Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/15

Witam Cię serdecznie!
Dziś rozpoczynamy temat świadomości Dumy! Ajajaj, jestem podekscytowany, bo duma to ostatnia i największa iluzja ludzkiego, zwierzęcego życia i sprawą krytyczną jest, by ją dostrzec i zacząć odpuszczać.
Rozpocznę od krótkiej historii, by unaocznić jej wpływ.
Rozmawiałem kiedyś ze znajomym i zapytam się go jaka jest jego wymarzona praca. Pomyślał chwilę i wymienił jedną. Zapytałem się go następnie – zastanów się czy chodzi ci konkretnie o tę pracę czy o to jakbyś się CZUŁ wykonując ją? Tym razem namyślał się dłużej. Odpowiedział, że chciałby się tak czuć, praca w sumie nie jest aż tak ważna. Zapytałem się go więc – “A gdybyś mógł się tak czuć kopiąc ziemniaki na polu i mógłbyś to poczuć już teraz, wybrałbyś to czy raczej dążył, może nawet latami, by tę swoją, wymarzoną pracę zdobyć?” Ponownie potrzebował chwili, by odpowiedzieć. Odpowiedział, że mógłby kopać ziemniaki.
Dlaczego w tym przypadku zawiera się duma? Bo jedną z jej jakości jest trzymanie się tego, co znane – np. swoich przekonań i ograniczanie świadomości – nie pozwalamy sobie, by spojrzeć ponad nie. Ponad obecnego siebie. Ponad wiarę na temat siebie i życia. Wiele osób uważa, że po prostu są jacy są i zmienić się nie mogą. Tak samo ze światem. To też duma. I to duma ogranicza zmianę, a nie to, w co te osoby wierzą na swój temat i na temat świata.
Ta opowieść pokazuje, że duma ogranicza nam kontekst. Zaś –
kontekst to jeden z najważniejszych aspektów ludzkiego życia.
Kontekst to jest to przez co jedna osoba cierpi, a druga odczuwa spokój, jedna nienawidzi i zazdrości, a druga radośnie dąży do realizacji sukcesów i je osiąga.
Duma jest tym, co kontekst ogranicza najbardziej.
W przytoczonej historii mój znajomy tak silnie wierzył, że potrzebuje tej pracy, by się poczuć tak jak tego pragnął, że całkowicie poza jego świadomością był fakt, że przecież tak poczuć się może robiąc coś zupełnie innego (nawet nic nie robiąc, tylko oczyszczając się z tego, co blokuje odczuwanie tego!), na co nie musi poświęcić wielu lat swojego życia. To również jest bardzo istotne w temacie zdrowienia z uzależnienia – osoby uzależnione wierzą bardzo, bardzo silnie, że potrzebują porno, masturbacji, alkoholu, papierosów czy narkotyków, by poczuć się lepiej, dobrze, by poczuć ulgę czy w ogóle poczuć cokolwiek innego, niż pustkę. Całkowicie umyka im fakt, że mogą się tak poczuć robiąc coś zupełnie innego. Ale tu potrzebna jest wewnętrzna praca – uświadomienie sobie, że nigdy nie chodziło o używkę, np. porno ale o to, co nam ono rzekomo daje i naszą wiarę, że tego potrzebujemy i nie możemy bez tego żyć (lub nie chcemy bez tego żyć).
Świat w przypadku mojego znajomego, mógłby wydawać się bardzo odmawiający, życie mogłoby się wydawać trudne – bo oto mamy młodego człowieka, który za wszelką cenę dąży, by np. być świetnym masażystą ale nie robi tego, by spełnić się jako istota ludzka, by służyć innym w radości i miłości rozwiązując ich problemy, pomagając im. Robi to, by poczuć się jakoś, bo nie stał się świadomy, że to uczucie sam ogranicza. Świat mógłby starać się nas rozczarować, by naprowadzić nas na całkowicie inny ale galaktycznie bardziej korzystny dla nas kurs – czuć się tak możemy już teraz i dopiero z tego poziomu działać – nawet dalej dążyć do tej pracy. Ale porzućmy przekonanie, że najpierw czegoś potrzebujemy ze świata, bo jest to mentalność człowieka uzależnionego.
