Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/

Witam Cię serdecznie!
Dzisiaj poruszę bardzo popularny i powszechny temat – przejmowania się, co myślą o nas inni.
W pracy z uzależnionymi cały czas on powraca, a rozciąga się nie tylko na życia uzależnionych, tylko także szeroko poza nie.
Wiele osób naprawdę przejmuje się opiniami innych ludzi i ich myślami. Cały czas zaprzątają sobie głowę – “Co pomyślą o mnie inni?”, “A jak mnie negatywnie ocenią?”.
Przykładowo z korespondencji z jednym z klientów – “Jak już wspomniałem o przejmowaniu się tym, co inni sobie o nas myślą – jest to zapewne nie tylko mój problem, ale wielu innych osób. Jeżeli znalazłbyś czas, może udało by Ci się napisać artykuł na blogu na ten temat :)?”
Widzimy, że “w naszej głowie” odbywa się praktycznie non stop proces mentalizacji. Czy zdawałeś/aś sobie z tego sprawę? Czy go włączasz i wyłączasz jak światło w pokoju? Nie. On trwa niezależnie od Ciebie.
Oczywiście cały czas zajmując się tymi myślami i przejmując się innymi ludźmi nie dostrzegamy bardzo ważnego faktu – myślenie to proces automatyczny. My go nie tworzymy. To się dzieje samo.
To co popularnie nazywamy myśleniem wcale nie jest myśleniem. Tylko hipnotyzujemy się pewnym procesem, którego natury i roli nie znamy oraz nie rozumiemy.
Wnioskować możemy, że nawet jeśli “w głowach” innych ludzi będą myśli o nas, to również będzie to proces automatyczny. Nie oni będą to myśleć! Bo wcale tego nie wybrali. To pojawiło się samo. Oni tylko będą się temu przyglądać. Zazwyczaj będzie to przypominało dosłowne hipnotyzowanie się.
Myślenie to także proces bezosobowy. Nie dotyczy ani nas, ani nikogo innego. To my nadajemy temu znaczenie, uznajemy za rzeczywiste i robimy się w jajo, że chodzi o nas, kogoś, coś z naszego życia…
Łatwo to dostrzec, że zaczynamy np. martwić się “o kogoś”, gdy NAJPIERW POCZUJEMY napięcie, strach, niepewność. Tak jakby nasz umysł szukał na kogo to może zrzucić. Ale nie robimy tego my. My nie rozumiemy co czujemy i dlaczego. Nasz umysł także tego nie rozumie i szuka informacji już zapisanych w podświadomości.
Tym samym żadna myśl tych ludzi o nas nie jest tak naprawdę o nas!
A o kim?
Gdy przyjrzymy się, gdy naprawdę dokładnie się temu przyjrzymy, dostrzeżemy, że w naszym umyśle widzimy tylko to, co już skądś usłyszeliśmy, poznaliśmy, przeczytaliśmy.
W umyśle widzimy tylko przeszłość.
Oznacza to, że umysł nie jest twórczy – nie tworzy sensownych opinii, wniosków, nie analizuje chwili obecnej. Umysł jest ODTWÓRCZY! Powtarza tylko to, co już poznał. Narzuca na chwilę obecną przeszłość. Tak samo jak martwienie się o przyszłość to narzucanie na przyszłość przeszłości, którą diametralnie źle pamiętamy i interpretujemy. Czyli na przyszłość umysł stara się nałożyć coś zupełnie bzdurnego. Ale jeśli oczywiście będziemy się trzymać przeszłości, no to spodziewajmy się ją znaleźć w przyszłości. Bo sami to wykreujemy.

