Dni
Godzin
Minut
Sekund

Ilość Wolnych Miejsc:
/

Witam Cię serdecznie!
Kontynuujemy temat cnót charakteru!
Części 1-14 znajdziesz klikając na linki poniżej:
► Cnoty (Część 1) – Wstęp i szczerość.
► Cnoty (Część 2) – Ciężka praca, Odwaga.
► Cnoty (Część 3) – Moralność, Ciepło, Pracowitość/Pilność, Niefrasobliwość.
► Cnoty (Część 4) – Wytrwałość, Dobry/uprzejmy, Bycie pomocnym, Pozytywny.
► Cnoty (Część 5) – Rozważność, Łagodność/życzliwość, Rozważny/roztropny, Dyplomatyczny.
► Cnoty (Część 6) – “Sól Ziemi”, Otwartość, Tolerancyjność, Elastyczność, Wspieranie.
► Cnoty (Część 7) – Skromny, Uprzejmy/grzeczny, Stanowczy/zdecydowany, Spokój.
► Cnoty (Część 8) – Niezawodność/bycie słownym, Budzący respekt, Miły, Cierpliwy.
► Cnoty (Część 9) – Stabilny, Honorowy, Serdeczny/ciepły, Prawdziwość/autentyczność, Zadowolenie/bycie przyjemnym.
► Cnoty (Część 10) – Humanitarność, Dostępność, Ochrona, Przyjazny.
► Cnoty (Część 11) – Dojrzały, Odpowiedzialność, Niezawodność/można na nas polegać, Troskliwość.
► Cnoty (Część 12) – Przyzwoitość, Idealistyczny, Uporządkowany/zdyscyplinowany, Normalny.
► Cnoty (Część 13) – Zdrowy rozsądek-świadomość, Sprawiedliwość.
► Cnoty (Część 14) – Etyczność, Balans/zbalansowany, Respekt.

Jak zwykle – czytaj powoli i uważnie. Treści jest sporo, bo poruszane są tematy wymagające znaczącej rekontekstualizacji względem tego, w co się powszechnie wierzy. Zaś ilość niezrozumienia jest kolosalna. Miesiąc zajęło mi napisanie tego artykułu. Enjoy!

W pierwszym zdaniu chcę zwrócić uwagę na rzecz najwyżej wagi – w tym artykule pojawia się to, co rzeczywiście można nazwać zdrowiem. Poziom zdrowia – poziom świadomości 350. To również poziom świadomości nieprzypadkowo “wymagany” do wyzdrowienia z uzależnienia. Dopiero na tym poziomie jakości bycia w świecie ktoś może powiedzieć, że wyzdrowiał z uzależnienia. I dopiero na tym poziomie można liczyć na większe pozytywne zmiany zdrowotne, szczególnie w przypadku poważnych dolegliwości.

Ćwiczenia, ani tzw. zdrowe odżywianie nie dadzą Ci zdrowia. Bo zdrowe odżywianie i ćwiczenia już wynikają ze zdrowej intencji, ze zdrowego podejścia do siebie, swojego ciała, jego potrzeb, świata, życia. W tym także brak oporu do treningu i przygotowywania sobie smacznych, pełnowartościowych posiłków jest tym, co energetyzuje w Tobie to, co nazywamy zdrowiem. Zdrowie to poziom świadomości. Bez pozytywnej intencji nawet robienie wszystkiego co rzekomo zdrowe i tak nie da Ci więcej energii, radości, swobody, siły.

Widać to doskonale na przykładzie uzależnionych – mogą wykonywać każde zadanie, zalecenie, ćwiczenie i korzystać z narzędzi ale jeśli robią to dla samego robienia, to nic z tego nie będzie. Dlaczego? Bo nie ważne jest co robisz, tylko jak żyjesz każdej sekundy. Jeżeli więc przestaniesz być szczery/a zaraz po wykonaniu “ćwiczenia na szczerość”, to gdzie to Cię doprowadzi? No nigdzie.

Ja znam masę ludzi, którzy odżywiają się zdrowo, ćwiczą i robią wszystko, co społecznie można nazwać zdrowym, a i tak chorują, mają mało energii, nawet z łóżka ciężko im się wstaje. Wtedy to się oczywiście zrzuca na bakterie i wirusy, przeziębienia, etc. Wiele osób zrzuca na geny nie podając żadnego wyjaśnienia, ani dowodu.

Więc istotne jest nie tylko to, co robisz ale też dlaczego to robisz. Bo jeśli będziesz ćwiczyć ze strachu czy dlatego, bo Ci ktoś kazał, to wiele nie osiągniesz. Oczywiście na pewno będzie lepiej, niż gdybyś nie robił(a) nic ale i tak będzie to dalekie od satysfakcjonującego. A poza tym jeśli robisz to, by np. zyskać poczucie wartości czy radość, no to bez usunięcia tego, co je ogranicza (bo ich źródło jest wewnętrzne), nic co zrobisz nie przybliży Cię do tego.

Z drugiej strony jeśli przebywamy w toksycznym, negatywnym towarzystwie czy jemy tzw. “fast-food” to przypadkiem już to nie wynika z jakiejś dozy niechęci skierowanej względem siebie? Czy ktoś, kto się szanuje, dba o siebie, kocha się wybiera negatywne towarzystwo? Oczywiście, że nie. Ale jeśli raz na jakiś czas zjesz frytki z McDonalda to też żaden ciężki grzech. ;)

To także człowiek nadaje moc wirusowi i bakteriom. Przypominam, że to nie bakterie, ani wirusy nam coś robią, tylko to nasze ciała reagują względem nich tak jak w to wierzymy. Wirus dysponuje tylko taką energią jaką my mu zapewnimy.

Ciało (materia, za którą odpowiadamy) dostosowuje się do świadomości – do tego, co utrzymujemy w umyśle zarówno świadomym jak i nieświadomym.

Czy brokuł sprawia, że Twoje ciało jest zdrowe/zdrowsze? Nie. To czyni Twoja wiara, że robi to brokuł/witaminy zawarte w brokule. I wtedy po zjedzeniu brokułu, Twoje ciało reaguje odpowiednio do tej wiary – do programu/przekonania.

Istnieje takie określenie – placebo. Ale nic tak naprawdę nie jest placebo i jednocześnie wszystko nim jest.

Oczywiście są też aspekty rzeczywistości niezależne od naszej wiary i przekonań o nich. Np. prąd. Możesz sobie przez 50 lat fantazjować, że prąd Cię nie porazi ale jak Cię nie pie***nie po wsadzeniu ręki w kontakt, to nie polecam. Tak samo z wiatrem, wodą, reakcjami cząsteczek, grawitacją i masą innych zjawisk, praw – czyli tym, co byliśmy w stanie zaobserwować i nazwać. Nie możesz lewitować, ani latać. To jest niemożliwe, bo Twoje ciało ograniczają pewne prawa. Rzeczywistość jest jaka jest. To bardzo istotne to rozumieć.

Dlatego też to jedno wierzyć, że brokuł jest dla Ciebie zdrowy, a drugie to rzeczywiście jeść.

Oczywiście nie jesteś ciałem ale prawie na pewno jesteś do niego niezwykle przywiązany/a. Dlatego też utożsamiasz się z każdym doznaniem i doświadczeniem, które go dotyczy – jak emocje, napięcia, opór, ból, zranienia, etc. I jeśli ciało dozna wystarczającego uszkodzenia – przestanie funkcjonować w zakresie, który generalnie (i błędnie) nazywamy życiem. To bardzo ciekawe, że praktycznie każdy negatywnie postrzega śmierć. Wynika to m.in. z postrzegania ciała jako “ja”. Oczywiście możemy uwolnić to przywiązanie i nadal dbać o swoje ciało i jego potrzeby. I wtedy niezależnie jakich dolegliwości dozna nasze ciało, nie będzie to dla nas źródłem cierpienia, ani lęku.

Mówię o tym, by uświadomić, że na wymiar fizyczny najszybciej oddziałujemy fizycznością. Jak przywalisz ręką w ścianę, konsekwencje będą natychmiastowe. W przypadku jedzenia np. słodkich potraw, konsekwencje będą różnorakie i rozłożone w czasie. Wliczamy do nich zepsucie, a nawet utratę zębów. ;) (Swoją drogą, gdy zaobserwujesz w jakich okolicznościach chce Ci się cukru, to zobaczysz, że nigdy nie są to pozytywne fundamenty). W przypadku tego, co utrzymujemy w umyśle, łatwo zaobserwować, że pewne przekonania oddziałują na nie natychmiast – “To straszne!” – i już nasze ciało się napina, a umysł głupieje (wiele osób to ogłupienie myli z rozsądkiem). Inne przekonania oddziałują na nasze ciało wolniej, dzięki czemu mamy czas, by je skorygować, zanim doświadczymy ich konsekwencji.

Znałem ludzi, którzy palili papierosy całe życie i umarli dopiero ze starości żyjąc w pełni sił, uprawiając masę seksu, etc. A są ludzie, którzy nie palą i żyją na dużo niższym poziomie jakości, w tym dużo chorują i nie mają na nic energii. Zaś seksu się boją i wstydzą. Bo Twoje doświadczenia nie zależą od tego co robisz ale jaką moc temu nadajesz i jaki poziom energii reprezentujesz.

Jeśli żyjesz w świadomości pełnej zależności od świata, no to od niego zależysz. Jeśli wierzysz, że McDonalds to “śmieciowe jedzenie” i ci zaszkodzi, to faktycznie tak będzie. Z drugiej strony jeśli żyjesz pozytywnie, to dlaczego w ogóle po to sięgać, a nie przygotować sobie czegoś lepszej jakości? Natomiast oczywiście możesz zjeść hamburgera z budki i Ci nie zaszkodzi. Ale jeśli będziesz codziennie jeść hamburgery, spodziewaj się wpływu tego na swoje ciało i zapewne też samopoczucie.

Podobnie z alkoholem – o jego wpłynie na nas decydujemy my. Jeśli mamy niski poziom świadomości, non stop się opieramy, gramy ofiarę, umniejszamy sobie, etc., to szybko się upijemy i być może nawet stracimy przytomność. Natomiast znam osoby, które same mogą wypić litr wódki i na drugi dzień nie mają ani kaca i są w pełni trzeźwe (robili sobie badania na komendzie policji). Z drugiej strony mają inne osłabiające przekonania o sobie i świecie.

Możesz mieć fantastycznie zbudowane ciało, silne, etc. Ale jeśli wierzysz, że możesz złapać przeziębienie, to wiesz co? “Złapiesz”. A raczej Twoje ciało dostosuje się do tego, w co wierzysz. Im wyższy poziom świadomości, tym szybciej Twoje ciało będzie reagować na przekonania.

Tematu nie załatwi powtarzanie sobie dziennie 100 razy “mnie się przeziębienie nie ima”. Jeśli uważnie czytałeś/aś artykuły, to wiesz, że myśli wynikają z emocji, a emocje z percepcji i pozycjonalności, czyli świadomości. Towarzyszy temu także często opór. Dlatego też mentalne “gdakanie” nic nie wskóra.

Znam ludzi, którzy powtarzają sobie pewne afirmacje od lat i jeszcze nie doświadczyli tego, co afirmowali. A to dlatego, bo wcale nie zamierzali odpuścić tego, czym ograniczali doświadczenie tego.

Ważne, by upewnić się, że zarówno nie przywiązaliśmy się do jakiegoś przekonania jak i nie opieramy się temu, co wyżej w jakości od niego.

Zdrowia nie dadzą Ci próby przegadania myśli, bo to jakby sądzić, że zaprowadzisz pokój na świecie pisząc sprayem na ścianach “pokój”. Możesz sobie wmawiać coś ale jeśli nie zajmiesz się tym, czym faktycznie ograniczasz zdrowie, no to go nie doświadczysz. A czy potrafisz wobec swoich wrogów utrzymywać miłość? Czy potrafisz/chcesz im przebaczyć? Jeśli nie, to żadna ilość afirmacji nic nie zmieni. Bo już sam fakt, że potrzebujesz afirmować wynika z tego, co Ty sam(a) robisz.

No bo po co ktokolwiek miałby sobie wmawiać, że może się przeziębić? A bo w ten sposób tłumaczy sobie np. poczucie bezsilności. Wiele osób zresztą chce chorować! Bo dzięki temu mogą nie iść do pracy, zyskać współczucie innych, uniknąć jakiegoś przykrego obowiązku. Ja sam pamiętam, gdy sobie uświadomiłem, że chorując wołam innych o pomoc, pragnąłem ich uwagi i wsparcia, bo sobie nie radziłem w tym okresie w swoim życiu. Także ja sam wołałem o pomoc do siebie samego – by przestać uciekać od problemów i się z nimi zmierzyć. By wybrać odwagę.

Więc choroby wcale nie muszą mieć negatywnego podłoża i ich występowanie wcale nie musi wynikać z wiary w chorobę.

Gdy zaczniemy się przyglądać temu jak żyjemy – w szczególności czego się trzymamy i czemu stawiamy opór, dostrzeżemy, że jest to jak pajęczyna. Może być tego masa, szczególnie jeśli naszą ulubioną rozrywką jest wpatrywanie się w nieskończony mentalny bełkot. A to oznacza, że trzeba przestać się z tym szamotać i zacząć spokojnie, rozsądnie się z tego odplątywać. Jeden temat naraz.

Zdrowie (350) to również poziom, na który wzrosło obecnie tylko kilkanaście procent ludzkości.

Tego praktycznie nikt nie rozumie. No bo też i temat świadomości i jej wzrostu jest albo totalnie nieznany, ignorowany, albo niezrozumiany. No bo mówi się – “ludzie”, albo “kobiety/mężczyźni” i co? Zakładamy z góry, że każdy jest taki sam. A to fundamentalny, kolosalny błąd. Człowiek na poziomie świadomości 100 to ZUPEŁNIE inna jakość istnienia, niż człowiek w świadomości 200 czy 300. Zarówno wilk jak i krowa to zwierzęta ale tylko z jednym czułbym się bezpiecznie.

Zamiast tego praktycznie wszystko skupia się wokół myśli i emocji oraz oczywiście grania ofiary i zależności od świata zewnętrznego. Nie wierzysz? To posłuchaj wiadomości i powiedz mi ile w tym jest rozsądku, a ile emocjonowania się i mentalizowania? Ile jest w tym dążenia do prawdy, a ile udowadniania swojej racji, grania ofiary, projekcji, tworzenia pozycjonalności i ich ochrony oraz opierania o nie percepcji, etc.? Ile jest przekazywania faktów w jak najbardziej obiektywny sposób, a ile programowania?

Kto z Czytelników kiedykolwiek wybrał prawdę, a nie jakąś pozycjonalność, rację czy opór?

Myśli i emocje to tylko myśli i emocje. Nic więcej i nic mniej. Zajmowanie się nimi nie da Ci zdrowia, bo uwalnianie emocji to nie zajmowanie się nimi. Ok ale do tego dojdziemy dalej w artykule.

Szalenie ważna uwaga – skoro zdrowie to poziom 350 i praktycznie wszystko zależy od Twojej wiary, decyzji oraz stojących za nimi intencji, to nie należy ignorować, ani zaniedbywać specjalistycznej pomocy lekarskiej. Jeśli np. masz poważne schorzenie, to czy zdążysz wykonać odpowiednią duchową pracę, by wzrosnąć na poziom sprzyjający wyzdrowieniu z niego?

Możesz na to liczyć?

A ile razy już chorując całkowicie akceptowałeś/aś ten stan i szukałeś/aś jego przyczyn?

Poza tym – jeśli złamiesz sobie ręki, to nie ma duchowej pracy, która odpowiednio nastawi Ci kość. Tym poziomem trzeba się zająć z tego poziomu – udać się do specjalisty, który zajmie się nastawieniem kości i jej zabezpieczeniem. Niezrozumienie tego i ignorowanie to naiwność i/lub głupota. A naiwność i/lub głupota zazwyczaj doświadcza bólu i niepotrzebnych problemów.

Praktycznie każdy usłyszał przestrogi “ubierz się ciepło, żeby cię nie przewiało!” I co? Wystarczyło, że raz założyliśmy lżejszą kurtkę i już nas “przewiało”! Miliony lat ewolucji, latamy w kosmos, a tu kapka wiaterku i “rozkłada” człowieka na tydzień? Bez jaj… Tego typu programowania nosimy w sobie masę i cały czas mu podlegamy, zaś nasze ciało się dostosowuje do tych programów. Programów tych trzymamy się chętnie, bo tłumaczą nam “tony” stłumionych i wypartych emocji, oporu i niskiej świadomości, której ekspresją jesteśmy (wybieramy być). Ale oczywiście jeśli na -10 C wyjdziesz w lekkim t-shircie, to nie ma przekonania, które zabezpieczy Cię przed odmrożeniami.

Więc oczywiście możesz leżeć i tylko oglądać telewizję i pozostać zdrowym/zdrową. Tylko jeśli naprawdę jesteś zdrowy/a, to dlaczego miał(a)byś leżeć przed telewizorem? Wiemy już, że “przed” poziomem zdrowia jest poziom ochoty, chęci, odwagi. Człowiek ochoczo nastawiony do życia nie marnuje go przed telewizorem. Zapewne nawet nie ma telewizora. Dlatego jeśli codziennie jesteś apatyczny/a ale nie chorujesz, to czy na pewno możesz uznać się za osobę zdrową?

Z tego też powodu powtórzę –

najlepiej byśmy żyli nie przywiązując się do niczego i nie stawiając niczemu oporu.

Łatwo też zaobserwować, że wszystko “niezdrowe” co robimy jak obżeranie się tłustym czy słodkim, picie alkoholu, oglądanie porno, obijanie się, prokrastynacja zawsze ma negatywne podstawy – niskie intencje, np. niechęć względem czegoś. Czy ktokolwiek nie uczęszcza na siłownię i jest otyły z pozytywnych powodów? Nie. Nie robimy tego, bo się opieramy, wstydzimy, gramy ofiarę. Czy ktokolwiek zajada się słodyczami i kieruje nim zdrowie? Nie. Robimy to, bo czujemy się źle (osądzamy to jako złe) i chcemy przestać to czuć.

Nie ma pozytywnego powodu robienia czegoś niezdrowego. Nie ma osoby, która pragnęłaby czegoś słodkiego z naprawdę zdrowej intencji. Gdy się temu przyjrzysz we własnym życiu, zobaczysz, że dokładnie tak jest.

Zazwyczaj uciekamy od własnych uczuć, których nie rozumiemy i które prawdopodobnie demonizujemy. Więc trzymamy się przekonania, że np. odczuwanie wstydu jest złe i musimy go uniknąć. Już samo to nie jest zdrowe, co oznacza, że każda decyzja podjęta z tego poziomu również nie będzie zdrowa.

