Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/15

Witam Cię serdecznie!
Oto piąta i ostatnia część serii o gorszych dniach. Części 1-4 znajdziesz klikając na linki poniżej:
► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 1) – Wprowadzenie.
► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 2) – Rozwinięcie.
► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 3) – Ogólne Rady.
► Gorsze dni [WAŻNE!] (Część 4) – Konkrety.
Gorsze dni charakteryzują się tym, co jest główną iluzją ludzkiego umysłu i niskiej świadomości – wiarą w separację. Słowem – w gorsze dni najsilniej czujemy się osamotnieni, niezrozumiali, odcięci od innych, a także od samych siebie. Czujemy się odseparowani. Od czego/kogo? Źródła radości, akceptacji, szacunku, bezpieczeństwa, kontroli. Miłości. Także od innych ludzi. Oraz od miłości w nich – dlatego jej nie doświadczamy w świecie.
Dlatego krzywdzimy siebie na rozmaite sposoby – pijąc, ćpając, oglądając porno, odżywiając się niezdrowo, odmawiając sobie szczęścia, sukcesu, odwagi, itd. Bo nie czujemy siebie. Czujemy tylko to, czego nie chcemy czuć – czujemy to nawet latami, bo się temu opieramy. Nie chcemy tego, nie akceptujemy, nie lubimy. A czy zrobilibyśmy chętnie coś dla kogoś, kogo nie lubimy?
W gorsze dni nasz umysł najsilniej pracuje z jakością separacji wierząc, że źródło tego, czego nie czujemy w sobie jest na zewnątrz. Ale jednocześnie czujemy też się od tego najbardziej odlegli. Niegodni, niewystarczający. Dlatego najczęściej właśnie wtedy podejmujemy najbardziej niekorzystne dla siebie decyzje. By powiększyć separację od tego co czujemy. Czyli w efekcie od siebie. Bo wierzymy, że to nas uratuje. Od czego? Dosłownie od śmierci. A jeśli wydaje się nam to niepojęte to idźmy w tym momencie zrobić to, czego najbardziej sobie w życiu odmawialiśmy i czego najbardziej pragniemy – o czym najbardziej fantazjuje nasz umysł. Zobaczymy ile oporu, strachu i wstydu się ujawni – zmierzenie się z tym to jakbyśmy mieli skoczyć w przepaść.
Innymi słowy widzimy nagromadzenie się tego, co zarówno jest źródłem tych myśli, źródłem bólu, źródłem braków w naszym życiu oraz braku chęci, energii, pomysłów i działań jak to osiągnąć.
To wszystko jest do naszej dyspozycji w gorsze dni – bo wtedy to czujemy i możemy się tym zająć.
Niestety zazwyczaj w te dni tak najsilniej nie chcemy czuć, że zrobimy wszystko – od wielogodzinnej sesji z porno zamiast zajmować się studiami, pracą, rodziną, sobą, zajmiemy się braniem narkotyków do poziomu przedawkowania, picia do utraty świadomości, wypalenia mnóstwa papierosów lub silniejszych używek. W te dni wiele osób decyduje się odebrać sobie życie.
Dlaczego? Bo umysł zasilany świadomością separacji wierzy, że my jesteśmy specjalnym, szczególnym przypadkiem beznadziejności i nikt inny nie czuje tego samego co my. Bo czujemy się odseparowani od innych. A jeśli inni nawet to czują, to wierzymy, że oni potrafią sobie z tym poradzić, a my nie. Dobra wiadomość jest taka, że tak myśli umysł każdej osoby w takim stanie i praktycznie każdy uzależniony, kto się ze mną kontaktował i poruszał ten temat, pisał mi dokładnie to samo – że on jest gorszy, niż inni, popełnił najgorsze, najbardziej niewybaczalne pomyłki, że jego przypadek jest beznadziejny, etc.
Co z czasem ulegało transformacji w ich pojmowaniu. Tak samo jak uległo w moim.
Rozejrzyjmy się naokoło – zacznijmy dostrzegać RZECZYWISTOŚĆ! Ci wszyscy dobrze ubrani ludzie, uczesani, z ładną cerą, jadący do dobrze płatnej pracy – czy oni się uśmiechają? Czy czuć od nich energię radości? Nie. Większość wpatrzona jest w telefony, rozmawia z kimś, bo samemu nie dałaby rady. Bo nosi w sobie to poczucie osamotnienia. Inni czytają gazety, a tam co? Pełno negatywnych informacji! Dlaczego? Bo potrzebują racjonalizacji tego, jak sami się czują. Inni mają założone słuchawki i przeglądają bez opamiętania przeróżne serwisy, często po prostu chłoną informacje, by umysł przypadkiem nie zaczął mentalizować na bazie tego co czują – więc potrzebują szokować się, oburzać, zaskakiwać różnymi bzdurami, które robią inni. Muzyka gra głośno cały czas, by umysł cały czas był tym zahipnotyzowany – by powtarzał słowa piosenek, by był przytłaczany brutalną lub negatywną muzyką lub oszukiwany pozytywną, lekką, by nie skupił się na nas i na tym, co w sobie nosimy.
Kto jedzie metrem/autobusem/tramwajem/samochodem do pracy i czuje spokój i szczęście? Wiele osób, którym się to wydaje – wystarczy, że ktoś inny zajedzie im drogę, a nagle spada maska spokoju i opanowania i wychodzi żądza mordu, nienawiść. Bo gniewem przykrywamy smutek, bezsilność, poczucie osamotnienia i stąd potrzebę ochrony siebie przed wszystkim i wszystkimi. W tym także za pomocą ataku.
Dlatego siła to jest słabość. Prawdziwą moc oznacza brak konieczności korzystania z siły. Tym bardziej, gdy jesteśmy silni fizycznie czy w dowolny inny sposób.
Nie jesteśmy sami w tym uczuciu osamotnienia, pustki.
Poczucie osamotnienia, separacji jest globalną plagą, którą jednak sami utrzymujemy. Nikt nie jest w tym ani gorszy, ani lepszy. Nikt też nie jest odcięty od tego problemu. Ja też się tak czasami czuję i jest to normalne ale w trakcie jestem zazwyczaj na tyle trzeźwy, by z tym nie walczyć i nie projektować na świat, nie racjonalizować, nie szukać winnych. Zajmuję się w tym w sobie. Najlepiej jak potrafię – i więcej nie trzeba!
Ale nie przez myślenie o tym. Myślenie na bazie oporu i niskich emocji tylko pogłębia problem, bo nie zajmuje się jego źródłem.
Nie wymyślisz sobie poczucia bezpieczeństwa, spokoju, kontroli, ani wartości, ani połączenia z innymi. Ani nie wymyślisz czucia. Umysł nie ma takiej zdolności. Dlatego opuszczenie jego domeny jest niezbędne, by proces uzdrowienia mógł się rozpocząć. Jednocześnie to wyjście ponad mentalizację jest dla ludzi przesiąkniętych wstydem, strachem, winą, oporem, gniewem najtrudniejsze. Dlatego ich umysły mentalizują i analizują, bo nie czują się bezpieczni. Nie czują się bezpieczni względem odczuwania. Boją się tak bardzo, że racjonalizują nawet sięganie po porno, alkohol, papierosy, narkotyki byle tylko nie czuć.
Umysł jest niewinny i nieświadomy i on zaburzy kontekst, zaburzy rzeczywistość tak, by pasowało to do każdej racjonalizacji, nawet najbardziej szkodliwej.
Gorsze dni to detoks. Często bolesny. Ale można to przyrównać do wymiotowania lub obolałego ciała po siłowni. Ból nie jest zły. Wręcz przeciwnie – gdyby nas nie bolał brzuch przed wymiotowaniem, pewnie byśmy sobie na to nie pozwolili. Czyli zrobilibyśmy sobie ogromną krzywdę. Gdyby nie bolało nas ciało po wysiłku, pewnie doprowadzilibyśmy do kontuzji, a może nawet trwałych uszkodzeń ćwicząc dalej. Ból więc nas uczy, wskazuje kierunek.
Odczuwanie bólu ma tylko 2 źródła:
