Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/15

Witam Cię serdecznie!
Kontynuujemy serię na temat radzenia sobie z porażkami. Części 1-2 znajdziesz klikając na linki poniżej:
► Jak radzić sobie z porażkami (Część 1)?
► Jak radzić sobie z porażkami (Część 2)?
Im więcej uczę się od ludzi sukcesu, tym więcej widzę nacisku położonego na temat porażek.
Jedni podchodzą do tego – przygotuj się na 99 porażek i 1 sukces. Inni mówią – jeśli chcesz osiągnąć sukces, popełnij więcej porażek, niż ktokolwiek inny. Jeszcze inni – porażka przybliża nas do sukcesu.
Wow!
A ja sądziłem, że porażka źle o mnie świadczy! Tak jak miliony innych ludzi… no i tak faktycznie było dla mnie. Bo nie wyciągałem z porażek poprawnych wniosków i – przede wszystkim – nie usuwałem ich źródła – korzenia, przez który do nich dochodziło.
Tak naprawdę w kółko robiłem to samo. I usprawiedliwiałem to na różne sposoby. Tym samym rezultaty ciągłe miałem te same… tylko bardziej. A to stawało się dla mojego umysłu wystarczającym pretekstem do wciskania mi coraz więcej (i większych) głupot na mój własny temat, świata, innych ludzi, sukcesów, etc.
Do porażek dochodzi, bo pozwalamy działać sabotującym nas mechanizmom – żyjemy nieświadomie, nieodpowiedzialnie i podejmujemy decyzje nie mające doprowadzić nas do sukcesu, tylko by uciec od czegoś, co uznaliśmy za złe, negatywne. Np. zamiast dążyć do osiągnięcia sukcesu finansowego, my dążymy, by przestać odczuwać stres (oczywiście ego oczarowuje nas, że tak tak, gdy tylko zniknie stres, od razu weźmiemy się za obowiązki). Dlatego w wielu artykułach kładłem nacisk na temat intencji i odpowiedzialności.
Mówiłem już nieraz, że niechęć do tego, czego nie chcemy to PRZECIWNY kierunek niż dążenie do tego, czego chcemy.
Tym samym unikanie porażek to droga przeciwna, niż droga do sukcesu.
Jeśli chcemy uniknąć wpadki z pornografią – paradoksalnie zwiększamy prawdopodobieństwo wpadki! Bo opór, niechęć prowadzą do nich. To, co zabezpieczy nas przed wpadką to odpowiednie działanie w sobie. Czasem by je wykonać bardzo pomaga wykonanie jakiegoś działania w świecie – np. opuszczenie pokoju, w którym dochodziło do wpadek, wyjście na spacer i na spacerze zmierzenie się z oporem, wstydem, strachem.
Niechęć do czegoś to jedynie informacja jak skorygować kierunek. To wszystko. Tak samo jak uczucie głodu informuje nas o konieczności zorganizowania sobie posiłku. Nie mamy utrzymywać uczucia braku i liczyć, że ono coś nam da. Większy głód nie załatwi nam posiłku, tak jak większe chcenie nie załatwi nam tego, czego chcemy. Co ciekawe – im większe “niechcenie”, tym większe prawdopodobieństwo, że dojdzie do tego, czego nie chcemy.
Więc niechęć to jedynie informacja. Skoro już wiemy czego nie chcemy, tym łatwiej jest nam wybrać to, czego chcemy.
Zaś utrzymywane uczucie braku doprowadzi nas do dalszych braków.
Bo dojdziemy tam, co utrzymujemy w sobie.
Dlaczego działają w nas mechanizmy nas sabotujące? Bo zostaliśmy ich nauczeni przez innych. A potem nasz własny umysł sam już tego chronił.
Podświadomość zapamiętuje wszystko, co usłyszy, a następnie umysł racjonalny wykorzystuje to, by usprawiedliwiać i tłumaczyć nasze własne wybory (w większości nieświadomie) oraz osiągane rezultaty. Podświadomość pamięta nawet, gdy leżeliśmy sobie w kołysce i jakaś ciotka czy babcia pytała się czy już przechodziliśmy jakąś chorobę. Dziecko od razu zapamiętuje, że w danym wieku czy okolicznościach musi przejść przez jakąś chorobę. I przejdzie przez nią, gdy warunki zostaną spełnione – gdy np. nagromadzimy w sobie wystarczający ładunek wstydu.
Gdy dziecko się pyta czy tata może mu kupić zabawkę, a tata odpowiada, że ich nie stać, dziecko od razu programuje się, że go nie stać. I nie będzie go stać! Czy tata zrobił to specjalnie? Nie. Nie był zupełnie świadomy tego, że jego umysł tylko racjonalizuje opór, strach i negatywne programowanie, którym został niegdyś sam zaprogramowany.
Słowa, których użył nieświadomie użył kiedyś zapewne jego tata. I dlatego obecnie rodzic ma problemy finansowe. I właśnie przekazał je nieświadomie swojemu dziecku tak jak jego tata przekazał je mu.
Większości zostaliśmy nauczeni przez naszych rodziców, którzy również posiedli tę wiedzę od swoich rodziców, etc. Dzisiaj to się trochę zmienia – bo mniej rozmawiamy ze sobą, izolujemy się i uciekamy w internet, telewizję, książki. Więc zmienia się źródło programowania ale samo programowanie pozostaje takie jak zawsze.
Niemniej nikt nie jest winny i wszyscy odpowiadamy za siebie. Powtórzę – jesteśmy niewinni i nieświadomi. To jedyny problem.
Twoje wychowanie nie ma żadnego wpływu na dzień dzisiejszy. Tylko Twoje OBECNE wybory na to wpływają.
Tego nie rozumie współczesna psychologia i psychiatria. Doszukują się przyczyn w wychowaniu. Jedyną przyczyną jest to, co utrzymujemy w sobie TERAZ i co wybieramy TERAZ.
Ludzie naprawdę dojrzali dostrzegli, że –
wszyscy cały czas kreujemy siebie. Zawsze tak było, jest i będzie. Nikt nie kreuje nas za nas.
Rozumiesz?