Nie wierzysz, że tak jest?
Psychiatrii doskonale jest znany fakt, że dziecko do wieku 10 lat ma już błędnie zapamiętane ponad 90% faktów na temat przeszłości. Wliczając fakty na swój temat! Dziecko w wieku 10 lat już w 90% mówi o urojeniach, a nie faktach! Nawet jeśli chce być szczere, nie wie co jest faktem, a co urojeniem!
Pamiętam ze szkoły podstawowej, gdy rozmawiałem z kolegą o pewnej grze komputerowej Pacmanie. Mówiłem zwykłe kłamstwa – czułem się fajnie, to opowiadałem o tym, czego w tej grze nie było. Ten kolega zmyślał także. Obaj wiedzieliśmy, że kłamiemy, a jednak się ze sobą zgadzaliśmy i śmialiśmy się. Po prostu obaj szukaliśmy akceptacji. Jeśli tego mechanizmu świadomie nie przepracowaliśmy, nadal będzie działał w życiu dorosłym. Ile razy kłamaliśmy, by uniknąć gorszego samopoczucia?
No – kto ile razy zniekształcał, zaburzał fakty, by przemawiały na jego korzyść? Kto żyje w 100% uczciwie? Kto na 1 miejscu stawia prawdę i fakty? A kto własną rację?
A kto jest na tyle pokorny, by zauważyć, że może nie wiedzieć, co jest prawdą, a co nie?
Kto uzależniony podejdzie do lustra i powie – “Jestem uzależniony. Mam poważny problem.”?
Wyjście z uzależnienia to wspaniały proces wzrostu, oczyszczenia, dojrzewania jako istota ludzka. To coś ze wszech miar dobrego. A jednak ludzie się temu opierają, kłamią, wybierają uzależnienie raz po raz, chociaż cierpią długimi latami.
Kto ma problemy w swoim życiu, a żyje tak jakby ich nie miał? Kto sądzi, że wszystko samo się ułoży? Kto żyje jak dziecko?
Kogo spotyka coś negatywnego i mówi – “Ale ja tego nie chcę!”?
Ok, ale to już przyszło! Jak możesz tego nie chcieć?! Robimy więc coś, co nie tylko nie załatwi tematu ale przez co jeszcze cierpimy. Jako osoba dorosła jesteśmy w 100% odpowiedzialni za to, co mamy w swoim życiu. Jeśli coś przyszło – za późno! Konieczne jest wzięcie za to odpowiedzialności, a nie chowanie głowy w piasek! Kto żyje z taką świadomością?
Dziecko nie rozumie kontekstu – jak np. usłyszało, że jest głupie, zapewne kompletnie zapomniało, że usłyszało to, BO zrobiło coś bardzo nie tak i to zdanie pomogło mu już nie popełnić tego błędu. A umysł zapamiętał tylko “jestem głupi/głupia” i kierował się tym błędnie zapamiętanym przekonaniem całe życie!
Bo umysł w kółko powtarza tylko to, co zapamiętał, czym został zaprogramowany! Nie ma możliwości ponownej oceny i interpretacji na bazie nowego kontekstu! Dorosły człowiek wierzy cały czas tak samo silnie, że jest niegrzeczny i powinien się wstydzić, gdy miał 3 latka, gdy ma 33 latka i gdy ma 103 latka! Bo nigdy nie poddał wątpliwości i krytyce tych myśli! Dorosły człowiek nadal może bardzo silnie wierzyć, że nie jest odpowiedzialny za swoje życie i że ominą go konsekwencje, gdy będzie kłamał i ukrywał prawdę. Ale tak nie będzie, nie jest i nigdy nie było.
Dorośli uwielbiają także odgrywać rolę ofiary. A to pozostałości z dziecięcego programowania, gdy byliśmy uzależnieni od swoich rodziców – do tego, co zrobią, co nam dadzą, na co pozwolą. Nad płaczącym dzieckiem zazwyczaj każdy się lituje. Ale nad osobą dorosłą już nie – bo zmienił się kontekst.
Dorośli także uwielbiają narzekać, użalać się, obwiniać, wstydzić, winić, zazdrościć, itd. To wszystko niedojrzałe mechanizmy, z których trzeba wyrosnąć. A wyrastamy nie walką i zmaganiem, tylko akceptacją, odpowiedzialnością i świadomością.
I poddaniem korzyści jakie doimy z tych postaw.
Od małego jesteśmy także programowani, że to my myślimy. Co jest oczywistym fałszem!
Kolejny przykład – jeden klient powiedział mi, że dla niego życie jest straszne. Zapytałem co rozumie przez “życie”. Powiedział “życie to życie”. Więc pojęcia nie ma o czym mówi! Ale mówi! Powtarza tylko to, co widzi w swoim umyśle bez żadnej świadomości tego. Ale oczywiście jeśli w to wierzy, to tak sobie swoje życie zorganizuje – JEGO życie będzie DLA NIEGO straszne.
My “tylko” ustalamy intencję. Reszta dzieje się sama, a my temu nieświadomie podlegamy. Jak Twoją intencją będzie udowodnienie sobie racji – udowodnisz ją sobie bez problemu! Bo intencja to potężna rzecz.
Więc bardzo uważaj co starasz sobie udowodnić.
Tym bardziej, że jeśli wiemy już, że rzeczywistość jest w 100% subiektywna, to wszystko co wybierzemy w swoim życiu, MY to będziemy mieli. Niekoniecznie ktokolwiek inny.
Uświadomienie sobie, że po prostu nie wiemy i nie mamy jak potwierdzić co jest faktem, a co urojeniem na temat rzeczywistości, to już OGROMNY krok do przodu!
Być pewnym swojej niepewności jest wspaniałą oznaką dojrzałości! A jak nie żyć w niepewności? Poprzez doświadczanie. Czyli “mówiąc potocznie” – poprzez życie (np. w kontekście doświadczania), a nie myślenie o życiu.
Dupa się sama nie zaniesie nigdzie. Potrzebna jest nasza intencja. A jeśli się nie rusza, to znaczy, że intencji nie ustaliliśmy lub mamy inną, niż żeby się ruszyć.
