższe jakości.
Zacznij się przyglądać swoim codziennym zachowaniom. Zaobserwuj do czego się przykleiłeś/aś. Prawie na pewno do strachu. Warto wiedzieć, że –
odczuwanie strachu nie czyni z Ciebie tchórza.
Tchórzostwo to ucieczka od samego strachu oraz tego, co uznaliśmy za jego źródło bez zdroworozsądkowej, czyli trzeźwej analizy. Dobrze wiesz czy zagrożenie jest realne, czy nie. Zazwyczaj wcale nie uciekamy od realnego zagrożenia, tylko od własnych wewnętrznych zaniedbań. Czyli uciekamy od własnych projekcji.
Zapytaj siebie – czy jesteś w domu (o ile pozostajesz i wychodzisz tylko w sprawach ważnych) ze strachu czy z rozsądku? Kieruje Tobą lęk czy mądrość? Strach czy spokój?
Więc tchórz to człowiek, który wierzy w urojenia. Który jest nietrzeźwy. Bo własną dumą, uporem, mentalizacją też się można upijać. Tak jak i własną racją.
Nic co zrobisz nie usunie z Ciebie strachu. Bo nic nie ma takiej mocy.
Bez Twojej intencji, by puścić się strachu – by przestać się czegoś/kogoś bać – strach nie zniknie.
To tyczy się także każdej innej emocji.
Ja skakałem na bungee. Trząsłem się ze strachu, ledwo wchodziłem po schodach. Czułem realny strach i to bardzo dużo. Sądziłem, że jak się z nim zmierzę, to zniknie i już go nie poczuję np. podczas podchodzenia do kobiet. Okazało się, że strach nie zniknął.
Zmuszałem się, by to zrobić, by skakać. Podczas skoku była ogromna adrenalina, która stłumiła strach. Na moment po skoku przestałem go czuć i czułem się świetnie. Ale strach jak był, tak pozostał i ten wyczyn nawet powtórzony kilkukrotnie wcale mi nie pomógł. W kwestii poznawania kobiet nic się nie zmieniło. W pozostałych obszarach mojego życia również.
Dlaczego?
Bo ja się nie zmieniłem. Nadal byłem tą samą osobą, która tylko coś zrobiła.
Nic Ci także nie da odwagi. Da Ci ją tylko zmierzenie się i odpuszczenie, przekroczenie tego, co odwagę ograniczało. Zmiana siebie. To często wybór celu większego od nas samych, dla którego jesteśmy gotowi się poświęcić. Dla którego jesteśmy gotowi się zmienić.
Robienie czegoś może pomóc nam się zmierzyć ze strachem w sobie, a nie tylko o tym myśleć. Jednak można coś robić w stanie upicia alkoholowego, zrobić to. A my jak się baliśmy, tak dalej się będziemy bali.
Także nigdy nie poczujemy się odważni, dopóki będziemy sobie umniejszać, żyć jak mały robaczek, który tylko trzyma kciuki, by go nie rozdeptał wielki bucior bezlitosnego losu.
Jeśli poważnie zaniedbałeś/aś swoje wnętrze, to uwalnianie oporu i strachu to rzecz krytyczna. Musisz wykonać tą niezbędną wewnętrzną pracę. To dzięki niej to, co uważałeś/za “nie mogę” zmieni się na “mogę”, a to co uważałeś/aś za “niemożliwe” zmieni się na “możliwe”.
Samo nic się nie zmieni. Tylko Ty możesz zmienić się względem tego.
Bo nic nie jest ani możliwe, ani niemożliwe. Tylko Ty wybierasz i wszystko zależy od Twojej intencji, nastawienia, zaangażowania, poziomu świadomości, pracy jaką wykonasz, by to zrealizować.
Odwaga to np. porzucenie egoistycznej małostkowości, narcystycznego użalania się nad sobą na rzecz poprawy swojego życia, realnego rozwoju osobistego, ponownej próby osiągnięcia czegoś, co się nam nie udało.
Odwaga to wybaczenie sobie za błędy i ruszenie przed siebie. To także wybaczenie innym. Jednym z aspektów dojrzałości jest odpuszczenie win innym.
Odwaga to przedsiębiorczość, innowacyjność, to bycie pionierem. To często ryzyko ale uwzględniające zdrowy rozsądek.
Odwaga to droga tam, gdzie kieruje nas serce, a nie przestraszony, pełen uprzedzeń i niechęci umysł. Odwaga to nie bycie niewolnikiem zaprogramowanego, gadziego, wybrakowanego umysłu.
Odwaga to szczerość i uczciwość, to wewnętrzna spójność. To przestrzeganie zasad opartych o wzmacniające, mądre wartości. Już o tym rozmawialiśmy w artykułach na temat cnót charakteru.
Pandemia to wspaniała okazja do praktykowania odwagi. Ale też można bardzo łatwo popełnić poważny błąd i głupotę. Czy potrafimy stwierdzić czy to, co wybraliśmy to odwaga i rozsądek czy głupota albo tchórzostwo?
Odwaga to przekroczenie egoizmu. Czyli to, czego świat dzisiaj bardzo potrzebuje. Zapewne także Twoje życie tego potrzebuje.
Jaki obszar najbardziej potrzebuje Twojej odwagi, troski, zaangażowania, bliskości, porzucenia narcystycznego egoizmu, umniejszania sobie, wybaczenia i akceptacji?
W czasie obowiązkowej izolacji w domach, na pewno wiele osób się uzależni. Nawyki powstają przez okres 2 do 3 tygodni. Uzależnienie może się rozwinąć nawet w miesiąc. Jeśli jest duży skok między tym, co czujemy, a to, co poczuliśmy po wpływie używki, uzależnić się można nawet po jednej sesji. Są narkotyki, które uzależniają po jednorazowym ich wzięciu.
Wiele osób już tyle czasu przebywa w izolacji, a spodziewam się, że konieczność przebywania w domu wydłuży się. Być może nawet o kolejne kilka miesięcy. A co jeśli o pół roku i więcej?
W rzeczywistości ten okres to wspaniały moment, by jak najczęściej być ze sobą i swoim wnętrzem.
Hipnotyzowanie się mentalnym bełkotem to nie jest bycie ani ze sobą, ani ze swoim wnętrzem.
Większość ludzi, nawet czytających tego bloga, nadal sądzi, że myślą. Nie widzą różnicy między wpatrywaniem się w nieskończony, bezosobowy bełkot, a intencjonalny proces umysłowej analizy czegoś.
Czy w ogóle zadałeś/aś sobie kiedykolwiek pytanie – “Po co mi myślenie?”
Ile problemów rozwiązałeś/aś w swoim życiu myśląc o nich? Chociaż jeden? Zapewne ani jednego. Ile nie rozwiązałeś/aś, utknąłeś/utknęłaś, a mimo to tylko cały czas dalej wpatrujesz się w te myśli?