Dlatego kluczem do zmiany na lepsze jest wzięcie 100% odpowiedzialności za swoje życie, wliczając wszystkie niepowodzenia. Bo rolą niepowodzeń jest informować nas o naszym nieświadomym kierunku. To nie rodzice go wyznaczyli, nie społeczeństwo, nie ustrój, nie kultura. Sami go wyznaczamy w każdej sekundzie. I jeśli nie odpowiadają nam rezultaty nazywane życiem, to my odpowiadamy za jego zmianę. W jaki sposób? Przez zmianę kierunku w sobie. Jeśli nadal będziemy wybierać ucieczkę od tego, co uznaliśmy za negatywne – dojdziemy tylko tam, gdzie jest więcej negatywnego.
Uzależnieni uciekając od wstydu, winy, strachu, oporu, etc. docierają do takiego życia, w którym jest coraz więcej wstydu, winy, strachu, oporu.
A jeżeli utrzymujemy, że to ktoś inny musi się zmienić najpierw, byśmy my przestali cierpieć… to nasz wybór, by czekać. Czekając na kogokolwiek innego, czekamy na samych siebie.
Naturalnie utrzymujemy te niedojrzałe przekonania, bo wierzymy, że są prawdziwe. Ludzie naprawdę w to wierzą! Dlaczego? Bo ludzki umysł jest niewinny i nieświadomy jak dziecko. Zapamięta wszystko i będzie tego chronił.
Umysł zasilany dumą będzie utrzymywał za prawdę wszystko, nawet największe kłamstwo i głupotę.
Najlepiej widać to na przykładzie palenia papierosów. NIKT nie lubi palić papierosów! Nikt nie wyciąga papierosa z uśmiechem – nikt nie robi tego, bo to sprawia mu przyjemność. A jednak setki milionów ludzi powie nam, że to lubią. Nie zmienia to faktu, że WSZYSCY robią to, by uciec od tego, co uznali za negatywne. Bo rolą papierosów jest to tłumić. TO ludzie “lubią” – tego chcą, a nie palenia papierosów. Ludzie dążą do stłumienia tego, czego nie chcą czuć. Gdyby to zniknęło, gdyby nauczyli się tego pozbywać w zdrowy sposób, nagle zniknęłoby to całe “lubienie” papierosów. Umysł automatycznie przestałby tego pożądać i racjonalizować to “lubieniem”.
Dlatego wszelkie używki są tak niebezpieczne – bo z niczego nas nie oczyszczają, a to, co zostało stłumione nadal w nas jest. Ponadto każda używka sama w sobie ma dodatkowo jeszcze szkodliwy wpływ. I oczarowuje nas, że jest źródłem czegoś pozytywnego. Ale nigdy tak nie było.
Dlatego zważajmy na to, co sami chronimy.
Jak wiemy – współczesna historia Polski nie zależy do chlubnych. Większość odważnych, przedsiębiorczych i inteligentnych ludzi zostało wymordowanych lub zginęło w czasie wojen. Potem przyszła (i nadal jest) czerwona fala, która wyprała ludziom umysły jeszcze bardziej. Zasiano w ludziach ziarna negatywności, które cały czas kiełkują, a nasze umysły same tego chronią!
Bo umysł nie potrafi odróżnić prawdy od fałszu. Jeśli coś usłyszał i zapamiętał, od razu zaczął to wyłuskiwać z rzeczywistości. I jak coś takiego znalazł, to od razu krzyknął – “Wiwat! Jest tak jak myślałem! Miałem rację!” Ale to tak jakby ktoś nam powiedział, że na szwedzkim stole jest samo chilli. My szukamy chilli, naturalnie je znajdujemy i na bazie tego stwierdzamy, że wszystkie dania są chilli. Lub nie zasługujemy na inne, tylko na ostre papryczki.
Musimy zrozumieć, że nasze umysły same chronią przekonań, które nie służą życiu – ani naszemu, ani nikogo innego. Bo umysł nie ma zdolności, by odróżnić to, co życiu sprzyja od tego, co mu nie sprzyja. Gdyby tak było, nikt nie paliłby papierosów, ani nie pił alkoholu i nie oglądał porno. Zniknęłyby narkotyki, kradzieże, zbrodnie, wojny, kłótnie, nienawiść. A jednak są, trwają i prosperują.
Przykładowo – przekonanie, że ból jest zły. I że dobre jest unikanie bólu oraz jego źródeł. A gdy ból się pojawi, to należy się mu opierać.
Co proszę??!!!1
To może jeszcze mycie tyłka jest złe?
Wiara w to niedojrzałe i kolosalnie szkodliwe przekonanie, że ból jest zły prowadzi nas w linii prostej do porażki i do jeszcze większego bólu.
Dzisiaj byłem w sklepie i na opakowaniu leku widniał napis – “Pomaga w walce z bólem stawów”. Jejku… przecież ból to już rezultat walki! To, co wspomaga walkę nie jest lekarstwem, tylko bronią! I to niebezpieczną!