Ludzie m.in. dlatego zdrowieją z najcięższych chorób w grupach 12 kroków, bo są na tyle pokorni, że modlą się – “Boże daj mi siłę, by zmienić to, co mogę zmienić, cierpliwość, by zaakceptować to, czego nie mogę zmienić i mądrość, by odróżnić jedno od drugiego”. Rozumieją ograniczenia ludzkiej natury.
Ci, którzy cierpią zapewne wszystko chcą zmienić i kontrolować. Albo wmawiają sobie bezsilność. Czyli postępują bardzo niedojrzale. Robią coś wbrew ludzkiej naturze.
Zapamiętajmy – “każde ‘nie mogę’ oznacza nieuświadomione ‘nie chcę'”.
Zupełnie inaczej brzmi – “nie chcę znaleźć innej pracy, bo się boję porażki”, niż “nie mogę znaleźć innej pracy”. To pierwsze jest prawdą, to drugie nie. A prawda zawsze wzmacnia.
Powiedz mi – w przeciągu ostatniego roku ile nowości zrobiłeś/aś, wprowadziłeś/aś do swojego życia? Świadomie, a nie apatycznie zgodziłeś/aś, co zorganizował ktoś inny. Ile problemów sam(a) rozwiązałeś/aś? A ile wraca nawet przez kilkadziesiąt lat, a wraz z nimi martwienie się, przejmowanie, stresowanie… Jeśli są to dla Ciebie problemy, dlaczego się nimi nie zająłeś/zajęłaś?
Jak się zminiłeś/aś?
Są ludzie, którzy żyją w brudzie, bo nigdy nie dostali wzorca dbania o porządek. Tak hipnotyzują się wyłącznie myślami, bez żadnej świadomości i rozsądku, że jak nie widzą “warto posprzątać” to nie sprzątają pomimo, że kurzu leży wszędzie pełno! Dobrze, że przynajmniej zaobserwowali jak inni jedzą, bo by nigdy nic nie zjedli!
Powtarzają wygodną, komfortową papkę – “Rodzice mnie tego nie nauczyli, to taki/taka nie mogę być”. Ok, do 18-tego roku życia można jeszcze przymknąć oko. Ale po tym czasie już jesteś 100% odpowiedzialny/a za swoje życie i to kim jesteś!
Albo czują opór, w umyśle widzą myśl – “To opór PRZED TYM” i już mają racjonalizację, by się tym nie zająć! Jak widzą “To opór przed ćwiczeniami”, to siedzą na dupach i rosną im brzuchy o taaaaaaaaaaaakie. Zaniedbują się przez jedną myśli i pomimo, że cierpią, wstydzą się swojego ciała, marzą o zmianie, to jednak nadal sądzą, że oni myślą i że ta myśl ma sens! Sami trzymają się tego, przez co jest im źle!
Widać wyraźnie, że myśli są dla ludzi ważniejsze, niż rzeczywistość, spokój, radość, sukces, szczęście.
To zero świadomości i odpowiedzialności za własne decyzje!
Znamy to ze swojego życia?
Spójrz na to, co masz przed sobą. Np. komputer albo biurko/stół. I co możesz o tym powiedzieć? Umysł znajdzie wyłącznie informacje z przeszłości i to jeszcze o innych stołach, o których czytałeś/aś, słyszałeś/aś, które oglądałeś/aś, etc.! Ten stół czy komputer widzisz przez ułamek sekundy, a następnie w umyśle dostrzegać będziesz tylko opisy wyciągane z przeszłości! A co możesz o tym stole/komputerze powiedzieć rzeczywistego w chwili obecnej, co nie będzie Twoją opinią, tylko faktem O TYM STOLE/KOMPUTERZE TU I TERAZ?
Jeśli to jest dla Ciebie trudne, to rozważ, że skoro o nieżywej i niezmiennej rzeczy, o przedmiocie, który po prostu stoi/leży trudno jest Ci powiedzieć jakikolwiek fakt nie bazujący na żadnym przekonaniu, to co możesz powiedzieć o kimkolwiek? Tym bardziej, że wszyscy zmieniamy się w każdej sekundzie. Czasem jedna informacja wystarcza, byśmy kompletnie zmienili postrzeganie wszystkiego. A dodatkowo myśli produkowane są non stop, bo to proces ciągły i nieskończony. I zmienia się w zależności od tego, co czujemy. Więc wystarczy, że osoba poczuje coś innego i już zmienią się jej myśli, a więc i opinie!
I Ty się tym przejmujesz?
Ludzie jeszcze opiniują o sprawach, które wydarzyły się dziesiątki lat wcześniej!!!
Kontekst jest diametralnie inny, fakty są inne, ludzie są inni, wszystko jest inne! Tylko opinia się nie zmienia, ani racja, ani nasza pozycja względem tego. To my jesteśmy już archaiczni, wręcz jaskiniowi w odniesieniu do tego, a nadal sądzimy, że z nami jest wszystko ok, tylko z całym światem nie. Albo odwrotnie – z całym światem jest wszystko ok/lepiej, a z nami źle.
Więc – sprawa nr 1 – ludzie nie myślą, tylko hipnotyzują się bezosobowym procesem mentalizacji. Bełkotem mentalnym. Sami nadają mu znaczenie i sens, i nawet przez całe życie wciskają sobie ten sam kit – że oni myślą.
Sprawa nr 2 – to nie czyjeś myśli o nas, tylko wyprojektowane na nas myśli o jakichś zupełnie innych osobach, a może nawet nie osobach, tylko przedmiotach, zdarzeniach, etc., które te osoby skojarzyły z nami! A skojarzyły na podstawie aktualnych odczuć i własnych opinii z przeszłości, których nigdy nie poddano ponownej analizie, krytyce i korekcie.
Jak ktoś powie rzekomo nas, że jesteśmy głupi, to powtarza tylko to, co już skądś usłyszał(a)! Np. w książce, gdy bohater mówił to do jakiegoś fantastycznego stworka! To my sami nadajemy temu znaczenie, że osoba ta nie tylko mówi o nas ale też mówi prawdę i że tak jest. Co więcej – nasz umysł sam zaczyna się jeszcze nakręcać i nawija, nawija, nawija o nas smutną, rzewną historyjkę. Często wystarczy, że ktoś krzywo się “na nas” spojrzy i już po ptokach! W umyśle zaraz urośnie z tego dramat tysiąclecia.
Bowiem myśli powstają na bazie emocji. Na podstawie jednej emocji umysł może wyprodukować 10 000 myśli!