Oczywiście można zapytać – w jaki sposób można się tak poczuć? Odpowiedź jest bardzo prosta – mierząc się i odpuszczając wszelkie wewnętrzne ograniczenia oraz uwalniając emocje, w tym dumę. A także puszczając samo przekonanie, że aby to poczuć potrzebujemy czegokolwiek. Skąd pewność, że tak jest? Bo nigdy się tak nie czuliśmy? Bo inni tak się czuli dopiero, gdy to osiągnęli? Bo mieliśmy okazję kiedyś się tak czuć i stało się to możliwe dopiero po osiągnięciu czegoś? Jaka jest rzeczywistość i skąd pewność, że taka jak nam się wydaje (tak na marginesie – komu się wydaje? Nam czy naszemu umysłowi?)?
Dlaczego więc osoby medytujące z mojego zalecenia czują się nagle niezwykle spokojne, ciche, radosne, pełne energii i to siedząc samemu w zamkniętym pokoju? Dlaczego natychmiast potrafią poczuć to, co wierzyli, że dopiero będzie możliwe, gdy będą mieli swój dom, emeryturę, zdrowe i ogarnięte dzieci na studiach?
Bo nasz umysł, pełen dumy, nie chce odpuścić własnych urojeń, historii, wyobrażeń. A to ogranicza nas TERAZ.
Oczywiście duma, jak wszystko inne, jest taka i jej wpływ jest taki, w jaki sposób ją wykorzystamy. Na pewnym, i to już bardzo wczesnym, etapie naszego rozwoju (nie mówię o rozwoju biologicznym ale wewnętrznym, co jest niezależne od wieku), dumę trzeba będzie puszczać za wszelką cenę. Bo jest to ogromny hamulec i ograniczenie.
Jednocześnie jest ją najtrudniej poczuć. Bo dla człowieka w świadomości zwierzęcia – ego, odczuwanie dumy jest po prostu bardzo przyjemne i nieraz niezwykle subtelne jak duma z osiągnięcia sukcesu, z osiągnięć naszych bliskich, duma z posiadania racji (niezależnie czy pozytywnej czy negatywnej), duma ze swojego ciała, itd. Ale nawet wtedy umyka nam szerszy kontekst – że duma ogranicza doznania, w tym doznanie szczęścia, zadowolenia, wdzięczności, akceptacji, szacunku JUŻ W TYM MOMENCIE.
Duma to niziutki poziom jakości. Zamiast dumy z umięśnionego ciała możemy czuć np. ogromną radość, pewność siebie, wdzięczność i dzielić się tym z innymi, pomóc im również to osiągnąć, a nie puchnąć tym, co w swojej naturze jest bardzo, bardzo jałowe (w porównaniu z wyższymi stanami).
Czy naprawdę potrzebujemy dumy? Do pewnego momentu tak ale musimy wiedzieć, że sama Odwaga jest PONAD Dumą. Więc trzymając się dumy ograniczamy własną odwagę, pewność siebie, poczucie własnej wartości. I tu właśnie zaczyna się zrozumienie natury dumy. Że duma jest krucha, podatna na zranienie. Jest niestety na tym świecie wykorzystywana tam, gdzie nie działa i nie służy, bo nie taka jest jej rola. Przykładowo opatrunek nie zadziała na złamanie. Najpierw trzeba zająć się wnętrzem, a potem nałożyć bandaż. Jeśli od razu wybierzemy dumę, nie dostrzeżemy i nie uzdrowimy faktycznego źródła bólu, cierpienia i ograniczenia.
Duma jest tym, co rozgranicza dojrzałość i samodzielność od toksyczności, braku odpowiedzialności i współuzależnienia w temacie związków. Duma jest źródłem wszelkiego wyparcia i zaprzeczenia.
Duma jest tym, co wybiera rację, zranienie innych ponad wybaczenie, zrozumienie, akceptację, szacunek, uzdrowienie. Co więcej – duma również ograniczenia zrozumienie istotności wybaczenia, zrozumienia, akceptacji, szacunku, uzdrowienia. Wiele ofiar wypadków spowodowanych “przez innych” czując gniew, żal, poczucie winy, czują także dumę i sądzą, że trzymanie w sobie urazy, gniewu i żalu jest konieczne. Zaś zamknięcie w swoim organizmie toksyn emocjonalnych bardzo silnie ogranicza proces zdrowienia ciała i psychiki. Widzimy więc, że duma bardzo niekorzystnie potrafi zniekształcić rzeczywistość.