Jak korzystasz z myśli? Co z nimi robisz? Ile myśli, którym się dziś przyglądałeś/aś wybrałeś/aś, a ile pojawiło się nie wiadomo skąd, nie wiadomo dlaczego i nie wiadomo po co?
Ile razy dziennie słuchasz się nie wiadomo czego, nie wiadomo skąd się to wzięło, nie wiadomo dlaczego, nie wiadomo po co? I ile razy sam(a) dorabiasz do tego jakąś filozofię, że np. zastanawiasz się nad czymś?
Jest różnica między kręceniem filmu, czyli jego tworzeniem, a nieobecnym, nietrzeźwym, bezwolnym wpatrywaniem się w to, co akurat leci w telewizji.
Hipnotyzowanie się mentalizacją to nie jest konstruktywne zajęcie. To stawanie się niewolnikiem procesu, który nie ma innego celu, niż napędzanie siebie samego.
Nie znajdziesz w nim ciepła, zrozumienia, sensu, wiary, nadziei, radości, nowych pomysłów, pozytywności, wartościowego spojrzenia na świat, obecną sytuację, innych ludzi, ani siebie samego, ani rozwiązania żadnego problemu jaki możesz mieć. Znajdziesz w nim tylko racjonalizację tego, co jest, znajdziesz w tym tylko więcej argumentów, by trwać w tym co jest i nic nie zmienić.
Znajdziesz tylko usprawiedliwienia tego, co czujesz oraz pretekst, by jeszcze silniej się tego trzymać.
Pomimo że staram się jak mogę większość ludzi nadal wierzy, że strach ich chroni, że pomaga im przeżyć. A gdy się pytam w jaki niby sposób się to odbywa, nie dostaję odpowiedzi. Po prostu wierzą w jakieś urojenie i nie mają odwagi poddać go wątpliwości – krytyce. Krytykują i wątpią we wszystko inne ale nie w przekonania, które nie tylko są szalone, wymyślone, nic im nie dają ale też tracą przez nie.
I sami sobie opowiadają bajki, że przeżyli dzięki temu. A skąd to wzięli? Na tej planecie nikt nie przeżył dzięki strachowi. Większość poczucia winy, żalu do siebie, wypominania sobie, a nawet nienawiści bierze się z decyzji podjętych na podstawie strachu. Ile razy sobie wypominaliśmy, że mogliśmy coś zrobić w przeszłości, a tego nie zrobiliśmy, bo się baliśmy? Ile razy wmówiliśmy, że czegoś nie możemy zrobić, a w rzeczywistości mogliśmy, tylko się baliśmy?
Największe zagrożenie w tej sytuacji (wyłączając zarażenie siebie i innych ludzi wirusem), to dalsza ucieczka od siebie i tłumienie własnej emocjonalności na różne sposoby, wliczając jeden z najbardziej niebezpiecznych sposobów – poprzez oglądanie pornografii.
Trzymanie się strachu w formie np. martwienia lub stresowania się stanowi odbieranie sobie zdrowia, obciążanie psychiki, zaśmiecanie podświadomości.
Twój umysł będzie tym napędzany przez następne lata.
Bo wszystko co zamkniesz w swojej podświadomości zostaje z Tobą nawet na całe życie.
Dlatego setki milionów jeśli nie miliardy dorosłych ludzi użala się, narzeka, nawet płacze, by zyskać uwagę, akceptację innych, litość. A to dziecinne zachowania, które są normalne tylko w okresie dziecięcym.
No ale narcystyczny rdzeń ego ma to gdzieś.
Umysł logiczny nie potrafi rozpoznać co jest pozytywne od tego, co jest negatywne, a nawet niebywale szkodliwe. Tak jak komputer nie jest w stanie odróżnić czy instalujesz na nim wirusa, który wykradnie Ci pieniądze z konta bankowego, czy zaawansowany program na pracę magisterską do analizy wpływu różnych leków na przeżywalność wirusa i pracę płuc człowieka. Dla komputera nie ma różnicy między tymi programami.
Tak jak ludzie nie widzą zagrożenia w martwieniu się, stresowaniu, baniu się, czyli projektowaniu strachu na coś. To morderczy wirus (nie bez powodu w słowie “martwić się” jest śmierć), a ludzie sądzą, że to coś, co ratuje im życie.
I robią to chętnie! Codziennie! A gdy zwrócić im uwagę, by przestali, to nie chcą!
Mówią wtedy – “Ej, przeszkadzasz mi w kręceniu filmu!” Ale przecież tego nie robią, tylko wpatrują się bezwolnie w to, co akurat leci w ich wewnętrznym “telewizorze”. I gdy tylko coś leci, od razu wszystko rzucają i się tym zajmują, wpatrują się jak w ulubiony serial!
Mam się uczyć? Gdzie tam! Leci trzeci sezon serialu “Martwię się o przyszłość!” Nie mogę go ominąć, bo może zdarzyć się coś ważnego!
Powinienem/powinnam pracować? No ale właśnie puszczają premierowe odcinki “Ciekawe czy jest coś nowego na portalu XYZ”! Oglądam to już tak długo i nie mogę tak po prostu skończyć!
Ale jak to powinienem/powinnam spokojnie pracować, skoro cały dzień nadają “Wszystko co usłyszałem/am w moim życiu co złego jest ze światem na kanale TVMójUmysł!? Trzeba oglądać, może powiedzą coś ważnego!?”
Tak ludzie przywiązani są do swojej racji i nawet do bardzo szkodliwych, osłabiających postaw. Oraz oczywiście – są przywiązani do myśli.
Inne zagrożenie związane jest z tzw. nudą.
Nuda nie istnieje!
To tylko określenie dla niezrozumiałego zjawiska. Które ja rozumiem.
Nuda wynika z oczarowania się przekonaniem, że źródłem chęci, radości, motywacji, energii jest coś w świecie. I z drugiej strony – że źródło niechęci, smutku i braku motywacji też jest w świecie. Więc spodziewamy się, że “zachce się nam”. I czekamy. Czekamy. Nadal czekamy. I co? I nic.
Natomiast we wnętrzu non stop się opieramy źródłu tych wysokich jakości jak energia i chęć. Nie pozwalamy sobie ani na chęci, ani na radość, ani na motywację, ani na energię. Czekamy, aż nam to ktoś lub coś da. Że to skądś zaczerpniemy.
W międzyczasie non stop hipnotyzujemy się mentalnym bełkotem, który brzmi “nic mi się nie chce”. Co oczywiście jest urojeniem. To zdanie nawet nie ma sensu logicznego.