I miliardy ludzi sądzą, że to oni myślą… nawet nie dostrzegając, że przecież nie chcieli tego myśleć! No bo kto chce źle o sobie myśleć? Nikt! A jednak widzimy takie myśli niezależnie od naszej woli! I mimowolnie się z nimi zgadzamy. A potem dorabiamy do tego kontekst, usprawiedliwiamy to i żyjemy na tej podstawie. Czyli żyjemy marnie.
Czujemy wstyd, widzimy negatywną myśl o sobie i koniec! Trudno – bo wg nas jest tak jak widzimy w umyśle! Ale to tak jakby zawiało, kompas wskazał jakiś kierunek i kapitan stwierdził, że nic nie można zrobić, tylko płynąć cały czas w tym samym kierunku… nie dziwne, że w końcu wpłynąłby na skały!
To może warto wreszcie dojść do wniosku, że nie my myślimy!?
A nawet jeśli ktoś mówi o nas, to zwróćmy uwagę o jakim poziomie mówi – MIEĆ, ROBIĆ czy BYĆ? O Tobie nic nie może powiedzieć, bo nie jest Tobą. Może powiedzieć o Twoich zachowaniach, działaniach, słowach, tym co masz, czego nie masz…
Oczywiście działania to reprezentacja tego, kim jesteśmy. Osoba kochająca nie okradnie sklepu.
Jeśli człowiek nie dostrzega różnicy między tymi poziomami, no to ogromna niedojrzałość. To samo tyczy się nas – jeśli czyjąś wypowiedź (poziom ROBIĆ) sami bierzemy do siebie, czyli rzutujemy poziom ROBIĆ na BYĆ, no to sami sobie robimy problem i pora wyrosnąć z tego. Tak samo z tym co my ROBIMY i MAMY.
Słowa innych powinniśmy rozważać pod względem przydatności. To sztuką rozpoznać krytykę pomocną od zwykłego wywalania własnych zaniedbań na nas. Ale można się tego nauczyć.
Martwienie się samo z siebie jest już efektem niedojrzałego, nieświadomego życia. Aby to rozwiązać, polecam artykuł Jak przestać się martwić.
Martwienie się co pomyślą o nas inni wynika z prób kontroli myśli innych, co oczywiście nie jest możliwe. Chociażby ze wspomnianego faktu, że człowiek nie myśli, tylko hipnotyzuje się ciągłym i nieskończonym procesem bezosobowej mentalizacji. Nie możemy tego kontrolować, tak jak nie możemy kontrolować wiatru. Nie możemy też tego zatrzymać. Możemy wyłącznie to ignorować i mądrze nadawać znaczenie i wartość. Najlepiej w ogóle nic z tym nie robić. Niech sobie będzie, a my żyjmy rozsądnie i najsensowniej przez naśladownictwo osób mających świetne życiowe rezultaty. Jak mamy problem, to znajdźmy osobę, która też go miała i go rozwiązała i naśladujmy kroki tej osoby, by rozwiązać ten problem w naszym życiu.
Co ciekawe – większość ludzi tak nie żyje. Zamiast rozwiązywania problemów wybierają myślenie o nich i użalanie się, narzekanie, biadolenie i myślenie o zmianie. A nie działanie. Przy okazji za brak działania jeszcze obwiniają siebie i innych. Ktoś ich do tego zmusza? Nie. To ich wybór.
Wiatr wieje i tyle. To że go czujemy nie oznacza, że wieje specjalnie na nas. Tak samo z “naszymi” myślami. Swoją drogą – skąd pomysł, że myśli, które widzisz w swoim umyśle są Twoje? Gdy wiatr wieje na Ciebie to znaczy, że wiatr jest Twój? Gdy deszcz pada na Ciebie to znaczy, że deszcz jest Twój?
Dlatego fundamentem podnoszenia inteligencji emocjonalnej i w ogóle dojrzewania emocjonalnego ponad poziom dziecka jest zaprzestanie brania wszystkiego do siebie.
Dlaczego?
Bo to co “bierzemy do siebie od innych” już w nas było!
Słowa innych stają się dla nas potwierdzeniem tego, co już sami uważaliśmy na swój temat! Oznacza to, że jeśli zajmujemy się innymi i próbujemy ich kontrolować, umyka nam jedyne źródło problemu – my sami. To co sami sądzimy o sobie.
A to również jest coś zbudowane na podstawie przeszłości. Coś czego nigdy nie poddaliśmy krytyce, poprawkom i korektom. Tylko hipnotyzując się mentalizacją, znajdowaliśmy w świecie tego potwierdzenie i umocnienie. A to wynika z niezrozumienia natury umysłu i zmysłów.
Jeśli zaniedbywaliśmy swój poziom emocjonalny, to umysł racjonalny znajdował tylko racjonalizacje dla emocjonalności, która dla człowieka w niskiej świadomości zawsze jest priorytetowa.
Tym samym dla człowieka z dużym podświadomym wstydem (czyli dla ponad 90% ludzkości), umysł będzie wyszukiwał tego, co koresponduje ze wstydem i projektował to na nas, by ten wstyd jakoś wytłumaczyć.
To jakby wejść w błoto, nigdy nie wyczyścić butów i nie wyprać spodni, wchodzić w błoto każdego dnia i na tej podstawie opiniować jacy to jesteśmy źli, brudni, bezwartościowi, gorsi… a także i nasze życie jest brudne. No jest, bo sami nanosimy brudu!
Tak robią ludzie! My zapewne też.
Bo nie rozumiemy związku emocje + umysł. Umysł działa na bazie emocji, nie odwrotnie. I racjonalizuje emocje zawartością podświadomości. Usprawiedliwia ją, wyszukuje pretekstów dla nadanego temu znaczenia i tworzy kontekst, czyli zniekształca rzeczywistość i przekręca fakty, by to wytłumaczyć.
Jeśli 20 lat temu wdepnąłeś/wdepnęłaś w błoto i nigdy nie wyprałeś/aś spodni, to jak sądzisz – co byś o tym sądził(a) po tym czasie? Fakt brzmi – nie wyprałeś/aś spodni i tyle! Zrobisz to, a problem zniknie. Cokolwiek innego to tylko niedojrzałe, dziecinne racjonalizowanie.