Nie chodzi o to, by blokować uczucie dumy (mylnie interpretowanej jako grzech). Bo tłumiona emocja zostaje w nas, gromadzi się i narasta. Wiele osób dodatkowo dodaje sobie wstydu – wstydzą się, że byli dumni, może pyszałkowaci w przeszłości. Bo nie tylko więc nie zaakceptowali własnej dumy umożliwiając sobie oczyszczenie z niej ale dodatkowo zatruli się jeszcze bardziej wstydem i jeszcze bardziej stawili dumie opór, przez co stanie się ona dla nich jeszcze silniej niedostrzegalna. Ale wpływać będzie na te osoby cały czas.
Niektórzy się mnie pytali – czym się różni uczucie dumy od emocji? Emocja to energia w ruchu (powinna być w ruchu, stąd też odczuwany wraz z emocjami ból – bo się im opieramy, nie pozwalamy im płynąć) – subiektywne doświadczenie w ciele, któremu towarzyszą myśli tej jakości. W artykule O Emocjach – Gniew (Część 4) podałem listę korespondujących uczuć i odczuć związanych z energią dumy. Ale niezależnie od tych uczuć, jest to cały czas ENERGIA, czyli emocja danej jakości.
Widzimy więc jak wiele negatywności związanych jest z dumą. Wiele z nich jest traktowanych jako coś pozytywnego – np. “zimny jak stal”. A to, co ludzie nazywają “dumny ze swojego dziecka” jest tak naprawdę ograniczeniem. Naprawdę jesteśmy dumni ze swojego dziecka i tego co osiągnęło? Czy raczej milej byłoby być szczęśliwym, że sobie radzi, że się rozwija, że wybiera by być dobrym człowiekiem? Dlaczego potrzebujemy dumy? Żeby puchnąć, że to MY mamy to dziecko, jest NASZE, że MY czujemy się pyszni, że NASZE dziecko jest lepsze od innych, itd. Dlaczego więc potrzebujemy puchnąć? Przypadkiem nie dlatego, bo czujemy się mali, puści, niewartościowi? Dlaczego potrzebujemy innych, by wypełniać braki, za które nie chcemy wziąć odpowiedzialności? Dlaczego potrzebujemy czynić z innych naszych niewolników?
Czy nasze dziecko będzie kontynuowało to życie jako szczęśliwa osoba? Tak ale do pierwszej pomyłki. Wtedy ten cały konstrukt dumy (np. zadowalania innych) nagle ujawnia swoje niestabilne fundamenty. Pojawi się niepewność, wstyd, zażenowanie. Co więcej – pojawi się niechęć do wzięcia odpowiedzialności, do zaakceptowania pomyłki jako normalnej, ludzkiej rzeczy, pojawi się opór przed nauką, przed wzrostem – zaczniemy się użalać, winić, walczyć wewnętrznie z tym, czego nigdy nie czuliśmy będąc w tym zaczarowanym, narcystycznym świecie dumnego ego, które się nigdy nie myli, jest lepsze od innych i zawsze ma rację. A może to właśnie osoby, które oczekiwały od nas ciągłych sukcesów i doskonałości obwinią nas, wytkną nam, że zabraliśmy im źródło ich poczucia wartości.
Zapytajmy sami siebie – co jest takiego złego w myleniu się? W nieposiadaniu racji? Pewnie to samo, co w rozczarowaniu – nie chcemy tego, bo zazwyczaj czujemy wtedy ból. A ból przecież jest czymś złym… prawda? Przez dumę, przez nasze własne programowanie nie pozwalamy sobie dostrzec oporu, który stawiamy – niechęci do wzrostu, nauki, oczyszczenia, zrozumienia, rozkwitu. Dlaczego ból jest zły? Bo boli? Ale ból minie tak szybko jak przestaniemy się mu opierać, a wraz z odpuszczeniem oporu zyskujemy szerszy kontekst, nową perspektywę. Zyskujemy wolność wyboru, zmiany kursu, który do tej pory był podświadomy (dlatego nasze życie mogło wydawać się trudne i niesprzyjające niezależnie od naszych starań). Ból pomaga się nam zatrzymać, wyhamować, zorientować się, gdzie właściwie zmierzaliśmy i dlaczego. Ból to ze wszech miar pozytywne odczucie. Nie powinniśmy go unikać.
