Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/

Witam Cię serdecznie!

Jednym z przekleństw częstej masturbacji oraz oglądania porno są problemy z erekcją. Nie tylko z utrzymaniem jej podczas seksu ale w ogóle posiadaniem twardego członka przy żywej kobiecie.

Wielu z tym problemem zaobserwowało również zmniejszenie członka. Zarówno w długości jak i grubości. Nie mówiąc o słabszych doznaniach – braku odczuwania przyjemności, bezpieczeństwa, luzu, etc. Oraz powiększający się lęk przed seksem, bliskością czy spełnieniem się jako mężczyzna w seksie i w życiu.

Jest to szczególny problem, gdyż wielu, jeśli nie większość mężczyzn, swojego penisa traktuje niejako jak godło własnej osoby, osobowości i wartości. Dla kobiety tym może być twarz, piersi, pupa, włosy. Dla mężczyzn prawie zawsze jest to wyłącznie penis.

Zauważmy, że piersi nie nazywa się “kobiecością”, a jednak na penisa mówi się “męskość”.

Jednak problemy te mają dobrą stronę – bo gdy zaczyna się dziać coś niedobrego z tym, co ma dla nas duże znaczenie, zaczynamy się zastanawiać, pytać, szukać odpowiedzi. Jest więc szansa, że właściwie połączymy fakty i poszukamy pomocy.

Podobnie z uzależnieniami – dzięki negatywnym konsekwencjom ludzie zaczynają się troszkę otrzeźwiać. Często dopiero gdy dostatecznie mocno zaboli. Nie musi ale niektórzy są tak uparci, że dopiero poważny ból zmusza ich do porzucenia dumy.

Więc problemy z erekcją powinniśmy traktować jak kubeł zimnej wody wylany na naszą głowę. A nie użyć ich jako kolejnego pretekstu do biadolenia jakie to życie jest straszne i trudne.

Czyli zwiotczały, sflaczały członek, który nie doznaje erekcji jest KONSEKWENCJĄ problemem(ów) i zaniedbań.

Aby zrozumieć z czego wynikają problemy z erekcją, najpierw w ogóle przeanalizujmy co to jest erekcja i jak do niej dochodzi.

Do erekcji doprowadza w dużym uproszczeniu poniższa sekwencja:

1. Bodziec. Dla mężczyzn jest to zazwyczaj aspekt wizualny – np. seksualnie pociągająca kobieta, pierś, pupa. Ale wcale nie musi. Może być to bodziec słuchowy, węchowy, nawet smak. Może to być też myśl, fantazja. A nawet dotykanie własnego penisa. To jednak nie wszystko. Bodziec musi zostać zarejestrowany przez świadomość. Co to znaczy?

To znaczy, że świat zewnętrzny rejestrowany jest przez świadomość. A jak już powinieneś/powinnaś wiedzieć z tego serwisu, świadomość to coś, co ewoluuje.

Doświadczamy świata i rejestrujemy go ze swojego poziomu. Ale przecież na nic już nie patrzymy w sposób niezanieczyszczony. Bowiem dotychczas zostaliśmy zaprogramowani tysiącami przekonań, opinii, itd. Dlatego nie rejestrujemy tylko bodźca ale automatycznie nadajemy mu sens, znaczenie, wartość, opinię, osąd. Nieraz nawet całą historię.

Bodziec może być więc obciążony niepotrzebnym wstydem, winą, żalem, strachem, oporem, negatywnymi przekonaniami, opiniami. No bo czy widząc atrakcyjną kobietę pozostajemy spokojni? Albo jesteśmy podekscytowani? A prospekt odpowiedzialności i rozwiązania swoich problemów w życiu cieszy nas? Jeśli nie, to mamy dowód, że to co rejestruje świadomość już zawiera “dodatki”, które narzucamy na ten bodziec.

Więc nie tylko musimy być świadomi ale też nie nakładać na to jakichkolwiek negatywności. Jeżeli to robimy, to to przepracować.

Dla jednego mężczyzny zobaczyć seksowną kobietę to źródło satysfakcji i ekscytacji, dla drugiego poczucia winy, strachu i oporu. A przecież ta kobieta nie jest źródłem ani jednego, ani drugiego.

A jeśli skupiamy się np. na unikaniu dyskomfortu, walce z niechcianymi emocjami, rozmyślamy o problemach w robocie, to rejestracja impulsu seksualnego jest kolosalnie ograniczona.

Miałeś kiedyś problemy, by się podniecić w klubie, w którym tańczy kilkadziesiąt atrakcyjnych kobiet? Ja miałem. Nawet poszedłem do toalety i próbowałem się pobudzić. Nic to nie dało.

To problem coraz bardziej powszechny. Bardzo dużo ludzi, nawet kobiety, zaczynają już nie tylko pić i palić ale zażywać różne inne środki nawet wliczając narkotyki.

2. Gdy bodziec erotyczny zostanie zarejestrowany, aktywuje to odpowiednie miejsca w mózgu. Co oznacza, że jeśli mózg niszczymy sobie oglądaniem pornografii, na tym etapie pojawi się blokada. I tu niezbędne jest totalne zrezygnowanie z pornografii, by umożliwić sobie regenerację mózgu. Co się dzieje podczas oglądania pornografii wyjaśniają darmowe filmy, które możesz otrzymać po zapisaniu się na mój Newsletter. Np. poprzez stronę główną Serwisu Wolność od Porno.

Niemniej zauważmy, że regeneracja mózgu to “tylko” i wyłącznie ten etap. A są jeszcze cztery inne. A teraz pomyśl, że nofap zajmuje się tylko tym, by za wszelką cenę zregenerować mózg. Jednak nie mówi nic o pozostałych etapach i powiązanych z nimi problemami. Dlatego dla 99% nofap nie działa, nawet jeśli go stosują. Bo problemy są bardziej rozległe, niż “tylko” zniszczony mózg.

Proste – jeśli pozostaniesz takim samym człowiekiem, który sobie zniszczył mózg i doprowadził do problemów z erekcją, to albo problem pozostanie, albo prędzej czy później go powtórzysz. Już pierwszy punkt wyjaśnia, że rejestrujemy tak naprawdę w większości własne opinie narzucone na świat, a nie fakty. Nikt nie rejestruje tylko seksownej kobiety. Bo gdyby tak było, to każdy doświadczałby w każdej okoliczności tego samego. A tak nie jest.

