Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/

Witam Cię serdecznie!

Dzisiaj bardzo pomocny artykuł. Zobaczysz na przykładzie jednego z Uczestników WoP jak wygląda mentalizacja. Dzięki temu być może dostrzeżesz, że nie tylko Ty masz takie chaotyczne, szalone myśli.

Bo czym innym jest usłyszeć, że myślenie to proces bezosobowy, ciągły i nieskończony, nie mający żadnego znaczenia, a faktycznie to zaobserwować w swoim życiu.

Nie jesteś z tym sam(a) i nie świadczy to o Tobie źle. Wyjaśnię najczęstsze niezrozumienia, błędy i ich konsekwencje oraz po raz kolejny przypomnę fundamentalne mity na temat myśli i myślenia.

Właściwe postępowanie z myśleniem jest sprawą najwyższej wagi. Bo wpatrywanie się w mentalizację bez żadnej świadomości, to życie jakby próbować prowadzić biznes nie potrafiąc dodawać. Będzie bardzo, bardzo trudno.

Słuchanie się myśli, to jakby słuchać się tego, co akurat pokażą w telewizji.

Najpierw odpowiedź mężczyzny, którego mentalizacją się podzielę z Tobą, na pytanie czy mogę to udostępnić:

Zanim odpiszę, chciałbym o tym napisać artykuł. By pokazać ludziom jak wygląda mentalizacja. Bo to co opisałeś – to przeżywa miliony mężczyzn.
Oczywiście. Co ciekawe, czuję się doceniony, gdy widzę, że coś związanego ze mną może zostać wykorzystane w dobrym celu. Choć to raczej smutne okoliczności.

Hmm, taki krótki komentarz, a ile osłabiających twierdzeń:

– “Czuję się doceniony” – czyli szukamy tego u innych, czego nie dajemy i zapewne też odmawiamy sami sobie. Tym samym cierpimy bez akceptacji innych, a gdy odmawiamy jej sami sobie, to ciężej nam jest ją zyskać od ludzi, przez co coraz gorzej się postrzegamy. A to błędne koło.

– “Coś związanego ze mną może zostać wykorzystane w dobrym celu” – Uwaga odnośnie tego – z nikogo nie będę robił męczennika w “słusznej sprawie”. To o czym mówię ma również pomóc temu mężczyźnie. A nie zaniedbywane, olewane, wypierane i jeszcze człowiek się cieszy, że “chociaż ktoś inny skorzysta”.

– “Choć to raczej smutne okoliczności” – a tu mamy projekcję żalu na okoliczności. A jakie są to okoliczności? Mężczyzna ten żył toksycznie dla siebie od wielu lat i ma wreszcie okazję to naprawić, trwale zmienić, bo ma przedstawione wszystkie przyczyny – może się stać ich świadomy. Jednak dla niego nadal jest to smutne. Więc nadal wybiera projekcję emocjonalności i dobijanie się, zamiast odpuszczenie negatywności, podbudowanie, wybór wiary i nadziei.

Dlaczego ja rozwiązałem temat uzależnienia dla siebie? Gdy się dowiedziałem, że jestem uzależniony, to aż podskoczyłem z radości! Bo wiedziałem nareszcie co jest ze mną nie tak i jak mogę to rozwiązać! Nie użalałem się, gdy dowiedziałem się jaki mam problem.

Oczywiście problemy pojawiły się później ;) Ale od tego jest ten Serwis i Program WoP – uczę czego się spodziewać i co z tym zrobić.

Mówię o tym, by podkreślić jak ważne jest świadome życie i świadome dokonywanie korekt. Bo bez tego co wybierzesz? To co do tej pory i zapewne będzie to negatywne. I jeszcze sam(a) sobie znajdziesz do tego usprawiedliwienia, wytłumaczenia i racjonalizacje. W sobie i w świecie. A potem pokiwasz głową i powiesz “No tak jest”.

Korekta sama się nie dokona. Dalsze nieświadome życie, to dalsze wybieranie tego samego.

Ostatnio usłyszałem perfekcyjne zdanie dotyczące emocji:

“Emotions are real but are not reality.”

Czyli – emocje są rzeczywiste ale to nie jest rzeczywistość.

To co czujesz jest realne i dlatego nie należy ani tego wypierać, ani z tym walczyć. Ale nie odnosi się do rzeczywistości, tylko Twojego postrzegania rzeczywistości.

Nieraz mówiłem, że gdyby emocje brały się ze świata, to w danych okolicznościach wszyscy czuliby to samo. Czy tak jest? Oczywiście nie. Więc emocje nie mogą brać się ze świata.

Tym samym emocjami nie wolno opisywać świata, bo to jakby próbować malować krajobraz takim kolorem farby jaki akurat mamy pod ręką. Jak namalujesz zielone niebo, to znaczy, że w rzeczywistości niebo jest zielone? Nie. To, że sobie namalujesz zielone niebo nie zmienia rzeczywistości – niebo w rzeczywistości nadal jest niebieskie.

Jednak DLA NAS może WYDAWAĆ SIĘ zielone. Bo “malujemy” je taką “farbą”. I dla większości ludzi na tej planecie “niebo” jest bardzo różnych kolorów i bardzo rzadko niebieskie.

To, co chcę przedstawić w tym artykule to pokazać jak wygląda mentalizacja, by zobaczyć na czym to polega i co z tego wynika. Na początku krótkie przypomnienie:

Mentalizacja, którą ponad 80% ludzkości myli z racjonalnym, logicznym myśleniem, to proces bezosobowy, ciągły, nieskończony, automatyczny i zasilany przez emocje. Jego jedyną rolą jest racjonalizowanie emocjonalności i napędzanie siebie samego.

Opis jest króciutki ale jego znaczenie jest kolosalne.

Mężczyzna, którego mentalizację przedstawię oczywiście zgodził się ją umieścić (po usunięciu imion, konkretnych sytuacji, etc.).

Czytając ją zauważ, że w bardzo wielu miejscach to nie są nawet wypisane myśli, tylko opisy myślenia. A więc jeden myślnik to mogło być kilka, kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt różnych myśli.

Myślników jest ponad 160. Z tylko jednego tygodnia życia. I to także jedynie mentalizacja zauważona i uwzględniona w notatkach. A ile nie zostało uwzględnione i niedostrzeżone, a posłuchane bez świadomości? Zapewne wielokrotnie więcej. Może nawet setki razy. I każda z tych myśli także powtarzała się wielokrotnie, może nawet tysiące razy każdego dnia.

Literówek nie poprawiałem. Wklejam te notatki takie jak zostały zapisane. Poprawianie ich to byłaby masa bezsensownej roboty. Nie chodzi o ładny tekst, tylko ESENCJĘ. Oto te zapiski:

Jestem po rozmowie z dziewczyną. Przez ostatni tydzień gromadziłem notatki by być bardziej świadom tego, co dzieje się ze mną. Starałem się w nich uchwycić moment gdy np. ignoruję daną myśl lub akceptuję i uwalniam daną emocję.
Jak wcześniej uwalniałem rano i wieczorem z twoich nagrań, tak teraz robiłem to tylko jeśli już na pewno poczułem daną emocję.
Jak wyciągać z tego wnioski? Myślę że większość już mi powiedziałeś – trzymam się wstydu, mentalizuję, traktuję się jako ofiarę… Co i jak zmieniać?
Z racji długiego materiału tekstowego proszę Cię tylko o kilka zdań komentarza. Nie musisz wszystkiego po kolei rozpisywać. Jesteś moim lekarzem. Przepisz mi, proszę, receptę.
Notatki:
Kiedy czuję się źle:
– Pewien chłopak opowiada o czeskim porno. Ja stawiam opór żeby to mnie nie skusiło do oglądnięcia. Pojawiają się skojarzenia do filmów, które już oglądałem.
-Odbieram negatywnie rady otrzymywane od Piotra bo to znaczy, że zrobiłem coś źle mimo dużej pracy włożonej w WoP i nie chcę tego poprawiać w nieskończoność
-zloszczę się na abonentów którzy mnie okłamują i nie słuchają
-odmówiłem siostrze pomocy z rzeczą którą sama może ogarnąć w 10 minut i źle się z tym czuję, pojawia się myśl, że wszyscy w pracy są weselsi i lepiej się bawią
-chce zrobić coś szybko i natrafiam na przeszkodę to się złoszczę i stawiam temu opór
-kiedy starałem się w rozmowie a klienci nie odbierają oddzwonienia mimo umówienia się na konkretną godzinę. Pojawiają się myśli, że jestem w takim razie słabym sprzedawcą i nieciekawym człowiekiem
-jak ktoś jest ciekaw o czym jest rozmowa (czyli chce usłyszeć że mu coś będę sprzedawał i potem się rozłącza) i mnie pospiesza to mu się stawiam
-myślę jak uwodzić dziewczynę dotykiem, a opieram się podnieceniu
-czy mógłbym finansowo wyrobić z dziewczyną i opieram się temu
-przypomina mi sie jak całowałem dziewczynę i że wtedy jej nic nie powiedziałem. Mam poczucie winy. Jest to dla mnie informacja zwrotna.
-myślę o uwagach Piotra, że nie rozumiem go, że robię źle program i w ten sposób nie wyjdę z uzależnienia – wstyd, opieram sie
-jutro idę do kina. Opieram się temu że muszę wstać wcześniej a już teraz jest późno, że muszę kilka rzeczy ogarnąć – śpiew, strzelnica a powinienem z nich czerpać radość
-wstyd -żal że nagadałem przyjacielowi złych rzeczy o dziewczynie i żadnego pozytywu
-planuje w głowie wyjazd z dziewczyną za miasto. Mam oczekiwania. Nie chcę się nimi rozczarować
-wyobrażam sobie relację z dziewczyną, jak chodzimy po klubach i uczy mnie otwierania sie na czerpanie z życia, jest tam tez inna dziewczyna. Ja tancze erotycznie z tą pierwszą.
-gdy pospieszam film na yt by go szybciej skończyć i widzę że mogłem przyspieszyć jeszcze bardziej bo nic się nie dzieje i denerwuję się, zloszczę, nie zgadzam z tym co zastałem
-boję się że dziewczyna powie nie, że nie jest zainteresowana byciem ze mną, że wyciągnie ze mnie wstyd. Ale wstyd to informacja dla mnie. To moja wlasna energia…
-jak przeglądam zdjęcia na których jestem to czuję wstyd i poczucie winy bo siedziałem podczas ich robienia w swojej głowie, byłem nieuważny i wychodzi na nich jak jestem zdystansowany od reszty grupy, ale to tylko racjonalizacja umysłu
-oczekuję/myślę/fantazjuję o tym że jak powiem dziewczynie w niedziele co czuje to nawet nie pójdziemy na quiz ze znajomymi tylko np do niej i będziemy się kochać
[Jak to teraz czytam po spotkaniu z dziewczyną to aż nie dowierzam, co tu odwaliłem]
-rozczarowanie bo dziewczyna nie chce/nie może jeździć ze mną na rolkach – cały plan nie istnieje – tyle myśli na nic – poczucie winy
-mam złe myśli że dziewczyna kogoś znalazła, że jej na mnie nie zależy
-pojechałem późniejszym autobusem, jak się spóźnię na seans to będę miał poczucie winy. Nie chcę go czuć
-skóra mi się łuszczy i czuję wstyd
-spóźnię sie na film i tego nie akceptuję, idę szybciej ale czuję opór, ale skoro i tak się spóźnię to po co sie opierać temu?
-jest pół godziny reklam, niepotrzebnie się martwilem
-to nie ta sala xd – spóźniłem się 30 minut na seans
-na filmie widzę relację erotyczną i mi z tym zle, uaktywnia się wstyd, a się na niego nie zgadzałem. Relacje erotyczne są spoko
-dziewczynę odwiedza kolega z Warszawy [odrzuciła moją propozycję] czuję się nieważny i zazdrosny, pojawia się poczucie straty, mam pragnienie kontroli dziewczyny, jest to nieracjonalne
-czuję wstyd i mam myśli jak dziewczyna mi odmawia chodzenia i teraz w towarzystwie dziewczyna będzie mi niezręcznie jak będę dalej się trzymał tego wstydu
-pomyliłem sale kinowe, ale nie czułem wstydu tylko śmiałem się z siebie
-czuję wstyd – projektuje go na słaby dubbing, na kolege dziewczyny. Ten wstyd jest mi po to by podejmować bezpieczne decyzje
-morał z bajki – wstyd to taka lina zabezpieczajaca a ja ide nad przepaścią nie dzięki tej linie ale dzięki mojej wierze w siebie
-wzruszyła mnie prosta scena o wspomnieniach i mam opór przed płaczem i wzbraniam się przed odczuwaniem
-wzruszam się na filmie i myślę jakby dziewczyna na to zareagowała i się wzbraniam/wstydzę – trzymam się tego bo liczę na uwagę i współczucie, na opiekę, a ja przecież mogę taką opiekę dać sobie
-mam ochotę na kebaba a wiem, że mam w mieszkaniu już kupione jedzenie na cały dzień dlatego podejmuje racjonalną decyzję
-myślałem że jakbym był u cioci to bym jej powiedział, że mama jej do nas nie zaprosiła bo się wstydzi a przede wszystkim wstydzi sie swoich dzieci – gram ofiarę, zbieram atencje
-ładna dziewczyna na ulicy ujawniła we mnie wstyd i strach
-dostaję erekcji w miejscu publicznym i wstyd projektuje na tę erekcję, nie chcę jej teraz mieć, ludzie będą na mnie patrzyć jak na zboka, zasłaniam się
-widzę ładną dziewczynę kobieco ubraną i czuję wstyd, projektuję go na to, że sam się nie ubieram męsko
-chcę kupić prezerwatywy, czuję strach choć już kiedyś je kupowałem, jest to związane z oczekiwaniami jakie sobie uroiłem
-dziewczyna pyta co robimy o 22. Ja czuję wstyd. Projektuję go na to, że jeden chłopak mi ją zgarnie
-na schodach ruchomych stanąłem blisko kobiety. Przed nią pusto. Myślałem by się cofnąć. Ktoś stanął za mną. Czuję wstyd. Akceptuję tę emocję. Jest ze mną bo traktuję się jako ofiarę zależną od tego co robią inni. Uwolniłem trochę jego energii.
-szukam bezwarunkowej uwagi kobiety stojącej obok mnie przy przejściu dla pieszych, pożądam uwagi, czuje jej brak – robie to dlatego, że szukam w innych aprobaty dla siebie, akceptacji, bo sam sobie jej nie dawałem. Uwolniłem część tej energii.
-dałem komentarz na fb, poczułem wstyd i program się aktywował Co ludzie powiedzą? Nieważne-ego…
-przede mną stoi śliczna dziewczyna, unikam patrzenia na nia, opieram sie poczuć do niej pożądanie, obawiam się odczuć wstyd gdy ona zrobi coś, co ja uznam za atak, za gapienie się w nią
-widzę dziewczynę aktywną na messengerze, myślę że ona mimo bycia online robi coś mega ciekawego, łapie życie, a ja w sumie siedzę przed kompem, gram ofiarę, mam opór przed lekcją śpiewu, strzelnicą, piwem w starej zajezdni bo to dla mnie nowość – mieć zajety czas przez aktywności
-myślę że jak dziewczyna nie zgodzi się na wspólną relację, to bede robil sobie wyrzuty sumienia za te dwa ciężkie dni ze wspólnego wyjazdu gdy mogłem wszystko ustalić ale bałem się poczuć wstyd
-spotkałem współlokatorkę w drodze. Czułem wstyd i racjonalizowalem go na to, że powinienem był z nią więcej porozmawiać mimo że się spieszylem
-czuję strach przed nauką śpiewu
-kolega opowiada o imprezowaniu i czuję opór
-zobaczyłem siebie na zdjęciu z zaokrąglonym brzuchem – wyciagnelo to ze mnie wstyd, nie byłem swiadom na tyle by go uwolnić
-jestem w dużym skupisku ludzi na piwie, pomyliłem imię kolegi, poczułem wstyd, zauważyłem że trzymam się go po to by inni się na mnie nie złościli, uwolnilem część tej energii
-poczucie winy. Stałem w kolejce na zewnątrz i nie słyszałem wykładu ze sceny ze środka a moglem wrócić do dłuższej kolejki wewnątrz i przynajmniej słuchać. Uwolnilem część energii
-dlaczego powstrzymywałem się przed odczuwaniem radosci? M.in. bo jak ludzie pytali z czego się śmiejesz a tym bardziej co się tak cieszysz? lub z czego rżysz?, to musiałem się tłumaczyć z tego i czułem wstyd, wiec de facto uciekałem od wstydu
-przed spotkaniem dziewczyny chcę doładować się czymś wesołym żeby wypaść lepiej. Nie akceptuję swojego obecnego nastroju. Wstydzę się.
-dziewczyna zagaduje do barmana i się fajnie bawi
-czuję że z dziewczyną nic nie wyjdzie, bo naprawdę żadnego zainteresowania mi nie daje, jest mi cholernie szkoda, intuicja podpowiada żeby w to nie iść, bo nie czuję się dobrze w jej towarzystwie, mam mega dużo oporu, jestem pod wpływem alkoholu, wlałem go w siebie trochę, dziewczyna zagaduje do innych i mam ochote płakać, mam mega dużo myśli które przyjmuję jako prawdę, kręci mi się w głowie, chcę jej zrobić na zlosc, chcę zagrać ofiarę i wymusić na niej jakaś konkretną reakcję by była ze mną
-jest późno, pożegnałem się, płaczę, jest mi zle, czuję stratę, że już nigdy z nią nie będę, uciekam do mieszkania, zgrywam ofiarę, znowu będę miał poczucie winy, wydaje mi się że podjąłem racjonalną decyzję by nie iść na karaoke tylko wyspać się do pracy, sensowne mi się to wydawało zanim sie upilem. Chcę się skulić i zniknąć. Zapaść się pod ziemię.
-dziewczyna ze znajomymi nawet nie dała mi znać gdzie są i ja czekałem na nich a siedzieli 5 m obok – za parkanem
-wylewam na nią swoj żal i wstyd że pije a sam się upiłem
-biję się w głowę jak mogę być tak głupi, że podejmuję zle decyzje, czuję opór
-czuję złość do siebie że tak a nie inaczej potoczył się wieczór. Że ja chcę jej powiedzieć co do niej czuję, a ona nie daje mi szansy. W sumie mogę być bardziej bezpośredni
-żałuję że podjąłem tyle alkoholu – oczekiwalem, że pójdzie to w lepszą stronę. Jak mam jej powiedzieć że chcę z nią chodzić na karaoke skoro odmawiam jej pójścia na karaoke jak ona teraz chce
-źle mi się z nią rozmawia. To nie jest to. To nie to co z inną dziewczyną z pracy w moim wieku – super mi się z nią rozmawia.
-mam wyrzuty – skoro tak źle się teraz czuję to znaczy że podjąłem złą decyzję, czuję opór ale nie jestem w stanie go uwolnić
-myślę tylko o tym że im później powiem dziewczynie o tym co czuję i im bardziej będę forsował okoliczności do spotkania tym bardziej ona mnie nie zaakceptuje a ja sie rozczaruję bo ciągle żyłem myślami jakby to było fajnie być razem z nią.
-wyobrażam sobie jak fajnie bawią się na karaoke beze mnie bo się uważam za pierdoloną ofiarę i mam wrażenie że jak się tak okaże, to już tak w przyszłości nie postąpię, ale na pewno tak postąpię, bo jestem nieświadomy. Nie zrobiłem żadnej notatki na trzeźwo.
-powoli mi przechodzi, czuję że przynajmniej będę miał spokój w pracy i nie będę zmeczony
-czuję zawód i wstyd bo zapomniałem o intencjach jakie mam względem dziewczyny
-czuję że już straciłem szanse by być z dziewczyną, rozumiem że to bełkot mentalny, spowodowany zmaganiem się ze sobą, brakiem akceptacji siebie, teraz fantazjuję o seksie z dziewczyną by uciec od apatii, uwolniłem część oporu
-podważam swoją decyzję o nie pójściu na karaoke bo praktycznie nie spałem w nocy. Tak samo bym się wyspał nawet po 3h godzinach karaoke.
-widzę sprzeczność bo jestem chętny na karaoke w niedzielę mimo że do pracy mam jutro na 12. Tak. Uciekłem wtedy od odczuwania wstydu jak dziewczyna nie poświęciła mi uwagi tylko gadała z chłopakami przy barze. Dorabiałem teorie o tym co te chłopaki dla niej znaczą….
-widzę przystojnego pana i wyciąga on ze mnie brak akceptacji siebie. Powiedziałem sobie że jestem przystojny.
-w pracy przenieśli mnie w inne miejsce, stawiam opór przed emocjami jakie mogą ze mnie wyciągnąć klienci. Akceptuję jednak tę energię. Wydawało mi się, że stawiając opór będę miał kontrolę nad rozmowami
-opieram się wstydowi który wyciąga ze mnie błąd na naklejce podarowanej koleżance oraz opór przed wzięciem odpowiedzialności za rekrutację na magisterkę
-nie zgadzam się na swoje podejście do pracy że się ociągam i nie chce mi sie sprzedawać/rozmawiać z tymi ludzmi,
-widziałem zdjęcie kolegi, przypomniało mi się jak opowiadal że jego koleżanka miała z nim seks, nie sa w zwiazku a mieszkają razem, czuję wstyd z tego powodu, opieram mu się znów – rozumiem, że ten wstyd jest informacją dla mnie, że czuję brak seksu i tego nie akceptuje
-znajomi z pracy poszli na przerwę i mi nie zaproponowali, poczułem sie wyalienowany, smutny – próbuję to zaakceptować
-pomyślałem o tych klientach co pytają o decyzję żony, przypomniał mi się mój ojciec, podejmowanie męskich decyzji jest trudne, branie odpowiedzialności jest trudne, to jest przekonanie które moge zmienić
-analizuję – gdy jestem z dziewczyną sam na sam całkiem fajnie mi się z nią spędza czas, gdy jesteśmy już w gronie osób trzymam się wstydu i nie wiem jak się zachowywać, umysł podpowiada mi że to przez to, że jestem gorszy od innych, pragnę jej uwagi, chcę ją podświadomie kontrolować
-jak z koleżanką jestem w towarzystwie to nie jestem spięty tylko jak z dziewczyną
-mam opór przed wyjazdem za granicę, obawiam sie rzeczy głupich, ale to świetny moment żeby sie przełamać
-oglądanie siebie na nagraniu wyciąga ze mnie wstyd który projektuję na swój nos, swój wygląd z twarzy, bo ja np będąc dziewczyną bym się w sobie nie zakochał więc przerzucam to jeszcze na dziewczynę. Ego chce żyć w świecie fantazji i urojeń a nie prawdziwego odczuwania. Co z tego mam? Ego powstrzymuje mnie by nie podejść do dziewczyny i sprobować. Nie chcę się narazić na wstyd. Ale wstyd jest tylko informacją dla mnie. Zaakceptowałem go i część tej energii uwolniłem.
-wstyd bo w razie ataku na mnie i dziewczynę mógłbym jej nie obronić bo jestem słaby przez co jestem dla niej słabym materiałem na partnera. To tylko mętlik w głowie
-jak ktoś z kobietami przy mnie rozmawia na tematy np strojów kąpielowych, seksualności itp to wyciaga ze mnie wstyd, bo jak mógłbym z kobietą o tym rozmawiać, w szczególności z taką która mi się podoba, przecież nie powinno się na takie tematy rozmawiać. Zaakceptowałem wstyd. Zauważyłem, że postępowałem tak by kobiety mnie nie rugały i reagowaly złością na mnie bo p
wtedy czułem wstyd, uwolniłem część tej energii.
-opieram się by jechać z kolegą do cioci bo chcialem z dziewczyna jak ciocia zapraszała, czuję wstyd bo co ciocia powie i wyciągnie ze mnie jeszcze więcej wstydu, przerzucam swój wstyd na kolegę, może ten wstyd mi mówi abym nie oceniał ludzi po wyglądzie i odpuścił przywiązanie do dziewczyny?
-czuję opór, pojawiła się myśl że będąc z dziewczyną na wycieczkach wydam dużo pieniędzy i będę ciągle spłukany a mógłbym w tym czasie odłożyć pieniądze i to jest mega irracjonalne bo na razie tak wcale nie żyłem, zaakceptowałem i odpuściłem
-pragnę uwagi i chcę się pochwalić na fb jaki film ogladam w kinie
-w filmie jest o faszystach i trzymam się swojej racji
-podświadomie czuję że lepiej żeby dziewczyna mi powiedziała nie, wtedy nie będę musiał się starać i czuć strachu i wstydu
-nie akceptuję siebie i mam myśli o tym, że dziewczyna wygląda perfekcyjnie i dba o siebe, chyba mylę myśli z emocjami
-w filmie śliczna dziewczyna dała chłopakowi nadzieję całując go w klubie na dyskotece i poczulem w sobie stres i opór – co mi to dawało? Zrzucałem odpowiedzialność za to co się stało tylko na dziewczynę, jakbym ja był od niej zależny, zaakceptowałem tyle ile moglem i uwolniłem to
-stawiam opór emocjom związanym z tym że robię rzeczy z innymi ludźmi które chciałbym robić tylko z dziewczyną (jazda na rolkach)
-śmieję się w kinie bo mam swoje racje i nie puszczam się ich
-uaktywnił się wstyd i wyprojektowałem go na pierwszą rzecz która zobaczyłem – moje wystające kolana
JAK WYCIĄGAĆ WNIOSKI? SKORO ŚMIEJĘ SIĘ W KINIE I CZUJĘ WSTYD OD RAZU TO CZY ZŁE JEST TO ŻE SIĘ ŚMIEJĘ I NIE POWINIENEM SIĘ ŚMIAĆ? JAKI WNIOSEK Z TEGO PŁYNIE?
-czuję opór, zastanawiam się co ludzie myślą o tym że tak zywiolowo wyrażam swoją dezaprobatę i zniesmaczenie dla filmu
-czuję opór przed stwierdzeniem i powiedzeniem znajomym że nigdy więcej alkoholu w towarzystwie
-idę na spotkanie gdzie będzie dziewczyna. Czuję spiecie. Opieram się czemus. Chcę dobrze wypasc. Złapać jej uwage. Czyli czuję brak. Trzymam się braku uwagi. Mogę go puscic.
-poczułem stres, jest dziewczyna, myślę co powiedzieć
-czuję stres walcząc o uwagę dziewczyny w towarzystwie w szczególności gdy do kolegi zagaduje i podbija z nim rozmowę, ja to po prostu widzę, mózg mi to podsuwa, mogę to zignorować
-poszedłem do maka i znajomi nie zaproponowali nawet poczekac. Czuję pustkę
-myślę dużo o tym że dziewczyna teraz wcale nie ma ze mną kontaktu wzrokowego ani uwagi mi nie poswieca a kolega przestal jakby zarywać, wciąż zastanawiam się co z nią robić, czuję wstyd, spróbuje go wreszcie świadomie uwolnić
-zagadałem coś o pierwszym występie na scenie ale nie poszlo jakoś fajnie, powiedziałem że się stresuję, rozmowa poszła słabo, nie dalem jej wsparcia, ale chciałem dać wsparcie i ostatecznie wzięła wsparcie tylko od kolegi
-mam wrażenie ze dziewczyna siedzi w głowie bo ja jej nic nie przekazuję, mam ciągle jeszcze opór
-kiedy szukam wzroku dziewczyny nie dostaję go, siedzi jakby nieobecna
-miałem chęć zaprosić dziewczynę do tańca i poczułem opór przed wstydem, potem wstyd
-chciałem potańczyć z dziewczyną i się czaiłem, orbitowalem koło niej, wytrzymałem sie przed krokiem odwagi, wytrzymałem przed próbą
-spróbowałem zaakceptować ten wstyd i uwolniłem tyle ile się da
-im bardziej dziewczyna mnie zbywa nawet wzrokiem tym gorzej mi sie odezwać, ale przecież nie wiem co siedzi pod tymi pięknymi włosami
-jakiś pijak połączył kolegę i dziewczyna jako męża i żonę, objęli się, a mi było źle, miałem rację, że wszystko zmierza w te stronę, mam do siebie poczucie winy, że coś zjebałem, a teraz jak decyduję w emocjach to ja wcale nie chcę żadnej relacji z dziewczyna bo to NIE JEST TO COŚ
-teraz wykminiłem, bo uwolniłem część tego poczucia winy i wstydu, że chcę tak czy inaczej z nią porozmawiać, że jak ustalę z nią poziom naszej relacji to też ściągnę z siebie ogromną presję i potem będzie mi łatwiej w kontaktach z dziewczyną
Nawet jeśli powie NIE.
-kiedy na karaoke nie piłem to lepiej zniosłem to emocjonalnie, ale też więcej byłem spięty, z kolejnej zaś strony zacząłem część tego uwalniać, szkoda bo wzbraniałem się przed odważnymi decyzjami
-chciało mi się trochę wymiotować bo wciąż wiele tego wstydu wpuściłem w siebie, ale ogólnie jestem spokojniejszy. Zaczynam nawet dopuszczać fakt, że mógłbym nie być z dziewczyną i mieć z tym luz, niestety wciąż bardziej pożądam tego co ja uważam że może mi dać bo nie zauważam tego w sobie – poczucie męskości i wartości siebie, erotyzm
-pojawia się wiele myśli dotyczących co i jak jej powiem żeby ją przekonać do siebie, żeby nie odmówiła, buduję już jakieś wizje wspólnego życia, część już we mnie weszła, dopusciłem je, ale część zaczynam ignorowac. Pomedytuję by się oczyscic. Uspokoic.
-czuję poczucie winy że jak ten pijak spytał czy pan jest mężem dziewczyny to mogłem powiedzieć, że ona jest ze mną a pierwsze co zrobiłem to się zawstydzilem, że nie mnie wybral, to poczucie winy wg mojego ego przygotuje mnie na przyszłość, że jak o tym będę rozpominał, to zareaguję kiedyś w podobnej sytuacji inaczej, tę energię zaakceptowałem, uwolniłem ile tylko mogłem i potem znów bo innego kolegi porzuciłem by zdążyć na autobus, a się okazalo że wcale nie musiałem, byśmy zdążyli z jego uberem, a ja stanąłem na złym przystanku i mi odjechał sprzed nosa autobus
-czuję wstyd i doszła do mnie myśl że jednak kolega mógłby być lepszym partnerem dla dziewczyny, że ja na dziewczynę nie zasługuję a kolega tak, bo on przynajmniej będzie ja wspierał i doszła ta myśl do mnie. Wydaje mi się, że energia wstydu mówi mi, abym zaakceptował siebie i dzięki temu będzie mi łatwiej
-postanowiłem zrobić ćwiczenie przed lustrem, wyciszyło mnie to, odpuściłem sobie winy, którymi się katowałem ostatnio, zaakceptowalem swoje położenie obecne (przynajmniej w małym stopniu bo czuję że znów pojawiają się niskie emocje i głupie myśli), dałem sobie poczuć swoje ciało jakim jest i doświadczyłem miłości do siebie
-czuję stres, niechęć, apatię, opór przed wstydem, pojawila sie myśl by najpierw wybadać co dziewczyna do mnie czuje a potem zadecydować czy nadajemy na tych samych falach i jeśli ona mnie chce to powiedzieć, że chcę relacji a jeśli stwierdzi, że mnie nie kocha w żadnym stopniu to powiedzieć że ja nie chcę z nią relacji, ale to wciąż unikanie odpowiedzialności za swoje czyny
-uwolniłem teraz sporo wstydu. Był jak wielki głaz. Robiłem go na mniejsze kawałeczki i puściłem. Pewnie jeszcze się pojawi, ale mam go mniej. Chwilowo jestem spokojny. Czyli przed spokojem powstrzymuje mnie to że nie chcę uwalniać wstydu.
-dziewczyna skwitowała zaproszenie na rozmowę, że brzmi poważnie, a mnie przeszedł strach, bo czuję w jaką stronę to będzie zmierzało
Ale nie ma co się tego trzymać, nie ma co się tym czarować.
Nie ma czasu w żadnym terminie zaproponowanym przeze mnie. Uważam, że powinna ona teraz coś zaproponować, bo inaczej się narzucam, ale chcę w końcu wyjaśnić z dziewczyną na czym ja stoję.
-w drodze do pracy przyłapałem się na słuchaniu bełkotu umysłu. O tym jak już przedstawiam dziewczynę rodzinie i przyjaciołom. Przez kilka minut byłem jak wyłączony ze świadomości. Skupilem się na oddechu, decyduję nie słuchać tych myśli
NOWSZA CZĘŚĆ
Kiedy czuję się źle
-w pracy myślę o tym co i jak powiem dziewczynie, czuję stres, wstyd
-znów zastanawiam się co powiem dziewczynie, czuję wstyd, akceptuję i uwalniam
-umysł podsyła mi myśli, że dziewczyna odmówi mi tak samo jak nasi abonenci odmawiają mi nawet nie dając zaprezentować wszystkiego
-czuje że w ostatnie dni z dziewczyną nie dałem jej fajnych emocji, nie dałem jej wsparcia i będzie ciężko przekonać ją do siebie
-staram się ignorować te myśli, koncentruję się na oddechu i ich śledzeniu a nie przyjmowaniu do siebie jako prawdę
-mam myśl że powinienem się wyróżniać spośród tłumu innych mężczyzn, a oni są silniejsi ode mnie i np w tańcu z kobietami podnoszą je i wywijają z nimi, ja zaś czuję wtedy wstyd bo tak nie potrafię
-wciąż myślę co jej powiedzieć i jak się zachować, jak to będzie, co odpowie, czy mam szansę
-czuje że gram ofiarę, nie angażuje się w luźne rozmowy z kolegami w pracy dlatego, że przytłaczam się akcją z dziewczyną
-chyba ściągnięcie dziewczyny na siłę na spotkanie i propozycja stworzenia relacji nie jest dobrym pomysłem, w sensie spodziewa się pewnie czegoś zupełnie innego i nie będą jej towarzyszyły miłe emocje
-pomyślałem o porno żeby stłumić wstyd jeśli dziewczyna nie podejmie propozycji – zrobiłem notatkę, byłem tego świadom i postarałem się to uwolnić.
W rozmowie powiedziałem dziewczynie, dukając, z lekko łamliwym głosem, zbierając słowa, że chcę z nią być. Chcę jej bliskości i relacji. Odrzekła, że umawia się z kimś z Warszawy a pocałunki w górach to kwestia bycia pijaną i łapania chwili. Nic do mnie nie czuła. Ustaliliśmy, że chcemy się dalej kumplować.
-powiedziała, że skoro chciałem się z nią tylko całować to chyba nie jest to dla niej komplement (że niby brzydka czy coś)
-po wyznaniu dziewczynie mam teraz myśli że nie będę szanował kobiet, skoro mają do mnie takie podejście, że można je wyruchać a one i tak będą miały to gdzieś, bo się z kimś innym umawiają
-myśl że to jednak ja miałem rację a nie Piotrek a potem rozkmina czy chcę mieć rację czy spokój
-dziewczyna mówiła że mogłem zaprosić ją na randkę i wtedy pogadać a tego nie zrobiłem
-idę z dziewczyną i ją oceniam i mi smutno i mi źle-potępiłem dziewczynę, jest mi z tym źle
-[w domu]jest mi smutno, płaczę, pojawia się myśl że jestem beznadziejny
-mam jeszcze myśl że ten gość z Wawy to jednak kolega może być i mnie dziewczyna okłamała, wtedy bym chciał urwać z nią kontakt, tak bardzo bym się wtedy pogniewał…
-nie rozumiem takiego podejścia że alko do oporu i ruchamy się
-czuje złość, dam czas tej emocji, dopuszczę ją-po co mi ona? Bo wtedy nie biorę odpowiedzialności za swoje czyny z wyjazdu ani za to co było potem, tylko zwalam na dziewczynę winę
-opieram sie emocjom, umysł racjonalizuje to tak, że co teraz będę robił w jej towarzystwie wśród znajomych? Dalej się wstydził?
-mam poczucie winy bo dopuściłem do sutuacji gdzie poczułem bardzo dużo wstydu, gniewu i złości
-teraz chciałbym się umawiać z koleżanka z mojej pracy
-teraz boję się że znajomi z impro będą mnie traktować jak przegrywa co się zaangażował w relację z kobietą nie z jego poziomu – ego mnie chce przekonać, że to prawda
-czuję opór i niezgodę na to co się stało dzisiaj – dziewczyna potraktowała mnie w stylu: co ty chciałeś ode mnie dzieciaku, ja ci nic nie dałam
-myślę o porno by stłumić opór związany z odczytywaniem notatek z ostatniego tygodnia
-zastanawiam się zatem kim jest ten chłopak dziewczyny i co on ma czego ja nie mam i w czym jest lepszy ode mnie by może takie rzeczy nadrobić
-wciąż nie dopuszczam że dziewczyna po prostu mnie tak zbyła a ja nie jestem i nigdy nie byłem dla niej kimś wartościowym. Mam smutne życie i sam jestem gównem. Domyślam się że to ego mi tak wmawia na podstawie wstydu który czuję.
-potępiam siebie że można być tak nieogarnietym, tak niedorozwiniętym.emocjonalnie by stracić kobietę, o której się marzy

