Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/15

Witam Cię serdecznie!
Dzisiaj część czwarta niezwykle ważnego tematu odczuwania (bycia). Części 1-3 znajdziesz klikając na linki poniżej:
Jak i dlaczego zacząć odczuwać? (Część 1).
Jak i dlaczego zacząć odczuwać? (Część 2).
Jak i dlaczego zacząć odczuwać? (Część 3).
Emocje to odpowiedź naszego organizmu na naszą świadomość dotyczącą danej sytuacji lub wydarzenia. To dla nas informacja przez jaki filtr patrzymy na świat – zazwyczaj filtr bardzo wątki i niekorzystny dla zdrowia (inaczej zamiast niskich emocji czulibyśmy spokój i/lub radość). Im mniej ten filtr jest korzystny dla nas, tym silniejsza odpowiedź emocjonalna naszego organizmu. Dlatego też emocje nigdy nas nie opuszczą, gdyż mają niezwykle ważne zadanie – prowadzić nas przez ziemskie życie gwarantując wskazówki prowadzące do wewnętrznego wzrostu – rozkwitu.
Co więc nam pozostaje, jeśli nie będziemy odczuwać? Walka lub ucieczka. Czyli – jak zwierzątko. Dwa działania z niezwykle niskiej świadomości – niemalże najniższej. Tak jest – walka to bardzo niska świadomość, gdyż jej rezultatem zazwyczaj są ofiary, rany, ból, cierpienie. Wysoka świadomość zapewnia rozwiązania uwzględniające najwyższe dobro wszystkich, których rozwiązanie dotyczy. Taka jest miłość bezwarunkowa – obejmuje wszystko.
Jeśli nie będziemy odczuwać emocji powstałych na bazie naszej świadomości, będziemy skupiać się na działaniach polegających na poradzeniu sobie z emocjami oraz działaniach, poprzez które unikniemy odczuwania lub je wyeliminujemy (nie wykluczając eliminacji ich domniemanego źródła jak inna osoba/osoby). To droga przeciwna do drogi, na której czujemy szczęście, spełnienie, sukces oraz na której jest nasze zdrowie.
Co więcej – niechęć do odczuwania polega, że emocje zostają w nas przechowane – przynajmniej część ich energii zostaje zapisana w ciele, zaś informacja czego dotyczyły zapisana zostaje w podświadomości. Można powiedzieć, że nasze niekorzystne postrzeganie zostało jeszcze bardziej utwierdzone – w ciele i umyśle. Dlatego mówiłem, że choroby to także informacje o naszej świadomości i tego, co już w sobie przechowujemy.
Jednak niska świadomość – umysł – ego – chce jedynie pracować nad skutkami, a nie przyczynami. Zmaga się z emocjami, chorobami, problemami, zamiast odnaleźć ich źródło i zająć się nim z najwyższego możliwego na dany moment poziomu. Dążymy oczywiście do Miłości Bezwarunkowej, gdyż dopiero na tym poziomie znikają wszystkie problemy. Wtedy żyjemy już tak harmonicznie, że świat bardzo szybko odzwierciedla nasze intencje. Jeśli potrzebujemy pieniędzy – nowe źródła zarobku pojawią się bardzo szybko. Itd. Szybko wracamy do zdrowia, nasze blokady zostają natychmiast ujawnione i towarzyszące im emocje, zaś my dzięki wewnętrznej harmonii od ręki je uzdrawiamy w sobie. Znikają niechęci i zmaganie, dzięki czemu zmienia się odbiór nas przez innych ludzi. Cały świat wydaje się nam sprzyjać (bo to jest prawda i zawsze tak jest ale nie z tym są zestrojone nasze zmysły w niskiej świadomości).
Podkreślę, gdyż jest to niezwykle ważne – sukces obejmuje porażki. Ba! Zależy od nich! Sukces zależy od ilości porażek i wyciągniętych z nich wniosków. Ale też sukces zależy od wdrażania nowej wiedzy (powstałej z wyciągniętych dzięki porażkom wniosków), której namacalne efekty są dla nas korzystne. Dopóki efekty nie będą korzystne, korygujemy działanie i/lub jego intencje.
Więc – sukces wewnętrzny mający przełożenie na wszystkie sukcesy zewnętrzne obejmuje wszystkie nasze niskie emocje, wliczając wstyd, poczucie winy, apatię, żal, strach, pożądanie, gniew i dumę. Sukces wewnętrzny obejmuje nasze dotychczasowe postępowanie względem siebie i innych, a także wszystkie porażki jakie z tego wynikły. Sukces obejmuje również wyciągnięte wnioski, czyli wewnętrzny wzrost do miłości.
Jednym z wniosków do jakich dążymy jest – no jakie korzyści niby mamy z odczuwania wstydu, który może być tak nieprzyjemny, że niektórzy wolą popełnić samobójstwo, niż żyć w nim nawet godzinę dłużej? W życiu trwa tylko to, czemu stawiamy opór. Wszystko inne podlega zmianie – ewolucji. Przemija, gdyż świat fizyczny to świat doczesny. I warto już w tym momencie wiedzieć – ewolucji czego i do czego? Ewolucji formy do esencji, z której wypływa forma. Przekroczenie formy akceptując ją. Zaakceptujmy wstyd pomijając formę odczuć. Gdy nie stawimy mu oporu – on również ewoluuje. Bo taka jest natura energii – ruch, a ruch przynosi zmianę.
Dzisiejszy świat ludzi nastawiony jest na unikanie tego, co nieprzyjemne i robienie tego, co przyjemne. To ogromna pułapka. Musimy zrozumieć kilka faktów:
  • Nic z zewnątrz nie daje nam przyjemności i nigdy nie dawało. Wszytko zewnętrzne zwraca nam w większej lub mniejszej ilości to, co sami temu (do)daliśmy. Jednocześnie to, co przyjmiemy z powrotem, a także ilość tego zależy od poziomu naszej otwartości. Opór przed odczuwaniem radości może stanowić więc problem, by czuć się dobrze. Wtedy jedyną drogą zostaje tłumienie niechcianych emocji.
  • Nie ma złych emocji. Mniej lub bardziej korzystne decyzje podejmujemy my sami w obliczu tego, co czujemy i jak to postrzegamy. Jeśli zaczynamy atakować lub w inny sposób zmagać się z emocją i się jej opierać to tak jakbyśmy opierali się sygnalizacji na desce rozdzielczej samochodu (a nawet cierpieli, że się zapaliła) zamiast zrozumieć jej przekaz dla nas i zatroszczyć się o nas, samochód, a także ewentualnych pasażerów.