3. Sygnał następnie podąża rdzeniem kręgowym.

Sygnał odebrany najczęściej  przez zmysł wzroku podąża do mózgu, a następnie zaczyna podróż układem nerwowym po naszym organizmie. Zauważmy jaka droga czeka od głowy, czyli od góry, do miejsc intymnych, a więc – do dołu:

A) Czoło.

B) Oczy.

C) Usta.

D) Serce.

E) Brzuch.

F) Splot słoneczny.

Przypomnij sobie co mówiłem o czakrowym układzie energetycznym. Informacje znajdziesz np. w tym artykule: O Męskości.

Sygnał z mózgu przechodzi przez ośrodek mądrości, widzenia, ekspresji, kochania, działania, seksualności i dopiero dociera do ośrodka fundamentalnych potrzeb, którą jest m.in. rozmnażanie ALE NIEKONIECZNIE sam seks dla przyjemności. Przyjemność płynąca z seksu jest czymś nowym, dostępnym dla ludzi. Aby ją odczuwać w pełni, trzeba się troszkę rozwinąć.

Są nawet żarty, że kobieta przeżywająca orgazm rzuca się, krzyczy, kopie, drapie, gryzie, płacze, a orgazm faceta wygląda tak: “Uch…”. Ale tak wcale być nie musi. Co ciekawe doświadczenie orgazmu wydłuża np. krzyk, uśmiech, regularne oddychanie, a nie szybkie, płytkie i chaotyczne. Ale nie o tym jest ten artykuł.

Jeżeli na jakimś z tym etapów jest zbyt duże obciążenie, czyli nagromadzenie negatywności, sygnał zostanie obciążony, a tym samym osłabiony. Przykładowo – problemy w ekspresji własnych seksualnych potrzeb. Jeśli kobiecie ich nie przekażesz bez lęku i wstydu, no to tak jakbyś poszedł do restauracji i milczał. W ten sposób się nie najesz.

Ale mogą mieć też inny wymiar – np. wstyd względem własnego ciała, lęk przed oceną i dorzuceniem, etc. Wielu mężczyzn też odmawia sobie seksu i przyjemności, bo np. osądzają siebie za to co mają i co robią. A fundamentem tego jest osądzanie samego siebie jako człowieka i mężczyznę.

Trzeba to wziąć pod uwagę. Sama regeneracja mózgu, na której opiera się tzw. “nofap” to zdecydowanie za mało jeśli np. poważnie się osądzasz i zawstydzasz. No bo jeśli czekasz aby się przestać osądzać aż nie będziesz miał twardych erekcji, za brak których się osądzasz i których się wstydzisz, no to jesteś w błędnym kole.

Jeżeli też priorytetem nie będzie swobodna zabawa i ekspresja seksualności np. w klubie czy w łóżku, tylko coś innego, to też organizm i psychika nie oddadzą się w całości seksualnemu doświadczeniu. Wtedy to tak jakbyś próbował rozsmarować masło na zbyt dużej powierzchni.

4. Gdy sygnał dotrze do penisa, zaczyna się on przygotowywać do erekcji. Czyli poszerzają się tętnice i napływa do ciał jamistych krew. To umożliwia erekcję. Można powiedzieć, że jest to jak nadmuchanie balona. Jednak jak wiemy – to za mało. Bo gdy przestaniemy balon dmuchać, powietrze od razu zacznie uciekać. Trzeba zamknąć “wlot powietrza”. I to jest ostatni krok.

Jednak tutaj widzimy, że poprawnie musi działać cała mechanika krwiobiegu. Serce pompuje krew. Wszelkie obciążenia jak nadciśnienie, stres, różne zatory, etc. dodają swoje “3 grosze”.

Do tego jeszcze wliczmy np. palenie papierosów. Nikotyna zwęża naczynia krwionośne, przez co krew ma problem, żeby do nich wpłynąć i pozostać. Automatycznie nasze erekcje są więc słabsze i krótsze, a penis mniejszy.

Wszystko co rozpieprza nam ciśnienie, wpływa na przepływ krwi i wyprowadza nasz organizm ze stanu spokoju, będzie negatywnie wpływało na erekcje. Wliczamy więc gniewanie, frustrowanie się, obwinianie, życie w niepokoju, lęku, zamartwianie się.

A także, wbrew temu, co się może wydawać – pragnienie. Pragnienie to nie jest stan spokoju. Ekscytacja wyrzuca nas ze stanu harmonii. Chwilowo możemy czuć się bardziej pobudzeni, może nawet krew napłynie do penisa i będziemy mieli silną erekcję. Jednak jak wyjaśnia punkt 5 – posiadanie silnej erekcji to jeszcze nie sukces. Bo krew musi się w penisie zatrzymać.

5. Naczynia żylne członka muszą się skurczyć, by utrwalić erekcję, czyli uniemożliwić odpłynięcie krwi.

Tutaj ważną rolę odgrywa m.in. ciśnienie. Zwiększenie ciśnienia w ciałach jamistych uniemożliwia krwi odpłynięcie.

Pomijam całkowity opis biochemiczny, bo jest niezwykle skomplikowany i niepotrzebny. Zresztą zwykły ruch ręki, by się podrapać po nosie jest kolosalnie złożony.

Wiemy na pewno, że wszystkie obciążenia układu nerwowego, problemy z gospodarką hormonalną, zaniedbania emocjonalne przeszkadzają procesom, których jednym z rezultatów powinna być erekcja.

Jak mówiłem – super mocne podniecenie i pragnienie może doprowadzić do napłynięcia krwi do członka ale jeszcze temu daleko nie tylko do utrzymania erekcji ale też seksu i cieszenia się całym doświadczeniem.

Pamiętajmy – temu możemy tylko przeszkadzać. Te wszystkie procesy i mechanizmy dzieją się same. Jeśli są z tym problemy, sami do nich doprowadziliśmy. Nie mówię tego w formie obwinienia, tylko zwracam uwagę, że bez życia świadomego, szczerego, uczciwego i bez dążenia do harmonii, skazujemy siebie albo na wieczne zmaganie, lęki i frustrację albo/oraz uzależnienie od różnych środków. A jak wiemy – wpływ każdego regularnie przyjmowanego środka słabnie. Nawet oglądanie pornografii z czasem przestaje być dla nas podniecające. Bo to co nienaturalne mniej lub bardziej szkodzi.

Dlatego musimy zdać sobie sprawę co robimy, jak postępujemy i jakie to w rzeczywistości jest – wspierające zdrowie czy je degenerujące. Np. banie się osłabia cały organizm, wprowadza do psychiki niepokój. Opór, niecierpliwość, pragnienie kontroli – to wszystko jest niesprzyjające ani zdrowiu, ani erekcji. Sam brak radości, uśmiechu już negatywnie wpływają na doświadczenie seksualności.