Czy jesteśmy świadomi naszego postrzegania rzeczywistości, siebie, innych ludzi, zdarzeń, poszczególnych produktów, chorób, ciała, etc.? Czy jesteśmy świadomi skumulowanych w nas emocji i oporu?

Na jakim poziomie świadomości jesteś?

Jak z poziomem Twojego zadowolenia z własnego istnienia? Jeśli jest niski, to od czego je uzależniasz? Zobacz co napisał jeden z moich klientów, który nareszcie wziął się porządnie do pracy nad sobą (pisownię zostawiłem jak była, mężczyzna ten żyje w USA od lat i czasem mixuje dwa języki ;) ):

Co do mojego wyzdrowienia o ktorym wspomnailem wyzej. Jest duzo lepiej w “gorszym samopoczuciu”. W koncu od jakos 2 miesiecy udalo mi sie dobrze opanowac techinke uwalniania ktora dziala na mnie najlepiej, a mianowicie czysta akceptacja z intencja uwolnienia. Nie zanczy to ze wszczesniej nie uwalnialem, bo uwalniam (a przynajmniej probowalem najlepiej jak potrafilem) od jakiegos roku. Widze duze zmiany, bardzo duze. Spie krocej, mam wiecej energii, mniej oporow, chce sie uczyc, rozwijac w wielu dziedzinach. Zycie staje sie dla mnie coraz wiekszka przygoda. Aczkowiek mase emocji ze mnie wychodzi, mase. Kazdy dzien czuje doslownie kazda jedna. Emojonalny roller coster. Wtaje czuje sie wspaniale, zaraz gniew, akceptuje go, odchodzi, czuje extstaze w ciele, za chwileczke ogromny smutek – wczoraj rozmawialem z mama przez telefon na ten przyklad i nagle czuje ogromny smutek, przerwalaem rozmowe, poplakalem sie i znowu wszystko wrocilo do normny. I tak wiele razy w roznych momentach, sytuacjach dnia. Nie wiem ile tego w moim ciele sie zgromadzilo, ale po woli czuje coraz wieksza ulge.
Technike uwalniania ogarnalem naprawe dobrze – prawie wogole nie dotykam emocji w organizmie sa bo sa i odchodza. Ale mentalizacje sa naprawe duze. Probuje obserwac mysli, nie skupiac sie na nich, byc swiadomy – i pomimo ze porownujac siebie do tylu z paru miesiecy ze jestem duzo bardziej swiadomy – to mentalizacje sa naprawde dosyc duze. Medytuje codziennie, rowniez uwalniam emocje podczas medytacji przed 15-20 min, a pozatym uwalniam caly czas podczas zycia. Teraz jak bede w tirze to bede mogl jeszcze wiecej uwalniac – wiem moze to nie bezpieczne, ale akceptujac emocje praktycznie nic nie robie, a jazda to moja pasja, doslownie, wiec wiem ze bedzie dobrze. Rowniez dzieki uwalnianiu przestalem uciekac, zamiast spedzac czas samemu w domu wole wyjsc na zewnatrz (z natura), silownie i spedzac czas z ludzmi. Porownujac sile emocji z przeszlosci to tych obecnych widze ze pomimo ze jest ich nadal duzo to sa coraz slabsze i slabsze i lzejsze w oczuwaniu. Rowniez zauazylem ze z mojego ciala zaczynaja znikac krosty – np. na plecach przewaznie mialem ich mase, a teraz jest ich coraz mniej i sa rzadsze. Rowniez mniej choruje, od konca listopada wogole (…) Jak wspominalem w ostatniej wiadomosci mam bardzo pozywytne nastawienie do swiata – nawet z “najgorszej” sytuacji widze pozytywne rzeczy – co jeszcze jakis czas temu bylo nie do pomyslenia. Aczkowiek obecnie akceptuje emocje i pozwalam im odejsc nie probujac na sile dodac radosci. Czuje sie dobrze, spokojnie, ale nie radosnie. Mam nadzieje ze za jakis czas, jak uwolnie sie z duzych pokladow tych niskich emocji to bedzie mi latwo dodac radosc do zycia.

Ja również swego czasu miałem masę krost na ciele, szczególnie na ramionach. Okazało się, że to efekt gniewu oraz poczucia bezsilności (z którego gniew wynika(ł)). Gdy tylko zmierzę się z sytuacją, wobec której uważam, że jestem bezsilny i zaczynam się gniewać, bardzo szybko pojawia się masa krost na ramionach i rękach. A gdy to uwalniam, krosty automatycznie znikają.

Pokaż mi człowieka, który ma tzw. młodzieńczy trądzik i który nie utrzymuje wstydu na swój temat, czyli nie wstydzi się “ja”, za które się uważa. Takie osoby robią się czerwone na twarzy, gdy spojrzeć się im w oczy. Tak mocno się opierają wstydowi, którego dużo noszą stłumione. I tak mają negatywną percepcję siebie. Przynajmniej mają na tyle silne ciało, że pozbywa się ono toksyn na zewnątrz. Skóra to nasz organ zewnętrzny, którego zdrowie również jest bardzo symboliczne. Zamiast odpowiednio diagnozować problemy z nim, ludzie się opierają, wstydzą, boją, wcierają kremiki, itd. Oczywiście można i często nawet należy wspomagać swoje ciało – wliczając kremy i odpowiednie odżywianie. Ale w wielu przypadkach to za mało. Kto krosty akceptuje, nie stawia im oporu, nie osądza ich? Warto zadać sobie pytanie – wstydzę się, bo mam krosty czy raczej mam krosty, bo się wstydzę?

Wstydzenie się “za siebie” to bardzo poważny błąd, bo wstyd to już informacja, że popełniamy błąd w percepcji siebie. Zamiast trzymać się wstydu, dokonaj pozytywnych zmian!

Pamiętaj, że jeśli latami wkładasz sobie do plecaka cegły, to plecak Cię wkrótce przyciśnie do ziemi. Ignorowane emocje, negatywne postawy, przekonania oraz ignorowane ich słabsze objawy wkrótce się nasilą. I zmuszą do pozostania z nimi, np. w postaci choroby.

Jeśli jakaś emocja lub sytuacja często Cię spotyka, to już wyraźny sygnał, że pora się z tym spotkać.

Z tego też powodu na początku pandemii napisałem artykuł, by dbać o siebie (oraz innych) i nie bać się. Bo praktycznie każdy gra ofiarę wirusów i bakterii – to bardzo silne społeczne programowanie. I nawet jeśli Ty już mu nie podlegasz (nie zakładałbym tego), to jest jeszcze coś takiego jak karma zbiorowa. Nie wiesz też czy przypadkiem za moment nie ujawni się kolejna warstwa poczucia winy, które chętnie zwalisz na wirusa czy całą sytuację z nim związaną. To w konsekwencji może przejawić się jako choroba. I nie od razu, tylko np. za kilka lat.

W zależności jakiego poziomu świadomości pozwalamy sobie być ekspresją, taką ilością i jakością energii dysponujemy. W zależności od tego tak szybko będą pojawiać się objawy. Człowiek w wysokiej energii zachorować może bardzo szybko w konsekwencji utrzymywania błędnego przekonania o sobie czy dowolnym aspekcie rzeczywistości. Człowiek w niskiej świadomości potrzebować może na to lat. Dzięki temu człowiek w świadomości wysokiej może szybko dokonać korekt. Jak nie, to ma problem. :) Z drugiej strony człowiek w niskiej świadomości ma więcej czasu. Ale też ma większą niechęć do tego i więcej zaniedbań.

Z trzeciej strony bycie w niskiej świadomości to bycie w niskiej jakości życia, w której normą są przeróżne dolegliwości, choroby i inne przykre doświadczenia. Generalnie nie ma dobrego powodu, by pozostać w niskiej świadomości.

Niemniej jeśli jesteś w niskiej świadomości, Twój cały system odpornościowy pracuje w niesłychanym osłabieniu. Zaś niska świadomość to przecież wiara w masę negatywnych, osłabiających, niezgodnych z prawdą i niewspierających życia przekonań, wiary, percepcji, itd. Choroby to jedne z najczęstszych i najpowszechniejszych konsekwencji tego i informacje o tym.

Gdy ja zachorowałem, czyli “złapałem Covida”, byłem bardzo osłabiony, gdyż wychodziło ze mnie bardzo dużo winy i strachu, a miałem również bardzo dużo obowiązków w swoim życiu. Wirus zmusił mnie do pozostania z samym sobą i zmierzeniem się z tym, na co sobie nie pozwalałem. Jak i nie pozwalałem sobie wtedy na radość własnego istnienia.

I właśnie od tej cnoty dzisiaj zaczniemy.

51. Uradowany/radosny (335)

Jak widzimy – stan, jaki możemy opisać radością jest wysoko ponad emocjami.

To powinno dać nam do zrozumienia, że ceną jaką musimy zapłacić za radość jest zostawienie emocji za sobą. Nie demonizowanie ich, nie wypieranie, nie traktowanie ich jak wroga, nie udawanie, że ich nie czujemy. Tylko rezygnowanie z nich, odklejenie się od nich, ale też ich akceptacja. Czyli – stan bez przywiązania i bez oporu.

Bo emocje są normalną cechą życia na tej planecie.

Emocje mają jasno ustalone role ale praktycznie nikt ani tego nie rozumie, ani nie wyraża chęci, by to zrozumieć. Emocje nie są wrogami, nie są przeciwnością losu. Są czym są. Czym więc są? Kto już to wie, rozumie i odpowiednio do tego postępuje? A kto uparcie woli swoje – np. projektowanie emocji na świat, ludzi i gra ich ofiarę?

Problemu nie stanowią emocje ani negatywne myśli, tylko nasze przywiązywanie się do nich, nadawanie im wartości, opieranie się im, walka z nimi, projektowanie ich na świat i ludzi.

Gdzie bym nie szukał informacji i zdjęć o emocjach, to widzę wyłącznie ich ekspresję i granie ich ofiary – np. smutne twarze albo wściekłe. Nic innego. Innymi słowy – widzę ogromną społeczną niedojrzałość. Pozostawanie w emocjonalności uniemożliwia nam odczucie tego, co ponad nimi – w tym pokoju i radości. Zaś one ani nie zależą od świata, ani się z niego nie biorą. Zamiast dążyć do pokoju na świecie, dąż do pokoju w sobie. Bo jeśli nie usuniesz przyczyn niepokoju, to nawet jeśli udał(a)byś się na bezludną wyspę z zapasami na 20 lat, to i tak znalazł(a)byś powody do niepokoju. Podkreślam – świat zewnętrzny nie da Ci spokoju.

Zauważmy jak wiele korzyści możemy mieć z np. stresowania się – np. w nieskończoność możemy unikać jakiejś czynności, bo sobie powiemy, że się stresujemy i “to przez stres”. Albo “boję się tego” i już mamy doskonałe usprawiedliwienie, które każdy zrozumie i naiwnie zgodzi się.

Radość to stan naturalny, gdy odpuścimy to, czym go ograniczamy. Nie ma nic wspólnego z emocjami. Bo emocje to informacje najczęściej o tym, co jeszcze nas w nas od radości, spokoju i zdrowia oddala. I czego sami się trzymamy lub stawiamy temu opór. Gdy tego nie ma, bez wysiłku wchodzimy na poziom radości. A skoro dzieje się to samo i bez wysiłku, to pokazuje nam naturę rzeczywistości i naturę życia.

Naturą życia jest radość.

No bo dokładnie tego doświadczy każdy, kto przestanie się opierać i trzymać tego, co ją ogranicza i co generalnie jest nisko. Nie ma od tego wyjątku.

A skoro naturą życia jest radość, zaś różnica między poziomem uradowania, a zdrowia jest “tylko” 15 (pamiętajmy o skali logarytmicznej – to “tylko 15” jest zapewne większym poziomem rozwoju, niż cały poziom emocjonalności 1-200), zaś ponad 80% ludzkości jest na poziomie świadomości poniżej 200, widzimy, że ponad 80% ludzkości utrzymuje się daleko od zdrowia i radości. Nie dziwne, że na świecie jest tak wiele chorób. “Leczymy” coś truciznami, które w wielu przypadkach tylko z nazwy są lekami. A od trucizny różni się wyłącznie dawką.

Zauważmy, że radość czy spokój nie wiążą się z żadnymi negatywnymi konsekwencjami. I nie można ich “przedawkować”. Możesz odczuwać radość w nieskończoność i będzie Ci coraz lepiej. Zaś wszystko co nie jest naturalnym stanem istnienia już trzeba stosować z rozsądkiem. A jest całkiem niemało rzeczy, które najlepiej omijać z daleka. Bo nawet jeśli możesz wypić litr wódki i na drugi dzień być trzeźwym/trzeźwą, niekoniecznie to dobry pomysł, by (tyle) pić. Warto przyjrzeć się przyczynom. Albo odpowiedzieć sobie na pytanie – “Czego spodziewam się doświadczyć, gdy całkowicie przestanę pić?”

Nie ma lekarstwa na smutek czy depresję. Bo to najczęściej konsekwencje życia na niskim poziomie świadomości.

Nie zliczę ile razy słyszałem od ludzi, którzy się nie znali i będąc z kompletnie różnych miejsc na Ziemi, że np. świat jest smutny, coś jest straszne, pogoda jest depresyjna, itd. Ale to wszystko projekcje własnej emocjonalności. To ze światem, ani życiem nie ma nic wspólnego i stanowi konsekwencję naszej percepcji. Nie odwrotnie.

A przecież można być szczęśliwym wiedząc jakie uczynki popełniają niektórzy ludzie społecznie ocenianie jako źli. Niejeden posunął się do nazywania ludzi pozytywnych naiwnymi, ślepymi, a nawet obłudnymi. Naturalnie nie dostrzegając, że mówił o sobie.

No ale jeśli nawet tak prościutki temat jak pogoda jest totalnie niezrozumiany i ludzie masowo grają ofiary pogody, no to nie dziwmy się, że i wiele (większość) tematów też jest słabo rozumiana. Pogoda nie ma na Ciebie żadnego wpływu. Ani ciśnienie. Zaś ludzie drążą tak głęboko jak pozwalają sobie na szukanie prawdy. Np. sądzą, że ludzie są szczęśliwsi i bardziej radości np. w Hiszpanii i Portugalii, bo jest tam więcej Słońca… Nie. Ludzie są bardziej radości w Hiszpanii i Portugalii, bo oba kraje kalibrują się na poziom 300+. Polska i polskie społeczeństwo nie przekroczyły nawet poziomu 200. To z pogodą nie ma nic wspólnego.

Bo cały czas gramy ofiary i oddajemy odpowiedzialność za swój stan na coś – jak nie pogodę, to polityków, przeszłość czy dowolne inne zdarzenie, osobę, etc. Nawet mówi się – “Polak Polakowi wilkiem”. Co ciekawe – wilk kalibruje się na 190. Polska na 195.

Prawda brzmi, że każda pora roku i pogoda są wspaniałe, piękne i ważne. Jednak większość ludzi podchodzi do nich jak do niejednokrotnie przedstawianego już przykładu z czekoladami. Ludzie wcale nie jedzą czarnej czekolady, bo ją lubią, tylko jedzą czarną, bo nienawidzą białej. Tak samo jest z pogodą. A przecież możesz preferować np. ładne słoneczko i 30 stopni Celsjusza jednocześnie nie utrzymując oporu i nie osądzając innej pogody. Mało kto jest na tyle rozwinięty, by to pojąć i tak żyć. A skoro tak, mało kto jest naprawdę uradowany. I prawie zawsze sądzi, że to przez coś/kogoś w świecie.

No ale widzimy, że tak płytko i bzdurnie postrzegamy rzeczywistość, że wierzymy, że promienie słońca czynią nas szczęśliwych, a ich brak smutnymi… Praktycznie nikt nie chce pojąć, że szczęście to wybór. Mądry wybór.

Ale oczywiście łatwiej jest wierzyć w bzdury, że np. szczęście da nam bogactwo, seks, sława, akceptacja, jakieś osiągnięcia i sukcesy czy ładna pogoda (i jeszcze wierzyć, że nie mamy na to wpływu), niż przyjrzeć się temu, że sami sobie odbieramy radość i umieszczamy jej źródło poza sobą. Masa ludzi (większość) nie potrafi odróżnić własnej percepcji od rzeczywistości.

To że wierzysz, że lepsza praca da Ci radość i w innej, “lepszej” pracy będziesz bardziej radosny/a, nie oznacza, że praca jest źródłem tej radości. Tylko Ty pozwoliłeś/aś sobie na radość dopiero w innej pracy. Nie musiałeś/aś na to czekać.

Każdego dnia możesz podjąć decyzje, by być uradowanym, że masz przed sobą kolejny dzień.

Równie dobrze możesz się smucić, że masz przed sobą kolejny dzień. Twoja decyzja jak na to spojrzysz.

Uradowanie, które nie mija, bo nie stanowi emocjonalnego ładunku, to wysoki poziom świadomości. Wchodzimy na niego właśnie pozwalając na przeminięcie wszystkiego tego, co tymczasowe, by zostało tylko to, co wieczne. Zaś możemy to zrobić tylko uświadamiając sobie, że my i tylko my się tego trzymamy. To nie trzyma się nas. Masa ludzi pisała mi, że to stres się ich trzyma i czasem puszcza, a czasem nie. A to totalne niezrozumienie. To oni trzymają lub opierają się stresowi i czasem przestają, a czasem nie.

Tymczasowe nie może stanowić rzeczywistości, bo to my stanowimy źródło tego, co tymczasowe i to my oddajemy temu własną energię, by to utrzymywać we własnym życiu/doświadczeniu.

Zaś to, co rzeczywiste jest samo z siebie. Nie my jesteśmy tego autorem.

Nie my utrzymujemy życie. To jedna z fundamentalnych iluzji i narcyzmu.

To życie utrzymuje nas i nie przestaje. My wyłącznie stajemy temu na drodze.

Dlatego tak krytycznie ważny jest wzrost świadomości – w tym zaprzestanie projekcji swojej emocjonalności na świat. Bo jeśli sądzisz, że świat jest negatywny, no to nie dziwne, że np. desperacko trzymasz się lęku – gdyż sądzisz, że chroni Cię przed czymś jeszcze gorszym… Moje pytanie brzmi – czy na pewno potrzebujesz lęku, by się przed tym ochronić? Nie możesz żyć spokojnie, rozsądnie, radośnie?