Bo to tak jakby powiedzieć “kanapka nie chce mi się posmarować masłem”. Ale czy kanapka lub masło mają z tym coś wspólnego? Nie. Ty nie smarujesz chleba masłem. Ty za to odpowiadasz.
Tak samo Ty odpowiadasz za swoje chęci, energię, motywację oraz radość.
Nie istnieje “nie chce mi się”. Istnieje tylko “nie chcę”. Czyli Twój wybór.
A co to jest niechęć? Opór.
No ale nasze myśli twierdzą, że nie chce nam się, więc taka musi być rzeczywistość, prawda? Dla większości ludzi to jest ważniejsze od jakiegokolwiek zdrowego rozsądku i często także zdrowia.
Izolacja więc to bardzo ważny okres, by nie tylko zacząć być ze swoim wnętrzem ale też rozpoznać czego się w nim trzymasz, czego nie dopuszczasz do głosu, a więc czego nie pozwalasz sobie uwolnić. I czym się kierujesz. Szczególnie teraz widać, że ludzie kompletnie nie kierują się rozsądkiem. Ani trochę.
A jeśli już dochodzi do wyciągnięcia czegoś z ich wnętrza to też mamy cały wachlarz nieporozumienia.
Bardzo dużo ludzi uważa też, że ekspresja emocji lub ich odczuwanie uwalnia je – rozładowuje. A tak nie jest!
Jedyne co rozładowuje emocje to ich uwalnianie, odpuszczenie, poddanie.
A co to jest uwalnianie? Świadoma intencja, świadoma zgoda na to, by emocje przez nas przepłynęły, a my się ich nie trzymamy, ani nie stajemy im na drodze.
Ekspresja i utrzymywanie emocji zasila je. Jeśli spędzisz najbliższe tygodniu bojąc się, to strachu nie rozładujesz nawet w 1%. Tylko oddajesz własną energię na utrzymywanie tej emocji. Możesz się bać nawet i przez następne 80 lat. Emocje mogą trwać non stop. I u setek milionów ludzi trwają.
Ludzie utrzymują w wieku starczym emocje, które odczuwali będąc dzieckiem! I powszechnie sądzi się, że człowiek staje się słabszy, ma gorsze zdrowie i mniej energii, bo się starzeje. Co oczywiście jest bujdą. Gdyby spojrzeć do ich podświadomości, to mielibyśmy tam zapchane po sufit wstydem, winą, oporem, apatią, żalem, strachem, pożądaniem, gniewem, dumą i nie wiadomo czym jeszcze. Utrzymywanie tego wszystkiego w stopniu dramatycznym nas osłabia i czyni podatnymi na wszelkie dolegliwości.
To jakby te osoby nigdy nie zajęły się złamaną ręką i wmówiły sobie, że na starość ręce nie są już tak sprawne jak za młodu!
No szkoda tylko, że coraz więcej młodych ludzi – w wieku kilkunastu do trzydziestu lat już żyją jakby mieli 70. Oczywiście i oni znaleźli sobie wytłumaczenie – że mają gorsze geny lub że pochodzą z rodziny słabej psychicznie… No ale niech mi ktoś odpowie – czy osoba, która kilkanaście lub kilkadziesiąt lat opiera się nieustannie jest słaba? Nie jest słaba, tylko postępuje bardzo głupio z własną energią.
Masz ogromny opór? Opór to Twoja energia! Masz więc ogromną energię! Przytłacza Cię strach? Strach to Twoja energia, więc przytłacza Cię ogrom Twojej energii! Bardzo się stresujesz? No to masz bardzo dużo energii, którą marnujesz na nieproduktywną czynność!
A czy kogoś przytłoczyły jego mięśnie? Nie. Więc proszę – troszkę dorośnijmy.
Izolacja nie powinna stać się pretekstem do martwienia się i stresowania. Zresztą jak wszystko inne. Martwienie się zabija Cię. Po prostu. Może nie zabije Cię dosłownie ale odbiera Ci energię, radość, chęci do życia. Tak samo stres.
Bo nie możesz wybrać w tym samym momencie martwienia się i radości – życia. Nie możesz wybrać niechęci i chęci. Jedno albo drugie.
Co dziś wybrałeś/aś? Co wybierzesz jutro? Czy chociaż podjąłeś/podjęłaś tę decyzję świadomie? A może liczysz, że sama się podejmie i sama się zmieni?
Musisz się zapytać czy chcesz to sobie dalej robić? Czy  pandemia jest dla Ciebie wystarczającym pretekstem, by usprawiedliwiać postawę niszczenia swojej psychiki i zdrowia? Postępując ROZSĄDNIE, rozważnie, kierując się spokojem szansa, że się zarazisz jest malutka. Ale psychikę możesz sobie niszczyć każdego dnia bardzo skutecznie. I pewnie jeszcze zwalać za to odpowiedzialność na świat zewnętrzny.
Co więc z tym robić?
Na serwisach i w mailach oraz filmach widzę zdroworozsądkowe rady płynące z serca od wielu przedsiębiorców i wielu innych ludzi – by nie nakręcać się strachem i poczuciem izolacji. Radzą, by podnieść słuchawkę i zadzwonić do bliskich, do znajomych. Pogadać, pośmiać się.
Mówią też, by nie tylko szukać pociechy w kontakcie z innymi ludźmi ale też, by tę pociechę dawać – czyli samemu napisać do kogoś, że jest nam bliski, że o nim myślimy.
To wszystko mądre rady. I również polecam to ROBIĆ.
ALE. ;)
ROBIĆ to nie BYĆ.
Te rady nie zmienią Ciebie. Nie oczyszczą Cię ze strachu, oporu i negatywnych przekonań, które teraz się ujawniły i którym pozwalasz sobą rządzić. To ważne, by to robić ale w kontekście zmiany siebie to za mało.
Wykonanie telefonu nawet do 100 osób, po czym na pewno poczujesz się lepiej, nie oznacza, że zniknęła nawet kapka strachu, oporu, wstydu, winy, żalu. No chyba, że wykonanie telefonu do bliskiej Ci osoby i pogadanie, pośmianie się wyciąga z Ciebie jakieś negatywności lub masz wobec tego negatywną postawę – wtedy zrób to ale przepracuj te negatywności, odpuść je.
Inaczej będzie tak jak po zjedzeniu cukierka – nie przybyło w Twoim organizmie wartościowych składników odżywczych pomimo, że poczułeś/aś się lepiej. Czy więc jest lepiej, bo się przez moment czujesz lepiej? Nie. “Paradoksalnie” po zjedzeniu cukierka jest gorzej ale lubisz się tak oszukiwać. Cukier tragicznie wpływa na organizm i psychikę. Niektórzy porównują siłę tego wpływu do heroiny.
Odkładanie w kółko tego co ważne na rzecz sztucznego poprawiania swojego samopoczucia nic na dłuższą metę nie zmieni.