A teraz wyobraźmy sobie, że często dokonujemy na sobie samogwałtu. Czyli nie tylko wywalamy z organizmu cenne i niezbędne składniki, osłabiamy się, zawstydzamy, obwiniamy ale też dokonujemy masakrę mechaniczną ciała – nie tylko niszczymy mózg ale jeszcze zgniatamy członka, co uniemożliwia wypełnienie go krwią. Zapewne odczułeś kiedyś po zbyt mocnym ściśnięciu penisa jakby coś z niego odpływało. To właśnie krew. Czyli przez zbyt silne ściskanie członka, negatywnie wpływamy na swoją erekcję.

Do tego dochodzą wszystkie powody masturbacji i oglądania porno oraz wszelkie tego konsekwencje. Stresy, lęki, obwinianie, wstyd, frustracje, gniew, pragnienia, poczucie braków, beznadziejności, zmęczenie fizyczne i psychiczne, postrzeganie się bez miłości – np. jak bezwartościowego robaka…

Główną przyczyną problemów z utrzymaniem krwi w członku jest stres. A stres, jak nieraz mówiłem, to nie rzeczownik, tylko czasownik. Stres nie może istnieć bez naszego zmagania się, osądu, niechęci do tego co czujemy. Stres utrzymujemy my wewnętrzną walką.

Pomyśl – np. sądzisz, że seks rozładowuje napięcie. Liczysz, że sobie pobzykasz i będzie Ci lepiej. No ale to napięcie to już konsekwencja problemów, które wpłyną na erekcję – jej siłę, czas utrzymania, doświadczanie przyjemności. Przyczyna jest negatywna. Próbujesz użyć seksu do czegoś, do czego nie powinieneś go stosować. W konsekwencji napięcie wcale nie zniknie, a Ty się jeszcze bardziej sfrustrujesz, popadniesz w beznadzieję i/lub obwinisz partnerkę. Jej też nie będzie za fajnie.

Są ludzie, którzy mają seks i w ogóle nie doświadczają ani przyjemności, ani radości. To jest dla nich tylko takie mechaniczne, typowo zwierzęce. Tylko że używają antykoncepcji. Więc w ogóle totalnie bez sensu. Jednak problemu nie stanowi seks.

Gdy weźmiemy to wszystko pod uwagę, zaczynamy rozumieć dlaczego na penisa mówi się “męskość”. To oczywiście niepełne określenie.

Bardziej pasuje – “barometr dla męskości”. Czyli –

“erekcja to barometr zdrowia mężczyzny”.

Bez zdrowego, naturalnego sygnału, kochania siebie i kobiety za pociąg ale też bez zdrowego serca, które przecież pompuje krew, bez działania, inicjatywy, bez radości, swobody, etc. pojawią się problemy z erekcją.

Tego nie można oszukać. Nie można wymyślić sobie innej rzeczywistości. Problemy z erekcją mogą więc sygnalizować, że za dobre i pozytywne uważasz coś, co takim nie jest.

Problemy z erekcją to dla Ciebie informacja, że musisz poszukać gdzie leży ich prawdziwa przyczyna.

Ok, jeśli masz problem z erekcją – co zrobić?

Tak jak w przypadku każdej dolegliwości, należy najpierw przeprowadzić diagnozę. Rozróżnia się 5 obszarów, które odpowiadają za erekcję:

A) Naczyniowy. Jak mówiłem – naczynia żylne członka wypełnione krwią to właśnie to co stanowi wzwód. Najpierw krew musi do nich napłynąć, a następnie musi w nich zostać. Jednak przecież krew napływająca do członka nie pojawia się nagle. Członek to przecież element całego organizmu. Krew płynie przez cały układ krwionośny. A jego główną pompą jest serce. A co jest najzdrowsze dla serca? Nie tylko spokój i radość ale też ruch. Jednak tego nie można pozostawić domysłom. Jeśli są problemy w tym obszarze lub je podejrzewamy – gnajmy do specjalisty.
B) Hormonalny. Hormony, jak i działanie mózgu i w sumie każdej części ciała, wliczając narządy wewnętrzne, to REPREZENTACJA świadomości. Do pewnego momentu rozwoju jesteśmy od nich zależni. Dlatego pomogą np. zastrzyki hormonalne. Jednak zastrzyk to nie jest rozwiązanie. To jest pomoc. Trzeba rozpoznać z jakim hormonem jest problem i co ten hormon reprezentuje.

Przykładowo testosteron to reprezentacja poczucia siły, sprawczości, odwagi. Czyli tego, co utożsamia się z męskością. Nie bez powodu nazywany jest hormonem męskim. Ale nie dotyczy to płci, tylko tych jakości ekspresji życia, którym przede wszystkim mężczyzna powinien dawać swobodnie ekspresję. Testosteron u mężczyzny produkowany jest w jądrach. A problemy z nimi reprezentują ogólny lęk przed byciem mężczyzną. Nie bez powodu na lękliwość i brak odwagi mówi się “nie masz jaj”. To oczywiście bzdurne, niedojrzałe, płytkie i niekompletne określenie. Bardziej poprawne powinno brzmieć – “nie pozwalasz zdrowo pracować swoim jądrom”. Oraz – “nie pozwalasz sobie żyć odważnie”.

Tarczyca – nadczynność jest efektem wściekłości na siebie, niedoczynność jest efektem rezygnacji oraz poczucia beznadziejnego zdławienia. A więc główne emocje do uwolnienia to gniew i te względem, których czujemy się bezsilni. Zapewne lęk. Konieczne jest też przeanalizowanie co w świecie zewnętrznym postrzegamy przez pryzmat bezsilności czy beznadziei.

Nadnercza – problemy z nimi to najczęściej efekt defetyzmu, niepokoju, zaprzestania troski o siebie, złości na siebie oraz generalnego braku troski, niedożywienia emocjonalnego.

To się nie dzieje z dnia na dzień. Rozregulowanie hormonalne potrzebuje zazwyczaj dłuższego czasu zaniedbań. U wielu jest to całe życie. I dlatego potrzebny jest holistyczny rozwój jako istota ludzka – jako mężczyzna. Każdy zaniedbany obszar zewnętrzny jak i wewnętrzny trzeba zacząć uzdrawiać. Zaczynamy od wzięcia za niego odpowiedzialności, akceptacji, diagnozy i planowania.