To my jesteśmy autorem naszego smutku, winy czy wstydu. Tego nie ma w rzeczywistości, ani poza nami. Możesz sobie tego tworzyć do woli. Natomiast szczęścia nie możesz stworzyć, tylko usunąć to, co je ogranicza. Wtedy ono pojawi się samo. Próby stworzenia i zdobycia szczęścia i radości nigdy nie kończą się sukcesem. Jeśli będziesz próbować je zdobyć nie usuwając tego, co je blokuje, będzie to trochę jak próba złapania dzikiego konia. Im bardziej starasz się go złapać, tym trudniejsze się to staje. To samo tyczy się zdrowia. Dlatego na samym początku artykułu powiedziałem, że to nie ćwiczenia dadzą Ci zdrowie, tylko usunięcie tego, co zdrowie ogranicza. Jednocześnie wtedy ćwiczenia i zdrowe odżywianie staną się naturalne. One mogą pomóc, podtrzymać zdrowie ale go nie dadzą.

Co oznacza też, że radość jest niezależna od świata zewnętrznego. Bo wypływa z nas i przez nas. Jest jak tło dla całej reszty, a my jesteśmy dla szczęścia tym, co może je wyrazić.

Nie możesz “zrobić szczęścia”. Nie możesz uczynić się szczęśliwym/ą. Heh, tak samo nie możesz zrobić siku. Siku robi się samo. A gdy chcesz pozbyć się moczu, to udajesz się w odpowiednie miejsce i pozwalasz się temu zadziać. Ty nie robisz siku. Siku robi się samo, gdy przestaniesz się mu opierać – np. zaciskać mięśnie kegla.

Ile razy przekonywaliśmy siebie, że robimy siku? No przecież to nie jest prawda! Jeśli następnym razem ktoś zapyta się nas w ubikacji kiedy wyjdziemy, to naprawdę przestańmy odpowiadać – “Niedługo, bo robię siku!”, tylko mówmy zgodnie z prawdą – “Siku robi się samo i niedługo przestanie!” Ok, żarty na bok – siku naprawdę robi się samo, zaś my miejmy to na uwadze komunikując innym to, co się powszechnie przyjęło, żeby nie komplikować za bardzo.

Jeśli będziemy wierzyli w takie iluzje i urojenia, to nigdy się nie rozwiniemy. Zauważmy, że np. produkcji moczu nie możemy zatrzymać. To robi się samo. Tak samo trawienie czy doświadczanie. To bardzo ważne (!!!) – doświadczanie odbywa się samoistnie! My tylko to obserwujemy (i możemy się z nim identyfikować lub nie). A żeby zaobserwować doświadczania czegokolwiek musimy być ponad tym. No powiedz mi – czy możesz przestać doświadczać? Czy możesz przestać czuć, trawić? Możesz przestać rosnąć włosy? Nie.

W Programie Wolność od Porno wyjaśniam to na przykładzie, że ręka nie jest świadoma samej siebie. Ciało nie jest siebie świadome. Myśli nie są świadome ani siebie, ani jedna drugiej. Aby być świadomym czegokolwiek co się dzieje w/z ciałem, trzeba być czymś ponad tym. Aby coś zaobserwować/uświadomić sobie, trzeba być ponad tym.

To dlatego bardzo ważne, bo nie możemy przestać doświadczać. Emocji i wszystkich sygnałów płynących z ciała, w tym tych nazywanych dolegliwościami i chorobami. Dlatego tak niebezpieczne jest zażywanie używek i robienie czegoś, by przestać czuć lub by ogłupić się albo odwrócić uwagę, gdy nasze ciało informuje nas o czymś. Bo wtedy nie możemy tych sygnałów odpowiednio zdiagnozować, a w efekcie niczego poprawić, ani uzdrowić.

A jeśli nie możesz przestać doświadczać np. bólu, to co możesz zrobić? No, przestać się opierać, uciekać i zająć się jego źródłem. Uciekanie od źródła bólu, to tak jakbyśmy położyli rękę na gorącej kuchence i zamiast zabrać rękę, zaczynali pić wódkę lub oglądać pornografię, by przestać czuć ból ale ręki nie zabrali nadal. No tak to wygląda u miliardów ludzi. I jeszcze mówili sobie, że innych boli mniej, a nas bardziej, bo jesteśmy gorsi…

Zauważmy, że gdybyśmy poszli nawet do najwybitniejszego lekarza i powiedzieli mu tylko “Boli mnie” ale nie powiedzieli nawet gdzie, to nic nie mógłby poradzić. Nie dziwne, że w naszym życiu się nie poprawia, jeśli nadal szukamy nie tam, gdzie trzeba.

Skoro nie możesz przestać doświadczać, to warto rozwinąć się na tyle, by przestać się z doświadczeniami utożsamiać i zacząć je akceptować, nadawać im mądre znaczenie i wartość i postępować z nimi odpowiednio.

Jeśli zostawiła Cię partnerka, to nie ma żadnego znaczenia. Całe znaczenie, sens i wartość nadajesz temu Ty. I odpowiednie do tego będzie Twoje doświadczenie. Jeśli cierpisz, to oznacza, że znaczenie, sens i wartość nadałeś nierozsądnie. Uciekanie od cierpienia pozostawi Cię w tej jakości doświadczeń nawet do końca życia.

A jeśli liczysz, że umysł znajdzie rozwiązanie – błąd. Umysł tylko usprawiedliwi, wytłumaczy, poda kontekst dla tego, w co wierzysz i czego doświadczasz na bazie przeszłych doświadczeń. Nie wymyśli Ci nic nowego, więc nie wyciągnie Cię z jakości tych doświadczeń. Jeżeli wierzysz, że używki pomagają, to dokładnie to zobaczysz w myśleniu. Ale to nie jest rzeczywistość. Jeśli sądzisz, że doznałeś niesprawiedliwości, to w umyśle nie zobaczysz niezgody z tym przekonaniem, tylko jego usprawiedliwienie, racjonalizację, a nawet rozbudowę i udowodnienie.

To się dzieje samo i nic nie możesz na to poradzić. Myślenie się myśli, myślało i będzie myśleć do końca Twojego życia. Dlatego zacznij wreszcie mądrze z nim postępować – ignoruj ten mentalny bełkot i korzystaj z umysłu wyłącznie twórczo i gdy jest na to potrzeba. A kiedy jest na to potrzeba? I jak korzystać z umysłu twórczo?

Zobacz, co kilka dni temu napisał do mnie klient:

Jednak medytacja którą mi zaproponowałeś kłóci się z moimi poglądami. Moim zdaniem całkowite pozbywanie się myśli przypomina wyjaławianie umysłu, a przez to mogą mieć do mnie łatwiejszy dostęp złe duchy.
Dlatego nie chce medytować. Mam nadzieję że to zrozumiesz.
Wolałbym wykorzystać zamiast tego siłę modlitwy i tak będę robił.
Uwalnianie emocji jestem w stanie zaakceptować, bo pozbywam się wtedy tylko tych niskich emocji, a nie wszystkiego.
(…)
Apropo wpadek:
Mówiłeś żeby pisać, co mnie doprowadziło do wpadki.
– Przed jedna z nich cały dzień chodziłem poddenerwowany, że za późno wstałem. Byłem na siebie zły, że nie zdarzę zrobić tego co zaplanowałem w danym dniu. Kilka razy sie lekko na to złościłem i wieczorem zacząłem oglądać.
– podczas innej wpływ miało to, że nie odpedzilem od razu myśli. Zaczęłem się na niej skupiać, potem wzielem telefon i zaczalem oglądać. Mimo blokady anty. w telefonie znalazłem w nim tryb prywatny i miałem swobodny dostęp.

Widzisz? Wierzy w każdą myśl, w tym, że mogą go opętać duchy, gdy będzie ignorował mentalny bełkot… a słuchając się go całe dnie chodzi na siebie wkurzony i ogląda pornografię. I oczywiście sądzi, że coś złego mu się przytrafi wyłącznie, gdy będzie robił to, co niezbędne, by wyzdrowieć – gdy będzie medytował. Ale on już żyje jak opętany, dlatego tego nawet nie dostrzega. Całe dni jest na siebie zły, czyli jest dla siebie zły. Jest dla siebie jak zły duch. I co? I unika tego, co może mu pomóc. Czy tak zachowuje się osoba zdrowa, czy raczej chora/opętana? Jeszcze wierzy w przekonanie, że myśli go chronią! Wow! Nie dziwne, że się ich trzyma nawet jeśli przez to cierpi i niszczy sobie zdrowie i życie pornografią.

Nie ma on kontroli nad swoim życiem i wybiera tylko to, co zatrzyma go w miejscu, w jakim jest lub zabierze go w gorsze. Jeszcze widzisz – myśli próbował przegnać. Jak złego ducha. Jak komara.

Wyobraź sobie człowieka, który próbuje przegnać wiatr. Czy jego zachowanie przypominałoby osobę zdrową, czy raczej opętaną?

Poza tym nawet nie przeczytał moich zaleceń – mentalny bełkot należy IGNOROWAĆ, a nie “pozbywać się myśli”. Nie wiem skąd on to wziął ale to pokazuje, że umysł będzie ignorował wszystko, nawet pisane słowo, gdy wierzymy w coś innego. Ponadto pomija również fakt, że m.in. przez swoje poglądy dotarł w to miejsce, w którym jest. Gdybym ja miał mu dać wiedzę i narzędzia, które zawierają się w jego niezwykle ograniczonym horyzoncie akceptacji, to żadna zmiana nie byłaby możliwa. Potrzebne jest wykorzystanie tego, co nowe, nieznane, co poza naszą tzw. “strefą komfortu”.

Zauważmy, że nawet “komfort” to wyłącznie nasza opinia. Większość ludzi za “strefę komfortu” uznaje to, w czym/z czym im wcale nie jest dobrze! Jets im źle, osądzają to, cierpią, fantazjują o czymś innym. Ale i tak wierzą w bzdurę, że to ich komfort…

Osoba ta jest tak nierozwinięta, że “biega” za każdą myślą jaką zobaczy. Nawet taką najbardziej bzdurną i szaloną. Ma przed oczami czarno na białym napisaną instrukcję medytacji, a jej w ogóle nie dostrzega, nie czyta. Tak bardzo zapatrzony jest w mentalny bełkot, który sądzi, że go chroni.

Dlaczego tak jest?

Bo nie skupiamy się na tle – na spokoju, tylko na ruchu, które się odbywa na tym tle. To jedno z zadań zmysłów i nierozwiniętego umysłu – to część ego. Jak masz wielką halę, do której wleci mała muszka i bzyczy, to czy dalej zdajesz sobie sprawę z tej całej przestrzeni? Nie. Od razu zaczynasz ignorować ciszę, przestrzeń i ich niezmienność i skupiasz się na tym malutkim, nieznaczącym ruchu. Umysł jeszcze bełkocze – “jak zacznę ignorować muszkę, to mnie opęta zły duch!”

A Ty co sobie wmawiasz?

Zaś muszkę zarówno widzisz jak i słyszysz tylko dzięki temu, że jest ona w tej przestrzeni. I skupiając się na muszce tracisz przestrzeń ze świadomości. Na czym skupiasz się Ty w swoim życiu? Do czego wracasz? Czego się trzymasz? Czego nie chcesz się puścić? Co większego przez to ignorujesz?

Ignorowanie bełkotu, czyli obserwacja myśli umożliwia Ci nie tylko zaprzestanie utożsamiania się z myśleniem ale też nadawanie myślom mądrego znaczenia. Przykładowo nadanie dużego znaczenia myśli “podczas medytacji może mnie opętać zły duch” nie jest mądre. No ale po raz kolejny mamy przykład, że jako ludzie możemy wierzyć w największe urojenia, bo nie mamy jak odróżnić tego, co jest urojeniem, a co rzeczywistością. Jeśli uwierzysz, że myśli czy lęk Cię chronią, to się ich będziesz trzymał(a() jak tonący brzytwy. I tylko Ty możesz postanowić, by sprawdzić czy to naprawdę w czymkolwiek pomaga.

Ludzie są tak zakochani w myśleniu, że zrobią wszystko, byle tylko dalej się go trzymać. Właśnie jeden klient napisał:

“(…) tak, ja bardzo intensywnie uciekam w myślenie, fantazjowanie i wewnętrzne dialogi od emocji – tak samo jak w porno. I to też moja terapeutka mi nieraz mówiła! Ciężko mi się zgodzić z tym, że myślenie nie ma żadnego znaczenia, że jest jak wiatr (czyli coś na genezę czego i przepływ nie mam wpływu), bo bardzo lubię filozofię i czytać co tam wielkie umysły myślicieli wymyślały na przestrzeni wieków.”

Ok ale po pierwsze – żaden umysł nie jest wielki (i w pewnym kontekście każdy jest). Niemniej widzimy zakochanie w umyśle tego mężczyzny. Po drugie – nie mamy jak odróżnić filozofa czy tzw. myśliciela, którego przekazy są w jakikolwiek sposób mądre od zwykłego głupca wierzącego w urojenia. Po trzecie – jakość pracy umysłu zmienia się diametralnie w zależności od poziomu świadomości, stanu emocjonalnego oraz intencji. Więc czy ktokolwiek może mi powiedzieć czy filozof, który coś rzekomo “wymyślił” w trakcie tego myślenia był w stanie spokoju, a jego intencją było poszukiwanie prawdy?

Kto jest w stanie stwierdzić czy osoba, którą nazywa filozofem to faktycznie osoba na wysokim poziomie świadomości, której intencją jest poznanie prawdy, czy pierwszy lepszy człowiek na poziomie dumy zapatrzony w bezosobowy bełkot? Kto jest w stanie stwierdzić czy filozofie, w które wierzy są mądrością, czy stekiem bzdur?

Umysł nie jest wielki, tylko jakość myślenia zmienia się jeśli my wzrastamy w świadomości i naszą intencją jest pokój oraz prawda. Bez tego niezależnie jak sensowne mogą się nam wydawać myśli, będą zwykłym bełkotem oderwanym od rzeczywistości. A że poziomu świadomości i intencji zbadać, ani udowodnić nie można, to nie mamy jak odróżnić mędrca od głupca.

A jeśli za mądrość uważamy to, z czym się dobrze czujemy, to możemy być pewni, że jest duża szansa, że nie jest to mądrością. To jak z cukrem czy porno. Na początku czujemy się dobrze i nie widzimy problemy w korzystaniu z tego. Problemy pojawią się zapewne dopiero po latach i wtedy już będzie bardzo trudno to naprawić.

Niesamowite jest jak ludzie są nieświadomi. Np. wyśmiewają różne nietradycyjne terapie, mówiąc, że np. aromatorapia to pic na wodę, a potem dalej mówią – “ojej, główka mnie boli, bo ciśnienie zmieniło się o 2 hektopaskale” albo “no dzień był stresujący”. I oczywiście jedzą słodycze dla poprawy samopoczucia.

We wcześniejszym mailu mężczyzna napisał również to:

Piszę Ci o tym, bo nie uwzględniając tego aspektu mojego życia trochę kręciłem w odpowiedziach. Przestałem robić też notatki. Podoba mi się to jak mi odpisujesz, widzę że chcesz mi pomóc. Zgłosiłem się do Ciebie bo uznałem że potrzebuję pomocy specjalisty. I chciałbym przejść program do ostatniego Modułu.

To bardzo miłe. Niemniej widzimy problem – mężczyzna ten dopiero teraz przyznał, że w wielu kwestiach kłamał, kręcił. Niezwykle ważne, że stał się tego świadomy. I podobnie wkrótce będzie również musiał rozpoznać iluzję lęku, że może go opętać zły duch. Bo czym innym jest kłamać z własnego wyboru, a czym innym wierzyć w kłamstwa, bo jesteśmy przekonani, że stanowią prawdę. Szczególnie prawdę, która ma nas rzekomo chronić przed czymś złym. Te urojenia, które naprawdę uważamy za prawdę są kluczowe do odpuszczenia.

Pisząc to wszystko nie miałem na celu nikogo wyśmiać. To zresztą daleko nie najciekawsze co słyszałem od klientów i lęki przed opętaniem pojawiały się już niejednokrotnie (oczywiście z setek ludzi, z którymi rozmawiałem przez lata nikogo jeszcze nic nie opętało). Moim celem jest ukazać przez co w życiu stoimy w miejscu i podać rozwiązania. Czy np. zdajemy sobie sprawę, że ufamy w takie przekonania wyłącznie przez swoją niewinność i wrodzoną naiwność, czyli niezdolność do odróżnienia prawdy od fałszu? A jeżeli wierzy w tak oczywiste urojenie, to w jakie jeszcze wierzy? W jakie wierzymy my i jesteśmy święcie przekonani, że to prawda?

Czy możliwe jest odczucie radości własnego istnienia jeśli wierzymy, że w każdym momencie mogą nas opętać złe duchy? Nie sądzę. Ciekawe jakie jeszcze rewelacje usłyszał od tej osoby, która go przekonała, że są złe duszki.

I ja rozumiem, że intencja może być za tym pozytywna – no bo jeśli wierzymy, że istnieją złe duszki, które mogą nas opętać, no to zrobimy wszystko, by zabezpieczyć przed tym siebie i np. swoje stadko jeśli jesteśmy duchownym. Tylko unikanie tego co zdrowe i dzięki czemu się rozwijamy nie jest dobrą drogą.

Zmysły dlatego skupiają się na ruchu ignorując tło, bo ego – m.in. ciało – potrzebuje zewnętrznych elementów, by je utrzymywać (np. mięsa innej istoty, jeśli jeszcze jesteśmy na tym poziomie). A że niegdyś nie było innego sposobu, niż upolować inną żywą istotę, no to umysł, ciało i ego stanowiły w tym temacie (i nadal stanowią) zgraną drużynę – umysł w moment oblicza wszystko, co niezbędne, by przygotować ciało do upolowania zdobyczy. Bez tego ciało nie przeżyje. Już ameby to robią. Ameby mają zdolność odróżnienia tego, co sprzyja życiu od tego, co nie sprzyja. Bo gdyby ameba pochłonęła molekułę, która nie podtrzyma jej życia, no to by umarła. Na tej “zdolności” odróżnienia tego, co sprzyja życiu od tego co nie sprzyja, wpisaną w samą esencję istnienia, opiera się kalibracja. Tylko tu mamy wzmocnienie w obliczu prawdy i osłabienie w obliczu braku prawdy.

Przypominam – ewolucja i kreacja to jedno i to samo. Wszyscy przechodzimy pełną drogę ewolucji świadomości. Bóg nie stworzył Cię takim/taką jakim/jaką jesteś. To jaki/jaką jesteś to konsekwencja Twoich decyzji. Nie Boga.

Ale ludzie uwielbiają oddawać odpowiedzialność, bardzo często zwalają ją na Boga. Mówią np. “gdyby Bóg chciał, abym był kochający, to stworzyłby mnie kochającym”. Prawda brzmi, że Bóg nie ma nic wspólnego z tym jaki/jaka jesteś.