Non stop myśli. Non stop. Jakakolwiek sytuacja – myśli. Coś poczuł – myśli. Czy są tu jakiekolwiek pozytywne myśli? Nie. Są same negatywy, bo to ściek. Podkreślę –

to, że coś nazywam negatywnym, nie mówię tego w kontekście, że to złe. Negatywne to ujemne, osłabiające – niesprzyjające.

Ale niezbędne jest, by wyszło, by stało się świadome.

Czy wymioty są pozytywne? No w pewnym kontekście tak – bo organizm usuwa to, co zbędne lub trujące. A ludzie nie pozwalają sobie na wywalenie tego z siebie, tylko się trzymają. Tak jakby łykali wymiociny z powrotem, a potem dziwili się, że cały czas źle się czują. I to jeszcze przez kogoś.

Jak się do tego odnieść?

To jakby ktoś dał mi kłębek supłów i węzłów, który trzymał w kieszeni latami i powiedział “odwiąż”.

Moja rada – wywalić do kosza i zapomnieć.

Naturalnie łatwo powiedzieć, a trudniej zrobić. Jak zrobić, wyjaśniam w Programie WoP. Dlatego zawsze czerwoną lampką są prośby typu:

Jesteś moim lekarzem. Przepisz mi, proszę, receptę.

Mężczyzna ten ma WoP od 2018 roku, zaczął go drugi raz z moją pomocą, z której na razie niewiele korzysta. I nagle prosi o rozwiązanie… A co to jest WoP? Ciekawostka zoologiczna? Haiku dla zabicia czasu?

Widzimy opór przed zmianą, czyli zwyczajną niechęć do zmiany. Widzimy non stop dojenie toksyczności, negatywności – emocjonowanie się, hipnotyzowanie mentalizacją. Nakręcanie tego i siebie za pomocą tego. Widzimy niechęć do odpuszczenia, zmiany, korekty.

Na to nie ma cudownego leku. Albo zdecydujesz się na zmianę i odpuszczenie negatywności, albo nie. Ty wybierasz.

Dostrzeżenie i/lub nadanie wartości zmianie to bardzo ważny krok rozwoju. I nikt nie może go wykonać za Ciebie.

No bo oczywiście możemy chcieć traktować siebie za gówno i uważać swoje życie za bezwartościowe. Droga wolna! No ale wiedząc, że możesz dokonać zmian na lepsze, to czy nie wyrazem jakiejś formy prymitywizmu jest nie wybrać tych zmian? I często jeszcze słyszę – “No ale mi wygodnie”. No to jak wygodnie, to skąd narzekanie? Bo to narzekanie dla samego narzekania.

Jeśli tak żyjesz – ok. Masz do tego pełne prawo. Ale bądź świadomy/a konsekwencji takiego życia. A jeśli jeszcze używasz tych konsekwencji jako pretekstu, by zazdrościć i skrycie nienawidzić innych, którym wiedzie się lepiej – zalecam naprawdę na poważnie terapię i/lub grupy 12 kroków.

Odpowiedzi i rozwiązania są podane krok po kroku w WoP. Należy się z tym zapoznać, przećwiczyć, a następnie –

stosować w swoim życiu.

A tu prośba, bym napisał rozwiązanie… Nie po to ponad 4 lata tworzyłem WoP, testowałem, włożyłem w to tysiące godzin ciężkiej, poważnej pracy (i nadal wkładam), by specjalnie dla kogoś pisać to drugi raz, bo się nagle ocknął, że ma problem.

To zawsze rodzi u mnie pytanie jak ta osoba właściwie pracuje nad sobą? Jakie jest jej podejście do WoP, siebie, swojego życia? Nagle po dwóch latach prosi o rozwiązanie na temat myśli, które jest podane jak byk już w Module 3, a następnie kolejne elementy do całkowitego rozwiązania w kolejnych Modułach.

To albo totalne niezrozumienie albo bujanie w obłokach, bimbanie sobie i fantazjowanie jak to się robi super program jeee jeee baby…

Mężczyzna ten miał rozwiązanie przed nosem od 2 lat ale nigdy go nie zastosował. Teraz dopiero zabolało i dlatego zaczął. Więc jak zwykle. Przynajmniej zakładam, że zaczął.

Przez tydzień przeżywał wewnętrznie piekło. A z korespondencji wiem, że od lat. I być może faktycznie dziewczynie znudziło się czekanie i zaczęła się umawiać z kimś innym.

A powiedziała mu dokładnie to, co ja mu powiedziałem kilka tygodni temu – umów się z nią i powiedz o co Ci chodzi.

Wolał jednak swoje dramaty. Czekał, odkładał. Poza tym nigdy nie ustalił o co mu chodzi. Mnie się pytało co mu chodzi… A mało jest ludzi, którzy będą na nas czekać w nieskończoność.

Nad analizą tych zapisków można spędzić miesiące.

Ale jeśli nie zostaną usunięte przyczyny – źródło – to w kolejnym tygodniu będzie równie wiele myśli lub jeszcze więcej.

To pokazuje, że zajmowanie się myślami to praca nieskończona i nieefektywna.

Mężczyzna ten zajmując się myślami, opierając się emocjom i projektując je na świat nie doprowadził do zadowalającej sytuacji.

Ty też nie doprowadzisz.
Nikt nie doprowadzi.

Jesteś zadowolony/a ze swojego życia? Jeśli nie – dlaczego nie? Jeśli nie, to pora na zmianę.

Pytanie kiedy wyciągniemy poprawne wnioski? Kiedy zaczniemy poważną pracę, przewartościujemy swoje życie, skorygujemy intencje, postrzeganie, wybierzemy, by przestać doić mentalizację i emocjonować się bez wypierania tego co czujemy?

Ja mu rozwiązanie podałem. Nie skorzystał. Wolał dalej hipnotyzować się tym bełkotem.

Nie chciał spokoju, wolał swoją rację i emocjonowanie się.

To ten mężczyzna, którego część wypowiedzi już przytoczyłem:

“Problem jest gdzie indziej. W braku konsekwencji. I uwalniania w sytuacjach realnej potrzeby.
>No i dlaczego nie uwalniasz w tych sytuacjach?
Wiesz co, już miałem pisać jakąś wymówkę, ale wiem, że jeśli będę szukał kolejnych wymówek, to nic nie zmienię. Po co mam uzasadniać coś, co jest złe. Mogę uwolnić się od emocji jeśli tylko chcę.”

Więc żył tak jak poniżej praktycznie od zawsze i na moje rady i rozwiązała szukał wymówek, by ich nie zastosować… Dopiero teraz dostrzegł, że zawsze mógł się odkleić ale tego nie wybierał.

Czy od teraz wybierze? Czas pokaże.

Dlatego mówiłem – zmianę wymusza na nas zazwyczaj dopiero ból. Jak nas zaboli wystarczająco mocno, jak stracimy coś/kogoś cennego, to dopiero decydujemy się na zmianę. W moim przypadku właśnie tak było.

A do tej pory co? Np. to co u tego mężczyzny – wymówki.

Widząc te myśli, ten malutki wycinek z jednego tygodnia życia jednego człowieka, miejmy świadomość, że tak wygląda życie wewnętrzne 80% ludzkości. Mówię to WYŁĄCZNIE po to, by przestać użalać się, fantazjować i zazdrościć jak to pozornie wszyscy są szczęśliwi, tylko my nie.

Masz się zajmować SOBĄ. Nikim innym.

Jak widzimy z notatek – mężczyzna ten mentalizował na temat życia innych ludzi, a swoje uważał za bezwartościowe i na tej podstawie o nie nie dbał.

Przypomnę – wartość i znaczenie wszystkiemu w naszym życiu nadajemy my. Każdy określa sam, co dla niego znaczy wszystko i wszyscy w jego życiu.

Jeśli znaczenie i wartości nadasz głupio, to będzie Ci trudno.

Można rzec, że na tej planecie w temacie człowieczeństwa wszyscy jesteśmy amatorami.

Ja żyłem dokładnie tak samo jak ten mężczyzna. Miałem takie same myśli, a nawet czasami i gorsze. Bo to proces nieskończony, ciągły. Ale też bezosobowy. Zależy od emocji, a emocje to konsekwencja tego jak postrzegamy siebie, swoje życie, różne jego aspekty, itd.

Tylko ja byłem na takim poziomie, że non stop się wpatrywałem, hipnotyzowałem tym mentalnym ściekiem i dorabiałem znaczenie, nadawałem wartość na tej podstawie wszystkiemu w moim życiu.

A następnie traktowałem to jako usprawiedliwienie siebie i wymówkę, by dalej żyć nieświadomie i bardzo negatywnie względem siebie. Względem innych też.

Pamiętam, że kiedyś “zakochałem” się w dziewczynie i miałem taką manię, że co nawet pół minuty sprawdzałem telefon i komputer czy napisała/odpisała. Ja nie podejmowałem żadnych kroków, by pogłębiać relację. A potem okazało się, że zakochała się w innym i to jeszcze obcokrajowcu. Naturalnie moją reakcją był ból, który od razu ukryłem gniewem i winą. Następnie ją zraniłem wywalając swój syf na nią. A ona nawet pojęcia nie miała, że ja do niej cokolwiek fifu fifu. Ani tym bardziej nie spodziewała się ode mnie takiej petardy.

No ale jak każdy niedojrzały, nieświadomy, zauroczony chłopak sądziłem, że moje uczucia są tak ważne, tak znaczące, tak niesamowite, że każdy na pewno wie co czuję, liczy się z tym, też to uznaje za ważne, doceni je i kobieta powinna paść w moje ramiona płacząc ze szczęścia… hehe ;)

Dopiero gdy naprawdę porządnie zabolało zacząłem szukać pomocy. Zacząłem dążyć do zmiany. Powoli, mozolnie. Bo nie wiedziałem co jest do zmiany, ani jak. A gdy się dowiedziałem po popełnieniu setek błędów i pomyłek, zobaczyłem, że naokoło jest masa ludzi, którzy szukają tego samego lub nawet jeszcze nie zaczęli, a bardzo tego potrzebują. Dlatego powstał Program WoP i ten Serwis.

A gdy dochodzi już do bolesnej sytuacji, szukania i znalezienia pomocy, pojawia się znowu masa wymówek. Oczywiście opartych o emocje.

Ludzie mówią, że boją się medytacji, że ich coś opęta, że to niezgodne z religią, bla bla bla.

Widząc te myśli – czy to już nie przypomina opętania?

Ale lepiej bać się duszków, niż zacząć mądrze, dojrzale, świadomie żyć.

Ludzie oczywiście sądzą, że to oni to wszystko myślą i że to jest sensowne. Ale to ściek. To mentalny rzyg, który należy ignorować.

Niech ktoś pokaże w tych notatkach choć odrobinę rozsądku.

A jeśli się ktoś obrazi “No ale to MOJE myśli! To nie żaden mentalny rzyg!”, to ja zapytam – a po co się do nich przywiązujesz? Dlaczego rościsz sobie do nich prawa? Wiatr też nazywasz swoim, bo czujesz go na swojej skórze?

Myślenie to proces bezosobowy! Traktowanie myśli jako swoich, to jak traktowanie chodnika jako Twojego, bo po nim chodzisz.

Twoją odpowiedzialnością jest mądre korzystanie z myśli, mądre nimi zarządzanie na podstawie mądrych intencji, NAUKA odróżniania głupoty od mądrości. Ale uznawanie ich za swoich to wyraz niedojrzałości, bo to nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Myśli nie są niczyje.

Czy spodnie, które masz na sobie są Twoje? Na pewno? Niby dlaczego? Bo za nie zapłaciłeś/aś? No ok ale to tylko mentalna umowa. Nie ma jej w rzeczywistości. Każdy rozsądny człowiek wie, że jak ktoś nosi spodnie, to prawie na pewno je kupił. Nikt Ci ich nie zabierze, nie ściągnie z tyłka ;) Ale poza tym mentalnym kontraktem nie ma tego w rzeczywistości. Możesz nawet napisać umowę, że to Twoje spodnie i może ją podpisać 7 miliardów ludzi. No i co z tego? Nadal tylko nosisz na tyłku ciuch i tyle. Nazywanie go swoim nic nie daje, a w przypadku utraty lub uszkodzenia wprowadzi do Twojego życia niepotrzebną emocjonalność.

Zamiast “MOJE spodnie” postrzega to jako “spodnie”. To “moje” jest zbędne.

Zamiast “moje myśli” mów “myśli”. Nie przywiązuj się do nich i nie nadawaj im znaczenia.

Bo co masz z tego, że coś lub nawet kogoś nazwiesz swoim? Uczucie dumy? No to przypominam, że duma nie sprzyja życiu i poprzedza upadek.

Duma jest pozytywna WYŁĄCZNIE w kontekście jeszcze niższych od niej stanów jak apatia czy żal.

W szerszym kontekście duma jest negatywna.

I na podstawie przytoczonych myśli widzimy, że faktycznie tak jest. Żadna z tych myśli nie sprzyja niczemu pozytywnemu. Ale można im wierzyć i kierować się całe życie. A potem mówić “c’est la vie”.

Tu nie ma rozsądku. Jest tylko mentalizacja oparta o emocjonowanie się.

To służy wyłącznie przeżyciu ego. A ego ma gdzieś to czy właściciel cierpi, zmaga się, a nawet czy umrze.

Ego chce się emocjonować i odda za to wszystko.

Ale zanim znowu zaczniemy się emocjonować, tym razem pretekstem będzie do tego jakieś ezoteryczne postrzeganie ego, na szybko co to jest ego:

ego to Ty – Twój dotychczasowy poziom rozwoju. To Ty i Twoje życie.

Ego to wszystko kim się staliśmy przez własne wybory – to wszystko w co wierzymy, co uważamy, co sądzimy, jak to interpretujemy, to wszystkie nadane wartości i znaczenia, wszystkie utożsamienia, nasz poziom świadomości oraz wszystkie konsekwencje naszych decyzji.

A że ego to nie ostateczny poziom rozwoju. Więc jak ktoś mówi “ego mi na to nie pozwala”, “ego ma korzyści z sabotowania mnie”, to prawda brzmi “ja sobie na to nie pozwalam”, “ja mam korzyści z sabotowania siebie”. Nie ma żadnego odseparowanego od Ciebie fantazyjnego “ego”. Ego to tylko nazwa, przez którą każdy rozumie co innego. I którą dzisiejsza nauka stara się jakoś wytłumaczyć, zbadać.

A mędrcy od tysięcy lat mówią – badaj siebie. Prawda jest w Tobie. Ty jesteś życiem. Nie ma żadnego odseparowanego życia, ani świata.

Bo każde doświadczenie na tej planecie jest radykalnie subiektywne.

Porównywanie się z innymi, to jak porównywanie jabłek i pomarańczy. Można ewentualnie porównać jakieś ich aspekty i cechy ale nie całość. Bo to zupełnie inne ekspresje rzeczywistości. A w przypadku ludzi jest to jeszcze bardziej złożone. Kolosalnie bardziej.