Co to jest hormon? Hormon to związek chemiczny niosący informacje odpowiadające za regulację procesów w organizmie. No tak ale za informacje odpowiadamy my. Np. Kelly McGonigal (psycholog i wykładowca na Uniwersytecie Stanforda) w swoim wystąpieniu na TED o strachu mówi, że w zależności jak ocenimy emocję strachu – np. jako złą, to nasz organizm zareaguje na nią zupełnie inaczej. Jeśli strach uznamy za sprzymierzeńca, to organizm zostanie wzmocniony. Jeśli strach uznamy za przeciwnika, organizm zareaguje jakby był atakowany od wewnątrz. Udowodniła ona, że nie emocje szkodzą, tylko nasze ich postrzeganie jako przeciwników. Udowodniła to dzięki wyjściu z ogólnie przyjętej konwencji emocji i ich korelacji ze zdrowiem fizycznym i psychicznym. Opuściła bardzo wąskie mury percepcji i analizy naukowej.

Dlatego wyjaśniałem, że cały nasz organizm – poziom fizyczny – reprezentuje poziomy wyższe. Przede wszystkim świadomość. Postrzeganie emocji wpływa na nie, na to jak na nie zareaguje organizm, czyli też jak będzie się przejawiała nasza fizyczność. Np. w towarzystwie pięknej kobiety będziemy relaksowani i radości, czy spięci niespokojni? Nie piękna kobieta jest tego źródłem.

Tak jak i żadna kobieta nie jest źródłem naszego podniecenia. Podniecić się możemy elementem bielizny. Co więc z samym bodźcem seksualnym i jego rejestracją przez świadomość? Co widzimy? Co chcemy widzieć?

A myślenie i myśli to coś jeszcze innego. Wpatrywanie się w nie dodaje tylko jeszcze więcej problemów i pomieszania z poplątaniem.

A jednym z fundamentalnych kroków tzw. uwalniania emocji jest porzucenie wszelkich osądów dotyczących emocji i patrzenie na nie jak na bezosobową energię.
C) Neurogenny. Co najbardziej obciąża układ nerwowy i energetyczny zwany czakralnym? Opór i zaniedbania emocjonalne. Walka z emocjami nazywana jest stresem. Ale mało kto rozumie co to jest stres. Stres to przede wszystkim czasownik, nie rzeczownik. Stres nie może istnieć bez naszej walki z tym co czujemy i co osądzamy jako złe.

Nie dziwne – jeśli żyjemy tak jakby w każdym momencie w naszym ciele miało się stać coś, co zagrozi naszemu spokojowi, a nawet życiu, no to nasz organizm będzie żył jakbyśmy byli na wojnie. A ile osób patrzy na płcie jako “przeciwne”? No, jak w drugiej płci masz coś przeciwnego sobie, to też nie dziw się, że nie jesteś spokojny/a i możesz mieć problemy z osiągnięciem podniecenia seksualnego.

To nie wszystko. Tu możemy też zaliczać fizyczne uszkodzenia nerwów, mózgu, kręgosłupa, etc. W takiej sytuacji potrzebna jest konsultacja ze specjalistą i jeśli trzeba – leczenie.
D) Pourazowy. Wszelkie urazy fizyczne, czyli mechaniczne i psychiczne jak np. traumy czy poważne zaniedbania emocjonalne, silny opór, świadomość ofiary, etc. trzeba traktować priorytetowo. Jeśli wymyjesz brudną ale pękniętą wannę, to nadal nie wypełnisz jej wodą. Trzeba zająć się uszkodzeniami strukturalnymi.

Tej “wanny” wymienić nie można.
E) Psychogenny. Najczęściej są to tzw. “kompleksy”. Czyli w wielkim skrócie – osądzanie siebie i/lub czegoś w sobie. Odtrącanie tego. Ale nie tylko. Są tu też lęk przez zajściem przez partnerkę w ciążę, zahamowania religijne, etyczne, moralne. Innymi słowy – gdy w swojej seksualności, ciele czy seksie widzimy coś złego, brudnego, niedobrego, to nie liczmy, że doświadczenia seksualne będziemy mieli przyjemne. O ile w ogóle sobie na nie pozwolimy.

Zobaczmy jak wielki jest to problem, gdy człowiek mówi, że oglądając porno i masturbując się popełnia ciężki grzech – czyli zawodzi Boga na całej linii. Wow! Zawodzisz Stworzyciela świata i Dawcę Życia na całego! No nic, tylko sam Bóg jest zasmucony Tobą, rozczarowany, odwraca wzrok, brzydzi się, etc. Zgadza się?

A mogę wiedzieć skąd to wytrzasnęliśmy? Toż to przecież bzdura. Jeśli lekarz, zwykły człowiek, może współczuć drugiej osobie, która wyrządza sobie krzywdę, to dlaczego uważamy, że rozczarowujemy Boga czyniąc sobie krzywdę? Toż to przecież banialuk, aż głowa mała.

Grzech to błąd. Ciężki grzech to poważny błąd. Poważny, bo niesie za sobą poważne konsekwencje. A nie rozczarowuje Boga. Powiedz mi – rozczarowałeś/aś kiedyś Słońce? A może rozczarowałeś/aś grawitację, naturę? Nie. Bo to nie jest możliwe. Tak samo i Boga nie można zdenerwować, ani rozczarować. Ale każda decyzja niesie ze sobą bezosobowe konsekwencje. Za które odpowiadamy wyłącznie my. Nieświadomość w pewnym sensie stanowi czynnik łagodzący ale z drugiej strony nieświadomość, że alkohol szkodzi nie ochroni Cię przed upiciem, straceniem przytomności, zatruciem, wymiotami, kacem. Ani uzależnieniem.

Poza tym nie ma nigdzie słowa, że masturbacja i oglądanie pornografii to ciężki grzech. Z tego co pamiętam z nauk, to ciężki grzech to taki wybór, który łamie 2 lub więcej przykazań. Jakie przykazania łamie masturbacja?