  • Nie możemy zdecydować, co będziemy czuć, gdyż nie o to chodzi w odczuwaniu. Ale możemy zdecydować co zrobimy czując daną emocję – w szczególności liczy się nasze podejście do tej emocji.
  • Emocje informują nas o naszej świadomości, w tym o jej podświadomej części. Jeśli coś czujemy, nie mamy się użalać i czuć jak ofiara, tylko rozpocząć proces uzdrowienia. Każdy ma już w tym momencie taką możliwość. Zawsze ją mieliśmy i zawsze będziemy ją mieli.
  • Nie musimy i nie powinniśmy unikać tego, co bolesne w życiu. Nie mówię o poświęcaniu się, czyli zewnętrznym działaniu (poświęcanie się to zazwyczaj działanie nie uwzględniające naszego własnego dobra). Mówię o wewnętrznym stanie. Jeśli coś boli nas wewnątrz, to naszą odpowiedzialnością W TYM WŁAŚNIE MOMENCIE jest objąć to swoją nieoceniającą obecnością. Wtedy nastąpi uzdrowienie, a przynajmniej się rozpocznie. I dopóki będziemy dla siebie nieoceniający, akceptujący i wzrastający w bezwarunkowej miłości – tym głębsze będzie nasze uzdrowienie i rozkwit. W tym rozkwit naszego życia.
  • Unikanie odczuwania tego, co bolesne nie pozostawia nam wielkiego pola do manewru. Będziemy tracić czas, energię, pieniądze i zdrowie, by cały czas unikać tego, co nieprzyjemne. A to nie przybliży nas do rozkwitu. Jeśli unikamy poparzenia przez ognisko, nigdy nic nad nim nie upieczemy. Należy rozpoznać dlaczego czujemy ból, co jest jego źródłem i odpowiednio się tym zająć. Unikanie tego, co niechciane nie spowoduje, że niechciane zniknie. Gdyż każda emocja lub wydarzenie przyciągnięte przez już tkwiące w nas emocje to dla nas pełna miłości informacja. Jeśli zranimy się w rękę to co robimy? Troszczymy się o siebie, oczyszczamy ranę, chronimy ją i dbamy, by się zagoiła. Nie zmagamy się z bólem chyba, że ból jest naprawdę ogromny to wtedy naturalnym jest wzięcie leku, który utnie naszą świadomość odczuwania tego doznania. Ale nie przerywamy procesu zdrowienia niezależnie ile on potrwa.
  • Unikanie odczuwania to tak naprawdę unikanie źródła emocji – naszej niskiej świadomości, czyli ostatecznie źródła problemów w naszym życiu oraz źródła braku rozwiązań dla nich. Jest to również źródło wszelkich chorób i cierpienia. Mówiąc, że np. nie chcemy z kimś porozmawiać lub kogoś słuchać, tak naprawdę nie chcemy rozmawiać lub słuchać swojego wnętrza – swoich emocji, które ta osoba w nas ujawnia.
  • Jeśli czujemy się źle, nic z zewnątrz nie da nam rozwiązania. Co najwyżej emocje mogą zostać stłumione przez różne środki jak papierosy, alkohol, porno, narkotyki, a także tłumione w trakcie karmienia umysłu informacjami, czytaniem książek, robieniem wielu rzeczy naraz, użalaniem się, wewnętrzną walką. Tylko naszemu umysłowi wydaje się, że tego potrzebujemy i że to działa, gdyż nasz umysł jeszcze nie poznał drogi odczuwania i wewnętrznego wzrostu. I on bardzo szybko uzna chwilową ulgę za skuteczne rozwiązanie ale wymagające powtórzenia za każdym razem, gdy pojawi się niechciany stan emocjonalny. Wtedy jeśli działanie lub spożywana substancja nie są dla nas korzystne, zaczną z coraz większą siłą wpływać na nasze życie. Co nie znaczy, że źródłem naszego cierpienia będą te działania lub używki. Źródłem naszego cierpienia jest powód, dla którego często z nich korzystamy. Wypicie nawet raz dziennie czarnej kawy nie zrobi nam krzywdy. Ale wypicie już 3-4 czarnych kaw dziennie zacznie mocno wpływać na nasz organizm.
  • Nie możemy tak naprawdę nigdy robić tego, co przyjemne (bo wszystko jest jakie jest; zaś dla nas stanowi tylko odbicie naszej inwestycji). To my decydujemy jak postrzegamy daną czynność, rzecz czy osobę i na tej podstawie dopiero otwieramy się na dawanie przyjemności ze swojego wnętrza na zewnątrz. A także otwieramy się na odbiór powracającej do nas zainwestowanej energii, gdyż wysoka energia/wysoka wibracja szybko porusza się po świecie, więc i szybko do nas wraca.
  • Jeśli czujemy daną emocję, emocja ta informuje nas o swoim źródle. Ale nigdy nie dostarczy nam rozwiązania. Rozwiązanie przychodzi po odkryciu źródła emocji (które nigdy nie jest zewnętrzne), uwolnieniu jej, by mógł nastąpić wzrost do wyższej świadomości wraz z ustaloną intencją, byśmy wzrośli wewnętrzne – stali się rozwiązaniem w sobie. Rozwiązanie staje się automatyczne po wewnętrznym wzrośnie ponad źródło emocji. Nie wyklucza to podjęcia ewentualnego odpowiedniego, fizycznego działania. Jednak zarówno działanie to i jego wykonanie z uwzględnieniem intencji stają się spójne z nami dopiero po uwolnieniu się od emocji i pozwoleniu sobie na wewnętrzny rozkwit. Bez tej spójności możemy całe życie czuć się jak oszust lub jak “nie my”.
Jeśli się stresujemy, czyli tak naprawdę boimy – strach informuje nas, że w danej sytuacji lub w obliczu tego, czego się spodziewamy uważamy, że sobie nie poradzimy, przegramy lub zginiemy. Strach więc jest to pełen miłości sygnał dla nas, byśmy już teraz zatroszczyli się o siebie, przygotowali się na dany scenariusz – WEWNĘTRZNIE (!!!) i ewentualnie dopiero później zewnętrznie (nawet najlepszy system antywłamaniowy nie usunie z nas strachu przed napadem we własnym domu). I jeśli to zrozumiemy, natychmiast możemy podziękować tej emocji i puścić ją – uwolnić, pozwolić jej odejść. Wzrosnąć w świadomości. Dzięki temu wzrostowi – wewnętrznemu rozkwitowi bardzo szybko pokażą się rozwiązania i ewentualne sposoby jak się zatroszczyć o siebie lub innych. I wtedy już nie ze strachu ale z nowego poziomu zrozumienia. Ale musi nastąpić wewnętrzny rozkwit – poczucie wewnętrznego bezpieczeństwa niezależnie co przyniesie przyszłość. Inaczej ten strach zawsze w nas zostanie, dopóki nie zostanie uzdrowione jego źródło – nasza świadomość.