To my dla wygody nazywamy się nawzajem ludźmi. To tak jakbyśmy wszystkie owoce nazywali jabłkami. A wiesz ile jest odmian jabłoni? Wikipedia podaje 182 odmiany, mutanty, klony i sporty oferowane do sprzedaży tylko w Polsce. “Odmian” ludzi mamy 7 miliardów.

A czym ego jest ludzkość wie od tysięcy lat. Tylko w gąszczu mentalizacji i przekazywania sobie bzdur przez ludzi oraz oczywiście z fundamentalnego faktu, że człowiek nie ma możliwości odróżnienia prawdy od fałszu, mało kto wie co jest faktami, a co bujdą na temat ego.

“Ego” to poziom rozwoju, którego jedną z konsekwencji jest Twoje życie. Twoje życie to też ego. Na poziomach, w których dominuje emocjonalność i mentalizacja, czyli wstydzie, winie, apatii, żalu, strachu, pożądaniu, gniewie i dumie, ego to nieświadomość – kierowanie się każdą racjonalizacją emocjonalności jaką poznaliśmy. To życie bardzo oderwane od rzeczywistości i praktycznie same projekcje zaniedbań na świat i ludzi.

Każdy poziom świadomości ma tysiące różnych ekspresji, tak jak sama jabłoń ma setki, jeśli nie ponad 1000 różnych ekspresji (w samej Polsce prawie 200). Tak samo i wyższe stany, np. miłość. Miłość to zarówno bezwarunkowa pomoc cierpiącym, odwaga, by chronić swój kraj podczas wojny, to gotowanie dla bliskich rosołu z miłością w sercu, to merdanie psiego ogonka, to mruczenie kota i śpiew ptaków.

Trudno to wszystko ze sobą porównać, bo to totalnie różne ekspresje. Ale towarzyszy im energia miłości.

Psa i rosołu raczej nie można porównać. A ile jest ras psów i sposobów na ugotowanie rosołu? A poza tym rosół z tego samego przepisu można ugorować jako ofiara, z musu, niechętnie, może przygotować go maszyna, a można go ugotować troskliwie z intencją miłości. W każdym przypadku smakować będzie diametralnie inaczej.

Jednak mentalizacja to nie wszystko.

Bo nie ona stanowi problem, tylko naprawdę wiara w to, że jest prawdą, budowanie swoich opinii i percepcji o sobie, ludziach, świecie.

Chcąc nie chcąc, wszystko i tak zawsze opiera się na wierze.

Nawet twierdzenie “ja w nic nie wierzę” jest przecież wiarą w to twierdzenie…

Zaś u tego mężczyzny widzimy potępianie się, wyszydzanie, gardzenie, traktowanie bez wartości i znaczenia. Głównie siebie. I sądzenie, że zbawienie od tego da nam dopiero inna osoba… Więc automatycznie budujemy jej wyolbrzymiony, uświęcony wizerunek. A ta osoba może w tym czasie dłubać sobie w nosie i kląć, bo sobie przypaliła obiad lub schrzaniła rosół. ;)

Problemu nie ma w tych myślach ale tym, że ten mężczyzna uznaje je za ważne.

A teraz pokażę jak wygląda skupianie się na myśleniu ludzi sukcesu, ludzi rozsądnych, zdrowych, dojrzałych.

Uwaga! Bum!
[ ……










































































Ajajaj.





























Hmm, jak to rozwiązać? Spróbuję tak.
















Tumti tumti tam! :)















O! Zapomniałem kupić jajka! Dobrze, że sobie przypomniałem!














…]

Dla jasności – myśli każdy ma non stop. Ale człowiek zdrowy skupia się na tych istotnych w danej sytuacji. Tych naprawdę istotnych. Rozwój oznacza m.in. to, że uczymy się rozpoznawać to co istotne od bzdur. Uczymy się to przesiewać.

Świadomość wyłapuje te myśli, które pokrywają się z poziomem świadomości oraz intencją. To się dzieje automatycznie.

Nie można przerwać myślenia, ani ich dostrzegania, bo taka jest natura świadomości. Tak jak nie można bardzo chcieć nie krwawić po skaleczeniu. Fakt – ciało po skaleczeniu krwawi, bo taka jest jego natura. Co możemy zrobić, gdy do tego dojdzie? Zająć się skaleczeniem oraz żyć nieco bardziej uważnie. Ale nie zmienimy natury – rzeczywistości. Wszystko jest jakie jest.

Zaś naturą świadomości jest zarówno kreacja jak i ewolucja. Bo kreacja i ewolucja to jedno i to samo.

Ja mam w umyśle też tysiące myśli non stop.

Ale dziś już prawie nie zwracam na nie uwagi. Kiedyś zwracałem non stop. Kiedyś wpatrywałem się w nie jak w święty obrazek. Fanatycznie. Każda była dla mnie rzeczywista, opisująca świat, ludzi.

A to był zwyczajny bełkot racjonalizujący i nakręcający to co czułem.

Ale że nie miałem w ogóle innego punktu odniesienia – nie znałem innego kontekstu – no to dla mnie myśli = ja = rzeczywistość. Moja. I jaka? Smutna, gorsza, bezwartościowa. Niegdyś jedyny powód, dla którego nie skoczyłem z okna, to było tylko to, że bym sprawił ból swoim bliskim. Nawet w tym temacie nie czułem się wolny ;)

Co ciekawe inni mężczyźni, którzy mieli myśli samobójcze mówili mi dokładnie to samo… co ukazuje bardzo ciekawy aspekt myślenia – że myśli są dokładnie takie same na takim samym poziomie emocjonalnym.

Dlaczego czasem ludzie powiedzą to samo lub jedna osoba coś powie, a druga zszokowana mówi – “Wow! Ja myślałem/am o tym samym!” No bo to oczarowanie, że człowiek myśli. Człowiek tylko wpatruje się w myślenie i będąc na jakimś poziomie wyłapuje takie a takie myśli. Więc dwie osoby na podobnym poziomie dostrzegą to samo. Nie ma się co tym szokować, ani ekscytować. No ale trzeba troszkę się dowiedzieć o rzeczywistości.

Zaś ja temu, co czułem się opierałem i wypierałem, przez co nie mijało i rosło. Natomiast wpatrując się w mentalizację, cały czas widziałem tylko racjonalizacje i przerzucanie odpowiedzialności na świat – a to jakichś ludzi, a to jakieś wydarzenia. Za wszystko co czułem. Oczywiście nie zapominałem obwiniać siebie i wstydzić się za to za kogo się uważałem i nie pozwalałem sobie na nic, bo także non stop czułem strach i się opierałem.

I 80% ludzkości sądzi, że jest coś nie tak ze światem…

M.in. dlatego Jezus już 2000 lat temu powiedział, że widzimy źdźbło w oczach innych ludzi, a belki w swojej nie dostrzegamy.

A my tę belkę uznajemy za lunetę… Ba! Niektórzy za mikroskop!

I to chcemy zmienić? Powiedzmy, że zmienimy jedną myśl. A w tym czasie pojawiło się tysiąc kolejnych.

Z tym chcesz rozmawiać? Przecież te myśli mają wszystko gdzieś. Pojawiają się same, nie wiadomo skąd, nie wiadomo po co. A jak przelecą, to pojawiają się kolejne. Żadna nie ma celu nic Ci zrobić. Myśli przelatują jak wiatr i fale na morzu. To bezosobowe, po prostu jest.

Gdy to zaobserwujemy, zobaczymy, że zatrzymują się wyłącznie te myśli, którym my nadamy znaczenie, sens lub stawimy opór.

Cała reszta jest i za moment jej nie ma.

Dlatego tak ważne jest wzrastać w świadomości, bo dzięki temu m.in. zaczniemy wybierać i zatrzymywać coraz mądrzejsze myśli. I kierować się będziemy coraz mądrzejszymi intencjami. A to odzwierciedlą coraz przyjemniejsze doświadczenia w naszym życiu.

Każdy może sobie powiedzieć “Ja jestem jaki/a jestem”. Ok ale to nie jest cała prawda. Bo jesteś jaki/a wybierasz być. To nie jest wyryte w kamieniu. A czy to zmienimy to 100% nasza odpowiedzialność.

Lista przedstawiona przez tego mężczyznę zawiera jeśli się nie pomyliłem w liczeniu, 161 pozycji.

I teraz zobacz tą:

– myśl że to jednak ja miałem rację a nie Piotrek a potem rozkmina czy chcę mieć rację czy spokój.

To jest dokładnie to – “dostrzegasz źdźbło w oku brata swego, a belki w swoim nie dostrzegasz”.

Ten mężczyzna uwierzył w ponad 160 bzdur (na pewno wiele więcej, bo często są to opisy myślenia, a nie konkretne myśli, a poza tym mówimy tylko o myślach z jednego tygodnia). Z czego zdał sobie sprawę (a z czego nie?). Ale oczywiście ważne jest, że w jednej to on miał rację, a ja się myliłem.

Zresztą nie uważam, że się myliłem. Jednak załóżmy na rzecz rozważań, że się pomyliłem w tej jednej rzeczy.

Mamy więc stosunek 1:161.

Gdybyś na teście odpowiedział(a) poprawnie na jedno ze 161 pytań, to byś go zdał(a)?

Rolą notatek jest to, że przestajemy non stop oczarowywać się niekończącą się papką mentalną i możemy zacząć rozsądną analizę. Bo skoro wiemy, że myśli zasilane są przez emocje i opór, a emocje i opór to odpowiedź psychiki na to jak postrzegamy coś/kogoś, no to idąc po nitce do kłębka możemy znaleźć prawdziwe źródła i przyczyny.

Nie ma ich świecie. Ani próby życia w świcie z takiego poziomu nie dadzą nam rezultatów z poziomu wyższego.

Rozważmy np. tę pozycję:

-jak przeglądam zdjęcia na których jestem to czuję wstyd i poczucie winy bo siedziałem podczas ich robienia w swojej głowie, byłem nieuważny i wychodzi na nich jak jestem zdystansowany od reszty grupy, ale to tylko racjonalizacja umysłu

Dzięki temu, że mamy to zapisane, dostrzegamy, że problem leży w wyprojektowywaniu wstydu i winy na różne sytuacje, a nawet na przedmioty jak zdjęcia i non stop postrzeganie przeszłości przez negatywny pryzmat. Nie ma tu mowy skąd ten wstyd i wina.

Co jeszcze nie zostało uświadomione, zaakceptowane, przepracowane, uwolnione, wybaczone? Jak postrzegamy przeszłość przedstawioną na zdjęciach? Z jakich pozycjonalności wychodzimy?

Mowa  o dystansowaniu do grupy. Ale nie ma mowy o przyczynach tego dystansowania.

A potem stwierdzenie bez pokrycia “to tylko racjonalizacja umysłu”. Przede wszystkim nie “tylko”. Umysł racjonalizuje emocje ale emocje to konsekwencje tego jak my postrzegamy daną sytuację/osobę i siebie względem niej. A jak je postrzega ten mężczyzna? Czy jest tego świadomy?

Z jakichś powodów ten mężczyzna wolał trzymać się z dala od grupy. A teraz jeszcze się tego wstydzi i za to obwinia. Więc nie tylko problem jest w postawie dotyczącej towarzystwa ale traktowania siebie za błędy, gdy dostrzega błędy w swoim postępowaniu.

Oczywiście myśli te mają jeden wspólny mianownik – zajmowanie się konkretną osobą – jakąś kobietą. Widzimy, że im niższa świadomość w danym obszarze, tym więcej mentalizacji, emocji, zmagania i tym mniej rezultatów lub niezadowalających, lub totalny ich brak, tym mniej radości, spokoju.

Obszar, w którym wszystko jest ok możemy rozpoznać w taki sposób, że nie mamy o nim myśli. A gdy skierujemy na niego swoją świadomość, to czujemy spokój.

A ile osób mówi – “Kocham Ciebie, bo myślę o Tobie!” Myślenie wskazuje na wewnętrzny problem, a nie miłość. Pies Cię kocha i to jeszcze bezwarunkowo (do czego jest zdolne jedynie ok. 0,4% ludzkości) i nie potrzebuje do tego myśleć.

Kochanie to sposób w jaki odnosimy się do siebie i innych, to jakość BYCIA w świecie. A nie emocja, ani myślenie. Miłość nie bierze się skądś. Albo jesteś miłością, albo nie.

Miłość to też nie ROBIENIE. Bo dać kwiaty można z egoistycznych pobudek, czując się jak ofiara, bo trzeba… a można dać kochając. To że wręczamy kobiecie kwiaty nie ma żadnego znaczenia. Całe znacznie nadajemy my dla siebie i kobieta dla siebie.

Gdy dostrzeżemy te myśli i nazwiemy je po imieniu, to dostrzeżemy, że to nie miłość, tylko co najwyżej fantazjowanie, erotyczne myśli, a także nadawanie urojonych wartości, projekcja tego, czego brak w sobie widzimy, pragnienie kontroli, akceptacji, uznania, często też to co gdzieś przeczytaliśmy na przykładzie przytoczonej mentalizacji.

Dlatego praktycznie nikt nie zdaje sobie z tego sprawy, bo praktycznie nikt nie zapisuje myśli, nie jest nawet świadomy, że są jakieś myśli. Ponad 80% ludzkości nie ma zdolności, by nawet odróżnić siebie od myśli.

Taka osoba jak widzi myśl “jestem do niczego”, to jest do niczego! Prosta piłka! Jak łatwo się tak żyje…!

Jak widzi “podczas medytacji mogę zostać opętany/a” to też w to wierzy. A jak jeszcze poczuje strach i opór, to już na bank tak będzie! Najlepiej dla bezpieczeństwa obejrzeć porno lub napić się piwka!

Dlatego pojawiają się różne dolegliwości, a nawet ciężkie choroby (jak uzależnienie), by zmusić nas do zmiany, do rozwoju. Do PRAWDZIWEGO rozwoju, a nie tylko czytania, pompowania umysłu i podświadomości wiedzą.

Bo możesz 100 lat afirmować, że masz milion dolców ale jak nie ruszysz dupska, to Ci milion dolców nie pojawi się na koncie.

Pod każdą myślą i za każdą emocję kryje się jakiś nieuświadomiony problem. Jakaś pozycjonalność (lub kilka), przez którą trudno się nam żyje. Oraz korzyści z jej utrzymywania.

Co robimy z bólem fizycznym – od razu zwracamy świadomość na miejsce, które nas boli. Sprawdzamy czy nic nie jest złamane, uszkodzone, przetarte, czy nie ma krwi. Badamy to miejsce. A jeśli faktycznie coś jest, to się tym zajmujemy lub idziemy do specjalisty. Dzięki temu ból zniknie, bo zajmiemy się jego przyczyną.

Dlaczego więc z tzw. “bólem emocjonalnym” robimy coś zupełnie innego – opieramy się, tłumimy go, zwalamy za niego odpowiedzialność, gramy ofiary i jeszcze sądzimy, że to bezpieczne, dobre, komfortowe?

Albo jeszcze mówimy “on/ona mnie zranił(a)!”, “TO mnie boli!”, “nie zachowuj się tak, bo źle się z tym czuję”, “To mnie stresuje!”, “TEGO się boję”, “Nie denerwuj mnie!”, etc.?

Jeśli się potkniesz i upadniesz na ziemię, to ziemia Cię potknęła, czy Ty szedłeś/szłaś nieuważnie? Gdzie jest problem? Gdzie jest rozwiązanie?

Może rozwiązaniem jest totalne wypłaszczenie ziemi, zabranie każdego kamyczka i nierówności, by już nikt nigdy się nie potknął? A może rozwiązanie jest kolosalnie prostsze i łatwiejsze?

A jeśli już się potknąłeś/potknęłaś, to jak do tego podejść? Jak to rozwiązać? Co jest problemem?

Zaobserwowano wśród dzieci, że jak upadnie i boli, to zaczyna płakać, co jest normalne. A następnie dziecko rozgląda się czy ktokolwiek zwraca na nie uwagę. Jeśli tak, to płacze non stop, aż ktoś się zainteresuje, podejdzie. A jeżeli dziecko nie zobaczy żadnej reakcji ze strony innych, szybko temat załatwia w sobie, przestaje płakać, ociera nos i oczy, wstaje i wraca do zabawy. Radość pojawia się ponownie nawet w kilka sekund. A jak ktoś podejmie temat, to dziecko będzie grało ofiarę nieraz godzinami.

Ludzie potrafią jedną przykrą sytuację doić latami.

Znajomi, młodzi rodzice powiedzieli mi, by jak ich dziecko upadnie lub się uderzy, nie reagować emocjonalnie. Bo jeśli my nie uznamy, że stało się coś złego, dziecko też tak nie uzna i nie pojawią się emocje. A że bólowi dziecko nie stawia oporu, to często nawet w ogóle nie zareaguje. Gdyby zaś rodzic zareagował, leciał, pytał czy coś się stało, przestraszony sprawdzał każdy centymetr ciała, to dziecko budowałoby sobie świadomość, że w upadkach jest coś złego, że płacz jest dobry, bo ściąga uwagę i pomoc, etc. I jeśli nigdy byśmy z tego nie wyrośli, nie przepracowali, to moglibyśmy tak żyć nawet przez całe życie.

No i co ludzie robią, gdy boli? Użalają się, czekają na kogoś, na pomoc.

Oczywiście warto zaobserwować dlaczego doszło do wypadku. I jeśli dziecko walnęło mocno, no to trzeba się zająć konsekwencją.

A dorośli grają ofiary nawet dziesiątki lat.