Żadnego. To “tylko” nagonka na życie przyjemne, spokojne, pełne miłości, cieszenie się tym, co życie ma do zaoferowania. Religia nauczy, żeby nie osądzać. Ale takie osoby mają to gdzieś. Jezus nauczał, by osądy pozostawić Bogu, bo nie tylko nie jesteśmy do nich zdolni ale też one kolosalnie szkodzą. No ale co to obchodzi taką osobę? Jej opinie są priorytetowe. Jak ona uważa, że zawodzi i rozczarowuje Boga, bo przecież tak się czuje i tak myśli, to tak musi być…

Albo jeszcze inaczej – ludzie mówią, że zawodzą siebie… To też taki wewnętrzny dramat – najpierw stawiamy sobie oczekiwania, których nie spełniamy, a następnie się za to obwiniamy, wstydzimy, zaczynamy coraz bardziej nie lubić lub nawet nienawidzić. I to takie bezsensowne staczanie się coraz niżej.

To czego się w ogóle nie zaznacza to to, że nagminna masturbacja i oglądanie porno już wynikają z istniejących, poważnych problemów. Dlatego jest to ciężki grzech – bo ignorujemy to wszystko. A konsekwencji nie unikniemy. Które są poważne i coraz bardziej poważne. Jedną z przyczyn jest niedojrzałość, np. w postaci dumy.

Dodawanie do tego wstydu, winy, lęku przed karą czy potępieniem jest kolosalnym błędem. Bo zatrzaskuje człowieka właśnie we wstydzie, winie i lęku. A także dochodzi nienawiść do siebie za to, że robimy to czego się tak wstydzimy, za co się obwiniamy i nienawidzimy. No bo przecież oglądamy porno, by się tak nie czuć. To błędne koło.

A człowiekiem już tak jest, że jak zobaczy, że w kółko robi coś, co przecież osądza jako złe, to w końcu uzna siebie za złego. I już w ogóle przestanie mu zależeć na poprawie. No nie błędne koło i ślepa uliczka? Pewnie że tak.

Moje pytanie brzmi – czy masturbując się na pewno zawodzimy Boga? Kto Ci to powiedział? Skąd ta osoba to wie? A może sam Bóg Ci to powiedział – “Wiesz Darku, zawiodłeś mnie tym, że się dzisiaj masturbowałeś. Kasuję twój numer z komórki i nie przyjdę na twoje urodziny. Ech.”

Jeśli tak sądzimy, no to i w temacie wyznania potrzebny jest poważny porządek i wydoroślenie. Bo trzymamy się jakichś bzdur, których pewnie nasłuchaliśmy się jako dzieci od pełnych wstydu, winy i lęku fanatycznych ludzi, którzy powtarzali to, co usłyszeli od innych pełnych wstydu, winy i lęku fanatyków. Masa moich klientów, czyli ludzi uzależnionych, którzy dojrzewali w rodzinach fanatycznie religijnych, była zawstydzana, karana, programowana lękiem przed potępieniem. Przyjemność była zakazywana i karana. To jest tak odległe od zdrowia, czyli miłości jak się tylko da.

Viagra tego tematu nie uzdrowi. Nofap też nie.

A zamiast zawodzić siebie, wybieraj uczciwość, odpowiedzialność, akceptację.

Przypominam – fundamentem grzechu jest opór i przywiązanie.

Czyli – jeśli masturbujesz się, by “rozładować napięcie”, które jest efektem wstydzenia się siebie oraz zawstydzania siebie i jednocześnie wstydzisz się tego, że się masturbujesz, to widać, że jednocześnie opierasz się wstydowi jak i się do niego przywiązałeś/aś.

Gdy zajmiesz się zarówno oporem jak i przywiązaniem oraz uwolnisz energię wstydu, zniknie potrzeba masturbacji. Czyli zniknie grzech. I będziesz mógł/mogła już masturbować się w sposób zdrowy – czyli będzie to świadomy wybór, którego intencja będzie pozytywna. Np. danie sobie prawdziwej przyjemności, cieszenie się swoim ciałem, eksploracja własnej seksualności. A jeśli się wstydzisz i obwiniasz za masturbację, to tylko dodajesz oliwy do ognia. Nie w samej masturbacji jest problem. Osądzanie masturbacji jako złej jest nie tylko błędem, pogłębieniem problemu ale też jest brnięciem w negatywnym kierunku. Religia, która złego słowa nie ma do powiedzenia na temat seksu i masturbacji, uczy też, by nie osądzać nic i nikogo.

A wiesz, że przykazanie “nie pożądaj żony bliźniego swego” czy jakakolwiek inna translacja, nie zakazuje tego dlatego, bo Cię czeka za to potępienie, tylko to już wynika z jakiegoś problemu lub wielu? Zazwyczaj fantazjujemy o innych ludziach, bo sami czujemy się osądzani, odtrącani, niechciani, boimy się, obwiniamy siebie lub bliską osobę – partnerkę lub partnera. Do tego hipnotyzujemy się mentalnym bełkotem totalnie bez świadomości co się dzieje. Pragniemy od tego uciec, a najlepszym pomysłem wydaje się inna osoba. No tak, tylko to problem stricte wewnętrzny. Nawet podróż na inną planetę go nie rozwiąże. I niejeden mój klient, który “skakał” z kobiety na kobietę widział to, choć nie zawsze wiedział co widzi.

Zdrada nie tylko rozpieprzy Ci związek ale dodatkowo obciążysz się wstydem, winą, żalem, gniewem na siebie i ponadto dalej nie rozpoznasz faktycznych przyczyn, przez które w ogóle doszło do zdrady. Temat więc się powtórzy. Dlatego religia zwraca uwagę, że to jest grzech, błąd. Bóg Cię za to nie ukarze. Sam(a) to sobie zrobisz.

Jak widzisz po raz kolejny – problemy z erekcją stanowią konsekwencję braku zdrowia w jednym lub większej ilości obszarów. Każdy z nich można przebadać, zdiagnozować i trwale uzdrowić. A nie czekać X dni, aż się mózg zregeneruje. No zregeneruje i co? I nic. Bo to tylko jedna część. Jeśli tylko z nią był problem, to regeneracja mózgu rozwiąże problem. Ale w 99% przypadkach to nie jest jedyny problem.

Zdrowy mózg jest niezbędny ale to nie wszystko.

Zapamiętaj sobie – wbrew nazwie i temu co się powszechnie sądzi –

żaden lek nie leczy.

Tak się tylko wydaje, gdy jakiś objaw znika lub zostaje ograniczony. Każdy objaw chorobowy ma swoje podłoże w tym, czego lek nie może wyleczyć. To możemy wyleczyć tylko my, generalnie rzecz ujmując – miłością. Tak, tak wiem, że pewnie z połowa czytelników skrzywi się, mlasknie pod nosem lub gorzko zaśmieje. Jeśli jesteś taką osobą – sam sobie odcinasz drogę do fundamentu zdrowia.