Poznałeś już dwa poprzednie kroki, by nauczyć się odczuwać. Są niezwykle ważne. Ale już pierwszą konkretną czynnością jaką należy podjąć to, generalnie – takie wytrenowanie swojej świadomości, by zaczęła postrzegać, uchwycać w sobie emocje. Mówiłem, że odczuwanie odbywa się w świadomości. Jest to proces wewnętrzny. Nie oznacza to, że mamy ignorować umysł i ciało. Wręcz przeciwnie! Uzdrowienie jest to proces holistyczny – uwzględnia całość. Integruje. Niechęć do odczuwania jest właśnie brakiem tej harmonii – brakiem integracji. I o powrocie do integracji informują nas emocje. Czyli o tym, co blokuje integrację i co było przyczyną jej rozpadu. Oczywiście niechęć do odczuwania może wynikać z przeżytej traumy, której towarzyszyły te emocje. O traumie napiszę w kolejnym artykule.
Odczuwanie możemy przyrównać do każdej dyscypliny sportowej. Np. do golfa. Dla początkującego sukcesem będzie jeśli w ogóle trafi piłeczkę. To gdzie ona poleci jest dla początkującego golfiarza mniej ważne. Nie wymagamy od siebie trafienia do dołka w kilku precyzyjnych uderzeniach, gdyż nie wyrobiliśmy w sobie… wrażliwości na to jak ruch naszych rąk wpływa na trajektorię piłki. Natomiast dla eksperta od golfa lub osoby bardzo doświadczonej nawet minimalny ruch nadgarstka będzie ODCZUWALNY jako ogromna zmiana w świadomości – poczuje on, gdzie wyląduje piłka. Ale do tego sam dochodził stopniowo. Metodą prób i błędów. Dopiero praktyka i świadome badanie jak te niewielkie niuanse wpływają na lot piłki zaczynamy “łapać” o co chodzi w tej dyscyplinie. Wtedy półmilimetrowy ruch przedramienia nie jest już dla nas niezauważalny. Staje się monstrualnie wyraźny, odczuwalny i wiemy jak wpłynie na nasze uderzenie. Nagle to co niedostrzegalne stanie się dostrzegalne.
Jednak żebyśmy w ogóle pozwolili sobie na proces nauki, musimy mieć świadomość, że przez jakiś czas będzie się nam wydawał jako bezowocna praca. Wiele razy poślemy naszą “piłkę” do wody lub w krzaki (to właśnie te porażki, od których zależy sukces). I to naturalnie spowoduje, że nasz umysł (nasze ego) będzie namawiało nas, byśmy zrezygnowali z nauki odczuwania. Będzie to robiło przez ujawnianie tkwiących w nas niskich emocji, szczególnie wstydu związanego z “porażkami”. Dzięki akceptacji porażek już niezwykle wzrastamy.
I właśnie to jest ten moment, by uświadomić sobie, że czucie się gorzej w trakcie nauki jest czymś całkowicie normalnym! Nie musimy nic z tym robić, tylko to zaakceptować. Wtedy wzrośniemy niesamowicie, gdyż dostrzeżemy, że wielu niezbędnych czynności, by poprawić swoje życie nie podjęliśmy się, gdyż zamiast na korzystnym działaniu skupialiśmy się od ucieczki od tego gorszego samopoczucia. Akceptując to niska emocja minie bardzo szybko, my nie stracimy energii na zmaganie się, czasu na tłumienie, a więc będziemy mogli kontynuować naszą naukę i wzrastać. Czasem od razu ujawniona zostanie kolejna warstwa niskich emocji – zalegających w nas toksyn. I znowu je uznamy. Znowu się oczyścimy. I nagle “załapiemy” na czym polega odczuwanie. Na byciu. Na uznaniu wszystkiego, co jest w nas i na nieopieraniu się zarówno temu, jak i wszystkiemu, co na zewnątrz.
Bardzo ważne jest, by zrozumieć, że wiele osób, które pisały do mnie, że nie potrafią odczuwać, dodawały, że CZUJĄ z tego powodu zdenerwowanie, frustrację, czasem smutek i wstyd. Jak łatwo pomijały ten niezwykły fakt, że CZUŁY! Tylko nie to, co chciały czuć. I właśnie ta niechęć, to ignorowanie obecnego stanu jest jedyną przyczyną dlaczego nie czują, nawet bardzo długo tego, co by chciały czuć. Nie można nie czuć. Można tylko nie być tego świadomym. Zaś brak świadomości jest to tylko nierozpoznany nawyk – robimy coś, by zająć czymś naszą świadomość – na czymś zewnętrznym, na jakimś działaniu lub wewnętrznej walce – niezgodzie na nasz stan obecny. Robimy coś, by nie czuć, by się poczuć – dostrzegasz dysonans?
I właśnie przez to nie poprawia się w naszym życiu – no bo jakże mamy zmierzać do poprawy, jeśli zajmujemy się walką. NIEchęcią. Jakże mamy poczuć chęć jeśli nosimy w sobie niechęć?
Tak naprawdę pogodzenie się ze swoimi niskimi stanami emocjonalnymi jak zdenerwowanie, nerwowość, stres, gniew, smutek, wstyd, poczucie winy będzie wielkim skokiem. To ogromny postęp – tak wielki, że aż trudno ująć to słowami. Wtedy, gdy “poskromimy” własny umysł w obliczu niskich emocji, automatycznie staniemy się osobą, która pozwoli sobie przeżywać w pełni/pełniej również wszystkie wspaniałe uczucia.