1. Ujawnienie się bólu z podświadomości. Oznacza to detoks. Należy nauczyć się odczuwać i być z tym bólem. Jeśli nie potrafimy jeszcze odczuwać bez zmagania, bez negatywnego oceniania, warto wtedy i tylko wtedy sięgnąć po jakiś LEK przeciwbólowy. Leki mają dużo mniej negatywne oddziaływanie, niż używki. Ale zanim po nie sięgniemy, chociaż spróbujmy nauczyć się czuć bez oporu.
2. Stawianie oporu – utrzymywanie niechęci. Opieranie się bólowi nazywane jest cierpieniem. W tym przypadku ból informuje nas o szkodliwym postępowaniu W SOBIE. Zazwyczaj nieświadomym i dlatego potrzebny jest ból, który zwróci naszą uwagę. Ucieczka od tego odczucia wtedy stanowi kompletne niezrozumienie podstawowych własności i relacji pomiędzy świadomością-emocjami-psychiką-ciałem. Jeśli zajmiemy się samym bólem, stracimy z oczu jego źródło, którego rezultaty są zazwyczaj dużo szersze, niż tylko ból. W większości przypadków są to przeróżne braki w życiu, w tym brak innych ludzi, na co oczywiście umysł zwala poczucie osamotnienia.
W kwestii trwałego wyzdrowienia – od czegoś należy zacząć. Od jednej rzeczy, nie od 100 naraz. Nieumiejętność odczuwania pozostawia nam tylko 2 drogi w obliczu niższego stanu:
1. Walkę z tym, co czujemy i/lub z tym, co uznaliśmy za źródło tego (wydarzenia, przedmioty, inne osoby).
2. Ucieczkę. Czyli wykorzystanie czegokolwiek, co pozwoli nam przestać czuć.
Żadna z tych dróg nie jest właściwa, jeśli zależy nam na wyzdrowieniu. Jak mówiłem – sięgnięcie po leki, które odetną świadomość bólu są korzystne tylko, jeśli zrobimy co w naszej mocy, by zaakceptować ból i pozwolić sobie odczuwać ale jest dla nas wciąż za duży. Ale nawet wtedy coś możemy zrobić, by było nam lepiej – bo ból to zawsze REZULTAT niekorzystnego, wewnętrznego postępowania. I ból zawsze nas o tym informuje.
Może pragniemy kontaktu z innymi ale nie z pozytywnej, zdrowej intencji jak chęć DZIELENIA się tym, co przyjemne ale uciekamy od wewnętrznego poczucia osamotnienia, niechęci do siebie, poczucia niewystarczalności? Nie dziwmy się, że prędzej czy później ktoś nas rozczaruje! Bo żyjemy w oczarowaniu. Uciekamy wierząc, że żyjemy. Zakładamy maskę. Kiedy zamierzaliśmy skończyć? Gdy ugrzęźlibyśmy w kłamstwie tak bardzo, że wolelibyśmy okłamywać bliskich dalej, niż przyznać się, że ukrywaliśmy prawdę o sobie od lat?
Pierwszym krokiem do zdrowia jest Odwaga. A o Odwadze pisałem już dużo.
Odwaga to pozostanie w strachu pomimo strachu. Jeśli boimy się czuć, pozwalamy sobie czuć pomimo strachu “przed tym”.
Nic i nikt nie może nas uzdrowić. Bo zdrowie to my bez żadnego nieprawdziwego pierdolenia na swój temat. Im większy ból odczuwamy, tym więcej swojej mocy, tego co pozytywne wyparliśmy! Ból to informacja, że tak silnie opieramy się szajsowi, którego się złapaliśmy, a to co pozytywne wypycha ten szajs od wewnątrz!
Depresja to REZULTAT represji, czyli odrzucania części siebie. Ale to tak jakbyśmy odpychali cały kontynent od siebie, bo widzimy na nim malutką skazę. Ale oczywiście nasz umysł podsuwa nam, że ta skaza jest tak wielka, że najlepiej odepchnąć z nią od siebie wszystko, byle tylko się jej pozbyć i że jest to właściwe, zdrowe.
A wraz z kontynentem odpychamy od siebie milion potężnych pozytywności. Czy to dziwne, że psychika się “zapada”, boli, wszystkie nasze komórki praktycznie krzyczą na nas? No przecież robimy coś tak niekorzystnego, że cała nasza istota stara się zmusić nas do zaprzestania, w tym także przez odebranie nam ŚWIADOMOŚCI własnej mocy. Dlaczego w depresji czujemy się bezsilni. Bo już tak mocno się odpychamy, odpychamy to, co pozytywne przez to, że walczymy z tym, co uznaliśmy za negatywne, że kluczowe to przestać to robić!