Uradowania przestajemy doświadczać, gdy zaczniemy utrzymywać niższe od niej jakości jak duma, gniew, wina, wstyd, opór oraz pozycjonalności, z których emocje wynikają. Bo one nie stanowią prawdy i nie sprzyjają życiu. Sprzyjają tylko w tym sensie, że gniew jest wyżej od strachu. Można to porównać do szczebli drabiny. Szczebel drugi nie umożliwi Ci sięgnięcia najwyższje półki ale dzięki niemu możesz wejść na trzeci. Zatrzymanie się na drugim i usprawiedliwianie tego byłoby co najmniej głupie.

Uradowanie jest wysokim poziomem rozwoju świadomości. Podkreślam – świadomości.

Iloraz inteligencji wcale nie musi mieć korelacji z radością. Zwierzęta są uradowane własnym istnieniem cały czas. Rośliny również. (A spotkałeś zwierzę lub roślinę, która z łatwością rozwiązuje zadania Mensy?) A jak zwierzęta nie są szczęśliwe, to jak najszybciej do tego wracają. Bo to jest ich “wyjściowy” poziom jakości bycia. A człowiek w swojej niewinności i naiwności wystarczy, że uwierzy w jakąś bzdurę na temat świata, potem sobie ją sam udowodni i to już wystarczy, by uradowanie zniknęło. A on się tego będzie trzymał, uzna za swój los, gorsze geny, ofiarę wychowania, etc. Racjonalizowania urojeń na temat rzeczywistości jest tyle, że ho ho!

No, kto jest gotów przestać osądzać pogodę? Jak nie ma słoneczka, tylko pada, jest zimno, szaro i wieje, to czy dla nas może to być wspaniałe? Oczywiście może. Tylko czy to wybierzemy?

Niemniej każdy w ten czy inny sposób próbuje wznieść się wyżej. Jedni przez pieniądze, drudzy przez sukcesy, inni przez związki, dzieci czy seks. Jeszcze inni przez używki. To wszystko próby znalezienia wyższego stanu. Tylko większość z tych prób nie przynosi skutków, bo szukamy gdzieś – albo w miejscu, czasie, albo w czymś zewnętrznym jak przedmiot lub inna osoba. A osiągnięte w ten sposób rezultaty są krótkotrwałe i wiążą się z ceną tego chwilowego wzrostu – potem szybko upadamy i jeszcze niżej, niż byliśmy. Dlatego niemal każdy uzależniony w pewnym momencie mówi, że “stracił radość życia/istnienia”. Tak naprawdę nie stracił, tylko ją przysłonił masą wstydu, winy, oporu, żalu, poczucia bezsilności, strachu, pragnień, gniewu, a także urojeń i iluzji. Niejeden żyjąc tak od wczesnych lat wytłumaczył to sobie albo genami, albo tym, że Bóg go takim stworzył i “po ptokach”.

To czego nie robimy, to nie poddajemy ograniczeń i nie pozwalamy temu, co naturalne ujawnić się spontanicznie. Zamiast tego walczymy z tym, czego nie chce, co osądzamy, uznajemy za złe, opieramy się, zwalamy na innych, itd.

Jeśli zaczynasz coś robić, by poczuć się lepiej, to już wybierasz niewłaściwy kierunek. Tym bardziej jeśli intencją wcale nie jest radość, tylko np. ucieczka od niechcianej emocji.

Niechęć i ucieczka od tego, co sami osądziliśmy jako złe nie da Ci szczęścia.

Dlatego dałem przykład z dzikim koniem – jeśli będziesz próbował(a) go złapać, to on będzie przed Tobą uciekał. Ile razy miałeś/aś wrażenie, że szczęście czy sukcesy przeciekają Ci przez palce? Oto przyczyna tego.

Jeśli uradowanie to wysoki poziom świadomości, to nie możemy liczyć na bycie radosnymi jeśli będziemy wierzyć w negatywne iluzje. Ani też kurczowo trzymali się tych pozytywnych. Iluzja to iluzja i prędzej czy później nastąpi rozczarowanie, czyli odczarowanie.

W serii o gorszych dniach mówiłem, że niezależnie jak żyjesz, przyjdzie czas, że poczujesz się fatalnie. To spodziewane, bo m.in. tak wygląda doświadczenie bycia człowiekiem. I co wtedy? Nieuniknione cierpienie? Tylko na własne życzenie. Bo jeśli przywiążesz się do lepszego samopoczucia, a potem pojawi się gorsze, to automatycznie będziesz cierpieć. To jedna z konsekwencji przywiązania się.

A jednym z fundamentalnych i najczęstszych błędów uzależnionych jest to, że przestają nad sobą pracować, korzystać z wiedzy, stosować narzędzia i ogólnie żyć lepiej, gdy poczuli się lepiej. Bo nadal swoje decyzje opierają o samopoczucie, a nie zdrowy rozsądek, uczciwość i prawdę.

Uradowanie ma związek wyłącznie z poziomem świadomości. Nie z majątkiem, znajomościami, urodą, posiadanymi dobrami, wykształceniem, miejscem, czasem, kulturą, zdrowiem, etc.

Zaś poziom świadomości m.in. oznacza to jak blisko prawdy już żyjemy i jaką jej ekspresję stanowimy. Nikt tego nie może Ci dać, ani zabrać. Uradowanie to konsekwencja tego kim wybierasz być. Nikt nie ma nad tym żadnej władzy poza Tobą. Jak się uprzesz, to milion osób może próbować Cię rozweselić, a Ty nie poczujesz nawet kapki radości.

Z drugiej strony możesz żyć na bezludnej wyspie, a radość będzie się z Ciebie wylewała. A raczej przepływała przez Ciebie.

Jeśli zależy Ci na radości i uradowaniu z życia, to pora na drogę w stronę Prawdy. Jednej, niezmiennej od miliardów lat, o której nauczał każdy realny mędrzec. Ten kto nie nauczał o miłości, spokoju, radości, to nie był mędrcem.

Jest to rzeczywistość niezależna od czasu, ani miejsca (i religii). Prawda miliard lat temu była taka sama jak sekundę temu i będzie taka sama za kolejny miliard lat. Tym samym i radość jest dostępna w każdej chwili i w każdym miejscu, bowiem od nich nie zależy. Bo istniała już wtedy, gdy to wszystko od czego ją uzależniłeś/aś nie istniało. Ani nawet Ty. ;)

A jeśli pierwsze co robisz po poczuciu się lepiej, to przestajesz medytować, uwalniać, przyznawać się do błędów, naprawiać je, przepracowywać swoje negatywności, to widzisz w jakim kierunku zmierzasz.

Nie jest nim ani Odwaga, ani Ochota, ani Akceptacja. A więc nie uradowanie, ani zdrowie.

Jeżeli jesteś na niskim poziomie świadomości i przebywasz wśród ludzi na niskim poziomie, to nawet jeśli ich poziom jest wyższy, do radości nie wzrośniesz. Bo nie będzie tej energii, tej pozytywności, która bezwysiłkowo będzie wypierała Cię “do góry”.

Jedną z najpowszechniejszych iluzji dotyczących uradowania jest przekonanie, że radość można sprawić. Ile razy próbowaliśmy “sprawić komuś radość” (albo sobie?)? To miłe ale niemożliwe, gdyż radości nie stwarzamy. Nie mamy takiej możliwości. Radość jest naturalnym stanem, gdy usunięte zostanie to, co ją ogranicza.

To co możemy zrobić, to stworzyć warunki sprzyjające odpuszczeniu oporu, żalu, gniewu, etc., czyli tego, czym ktoś (lub my) ogranicza radość. Jeśli zaś osoba, której próbujemy niczym czarodziej sprawić radość radości nie wybierze, to nie ma niczego, co moglibyśmy zrobić, by ją rozweselić. Paradoksalnie (czy na pewno?) jeśli odpuścimy i będziemy radośnie być i robić swoje, zazwyczaj osoba smutna sama odpuści opór i wybierze radość. Odpowiedzialność leży po jej stronie.

Ten punkt nazywa się uradowaniem, która nie jest jeszcze Radością. Radością, czyli poziomem świadomości 540 zwanym także Miłością Bezwarunkową. Różnica w kalibracji jest ogromna, bowiem uradowanie dotyczy zazwyczaj pewnych okoliczności, od których jeszcze radość uzależniamy. Przykład – nasze urodziny albo impreza czy znaczący sukces. Jeśli imprezujemy, czyli się bawimy, zazwyczaj jesteśmy uradowani. Możemy być na poziomie energii 335. Jednak to jeszcze nie Radość. Bo po imprezie co? “Wrócimy” do naszej dotychczasowej percepcji reszty świata. Być może nawet intencją imprezy będzie zapomnieć o “szarej rzeczywistości” (która oczywiście wcale nie jest szara). To nie musi mieć wiele wspólnego z miłością.

Uradowanie więc może i zazwyczaj stanowi tylko tymczasowe przebywanie na poziomie 335. Może oznaczać przedsmak tego, co czeka. Niestety ludzie wolą wierzyć w iluzje, że ta wspaniała jakość doświadczania bierze się z czegoś – np. alkoholu, narkotyków, pornografii, imprezy czy seksu, sukcesu. Ale tak nie jest.

Praktycznie nikt też nie rozumie, że nie uzależnia się od niczego jak alkohol, narkotyki czy pornografia, tylko właśnie od DOŚWIADCZANIA WEWNĘTRZNEGO, WYSOKIEGO STANU. Zazwyczaj kolosalnie wyższego od tego, co osoba uzależniona odczuwa każdego dnia.

Stan indukowany i doświadczany przez osoby korzystające z porno, alkoholu czy narkotyków to poziom właśnie 350 – poziom zdrowia. Tylko te używki tego stanu nie dają. Na moment jedynie blokują lub obcinają ze świadomości to, co ogranicza lub uniemożliwia nam doświadczenie tego stanu. Jest to stan nazywany zdrowiem. Dlatego osoby te są gotowe oddać nawet związek, rodzinę, karierę, zdrowie, by wrócić do tego stanu – bo podczas niego wszystko wydaje się im piękne lub chociaż znośne. Ale taka jest właśnie rzeczywistości – piękna i znośna.

A po wyczerpaniu działania używek lub po zmęczeniu lub dostatecznym wyniszczeniu organizmu, człowiek upada na jeszcze niższy stan, niż był przedtem. Dlatego tego stanu nie tylko nie można utrzymać ale coraz trudniej jest nam go doświadczyć. Do tego ludzie jeszcze wmawiają sobie niebezpieczne urojenia, że np. oglądanie porno ich odstresowuje, czyli usuwa stres. Podobnie z alkoholem i narkotykami. Tak się nie dzieje. Nic nie zostaje usunięte. Gdyby tak było, to pozytywny stan by się utrzymał i doświadczanie życia również ulegałoby poprawie. Tak nie jest. Co więcej – jest coraz gorzej. Dlatego też i tu wpatrywanie się w mentalny bełkot to ogromne niebezpieczeństwo, gdyż nie dostrzegamy faktów. Ani przed włączeniem porno, ani w trakcie, ani po.

Jeżeli pozwalamy sobie na uradowanie, czyli odpuszczamy opór przed radością i pozycjonalności ograniczające uradowanie, to pozwalamy sobie na zdrowie. Bo to już bardzo bliski poziom zdrowia. Oczywiście bycie na tym poziomie przez 5 minut, a potem powrót do np. użalania się za wiele nie zmieni.

Ale ponownie – to nie uradownie da nam zdrowie, tylko odpuszczenie tego, czym ograniczaliśmy uradowanie jednocześnie jest tym, co ograniczało w nas zdrowie.

Innymi słowy – imprezowanie 24/7 na pewno jest lepsze, niż użalanie się nad sobą ale nie nastawiałbym się, że to pomoże nam w gniewie na rodziców czy uzależnieniu. Czym innym jeśli stan uradowania potrafisz utrzymać będąc samemu, gdy absolutnie nic się nie dzieje. To już nazwałbym zdrowiem.

A jeśli znowu wybierzemy coś, co ograniczy nam uradowanie, wybierzemy również to, co ograniczy nam zdrowie.

Niektórzy nie są w stanie pojąć dlaczego gdy im się poprawia, to bardzo szybko wracają ponownie na niższe poziomy. No bo właśnie wyższe poziomy to nie jest jeszcze ich stan naturalny. Nadal mają nieprzepracowane pozycjonalności, nieuświadomiony opór i więcej. Żyją na niskim poziomie świadomości. “Wracają” do niego. W Programie WoP wyjaśniam, że zmiana wymaga przynajmniej 2-3 tygodni pracy nad nieświadomym zagadnieniem, by przestało nami “rządzić”, czyli żebyśmy przestali je bezmyśle i bezwolnie w kółko wybierać.

A jeśli coś pozostanie nieuświadomione, to będziemy to wybierać nadal. I będzie wyglądało jakby to nami rządziło.

Przykładowo jeśli chcesz poznawać kobiety ale odczuwasz strach i opierasz się, to potrzeba przynajmniej 2-3 tygodni intensywnego działania i poddawania oporu oraz lęku, O ILE będziesz to robić. Czyli należy poznawać kobiety POMIMO lęku. Jeśli chcesz zmienić nawyk opierania się pracy, to wymaga minimum 2-3 tygodni dokonywania decyzji, by wstawać/iść do pracy chętnie, O ILE będziesz to robić. Wymaga to stania się świadomym i zrezygnowania z korzyści osądzania swojej pracy. Czy już jesteś gotowy/gotowa przestać osądzać swoją pracę?

W tym czasie staniesz się świadomy/a jak przywiązany/a możesz być do tych niskich jakości. Będziesz czuć jakbyś miał(a) zrezygnować z czegoś niezwykle cennego. I to w tym momencie jest ta kluczowa decyzja – czy przestaniesz nadawać oporowi i osądzaniu to duże znaczenie, czy je pozostawisz? I tak przynajmniej przez 2-3 tygodnie za każdym razem.

Zacznij więc przyglądać się do jakiego poziomu, jakich jakości grawitujesz niejako “samoistnie”. Konieczne jest przyjrzenie się pozycjonalnościom – do jakich jesteś przywiązany i jakim się opierasz. Bo to Cię “trzyma” tu gdzie jesteś.

Bez RADYKALNEJ uczciwości nie jest to możliwe.

Życie świadome nie może być nawykowe.

Nawyk to działanie nieświadome. Jeśli będziesz nadal chciał(a) żyć nieświadomie, to nie masz szans na wzrost. Dopiero, gdy wzrośniesz, to każda decyzja będzie podporządkowana temu poziomowi, niezależnie czy będzie już świadoma, czy nie. Przyjrzyj się jakie decyzje podejmujesz i jakie są ich konsekwencje, a będziesz wiedzieć jaki jest Twój obecny poziom wyjściowy.

Dlatego jeśli przykładowo robisz rosół, to jeśli nie wybierzesz świadomie intencji miłości – by rosołek gotować w stanie radości, no to ugotujesz trochę wody z warzywami. Natomiast jeśli będziesz go gotować z intencją radości/miłości, ugotujesz wspaniałe danie, które nawet może wyleczyć przeziębienie. Bo to nie rosół leczy, tylko intencja i energia, w której był przygotowany. Ja za każdym razem gdy robiłem coś będąc w stanie uradowania, to każdy mówił, że smakuje fantastycznie. A gdy się starałem w niskim stanie, to jedzenie zawsze wychodziło takie sobie.

Dlaczego mówi się “ach, zjadłbym szarlotki jak u babci”? No bo babcia na stare lata przestała się już użalać nad durnymi sprawami i skupiła się na życiu w miłości i dzieleniu się nią. Dlatego wypieki babci i jej rosół zawsze wspaniale pachniały i smakowały, zaś babcia zawsze robiła je chętnie i z radością. I zawsze było nam po nich lepiej. A są ludzie, którzy niezależnie ile wysiłku włożą w przygotowanie posiłków, smakują one tak sobie. Bo zapewne robione były z intencją braku. To dotyczy nie tylko tego, co zrobiliśmy sami.

Kiedyś miałem warsztat. Miał być w domu prywatnym jednej z uczestniczek i prośba była, by każdy przyniósł jakiś posiłek. Nie miałem czasu nic przygotować, to postanowiłem kupić coś gotowego. Pojechałem do Tesco i udałem się do działu z wypiekami. Chodziłem od ciasta do ciasta nie wiedząc co wybrać. Po jakimś kwadransie i totalnym niezdecydowaniu wyciszyłem się i ustaliłem intencję, by to, co wybiorę wszystkim smakowało. W stanie ciszy dokonałem wyboru i poddałem go całkowicie Bogu. Kupiłem 2 ciasta i pojechałem na warsztat.  Na warsztacie była też pewna pani, która była zawodowym cukiernikiem. Ręcznie zrobiła wspaniałe ciasto. Mówiła, że przepis zdradził jej inny piekarnik już w podeszłym wieku, którego był to niejako sekret. No więc naprawdę cudowny wyrób. Jednak gdy rozpakowałem moje kupne ciasta, wszyscy się niemal na nie rzucili. Wyżarli jak piranie! :D Potem mnie wychwalili. Widziałem tę panią jak była w szoku. Oczywiście inni spróbowali jej ciasta ale nie otrzymała innego komplementu, niż “bardzo smaczne!” Wiedziałem, że powodem była intencja i energia. Nie samo ciasto.

Dlatego zapamiętaj –

energia leczy sama. Zdrowienie odbywa się samoistnie, gdy zapewnisz mu odpowiednie warunki.

Ale do tego momentu zadbaj o wszystkie znane Ci środki, wliczając pomoc medyczną, jeśli takiej potrzebujesz. Jeśli więc masz np. astmę, to na Boga nie przerywaj zażywania leku czy korzystania z inhalatora, dopóki nie wykonasz takiej pracy, że zrobisz to, co było wcześniej niemożliwe bez ich pomocy. Do tego momentu stosuj to, co zalecił Ci lekarz!!!

A zanim podejmiesz tak ważną decyzję jak zrezygnowanie z inhalatora, najpierw odwiedź specjalistę.

Swoją drogą – kalibracja jelonka to 205 (czyli wyższa, niż ponad 80% ludzkości). Zaś polowanie na jelenie z psami myśliwskimi kalibruje się na 30 (poziom Al Ka’idy i czczenia diabła). Co niegdyś było uznawane za przejaw świetności i wyższości nad “prostym ludem”…

Życie może być proste i przyjemne. Oraz przeżyte w radości. To naprawdę nic nie kosztuje. Wystarczy tylko zrezygnować z tego, co nie jest uradowaniem. My sami robimy sobie masę kłopotów na własne życzenie.

No bo – czy to dzień był stresujący, czy raczej Ty stresowałeś/aś się z własnego wyboru?

52. Poczucie humoru (345)

Ciekawostka – poczucie humoru jest na niesamowicie wysokim poziomie jakości.