Doszło też do takich absurdów, że całe rzesze ludzi myślą, że pieniądze są złe! Że nas korumpują i że trzeba je oddawać, pozbywać się ich. Że nigdy nie wolno sobie pozwolić na bogactwo! I kto nas tego uczy? Magnaci kościoła noszący złote łańcuchy… Wystarczy niepoprawna, często głupia interpretacja Biblii i już mamy przepis na porażkę dla setek milionów.
Do tej pory miliony ludzi sądzi, że przedsiębiorcy i ludzie sukcesu są źli, że to złodzieje.
Weźmy na przykład mnie – wyszedłem własnymi siłami z jednej z najcięższych chorób. Potrzebowałem na to wielu lat bezustannych prób. Poniosłem tysiące porażek. Przetestowałem mnóstwo podejść. W końcu nauczyłem się prosić o pomoc, brać odpowiedzialność. Zmierzyłem się ze swoimi ograniczeniami, które nosiłem od wczesnego dzieciństwa. Przekroczyłem strach. Założyłem firmę. Przez 4 lata pracowałem po kilkanaście godzin z ciężkimi przypadkami uzależnień i nauczyłem się pomagać innym. Nie tylko sobie.
I co? Jestem złodziej, miałem szczęście? Nie. Zapier***m ile sił. Sukces był naturalną tego konsekwencją. Był gwarantowany. Ale nie robiłem w kółko tego samego. Cały czas szukałem tego, co działa. I znalazłem.
Ciekawe, że nadal są ludzie, którzy sądzą, że ja urodziłem się w złotym beciku i że wszystko miałem jak na dłoni. Jeśli to utrzymujemy, jesteśmy dzieckiem, bo wierzymy w bajki.
Bardzo częstym przekonaniem, które nie ma nic wspólnego z rzeczywistością jest, że masturbacja jest zła, grzeszna, etc. Naturalnie sądzą tak wyłącznie ludzie, którzy za jej pomocą zniszczyli sobie zdrowie lub sami masturbowali się już czując wstyd. No ale przecież życie można sobie zniszczyć jedząc za dużo czerwonego mięsa, jajek, a nawet pijąc za dużo wody. Czy więc woda jest zła? No jeśli jesteśmy konsekwentni w swoich przekonaniach, wychodzi, że tak! Przecież można się w niej utopić! I pływają w niej rekiny!
Masturbacja nie jest zła. Złe są tylko nasze intencje – powody, przez które ją uprawiamy. To wszystko. Tak samo jak pieniądze – miliardy ludzi wykorzystują pieniądze mądrze, z troską, z miłością. Cieszą się nimi. A miliardy ludzi jednocześnie sądzi, że od pewnej kwoty (nikt nie wie na pewno od jakiej) pieniądze stają się już złe! I zaczynają niszczyć nas!
No gdyby tak było, to wszyscy bogaci byliby skorumpowani (do czego oczywiście chcą nas przekonać media). Wliczając głowy wszystkich religii. Oznaczałoby, że wszyscy wierzący słuchają się skorumpowanych złodziei. No ale przecież każdy z nas wie, że nie wszyscy są skorumpowani. Więc o co chodzi? Może geny jakoś chronią przed złymi pieniędzmi?
A może po prostu jedni wybrali dojrzałość, a inni nie…?
Każde dziecko, o ile nie zdążyły już się dorwać do niego jakieś bałwany, zaczyna poznawać swoją seksualność od dotyku swoich okolic intymnych. Zaczyna odczuwać przyjemność, zaczyna dostrzegać, że można cieszyć się własnym ciałem i czerpać z niego przyjemność. Powiedzcie mi moi Drodzy – co w tym złego?
Kto ma jakiś sensowny argument przeciwko temu?
Aaaaa, bo można wpaść w uzależnienie! No to podpowiem – w uzależnienie nie wpadamy robiąc coś. W uzależnieni wpadamy robiąc coś Z NEGATYWNYCH INTENCJI!
Jeśli dziecku poznającemu własną seksualność poprzez jedyny możliwy sposób wmawiamy, że robi coś złego – jesteśmy głupcami najgorszego sortu. Bo dopóki tego nie powiedzieliśmy dziecku, jego przyszłość była świetlana. Dopiero dokonując własnej, negatywnej projekcji, spowodowaliśmy, że ono z miłości wejdzie na drogę wstydu, winy, żalu, strachu i nienawiści do siebie samego. Bo nas kocha i wierzy w nasze bzdurne stwierdzenia.
Aby pomóc dzieciom, należy poznać jaką mają świadomość i wiedzę na temat masturbacji i seksualności. Bo przecież rodzice to nie jedyne źródło wiedzy na te tematy. Dzieci bardzo łatwo ulegają otoczeniu, swoim rówieśnikom. Z doświadczenia każdy wie, że większość nie jest dojrzała (i postrzega masturbację jako tabu, jako coś zawstydzającego, złego, grzesznego) i ich opiekunowie również. Więc o ile my możemy do własnych dzieci podchodzić dojrzale i tak znajdą się źródła szkodliwe. Dlatego też regularne, spokojne rozmowy w atmosferze akceptacji są niezbędne, by kierunek naszej pociechy doprowadził ją w stronę zdrowia.