Na tym Blogu masz wszystkie niezbędne informacje. Np. naukę odczuwania. Skoro dużo czasu spędzasz w domu, w jednym miejscu, to Twój umysł nie ma wielu możliwości ucieczki od emocji.
Dlatego to wspaniała okazja, by przestać uciekać. Bo nie ma od czego.
Poważnym błędem jest wpatrywanie się w przeróżne, często szalone i głupkowate myśli. Pewnie większość krąży teraz na temat wirusa i pandemii. To co ludzie wymyślają na jego temat czasem nie ogarnia moja łepetyna. No ale czując lęk nagle umysł podsuwa przeróżne interpretacje i racjonalizacje, którym wierzyliśmy i ufaliśmy zapewne przez całe życie. Dlatego mamy takie, a nie inne życie.
Jeśli chcesz zmiany, zmień siebie. Zacznij od zmiany siebie.
Stań się zmianą, którą chcesz znaleźć w świecie.
Siedzisz w domu, nikt Ci nie przeszkadza.
Zacznij się przyglądać temu, co robisz. Być może właśnie cały czas coś robisz. A to błąd. Jeżeli intencja tego nie jest naprawdę pozytywna, to znaczy, że jest negatywna. I wszystko co robisz z taką intencją nie przynosi Ci nic dobrego.
Aby to przerwać, polecam zacząć od medytacji. Czyli pozornie – zacznij nie robić nic :) Rada może wydawać się trywialna ale ludzie mają kolosalne problemy, by ją właściwie zastosować.
W kółko słyszę, że medytacja uspokaja umysł. Medytacja nie uspokaja umysłu! To kompletnie błędna percepcja.
Umysł myśli cały czas, a raczej myślenie odbywa się cały czas, bo to proces ciągły i nieskończony. Zasilają go emocje. Świadome i podświadome. A że każdy na tej planecie ma ich w podświadomości od groma i jeszcze trochę, to myślenie się nie skończy.
Co więc się dzieje w trakcie medytacji? Odklejamy się od myślenia i zaczynamy się “rozglądać” w sobie. I nagle okazuje się, że nie ma tylko ogromnej ilości myśli i emocji. Okazuje się, że jest coś więcej – spokój, relaks, luz.
Bo myślenie to AŻ CAŁE 1% umysłu! 99% umysł jest perfekcyjnie cicho. Tylko ludzie hipnotyzują się tym 1%.
Jeśli nie masz energii i ograniczone życie, to nie dziw się, bo kierowałeś się 1% swoich możliwości! I to jeszcze 1% zapewne głupkowatym i/lub szalonym. Nie bez powodu ego nazywa się “małym ja”. Bo to 1%. I to jeszcze 1%, który nie ma swojego źródła zasilania i dlatego musi non stop doić energię emocjonalną.
W czasie medytacji, gdy pozornie wydaje się, że umysł się uspokoił, to 1% nadal tak samo intensywnie nawija, nawija, ględzi, bełkocze, ujada, wyje, narzeka, użala się, roztacza dramaty, zajmuje się globalnymi spiskami i majtkami Angeliny Jolie. Tylko my już w tym nie bierzemy udziału.
Ale na codzień – jak najbardziej!
A jaka istoty biegają za tym, co im śmignie przed nosem? Małe zwierzątka. Np. małe kocię. Na końcu nitki powieś coś kolorowego i pomachaj kotkowi przed oczyma. Kotek rzuci się za tym w pościg i będzie się starał to złapać! Tak dokładnie to wygląda w przypadku ludzi i myśli. Jesteśmy jak małe, nierozwinięte zwierzątka, które biegają za tym, czym im pomachać przed nosem. Kapka winy czy żalu i już wieeeelkie obwinianie, użalanie się nawet latami. Jak kotem bawiący się kłębkiem włóczki. A potem pomachać im porno, alkoholem i papieroskiem – i już biegną za tym. Pomachać nowym filmem – lecą do kina. Pomachać nowym krojem kiecki lub nowych Iphonem – już lecą do sklepu. Ale spoko – zanim poczują się dumni ci, co za tym nie latają – robisz to z poziomu rozsądku, mądrości czy apatii, wstydu, wywyższania się? Nie jest to wcale lepsze. A może po prostu Cię nie stać?
A co robi dorosłe zwierzę? Spokojnie sobie siedzi, wyleguje się. Jest opanowane. Ale sprowokuj je, to rozniesie Cię w pył. W tym czasie człowiek co? A nie ma energii nawet ruszyć tyłka i umówić się na randkę. Tylko leży apatycznie i wpatruje się swój ulubiony program – “Magic Television Moje Myśli”. Oczywiście wszystkie myśli są ważne, wszystkie są istotne i trzeba je analizować. Tylko, że nie ma żadnej anality, a bezwolne, bezmyślne wpatrywanie się w nie. I jakoś tylko porzucane są myśli rozsądne – by coś zmienić, zrobić, rozwiązać problem, nauczyć się czegoś potrzebnego.
Nie mówię tego, by kogokolwiek obrazić, tylko ukazać prawdopodobną rzeczywistość. To, że “spokojnie” siedzimy nie czyni nas spokojnych. To co ROBIMY nie zmienia to kim JESTEŚMY. Jedna osoba siedzi spokojnie i ma pełno energii, relaksuje się, a druga w tym czasie nie ma energii, jest apatyczna, spięta, nie ma siły, ani ochoty cokolwiek zrobić. Z zewnątrz wyglądają tak samo.
Ten okres to również wspaniała możliwość, by pokazać się jako mężczyzna z pozytywnej strony – jako wspierający, troskliwy, wzmacniający, ochraniający.