No ale aby skorzystać z bólu, należy odpuścić dumę – ostatnie paliwo dla ego – dla niskiej świadomości. Przypominam, że nad Dumą znajduje się Odwaga.
Niemniej nawet przekraczając generalnie świadomość Dumy, będziemy ją odczuwali w różnych obszarach naszego życia. Jest to normalne i dlatego tak istotne jest zaakceptowanie dumy. Akceptacja i tak jest niezbędnym krokiem w procesie oczyszczenia. Więc jeśli nie zaakceptowaliśmy danej emocji, tak naprawdę nie było szans się z niej oczyścić. Mogła zostać co najwyżej wyparta – stłumiona.
Sprawą krytyczną jest zrozumienie, że duma, tak jak wszystko w świecie zwierzęcej świadomości, jest ograniczone i wymaga zasilania z zewnątrz. Więc potrzebujemy cały czas zewnętrznych źródeł dumy. Tym samym nigdy nie będziemy się czuli bezpieczni, spokojni, zrelaksowani, spełnieni. Tak jak osoba otyła nigdy nie czuje się najedzona, tak osoba dumna nigdy nie czuje się spełniona. A wraz z tym żyjemy w wiecznym poczuciu zagrożenia, bo zewnętrzne źródła zawsze mogą zniknąć. I co wtedy? Jak najczęściej reagujemy? Gniewem, żalem, obwinianiem, traktowaniem się jak ofiarę (dlatego często stajemy się katem dla innych). Często rodzic, którego oczekiwania zawiodło dziecko z “kochającego i akceptującego” zmienia się w karzącego tyrana. Bo znika iluzja miłości, która nigdy miłością nie była.
Rozumiesz różnicę między “jestem z ciebie dumny”, a “utrzymuję w sobie radość i dodaję ją do życia swojego i innych niezależnie od rezultatów innych ludzi”?
Co więcej – to, co dziś może być źródłem naszej dumy jak wspaniałe ciało, z czasem będzie stawało się źródłem naszej udręki. Starość spowoduje, że nasza skóra przestanie być miękka, włosy błyszczące, piersi jędrne, a mięśnie twarde jak stal. Można oczywiście oddawać mnóstwo pieniędzy na kolejne operacje (których przecież normalni, fajni mężczyźni nienawidzą). Sztuczne cycki są fu! Wolę małe i naturalne, niż wielkie balony w uczuciu przypominające silikonową foremkę do muffinków. Ale kobiety nie akceptujące swojego, nawet pięknego ciała, będą oddawały pieniądze na utrzymywanie poczucia braku. Nieświadomie – bo słuchają się swojego ego (lub ego mężczyzn – wiecznie paplającego umysłu, który przez 99% czasu przędzie wybitne pierdoły). Kobiety niszczą swoją urodę wciskają sobie botoks gdzie popadnie. Dlaczego? Bo np. zostały zaprogramowane przez inne dumne (pyszne) kobiety, że to jakiś wyraz tego, że je stać na samą operację czy inny kretynizm. Ale zanim zaczniemy wyśmiewać kobiety, zastanówmy się jakimi kretynizmami sami się kierujemy?
Kiedyś rozmawiałem z piękną dziewczyną, miała 18-20 lat. I mówiła mi, że zastanawia się nad operacją warg sromowych, bo jeden facet powiedział jej, że ma obwisłe. Nie miała… Ale facepalm jaki wtedy zrobiłem zarejestrowano jako małe trzęsienie w Chinach.
Jakiego zasilania potrzebujemy od świata? Czego wymagamy? Czego oczekujemy? Czego pożądamy? Czego pragniemy?
Wybierając dumę nie odpuszczamy, a nawet nie uświadamiamy sobie, że sami trzymamy się tego, co nie działa, co jest bolesne, co nie daje nam oczekiwanych rezultatów. Nie jesteśmy elastyczni, nie potrafimy (nie chcemy) się dostosować (wiele biznesów upadło próbując na siłę robić to samo, np. sprzedawać płyty winylowe, których już świat nie chce i nie potrzebuje, a nisza maleje). Wypieramy oczywiste problemy, ignorujemy znaki ostrzegawcze, nie robimy tego, co konieczne i wiele, wiele więcej. Jesteśmy nieugięci ale w tym negatywnym sensie – nie chcemy się dostosować do świata, na którym żyjemy i zamiast egzystować w pokoju, walczymy i zmieniamy go pozostając wewnątrz skostniałym.