Droga miłości NIE WYKLUCZA dbania o siebie na każdym poziomie – czyli z uwzględnieniem leków, terapii, odżywiania, sportu, etc. Wręcz tym właśnie jest – no bo dlaczego kochający siebie mężczyzna miałby nie iść do lekarza jeśli na coś choruje lub miałby nie uprawiać sportu, by mieć silne, sprawne ciało? Czy brak uprawiania sportu i dbania o swoje zdrowie jest/może być efektem pozytywnych intencji? Czy ma zdrowe podłoże? Nie. Czy biadolenie, granie ofiary, banie się jakiegoś problemu jest zdrowe? Nie jest. Nie jest też bezpieczne.

Ponadto każdy z tych obszarów przenika się z innymi. Przykładowo – obciążenie psychiki, szczególnie emocją lęku, i opieranie się tej emocji, czego technicznym określeniem jest “stresowanie się”, kolosalnie wpływa na zdolność rozszerzenia naczyń krwionośnych jak i skurczenie po wypełnieniu krwią.

Dlaczego? Bo w przypadku zagrożenia (konsekwencję percepcji zagrożenia jest lęk) zgromadzenie krwi w jednym miejscu ciała stanowiło szczególne niebezpieczeństwo. Szczególnie w najbardziej wrażliwym, podatnym na zranienie, bo nieochronionym w żaden sposób, gdy przecież jego rolą jest intymne połączenie z drugim człowiekiem – w penisie.

Wystarczyłaby zadra na penisie w czasie erekcji i mężczyzna by się wykrwawił. Poza tym przypomnij sobie drogę jaką musi przebyć sygnał seksualny. Jeśli nie ma swobody, to się zatrzyma. Jak mocno ściśniesz sobie nadgarstek, to w wkrótce pojawią się problemy z dłonią.

Więc podczas doświadczania niebezpieczeństwa (przypominam, że my wybieramy co postrzegamy jako niebezpieczeństwo – jako dziecko nie mamy w ogóle żadnych opinii o tym), organizm skupia się na walce lub ucieczce. A nie uwrażliwieniu ciała, psychiki, otworzeniu się na wszelkie doznania, ukrwieniu narządów czucia, połączenia i przekazywania oraz odbierania przyjemności oraz energii. Wręcz przeciwnie – ciało się napręża, szykuje do walki – do zadawania i otrzymywania ciosów. Zmniejsza zdolność odczuwania. Funkcje psychiki ograniczają się niemal do binarności – bić pięściami lub zwiewać gdzie raki zimują.

Jeśli więc masz zaniedbania emocjonalne, szczególnie lęk, z którymi walczysz, to problemy z erekcją będą stałym objawem w Twoim życiu. Aż się tymi zaniedbaniami nie zajmiesz. Nie na ślepo. Najpierw je trzeba rzetelnie zdiagnozować.

Zobaczmy więc jakim błędem jest np. lęk przed oceną, wyśmianiem, odrzuceniem po nieudanym seksie. No sami skazujemy się na ten los, bo bojąc się automatycznie obciążamy psychikę i ciało, co w konsekwencji doprowadzi do problemów z erekcją. Czyli spełni się przepowiednia, której się lękamy.

Dojrzałość emocjonalna, wyjście ze świadomości ofiary, zakończenie biadolenia, osądzania siebie i innych, skończenie z zazdroszczeniem, porównywaniem się, martwieniem, etc. to fundamenty poprawy zdrowia seksualnego.

Każdy, kto przeanalizował swoje wybory i ich konsekwencje, dostrzegł, że kierując się lękiem zawsze doprowadzał do tego, czego się bał. Nie dziwne, że są ludzie, którzy uważają całe życie i/lub Boga za odmawiające, trudne, że ich życie jest pełne braków, w tym brakuje satysfakcji i realizacji celów. Bo kierowanie się lękiem prowadzi do braków.

Seks można powiedzieć, że to wymiana. Wymiana tego co pozytywne. To dawanie siebie drugiej osobie. Najlepiej nie oczekując niczego w zamian. Ale jeśli ten “produkt” w naszych oczach jest wadliwy, zły, gorszy i wcale nie chcemy go nikomu dać, bo się wstydzimy coś takiego komuś podarować, no to nie liczmy, że będziemy mieli seks lub będzie dla nas satysfakcjonujący. Ani dla partnerki, która jest podczas seksu szczególnie wrażliwa na płynącą energię.

Każdy może oczywiście szukać sobie dróg do dalszego narzekania. Np. “mam małego penisa”. No ok ale i tu są rozwiązania. Są ćwiczenia na powiększenie i długości, i szerokości. Są ćwiczenia na orgazm bez wytrysku, czyli możliwość utrzymania erekcji tak długo jak wystarczy nam siły. Możesz ćwiczyć palce, język. Możesz zostać mistrzem seksu z “małym” penisem. Który wcale nie musi stanowić żadnej przeszkody w satysfakcjonującym seksie i dla Ciebie, i dla partnerki. Nawet jak masz penisa 5 cm to są kobiety, które to kręci.

Poza tym w moim przypadku życie we wstydzie, winie, lęku, granie ofiary, odzieranie siebie z szacunku, miłości, godności i częsta masturbacja przyczyniły się do skurczenia penisa o kilka cm. Więc nie jest wykluczone, że Twój penis zyska całkiem niemało, gdy rozwiążesz swoje wewnętrzne problemy.

Więc możesz też siebie w pełni zaakceptować i kochać. I przestać sobie nareszcie podcinać jaja na każdym kroku.

Możesz ale nie musisz. To Twój wybór.

Raz jeszcze podkreślę – erekcja to reprezentacja zdrowia. A facet zdrowy to facet zadowolony z tego jaki jest. Czyli przede wszystkim NIEOSĄDZAJĄCY SIĘ. Ale żyjący rozsądnie. Każdy problem powinien szczerze i uczciwie rozwiązać.

Jednak jeżeli w Twoich oczach Twój penis to jak miecz, którym musisz walczyć o swoją wartość, znaczenie i sens Twojego życia, ściskać go z całych sił, nigdy nie puszczać, wpychać głęboko w potwory i dziewice, no to kapkę nie ta bajka. Jeśli skazujesz się na cierpienie, to będziesz cierpieć. Żadnych tajemnic tu nie ma. Penis nie jest od tego. To nie jest ani przyczyna Twoich problemów, ani ich rozwiązanie. To barometr. To reprezentacja. Mądrze odczytuj sygnały jakie Ci daje i zajmij się faktycznymi przyczynami.