Ponadto musimy mieć pewność, że nasze dziecko nie gromadzi w sobie toksyn emocjonalnych, nie walczy ze sobą, nie utrzymuje w sobie negatywności. Bo będzie zamykać się na świat zewnętrzny i jedynym źródłem przyjemności stanie się tłumiąca adrenalina uzyskiwana poprzez np. samogwałt czy robienie czegoś społecznie (lub tylko w danej rodzinie) uznanego za złe, grzeszne, czasem niebezpieczne, etc. Adrenalina bardzo silnie tłumi niskie emocje, przez co na moment przestajemy je czuć. Ale z niczego nas nie oczyszcza.
Ja np. próbowałem pozbyć się strachu skacząc na bungee, którego śmiertelnie się bałem. I o ile przestałem już bungee postrzegać jako niebezpieczne, zagrażające życiu, niewykonalne, o tyle nagromadzony strach nigdzie nie zniknął.
Nikt nie uzależnił się od masturbacji, bo tak ją polubił. Ludzie uzależniają się od masturbacji, bo wykorzystują ją, by stłumić wstyd, winę, opór, apatię, żal, strach, gniew, ból. Czyli wykorzystują ją, by uciec od tego, co uznali za złe. TO – ich INTENCJA – prowadzi ich do porażki. A nie niewinna masturbacja.
Dlatego setki milionów ludzi pijących alkohol nie uzależniło się od niego, a setki milionów tak. Bo mieli różne intencje.
Ten, kto masturbuje się naprawdę szczerze, by dać sobie przyjemność nigdy się nie uzależni od masturbacji. Bo nie będzie miał takiej potrzeby. Gdybyśmy raz doświadczyli miłości z samym sobą, zobaczylibyśmy, że to wspaniałe doświadczenie, które energetyzuje nas, wzmacnia, odkrywa w nas nieskończone źródło energii. Nie obciąża nas, nie zamyka, nie wzmacnia urojenia, że pozbawia nas negatywności. Dlatego przestajemy tak naprawdę masturbacji potrzebować – bo oczyszczamy się wewnętrznie, a nie obciążamy.
Wszystko zależy z jakich intencji to robimy i co inwestujemy – dodajemy – w daną czynność. To samo tyczy się pieniędzy, seksu i wszystkiego innego.
Ale jeśli żyjemy nieświadomie, niedojrzale i nasze rezultaty są przez to niskiej jakości, nasz umysł nie ma wyjścia, tylko zaczyna szukać ku temu wytłumaczenia.
Przed sekundą przeczytałem na Youtube komentarz pod filmem pewnego Youtubera. Youtuber ten otrzymał 3 dni przed premierą produkt od firmy w celach zrecenzowania. Naturalnie bardzo wysoko ocenionym komentarzem był – “Pofarciło się draniowi i może on potestować to przed wszystkimi innymi!”. A teraz spójrzmy na fakty – Youtuber ten ma ponad pół miliona subskrypcji. Ma ponad 5 500 filmów z czego wiele ma 3-8 godzin. Swój kanał prowadzi od lat. Udziela się, jest pozytywny, ma swój styl, jest rzetelny. Nie dziwne, że firma z radością wysłała mu swój produkt przed premierą. A jednak ludzie dalej bełkoczą – “On to ma szczęście”. Bo utrzymują dziecinne przekonanie, że aby odnieść sukces trzeba mieć szczęście. I jak ktoś sukcesu nie odniósł to znaczy, że nie ma szczęścia, że życie jest niesprawiedliwe. Że to zależy od czegoś z zewnątrz. Ano nie. Pamiętam, że nieraz Youtuber ten nagrywał filmy nawet będąc chorym.
Jedziemy dalej.
Powstały całe filozofie na temat sensu cierpienia!
To tak jakby powstały filozofie na temat sensu pieczenia tyłka, gdy go nie podcieramy po załatwianiu się. Naturalnie możemy jakoś sobie wytłumaczyć pieczenie dupska i nadać temu jakiś metafizyczny sens. A możemy dostrzec, że jesteśmy idiotą, bo się nie podcieramy dokładnie.
I powstały takie filozofie na temat biedy, wychowania, miłości, seksu, sukcesu… tysiące, jeśli nie miliony urojeń, często szaleńczych.
Gdybyśmy wybrali 100% szczerości, dostrzeglibyśmy, że nasz umysł chce w nie wierzyć, by uniknąć odpowiedzialności za własne wybory. No bo łatwo powiedzieć, że nas rodzice nie wychowali, nie nauczyli. To ja się pytam – skoro coś nam nie odpowiada, to dlaczego tego nie zmienić? Ile jeszcze będziemy narzekać, użalać się i obwiniać? Nie lepiej ten czas przeznaczyć na skorygowanie siebie samego?
Dajmy spokój innym.