Jeśli chcemy czuć się dobrze (ze sobą, swoim życiem), a nic nie czujemy (bo nie chcemy świadomie czuć), jakże mamy odkryć przyczyny obecnego stanu naszego życia, a także blokad w jego naprawie? Ludzie mówią wtedy, że nie mają motywacji, by coś osiągnąć, że szukają sensu w życiu, itd. Tak naprawdę pragną czuć. Najlepiej coś dobrego. No bo jeśli czujemy się dobrze to znaczy, że jest dobrze. Czyli oznacza to, że robimy coś dobrze i należy to kontynuować. A jeśli czujemy się źle to znaczy, że jest źle, że robimy coś źle i należy przestać to robić (i co wtedy?). Niekoniecznie! Jeśli nie pozwalamy sobie na odczuwanie również niskich emocji, nasz kompas nie może nas kierować OD tego, co nam nie sprzyja DO tego, co sprzyja nam i naszemu życiu, a także zdrowiu, szczęściu, naszym bliskim, itd. Dążymy do tego, by poczuć się dobrze o ile nie jest to sztucznie wzbudzone “dobrze”. Wielkim krokiem jest mieć świadomość, że wszystko jest dobrze, gdy czujemy to, co do tej pory uznawaliśmy za wystarczający powód, by uznać, że dobrze nie jest. Nawet czując rozpacz wszystko jest dobrze! Bo właśnie ujawnia się masa emocjonalnych toksyn, które niczym wielotonowy plecak ciążyły nam na każdym kroku!
Pamiętajmy, że tu chodzi o trzy istotne sprawy:
  • Nasz wewnętrzny wzrost.
  • Nasze wnętrze – co w nim zostanie “pod koniec dnia”.
  • Rezultaty naszych działań.
Jeśli ktoś obwinia nas, krzyczy na nas, mówi nam same negatywności, biorąc pod uwagę powyższe punkty:
  • Musimy zrozumieć, co ta osoba mówi nam o naszym postępowaniu względem siebie samego. To informacja pełna miłości! Możemy z niej wyciągnąć odpowiednie wnioski i wreszcie rozpoznać jak się nieświadomie sami raniliśmy własnym postępowaniem i je zmienić.
  • Dzięki umiejętności przeżywania ujawnionych negatywności, a także brania odpowiedzialności tylko za swoje emocje, a nie innych osób, możemy oczyszczać się, dzięki czemu ta sytuacja nie stanie się źródłem naszego cierpienia i dodatkowym obciążeniem. Przeciwnie – oczyścimy się, co pozwoli nam odczuć jeszcze większą wdzięczność dla tej osoby i również uzdrowić ją chociaż w niewielkim stopniu (tak naprawdę nie ma niewielkich stopni jeśli chodzi o uzdrawianie kogokolwiek).
  • Rozpoznanie własnych niekorzystnych dla nas czynności i ich korekta (często wystarcza jedynie korekta intencji) zmieni kierunek naszego życia, a często od razu zaczniemy czuć się dobrze, bo przykładowo przestaniemy tkwić w relacji ze strachu i wzrośniemy do akceptacji, do uznania, do szacunku.
Dlaczego tak ważne jest, by wziąć odpowiedzialność za swoje emocje, nauczyć się odczuwać, przeżywać je, uwalniać i się z nich oczyszczać? Kilka przykładów:
  • Powiedzmy, że bardzo denerwuje nas nasza mama czy ktokolwiek bliski. Po prostu cokolwiek nie powie, wywołuje w nas furię. Najpierw potrzebny jest szerszy kontekst, by wyjść ze świadomości ofiary, przestać patrzeć się na inną osobę jak na naszego kata. Zyskujemy moc. Co się w ogóle dzieje? Ta osoba uczy nas. Jest dla nas pełna miłości, tylko blokuje jej odczuwanie w sobie ze względu na swoją niską świadomość, więc i forma przekazu jest niska. Jednak to tylko forma. Esencją (zawsze) jest nauka pełna miłości. Zapewne to, jak postrzegamy zachowanie tej osoby względem nas i to, co wtedy robimy (opieramy się) są głównymi powodami naszego nieszczęścia w życiu lub obecnego stanu, który nam nie odpowiada i może nawet przez który cierpimy. Więc ta osoba nie ma nic do rzeczy, jeśli chodzi o nasze cierpienie. Nasze cierpienie wywołane jest przez naszą interpretację oraz podjęte działanie. Jeśli nauczymy się akceptować tę osobę, akceptować to, co czujemy i zrozumiemy, że nie denerwuje nas zachowanie tej osoby, tylko nasza własna na to niezgoda i ujawniony opór, a także to jak postrzegamy odczuwane w sobie emocje, wzrośniemy ponad ten problem. Jeśli nauczymy się akceptować to, że inni ludzie będą mówić co chcą, jak chcą i kiedy chcą i nic nie musimy z tym robić, wliczając opieranie się – nagle WSZYSTKIE podobne sytuacje przestaną nas dotyczyć, bo przestaniemy się w nie angażować emocjonalnie! Nie oznacza to, że przestaniemy być kochający czy przestanie nam zależeć na bliskich. Wręcz przeciwnie! Będziemy mogli przestać oceniać, obwiniać, patrzeć na tę osobę jak kogoś kto nas rani, przestać patrzeć na siebie jak na ofiarę (więc tak naprawdę zrozumiemy, że to my sami siebie raniliśmy tą świadomością) i zrozumieć, że ta osoba pragnie naszego dobra niezależnie co mówi. Wtedy, w tym stanie spokoju zyskujemy moc, wzrastamy i możemy sytuację rozwiązać. A jeśli rozwiązanie nie jest konieczne (zazwyczaj wtedy przestaje być potrzebne jakiekolwiek rozwiązanie) – zyskujemy wewnętrzny spokój. Problem znika. A dzięki temu nauczyliśmy się – STALIŚMY SIĘ osobą, która już nie angażuje się w negatywności innych ludzi. Zyskaliśmy wspaniałą i potężną umiejętność, dzięki której nasze życie zyska bardzo wiele.
  • Powiedzmy, że odeszła od nas partnerka/partner. Bardzo nas to bolało. Dlaczego? No bo od tej osoby uzależniliśmy swoją wartość, szczęście, radość, a może dzięki niej nie czuliśmy się gorsi, nie czuliśmy się samotni, nie czuliśmy strachu (bo życie bez drugiej osoby z jakiegoś powodu uważamy za złe). To się nazywa (współ)uzależnienie. Więc brak tej osoby w naszym życiu, a także sam fakt jej odejścia daje nam możliwość ujawnienia i uzdrowienia tych wszystkich negatywności. Przestajemy już oddawać za nie odpowiedzialność tamtej osobie i liczyć, tak bardzo liczyć, że ona będzie z nami, bo dzięki temu tego nie czujemy (tak samo jak alarm antywłamaniowy “zabiera” od nas strach przed włamaniem). Ale już z tym nie walczymy. Pozwalamy sobie to przeżyć i odpuścić. Bo już rozumiemy, że nie musimy walczyć z tymi emocjami, a także nie musimy się opierać temu, co się stało. Bo osoba ta nie odeszła od nas, by nas zranić lub bo jesteśmy gorsi (choć mogła to nam powiedzieć jako własną racjonalizację). Ona odeszła, bu UJAWNIĆ już tkwiące w nas negatywności, byśmy mogli przestać żyć w tym wstydzie, winie, bezsilności i strachu. Dzięki naszemu oczyszczeniu przestajemy nosić w sobie te toksyny, więc otworzymy się na równie otwarte i zdrowsze osoby. Bardziej kochające w esencji i w formie. Co więcej – już nie boimy się odejścia innej osoby od nas, bo wiemy, że nic złego się nie stanie nawet jeśli odejdzie, a będąc z kimś już nie jesteśmy ze strachu, tylko z pełni. Stajemy się więc radością, nie boimy się samotności, bo nie istnieje nic takiego – nauczyliśmy się być sami ze sobą i już jest nam dobrze! Więc zaczynamy się tym dzielić z inną osobą, która dzięki naszej kochającej, nieoceniającej obecności sama uzdrawia swoje wnętrze i zaczyna się z nami dzielić wypływającym z niego nektarem. To powoduje, że związek rozkwita. A nie zacieśnia się przywiązanie wynikające ze strachu czy wstydu.
Pamiętajmy, że emocje powstają niezależnie od naszej woli. One muszą powstawać, bo taka jest im przeznaczona rola – pomagać nam, kierować nas. Ten system działa sam i nie może zostać ani zepsuty, ani zatrzymany. Działa również niezależnie od tego czy słuchamy tego, co nam przekazuje. To dobra wiadomość. Bo odczuwanie emocji jest jak słuchanie muzyki własnego ciała. Wystarczy wyciszyć mentalny hałas, otworzyć się – polubić to, co zacznie do nas docierać, a zmieni się bardzo wiele. Czyli – nic nie jest zepsute i nigdy nie było. Po prostu nasz “mięsień odczuwania” jest słaby i należy go wytrenować.
A dlaczego jest słaby? To jest tak jak z osobami, które mają jakiś dar i ten dar doprowadził do cierpienia kogoś innego. Taka osoba zazwyczaj czuje się z tym źle, że porzuca swój dar. Zaczyna postrzegać go jako klątwę. Unika go. Nie chce go. Tak właśnie postępują osoby niezwykle wrażliwe. Z tym, że ich dar został otoczony mnóstwem negatywnych opinii o samych emocjach. Dlatego, gdy czuliśmy te emocje, niewinnie i nieświadomie kierowaliśmy się opiniami innych ludzi – stawialiśmy opór emocjom, co nas bardzo bolało. Bolało nas tak bardzo, że musieliśmy się ratować – doprowadziliśmy do tego, że “zapomnieliśmy” jak to jest odczuwać. Nietrenowane mięśnie nie znikają. Po prostu trzeba się o nie zatroszczyć.
Ale nawet pomimo tych pozytywnych informacji umysł ludzki nie lubi czuć. Dlaczego? Gdyż aby odczuwać, należy puścić kontrolę emocji. Bo kontrola to opór. A umysł boi się nie mieć kontroli! Ego boi się nie mieć kontroli, bo uważa, że bez jego kontroli wszystko się rozpadnie – runie nasz świat (a nawet świat w ogóle). Heh, to właśnie może dla ludzi być niezłym “kopniakiem” – stawiamy się w centrum świata i uważamy, że bez nas on nie może działać. Ponownie – jeśli świat nie rozpadł się na kawałki, gdy spaliśmy ostatnio – wszystko gra! Możemy puścić kontrolę. Czyli pozwolić, by wydarzyło się to, co nadciąga i nic z tym nie (starać się) robić.
Drugim problemem umysłu jest to, że on uważa, że jak dopuści emocje do świadomości to one nas pochłoną. Dosłownie umysł uważa, że mogą zrobić nam krzywdę. Umysł, dla przypomnienia, kocha nas i chce dla nas dobrze. Tylko on nie wie co to znaczy dobrze i jak to osiągnąć. Dlatego tak powszechnie akceptowalne stało się wlewanie w siebie trucizny pod postacią alkoholu, by wygłuszyć odczuwanie niskich emocji. Mówi się, że to “relaks przy piwku” lub “lubię piwo”. Nie. To w 99% przypadkach strach przed odczuwaniem tego, co już w sobie nosimy. A dzięki ogłupionej przez alkohol świadomości tak łatwo jest zrzucać odpowiedzialność za swoje nieuświadomione wnętrze.
Trzecim problemem jest to, że skoro nie możemy uniknąć odczuwania, musimy uniknąć koncentrowania się na tym, co potrafi czuć – nasze ciało. Dlatego uciekamy od ciała w umysł lub z drugiej strony – zaczynamy używać naszego ciała jako “przykrywki”. Ucieczka od ciała w umysł to np. oglądanie pornografii, seks bez emocjonalnego zaangażowania, bez próby połączenia z partnerem/partnerką (czyli tzw. jednonocne przygody). Ucieczka z ciała w umysł to samogwałt, to niechęć, by nawet patrzeć na swoje nagie ciało. To wybieranie drogich ubrań, które mają zastąpić nasze niekochane przez nas ciało. Możemy używać swojego ciała (lub ciał innych osób) jako czegoś, by “poczuć się lepiej”, czyli tak naprawdę myśleć o sobie lepiej. Nosimy w sobie niskie emocje, więc umysł pracuje na ich bazie. Dlatego nie lubimy naszych myśli. Szukamy więc pretekstu, by umysł mógł skupić się na czymś, co przyniesie lepsze myśli – kupujemy drogie ciuchy, chodzimy 7 razy w tygodniu na siłownię i uznajemy nasze ciało za najlepsze co mamy ale ze strachu i wstydu, nie z miłości (przypominam, że nic nie ma mocy, by zabrać od nas nasze emocje). Używamy naszego ciała do seksu, by uciec od niechcianych emocji i za pomocą seksu szukamy w innych chociaż “kropelki” tego, co można nazwać jako lubienie się czy szacunek. Jeśli już tego w sobie nie czujemy, nie poczujemy tego z innymi. Chyba, że pomogą nam odpuścić nasz własny opór przed tym.
Wiem, że z niektórymi informacjami się powtarzam i już jest ich bardzo dużo ale są niezwykle ważne i chcę, byś je miał/miała.
Nie ma ucieczki od emocji – nie ma i nie musi być. “Uciec” możemy tylko z odczuwania w umysł lub działanie. W obu przypadkach przesadne, bo nie możemy przestać czuć. Zaś jeśli opieramy się emocjom, one cały czas są i najprawdopodobniej rosną.
Dlatego też trzeci krok jest tak potężny, a jednocześnie prosty w zastosowaniu.