I łatwo to zaobserwować. Człowiek z poczuciem humoru, czyli też uradowany, jest lekki, jest mu bardzo dobrze, przyjemnie, wszystko przychodzi mu łatwo, a ludzie są dla niego przychylnie nastawieni. Wszystko staje się w jego oczach pozytywne, dobre i zazwyczaj też takie się staje. Łatwo odpuścić negatywność, zrezygnować z urazy. Życie jest super (bo takie jest).

Poczucie humoru jest jedną z najczęściej wymienianych przez kobiety cech, których pragną w mężczyznach. Tak naprawdę pragną, by mężczyzna był na tyle rozwinięty, potrafił już wznosić się na tak wysoki poziom świadomości. Pragną tego potencjału i pragną jego urzeczywistniania.

Oczywiście skoro uradowanie jest naturalnym stanem, którego autorem nie jesteśmy, podobnie sprawa ma się z poczuciem humoru. Nie my jesteśmy jego autorem. To przechodzi przez nas automatycznie, gdy usuniemy to, co humor blokuje.

Proste doświadczenie – gdy powiedz nawet bardzo dobry żart ale z poziomu niższego, niż radość, np. z poziomu odwagi, to zapewne nikt się nie zaśmieje, tylko ewentualnie skomentuje, że żart był fajny. Gdybyśmy my byli źródłem poczucia humoru i radości, to bylibyśmy w stanie dać innym radość za pomocą żartu. A tak nie jest. Nikt nie może także nam dać uradowania, ani poczucia humoru. Może ewentualnie pomóc nam usunąć to, czym je blokujemy. W odpowiedniej energii jest to dużo prostsze.

Z tego poziomu wystarczy spojrzeć na drugiego człowieka i on zacznie się śmiać. I nie będzie nic mógł na to poradzić. Ten poziom energii weźmie górę nad całą resztą. Trzeba by stawić naprawdę silny opór, by się temu nie poddać.

Ile razy było tak, że widziałeś jak ktoś się śmieje i sam(a) zaczynałeś/aś się śmiać bez żadnego powodu?

Jeśli sądzimy, że “życie nas boli” to znaczy, że właśnie tak silnie opieramy się m.in. radości, poczuciu humoru. Bo to elementy życia. Taka jest jego natura. Dlatego bardzo ważne, by rozpoznać w jakim obszarze naszego życia brakuje poczucia humoru, bo wtedy wiemy, że bardzo ten obszar ograniczamy – stawiamy opór, postrzegamy i podejmujemy działania z niskiego poziomu. Zapewne zbyt niskiego, niż rezultaty, które chcielibyśmy w nim osiągnąć.

To nie życie boli, tylko ból to konsekwencja oporu i informacja, by przyjrzeć się SOBIE i NASZYM decyzjom oraz NASZEJ percepcji, bo tylko przez to cierpimy.

Gdybyśmy weszli na stronę “Yourbrainonporn”, jest tam osobna podstrona poświęcona humorowi – by pomóc uzależnionym przestać się użalać, grać ofiary i sądzić, że się świat skończył, bo są uzależnieni oraz pomóc patrzeć na to z dużo szerszego kontekstu. Bo to że jesteś uzależniony/a to nie koniec Twojej drogi. To zapewne początek (jeśli to wybierzesz).

Przypominam – moc, energia, życie (Ty) są tym wyższe, im szerszy kontekst. Bóg to nieograniczony kontekst. A nieograniczony kontekst to nieograniczona moc i miłość. W tym też poczucie humoru. Można je “znaleźć we wszystkim”. Wystarczy odpowiednio poszerzyć kontekst.

Zauważmy, że nawet królowie mieli przy sobie błaznów. Błazen nie robił z siebie idioty. Często to były osoby bardzo mądre, które pomagały królowi spojrzeć na pewne sprawy z innego poziomu. Humor potrafi ukazać bardzo szeroką perspektywę i “odfiksować się” z ograniczonego kontekstu. Co ciekawe – błazen mógł nawet “ośmieszać” samego króla, a jednak nadal cieszył się jego łaską. Bo w poczuciu humoru rozwinięty – mądry, zdrowy król nie widzi zagrożenia, ani nie bierze tego do siebie. Zaś intencją błazna nie było ośmieszyć króla. Humor to nie ośmieszanie.

Właśnie to jeden z aspektów niskiej świadomości – wszystko co negatywne bierzemy do siebie. Kleimy się do tego. Jesteśmy jak ćma, która leci do płomienia, a następnie się w nim spala. Nie jesteśmy dla siebie łagodni, tylko surowi. Jesteśmy jak bezlitosny sędzia i kat. Zaś temu co pozytywne opieramy się, nie pozwalamy sobie na to czy uważamy, że świat uniemożliwia nam ich doświadczenie…

Gdy rozmawiam z uzależnionymi, to często są dla siebie jak sadyści. Karzą się za rzeczy, które popełnili wiele lat wcześniej. Kontynuują zachowania swoich rodziców obwiniając za to ich. Karzą się tak jak byli karani ale nie korygują swojego postępowania, tylko karzą, a następnie nienawidzą się coraz bardziej. Wmawiają sobie, że nie zasługują na coraz więcej. I tak spiralą w dół. Wyśmiewają się i ośmieszają sądząc, że spotka to ich ze strony innych ludzi. Ale to nigdy nie następuje, bo innych unikają sądząc, że w ten sposób chronią siebie. I ja sam też tak niegdyś żyłem. Szaleństwo…

Kto na swoje błędy, niedoskonałości i wady potrafi spojrzeć radośnie? A kto jest dla siebie ostry niczym rozbita szklana butelka?

Poczucie humoru to nie wyśmiewanie, nie cynizm, nie ośmieszanie. To że się śmiejemy, nie musi oznaczać, że jesteśmy na wysokim poziomie świadomości, ani że śmiech z niego wynika. Ważna jest intencja.

Poczuciu humoru towarzyszy ciepło, łagodność (ale nie słabość). Osoba, która jest przy nas czuje się wtedy wzmocniona, nie wstydzi się tego, nie boi się, że się z niej śmiejemy. Bo to ogromne pole mocy wspierające życie. Przy osobie z rzeczywistym poczuciem humoru możemy obśmiać nawet to, czego się wstydzimy i poczujemy się lepiej! Być może nawet w ten sposób uzdrowimy pewne bolesne zagadnienie.

Zaś życie rozpoznaje życie oraz to, co mu sprzyja.

Jeśli nas ciągnie do tego, co życiu nie sprzyja, to naprawdę już poważny symptom, którego za żadne skarby nie należy ignorować, ani bagatelizować!!!

Przecież ludzie masowo oglądają filmy, w których mordowane są dziesiątki, a nawet setki osób! Ludzie uwielbiają oglądać śmierć! A potem co? Mówią jak to bardzo się boją śmierci, chorób, jak to cierpią, gdy umiera ktoś bliski. No to dlaczego ich tak ciągnie do tego, gdzie non stop jest śmierć pokazywana? Nie zauważają też, że jeśli oglądają śmieszne kabarety, to nie dlatego, bo czują się świetnie i to z nimi rezonuje, tylko uciekają od czegoś, próbują się rozbawić. A gdy życie mówi im – “Teraz pora przestać uciekać”, to zamiast pokornie się z tym zmierzyć, uciekają czy walczą jeszcze mocniej i oczywiście jeszcze bardziej cierpią. A potem – “Świat jest straszny”. Nie, świat nie jest straszny. To tylko projekcja.

Czytałem kiedyś o człowieku, który miał wypadek motocyklowy. Został praktycznie cały sparaliżowany. Mógł tylko leżeć w szpitalu i patrzeć przed siebie. Nie kojarzę już w jaki sposób, ale usłyszał bodajże o buddyjskich naukach. Zaczął słuchać audiobooków, a następnie skoncentrował się na poczuciu humoru i uradowaniu. Non stop oglądał wyłącznie naprawdę radosne treści. Tryskał humorem i radością cały czas. Po pewnym czasie ozdrowiał. Paraliż zanikł. Podkreślę – nie uzdrowiły go kabarety, ani cieszenie się na siłę. Tylko realna energia, w której pozwalał sobie przebywać każdego dnia, każdej sekundy. Równie dobrze mógł wybrać smutek, żal, gniew, opór, wstyd, winę – granie ofiary. Ale wybrał mądrze.

Czy to miało cokolwiek wspólnego z nauką, badaniami, rokowaniami specjalistów co do jego stanu? Nie. To było coś całkowicie spoza spektrum rozumu. Bo taka jest radość. Co ma o niej do powiedzenia nauka? Może tylko obserwować co się dzieje w trakcie radości – a że produkowane są jakieś hormony lub inne związki. I wielu wnioskuje, że radość bierze się z hormonów… Bzdury totalne. Ale jeśli chcesz czekać aż Ci mózg wyprodukuje hormony – czekaj. Gwarantuję, że się nie doczekasz.

Dlatego – nie chodzi tu o to, co mówisz, oglądasz, tylko W JAKIEJ ENERGII PRZEBYWASZ. Dopiero to jest czynnikiem prozdrowotnym. Cała reszta to tylko ekspresja, którą przecież z łatwością można udawać – żart może wyrecytować człowiek w klinicznej depresji. Nie o to chodzi.

Kto ostatnio czuł się tak lekko, tak swobodnie, że dostawał wręcz “głupawki”? Np. chodził i podśpiewywał sobie – “guzi, guzi, daj mi buzi, luzi smuzi”? To nie musi mieć nic wspólnego z inteligencją mentalną. Humor może przejawiać się jak energia dziecka – pełna radości i niewinności. Nie musimy przy niej recytować traktatów welawsko-bydgoskich. ;)

I gdy doświadczysz tej energii, z łatwością dostrzeżesz, że to nie jest emocja, bo nie ma ładunku, który można wytracić. Radości można tylko się oprzeć lub ograniczyć jakąś negatywnością. Ale jeśli jest to faktyczna radość, to może trwać 24/7. Co więcej – nie tylko nie będziesz się męczyć doświadczając jej (w przeciwieństwie do emocji) ale też będzie Ci coraz lepiej i lepiej. Aż np. pewnego dnia ktoś się Ciebie zapyta – “A z czego się tak cieszysz? Nie ma z czego!” A Ty jeśli wybierzesz głupio, zawstydzisz się. I znowu sam(a) odbierzesz sobie radość.

W każdy momencie możesz przestać robić to, co aktualnie robisz, skupić się na chwili obecnej, na sobie i odpuszczać, poddawać opór i wszystko to, czym nie pozwalasz sobie na radość. Oczywiście w drugą stronę też – w każdym momencie możesz sobie odebrać radość i spokój.

Nie ma żadnego zewnętrznego czynnika, który by Ci to umożliwiał i uniemożliwiał. Radość/uradowanie to wyłącznie Twoja decyzja. Smutek, wstyd czy gniew również.

“A z czego mam się cieszyć?” – bardzo często klienci zadają mi pytanie. Odpowiedź brzmi – radość nie potrzebuje powodu. I właśnie teraz szukasz pretekstu, by sobie na nią nie pozwolić. Bo dalej wybierasz negatywny kierunek w życiu, nie pozytywny. I nawet tego nie zauważasz. Bardzo możliwe, że nazywasz to różnie – przezornością, rozsądkiem, genami, losem, etc. A radość możesz nazywać naiwnością, głupotą, dziecinnością… Twój wybór. Ale jeśli radość postrzegasz negatywnie, to przynajmniej nie narzekaj jak to Ci źle w życiu. Bo to tak jakbyś odrzucał(a) wszystkie dania, a potem narzekał(a), że jesteś głodny/a.

Podkreslę – bycie pozytywnym nie oznacza bycia głupim, ani naiwnym.

Bycie głupim to decyzja, którą można podjąć niezależnie od całej reszty.

Poczucie humoru wymaga rekontekstualizacji, czyli umieszczenia np. obecnej sytuacji w nowym kontekście. Energia wynika z kontekstu. Im węższy lub przekłamany, tym mniej energii i tym dysponować będziesz energią niższej jakości. Innymi słowy – jeśli będziesz na swoje życie, siebie, pewne wydarzenia czy cokolwiek innego patrzeć dokładnie tak jak dotychczas, no to nie ma szans nic zmienić. Bo gdybyś miał(a) dokonać zmian, to już byś ich dokonał(a).

Spojrzenie na problem z poczuciem humoru oswobadza nas z oporu, poczucia winy, wstydu, strachu.

Ja sam przez jakieś 30 lat swojego życia na wszystko patrzyłem wyłącznie przez pryzmat wstydu, winy, strachu, oporu, żalu, gniewu. Nie znałem nic innego. Nie miałem nawet konceptu lekkości, swobody, wolności. Wybierałem więc to, co znałem i nie puszczałem się tego. No bo nawet nie wiedziałem, że mogę. Co więcej – opierałem się temu, bo to demonizowałem. Więc to, co znałem uważałem za złe. Czyli praktycznie wszystko. Wliczając siebie.

Szczęśliwie poczucie humoru przejawiało się od czasu do czasu, co było jasnym znakiem, że dysponuję potencjałem wejścia ponad to wszystko. Warunkiem na to była intencja, decyzja, brak oporu i brak przywiązania. Ja tego nie wiedziałem. Ty już wiesz.

Warto wiedzieć, że dla człowieka żyjącego w niskiej świadomości, łagodność i lekkość poczucia humoru oraz uradowania mogą wydawać się słabościami. No bo jeśli całe życie wzmacniamy się tylko gniewem, dumą czy pożądaniem, często obwiniamy, zazdrościmy i nienawidzimy, to odpuszczenie tego na rzecz spokoju i całkowitego zaprzestania projekcji negatywności na świat będzie się nam wydawało jakbyśmy mieli odstawić talerz z gorącym, krwistym posiłkiem i zadowolić się ugotowaną marchewką. Niektórym odpuszczenie strachu wydaje się jakby mieli się puścić brzytwy i spaść w przepaść lub otchłanie oceanu. A później pyk, pyk, pyk programiki w TV i tu wojna, tam choroby, tam katastrofa i już strach wytłumaczony.

Poczucie humoru wbrew określeniu nie ma nic wspólnego z czuciem. Humoru nie można czuć. Odczuwanie pozytywnego stanu to doświadczanie wysokich jakości. Humor jest jedną z ekspresji radości i uradowania. A więc takiej percepcji – świadomości – która tego nie ogranicza.

Podkreślę – to, że potrafimy spojrzeć na np. problem w łagodny, radosny sposób nie oznacza, że mamy być nietrzeźwi i np. bagatelizować go. Przypominam, że Odwaga jest na poziomie 200. Czyli poczucie humoru zawiera w sobie odwagę – np. odwagę do spojrzenia na problem takim jakim jest, akceptacją go i odpowiedzialnością za niego. Odwaga, akceptacja i odpowiedzialność w niczym nie przeszkadzają, by wobec czegoś utrzymywać swobodę i radość.

To że jedziesz samochodem i jesteś odpowiedzialny/a za bezpieczeństwo zarówno swoje jak i innych, nie oznacza, że masz być śmiertelnie poważny/a. Jednocześnie kierowanie pojazdem z poczuciem humoru nie oznacza, że masz nie być skupiony/a na drodze lub wykonywać jakieś niebezpieczne i szalone manewry. To samo tyczy się pracy, nauki czy dowolnej innej czynności.

To teraz trochę praktyki. Weźmy temat uzależnienia, które większość uzależnionych postrzega jako zmarnowaną przeszłość, straconą młodość, stracone szanse, zniszczone zdrowie, życie, którego nie można nadrobić i jeszcze choroba, która świadczy o nas źle. No nic tylko siąść i płakać. ;) A wielu (większość) opiera się tak, że nie pozwalają sobie nawet na płacz.

Ok, to wszystko może być prawda. :D Przeszłość już nie istnieje i nie można jej naprawić. Młode lata mogły minąć. Mogliśmy nie skorzystać z wielu sprzyjających nam okoliczności. Możemy mieć kiepskie zdrowie i wieść życie, którego nie chcielibyśmy aby wiodły nasze dzieci.

Zanim przejdziemy dalej, weź wdech. Powoli i głęboki. Wstrzymaj go kilka sekund, a następnie powoli zacznij wypuszczać. Możesz zamknąć oczy i powtórzyć to parę razy. Nawet jeśli trzęsą Ci się ze strachu nogi, usiądź i oddychaj. Pozwól sobie na trzęsące się nogi. Czy jesteś w stanie poradzić sobie z trzęsącymi się nogami? :) A z suchością w ustach? A ze spoconymi dłońmi? Wiesz, strach to naprawdę nie jest nic więcej, niż tylko pewne składowe doświadczania zbiorczo nazywanego strachem.

Jeśli jesteś w stanie poradzić sobie z każdym jego elementem z osobna, no to jesteś w stanie poradzić sobie z samym lękiem. A jeśli jesteś w stanie odczuwać bez oporu lęk, który możesz odczuwać teraz, to poradzisz sobie z każdą inną jego ilością.

Czy w tym momencie wybierzesz, by spojrzeć na siebie i swoje życie łagodniej, swobodniej? Weź pod uwagę, że nikt Cię do tego nie zmusza, jak i nikt nie zmusza Cię do utrzymywania wstydu, winy, żalu, strachu czy gniewu. Jednak nie możesz odczuwać zarówno radości jak i smutku. Nie możesz doświadczać spokoju i wstydzić się za swoje życie.

Albo jedno, albo drugie.

Oddychaj równomiernie i głęboko. Z każdym wydechem pozwól swojemu ciało się rozluźnić, a umysłowi daj przyzwolenie na puszczenie się tego, co próbuje kontrolować. Zaufaj mi – przez czas trwania tego ćwiczenia nie rozpadnie się świat, bo przestałeś/aś próbować coś kontrolować. ;) Jeśli na 5 minut przestaniesz zamartwiać się gdzie podziało się Twoje dziecko, nie zrobi sobie ono krzywdy.

Zacznij przyglądać się różnym częściom Twojego ciała i tam gdzie jest napięcie czy ból – niech wraz z wydechem w tych miejscach pojawi się luz.

Bo oczywiście możesz sobie na to pozwolić. To Twoja decyzja.

Na razie nie zastanawiaj się co dalej. Weź pierwszy powód braku radości i swobody. Stań się go świadomy/a. Nazwij go. Jeśli jest to “przegrany/a ja”, pamiętaj, że to tylko Twoja opinia. Bardzo surowa, niesprawiedliwa, choć oczywiście może być w pewnym stopniu prawdziwa. :D

Co to znaczy “przegrać”? Nic. Zupełnie nic. To tylko wyssane z palca stwierdzenie, które nie ma z rzeczywistością nic wspólnego. Nie mogłeś/aś przegrać, bo nie grasz. Żyjesz. I każdy aspekt Twojego życia podlega korektom. Innymi słowy możesz porzucić to bzdurne osądzanie i skorygować siebie.