Ale dla wielu wystarczy takie ziarenko plus racjonalizacja dla umysłu – że Bóg wynagrodzi nasze poświęcenie i cierpienie – i już sami zadbamy, by nadmiaru pieniędzy się pozbywać. Bo wierzymy przy okazji, że nadmiar pieniędzy jest grzeszny, niebezpieczny.
Pełno ludzi mówi, że to świat jest zły, pełen pułapek, zła… Naprawdę? Dlaczego? Bo to pokazują w telewizji co wieczór? No ja też co wieczór mogę zajrzeć do lodówki i patrzeć wyłącznie na czosnek. Czy to oznacza, że mam tylko czosnek i muszę go jeść codziennie i zniszczyć sobie nerki? Ludzie tak właśnie robią – niszczą sobie nerki tylko dlatego, bo patrzą wyłącznie na czosnek. A potem obwiniają czosnek, Boga, samych siebie. Ale żeby wziąć odpowiedzialność na co patrzą i co wybierają to już nieeeee.
No to skoro to wiemy, to możemy tego unikać i kierować się tam, gdzie jest dobro, piękno, radość. A jak nie widzimy – sami to stwórzmy. Jeśli faktycznie mamy tylko czosnek, co za problem, by to zmienić?
Więc zamiast wziąć odpowiedzialność za pieniądze i na co je wydajemy, zamiast nauczyć się nimi mądrze zarządzać, my wolimy oddać odpowiedzialność za nie (np. rządowi, tzw. gospodarce) i same pieniądze przy okazji (np. na papierosy). A potem jeszcze będziemy się cieszyć, że tak szlachetnie cierpimy, że bieda nadaje nam wartość, że jesteśmy tak bardzo duchowi, etc.
Ludzie wierzący oddadzą je na kościół, ludzie niewierzący na programy samorozwojowe, używki, bilety do kina, leki.
Swoją drogą – czy jest choć jeden przykład – jeden człowiek, który może potwierdzić, że Bóg nagradza cierpienie i poświęcenie? Hmm?
Mało kto INWESTUJE SWOJE pieniądze W SIEBIE.
Bo od małego zaszczepiane w nas jest przekonanie, że egoizm jest zły. Zastanówmy się troszeczkę – czy możemy dać komuś coś, czego sami nie mamy? Nie. Więc jeśli nie zadbamy o siebie, jakże możemy zadbać o kogokolwiek innego?
Dlatego też należy przyjrzeć się naszej definicji egoizmu. Właściwie rozumiany egoizm oznacza nadawanie mądrych priorytetów. Najpierw zadbajmy o źródło naszych dochodów – by były wystarczające do życia na godnym poziomie, a nadmiar możemy wtedy oddać na np. cele charytatywne. Oddawanie pieniędzy, których brakuje nam nie uszlachetnia nas, tylko świadczy o tym, że jesteśmy idiotami. Nieświadomymi, niewinnymi ale jednak idiotami. Nasze poświęcenie jest idiotyczne. Jest głupie, niedojrzałe i nic tak naprawdę nie zmienia. Bo nie zmienia nas na pozytywne, bardziej dojrzałe, tylko utrzymuje nas coraz silniej w niedojrzałości i iluzjach.
Tak samo z akceptacją i miłością. Najpierw zadbajmy o nie dla siebie. No bo kto zainwestuje w brak? Czy jakakolwiek kobieta uzna za mądrą inwestycję oddanie, zaangażowanie w mężczyznę, który utrzymuje braki w kluczowych aspektach dotyczących relacji? Czy ktokolwiek widział, by ktokolwiek dolewał wody do studni? To studnia ma być źródłem wody! Dlatego, jeśli wody nie ma, należy znaleźć blokadę i ją usunąć.
A jeśli liczymy, że ktoś da nam miłość i akceptację to tak jakbyśmy liczyli, że ta osoba będzie dolewać wody do naszej pustej studni. Taki związek nie rozkwitnie. Dlatego dojdzie do jego rozpadu. Bo ta “porażka” ma zakończyć głupi mechanizm, który nie daje nikomu nic dobrego. Przynajmniej jedna osoba traci. Dlatego to, co nie sprzyja życiu, kończy się.
Z tego samego powodu dochodzi do chorób. Jeśli nie sprzyjamy swojemu życiu poprzez utrzymywanie w sobie negatywności, niedojrzałych, nieraz bardzo wrogich dla siebie i innych postaw, pojawia się choroba. Bo to informacja, że albo my zakończymy to co nie sprzyja życiu, albo zostanie to zakończone za nas.
Niczym się to nie różni od jeżdżenia samochodem nie tankując. W pewnym momencie nasz samochód stanie i tyle. Jeśli nie uzupełnimy benzyny, olejów i innych płynów, zaczną psuć się różne układy i samochód również stanie. A jeśli dodatkowo dolewalibyśmy wody do benzyny – do uszkodzeń doszłoby dużo szybciej.
Dlatego też należy nauczyć się poprawnie odczytywać sygnały płynące ze świata i z naszego ciała. Myśli to nie takie sygnały. Myśli należy kompletnie ignorować.