Trzeci krok to nauka medytacji.

Dzięki medytacji uczymy się jak “wrócić” ze swojego umysłu do swojego ciała (bo skupiamy się na oddechu, czyli przepływie powietrza przez nasz organizm). Jednocześnie porzucamy wszelkie działanie i zatrzymujemy się. Wracamy do siebie. Z ROBIĆ czy MIEĆ do BYĆ. O medytacji znajdziesz setki, jeśli nie tysiące książek. Mnóstwo informacji zarówno pozytywnych jak i negatywnych. Niektórzy uważają medytację za wynalazek szatana. Ileż razy słyszałem od osób religijnych, że medytacja jest sprzeczna z religią chrześcijańską. No super, tylko weźmy pod uwagę fakt, że Jezus medytował… no ale jeśli ktoś wybiera swoją rację, niż spokój…
Najprościej medytację nazwać jest uważnością. Byciem świadomym niezależnie czy siedzimy sami w pokoju czy jedziemy 150 km/h na autostradzie. Medytacja to świadome bycie. Zaś z bycia wynika robienie i posiadanie. Jeśli jesteśmy świadomi byciem, jesteśmy świadomi co kreujemy przez nasze działanie, więc ostatecznie – jesteśmy świadomi, co będziemy mieli. Niechęć do odczuwania, czyli do bycia to przeciwieństwo świadomości. To nieświadomość, czyli niska świadomość. Nie ważne jest wtedy co robimy i co posiadamy. Często nawet nie wiemy co robimy (lub z jakich powodów), więc i co będziemy mieli. Wtedy zazwyczaj to co mamy nam się nie powoda, więc popadamy w użalanie, co jeszcze mocniej obniża naszą świadomość. Co ciekawe – możemy mieć miliony na koncie, piękne seksualne partnerki lub najwspanialszego partnera pod Słońcem ale jeśli nie CZUJEMY się z tym dobrze – nic nam to tak naprawdę nie da (no bo i tak nam nic nie daje, tylko zwraca naszą inwestycję – świadomą lub nie!). Rozczaruje nas, bo nieświadomość to życie zaczarowane. Zaczarowane tym, co nosimy w naszej podświadomości i z czego nie zdajemy sobie sprawy.
O medytacji napiszę w przyszłości osobny artykuł lub serię.