Widzisz błędy – to bardzo dobrze! Jest masa ludzi, którzy nie tylko nie dostrzega swoich błędów ale błędy, nawet niezwykle poważne, traktuje jako prawość, dobro, sprawiedliwość, a nawet konieczność. Sam fakt, że się wstydzisz lub winisz oznacza, że rozumiesz, że Twoje wybory nie były najlepsze. Ale NIE oznacza to, że przegrałeś/aś. Bo nie było co przegrać. Więc też nic nie mogłeś/aś stracić. Bowiem wyłącznie doświadczasz konsekwencji.

Z doświadczaniem radości jest tak, że gdy jej doświadczasz, to znaczenie ma tylko chwila obecna. Czy nie tak jest, gdy oglądasz porno lub pijesz? Nagle znika obwinianie się za przeszłość, znika martwienie się o przyszłość. Bo tylko chwila obecna jest realna. Nic innego nie jest realne i doświadczasz bólu, napięć, niepokojów, etc. bo sam(a) się tego trzymasz i/lub temu opierasz.

I nie masz próbować wygrać z osądzaniem siebie, tylko porzucić ukrytą przyjemność jaką masz z utrzymywania tego przekonania i osądu.

Nie masz szans zmienić czegokolwiek na swój temat zajmując się tylko tym. To niemożliwe. No przecież Ty sam(a) jesteś na to żyjącym dowodem. Z czym w sobie walczysz/walczyłeś/aś i ile czasu? I jak? Pomogło? Oczywiście, że nie. Dlaczego nie? Bo nie zrzekłeś/aś się z ukrytej przyjemności jaką z tego masz. Zaś przyjemność jest ukryta, bo rdzeniem tych wszystkich negatywności jest narcyzm. I nie ma od tego wyjątków.

Dlatego w przekonaniu “przegrany ja” nie ma za grosz rzeczywistości, bo to tylko narcystyczne usposobienie, z którego doimy ukrytą przyjemność (która nie ma z radością oczywiście nic wspólnego).

Nie zapomniałeś/aś oddychać? ;D

Skoro możesz, podkreślę MOŻESZ, zmienić siebie zrzekając się z ukrytej przyjemności utrzymywanych negatywności, no to jak mogłeś/aś przegrać?

A jeśli wiesz, że masa ludzi odbiła się od dna po upadku na nie, jakże możesz się tego obawiać? No naprawdę trzeba się postarać, by nie widzieć w niczym nadziei. Pamiętaj – z negatywności się wyrasta. Trzeba troszkę wysiłku niczym pisklaczek rozłupujący skorupkę. Skorupka sama nie pęknie. Jedyna przegrana to ta, którą sam(a) wybierasz tu i teraz. Gdy przestaniesz ją wybierać, przestaniesz przegrywać.

Czy bycie negatywnie nastawionym do świata, życia, ludzi czy bycie pesymistą to przejaw rozsądku? Nie. Bo zakładamy, że ochroną przed bólem, rozczarowaniem i też cierpieniem jest tylko negatywność. To jakby mówić, że ochroną przed złamaniem ręki jest ją poparzyć… Sądzimy, że negatywność wybrana przez nas boli mniej, niż te spowodowane przez innych czy przez świat. Ale jest zupełnie inaczej. Sami sprawiamy sobie najwięcej bólu. A trzymaniem się negatywności uniemożliwiamy sobie doświadczenie tego co pozytywne.

Jeśli uważamy, że źródłem ulgi jest wyłącznie unikanie lub ucieczka od problemów, no to pozostajemy w skorupce. Coraz bardziej ciasnej. Pora zacząć ją dziobać!

Bo źródłem ulgi – trwałej, a nie trwającej mrugnięcie okiem, jest zmierzenie się z problemami. Nawet jeśli na razie nie wiesz jak je rozwiązać, to możesz przestać się im opierać.

Czy pisklaczek jest bardziej bezpieczny w jajku, czy poza nim? Czy Ty bardziej bezpieczny/a jesteś unikając problemów, czy rozwiązując je? Czy jesteś bezpieczny/a bojąc się czy odważnie działając? Czy jesteś bezpieczny kłamiąc, czy wybierając prawdę?

Poczucie humoru ma zasadniczą zaletę – otóż pomaga nam żyć, korygować, dokonywać zmian i doświadczać nowych rzeczy bez jednoczesnego doświadczania napięć, bólu i cierpienia. Jednym z fundamentów zdrowienia z uzależnienia jest to, by zmieniać to, co możemy zmienić, zaakceptować resztę i oczywiście nauczyć się odróżniać to, co możemy zmienić i czego nie. Nie musimy więc z niczym walczyć, niczego demonizować, nienawidzić, zazdrościć, etc. Nie musisz się też do niczego zmuszać. Wystarczy odpuścić korzyści z nierobienia tego i już!

A odpuszczanie nie wymaga od nas siły, ani wysiłku! Co więcej – zwraca nam energię, gdyż już nie poświęcamy jej na bezsensowne zmaganie! Czy to nie coś, z czego można się cieszyć?

Nie musisz więc nienawidzić nienawiści, by z niej zrezygnować! :) Nie musisz nienawidzić samotności, by kogoś poznać. Nie musisz nienawidzić biedy, by zarabiać pieniądze. Wszystko co robisz, możesz robić z pozytywnego fundamentu i z poczuciem humoru. I nie musisz nienawidzić siebie, by się zmienić.

Wiesz dlaczego istnieje powiedzenie – “Rozchmurz się”? Bo z radością jest właśnie jak z niebem – wystarczy, że rozejdą się chmury, a Słońce “zacznie” świecić automatycznie. Bez wysiłku. Nie musimy stwarzać światła, ani walczyć z nim, by świeciło lub świeciło mocniej. Nie musimy także nienawidzić chmur!

Z poczuciem humoru jest jak z drzwiami, które otwierają się w naszą stronę. Jeśli na nie napierasz, to nigdy ich nie otworzysz, niezależnie ile wysiłku w to włożysz. A jeśli przestaniesz na nie napierać, otworzą się bez wysiłku.

Nawet jeśli ktoś specjalnie zrobił Ci przykrość, to cierpieć będziesz równomiernie do poziomu stawianego oporu oraz znaczenia, które to TY nadałeś/aś temu wydarzeniu.

Czy to też nie powód, by się rozchmurzyć? :)

Jak tam z oddychaniem? Kontynuujesz?

Więc nawet jeżeli ktoś Cię oszukał na dużą kwotę, to czy przegrałeś/aś? Nie. Gdyż możesz to przewartościować, odpuścić opór i granie ofiary, spojrzeć na tę drugą osobę ze współczuciem. Co więcej – możesz wyciągnąć wnioski, które pomogą Ci przez resztę życia. Nie zmienia to faktu, że być może nigdy nie odzyskasz tych pieniędzy, których mogłeś/aś potrzebować. Ale granie ofiary czy nienawiść na pewno nie pomogą.

Pamiętaj – z emocjami jest tak, że nie są złe, ani dobre. Są tylko dobre lub złe W PORÓWNANIU do innych emocji. Zazwyczaj ludzie boją się, bo strach jest wyżej od bezsilności. Albo gniewają się, bo gniew jest wyżej od strachu. Ale ani strach, ani gniew, ani wmawianie sobie bezsilności nie da Ci nic pozytywnego. Bo emocje są pozytywne tylko w porównaniu do niższych emocji. To, co sytuację rozwiąże nazywa się twórczym działaniem, którego nie można wymyślić ze stanu emocji. W stanie emocji wymyślisz jakieś chaotyczne działanie, którego intencją prawie na pewno nie będzie rozwiązanie problemu.

Jeśli wybierzesz poczucie humoru, oczywiście nie rozwiąże to problemu straty pieniędzy ale nie zatrzyma Cię na poziomie ofiary, na którym i z którego nic nie osiągniesz. A co jest większym problemem – brak tych pieniędzy, czy poczucie niesprawiedliwości? Czas, który poświęcisz na nienawiść możesz poświęcić na zarobienie dodatkowej kwoty.

Powodem oporu do radości może być lęk. Po prostu lęk. No bo jeśli odpuścić opór względem radości i swobody, to już nie będzie stało nic na drodze, by realizować cele, starania, robić coś po raz pierwszy, popełniać błędy, itd. A to oznacza, że nie będzie już także stało nic między Tobą, a tym czego się boisz. Jeśli będziesz radosny, a boisz się odrzucenia przez kobiety, to przecież tego doświadczysz. Więc nie pozwolisz sobie na radość, dopóki nie przepracujesz tej iluzji i pozycjonalności. Mówię o tym, by uświadomić nam, że tylko my oddzielamy się od radości i robimy to, bo mamy z tego korzyści.

Każdy może mówić, że marzy o szczęściu ale jeśli podrążyć temat, to wcale nie wybiera radości, tylko np. unikania zagrożeń, w które wierzy. I bardzo chętnie odda za to szczęście, bo przecież “przeżyć jest najważniejsze”.

No to zapytajmy siebie – czego się spodziewamy, gdy odpuścimy opór przed radością i poczuciem humoru? Nagle to wszystko, czego unikaliśmy i odkładaliśmy nie będzie już miało przeszkody.

Nie bez powodu poczucie humoru i uradowanie jest nad Odwagą, Neutralnością i na poziomie Ochoty. No bo jeśli nie wybierzesz odwagi we własnym życiu, nie porzucisz osądzania, oceniania i oporu i nie wybierzesz ochoty do zmierzenia się z problemami, konsekwencjami własnych decyzji i zaniedbań, no to i nigdy nie pojawi się radość. Bo skąd miałaby się wziąć?

Najpierw wybierasz odwagę – nie tylko względem działania ale względem prawdy. Zacznij mówić prawdę. Przestać udawać, oszukiwać, ukrywać, wypierać, bagatelizować. Więc przestań zmniejszać to co negatywne ale też przestać wszystko osądzać, więc przestać również nadymać to, co negatywne. Wybieraj fakty – prawdę – rzeczywistość. I gdy ją dostrzeżesz już, bo nie będziesz projektować emocji i oporu oraz porzucisz względem tego pozycjonalności, stanie się jasne, że nie jest to ani straszne, ani trudne, ani bolesne nawet jeśli Ci się nie uda.

Wybierz więc jeden temat, którego się boisz i do roboty! Pora zacząć mierzyć się z tym lękiem z uśmiechem. :)

Jeszcze jedno – poczucie humoru jak i uradowanie są cnotami. Wikipedia podaje piękną definicję cnoty:

Cnota jest moralną doskonałością. Cnota jest cechą albo jakością uznawaną za moralnie dobrą i przez to cenioną jako fundament zasad i dobrego, moralnego bycia.

Innymi słowy – poczucie humoru jest moralną doskonałością. Poczucie humoru jest cechą albo jakością uznawaną za moralnie dobrą i przez to cenioną jako fundament zasad i dobrego, moralnego bycia.

A teraz zastanów się w jakich obszarach Twojego życia brakuje poczucia humoru? Będziesz miał(a) jasność dlaczego ten obszar nie ulega poprawie. Bo nie wspiera go to, co stanowi zdrowy fundament zasad i dobrego, moralnego bycia.

Życie jest wspierane tylko przez to, co wspiera życie. Nie jest wspierane przez to, co życia nie wspiera.

Jeśli coś w Twoim życiu nie ulega poprawie, a nawet jest coraz gorzej, to znaczy, że nie jesteś wspierający/a wobec tego.

Ktoś inny przypomniał, że dla Platona cnota była harmonią, zdrowiem, pięknem, siłą duszy, zaprzeczeniem i przeciwieństwem wady. Była wewnętrznym stanem, który znajduje wyraz wsłusznych czynach i czyni je chwalebnymi lub dobrymi. Czyn słuszny zaś – działaniem, które podtrzymuje lub rozwija ten stan.

53. Lojalność (345)

Lojalność, która raczej nie kojarzy się z uradowaniem i poczuciem humoru, jest na ich poziomie i jest jedną z jakości poprzedzających zdrowie. Prawda, że ciekawe?

To pokazuje wielkie znaczenie tej cnoty.

Lojalność można rozważać pod wieloma perspektywami – lojalność wobec osób, zasad, celów, postanowień, etc.

Przyjrzyjmy się czemu jesteśmy lojalni – jakim osobom, przekonaniom, wierze, intencjom, dążeniom?

Czy jesteśmy lojalni wobec tego co pozytywne, czy raczej wobec tego co negatywne?

Uzależnieni kierują się tym, czego dowiedzieli się, nauczyli, jak to zinterpretowali i jakie znaczenie temu nadali nawet w wieku wczesnodziecięcym. Są wobec tego bardzo lojalni. Mówią na przykład – “nie jestem pewny/a siebie”. Ale to nie jest prawda, bo są bardzo pewni ale tylko tego, co negatywne. I właśnie siebie postrzegają przez negatywny pryzmat. Nie są pewni tylko tego, co pozytywne. Więc tego nie wybierają. Dodatkowo jeszcze sądzą, że np. opór, strach, a nawet myśli chronią ich przed czymś złym/gorszym. Wobec tego są bardzo lojalni.

Całe życie mówią sobie – “jestem nieśmiały/a”. Są wobec tego przekonania bardzo lojalni. Nie tylko się go trzymają ale jeszcze usprawiedliwiają, chronią, udowadniają. Niektórzy są nawet gotowi oddać za nie życie.

Lojalność ma ogromne znaczenie. Wyjaśniałem, że większość ludzi na tej planecie nie jest nawet na poziomie sprzyjającym życiu. Co nie oznacza, że nie mogą się inspirować tym, co już istnieje na poziomie pozytywnym, jak np. odwaga, chęć czy radość. Oczywiście mogą ale większość ludzi nie kieruje się tym co pozytywne, tylko negatywne. Pracują nie z szacunku, chęci rozwoju, radości, że mogą się utrzymać, tylko np. ze strachu przed biedą albo poczucia winy – “bo trzeba mieć pracę”. Zaś negatywne wewnętrzne doświadczenia będące konsekwencją niskiej intencji projektują na pracę.

Całe narody są lojalne wobec tego, co negatywne, a potem wielkie zdziwko, że jest źle.

Przypominam – dojdziesz tam dokąd zmierzasz.

Intencja jest tym dokąd zmierzasz.

Dlatego też z definicji wódz powinien być na poziomie pozytywnym – by jego działania nakierowane były na dobro ogółu. Dzięki lojalności wobec takiego wodza, ludzie, którzy w innych warunkach żyliby być może nawet chaotycznie, apatycznie, biednie, zaczynają żyć pozytywnie i wtedy ich życie się poprawia. Ich własne działania są nakierowane na pozytywność. Problemem jest oczywiście to, że nie są w stanie odróżnić wodza z intencją mądrą od wodza z intencją szaloną. Dzięki lojalności wobec mądrego wodza całe społeczeństwa czy kraje mogą “dojść” w pozytywne miejsce. A przez lojalność wobec tyrana i szaleńca, nawet cały świat “dochodzi” w miejsce bardzo negatywne.

Lojalność wobec ludzi mądrych, odważnych, rozsądnych, kochających doprowadzi nas dokładnie w to samo “miejsce”.

Lojalność wobec negatywnych osób czy zasad doprowadzi nas w miejsce negatywne.

Dlatego każdy człowiek, który odniósł znaczący i realny sukces pouczał innych, aby znaleźli sobie mądrych mentorów i by się inspirowali ich działaniami i byli wobec nich lojalni. A nie próbowali wymyślać koła na nowo.

Prostszy przykład – wizyta u lekarza. Jeśli nie będziesz lojalny/a wobec zaleceń lekarza, prawdopodobnie choroba czy dolegliwość, którą masz albo nie zostanie wyleczona, albo sytuacja jeszcze się pogorszy.

Lojalność dlatego jest krytycznie ważna, bo dojdziesz tam dokąd zmierzasz. Ty. Nikt inny.

Nikt inny nie doświadczy za Ciebie konsekwencji Twoich decyzji. Nie ma nikogo, kto dojdzie gdzieś za Ciebie. A choroba to już jest “miejsce”, w które doszedłeś/doszłaś. Jeśli nie zmienisz kierunku, to co ma się zmienić?

Pamiętaj – nikt nie podniesie ciężarów za Ciebie, by Cię wzmocnić. Jeśli chcesz się wzmocnić, Ty zacznij podnosić ciężary.

Podkreślę – ja mówię o i do ludzi na tak niskim poziomie, że wolą całe życie wmawiać sobie kłamstwo, że czegoś nie mogą, niż przyznać, że się boją. Wolą się zapić lub oglądać porno godzinami, dniami, miesiącami, latami, niż zmierzyć się z nawet niewielkim lękiem. Mówię do i o ludziach, którzy latami wmawiają sobie, że czują opór i przez to nie mogą czegoś. Mówię do i o ludziach, którzy wolą się nienawidzić, osądzać i karać, niż się akceptować i pracować nad swoimi niedoskonałościami. Więc żyją na poziomie odległym od tego, co życie wspiera. Są lojalni nie życiu, tylko temu, co jest często wręcz życiu przeciwne, jest jego wrogiem. Nie tylko nie dodają do swojego życia tego, co pozytywne ale często nienawidzą tych, którzy żyją pozytywnie, którzy żyją radośnie, odważnie, którzy robią już coś dla innych i nie z chęci zysku czy kontroli, tylko z intencją dobra. Dla nich to nie do pojęcia, że można robić coś dla innych bez egoistycznej intencji.

A jeśli chcesz wyzdrowieć z uzależnienia, to właśnie na ten poziom niezbędne jest ewoluować.

No zastanów się – przy czym np. się relaksujesz? Przy pięknej, spokojnej muzyce, w której słowa są wspierające, pełne ciepła, czy może przy muzyce ostrej, głośnej i promującej zemstę czy jakąkolwiek negatywność? Czy oglądasz film pełne przemocy, nienawiści, zniszczenia i śmierci, a piękne filmy przyrodnicze nazywasz nudnymi? Oj.

Medytujesz czy martwisz się i stresujesz? Jak często jesteś na łonie przyrody?

Jeżeli okaże się, że jesteś lojalny/a wobec tego, co negatywne, nie ma nic na przeszkodzie, by przestać się tym kierować i ew. uwolnić przywiązanie, jeśli się do tego przywiązałeś/aś.

Przypomnę, że ludzkość nigdy nie miała żadnego kompasu – nikt nigdy nie był w stanie odróżnić jednoznacznie to, co sprzyja życiu, zdrowiu, spokojowi czy więcej – Zbawieniu i Oświeceniu od tego, co nie. Nie było możliwości odróżnienia prawdy od fałszu.