Kolejną bardzo popularną postawą jest przekonanie, że ktoś zrobi coś za nas.
A przecież to niezwykle dziecinna postawa! Bo tylko dzieci mogą wymagać, by rodzice zrobili coś za nie… a i tak do pewnego momentu. Co ciekawe – najbardziej zaradne dzieci to takie, którym rodzice pomagali jak najmniej. Ale nie z niechęci, gniewu, z obwiniania czy bo byli pijani. Tylko ze świadomego wyboru, z dojrzałości.
Do jakiego absurdu się to rozwinęło – dziś to państwo zadba o naszą starość, firma o pieniądze, kobieta (hipotetyczna lub realna partnerka) o nasze samopoczucie, kościół o zbawienie, telewizja o rozrywkę, szkoły o edukację. Rodzic pójdzie i nakrzyczy na nauczyciela za postawienie jedynki najukochańszemu dzieciaczkowi ajajajaj, buzi buzi, jakiś ty śliczny, a nauczyciel zły, już cię nie puszczę do tych strasznych szkół, będziesz tylko w domku się uczył z mamusią i tatusiem!
Oczekujemy, że ktoś powie nam co robić, podejmie decyzje za nas, wskaże nam właściwą drogę… we wszystkim!
Szanowni Państwo – gdyby to działało, mielibyśmy raj na Ziemi. A jednak go nie mamy.
Czy mamy raj w naszym życiu? Na 99,9% nie.
Ileż razy słyszałem, że ludzie oglądają porno całymi dniami, gdy mają wolny czas, bo nie wiedzą co mieliby robić. Nikt im tego nie powiedział, więc nie wiedzą!
Tak było w latach 80-tych Rosji. Do różnych rosyjskich uczelni przyjeżdżali amerykańscy reporterzy. Pytali się oni rosyjskich studentów co zamierzają robić po studiach. Studenci odpowiadali – “Nie wiemy, bo jeszcze nam nie powiedzieli”.
Brak odpowiedzialności prowadzi więc do wiecznego czekania, do apatii, do niezdecydowania i do ulegania manipulacji, do dążenia, by być kontrolowanym przez innych. Ludzie z radością oddają 99% swojej wolności, bo nie chcą wziąć za siebie odpowiedzialności. I sądzą, że to dobry deal.
Więc zrozummy wreszcie, że jeżeli dochodzi do porażki, to dlatego, bo sami do niej dążyliśmy i gdy do niej dojdzie, ujawnione zostaną dokładnie te mechanizmy, przez które do niej doszło! Pojawi się ból i pragnienie ucieczki od niego, pojawi się wstyd i potrzeba jego stłumienia, pojawi się wina i potrzeba obwiniania innych za nasze rezultaty, pojawi się gniew i pragnienie zemsty… a nie dokonania korekt w swoim postępowaniu. Pojawi się strach przed odpowiedzialnością.
Bo ujawnione zostanie zwierzę. A zwierzę, gdy poczuje się zagrożone pokazuje kły i pazury.
Na koniec opowiem ciekawostkę z mojego życia. Była przerwa kilka tygodni w artykułach, bo ciężko zachorowałem na grypę. Ponad tydzień miałem 40 stopni gorączki. Ogólnie była to najcięższa choroba w moim życiu. Tak bardzo bolał mnie kręgosłup w kilku miejscach, że płakałem z bólu – pierwszy raz.
I pewnej nocy w głębokiej modlitwie (podkreślę, że nie jestem religijny) zaczęły pojawiać się odpowiedzi. Dane mi było spojrzeć na wszystkie moje decyzje z przełomu kilku ostatnich lat, które doprowadziły do choroby. I do innych problemów. W pewnym momencie usłyszałem zdanie – “Grypa to rozwidlenie dróg”. Zrozumiałem, że mogę dalej iść tą samą ścieżką i skończy się to bardzo źle. A mogłem wybrać inną drogę poprzez odpowiedzialność i korekty. Wybrałem wtedy to drugie i natychmiast zaczęły spływać informacje co mogę zrobić. Wcześniej też o nie prosiłem ale nie zatrzymałem się nawet na moment, by odpowiedzi usłyszeć. Dlatego zostałem zatrzymany siłą. Ale o to również sam prosiłem. Nie dziwne, że osoby dojrzałe duchowo pouczają nas, by uważać o co się prosi :)