Nie rozumiemy także współdziałania umysłu i zmysłów. Znajdziemy to czego szukamy – potwierdzenia własnych racji! Tego uczył już Jezus 2000 lat temu i Budda jeszcze wcześniej.
Jeśli sądzisz, że z Tobą jest coś nie tak, to zawsze znajdziesz tego różne potwierdzenia! Jeśli nosisz w sobie stłumione wstyd i winę, to dodatkowo jeszcze sam(a) doprowadzisz do sytuacji, które to potwierdzą! I co wtedy? Kicha!
Z drugiej strony – jeśli Twoją szczerą intencją będzie rozwiązać problem, to znajdziesz rozwiązania. Tak po prostu będzie. Więc poważnym błędem jest wybierać negatywności, bo po prostu znajdziemy ich w swoim życiu coraz więcej.
Bo poziomy ROBIĆ i MIEĆ wynikają z poziomu BYĆ.
A za poziom BYĆ odpowiadamy wyłącznie my sami.
Ty sam(a) nadajesz sobie wartość! Nikt nie robi tego za Ciebie, ani nigdy nie zrobił!
Tak samo jak i Ty wykuwasz swój los. Nikt za Ciebie tego nie robi.
Ludzie noszą w sobie przekonania, które otrzymali od np. rodziców 40 lat wcześniej! I na podstawie takich przekonań budowali sobie życie. I jeszcze nigdy nie wzięli za to odpowiedzialności i przez cały ten czas obwiniali rodziców… a za siebie się wstydzili, żalili i frustrowali…
Jeśli poziom BYĆ jest zaniedbany, automatycznie zaniedbane będą jego pochodne.
Jeżeli już tak jest, a prawie na pewno tak jest, to sam(a) zacznij odróżniać poziomy ROBIĆ i MIEĆ od BYĆ.
NIGDY nie wnioskuj, że jeśli coś źle zrobiłeś/aś, to oznacza, że z Tobą coś JEST nie tak.
Zależność jest tylko taka:
BYĆ -> ROBIĆ – > MIEĆ
To jest rzeczywistość. NIE WOLNO sądzić następująco:
ROBIĆ -> BYĆ
MIEĆ (nie mieć) -> BYĆ
Bo to zwyczajne urojenie.
Z jednym, bardzo poważnym ALE – braki w życiu i działania szkodliwe dla nas i dla innych to bardzo ważne informacje, że coś w nas jest faktycznie do zmiany. Jakiś fundament, na podstawie którego dochodzi do takich a nie innych działań i rezultatów. Zazwyczaj jest nim brak akceptacji – walka, zmaganie, opór, wypieranie, projektowanie.
Zamiast słowa innych czy własne rezultaty traktować jako wyroki na swój temat oraz swojego losu, traktujmy to jak wskaźniki na desce rozdzielczej samochodu. Coś jest do przyjrzenia się. Być może trzeba dokonać gruntownego przeglądu. Ale na pewno niewskazane jest użalanie, rozpaczanie, obwinianie, wciskanie sobie bezsilności.
Robimy to z samochodami, bo wiemy, że jeśli przeglądów nie będziemy wykonywać regularnie, coś może się zepsuć i nawet nie będziemy zdawali sobie z tego sprawy i staniemy na środku autostrady. Kiedy ostatnio robiliśmy taki przegląd sami ze sobą? Nigdy? Hmmm…
To tak jakbyśmy jeździli 20-30 lub więcej lat samochodem bez wejrzenia pod maskę!
A może jedyne na co patrzyliśmy to lakier? Rozpaczaliśmy nad zarysowaniami, nad przebitymi oponami i tyle? Wymienialiśmy, czyściliśmy, a samochód jak stał, tak stoi i dymi spod maski… więc bierzemy wentylator i staramy się przewiać dym… I tak się męczymy od lat. I co? I nic! Pora otworzyć maskę i zajrzeć DO ŚRODKA! SIEBIE! A nie próbować “prześwietlić” innych. Zajmij się sobą!
Nawet prawo wymaga od kierowców regularnych przeglądów ich pojazdów. Czy policjanta będzie obchodzić jak się czułeś/aś, że nie dokonałeś przeglądów lub co o nich sądzisz? Nie. Dowalą Ci mandat, a może nawet zabiorą prawo jazdy jeśli nie jesteś odpowiedzialny/a za tak ważną, fundamentalną rzecz.
Za większość jesteśmy odpowiedzialni i nikogo nie obchodzi co z tym zrobimy, dopóki na nikogo nie wpłyniemy negatywnie. To nasza “brocha”.
Dlaczego o swoje samochody dbamy bardziej, niż o siebie?
Ostatnio ktoś napisał mi, że bardzo przejmuje się zdaniem innych ludzi o sobie. Czyli w esencji tym, co sobie rzekomo o nim myślą.
Powiedział mi, że jego samoocena zależy od tego.
A ja na to odpowiedziałem – “Skoro Twoja samoocena zależy od innych, to dlaczego nazywasz ją SAMOoceną, a nie CZYJĄŚoceną?”
To co ktoś sądzi o Tobie, to jego problem, nie Twój! Ale jeśli czyjś problem uważasz za swój – no to na własne życzenie go sobie tworzysz!
Jeśli czyjaś ocena nas staje się naszą oceną nas, to nie samoocena. To tylko bezsilne przyjmowanie wszystkiego do siebie jak biedna ofiara. Czy ktoś Cię do tego zmusza? Nie. Ale tak żyje człowiek nieświadomy. Sam sobie to robi i nie chce przestać. I jeszcze zrzuca odpowiedzialność na innych!
W kwestii problemu “Co pomyślą o mnie inni?” jeszcze bardzo ważna sprawa.
Tak naprawdę nie boimy się tego, co inni sobie o nas mogą pomyśleć. Boimy się opinii naszego ego o nas. Boimy się własnych wyroków, własnych myśli. Własnej winy, wstydu.
No bo jeśli ktoś nam powie np. “nie nadajesz się do naszej grupy”, to co jest problemem? Problemem jest wyłącznie to jak się z tym będziemy czuli i jaką będziemy mieli na ten temat opinię! Kto? My!
Jak chcesz kupić żółty ser, idziesz do sklepu i go tam nie ma, to co stanowi problem? Brak sera czy to jak się z tym czujesz i jaką nadałeś/aś temu wartość? Jeśli byłbyś/byłabyś spokojna, to nie tylko brak sera nie będzie żadnym problemem ale w sekundę znajdziesz rozwiązanie – zamiast żółtego sera kupisz biały albo pasztet, wędlinę, etc. albo pójdziesz do innego sklepu po żółty ser! Możesz przy tym cierpieć lub zrobić to ze spokojem. Wybór co zrobisz i jak należy do Ciebie. Do nikogo innego.