Wspólne trzęsienie się z partnerką ze strachu pokaże Ci jak destruktywny jest strach i jakim błędem jest wiara, że strach chroni.
Chroni odwaga, rozsądek, logiczna analiza sytuacji. Chroni podjęcie się mądrych, przemyślanych kroków mających na celu zadbać o siebie/coś/kogoś.
Naszych przodków nie ochronił strach przed zamarznięciem, tylko ruszenie tyłka i zazbieranie opału na zimę. A nie paraliżowanie się, czyli klejenie się do strachu.
W obecnym czasie wiele kobiet ma problemy, bo wychodzi także z nich wiele lęków, a także zaczynają wymagać od mężczyzn jeszcze większego wysiłku w utrzymanie mentalnego porządku, pokoju. Oczekują przewodnictwa, siły wewnętrznej. To dobry przejaw i tak powinno być.
Bo mężczyźni są bardzie lewopółkulowi – pozornie mniej emocjonalni, bardziej logiczni. Nie powinno być to zimne, pozbawnione empatii, oparte o niskie emocje jak gniew i duma. Mamy taki sam dostęp do “prawej strony”, czyli emocji, empatii, miłości jak kobiety. Tylko mało który mężczyzna to praktykuje i zamiast tego zatrzymuje się na gniewie, dumie i często też żalu, wstydzie i winie.
Na poprzedni artykuł na temat wirusa dostawałem od mężczyzn komentarze na temat kosmicznych jaszczurów, Illuminati i różnych innych bzdur. Były też komentarze, że to jakiś nowy porządek świata, pojawią się nowe technologie, nowe formy pieniądza, itd.
Jaaaaaaaaaaaaaaaaaasne.
A świstak siedzi i zawija je w te sreberka…
Nie dziwne, że możesz mieć problemy z kobietami i ze swoim życiem jeśli w czasie wymagającym wzięcia się w garść rozważasz temat kosmicznych jaszczurów. Ale jak już jesteśmy przy tematach ludzi dorosłych, to niech mi ktoś wyjaśni dlaczego Smerfy były niebieskie, a nie koloru burgundowego z domieszką khaki?
Albo słyszę od ludzi jak to się ma świat zmienić. Taaaak? Świat ma się zmienić? A jak TY się zmieniłeś/aś? Hmm? Bo oczywiście cały świat się zmieni, tylko Ty nie musisz?
Większość ludzi zapytanych jak się zmienili odpowiadali mi tylko, że zrobili parę nowych rzeczy i tyle. Powtórzę – ROBIĆ to nie BYĆ.
Teraz powiem Ci tajemnicę – wszyscy inni ludzi mentalizują o tym samym. I nie od dzisiaj, nie od tygodnia, tylko od tysięcy lat. Każdy cały czas sądzi, że się w końcu zmieni świat. A oni jakoś magicznie razem z nim, że będzie im łatwiej. Ale tak nigdy nie było i nigdy nie będzie.
Mamy najlepiej rozwiniętą technologię w historii ludzkości. I co? Jest Ci lepiej? Nie. Tak jak się męczyłeś/aś z samotnością, tak dalej się męczysz. Jak ludzie mieli depresję (od czasów biblijnych), tak nadal mają. Jak były choroby, nadal są. Jak była nieśmiałość, nienawiść, zazdrość, nadal są. Jak była apatia i prokrastynacja – nadal są.
Możliwość rozszczepiania atomu nie zmieniła 99,999% ludzi. Możliwość zoperowania bardzo wielu chorób nie zmieniła 99,999% ludzi. Internet nie zmienił 99,999% ludzi. Najnowszy Iphone nie zmienił 99,999% ludzi. Loty w kosmos nie zmieniły 99,999% ludzi. Natomiast ludzie używają tego wszystkiego jako pretekstu do usprawiedliwiania tego jacy są. I używają tego ze swojego poziomu bez intencji jego przekroczenia.
Jedyne co Cię zmieni to Ty sam(a). Ale większość osób nie ma w ogóle intencji się zmienić.
Nawet do Programu WoP większość ludzi przystępuje bez intencji zmiany siebie. Tylko chcą poczytać, trzymają kciuki, że magicznie zniknie uzależnienie, bo się boją zniszczeń mózgu i dalej będą dokładnie takimi samymi osobami. A to tak nie działa i WoP to nie magiczna pigułka, ani nie magiczne zaklęcie. Tylko bardzo poważna instrukcja do zmiany siebie.
Gdyby jutro zniknęły pieniądze i wszystko byłoby za darmo – czy to by Cię zmieniło? Nie. Ani trochę. Nadal byłbyś/byłabyś takim samym człowiekiem. Jeśli bałeś się rozmawiać z kobietami, nadal byś się bał. Jeśli masz niskie poczucie własnej wartości, nadal byś je miał(a). Jeśli łatwo się frustrujesz, nadal frustrowałoby Cię to samo. Jeśli jesteś leniem i często prokrastynujesz, nadal tak by było. Jeśli łatwo się rozkojarzasz i masz trudności z nauką, nadal by tak było. Jeśli masz problemy z własną seksualnością, nadal byś je miał(a). Jeśli masz problemy z zasypianiem, nadal byś miał(a) problemy z zasypianiem.
Wiele osób jeszcze zaczęłaby się nad sobą użalać – “Łeee, nie ma pieniędzy, jest tak wspaniale, a ja nadal się wszystkim stresuję łeee”.
Jeśli jesteś nienawidzący/a, zazdroszczący/a, odmawiający/a innym szacunku, narzekający/a, wścibski/a, użalający/a się – nadal byś taki/a pozostał(a).