Niemniej dzięki tej chorobie zmieniłem bardzo dużo, bo dużo stało się świadome. Nie mogłem już uciec od odpowiedzialności. Nadal dochodzę do siebie, a zmiany wprowadzam stopniowo ale wprowadzam je. Krok za krokiem. Nie wszystko na raz.
Gdyby nie ten upadek, wiele z sabotujących, negatywnych mechanizmów pozostałoby nieuświadomione i nadal by mną rządziły. Dlatego ta 2-3-tygodniowa choroba była naprawdę malutką ceną za tak znaczącą lekcję.
Rozmawiałem z kilkoma osobami, lekarzami, aptekarzami, w tym także opowiadali mi klienci, że przeszła/przechodzi przez Polskę naprawdę niezwykłych rozmiarów plaga grypy (zachorowały setki tysięcy osób). Wiele osób ma po niej jeszcze poważne powikłania, w tym inne choroby. Dużo przypadków tej choroby zakończyło się śmiercią.
Sama grypa to (zaczerpnięte z książki Louise L. Hay “Lecz swoje ciało”):
“Odpowiedź na powszechne negatywne nastawienia i przekonania. Strach. Wiara w statystyczne uogólnienia.”
Bum! Dokładnie z tym zmagałem się przez ostatnie miesiące zanim doszło do choroby. I o tym był ten artykuł – o utrzymywaniu negatywnych postaw i przekonań i o zrzucaniu za nie odpowiedzialności.
Każdy chory na grypę dostał więc wspaniały dar. Jednak przewiduję, że bardzo mało osób “rozpakowało prezent”. Raczej rozpaczali, że zamiast prezentu dostali pudło.
O ile można i powinno się szczepić, o tyle to nie wyeliminuje powodów choroby. Nasz organizm poradzi sobie z każdą bakterią i wirusem. Jednak obciążanie go negatywnościami nie tylko osłabia (i to drastycznie) system immunologiczny ale samo w sobie stanowi jego zatruwanie i zarażanie. A na to (zatrucie od wewnątrz) nie ma zabezpieczenia. Jedyne co nas może “zabezpieczyć” to nasza własna świadomość.
To samo zabezpieczy nas również przed porażkami.
Ok, jeszcze jedna rzecz na sam koniec. Krótki mail, który dostałem od jednego z Uczestników Programu WoP, który wreszcie zrobił coś wbrew swojemu umysłowi. Oto treść:
“Piotrze, szok! Poznałem 3 kobiety i wziąłem od nich numer. Sam nie wierzę, to jest coś sprzecznego z umysłem.Taki full spontan i nic nie oczekiwałem od nich tylko sam sprawiałem im uśmiech. Coś pięknego! Rozmawiam sobie z nimi i nagle analizuje jak to możliwe, że tak na luzie rozmawiam bez żadnej spiny. Przecież ja nawet o tym nie śniłem. Po tylu latach wyszedłem z domu i sobie poznaje kobiety w pierwszy dzień.”
Dlaczego tak drastycznie uległy rezultaty tej osoby? Bo zamiast uciekać od strachu, wstydu, oporu, osoba ta zaczęła dążyć do tego, co pozytywne. Kilka tygodni poważnego uwalniania i nagle zmiana o 180 stopni. A umysł w wielkim szoku – jak to możliwe!? Nawet o tym nie śniłem!
No pewnie – bo umysł zwierzęcy nie jest od tego, by wymyślać rozwiązania. On jest od tego, by informować, co blokuje rozwiązania.
Aby twórczo myśleć, należy przekroczyć choć w jakimś stopniu zwierzę w nas i zacząć używać umysłu świadomie i odpowiedzialnie.
Mam nadzieję, że ta krótka seria artykułów o porażkach pomogą Ci zmienić Twoje podejście do nich, wyrwać się z ewentualnego obwiniania, wstydu i żalu za przeszłe porażki i wyciągnąć z nich odpowiednie wnioski.
Będzie mi bardzo miło, gdy zostawisz komentarz o swoich przemyśleniach i doświadczeniach!
Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Powiadom mnie o
Avatar