I dlatego używki stały się tak popularne. Bo ogłupiają nasz wewnętrzny system nawigacji i pozwalają nam dalej robić to samo pomimo bólu, a nawet cierpienia.
Ale jak zamierzamy dojść do celu ignorując wszelkie drogowskazy, które informują nas, że zmierzamy w zupełnie innym kierunku?! Mówię oczywiście o emocjach i bólu – oporze. Dlatego jeśli działamy w jakimś kierunku ale unikamy wszystkiego, co wyciągnęło by z nas emocje i opór – nie trafimy tam, gdzie liczymy. Jeśli jesteśmy w relacji, a nie robimy nic, co wyciągnęłoby z nas i z naszej partnerki/naszego partnera emocji i oporu – nie będzie to szczęśliwa relacja. Może nie będzie kłótni, może będzie relatywny spokój. Ale nie będzie tam głębi, prawdziwego poczucia zrozumienia, szacunku, akceptacji, miłości. Oczywiście umysł powie nam, że są ale jeśli nie potrafimy czuć i czujemy albo gniew, albo nic – to nie ma tam zbyt wiele. Jest pewnie wiele ROBIĆ i MIEĆ. A gdzie BYĆ, czyli ten najważniejszy poziom?
Jeśli będziemy wypierać, odbierać wychodzące z naszego wnętrza toksyny, to nieświadomie zaatakujemy tak samo mocno, a nawet mocniej każdego, kto wyciągnie to z nas nawet jeśli nie było to intencją tej osoby! Nie można liczyć na szczęśliwy związek jeśli czujemy się jak lub druga osoba jest jak pole minowe. Relacja z samym sobą wygląda zupełnie tak samo.
Nie pozwolimy sobie na spontaniczność, ekspresję, sukces, bo “czujemy”, że gdy popełnimy pomyłkę to “spalimy się ze wstydu”. Ale już się jaramy!!!
Temat można kontynuować w nieskończoność, bo każdy ma swoją historię. Ale mechanizmy “pod nią” są identyczne i dobrze rozumiane przez coraz więcej osób na świecie. Są odpowiedzi. Są rozwiązania. Nie bójmy się pytać i szukać! Nie bójmy się prosić o pomoc! Odważmy się w ogóle przyznać, że jej potrzebujemy!
Ja po raz pierwszy poczułem się trwale lepiej, gdy zostałem z bólem, tym uczuciem niemożliwym do ogarnięcia, zrozumienia, kontroli, opanowania. Byłem, a to mnie pochłonęło na 10-15 minut kompletnie. Myślałem, że moja głowa, umysł eksplodują, że cały ja eksploduję (bo wierzyłem, że jestem umysłem i jak on nie czuje kontroli, to jej nie ma). Ale nie uciekłem. I minęło… kompletnie zniknęło! A ja poczułem się jak nigdy w życiu. Bez żadnych tabletek, bez porno, bez piwa, bez narkotyków, bez seksu. BYŁEM. I było to fascynujące. Bez żadnej wieloletniej, kosztującej majątek terapii. Bez lat kształcenia się. Po prostu nie uciekłem, gdzie raki zimują od tego, co czułem. Nie było przyjemnie ale nie stała mi się krzywda! Bo emocje to tylko emocje, nic więcej. A myśli to tylko myśli, nic więcej.
Ciało będzie robiło się raz zimne, raz gorące, umysł będzie szalał, zaschnie Ci w ustach, spocą się dłonie, będziesz czuł/a jakby zbliżał się koniec świata, jakby nadjeżdżał pociąg po torach, do których się właśnie przywiązałeś/aś. A to tylko emocja. Przez chwilę rośnie, rośnie, jest większa od życia, a potem znika. I wychodzi Słońce. W momencie wymiotowania też czujemy się najgorzej. Ale szybko nasze samopoczucie się poprawia.
Niemniej decyzja to rzecz niezwykle ważna, bo intencja która za nią się kryje to część nas. Kwiat nie rozkwitnie, gdy ktoś będzie starał się go siłą wyciągnąć z ziarenka. Ziarenko samo musi podjąć decyzję, że chce zapuścić korzenie i wypuścić pęd, a potem otworzyć się na Słońce. W życiu chyba nie ma lepszej decyzji.
Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Powiadom mnie o
Avatar