Ego chroni dumy, bo doskonale wie, że nad nią zaczyna się wewnętrzny świat wzmocnienia, odpowiedzialności, uczciwości, spójności, spokoju, szczęścia, koncentracji na tym, co ważne, radości oraz – niezwykle istotne – współpracy z innymi. Dlatego przekonuje nas, że duma jest potrzebna i trzeba się jej trzyma jak dumy narodowej czy dumy z osiągnięć. Dlaczego wybieramy, by się tego trzymać nadal, skoro jedna 10-minutowa sesja z medytacją pokazuje, że możemy poczuć się lepiej w ciszy, niż kiedykolwiek z nawet ogromną dumą? A to dopiero przedsmak tego, co czeka na drodze wewnętrznego wzrostu!
Zraniona duma (czyli rozczarowanie), zawiedzione oczekiwania (również rozczarowanie) staje się dla wielu wystarczającym powodem do nienawiści, ataku, obwiniania, użalania. Dlatego trzymanie się dumy często staje się samospełniającą się przepowiednią – gdy utrzymujemy, że inni są źli i nas mogą zranić, wykorzystać (bo już nosimy w sobie te urazy), wkrótce do tego doprowadzimy. Nawet jeśli “na boku” będziemy wkładać w ogromny wysiłek, by być spoko człowiekiem, dobrym dla innych. Łatwo wtedy pomylić rzeczywistość z procesem własnego rozczarowania – że świat jest niesprawiedliwy.
Najprostszy i zarazem bardzo potężny przykład utrzymywanych negatywności zasilanych dumą – jako facet muszę mieć seks z kobietami. Jak go nie mam to jako mężczyzna jestem porażką. I bum! Temu jednemu (niskiej jakości) przekonaniu, mocno “wgrawerowanemu” w niską, zwierzęcą świadomość można podporządkować całe swoje życie i cierpieć, zmagać się, walczyć. I nigdy nie czuć spełnienia nawet osiągając “sukcesy”. Potrafią mu podlegać całe państwa jak Polska, gdy wprowadzono tzw. podatek “bykowy”, który niegdyś obowiązywał. Należało płacić zwiększony podatek, gdy po przekroczeniu pewnego wieku nie mieliśmy żony/męża, ani dzieci. Słowem – gdy nie produkowaliśmy nowych podatników, musieliśmy płacić państwu “karę”. Gdy nie mieliśmy dzieci, byliśmy porażką w oczach państwa jako obywatel.
Zastanówmy się ile osób wyraziłoby zgodę, by ten podatek wprowadzić ponownie dzisiaj? Są chętni? A więc to, co w oczach rządu wydawało się świetnym pomysłem, dzisiaj stanowi w naszych oczach absurd (przynajmniej w oczach większości). Co się zmieniło? Czyż nie kontekst? Kiedy więc pozwolimy sobie zmienić kontekst reszty naszych przekonań? Kontekst dla naszej ŚWIADOMOŚCI.
Zmiana kontekstu powoduje, że znika potrzeba trzymania się czegokolwiek, powtarzania utartych schematów, znika cierpienie, znika pożądanie, znika poczucie braku, znika samotność, znika depresja. Zmiana kontekstu to nie trik, nie sztuczka, nie żadne babranie się w samooszukiwanie. To głęboki, niezwykle istotny i realny proces, który dotyczy nas cały czas. Jednym z jego elementów jest krytyczne uświadomienie sobie – “Nie wiem”. Jeśli z nim poczujemy się komfortowo – wiele dobrego przed nami!
Bo jako osoba młoda możemy bać się, a może nawet nienawidzić procesu starzenia się. Ale jako osoba starsza, gdy tylko to zaakceptujemy, czyli zmienimy kontekst, starszy wiek jawi się nam jako wspaniałe doświadczenie, gdy zamiast tak skupiać się na sobie, skupiamy się na naszych bliskich, dzieciach, wnukach, itd. A możemy także jako osoba starsza doić negatywności, winę, urazy, gniew, wyrzucać sobie, że zmarnowaliśmy życie, że spotkało nas w młodości wiele złego, a innych nie. Skąd mamy wiedzieć jak to jest być starym? A jeśli jesteśmy i nam się to nie podoba – czego się trzymamy? Nie cierpimy przecież przez starość ale przez własne negatywne przekonania odnośnie jej. Zaś wszelkie dolegliwości to efekt nagromadzonych w młodości toksyn emocjonalnych i oporów. Jakość starości to tylko kurs wyznaczony za młodu.