Zobaczmy kolejny myślnik, np. ten:

-czuję wstyd i doszła do mnie myśl że jednak kolega mógłby być lepszym partnerem dla dziewczyny, że ja na dziewczynę nie zasługuję a kolega tak, bo on przynajmniej będzie ja wspierał i doszła ta myśl do mnie. Wydaje mi się, że energia wstydu mówi mi, abym zaakceptował siebie i dzięki temu będzie mi łatwiej

Ten mężczyzna od lat budował sobie opinię na swój temat, że nie zasługuje I DLATEGO czuje wstyd. Nigdy nie zastanowił się czy na pewno tak jest. Więc żył z wizją, że nie zasługuje i próbował zmagać się z konsekwencjami własnych decyzji.

Do tego jeszcze ukrywał to “pseudo-szlachetnością”, że ktoś inny jest lepszy od niego i że ten kolega już zasługuje na dziewczynę. Dodał jeszcze, że ten drugi będzie ją wspierał…

No i widzimy kolejny przykład projekcji – sami się nie wspieramy i zamiast się wspierać, wolimy grać niezasługującą ofiarę, która nikogo nie będzie wspierać… Tak jakby z góry założył, że nigdy nie będzie wspierał tej kobiety.

A teraz zobacz to:

-zastanawiam się zatem kim jest ten chłopak dziewczyny i co on ma czego ja nie mam i w czym jest lepszy ode mnie by może takie rzeczy nadrobić

Widzisz? Najpierw sam sobie uroił, że nie zasługuje i ten inny chłopak zasługuje, uznał to za rzeczywistość i następnie zaczął mentalizować dlaczego tak jest, kim jest ten chłopak, dlaczego i w czym jest lepszy… czyli to budowanie kolejnych warstw urojeń.

No bo – czy przeprowadziliśmy analizę, pogadaliśmy z tym gościem, zaobserwowaliśmy co możemy u siebie poprawić i wzięliśmy się za siebie? Nie. Skończyło się na hipnotyzowaniu się tym bełkotem.

Ale po raz kolejny widzimy, że żadna myśl nie ma znaczenia. Bo gdyby myśli miały znaczenie, no to mężczyzna ten przeprowadziłby zdroworozsądkową analizę, poszukałby rozwiązań. A czy to zrobił? Nie. Więc odmówił tego, co pozytywne, co mogłoby przynieść coś dobrego i skupiał się cały czas na tym, co negatywne.

Dlaczego nie skupił się tak chętnie na mądrej myśli tak jak non stop skupia się na negatywnych?

A teraz zapewne pierwszy raz w życiu w ogóle zaczął analizować to, co widzi w umyśle. Nagle dostrzega, że może jednak wstyd o czymś go informuje? Może coś jest do zmiany i MOŻE to zmienić? I nie ma to nic wspólnego z kimś innym, tylko z nim…

Czy w rzeczywistości istnieje coś takiego jak “zasługiwanie”? Nie. To bzdura, urojenie mające racjonalizować wstyd, winę, żal, strach, opór. Mówimy sobie “nie zasługuję”. Czyli osądzamy siebie, tyranicznie wyrokujemy. I co? I nic. Tyle. Koniec historii. Nie zasługujemy i już. Religie uczą nas, by osądy zostawić Bogu, bo to nie tylko głupota i wyraz niedojrzałości ale też nigdy nie znamy wszystkich faktów, ani rzeczywistego, pełnego kontekstu. Więc z góry każdy nasz osąd kogokolwiek będzie błędny.

A czy jakikolwiek związek powstał na bazie tej głupoty? Ktoś zasłużył na kobietę i nagle są razem, mają dom, dzieci, psa i są szczęśliwi?

Nie. Nie ma takiego związku.

Natomiast związek można zbudować o docenianie siebie nawzajem, dążenie do wspólnych, pokrywających się lub równoległych celów. Gdzie tu jest mowa o “niezasługiwaniu”?

Jak Ty chcesz X, a kobieta Y i Ty nie chcesz Y, a kobieta nie chce X, no to związku nie będzie. A jeśli będzie to na siłę, będzie niepotrzebne zmaganie.

Jeśli ktoś utrzymuje jakiś standard życia, a my nie i nie mamy intencji wznieść się na ten poziom, to też nie ma tu mowy o żadnym “niezasługiwaniu”, tylko problem jest w tym jak my żyjemy. A to jak żyjemy zawsze możemy zmienić. Jeśli nie chcemy, no to nasza decyzja.

Czyścioch i brudas raczej się nie dogadają we wspólnym życiu. I pytanie czy lepiej, żeby czyścioch przestał się myć, czy brudas zaczął? Oczywiście brudas może powiedzieć “ja po prostu taki jestem”…

Jeśli zakochaliśmy się w wysportowanej dziewczynie, a sami siedzimy przed telewizorem z piwem i czipsami i potykamy się o własny brzuch, no to kto nam “strzela w kolano”? Dla nas ważniejsze jest żarcie czipsów i picie piwa, niż dbanie o siebie i dojrzała relacja z osobą, która już dba o siebie. Taka kobieta mówiąc nam “nie zasługujesz na mnie” wie, że jeśli my nie dbamy o siebie, to nie będziemy dbali o nią.

Ale to tylko i wyłącznie decyzja tej kobiety. A nie jakaś obiektywna prawda na nasz temat.

Dlatego mówię każdemu –

jeśli chcesz zadbać o kogokolwiek, zadbaj przede wszystkim o siebie.

Poświęcanie się to głupota, nie dojrzałość. Jeśli oddajemy biedakowi swoje ostatnie 10 zł, to wyraz mądrości, troski, miłości? Biedak może kupić sobie za to wódkę, a Ty nie masz grosza przy duszy. Nie tylko nikomu nie pomogłeś/aś, a jeszcze sam(a) zrobiłeś sobie problem.

A jeśli wziąłbyś/wzięłabyś się do roboty i zamiast mentalizować na bazie winy, że są biedni i cierpią, tylko zapierdzielał(a)byś, aby więcej zarabiać i gdy przekazanie każdego miesiąca jakiejś fundacji tysiąca złotych nie byłoby dla Ciebie żadnym problemem i niczego nie musiał(a)byś sobie za to odmówić – to jest mądrość i dojrzałość. To jest pomoc. A poza tym zadbanie o swoje życie i rozwiązanie w nim problemów nauczyłoby Cię jak realnie pomóc innym w ich problemach.

Pomyśl – jeśli Tobie np. mama oddałaby ostatnie pieniądze, byś miał(a) co zjeść, to czuł(a)byś się z tym wspaniale czy raczej czuł(a)byś się winny/a?

Oczywiście wiele osób tak robi i to raczej się nie zmieni. Ale chcę powiedzieć przez to, że życie z poziomu braku nigdy nie jest w pełni zadowalające. Bo zawsze ktoś zostanie z jakimś brakiem. Nigdy nie będzie dobrze wszystkim. Łatwo na bazie tego potem tworzyć sobie wizję rzeczywistości – że jest smutna, że tak po prostu jest, że inaczej nie można,  że taki już jest los, etc.

A potem patrzymy sobie na listę mentalizacji i możemy się zastanowić – na pewno mówimy o rzeczywistości? A ile z tych tematów przepracowaliśmy, zmieniliśmy, w ilu dojrzeliśmy? Czy w ogóle zdajemy sobie sprawę jakie są to problemy i jakie są rozwiązania?

Psychiatria i badania nad świadomością ukazują jasno, że “każde ‘nie mogę’ to nieuświadomione ‘nie chcę'”. Ale naprawdę nie potrzeba analizy psychiatrycznej, by być szczerym i uczciwym względem siebie (krok 4 z 12 kroków uzależnionych).

Tutaj mamy mężczyznę, który zmaga się w swoim życiu nie dokonujesz żadnej rekontekstualizacji, zdroworozsądkowej analizy ani swoich działań, ani ich fundamentów – intencji, emocji, ani myśli. Zamiast dbać o życie, drugą osobę, co tak właściwie robi? No nie za wiele. A energię traci jakby budował piramidę.

Przykro mi ale jeśli chcemy naprawdę coś zmienić, to trzeba zrezygnować ze swoich ulubionych urojeń, mentalizacji, utożsamień, pozycjonalności – np. oporu, użalania, obwiniania, grania ofiary, narzekania, etc. O tym wszystkim jest w WoP krok po kroku.

Jak chcesz coś poprawić, to nie ma już “życie jest straszne i niesprawiedliwe”. Pojęcia nie masz jakie jest życie. A o swoim życiu co znasz? Tylko swoje interpretacje zbudowane na bazie własnej percepcji. A percepcja jest ograniczona emocjonalnością. Co więc tak naprawdę wiesz o swoim życiu? Też niewiele. Znasz tylko myśli i emocje.

A to co najważniejsze – kontekst, w którym postrzegasz siebie, swoje życie i różne wydarzenia w nim – czy zdajesz sobie z niego sprawę?

Znaczenie czegoś/kogoś wynika z kontekstu w jakim to postrzegamy.

Jeśli nigdy nie zajęliśmy się pracą nad poszerzeniem kontekstu (czyli świadomości), no to najprawdopodobniej to jak interpretujemy wszystko w świecie to zlepek przekonań i opinii różnych ludzi. Zapewne nawet nie wiemy właściwie kogo.

Ale na pewno nie słuchałbym na temat szczęścia człowieka nieszczęśliwego, a na temat pieniędzy człowieka biednego.

Podsumowując – jeden temat, jedna kobieta, a setki, tysiące myśli każdego dnia, z których żadna w niczym nie pomaga. Bo wyłącznie racjonalizuje nasze intencje, poziom świadomości i emocjonalność.

Ale i tu można uznać się za ofiarę myśli. I narzekać, co z tym zrobić. Odpowiedź brzmi – nic. Masz to ignorować, nie zwracać uwagi. I uczyć się żyć coraz bardziej świadomie, dojrzale, mądrze.

Bo inaczej to tak jakby marynarze narzekali, że wieje i co oni mogą zrobić? Jakoś marynarz zawsze dopłynie tam, gdzie zamierza, bo DOSTOSOWUJE SIĘ DO WIATRU. Nie walczy z wiatrem, nie opiera się, tylko bierze pod uwagę warunki i znajduje drogę do celu.

Ale można do myślenia podejść tak jak ten mężczyzna:

Witaj Piotrze, 
Jak mogę wyzdrowieć z tej ciężkiej choroby, jeśli we własnej głowie mam złośliwy głos, który przez całą dobę życzy mi i innym ludziom jak najgorzej. Ciągle mnie obwinia i ubliża. Tak wiem, że mam medytować i go ignorować. Tak też robię, ale czasami to jest jak jakiś horror psychologiczny. Kto w ogóle stworzył ego w umysłach ludzkich?
Wg mnie świat byłby cudownym miejscem ze szczęśliwymi ludźmi bez istnienia ego. 

Zmieńmy słowo “ego” na “poziom rozwoju”. I zobaczmy co z tego wyjdzie:

Jak mogę wyzdrowieć z tej ciężkiej choroby, jeśli we własnej głowie mam złośliwy głos, który przez całą dobę życzy mi i innym ludziom jak najgorzej. Ciągle mnie obwinia i ubliża. Tak wiem, że mam medytować i go ignorować. Tak też robię, ale czasami to jest jak jakiś horror psychologiczny. Kto w ogóle stworzył mój poziom rozwoju w umysłach ludzkich?
Wg mnie świat byłby cudownym miejscem ze szczęśliwymi ludźmi bez istnienia ich poziomu rozwoju. 

Ta “ciężka choroba” to konsekwencja życia na niskim poziomie rozwoju. Nikt nie ma żadnego “głosu w głowie”. To zwyczajne urojenie. I mężczyzna ten najwyraźniej nie ma ochoty na razie tego zrozumieć. Jak mówiłem – 80% ludzkości nie ma zdolności odróżnienia siebie od myślenia lub zwyczajnie nie chce, bo ma z tego korzyści.

Tu widzimy korzyści – możliwość użalania się, grania ofiary, osądzania rzeczywistości i jeszcze dumne twierdzenie, że my wiemy jak stworzyć lepszy, cudowny świat! Wyeliminować ego!

To jeszcze sugeruję usunąć wodę, bo przecież ludzie się w niej topią…

Bzdurne poglądy o świecie biorą się z fałszywego postrzegania i niezrozumienia. A także z naiwności i niewinności.

Ten mężczyzna mówi w esencji to – “Moje życie byłoby cudowne i szczęśliwe, gdyby nie mój obecny poziom rozwoju”. Jakie jest więc rozwiązanie? Rozwinąć się.

Jednak woli wpatrywać się w ten “psychologiczny horror”. Mówi o życzeniu innym i sobie tego, co najgorsze, o ciągłym obwinianiu i ubliżaniu. Więc wiemy na pewno, że “baterią” tego są emocje wstydu, winy i żalu.

I co? I nic. Ta osoba dalej żyje jak żyła i zrzuca odpowiedzialność na myślenie. Którym sama się hipnotyzuje, sama nadaje znaczenie, sama ocenia i się opiera. Robi więc całkowicie coś przeciwnego, niż jej mówiłem. Mówi “tak wiem, że powinienem to ignorować”. Ale tego nie robi, bo nie chce. Wybiera dalsze zajmowanie się tym, niż zmianę. Na razie nie chce więc zrezygnować z korzyści dojenia tego.

Jeśli na dworze jest zimno i wieje, a my mamy coś do załatwienia, to jak sobie z tym poradzić? Ok, nie jest przyjemnie. Czy więc nie możemy wyjść z domu? Pewnie, że możemy. Trzeba tylko się odpowiednio ubrać.

Tu natomiast mamy obwinianie i ubliżanie sobie i innym. To poziom rozwoju tego mężczyzny. Tak żył, z tego doił korzyści latami. A teraz zabolało, chce zmiany ale nie chce przestać doić korzyści z obwiniania i ubliżania.

A ja mówiłem – nie mamy zajmować się zmianą na siłę, tylko rozpoznać korzyści i zrezygnować z nich. Na tym polega zmiana nawyku, czyli zmiana nieświadomego działania – musimy przede wszystkim stać się świadomy własnych decyzji oraz korzyści jakie z nich mamy.

Ignorowanie mentalizacji praktykujemy każdego dnia. Każdego dnia stajemy się świadomi momentów, gdy znowu się zaczynamy w to wpatrywać i dlaczego. I każdy za to odpowiada.

Żaden terapeuta, psychiatra, psychoterapeuta, ani nikt inny nie powie Ci czy wpatrujesz się jak zahipnotyzowany/a w myśli i jakie znaczenie im nadajesz. To co robisz w sobie to stricte Twoja odpowiedzialność. A o to należy dbać.

Zaś aby przestać się zmagać z czymkolwiek w życiu bardzo pomaga zrozumienie natury tego. Tutaj mężczyzna nie rozumie ego. Tak naprawdę nie ma pojęcia o czym mówi. Bo to dla niego wyłącznie pretekst do użalania się i grania ofiary.

Gdybyśmy ego rozważali wyłącznie w kontekście myślenia, to już wiemy, że myślenie to proces bezosobowy. Co z tego, że obrażają czy ubliżają komukolwiek? Hmm? No niech mi ktoś powie. Przecież to urojenie. Myśli nikomu nie ubliżają, ani nie obwiniają! Czy wiatr kogoś przeziębia? Wiatr wieje! Nic więcej nie robi.

Jeśli zaś zależałoby nam na zmianie, to zrozumielibyśmy też przyczynę tego stanu rzeczy –

mentalizację zasilają emocje, a emocje to bezosobowa energia będąca konsekwencją pozycjonalności stanowiących fundament naszej świadomości.

Jeśli wpatrywanie się w mentalizację było naszą ulubioną rozrywką, no to nie dziwne, że jesteśmy do tego przywiązani. A tu jeszcze mamy użalanie się na tej podstawie. Uważamy myśli za przyczynę naszej niedoli. Ale myśli nie są przyczyną niczego. Nasza niedola to efekt naszego poziomu rozwoju i tego jak podchodzimy do siebie, świata, ludzi, emocji, a także myśli. I pomimo, że już wiemy co z tym robić, nadal tego nie robimy. Nie dziwmy się, że dalej jest nam źle.

Problem polega też na tym, że już dostrzegliśmy jak nam jest źle przez ubliżanie i obwinianie komukolwiek ale nadal nie jesteśmy gotowi, ani chętnie zrezygnować z pozycjonalności, z których wynika obwinianie i ubliżanie. Zapewne jest ich trochę, np. sądzimy, że inni na to zasłużyli! Że są idiotami! Że lepiej na świecie byłoby bez nich!

Medytacja i uwalnianie to narzędzia. Niezwykle pomocne i ważne ale same w sobie nie rozwiążą nam wszystkich problemów. Bo problemy mają swoje źródła. Emocje mają swoje źródło. A są nim pozycjonalności, którymi zaczynamy zajmować się w Module 5 WoP.

Czy wiemy z jakich pozycjonalności wynika ubliżanie, a z jakich obwinianie? Czy jesteśmy świadomi jakie korzyści mamy z tego?

Bo każdy może powiedzieć, że łatwiej byłoby mu bez obwiniania i ubliżania sobie czy komuś innemu. Ale czym innym jest faktyczna praca nad tym.

Tak jak miliardy mówi, że chciałoby zarabiać więcej ale ile osób wzięło pełną odpowiedzialność za kwestię finansów w swoim życiu? No tylko ci, którzy poprawili ten obszar.