Ludzie oczarowują się innymi i sądzą, że “ONA to TA JEDYNA/ON to TEN JEDYNY”. I już! Pozamiatane! I jak TA JEDYNA/TEN JEDYNY powie nam “nie”, to koniec z nami!
I co jest problemem? To “odrzucenie” czy nasze własne emocje i zaczarowanie?
Jest 6 miliardów innych ludzi i w przybliżeniu 3 miliardy ludzi drugiej płci. W czym jest więc problem? W tym jakie znaczenie sami temu nadaliśmy i jakie mieliśmy oczekiwania, intencje, przekonania. My już stworzyliśmy sobie wizję, że gdy usłyszymy “nie”, będzie to oznaczało XYZ, czyli dramat i koniec świata. Czyli z góry sami coś ustaliliśmy, a potem wielki dramat, że tak jest… no ale znaleźliśmy to, czego szukaliśmy! Pragnienie by było inaczej i opór nie chronią przed tym, tylko do tego prowadzą!
Są miliony przykładów, że pobolało i ludzie znajdowali sobie kogoś innego i żyli szczęśliwie do końca życia.
I im szybciej kończyli z użalaniem się nad sobą i obwinianiem, tym szybciej odnajdywali szczęście.
A ile będzie trwało użalanie? Tak długo jak długo będzie trwał ten stan emocjonalny. A emocje trwają tak długo jak długo je zasilamy i się im opieramy. Więc aby przestać cierpieć, konieczne jest dojrzeć emocjonalnie. Mężczyźni zazwyczaj utrzymują niskie stany emocjonalne przez dziesiątki lat! Kobietom często wystarcza kilka tygodni i po rozstaniu są już w pełni szczęśliwe i pełne energii. Faceci cierpią i piją nawet latami. I jeszcze kobiety nazywają “emocjonującymi się babami”. Bo oczywiście cierpienie jest takie szlachetne, a picie takie męskie…
Więc to zawsze kwestia wyboru – dalej się użalać czy skończyć z tym i ruszyć do przodu? Gdy zadamy sobie to pytanie, zobaczymy jak wiele dumy w nas jest. Być może zaszokuje nas to, że wcale nie chcemy przestać cierpieć!
Bo cierpieniu też nadaliśmy wartość! I nieraz wykorzystujemy je do kontroli innych ludzi! “Patrz jak cierpię! To przez ciebie! Nie przestanę, dopóki się mnie nie posłuchasz i nie zrobisz tego, co chcę!”
Wg mnie za takie postępowanie powinniśmy trafić przynajmniej na miesiąc do ośrodka niedojrzałości emocjonalnej pod ścisłą obserwację i terapię. Tak się nie dzieje chociażby dlatego, że nie ma takich ośrodków… I jest to dziś norma. Normalne, zdrowe postępowanie…
Jeśli naprawdę chcesz przestać cierpieć i rozwiązać ten problem, masz taką możliwość. Tylko naprawdę musisz zrezygnować z korzyści dojenia wstydu, winy, użalania, rozpaczania, obwiniania. Konieczne jest odpuszczenie dumy i wzięcie odpowiedzialności za swoje decyzje.
To co czujesz nic nie znaczy. To Ty nadajesz temu znaczenie. Jeśli czujesz opór – on nic nie znaczy. To ludzie żyjąc kompletnie nieświadomie od razu wyprojektowują go na to, co robią lub co zamierzali robić. Tylko dlatego, bo poczuli opór mniej więcej w tym samym momencie.
Non stop słyszę “mam opór PRZED TYM”… nigdy nie zadali sobie nawet pytania czy taka jest rzeczywistość?
Tak samo z “martwię się co pomyślą sobie o mnie inni” – na pewno TY się martwisz? Na pewno ma to jakiekolwiek znaczenie? Na pewno inni myślą o Tobie? No jak jesteś pępkiem świata, to pewnie wszyscy non stop myślą o Tobie. A jesteś?
Jak sobie myślą, to co to dla Ciebie oznacza? To oni tracą czas. W momencie, gdy oni sobie “będą myśleć” na Twój temat, Ty możesz zapierdalać i dążyć do realizacji jakiegoś swojego marzenia. Albo przepracowywać ten problem u siebie.
No chyba, że zależy Ci na akceptacji tych ludzi i na ich kontroli, bo dopatrujesz się w nich źródła czegoś, na czym Ci zależy… No ale to również Twoja odpowiedzialność. Ty decydujesz czego chcesz od innych. Jeśli są to głupie, niedojrzałe oczekiwania, to będzie Ci ciężko. Jeśli od sosny oczekujesz jabłek, no to się rozczarujesz i mam nadzieję, że też odczarujesz z głupoty. Z ludźmi jest to sprawa nieco bardziej skomplikowana. Niemniej jak budować mądre, dojrzałe relacje i to jak je naprawiać oraz nawiązywać jest doskonale znane i wystarczy poszukać.
Możesz dostrzec myśli – “A jak ktoś o mnie pomyśli to czy tamto, to…” – no właśnie – co?! Ty decydujesz co będzie to oznaczać! Ty decydujesz co wtedy! Gdy się przyjrzymy temu, dostrzeżemy, że dalszą częścią jest – “… to będę cierpieć!” Ha! Więc sami już to wybraliśmy! Zdecydowaliśmy, podjęliśmy decyzję, że będziemy cierpieć!
Więc nasze cierpienie to rezultat naszej decyzji, naszego wyboru, a nie czyjejś reakcji, słów czy myśli!
Jeśli ktoś swoje samopoczucie uzależnił sobie ode mnie, to nie mój problem!
Natomiast ja odpowiadam za swoje intencje i działania podjęte względem tej osoby. Jeśli robię coś, co naprawdę jest szkodliwe dla tej osoby, to moja odpowiedzialność i to do mnie przyjdą konsekwencje. Natomiast jeśli ta osoba cierpi, a ja nie robię nic, co faktycznie mogłoby to spowodować, to już nie mój problem.