Avatar
Gość
Dennis
6 kwietnia 2019 13:46

Ważne, że wyzdrowiałeś Piotrek. Co byśmy zrobili. Chcę Ci powiedzieć, że jesteś potrzebny mi, czy innym oczywiście. :) Nie wierzę w żadne zabobony boskie, ale uświadamiasz mnie, że człowiek może być czymś więcej, niż tylko istotą fizyczną. Jestem w stanie doświadczyć duchowości? Co to jest w ogóle?

Porażki są rezultatem naszych błędnych działań, ale również przede wszystkim, jak spostrzegamy siebie w środku. Bo powiedzmy sobie szczerze, co osoba nienawidząca się osiągnie w życiu? Rozpisze kroki przybliżające do celu i specjalnie spieprzy sprawę, aby tylko nie skosztować przypadkiem życia na wyższym poziomie, ponieważ na to nie zasługuje. Pójdzie po alkohol i będzie siedział przed telewizorem cały dniami…

Avatar
Gość
Łukasz
29 marca 2019 13:00

Zacząłem chodzić na spotkania SLAA.
Mam za sobą 3 meetingi. Najtrudniej było się przełamać za pierwszym razem, aby powiedzieć o swoim problemie. Potem było znacznie lżej. Opowiadałem jak uzależniłem się od pornografii i jak wyglądało mniej więcej moje życie. Kilka osób mnie słuchało. Zauważyłem, iż przez to, że się wygadałem po raz pierwszy w życiu o tym, co mi dolega, automatycznie spowodowało obniżenie się bólu psychicznego.
Spotykamy się raz w tygodniu, jak się okazało jestem najmłodszy w grupie. Od dziecka zawsze miałem problem, aby coś o sobie powiedzieć wśród obcych mi ludzi, po prostu nie potrafiłem się otworzyć i zawsze zapominałem języka w gębie. Nienawidziłem po prostu mówić o sobie. Tutaj było całkiem inaczej, bo nie dość, że o sobie mówiłem, to wylałem z siebie rzeczy, o których nigdy bym nie wyrzekł wśród grupy przypadkowych ludzi. Bardzo się ucieszyłem, że znalazłem grupę, która mnie nie potępia i nie naśmiewa się ze mnie.
Dziś idę znowu i już nie mogę się doczekać, dlatego każdemu polecam spotkania SLAA, bo uzależnienie od porno jest rodzajem uzależnienia od seksu.

Avatar
Gość
Łukasz
28 marca 2019 12:10

Witam Piotrze dodam, że oczyszczam się codziennie przez ponad miesiąc z napięcia w ciele i nadal jeszcze ono jest lecz zostały resztki w okolicach serca.Pomyśl ile musiałem stłumić emocji skoro cały mój organizm był pełen napięć/oporu.Weż tu żyj normalnie skoro całe wnętrze choruje i naprawde trzeba się oczyszczać każdego dnia, żeby były zamiany.

wpDiscuz
Podobne Wpisy:
Jak radzić sobie z uzależnieniem bliskich nam osób? (Część 1)

Jak radzić sobie z uzależnieniem bliskich nam osób? (Część 1)

Witam Cię serdecznie! Wszystkie artykuły, które napisałem do tej pory zwrócone były do osób uzależnionych. Oczywiście nie dotyczyły wyłącznie uzależnionych, szczególnie artykuły dotyczące emocji, umysłu, seksualności i różnych chorób. Dzisiejszą serię chcę przede wszystkim skierować do tych, których bliscy chorują na uzależnienie. Jako, że potrafimy przez to cierpieć nie mniej, niż sami uzależnieni – nasi… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 56
Ale wstyd! Mam małego! I o innych szkodliwych bzdurach (O Seksie – Część 2)

Ale wstyd! Mam małego! I o innych szkodliwych bzdurach (O Seksie – Część 2)

Wpis ten stanowi obiecaną kontynuację Artykułu dotyczącego fizycznych aspektów seksu. Dzisiaj zajmiemy się aspektami emocjonalnymi, które są dużo, dużo, DUŻO bardziej znaczące. Od tego zależy czy będziesz miał/a raka prostaty czy jajników – takiej klasy bardziej znaczące. Bowiem – ciało fizyczne odzwierciedla wszelkie problemy natury emocjonalnej. Nie odwrotnie. Ale o medycznym aspekcie rozpiszę się w… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 8
O Emocjach – Strach (Część 2)

O Emocjach – Strach (Część 2)

Dziś kontynuujemy temat emocji i świadomości strachu. Część pierwszą znajdziesz klikając na link poniżej: O Emocjach – Strach (Część 1) Dzisiaj poruszymy bardzo ważny temat – znaczenie strachu z perspektywy rozwoju świadomości. Podzielę to zapewne na 2 artykuły (może na więcej). Mówiłem już, że strach służył ochronie życia fizycznego. I służy nadal. Jednak to bardzo ograniczony… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 14
Porno w liczbach – 3. Ilość pornografii w internecie

Porno w liczbach – 3. Ilość pornografii w internecie

Porno w dzisiejszych czasach jest multimiliardowym przemysłem. Co to znaczy? To, że tak jak przemysł muzyczny, filmowy – porno stało się mainstreamowe. Czyli codziennością doświadczaną przez większość populacji ludzkiej. Spokojnie można założyć, że porno w internecie ma większy ruch, niż wszystkie polskie serwisy razem wzięte – Onet, Wirtualna Polska, Pudelek, Demotywatory, Allegro, Chomikuj i inne.… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 16

WOLNOŚĆ OD PORNO