Nie wiem czy jest ktokolwiek, kto w pełni rozumie powagę tego stwierdzenia – faktu.

A uzależnieni powinni zacząć to rozumieć. W tym zrozumieć, że ani porno, ani lęk nie chronią ich przed niczym. I są dokładnie tym, od czego powinni uciekać, a nie do czego powinni lgnąć.

Pamiętasz bajkę o Czerwonym Kapturku? Wilk w przebraniu babci pożarł dziewczynkę. Porno i lęk są takim wilkiem w przebraniu babci. Udają coś, co Cie sprzyja, pomaga czy chroni ale tak nie jest.

Zacznij patrzeć na ESENCJĘ, nie pozory. To, że coś wygląda dobrze lub jest przyjemne w obcowaniu NIE MUSI oznaczać, że jest to dla Ciebie dobre.

Zacznij życie lojalne wobec kontemplacji. Patrz ponad pozory, ponad mentalny bełkot. Ostatnio wyjaśniałem klientowi, że naukowcy to normalni ludzie, których dotyczy wszystko to, co ludzkie, wliczając ograniczenia. Wyjaśniłem to m.in. takimi słowami – “To pokazuje dokładnie, że naukowcy, to nie jacyś niezwykli nadludzie mający na uwadze ludzki rozwój, tylko doktor Mareczek czy Natalia ze swoim poglądem na świat, w którym się poruszają i poza który pewnie 99% naukowców nie zamierza wychodzić.” Na co klient – “A czemu akurat Mareczek? Wiesz, że jest taki Marek XYZ, który XYZ”… i już nawija coś zupełnie niepotrzebnego. Bo mu się skojarzyło imię. I kompletnie przestał zajmować się esencją, celem naszej rozmowy i zaczął rozmyślać dlaczego akurat wymieniłem to imię. To kolejny przykład jak ludzie hipnotyzują się mentalnym bełkotem sądząc, że to coś sensownego, rozsądnego, potrzebnego. Wiesz dlaczego Mareczek? Bo niejednemu psu na imię Burek. A o Natalię się już nie zapytał. Co go oczywiście nie zdziwiło.

Takich niepotrzebnych pytań w umyśle możemy zobaczyć tysiące każdego dnia. I odpowiedź na nie nie ma żadnego znaczenia. A oczywiście na znalezienie odpowiedzi możemy poświęcić całe życie.

Przykład z wcześniej – wiarą, że podczas medytacji mogą opętać złe duchy. To również lojalność wobec tej informacji, lęku i/lub osoby, która to przekazała i której ufa tamten mężczyzna. Podkreślam – negatywne, nie wspierające życia informacje mogą przekazać nam osoby, które mają względem nas naprawdę szczerze dobre intencje. Ale sami też nie mają możliwości odróżnienia prawdy od fałszu.

To chyba Budda powiedział – “Podążaj czyjąś ścieżką, dopóki nie znajdziesz własnej”. Innymi słowy – kierujmy się mądrością innych, dopóki sami nie wejdziemy na ich poziom. Ale mówił to o ludziach, którzy już kierują się intencją poznania prawdy. A Ty czym się kierujesz?

Jeśli wejdziesz w związek dzięki radom uwodziciela, który sam nigdy nie był w trwałej relacji, no to na tym jego rola w Twoim życiu się kończy. Jeśli dalej potrzebujesz pomocy, znajdź, a lepiej – znajdźcie razem – parę, która jest w szczęśliwej, kochającej relacji już minimum 20 lat i poproście ich o rady. Albo znajdźcie parę, która miała problemy jakich doświadczacie i porozmawiajcie co oni z tym zrobili, kto im pomógł, etc.

W kwestii pieniędzy radź się człowieka, który niegdyś był w Twojej sytuacji i obecną ma ją kolosalnie lepszą.

W kwestii zdrowia pytaj człowieka zdrowego albo człowieka, który wyzdrowiał z chorób i dolegliwości, które Ty masz.

Bądź lojalny/a wobec prawdy.

Najlepiej, najprościej i najbezpieczniej więc kierować/inspirować się żywymi przykładami.

Bo każdy może wykuć na blachę dowolne informacje. Ale ważne czy tak żyje – czy jest z tym spójny. Czy jest w tym integralny.

A jeśli ksiądz mówi, że Bóg jest kochający i wybaczający, a następnie mówi o osądzaniu, potępieniu, opętujących duszkach, etc., no to coś tu nie gra.

Jeśli ktoś daje Ci rady, z których sam nie korzysta – to też dość silny sygnał, by mieć się na baczności.

Ważne, by przestać być lojalnym wobec myśli i uczuć. Bądź lojalny/a wobec rozsądku. No bo co z tego, że np. rano czujesz się źle? Co to zmienia? Nic. Co z tego, że się boisz? Nic. Jeśli nie wiesz co zrobić wobec jakiegoś problemu, to kogo posłuchasz? Myśli, które wzięły się nie wiadomo skąd i nie wiadomo po co? Czy może człowieka, który miał ten problem i go rozwiązał? Kto jest taką osobą?

No pomyśl nad tym rozsądnie – jeśli się np. boisz, bo masz problem lub obawiasz się jakichś konsekwencji i napijesz się wódki lub obejrzysz porno, to co to zmieniło? Nic poza samymi konsekwencjami wypicia wódki lub obejrzenia porno – czyli zatrucia organizm i zniszczenia mózgu. Problem jak był, tak nadal jest. A konsekwencje jeśli przyjdą, to przyjdą. To że zmienił Ci się stan emocjonalny (większość ludzi nie ma pojęcia co tak naprawdę się dzieje), to czy to coś dobrego? Nie. Dobre byłoby gdybyś zmierzył(a) się z tym problemem czy konsekwencjami i wobec nich postąpił twórczo, odważnie, rozsądnie. I DOPIERO WTEDY poczuł(a) się lepiej.

Głowę w piasek chowa struś. A Ty strusiem nie jesteś. To również postępowanie dziecinne – dziecko chowa się pod kołdrą sądząc, że go nie widać i w ten sposób uniknie zagrożenia. Ale w realnym życiu niebezpieczeństwem jest utrzymywanie oporu, apatii, lęku i braku twórczych działań.

To że Ty nie widzisz niebezpieczeństwa, nie oznacza, że ono zniknęło.

I już samo to jest bardzo niebezpieczne. Bo to tak jakby jechać z zamkniętymi oczyma.

No boisz się, bo biegnie na Ciebie lew. I zamiast np. uciec tam, gdzie nie może Cię dorwać, Ty siadasz i zaczynasz pić wódkę lub włączasz porno i zdejmujesz spodnie…

Albo masz długi i zaczynasz pić, by przestać się bać konsekwencji posiadania długów ale nie robisz nic, by ten problem rozwiązać – np. zarobić dodatkowe pieniądze. Czy to, że z jakichś powodów strach znika ma jakiekolwiek znaczenie? Nie. Bo znaczenia nie mają uczucia (całe znaczenie nadałeś/aś im Ty). Fiskusa nie obchodzą Twoje uczucia. Twojego szefa nie obchodzą Twoje uczucia.

Jeśli wobec własnej wartości słuchasz się np. rodziców, którzy sami postrzegają się nisko, no to nie spodziewaj się życia w spokoju, szczęściu, spełnieniu. Podkreślę – to, że przestajesz się słuchać rodziców wobec pewnych kwestii i przekonań nie musi przecież oznaczać, że przestajesz ich kochać i szanować.

A jeśli trzymasz się wobec nich uraz, bo słuchałeś/aś się nierozsądnych rad, no to możesz już przestać się trzymać tej urazy. I nie masz zacząć razić siebie. Zamiast szukać pretekstu do dalszego trzymania się urazy, odpuść i wybierz rozsądek, zdrowie – lojalność wobec zdrowia.

Jeżeli nadal uczuciom będziesz nadawać duże znaczenie i tylko z nimi wojować lub od nich uciekać, no to pozostajesz w sferze urojeń, bo nadana im wartość jest urojeniem, a same uczucia to informacje o Twojej percepcji, która zapewne też w większości jest urojeniami i to jeszcze zbudowanymi na bazie uczuć. To jak kłębek wełny. Dobry do zabawy jak dla małych kociąt. Ale nie dla dorosłego człowieka. Bawiąc się nim tylko jeszcze bardziej się poplączesz. Kiedy uznasz, że już poplątałeś/aś się wystarczająco?

Jeśli będziesz robić tylko to, z czym będziesz się czuć dobrze i unikać tego, z czym czujesz się źle, to nigdy Ci się nie polepszy! Bo percepcja budowana o emocje nie odnosi się W OGÓLE do rzeczywistości. Więc nie wiadomo gdzie zabrniesz ale na pewno nie do spokoju, szczęścia, ani bezpieczeństwa.

Właśnie przeczytałem wspaniałe zdanie – “Prawda nie potrzebuje Twojej kooperacji, by egzystować. Natomiast iluzje już potrzebują”. Dlatego mówię – każdy problem, lęk i urojenie kosztuje Cię Twoją własną energię, którą niepotrzebnie poświęcasz na opór, przywiązanie, walkę, uciekanie lub nadanie im niebotycznego znaczenia.

Bądź lojalny dla tego, co spójne, integralne, uczciwe, przynajmniej odważne. Przynajmniej do momentu, aż sam(a) nie znajdziesz się na tym poziomie. Wtedy dokonaj ewentualnych korekt i wybierz dalszy kierunek. Ale nie ustalaj kierunku na bazie emocji, bo nie dojdziesz dalej, niż kilka kroków w jakąś stronę.

Są ludzie bardzo lojalni wobec przekonania, że ufoludki wybiorą ich i zabiorą na swoją planetę… są gotowi nawet oddać wszystko co posiadają i czekają na UFO na pustyniach. Są ludzie tak oddani jakiemuś guru, że idą z nim do łóżka, popełniają samobójstwo, oddają mu swoje pieniądze, itd. Są ludzie tak zapatrzeni w umysł, że zaczęli wierzyć, że Ziemia jest płaska… choć nie ma nawet 1 zdjęcia, które pokazywałoby obrzeże płaskiej planety… Ludzie sądzący, że Ziemia jest płaska są doskonałymi nauczycielami i przykładami jakich absurdów można się trzymać wierząc myślom.

Podobnie ludzie postępują ze wszystkim czemu nadali dużą wartość – wliczając porno, alkohol i narkotyki. Są dla nich najwyższym dobrem i uwierzą w największą bzdurę, by się ich dalej trzymać.

Pamiętaj – wszystko jest jakie jest i można mówić, że jest dobre lub złe tylko w pewnym kontekście (bo dobro i zło to dualizm – iluzja – urojenie umysłu). Więc w jakim kontekście porno jest dobre? Ano np. w takim, że to, co czujemy jest złe, bolesne, jest źródłem cierpienia i bierze się ze świata, że względem tego porno jest ratunkiem, ucieczką, sposobem na uniknięcie. Musimy naprawdę porządnie ograniczyć i zniekształcić kontekst i patrzeć na rzeczywistość jak w krzywym zwierciadle, by np. porno uznać za dobre.

Uważajmy więc czemu jesteśmy lojalni i jaki kontekst utrzymujemy.

Bo jeśli wybierasz coś tylko dlatego, bo “mam ochotę” i nie wybierasz czegoś, bo “nie mam ochoty” lub “nie chce mi się”, to Twój kierunek jest przeciwny względem zdrowia.

Przypomnę – ten świat nie został zaprojektowany, by zajmować czy przejmować się Twoimi uczuciami.

Dlatego wszelkie biznesy, które się nimi zajmują – od używek, porno i kulty – kwitną. Bo ludzi kierujących się wyłącznie uczuciami jest niezwykle łatwo kontrolować. Ludzie opierający swoje życie na emocjach są łatwym kąskiem. I oddają czasem nawet wszystkie pieniądze bardzo chętnie za obietnicę bezpieczeństwa czy wartości. Ba! Bardzo chętnie oddają życie! No bo jeśli dasz się przekonać, że Ziemia to jest jakieś więzienie i guru Jabadabadu Cię z tego oswobodzi i zabierze na swoją cudowną planetę, to też mu oddasz wszystko.

A Ziemia płaska nie jest.

No i także przecież to fantastyczne móc zrzucić swoje samopoczucie na innych – TO PRZEZE NIĄ CZUJĘ SIĘ ŹLE! Albo – TO MNIE STRESUJE! Niezwykle łatwo jest pokazać paluszkiem. I z jakichś powodów troszkę trudniejsze jest wziąć odpowiedzialność za swoje życie i doświadczenia.

Lojalność wobec negatywnych, osłabiających przekonań i wobec oddawania odpowiedzialności za swoje życie, oddala Cię od zdrowia.

54. Zdrowie (350)

Oto “meta” dla pragnących wyzdrowieć z uzależnienia. Oto poziom świadomości na jaki powinniśmy wzrosnąć. Nie ma innego wyznacznika zdrowia, niż poziom świadomości. Ani żadnego innego wyznaczenia wyzdrowienia z uzależnienia.

Dlatego każdemu mówię – to, że porno nie oglądasz jakiś czas, nawet rok, co nie jest konsekwencją wzrostu świadomości, nie ma żadnego znaczenia.

To co możesz nazywać zdrowiem – np. brak ciężkich chorób, zdrowiem wcale nie musi być. Bo jaką wizję świata utrzymujesz? Jaki masz obraz samego/samej siebie? Z jakimi intencjami żyjesz? Jakie masz cele, które aktywnie realizujesz? Co z tego jest na poziomie pozytywnym, a co na poziomie negatywnym?

Przypominam, że wszystko wykalibrowane na poziom mniejszy, niż Odwaga nie służy życiu. I przeżywamy POMIMO tego, a nie dzięki temu.

Uważasz, że przeżywasz dzięki strachowi? A w jaki to magiczny sposób, możesz mi wyjaśnić? Przeżywasz dzięki trzęsącemu się ciału, spoconym dłoniom i suchości w ustach? No to powiedz mi ze swojego życia przed czym Cię ochroniły nogi z waty? Przed fajną randką z kobietą? Przed możliwością podwyżki w pracy po rozmowie z szefem? A może dzięki spoceniu się jakiś agresywny gostek postanowił nie zrobić Ci krzywdy?

Jakie są fakty dotyczące lęku?

Jeśli boisz się śmierci, to naprawdę nie przeżywasz dzięki temu strachowi, tylko przeżywasz niezależnie od strachu i ten strach tylko w przeżyciu przeszkadza. Przeżywasz POMIMO tego lęku. A wiesz jakie są konsekwencje utrzymywania lęku? Uważasz, że są jakieś pozytywne?

Jeśli boisz się umrzeć z głodu, to nie przeżywasz dzięki strachowi przed głodem, tylko dzięki temu, że coś zjesz.

I proszę, nie wymyślaj jakichś krańcowych, by mnie “zagiąć”. Jakiś czas temu pewna osoba, z którą rozmawiałem o strachu zapytała się mnie – “A gdybyś nagle znalazł się nad przepaścią, spadł i musiał się trzymać, to nie odczuwałbyś strachu?” Gdybanie to narzędzie głupców. W myślach można z łatwością zanegować dowolny fakt, dowolną mądrość. I to na własne nieszczęście. Lepiej tego nie robić. A jeśli robimy, to też zadajmy sobie pytanie – czy to kierunek zdrowia? Dlaczego chronimy lęku? A potem bojąc się nie robimy tego co ważne…

Prawda brzmi, że nie byłem nad przepaścią i nie było możliwości, ani nie ma, bym się nagle znalazł nad przepaścią.

To tak jakby ktoś się mnie zapytał – “A gdybyś nagle nie miał co zjeść? Nie bałbyś się?” Ok ale żebym “nagle” nie miał co zjeść, musiałbym podjąć tysiące decyzji, by pozbyć się jedzenia, unikać go i jeszcze stracić wszystkie pieniądze i jeszcze nikt nie dałby mi jeść przez kilka tygodni. Przecież żebrak zawsze coś wyżebrze. Więc – gdybanie to narzędzie głupców. Nie gdybaj. A jeśli wybierasz życie jak głupiec, to przynajmnie nie narzekaj jak Ci źle.

Wszystko co negatywne można bezpiecznie odpuścić, poddać, zrezygnować, puścić się tego. Pytanie tylko czy Ty potrafisz odróżnić to co negatywne, co naprawdę negatywne, od tego co pozytywne?

Już wyjaśniałem ale powtórzę – każda emocja jest pozytywna WYŁĄCZNIE gdy porównamy ją do innej emocji. Gdy jednak porównamy dowolną emocję do np. spokoju, rozsądku czy radości, to żadna emocja nie wypadnie pozytywnie.

Dlatego zamiast wymyślać sobie sytuacje, że nagle zawiśniesz nad przepaścią, przyjrzyj się jakiejś mniej dramatycznej i realnej okoliczności w Twoim życiu i zacznij wobec niej odpuszczać lęk. A jeśli tego nie wybierzesz, zapytaj się co wybierasz zamiast tego i dlaczego?

Jeśli nie potrafisz/nie chcesz odpuścić lęku i oporu przed jakąś sytuacją, to upewnij się, że nie wybrałeś/aś jakiejś skrajnej sytuacji ze swojego życia, czyli tej najtrudniejszej. Wybierz jakąś łatwą, wobec której bardziej realnym jest to, że się z nią zmierzysz. Nikt nie zmusza Cię, byś od razu wskoczył(a) na najwyższy szczebel drabiny. Wejdź najpierw na pierwszy, potem na drugi. I nie wmawiaj sobie, że będąc na pierwszym niemożliwym jest wejście na ostatni. Zamiast kombinować i dramatyzować o ostatnim, najpierw wejdź na następny.

Masa ludzi swoją percepcję opiera o swoje uczucia. Co jest KOLOSALNYM błędem, gdyż uczucia nie odnoszą się do rzeczywistości, tylko do jej percepcji. Niemniej, w skrócie mówią – “jeśli czuję się z czymś/dzięki czemuś dobrze, to musi to być dobre”. I odwrotnie – “jeśli z czymś czuję się źle, to musi to być złe”. Na tym przecież polega ogromny błąd uzależnionych (ale nie tylko) – bo sięgają po to, co w ich mniemaniu daje im coś dobrego i po czym czują się “dobrze”. Ignorując fakt, że cicho i powoli ich to zabija. A że boją się odpowiedzialności, uznają ją za złą…

Ale znowu – wcale nie czują się dobrze, tylko czują się

LEPIEJ OD TEGO, CO CZULI NP. PRZED OBEJRZENIEM PORNO.

A to kolosalna, fundamentalna różnica – czuć się dobrze, a nie czuć się źle.