Czwarty krok – stawanie się świadomym/świadomą odczuć płynących z ciała.

Na ten moment dam Ci również sposób w jaki sposób medytować spontanicznie. Połączymy nauki Wschodu z technologią Zachodu. Użyj stopera w telefonie lub jakiegoś programu zawierającego alerty. Ustaw regularne lub nieregularne interwały. Niech będą dla Ciebie wygodne – może być to godzina, dwie lub trzy. Może nawet częściej. Twoim zadaniem będzie ZA KAŻDYM RAZEM, gdy włączy się alarm porzucić wszystko co robisz, nawet zatrzymać się, jeśli akurat jedziesz samochodem (ach! Ileż to trzeba poświęcić, by poprawić swoje życie ;) ) i całkowicie skupić się na swoich ciele. Masz zacząć sprawdzać czy i co czujesz – co obejmuje w tym momencie Twoja świadomość. To wszystko.
Gdy usłyszymy budzik, zamykamy nasze oczy, bierzemy kilka głębokich, regularnych oddechów. Nie wymagamy od siebie niczego. Ale również niczego nie ignorujemy i niczemu się nie opieramy. Jeśli czujemy się źle, jeśli czujemy jakieś doznania, np. coś nas swędzi – uwzględniamy to. Notujemy to. Proste, krótkie komunikaty. Stajemy się świadomi połączenia między naszą świadomością, a naszym ciałem. Zapisujemy każde doznanie jakie mamy – od swędzących włosów, jakiegoś dziwnego napięcia w brzuchu, lekkiego podrażnienia nosa, zmęczenia prawego oka, itd.
Rób to przynajmniej przez tydzień. Tydzień czasu wystarczy, byś nabrał/nabrała wprawy w uświadamianiu sobie tego, co odczuwa Twoje ciało – niezależnie czy jest to emocja czy po prostu niewygodnie leżeliśmy oglądając telewizję. To na ten moment nie jest ważne. Odróżnienie zwykłych fizycznych odczuć od emocji to etap drugi tego ćwiczenia i jednocześnie jest to krok piąty.

Piąty krok – rozróżnianie emocji od innych rodzajów odczuć.

Robisz dokładnie to, co robiłeś/robiłaś do tej pory – czyli m.in. notatki (notatki są niezbędne).

Rób notatki!
Tylko tym razem dodatkowo staramy się nazwać czy to co czujemy to emocja i jeśli tak to jaka? Jaką emocję czujemy? Aby Ci pomóc w nazwaniu Twoich uczuć, przygotowałem listę tego, co możemy czuć. Kliknij na poniższy link:
http://wolnoscodporno.pl/Rozne/WoP-Emocje.pdf
Ta lista odczuć zawiera również nadrzędne niskie emocje. Czyli tak naprawdę wiele nazw dla tego samego. Wydrukuj ją sobie lub zapisz w swoim telefonie i gdy zadzwoni budzik, postaraj się określić czy coś z tej listy pasuje do tego, co obecnie odczuwasz. Nie oceniaj tego, nie wstydź się. Po prostu stań się nieoceniającym/ą obserwatorem/obserwatorką swoich odczuć.
Rób to również przez tydzień. To dwa tygodnie bardzo, bardzo konkretnych czynności, które pozwolą Ci się otworzyć na swoje ciało, więc i na odczuwanie. A wraz z tym – na uzdrowienie. Pamiętaj o poprzednich krokach! I zacznij już od dzisiaj.
To jeszcze nie wszystko w temacie nauki odczuwania ale artykuł ten stał się już wystarczająco nasycony informacjami, więc na ten moment wystarczy. Wracam za kilka dni! :)
Multimedia użyte w artykule – “Composition VIII” (Wassily Kandinsky)
Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Powiadom mnie o
Avatar

Avatar
Gość
Damian
28 sierpnia 2017 14:53

Według mnie nie ma czegoś takiego jak podchodzenie do kobiet nie oczekując niczego w zamian. Zawsze czegoś oczekujesz. Prosty przykład – skoro byś niczego nie oczekiwał to dlaczego podchodzisz do kobiet ładnych, które Ci się podobają a nie podchodzisz do jakiejś grubej i brzydkiej kobiety? Zawsze czegoś oczekujesz. Albo chcesz kobietę zaprosić na randkę, albo chcesz mieć z nią seks bo jest ładna. I takie gadanie że nie oczekujesz niczego zawsze mnie trochę rozwalało :P

Avatar
Gość
Piotrek
18 sierpnia 2017 21:00

Cześć Piotrze!