W kwestii wspomnianego przekonania o seksie – już mówiłem na tym Blogu ale powtórzę – jedną z głównych iluzji i urojeń ego (umysłu) jest, że jak czegoś nie chce to tego nie dostanie. Widzimy klepanie tej iluzji wszędzie – “Aby osiągnąć sukces musisz tego bardzo chcieć, bardziej od jedzenia i picia!” Naprawdę? A cóż to za horror mi tu ktoś przedstawia? Nie jeść i nie pić? To może jeszcze nie srać?
Ego bardzo chce, byśmy wierzyli w tę bzdurę – więc zaczyna chcieć, przywiązuje się i to powstrzymuje działanie, manifestację – osiąganie. Przede wszystkim ogranicza korygowanie kontekstu i intencji. Ego chce bardzo, coraz bardziej, pożąda, w końcu zaczyna wymagać, wymuszać, fantazjować, pragnąć z całych sił. I co? I zazwyczaj – dupa. Bo pragnienie – utrzymywanie uczucia braku – blokuje to przed manifestacją. Zaczyna się więc zmaganie, cierpienie, użalanie i zazwyczaj coraz silniejsze chcenie. Prosta obserwacja ujawnia, że niechęć do czegoś tworzy opór, który zachowuje to i pogłębia w naszym życiu. Niechęć do tego, co mamy, do siebie, do swojego życia – blokuje zmianę. Więc tak naprawdę niechęć prowadzi do posiadania czegoś! Tylko zazwyczaj czegoś, czego wolelibyśmy nie mieć.
Triki jak popularne “law of attraction” (prawo przyciągania, prawo manifestacji) nie działa w oparciu o wizualizacje i chcenie ale to jacy JESTEŚMY oraz jakie mamy prawdziwe intencje. Jeśli chcemy więc czegoś spoza naszego aktualnego stanu posiadania, konieczna jest zmiana wewnętrzna (oczyszczenie i wzrost). Nie unikniemy jej.
Co więcej – jak mówimy ego – “przestań chcieć, przestań pragnąć, a to osiągniesz bez zmagania, puść to, a poczujesz szczęście, radość i spokój i z tego poziomu podejmiesz radosne działanie” – ego się zapyta – ale jakże mam przestać pragnąć? Jak przestanę czegoś pragnąć to jaki jest sens w osiągnięciu tego? No właśnie! Widzimy więc, że ego nie chce tego osiągnąć, nie chce realnie czegoś tworzyć, tylko chce pragnąć dla samego pragnienia! Chce trzymać się tych niskich jakościowo energii i świadomości, by je doić non stop. To gra!
Każda dojrzała osoba rozumie, że ona osiągnęła to, co osiągnęła, gdy przestała chcieć i wzięła się za działanie i to bez wymówek. Zaś jakość tego doświadczenia  – pracy – zależy w pełni od poziomu intencji.