Przykład – mama martwi się, że syn nie poradzi sobie w nowej pracy, a on obecną pracę rzuca i zmienia na lepiej płatną i bardziej odpowiedzialną. To nie jego problem, że ona się martwi! On nie robi jej krzywdy, a działa z dobrą intencją dla siebie.
W takiej sytuacji najlepszym rozwiązaniem jest zaakceptować obecną postawę mamy i pracę wykonywać jak najlepiej, by odnieść porządny sukces. Wtedy mama automatycznie zmieni postawę i z martwienia się wyjdzie na poziom np. dopingowania. A jeśli nie będzie chciała zrezygnować z dumy i będzie powtarzać “no nie wiem, cały czas mi się to nie podoba”, to Ty to zaakceptuj i jak w końcu ją to znudzi, sama się tego puści. Ale jeśli będziesz ją próbować zmienić na siłę, to będzie zasilało w niej ten stan – oporu, niezgody. Odpuść, zaakceptuj i rób swoje najlepiej jak potrafisz. Intencją ma być świetna praca, a nie np. “robienie na przekór mamie, która nas denerwuje”.
Wracając do myśli…
Jeśli zobaczysz w umyśle zdanie – “Ale on/ona jest głupi/głupia” i w nie uwierzysz, to nie tylko oddasz na jego utrzymanie własną energię w postaci dumy i poczucia winy (które obciążą całe Twoje życie) ale jeszcze wizję rzeczywistości budujesz na podstawie zapewne cytatu z komiksu, który przeczytałeś/aś, gdy byłeś/aś dzieckiem!
Więc za cenę poczucia przez moment dumy (błędnie interpretowanej jako poczucie wyższości), płacimy ogromną cenę obniżenia się naszej energii na stałe, zapijaczenia się cytatami z książek dla dzieci i tworzenia sobie urojeń o rzeczywistości dziecięcymi jakościami. A potem się dziwić, że nam w dorosłym życiu dużo nie działa…
Przypomnę, że rzeczywistość ma gdzieś nasze opinie o niej. Grawitacja ma gdzieś co o niej sądzisz! Możesz walczyć z grawitacją całe życie, a nie zmienisz jej nawet o 0,00001%.
To my mamy dopasować się do rzeczywistości, nie odwrotnie!
A żeby to było możliwe, trzeba przede wszystkim oddzielić rzeczywistość od urojeń na jej temat.
Zamiast tego ludzie utrzymują na temat rzeczywistości masę szaleńczych urojeń, wierzą w nie, następnie walczą z rezultatami tych przekonań, próbują zmieniać rzeczywistość, a nie swoje urojenia na jej temat. I jeszcze wyrokują na bazie tego, że rzeczywistość jest przykładowo niesprawiedliwa, bo nie spełniła ich oczekiwań…
No cóż – grawitacja nigdy nie spełniła niczyich oczekiwań. A jednak większość ludzi nie cierpi z jej powodu. Czy twórcy pierwszych samolotów siedzieli i rozpaczali, że im grawitacja utrudnia robotę? Nie. Szukali rozwiązania na bazie rzeczywistości.
Jak zrobić, by ciemny pokój stał się jasny? Włączyć światło – dodać je do pokoju. A co robią ludzie zamiast tego? Próbują zabrać ciemność. Wkładają w to ogromny wysiłek, nie udaje im się (doh…), a następnie wnioskują, że rzeczywistość jest XYZ (w esencji – negatywna).
Mówię to w kontekście np. wiary w myśli, opieranie się myśleniu, próbom kontrolowania myśli, ich zmiany, itd. Po prostu przestań to robić, bo to głupie!
Ok. Więc czy inni myślą o nas? Nie. Hipnotyzują się mentalnymymi urojeniami o przeszłości i sądzą, że jesteśmy ich autorem.
Ale. Wystarczy już mówienia o innych. Wszystko co napisałem tyczy się także nas. My również nie myślimy o innych. Tylko hipnotyzujemy się myślami o przeszłości i przekonujemy samych siebie, że chodzi o kogokolwiek innego w świecie w chwili obecnej.
Jezus o tym pouczał 2000 lat temu, a nadal nikt tego nie rozumie i nawet nie chce zrozumieć – “Dlaczego widzisz źdźbło w oku brata swego, a belki w swoim nie dostrzegasz?”.
I nie mówię tego w kontekście propagandy religijnej, tylko fundamentalnego faktu na temat rzeczywistości. Gdy mówię o grawitacji, to nie oznacza, że wyznaję kult grawitacji. Tylko mówię o rzeczywistości niezależnej od ludzkiej dziecinady, dumy, opinii i urojeń.
Twoją odpowiedzialnością jest wyciągać z doświadczanych sytuacji mądre wnioski. Bo to TWOJE SUBIEKTYWNE doświadczenia, które tworzysz na poziomie podświadomym. Ty jesteś ich źródłem, nikt inny.
Jeśli ktoś ma do powiedzenia coś negatywnego na Twój temat lub tego, co zrobiłeś – to może się okazać, że faktycznie masz coś do poprawy/korekty.
Więc zamiast się przejmować, co rzekomo ktoś pomyślał, skup się na sobie i W SOBIE. Na tym czy/co możesz zmienić w swoich zachowaniach, postawach. Jeśli po Twojej stronie wszystko gra – ok!
Ok, a teraz pytanie za 100 punktów: A co z naszymi myślami? Skoro myśli innych ludzi o nas nic nie znaczą (aczkolwiek mogą), to analogicznie nasze myśli o innych ludziach też nic nie znaczą!
Co z tego, że np. kogoś nienawidzisz? Jeśli zrobisz coś tej osobie, to jesteś w pełni odpowiedzialny/a i ŻADNE uczucia tego nie usprawiedliwiają! Tym bardziej myśli!
Problemem nie jest co inni myślą o Tobie, tylko co Ty czujesz odnośnie tego, co by to znaczyło, gdyby tak myśleli. To więc babranie się we własnej nietrzeźwości, urojeniach i majakach umysłu.
Proponuję przeczytać ten artykuł raz jeszcze, gdyby był napisany pod tytułem “Inni przejmują się tym, co ja o nich pomyślę”.
Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Zasubskrybuj
Powiadom mnie o
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Maciej