Gdy skończy się pandemia co się zmieni? Nie ważne, bo Ty nadal będziesz taki/a jaki/a wybierzesz być. Jeśli w tym czasie nazbierałeś/aś w sobie strachu, to po pandemii paradoksalnie będziesz jeszcze bardziej się wszystkiego bał(a) i wszystkim stresował(a). Pojawi się jeszcze więcej myśli wątpiących, strasznych – “A jak nie wszyscy wyzdrowieli i znowu się to zacznie?”
Przez 2 tygodnie będzie troszkę więcej radości i ulgi, a potem wszystko wróci do tego jak było + poprawka na to, czym się zaprogramowałeś/aś w czasie izolacji.
Niesamowitym jest słyszeć jaka potrafi być przepaść w ludzkiej świadomości – mnóstwo ludzi non stop pracuje, by ulżyć ludzkiemu cierpieniu, by pomagać, służyć. A w tym czasie inni “analizują” sytuację i dochodzą do wniosków, że ludzkość nie zasługuje, by istnieć, by wszyscy wymarli, że Bóg nas karze, grozi. Jeszcze innie atakują, dokonują napadów. Jeszcze inni trzęsą się ze strachu. Inni oglądają porno całymi dniami. Zazwyczaj oczywiście negatywnie postrzegają całą ludzkość ci, którym nie idzie w życiu, którzy nie żyją w miłości w sercu. I mówią wprost WEDŁUG MNIE, czyli – według mądrego, nieomylnego, doskonałego, logicznie myślącego MNIE ludzkość nie zasługuje na istnienie!
To jakby pierwszoklasista mówił w szkole podstawowej, że wszyscy uczniowie, studenci, doktorzy i cała reszta nie zasługuje na istnienie, bo pierwszoklasiści popełniają błędy! …wie już ktoś dlaczego Smerfy są niebieskie?
Naturalnie odpowiedzialności za swoją nienawiść, podświadome wstyd, winę, opór, żal, gniew, dumę nie ma żadnej. Nie ma ani słowa “mam w sobie ogromne pokłady obciążających moją psychikę emocji i mnóstwo negatywnych przekonań i ludziach, świecie i Bogu”, tylko wszystko jest traktowane jako rozsądna analiza na podstawie faktów…
Po raz kolejny powtórzę – to, że leżymy i się nie ruszamy nie oznacza, że odpoczywamy. Przepalona żarówka, a wyłączone światło to dwa zupełnie różne powody ciemności w pokoju.
Niesamowite jak nagle ludzie pełni podświadomej nienawiści uważają, że inni – wszyscy – nie zasługują na życie i Bóg powinien stać się narzędziem ich słusznego gniewu i wymierzenia sprawiedliwości. No tak, bo skrycie każde ego pragnie być Bogiem. I to lepszym!
Niesłychane jak często słyszę od przeróżnych ludzi, że chcą by wszyscy ludzie zginęli! Jedni chcą sami mordować, zrzucać bomby, wymazać ludzkość jakimś zaklęciem, a inni chcą, by nas wybiła zaraza… Sami nic nie zrobili dla ludzkości, a wyrokują nad wszystkimi innymi. Wszystkich wrzucają do jednego worka.
To co ROBIMY to odbicie tego kim JESTEŚMY. Ten kto całej ludzkości życzy wyginięcia – nie świadczy to dobrze o tej osobie. No cóż, może kiedyś dojdzie do niej co wyczynia sama ze sobą…
Bo na razie ważniejsze jest ujadanie radyjka pragnącego wymordować całą ludzkość od zdrowego rozsądku… A skoro jesteśmy już przy masowym mordowaniu, to wskrześmy Gestapo i spalmy kilka książek. Zbudujmy też stosy na czarownice i ich koty! A co!? A nie będą latać na miotłach i jeszcze napsocą!
Przecież Hitler kierował się takimi samymi urojeniami – on i jego naród lepsi, a reszta nie zasługuje, by żyć. A gdy Niemcy przegrali wojnę, stwierdził, że Niemcy też nie zasługuję, by żyć!
To może zamiast “cześć” i podanie ręki wróćmy też do “Sieg heil!”?
Jeszcze jakieś pomysły? Gułagi? Kamieniowanie (to jeszcze jest aktualne w niektórych krajach). Może zacznijmy skalpować tych, co się spóźnili z zapłatą podatków? Albo połammy ich kołem. A co się mają zresztą marnować! Zbudujmy kolosea i każmy im ze sobą walczyć lub z dzikimi zwierzętami! Przy okazji i zwierzęta się wyżyją!
Uwielbiam słyszeć od ludzi, których nigdy nawet nie widziałem na oczy, że nie zasługuję by żyć, ani moja rodzina, ani moi znajomi.
Przypomina mi się “modlitwa Polaka” – jedna z ostatnich scen filmu “Dzień świra”. Film jeszcze długo aktualny, bo zanim ludzie wzrosną ponad ten poziom, to pewnie poczekamy z 700-1000 lat.
Ale żeby dostrzec w tym własną dumę, pychę, kolosalną zarozumiałość, projekcję swoich emocji i oporu, negatywności – niet. Tego nie. I Bóg też powinien taki być! I na pewno taki jest!
Jeszcze wrócę do tego tematu w kolejnej części artykułu o niewinności. Bo nie chcę tego zostawić bez rozwiązania dla tych, którym się zrobi głupio i wybiorą, by jednak zostawić to już za sobą.
Dla reszty – okres izolacji to bardzo poważne zagrożenie dla uzależnień różnego typu, w tym od pornografii. Zacznij obserwować swoje postępowanie – zarówno zewnętrzne jak i wewnętrzne, by dostrzec już pierwsze sygnały, że zaczynasz od czegoś uciekać w używki. Gdy do tego dojdzie najlepiej, byś od razu napisał(a) o tym do mnie!