Ta gra może trwać latami, gdy nie dostrzeżemy w niej dumy. Zaprzeczenia prawdy – jednej, obiektywnej – że tak naprawdę chcemy doić negatywności. Może się nam wydawać na poziomie logicznym, że czegoś chcemy – np. dużo seksu – bo właśnie biologia tego wymaga, bycie mężczyzną tego wymaga (co kompletnie jest dla nas niejasne co to w ogóle oznacza “być mężczyzną”). Ale zamiast działać z poczucia szacunku do siebie (i kobiet) nawet w celu spełnienia swojej “biologicznej i społecznej roli”, nie podejmujemy działania, tylko zatrzymujemy się na chceniu, fantazjowaniu oraz mentalizacji – czy zasługujemy, czy to dobre, czy powinniśmy, a że się boimy, a że się wstydzimy, a że głowa boli, a że ktoś sobie o nas coś pomyśli, a że nie czujemy się godni, a że bóg ukarze, a że nie dziś, tylko jutro, a że najpierw musimy mieć kasę, a że najpierw to, a potem tamto…
Kolejną niezwykłą iluzją jest posiadanie markowych ciuchów, przedmiotów. Ludzie za naszywkę dają się zwyczajnie okraść i oszukać. Dając komuś mnóstwo pieniędzy za doszycie swojego loga uważają, że ich to wznosi w jakieś wyimaginowanej drabince społecznej. Rozumiem oczywiście, że miło jest wiedzieć, że mamy zaplecze finansowe i zależy nam na daniu znaku innym, że chętni jesteśmy spotkać osobę, która również radzi sobie finansowo, byśmy nikogo nie musieli niańczyć. Niemniej – czy na pewno taką mamy intencję? Kogo przyciągamy do naszego życia najczęściej? Czy osoby, “przez które” czujemy się źle, gorzej, niemiło – tzw. debili? Innych dumnych ludzi, napuszonych ludzi, pękających z dumy, ze swojego stanu posiadania? A czy nie lepiej byłoby przyciągnąć ludzi radosnych i wdzięcznych?
Co ciekawe – pomimo, że tak często oczarowujemy się sami wartością dumy “Jestem z ciebie/siebie dumny/a”, tak naprawdę przecież generalnie nie lubimy ludzi dumnych!!! Widząc ludzi dumnych mówimy o nich raczej przykre rzeczy.
Widzimy więc, że duma poróżnia. Tworzy dystans. Bo dzięki temu ego ukrywa prosty fakt – że tak naprawdę nie lubimy samych siebie. Bowiem akceptacja, uznanie, szacunek, radość są lata świetlne NAD dumą. Aby się polubić i polubić kogokolwiek innego, trzeba zrezygnować z dumy. Ale nie wypierać jej, tylko pozwolić sobie ją poczuć, zaakceptować ją taką jaka jest i zwyczajnie przestać się jej trzymać – uwolnić ją.
Uczmy się od dzieci! Dzieci nie są dumne – są wolne, radosne, otwarte, akceptujące. Dopiero my uczymy je dumy, poróżniania, pozycjonowania, umniejszania, puchnięcia. Ego uczy dualizmów ludzi, którzy przychodzą bez tych urojeń. Pod wieloma względami dzieci są bardziej dojrzałe od większości biologicznie dorosłych ludzi na świecie. Dziecko dumne przestaje być radosne, staje się oceniające, niesprawiedliwe, pyszne, wyrokujące. Bo duma to dużo niższa jakość wewnętrznego doświadczenia, niż np. akceptacja.
Na dumie, na wymyślonym wizerunku bazują przecież wszelkie serwisy społecznościowe jak Facebook. Na zbieraniu like-ów, na udawanej akceptacji. Kogo tak naprawdę obchodzi setne zdjęcie nagiej dupy naszego dzidziusia? Sami jesteśmy tak napuchnięci, że nie potrafimy zachować tego dla siebie. Nie dajemy prawdziwej radości, szczęście, troski ale puchniemy dumą. Spokojnie, nasze dziecko już szykuje nam rozczarowanie :) Zamiast wrzucać kolejne i kolejne zdjęcia, napiszmy raczej co czujemy, z czym się mierzymy – podzielmy się naszym doświadczeniem z wychowywania z innymi, którzy mogą być za nami w kwestii posiadania dziecka. Bądźmy pomocni, a nie puchnijmy dla samego puchnięcia. Przecież sami tego nie lubimy! Więc dlaczego to robimy?
Ile zebranych polubień czy like-ów jest naprawdę szczera, a ile kliknięta z rozpędu, ile ich zebraliśmy, bo pokazaliśmy cycki czy w przypadku facetów jakąś społecznie (stadnie) akceptowalną postawę? Ile z tego jest szczere, uczciwe, spójne, wynikające z prawdziwej radości i akceptacji? A ile tego jest poszukiwaniem poklasku u innych? Czy naprawdę czujemy to, co pokazujemy na zdjęciach? Co na nich pokazujemy?