Witaj Piotrze!
Dzięki za wpis🙂
W moim przypadku kluczowe jest, żeby nie identyfikować się z myślami i nie podążać za nimi. Czasem uda mi się złapać, że skupiam się na myślach, które krążą wokół pracy, przeszłości, moich planów. Często zdarza się to rano, zaraz po przebudzeniu. Później stwierdzam, że właściwie nie mają one żadnego potwierdzenia w rzeczywistości. Oczywiście też pojawiają się myśli, na temat tego co sobie pomyślą inni. Jak udaje mi się ocknąć z tego stanu “mentalnej biegunki” 🙂 jak to określił Sadhguru to wtedy przychodzi moment spokoju. Pomaga w tym medytacja i ćwiczenia oddechowe. Mogę wtedy złapać dystans od w kółko powtarzających się myśli. Pozdrawiam

Łukasz

Piotrze jak już nie oglądamy pornografii i świadomie odczuwamy emocje to mogą pojawiać się natrętne myśli?Kilka osób, z którymi pisałem tez miała taki problem.Ciągłe analizowanie czegoś nawet najmniejsze szczegóły.

Podobne Wpisy:
Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 4) – Konkrety

Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 4) – Konkrety

Witam Cię serdecznie! Oto czwarta i przedostatnia część serii o gorszych dniach. Części 1-3 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 1) – Wprowadzenie. ► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 2) – Rozwinięcie. ► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 3) – Ogólne Rady. Jako, że żyjemy w świecie nastawionym na praktyczność, kilka praktycznych porad,… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 2
Czy porno/seks rozładowują napięcie seksualne?

Czy porno/seks rozładowują napięcie seksualne?

Witam Cię serdecznie! Dzisiaj artykuł na temat napięcia seksualnego. Otóż jest to mit, że porno i/lub masturbacja czy seks rozładowują napięcie seksualne. To kompletne niezrozumienie samej natury napięcia, nie mówiąc o całej reszcie. Podkreślę, że mówić będę w ogromnym uproszczeniu i nie o układzie elektrycznym, tylko o ludzkiej psychice, emocjonalności i seksualności. Najpierw najprostszy układ… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 7
Z życia wzięte 4 – Ted Bundy i pornografia

Z życia wzięte 4 – Ted Bundy i pornografia

Witam Cię serdecznie! Otrzymałem ostatnio prośbę, bym odniósł się do pewnego filmu. W czytaniu tego artykułu proszę o spokój. Rozumiem, że temat jest poważny. To temat wykraczający ponad codzienne ekstrema. I ja pierwszy raz odnoszę się do takiego tematu. Poprzez ten artykuł nie mam zamiaru nikogo usprawiedliwiać. Zajmujemy się przypadkiem ekstremalnym. A więc i mogą… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 28
O Emocjach – Gniew (Część 1)

O Emocjach – Gniew (Część 1)

Witam Cię serdecznie! Dzisiejszym artykułem rozpoczynam opis emocji (jakości energii) oraz świadomości określanej jako gniew. Będę trochę klął, żeby było tematycznie ;) Niemniej muszę uważać, co piszę, bo ludzie globalnie zakochani są w tej emocji i nie życzą sobie odczarowania. Dlaczego? Bowiem gniew jako forma energii jest najsilniejszą z niskich emocji. Oraz mającą niemalże najwyższą… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0

WOLNOŚĆ OD PORNO