Avatar
Gość
Jarek
23 grudnia 2018 23:04

Witaj Piotrze.
Napisałbyś coś od siebie na temat współczucia do siebie np. podczas gorszych dni?

Avatar
Gość
Paweł
29 listopada 2018 12:42

Cześć. Czytam twojego bloga od dłuższego czasu i uważam, że po prostu rozwalasz system swoja wiedzą i podejściem do tematu uzależnienia, emocji i tak dalej. Mam do ciebie pytanie. Oczywiście wiem, że emocje siedzą w nas i coś lub ktoś je stamtąd wyciąga( czytałem Hawkinsa, Sedona i twój blog), ale pytając tak po staropolsku: jeżeli “wkurwia” mnie moja praca( jak i wiele innych rzeczy w życiu), to ją zmienić, czy dalej w niej siedzieć i być jej wdzęcznym, za to, że wyciaga ze mnie syfy i toksyny?

wpDiscuz
Podobne Wpisy:
Ale wstyd! Mam małego! I o innych szkodliwych bzdurach (O Seksie – Część 1)

Ale wstyd! Mam małego! I o innych szkodliwych bzdurach (O Seksie – Część 1)

Informacja ta miała być dostępna tylko dla zapisanych na Newsletter ale stwierdziłem, że problem jest tak powszechny, że warto go poruszyć na forum publicznym. Problem, o którym mowa to przekonanie, że mały penis to hańba, wstyd, znak, że nigdy nie będziemy i nie jesteśmy wystarczająco męscy dla kobiet. Jeżeli śledzisz tego Bloga to wiesz, że… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 0
O Emocjach – Podsumowanie

O Emocjach – Podsumowanie

Witam Cię serdecznie! Dziś podsumujemy czego się dowiedzieliśmy o emocjach. Linki do wszystkich artykułów o poszczególnych emocjach znajdziesz przechodząc do poniższych artykułów: ► Jak i Dlaczego Zacząć Odczuwać? ► O Emocjach – Wstyd. ► O Emocjach – Poczucie Winy. ► O Emocjach – Apatia. ► O Emocjach – Żal. ► O Emocjach – Strach. ►… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 2
O Emocjach – Wprowadzenie (Część 1)

O Emocjach – Wprowadzenie (Część 1)

Wpis ten rozpoczyna serię Wpisów wprowadzających w temat emocji, ich wpływu na nasze życie oraz odpowiedniego postępowania. Do emocji będę wracał jeszcze niejednokrotnie, gdyż jak prędzej czy później odkryjesz – to właśnie one rządzą naszym życiem. Ale tylko życiem nieświadomym. W jaki sposób? Dowiesz się z kolejnych Wpisów. Oczywiście nie licz, że rozpykam ten temat… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 8
Opór – czym jest i dlaczego go stawiamy?

Opór – czym jest i dlaczego go stawiamy?

W tym Wpisie opowiem Ci o czymś będącym jedną z głównych przyczyn cierpienia i zmagania w życiu. Opowiem o oporze. Aby dobrze zrozumieć ten temat, potrzebne jest dużo więcej, niż jeden krótki Wpis, jednak postaram się w nim chociaż z grubsza nakreślić temat. Każdy wie, co to znaczy odczuwać opór i odczuwa jego wpływ w… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 2

WOLNOŚĆ OD PORNO