To wszystko to nie jest czary-mary. Uzależnienie zmusza nas do rozpoczęcia realnej pracy nad sobą, do dojrzenia. A nie chcenia tego, fantazjowania o tym i czarowania się, że już jesteśmy, bo staramy się inaczej myśleć…

Przykładowo – mama tego mężczyzny znalazła raz jego zeszyt, w którym pisał różne rzeczy, w tym swoje myśli samobójcze. Zaczęła rozpaczać, pytać się go dlaczego, itd. Nazwał ją wtedy starą wariatką. Miał więc dowód, że jego mama kocha go i chce dla niego jak najlepiej na swój sposób ale wolał i tak ją osądzić. Dlaczego? Bo tak niekomfortowo było mu z tym, co czuł. A że nie zajął się ani pozycjonalnościami, ani emocjami, no to i w temacie myśli nic się nie zmieniło.

I zamiast tego znalazł sobie kozła ofiarnego – ego.

Niechęć do ego to niechęć do siebie takimi jakimi jesteśmy. A ta niechęć uniemożliwia zmianę. O czym też dokładnie mówię w WoP. Poza tym całe nasze życie to reprezentacja tego jak się traktujemy. Jeśli się opieramy, no to blokujemy zmiany w życiu.

Jeśli źle Ci w pierwszej klasie podstawówki, to się przyłóż, zdaj egzaminy, zalicz przedmioty i przejdź do kolejnej! Ale użalanie się, że jesteśmy w pierwszej i jak nam tu źle nie przyniesie Ci upragnionej zmiany. Obwinianie i wstydzenie się, że nadal jesteśmy w pierwszej też nie zmieni sytuację.

Bo inaczej to jakby mówić, że na świecie byłoby wspaniale, gdyby żyli sami rozwinięci, wykształceni, kochający ludzie, nie było mięsożerców, wszyscy by sobie pomagali. Ok. To moje pytanie brzmi – a skąd się mają wziąć ci rozwinięci, wykształceni, kochający ludzie?

Ewolucja postępuje od dołu do góry. Aby więc stać się wykształconym, trzeba zacząć od poziomu braku wykształcenia. Aby się rozwinąć, trzeba najpierw być nierozwiniętym. Aby zacząć kochać, trzeba najpierw nie kochać. Gdybyśmy wszyscy przeskoczyli szkołę podstawową i od razu poszli na studia, to byłoby lepiej? Ja tak nie uważam. Naprawdę nie chciałbym jeździć samochodem zbudowanym przez inżyniera bez znajomości podstaw matematyki i fizyki.

Podobnie widzimy na tym Blogu – na temat świata wypowiadają się ludzie z propozycjami zmiany, którzy nie mają pojęcia jaka jest natura rzeczywistości. Nie tylko tej pozornie zewnętrznej ale przede wszystkim wewnętrznej. To jakby mówić, że zrobimy lepszy zegarek nie znając budowy i sposobu działania tego, który mamy na ręce.

Jeśli nadal nie rozumiemy jak działa umysł i myślenie, to na jakiej podstawie twierdzimy, że “nasze myśli” są mądrością? Jaką pracę wykonaliśmy nad sobą, ile wysiłku włożyliśmy w zrozumienie siebie, swojego wnętrza i relacji ze światem zewnętrznym, że już osądzamy i wyrokujemy?

Czy wiemy na jakim jesteśmy poziomie świadomości? Czy jesteśmy świadomi własnych intencji, przywiązań, utożsamień? Czy jesteśmy świadomi naszych przekonań i tego jaki jest ich poziom zgodności z rzeczywistością? Czy wiemy z jakich pozycjonalności i dualizmów wychodzimy i względem czego w świecie? Jeśli nie, to dlaczego pozwalamy sobie na jakiekolwiek osądy kogokolwiek i czegokolwiek?

A jeśli osądzamy siebie, bo rozglądamy się i wydaje nam się, że inni radzą sobie lepiej – to dlaczego zamiast dojenia użalania, narzekania, osądzania siebie nie wybrać naśladowania takich osób? A potem jeszcze mówimy, że nam ego psoci… Nierozwinięty, niekochany umysł, który wiecznie atakujemy, któremu się opieramy, etc. nie ma szans się rozwinąć i pracować racjonalnie. Bo to jak bity psiak. Czy bity, poniżany psiak będzie grzecznie leżał? Nie. Będzie skowyczał na całe gardło. Aby go uspokoić trzeba trochę pracy. Jakiej? Kochania, wybaczania, akceptowania, dbania, troski. A nie pomiatania sobą za błędy i niedoskonałości. Kiedy to zaczniesz?

Trzeba wybrać gotowość do poddania wstydu i winy za swoją dotychczasową sytuację.

Wyłuszczę to – skoro obwinianie i poniżanie siebie i innych to bezosobowy proces, to możemy przestać się go wstydzić i obwiniać za niego.

Bo to wstydzenie i obwinianie siebie za coś co się dzieje samo niezależnie od nas to zarozumiałość. To eksces – jest to zupełnie do niczego niepotrzebne! Dlaczego to sobie robimy za coś, za co nie jesteśmy odpowiedzialni?

Jesteśmy odpowiedzialni tylko za to, co z tym zrobimy.

Jeśli wieje zimny wiatr, to my za niego odpowiadamy? Nie. Odpowiadamy za to jak się ubierzemy wychodząc na dwór. Czy zamkniemy okna w domu jeśli jest przeciąg. Ale czy ktokolwiek obwinia się, że wieje zimny wiatr? Wiele osób użala się i narzeka ale nikt się tego nie wstydzi.

Ważne, byśmy nie brali w tym udziału, nie napędzali tego, ani nie napędzali tym ani siebie, ani innych. To normalne widzieć takie myśli na tym poziomie. Nie jest to niczym złym. Nie mamy jednak podstaw (racjonalnych) do traktowania siebie gorzej przez to.

Bardzo dużo cierpienia było efektem zadziałania grawitacji. Ile ludzi zginęło w katastrofach lotniczych? No gdyby nie grawitacja, to nikt by nie zginął. Jednak rozumiemy naturę rzeczywistości – grawitacja jest jaka jest i zmienić jej nie można. Natomiast można dostosować się do niej. Grawitacja również jest bezosobowa. Nie decyduje, że na kogoś zadziała, a na kogoś innego nie, bo go bardziej lubi.

To samo z myślami. Zamiast się z nimi zmagać, narzekać, że są i jeszcze szargać sobą, że my je widzimy, dajmy sobie z tym spokój. Zrozummy naturę – to bezosobowe. Bo wiedzieć, a rozumieć to dwa różne świat.

Mam nadzieję, że ten artykuł naprowadzi Cię na właściwy tor.

Zmiana nie przyjdzie w chwilę, trzeba się przyłożyć, włożyć w to wysiłek. Ale jeśli jakiś wysiłek w życiu się opłaci, to właśnie ten.

Bo bycie dla siebie srogim sędzią, brutalnym, okrutnym, to też część niskiego poziomu rozwoju. Trzeba zrezygnować ze skrytej przyjemności z traktowania siebie jak bezwartościową glistę.

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Zasubskrybuj
Powiadom mnie o
guest
48 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Pawel

“Pawle, przygotowałem OGROMNĄ odpowiedź na Twoje ostatnie komentarze.
Ale jej nie wyślę. Nie uważam, że miałoby to jakikolwiek sens i by Ci nie pomogło. Do tej pory nie pomogło.” Wyslij prosze. Chcialbym zobaczyc jakie i gdzie robie bledy. A czy pomoze, czy nie pomoze, to sie okaze.

Dobra, teraz widze ze jest ta modlitwa 1 kroku. Nie znalazlem jej wczesniej, bo zamiast jedynki jest “I”. Dzieki. Natomiast czytajac te modlitwy, to niektore sa dziwne jak np. fragment, ze” dziekuje ci Panie… za to co mi zabrales”. To Bóg cos daje i zabiera? Myslalem ze sa moje wybory i ich konsekwencje, a Bog sie nie miesza. Widocznie malo wiem.

“Skoro nie znalazłeś modlitwy, której znalezienie wymagało tylko ctrl+f “I krok” jeszcze tak gwoli sprostowania, bo widze ze probujesz zrobic ze mnie jakiegos debila, albo nie wiem kogo. Szukalem modlitwy 1(pierwszego) kroku, a nie modlitwy I (i kroku). Bo chyba jest roznica miedzy modlitwa pierwszego kroku, a “i” kroku. Sam wiele razy pisales na tym blogu, aby wyrazac sie precyzyjnie. Zeby bylo wiadomo o co chodzi. A tu mialem sie domyslac? Dobrze ze nie napisales szyfrem, albo rebusem hehe. Pozdro.

Zaczalem odmawiac ta modlitwe. Nie wiem, kto ja wymyslil i dla kogo, ale ja ja odmawiajac wrzucam sobie jeszcze wieksze poczucie winy. Czy Piotrze przemyslales to dobrze, polecajac mi ja. W ogole tonpodales steone jezuitow. Prosze przeczytaj najpierw skad oni sie wywodza. Sam tez pisales ze kosciol katolicki programuje ludzi i pisales ze ma to charakter wrecz przestepczy. Odnoszac sie do tej “modlitwy”, to moze mam jeszcze sie zaczac w piers bic i mowic: ” moja wina, moja wina…” Ze tak napisze: pogielo cie chlopie? Co ty mi polecasz. Ja sie modle do Boga sam, swoimi slowami. A napewno nie bede klepal jakichs formulek i sobie jeszcze poczucia winy dokladal, bo tyle naniszczylem i tyle krzywdy narobilem i nie wiadomo co jeszcze, ze hoho. Wiem jak powinna wygladac modlitwa wg pana Hawkinsa i pana Tolle-a i przy tym pozostane. Dziekuje ci za “pomoc”. I szkoda ze nie odpisales na moja ostatnia prosbe, zebys wkleil ten dlugi komentarz dla mnie. Widocznie zabraklo dobrej woli z twojej strony. Coz, trudno. Pozdrawiam mimo wszystko i zycze ci Piotrzr Wesolych Swiat.

Last edited 6 miesięcy temu by Pawel
Pawel

Jeszcze chcialbym cos dodac, poniewaz piszesz tak:”Jeżeli teraz myślisz, że nie da się Ciebie kochać, szanować czy lubić – to efekt zaprogramowanej podświadomości. To wszystko.”Chcialbym zwrocic uwage na koncowke tego zdania, a mianowicie na:”To wszystko”. Czy to naprawde wszystko i nie mw nic wiecej. Czyli wystarczy sie tylko odprogramowac? Bo gdzie indziej piszesz, ze nie jestem niewolnikiem programow. Ze to ja wybieram jak bede siebie widzial. Ale jeszcze gdzie indziej piszesz, ze to, ze wybieram to iluzja i tak sie tylko wydaje kazdemu uzaleznionemu. To jak to w koncu jest, bo zwariowac idzie? I jeszcze chcialbym zwrocic uwage, ze piszesz:”Jezeli teraz myslisz…”, a nie ze np”jezeli teraz wpatrujesz sie w pojawiajace sie mysli”. Czyli to ja w koncu mysle, czy nie mysle? Jezeli uwazam.sie za nic nie wartego, to dlatego ze mam tak zaprogramowana podswiadomosc, czy dlatego ze ja tak uwazam, czy dlatego ze ja tak mysle, czy dlatego ze wpatruje sie w mysli? Bo juz nie wiem.

Pawel

“Poszukaj “modlitwy kapitulacji” zwanej też “modlitwą 1 kroku” i zacznij ją odmawiać nawet 5-10 razy każdego dnia. Zaczynaj od niej dzień.
Albo dobra, masz:)
https://gorka.jezuici.pl/2022/12/modlitwy-czlowieka-trzezwiejacego/
Szukalem i nie znalazlem. Ani na tej stronie ktora mi podales, ani google nic nie wypluwa. Nie ma modlitwy kapitualcji, ani 1-go kroku. Zaczynaja sie od 3-go kroku. Nie wiem.

Pawel

Czesc Piotrze. Czytam wlasnie czesc teoretyczna Kursu Cudow i jest tam napisane tak:
“Ja nie popieram pomieszania poziomów, ale to ty musisz podjąć decyzję w sprawie dokonania korekty. Nie chciałbyś przecież tłumaczyć swojego obłąkanego zachowania stwierdzeniem, że nie mogłeś nic zrobić w tej sprawie. Dlaczego miałbyś akceptować obłąkane myślenie? Zawiera ono błąd, któremu trzeba się dobrze przyjrzeć. Być może wierzysz, że jesteś odpowiedzialny za to, co robisz, ale nie za to, co myślisz. Prawda jest taka, że jesteś odpowiedzialny za to, co myślisz, ponieważ tylko na poziomie myśli możesz dokonywać wyboru. To, co robisz, wynika z tego, co myślisz. Nie możesz oddzielić się od prawdy, poprzez „nadanie” autonomii zachowaniu. Jednak gdy tylko powierzysz swoje myśli memu prowadzeniu, będę mógł wszystko kontrolować w sposób automatyczny. Gdy kiedykolwiek się czegoś boisz, stanowi to pewny znak, że pozwoliłeś swojemu umysłowi błędnie tworzyć i nie pozwoliłeś, bym nim pokierował.”
Jak rozumiec to, ze jestem odpowiedzialny za to co mysle, skoro myslenie odbywa sie samo i ze to co robie wynika z tego co mysle? Pan Hawkins i ty Piotrze pisaliscie, ze mysli nie sa do niczego potrzebne i ze zeby cos zrobic, to nie potrzebuje o tym pomyslec. A tutaj w Kursie Cudow jest inaczej. Chyba ze ja to blednie rozumiem.

Pawel

“A co z obserwacją rzeczywistości? Co z wiedzą pochodzącą z wewnątrz, z własnego doświadczenia?
Dlaczego nie mówisz – “zaobserwowałem, że…”?”
No wlasnie problem jest w tym, ze ja zaobserwowalem, ze to ja mysle. A z tego co czytam, to zaobserwowalem blednie. Ba ja widze, ze mysli mi sie nie pojawiaja, tylko ze to ja je tworze. Bo moge np. uciac jakas mysl, a moge ja pomyslec cala. Przeciez gdy np sobie pomysle, ze ide pojezdzic na rowerze, to przeciez to ja to pomyslalem. Ze jestem nic nie wart, to tez ja to pomyslalem. Takie sa moje obserwacje i dziwi mnie ta koncepcja, ze mysli pojawiaja sie samoistnie. Oczywiscie nie wykonam tego twojego cwiczenia, zeby przez 5 minut nie myslec, bo jest to niemozliwe. Tym bardziej jest to dla mnie niezrozumiale, ze to ja mysle, ale ze jednoczesnie nie moge przestac myslec. Jednoczesnie potrafie zrozumiec, ze mysl, ze ide pojezdzic na rowerze pojawila sie sama, ale dlaczego sie pojawila? I jesli nie ja ja pomyslalem, to skad sie wziela. I akurat wziela sie w tym momencie, gdy mialem chec na tym rowerze pojezdzic. Niezla to zagadka dla mnie i na prozno szukam odpowiedzi. Ogladam pana Tolle-a, pania Tare Brach, oczywiscie pana Hawkinsa i jeszcze wielu innych i nie znaduje na to odpowiedzi.
“Potrzebujesz myśleć o robieniu kanapki, by ją robić?
Potrzebujesz myśleć o odpoczynku, by wypocząć?
Potrzebujesz myśleć o utworze muzycznym, by go słyszeć i się oddać muzyce?
Potrzebujesz myśleć o zapachu, by go czuć?”.
No wlasnie nie potrzebuje. Moge to wszystko zrobic bez mysli. Do pracy tez pojde, nawet jak mam mysl, zeby nie isc.
“A z czego wynika treść myśli?”. Nie wiem, Z intencji? Pojecia nie mam.
“Przypomnij sobie radykalnie uczciwie dlaczego zacząłeś Kurs Cudów?”
Zaczalem, bo chcialem stac sie wybaczajacy i kochajacy. Dla ludzi i dla siebie. Chcialem tez wyleczyc sie kilku dolegliwosci, ktore mnie trapia od wielu lat, a czytalem ze dzieki KC ludzie lecza sie z beznadziejnych z punktu widzenia medycyny przypadkow. Jednak kurs przerwalem po chyba 100-u lekcjach i teraz znowu wrocilem, ale najpierw chcialem przeczytac czesc teoretyczna, ale skoro moisz ze nie jest wymagana, to nie bede czytal. Piszesz tez, ze jesli jestem uzalezniony to nie potrzebuje tego. A co z chorobami? Medycyna mi nie pomoze, bo jedna jest wedlug nich nieuleczalna.
“Ile razy włączyłeś porno tylko dlatego, bo takie widziałeś myśli?
Chyba zawsze przed wlaczeniem, mialem takie mysli, ale czy tylko z powodu mysli wlaczylem, to nie wiem.
Ile decyzji szkodliwych do siebie podjąłeś tylko dlatego, bo takie widziałeś myśli?
Chyba wiekszosc decyzji w moim zyciu podjalem w oparciu o mysli i dlatego jestem teraz tu gdzie jestem. A gdzie jestem. Napisal bym ze w czarnej dupie, ale wiem ze to belkot. Jestem tu gdzie jestem.
Pytanie – po co wtedy były Ci te myśli?
Nie wiem wlasnie. Po co byly i dlaczego je mialem- nie wiem. W ogóle to widze ze niewiele wiem. Nie wiem co mam robic w zyciu a przede wszystkim nie wiem czemu ogladam porno. Moze byc tak Piotrze ze ogladam porno miedzy innymi z powodu braku partnerki, seksu itd? I poprzez porno miec jakas namiastke wlasnie seksu i popatrzenia na nagie i piekne kobiety. Wszak umysl mysli ze to co widzi w monitorze jest realne. A ja widze ze nie chce rzucic porno, bo to jedyna moja przyjemnosc w zyciu. I moge sobie wlasnie popatrzyc na ladne kobiety “pouprawiac” z nimi seks. (jakkolwiek glupio to zabrzmialo)

*Sklejone*

Jeszcze chcialbym cos dodac, bo duzo o tym czytalem i sluchalem i ty tez Piotrze o tym pisales, a chodzi o bycie obserwatorem. Nie wiem co to znaczy i jak to zastosowac. Bo kto ma byc tym obserwatorem? Ja? Czyli kto? Kto to ja? Pawel? Czy cos wiekszego? A juz w ogole wprawia mnie w zdumienie stwierdzenie ze mozna byc obserwatorem obserwatora. Ale chcialbym abys mi pomogl zrozumiec, co to znaczy tak jak pisales byc obserwatorem tak jakby siebie z boku. Bo to jest dla mnie tez duza zagwozdka. Bo tak jak ja to rozumiem, to moge obserwowac siebie z boku, jak sie uzalam, jak ogladam porno i jak robie wiele negatywnych rzeczy, a to chyba przeciez nie o to chodzi. I szczerze przyznam, ze po zastanowieniu, ja niewiele rozumiem z tego zycia i z tego jak funkcjonuje ten swiat i jak ja funkcjonuje. Wszystko mi sie miesza. Nie wiem przede wszystkim kim jestem. Kim jest to JA.