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Zasubskrybuj
Powiadom mnie o
guest
16 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Paweł

Piotrze, czy dasz radę to wyjaśnić, bo sie pogubiłem?
“Bardzo dużo ludzi uważa też, że ekspresja emocji lub ich odczuwanie uwalnia je – rozładowuje. A tak nie jest!Jedyne co rozładowuje emocje to ich uwalnianie, odpuszczenie, poddanie.”
 Uwalnianie to odczuwanie tej energii, a nie robienie czegoś, byle jej nie czuć.”
Esencją uwalnianie jest odczuwania i akceptacja tego co czujesz.”
Czyli: uwalnianie to odczuwanie, ale jednoczesnie odczuwanie nie jest uwalnianiem. Czy to jakies koany zen?

Paweł

Witaj Piotrze. Natrafilem w internecie na taki filmik na temat uwalniania i chcialbym abys obejrzal i powiedzial, co o nim sadzisz, poniewaz z tego co ta pani mowi, to uwalnianie emocji nie jest takie proste i bez kogos kto sie na tym zna, osoba ktora chce te emocje uwolnic, moze sama sobie nie poradzic. Szczerze przyznam, ze rowniez mam problem z uwalnianiem i zastanawiam sie, czy nie przestac probowac samemu i czy moze nie skorzystac z takiego kursu, ktory ta pani oferuje.
https://youtu.be/sbg8pP2uVvE

Paweł

Ok. Czyli z tego wynika, ze albo ta pani stwarza problem i oferuje rozwiazanie, za niemale pieniadze, albo po prostu sama nie rozumie, o co chodzi w uwalnianiu.
Ja szczerze przyznam, ze czytam twojego bloga od dluzszego czasu i za Chiny Ludowe nie wiem o co chodzi z tymi korzysciami z trzymania sie emocji, jesli chodzi o uwalnianie ich. Czy nie wystarczy odczuwac emocji z intencja uwolnienia, z jednoczesnym ignorowaniem mysli, zeby ta emocje uwolnic? Gdzie tu miejsce na jakies korzysci?