Zamiast też fantazjować o wielkim penisie, który uczyni Cię łóżkowym komandorem żeglug po oceanach rozkoszy, zacząłbym się uczyć jak uprawiać seks. Nauczyłbym się jak dotykać i całować kobietę. Nauczyłbym się jak rozmawiać z kobietami. Przypominam, że to co robią w porno to aktorzenie i to najczęściej osób z poważnymi problemami. To nie jest zdrowie. To nie jest szczęście. Z filmów porno nie wyciągniesz nic co pomogłoby Ci w normalnym, zdrowym życiu.

Jeśli masz partnerkę i boisz się ją zawieść – to czy swobodnie o tym mówisz? Już praktycznie na samym starcie drogi impulsu seksualnego jest poważne obciążenie – widzenie czegoś złego, lęk, wstyd i poczucie winy w ekspresji (gardło) swoich zmartwień co rzutuje na ograniczenie zdolności kochania siebie (serce). Rozwiązanie? Powiedz jej o tym. Poproś ją o pomoc. Porozmawiajcie. Zmierz się z tym lękiem i wstydem. Wypłacz się. Porzuć zbroję. Niech kobiece ciepło Cię wesprze.

Jeśli jesteśmy dla siebie sadystą, no to nie oczekujmy od organizmu zdrowia.

Pamiętaj – cały organizm to jednolity układ. Jeśli jeden aspekt jest zaniedbany, mniej lub bardziej dotyka to reszty. Dlatego jeśli np. biadolisz na robotę, to spodziewaj się np. gorszego seksu lub problemów z erekcją. Jeśli zamierzasz się usprawiedliwiać i zwalać odpowiedzialność poza siebie za swoje reakcje, to nie tylko Ci nie pomoże ale też zamknie drogę do korekty, a tym samym – uzdrowienia/zdrowia.

Jeżeli po tym wszystkim powiesz sobie – “no ale to wszystko skomplikowane, a ja chcę tylko mieć normalne erekcje”, to odpowiedź jest prosta – żyj zdrowo, bądź szczęśliwy i spokojny.

Czyli – jak wyjaśniam w artykule: 100 Dróg do Szczęścia (7-9): (niedługo będzie dostępny)

Szczęśliwość = pełne życia i aktywne dziecko, zintegrowany dorosły oraz całkowicie kochający i akceptujący rodzic.

To jedno zdanie stanowi rozwiązanie problemów z erekcją (z wyłączeniem uszkodzeń mechanicznych).

Jeśli chcesz mieć fajny seks, kochaj siebie, kochaj życie i żyj mądrze, rozsądnie. Kochaj innych.

Ale jeśli sądzisz, że nie możesz kochać siebie, bo nie miałeś fajnego seksu i jeszcze brak fajnego seksu uniemożliwia kochanie siebie – no to tylko Ty sobie położyłeś tę kłodę na drodze.

Już Arystoteles (kalibracja 498; dla porównania – Einstein 499) zauważył ponad 2300 lat temu, że szczęśliwość nie polega, ani nie bierze się z uciech, ani rozrywek ale z cnotliwych zajęć. Mądrzy przedsiębiorcy XX i XXI wieków zauważyli, że szczęśliwość bierze się ze służenia innym. Im więcej dajemy miłości, tym więcej jej mamy by dawać. Tak samo z radością, spokojem. Ludzie w szczęśliwych, dojrzałych relacjach również mogą potwierdzić, że dzielenie się miłością jest fundamentem szczęśliwości. Im bardziej bezwarunkowa, tym jest lepiej pod każdym względem.

Wyjaśniałem, że esencja niczego na tej planecie się nie zmienia. Czas nie gra roli. To co ważne i aktualne 2000 lat temu czy 20 000 lat temu jest tak samo aktualne i tak samo ważne dziś i będzie tak samo aktualne i ważne za kolejne 2000 lat.

Masz na tym Blogu ogromną serię o cnotach. Korzystaj.

Seks to dzielenie się życiem. Jeśli życia nie kochasz, to i doświadczenie seksu będzie marnej jakości. Bo to ekspresja radości własnego istnienia. Tylko oczywiście wiąże się z drugą osobą, dlatego wymaga dojrzałości – wzięcia pod uwagę drugiej osoby i jej dobra, jej potrzeb, jej pragnień. A żeby to poznać, potrzebna jest szczera, otwarta komunikacja. Co też jest cnotami.

Seks błędnie nazywany jest “uprawianiem miłości”. Bo często nie tylko nie ma z nią nic wspólnego ale też pobudki seksualne stanowią konsekwencję braku miłości. Masa ludzi nigdy nie doświadczywszy miłości sądzi, że pożądanie, czyli pragnienie drugiej osoby to miłość. Nie, to miłością nie jest i też często stanowi kierunek przeciwny.

Oczywiście nie ma nic złego w pożądaniu kogoś. Ale jak zwykle może się to przerodzić albo w obsesję, albo kompulsję, której konsekwencją będzie degradacja własnego obrazu siebie. Co też wynika z oporu względem czegoś i przywiązania do czegoś innego. Przypominam, że opór i przywiązanie to fundament grzechu.

A jeżeli jeszcze zakładasz, że siebie kochać, szanować, akceptować, nawet lubić możesz dopiero, gdy będziesz mieć seks, no to tak jakbyś powiedział, że nie wejdziesz do samochodu, dopóki nie będziesz potrafił świetnie prowadzić.

Trzeba dojrzewać, ewoluować w świadomości… A nie szukać cały czas usprawiedliwień. Właśnie zobaczyłem, że film na Youtube zatytułowany “Jak oszukałem swój mózg, by zaczął lubić trudne rzeczy” ma 14 milionów wyświetleń… Czyli 14 milionów ludzi sądzi nie tylko, że mózg ma swoje preferencje ale też stoi na nam drodze i trzeba go oszukiwać… Już mózg uważają za swojego przeciwnika… Nie dziwne, że całe życie możemy uważać za smutny, niesprawiedliwy los.

To może jeszcze powiedzmy sobie, że nasze nogi nie chcą chodzić na siłownię i je trzeba oszukać. Może raz się zmuś, pójdź na siłownię i zostaw tam pęto kiełbasy? Oszukaj swój mózg, że nie idziesz ćwiczyć, tylko zjeść kiełbasę…

Twój mózg to narzędzie. Jest jak samochód. Samochód nie ma preferencji gdzie pojechać lub nie. Będzie jechał nawet bez prawie żadnych płynów. Ale stanowi to zagrożenie, że coś się zepsuje lub że stanie na środku autostrady. Gwarantuje Ci, że największy dyplomata ani nie przekona samochodu, by pojechał dalej, ani największy cwaniak nie oszuka go do tego.