*Sklejone*

Jeszcze chcialbym o ten KC zapytac, bo jest tam napisane, ze Bóg nie stworzyl tego swiata i taki kawalek jeszcze znalazlem:
“Bóg nie wytworzył ciała, ponieważ można je zniszczyć, a to, co zniszczalne, nie pochodzi z Królestwa. Ciało jest symbolem tego, czym myślisz, że jesteś. Jest ono najwyraźniej środkiem służącym oddzieleniu, a zatem nie istnieje. Duch Święty, jak zwykle, bierze to, co wytworzyłeś i przekłada50 na środek służący do nauki. Znowu, jak zwykle, On ponownie interpretuje to, czego używa ego jako argumentu oddzielenia, by pokazać, że interpretacja ego jest nieprawdziwa. Jeśli umysł może uzdrawiać ciało, a ciało nie może uzdrowić umysłu, wówczas umysł musi być silniejszy niż ciało. Każdy cud to demonstruje. Powiedziałem, że Duch Święty zachęca do cudów, stanowi dla nich motywację. Mówi ci zawsze, że tylko umysł jest prawdziwy, ponieważ tylko umysł można współdzielić. Ciało jest oddzielone, a zatem nie może być częścią ciebie. Bycie jednością w umyśle ma sens, a bycie jednością w ciele jest bez sensu. Zatem, zgodnie z prawami umysłu, ciało jest bez sensu.”
O cu tu chodzi? Czy ten swiat to iluzja, o czym wielu ludzi mowi? Co ten Kurs Cudów z glupoty wygaduje. A podobno to Pan Jezus to napisal poprzez pania Helen Schucman. Czy to ja cos zle rozumiem?(znowu)

Pawel

Nadal nie mówisz co rozumiesz co rozumiesz przez “myślę”. Ani “zaobserwowałem”.”
Przez “myślę” rozumiem to samo co przez “mówię”. Bo jezeli cos mowie np do kogos, ze:” ale pada dzisiaj deszcz”, to tak samo moge sobie pomyslec: “ale pada dzisiaj deszcz”. I kto to powiedzial i pomyslal? No przeciez ja. Dlatego nie pojmuje tego, ze to nie ja mysle. Skoro ja mowie, to i ja mysle. Chyba ze to tez nie ja mowie, a mowienie odbywa sie samo. Nie wiem.
“A jak się odbywa to “mogę ją pomyśleć całą”? Nie rozumiem.”- moge pomyslec cala mysl, ze np” jestem bezwartosciowym, n ic nie wartym, takim i takim itd…”, a moge ja uciac w ktoryms miejscu np:”? jestem bezwarto….” i juz dalej nie myslec o tym tylko przekirowac swoja uwage na cos innego, lub pomyslec o czyms innym.
““Ja je tworzę” – bardzo chętnie posłucham jak to robisz. To stwórz myśli o tym jak zarabiać duże pieniądze.”- no takiej mysli jak zarabiac pieniadze nie stworze, ale moge stworzyc mysl, ze nie wiem jak zarabiac pieniadze.
“Ile razy wybrałeś to – “teraz wybieram, by pomyśleć o sobie jako o kimś nic nie wartym”?”- no wlasnie wiele razy. Dziesiatki, albo i setki razy. Przez kilkanascie lat tak sobie mowilem i tak o sobie myslalem. I nadal mysle. Co jasno pokazuje, ze to ja mysle. Bo skoro moge sobie mowic ze jestem nic nie wart, tak samo moge sobie o tym pomyslec. Co za roznica? Tutaj mowie, czyli mysle na glos, a tam po cichu. W glowie/ umysle czy gdzies tam jeszcze.
“Przecież obaj wiemy, że ani razu. Tylko się tym hipnotyzowałeś nawet nie zdając sobie z tego sprawy.” No wlasnie nie. Ja to sobie mowilem i myslalem i sie obwinialem. To sie nie dzialo samo, tylko ja to robilem swiadomie. Ja sie swiadomie uzalalem, plakalem itd. Ja o sobie myslalem w ten sposob.
“Naprawdę wybrałeś dzisiaj pomyśleć, że jesteś nic nie wart? Dlaczego to zrobiłeś w takim razie?”- Bo przeanalizowalem swoje zycie i zobaczylem co mam, czego nie mam, gdzie jestem itd.
“A dlaczego nie pomyślałeś, że jednak jesteś wspaniałym człowiekiem wartym każdego dobra?” O tym tez myslalem. I to jest dziwne, ze mysle o sobie jednoczesnie tak i tak.
“Zastanów się – czy jest choć jedna czynność, którą na 100% wykonujesz i niemożliwym jest przestać to wykonywać?” Tak. Oddychanie. Ja oddycham i nie moge przestac. Przynajmniej tak mi sie wydaje.
“To prościej – czy Ty słuchasz muzyki? Czy Ty to robisz? Jeśli tak – to przestań. A potem znowu zacznij. Oczywiście nie wyłączaj nadajnika. Tylko manipuluj słyszeniem.
Ty to robisz?” No nie. Tak jak napisales, to sie odbywa samoistnie.
“Skąd się wzięła myśl “jestem nic nie wart”? Dlaczego się do niej kleisz? Dlaczego zakładasz, że to “JA jestem nic nie wart” dotyczy Ciebie?” Bo ja tak swierdzilem po przeanalizowaniu mojego zycia. I nawet mowilem to na glos. To chyba ja mowilem? Tak samo i ja pomyslalem.
I powiedz – widzisz myśli i już lecisz na rower. To jest kontrola własnego życia?”- no nie. Tak nie bylo. Mialem chec, pragnienie przejechac sie na rowerze, a potem pomyslalem sobie ze fajnie by bylo sie przejechac. Tak samo jak na motorze. Nie musze pomyslec, zeby se na nim przejechac. Wsiadam i jade. A ze przy okazji sobie cos pomysle, to nie znaczy ze nie mam kontroli. A jak mezczyzna pomysli sobie, ze idzie na miasto podrywac kobiety i tak zrobi, to znaczy ze nie ma kontroli nad sowim zyciem. Albo jak pomysli ze chleba nie ma w domu i ze trzeba isc do sklepu i pojdzie do sklepu, to znaczy ze nie ma kontroli nad swoim zyciem? Nie rozumiem.
To powiedz – gdy widzisz myśl “fajna kobieta, pogadałbym z nią” – dlaczego tego nie robisz? Bo mysle dalej, ze jestem nic nie warty i nie godny jej itd.
“Nie szukasz odpowiedzi. Szukasz potwierdzenia swojej racji. Nie prawdy.
W tym cały sęk, z czego na razie nie zdajesz sobie sprawy lub nie chcesz zdać.” Nie szukam potwierdzenia swojej racji, tylko moje doswiadczenie mowi mi ze to ja mysle.
“Chcesz powiedzieć, że myśl “chcę pojeździć na rowerze” wynika z chęci jazdy na rowerze?
Ale naprawdę jest takie uczucie? Ewoluowało?”- to nie musi byc uczucie. Chec to chec. Tak samo jak pragnienie. Tak samo jak moge czuc pragnienie, tak samo moge czuc/miec chec.
“Pamiętasz, byś te myśli tworzył, budował, konstruował, przywoływał? Hmm?”- tak jak wyzej napisalem. Jezeli gdy cos powiem, to znaczy ze ja to mowie, tak samo ja mysle. Bo gdy mowie cos, to tak jakbym myslal na glos. Co za roznica czy mowie sobie ze jestem taki i taki, czy mysle? Tutaj jest na glos, a tu po cichu.
A co to jest wybaczenie i miłość?
Jak zamierzałeś się takim stać?
Jaki jesteś obecnie i dlaczego?”
Czytalem ze milosc to stan bycia, ale jeszcze jej nie doswiadczylem, wiec nie wiem czym jest. Natomiast wybaczenie to puszczenie wszystkich uraz do kogos i za Radykalnym Wybaczaniem zobaczenie/ zrozumienia, ze nie ma czego wybaczac.
Obecnie jestem na etapie lubienia ludzi i dostrzegania w nich, nie wiem jak to slowami wyrazic- Boga? Bo o zwierzetach nie mowie, bo zwierzatka od zawsze kochalem. Mam nawet pieska, ktory spi ze mna i jego tez bardzo kocham i wskoczyl bym za niego w ogien.
Przypomnij sobie lekcję 10 – “moje myśli nic nie znaczą”.” No wlasnie- “moje” mysli. Nawet KC mowi ze mysli sa moje.
Proszę, czy możesz podać jakie masz dolegliwości? Sprawdzę czego może konkretnie dotyczyć ich przyczyna.” Łuszczyca. Choruje na nia od ok. 17 roku zycia, a mam 45.
“Ale patrzysz na swój rower i jednak znaczenie nadal ma.
Zgadza się?”- no ma. Woze nim tylek glownie do pracy, wiec ma dla mnie znaczenie. Musze dbac o nieg, naprawiac go itd.
“Gdy następnym razem zobaczysz myśl, że chcesz pojeździć na rowerze, to tego nie zrób. Wybierz coś innego.”- ale ja nie wsiadlem na rower bo zobaczylem taka mysl, tylko chcialem, to pojezdzilem. Najpierw chcialem, a potem pomyslalem, czy tam pojawila sie mysl.
“Możesz pomyśleć – czy naprawdę wierzysz w uzdrowienie? Czy wierzysz, że na nie zasługujesz? Czy wierzysz w cokolwiek co do tej pory przeczytałeś w KC?
A gdybyś wyzdrowiał – jak skorzystasz z tego zdrowia? Egoistycznie? Czy raczej z pożytkiem też dla drugiego człowieka?
Będziesz się dzielił hojnie tym, co Ci pomogło?” Wierze w uzdrowienie i wierze ze na nie zasluguje. W W to co jest napisane w KC tez wierze. Gdybym wyzdrowial, to nie wiem jak bym skorzystal z tego zdrowia. Nie myslalem o tym.
I poprzez porno miec jakas namiastke wlasnie seksu
Czy przez oglądanie reklamy hamburgera, którego jedzą inni, Ty masz namiastkę hamburgera?” Przeciez to nie to samo. Dobrze wiesz Piotrze.Przy porno sie masturbuje i umysl mysli ze uprawia seks z prawdziwymi kobietami. Tak pisales przeciez. A jak ogladam hamburgera, to nie mam zadnych doznac cielesnych. Moze troche slinka cieknie i czuje smak hamburgera, ktorego kiedys jadlem. Ale tak jak pisalem, to nie to samo.


Mietek

Czesc Piotrze. A jak rozumiec to, o czym pisze wielu nauczycieli duchowych, ze mysli tworza rzeczywistosc? Bodajze nawet pan Hawkins pisal, ze to o czym myslimy, manifestuje sie w naszym zyciu? Czy chodzi o to, ze dopiero jakas mysl zamanifestuje sie, jesli jej sie zlapiemy? Czy moze z myslami jest tak, jak w przypadku Jazni, ze jest jazn i Jazn? Czy w takim razie sa mysli i Mysli? Jesli myslenie odbywa sie samo, to w jaki sposob mysl moze sie zmaterializowac? Lester Levenson, chyba tez o tym mowil, ze mysl to energia i moze sie urzeczywistnic. Nie rozumiem tego stwierdzenia, ze “to o czym myslimy”, manifestuje sie w naszym zyciu. Czyli to my myslimy, czy myslenie odbywa sie samo?

Last edited 1 rok temu by Mietek
Mietek

“I na koniec pytanie do Ciebie – jaki problem planujesz rozwiązać tym pytaniem? Jakie jest Twoje dążenie? Jaki cel? Do czego potrzebujesz “Myśli”?”
Mam stwierdzone przez psychologa i psychiatre stany lekowe i depresje i problem polega na tym, ze mam tzw.”natretne mysli”. A mysli te dotycza mojego zdrowia, a raczej chorob i leku przed tymi chorobami. Ostatnio “dopadaja” mnie mysli, ze moge zachorowac na jakas chorobe oczu i oslepnac. Ostatnimi czasy rzeczywiscie pogorszyl mi sie wzrok i pojawily sie tzw. męty, ale widze wszystko normalnie. Troche bola te oczy, ale to boli mnie i kark i kregoslup czasami, brzuch itd. Chyba normalna rzecz, ze czlowieka cos boli czasem? Wydaje mi sie, ze sam sie nakrecam tymi myslami, a potem sie ich boje. Moze to wydac sie dziwne, ale rowniez boje sie isc do lekarza, poniewaz boje sie, ze rzeczywiscie stwierdzi u mnie jakas grozna chorobe, a ja sie wtedy zupelnie zalamie i pograze sie w jeszcze wiekszych stanach lekowych i depresji. Wracajac do tych “mysli”, to chodzilo mi o to, czy takie myslenie, badz trzymanie sie mysli, ze moge zachorowac, nie spowoduje rzeczywiscie, ze naprawde na cos zachoruje. Przypominajac sobie, o czym pisal dr. Hawkins w “Przywracaniu zdrowia”, ze istnieje samospelniajaca sie przepowiednja, zaczynam sie jeszcze bardziej bac, ze wywroze sobie jakas chorobe. Ale jesli to nie ja mysle, to juz sam nie wiem, co o tym wszystkim sadzic. Wiem, ze ostatnio zyje w ciaglym strachu i napieciu, ze moge zachorowac, a potem sie jeszcze bardziej boje, ze przez te nakrecanie sie tymi myslami, rzeczywiscie zachoruje. Ze sam sobie stworze chorobe. Probuje medytowac i uwalniac “Technika uwalniania”, ale te mysli nie daja mi spokoju. Ich jest tyle, jakby ktos strzelal nimi do mnie seriami z karabinu maszynowego. Eh… Jak ty to widzisz Piotrze?

Mietek

Jeszcze chcialbym sie odniesc do tego co napisales:
“A ja podkreślałem wiele razy – że intencja np. wzrostu do miłości zacznie wyciągać z podświadomości wszystko, co miłością nie jest.”
Otoz ja jakis czas temu prosilem Boga, aby mi pomogl/ pozwolil wzrosnac w swiadomosci do poziomu milosci bezwarunkowej. I jakis czas potem zaczely sie u mnie te stany lekowe, depresje itd. Czy to jest to, o czym piszesz, ze jest wyciagane ze mnie wszystko to, co miloscia nie jest. Jeszcze czytajac pana Hawkinsa, gdzie pisal, ze najwieksi mistycy zapadali na rozne choroby, to az sie boje, co sie dalej bedzie ze mna dzialo. W sensie, czy mozliwe jest, ze zachoruje na jakas chorobe, po drodze do poziomu wlasnie milosci bezwarunkowej. Chyba, ze te wszystkie dolegliwosci ktore mam, nie jest konsekwencja dazenia do milosci, tylko po prostu jestem chory przez to jak zyje, albo z jakichs innych powodow.

Mietek

“Na koniec dodam – nie odpowiedziałeś na moje pytanie – ” jaki problem planujesz rozwiązać tym pytaniem? Jakie jest Twoje dążenie? Jaki cel? Do czego potrzebujesz “Myśli”?”.”
Nie wiem wlasnie Piotrze, po co mi te mysli. Nie wiem i nie rozumiem tej calej koncepcji, ze to nie czlowiek mysli, tylko ze myslenie odbywa sie samo. Czesto wlasnie piszesz Piotrze, ze myslenie to procez ciagly i bezosobowy i mam rowniez wrazenie, ze tak troche szydzisz i wysmiewasz ludzi za to, ze mysla, ze to oni mysla. Jak w takim razie, taki zwykly, prosty, szary czlowiek, ktory jest ciagle zajety sprawami zycia codziennego, ma uswiadomic sobie, ze to nie on mysli? Przeciez to wyglada tak, ze mysli pojawiaja sie w glowie, wiec czlowiek uwaza, ze to on mysli. Czy to jest oczywista oczywistosc, a ludzie sa po prostu tacy glupi? Nie rozumiem tego. Ja, pomimo tego, ze czytam twojego bloga, pana Hawkinsa i ogladam pana Tolle-a, czasami medytuje, to i tak jakos trudno jest mi sobie uswiadomic, ze to nie ja mysle. Po co mi te mysli? Nie wiem. Widocznie po cos sa, skoro sie pojawiaja.
Co do reszty, to oczywiscie masz racje. Cale zycie sie zmagam, opieram, emocjonuje itd. Kiedys bylem uzalezniony od alkoholu, a teraz jestem od porno. Nie podoba mi sie to, jak wyglada moje zycie, ale nic nie robie, zeby to zmienic. Tylko sie zmagam. Ciezko wyjsc z tego calego gowna, ktore zbieralo sie praktycznie cale zycie. Ale staram sie. Lekko nie jest.