Paweł

Jeszcze chcialbym podac przyklad z mojego zycia, aby wyjasnic czego nie rozumiem w uwalnianiu.
Otoz nie mam kobiety w swoim zyciu ( mama sie nie liczy). I wydaje mi sie, ze jest mi z tego powodu smutno. Pisze, ze mi sie wydaje, poniewaz nie jestem pewien i tego nie rozumiem. Postaram sie wyjasnic. Otoz gdy odczuwam smutek, pojawia sie mysl, ze nie mam kobiety. Czyli wydawac by sie moglo, ze ta mysl pojawila sie na skutek odczuwanej emocji. Jednak skad mam wiedziec, czy tego smutku to ja nie wygenerowalem, poprzez moje podejscie do tej sytuacji w moim zyciu( brak kobiety)? Czyli opierajac sie temu, ze nie mam kobiety, tworze smutek, ktory potem probuje uwolnic, ale to nic nie daje (uwalnianie), poniewaz to ja caly czas tworze ten smutek. Swiadomosc tego ( moje podejscie), ze nie mam kobiety, powoduje ze robie sie smutny i biore sie za uwalnianie. Pewnie wiecej wygeneruje tego smutku, niz uwolnie i caly czas krece sie w kolko. Jak wyjsc z tego blednego kola? Probowalem Metode Sedony, oraz Technike Uwalniania bez rezultatow.

Paweł

“Zaczynają się w nieskończoność mnożyć pytania”- sam przeciez piszesz na koncu swoich artykulow, zeby pisac komentarze i zadawac pytania, wiec pytam. Nie zadaje przeciez miliona pytan pod jednym artykulem, tylko czytam inne i gdy czegos nie wiem, to zadaje pytanie. Teraz to ciebie nie rozumiem. Najpierw piszesz, zeby zadawac pytania, a teraz zapraszasz na konsultacje. Dziwne masz podejscie Piotrze.

Mateusz

Czy podczas uwalniania istotny jest moment wyrażenia woli uwolnienia emocji? Czy jeżeli np. mam intencje uwolnienia emocji już w momencie kiedy zaczynam szukać w sobie emocji do uwolnienia z to mogę skutecznie uwolnić emocje? Czy niezbędne jest wyrażenie woli dopiero w momencie kiedy wyraźnie te już emocje czuję, czyli już po odnalezieniu w sobie tych emocji które chcę uwolnić?

Sławomir

“Bardzo dużo ludzi uważa też, że ekspresja emocji lub ich odczuwanie uwalnia je – rozładowuje. A tak nie jest!” Przepraszam bardzo, ale co to za brednie? Czytalem Technike Uwalniania oraz Metode Sedony i jednym ze sposobow na uwolnienie emocji, jest ich odczuwanie. Czytalem rowniez blog Adama Krasowskiego oraz fora poswiecone technice uwalniania, zarowno polsko, jak i angielsko jezyczne i tam rowniez ludzie pisza, ze emocje trzeba odczuwac, zeby je uwolnic. Cos ci sie pomylilo.

Łukasz

Jak utrzymywałem w sobie pozytywność to wszystko mi sprzyjało i nie martwiłem się o nic,a jak wrocilem do uzależnienia to uważam ,że jednak tylko mi się wydawało ,że się np zmieniłem i robiłem fajne rzeczy albo wtedy jak podchodziłem do kobiet to się cieszyłem i czułem moc a teraz ,że zrobiłem z siebie głupka lub desperata.

W ogóle Dzieki za artykuł ,bo wybieram wolność od porno podczas pandemii i jednak nie doceniłem tego co miałem.Narzekanie nic nie zmieni tylko pogłębi problem wiec wybieram prace nad sobą.

Łukasz

Tzn na początku jest ten detoks i duzo negatywnych myśli.Trzeba przetrwać go i oczyścić się żeby było lepiej.

Podobne Wpisy:
Wyższe Stany – Odwaga (Część 2): Odwaga, a Strach.

Wyższe Stany – Odwaga (Część 2): Odwaga, a Strach.

Witam Cię serdecznie! Wracamy do tematu Odwagi. Część pierwszą znajdziesz klikając na poniższy link: ► Wyższe Stany – Odwaga (Część 1). Artykuł jest długi ale ważny. Przeczytałem ostatnio, ponownie na jednym forum psychologicznym, ciekawy artykuł o strachu i dlaczego ludzie lubią rzekomo się bać. Był ciekawy dlatego, bo zobaczyłem jak dorośli ludzie nazywający siebie specjalistami… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 20
Uzależnienie – Czym Jest i Jak Powstaje? (Część 2, Wideo)

Uzależnienie – Czym Jest i Jak Powstaje? (Część 2, Wideo)

[Transkrypt wideo] Dzisiejszym filmem kontynuujemy temat uzależnienia – czym jest, jak powstaje, co pomaga z niego wyjść, a co stanowić może pułapkę. W poprzednim filmie wspomniałem, że podejście nofap zawiera dwa poważne zniekształcenia rzeczywistości. Jednym z nich jest – Porno/masturbacja są złe i jak z nimi skończymy to wszystko się naprawi. Zastanówmy się nad tym.… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0
Choroby charakteru (Część 2)

Choroby charakteru (Część 2)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat chorób charakteru. Część 1 znajdziesz klikając na link poniżej: ► Choroby charakteru (Część 1) Przypomnę szybko w jaki sposób warto patrzeć na chorobę. Choroba – informacja o braku spokoju (czyli rezultat braku spokoju). Mówię więc o takich postawach i jakościach stanu naszej psychiki, które można określić wspólnym mianownikiem – brak… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 24
Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 4)

Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 4)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy bardzo istotny temat świadomości, kontekstu i subiektywności. Części 1-3 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 1) ► Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 2) ► Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 3) Nie ma nawet jednego stwierdzenia, które można uznać za prawdę bez ujęcia go w pewnym kontekście. … Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 29

WOLNOŚĆ OD PORNO