To samo z ludźmi, którzy mówią, że przeprogramowują swoją podświadomość, bo sądzą, że ona im przeszkadza czy uniemożliwia coś. Tak nie jest. A “przeprogramowywanie podświadomości” to kolejny świetny pretekst, by nic nie robić, nie podejmować działania. Podświadomość przeprogramuje się sama jako efekt świadomego, odpowiedzialnego, odważnego, ochoczego życia.

Przykładowo – zmiana nawyku to zmiana nawyku PRZEZ NAS, a nie efekt kombinowania z podświadomością. Trzeba stać się świadomym własnych decyzji i o co je opieramy i odpowiednio do tego podejść. Z czasem analiza już nie będzie potrzebna, bo nie tylko zaczęliśmy to wybierać świadomie ale też zrezygnowaliśmy z oporu i przywiązania do korzyści z dotychczasowego wyboru.

Czyli jeśli czekasz nazywając to “no zmieniam swoją podświadomość”, aby podjąć jakieś działanie – np. podryw czy rozpoczęcie nowego hobby, znalezienie nowej pracy, to się oszukujesz i sabotujesz. To nic nie da. Bo przecież wcale nie chcesz tego teraz zacząć robić. Nic nie stoi Ci na drodze. A brakuje tylko decyzji – aktu woli. I oczywiście szczerości, że wolisz coś innego, niż działanie.

Jeżeli wybierać będziesz negatywności, czyli drogę przeciwną zdrowiu, to może i przez jakiś czas się będziesz dobrze bawić i mieć na wszystko usprawiedliwienia. Ale z czasem przyjdą konsekwencje – np. problemy z erekcją czy inne dolegliwości. Oraz rosnąca frustracja.

Odpowiedź na pytanie – “Dlaczego nic nie zmienia się w moim życiu na lepsze?” brzmi – bo wcale nie chcesz tego zmienić. A raczej liczysz, że się samo coś zrobi, gdy rzucisz odpowiednie zaklęcie.

Jakość Twojego życia zależy od Ciebie. Wliczając nadane wartości, sens i znaczenie, intencje działań, opór i przywiązanie. Brakuje szczerości i uczciwości. No bo co zrobiłeś odnośnie tego, co Ci się nie podoba? Jakie działania podjąłeś, a jakich nie?

A jeśli to wszystko jest, to najprawdopodobniej brakuje odpowiedniej wiedzy, czyli czerpania mądrości od kogoś, kto ten problem miał i go rozwiązał.

Podsumowując – jakość erekcji to barometr męskiego zdrowia. Mając z nią problemy, mamy informację o problemach, które są dla nas szczególnie ważne. Nakreśliłem mniej więcej gdzie szukać i czego.

Jeżeli jednak wybierasz użyć problemów z erekcją jako pretekstu do biadolenia i grania ofiary, to popełniasz fundamentalny i dziecinny błąd. Szkodzisz sobie i sądzisz, że postępujesz dobrze.

Rozwiązania są znane i są osoby, które przeszły tę drogę. I każdą inną.

Na tej planecie są przed Tobą otwarte każde drzwi – degradacji swojego zdrowia, życia, straty wszystkiego jak i rozwoju, mądrości, zdrowia, spokoju, szczęścia, sukcesu. Każdego dnia wybierasz przez jakie drzwi przechodzisz.

Możesz się okłamywać i okłamywać wszystkich innych. Ale swojego ciała nie okłamiesz. Ciało nie kłamie, bo nie ma takiej możliwości. Zawsze doskonale pokazuje co jest na rzeczy. Tylko kwestia poprawnego odczytania sygnałów, które z niego płyną. Zarówno emocji jak i dolegliwości.

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Zasubskrybuj
Powiadom mnie o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Podobne Wpisy:
Cnoty (Część 13) – Zdrowy rozsądek-świadomość, Sprawiedliwość

Cnoty (Część 13) – Zdrowy rozsądek-świadomość, Sprawiedliwość

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat cnót charakteru! Części 1-12 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Cnoty (Część 1) – Wstęp i szczerość. ► Cnoty (Część 2) – Ciężka praca, Odwaga. ► Cnoty (Część 3) – Moralność, Ciepło, Pracowitość/Pilność, Niefrasobliwość. ► Cnoty (Część 4) – Wytrwałość, Dobry/uprzejmy, Bycie pomocnym, Pozytywny. ► Cnoty (Część 5) – Rozważność,… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0
Cnoty (Część 6) – “Sól Ziemi”, Otwartość, Tolerancyjność, Elastyczność, Wspieranie

Cnoty (Część 6) – “Sól Ziemi”, Otwartość, Tolerancyjność, Elastyczność, Wspieranie

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat cnót charakteru! Części 1-5 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Cnoty (Część 1) – Wstęp i szczerość. ► Cnoty (Część 2) – Ciężka praca, Odwaga. ► Cnoty (Część 3) – Moralność, Ciepło, Pracowitość/Pilność, Niefrasobliwość. ► Cnoty (Część 4) – Wytrwałość, Dobry/uprzejmy, Bycie pomocnym, Pozytywny. ► Cnoty (Część 5) – Rozważność,… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 6
Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 3)

Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 3)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy bardzo istotny temat świadomości, kontekstu i subiektywności. Części 1-2 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 1) ► Świadomość, kontekst i subiektywność (Część 2) Powtórzę raz jeszcze to co krytyczne – ludzie w swojej niewinnej nieświadomości NIE SĄ w stanie odróżnić to, co skierowane pozytywnie (“dobrze”) od… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 45
Walka z uzależnieniem nie przynosi rezultatów! Dlaczego? (Część 3, Wideo)

Walka z uzależnieniem nie przynosi rezultatów! Dlaczego? (Część 3, Wideo)

Otrzymałem wczoraj w nocy wiadomość od jednego z Uczestników Programu Wolność od Porno, który rozpoczął pracę z Programem. Treść tego maila brzmiała: “Piotrku, właśnie zaliczyłem wpadkę. Coś wewnątrz mówi mi, że ta walka jest nie do wygrania. Jak radziłeś sobie z upadkami? Czy szybko z tego wyszedłeś? I co powoduje, że tak niewielu udaje się… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 11

WOLNOŚĆ OD PORNO