Mietek

Poszedlem wczoraj Piotrze do okulisty. Nie wiem, czy odpuscilem strach, czy sie przelamalem, ale zanim zadzwonilem zeby sie umowic, to sie caly w srodku trzeslem, nie mowiac juz o myslach jakie mialem w tym momencie, a potem trzeslem sie, czekajac caly dzien na wizyte. Nawet chcialem ja odwolac, ale tego nie zrobilem. Lekarz zrobil mi testy, w tym na jaskre, i nic nie stwierdzil. Mam tylko jakas lekka wade wzroku i astygmatyzm w lewym oku. Mam rowniez troche podwyzszone cisnienie w obu oczach i to mnie martwi. Mam wrazenie jakbym siedzial na bombie zegarowej. Jk na szpilkach. Jakbym czekal na skazanie. Niby wszystko jest dobrze, ale tak, jakbym nie znal ani dnia, ani godziny, kiedy jakas choroba oczu sie rozwinie. Co robic Piotrze? Ignorowac mysli, uwalniac? Czytalem “Przywracanie zdrowia” oraz sluchalem wykladow dr. Hawkinsa o zdrowiu, gdzie mowil, zeby patrzec na swiat przebaczajacymi oczami i zeby pokochac siebie i innych. Pani Louise Hay, takze o tym mowila i pisala. Jak pokochac siebie pomimo wszystko? Uwolnic wszystko co miloscia nie jest?
Tak samo, jesli nie podoba mi sie moje zycie, to jak sprawic, aby te zycie zaczelo mi sie podobac? Czy konieczna bedzie zmiana, typu wyprowadzenie sie z domu, zmiana pracy itd? Podobno nic z zewnatrz czlowiekowi szczescia nie da, wiec chyba mozna byc szczesliwym, nie zmieniajac nic w swoim zyciu? Co mam zrobic Piotrze, aby nie wpedzic sie w jakas grozna chorobe? Mam teraz na mysli oczy.
Czytalem jak pan Hawkins wyleczyl wzrok, ale nie bardzo to rozumiem, jak on i inne osoby, ktore zastosowaly ten proces, wyleczyly sobie wzrok. Czy moglbys Piotrze wyjasnic ten proces?

Mietek

Jeszcze chcialem Piotrze cos dopisac i prosilbym, abys sie do tego odniosl. Pal licho te moje leki przed chorobami. Wydaje mi sie, ze ten problem, ktory za chwile opisze, jest duzo wiekszy, niz moje leki przed chorobami. Do rzeczy. Otoz mieszkam z matka i z bratem. W sumie juz stary ze mnie chlop. Nie wyprowadzilem sie, nie zalozylem rodziny, nie mam nawet dziewczyny i to mnie trapi chyba najbardziej. Nie wiem, czy to sa mysli, ale caly czas, tak jakbym slyszal wewnetrzny glos:
” Powinienes miec swoja rodzine, powinienes byc samodzielny, nie powinienes mieszkac z matka i z bratem w takim wieku itp” i tym myslom, badz temu glosowi, towarzysza mysli typu:” ty nieudaczniku, p…zda z ciebie nie facet, niezdara itd”.
A ja caly czas nienawidze siebie wlasnie za to, ze nie zalozylem rodziny, nie wyprowadzilem sie itd. O co tu chodzi Piotrze i jak z tego wybrnac? Wyprowadzic sie i zalozyc rodzine? Ale ja nie wiem, czy ja tego chce. Nie wiem, czy ja to mam zaprogramowane, ze powinienem to i tamto. I obwiniam sie, ze tego nie mam, ze nie jestem taki i taki, a jestem inny itd. Czy to wstyd, ktory jest we mnie, czy cos innego? W niezlym szambie jestem Piotrze, z ktorego nie widze wyjscia. Dlatego sie boje, ze przez takie zamartwianie sie, obwinianie itd, rzeczywiscie sobie jakas chorobe wyszykuje. Eh…

Łukasz

Dostałem ciekawą wiadomość od kolegi, bo pytałem go jak to jest, że jedni oglądają pornografię i funkcjonują normalnie a drudzy tak jak ja totalny wrażliwiec, który po sesji z porno ma większe lęki i napięcia.

Musisz mieć świadomość tego, że każdy człowiek jest inny i ma inną strukturę psychiczną. Kiedyś czytałem artykuł, w którym naukowcy udowodnili, że wielu ludzi ma inną gęstość receptorów dopaminergicznych D2, a ta z kolei determinuje to, czy jesteś bardziej dynamiczny/odważny, czy raczej lękowy i mało społeczny. Przykładowo ludzie z fobią społeczną mają wadliwe receptory dopaminergiczne D2, które gorzej przyłączają dopaminę, stąd większa podatność na lęki.

Teraz wyobraź sobie, że ktoś ma problemy z przyłączaniem się dopaminy do receptorów D2 i do tego wali do porno, powodując tym samym jeszcze większą downregulację już i tak źle działających receptorów dopaminergicznych. Co się potem stanie? Ci ludzie odczuwają jeszcze większe lęki społeczne/napięcie niż przed wejściem w nałóg pornografii.

Pornografia i fapanie to czynności mega szkodliwe dla mózgu, ale te zniszczenia nie są jednakowe u każdego człowieka.
Ja osobiście wiem, że nie mogę do tego wrócić, bo w przeszłości miałem problem z lękiem społecznym i miewałem stany depresyjne. Zatem, jeżeli wiem, że mam pewną podatność, bo jestem “wrażliwcem”, to nie mogę sobie strzelać w kolano.

Inni faceci mogą sobie fapać do porno i nadal być mega dynamiczni i mieć duży social skill. Ja należą do tej grupy ludzi, u której pornografia i fapanie powoduje duże lęki społeczne i stany depresyjne, dlatego nie mogę nawet w małych ilościach do tego wrócić. Wielu ludzi na reddit’cie “nofap” opisywało dokładnie takie same doświadczenia jakie ja mam.

Pamiętaj, każdy z nas jest inny i inaczej reaguje na pornografię/fapanie, czy np. alkohol. Jednym to mało zaszkodzi, a innym już niewielka dawka spowoduje duże spustoszenie w psychice.

Jeżeli jesteś typem wrażliwca, który ma tendencję do reagowania lękowo na różne sytuacje, to trzymaj się z daleka od porno i masturbacji. Wg mnie należysz do tej samej grupy facetów, do której ja również należę, czyli musimy trzymać się od tego nałogu z daleka, jeżeli chcemy dobrze funkcjonować w życiu i społeczeństwie.

Paweł

Witaj Piotrze. Jak to jest Piotrze w koncu z tym uwalnianiem? Jak mam wzbudzic w sobie dana emocje, jednoczesnie ignorujac mysli? Ja mam takie momenty, ze jestem spokojny dopoty, dopoki sobie o czyms nie pomysle. Dopiero wtedy ujawnia sie dana emocja. Czy dobrze to robie? Moglbys wyjasnic po raz setny, bo moj pusty leb, nie za bardzo ogarnia?

Paweł

Czytalem Technike Uwalniania, ale i tak nie wszystko jest dla mnie jasne. Powiedzial bym, ze wiekszosci nie rozumiem. Pan Hawkins pisal, zeby uswiadomic sobie dane uczucie i w nim pozostac. No wlasnie- czy to chodzi o uswiadomienie sobie emocji np. smutku, gniewu itd, czy o uswiadomienie sobie jakiegokolwiek uczucia np fizycznego? Ja caly czas odczuwam taki jakby scisk w okolicach zoladka, splotu slonecznego. Czy ten scisk to jest uczucie, ktore mozna uwolnic, czy jest to opor, ktory stawiam jakiejs emocji? Jezeli jest to opor, to jak uswiadomic sobie, jakiej emocji ten opor jest stawiany? Dziekuje.

Paweł

Dzieki Piotrze. Zrobie tak, jak mi napisales. Pozdrawiam.

Paweł

Jeszcze Piotrze chcialem dopytac, zeby miec pewnosc, ze dobrze to robie. Czyli, jak odczuwam ten scisk w brzuchu, to znaczy, ze stawiam opor jakiejs emocji, tak? Czyli, jak odpuszcze ten opor/scisk, np. przez rozluznianie miesni brzucha, to emocja sie ujawni, poczuje ja i bede mogl ja uwolnic? Dobrze zrozumialem?

Paweł

Ja to Piotrze nie wiem, bo ten scisk, to ja mam praktycznie caly czas. Juz stal sie dla mnie ” chlebem powszednim”. Nie potrafie nawet sobie uswiadomic, w ktorym momencie mojego zycia sie pojawil. Po prostu jest i…. jest. Nauczylem sie jakos z nim zyc. Co do tego uwalniania, to uwalnia sie emocje, czy uczucia? Czy to jedno i to samo? Czy po prostu emocje sie odczuwa, jako jakies uczucie w ciele? Czy chcac uwolnic emocje, mam sie skupic na tym uczuciu w ciele? Pan Hawkins pisal, ze ta technika jest tak prosta… Widac nie dla mnie, hehe. Pozdrawiam.☺️

Paweł

I tak jeszcze dopisujac, to ja chyba zle zrozumialem, to co piszesz o puszczeniu sie emocji. Wydaje mi sie, ze ja probuje na sile sie puszczac emocji i za wszelka cene ich nie odczuwac, przez co chyba osiagam efekt wypierania i stawiam im opor. Tak mi sie wydaje, ale nie wiem.

Paweł

Ok Piotrze. Przeczytam jeszcze raz “Technike uwalniania” i zaczne stosowac sie do tego, co tam jest napisane. Dzieki.

Paweł

Czyli Piotrze mowisz (piszesz), zeby nie myslec, czy tam ignorowac mysli, a co w przypadku, gdy pojawiaja sie mysli na temat mojego zycia? Np. ze nie mam dziewczyny, ze nie mam dobrego wyksztalcenia, zeby znalezc dobra/ lepsza prace, ze nie mam swojego mieszkania itd itd. Mozna by encyklopedie napisac. A wiem, ze te mysli dotycza mojego zycia, bo przedstawiaja sytuacje w ktorej sie znajduje. Bo przeciez wiem, jak wyglada moja sytuacja i gdy pojawiaja sie mysli odnosnie tej sytuacji w moim zyciu, to tez mam ignorowac te mysli? Przeciez one przedstawiaja fakty, odnosnie mojego zycia.

Paweł

A czy Piotrze konieczne jest zidentyfikowanie uczucia, np. smutek, gniew itd, czy wystarczy, ze cos czuje i uwalniac to, bez uswiadomienia sobie, jakie to jest uczucie? Pytam, poniewaz czesto tak mam, ze nie za bardzo wiem, w jakim stanie emocjonalnym sie znajduje. Tak, jakby kilka emocji sie wymieszalo. Mam nadzieje, ze wiesz, o co chodzi.

Paweł

Ok. Dziekuje.

Paweł

Jeszcze chcialem Piotrze zapytac o jedna rzecz. Ktos juz tutaj zadawal podobne pytanie, ale nie moge w natloku tych wszystkich tematow teraz tego znalezc, a wyszukiwarka nie daje zadnych wynikow. Otoz caly czas odczuwam i uwalniam( przynajmniej tak uwazam, staram sie)i od jakiegos czasu mam straszne parcie na ogladanie porno i oczywiscie na masturbacje podczas. Ale to straszne. Jakies takie nasilenie, ze nie wiem, co sie dzieje. Ogladalem dotychczas w miare czesto, ale teraz to jest jakas tragedia. Od razu rano, po przebudzeniu, jak wroce z pracy i jeszcze wieczorem. Eh… Czy to moze miec cos wspolnego z uwalnianiem i ze wychodza ze mnie emocje, a ja staram sie je stlumic? W sensie, ze im wiecej odczuwam/ uwalniam, tym bardziej mam ochote na porno, zeby tych emocji nie odczuwac? Kurde zalamany jestem. Znaczy bylem caly czas, ale teraz to juz kaplica.

Paweł

A jak to jest Piotrze z odczuwaniem emocji wobec emocji? Chodzi mi o to, ze np. odczuwam smutek ( oczywiscie zakladajac, ze nie stawiam mu oporu) i z powodu tego, ze odczuwam ten smutek- odczuwam zlosc. Juz nie chce isc dalej i pisac, ze z powodu tej zlosci, odczuwam inna emocje i tak w nieskonczonosc. Do sedna- czy ta zlosc, z powodu odczuwanego smutku, da sie uwolnic, jak kazda inna emocje, czy trzeba najpierw uwolnic glowna emocje- w tym przypadku smutek? Chodzi mi o to, czy ta glowna emocja-smutek, nie jest jakby takim zasilaniem dla tej energii zlosci i nic mi nie da uwalnianie tej zlosci, dopoki nie uwolnie tej glownej energii- smutku i wowczas ta energia zlosci sama zniknie, poniewaz istniala ona jedynie, z powodu tamtej energii bazowej- smutku? Mam nadzieje, ze nie przekombinowalem zbytnio i sens zostal zachowany.

Piotrek

Cześć. Dużo ostatnio piszesz tych artykułów

1 Odnośnie mentalizacji- zauważyłem że dawno temu, gdy uczyłem się samoobrony, oraz jeszcze wcześniej(gdy wchodziłem w temat) to miałem takie myśli, bardzo ciężkie, że ,,nie zasługuję na bezp. fizyczne!”- Towarzyszyły temu ciężkie odczucia bezsilności(nawet potrafiło mi się śnić że walczę i biję przeciwnika ale moje ciosy nie robią żadnego wrażenia-bezsilność). Po latach jednak podjąłem się bardzo prostego, sprawdzonego treningu i gdzieś po roku mówiłem sobie: ,,W sumie jest ok.
Znowu na przełomie 2018/2019 roku robiłem prawo jazdy i też znowu ta bezsilność się pojawiła, wraz z poczuciem niezasługiwania(miałem jeszcze próbę w 2016 we wrześniu/październiku- wtedy te odczucia były max silne)

Wydaje mi się że może ta bezsilność troszkę osłabła ale w sumie czuję poirytowanie- czy to już tak będzie do końca? Że czegokolwiek się podejmę to będę miał poczucie bezsilności i mentalizację?

2 Piotrek napisałbyś artykuł o tym jak wychodziłeś z uzależnienia- chodzi mi o poznawanie ludzi. Z tego co wiem to w czasach uzależnienia miałeś dość toksyczne towarzystwo, jednak gdy już zdrowiałeś to prawdopodobnie zacząłeś poznawać nowych, zdrowszych ludzi. Napisałbyś o tym? Chodzi mi o to czy to nie było dziwne/szokujące doświadczenie wejść w relacje z innym typem ludzi niż dotychczasowo.

Pozdrawiam :)

Podobne Wpisy:
Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 2) – Rozwinięcie

Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 2) – Rozwinięcie

Witam Cię serdecznie! Oto druga część serii o gorszych dniach. Część pierwszą znajdziesz klikając na link poniżej: ► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 1) – Wprowadzenie. Gorsze dni to coś zupełnie normalnego i spodziewanego. Ten, kto uważa, że tylko kobiety mają to raz w miesiącu, jest w błędzie. Ponadto – ból w okresie miesiączki jest bezpośrednio… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 2
O Seksie (Część 3).

O Seksie (Część 3).

W dzisiejszym artykule poruszę pewną ciekawą kwestię. Mianowicie, odpowiem krótko na pytanie – czym jest seks? Prawda, że to ciekawe? Tak jak WSZYSTKO na tym świecie, seks ma wymiar fizyczny oraz metafizyczny (meta – ponad). Jest czymś więcej, niż tylko prokreacją. Dla niektórych osób nie jest nawet tym. Pozwól, że przytoczę Ci z czym najczęściej… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 2
Wpadka po 30 dniach. Mity i niezrozumienie

Wpadka po 30 dniach. Mity i niezrozumienie

Otrzymałem ostatnio taką wiadomość: “Piotrze, czy jeśli miałem wpadkę z porno i masturbacją po miesiącu, oznacza to, że zaczynam od nowa? Te emocje muszą znowu od nowa wychodzić? Czuję właśnie żal, że straciłem tyle czystych dni, ale w sumie nie jest tak źle. Zazwyczaj wpadam po dłuższych przerwach i wtedy lecę w ciągi, lecz teraz… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4
100 Dróg do Pokoju (13-15)

100 Dróg do Pokoju (13-15)

Witam Cię serdecznie i spokojnie! ;) Kontynuujemy pierwszą z trzech serii dotyczących dróg do pokoju, szczęścia i sukcesu! Zajmujemy się pokojem. Link do artykułu wprowadzającego znajdziesz poniżej! ► Seria „100 Dróg” – Wprowadzenie. Części 1-4 znajdziesz klikając na poniższe linki: ► 100 Dróg do Pokoju (1-3) – Przestań próbować zmieniać i kontrolować innych, Przestań chcieć… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0

WOLNOŚĆ OD PORNO