Wiele osób wrzuca jakieś durne tekściki, gesty typu pokazanie środkowego palca. Dla osoby dojrzałej, spójnej, dążącej do uwznioślających celów, takie obrazy są odpychające jak smród starej ryby. Uważajmy więc co w sobie nosimy i jak to reprezentujemy na zewnątrz, bo nigdy nie wiemy czego sami się pozbywamy. Czy dojrzała, kochająca kobieta wybierze “bad boya” z czaszkami, śmierdzącego papierosami i whisky? Nie. Taki koleś spotka kobiety wyłącznie na swoim poziomie. I zapewne przez dumę w nim pozostanie.
Czy potrzebujemy dumy z np. dużych piersi czy silnego ciała? Dlaczego nie żyć z uczuciem wdzięczności za to, że nasze ciało takie jest lub zadbaliśmy o nie, włożyliśmy pełną troski, uczciwą, ciężką pracę? Po co nam to kruche uczucie (i krótkotrwałe), po co nam ta podatność na zranienie? Jak poczujemy się, gdy kilka dni pod rząd nikt nie powie nam miłego słowa, a może wręcz wykorzysta nasze “atuty” (mężczyzna okłamie kobietę ze sztucznymi piersiami, że mu zależy tylko po to, by mieć z nią seks i pobawić się foremkami do muffinków)?
Duma to jak podróż bardzo, bardzo wąskim pasmem możliwości, opcji i doświadczeń. Naszemu ego zależy na nieświadomości i krótkowzroczności swoich właścicieli. Duma niczego nie usprawiedliwia, nigdy nie spełnia swoich obietnic i zawsze rozczarowuje. Trzymanie się jej nie jest warte świeczki. Nigdy nie było. Kiedy zaś duma jest korzystna i wiele więcej opiszę w następnych artykułach.
Na które serdecznie zapraszam!
Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Powiadom mnie o
Avatar

Avatar
Gość
Łukasz
7 października 2018 09:57

Czy jeśli czuje się dobrze i fajnie to jest duma?Czy mogę mieć dume z tego powodu,że się nie masturbuje?Dawno nie cieszyłem się z samego leżenia na ciepłym materacu a dziś samo leżenie pod cieplutką puszystą narzutą sprawiało mi radość.Chodzi mi o to,że jak czuje się przy kimś dobrze to pojawia się obwinianie,że ja się np czuje lepiej od niego.Dziś np czuje się fajnie siedząc przy mamie i analizuje czy to nie jest czasem duma.

wpDiscuz
Podobne Wpisy:
O “dawaniu” kobietom emocji

O “dawaniu” kobietom emocji

Witam Cię serdecznie! Temat jest dość istotny i szalenie niezrozumiany (jak same emocje), więc warto do niego przysiąść i zrozumieć, jeśli zależy Ci na jakości związków i relacji, również jeśli jesteś kobietą (a może nawet w szczególności). Powszechnie panuje przekonanie, że: 1. Kobiety są istotami emocjonalnymi… i 2. Że trzeba DAWAĆ kobietom emocje. O ile… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 8
Jak radzić sobie z porażkami (Część 2)?

Jak radzić sobie z porażkami (Część 2)?

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy serię na temat radzenia sobie z porażkami. Część pierwszą znajdziesz klikając na poniższy link: ► Jak radzić sobie z porażkami (Część 1)? Porażka to rezultat NASZEJ ciężkiej pracy. To nie jest coś, co przytrafia się nam w jeden moment, bo świat jest niesprawiedliwy czy zły. Stanowi pewien rezultat. Zły? Nie. Jedyne,… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 35
O Emocjach – Pożądanie (Część 9)

O Emocjach – Pożądanie (Część 9)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat świadomości Pożądania. Części 1-8 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► O Emocjach – Pożądanie (Część 1). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 2). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 3). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 4). ► O Emocjach – Pożądanie (Część 5). ► O Emocjach – Pożądanie (Część… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0
O Emocjach – Poczucie Winy (Część 1)

O Emocjach – Poczucie Winy (Część 1)

Przyjrzyj się obrazkowi powyżej. Jak sądzisz – co ta postać może sobie myśleć? A teraz przypomnij sobie, że to nie ona myśli. Myśli jej umysł automatycznie, co nie ma NIC wspólnego z tą postacią. Bardzo możliwe, że i z Tobą. Myśli ORAZ emocje to sygnały informujące Cię, że trzymasz się jakiejś negatywności. Aby coś w… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 4

WOLNOŚĆ OD PORNO