Inny przykład – Hitler. Cały naród czuł się fantastycznie z liderem SILNIEJSZYM OD MAS i gdzie ich to zaprowadziło? W II Wojnie Światowej życie straciło ok. 60 milionów ludzi. Bo tak się ludzie super czuli z przemowami Hitlera. A czym to się różni od np. tzw. kiełbasy wyborczej? Ludzie czują ekscytację obietnicami, zaczynają fantazjować, nakręcać się i przez to totalnie zatracają się w urojeniach, zaczynają ignorować rzeczywistość. Dają się okłamywać tym samym ludziom wielokrotnie. Masa ludzi nie jest w stanie wyciągać żadnych wniosków opartych o zdrowy rozsądek. Liczy się dla nich tylko to jak się czują. Jak dobrze, to jest dobrze i nie obchodzi ich, że rzeczywistość jest zupełnie inna i że będzie jeszcze gorzej.

Nie ma nic złego w ekscytowaniu się, tylko że ekscytacja to nie szczęście, ani radość. I wyczerpuje się bardzo szybko.

Prosty przykład jak nie tylko uczucia ale też zmysły nie mogą rozpoznać esencji. Kto lubi ugotowanego brokuła? Zapewne małej ilości ludzi smakuje ugotowany brokuł. Aby smakował minimalnie należy go chociaż posolić. Czy więc niesmaczny brokuł jest zły? Okazuje się, że brokuł, kurczak i ryż to podstawa (i to wystarczająca podstawa) posiłków kulturystów. Zresztą nieprzyprawiony kurczak też praktycznie nie ma smaku.

Czy wyrwanie zęba jest złe? Zauważmy – ząb boli. Czujemy ból, więc coś jest nie tak. Ale co się okazuje – że wyrwanie go boli jeszcze bardziej! A jednak masa ludzi idzie do dentysty usunąć ząb. Ok, mamy znieczulenia, by usunąć na moment doświadczanie bólu. Niemniej widzimy, że opieranie percepcji o to, co czujemy to kompletny chaos.

A co by było, gdybyś zamiast usunąć bolącego/zepsutego zęba, jadł(a) cukierki, żeby poczuć się “lepiej”?

Jest przecież masa pięknych roślin, które jadalne nie są i jeśli je zjesz, możesz się nawet bardzo poważnie zatruć. Na trawce super się leży. Ale na pokrzywie już nie polecam, choć pokrzywa wizualnie może jest nawet ładniejsza od trawy.

Zmysły i uczucia są więc potencjalnie ogromnym niebezpieczeństwem jeśli używamy ich do badania rzeczywistości. Ale przecież większość ludzi nie używa ich do badania rzeczywistości, bo nie obchodzi ich prawda. Ludzie używają uczuć do OSĄDU rzeczywistości – np. nadawania wartości i sensu. Ze zmysłami jest podobnie – jak kobieta jest piękna fizycznie, to musi być piękna wewnętrznie! A jak wobec niej czujemy strach, wstyd czy żal, to wymyślamy sobie, że potencjalnie może być zła! A to wszystko urojenia.

Inny przykład – odpowiedzialność. Jeśli w temacie wzięcia odpowiedzialności za jakiś problem czujesz strach i opór, to znaczy, że wzięcie odpowiedzialności za ten temat jest złe? Prawie na pewno wzięcie odpowiedzialności, to sprawa krytycznej wagi dla Ciebie. Strach i opór wcale nie wskazują na to, co dobre i co złe. Być może właśnie dzięki temu, że je czujesz, możesz dokonać ogromnego skoku w świadomości oraz dokonać na stałe poprawy jakości swojego życia.

A co z tym wszystkim, przez co przestajesz czuć lub co robisz, by uciec od odczuwania? To jest dla Ciebie dobre? Np. telewizja, komputer, porno, alkohol, fantazjowanie? Dlaczego uciekanie od emocji jest dobre? To jeden z największych błędów prowadzących do masy powikłań i chorób. W tym uzależnień.

Jeśli względem nauki do egzaminu utrzymujesz opór i lęk, to znaczy, że nauka lub egzamin są złe? Oczywiście, że nie! Być może są dla Ciebie niezwykle ważne i dobre!

Czy smaczny alkohol jest dobry? To, że Ci smakuje wcale nie oznacza, że jest dobry. Poza tym czy w ogóle jego spożycie jest dobre zależy od okoliczności. Są okoliczności, w których spożycie alkoholu może doprowadzić do wypadku i śmierci wielu osób niezależnie jak smakuje.

Cukier jest najlepiej zamaskowanym narkotykiem. A kto go postrzega jako coś złego lub niebezpiecznego? Praktycznie nikt. Ludzie wtłaczają w siebie ogromne ilości cukru, bo przecież “słodkie znaczy dobre”… nawet synonimem dobrego, wspaniałego jest “słodki/a”. Czujemy się źle, jemy lub pijemy coś słodkiego i zaczynamy czuć się lepiej. Słodyczami nagradzamy i obdarowujemy bliskich, a nawet własne dzieci… Na tej podstawie stwierdzamy, że cukier lub słodki posiłek są dobre. Ale to jest dokładnie taki sam błąd jak popełniają uzależnieni – alkoholicy, pornoholicy czy narkomani.

Przypominam – emocjonalność to poziomy 1-199. Rozsądek jest na poziomie 400 (skala logarytmiczna)! Ocenianie czegokolwiek przez to, co czujemy (szczególnie jeśli wybieramy coś, bo czujemy się źle) to potencjalnie ogromny błąd.

No kto za dobre uważa przyznanie się do błędu, szczerość, powiedzenie kobiecie co względem niej czuje? No ludzie opierają się temu i nawet uciekają od tego latami.

A otyli ludzie wstydzący się iść na siłownię? No nie idą, bo się wstydzą i już! Więc większe znaczenie nadają unikaniu dyskomfortu, niż trwałej poprawie wyglądu swojego ciała, zdrowia, samopoczucia.

Czy podejmujemy decyzje zdrowe? Czy kierujemy się w stronę zdrowia?

Dlatego mówię – zdrowie to nie brak chorób. Bo jeśli codziennie nie czujesz radości, nie jesteś chętny/a do życia, do mierzenia się z problemami, wyzwaniami, etc., to już nie jest zdrowie.

Każdy sobie mówi – “zdrowie jest najważniejsze” ale jeśli by się radykalnie uczciwie przyjrzeli temu jak żyją, to dostrzegliby, że zdrowie wybierają bardzo rzadko. Co dzisiaj wybraliśmy? Ile z tego było zdrowe lub kierunkiem w stronę zdrowia? A co było tylko ew. plastrem na rany lub, jak zauważył Budda w przypadku trzymania się urazy – trucizną, którą wypiliśmy bardzo chętnie?

No niech mi ktoś przedstawi dobry powód do np. nienawidzenia naszych rodziców, że nas bili i poniżali całą młodość? Jest jakiś dobry powód? Oczywiście, że nie. Nienawidzimy dla samej nienawiści. Po nic innego. Czerpiemy z tego przyjemność i to wszystko. Nie ma nic więcej.

Poziom zdrowia nie oznacza, że stajesz się niewrażliwy/a na choroby. Poziom zdrowia sprzyja oczywiście zdrowiu fizycznemu jednak w głównej mierze mówimy tu o zdrowym kierunku życiowym i jakości życia. Nawet ciężka choroba doświadczana na tym poziomie nie staje się powodem do użalania się, grania ofiary, strachu, cierpienia, etc.

Poziom zdrowia to nie jakiś magiczny poziom, na którym nagle objawi Ci się zdrowie. Poziom 350 to “drzwi” poziomu świadomości nazywanego Akceptacją. Innymi słowy – zdrowie zależy czy do całego życia podchodzić będziesz akceptująco. Czyli już bez osądzania innych, świata, zdarzeń, emocji, siebie, bez oporu, etc.

To nie Ty zależysz od zdrowia, to zdrowie zależy od Ciebie. A droga do niego wiedzie przez Odwagę, Neutralność, Ochotę i nareszcie – Akceptację. To że chorujesz wcale nie musi oznaczać, że nie jesteś zdrowy/a. To że nie chorujesz wcale nie musi oznaczać, że jesteś zdrowy/a.

Czy rozumiesz, że mówiąc “zdrowie jest najważniejsze” ludzie wcale nie mówią o zdrowiu? Mówią tylko o nie chorowaniu. Zdrowie to poziom świadomości 350. Czy ktokolwiek życzącym innym “zdrowia” ma na myśli to, by osoba, której zdrowia życzy zaczęła żyć odważnie, uczciwie, szczerze, przyznawała się do błędów, mówiłą prawdę, nie zwalała odpowiedzialności, nie obwiniała, nie frustrowała się, nie stresowała, nie martwiła, nie wstydziła, żyła rozsądnie, rozważnie, mierzyła się z problemami, rozwiązywała je, podejmowała się wyzwań, etc.? Czy mamy na uwadze, by człowiek, któremu życzymy zdrowia żył integralnie? Choroby naprawę nie biorą się z powietrza.

Wszystko co na poziomie Odwagi (200) i powyżej nazywa się integralnością.

Przykładem integralności jest wybór prawdy nad kłamstwo, odpowiedzialności nad granie ofiary, odwagi nad strach, itd.

Jeśli chorując idziesz do lekarza, to czy pójście do lekarza umożliwił Ci strach przed konsekwencjami tej choroby? Nie mogłeś/aś kierować się niczym innym? Czy wybór wizyty u lekarza stał się możliwy tylko dzięki baniu się?

Czy kiedykolwiek rozważałeś/aś własne wybory pod względem integralności? Czy kiedykolwiek było to dla Ciebie coś ważnego?

Czy ekscytacja porno jest integralnością? Jeśli się czymś ekscytujesz, to czy jest to dobre?

Czy brak ekscytacji dzisiejszym dniem jest integralnością, zdrowiem?

Czy zemsta jest integralna, pozytywna, zdrowa?

Możemy też na zdrowie spojrzeć z innej perspektywy – wszystko co nie prowadzi do tego poziomu, czyli nie jest Odwagą, Neutralnością, Ochotą czy Akceptacją – oddala nas od zdrowia i będzie się zamanifestować jako coraz niższy poziom energii, napięcia, bóle, w końcu dolegliwości fizyczne i choroby. Każda z takich manifestacji jest jak migająca kontrolka na desce rozdzielczej samochodu. Niestety ludzie nie przyglądają się temu, tylko bardzo chętnie uciekają i wytłumiają. A gdy zdrowie się jeszcze bardziej pogorszy, to się użalają, grają ofiary, nawet obwiniają lekarzy, którzy nie potrafią im pomóc. To cały czas coraz dalej i dalej od zdrowia.

Życie to nie matematyka. Parzysta ilość minusów nie da Ci plusa. -(-)1 to nie +1. To coraz bardziej odległy od zera minus.

Zdrowie to nie to, co robisz, tylko to jaką osobą jesteś, jak żyjesz.

Jeśli żyjesz pozytywnie, to nawet wizyta w szpitalu nie będzie dla Ciebie problemem. A jeśli uwielbiasz grać ofiarę, to problemem będzie nawet schylenie się, by podnieść 100 zł leżące na ulicy.

I na koniec troszkę humoru (nie jestem tego autorem, tylko przetłumaczyłem):

Podziel się tym artykułem!

Napisz komentarz!

Zasubskrybuj
Powiadom mnie o
guest
13 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Łukasz

Przeczytałem początek i od razu muszę coś napisać skoro zdrowie to poziom 350, a przecież są ludzie co nawet nie znają tematu świadomości, a nie maja żadnych uzależnien i są np szczęśliwi.

Ja mam wrażenie, że ta duchowość jest dla tych ludzi co nie mogą sobie sami ze sobą poradzić.Mi np dużo pomogła duchowość lecz byłem na dnie i to było koniecznie zainteresowanie się tym.

Jeśli chodzi o zdrowie to dieta ma ogromny wpływ, bo jak rzuciłem cukier i jadłem same sałatki to lepiej się czułem.

Łukasz

Jeśli chodzi o tą nerwice lękową to latami tłumiłem niechciane emocje aż byłem w takim stanie, że nawet nie mogłem zasnąć, ale już wyleczyłem się z tego, bo medytuje od 2 lat+ biorę leki też lepiej żyje ale to jeszcze nie to, bo potrafię żyć pozytywnie tydzień lub dwa, a potem wracanie do porno i tak w kółko.Teraz po wpadce potrafię oczyścić się nawet w kilka godzin a kiedyś to było kilka dni.

Chciałem dodać coś jeszcze o tym, że pomimo mam dobre zdanie o sobie, lubię swój wygląd to ciagle podświadomie są jakieś blokady np jak stoję w sklepie w kolejce to już jest ta analiza, że np powiem zbyt cicho i sklepowa mnie nie usłyszy albo ze mam zbyt wysoki głos jak na mój wiek.

Pisałem nawet z kolega, który ma fobie społeczną i on mówił, że nie może chodzić naturalnie, bo kontroluje każdy swój ruch i ja tez tak mam np idąc ulica muszę iść wyprostowany, bo boje się negatywnej oceny jakbym szedł np zgarbiony

A dopiero po wpadce jak czuje wstyd, winę to nie mógłbym wyjść na ulice, bo bym się bał tych odczuć, że inni to zobaczą.

Łukasz

Ja wiem o tym ale tego nie da się przekroczyć to jest takie głębokie.Wśród ludzi nawet sobie mówię, że to tylko emocje ale i tak reaguje automatycznie.

To nie jest takie proste jak się komuś wydaje.Ja i tak staram się to akceptować chociaz wolałbym żyć jak normalny człowiek ale no nie potrafię nawet jakbym bardzo chciał coś siedzi głęboko w podświadomości.

Ty Piotrze myślisz, że ja tak specjalnie robie ale naprawdę ja chciałbym lepiej ale zaczynam czadem wątpić w to wsystko i chyba od małego mam jakieś lęki szczególnie przed mężczyznam, bo jak byłem mały dręczyli mnie w szkole i ukrywałem to zawsze.

Łukasz

No właśnie mi się wydawało, że duzo pracowałem nad sobą przecież robiłem to czego większość nie robi np medytacja nie pije nie pale i ogólnie żyłem pozytywnie a niektórzy piją, palą a mimo tego przynajmniej nie mają lęków przed innymi.

Ty Piotrze zawsze mnie krytykujesz ale rozumiem nie byłeś w mojej sytuacji więc możesz mieć inne spojrzenie na to.

Może ja po prostu potrzebuje bardziej pomocy psychiatrycznej/psychologicznej, a nie tej wiedzy od ciebie, bo pamietam jak napisałem pierwszy raz do Ciebie to napisales, że jeśli problemem jest porno samo w sobie wtedy to może pomóc a jeśli jest glebszy problem to może byc nie dla mnie.

Łukasz

Przepraszam chciałem coś dodać czy mam się zająć głównie tym by nie uciekać w porno czy bardziej głównie emocjami?bo pisze z osobami co np masturbuja sie kilka razy dziennie i dochodza a normalnie funcjonuja tzn spotykaja sie np ze znajomymi itd czy to tez zalezy od tego ile lat sie jest w nałogu czy raczej podejscie do emocji?
Na koniec dodam, że u mnie ta nerwica jest rodzinna ojciec to bał się wyjechac samochodem na ulice a ja z rodziny jako jedyny zrobiłem najodważniejsze rzeczy.

Łukasz

No powiedz – czy podjąłeś decyzję np. w formie – „Ok, będę się słuchał Piotrka, bo on rozumie temat uzależnień, sam przez to przeszedł, więc musi wiedzieć co mówi. Dobra, postaram się go zrozumieć, spojrzeć na tematy, o których rozmawiamy tak jak on to widzi i zobaczę co z tego będzie. Będą się go uczciwie słuchał przynajmniej przez najbliższe 3 miesiące. Jak nie będzie efektów to pieprzyć tego klauna. Ale jak będą, to nie zatrzymam się, tylko będę kontynuował”.
Tak było?

Właśnie słucham się i biorę do siebie.Za dużo analizuje zamiast zająć się jednym czyli zaakceptować to czuje, bo od tego uciekałem
w porno czyli jak poczułem coś nieprzyjemnego to wtedy tez pojawiały się myśli negatywne i od razu w porno.

Łukasz

Czuje poczucie winy, że zamiast Cię rozumieć to pisze po swojemu.

Podobne Wpisy:
Cnoty (Część 2) – Ciężka praca, Odwaga

Cnoty (Część 2) – Ciężka praca, Odwaga

Witam Cię serdecznie! Dziś kontynuujemy temat cnót. Będzie ogień, zapnij pasy! Część 1 znajdziesz klikając na link poniżej: ► Cnoty (Część 1) – Wstęp i szczerość. Zanim przejdziemy do dyskusji na temat kolejnych cnót, jeszcze kilka zdań o szczerości. Szczerość, jak Odwaga, kalibruje się na poziom 200. Czyli na poziom graniczny między dusznym obszarem negatywności… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 34
Choroby charakteru (Część 4)

Choroby charakteru (Część 4)

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat chorób charakteru. Części 1-3 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Choroby charakteru (Część 1) ► Choroby charakteru (Część 2) ► Choroby charakteru (Część 3) Wymienione choroby charakteru mają praktycznie wszyscy na planecie, bo to pandemia. Skala jest tak szeroka z wielu niezrozumień i błędnych interpretacji. Np. Zygmunt Freud BŁĘDNIE uznał,… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 6
O Emocjach – Żal (Część 2)

O Emocjach – Żal (Część 2)

Już w niejednym artykule wspominałem o zależności: BYĆ -> ROBIĆ -> MIEĆ To, jacy jesteśmy (za jakich się uważamy) wynikają nasze działania, a z naszych działań (czyli m.in. intencji tych działań) wynikają rezultaty – to, co posiadamy. Człowiek może tylko mieć to, jaki sam jest. Jeśli uważamy się za ofiarę, nie odniesiemy sukcesów. Jeśli zaś… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 2
Cnoty (Część 15) – Uradowany/radosny, Poczucie humoru, Lojalność, Zdrowie

Cnoty (Część 15) – Uradowany/radosny, Poczucie humoru, Lojalność, Zdrowie

Witam Cię serdecznie! Kontynuujemy temat cnót charakteru! Części 1-14 znajdziesz klikając na linki poniżej: ► Cnoty (Część 1) – Wstęp i szczerość. ► Cnoty (Część 2) – Ciężka praca, Odwaga. ► Cnoty (Część 3) – Moralność, Ciepło, Pracowitość/Pilność, Niefrasobliwość. ► Cnoty (Część 4) – Wytrwałość, Dobry/uprzejmy, Bycie pomocnym, Pozytywny. ► Cnoty (Część 5) – Rozważność,… Przeczytaj
Wpis!

Dodano:
Komentarze: 13

WOLNOŚĆ OD PORNO