Trochę mnie nie było od ostatniej rozmowy. Widzę że dalej działasz. :)

Pisałem Ci o e-booku człowieka, który uzdrowił się z tego co ja mam(ZZSK). Kupiłem go w końcu kilka dni temu i jestem w trakcie czytania. Kurde, mam taką trochę niepewność dot. medot odstresowania, autor wspomina że to jest Krok nr I po prostu, najważniejsza rzecz. No i tak się zastanawiam, czy wspomniana przez Cb ,,Metoda Sedony” może być odpowiednim wsparciem w uzdrawianiu? Mam to, nieźle się czyta i tak myślałem że się poradzę.

Pisałeś mi że to nie przypadek że zachorowałem gdy poszedłem do szkoły po I klasie podstawówki, autor wspomina badania w jaki sposób stres(przeciążenie) może aktywować ,,uśpione” geny odpowiedzialne za chorobę. To samo mówi Jordan Peterson, psycholog kliniczny i wykładowca University of Toronto na temat chorób psychicznych- one się ,,jakoś” nie pojawiają, tylko związane są z traumą i stresem(zdaje się Twój następny wpis- czekam xD). Czyli to co mi pisałeś potwierdziło się w innych źródłach, nawet z badaniami naukowymi i poglądami naukowców.

Opowiem Ci dwie historie, proszę o komentarz :)

Historia I
W środę, pojechałem do BlueCity w Warszawie i krążę. Zobaczyłem dziewczynę która stała przy barierce i pisała coś na telefonie. Poszedłem dalej, ale myślę coś w stylu ,,nie no, taka okazja! Nie mogę przepuścić!”. Podszedłem, chwilę pogadałem, odszedłem radosny. Co zaobserwowałem? Po pierwsze, uczucie że w sumie nie mam o czym gadać(od tej pory już parę razy miałem tę silną chęć tak podejść pogadać no ale nie ma o czym..) a druga rzecz to to że od podejścia przez następne, no, do 10 minut, ustąpiło mi spokojnie ok 80% bólu. Momentalnie. Co sądzisz?

Historia II
Z dziś, właściwie to sprzed godziny, półtorej. Byłem na mieście i wracając do domu wysiadłem zrobić zakupy w Lidlu. No, ból był konkretny. Poza tym tak emocjonalnie źle się czułem(narzekanie na kobiety typowe dla sfrustrowanych facetów, bez konkretnego powodu tak mnie wzięło). W samym sklepie przypomniało mi się jaki miałem stosunek do rodziców jako dziecko jeszcze w wieku przedszkolnym(jeszcze przed chorowaniem). Matki to właściwie się bałem a ojca.. ojca się nie bałem. To było coś innego, On mnie traktował niepoważnie. Trochę też jako jakąś przeszkodę. Przypomniało mi się dokładnie jak się wtedy czułem jako małe dziecko, że to musi być w jakiś sposób moja wina że ojciec się tak wobec mnie zachowuje. W miarę jak to do mnie docierało to była coraz większa chęć na płacz(ja w kolejce do kasy). Wydaje mi się że drżącym głosem rozmawiałem z kasjerką. Jakoś się ogarnąłem, wyszedłem. Idąc na przystanek był taki moment że byłem bez ludzi woków, w ciemności. No to chwilkę zapłakałem ale zaraz się ogarnąłem bo ludzie szli. Co sądzisz? O tym przypomnieniu sobie, emocjach, tym moim powstrzymywaniu się itp Jak widzisz tę sytuację?

Pozdrawiam :)

Trochę mi zajęło ale jednak kupiłem xD ten PayPal to jednak świetna rzecz. Zajebiste mamy te ułatwienia technologiczne w dzisiejszych czasach. Pewną wdzięczność wręcz czuję wobec ich wynalazców i państw takich prokapitalistycznych i prorozwojowych ;)

wpDiscuz
Podobne Wpisy:
Ludzki umysł (Część 1)

Ludzki umysł (Część 1)

Witam Cię serdecznie! Chciałbym dzisiaj poruszyć wybitnie istotny temat, gdyż zauważyłem, że zacząłem go poruszać już na starcie współpracy z nowymi Uczestnikami Programu Wolność od Porno. Uznałem to za co najmniej krytyczne, by jak najszybciej zdać sobie z tego sprawę. Gdyż temat ten i tak pojawia się jako rzecz więcej, niż niezbędna do pojęcia i… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 1
O Emocjach – Poczucie Winy (Część 4)

O Emocjach – Poczucie Winy (Część 4)

Wiesz już nieco o wpływie emocji na człowieka i bardzo możliwe, również na Ciebie. Moje pytanie brzmi – czy wybierasz, by zrezygnować z poczucia winy i żyć bez niego? Czy jesteś gotowy wybaczyć sobie i innym przeszłość, chwilę obecną i nie trzymać winy na przyszłe błędy? Czy jesteś gotowy żyć w szacunku do życia? Do swojego… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4
Ludzki umysł (Część 2)

Ludzki umysł (Część 2)

Witam Cię serdecznie! Wracamy do tematu natury pracy ludzkiego umysłu. Część 1 znajdziesz klikając na poniższy link: ► Ludzki umysł (Część 1). Ludzki umysł myśli sam. Żadne słowa nie oddadzą w pełni ważności zrozumienia tego krótkiego faktu. Umysł myśli sam i nic nie możemy na to poradzić, ani nic nie możemy z tym zrobić: –… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 8
O Emocjach – Gniew (Część 1)

O Emocjach – Gniew (Część 1)

Witam Cię serdecznie! Dzisiejszym artykułem rozpoczynam opis emocji (jakości energii) oraz świadomości określanej jako gniew. Będę trochę klął, żeby było tematycznie ;) Niemniej muszę uważać, co piszę, bo ludzie globalnie zakochani są w tej emocji i nie życzą sobie odczarowania. Dlaczego? Bowiem gniew jako forma energii jest najsilniejszą z niskich emocji. Oraz mającą niemalże najwyższą… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0

WOLNOŚĆ OD PORNO